Podcast Crazy Nauka · odc. 107

Potężne trucizny – najsilniejsze i trudne do wykrycia

12-03-2025 · 72 min · Tematyczny, Chemia i materiały, Zbrodnie i śledztwa

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Wystarczy pół kilo tej substancji, by otruć wszystkich ludzi na świecie. A żaby z Kolumbii dzielą pewną mroczną tajemnicę z ptakami z Papui Nowej Gwinei.
W tym odcinku podcastu Crazy Nauka opowiadamy o truciznach. Temat jest przeogromny, więc skupiamy się najpierw na dwóch wątkach: truciznach najsilniejszych i najtrudniejszych do wykrycia.
Od razu ostrzegamy – będzie mowa o śmierci i zabójstwach. Unikamy makabry, ale rozumiemy jeśli ktoś nie chce słuchać.

Dziś po raz pierwszy pojawia się polecajka popkulturalna – serial "Breaking Bad".

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Cóż to za substancja, której ledwie pół kilo wystarczy do wytrucia całej ludzkości?

Ola: I co wspólnego mają żaby z Kolumbii z ptakami z Papui Nowej Gwinei? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. No więc słuchajcie, dziś będziemy wam truli. Przepraszam, wujowy żart, musiałem to powiedzieć.

Ola: Wiem, że musiałeś. Ale ja to ścierpiałam, rozumiesz mnie.

Piotr: Ciekawe, jak reszta odbiorców. Dam radę.

Ola: Czego i państwu życzę.

Piotr: Naprawdę będziemy truli, może wam o truciznach będziemy opowiadali, może lepiej tak. O tych truciznach, które są najsilniejsze, o tych truciznach, które najtrudniej wykryć.

Ola: I tutaj od razu zastrzeżenie: to jest temat przeogromny. Najłatwiej było wybrać te trucizny, które są najsilniejsze, no bo na to są po prostu badania, no i tyle, kropka. Trudniej już z tymi słabo wykrywalnymi, no bo to się cały czas zmienia. Na przykład ten słynny arszenik.

Piotr: Chyba najsłynniejsza trucizna. Ciekawe, czy wam się też kojarzy od razu. Właśnie tak, bo zrobiliśmy wielkie badanie na grupie badawczej składającej się z naszej córki, i na pytanie, jaka jest pierwsza trucizna, która ci przychodzi do głowy, powiedziała: arszenik. Ciekawe, czy wy też tak macie, że to jest to pierwsze skojarzenie.

Ola: No ja tak nie miałam, ale tego tutaj nie zdradzę, w następnym odcinku zdradzę. Arszenik był niemal idealną trucizną, aż do roku 1836, kiedy przyszedł niejaki James Marsh i wszystko zepsuł, bo opracował test, który był w stanie wykryć ślady tej trucizny. No i wszyscy truciciele, którzy się pozbywali niechcianych członków rodziny czy jakichś rywali politycznych albo społecznych, już niestety nie mieli do dyspozycji tak idealnego środka, żeby czynić to spustoszenie.

Piotr: [? niepewne: W 16 roku było takie słuchawki], party pooper. No dobra, prawda jest też taka, że pojawiają się zupełnie nowe trucizny, bo w końcu te laboratoria wojskowe też coś muszą robić i bardzo intensywnie nad tym pracują, mimo zupełnie jakby, kto by się przejmował, wiecie, konwencję o zakazie broni chemicznej podpisaną w 1993 roku przez 190 państw. Nawet, słuchajcie, podpisały ją Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja i ratyfikowała, w ogóle szok i niedowierzanie.

Ola: A Korea Północna?

Piotr: O tym teraz nie rozmawiajmy.

Ola: Ale tamci mają chyba więcej pieniędzy i prawdopodobnie produkują to na tony.

Piotr: Tak, więc o tych teraz nie będziemy wszystkich mówili, bo po prostu nie wyrobimy. Są też takie trucizny, które po prostu mają jakąś fascynującą historię. Są takie trucizny, które są tuż obok nas, dosłownie, nie wiem, za oknem albo jeszcze bliżej. Więc to są te trucizny, o których tym razem nie zdołamy powiedzieć.

Ola: Ale już zapowiadamy, że opowiemy o tym w jednym z kolejnych odcinków, dlatego że temat jest tak przeogromny i tak nas wciągnął, że już zebraliśmy informacje, zrobiliśmy research, który wykroczył poza ten pierwszy odcinek.

Piotr: I poza zdrowy rozsądek.

Ola: I poza zdrowy rozsądek, więc tym razem odcięliśmy resztę i przekładamy do któregoś z kolejnych odcinków.

Piotr: Tak, i tych, którzy nas słuchają na bieżąco, przepraszamy też za opóźnienie, bo to jest właśnie efekt tego researchu. Podcast ukazuje się we środę, a nie we wtorek. Bywa, wiecie, jak się już wpadnie w jakiś temat, to później trudno z niego wypaść i się wykaraskać, więc dlatego mamy ten poślizg, przepraszamy. I oczywiście zaraz zaczynamy. Teraz tylko informacja, bo może wszyscy pamiętają, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

Piotr: I na początek zdecydowanie wypada zacytować niejakiego Paracelsusa, który napisał, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo to dawka czyni truciznę.

Ola: Ta-dam.

Piotr: Ta-dam, dziękuję, tak.

Ola: Tak, zatruć się można również wodą.

Piotr: Tak, o tym zaraz też będzie. Nie wiem, czemu Paracelsusa nazywa się Paracelsusem, skoro można by używać jego normalnych imion i nazwiska, bo to wiecie, jakby w sumie normalna sprawa. Nazywa się Philippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim.

Ola: Ja też nie rozumiem, czemu nie mówimy tak o nim w tym odcinku.

Piotr: Jakbym o tym wiedział, to być może któreś z naszych dzieci miałoby na imię Bombastus, bo uważam, że to…

Ola: Bombastus von Hohenheim.

Piotr: Nie, bo to już nazwisko.

Ola: Theophrastus też jest ładny.

Piotr: Nie, ale Bombastus, proszę cię.

Ola: No dobra.

Piotr: Bombastus, weź opróżnij zmywarkę. Pomyśl, jak to brzmi, bosko. Przepraszam, Adam, pozdrawiamy naszego wiernego słuchacza.

Ola: No bo faktycznie w kwestii trucizny decyduje rzeczywiście dawka, jak mówił Bombastus. Na przykład dawka śmiertelna wspomnianej wcześniej wody to dla dorosłego człowieka jakieś 6 litrów, wypite w dość szybkim tempie. Ale jeżeli już byśmy się tutaj postarali bardziej, to jeżeli zjemy cukier, czyli sacharozę, no to trzeba by ledwie 2 kilogramy, żeby pożegnać się z tym światem. I oczywiście tutaj musimy zastrzec, że w tym odcinku będziemy mówili o przypadkach śmierci ludzi. Nie idziemy w makabrę, ale jeśli ktoś nie chce słuchać opowieści na takie tematy, no to jest to dobry moment, żeby odpuścić.

Piotr: Tak, i zgodnie z zapowiedzią przechodzimy do zasadniczego zestawienia trucizn, tego, które przygotowaliśmy. Zaczynamy od trucizn takich trzech, które uznawane są za najsilniejsze.

0:06:09 Botulina, czyli najsilniejsza trucizna na Ziemi

Ola: Cofnijmy się zatem do końca XVIII wieku oraz początków XIX wieku, do Królestwa Wirtembergii, południowe Niemcy. I to był okres, kiedy ten kraj był nękany przez epidemię powodowaną przez zepsute kiełbasy. Było to tak trudne do opanowania zjawisko, że w roku 1802 władcy zasiadający na tronie w stolicy regionu, w Stuttgarcie, wydali edykt specjalny, ostrzegający przed jedzeniem wędzonej kaszanki. Czyli ostrzeżenie przed kiełbasami.

I to, co się działo wskutek tej wędzonej kaszanki, która siała spustoszenie, nasiliło się jeszcze podczas wojen napoleońskich, w latach 1803-1815, kiedy, jak wiadomo, wojny sprzyjają szerzeniu się zaraz chorób. A ta wojna, w szczególności właśnie w okolicach specjalizujących się w wyrobie kiełbas, okazała się szczególnie dotknięta tym zjawiskiem. Te epidemie charakteryzowały się dość dziwnymi objawami, to znaczy ich zestaw był nietypowy: niewyraźne widzenie, opadające powieki, dość niewyraźna mowa, trudności z połykaniem, ale też wymioty i poważne osłabienie mięśni.

Tym, który jako pierwszy odkrył przyczynę zatrucia kiełbasą, był niejaki Justinus Kerner, niebombastus. To był niemiecki lekarz i poeta. Szukałam tego Kernera i okazało się, że był całkiem znanym poetą romantycznym.

Piotr: Poezją kiełbasami. W sumie tak.

Ola: Mieszkał w regionie Wirtembergii, właśnie w tym czasie, kiedy dochodziło do tych epidemii. Badał liczne przypadki, z którymi się stykał jako lekarz, i około 1820 roku zaczął publikować analizy naukowe, w których dowodził, że u chorych cierpiących na to zatrucie kaszanką czy kiełbasą atakowany jest przewód pokarmowy, sieć nerwowo-mięśniowa i układ autonomiczny, czyli układ walki lub ucieczki. To całkiem naukowe podejście pokrywało się z tym, co później również stwierdzono.

Piotr: Na początku XIX wieku.

Ola: To jest duże osiągnięcie. Przede wszystkim podszedł bardzo metodycznie do tego zagadnienia i orzekł, że przyczyną śmierci w ramach tych zatruć była niewydolność oddechowa i sercowa, następujące w efekcie osłabienia mięśni. Co robił Kerner? Otóż sporządzał wyciągi z zepsutej kiełbasy, nazywał to oleistą, tłustą trucizną i aplikował to zwierzętom, które gdzieś wyłapywał, ale też samemu sobie. I teraz uwaga: ponieważ nie był w stanie prawidłowo wyizolować toksyny w jej czystej postaci, przeżył, a nawet niektóre zwierzęta przeżywały te eksperymenty. Kerner rozpoznał, że ta trucizna kiełbasiana działa podobnie do innych znanych trucizn neurologicznych, czyli neurotoksyn, w tym na przykład nikotyny, jadu węża i atropiny, czyli tej trucizny z soku rośliny belladonna.

Piotr: O, na pewno się do niej wróci, chociaż nie w tym odcinku.

Ola: Ich szczególną cechą jest możliwość blokowania sygnałów w układzie nerwowym. Kerner napisał, że zdolność przewodzenia nerwowego przy takich zatruciach jest przerywana przez toksynę w taki sam sposób, jak w przewodniku elektrycznym sygnał przerywany jest przez rdzę. Poeta. Dzięki tym odkryciom Kerner był nazywany wurstkernerem, czyli kiełbasianym Kernerem.

Piotr: Jak na poetę, to trochę gorzej.

Ola: Trochę gorzej mu to wyszło, a substancja, którą badał, została nazwana trucizną kiełbasianą.

Piotr: Trucizna podpowiada.

Ola: Tak, no bo chodzi… i tutaj jeszcze dodam, że w roku 1895, czyli sporo już po działalności Kernera, belgijski bakteriolog Emil van Ermengem odkrył bakterię, która wywoływała te zatrucia, bo dopiero tutaj wkraczamy w erę odkrywania bakterii, o których Kerner jeszcze nie miał pojęcia. Ten belgijski bakteriolog wyizolował bakterie z domowej roboty solonej szynki. Ta szynka nieszczęsna stała się przyczyną zatrucia aż 34 osób.

Piotr: Wow, jakaś impreza musiała być.

Ola: No, a ten Emil, będę używać imienia tak zaufale, zbadał również śledzionę człowieka, który zmarł wskutek tegoż zatrucia. Tę wyizolowaną bakterię nazwał Clostridium botulinum, od łacińskiego słowa botulus, oznaczającego, uwaga, kiełbasę.

Piotr: I mamy to.

Ola: Tak, botulus, kiełbasa.

Piotr: Kiedyś się uczyłem łaciny, to jakoś nie uczyliśmy się o kiełbasie.

Ola: No, na cześć oczywiście kiełbasianego Kernera. Po polsku bakteria ta nazywana jest laseczką jadu kiełbasianego. To jest bakteria bezwzględnie beztlenowa, wymaga beztlenowego środowiska, i do jej wytwarzania dochodzi właśnie w niewłaściwie wytwarzanych i przechowywanych konserwach mięsnych albo w ogóle przetworach mięsnych, ale też w przetworach rybnych i jarzynowych, żeby nie było zbyt łatwo. Jednak jeśli szukać głównego rezerwuaru tych bakterii, to tym głównym środowiskiem jest gleba oraz osady z dna morskiego.

Piotr: Nie jedzmy ich.

Ola: Dobra, ja absolutnie się zgadzam.

Piotr: To wszystko nie brzmi jakoś bardzo groźnie, póki co, ale nie przypadkiem botulina znalazła się na pierwszym miejscu tej naszej listy najgroźniejszych trucizn.

Ola: No tak, jej dawka śmiertelna to, uwaga, uwaga, niespełna jeden nanogram na kilogram masy ciała. To jest ultra, ultra mało. Powiedz, bo to ty obliczałeś bardzo starannie metodologię, jak obliczyłeś, w jaki sposób można wytruć całą ludzkość.

Piotr: Przy czym od razu zastrzegam, nie planuję wytrucia całej ludzkości ani nawet jej części, tylko…

Ola: Tak, ja potwierdzam, potwierdzam.

Piotr: Dziękuję ci bardzo. No bo policzyliśmy sobie tak, że mamy 8 miliardów ludzi na świecie, i potrzebowaliśmy średniej wagi człowieka, a ona się okazuje bardzo różnić między kontynentami, więc znalazłem dane, ile średnio się waży na każdym kontynencie, a potem proporcjonalnie ile jest ludzi na każdym kontynencie. Oczywiście jest to przybliżenie, można to zrobić dla każdego kraju, ale uznaliśmy, że nie ma co.

Ola: Nie zrobisz to ponad 190 krajów?

Piotr: No jakoś, wiesz, nie. Wyszło nam, że średnia masa ciała wynosi jakieś 61,5-62 kilogramy, powiedzmy, że 62, więc to nam daje, jak pamiętam, 495 gramów botuliny potrzebnej do wytrucia całej ludzkości, czyli niecałe pół kilo. Oczywiście pomijam aspekty logistyczne podawania tego i tak dalej, ale jakby ktoś chciał sobie wyfantazjować, to jest właśnie dobra okazja.

Ola: Pół kilograma tej tłustej trucizny.

Piotr: Nie, nie, ona nie byłaby już tłusta, wiesz.

Ola: Nie, bo byłaby wyizolowana. To z kiełbasy, oj, fu.

Piotr: No dobra, nie wchodźmy w tę stronę. Jak już Ola wspomniała, i poetycko wspomniał nasz ten Wurst-Kerner, tak się nazywał, to jest neurotoksyna. Powoduje paraliż mięśni poprzez blokowanie uwalniania neuroprzekaźnika, czyli acetylocholiny. Kto pamięta, jak działają nerwy i układ nerwowy? Zresztą jest to dowód na to, że ewolucja jest wybitnie niedoskonała, bo to strasznie kiepski pomysł: mamy tak szybkie przekazywanie we włóknach nerwowych, a potem gwałtowne hamowanie z piskiem opon, żeby przez synapsę, która łączy te włókna nerwowe, przekazać wcześniej elektryczny impuls chemicznie, czyli muszą się przekulkać. To strasznie spowalnia przekazywanie w układzie nerwowym, ale jeszcze bardziej spowalnia, jak się użyje botuliny, dlatego że botulina właśnie w tych zakończeniach synaptycznych hamuje uwalnianie acetylocholiny, czyli impuls elektryczny biegnie, dobiega do synapsy i dalej nie idzie, bo botulina to wszystko zatkała.

Jeżeli to wszystko działa normalnie, przewodzenie działa, natomiast jak wjedzie botulina, sygnały nerwowe po prostu są przerywane, nie są przekazywane do mięśni, co początkowo prowadzi do osłabienia, a stopniowo do paraliżu, w zależności od stopnia zatrucia. Stąd, zwróćcie uwagę, opadanie powiek, niewyraźna mowa i tak dalej to są właśnie zaburzenia przekazywania nerwowego. Pierwsze efekty działania tej toksyny są widoczne od 12 do 36 godzin od zatrucia. Oczywiście to zależy też od dawki, bo jak to jest jakiś bardzo mocny strzał, to będą dwie godziny, jeżeli tego jest niewiele, to nawet 8 dni po spożyciu zatrutej żywności, co bardzo utrudnia wtedy identyfikację, co myśmy właściwie zjedli.

Ola: No i tutaj skojarzenie nazwy botulina z botoksem jest zupełnie nieprzypadkowe, ponieważ jest to dokładnie ta sama substancja. Ta toksyna po prostu jest stosowana w kosmetyce, w kosmetycznym botoksie, który polega na tym, że niewielkie, naprawdę niewielkie ilości toksyny są wstrzykiwane do poszczególnych obszarów mięśni, których działanie jest paraliżowane. W ten sposób uzyskuje się efekt wygładzenia poszczególnych części twarzy, na przykład na czole wygładzają się zmarszczki czy kurze stopki w kącikach oczu. To się utrzymuje przez kilka miesięcy, a potem efekt zanika, i jeżeli komuś zależy na takich efektach, to się to robi znowu po kilku miesiącach. Osoba, która została ostrzyknięta botoksem, ma te obszary twarzy nieruchome, stają się takie dość martwe, sparaliżowane, jakby nie patrzeć.

Piotr: Tak, jeśli jest dobrze wykonany zabieg, to robi dobre wrażenie, nie rzuca się w oczy na przykład to, że ma się nieruchome czoło, nie pojawiają się te zmarszczki mimiczne na nim.

Ola: Ale właśnie ta możliwość paraliżowania rozmaitych mięśni jest również wykorzystywana w medycynie. Na przykład leczenie zeza jest czasami wspomagane właśnie przez botoks, który służy do paraliżowania mięśni odpowiadających za to schorzenie. Toksyna botulinowa może też łagodzić migreny, może zmniejszać nadmierną potliwość czy wydzielanie śliny, ale również bywa wykorzystywana do łagodzenia bolesnych skurczów kończyn u osób, które cierpią na mózgowe porażenie dziecięce. Więc to, co może zabić, może też leczyć, tylko właśnie dawka czyni truciznę. Przejdźmy do drugiej w kolejności, jeśli chodzi o siłę rażenia toksyny.

0:19:02 Majtotoksyna i trucizny morskich zwierząt

Ola: To jedna z toksyn morskich, czyli wydzielanych przez organizmy, które żyją w morzach i oceanach. Najniebezpieczniejszą z tych substancji jest majtotoksyna. Nazwa pochodzi od tahitańskiego słowa "maito", czyli ryba. Ta toksyna nie jest wytwarzana przez ryby, tylko przez glony z grupy uroczo nazywanej [? niepewne: tobołkami].

Piotr: Uroczą zaiste nazwą.

Ola: Tak, ale w nazwie łacińskiej jest również słowo "toksikus", co może sugerować, że to niekoniecznie miłe stworzonka. Po raz pierwszy wykryto tę toksynę w organizmie ryby z rodziny [? niepewne: pokolcowatych] i dlatego nadano jej taką nazwę. To jedna z najsilniejszych toksyn niebiałkowych. Jej śmiertelna dawka to zaledwie 0,05 mikrograma na kilogram masy ciała. To jest niezwykle mało, natomiast wciąż jeszcze więcej niż wymaga botulina do wywołania podobnego efektu.

Piotr: Tak, z tą dawką śmiertelną w ogóle jest dość skomplikowane, jak ona jest obliczana, no bo żeby ją rzeczywiście zmierzyć, podawana jest trucizna szczurom najczęściej, więc to tak naprawdę mierzy, jaka dawka działa na nie. Tutaj właśnie w tle się otrząsają psy, bo chwilowo mamy dwa.

Ola: Bo są dwa. Jest również Abi u nas, oprócz Fali jest Abi, córka rodziców Piotrka.

Piotr: Dołączyła chwilowo, towarzysko, i właśnie liże mnie po ręce, zrobiła się bardzo towarzyska. Chodzi mi o to, że ta śmiertelna dawka wyznaczana jest na innych organizmach niż ludzie, więc to może trochę inaczej działać, stąd brak precyzji. Ale generalnie to jest dość rozległy temat, może jeszcze w którejś z kolejnych części poruszymy. Co ta toksyna robi w organizmie? Należy do grupy toksyn, które zaburzają równowagę wapniową w komórkach. Jest w ogóle dość dużo różnych takich toksyn, które starają się namieszać nam w jonach. Co ona robi? Aktywuje pozakomórkowe kanały wapniowe, czyli tak naprawdę zwiększa przepływ jonów wapnia, które napływają do komórki, do cytoplazmy. Tam odpalają się rozmaite procesy biochemiczne, które przede wszystkim powodują uszkodzenie błon komórkowych, właśnie depolaryzację błony, czyli zakłócanie przepływu tam i z powrotem tych jonów, które decydują o ładunku elektrycznym. Potem następuje aktywacja enzymów, które rozkładają białka strukturalne komórki, czyli taki schemat trochę jak apoptoza. To po prostu prowadzi do śmierci komórki w wyniku jej rozpadu. Wpuszcza jony wapnia do środka i komórka się psuje. Najkrócej rzecz ujmując.

Ola: Jak można się domyślać, ta toksyna najczęściej gromadzi się w ciele tych zwierząt, które zjadają glony zawierające majtotoksynę. Są to zwierzęta żyjące w wodach tropikalnych i subtropikalnych, głównie duże mięsożerne ryby rafowe, bo zjadają te ryby, które żywią się glonami, w związku z czym u nich, jako u jednego z najwyższych ogniw w łańcuchu pokarmowym, następuje nagromadzenie tych toksyn. Wśród ryb, które mogą wywołać zatrucia majtotoksyną, są na przykład barakuda, zębacz, murena, okoń morski czy jesiotr, ale też papugoryby, te słynne kolorowe ryby rafowe z dzióbkami, które również mogą się okazać śmiertelnie niebezpieczne.

Zatrucia majtotoksyną często występują w wodach Oceanu Spokojnego i Indyjskiego oraz na Morzu Karaibskim, ale całkiem niedawno odkryto, że obszarami ryzyka stały się, uwaga, Madera i Wyspy Kanaryjskie, części Morza Śródziemnego i część Zatoki Meksykańskiej. Niestety te gatunki, które są endemiczne, czyli występują naturalnie w jakichś obszarach, są przenoszone czy to z wodami balastowymi w dużych statkach, czy po prostu przewożone przez ludzi, i to może rozprzestrzeniać to zagrożenie związane z toksynami. I jest jeszcze jedno źródło ryzyka: rosnący globalny handel produktami z owoców morza, co też sprawia, że dość mocno się przemieszczają gatunki, które mogą stanowić zagrożenie.

Piotr: W ogóle zatrucie majtotoksyną jest bardzo częste, to znaczy szacuje się, chociaż raczej się niedoszacowuje, że to jest około 50 tysięcy przypadków rocznie, i kłopot w tym, że znowu, jak przy wielu truciznach, objawy są dość niejednoznaczne, więc prawdopodobnie choroba jest często niedostatecznie rozpoznawana, niezgłaszana, więc można przyjąć, że tak naprawdę tych przypadków zatruć jest znacznie więcej.

Ola: Ta choroba funkcjonuje pod charakterystyczną nazwą cigułatera, czyli zatrucie rybami. Może też występować wskutek zatrucia innymi toksynami, nie tylko majtotoksyną, więc trzeba powiedzieć, że do tego jednego worka może wpadać bardzo wiele różnych substancji.

Piotr: Objawami mogą być naprawdę bardzo poważne zaburzenia pracy układu krążenia, przewodu pokarmowego. Mogą się pojawiać objawy neurologiczne i neuropsychiatryczne, czyli takie, które już mocno wpływają na zachowanie człowieka. Zwykle dość szybko się pojawiają, bo to jest 3 do 6 godzin po spożyciu skażonej ryby, ale bywa, że jest to znacznie opóźnione, nawet do 30 godzin, i znowu mamy przypadek, w którym trudno stwierdzić, co dokładnie wywołało zatrucie.

0:27:16 Batrachotoksyna – trujące żaby i ptaki

Ola: Być może ci spośród was, którzy interesują się książkami, filmami przygodowymi rozgrywającymi się w dziewiczych rejonach na przykład Ameryki Południowej, słyszeli o Indianach z Kolumbii, którzy używają dmuchawek z zatrutymi strzałkami do polowań. Najbardziej znaną z trucizn, które wykorzystują, jest kurara. Pochodzi z rośliny, ale uwaga, uwaga, wcale nie jest najbardziej toksyczna i najbardziej niebezpieczna, bo najgroźniejsze toksyny pochodzą ze skór małych żab, które są drzewołazami. Najgroźniejszą ze wszystkich jest batrachotoksyna. Pięknie, bardzo ładnie się przećwiczymy. Jej dawka śmiertelna wynosi zaledwie 2 do 3 mikrogramów na kilogram masy ciała, co oznacza, że taka ilość, wielkości dwóch ziarenek soli stołowej, może zabić człowieka.

Piotr: Tak, batrachotoksyna, udało mi się. To jest znowu neurotoksyna. Ta z kolei zaburza funkcjonowanie kanałów sodowych w komórkach mięśni i nerwów, czyli powoduje, że te kanały zostają cały czas otwarte, blokuje je, można tak powiedzieć. Mamy wtedy ciągły przepływ tych jonów, jonów sodu, i to powoduje zaburzenie funkcjonowania całego układu nerwowego, rytmu serca i tak dalej. Zresztą, powiedzmy szczerze, zatrucie wodą też sprowadza się do tego, że zaburzona zostaje gospodarka jonowa, chociaż tam akurat jest inny mechanizm, to nie jest takie otwarcie kanałów.

W ogóle wiele drzewołazów wydziela przez skórę toksyczne alkaloidy. Po co im to? Oczywiście do obrony przed drapieżnikami. Zwykle idzie to w parze z odpowiednim ubarwieniem, to znaczy nie jest tak, że o, zjadłem żabkę, niespodzianka, szlag mnie trafił, tylko raczej: wiem, że tej żabki nie jeść, bo ma takie kolory, że sygnalizuje, żeby jej nie jeść, i faktycznie nie będę jej jadł.

Ola: No właśnie, bo to się może źle skończyć. I tutaj uwaga: liściołaz żółty, który jest naprawdę żółty i jaskrawy i bardzo mocno komunikuje "omijajcie mnie z daleka", jest najbardziej toksycznym z drzewołazów. Jest śliczny, a ma wystarczająco dużo tej swojej toksyny, aby, uwaga, zabić 20 ludzi albo około 10 tysięcy myszy.

Piotr: Takie stosy myszy leżące wszędzie.

Ola: Albo ludzi. I tutaj ciekawostka: te drzewołazy, które są urodzone w niewoli, nie są trujące. To sugeruje, że to nie sam drzewołaz wytwarza te toksyny, tylko że toksyna pochodzi z ich diety. Prawdopodobnie, bo to jeszcze nie jest dokładnie przebadane, te żaby czerpią odpowiednie związki chemiczne ze stawonogów, którymi się żywią, na przykład stonóg czy roztoczy. I ciekawostka, że istnieją takie drapieżniki, które wykształciły w sobie odporność na te toksyny. Jest jeden wąż, którego nazwy tutaj nie wypowiem, który rzeczywiście potrafi się przed tym ochronić.

Ale i tutaj kolejna ciekawostka, bo te batrachotoksyny wykryto nie tylko u kolumbijskich żab. Jeżeli przeniesiemy się na drugą część globu, trafimy do Papui Nowej Gwinei, w której ponad 30 lat temu działał ornitolog [? niepewne: Jack Dumbaker]. Amerykański ornitolog, który został zadrapany w rękę przez lokalnego ptaka, całkiem ładnego, o pięknej nazwie fletowiec kapturowy. Ten ornitolog tak instynktownie przyłożył rękę do ust, żeby possać tę rankę, i jego usta zaczęły drętwieć. Coś go tknęło i zaczął badać temat. Ostatecznie okazało się, że ten właśnie fletowiec kapturowy zawiera tę batrachotoksynę, ale nie tylko on. Potem wykryto ją u innych ptaków, również pięknie nazwanych modrogłówek, które mają też jaskrawe upierzenie i które generalnie też ostrzegają: nie ruszaj mnie, nie ruszaj. Chociaż u nas są różne pięknie ubarwione ptaki i one akurat chyba toksyczne nie są.

Piotr: Nie zawsze tak to działa u ptaków, to raczej właśnie płazy.

Ola: No właśnie. I tutaj jest jeszcze jedna hipoteza, że ptaki, jak i żaby, mogą uzyskiwać toksynę z chrząszczy, czyli kwestia diety znowu.

Piotr: Tak, kwestia diety, to jest jeszcze na etapie badań. Trucizna u ptaków jest znacznie mniej groźna, znacznie mniej potężna niż u żab, mimo że to ta sama substancja.

Ola: Może kwestia stężenia, no bo to najwyraźniej, skoro to ta sama substancja, to pewnie stężenie.

Piotr: I teraz gdzie te ptaki kumulują tę toksynę? Otóż w piórach. Zaledwie dwa lata temu biolodzy odkryli właśnie też na Papui Nowej Gwinei kolejne dwa gatunki ptaków, tym razem z rodziny wróblowatych, takie toksyczne wróbelki, które w piórach zawierają batrachotoksyny. To są fletówki królewskie i krasnogłowiki. Takie piękne nazwy.

Ola: Ale to ciekawe, czy u ptaków to raczej służy ochronie? Ja bym podejrzewała, że być może to jest sposób na po prostu pozbycie się tej toksyny, to znaczy, że nie metabolizują jej na przykład, ale są w stanie ją przetransportować i zgromadzić w piórach, które są, można powiedzieć, martwą częścią ciała.

Piotr: A może chodzi o obronę przed pasożytami?

Ola: A też bardzo możliwe, to bardzo możliwe rzeczywiście.

Piotr: I tutaj mamy rzeczywiście taką sytuację, że ptaszki niewinne, a śmiertelnie niebezpieczne. Jak to, pozory mylą.

Ola: Nie jedzcie wróblowatych. I to jest bardzo dobry moment, żeby podziękować tym wszystkim, którzy komentują te nasze podcasty, czy to na Spotify, czy na YouTubie, bo to takie dwa główne miejsca do komentowania. To są dla nas bardzo ciekawe, zazwyczaj bardzo miłe momenty, czytanie i odpowiadanie. Więc piszcie, bardzo prosimy, wskazujcie, co możemy robić lepiej, komentujcie. Nie ze wszystkim się zgadzamy, były różne dyskusje, mniej i bardziej gwałtowne, ale po to świat jest, żeby dyskutować. Jeszcze prośba o ocenianie, zwłaszcza na Spotify, ale też w innych miejscach. Tam na przykład na Spotify można dodawać gwiazdki, i to jest dosłownie kilka sekund roboty, jak słuchacie ze Spotify, możecie w tej chwili, słuchając nadal, pyknąć i nas ocenić. Tych ocen wciąż jest niezbyt dużo u nas, a one są ważne dla algorytmów, które odpowiadają za to, co jest podpowiadane innym słuchającym, więc zawsze wasza ocena będzie mile widziana.

Piotr: I jeżeli tylko tego chcecie, to bardzo was zachęcamy do wsparcia tego, co robimy, na Patronite albo na BuyCoffeeTo. Na BuyCoffeeTo możecie nam po prostu postawić kawę, na Patronite możecie nas wspierać regularnymi datkami. Bardzo gorąco dziękujemy tym spośród was, którzy się na takie wsparcie decydują, bo to nam naprawdę bardzo, bardzo pomaga.

0:35:22 Trucizny najtrudniejsze do wykrycia: polon-210 i sprawa Litwinienki

Ola: I galopujemy dalej. To były trucizny, które są najtruciźniejsze, jak mówiliśmy, to jest ta łatwiejsza część rankingu, bo to łatwo ocenić. Teraz spróbujemy się skupić na truciznach najtrudniejszych do wykrycia. To oczywiście jest kwestia dyskusyjna, co to znaczy najtrudniejsze do wykrycia. Jak mówiliśmy, arszenik był bardzo, bardzo trudny do wykrycia, potem przyszedł party pooper i wszystko zepsuł.

Piotr: Lubimy takich party pooperów.

Ola: Tak, tak. I to jest trochę tak, że niektóre z tych trucizn są trudne do wykrycia głównie dlatego, że albo dają bardzo niespecyficzne objawy, albo mało kto się ich spodziewa, albo ich działanie jest opóźnione. Różne mogą być te kryteria, więc myśmy to jakoś dość arbitralnie wybrali. Zaczniemy od bardzo wyjątkowej trucizny, mianowicie od polonu, polonu 210. Trucizna jest wyjątkowa między innymi dlatego, że znamy właściwie tylko jeden przypadek jej celowego użycia i ledwie kilka innych, gdzie podejrzewa się przypadkowe zatrucie, ale działanie tej trucizny jest tak szczególne i tak perfidne, że stwierdziliśmy, że warto jej poświęcić uwagę. I oczywiście dobrze skojarzyliście: polon to jest ten pierwiastek, który został odkryty i nazwany na cześć Polski przez Marię Skłodowską-Curie i jej męża Piotra Curie.

Dlaczego on jest toksyczny? To jest ciekawe, dlatego że polon sam w sobie nie jest toksyczny w takim znaczeniu, jak nam się to kojarzy, to znaczy nie włącza się gdzieś w jakieś enzymy, nie otwiera, nie zamyka kanałów, nie blokuje przepływów. To jest raczej nie działanie biochemiczne, tylko coś, co przypomina, powiedzmy sobie, granat odłamkowy, i taki granat, którego wybuch trwa przez wiele miesięcy.

Piotr: Oj, oj, oj.

Ola: Tak, nie brzmi to dobrze. Te odłamki z tego granatu to nic innego jak cząstki alfa, czyli masywne jądra helu. Składają się z dwóch protonów i dwóch neutronów. To jest po prostu jeden z typów promieniowania radioaktywnego. Mamy alfa, mamy beta, mamy gamma. Ponieważ, jak powiedziałam, to jest samo jądro helu, więc mamy dwa protony, dwa neutrony, i brakuje nam dwóch elektronów, żeby to zrównoważyć, jeśli chodzi o ładunek elektryczny. Więc taka cząstka ma też spory ładunek dodatni, co ma wpływ na jej działanie. Polon 210, bo to jest ten izotop, o którym mówimy, właściwie jedyny, który nas interesuje, samoistnie się rozpada, emitując właśnie to promieniowanie alfa. My najbardziej boimy się promieniowania gamma, zwłaszcza że jest bardzo przenikliwe, przebija się przez najróżniejsze grube warstwy. A tymczasem alfa brzmi niegroźnie, bo chroni przed nim nawet zwykła kartka.

Piotr: Skóra też chroni, tak. Przez skórę promieniowanie alfa praktycznie nie przenika.

Ola: Uwaga, chyba że znajdzie się po drugiej stronie tej skóry, czyli wewnątrz organizmu. I wtedy jest już niedobrze, bo taki rozchodzący się po całym organizmie pierwiastek zaczyna wszędzie siać tymi odłamkami, tymi groźnymi cząstkami alfa, bardzo szybko rozchodzi się po organizmie i powoduje bezpośrednio uszkodzenia DNA, ale też prowadzi do powstawania wolnych rodników, a te z kolei powodują dalsze zniszczenia, powodują śmierć komórek. To naprawdę jest perfidny sposób działania, bo substancja radioaktywna, która dostaje się do środka organizmu, rozchodzi się, ale też kumuluje się w różnych miejscach, szczególnie w wątrobie, w nerkach, ale też w szpiku kostnym i śledzionie, czyli tych organach krwiotwórczych, i właśnie tam te komórki krwi szczególnie mocno uszkadza.

Piotr: Objawy działania tej trucizny to silne wymioty, biegunka, niewydolność nerek i wątroby, zaburzenia krzepnięcia krwi, osłabienie odporności wskutek zniszczenia szpiku kostnego. To właściwie wygląda na taki zestaw choroby popromiennej.

Ola: Tak, dokładnie to jest to, tylko nietypowa i z różnych względów trudna do wykrycia, o czym za chwilę będziemy mówić.

Piotr: Tutaj trzeba pamiętać o tym potencjalnym, długoterminowym działaniu polonu, bo takie wewnętrzne bombardowanie tymi odłamkami powoduje nie tylko uszkodzenia doraźne, ale też jest ogromna szansa, że powstanie bardzo dużo najrozmaitszych mutacji prowadzących do, uwaga, nowotworów.

Ola: Oczywiście, o ile przeżyjemy do takiego czasu, aż te nowotwory zdążą powstać, bo to zależy od dawki.

Piotr: Jeśli chodzi o dawkę śmiertelną, mamy stosunkowo niewiele danych na ten temat, ale ocenia się, że około jeden mikrogram jest dawką śmiertelną dla dorosłego człowieka. Tutaj, przy takim schemacie działania, nie istnieje jakakolwiek odtrutka na tę truciznę.

Ola: Bo nie jest to typowa trucizna.

Piotr: No tak, stosuje się leczenie objawowe, jak w przypadku zatruć metalami ciężkimi na przykład, czy wystawienia na promieniowanie jonizujące. Podaje się środki chelatujące, wiążące metale, ale ich działanie niestety nie jest na tyle skuteczne, bo nawet związany przez chelaty polon dalej strzela i może czynić spustoszenie.

Ola: Przestaje wchodzić w reakcje, bo w przypadku metali ciężkich chodzi głównie o wchodzenie w jakieś reakcje biochemiczne, a tu mamy problem taki, że nadal jest groźny. Oczywiście najsłynniejszym, bo najprawdopodobniej jedynym znanym przypadkiem zatrucia polonem jest śmierć Aleksandra Litwinienki w 2006 roku. Litwinienko zaczął swoją karierę jeszcze jako funkcjonariusz KGB w czasach Związku Radzieckiego. Gdy Związek Radziecki się rozpadł, pracował dalej w FSB, czyli Federalnej Służbie Bezpieczeństwa. W 1988 roku, no nie wiem, jak to powiedzieć, zbuntował się, publicznie oskarżył swoich przełożonych o wydawanie rozkazów niezgodnych z prawem, w tym zlecanie zabójstw. Po takiej akcji stał się wrogiem systemu, wiadomo.

W 2000 roku uciekł do Wielkiej Brytanii, tam otrzymał azyl polityczny. Na emigracji stał się bardzo głośnym krytykiem Kremla, no i osobiście prezydenta Putina. Zajmował się działalnością konsultingową, ale też współpracował z brytyjskimi służbami wywiadowczymi. Był solą w oku, to mało powiedzieć, Rosji i tamtejszych służb, no i prezydenta. 1 listopada 2006 roku spotkał się z dwoma Rosjanami: [? niepewne: Andrzej Ługowoj] i [? niepewne: Dimitri Kowtun]. Spotkali się w londyńskim hotelu Millennium.

Piotr: Pytanie, dlaczego się z nimi spotkał?

Ola: No miał kontakt z Rosjanami, mieli rzekomo przegadać z nim jakąś ewentualną współpracę i przekazać informacje na temat rosyjskich układów między światem władzy, światem politycznym a światem biznesowym. Kilka godzin po tym spotkaniu Litwinienko zaczął się źle czuć. Pojawiły się nudności, wymioty, bóle brzucha. Początkowo wyglądało to jak jakieś zatrucie pokarmowe, natomiast jego stan bardzo szybko zaczął się pogarszać. Nie wiadomo było wtedy, co się dzieje. Podejrzewano między innymi zatrucie talem, o talu będziemy jeszcze mówili, to była dość znana trucizna, stąd to rozpoznanie. Dopiero na dzień przed śmiercią Litwinienki udało się odkryć przyczynę zatrucia. Wtedy już niewiele mogło to zmienić.

Piotr: No właśnie, dlaczego z jednej strony mamy chorobę popromienną tak naprawdę, a z drugiej strony nie możemy jej wykryć?

Ola: Tak jak powiedzieliśmy, skóra całkiem nieźle chroni przed promieniowaniem alfa, czyli jeżeli promieniowanie alfa jest w środku organizmu, przez tę skórę się nie wydostaje. Nie działa to tak, że przyłożymy licznik Geigera czy coś takiego i on zacznie cykać, bo mamy promieniowanie. Nie, to jest coś, co zostaje w organizmie i tam tak naprawdę powoduje największe zniszczenia.

Piotr: Tutaj można by się zastanawiać, czy ta trucizna została mu wstrzyknięta, czy w jaki sposób została podana, bo najbardziej sensownym skojarzeniem wydaje się zrobienie zastrzyku, ale jak mu zrobili zastrzyk, kiedy nie zauważył?

Ola: No więc to była herbata. To była herbata, do której dodano polon, i to się odbyło podczas tego spotkania w hotelu Millennium. Akcja niemal na pewno została zlecona przez Putina, zresztą później, jak badano temat, jeszcze kilka osób miało ślady polonu, nie takie, które zagrażały bezpośrednio ich życiu, ale między innymi, zdaje się, pracownicy kuchni, którzy tam pewnie myli tę szklankę, kubek, cokolwiek to było, filiżankę po tej herbacie. Tam było tych śladów więcej. Zresztą potwierdziła to wszystko sekcja zwłok, odbyła się w tydzień po śmierci Litwinienki i jest uważana za jedną z najniebezpieczniejszych w ogóle w historii sekcji. Była przeprowadzona z ogromnymi zabezpieczeniami, w kombinezonach i tak dalej. Takie to było dość dramatyczne zdarzenie. Nie jest to trucizna, która jest częsta, łatwa do uzyskania czy cokolwiek, między innymi dlatego, że polonu praktycznie, o ile pamiętam teraz z głowy, uzyskuje się rocznie może 100 gramów na świecie.

Piotr: Czyli to taka ekstra droga trucizna.

Ola: Tak, zdecydowanie.

Piotr: Ktoś się wykosztował, żeby zlikwidować Litwinienkę.

Ola: Tak, zaszaleli sobie, i nie są znane inne przypadki celowego zatrucia. Zdarzały się wypadki, gdzieś tam były jakieś pojedyncze zdarzenia, bardziej skażenia niż zatrucia polonem, ale one nie kończyły się śmiertelnie. Więc to rzeczywiście jest przypadek wyjątkowy, słynny, bardzo starannie rozpracowany.

Piotr: No tak, myślę, że słyszeliście o tym, bo to naprawdę szerokim echem się odbiło.

0:46:58 Tal, cichy zabójca

Ola: I w kategorii trudny do wykrycia mamy jeszcze jedną truciznę, taką, która nie wydaje się być oczywistym wyborem.

Piotr: Już wspomnianą przed chwilą.

Ola: Właśnie, chodzi o tal, który można wykryć na różne sposoby, niezawodnie używając spektrometrii, ale jeżeli dawka talu nie jest bardzo duża, objawy zatrucia pojawiają się po kilku dniach od podania trucizny, a to sprawia, że bardzo trudno jednoznacznie określić moment, kiedy toksyna dostała się do organizmu.

Piotr: Tak, czyli innymi słowy jest czas na przykład na to, żeby taki truciciel się ewakuował, uciekł czy cokolwiek.

Ola: Tutaj dawka śmiertelna talu to od 10 do 15 miligramów na kilogram masy ciała, co oznacza, że do otrucia dorosłej osoby wystarczy 1 gram tej substancji. Warto wspomnieć, że tal nie jest wyłącznie używany do trucia ludzi, ma jaśniejszą stronę: wykorzystywany jest w niektórych rodzajach obrazowania medycznego, tam gdzie się śledzi na przykład przepływy, oraz wykorzystywany jest jako lek między innymi przeciw grzybicy. Mechanizm toksycznego działania talu jest wyjątkowo podstępny i dlatego znalazł się w naszym zestawieniu. Otóż jony talu są dla organizmu niemal identyczne jak jony potasu.

Piotr: Tak, a potas jest kluczowy dla wielu procesów życiowych w organizmie.

Ola: W związku z czym tal, kiedy dostaje się do wnętrza ciała, podszywa się pod potas. Organizm traktuje go jako potas, a tal tymczasem blokuje działanie wielu enzymów odpowiedzialnych za przemianę materii.

Piotr: Tak, no bo to, że wygląda dla organizmu jak potas, nie znaczy, że działa jak potas. Włącza się w miejsce potasu, ale nie spełnia jego funkcji, i wszystko zaczyna się sypać. Na dodatek nasz tal chętnie podłącza się do tych miejsc, gdzie obecna jest siarka, i przez to psuje białka, to znaczy cysteina, jeden z aminokwasów, składników budulcowych białek, może mieć właśnie element siarkowy, i w kontakcie z talem to przestaje wszystko razem działać. Produkcja białek pada i organizm się psuje. Tal dosyć szybko rozchodzi się po organizmie, wystarczy 5 minut od spożycia, natomiast dość długo tam pozostaje, nawet miesiąc. Z punktu widzenia truciciela jego główną zaletą jest to, że jest pozbawiony jakiegokolwiek smaku, koloru i bardzo dobrze rozpuszcza się w wodzie, więc łatwo go dodać do jakiejkolwiek żywności. Ta dawka jest na tyle nieduża, że właściwie można go bez problemu podać w jednym posiłku, napoju, czymś takim.

Ola: Do czego oczywiście nikogo nie zachęcamy.

Piotr: Nie polecamy tego rozwiązania. Bardzo charakterystyczny objaw, który po jakimś czasie dopiero następuje, to wypadanie włosów połączone z czernieniem mieszków włosowych. To jest taki bardzo charakterystyczny objaw. Jest też łuszczenie się skóry, pojawiają się niedowłady, osłabienie, drgawki, no i w ogóle generalnie uszkodzenia układu nerwowego.

Ola: O talu bardzo wiele wiedział Saddam Husajn, którego służby wręcz masowo używały tej trucizny do eliminowania przeciwników politycznych dyktatora Iraku. A z kolei w Australii, na początku lat pięćdziesiątych, zapanowało coś, co nazwano szaleństwem talowym. Tal był wówczas łatwo dostępny, używano go do zwalczania gryzoni.

Piotr: Przez wiele lat później był stosowany jako trutka na gryzonie.

Ola: W latach 1952-1953 właśnie w Australii odnotowano przynajmniej kilka, a podejrzewa się, że znacznie więcej, przypadków zabójstw lub prób zabójstw z użyciem talu. Była taka pani, która otruła talem dwóch kolejnych mężów.

Piotr: Tak, to wzbudziło u sąsiadów podejrzenie, że ten drugi mąż choruje na taką samą ciężką chorobę jak ten pierwszy, który zmarł niedawno.

Ola: Cóż za przypadek. A inna pani zabiła troje członków swojej rodziny właśnie talem i w więzieniu dorobiła się ksywki Ciotka Tali. To jest makabryczne. Na szczęście na tal istnieje odtrutka bardzo skuteczna i prosta: błękit pruski. To niebieski, piękny pigment do farb, bardzo ładny kolor. Bardzo skutecznie wiąże tal i pozwala na usunięcie go z organizmu.

Piotr: Tak, więc szybkie podanie tego błękitu pruskiego oczywiście przeciwdziała zatruciu, i później podaje się kolejne elementy, żeby usunąć tal z organizmu. Natomiast jest to coś takiego, że mamy truciznę i wyraźnie mamy też odtrutkę.

0:52:13 Rycyna i bułgarski parasol

Piotr: I jeszcze trzecia trucizna na tej liście trudnych do wykrycia to rycyna. Muszę troszeczkę wytłumaczyć, dlaczego trudna do wykrycia, bo właściwie chemicznie rycyna trudna do wykrycia nie jest, natomiast jej sposób działania jest na tyle nietypowy, że mamy przykłady zabójstw z użyciem rycyny, gdzie właściwie do śmierci zabitego nie wiadomo było, co to jest. Rycyna działa w bardzo wyrafinowany sposób. Wiem, że my tu grzebiemy się trochę w tych tematach komórkowych, więc na tym poziomie jest to bardzo ciekawe, o tym jeszcze za chwilę. Objawy są znowu niespecyficzne, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo to wymioty, biegunka. Jak się zajrzy do środka, to już jest bardziej charakterystycznie, bo jest bardzo mocne przekrwienie organów wewnętrznych, natomiast nie zawsze się od razu do środka człowieka zagląda. Pojawia się gorączka, bóle, skurcze mięśni, z czasem nieodwracalne uszkodzenia organów wewnętrznych, zwłaszcza nerki, wątroba, śledziona, ale też później krwawienia do mózgu, do płuc, w przewodzie pokarmowym.

Spójrzmy jeszcze na samą rycynę. Zostawmy te objawy i tę skalę makro, bo to, co mnie tutaj szczególnie ujęło, to jest właśnie poziom biochemiczny. Wiem, że biochemia nie dla wszystkich jest fascynująca, ja się strasznie namęczyłem z biochemią dawno temu, ale teraz, jak już nie muszę się nią męczyć, dostrzegam jej piękno, jakkolwiek by to perwersyjnie nie brzmiało.

Ola: Trochę zabrzmiało.

Piotr: Zabrzmiało.

Ola: Ale dobrze, podziel się z nami.

Piotr: Rycyna to jest białko, bo nie każda toksyna, tal to pierwiastek na przykład, ale rycyna to białko, i to dość rozbudowane, nie jakieś strasznie wielkie. Składa się z dwóch łańcuchów, i te łańcuchy bardzo ciekawie działają, bo jeden z nich specjalizuje się w otwieraniu dostępu do wnętrza komórki. Wiąże się z błoną komórkową i sprawia, że cała cząsteczka rycyny zostaje wpuszczona do środka komórki.

Ola: Czyli to taki wytrych trochę do zamka.

Piotr: Trochę tak. Jak może pamiętacie z biologii, z jakichś podstawówkowych czasów, były takie obrazki, że jak coś dostaje się do komórki, to jedną z metod jest to, że jest otaczane, błona komórkowa daje takie wpuklenie do środka, i w takim bąbelku sobie wlatuje do wnętrza. I dokładnie coś takiego się dzieje z rycyną. Troszkę upraszczam całość, nawet bardzo upraszczam, bo rozdzielają się te dwa łańcuchy, ten od otwierania, klucz do zamka, już w ogóle nie jest nam potrzebny, natomiast odpala się ten drugi łańcuch i rozwala rybosomy. I to bardzo sprawnie i hurtowo, bo w ciągu minut jest w stanie zepsuć ponad 1500 rybosomów. Na pewno pamiętacie, co robią rybosomy, myślę, że wszyscy pamiętają.

Ola: Zapewne.

Piotr: Ale gdyby ktoś nie kojarzył: rybosomy tworzą w komórce białka, to znaczy odpowiadają za to, żeby to, co wyfrunie z jądra komórkowego, czyli dane przetłumaczone z DNA, zostało przerobione na łańcuch białkowy. A że białka są absolutną podstawą działania komórki, w ogóle organizmu, to jest oczywiste. Więc właściwie jak popsujemy te rybosomy, taka komórka trochę działa albo nie działa jak budowa bez pracujących ludzi. Mamy materiały, mamy aminokwasy do budowy białek, mamy plany, czyli mamy to DNA, właściwie już w momencie RNA, które jest gotowe do produkcji, tylko nie ma kto tego wszystkiego złożyć w gotowe białko, nie ma kto na tej budowie postawić z tych wszystkich materiałów domu.

Ola: I cały ten skomplikowany mechanizm powstał w drodze ewolucji, wewnątrz roślinki o wdzięcznej nazwie rącznik pospolity, który akurat w Polsce nie chce za bardzo rosnąć, bo nie lubi przymrozków, chociaż to się zmienia. Rycyna jest obecna w całej roślinie, ale najwięcej jej zawierają nasiona. To są ładne nasionka z marmurkowym wzorkiem, mają dwucentymetrową długość. Zwykle do zabicia człowieka potrzeba kilku takich nasionek, od pięciu do ośmiu, chociaż akurat podanie rycyny doustnie jest dość mało efektywne, bo wchłania się wolno. To może być czasem zaleta, żeby nie być podejrzanym, ale trzeba sporo tej rycyny zużyć, i w dodatku stosunkowo rzadko takie podanie rycyny wywołuje śmierć.

Piotr: Tak, też tą drogą sporo przypadków dzieci, które zjadły te nasiona, przeżywa. To nie jest najefektywniejszy sposób.

Ola: No tak, ale co innego, kiedy się rycynę wstrzyknie albo będzie się ją wdychało, wtedy potrzebna jest około tysiąc razy mniejsza dawka niż w przypadku połknięcia.

Piotr: Dokładnie, nie mamy w tej chwili żadnej odtrutki przeciwko rycynie, ale ciekawostka, uwaga: są prowadzone prace nad szczepionką i ta szczepionka jest już dość zaawansowana, prawdopodobnie zostanie wprowadzona za jakiś czas.

Ola: Bo to jest masowy problem właśnie w tych sytuacjach, kiedy dzieci zjadają nasiona.

Piotr: Tak, jest stosunkowo dużo różnych przypadków zatruć rycyną, na tyle dużo, żeby nad tą szczepionką pracować. Samo leczenie takiego zatrucia polega przede wszystkim na nawadnianiu organizmu, na podawaniu leków, które regulują pracę serca, i oczywiście na usuwaniu trucizny z organizmu, czyli klasycznie mamy przede wszystkim węgiel aktywowany, a także przetacza się osocze, żeby usunąć rycynę z krwi.

Ola: W ogóle węgiel aktywowany to substancja, która wiąże bardzo dobrze różne toksyny, i to nie przypadek, że stosuje się ją przy takich zwyczajnych zatruciach pokarmowych.

Piotr: Natomiast trzeba go zwykle bardzo dużo zjeść. To jest zabawne, bo jak się kupi węgiel aktywowany w aptece, to jest w takich tableteczkach, człowiek ma takie wrażenie, że trzeba zjeść jedną albo dwie.

Ola: Ale tam jest napisane, że jedną, dwie.

Piotr: Przeczytajcie, bo to bardzo zależy od tego, jaki to jest węgiel i w jakiej postaci, bywają takie postacie węgla, których trzeba się nazbierać naprawdę dużo. To tylko tak mówię, zawsze w przypadku węgla przeczytajcie tę ulotkę, żeby wiedzieć, ile go naprawdę zjeść.

Rycyna w ogóle ma barwną i długą historię wykorzystania do zabijania ludzi od bardzo dawna, natomiast bardzo ciekawym, chyba najciekawszym takim przypadkiem i pewnie najsłynniejszym jest śmierć Georgiego Markowa. To był bułgarski pisarz, który w 1969 roku uciekł z Bułgarii do Wielkiej Brytanii. Tam pracował między innymi dla BBC, dla Deutsche Welle, dla Radia Wolna Europa. Bardzo krytykował komunistyczne władze, tak bardzo, że te władze postanowiły go zabić.

Ola: Nieźle musiał im za skórę zaleźć.

Piotr: Ale oni nie potrzebowali aż takiej…

Ola: Takich prowokacji, oni po prostu eliminowali tych, którzy się im przeciwstawiali albo po prostu uciekali na zachód.

Piotr: I tu bułgarska bezpieka dogadała się oczywiście z rosyjskim KGB, zleciła to zabójstwo.

Ola: I to zupełnie brzmi jak kawałek z filmu o Jamesie Bondzie z czasów zimnej wojny.

Piotr: Ta historia była wykorzystywana w bardzo wielu filmach później, dlatego że KGB skonstruowało coś, co później nazwano bułgarskim parasolem. I rzeczywiście to był parasol, tyle że w rączce tego parasola był spust, jakieś tam cięgiełko. Na końcu parasola, to nie był taki mały parasolik, co się w torbie chowa, tylko długi parasol, wiecie, można się nim opierać jak laską, i na końcu tego parasola był ukryty nabój ze sprężonym gazem i igła, w której była maleńka, mająca 1,7 milimetra kuleczka, zrobiona ze stopu platyny i irydu. Ta kuleczka była nawiercona w dwóch miejscach, w dwóch płaszczyznach, mamy takie dwa kanaliki, i w tych kanalikach upchnięto około dwóch miligramów rycyny, zamknięto je taką substancją, która pod wpływem ciepła dopiero się roztapiała, żeby ta rycyna została uwolniona.

Ola: Jaka to misterna konstrukcja.

Piotr: Ktoś przemyślał to bardzo dobrze, są zdjęcia tego. 7 września 1978 roku Markow stał sobie na przystanku w Londynie. Podszedł do niego jakiś mężczyzna, jakiś obcokrajowiec z dziwnym akcentem, coś do niego zagadał i niechcący zupełnie potrącił go w łydkę parasolem, który niósł. Markow wkrótce poczuł się źle, trafił do szpitala, gdzie zmarł po czterech dniach, naprawdę bardzo szybko. On w międzyczasie skojarzył, że coś się dzieje, natomiast nie wykryto, dlatego to trafiło między innymi do tego rankingu, tej trucizny. W ogóle nie wiedziano, co jest przyczyną śmierci. Dopiero w czasie sekcji zwłok zauważono, że ma opuchniętą łydkę i że na tej łydce jest jakaś ranka. Ten fragment mięśnia przekazano do analizy. Wcześniej robiono rentgen, w tym rentgenie nic nie zauważono. Dopiero w trakcie tej analizy wydłubano tę maleńką kuleczkę, obejrzano ją, zidentyfikowano i zorientowano się, co się dzieje. Później okazało się, że tą samą metodą 10 dni wcześniej w Paryżu próbowano zabić innego bułgarskiego dysydenta, ale ten przeżył zatrucie, chyba został, o ile pamiętam, w ramię trafiony. To był inny układ, może ta rycyna się nie wydostała, może miał mocniejszy organizm, trudno powiedzieć. Znany jest dokładnie ten schemat, bo później został ujawniony, można zobaczyć dokładny schemat konstrukcji tego parasola, powstały jego repliki i tak dalej. To jest emocjonująca historia, choć oczywiście z tragicznym zakończeniem.

Ola: Ten, kto oglądał znakomity serial Breaking Bad, ten wie, że rycyna odgrywa w nim spore znaczenie, jak również rącznik pospolity, zawierający rycynę. Pojawia się ta trucizna tam wielokrotnie i prowadzi do kilku zwrotów akcji. Nie będę więcej zdradzać, ale rzeczywiście warto się skupić przy tym serialu, zresztą go uwielbiamy, ale o tym za chwilę. Rycyna też pojawia się u arcymistrzyni kryminału, czyli u Agaty Christie, w "Śledztwie na cztery ręce". Ja też Agatę Christie uwielbiam, te wszystkie historie są świetnie skonstruowane i to można z czystym sercem polecić.

Piotr: Też tylko wspomnę o oleju rycynowym, bo to jest taka substancja, która może być kojarzona, choć już się go chyba za bardzo nie stosuje.

Ola: A ci, co go stosowali, to może wiedzą, że jest po pierwsze obrzydliwy w smaku, a po drugie stosowany był na zaparcia.

Piotr: Nadal jest chyba stosowany, w każdym razie uspokajamy: olej rycynowy, jak sama nazwa wskazuje, nie zawiera rycyny, jest tylko robiony z tego rącznika pospolitego. Rycyna się nie rozpuszcza, o ile pamiętam, w tłuszczach, więc przy odpowiedniej ekstrakcji na zimno i tak dalej, uzyskujemy olej, który zawiera całe mnóstwo różnych substancji poza samą rycyną. W związku z tym spożycie go owszem przeczyści nas dość gwałtownie, natomiast nie spowoduje śmierci ani innych bardzo poważnych konsekwencji. To tylko w ramach samego wyjaśnienia, bo ten olej rycynowy mi się tutaj pojawił w głowie w trakcie.

Słuchajcie, przypominamy o BuyCoffeeTo, jeżeli wam się podoba, ale jeszcze nie wyłączajcie, bo jeszcze jedna nowość będzie. Na BuyCoffeeTo możecie nam postawić kawę bez rycyny, bardzo będzie nam miło. W ogóle zrobimy o kawie odcinek, ja już o tym myślę od jakiegoś czasu, ale to jest oddzielny temat.

1:05:48 Serial Breaking Bad i słowo na dziś

Ola: I postanowiliśmy dodać do naszego podcastu jeszcze jeden stały element, czyli polecajkę na dziś, bo mamy słowo na dziś, które jest na samym końcu podcastu wymieniane, więc jeszcze chwilę poczekajcie. A polecajka na dziś to już wspomniany powyżej serial Breaking Bad.

Piotr: I dlaczego on? Pomysł polecajki na dziś pojawił się tydzień temu, głosowaliście. Na razie nie robimy całego odcinka polecajkowego, chociaż pewnie zrobimy w którymś momencie, na razie będziemy dodawali polecajki na końcu odcinków. Dlaczego Breaking Bad? Poza tym, że jest to wybitnie dobrze zrobiony pod względem fabularnym serial.

Ola: On jest kunsztowny wręcz.

Piotr: To rzadko kiedy zdarza się serial, który nie siada ani przez moment, że tak powiem, nie psuje się, co więcej, którego zakończenie jest jeszcze lepsze niż początek. Naprawdę jest wybitnie dobrze zrobiony, zresztą również jego spin-off, czyli Better Call Saul, i jeszcze film El Camino, który też jest częścią tego świata. Natomiast ten kunszt fabularny to jedna rzecz, ale zwłaszcza Breaking Bad jest serialem bardzo mocno zanurzonym w nauce.

Ola: No bo jak wiadomo, jest to historia chemika, który schodzi na złą drogę, i to chemika nie byle jakiego, bo geniusza chemii, który, można powiedzieć, robi cuda, ale to nie są cuda, tylko nauka.

Piotr: No tak, on idzie w złą stronę z tymi swoimi cudami. I co jest bardzo ciekawe, ten serial jest bardzo spójny pod większością względów, bardzo spójny naukowo. Mieli specjalną konsultantkę, Donnę Nelson, która zajmowała się tym, żeby z jednej strony wszystko, co się tam dzieje, miało naukowy sens, bo to bardzo różnie w tych serialach bywa, jak wiecie, ale z drugiej strony, żeby nie podawać tam na przykład szczegółowego przepisu na produkcję metamfetaminy, która jest głównym elementem tego serialu.

Ola: Mimo że szczegółowy przepis na produkcję tejże jest bardzo ważnym tematem w serialu.

Piotr: Tak, zwłaszcza że… i co tam jest bardzo ciekawe, to jest wiele elementów chemii organicznej, i one oczywiście nie przytłaczają tej opowieści, natomiast są takie momenty, w których mają gigantyczne znaczenie. Jest tam taki jeden moment, o którym nie powiemy, bo jest zbyt ważny dla całej akcji, żeby zespojlerować. To jest moment, który uwielbia Wojciech Orliński, którego możecie znać jako felietonistę w różnych pismach.

Ola: Autora świetnych książek.

Piotr: Tak, mówiliśmy o nich też w różnych momentach. On niedawno napisał książkę o chemii, bo jest chemikiem i obecnie uczy chemii w jednym z warszawskich liceów. Ma taki bardzo ulubiony moment, którego zresztą na swoich lekcjach chemii też używa do tłumaczenia, czym są izomery optyczne, enancjomery, racemat i tak dalej. To jest wątek, który ma bardzo duże znaczenie w Breaking Bad, i generalnie znajdziecie tam mnóstwo fajnych, bardzo ciekawych naukowych podejść. Jest też parę takich pomysłów, na przykład na samym początku, żaden spoiler, pomysł na rozpuszczanie ciała, i on jest skuteczny, natomiast wykonali to w wyjątkowo trudny sposób. Dla fabuły to się sprawdza znakomicie, natomiast ciało można znacznie prościej rozpuścić. Chyba już mówiliśmy o tym w którymś momencie, w naszej audycji w [? niepewne: Radio Talk FM], w rozmowie właśnie z Wojtkiem Orlińskim. Od razu mówimy, gdyby ktoś potrzebował rozpuścić jakieś ciało, najprostszym sposobem jest kupienie dużej ilości Kretu. Bardzo dobrze rozpuszcza ciało, ale prosimy bardzo, nie róbcie tego, bo to nie jest legalne. Natomiast w Breaking Bad użyli takiego kwasu, który przeżera się przez wszystko. To niewielki spoiler, bo to na samym początku się pojawia, natomiast nawet to użycie tego kwasu ma swój sens, jest fajnie opisane chemicznie, więc jeżeli podoba wam się pomysł oglądania wybitnie dobrej fabuły, naprawdę wybitnie dobrej, z wątkami okołonaukowymi, no to to jest ten serial, który powinniście obejrzeć, o ile go już nie oglądaliście.

Ola: Też ze świetnym aktorstwem, to muszę powiedzieć, ja podziwiam tych aktorów.

Piotr: Świetne jest wszystko, wow, wow, wow i w ogóle.

Ola: Teraz jesteśmy na piątym sezonie Better Call Saul i to jest również fantastyczny kawał kryminału.

Piotr: Chociaż już tam nie ma wątków naukowych.

Ola: Naukowych nie ma.

Piotr: Nie o tym, tam są prawnicze wątki, ale wciąż jest cudownie. Więc to jest nasza pierwsza polecajka, może ona jest dość oczywista, ale jeżeli nie zwróciliście uwagi na te wątki naukowe, to wrzucam wam do opisu odcinka rozmowę właśnie z Donną Nelson, chemiczką, która była konsultantką tego serialu. Tam pada między innymi pytanie, na ile ważna jest naukowa prawdziwość w tym serialu, ona to fajnie opowiada, przeczytajcie, zobaczcie.

I zostaje nam słowo na dziś. Ono jest takie ładne, już się pojawiło wiele razy, ale kojarzy mi się z takim przytulaniem, otulaniem.

Ola: Tak, z ciepłym światłem słonecznym, z takim wiosennym połowiem.

Piotr: Powiedz sobie taki sposób, żeby tak pasowało ciepło.

Ola: Botulina.

Piotr: No to dzięki, cześć.

Ola: Cześć.

Źródła

* https://wwwnc.cdc.gov/travel/yellowbook/2024/environmental-hazards-risks/food-poisoning-from-marine-toxins

* https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/bd84c5c7-4471-48f5-89e4-a7dc06d2f380/content

* https://digitallibrary.amnh.org/items/d82fffd4-13a8-4bc0-97df-40e96e7e6f14

* https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C96071%2Codkryto-grozna-dla-czlowieka-toksyne-u-dwoch-gatunkow-ptakow-wroblowatych

* https://health.howstuffworks.com/human-body/systems/digestive/rotten-sausages-botox-botulism.htm

* https://theconversation.com/handle-with-care-the-worlds-five-deadliest-poisons-56089

* https://www.chemistryworld.com/opinion/marshs-mirror/2500415.article

* https://www.youtube.com/watch?v=oqqWdaaTq7A

* https://en.wikipedia.org/wiki/Poisoning_of_Alexander_Litvinenko

* https://discovery.ucl.ac.uk/id/eprint/10046853/1/Revised%20Litvinenko%20Lancet%20manuscript%20Nov%206%202015.pdf

* https://en.wikipedia.org/wiki/Ricin

* https://en.wikipedia.org/wiki/Georgi_Markov

* https://en.wikipedia.org/wiki/Bulgarian_umbrella

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Dawka_%C5%9Bmiertelna

* https://en.wikipedia.org/wiki/Thallium_poisoning

* https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30020612/

* https://www.science.org/content/article/what-was-it-consult-breaking-bad

Źródła