Podcast Crazy Nauka · odc. 117

10 wynalazków do łączenia (prawie) wszystkiego

03-06-2025 · 93 min · Tematyczny, Fizyka i technika, Historia nauki i odkryć

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Historia wynalezienia 10 cudownych drobiazgów służących do łączenia lub spinania niemal wszystkiego. Drobiazgów takich jak trytytka czy srebrna taśma, bez których nasze życie byłoby o wiele trudniejsze, a majstrowie złote rączki byliby trochę mniej złoci.

Jeśli mielibyście ochotę spotkać się z nami osobiście, to zapraszamy 12 czerwca o 19.00 do warszawskiego Promu Kultury na Saskiej Kępie. Będzie okazja do pogadania z nami, zadania nam pytań. Link do biletów znajdziecie tutaj:
promkultury.pl/wydarzenie/cykl-10-10-czy-fakty-to-za-malo…

Polecajka – Randall Munroe, "What if? A co, gdyby?”:
crazynauka.pl/what-if-a-co-gdyby-czyli-bardzo-dziwne-pyta…
crazynauka.pl/what-if-2-a-co-gdyby-absurdalne-pytania-i-n…

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Czy łazik księżycowy sklejony taśmą klejącą nadal działa?

Piotr: Jak Norwegowie uczynili ze spinacza sprawę narodową?

Ola: Ile czasu trwało wynalezienie nowoczesnej agrafki?

Piotr: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś opowiemy wam historię wynalezienia 10 cudownych, absolutnie cudownych drobiazgów, na pewno się z nami zgodzicie, służących do łączenia lub spinania niemal wszystkiego. Drobiazgów takich jak trytytka czy nieco większa srebrna taśma, bez których nasze życie byłoby o wiele, wiele trudniejsze. Zaś majstrowie złote rączki byliby trochę mniej złoci od srebrnej taśmy.

Piotr: Zanim jednak, chcemy wam powiedzieć o fajnym wydarzeniu, bo tak jakoś wyszło, że do tej pory nie za bardzo mieliśmy okazję się z wami spotkać gdzieś poza tym, że my tu mówimy, a wy nas tam słuchacie. Jeżeli byście nas tak bardziej bezpośrednio mieli ochotę posłuchać i tak się by złożyło, że jesteście gdzieś z okolic Warszawy, to 12 czerwca, czyli w czwartek, o 19 w Warszawskim Promie Kultury, to jest na Saskiej Kępie, będzie spotkanie z nami. To będzie okazja, my tam mamy jakiś temat ustalony, ale nie będziemy ukrywali, że możemy z niego zdryfować w taką stronę, w jaką będziecie chcieli.

W każdym razie jest to okazja do spotkania z nami, do pogadania, do zadania nam pytań związanych z podcastem albo niezwiązanych. Byłoby nam bardzo miło, gdybyście zechcieli się tam pojawić. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, to piszcie do nas na podcast@crazynauka.pl albo jakkolwiek tam inaczej. To wydarzenie jest biletowane, tak się ładnie mówi. Link do tych biletów i informacje o wydarzeniu znajdziecie w opisie odcinka.

Ola: A jeżeli zamierzacie się wybrać, to koniecznie dajcie nam znać w komentarzu, czy na Spotify, czy u nas w mediach społecznościowych.

Piotr: Gdybyście mieli jakieś pytania, jakieś tematy, które chcielibyście, żebyśmy poruszyli, i będziecie tam, no to też dajcie znać. To będzie nam wtedy bardzo miło. Jeszcze będziemy o tym przypominać.

Ola: No i jeszcze więcej nas, czyli znów zapraszamy was do posłuchania kolejnego odcinka naszej serii podcastowej Laboratorium Zbrodni. Tę, którą tworzymy we współpracy z Polskim Radiem. To wiecie, to jest taki true crime z silnymi naukowymi akcentami.

Tym razem opowiadamy w tym odcinku historię seryjnego zabójcy, który kilka razy zmieniał model działania, mieląc tym samym policję, i który się również przez kilka dziesięcioleci ukrywał niemal na widoku.

Piotr: Tak, jeżeli słuchacie naszego podcastu uważnie, to tę historię już mogliście u nas usłyszeć, ale ona tam jest troszkę pod innym kątem opowiedziana. Niektóre wątki są rozszerzone, niektóre zaktualizowane, więc myślę, że nadal warto posłuchać.

Ola: Laboratorium Zbrodni, czyli ten nasz podcast polskoradiowy, znajdziecie na stronie Polskiego Radia, na Spotify i wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów.

Piotr: I w ogóle bardzo dziękujemy, że jesteście tu z nami, że słuchacie, że komentujecie, że nas polecacie, że lajkujecie. To dla nas ważne, cenne i bardzo przydatne.

Ola: No i dziękujemy też tym wszystkim spośród was, którzy nas wspierają na Patronite i BuyCoffee. Kawę bardzo lubimy, jeżeli macie ochotę, to możecie ją nam postawić. Jeżeli chcielibyście nas bardziej stale wspierać, to zapraszamy do naszego serwisu na Patronite.

Piotr: Na BuyCoffee też ostatnio widziałem, że można wspierać się tak stale, a na Patronite chyba jednorazowo też się da, ale bez wchodzenia w szczegóły, i tu, i tu możecie nas wesprzeć. Będzie nam bardzo miło.

No i oczywiście ta kluczowa informacja, której niestety, jak ktoś nam wypomniał, brakuje w Laboratorium Zbrodni.

Ola: Chodzi o to, że przecież jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nie liczących się również.

0:04:36 Srebrna taśma klejąca (duct tape)

Ola: Na pewno znacie te memy, które krążyły i wciąż krążą po internecie, wieczne memy. Jeden mem polega na takim wykresie, takim algorytmie, jak naprawić cokolwiek. No i tutaj pojawia się pierwsze pytanie: czy to się rusza? No i pytanie pomocnicze: a czy powinno? Jeśli nie powinno, to używamy srebrnej taśmy, a jeśli powinno, no to używamy tego smaru, słynnego WD-40, i problem rozwiązany w obydwu przypadkach.

No i właśnie od srebrnej taśmy bym zaczęła, bo to jest odcinek o łączeniu prawie wszystkiego, a srebrna taśma ma strasznie ciekawą historię. I tak naprawdę jej początki odnoszą się do czasów właściwie starożytnych, kiedy zaczęto wytwarzać takie wytrzymałe płótno z konopi, lnu czy juty. I wytwarzano z tego płótna żagle, namioty.

Piotr: Już starożytni Rzymianie.

Ola: W Chinach na pewno z konopi takie żagle robiono trzy tysiące lat temu.

Piotr: A, tak, pamiętam.

Ola: Prawda? Tak to było. I w którymś momencie historii to holenderskie statki panowały na morzach i oceanach. No i właśnie Holendrzy używali takiego bardzo wytrzymałego, jasnego płótna do szycia odzieży roboczej, chodzi głównie o stroje marynarzy. No i od tego momentu historii wywodzi się angielska nazwa takiej taśmy, która jest zrobiona z materiału. To się nazywa duck tape, tak jak kaczka.

Piotr: Kaczotaśma.

Ola: A chodzi o to, że ktoś po prostu sobie ułatwił życie i słowo duck wziął od holenderskiego słowa doek, które oznacza po prostu płótno. Absolutnie z kaczką nie ma nic wspólnego. No i takie paski z płótna bawełnianego czy też z innych materiałów, te paski duck, były źródłem tej nazwy duck tape. Po raz pierwszy odnotowano tę nazwę w Oxford English Dictionary już w 1899 roku.

No więc to kawał historii. Jeśli chodzi o zastosowanie samej taśmy duck tape, no to mamy informację o tym, że w roku 1902, kiedy budowano most manhattański, owijano stalowe kable na tym moście taką taśmą duck po uprzednim pokryciu ich olejem lnianym dla ochrony przed korozją. Po roku 1910 wzmacniano buty płótnem duck i przyklejano takie taśmy do cholewki lub wkładki.

Czasami taką taśmę wszywano w ubrania w celu ich wzmocnienia, a w roku 1936 amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Kabli Izolowanych, piękna nazwa, stwierdziło, że takie owijanie tą taśmą duck to jest jedna z ważniejszych metod ochrony kabli zasilających.

Piotr: Po prostu izolacja.

Ola: No i jeszcze wróćmy na chwilę do roku 1927, kiedy firma Johnson & Johnson zaczęła produkować medyczne taśmy klejące oparte na płótnie duck. I to jest właśnie ten moment, kiedy ta historia nabiera rozpędu, bo ta firma zajęła się w którymś momencie produkcją nowoczesnej taśmy srebrnej.

No i mamy wojnę, rok 1943. Stany Zjednoczone biorą udział w drugiej wojnie światowej. No i jest sobie Vesta Stoudt, matka dwóch synów, którzy zostali wysłani na wojnę, służą w marynarce, a ona pracuje w Illinois, w zakładach uzbrojenia Green River. No i to, co zauważyła, zaobserwowała ta pani, to to, że pudełka z amunicją były uszczelnione w dosyć niekorzystny, mało praktyczny sposób. Otóż zaklejano je cienką papierową taśmą, do tego dodana była taka zakładka, i to wszystko było zabezpieczane woskiem.

No i tak naprawdę chodziło o to, że to zabezpieczenie powinno być również praktyczne na polu bitwy, żeby móc w miarę szybko i bezproblemowo otworzyć takie opakowanie z amunicją i móc szybko z tej amunicji skorzystać. Tymczasem problem polegał na tym, że ta papierowa taśma się często rwała i te zakładki, za które można było chwytać, żeby otworzyć te pudełka, też się urywały.

No i to utrudniało życie żołnierzom i ich bardzo irytowało, no i też mogło zagrozić ich życiu pod ostrzałem. No i Vesta Stoudt zaproponowała zastąpienie tych papierowych taśm taką wodoodporną taśmą wykonaną z tkaniny. No ale jej przełożeni w zakładach uzbrojenia Green River nie wzięli pod uwagę jej pomysłu, zignorowali ją. W związku z czym dzielna kobieta 10 lutego 1943 roku napisała bezpośrednio list do prezydenta Franklina Delano Roosevelta, w którym szczegółowo opisała ten problem i zaproponowała rozwiązanie.

Piotr: To się nazywa determinacja.

Ola: Dołączyła nawet schematy, jak by to mogło wyglądać. No i prezydent, uwaga, przeczytał ten list, albo pewnie ktoś z jego doradców, i przekazał go do Rady Produkcji Wojennej, która również wzięła sobie ten problem do serca i zleciła zadanie wyprodukowania takiej taśmy Industrial Tape Corporation, później firmie Permacel, część firmy Johnson & Johnson, stąd tutaj nawiązanie do tej firmy.

I właśnie specjaliści z tej firmy mieli taką taśmę wyprodukować, a wcześniej oczywiście opracować rozwiązanie, które sprawdzi się również na polu bitwy. Do tego zadania przydzielono zespół inżynierów, którymi zarządzali Johny DeNooy i Bill Gross. I oni stworzyli taśmę z bawełnianej tkaniny duck, czyli takiej płóciennej, pokryli ją wodoodpornym polietylenem i gumowym klejem.

Taśma była początkowo zielona, no bo to była wojskowa oliwkowa zieleń, i co ważne, ona dawała się ręcznie rozrywać.

Piotr: Właśnie ciekawy byłem, czy to powiesz. Przepraszam, wpadnę w słowo, ponieważ to jest rzecz, o której mnóstwo osób nie wie. Wiem, że ci, co wiedzą, to teraz prychną, ale ja sam odkryłem to w jakimś dopiero momencie, natomiast nawet ostatnio gdzieś posługiwałem się tą srebrną taśmą i ktoś mi podawał nóż czy nożyczki, żebym ją przeciął, a przecież ją się w poprzek rozrywa jednym ruchem, równiutko, idealnie, dosłownie.

Jeżeli o tym nie wiedzieliście i się teraz dowiedzieliście, to dajcie znać, bo jestem strasznie ciekaw. Może nawet ankietę z tego zrobimy.

Ola: Wystarczy po prostu chwycić dwiema, czterema palcami w tym wypadku, i pociągnąć w obie strony. No tak, to prawda, i ta taśma się daje łatwo rozrywać dzięki temu, jak zrobiony jest ten przeplot, jak ta tkanina jest utkana. W związku z czym to było naprawdę wspaniałe rozwiązanie, bo nie wymagało walczenia z jakimiś przedmiotami typu nożyczki czy noże, tylko wystarczyło taką taśmę przerwać ręcznie. Dawało się dzięki temu nie tylko zaklejać łatwo skrzynki z amunicją, ale ta taśma znalazła bardzo szerokie zastosowanie wśród żołnierzy i to były najróżniejsze zastosowania, nie ograniczone tylko do tego, żeby coś uszczelniać: żołnierze naprawiali sobie buty, broń, nawet samochody wojskowe były w ten sposób reperowane, klejone, i całkiem nieźle mogły funkcjonować przez jakiś czas z użyciem takiej taśmy srebrnej.

Piotr: Tak, i co jest fenomenem, to jest właśnie to, że z jednej strony możesz ją rozerwać jednym ruchem, gładko, prosto, a z drugiej strony ma ogromną wytrzymałość i sama się nie rwie, można powiedzieć.

Ola: Otóż to, i żołnierze początkowo nazywali ją taśmą 1000 mil na godzinę, czyli że generalnie może wszystko, nie ma żadnych ograniczeń. Po wojnie ta taśma duck tape trafiła na rynek cywilny, do zwykłych ludzi, i w latach 50. zyskała zupełnie nową nazwę: zaczęto ją nazywać duct tape.

I to jest bardzo skomplikowane nazewnictwo, ale po chwili się okazuje, że to wszystko jest logiczne. W latach 50. znalazła nowe zastosowanie, szeroko jej używano w uszczelnianiu kanałów wentylacyjnych, czyli duct, dokładnie duct to kanał, i w związku z tym nadano jej również srebrzysto-szary kolor po to, żeby przypominała tę blachę kanałów. Dlatego mamy srebrną taśmę, którą Amerykanie nazywają duct tape.

Piotr: U nas nie ma tych kanałów właściwie takich, bo u nas trochę inaczej to jest w Polsce organizowane, ale rzeczywiście, okej, to jest ten kanał, którym przemieszczał się Bruce Willis w Szklanej pułapce. Ciekawe, czy było poklejone.

Ola: Wielu innych bohaterów filmów kryminalnych albo różnych, gangsterskich. To, co dzisiaj mamy na rynku, to są przeróżne rodzaje taśm, produkowane z różnych materiałów: z bawełny, poliestru, nylonu, nawet z siatki z włókna szklanego. Ten charakterystyczny srebrny kolor pochodzi ze sproszkowanego pigmentu aluminiowego, ale taśma tak naprawdę jest dostępna w wielu kolorach.

Piotr: Mamy czarną, jaskrawozieloną, jaskrawopomarańczową, no i oczywiście srebrną.

Ola: W ciapki, w kwiatki, ale mówię o tych, które mamy u nas w domu. I tutaj dochodzimy do tego momentu, kiedy taśma trafia również w kosmos. Leci z misją Apollo 11 i kolejnymi misjami na Księżyc. Misja Apollo 17 ma na wyposażeniu łazik księżycowy, rower, którym astronauci mogą się poruszać po powierzchni Księżyca. No i tutaj pojawia się taki problem, że jeden z błotników się odrywa.

Piotr: Tak, on w transporcie się urwał.

Ola: Tak, i to się okazuje ogromnym problemem, dlatego że, przypominam, kombinezony księżycowe misji Apollo były białe, a sam pył księżycowy to nie jest taki miły pył sproszkowany i łagodny jak u nas na przykład na pustyniach czy na plaży, tylko ten pył to są kawałki bardzo ostrych drobin, które nie są wygładzone przez erozję. W związku z czym może ten pył uszkodzić te kombinezony, zatyka różne miejsca, nanosi się do lądownika.

Piotr: Raz, że się elektryzuje i przylega do wszystkiego, a poza tym nie opada tak szybko, bo przyciąganie jest znacznie słabsze.

Ola: W związku z tym, jak się tak jeździ z urwanym błotnikiem i wznosi te chmury pyłu, to potem po prostu nic nie widać dookoła na Księżycu.

Piotr: Wszystko jest zanieczyszczone, no więc tak.

Ola: Tak, więc to było pierwsze zastosowanie. Natomiast mamy jeszcze wcześniejsze, i to była słynna misja Apollo 13, która nie wylądowała na Księżycu, za to zdołała z powrotem wylądować na Ziemi, co wcale nie było takie oczywiste. Bardzo polecamy film Apollo 13, jest absolutnie genialny.

Piotr: Kręcony w stanie nieważkości.

Ola: W stanie nieważkości, warto to zobaczyć. I tam z kolei ta taśma srebrna uratowała dosłownie życie astronautom, dlatego że użyto jej do naprawy filtra dwutlenku węgla, który był niewydolny i trzeba było… nie pamiętam, w którą to stronę, tam były dwa różne kształty.

Piotr: Były dwa moduły statku i jakiś dzban pusty nie wpadł na to, żeby w obu modułach były mocowania filtrów tego samego kształtu, i trzeba było kombinować.

Ola: Jeden był o przekroju kwadratowym, a drugi był w kształcie koła, w związku z czym trzeba było mocno pokombinować, żeby jeden filtr przemontować w drugie miejsce, i właśnie dokonano tego za pomocą srebrnej taśmy, między innymi, i skarpetki.

Piotr: Tak, dokładnie. To w takim razie skaczemy teraz dalej, bo skoro już o srebrnej taśmie wszystko wiecie, to czas na drugi składnik tego uniwersalnego schematu na naprawienie wszystkiego, czyli słynne WD-40.

0:19:39 WD-40

Ola: To co prawda jest ten element, który nie jest w stanie czegoś połączyć, natomiast…

Piotr: Jeżeli coś… no tak, ale to pasuje.

Ola: Pasuje, dlatego że dzięki WD-40 rzeczy, które powinny działać i się poruszać, są w stanie to robić.

Piotr: Tak jest, i jest to jeden z najbardziej tajemniczych produktów świata, śmiało można tak powiedzieć. Co o nim wiemy? Wiemy, że nigdy nie został opatentowany, a nie został opatentowany właśnie dlatego, że jest tak tajemniczy, ponieważ patent wymagałby podania dokładnego składu tego produktu, a firma uznała, że większym ryzykiem będzie ujawnienie tego składu, niż to, że ktoś wykryje, jak to zrobić samodzielnie, i skopiuje.

Więc nigdy to nie zostało opatentowane, już okienko patentowe dawno się zamknęło, więc nie jest to coś opatentowanego. A sama formuła jest ponoć zamknięta w skarbcu bankowym w San Diego, stamtąd pochodzi firma, która ten produkt wynalazła i rozpowszechnia. I to oczywiście nie jest tak, że nic w ogóle nie wiadomo, bo przepisy wymagają tego, żeby jednak podać pewne składniki. Więc na amerykańskim opakowaniu jest napisane, że jest od 45 do 50 proc. węglowodorów alifatycznych o niskiej prężności par.

Ola: No tak, to jest zrozumiała informacja. 35 proc.

Piotr: Ropa naftowa, olej bazowy, tam ciężkie parafiny, 25 proc. węglowodory alifatyczne, ale takie lotne, łatwopalne. I do tego dwutlenek węgla, który służy do wytryskiwania tego z pojemnika. Przy składzie europejskim jest trochę inaczej i tak dalej, ale nadal to są wszystko bardzo ogólne określenia.

Więc generalnie koncepcja polega na tym, że jest jakiś nielotny, lepki olej, który jest rozcieńczony przez lotny węglowodór. I teraz to działa tak, że razem, po wymieszaniu, tworzy to taką ciecz, która ma małą lepkość. W związku z czym nie dość, że się daje wypsikać z pojemnika spreju, to jeszcze też bardzo dobrze wchodzi we wszelkie szczeliny i wypiera stamtąd wodę, a potem ten lotny węglowodór wyparowuje i zostaje ten olej, który z kolei pełni funkcję smarująco-zabezpieczającą.

I oczywiście, w tak zwanych dzisiejszych czasach, to nie jest tak, że nie da się już nic stwierdzić. Pokazał się w 2009 roku tekst w czasopiśmie Wired, znakomitym skądinąd, gdzie przeanalizowano przy pomocy chromatografii gazowej skład tego produktu. Niewiele to zmieniło, to znaczy wiemy, że jednym z głównych składników jest wazelina. Jest tam jeszcze więcej, nie będę teraz tego wszystkiego wymieniał, link do tego tekstu znajdziecie jak zwykle w opisie odcinka. Ten tekst jest zarchiwizowany, co ciekawe nie znalazłem go na stronie Wired, nie wiem dlaczego, nie węszę w tym jakiegoś wielkiego spisku, ale jest w archiwum w Wayback Machine, natomiast na samym Wired tego nie ma.

No więc przeanalizowano, co tam jest w tym produkcie, natomiast nie zmienia to faktu, że nadal jest to rzecz, która jest produkowana, uznana, już w tej chwili marka jest tak silna, że sama się broni. Te słynne opakowania żółto-niebieskie pewnie wszyscy kojarzą.

Więc trochę historii: WD-40 powstał w 1953 roku. I tu już wchodzimy w obszar, który… dobra, jeszcze jedną rzecz wiemy: firma, która go dystrybuowała, nazywała się wówczas Rocket Chemical Company. Natomiast kto wymyślił ten produkt, to tak do końca nie wiadomo, bo są dwie wersje. Jedna jest taka oficjalna, na stronie firmy i tak dalej, jest powiedziane, że wymyślił to Norman B. Larsen, jeden z założycieli firmy. Natomiast historycy, niektórzy zajmujący się tym tematem, twierdzą, że to wymyślił nie, uwaga, Norman B. Larsen, tylko Iver Norman Lawson.

Wiem, wiem, nie musicie tego zapamiętywać, że później pomylono Lawsona z Larsenem, oba mieli na imię Norman. I według tej drugiej opowieści, to Lawson wymyślił tę mieszaninę gdzieś tam u siebie w domu i sprzedał ją tej firmie, tej Rocket Chemical Company, za 500 dolarów, to jest jakieś 6000 dzisiejszych dolarów. Natomiast Larsen z tej firmy wymyślił, że można to pakować w puszki, sprzedawać i tak dalej. Tak czy inaczej sukces był ogromny. Sama nazwa WD-40, to już pewnie wszyscy słyszeli.

Ola: Ja na przykład nie słyszałam.

Piotr: Dobrze, to się cieszę bardzo, w takim razie, że coś jeszcze mogę dorzucić. WD jest od Water Displacement, czyli wypieracz wody, a 40 od 40 próby, 40 podejścia wyprodukowania, to znaczy opracowania tej formuły. Więc WD-40 to jest wypieracz wody 40. I w ogóle cała firma przestała się nazywać Rocket Chemical Company i zaczęła się nazywać WD-40 w 69 roku.

Ola: Bardzo słuszna decyzja.

Piotr: To był ich jedyny produkt, później jeszcze pokupowali inne firmy, teraz mają więcej tego, ale to jest niewątpliwie sztandarowe. I ten produkt był pierwotnie, trudno powiedzieć, czy on był do tego zaprojektowany, tu też są różne opowieści, ale na pewno wykorzystywany przez firmę Convair, taką militarną firmę, do ochrony zewnętrznej powłoki rakiet SM-65 Atlas. To była taka rodzina rakiet, pierwszych międzykontynentalnych, balistycznych, amerykańskich pocisków, i pokrywali tym WD-40 po to, żeby chronić przed rdzą, przed korozją. Również WD-40 było używane przez długi czas do konserwacji, do remontu samolotów, całe linie lotnicze tego używały.

Ola: A już nie jest używane?

Piotr: Wiesz co, powiem tak: podejrzewam, że jest, natomiast był to, można powiedzieć, oficjalny produkt tam używany przez niektóre linie lotnicze. Sądzę, że nadal jest, bo czemu nie. Tam jest w tej chwili kilka formuł, jest taka formuła ogólnego zastosowania, ale też jest na przykład specjalna formuła do rowerów. W ogóle ciekawe rzeczy u nich na stronie można wyczytać o tym, do czego można stosować, o różnych mitach, bo na przykład jest taki mit, że jednym ze składników jest jakiś olej z ryb, i niektórzy ponoć smarowali tym haczyki, i ponoć się świetnie na to ryby łapały, bo myślały, że to jakaś inna ryba, jakieś takie dziwne opowieści. Więc oni oficjalnie mówią, żeby tego nie robić, bo to zanieczyszcza wodę. W każdym razie cała mitologia wokół tego produktu powstała.

Niewątpliwie produkt jest bardzo dobry. Nie jest to idealny smar, bo on jednak przede wszystkim wypiera wodę, ale również ma funkcję smarującą. Tak można na przykład smarować rowerowe łańcuchy, między innymi dlatego, że on nie jest lepki, więc ten łańcuch nie będzie zaraz upierniczony wszystkim, tylko trzeba wytrzeć. Są też specjalne produkty, tak jak mówię, specjalne do łańcuchów i inne, i tak dalej. W każdym razie jest to kawał fajnej historii i rzeczywiście produkt, który jest, można powiedzieć, marką samą dla siebie i pewnym fenomenem.

Oni tam mają jeszcze dodatkowe różne rzeczy, mają tę taką magiczną rurkę, takie zamknięcie, że jak się ją wygnie, jak się złoży tę rurkę, to psika jak normalny spray, jak się podniesie, to leci przez tę rurkę. Bardzo przemyślna koncepcja, zwłaszcza w porównaniu z takimi rurkami, co trzeba gdzieś tam wtykać w spray i wszyscy się tym brudzą i to nigdy nie działa, więc rzeczywiście trzeba przyznać, że bardzo fajnie ten temat zagospodarowali. Więc już wszystko właściwie wiecie, moglibyśmy już na tym etapie kończyć, bo już wiecie, jak ruszyć to, co się nie chce ruszyć, i jak umocować to, co się nie powinno ruszać.

0:28:45 Trytytka, czyli opaska zaciskowa

Ola: I kolejny uniwersalny łącznik wszystkiego, prawie wszystkiego. Coś, co my nałogowo nazywamy trytytką, ale wiadomo, że część osób mówi o tym: opaska zaciskowa, zip, trytka. I to jest również element wielu memów. Tu mam taki mem przed oczami: Mechanika dla Początkujących. I tutaj z kolei: czy się rusza? Jeżeli się powinno ruszać, no to użyj WD-40, jeżeli się nie powinno ruszać, to użyj trytytki albo trytki. I konkurencyjne rozwiązanie.

Ostatnio mieliśmy nawet do czynienia z tym fantastycznym rozwiązaniem, kiedy urwała nam się we Wrocławiu maskownica, taka od nadkola w samochodzie.

Piotr: Nie urwałaś, tylko ja ją urwałem, ale chciałaś być miła. Dzięki.

Ola: W każdym razie, mamy nadal umocowany samochód na trytytkę?

Piotr: Mamy, mamy, ale to akurat tam chodziło o to, żeby się jedna rzecz nie opuszczała. Ale tak, no w ogóle.

Ola: No tak, dobrze, to tu może zmieńmy temat. Skoczmy sobie płynnie do roku 1956, kiedy niejaki Maurice Logan, który był pracownikiem amerykańskiej firmy Thomas & Betts. Ta firma od 1901 roku specjalizowała się w produkcji akcesoriów elektrycznych, co jest istotnym elementem tej opowieści.

I tenże Maurice odwiedził fabrykę samolotów Boeinga w Seattle. Tam sobie oglądał różne etapy produkcji samolotów, zwłaszcza tych związanych z układaniem kabli elektrycznych. I był zszokowany tym, jak skomplikowany, ale też niebezpieczny jest ten proces, który polega na układaniu wiązek kabli na pokładzie samolotu.

Otóż wyglądało to tak, że na wielkich arkuszach ze sklejki układano, prowadzono setki metrów przewodów, a następnie przytwierdzano je do tej sklejki takim woskowanym nylonowym sznurkiem. Tutaj było wiele problemów, jeden z nich polegał na tym, że to było niesamowicie uciążliwe, a drugi wynikał z tego, że trzeba było te węzły z tego sznurka jakoś zaciskać, i żeby to zrobić porządnie i mocno, żeby związać taką wiązkę przewodów i żeby to się trzymało i było bezpieczne, to cała ta technologia polegała na tym, że ktoś musiał sobie najpierw nawinąć sznurek nylonowy na palec i mocno szarpnąć, co niestety często kończyło się przecięciem skóry na tymże palcu.

No i Logan spojrzał na to, popukał się w głowę i postanowił rozwiązać ten problem, i przez następne dwa lata przeprowadzał eksperymenty z różnymi materiałami, z różnymi konstrukcjami, i w roku 1958 opatentował właśnie dla swojej firmy macierzystej, Thomas & Betts, pierwszą taką opaskę zaciskową. Nazywała się wówczas Tie Wrap. Pierwsza wersja tejże trytytki działała na tej samej zasadzie, co dzisiejsze rozwiązania. Piotrek właśnie sobie trzyma taką trytytkę w rękach.

Piotr: Jakby ktoś nie wiedział, dlaczego trytytka nazywa się trytytka, to może uwaga teraz.

Ola: Ona robi trrrt.

Piotr: Nie wiem, może bzytka, ale się nazywa trytytka, uwaga jeszcze raz.

Ola: No i pierwsze trytytki brzmiałyby trochę inaczej, bo one korzystały z tego samego rozwiązania, ale uwaga, ta zapadka, która tak robi trrrt, była wówczas stalowa. Produkcja wskutek tego była bardziej czasochłonna, bardziej kosztowna, bo były dwa oddzielne procesy: formowanie tej nylonowej opaski, która od początku była elementem tego rozwiązania, i osobno trzeba było zamontować na tej opasce metalową zapadkę. Niestety ta stalowa zapadka często się łamała, luzowała. A jeszcze jeden problem polegał na tym, że kiedy już złamała się i obluzowała, i wpadła między obwody elektryczne, to samolot spadał, powodowała poważne uszkodzenia.

No i 10 lat później, czyli w roku 1968, doszło do potężnego przełomu, ponieważ wtedy opracowano w pełni nylonową opaskę zaciskową z wbudowaną zapadką z tego samego materiału. Była tania w produkcji, niezawodna, i właśnie ona stała się podstawą do tego wysypu współczesnych trytytek, których jest całe mnóstwo typów, rodzajów, kolorów. Wiadomo, że firma Thomas & Betts, czyli ta oryginalna firma, produkuje ponad 300 różnych wariantów opasek zaciskowych.

Piotr: Należy do ABB w ogóle, tak że to już jest bardziej marka w tej chwili tylko.

Ola: No i są najróżniejsze trytytki, są odporne na promieniowanie UV, czy właśnie specjalne wersje do mocowania kołpaków samochodowych, co prawda ty nie o kołpak chodziłeś, ale być może coś takiego by się przydało. Co ciekawe, służby mundurowe stosują taką specjalną, wzmocnioną wersję trytytek, która się nazywa Plasty Cuffs, i to są jednorazowe kajdanki.

Piotr: Tak, one mają zabezpieczenie przed tym, żeby nie zacisnąć ich tak, żeby nie odcięło krążenia, i to jest dobra okazja, żeby polecić nasz podcast dla Polskiego Radia, Laboratorium Zbrodni.

Ola: Nienachalna reklama.

Piotr: Nie, w ogóle nienachalna reklama. Akurat jeszcze nie było o trytytkowych kajdankach, ale może będzie. Właściwie w tym momencie, zamiast tego naszego standardowego dżingla, powinienem bzyknąć trytytką. Już bzykałem i tym się zacisnęła.

Ola: Zacisnęła się Piotrkowi na palcu, który walczy, żeby ją zdjąć.

Piotr: Wcale nie, wcale nie, już, a nie powiedziałaś, że już zdjąłem i żaden problem.

Ola: Szkoda, że państwo tego nie widzą.

0:35:39 Taśma przezroczysta i grafen

Piotr: Dobrze, to jednak będzie normalny dżingiel. Ja właściwie trochę już mi Ola zabrała część opowieści, bo teraz będzie krótszy kawałek, ale okej, jeden z paroma fajnymi wątkami: taśmy klejące. Jak Ola już mówiła o srebrnej taśmie klejącej, to te takie klasyczne, tu historia sięga lat 20. XX wieku. Inżynier z firmy 3M, która w ogóle ma duże zasługi w kwestii taśm klejących, opracował pierwszą taką taśmę klejącą, już taką klasyczną, jako pomoc dla lakierników lakierujących samochody. Wtedy była taka moda, że samochody były dwukolorowe, i strasznie ciężko było zrobić tę linię równą, więc to była po prostu taśma maskująca.

Ola: Ale zwróć uwagę, jakie to specjalistyczne zastosowanie. Teraz oczywiście przy malowaniu domów naturalnie używa się tylko specjalnych papierowych taśm.

Piotr: Dokładnie, dokładnie. Dla mnie absolutnie fascynujące się okazało to, jak parę razy brałem udział w jakichś nagraniach, na jakimś planie filmowym i tak dalej. Jeżeli słucha nas ktokolwiek z planów filmowych, to niech podrzuci informację, jak się nazywają te taśmy, które oni noszą, ponieważ na każdym planie filmowym ludzie od techniki mają naręcza tych taśm i one są do wszystkiego. Są do mocowania różnych rzeczy, które powinny być umocowane, ale też chociażby do tego, żeby oznaczyć na podłodze, w którym miejscu ma stanąć aktor.

Ola: Tak, to jest specjalna linia. Zaraz to znajdę.

Piotr: No dobra, ale tak czy inaczej, jeżeli macie jakieś doświadczenia z planów filmowych i macie jakieś fajne opowieści na temat tych taśm, to podrzućcie, bo to było dla mnie absolutnie fascynujące, jak to po raz pierwszy zobaczyłem, że te taśmy są nawleczone na sznurek czy na jakąś inną taśmę, i tego jest całe mnóstwo.

Dobra, w każdym razie wracamy do historii. 1930 rok i pierwsza taśma przezroczysta, oparta o celofan, i rzeczywiście ona już znalazła znacznie więcej zastosowań niż tylko ta taśma maskująca. Natomiast to, co jest najbardziej chyba znane, i o czym chcę się przez chwilę skupić, to jest Magic Tape. To jest nazwa handlowa, znowu firmy 3M, tam jest nazwa Scotch. W ogóle o nazwę Scotch jest straszna awantura na Wikipedii, można sobie poczytać, na angielskiej Wikipedii jest zawsze ten dział dyskusji na temat artykułu, normalnie się go nie czyta, ale można sobie tam zajrzeć, i między innymi jakiś przedstawiciel 3M tam chciał jakieś zmiany nanieść, bo ta nazwa Scotch ma ponoć nie najpiękniejszą historię, to znaczy była skojarzona ze szkockim skąpstwem i tym, że ponoć kiepsko nakładali klej na te taśmy, i ktoś sugerował, że to właśnie ze skąpstwa. W każdym razie nazwę Scotch litościwie na razie zostawmy.

Wracając do Magic Tape: to jest ta taśma, którą najłatwiej poznać po tym, że jak jest nawinięta na rolkę, to wygląda na matową, a jak ją przyklejicie na papier, to znika, można powiedzieć, prawie jej na papierze nie widać. Cała sztuczka polega na tym, że ta taśma jest rzeczywiście zmatowiona, jej powierzchnia nie jest tak jak wielu innych taśm błyszcząca, tylko delikatnie szorstka, dzięki czemu nie odbija światła po naklejeniu na papier, tylko je rozprasza. Papier też światła nie odbija dobrze, też rozprasza, w związku z czym ta taśma wtapia się trochę wizualnie w ten papier, w dodatku jest półprzezroczysta, więc sama ma taki kolor neutralno-białawy, więc to na papierze bardzo dobrze wygląda, dopasowuje się do tego, co jest pod spodem. W dodatku można na niej wygodnie pisać długopisem albo ołówkiem, więc same zalety.

I kolejna rzecz: można ją wygodnie oderwać, czyli zerwać z papieru, nie drąc tego papieru, nie rozwarstwiając go. To jest zasługa kleju akrylowego, którego jest, po pierwsze, bardzo cienka warstwa nałożona, po drugie ten klej ma to do siebie, że w przeciwieństwie do niektórych innych klejów nie wnika w powierzchnię, czyli rzeczywiście wiąże tylko bardzo delikatną wierzchnią warstwę tego papieru, i dzięki temu daje się łatwo i bez strat w papierze zerwać.

Ola: Znalazłam nazwę, tak, to jest taśma gaffer i to są takie tak zwane taśmy sceniczne, które są używane w telewizji, przy robieniu wideo, czy w teatrach.

Piotr: Przy wszystkim, one nawet u nas w domu się przydają, bo jak nagrywamy, na przykład mamy takie tło rozwijane, i jak nagrywamy coś na tym tle, jakieś wideo, to żeby stać zawsze w tym samym miejscu, po prostu naklejamy dwa kawałki taśmy na podłogę, tak żeby w tym miejscu były palce nóg, i dzięki temu łatwiej znaleźć zawsze to samo miejsce.

Ola: I to się nazywa albo gaffer, albo taśma sceniczna, na przykład gaffa.

Piotr: Właśnie, pytanie, czy to jest jakaś marka?

Ola: Właśnie nie jestem pewna, ale tu niczego nie reklamujemy.

Piotr: To jeszcze raz proszę, jak ktoś z branży filmowej nas słucha, niech da znać, jak w ogóle to z tymi taśmami jest, jak się je nazywa, jestem po prostu strasznie tego ciekaw, bo jest to taki nieoczywisty, a fascynujący wątek pracy na planie. Zresztą czasami w jakichś making-ofach, może nie tyle widać tych ludzi z taśmą, ale widać gdzieś ponaklejane te kawałki taśmy, naprawdę zastosowań jest mnóstwo. Jeszcze jeden wątek.

Ola: Trytytasz sobie?

Piotr: Trytłem, bo jeszcze mi kawałek został. Poczekajcie, dotrytam do końca.

Ola: Odetnij sobie palec.

Piotr: Dzięki za twoją troskę. Uwaga, dobra, dotrytałem, już dalej się nie da, znaczy da się, można przeciąć. Ja już tak odkryłem, że jak ktoś się chce dużo trytytać, to jak się przetnie tę trytytkę, to potem można tym suwaczkiem po niej jeździć cały czas i doprowadzać do białej gorączki.

Ola: Na pewno nasi słuchacze będą zachwyceni.

Piotr: Bardzo się cieszę, czekajcie na to, tak. Dobra, jeśli chodzi o to odrywanie taśmy, to bardzo ciekawa sprawa. Mianowicie okazuje się, że ono wywołuje pewien efekt, który się nazywa tryboluminescencją. To jest takie zjawisko optyczne, które jest związane z tym, że podczas deformacji pewnych ciał, zwłaszcza krystalicznych, powstaje światło, powstają błyski światła. Nie do końca wiadomo dlaczego, to jest prawdopodobnie związane z pękaniem jakichś wiązań w ciałach o strukturze krystalicznej.

Natomiast to samo zjawisko zauważono przy odrywaniu taśmy. I co ciekawe, pierwsza publikacja na ten temat pochodzi z 1953 roku i jest autorstwa radzieckich naukowców, którzy odkryli, że jeżeli się odrywa taśmę klejącą, oni pewnie nie mieli wtedy scotcha, tylko jakąś inną, ale whatever, jeżeli się ją odrywa w próżni, oni chyba akurat odrywali od szkła, to pojawiają się takie nanosekundowe błyski promieniowania rentgenowskiego. A później, w 2008 roku, ukazała się w Nature praca, która pokazała, że to promieniowanie jest na tyle silne, że można je nawet wykorzystać do zrobienia właściwie prześwietlenia, to znaczy są na tyle mocne, że przenikają przez obiekty i zostawiają ślady na kliszy rentgenowskiej.

Ola: Ale to dodajmy, że jeśli chodzi o zastosowania taśmy przezroczystej, no to odkrycie grafenu polegało na tym, że…

Piotr: Nie wiem, czy to była przezroczysta, ale tak.

Ola: Generalnie taśma klejąca posłużyła do tego, żeby wyodrębnić z grafitu warstwę grafenu.

Piotr: Strasznie to poważnie ujęłaś, wyodrębnić, po prostu wziął…

Ola: Ale jedną warstwę atomów.

Piotr: Jak on się nazywał?

Ola: No właśnie.

Piotr: [? niepewne: Andrzej Game] Ten noblista, co żaby lewitował. Ola w tym czasie sobie znajdzie, a ja będę gadał. On z zespołem próbowali uzyskiwać coraz cieńsze warstwy grafitu, co bardzo kiepsko im szło. W którymś momencie wzięli po prostu kartkę, pomazali ją ołówkiem i bardzo dużo razy naklejali taśmę klejącą i odrywali na tej pomazanej części. I w końcu okazało się, że na tej taśmie udaje się uzyskać jednoatomowe warstwy węgla. I to właśnie jest grafen. Więc jakbyście sobie chcieli zrobić w domu grafen, tutaj, w cichości i zaciszu, to można to robić przy pomocy taśmy klejącej, kartki i ołówka. Także polecamy to rozwiązanie.

Ola: Zrób to sam, Adam Słodowy. Zresztą będziemy mówić o Adamie Słodowym.

Piotr: No i teraz przechodzimy do kolejnego obiektu łączącego świat.

0:45:14 Agrafka

Ola: A mianowicie agrafki. No i tu na pewno wiele osób powie, że przecież agrafki istniały od zawsze, bo już około, no dokładnie, nawet wcześniej, 1500 lat przed naszą erą używano zapinek zwanych fibulami, często bardzo bogato zdobionych. Ale my tutaj chcemy opowiedzieć o tak zwanej nowoczesnej agrafce z bezpiecznym zapięciem. A po co bezpieczne, to o tym za chwilę, bo to bezpieczne zapięcie pozwoliło na przykład na spinanie pieluch tetrowych, co było ogromną rewolucją w tym zakresie i pozwoliło na stosowanie tych pieluch i ułatwienie kobietom życia.

Ale przejdźmy do roku 1849, czyli dosyć dawno. I znowu mamy Amerykę, tam wielu wynalazców się znalazło i mogło się rozwijać. Mówimy tu o Walterze Huncie. To był mechanik, wynalazca, który, uwaga, musiał spłacić dług, który zaciągnął u rysownika, który robił dla niego rysunki patentowe do poprzednich wynalazków. Ten dług wynosił całe 15 dolarów, dziś to jest około 500 dolarów albo nawet więcej. I głowił się ten człowiek nad tym, w jaki sposób spłacić ten straszliwy dług. A ponieważ był bardzo płodnym wynalazcą, dodajmy, że opracował także karabin powtarzalny, taki prekursor Winchestera, nowoczesne wieczne pióro, ostrzałkę do noży, urządzenie do gotowania na parze, maszynę do szycia i welocyped.

Piotr: I miał problem z oddaniem długu, później wynalazca.

Ola: No i usiadł… nie, on po prostu chyba nie był człowiekiem, którego się pieniądze trzymały.

Piotr: Był wynalazcą, ale nie biznesmenem. Tak.

Ola: No i usiadł, spędził trzy godziny na wyginaniu drutu na różne sposoby i skonstruował agrafkę, która miała bezpieczne zapięcie. Tutaj muszę powiedzieć, że ten model agrafki, który znamy dziś, to jest dalsza ewolucja projektu Hunta, natomiast być może zetknęliście się z taką agrafką, która jest wykonana wyłącznie z powyginanego drutu, ma taką podwójną…

Piotr: One są bardziej ozdobne teraz.

Ola: Tak, one są…

Piotr: Takie w dużej wersji, do jakichś tam spódnic.

Ola: Do spódnic, do kiltów może. W każdym razie, on wynalazł właśnie taką agrafkę z jednego kawałka drutu, to było istotne. Ona zawierała to bezpieczne zapięcie, które zakrywało ostrą końcówkę, miała pętlę, która działała jak sprężyna, i całość uniemożliwiała przypadkowe otwarcie. Oczywiście wiemy, że z agrafkami różnie bywa i czasami, jak coś zrobimy złego, to one się lubią otwierać, natomiast faktem jest, że było to o wiele bezpieczniejsze rozwiązanie niż te, które wcześniej były dostępne.

Hunt opatentował swoją agrafkę 10 kwietnia 1849 roku. I tutaj uwaga: wyprzedził w tym o kilka miesięcy podobny patent opracowany przez Anglika Charlesa Rowleya, który swoją agrafkę opatentował w październiku 1849 roku. Jednak ten patent Rowleya się nie przyjął. A Hunt szybko sprzedał swój patent za 400 dolarów.

Piotr: A to tych ówczesnych dolarów, tak żebyśmy się nie mylili, ile on tam był winny?

Ola: Był winien 15, sprzedał za 400, a 400 to jest mniej więcej wartość około 15 tysięcy dzisiejszych dolarów. I tutaj są dwie wersje dotyczące tego, kto kupił ten patent. Według jednej z nich był to ten rysownik, który postanowił nabyć takie prawa do tego rozwiązania, co jednocześnie uregulowało dług Hunta wobec niego. A według drugiej wersji, była to firma W.R. Grace & Company. Ta firma dzisiaj zajmuje się przede wszystkim produkcją i sprzedażą różnych rozwiązań chemicznych, a w tamtych czasach robiła różne rzeczy. Między innymi zarobiła absolutne kokosy na agrafkach, właśnie na sprzedaży wynalazku Hunta, który przyjął się świetnie i do dziś sprawdza się w krawiectwie, wiadomo, albo jak się komuś spodnie rozedrą w którymś strategicznym miejscu, to wówczas agrafka przychodzi z pomocą. Ja wciąż używam agrafek w wielu różnych sytuacjach. Natomiast, jak mówiłam, agrafki zrewolucjonizowały pielęgnację niemowląt, bo dzięki nim można było zapinać w sposób dość bezpieczny pieluchy tetrowe na pupach niemowlaków, i dzięki temu te pieluchy stały się bardziej użyteczne, łatwiejsze w obsłudze.

Piotr: Jeszcze warto dodać, że agrafka w pewnym momencie była jednym z symboli kultury punk i też bardzo była tam obecna, więc różne role pełni i pewnie jeszcze przez wiele lat będzie pełnić, bo to jeden z tych wynalazków, które trudno czymś zastąpić właściwie.

0:51:13 Klej cyjanoakrylowy (super glue)

Piotr: I nadal łączymy rzeczy. Tym razem słynne kleje cyjanoakrylowe, czyli te wszystkie super glue. Super glue to jest nazwa handlowa, tak samo jak chociażby kropelka, która się od jakiegoś czasu u nas upowszechniła, też jest nazwą handlową, należącą do jakiejś tam firmy. W każdym razie to wszystko są kleje cyjanoakrylowe, których historia zaczęła się a jakże w czasie drugiej wojny światowej, tylko że tam im zupełnie nie wyszło, bo nie próbowano zrobić z cyjanoakrylanów kleju, tylko próbowano zrobić przezroczysty plastik, który będzie się nadawał jako element celowników do broni palnej. Pomysł był świetny, poza tym jednym drobiazgiem, że cholernie się te cyjanoakrylany kleiły do wszystkiego i za nic się nie dawało z tego zrobić tego, co chcieli. W związku z czym koncepcję cyjanoakrylanów jako elementów celownika zarzucono.

Natomiast w 1951 roku jeden z tych badaczy, którzy się tym wtedy zajmowali, Harry Coover, wrócił do tematu i zainteresował się już tym pod kątem łączenia i klejenia rzeczy. Tą szczególną właściwością cyjanoakrylanów jest to, że one polimeryzują pod wpływem wilgoci. Polimeryzują, czyli ich fragmenty zaczynają się łączyć w długie łańcuchy, czyli zaczynają wiązać. I to jest charakterystyczne, znowu mam wrażenie, że nie wszyscy wiedzą, że tu chodzi o wilgoć. Najlepszym sposobem na uruchomienie tych klejów cyjanoakrylowych jest chuchnięcie czy coś, i dlatego między innymi one sklejają paluchy, że nasza skóra jest zawsze wilgotna, w związku z czym one bardzo szybko polimeryzują, i ta polimeryzacja rzeczywiście zachodzi błyskawicznie.

Ola: Kto nie przeżył szoku przy klejeniu kropelką czy jakimś super glue, kiedy nagle nie mógł rozewrzeć palców, to niech pierwszy rzuci kamieniem.

Piotr: Tu, gdzie siedzę, przy naszym stole, jest…

Ola: Już nic nie chcę mówić, to jest kolejna rzecz. Nasz stół był jeszcze w miarę nowy, teraz już nowy nie jest, więc co zrobił Piotrek? Postanowił coś skleić na stole. Nie położył gazety czy jakiejś warstwy chroniącej, w związku z czym mamy na stole taki gustowny placek pozostawiony.

Piotr: Cyjanoakrylowy.

Ola: Tak, przez cyjanoakryl.

Piotr: Właśnie go teraz skrobię, uwaga.

Ola: Czym, Piotrusiu, się jeszcze dzisiaj państwu pochwalisz?

Piotr: Coś może jeszcze wymyślę. Otóż Harry Coover pracował wtedy w firmie Kodak, tej samej, która była przez lata znana z filmów do aparatów. Opowiadam to jako anegdotę niesprawdzoną w tej chwili, bo dopiero mi się przypomniało: ponoć ktoś w Kodaku wynalazł, gdzieś chyba w latach 70., aparat cyfrowy, ale oni to schowali, żeby nie psuć sobie rynku filmów do aparatów.

Ola: Potem ktoś inny jeszcze raz wynalazł.

Piotr: W związku z czym firma Kodak, powiedzmy sobie szczerze, w kwestii fotografii straciła na znaczeniu, chociaż oczywiście nadal wiele rzeczy robi. W każdym razie ten produkt nazywał się wtedy Eastman 910. Bardzo chwytliwa nazwa, wszyscy zapamiętali na pewno. Na szczęście zamiast Eastman 910 wymyślono Super Glue dość szybko, i pod tą nazwą ten pierwszy cyjanoakrylowy klej wszedł do sprzedaży, i co bardzo ważne, zyskał dość szczególne zastosowanie w czasie wojny w Wietnamie. Okazało się, że cyjanoakrylany cudownie ratują życie, to znaczy można je na przykład rozpylić na otwartą ranę. Ja wiem, że to nie brzmi zbyt kusząco, ale to bardzo szybko zatrzymywało wykrwawienie i po prostu umożliwiało transport takiego rannego żołnierza do szpitala, zanim się wykrwawił.

Dzięki temu w ogóle zatwierdziła to FDA, czyli Food and Drug Administration, Agencja do Spraw Żywności i Leków, do niektórych zastosowań medycznych. Wcześniej były wątpliwości, bo tam były podrażnienia skóry, natomiast okazało się, że zastosowania są bardzo dobre, i w tej chwili używa się na przykład w chirurgii klejów cyjanoakrylowych, które mają swoje odpowiednie nazwy, też handlowe, ale w sumie to jest to samo: łączy się żyły, tętnice podczas operacji, uszczelnia się jakieś krwawiące miejsca i tak dalej. Również stosuje się w jakichś zabiegach dentystycznych, więc to takie rzeczywiście trochę nieoczekiwane zastosowanie.

Harry Coover, nie dość, że był wynalazcą, to też brał udział w promocji tego kleju, była słynna słynny występ w programie telewizyjnym, gdzie jedną kropelką przykleił gospodarza tego programu do czegoś i unosili go w powietrzu. Ja sam pamiętam, że były takie różne reklamy, że tam coś z czymś skleili, 100 samochodów. Dziękuję, Ola, dzisiaj Ola też się popisała. Że były tam takie różne reklamy, że tam coś przykleili, 100 samochodów zawisło na czymś i takie różne rzeczy. Jak się poszuka pod hasłem Super Glue starych reklam, to one mają swój duży urok.

W tej chwili jest to produkt super rozpowszechniony, znany, do kupienia w różnych wersjach, są takie cyjanoakrylowe kleje sztywne, są takie, które są w jakimś stopniu elastyczne, natomiast warto pamiętać o tym, że nie do wszystkiego się nadają, że to nie jest działanie kleju, który wypełnia jakieś przestrzenie. To jest częsty błąd, że nie bardzo się da coś skleić, bo on po prostu nie wypełni przestrzeni. Są kleje, które wypełniają, a te sklejają najlepiej gładkie powierzchnie, albo nasze palce, i oczywiście zaklejają stoły. Można sobie nawet powieki skleić, nie polecam, ale na szczęście to się daje rozdzielić przy pomocy rozpuszczalnika. I również kleje uzurpują sobie prawo w tych wielkich algorytmach naprawczych, czyli obok taśmy srebrnej i WD-40 niektórzy próbują umieścić klej cyjanoakrylowy. Natomiast uważam, że to jest właśnie uzurpacja, bo wystarczy w zupełności taśma srebrna.

0:58:27 Karteczki post-it

Ola: To w nawiązaniu do tego super mocnego kleju, o którym Piotrek właśnie wam opowiedział, ja chcę opowiedzieć o wynalazku, który powstał przez przypadek, w roku 1968, stworzony przez chemika zatrudnionego w laboratorium 3M w Stanach Zjednoczonych.

Piotr: Znowu 3M się pojawi.

Ola: Tak, to jest bardzo innowacyjna firma, właśnie zwłaszcza w tej dziedzinie, o której dzisiaj opowiadamy. Chemik nazywał się Spencer Silver i chciał znaleźć formułę takiego super mocnego kleju. W ramach eksperymentów udało mu się opracować klej superłaby, taki, który był wrażliwy na nacisk i nadawał się, uwaga, do wielokrotnego użytku. I do roku 1974 nie do końca było wiadomo, co z takim klejem można by zrobić.

Ale wówczas do akcji wkroczył kolega z pracy, Arthur Fry, który użył tego nietypowego kleju do umocowania zakładki w swojej książce. I ten pomysł okazał się na tyle atrakcyjny, że Fry rozwijał go w obrębie firmy na własną rękę. I uwaga, stworzył w ten sposób karteczki post-it. Żółty kolor tych oryginalnych karteczek samoprzylepnych został wybrany dlatego, uwaga, że laboratorium, które znajdowało się obok zespołu opracowującego post-it, dysponowało tylko żółtym papierem odpadowym. Jak wiadomo, w takich firmach poboczne projekty nie są jakoś bogato finansowane, w związku z czym użyli tego, co mieli pod ręką.

No i karteczki, od roku 1980 do lat 90., były produkowane wyłącznie przez fabrykę 3M w stanie Kentucky, ale wówczas, w latach 90., wygasły prawa patentowe, i te post-it, karteczki samoprzylepne, w tej chwili są już produkowane przez różne fabryki.

Piotr: To już nie jest chronione patentem, patent wygasł.

Ola: Tak, ale wciąż nazwa post-it pozostaje zastrzeżonym znakiem towarowym, który należy do 3M.

1:01:04 Rzep (velcro)

Piotr: I ostatni chyba temat łączący, mianowicie produkt wynaleziony w 1941 roku przez szwajcarskiego inżyniera Georges'a de Mestrala. Nie chcę się popisywać moją znajomością francuskiego, facet był ewidentnie frankofoński. W każdym razie wiadomo, że ten pomysł przyniósł mu dosłownie pies, któremu wydłubywał rzepy z sierści. Chodzi o rzep, ten, co tak robi. Kurczę, mam jakiś rzep, żeby wydać dźwięk?

Ola: Coś się znajdzie.

Piotr: Wiecie, jak brzmi rzep, może coś się znajdzie. Więc on wziął ten rzep, obejrzał sobie to pod mikroskopem i wypatrzył te haczyki, które są kluczowym elementem wczepiania się rzepu we wszystko. Oczywiście rzep to taka nazwa mało oficjalna, to jest tak naprawdę okrywa kwiatostanów łopianu, to wszyscy wiedzą z grubsza.

Ola: No tak, to oczywiste.

Piotr: Absolutnie. To, co on tutaj genialnego zrobił, to zmniejszył ten cały element, no bo w ogóle przecież koncepcja tego, że jest jakiś haczyk i jakaś pętelka, i się ten haczyk o tę pętelkę zaczepia, to jest znane od, pewnie nawet wcześniej, starożytnego Rzymu.

Ola: Jeszcze wcześniej, może Chiny.

Piotr: Homo erectus po prostu już to wynalazł pewnie. W każdym razie tam zawsze jest konkretny haczyk i do niego konkretna pętelka, niezależnie czy w ten sposób zamykamy wychodek, czy mamy przy ubraniu jakąś haftkę czy coś. Natomiast tu sztuczka polega na zmniejszeniu i zwielokrotnieniu tego układu, i na tym, że nie jest tak, że dany haczyk musi trafić do danej pętelki, to jest duża dowolność, co czyni to bardziej uniwersalnym.

W każdym razie on to wszystko wymyślił, natomiast później musiał opracować proces przemysłowy całej produkcji, i to mu zajęło bagatela 10 lat. Facet dobrze to wszystko kontrolował, bo rzeczywiście opatentował pomysł w 1954 roku. To się nazywało, w większości krajów chyba tak się mówi, velcro, to jest nazwa towarowa, od velour, z francuskiego, i crochet, czyli haczyk, velour, czyli aksamit, i haczyk, czyli, no tak naprawdę jak połączymy małe haczyki z aksamitem, to właśnie to uzyskujemy.

Nie bardzo łatwo szło mu na początku przebijanie się z tą koncepcją, bo to było reklamowane jako nowy suwak, suwak bez zamka, i tak dalej, mówiono o tym jako o elemencie, który się przydaje w jakichś strojach, i to nie do końca przekonywało ludzi, bo dziwne, na początku niezbyt ładne te rzepy były, w ogóle, takie specjalistyczne zastosowania, ale przebijał się, na przykład w 59. roku te rzepy były istotnym elementem pokazu mody w hotelu Waldorf Astoria w Nowym Jorku, w ogóle w wielu miejscach się pojawiały.

Ola: Pamiętam szał na rzepy pod koniec lat 80. w Polsce i do początku 90., gdzie wszystkie buty sportowe były właśnie robione na rzepy, takie to było nowoczesne, tylko że te rzepy dosyć szybko słabły i przestawały się kleić.

Piotr: No tak, to był problem przy tych kiepskich produktach. Uwaga, właśnie udało mi się wymyślić, gdzie mamy rzepy. Przepraszam, przepraszam. Słyszycie to, słyszycie to? Uwaga, rzep, rzep. I, żeby nie było, rzep, to jest nasze opakowanie od rekordera do nagrywania.

Ola: Tak właśnie, sprzęt fotograficzny w ogóle często wykorzystuje te pojemniki, opakowania na sprzęt jakiś wartościowy, te rzepy, które mają zabezpieczać przed wypadnięciem tych elementów.

Piotr: No i tak jest, że w ogóle się często słyszy, ja parę razy na to trafiłem, że to NASA opracowało ten velcro, czyli ten rzep. Rzeczywiście NASA to spopularyzowało, bo zaczęli to wykorzystywać przy projektowaniu kombinezonów kosmicznych, które w ogóle są upierdliwe, ciężkie, niewygodne, więc tam wprowadzono te rzepy po to, żeby się wygodniej zakładało, zdejmowało. Później podchwycili to narciarze, w strojach narciarskich bardzo się spopularyzowały, więc z czasem pojawiły się różne konstrukcje o różnych wytrzymałościach i różnych specjalnych zastosowaniach. Na przykład jest taka wersja, która ma, uwaga, pętelki z teflonu, poliestrowe haczyki, natomiast wszystko to jest na szklanym podkładzie, i to jest system stosowany w promach kosmicznych, bardzo wytrzymały, można powiedzieć, bo każdy prom kosmiczny miał ponad 250 metrów takich zapięć w różnych miejscach.

Ola: Rzepy są zresztą wykorzystywane do łączenia kabli, prawda? Nie wiem, czy wciąż w samolotach się to robi, czy to są trytytki w tej chwili.

Piotr: No trytytki mają to do siebie, znaczy rzepy są…

Ola: Wielokrotnego użytku.

Piotr: Tak, dokładnie, a trytytki jak już zaciśniesz, to już zaciśnięte. Moja trytytka zaciśnięta, może coś jeszcze z niej wydobędę, poczekaj.

Ola: No już tak jest, ostatnie podrygi.

Piotr: Sztuczka polega na tym, że najsilniejsze połączenie rzepów jest wtedy, kiedy one są przyczepione do sztywnych powierzchni, obie części, które się stykają, dlatego że wtedy, jak próbujemy je rozerwać, ta siła rozkłada się równo na wszystkie haczyki. Właśnie na przykład w zastosowaniach kosmicznych taką metodę stosowano, bo zwróćmy uwagę, że ten dźwięk odpinania, który tu przed chwilą tak fantastycznie prezentowałem, to jest dźwięk biorący się z tego, że my wywieramy dużą siłę na małą liczbę haczyków, jak ciągniemy za jeden taki pasek, to cała ta siła skupia się na tym wąskim pasku, więc te haczyki po prostu się otwierają, puszczają, stąd ten dźwięk, natomiast jeżeli rozłożymy tę siłę równomiernie, to może to wytrzymać bardzo dużo.

W ogóle rzepy mają to do siebie, że jak są porządnie zrobione, to się bardzo długo nie zużywają. Wiem, że te rzepy z lat 80. z Polski, to różnie z tym było, natomiast mają też swoje wady, bo ten klasyczny projekt rzepa bardzo łatwo gromadzi brud, włosy, wczepia się w tę część haczykową dużo różnych niepożądanych rzeczy, więc, jedno, że wygląda paskudnie, a dwa, że po prostu osłabia tę siłę wiązania. Natomiast nadal są oczywiście wykorzystywane w najróżniejszych miejscach, chociaż, jak widać, nie zastąpiły suwaków, ja jednak wolę wciąż bluzę na suwak niż na rzep, z różnych przyczyn. Jedną z tych przyczyn jest dźwięk.

Ola: Ale też to, że się te drobiny rozmaitych materiałów wczepiają.

Piotr: Tak, że to się przyczepia, ale dźwięk jest poważnym problemem na przykład w zastosowaniach wojskowych, bo w mundurze rzep jest bardzo fajną rzeczą, no chyba że akurat gdzieś musisz być cicho i potrzebujesz coś wyjąć z kieszeni.

Ola: Tak, to raczej dyskrecji nie zachowasz w tej sytuacji.

Piotr: Więc są specjalne warianty, które mają na przykład znacznie większą wytrzymałość, ale też są warianty ponoć cicho się odpinające. Nie zgłębiałem tematu, ale zdaje się, że mają nie haczyki, tylko jakieś bardziej grzybkowate struktury, bo to trzeszczenie bierze się z tego, że haczyk się rozwiera, a później zamyka. Co ciekawe, wiadomo, że się tego używa do mocowania na przykład na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej różnych rzeczy do ścian, żeby nie latały bez ładu i składu. Nie wiem, w czołgach latarki się na przykład do ścian mocuje w ten sposób, natomiast również są rzepy stosowane w chirurgii, i to może jest lekko creepy, ale to jest niezła historia. Jeżeli mamy taką sytuację, że jest wielokrotna potrzeba dostawania się na przykład do jamy brzusznej, bo tam coś trzeba robić i wiadomo, że trzeba to będzie wiele razy robić, to uwaga, robi się to na rzep, to znaczy rzeczywiście tymczasowo zakłada się takie zapięcie rzepowe, które pozwala nie rozcinać skóry bardzo dużo razy. Też stosuje się to jako taką protezę, przy niektórych problemach typu przepuklinowego, tam już nie chcę tutaj wdeptywać w nie mój temat i się ośmieszać przed chirurgami, ale takie zastosowania też rzepy znajdują.

Więc to jest bardzo ciekawe, bo tak naprawdę to jest jeden z najlepszych przykładów zerżnięcia czegoś z natury po prostu, bo wiele rzeczy bardziej, mniej, pośrednio czy bezpośrednio ściągamy z natury, natomiast tu jest po prostu dokładnie klon mechanizmu, który ewolucja opracowała, w cudzysłowie, w przypadku łopianu, tych jego super skutecznie przenoszących się na duże odległości rzepów. Ktokolwiek rzucił komuś rzepem we włosy, to wie, jaka to jest, znaczy ten trafiony, zwłaszcza jak ma długie włosy, albo jeszcze co gorsze, kręcone, to się można naprawdę…

Ola: Tak, to można, potwierdzam.

Piotr: Don't try this at home. I cała opowieść o tym velcro w sumie nie jest aż tak szczęśliwa, jak by się można spodziewać, bo wynalazca liczył na znacznie szersze zastosowanie, ale finalnie okazało się, że został bardzo bogatym człowiekiem.

1:11:24 Gumka recepturka

Ola: Przechodzimy do rozwiązania, które tutaj wydaje się nie do końca oczywiste, ale ja uważam, że tu bardzo pasuje, chodzi o gumkę recepturkę. I to jest coś, co pozwala łączyć, uszczelniać różne…

Piotr: Gumka recepturka connecting people.

Ola: …różne, zwłaszcza torebki. I to jest rozwiązanie, które powstało w XIX wieku, a konkretnie 17 marca 1845 roku, kiedy zostało opatentowane w Anglii przez niejakiego Stevena…

Piotr: Recepturkowa.

Ola: Stevena Perego. Nie, nie był to radziecki uczony recepturka.

Piotr: Boże, jaki suchar, ale jaki straszny, powinniśmy to wyciąć.

Ola: I chodziło o to, że takie właśnie rozwiązanie, taka cienka gumowa, albo później lateksowa, elastyczna gumka, taki paseczek gumki zamknięty w okrąg, był zaprojektowany do tego, żeby można było nim wiązać papiery. Innymi słowy, żeby można było go nakładać na zwinięte, zrolowane papiery, i żeby to było wygodne w czasach, kiedy papier wciąż był bardzo popularny. Jeśli chodzi o obwód, no to te pierwsze gumki zwykle nie bywały szersze niż 25-30 centymetrów, to był idealny rozmiar właśnie do tego, żeby się sprawdzał w biurach.

No ale gumka recepturka mogła służyć nie tylko do spinania papierów w rulony, ale przydawała się bardzo w aptekach. Recepturka, właśnie, recepturka, dlatego że zresztą stąd jest nazwa polska tego rozwiązania, czyli recepturka od recepty przytwierdzanej właśnie za pomocą gumki do buteleczki z lekarstwem.

Piotr: Tak, bo kiedyś były takie buteleczki, może kojarzy ktoś takie z ciemnego szkła, z docieranym korkiem szklanym, i do nich mocowało się właśnie recepty, informacje, co to tam w środku jest, właśnie taką gumką.

Ola: No i właściwie gumka recepturka do naszych czasów nie zmieniła się jakoś zasadniczo, jeśli chodzi o technologię wytwarzania, dlatego że jest to niezwykle proste rozwiązanie, niezwykle prosta jest jego produkcja. Dziś polega to na maszynowym odcinaniu takiej gumowej rury na okręgi o zadanej szerokości. Właściwie dzięki temu można było te gumki produkować na własną rękę również w domu, zwłaszcza w czasach, kiedy się rozpowszechniły rowery z dętkami, no to te dętki można było ciąć na paseczki i mieć swoje własne gumki recepturki. I co więcej, mnóstwo, ja pamiętam recepturki z czasów PRL-u, i one wszystkie były czarne i miały taki charakterystyczny spaw, i to były właśnie robione z dętek.

Piotr: Czy spaw, wiesz co, to wynikało ze sposobu cięcia, bo jak cięłaś, to w pewnym momencie te nożyczki trochę skręcały, bo to się nożyczkami cięło, i to głównie była kwestia tego, bo one miały takie wygięcie, takie ostre skręcenie w jednym miejscu.

Ola: W każdym razie dawniej gumki były wyłącznie czarne u nas w kraju, natomiast te kolorowe pojawiły się znacznie później, teraz właściwie są wytwarzane we wszystkich kolorach tęczy, jak kto sobie życzy. No i robienie gumek ze starych dętek było też eko, chciałam powiedzieć.

Ale uwaga, tak naprawdę historia tej nowoczesnej gumki recepturki jest bardzo mocno związana z dętkami, dlatego że w roku 1923 niejaki William H. Spencer kupił kilka dętek firmy Goodyear i ręcznie je pociął na gumki w swojej piwnicy. I dzięki temu rozwiązaniu, które sobie wymyślił, założył Alliance Rubber Company, która zmieniła sposób myślenia o zastosowaniu gumek. Po pierwsze, ciął sobie je najpierw w piwnicy, a potem pewnie już w wielkich fabrykach, a po drugie wymyślił marketingowy sposób sprzedawania większej liczby tych gumek, dlatego że zaproponował kilku amerykańskim gazetom, żeby używały gumek do wiązania rulonów gazet, które były dostarczane ludziom pod domy. Znamy ten amerykański zwyczaj, że jeździ człowiek na rowerze i rzuca gazety na trawnik domu. Kiedy te gazety były rzucane bez związania, były często rozwiewane przez wiatr, gdzieś przerzucane w inne miejsca, natomiast związanie ich gumką recepturką sprawiło, że stało się to bardziej uporządkowane, wygodniejsze.

No i Spencer wymyślił również to, że można tymi gumkami wiązać pęczki roślin, tak, że dzisiaj mamy szparagi wiązane gumkami, to dzięki temu, to był pomysł Spencera. Wymyślił też, że gumki dają kolejny sposób organizowania, spinania kabli elektrycznych, i można to robić na mnóstwo sposobów.

Piotr: Z klejem cyjanoakrylowym średnim.

Ola: No i tutaj wracam do tematu Adama Słodowego, już się pojawił. Otóż Piotrek kiedyś mi opowiedział o tym, jak siedział i oglądał program Adama Słodowego, to był program nadawany w Telewizji Polskiej w czasach jeszcze PRL-owskich. Pan Adam Słodowy to był taki, można powiedzieć, innowator, który z różnych dziwnych rzeczy pokazywał, jak zrobić na przykład zabawki czy jakieś ciekawe rozwiązania. I podczas jednego z programów Adam Słodowy sporządził czołg ze szpulek po niciach, takich drewnianych szpulek, oraz z gumek recepturek. I ten czołg, co najlepsze, działał u Adama Słodowego. A ty próbowałeś robić ten czołg na własną rękę?

Piotr: Wiesz co, on działa, on nie jest trudny, on naprawdę działa, i to jest… Adam Słodowy słynął naprawdę z super pomysłów i z tego skracania, no bo wiadomo, że na wizji w telewizji trudno było wszystko przejść, więc on wyciągał gotowy egzemplarz spod stołu, wcześniej przygotowany. Teraz nie ma szpulek takich dobrych, bo teraz nici są nawijane na takie papierowe ruloniki po prostu zwykle, natomiast wtedy były takie drewniane szpulki, które miały podniesione krawędzie, i to się bardzo fajnie robiło. Ale nadal można zrobić z gumki na przykład bardzo fajny samolot śmigłowy, napędzany właśnie skręceniem gumki.

Ola: I te właśnie gumki zaczęły być wykorzystywane w tworzeniu zabawek już w latach 20. XX wieku. Wykorzystywano je do strzelania w strzelbach czy w pistoletach, i właśnie do napędzania różnych takich mechanizmów, o których mówisz, i samochodziki były nakręcane na gumki, w związku z czym to jest bardzo ciekawa ewolucja zastosowań tego wynalazku, w sumie bardzo prostego, ale niezwykle przydatnego. Ja na przykład zazwyczaj, jak gdzieś jeździmy, gdzieś się wybieramy na jakiś wyjazd, z plecakami albo niekoniecznie, to biorę ze sobą zestaw torebek zip, zipek, i gumki recepturki, po to, żeby można było na przykład spokojnie zapakować jakieś śniadanie czy coś takiego. To zawsze się przydaje.

Piotr: Tak, no i można nimi też wydawać dźwięki, a ponieważ dzisiaj mamy odcinek z dźwiękami, więc teraz będzie…

Ola: Bardzo ładnie grasz.

Piotr: Można by… tak, tak.

Ola: I to jest, to była gumka od szparagów.

Piotr: Tak, jeszcze mamy…

Ola: Jesteś bardzo umuzykalniony.

Piotr: Absolutnie utalentowany, ale no, dzisiaj są efekty dźwiękowe dodatkowe.

1:21:00 Spinacz do papieru

Piotr: No i właśnie ostatnia już opowieść, mianowicie spinacz. To nie będzie bardzo długa opowieść, bo spinacze takie do papieru, druciane, istnieją gdzieś od drugiej połowy XIX wieku, trudno określić od kiedy. Było sporo wzorów, były patenty, w ogóle pierwszy patent chyba pochodzi z 1867 roku, i to był taki druciany spinacz, który służył do przypinania metek do ubrań. Wzorów było dużo, nadal jest kilka, przynajmniej w użyciu, nie mówię o takich zdobnych, jakichś tam gwiazdkach i cudaczkach, ale są takie bardziej trójkątne, z ostrymi krawędziami, natomiast najpopularniejszy jest wzór, który nosi nazwę gem, nie dżem od marmolady, tylko od gem, od klejnotu bardziej.

Ja do końca nie znalazłem pewnej informacji, skąd ta nazwa się wzięła, była firma, która się tak nazywała i robiła spinacze, ale nie wiadomo, czy to ta firma od tego wzoru, czy ten wzór od tej firmy. Anyway, to jest ten spinacz, który wam się kojarzy ze spinaczem, czyli taka półtorej pętli z drutu.

Ola: Ten spinacz, który był spinaczem Microsoftu i mówił do ciebie, i się uśmiechał.

Piotr: Tak, ten traumatyczny spinacz Microsoftu, absolutnie, przebłysk sztucznej inteligencji z lat chyba jeszcze 90. albo 2000., nie pamiętam. Natomiast ten wzór gem nigdy nie został opatentowany. Rozpowszechnił się najbardziej, bo jest najwygodniejszy pod wieloma względami, bo tak naprawdę tutaj chodzi o połączenie z jednej strony dużego tarcia, żeby to utrzymało te papiery, z drugiej strony wygodnego rozwierania, żeby rzeczywiście dało się wygodnie to założyć na papier, i z trzeciej strony trwałości, żeby też nie trzeba było jakiegoś strasznego wysiłku wkładać w założenie takiego spinacza. Powinien tak działać dobry spinacz, i ten gem zdecydowanie najbardziej się tu sprawdza.

Patentów na różne kształty spinaczy było sporo, wiemy jeszcze z patentowych śladów, że w 1899 roku na przykład opatentowano maszynę do wyginania spinaczy.

Ola: Ale tych gemów właśnie?

Piotr: Tak, to chyba była maszyna do wyginania gemów. Natomiast wśród tych licznych tropów jeden mnie absolutnie ujął, mianowicie można powiedzieć: spinacz a sprawa norweska. Brzmi poważnie. Słuchajcie, spinacz można powiedzieć wszedł do pewnej narodowej mitologii norweskiej za sprawą niejakiego Johana Wallera [? niepewne: Waller], który opatentował w 1901 roku spinacz do papieru własnego projektu. Bardzo, bardzo kiepski spinacz do papieru, dodajmy. Ten spinacz miał kształt, jakby to powiedzieć, wyobraźcie sobie, że taki prostokącik wyginacie z drutu, tyle tylko, że na dłuższej krawędzi ta krawędź jest podwójna, jakby, tam są dwa druciki obok siebie.

Ten spinacz miał wszystkie możliwe wady. Strasznie niewygodnie się go zakładało, w porównaniu zwłaszcza z tym gemem, kiepsko trzymał, nie był zbyt trwały. Ale on go opatentował, i myk polega na tym, że chyba nawet dwa razy go opatentował, bo tam były dłuższe historie, 1899 i 1901. I chyba prawdopodobnie opatentował go dlatego, że nie wiedział o istnieniu tego gema, który był dużo lepszy, a był z siebie strasznie dumny. Tych patentów było kilka, gdzieś w Niemczech go opatentował.

Najlepsze, że ten spinacz nigdy nie wszedł do produkcji, był po prostu do niczego. Ale gdzieś po drugiej wojnie światowej wszedł do pewnej, można powiedzieć, mitologii norweskiej, to znaczy zaczęły się pojawiać informacje o tym, że w ogóle był wynalazcą spinacza, że to był pierwszy człowiek, który ten spinacz zrobił, opatentował i tak dalej. Później w latach 50. to się rozkręciło, gdzieś w 70. jeszcze weszły jakieś wątki, że ten spinacz był jakimś symbolem oporu, natomiast taki największy wybuch to są lata 80. i 90.

Ola: Wybuch dumy norweskiej.

Piotr: Tak, to był po prostu symbol narodowy, praktycznie bardzo często wykorzystywany w książkach, w jakichś artykułach. I teraz można się zastanawiać, czy mówiono o tym dlatego, że nie wiedziano, że ten spinacz autorstwa Wallera był kiepski, czy mylono go z tym gemem, który powstał znacznie wcześniej. Natomiast tak czy inaczej, jak Waller się rodził, to już były patentowane pierwsze spinacze, więc to nie tak, że on jakoś…

W każdym razie w 1999 roku to chyba był taki szczyt tej manii spinaczowej w Norwegii, bo to był rok, w którym opatentował ten swój spinacz po raz pierwszy chyba w Niemczech. I słuchajcie, wydali Norwegowie okolicznościowy znaczek, gdzie w tle tego znaczka znajdowało się zdjęcie tego patentu, tego wniosku patentowego. Natomiast na pierwszym planie, poza napisem, że Norwegia, i tam jakieś cztery pieniążki, na pierwszym planie znajduje się rysunek spinacza, ale uwaga, gema, a nie spinacza Wallera, czyli w ogóle fail na maksa.

Dodajmy, że również zbudowano pomnik w pobliżu Oslo, mają taki ogromny, nie wiem, czy on nadal stoi, siedmiometrowy, ogromny spinacz, to jest na cześć Wallera. Zgadnijcie, jaki to jest wzór spinacza, czy to jest spinacz Wallera? Nie, to jest również gem. Przeurocze. No i powstał jakiś dokument na ten temat, jakiś film, w ogóle nie wiadomo co.

Jeszcze w 2005 roku w Narodowej Encyklopedii Biograficznej Norwegii opublikowano biografię Wallera, w której było napisane, że to on był w ogóle wynalazcą spinacza do papieru. Więc nie wiem, jak to wygląda w tej chwili, zakładam, że za sprawą internetu i ogólnie lepszego przepływu informacji trochę może już Norwegowie wzięli na wstrzymanie. Natomiast powtórzę: elementy mitologii norweskiej ze spinaczem, tylko nie tym co trzeba.

Ola: Spinacz w Norwegii trzyma się dobrze.

Piotr: Tak, tak, są mocne. No i tu patrzę teraz na rysunek tego spinacza Wallera, który słuchajcie, no nie chcielibyście go używać, wierzcie mi, był naprawdę złym spinaczem. Ja w opisie odcinka dam link do artykułu w Wikipedii, angielskiej Wikipedii, gdzie jest również ten spinacz Wallerowski, jest też zdjęcie pomnika spinacza i zdjęcie znaczka ze spinaczem nie tym, co trzeba. Także to dramatyczna historia.

Ola: Troszkę w topa, ale zawsze można udawać, że się nie wie.

Piotr: I w ogóle tak.

Ola: Poza tym wszyscy wierzą, i na pewno sobie turyści powtarzają, że Norwegowie wydali nowoczesny spinacz.

Piotr: To jest bardzo piękna opowieść, tylko zupełnie od czapy.

1:28:24 Polecajka i zakończenie

Ola: No to przechodzimy płynnie do naszej polecajki.

Piotr: Tak, i dzisiejszą polecajką będzie, ponieważ odcinek jest dość luźny, więc wybraliśmy, no, ostatnio mam polecajkowe książki, dwie książki wydane już parę ładnych lat temu, ale do kupienia wciąż tam czy gdzie indziej. Angielski tytuł tych książek, bo są dwie części, to jest What If, po polsku "A co gdyby". I to są książki Randalla Munroe, który jest autorem takiego dość kultowego komiksu XKCD. Bardzo te komiksy lubię, i też ilustracje w tej książce są oparte na tym komiksie.

Ten tytuł mówi wszystko, to znaczy on zadaje sobie pytania, a co by było, gdyby coś tam, i odpowiada na nie w tej książce na wesoło, ale bardzo profesjonalnie, naukowo i tak dalej. I to są najróżniejsze koncepty, są krótkie odpowiedzi, na przykład, ile trzeba mieć dmuchawek w dłoni, aby ruszyć z miejsca średniej wielkości SUV-a, jakie tu są wyliczenia i tak dalej. Ale też takie bardziej skomplikowane, co by było, gdyby na przykład wielka asteroida uderzyła w Ziemię z bardzo małą prędkością, na przykład z prędkością 5 kilometrów na godzinę. Albo co by było, gdyby wprowadzić do oceanu taką super wytrzymałą szklaną rurę i stanąć na dnie, jakie by to dało efekty pod różnymi względami.

Ola: Tak, to są dosyć niekiedy abstrakcyjne pytania.

Piotr: Strasznie abstrakcyjne, natomiast on w ten sposób, to znaczy jest wydumany, trudno to inaczej nazwać, natomiast w ten sposób dochodzi do strasznie ciekawych opowieści, bardzo ciekawych wniosków. Są prostsze, na przykład jak długo przetrwałaby łódź podwodna na orbicie okołoziemskiej, proszę bardzo. Albo czy na przykład można wykorzystać jako plecak odrzutowy karabin maszynowy strzelający w dół, czy to w ogóle mogłoby zadziałać. Albo, jak wysoko można czymś rzucić, biorąc pod uwagę siłę ludzką i tak dalej.

Wszystko to jest bogato ilustrowane, bardzo fajne są to odpowiedzi, bo pomysły są dziwaczne, odpowiedzi są naukowe i naprawdę super ciekawe. O, jedno jeszcze fajne trafiłem: jak długo żyłaby osoba, gdyby DNA nagle zniknęło, po prostu nagle.

Ola: Tak, to się zastanawiam, jak to jest wymyślić taki temat.

Piotr: To nie jest tak trudne, to są takie pytania trochę dziecięce, takie dziecięce plus dla starszych dzieci, jak ktoś ma dużą ciekawość świata, to mi się wydaje, one zresztą pochodzą często od jego czytelników, że to rzeczywiście można fajnie na to odpowiedzieć. Polecam, książki są, jak mówię, jeszcze do kupienia.

Ola: Bardzo fajne do czytania i też gimnastykujące umysły.

Piotr: Dokładnie, wydawnictwo Czarna Owca, jedna książka wydana, pierwsza część, w 2015 roku, druga, patrzę kiedy, w 23., więc ta druga będzie świeższa, w tej drugiej są może trochę bardziej wykręcone i wydumane te pytania, ale tak czy inaczej obie części bardzo serdecznie polecamy, bo po prostu jest to dobra zabawa i chyba nieźle pasuje do dzisiejszego odcinka.

Ja chciałem jeszcze przypomnieć o tym spotkaniu, słuchajcie, jeszcze raz króciusieńko: to jest warszawski Prom Kultury, Saska Kępa, 12 czerwca, o 19. Link do informacji, do możliwości zakupu biletów jest w opisie odcinka, bardzo zachęcamy, bardzo zapraszamy, dobra okazja, jeżeli ktoś chciałby z nami pogadać i zobaczyć, czy jesteśmy też tacy straszliwie zabawni na żywo. Może wezmę gumkę recepturkę i trytytkę, jeżeli ktoś się zamierza pojawić i chciałby, żebym wziął coś tego typu, to niech napisze.

Ola: I jeszcze stół do pomazania. Nie, kawałka naszego stołu nie weźmiemy, to nie może być tak, że się rozwiedziemy, nie, nie, nie. Bardzo was zachęcamy do tego spotkania, zachęcamy do słuchania tej naszej serii podcastów Laboratorium Zbrodni w ramach Polskiego Radia. I to jest właśnie Piotrek Stanisławski, jeżeli mielibyście ochotę na przykład postawić nam kawę, to można to oczywiście zrobić przez BuyCoffee.

Piotr: Bardzo lubimy kawę, bardzo nam pomaga, i słowo na dziś mogłoby być tylko jedno, Ola je tutaj wymyśliła, ale całkowita zgoda. To słowo to jest…

Trytytka. No, to cześć.

Źródła

* https://en.wikipedia.org/wiki/Duct_tape

* https://www.jnj.com/our-heritage/vesta-stoudt-the-woman-who-invented-duct-tape

* https://wd40.pl/o-nas/

* https://www.wd40.com/history/

* https://www.crazynauka.pl/trytytka-ma-juz-60-lat-i-tysiace-zastosowan-innych/

* https://www.top-opakowania.pl/artykuly/kto-i-dlaczego-wynalazl-tasme-klejaca

* https://www.crazynauka.pl/wynalazl-agrafke-zeby-splacic-dlug/

* https://www.militarytimes.com/off-duty/military-culture/2021/07/30/how-world-war-ii-led-to-the-invention-of-super-glue/

* https://lemelson.mit.edu/resources/harry-coover

* https://www.crazynauka.pl/10-wynalazkow-bez-ktorych-nasze-zycie-byloby-duzo-trudniejsze-kto-jest-ich-autorem/#post-it

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Velcro

* https://time.com/archive/6916217/a-brief-history-of-velcro/

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Gumka_recepturka

* https://en.wikipedia.org/wiki/Paper_clip

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Spinacz

Źródła