Podcast Crazy Nauka · odc. 125
Dlaczego nie dasz rady iść prosto i inne odpowiedzi na trudne pytania
Posłuchaj też na:
Pytania i odpowiedzi, czyli 4 x dlaczego:
💡 Dlaczego koty niemal nie piją wody?
💡 Dlaczego twój mózg skręca, gdy go nie pilnujesz?
💡 Dlaczego oscypek skrzypi w zębach?
💡 I dlaczego czerwone światło nie oślepia?
Polecajka – Agnieszka Defus, “Dlaczego koty boją się ogórków? Czyli czego nie widać gołym okiem, a widzą to naukowcy”, Wydawnictwo Mando
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego koty niemal nie piją wody?
Piotr: Dlaczego twój mózg skręca, gdy go nie pilnujesz?
Ola: Dlaczego oscypek skrzypi w zębach?
Piotr: I dlaczego czerwone światło nie oślepia? Cześć, to Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Dziś mamy bardzo dużo dlaczego, a to dlatego, że zapraszamy na kolejną, drugą już część tegorocznego cyklu wakacyjnego pytania i odpowiedzi. Przypominam, że mamy również ubiegłoroczny cykl pytań i odpowiedzi oraz przedubiegłoroczny. Przypomnę, wygląda to tak, że wy nam przesyłacie pytania o różne niezrozumiałe czy mało zrozumiałe zjawiska, sytuacje ciekawe, a my staramy się, tak podkreślam staramy się, bo nie zawsze jesteśmy w stanie na nie odpowiadać. Oczywiście nie z własnej głowy, czyli z niczego, tylko wykorzystując do tego naukę, badania różne i opracowania.
Piotr: Tak, od razu mówię, jeżeli wam się spodoba ten pomysł, pytania wrzucajcie gdzie chcecie. Najczęściej wrzucacie je w komentarzach na Spotify, również w komentarzach na YouTubie. Można też przysłać je do nas na pytania@malpka.crazynauka.pl. Ja od razu mówię, my nie odpowiadamy na wszystkie. Nie wszystkie zapisujemy. Czasem się nawet może zdarzyć, że jakoś to całkiem późno ta odpowiedź przychodzi, ale nie tracicie nadziei. Staramy się ogarniać tego jak najwięcej.
Ola: I tutaj już mieliście sygnał, że w tym odcinku będą cztery pytania dlaczego i cztery odpowiedzi na te pytania. Więc będzie o niepijących kotach, o chodzeniu w kółko, o skrzypieniu serem i o oglądaniu Perseidów w świetle czerwonych latarni.
Piotr: Koniecznie musimy wam przypomnieć o tym, że mamy drugi podcast, Laboratorium Zbrodni. Robimy go we współpracy z Polskim Radiem. Co piątek się ukazuje, ląduje wysoko w rankingach. Najwyraźniej wam się podoba, fajne historie tam są.
Ola: I tutaj powiem, że w ostatnim, najnowszym odcinku Laboratorium Zbrodni opowiadamy o wytropieniu brutalnego mordercy, który, no właśnie, tutaj jakoś zdradzę kluczowe elementy: wpadł w bardzo głupi sposób, między innymi przez to, że był straszliwie atencyjny i pragnął sławy.
Piotr: Miał potem pretensje do policji, że go oszukali.
Ola: A jeżeli chcecie tego posłuchać, tego i kilkunastu innych odcinków Laboratorium Zbrodni, które do tej pory powstały i które wciąż powstają, to słuchajcie nas na stronie Polskiego Radia, albo na Spotify, albo gdzie tam kto lubi słuchać podcastów.
Piotr: Tak jest. Słuchajcie, jeszcze jedna informacja. Na koniec odcinka będzie jedna korekta, jedna zupełnie nieinformacja, bo zwróciła… Spora część z was zwróciła mi uwagę na jedną rzecz, a jedna osoba jeszcze na drugą, więc na koniec wyjaśnię, co i jak. Będę się tłumaczył gęsto i posypywał głowę popiołem.
Ola: Czołgał się pod prześcieradłem w kierunku…
Piotr: Nie, nie, tego nie. A słuchajcie, jeszcze jedna ważna informacja. To znaczy jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się także.
0:03:54 Dlaczego oscypek i halloumi skrzypią w zębach
Ola: Dlaczego oscypek i halloumi skrzypią w zębach? Pytanie pochodzi od użytkowniczki, zakładam, Szopiczka ze Spotify.
Piotr: Zostało zadane na Spotify.
Ola: Tak jest. W komentarzach to podkreślamy, więc oddaję Oli cały oscypek. Słucham cię.
Cały oscypek, dziękuję. Bardzo lubię oscypki i na pewno znacie to uczucie, kiedy nadgryzacie jakiś świeżutki oscypek, a on zaczyna intensywnie skrzypieć w zębach. I tak mają nie tylko oscypki, czyli sery z Podhala, ale też na przykład sery korycińskie z Podlasia, czy pochodzące z Cypru halloumi.
Piotr: Podhalloumi.
Ola: Podhalloumi, albo włoska mozzarella, ale ta twarda, nie miękka, ta, której używa się do pizzy i zapiekanek. Po angielsku taki ser, który hałasuje w zębach podczas gryzienia, nosi nawet specjalną nazwę: squeaky cheese, czyli piszczący ser. Ja na przykład lubię to wrażenie, to uczucie, kiedy ten ser tak chrzęści, piszczy, świszczy w zębach.
Piotr: Ciekawe, czy jak inni mają, bo to może być trochę jak z, wiecie, paznokciami po tablicy albo styropianem po szkle.
Ola: Ja mam jeszcze problem z gryzieniem brzoskwini, bo ona ma taką mszałą skórkę i wtedy jakieś mi dreszcze przywodzi.
Piotr: Czy my już mieliśmy o tym odcinek?
Ola: Nie, zapisuj.
Piotr: O tych wszystkich tak dziwnych rzeczach. Zrobię na Spotify ankietę a propos tego, czy ser piszczy, czy przeszkadza komuś piszczenie w zębach sera.
Ola: I czy przeszkadza komuś gryzienie brzoskwini, bo ja go nie lubię. Bardzo nie lubię też tego, jak są łyżeczki drewniane i ta łyżeczka w momencie, kiedy ją oblizuję, to też mi przechodzi dreszcz. To jest bardzo nieprzyjemne, bo to jest takie szorstkie.
Piotr: Mi tylko przeszkadza styropian po szkle, tak umiarkowanie. A jeszcze są te talerze z porowatej ceramiki i krojenie na tym nożem, albo szuranie paznokciem od spodu. Mi to nie przeszkadza, ale znam takich ludzi, co im przeszkadza.
Ola: To musimy zrobić.
Piotr: Zapisz to proszę. Teraz będę tu dłużej gadać, Ola będzie gadała, ja będę stukał w klawiaturę.
Ola: Dawniej myślano, że to chrzęszczenie czy skrzypienie sera między zębami jest wywoływane przez to, że powietrze ucieka z sera i powoduje ten skrzypiący dźwięk. Ale to jest nieprawda. Co zatem jest prawdą, jak to działa? W dużym skrócie, to skrzypienie wynika z tarcia pomiędzy białkami w serze a szkliwem zębów i to tworzy dźwięk podobny do pisku.
To w skrócie, a teraz bardziej szczegółowo. Kluczowa jest w tym wszystkim specyficzna struktura białek, z których ten ser się właśnie składa. Główną grupą takich białek w serach są kazeiny i to one tworzą gęstą, elastyczną sieć, która jest powiązana jonami wapnia. Te jony wapnia działają jak klej i w związku z tym, kiedy podczas gryzienia zęby wywierają nacisk na tę strukturę białkowo-wapniową, ona jest sprężysta, zwarta, i ocierają się o nią, to powoduje w niej charakterystyczne tarcie i drgania. I to właśnie tarcie i drgania słyszymy jako skrzypienie. To zjawisko jest szczególnie dobrze wyczuwalne w świeżych serach, takich jak oscypek, ser koryciński, halloumi, ale też indyjski panir czy fiński ser chlebowy, juustoleipä.
Piotr: Ugrofińskie języki są pełne pułapek.
Ola: Im młodszy taki ser, tym wydaje głośniejsze te skrzypy. Wynika to z tego, że młode sery mają niską kwasowość, czyli wysokie pH, a to zapobiega szybkiemu rozpadowi wapnia i białek. Dzięki temu ta struktura białkowo-wapniowa, elastyczna i sprężysta, jest lepiej zachowywana i pozostaje dłużej jędrna.
Zajrzałam sobie przy tej okazji na stronę gospodarstwa, które wytwarza tradycyjne sery korycińskie. Link do tego gospodarstwa i do opisu znajdziecie w opisie odcinka. Nikt tutaj nas nie sponsoruje z tego gospodarstwa, a szkoda, bo uwielbiamy ser koryciński z czarnuszką, z papryką. Ale moja wielka miłość to jest ten z czarnuszką, to nic z tego nie przebiję.
Piotr: To nie ja?
Ola: Tak, ty jesteś moim ulubionym serem.
Piotr: Dobrze, idźmy dalej.
Ola: Na stronie tego gospodarstwa można przeczytać, że charakterystyczne skrzypienie podczas jedzenia wydają sery tradycyjne, śmietankowe, korycińskie. Są miękkie i wilgotne od serwatki, znajdują się na pierwszym etapie dojrzewania, który nie przekracza pięciu dni. To jest bardzo ważne, muszą być młode, bo z czasem, po kilku dniach, enzymy i kwas mlekowy rozkładają białka i wapń, a to osłabia strukturę tej sieci białkowo-wapniowej i eliminuje skrzypienie.
Znalazłam jeszcze takie protipy, co zrobić, żeby dłużej zachować skrzypienie albo żeby je przywrócić. Zacznę od tego, jak dłużej zachować – to były porady dotyczące halloumi, podejrzewam, że dotyczą również innych serów skrzypiących. Chodzi o to, żeby taki świeżutki halloumi zamrozić, a potem wyjąć z lodówki, rozmrozić, i on wciąż będzie skrzypiał. A teraz uwaga, jak przywrócić skrzypienie, jeżeli jesteśmy od tego uzależnieni. Otóż wkładamy taki ser do mikrofalówki. Mikrofalówka nikogo nie zabija, przynajmniej.
Piotr: To zależy, co z nią zrobisz, powiedzmy sobie szczerze.
Ola: Jak z nią rzucę, to na pewno nie będzie to korzystne. Wkładamy na króciutko, znalazłam informację, że to ma potrwać od trzech do pięciu sekund, a gdzieś napisali, że około do dziesięciu.
Piotr: No dobra, nie testowaliśmy tego, ale może przetestujemy.
Ola: Mamy nawet halloumi w domu, może mu przywrócimy.
Piotr: Ale on już od dłuższego czasu u nas leży, więc może już nie skrzypieć, więc może jest też okazja do przywrócenia. Zobaczymy, zrobimy eksperyment.
Ola: Takie właśnie poddanie stresowi temperaturowemu tego sera ponownie napina struktury białkowe i ponownie one się robią sprężyste. Więc przetestujemy, to wy też przetestujcie. Oscypek w mikrofali, oczywiście nie do stanu rozpuszczenia, tylko stary oscypek, który przestał skrzypieć, wkładamy na pięć sekund do mikrofalówki, potem wyjmujemy i próbujemy, czy znowu skrzypi.
0:13:50 Czerwone światło i widzenie w ciemności
Ola: Jeżeli wyłączymy to światło, na chwilę włączymy i wyłączymy, to jesteśmy ślepi.
Piotr: Tak, znaczy zależnie oczywiście od czasu i od siły przede wszystkim tego światła, ale tracimy to przystosowanie do patrzenia w ciemności.
Ola: To znaczy nie na zawsze, tylko na chwilę.
Piotr: Dziękuję kochanie, nie na zawsze, bo wypadają nam oczy i toczą się pod samochód i trzeba je szukać.
Ola: Na szczęście on świeci czerwonym światłem na światłach stopu, więc…
Piotr: Zapadła kłopotliwa cisza.
Ola: Tak, i znów będą uwagi, że Stanisławska przerywa Stanisławskiemu i się wpycha.
Piotr: I Stanisław ma taki przycisk do wyłączenia mikrofonu, ale go nie może użyć.
Ola: I nie możesz też użyć katapulty.
Piotr: Nie, bo jej nie mam akurat. Dobrze, wracając do tematu: dlaczego czerwone światło latarki nie oślepia. To jest zjawisko znane może nie powiem przede wszystkim, ale na pewno osobom, które zajmują się obserwowaniem gwiazd, nieba w ogóle, ale też różnym służbom specjalnym i niespecjalnym, które często korzystają z takiego rozwiązania.
Generalnie chodzi o to, że jak nasze oczy przyzwyczają się do ciemności, to jak sobie poświecimy zwyczajnie latarką czy czym innym, czy telefonem zwłaszcza, to tracimy to przystosowanie, przestajemy tak dobrze widzieć w ciemności. Natomiast jeżeli poświecimy sobie czerwonym światłem, to nie tracimy tego przystosowania, to znaczy nadal dobrze będziemy widzieli w ciemności po wyłączeniu tego światła. To zależy od kilku rzeczy, ale o tym za chwilę.
Dlaczego tak się dzieje? To jest bardzo ciekawa sprawa. Mnie to ostatnio weszło w głowę właśnie przy okazji korzystania z latarki, którą dostałem od mojej kochanej żony. Ta latarka ma…
Ola: To ja.
Piotr: Nie, nie latarka, ty żona. I ta latarka, poza tym, że ma normalne białe światło, ma jeszcze światło, można sobie przełączyć tak, żeby świeciła na czerwono, na zielono albo na niebiesko. Bawiłem się tym i efekt był taki, że rzeczywiście przy tym czerwonym świeceniu, po zgaszeniu, nadal dobrze widziałem w ciemności. Natomiast jak włączałem niebieskie światło, to błyskawicznie przestawałem widzieć, musiałem, tak jakby mi ktoś fleszem w oczy strzelił.
Miałem pewne podejrzenia, dlaczego tak się dzieje, ale teraz spójrzmy na to bardziej naukowo. Przede wszystkim mamy trzy tryby widzenia, dwa i jeden pośredni. Jedno to jest widzenie skotopowe, to jest widzenie nocne, które opiera się na samych pręcikach, zaraz powiem, o co chodzi z tymi pręcikami. To jest widzenie, w którym przede wszystkim nie widzimy w ogóle kolorów, wszystko jest szare w różnych odcieniach. Chociaż to jest zabawna sprawa, bo nasz mózg to trochę nadrabia, to znaczy my wiemy, jakie kolory mają różne rzeczy, więc myślimy sobie, że te kolory widzimy, ale w rzeczywistości ich nie widzimy. Mamy takie przysłowie, że po zmroku wszystkie koty są szare, a to nieprawda, białe też są czarne. Przysłowia są mądrością narodów.
Co ciekawe, i co nie jest oczywiste, mamy dużo gorszą rozdzielczość widzenia i dużo gorszą ostrość, to znaczy nie widzimy tak ostro, jak byśmy widzieli w normalnym świetle. Mamy widzenie mezopowe, to jest widzenie zmierzchowe, kiedy jest mało światła i wtedy na przykład źle widzimy kolor czerwony. Od żółtego do czerwonego przestajemy je widzieć, jawią się jako szare, czarne, a jednocześnie wydają się być ciemniejsze. To znaczy jeżeli o zmroku widzimy coś niebieskiego i coś czerwonego obok siebie, to czerwone będzie się wydawało prawie czarne, mimo że de facto powinien być stopień jasności taki sam. I mamy normalne widzenie klasyczne, fotopowe, pełne światła.
To wszystko bierze się z tego, że nasza siatkówka ma dwa rodzaje sensorów, czyli komórek: czopki i pręciki. Czopki odpowiadają za widzenie barwne. Mamy trzy rodzaje receptorów, odpowiadające za różne długości fal, czyli z grubsza czerwony, zielony i niebieski. Te kolory, które widzimy, to jest efekt wzbudzenia w różnym stopniu różnych z tych komórek. Ale zostawmy widzenie barwne na boku, interesują nas pręciki. Pręciki to komórki, które odpowiadają za widzenie po ciemku. Co ciekawe, są w stanie się wzbudzić przy jednym fotonie. Wystarczy dosłownie jeden foton, były takie badania, żeby odpalić, żebyśmy ten jeden foton zobaczyli. To jest niesamowita rzecz.
Jak wszyscy dobrze wiemy, potrzeba czasu, żebyśmy po ciemku zaczęli dobrze widzieć, czyli jak wychodzimy z jasnego w ciemne, potrzebujemy czasu, żeby w ogóle cokolwiek zobaczyć, a im dłużej tam jesteśmy, w pewnych granicach, tym lepiej widzimy. I to, piraci mieli opaski na oko nie dlatego, że im to oko wyłupiono, tylko dlatego, że jeżeli walczyli w pełnym świetle, a potem wbiegali do pomieszczenia, pod pokład, to wtedy oko zasłonięte opaską można było odsłonić i ono nie było oślepione światłem, było przystosowane do widzenia w ciemności.
Ola: Tylko trochę słabo się walczy z jednym okiem zasłoniętym.
Piotr: No wiesz, lepiej może tak się walczy, niż potem wbiec gdzieś i od razu dostać w łeb popuchem, albo się rozbić o belkę, która tam sterczy. Wracając do tematu: pręciki, czyli te od widzenia w ciemności, nie mają rozróżniania kolorów, są po prostu czarno-białe. Niezależnie od długości fali, albo się wzbudzają, albo nie, więc albo widzimy, że jest jasno, albo że jest ciemno, więc też dlatego w pełnej ciemności nie widzimy kolorów.
Jest jeszcze taka sprawa, że pręcików mamy więcej na obrzeżach siatkówki. To jest pewne przystosowanie ewolucyjne, bo często byliśmy upolowywani w nocy, kiedy spora część drapieżników była aktywna, i dzięki temu, że na obrzeżach mamy pręciki, jesteśmy w stanie lepiej po ciemku zobaczyć ruch, w ogóle mamy lepsze widzenie na obrzeżach, co jest wykorzystywane chociażby przez ludzi obserwujących niebo. Jeżeli jest jakiś bardzo słaby obiekt na niebie, na przykład jak się patrzy przez teleskop, to sztuczka jest taka, że nie patrzymy wtedy w ten obiekt, nie skupiamy na nim wzroku, tylko patrzymy obok, kątem oka, i wtedy zaczynamy lepiej dostrzegać ten obiekt. To brzmi dziwnie, ale rzeczywiście tak działa.
Dlaczego tak się dzieje? Mamy na obrzeżach więcej tych pręcików, ale warto spojrzeć na budowę siatkówki. Nasza siatkówka jest zrobiona kompletnie bez sensu, wszystko na to wskazuje. To nie był inteligentny projekt, to jest jedno z lepszych wskazań, że nie jesteśmy przez kogoś inteligentnego wymyśleni. Nasza siatkówka jest jak skarpetka przewinięta na lewą stronę, dlatego że jeżeli przekrojono by oko, nie róbcie tego w domu, zobaczylibyśmy, że od tej strony, z której wpada światło, czyli od źrenicy, jest warstwa nieświatłoczuła siatkówki. Siatkówka jest odwrócona o 180 stopni. Jak światło leci, najpierw trafia na naczynia krwionośne, na całe unerwienie i tę podkładkę, dopiero przez nią musi się przedrzeć, żeby dotrzeć do właściwych komórek światłoczułych. To dotyczy kręgowców, żeby było jasne, kręgowce mają to zrobione tak wszystkie.
Ola: Więc nasz wspólny prapradziad właśnie tę stronę musiał ewoluować.
Piotr: Jest jeszcze tak, że są komórki glejowe, które trochę działają jak światłowody, które przesyłają fotony przez tę warstwę, przez którą im trudno przebić się do fotoreceptorów, czyli do warstwy leżącej głębiej, właściwie światłoczułej. Efekt jest taki, że tracimy między innymi na ostrości. I dlatego mamy taki specjalny punkt w oku, plamkę żółtą, który skupia wyłącznie czopki, czyli te odpowiedzialne za widzenie barwne i za lepszą ostrość. W plamce żółtej prawie nie ma ukrwienia i cała ta struktura, która oddziela warstwę światłoczułą od kierunku, z którego światło przybywa, jest tam bardzo ograniczona. Między innymi dlatego plamka żółta może ulegać zwyrodnieniom i uszkodzeniom, ale zaletą jest to, że w tym jednym punkcie widzimy rzeczywiście bardzo ostro i bardzo dobrze.
Ola: I to wyraźnie widać, właśnie nie widać, kiedy pojawiają się objawy takiej choroby jak AMD, czyli zwyrodnienia plamki żółtej związanego z wiekiem, kiedy ten centralny punkt zaczyna się zamieniać w taką szarą, czarną plamę.
Piotr: No tak, i właśnie w plamce żółtej nie mamy pręcików, więc tym miejscem nie widzimy po ciemku, w kiepskich warunkach oświetleniowych, i dlatego między innymi nie widzimy ostro po ciemku, bo ta część, która jest odpowiedzialna najbardziej za ostre widzenie, nam odpada. Tu jeszcze warto dodać, że głowonogi mają dobrze ułożoną siatkówkę.
Ola: One się postarały.
Piotr: One się postarały. To jest bardzo ciekawa sprawa, bo wskazuje na to, że oczy u głowonogów, jakichś ośmiornic i tak dalej, chociaż mają pozornie bardzo podobną budowę do oczu kręgowców, najwyraźniej wyewoluowały równolegle, niezależnie, nie od tego samego przodka.
Ola: A tak, oczy ośmiornic rzeczywiście bardzo przypominają ludzkie oczy.
Piotr: I one bardzo dobrze widzą. Natomiast tam są inne problemy, już nie chcę wchodzić w szczegóły, ale nie mają tego odwrócenia. A u nas jeszcze dodatkowo przez to występuje plamka ślepa, poza plamką żółtą, bo światło przechodzi przez tę warstwę okablowania siatkówki, dociera do światłoczułej warstwy, ta warstwa się wzbudza, odsyła sygnał z powrotem do okablowania, a to okablowanie musi dotrzeć jakoś do mózgu, w związku z czym jest taki punkt, gdzie te wszystkie kable się zbiegają, przebijają siatkówkę i tworzą nerw wzrokowy, który leci do mózgu. Tym punktem nie widzimy, bo tam jest po prostu kłębek przewodów, a nie światłoczułe elementy. I jak znacie ten eksperyment z krzyżykiem i kropką na kartce i plamką ślepą, jak sobie oddalamy i przybliżamy kartkę, patrząc na krzyżyk, to w którymś momencie ta kropka nam znika z pola widzenia, po prostu przestajemy ją widzieć.
Ola: A ty wiesz, że ja sobie tego nie robiłam?
Piotr: Żartujesz.
Ola: To wrzućmy link do tego, żeby każdy mógł sobie zrobić.
Piotr: Nie trzeba wrzucać nawet linku. Bierzemy kartkę, taką na przykład A5, i w odległości powiedzmy pięciu, siedmiu, dziesięciu centymetrów od siebie robimy kropkę i krzyżyk, po czym zamykamy jedno oko, drugim wpatrujemy się w ten krzyżyk i oddalamy i przysuwamy tę kartkę od twarzy. Cały czas patrzymy na krzyżyk, w pewnym momencie ta kropka znika, po prostu przestajemy ją widzieć, bo światło w tym momencie z tej kropki pada nam na plamkę ślepą, a mózg ma bardzo dobry system uzupełniania, generowania obrazu w tym miejscu. Chodzi o to, że jak chodzimy i patrzymy, żebyśmy cały czas nie mieli jakiejś czarnej kropki w polu widzenia, mózg na podstawie otoczenia uzupełnia w tym miejscu obraz, czyli trochę taki AI. I ponieważ jeżeli kartka jest jednolita, no to mózg dorabia w tym miejscu tło, uzupełnia je kartką, a my przestajemy widzieć kropkę. Klasyczna zabawa.
Ola: Dobra, to jest kolejna rzecz, którą zrobię zaraz po nagraniu tego podcastu.
Piotr: Zmierzamy powoli w stronę brzegu. Co się dzieje, bo to jest super ciekawa sprawa, w momencie, kiedy robi się ciemno: jeżeli nie jest dość dużo światła, to przestają nam działać czopki, czyli te od kolorowego widzenia, i zaczynają się odpalać pręciki. Pręciki działają na takiej zasadzie, że jest w nich taka substancja, konglomerat białka z jeszcze jedną substancją, nazywa się to rodopsyna, i działa to tak, że kiedy na taką cząsteczkę rodopsyny padnie chociaż jeden foton, ona się rozpada na dwie części, i to rozpadnięcie generuje sygnał nerwowy, który biegnie później do mózgu i jest rozpoznawany jako światło.
Rodopsyny zawsze tam troszkę jest, ale w momencie, kiedy robi się ciemno, organizm zaczyna ją dość intensywnie produkować, tu bardzo upraszczam, kto ma ochotę sobie to prześledzić, linki są w opisie odcinka, to jest biochemia na poziomie już level pro, więc nie będziemy wchodzili w szczegóły, ale upraszczając, organizm zaczyna produkować tę rodopsynę i tak naprawdę produkuje ją przez 20-40 minut, aż jest jej full, i to jest czas, po jakim zaczynamy rzeczywiście możliwie dobrze widzieć w ciemności.
Ola: Czyli wyjaśnijmy, zaczyna produkować po 20 minutach i produkuje przez kolejne 20 minut?
Piotr: Mniej więcej, to nie jest stałe, prawdopodobnie zaczyna szybciej produkować, znalazłem różne źródła, ale generalnie w momencie, kiedy z pełnego światła przechodzimy do ciemności, nie pełnej, bo w pełnej ciemności nic nie zobaczymy, ale rzadko kiedy jest pełna ciemność, to po pierwsze rozszerza nam się źrenica, ale to trwa krótko, kwestię minuty, aż się maksymalnie rozszerzy, i zaczyna być produkowana rodopsyna, która osiąga maksymalny poziom po czasie kilkudziesięciu minut, powiedzmy. I wtedy jest ten moment, kiedy mamy wzrok rzeczywiście przyzwyczajony do ciemności, jesteśmy w stanie wychwycić najmniejsze dostępne światło. I teraz, jeżeli pojawi się mocne światło, białe, niebieskie, to ono powoduje rozpad tej rodopsyny. Im to światło jest gwałtownie mocniejsze, tym większa ilość tej rodopsyny się rozpadnie, to zależy od siły i od czasu trwania. Jeżeli sobie przez chwilę poświecimy mocnym światłem w oczy, to właściwie cała ta rodopsyna, którą organizm naprodukował, rozpadnie się na kawałki, i trzeba całą robotę rozpocząć od nowa. I to jest ten moment, kiedy na przykład niedługo będą Perseidy, będziecie sobie siedzieli gdzieś tam, co prawda pogoda jest taka, że zobaczymy, czy będziecie, ale będziecie sobie siedzieć.
Ola: Jeszcze sporo czasu, jest chyba 12 czy 11 sierpnia, wypada maksimum aktywności.
Piotr: Jak sobie siedzicie i patrzycie w niebo, to nie gapcie się w telefony w tym czasie, bo jeśli zaczniecie gapić się w telefony, to właśnie rodopsyna wam się w oczach rozpadnie i od nowa będziecie musieli się przystosowywać, czyli kolejne 20-40 minut idzie w grzyby. Natomiast pręciki, czyli te od patrzenia w ciemności, są bardzo mało wrażliwe na czerwone światło. To znaczy fala czerwona ma dużą długość i niesie stosunkowo małą energię, znacznie mniejszą niż drugi koniec spektrum światła widzialnego, czyli niebieski, fioletowy, o krótkiej długości fali i dużej energii. Więc pręciki są mało wrażliwe na czerwone, więc właściwie nie reagują. Jak poświecimy czerwonym, to odpalą się czopki, czyli widzenie barwne, będziemy widzieli nimi, natomiast te nasycone rodopsyną pręciki właściwie nie ulegną żadnej zmianie. I jak wyłączymy to światło, są cały czas gotowe do działania. Więc między innymi dlatego po ciemku kolor czerwony jest prawie czarny, praktycznie czarny, bo nie reagujemy na czerwień, pręciki nie reagują na czerwień.
Ola: I tutaj warto sobie wyobrazić taką sytuację: jeżeli kiedykolwiek mieliście do czynienia z nocnymi obserwacjami nieba, takimi półprofesjonalnymi albo amatorskimi ze sprzętem, to tam widać ludzi, którzy siedzą w ciemnościach, ale posługują się pomocniczo, od czasu do czasu, czerwonym światłem. Widać te teleskopy porozstawiane. Byliśmy na kilku zlotach miłośników astronomii i tam były teleskopy na wzgórzu w Bieszczadach porozstawiane, i to czerwone światełko od czasu do czasu, gdzie nigdzie, migało, a użycie jakiegokolwiek innego światła, czy odpalenie telefonu komórkowego, spowodowałoby absolutną furię na tym wzgórzu.
Piotr: Kończąc tę opowieść, przydługo strasznie długo było, ale jest tam dużo ciekawych rzeczy moim zdaniem. Trzeba tylko zwrócić uwagę na to, że czerwony czerwonemu nierówny. To znaczy, jeżeli to jest takie źródło światła, które nie zawiera tylko czerwonego, ale wpada też w żółte i tak dalej, to może nam już tę rodopsynę porozpadać. I też jest to kwestia siły światła: jeżeli czerwone będzie bardzo intensywne i długo nim będziemy świecili, to chociaż część rodopsyny się też rozpadnie, więc trochę stracimy tego przystosowania. Ale generalnie to dobrze działa.
Chciałem jeszcze włączyć wątek tego, dlaczego czerwone światło stosowało się w ciemniach fotograficznych, ale już tego nie zrobię. Nie wiem, czy ktokolwiek z was słuchających kiedykolwiek coś robił w ciemni, takiej, gdzie się wywoływało filmy, naświetlało papier światłoczuły. Tam się używało czerwonego światła, i to też jest związane z pewnymi charakterystykami kliszy, papieru i tak dalej.
Psy mają okres półtrwania 35 minut, później zaczynają, przynajmniej jeden pies tak, zaczyna się rozpadać po tym czasie.
Ola: To co było słychać przed chwilą, to była obroża, która przy otrząsaniu się psa sprawia, że uruchamia się ta przywieszka, identyfikator z imieniem i numerami telefonów, i on stuka.
Piotr: No właśnie. Prosiliście, przynajmniej niektórzy, żeby nie wyciszać psów i nie wykasowywać, w związku z czym tylko trochę przyciszyłem jazgot psi, ponieważ potwornie się rozjazgotały, i w związku z tym temat psów uważamy za zakończony na razie, jak również temat świecenia sobie w oczy czerwonymi rzeczami. Myślę, że jeszcze trochę będę do tego wracał, więc strasznie mi to długie wyszło, ale mam nadzieję, że nie było bardzo nudne. Ola wcale twierdzi, że nie jest długie, prawda?
Ola: Nie jest długie.
Piotr: Dziękuję, nie jest długie. Proszę bardzo. Dziękuję. To ja już idę do następnego tematu.
0:35:40 Dlaczego koty domowe prawie nie piją wody
Ola: Dlaczego koty domowe prawie nie piją wody? To jest pytanie, które zostało zadane przez niejakiego wewióra666 na YouTubie.
Piotr: Pozdrawiamy.
Ola: Właśnie, pozdrawiamy, który nam napisał, że jego koty prawie nie piją wody, w sensie, że nie widział, żeby jego kot pił wodę, i że prawdopodobnie ma to związek z tym, że są to zwierzęta pustynne. I pytanie, dlaczego potrzebują mniej tej wody i dlaczego przez setki, jak nie tysiące lat, nadal posiadają te cechy, mimo że zmieniło się ich środowisko życia i powstały różne rasy kotów.
To jest tak, że trzeba zacząć tę odpowiedź od stwierdzenia, że to nie jest tak, że koty nie piją wody. Owszem, piją, ale często faktycznie w niewielkich ilościach, a jeżeli mają określoną dietę, to faktycznie tej wody dodatkowo nie muszą pić, w przeciwieństwie na przykład do psów. I tutaj rzeczywiście jest tak, że koty domowe wywodzą się od zwierząt, które wyewoluowały na pustyni, mowa o kocie nubijskim, czyli inaczej żbiku afrykańskim, Felis lybica. To był gatunek, który oryginalnie zamieszkiwał suche, pustynne tereny Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Są nieco podzielone zdania co do tego, od którego podgatunku tego żbika pochodzą nasze koty środkowoeuropejskie, a od którego inne koty, w każdym razie najogólniej rzecz ujmując, nasze koty szeroko pojęte wywodzą się od tych dzikich kotów, żbików, które funkcjonowały dawniej wyłącznie na północy Afryki i na Bliskim Wschodzie. Tego się trzymamy.
Przodkowie kotów nie mieli stałego dostępu do źródeł wody, jako że żyły w trudnych warunkach, więc tych rzek czy jezior tam było tyle, co kot napłakał. To wymusiło na nich ewolucyjne przystosowanie do minimalnego spożywania płynów, i w efekcie współczesne koty piją mało. Ich jelita i nerki są przystosowane do tego, żeby bardzo efektywnie wchłaniać wilgoć z mięsa, i zaraz o tym więcej. To sprawia, że kocie kupy są suche, a ich siuśki gęste, o tym też za chwilę.
Koty są bezwzględnymi mięsożercami, mają krótki przewód pokarmowy, dostosowany do trawienia przede wszystkim białek i tłuszczów zwierzęcych. Dlaczego to jest ważne w kontekście kotów? Ich przodkowie żywili się tak, że polowali na małe ssaki i ptaki. Jak wiemy, koty nadal polują, choć u większości kotów domowych to nie jest już podstawa, na tym opiera się ich zasadnicze źródło pożywienia, tylko na karmieniu przez ludzi. Ale wróćmy do tego oryginalnego pożywienia: ciała ssaków i ptaków zawierają około 70 procent wilgoci, i to w przypadku kotów wystarcza do pokrycia niemal całego zapotrzebowania tych zwierząt na płyny. Współczesne koty nie różnią się bardzo od swoich przodków, dlatego na przykład kiedy jedzą wyłącznie mokrą karmę, o wilgotności na poziomie około 80 procent, piją bardzo mało albo wcale, bo nie potrzebują. Przytoczę tu jeszcze badania, przeprowadzone około pół wieku temu, które wykazały, że koty są w stanie utrzymać równowagę płynów w organizmie nawet wtedy, kiedy żywią się wyłącznie świeżymi rybami lub mięsem ssaków i ptaków, czyli jeżeli nie dostają dodatkowej wody, to równie dobrze funkcjonują.
Piotr: Kto inny musi się starać o wodę, one korzystają już z nawodnionych organizmów.
Ola: Tak, organizmów.
Piotr: Dodam jeszcze, że koty w ogóle stosunkowo mało się ewolucyjnie zmieniły w porównaniu z psami, które są bardzo mocno zmodyfikowane, głównie dzięki celowemu doborowi. U kotów te zmiany są znacznie mniejsze.
Ola: No tak, i rzeczywiście o tym też będę jeszcze mówić, ale tutaj wspomnę, że koty właściwie wciąż są takimi zwierzętami, jakimi były w momencie udomowienia, czyli około 10 tysięcy lat temu. Od strony fizjologicznej, metabolicznej to się nie zmieniło. Zresztą my również jesteśmy wciąż takimi zwierzętami, jakimi byliśmy w momencie, kiedy sami siebie udomawialiśmy, czyli jakieś 40-70 tysięcy lat temu. Mimo że prowadzimy osiadły tryb życia i żyjemy jak żyjemy, wciąż mamy te same odruchy, ten sam sposób trawienia pokarmów, ten sam sposób przystosowań metabolicznych, na nakładkę kulturową, co mieli nasi przodkowie kilkadziesiąt tysięcy lat temu.
Wracając do kotów: badania pokazują, że w związku z tymi swoimi przystosowaniami koty są w stanie relatywnie dobrze znieść naprawdę poważną utratę płynów, która może wynieść nawet do 20 procent masy ciała. W przypadku człowieka to byłoby niemożliwe. Kolejnym przystosowaniem kotów do przetrwania przy niedoborach wody jest też niski popęd do picia, po prostu nie odczuwają pragnienia, ich organizmy sygnalizują to pragnienie dopiero przy naprawdę sporym odwodnieniu.
Kolejna istotna przy tym temacie rzecz to to, że nerki kotów są wyjątkowo efektywne, już o tym wspominałam, i produkują bardzo zagęszczony mocz. Innymi słowy, wyciskają więcej wody z moczu niż to następuje u innych gatunków. Ale ten mechanizm sprawia też, że kocie siuśki śmierdzą bardziej niż na przykład psie, bo są bardziej zagęszczone. Mocz kotów jest gęsty, bo mają taki specjalny mechanizm, który działa u nich bardziej efektywnie niż u innych gatunków, chociaż u innych gatunków również istnieje. Chodzi o to, że mają większy odsetek nefronów, które zawierają wydłużoną pętlę Henlego, inna nazwa to pętla nefronu, i już tłumaczę, o co tu chodzi. Pętla Henlego to struktury w nerkach, odpowiedzialne za wchłanianie zwrotne i zatrzymywanie wody i elektrolitów. W związku z tym, że te pętle są wydłużone, pozwala to na bardziej efektywne wchłanianie i zatrzymywanie wody i elektrolitów, i tak naprawdę u kotów polega to na takim recyklingu wody w organizmie, ale też na skutecznym usuwaniu toksyn bez wytwarzania dużej ilości moczu. Kot sobie z tym bardziej efektywnie radzi niż inne gatunki.
Kolejna rzecz, dotycząca właśnie tego picia bądź niepicia u kotów, to jeszcze jedno ewolucyjne przystosowanie: koty nie za bardzo przepadają za wodą stojącą, ale jeżeli mogą pić z kranu, to to chętnie robią. Dlaczego? Panuje w świecie nauki przekonanie, że wynika to z tego, że na pustyni woda stojąca może być po prostu niebezpieczna, bo zanieczyszczona, w związku z czym lepiej pić z takich źródeł, które płyną, korzystać z płynącej wody. I jeszcze sam sposób picia u kotów wskazuje na tę daleko posuniętą oszczędność, jeśli chodzi o korzystanie z wody. Koty, jeżeli ktoś ma kota, doskonale to wie, a jeżeli nie ma, my akurat nie mamy, tylko mamy psy, ale przyglądaliśmy się kiedyś filmom kotów pijących: bardzo szybko muskają powierzchnię wody językiem, czterokrotnie na sekundę dokonują tej czynności, i to podnosi taką kolumienkę wody, i zanim ta woda opadnie, jest wciągana do kociego pyszczka. Po co to w ogóle jest i dlaczego to jest takie dziwne? Chodzi o to, że koty mają dosyć szerokie pyszczki, żeby mogły efektywnie polować, rozwierać te swoje paszcze i wgryzać się w zdobycz, i rzeczywiście jak taki kocurek ziewa czy kotka, widać, że ma ten pysk od ucha do ucha.
Piotr: Żeby im się bokiem nie wylewało.
Ola: Dokładnie, dokładnie.
Piotr: Opluty kot.
Ola: Wyobrażasz sobie, jakie to byłoby krępujące, wstydliwe. W związku z czym zapobiegają temu wylewaniu się wody z pyszczków właśnie tym dziwnym sposobem picia wody.
Piotr: Odgryzaniem, tak.
Ola: Tworzą kolumienkę i połykają, chwytają, działają na tyle szybko, że ta woda nie zdąży opaść.
Piotr: Psy też dziwnie piją, to też jest oddzielna historia.
Ola: Tak, one z kolei rozchlapują na wszelkie możliwe strony.
Piotr: Tak, ale one mają taki podwinięty do tyłu język, to też jest widoczne w slow motion. Przypomniało mi się, a propos stojącej wody, jest taki film o kocie, który wpada do basenu, ale robi to w absolutnie najgorszym… Nic mu się nie dzieje, od razu wszystkich uspokoję, jest tylko zadowolony, choć pod względem psychicznym pewnie odnosi straty moralne i na honorze. Ale ten filmik jest tak dramatyczny, ponieważ mu wszystko nie wychodzi, robi absolutnie wszystkie rzeczy, których nie powinien zrobić, i jest to absolutnie najbardziej dramatyczne wpadnięcie kota do basenu ever.
Ola: Czyli rozumiem, że wstawisz link, żeby wszyscy mogli się pośmiać z biednego, nieszczęśliwego kotka.
Piotr: Skrzywna sprawa.
Ola: OK, i tutaj z tymi przystosowaniami do życia na pustyni u kotów wiążą się pewne niebezpieczeństwa, które się ujawniają teraz, kiedy już na tej pustyni żyć nie potrzebują, mają wygodne domy, i na przykład dostępne są kocie karmy, również suche, a te mają wilgotność maksymalną do 10 procent. Jeżeli przy jedzeniu suchej karmy koty porządnie nie piją, to może prowadzić do odwodnienia, tworzą się kamienie moczowe, problemy nerkowe. Dlatego w takich przypadkach warto intensywnie monitorować nawodnienie.
Piotr: To dobrze mówisz, bo ja właśnie, jak mówiłaś, zastanawiałem się, bo koty dość stosunkowo często chorują na nerki.
Ola: Otóż to, i tak naprawdę ich dieta powinna być solidnie dostosowana do tego, żeby naśladować te naturalne źródła wilgoci dla kota, czyli po prostu być wilgotną dietą, żeby nie trzeba było dostarczać temu kotu dodatkowo wody. I ten temat na koniec sobie zostawiłam, ale to już wcześniej powiedzieliśmy: dlaczego koty wciąż mało piją, mimo że już dawno na pustyni nie mieszkają – to po prostu te mechanizmy adaptacyjne do życia w określonym środowisku nie wykształcają się od razu i nie znikają od razu, potrzebują setek tysięcy lat, żeby się wykształcić.
Piotr: Musi być jakaś presja konkretna albo coś, nie ma powodu, żeby to przystosowanie zniknęło.
Ola: Presją byłoby na pewno to, gdyby koty były wyłącznie karmione suchą karmą i musiałyby przetrwać tylko te osobniki, które byłyby w stanie popijać tę suchą karmę. To wtedy rzeczywiście by taki nowy mechanizm powstał, ale to byłaby taka intensywna selekcja, która by po prostu wyeliminowała te osobniki, które by nie potrafiły sobie z tym poradzić.
0:49:35 Dlaczego nie da się iść prosto z zawiązanymi oczami
Piotr: To teraz będzie już krócej. To jest pytanie… Czy jest zapisane, od kogo ono jest?
Ola: Jest zapisane.
Piotr: Od nekenl, użytkownika nekenl na Spotify. Całe pytanie brzmi: dlaczego jak założymy komuś opaskę na oczy i każemy iść przed siebie, żeby szedł prosto, to po chwili zaczyna skręcać w prawo i będzie zataczał koła. Czy to kwestia nogi prowadzącej, czy na nas też działa siła Coriolisa?
To był żart, ta siła Coriolisa, ale faktycznie jest takie zjawisko, i ludzie, którzy idą z odciętymi bodźcami zewnętrznymi, na różny sposób, zaraz o tym powiem, zaczynają skręcać. To jest znane zjawisko, ale trochę niezrozumiane i nie do końca było wyjaśnione. Zajął się tym zespół, którego szefem był niejaki Jan [? niepewne: Saumen], który opublikował wyniki w 2009 roku w Current Biology, "Walking Straight Into Circles". Puszczali ludzi na Saharze oraz w jakichś niemieckich lasach, dość jednolitych, żeby nie było punktów odniesienia, a ci ludzie mieli w plecakach GPS-y, monitorowano, jak idą, i były różne odmiany tego eksperymentu.
Podsumowując to badanie, żeby nie wdawać się w szczegóły: ludzie, którzy chodzili w słoneczny dzień, szli prawie prosto. Ludzie, którzy chodzili w dzień pochmurny, taki, że nie widać słońca w ogóle, albo w nocy bez księżyca, robili po prostu totalne cuda i zawiasy. W tym badaniu pojawiła się sytuacja, kiedy ktoś szedł na Saharze, była księżycowa noc, ale księżyc w pewnym momencie schował się za chmury, i widać po śladzie GPS-owym, jak ten człowiek idzie prosto, po czym, kiedy księżyc zniknął za chmurami, zaczął skręcać, zupełnie kuriozalnie, zakręcił o 90 stopni, za chwilę o kolejne 90 stopni i prawie zamknął taki prostokąt, mimo że wszyscy mieli za zadanie iść możliwie prosto. Co ciekawe, te zniekształcenia prostej drogi potrafią być małe, nie trzeba przejść stu kilometrów, żeby to było zauważalne. Ludzie na odcinku 20 metrów potrafią zatoczyć koło.
Ola: Zresztą to często się zdarzało na przykład w górach, jak ludzie wchodzili zimą na taflę zamarzniętego stawu czy jeziora. Zdaje się, jeszcze przed wojną, przy schronisku nad Morskim Okiem, ktoś chodził w kółko po zamarzniętym Morskim Oku i nie mógł dotrzeć do schroniska. Panowała mgła, był śnieg, w związku z czym wydeptał taki kolisty ślad właściwie.
Piotr: Tak, pamiętasz, to zjawisko opisywał Sławek Górzyński w swojej przedostatniej książce. Polecamy bardzo książki Sławka Górzyńskiego, to nie jest reklama, to są książki, które dzieją się w Karkonoszach, świetnie napisane, bardzo lubimy, bardzo polecamy, najnowsza leży, jeszcze nie zdążyliśmy przeczytać, bo nie mamy czasu. Jest tam takie zjawisko, które powstaje w górach, i polega na tym, że jest mgła, taka iskrząca się mgła prześwietlona słońcem, i śnieg, i daje to taki efekt, że światło dociera ze wszystkich stron, jest tak rozproszone, że człowiek jest w takiej białej, jasnej zupie, i to powoduje kompletną utratę kierunku i zdolności odnalezienia się. To prowadzi często do wypadków i różnych dramatycznych zdarzeń. Ola szuka, jak to się nazywa.
Ola: Nie pamiętam, mi się z białą ślepotą kojarzy, ale…
Piotr: Biała ciemność, właśnie, dziękuję ci bardzo. W każdym razie wiadomo, o co chodzi. Kiedy ci ludzie wędrowali w tych różnych terenach, to również inne sygnały, które odbierali nieświadomie, powodowały, że byli w stanie utrzymać tę prostą trasę, bo to może być na przykład kwestia nachylenia terenu: jeżeli teren jest stale nachylony w nieznacznym stopniu, to samo to, że zmysł równowagi dostarcza nam tej informacji, powoduje, że możemy utrzymać trasę, albo nawet kiedy trawa się różniła po jednej stronie, ludzie odczuwali nogami tę różnicę i byli w stanie, mimo że nie korzystali wtedy ze wzroku, bo w takich warunkach było to doświadczenie prowadzone, korygować kierunek. Natomiast jeżeli im odcinano takie bodźce, zaczynało się krążenie. Na stumetrowym odcinku już w ogóle się cuda dzieją, natomiast najmniejsze te kółeczka miały tak po 20 metrów średnicy, nie mówię, że to są dokładnie kółka.
I teraz kolejna sprawa: to nie jest tak, jak sądzono kiedyś, że wynika to z tego, że człowiek ma jedną nogę dłuższą, albo że jedna strona ciała jest dominująca, tak jak prawa ręka jest zwykle mocniejsza i sprawniejsza, tak prawa noga stawia odrobinę dłuższy krok. Ja zawsze takie wyjaśnienie słyszałem. No więc nie, okazuje się, że po pierwsze ta sama osoba w różnych sytuacjach zakręca w różne strony, co więcej, na tej samej trasie ta sama osoba raz skręca w jedną, raz w drugą, i to nie zależy na przykład od nachylenia terenu, bo puszczano tych ludzi po płaskim terenie, na przykład na Saharze, i oni zawijasy wykręcali totalne. Jak chcecie sobie sięgnąć, publikacja jest w opisie odcinka, można zobaczyć ilustrację tych tras GPS-owych, i naprawdę te wywijasy były totalne.
Dlaczego tak się dzieje? Najprawdopodobniej jest to efekt tego, że kiedy brakuje nam zewnętrznych bodźców, głównie wzrokowych, to polegamy na odczuwaniu głębokim, to jest ten mechanizm, który sprawia, że u zdrowego człowieka, jeżeli staniemy w jakiejś dziwnej pozycji i zamkniemy oczy, to już wiemy, w jakiej stoimy. To znaczy wiemy, że mamy, nie wiem, ja teraz siedzę i mam na przykład stopy owinięte wokół nóg krzesła, więc nie muszę patrzeć na te nogi, żeby wiedzieć, w jakiej są pozycji. Bawię się kawałkiem taśmy klejącej i zasłania mi palce mikrofon, więc nie widzę tych palców, ale wiem dokładnie, w jakiej pozycji się znajdują. Więc dzięki temu odczuwaniu głębokiemu, to jest jeden ze zmysłów nie mieszczących się w tych klasycznych pięciu zmysłach, wiemy, w jakiej pozycji znajduje się nasze ciało, i ono również wpływa na to, że staramy się iść prosto, stawiać równe kroki. Do tego drugim zmysłem, który jest tu wykorzystywany, jest zmysł równowagi, przy czym one oba są nieprecyzyjne, nie na tyle dokładne, nie działają dobrze w ruchu, zwłaszcza to głębokie czucie, nie są na tyle dokładne, żebyśmy byli w stanie utrzymać tę trasę równą. Więc to się kumuluje, kumuluje się lekkie odchylenie, mnóstwo różnych rzeczy, i przez to idziemy w bardzo nierówny sposób, co, jak Ola mówiła, może prowadzić do tego, że ludzie się gubią. Jest sporo takich znanych historii, kiedy ludzie wędrowali długo i znajdowali się w tym samym miejscu. Bardzo klasyczna historia, "Blair Witch Project", chyba nie oglądałaś "Blair Witch Project"?
Ola: Mnie się akurat skojarzył Kubuś Puchatek.
Piotr: OK, no każdy ma jakieś swoje skojarzenia.
Ola: Popkulturowe.
Piotr: Tak. Myśmy oglądali niedawno z Leną "Blair Witch Project", bo wcześniej też nie oglądałem, i tam, nie będzie to duży spoiler, wracają w to samo miejsce, z którego wyruszyli, to jest dość stały element popkulturowy, i rzeczywiście znajduje to jak najbardziej swoje uzasadnienie.
I już zbliżając się do końca, temat tej taśmy klejącej: zrobiliśmy sobie takie doświadczenie, które nie ukrywam, pochodzi z inspiracji, powiedzmy, tiktokowej i różnych innych. Nawet Jimmy Kimmel, on jest Jimmy Kimmel?
Ola: Jimmy Kimmel.
Piotr: Tak, od kolejnego programu wieczornego amerykańskiego, on to całkiem niedawno z kimś tam robił.
Ola: Jest jeszcze Jimmy Fallon.
Piotr: Nie, to Kimmel był, o ile pamiętam. W każdym razie możecie sobie to zrobić w domu. Co robimy? My wzięliśmy kawałek taśmy klejącej, wykleiliśmy na podłodze kwadrat, mający jakieś 30-40 centymetrów bok, stajemy sobie w środku tego kwadratu, zamykamy oczy i maszerujemy w miejscu, podnosząc nogi, nie tak, że drepczemy, tylko tak, żeby te nogi się uniosły z 10 centymetrów czy więcej nad ziemię. Taki marsz w miejscu, z zamkniętymi oczami, bardzo starając się nie przemieścić się, czyli żeby stawiać nogi dokładnie w tym miejscu, z którego je podnieśliśmy.
Ola: Piotrek robił dzisiaj eksperymenty na ludziach, między innymi na mnie i na naszym synu. Tak, niedawno chorowałam na kleszczowe zapalenie mózgu, mam wciąż niejakie problemy z równowagą.
Piotr: I to nie miało nic wspólnego z tym.
Ola: Trudno mi się szło, i myślałam, że to jest tak, że ten mój mózg wciąż zawodzi, a ta równowaga właśnie powoduje to, co się stało później. Tutaj zdradzam efekt.
Piotr: Tak, efekt jest taki, że po 20-30 sekundach marszu, mimo że robicie wszystko, żeby stać w tym samym miejscu, najprawdopodobniej jesteście już o dobre pół metra dalej, niekoniecznie na wprost. Ja skręciłem w prawo, a nasz syn poszedł na wprost. Strasznie trudno jest ustać w tym miejscu, mimo że wiemy, na czym polega ta sztuczka, i wiemy, czego się spodziewać, i staramy się. Zobaczcie to sobie, oczywiście ostrzeżenie: nie wywalcie się, jeżeli ktoś ma problemy z utrzymaniem równowagi z zamkniętymi oczami, niech go ktoś inny wspiera.
Ola: Asekuruje, nie dotyka.
Piotr: Tak, nie dotyka, żadnego trzymania za rękę. Nie wywalcie się, nie wleźcie na coś, ale wygląda to prześmiesznie, i efekt jest tutaj bardzo podobny, to znaczy przy zamkniętych oczach, przy takim marszu, całkowicie musimy polegać na odczuwaniu głębokim, bo nie mamy innych bodźców, i to powoduje, że zupełnie nie jesteśmy w stanie na tym zapanować. Przy czym, tak jak mówię, to jest kilkadziesiąt kroków, przez 20-30 sekund, wystarczy, żeby ten efekt był bardzo wyraźny. Spróbujcie, zobaczcie, jak to działa, to prześmieszna sprawa i bardzo wyraźna. Zresztą możecie dać znać, czy komuś udało się ustać w miejscu więcej niż raz, bo to pewnie się da, ale tendencja jest bardzo wyraźna.
Ola: Może się pojawią osoby, które stwierdzą, że można to wytrenować, żeby tak sobie marszerować w miejscu.
1:03:40 Poprawki: prędkość światła i tachiony
Piotr: Pewnie by się dało, ale w terenie się nie da, to znaczy jeżeli masz do pokonania dłuższą trasę, to chociażbyś była najbardziej wytrawnym traperem, to nie mając dodatkowych bodźców, gdzieś cię na pewno zniesie.
Słuchajcie, obiecałem korekty, poprawki i wyjaśnienia. Pierwsza sprawa, przepraszam, nie zanotowałem, kto mi zwrócił uwagę, ale dziękuję: jak mówiłem o prędkości światła, to było chyba dwa odcinki temu, o takim, powiedzmy sobie, eksperymencie trochę myślowym, mówiącym o tym, że wszyscy poruszamy się z prędkością światła, mówiłem tam o prędkości samochodu, że samochód jedzie na północ 100 kilometrów na godzinę i skręca sobie 45 stopni w prawo, teraz jedzie na północny wschód, i z jaką prędkością się będzie poruszał względem osi północ i osi wschód.
Ola: Tak, to był ten moment, kiedy ja się zawiesiłam i jakoś nie byłam w stanie sobie tak do końca tego wyobrazić, ale wszyscy uwierzyli Piotrkowi na słowo.
Piotr: Całe założenie było dobre, tylko że ja się walnąłem w obliczaniu tej prędkości, bo powiedziałem, że tam są 42 kilometry na godzinę, a tymczasem to jest 70 i 0,7 kilometra na godzinę. Jak potem prześledziłem moje kalkulacje, to źle wpisałem kosinus, bo zrobiłem chyba kosinus 65.
Ola: Nie zdałbyś matury z matmy.
Piotr: Nie, nie zdałbym. W każdym razie rąbnąłem się przy wpisywaniu w obliczeniach, także tu się biję w piersi, uwaga.
Ola: Rzeczywiście się zmienił.
Piotr: Ja siedzę za daleko, nie mogę pomóc. Ale to nic nie zmienia w całym rozrachunku, tylko po prostu pomyliłem się w tym obliczeniu.
Natomiast rzecz, na którą zwróciło mi uwagę sporo osób, to, przyznam, był bardzo daleko idący skrót myślowy, za daleko, szedł, szedł, aż zaszedł za daleko. Chodziło mi o to, że mówiłem o cząstkach, które poruszają się prędzej niż światło, że nie mogą przekroczyć tej bariery prędkości światła, ale są po drugiej stronie tej bariery. To jest prawda i nieprawda. To znaczy, my tych cząstek nie odkryliśmy, wiemy, że one mogą być, ale, uwaga gwiazdka, one noszą nazwę tachionów. Przez długi czas raczej zakładano, że to dość egzotyczne rozwiązanie równań wynikających ze szczególnej teorii względności. Ale w zeszłym roku, czyli w 2024, ukazała się praca w bardzo prestiżowym piśmie Physical Review D. Autorem tej pracy, głównym inicjatorem tego wszystkiego, jest znany i lubiany Andrzej Dragan. Jednym ze współautorów pracy jest Artur Ekert, który również z Andrzejem współpracuje mocno.
Ola: Czyli dwóch bardzo słynnych, polskich fizyków kwantowych.
Piotr: Tak, ale tam jest większa grupa, bo też Uniwersytet Oksfordzki, Uniwersytet w Sztokholmie i tak dalej. Powiem tak, nawet tytułu tej pracy nie da się zrozumieć, jak się nie jest specjalistą, a już jak przeczytałem abstrakt, to osiwiałem. Na dowód może ktoś znaleźć moje zdjęcie, jestem siwy.
Ola: Tak, tak, to wskutek tego czytania.
Piotr: I o co mi chodzi? To praca skupiająca się na tachionach, rozwiązująca trzy problemy z tachionami, to znaczy były takie problemy, które mówiły o tym, że one właściwie nie mogą działać, a autorzy podeszli do tego w inny sposób niż do tej pory, i wyszło, że nie tylko mogą działać, ale wręcz wydają się być niezbędne. Ta praca dowodzi, że wynika z niej, że tachiony powinny istnieć, zdecydowanie, że to nie jest tylko z cyklu "usiadł sobie pan i rozwiązał w dziwny sposób dziwne równania", tylko że rzeczywiście powinny być, jak to zacytuję, według autorów badania tachiony są nie tylko możliwym, ale wręcz nieodzownym składnikiem procesu spontanicznego łamania symetrii odpowiedzialnego za powstawanie materii. To akurat cytat z forum akademickiego. Kto mądry, może sobie trochę poczytać na ten temat, praca jest, powiem tak, bardzo ważna i bardzo trudna do zrozumienia. Ukazała się prawie równo rok temu. Temat duży, więc wszystko wskazuje na to, że tak, tachiony istnieją, nie potrafimy ich jeszcze odkryć, nie wiem, czy je kiedyś zdołamy odkryć, bo to zależy od wielu rzeczy, których się zwyczajnie nie znam i nie będę udawał, że się znam. Ale przepraszam za popełniony błąd, bo to, co powiedziałem, było po prostu niejasne i źle sformułowane, także to w kwestii bicia się tutaj w różne części ciała.
Ola: A my właśnie bardzo, raz jeszcze, dziękujemy.
Piotr: Jeszcze się nie wyłączajcie, bo jeszcze jeden element.
1:08:03 Polecajka i słowo na dziś
Ola: Nawet nie jeden, będzie i polecajka, i słowo na dziś. Natomiast to, co chcemy jak zwykle przypomnieć, to to, że bardzo dziękujemy tym spośród was, którzy nas wspierają na Patronite, tam można nas wesprzeć stałą kwotą comiesięczną, tym, którzy nas okazjonalnie wspierają na BuyCoffee.to, tam z kolei można nam postawić wirtualną kawę za wybraną przez siebie kwotę. I rzeczywiście to jest tak, że to nam pomaga, dzięki temu możemy jakoś tam więcej czasu wygospodarować na przygotowywanie tych podcastów, a nie tylko na pracę związaną z zarobkami, na zasypanie rachunków za gaz i tak dalej.
Piotr: Może być takie słowo na dziś? Nie patrzę, ale zobacz, napisałem słowo na dziś.
Ola: Może być, bo nie ustaliliśmy tego wcześniej. To w takim razie polecajka na dziś, i ja tutaj, w nawiązaniu do jednego z tematów dzisiejszego odcinka, chcę polecić książkę Agnieszki Defus, "Dlaczego koty boją się ogórków? Czyli czego nie widać gołym okiem, a widzą to naukowcy". To jest trochę jakby to, co my robimy w tych odcinkach, pytania i odpowiedzi, ale w formie takiej szerszej opowieści, czyli zaglądania ponad powierzchnię, pod powierzchnię rzeczywistości i wyłapywania tego, co jest fajnego naukowego, a co nie jest do końca oczywiste od razu, i zdecydowanie polecam wam tę książkę. Dodam tylko, że Agnieszka Defus to jest osoba, która prowadzi facebookowy profil "Kawa i Nauka UJ", czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego [? niepewne: dokładna nazwa profilu]. To jest znakomity profil, świetnie pisany, i tak też jest napisana ta książka, napisana nie dość, że ciekawie, to jeszcze dowcipnie. Naprawdę bardzo godna polecenia, lektura wydana przez wydawnictwo Mando. Zdecydowanie polecamy, to jest właśnie taka książka, którą można zabrać sobie i czytać na leżaku, na wakacje.
Piotr: Tam są też odpowiedzi na te pytania, których my pewnie nie zdołamy ogarnąć. Słuchajcie, pozostało to słowo na dziś. Ono jest związane akurat z tym moim tematem, czyli z tym łażeniem z zawiązanymi oczami, czy to w miejscu, czy nie w miejscu, i tym słowem jest dreptanie.
No to dzięki. Cześć.
Źródła
* https://www.foodrepublic.com/1539479/why-is-halloumi-squeaky/
* https://choosingcheese.com/is-halloumi-supposed-to-be-squeaky/
* https://www.cheesescience.org/squeak.html
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazeina
* https://serkorycinski.com/project/ser-tradycyjny-swojski/
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Widzenie_fotopowe
* https://en.wikipedia.org/wiki/Retina
* https://en.wikipedia.org/wiki/Rhodopsin
* https://en.wikipedia.org/wiki/Visual_phototransduction
* https://www.nps.gov/articles/dark-adaptation-of-the-human-eye-and-the-value-of-red-flashlights.htm
* https://en.wikipedia.org/wiki/Domestication_of_the_cat
* https://en.wikipedia.org/wiki/African_wildcat
* https://vetfocus.royalcanin.com/pl/nauka/zapotrzebowanie-kot%C3%B3w-na-wod%C4%99-i-ich-nawyki-zwi%C4%85zane-z-piciem
* https://drjustinelee.com/why-does-cat-pee-stink-worse-than-dog-pee-dr-justine-lee-dacvecc-dabt-board-certified-veterinary-specialist/
* https://todaysveterinarynurse.com/urology-renal-medicine/managing-feline-chronic-kidney-disease/
* https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C4%99tla_nefronu
* https://www.polkarma.pl/bazawiedzy-dieta-kotow-dzikich-i-domowych
* https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19699093/
* https://www.newscientist.com/article/dn17658-we-cant-help-walking-in-circles/
* https://www.sciencenews.org/article/how-walk-circles-without-really-trying
* https://journals.aps.org/prd/abstract/10.1103/PhysRevD.110.015006
Źródła
Skrzypiące sery
- foodrepublic.com/1539479/why-is-halloumi-squeaky/
- choosingcheese.com/is-halloumi-supposed-to-be-squeaky/
- cheesescience.org/squeak.html
- pl.wikipedia.org/wiki/Kazeina
- serkorycinski.com/project/ser-tradycyjny-swojski/
Czerwone światło
- pl.wikipedia.org/wiki/Widzenie_fotopowe
- en.wikipedia.org/wiki/Retina
- en.wikipedia.org/wiki/Rhodopsin
- en.wikipedia.org/wiki/Visual_phototransduction
- nps.gov/articles/dark-adaptation-of-the-human-eye-and…
Koty
- en.wikipedia.org/wiki/Domestication_of_the_cat
- en.wikipedia.org/wiki/African_wildcat
- vetfocus.royalcanin.com/pl/nauka/zapotrzebowanie-kot%C3%B3w-na-wod%C4…
- drjustinelee.com/why-does-cat-pee-stink-worse-than-dog-pee-dr-…
- todaysveterinarynurse.com/urology-renal-medicine/managing-feline-chroni…
- pl.wikipedia.org/wiki/P%C4%99tla_nefronu
- polkarma.pl/bazawiedzy-dieta-kotow-dzikich-i-domowych
Chodzenie z zamkniętymi oczami
- pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19699093/
- newscientist.com/article/dn17658-we-cant-help-walking-in-circl…
- sciencenews.org/article/how-walk-circles-without-really-trying
