Podcast Crazy Nauka · odc. 147

Anatomia pierwszej pomocy

30-12-2025 · 134 min · Tematyczny, Ciało i zdrowie

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Co robić, kiedy ktoś obok nas traci przytomność? I dlaczego filmy to fatalny wzorzec, jeśli chodzi o resuscytację? Pytamy doświadczonego ratownika medycznego o to, co naprawdę liczy się przy udzielaniu pierwszej pomocy: co trzeba zrobić, a co można sobie darować – i dlaczego strach przed działaniem bywa groźniejszy niż brak wiedzy.
Naszym gościem jest Jan Jaszczyński – edukator i dydaktyk pierwszej pomocy, dowódca Jednostki Ratownictwa Specjalistycznego s12 ( s12.pl/ ) oraz kierownik Katedry Ratownictwa Medycznego Akademii Medycznej Nauk Stosowanych i Holistycznych.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

* Numer odcinka: 147

* Data publikacji: 2025-12-30

* Długość: 2:13:49

* Podcast: Crazy Nauka. Prowadzą: Ola Stanisławska i Piotr Stanisławski. Gość: Jan Jaszczyński

0:00:00 Wstęp

Piotr: Czy pamiętasz, jak ułożyć człowieka w pozycji bocznej ustalonej? No, raczej nie pamiętasz i wcale nie musisz.

Ola: Dlaczego w filmach masaż serca wygląda tak beznadziejnie? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Muszę przyznać, że trochę się wahaliśmy, czy puszczać ten odcinek, tak prawie tuż przed Sylwestrem. Te około świąteczne odcinki, powiedzmy sobie szczerze, słabo się słuchają. Niby wszyscy mają więcej czasu, ale mamy wrażenie, że odpada ta codzienna aktywność: jeżdżenie do pracy, do szkoły, jakieś rutynowe zadania.

Ola: No tak, bo wiele osób słucha jadąc komunikacją miejską albo samochodem. A teraz jest trochę mniej tych podróży. Chyba że ktoś gdzieś wyjeżdża do rodziny.

Piotr: Trochę liczymy na to, że [? niepewne: gdzieś bycie jeździli] i słuchali. Poza tym nie ukrywam, że jest dużo innych atrakcji. Sami przebindżowaliśmy dwa seriale. I ciąg dalszy nastąpi pewnie, więc wiemy, jak jest.

Ola: Tak, i uwaga, mieliśmy na to czas.

Piotr: Tak, jak rzadko. Trochę trzeba czasami się odkleić. No w każdym razie stwierdziliśmy, że mimo że poprzedni odcinek był o kosmosie, więc o takim temacie, który lubicie, i mimo że się słabo słuchał, to jednak spróbujemy.

Ola: Spróbujemy, bo obiecywaliśmy wam od dawna ten temat. A temat jest bardzo ciekawy, mocny i po prostu zwyczajnie ważny. Będzie o ratowaniu życia. Czyli o takich dosyć fundamentalnych sprawach. Nie o jakimś specjalnym, wydumanym i górnolotnym ratowaniu, ale o takim codziennym. Każdy może tego dokonać. Czyli o pierwszej pomocy, a przede wszystkim o resuscytacji. Uwaga, trudne słowo.

Piotr: Tak, będzie się powtarzało. Gdyby kogoś interesowało, skąd ten temat nam się w ogóle wziął, to stąd, że byłem w sierpniu po raz kolejny na takim naprawdę świetnym szkoleniu z pierwszej pomocy. Jednym z prowadzących był właśnie nasz dzisiejszy gość, Jan Jaszczyński. O nim jeszcze zaraz powiemy. Szkolenie jest w ramach obowiązkowych, corocznych szkoleń w szkole, w której uczę. W szkole Eureka, bardzo polecam. Naprawdę te zajęcia są robione z sercem. Są niezwykle ciekawe, uczymy się bardzo praktycznych rzeczy. I to nie jakiegoś tam bandażowania nóżki w jodełkę, zawracania trąby, tylko rzeczy, które naprawdę są kluczowe. Za każdym razem wychodzimy stamtąd (mówię tak zbiorowo, bo tam jest cała grupa nauczycieli) z przekonaniem, że nauczyliśmy się czegoś fajnego. I ci, którzy nas tam szkolą, robią to z ogromnym sercem.

Ola: No i ja dorzucę swoją motywację do przeprowadzenia tej rozmowy, bo mam własną, indywidualną. Otóż ja niestety nie uczestniczę rokrocznie w tych zajęciach z pierwszej pomocy, w których bierze udział Piotrek, ale za to miałam okazję brać udział w wielu różnych kursach pierwszej pomocy. W tym również w takich naprawdę specjalistycznych i mocno praktycznych, które robiliśmy, kiedy staraliśmy się o kolejne stopnie i uprawnienia nurkowe. Innymi słowy, było to przede wszystkim ratownictwo nurkowe, wodne. Ale oczywiście wiele różnych części wspólnych z ratownictwem naziemnym też było omawianych i realizowanych w praktyce. To znaczy rzeczywiście wyciągaliśmy się wzajemnie z wody, staraliśmy się na fantomach robić masaże serca, właśnie masaże serca.

Piotr: Użyliśmy tego słowa na początku celowo. Wiemy, że nie do końca jest prawidłowe. Mam nadzieję, że nie jest tak, że wszyscy, którzy wiedzą, jak być powinno, się od razu zniechęcili. Będziemy wyjaśniali kwestię tego masażu serca.

Ola: Ale wracając do mojej motywacji: od mojego ostatniego kursu pierwszej pomocy minęło już trochę czasu, ale nawet kiedy miałam to na świeżo, bardzo mocno myślałam o tym, żeby nie trafić na sytuację, w której będę musiała tej pierwszej pomocy udzielić. Bo po prostu bałam się i nadal się boję, ale już teraz mniej, bo po rozmowie z naszym gościem boję się znacznie mniej, że nie będę wiedziała, co zrobić. To znaczy, czy już należy takiej osobie udzielić pomocy, czy należy ją zostawić w spokoju, i czy po prostu zwyczajnie nie zaszkodzę temu komuś, kto i tak już jest poszkodowany. To było coś, co mnie naprawdę wielokrotnie paraliżowało, kiedy na przykład mijałam samochód po jakiejś stłuczce. Zawsze z dużym niepokojem patrzyłam, czy już ktoś jest, czy są jakieś służby, które udzielają pomocy, czy ja przypadkiem nie będę musiała być tą pierwszą, która przystąpi do akcji pomagania. Bardzo nie chciałam tego robić. Na szczęście jeszcze nie było takiej sytuacji, w której musiałabym to robić. Tym niemniej dla osób takich jak ja, które wiedzą mniej więcej, że powinno się, ale nie wiedzą, od której strony zacząć, jest właśnie ten odcinek, który nagraliśmy z naszym gościem.

Piotr: Ta rozmowa odblokowuje, myślę, wiele rzeczy, więc za chwileczkę zaczynamy. Tylko przypomnijmy, że możecie nas już w trzech podcastach słuchać, jak wiecie. Poza tym są jeszcze te dwa z Polskim Radiem, czyli true crime'owo-naukowe Laboratorium Zbrodni.

Ola: I jeszcze jest Sekcja Teorii Spiskowych, czyli taka nasza dociekliwie analizująca rozmowa.

Piotr: Tak. Kto nie słuchał jeszcze, to bardzo zachęcamy, bo teraz jest przerwa świąteczna, więc nie pokazują się nowe odcinki, można trochę tych starych nadrobić. A wiele osób chwali, nie ukrywam.

Ola: I dodam jeszcze, że można nas obejrzeć. Sekcja Teorii Spiskowych to przy okazji wideopodcast. Na YouTubie można podziwiać, jak się męczymy.

Piotr: I poczytać komentarze, gdzie dowiadujemy się o sobie, swoim pochodzeniu, matkach, ciotkach, wszystkiego. To też zabawny element. Słuchajcie, bardzo Was zapraszamy na Patronite i na BuyCoffee.to. To są miejsca, w których możecie pomóc nam po prostu robić ten podcast. I zawsze bardzo doceniamy wszystkich, którzy się tam pojawiają, jak również tych, którzy się tam nie pojawiają, tylko po prostu nas słuchają i przekazują innym informacje na nasz temat. To jest super miłe. A jeszcze czasami, jak nas ktoś gdzieś zaczepi, co się zdarza. Nie powiem, że często, bo jednak podcast to podcast, a nie występy YouTube'owe. Ale czasami się zdarza.

Ola: Dobra, powiem to. Byliśmy z naszymi dziećmi w teatrze, w Teatrze Roma. Fantastyczna rzecz, którą oglądaliśmy.

Piotr: Tick, tick… Boom!, polecamy.

Ola: Tick, tick… Boom! musical. I kiedy wychodziliśmy, zaczepiło nas dwóch panów i jeden powiedział, że widuje nas w podcaście Sekcja Teorii Spiskowych, bo ogląda na YouTubie. Naszym dzieciom szczęki opadły. Wreszcie mogliśmy im jakoś zaimponować.

Piotr: Nie, to oni nas doceniają już, nie obrabiają nam dzieci.

Ola: Wiem, ale zawsze to gdzieś jest w sferze domysłów.

Piotr: Ktoś was rozpoznaje. Tak, tak. I przy tym miałem taką myśl, że to wyglądało, jakbyśmy temu panu (pozdrawiamy pana, gdyby nas przypadkiem słuchał) dali dwie stówy w łapę, żeby tak przyszedł. No nic, w każdym razie słuchajcie.

Ola: Nie daliśmy.

Piotr: Wiem, że już tutaj rączki świerzbią i uszy, i że za długo gadamy, ale czasami chcemy sobie pogadać. Tak, otóż to.

Ola: Ale już przedstawiamy naszego gościa. Za moment usłyszycie Jana Jaszczyńskiego. O nim można spokojnie powiedzieć, że to w zasadzie człowiek-instytucja. Pytaliśmy go, jak go przedstawiać. Przede wszystkim jest edukatorem i dydaktykiem w obszarze pierwszej pomocy. Ponadto z wielu różnych funkcji, które pełni w rozmaitych organizacjach i instytucjach, prosił nas, żeby wymienić dwie. Otóż jest dowódcą Jednostki Ratownictwa Specjalistycznego S12. Jest taka jednostka, można wejść na jej stronę i sprawdzić. Oraz jest kierownikiem Katedry Ratownictwa Medycznego Akademii Medycznej Nauk Stosowanych i Holistycznych.

Piotr: Tak jest. I słuchajcie, w takim razie myślę, że to jest już ten moment, w którym przechodzimy do naszej rozmowy. Ostrzegam, że ona krótka nie jest, ale mamy wrażenie, że się jej dobrze słucha. Na pewno dobrze się rozmawiało. Pozostaje nam bardzo istotna informacja, mianowicie że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:09:31 Bezpieczeństwo własne i pomocnicy

Ola: Jesteśmy w naszym domowym studiu z Jankiem Jaszczyńskim. Zacznijmy od pytania zasadniczego. Idę sobie po ulicy. Widzę człowieka leżącego gdzieś na chodniku. Nie wygląda dobrze. Co mam robić w takiej sytuacji?

Jan: Najważniejsze, to zadbać o swoje bezpieczeństwo. To jest to, co zawsze podkreślamy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo ratownika, pomagacza, pierwszopomagacza, pomocnika, jakkolwiek będziemy chcieli to nazywać. To dotyczy tak samo zawodowców, jak i osób cywilnych, postronnych. Każdego z nas. Nasze bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Ja jako nauczyciel często powtarzam, że chcę szkolić żywych ratowników, a nie martwych bohaterów. Trzeba o to swoje bezpieczeństwo zadbać. Widzisz tego człowieka. Musisz najpierw ocenić sytuację, dlaczego on tam leży. Czy cokolwiek, co spowodowało, że on tam leży, nie będzie za chwilę zagrożeniem też dla ciebie. Bardzo duży nacisk na to zawsze kładziemy podczas wszystkich szkoleń. Wszyscy, którzy szkolimy z pierwszej pomocy i uczymy w ratownictwie, to podkreślamy. Prawnie mamy obowiązek udzielać pomocy. Jedyna taka, w cudzysłowie, furtka (bo nie chodzi o to, żeby się wymigiwać), jedyny powód, który cię usprawiedliwia, to właśnie brak bezpieczeństwa własnego.

Ola: Czyli na przykład jaka sytuacja?

Jan: Czyli na przykład leży ten człowiek, ale pogryzł go agresywny pies i ten agresywny pies jest obok. Widzisz, że jest zerwana linia elektryczna i ona iskrzy. Leży ten człowiek na środku ulicy albo nawet na środku chodnika, ty podbiegasz, a obok przejeżdża rowerzysta, który przez to, że kucnęłaś przy nim, cię nie zauważa i uderza cię pedałem, kierownicą czy kolanem. I za chwilę mamy dwie osoby poszkodowane. Więc bardzo tego pilnujemy. Najważniejsze jest zawsze bezpieczeństwo moje, tego, który pomaga. I od razu w automacie zachęcamy do tego, żeby to swoje bezpieczeństwo wzmacniać w ten sposób, że znajdujemy sobie osoby do pomocy. Jeżeli nawet szłaś sama ulicą i widzisz, że gdzieś leży ta jedna osoba, możesz do niej zawołać z daleka. Zaraz o kontakcie z tą osobą sobie powiemy. Ale warto się też rozejrzeć i zobaczyć, czy nie idzie ktoś inny, i powiedzieć: halo, proszę pani, bo tu ktoś leży. Czy zostanie pani sekundę ze mną? Pomoże? Często też zwracamy uwagę, że zwłaszcza w takich sytuacjach na ulicy ta osoba, która leży, też może być zagrożeniem dla ciebie. Ty chcesz jej pomóc, a ona może być zagrożeniem. Nawet nie że ktoś jest zły, agresywny, ale powiedzmy, że właśnie ktoś przed chwilą go uderzył i stracił z tego powodu przytomność. Jak zacznie odzyskiwać przytomność przy tobie, to ostatnie, co będzie pamiętał, to akt agresji, i może tak zareagować. Może mieć jakiś problem neurologiczny, który spowoduje, że będzie się zachowywał nieswojo. Więc warto, żeby jak ty zaczniesz przy tym człowieku działać, ktoś wiedział, że tam poszłaś, że ktoś jest obok. Nawet ten ktoś nie musi się razem z tobą bardzo angażować, ale żeby był w zasięgu.

Ola: Czy to znaczy, że jeżeli jest na przykład ciemno i ktoś może mnie nie widzieć, to proszę tę osobę, która ma mnie pilnować, nazwijmy to, i asystować mi przy tej pierwszej pomocy, żeby na przykład włączyła światło latarki albo w jakikolwiek inny sposób sygnalizowała, że tu jesteśmy?

Jan: Tu nie ma takiej zasady, że jest kanon zachowań, że masz checklistę do zrobienia. Tylko zdrowy rozsądek. Trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo to jest subiektywne wrażenie. Coś, co dla ciebie jest bezpieczne, dla mnie będzie totalnie nie. Wy nurkujecie, więc dla was bycie pod wodą jest sytuacją komfortową. Ja nie nurkuję, w związku z tym, jak myślę sobie, że mam być pod tą wodą, czułbym się mniej pewnie. I to jest zupełnie normalne dla nas wszystkich. Więc masz sobie stworzyć sytuację, która będzie dla ciebie potencjalnie bezpieczna lub potencjalnie bezpieczniejsza, lub przynajmniej taka, że będzie jakiś plan awaryjny, plan B, plan C. Być może ta jedna osoba, którą zawołałeś, za chwilę zatrzyma obok jakiś samochód, za chwilę będzie was więcej, może się okaże, że będzie jakiś sprzęt. Zawsze zwracamy uwagę na to, żeby próbować w pozytywny sposób zaktywizować przynajmniej jedną, dwie, trzy dodatkowe osoby do działania.

0:14:08 Przytomność, wezwanie pomocy i oddech

Ola: I co robię potem? Jak przystępuję do oględzin tej osoby?

Jan: Kiedy jesteśmy przekonani, że jesteśmy bezpieczni, pierwsza sprawa, którą musimy sprawdzić, to czy ta osoba jest przytomna. To jest podstawowe pytanie. Zaczynamy zawsze od bodźców głosowych, czyli z daleka możesz kogoś zawołać. Ja się przez całe lata na szkoleniach śmiałem, że moje trzy w życiu udzielania pierwszej pomocy, które miałem, były takie, że leżał sobie pan. Akurat te trzy razy to był pan, leżał na trawniku, wszystkie w Warszawie, w Śródmieściu. Ja z daleka, z paru metrów, wołam: halo, halo, czy coś się stało? A pan na to odpowiadał: kierowniku, jest okej. I wiesz, dorosły facet leży, skoro gada, oddycha. A pewnie spożył. Ale nie jestem od tego, żeby to oceniać. Fakt taki, że jeden z nich leżał na schodach do wejścia do budynku, może kojarzycie, na Bielańskiej, Reduta Narodowego Banku Polskiego, taki zabytkowy budynek. I on tam leżał na tych schodach. Ja tak spojrzałem na niego, mówię: ale kochany, [? niepewne: z las tych schodów] i tu na ławkę się przenieś albo na trawkę obok, no bo tak leżysz, tu zaraz ktoś się przyczepi, Straż Miejską zawoła. Chciałem być trochę uprzejmy. On mi wtedy opowiedział w niewybrednych słowach, czym się zajmuje moja mama, jej mama przed nią, czym się zajmowałem. Na wiele pokoleń dowiedziałem się dużo rzeczy o mojej rodzinie. Ale fakt taki, że dał się namówić, przeniósł się na tę ławkę czy gdzieś, i nie leżał już na tych schodach głową w dół. Bo ktoś przejeżdżający obok widzi leżącego typa głową w dół, no to ktoś się może zatrzymać, ktoś drugi tego nie zauważy, zaraz możesz mieć stłuczkę, to bez sensu. I tyle. Moje udzielanie pomocy skończyło się na tym, że nawiązałem ten kontakt. Natomiast jest to o tyle ważne, że stwierdzamy przede wszystkim, czy ktoś jest przytomny, zachowując swoje bezpieczeństwo na tym początkowym etapie. I jeżeli ten człowiek nam nie odpowie, przechodzimy do następnego kroku, czyli musimy skrócić dystans i wprowadzamy jakieś bodźce dotykowe. No i teraz znowu: jeżeli czujesz się bezpiecznie, pewnie, potrząsasz tę osobę za ramię. Trzeba sobie wyobrazić, jakbyś miała budzić kogoś, kto powinien wstać do szkoły, do roboty czy gdzieś tam, i nie zareagował na budzik. I nie zareagował na to, że go zawołałeś. Więc podchodzimy, czyli potrząsamy za ramię, najpierw lekko, potem trochę mocniej. Jeżeli z jakiegoś powodu nie chcesz tej osoby dotknąć, możesz wziąć w rękę jakiś długopis czy kawałek małego patyczka, ale też trzeba się nachylić. Nie należy robić takich rzeczy jak sprawdzanie nogą, bo to zawsze źle wygląda. Ja też zawsze mówię: wyobraź sobie, że to ty leżysz, i zrób tak, jak ty byś chciała, żeby tobie ktoś zrobił. Nikt z nas nie lubi być kopany, nawet delikatnie trącany nogą, bo jakbyśmy mieli nogą robić, to byśmy sobie nogę podawali na dzień dobry, a podajemy sobie rękę. Lekko przy takiej osobie się nachylamy, możemy ją jakoś lekko poruszyć. Jeżeli ona na to nie zareaguje, stopniujemy. Trzeba złapać za ramiona, potrząsnąć mocniej. My często też na szkoleniach pokazujemy tak zwane bezpieczne bodźce bólowe, czyli miejsca, gdzie można kogoś ucisnąć w taki sposób, że na pewno nie zrobisz mu krzywdy, a zadasz stosunkowo silny bodziec bólowy, który pozwoli z całą pewnością sprawdzić, czy ta osoba rzeczywiście jest głęboko nieprzytomna, czy nie. Kojarzycie, w tak zwanym kapturze, w mięśniu w rogu szyi, jest takie miejsce, które jak złapiemy kciukiem, bywa bolesne. W podcaście ciężko to pokazać, więc zapraszam wszystkich na szkolenia, żeby z instruktorami sobie to przećwiczyć, ale są takie miejsca, gdzie bezpiecznie, z całą pewnością, jeżeli weźmiesz palcem i tam dziubniesz, nie zrobisz komuś krzywdy. Jeżeli na to stopniowanie, czyli ani na głos, ani na dotyk, ta osoba nie zareaguje, z całą pewnością jest nieprzytomna. Jeżeli osoba jest nieprzytomna, należy w tym momencie wezwać pomoc medyczną.

Ola: Czyli zanim przejdę do jakichkolwiek kolejnych kroków, wzywam pomoc.

Jan: Dlaczego o tym teraz mówimy? Zresztą jak się umawialiśmy na ten podcast, to o tym wspominałem, że pierwsza pomoc i medycyna ratunkowa to bardzo dynamicznie zmieniające się dziedziny. Teraz mamy taki ekscytujący okres, gdzie pojawiły się nowe wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji. To jest takie ciało, które określa nam wytyczne. To nie jest prawo per se, natomiast są to najlepsze praktyki, najlepsze wskazania w oparciu o badania, o wiedzę naukową, ale też o analizę tego, co najlepiej się realizuje, co jest najłatwiejsze, najprzystępniejsze dla ludzi, zwłaszcza w dziedzinie pierwszej pomocy. Pod koniec października zostały opublikowane nowe wytyczne i jedną z istotnych zmian w dziedzinie pierwszej pomocy jest to, że Europejska Rada Resuscytacji podkreśla: jeżeli tylko stwierdziłeś, stwierdziłaś, że osoba jest nieprzytomna, od razu dzwoń po pogotowie. I mówią o tym, że dzisiejsze telefony mają funkcję głośnika, więc jeżeli możesz, to włącz, nawiąż to połączenie, połóż nawet ten telefon, no bo drugim krokiem po sprawdzeniu przytomności, automatycznym, odruchowym, jest sprawdzenie oddechu. I to jest zawsze najważniejsze pytanie. Cokolwiek byś nie miała za sytuację, czy ktoś leży na ulicy, czy jest w samochodzie w trakcie wypadku, czy w domu gdzieś tam, gdziekolwiek by to nie było, zawsze najważniejsze pytanie w pierwszej pomocy, na które należy sobie odpowiedzieć, to czy ktoś oddycha. Jeżeli ktoś nie oddycha, to nie żyje. Ale my możemy tak zrobić, żeby żył, bo na tym polega pierwsza pomoc. Ale musimy najpierw wiedzieć, czy to się dzieje, czy nie.

Ola: No dobrze, jak sprawdzić, czy dana osoba oddycha? Powiedzmy, że mamy sytuację w domu, to jest okej, ale jesteśmy na wietrze, coś się dzieje, słychać szumy. Jak ja mam to sprawdzić?

Jan: Żeby tylko domknąć tamtą poprzednią myśl: Europejska Rada Resuscytacji teraz podkreśla, że już na tym etapie chcemy dzwonienia na numery alarmowe. I dlatego o tym teraz mówię, bo takie są nowe wytyczne. Czyli jak tylko powzięłaś wiedzę, że ta osoba jest nieprzytomna, od razu dzwonimy. Jedna jeszcze rzecz odnośnie do sprawdzania przytomności, tego podchodzenia stopniowego. To jest też element zabezpieczenia swojego bezpieczeństwa. Jeżeli ten ktoś nie zareagował na to, że go zawołałeś, nie zareagował na to, że go potrząsnąłeś, nie zareagował na te wszystkie elementy, to wiadomo, że za chwilę będziemy musieli przy nim [? niepewne: kłócać], robić różne rzeczy. Będziemy go być może przewracać, ściągać [? niepewne: młodzież] itd. Jeżeli wcześniej sprawdziliśmy, że on jest nieprzytomny, to wiemy też, że ta osoba nagle się nie wybudzi, jak ten śpiący ktoś, który będzie zaskoczony. Dlatego to sobie stopniujemy. No i dobrze. Wiemy, że osoba jest nieprzytomna. Rozpoczęliśmy proces wzywania pomocy. Jeżeli jesteśmy w tej ekipie, czyli zawołałaś tego kogoś do pomocy, jedną, dwie, trzy osoby, to można się też podzielić zadaniami. Czyli mówisz do tej osoby, którą zatrzymałeś: ten pan, co tu leży, jest nieprzytomny, proszę zadzwonić na pogotowie, na numer alarmowy 112, na numer alarmowy 999. A ja sprawdzę, czy ta osoba oddycha. No i teraz odpowiedź na twoje pytanie. Najważniejsza rzecz, którą trzeba na tym etapie zrobić, to upewnić się, że ta osoba ma drożne drogi oddechowe. Jeżeli leży na plecach, jesteśmy tak skonstruowani, że nieprzytomność to jest również zwiotczenie mięśni. Jesteśmy wtedy wiotcy i jeden z mięśni, dokładnie mówiąc język nasz, opada na tylną ścianę gardła. Jesteśmy tak genialnie skonstruowani, że jeżeli leżymy na plecach, jesteśmy nieprzytomni, to się dusimy sami własnym językiem.

Piotr: To jest dowód na to, że ewolucja nie jest celowa i nie jesteśmy efektem genialnego projektu jakiegoś mistrza projektowania, tylko tak wyszło.

Jan: Zupełnie nie wiem, jaka jest ewolucyjna idea za tym stojąca.

Piotr: Powiem ci, że żadna. Tak samo jak to, że nam się krzyżują drogi oddechowe i pokarmowe, więc możemy się zakrztusić. Tak wyszło parę milionów lat temu i tak już zostało.

Jan: Wierzę głęboko, że tak dokładnie jest, jak mówisz. Nie ma w tym jakiejś głębszej idei. Taki jest fakt. Natomiast bardzo prosto można to naprawić, odchylając głowę do tyłu. Mówimy na to fachowo rękoczyn czoło-żuchwa. Brzmi groźnie, ale jest to bardzo proste. Wyobraźcie sobie osobę, która po prostu leży na plecach. Jedną rękę kładziemy jej na czoło, drugą na żuchwę i odchylamy tę głowę do tyłu, zadzierając żuchwę do góry do wyczuwalnego oporu. Robimy to mocno, ale nie chodzi o to, żeby tej osobie urwać głowę, ale też nie chodzi o to, żeby się bać, bo my nie urwiemy tej osobie głowy. Głowa się tak łatwo nie urywa. Natomiast jeżeli te drogi oddechowe będą zamknięte, to z całą pewnością ta osoba się udusi. I może tak być (rzadko, statystycznie nie jest wiele takich przypadków), że sam ten rękoczyn spowoduje, że ta osoba złapie oddech i już to naprawi sytuację. Zazwyczaj spowoduje to udrożnienie dróg oddechowych, które jest nam niezbędne. Kolejna rzecz: drogi oddechowe często nie są zamknięte w trybie zero-jedynkowym. To nie jest tak, że tam jest stacyjka i ktoś włącza, wyłącza ten język, tylko to jest proces stopniowy. Bardzo często taka osoba leży i wydaje różne odgłosy, związane z tym, że drogi oddechowe są w jakiś sposób patologicznie domknięte, czyli pochrapuje, są jakieś świsty, jakieś chrapanie. I bardzo często ludzie w takiej sytuacji patrzą i myślą: nie, to on chrapie, to tylko śpi. Nie, nie. Jeżeli ktoś wydaje takie odgłosy, to znaczy, że jest jakaś patologia oddechowa. Sprawdźmy, czy rzeczywiście śpi, no bo część z nas chrapie, bo ma jakieś patologie w ułożeniu dróg oddechowych. To jest ten sam mechanizm. Droga oddechowa nie jest idealnie uformowana, powstaje jakiś dźwięk i tak samo tutaj może być. Zazwyczaj ta osoba wydaje z siebie jakieś chrapo-sapo, dziwne odgłosy, ale widać, że ten wysiłek oddechowy jest solidny. Udrażniamy te drogi oddechowe i teraz nachylamy się nad tą osobą. Wiemy, że jest to dla nas bezpieczne, dlatego że sprawdziliśmy, że jest głęboko nieprzytomna, więc nie jest tak, że nagle ugryzie nas w ucho czy coś się wydarzy. Nachylamy się nad tą osobą w taki sposób, żeby nasz wzrok był skierowany w stronę klatki piersiowej. Wykorzystujemy trzy zmysły: widzę klatkę piersiową, słyszę, bo nadstawiłem ucho nad jego nos, jego buzię, i czuję na moim policzku, bo policzek jest zaraz obok, próbuję wyczuć oddechy. Czy one tam występują? Przez 10 sekund sprawdzam oddech. I tu znowu jest kolejny moment, kiedy fajnie, jeżeli jest jakaś druga osoba, bo może nam te 10 sekund policzyć. Rzeczywiście chodzi o to, żeby było 10 sekund, nie żeby ktoś odliczył do 10, bo to można zrobić w 4 sekundy. Jeżeli w tych 10 sekundach mamy dwa lub więcej oddechów (trzeba pamiętać, że oddech to wymiana gazowa, czyli jest wdech i wydech, uniosła się klatka piersiowa, opadła klatka piersiowa, to jest cały jeden oddech), to wiemy, że ta osoba jest nieprzytomna, ale oddycha. Jeżeli tego nie ma, jeżeli mamy mniej niż dwa oddechy, nie jesteśmy pewni, czy są oddechy, albo osoba wydaje różnego rodzaju ruchy, na przykład jest takie zjawisko, które nazywa się rybi oddech, takie łapanie powietrza ustami, takie kłapanie jak ryba wyjęta z wody, ale nie idzie za tym wymiana gazowa. To jest tylko tyle, że nasz układ neurologiczny jeszcze próbuje nadrobić, złapać to powietrze, tak jakby się z tej wody wyławiał, ale ponieważ nie działa aparat krążeniowo-oddechowy, to nie ma oddechu. Więc nie należy tego mylić z pochrapywaniami, poruszaniem ust czy innymi rzeczami, tylko musi to być jednoznaczne. I wtedy, jeżeli nie mamy oddechu albo nie mamy pewności, rozpoczynamy uciśnięcia klatki piersiowej. To są te dwie podstawowe drogi.

0:26:40 Masaż serca czy uciśnięcia, i pozycja boczna

Piotr: Uciśnięcia klatki piersiowej. Muszę o to zapytać. Kiedyś był masaż serca, to jest co innego? Nie że w jakichś anegdotach i filmach, tylko rzeczywiście na szkoleniach mówiono o masażu serca. Coś się zmieniło?

Jan: To nie jest błąd, to nie jest pomyłka, która powoduje jakąś dużą zmianę. Natomiast staramy się, jako większość ludzi, którzy edukują w zakresie pierwszej pomocy (mam nadzieję, że nikt nie będzie miał do mnie żalu), trzymać jakąś dyscyplinę językową, żeby wykorzystywać podobne terminy do nazywania pewnych rzeczy. Europejska Rada Resuscytacji w swoich wytycznych podkreśla ważność wysokiej jakości uciśnięć klatki piersiowej. To sformułowanie, wysokiej jakości uciśnięcia klatki piersiowej, to taka mantra, którą na szkoleniach, ucząc studentów, ucząc różnych ratowników i tak dalej, staramy się egzekwować, bo to jest coś, co robi tę magię. To jest ten cud.

Piotr: Jest w ogóle sens w podcaście opowiadać o tym, co to jest wysokiej jakości uciśnięcie klatki piersiowej, czy zapraszamy na szkolenie? Znaczy, zawsze zapraszamy na szkolenie, to ustalmy już teraz.

Jan: Zawsze zapraszamy na szkolenie. Myślę, że możemy o tym powiedzieć później, żeby nie otwierać za wielu wątków o kwestii szkoleń. Możemy powiedzieć parę rzeczy. Żeby to sobie porządkować tak, jak to robimy na szkoleniach: jest ten, Olu, twój człowiek, sprawdziłaś, że jest nieprzytomny. Masz obok inne osoby, z którymi razem działasz, udało się, przystanęła jakaś inna osoba czy dwie i zostali z tobą, jesteście razem bezpieczni. Ktoś z nich dzwonił po pogotowie, ty sprawdziłaś oddech. I teraz, jeżeli stwierdziłaś, że ta osoba oddycha, mówicie temu pogotowiu, czy temu operatorowi, dyspozytorowi, poprawnie mówiąc: jesteśmy w takim miejscu, mamy tę osobę, ona jest nieprzytomna, ale oddycha. To będzie zresztą pierwsze pytanie takiego dyspozytora: czy jest przytomny i czy oddycha. Nieprzytomny, ale oddycha. Na pewno oddycha. Wtedy taką osobę musimy położyć na boku. To jest to, co zawsze wszyscy kojarzymy, te pozycje boczne. Nie wiem, czy widzieliście może takiego mema: jest pozycja boczna ustalona i jest Sylwester Stallone, który leży na boku, podpisane: ustalona. On tak leży.

Ola: No tak, to było bardzo precyzyjnie nauczane na różnych kursach pierwszej pomocy.

Piotr: To była zmora jakaś, bo wiesz co, ta układanka, te puzzle z rąk i nóg: tę podkulić, tu przeciągnąć.

Jan: Ja na to mówię swastyka.

Piotr: No dobrze, może tak być. To rzeczywiście tak. Jezus Maria, stawiam piwo, może być bezalkoholowe, temu, kto po roku albo dwóch latach od takiego szkolenia z tym przekładańcem będzie w stanie go odtworzyć.

Jan: Ja robię na szkoleniach taką sztuczkę. Przepraszam tych, co będą u mnie kiedyś na szkoleniach, że zaspojleruję. Dochodzimy do tego momentu, pytam, co mamy zrobić. No i pada hasło: pozycja boczna, pozycja boczna bezpieczna, pozycja boczna ustalona, pozycja boczna bezpieczna ustalona. No i w tym momencie mówię do tego, kto to powiedział: zapraszam. Czy ja się kładę, czy drugi instruktor, i proszę pokazać. I ta osoba staje nad naszym pozorującym poszkodowanym i to jest absolutnie sto na sto, niezależnie z kim pracujemy przez te wszystkie lata, jakieś pojedyncze wypadki, że to tak nie zadziałało: ten ktoś staje i pierwsza rzecz, którą mówi, to: jak to było? Nawet jeżeli za chwilę zrobi to dobrze, bo miał w miarę szkolenie i tak dalej, to jest ten pierwszy odruch. Więc ja z kolegami i koleżankami, z którymi pracujemy, od pewnego czasu ciśniemy ten temat w ten sposób: na bok. Dlaczego układamy na bok człowieka, który jest nieprzytomny? Żeby mu się nie zapadał język. Doskonale, bo już wiesz, jaka jest przyczyna tego problemu. Jeżeli go obrócisz na bok, to ten język spadnie na bok. Nie ma problemu tej niedrożności. Druga sprawa, jak wcześniej sam zauważyłeś, naszym problemem anatomicznym jest to, że rura oddechowa z rurą pokarmową łączą się.

Piotr: Wymioty trafiają nie tam, gdzie trzeba.

Jan: Więc jeżeli ta osoba postanowi zwymiotować, co się może zdarzyć? Ta treść pokarmowa z różnych przyczyn może zacząć się ulewać. Jeżeli będzie leżała na plecach, to ta treść pokarmowa się zatrzyma. W związku z tym jest ryzyko, że wleje się do dróg oddechowych.

Piotr: Przypominamy, że to kwas solny. Niefajnie się trawi płuca.

Jan: Wiesz co, to nawet nie to, czy trawi, czy nie, ale po prostu zatkany dostęp do płuc powoduje, że się dusimy.

Piotr: Trawienie to później zapalenie płuc.

0:31:55 Kontrola oddechu i walka z hipotermią

Jan: Jeżeli ktoś się zachłyśnie, czy nawet spłynie mu jakaś treść do płuc, to od tego mamy medycynę w dzisiejszych czasach. Może się z tego zrobić zachłystowe zapalenie płuc, jakieś inne problemy, ale to są problemy medyczne, z którymi, pod warunkiem że człowiek będzie oddychał, mamy nadzieję działać. Więc na tym etapie najbardziej nas martwi ta rura, ten dostęp, bo to nie jest tak, że człowiek zaleje sobie płuca, że to tam wpłynie, bo się worek napełni. Doskonale wiecie, że są ciśnienia, podciśnienia i tak dalej. To nie jest tak, że płuca się napełnią, ale problem jest taki, że zapełni się ta rura przepływowa. I to wystarczy, tam nie musi być dużo. Jeżeli on leży na boczku i ma ułożoną główkę w taki sposób, że gdyby zwymiotował, to wyleje się z niego na zewnątrz, no to mamy drugi problem rozwiązany. I teraz bardzo często ludzie na pytanie, dlaczego jeszcze kładziemy człowieka na bok, odpowiadają: bo można go zostawić. I oczywiście, jeżeli jest ułożony w tej pozycji bezpiecznej, tak zwanej, czyli podgięte kolanko, łokieć, to ta pozycja jest stabilna. Czyli on się nie przewróci z tego ani na brzuch, ani na plecy. To jest pierwsza odpowiedź na pytanie, dlaczego mielibyśmy tego kogoś zostawiać. I to jest też taka rzecz, że jak ludzie się uczą tej pozycji, to mają odruch ułożyć, złożyć tę swastykę, jak ja się właśnie śmieję, położyć i od razu wstać. Ale to w ogóle nie jest ten odruch. W momencie, kiedy położyłeś kogoś na bok, pierwsza rzecz, którą musisz zrobić, to skontrolować, czy on dalej oddycha. Czy mimo twoich starań pacjent dalej żyje. Bo w każdym momencie ta osoba, skoro jest nieprzytomna (trzeba sobie powiedzieć, dlaczego było to wzywanie pomocy)… Sam fakt utraty przytomności jest stanem zagrożenia zdrowia i życia. Jeżeli ktoś jest nieprzytomny, to z jakiegoś powodu. Czy to jest urazowe, czy neurologiczne, czy wynika z jakichś schorzeń, które on posiada. Tych przyczyn może być milion. My w warunkach pierwszej pomocy, w warunkach tak zwanego prehospitalu, czyli ratownictwa medycznego, medycyny przedszpitalnej, w ogóle większości tych rzeczy nie jesteśmy w stanie nawet diagnozować. Tylko wiemy, że ta osoba będzie wymagała diagnostyki szpitalnej, ambulatoryjnej, więc to nas będzie interesowało. To, co musimy na tym etapie zrobić, to zabezpieczyć go w miarę możliwości, żeby ten stan się nie pogarszał, lub walczyć z tym, który już jest. Więc po przełożeniu jej na bok musimy kontrolować, czy on oddycha. I nie chodzi o to, żeby robić to tak, jak mówiliśmy wcześniej, z przykładaniem głowy, bo to nie jest badanie. Wystarczy, że jeżeli wiemy, że oddychał, położymy mu rękę na brzuchu, na boku klatki piersiowej. My często pokazujemy taki patent: jedną rękę, która leży na boku, kładziesz na brzuchu, a drugą na plecach, na wysokości brzucha. No i czujesz, że te ręce się od siebie oddalają. Jeżeli masz możliwość, bo w twoim scenariuszu, który od początku zaprojektowałeś, jest was powiedzmy trzy osoby (przechodziły dwie osoby, ty je zawołałeś, więc jesteście we trójkę), jedna osoba stoi, wypatruje pogotowia, kontroluje, czy ktoś nie przychodzi, czy jesteście dalej bezpieczni, jedna osoba wzywała i jest na połączeniu z dyspozytorem, załóżmy, że ono cały czas trwa, a ty położyłaś tę osobę na bok i możesz cały czas trzymać tam ręce. Być z tą osobą po prostu. Ty jej dalej pomagasz. I dzięki temu, jeżeli ona zacznie odzyskiwać przytomność, to możesz do niej mówić: pan tu leżał, jestem tu z panem, proszę się nie przejmować, pomagamy, pogotowie jest w drodze. On może za chwilę zacząć normalnie gadać, może się okazać, że odmówi pomocy. Różne rzeczy mogą się wydarzyć. Ale jesteś z nim, działasz. Poza tym cały czas kontrolujesz, że jeżeli zacznie odzyskiwać przytomność i zacznie zachowywać się w sposób, który byłby dla ciebie niebezpieczny, masz czas się oddalić, odsunąć. No ale zakładając, że dalej jest nieprzytomny, nic się nie dzieje, kontrolujemy, czy oddycha, bo gdyby zmienił zdanie w tej sprawie, musimy jak najszybciej zacząć wciskać klatkę. Drugą rzeczą, którą robimy w przypadku tej osoby, i to teraz w pierwszej pomocy i w ratownictwie ciśniemy bardzo mocno, jest aktywna walka z hipotermią. Hipotermia, czyli stan, kiedy głęboka temperatura ciała spada poniżej tego, co byśmy chcieli, żeby było. I świadomie, jeżeli chodzi o pierwszą pomoc, używam prostych sformułowań i unikam medycznych i naukowych podejść, bo uważam, że nie chodzi o to, żeby ktoś zapamiętywał progi, tylko żeby zdawał sobie sprawę z tego, że każdy człowiek będzie się wychładzał. Osoba, która jest urazowa, nieprzytomna, znaczy przede wszystkim osoba nieprzytomna, ale też może to dotyczyć osób przytomnych, które są po urazie, po jakimś szoku i tak dalej, te osoby mogą się wychładzać. Nasza termoregulacja dość łatwo się zaburza. U osób nieprzytomnych na 100% będzie zaburzona. Jeżeli normalna temperatura ciała człowieka jest 36 stopni, a temperatura otoczenia jest niższa niż 36 stopni… Czyli zawsze prawie. Prawie zawsze. W tym roku ani razu żadnego dnia, tam gdzie byłem, nie było temperatury oficjalnej, na zegarku czy na telefonie, powyżej 36 stopni. Więc każdego z tych dni, zgodnie z podstawowymi zasadami fizyki, człowiek będzie się wychładzał, tak czy nie?

Ola: Nawet przy upale 30-stopniowym można doznać hipotermii? Oczywiście.

Jan: I to jest problem. Ludzie uważają, że hipotermia to problem zimy, a hipotermia to problem całego roku. Teraz jesteśmy u was w studiu, temperatura jest, nie wiem, pewnie 19, 21 stopni. O, jest termometr nawet.

Piotr: 21,2.

Jan: 21,2.

Piotr: Proszę bardzo. Na zewnątrz 5,9.

Jan: Jesteśmy w progu normalnych temperatur domowych. 21,2. Zimno? Nie zimno. Normalnie. Siedzę w T-shircie, jest dobrze. Ja mam jakąś cienką bluzę, też jest okej. Gdybyśmy byli nieprzytomni, to byśmy się wyrównywali do tych 21 stopni. Tak czy nie?

Piotr: No, skoro tak twierdzisz, no bo nadal ten nasz organizm prowadzi metabolizm, jakieś ciepło się generuje.

Jan: Nasz nieprzytomny poszkodowany z całą pewnością będzie się wychładzał. Nie tylko nieprzytomny, tak jak wcześniej powiedziałem. Hipotermia jest jedną z tak zwanych odwracalnych przyczyn zatrzymania krążenia. Wobec większości z nich w warunkach pierwszej pomocy jesteśmy bezradni. W sensie nie jesteśmy w stanie nic na nie poradzić, bo nie mamy narzędzi, sprzętów. Mamy nawet problem, żeby je zdiagnozować. Natomiast w dziedzinie hipotermii jesteśmy w stanie zrobić bardzo dużo, no bo możemy tę osobę izolować. Ten wasz poszkodowany, trzymajmy się tej twojej wyimaginowanej sytuacji: dyspozytor ratownictwa medycznego powiedział, że jedzie do was karetka, ale będzie jechała 10 minut, bo tak się złożyło. Więc przez te 10 minut możecie wykombinować dużo rzeczy. Po pierwsze, możecie wziąć swoje kurtki i okryć go. Po drugie, możecie go odizolować od podłoża, bo najłatwiej wychładzamy się od podłoża.

Piotr: To wcale nie jest takie oczywiste. Ludzie zwykle nakrywają, narzucają na wierzchu.

Jan: No bo to jest ten pierwszy odruch, który masz. Natomiast jeżeli się na czymś kładziesz, jeżeli byśmy się położyli tu na waszej podłodze, to chłodno by się zrobiło od spodu, nie z góry, prawda? W dzisiejszych czasach my na szkoleniach to często pokazujemy: otaczają nas kartony. Kartony są absolutnie wszędzie. Zamawiamy wszystko w paczkach, w przesyłkach i tak dalej. Różne rzeczy można improwizować. Można, nie wiem, z jakiegoś sklepu, który jest obok, wyciągnąć wycieraczkę gumową. Można wyjąć dywaniki z samochodów.

Ola: Ale w samochodach, w apteczkach, często są te koce ratownicze, tak?

Jan: Tak zwana folia życia. Natomiast ona będzie słabo izolowała od spodu. Mówię teraz o rzeczach do podłożenia od spodu, bo ludzie nie mają takiego odruchu, ale nawet, wiesz, jakiś ręcznik, który możesz mieć. Powiedzmy, że akurat wracałaś z basenu albo szłaś na basen. Mokry nie będzie działał do końca dobrze. Ale cokolwiek, co możemy pod tego kogoś podłożyć, żeby chociaż trochę zwiększyć izolację termiczną od spodu. No i druga sprawa, owijanie. I teraz folia, o której mówisz: bardzo często obserwujemy to, i Piotr też taki przykład podawał, że ludzie po prostu nakrywają tą folią.

Piotr: Jak kołdrą, tak narzuconą.

Jan: To nie zrobi magii. Ludzie mają takie oczekiwanie, że ta folia to jakaś magia. Gdyby to była magia, to Mount Everest by się zdobywało zawiniętym w folię za 4 zł, a nie w kombinezon za 40 koła. Więc w tych najbardziej ekstremalnych miejscach, gdzie ta temperatura ma znaczenie, ta folia jest oczywiście sposobem bardzo alarmowym, takim backupowym. No ale to nie są żadne czary. Ona będzie nas izolowała świetnie od czynników zewnętrznych, takich jak wiatr, jak deszcz. No i będzie powodowała, że powietrze, które zostaje zamknięte pod spodem, będzie się ogrzewało od tego ciała. Bo jeżeli na zewnątrz, powiedziałaś, teraz 5 stopni, a to ciało ma ciągle te swoje 30 parę, to powietrze naokoło się nagrzeje i utworzy warstwę izolacyjną. Wszyscy wiemy, że to jest najlepszy izolator. Znaczy, próżni tam nie stworzymy, w związku z tym drugi najlepszy izolator, czyli powietrze. Więc chcemy je tam zamknąć, to powietrze. I świetnie do tego będą się nadawały kocyki polarowe, kurtki, jakieś inne elementy, zrobienie warstw. Ta folia będzie chroniła od deszczu, od wiatru. Będzie też odbijała swoją metalizowaną powierzchnią promieniowanie cieplne tego człowieka. Poczekaj, srebrna i złota, którą stroną?

Piotr: Wiem, wiem, ale gwarantuję ci, że wszyscy o to zapytają.

Jan: To znaczy tak, jeżeli weźmiecie… Ja nie wiem, jak jest napisane, bo nigdy tego nie pamiętam. W każdym albo prawie każdym produkcie producenci piszą, że jedna strona zajmuje się grzaniem, druga chłodzeniem. Natomiast te badania, które za tym stoją, mówią, że ta różnica pomiędzy stronami jest w jakimś miejscu po przecinku procenta.

Ola: Niezauważalna.

Jan: Absolutnie pomijalna. To świetnie, te folie rzeczywiście bardzo fajnie odbijają to ciepło, jeżeli je wypromieniowujesz. Kojarzycie na pewno: kończy się maraton czy jakiś inny bieg z przeszkodami i tak dalej, rozdawane są te folie na pęczki. No i mamy kogoś, kto wypromieniowuje bardzo dużo ciepła, jest dość zmęczony i będzie dość podatny na wychłodzenie. Nie takie hipotermiczne, choć pewnie w jakichś określonych przypadkach też. Ale czego się boimy? Że się przeziębi albo po prostu organizm niepotrzebnie nadwyręży. A taką folią bardzo łatwo jest zamknąć to ciepło, które on wypromieniowuje. Więc ona oczywiście ma sens. Jeżeli będziecie udzielać pomocy i nie będziecie pamiętać, którą stroną, to użyjcie którąkolwiek. Jeżeli obok ktoś będzie krzyczał: nie tą, nie tą, bo on się wtedy ugotuje, to wyjmijcie tę stronę. Niestety na opakowaniach tych produktów jest też tak napisane. Natomiast my wiemy, że ta różnica jest na tyle nieistotna, że to nie ma znaczenia. Jeżeli chodzi o ten element chłodzący, to ja w ogóle nie mam takiej wiedzy i nie wiem, czy są jakieś realne badania na to, czy to w ogóle w warunkach takiego upału. Poza tym, że zrobi cień, no bo to jest dla mnie zrozumiałe. Ale czy owijanie tego kogoś, czy w ogóle jest jakiekolwiek uzasadnienie dla tego domniemania, że to ma coś robić. Natomiast powiedzmy sobie jedno: ustaliliśmy, że nawet na plaży człowiek nam się będzie wychładzał. Tak czy nie? No tak. Jeżeli nawet będzie leżał na deptaku, na sopockim molo, a [? niepewne: podziemia] będzie miała 40 czy 50 stopni, to nadal wiatr, który go owiewa, będzie [? niepewne: mniejszy]. Więc być może akurat tam wyjątkowo nie będzie trzeba niczego podkładać od spodu, natomiast ten człowiek wam się nie ugotuje. Wy go nie przegrzejecie. Jeżeli ktoś ma ten mechanizm hipertermii, to on powstał z innego powodu. To jest odrębna sprawa. Poza tym proporcjonalnie tych przypadków hipertermicznych jest mniej. To jest mniejszy problem. Dla nas problemem w pierwszej pomocy jest to, że w Polsce w 99 i bardzo wielu dziewiątkach okresu przypadków osoba, która straciła przytomność, będzie się nam wychładzać. I my z tym możemy w warunkach pierwszej pomocy bardzo proaktywnie walczyć.

Piotr: Ale poczekaj, czy to jest rzeczywiście aż takie zagrożenie? Bo jeżeli już udzielamy tej pomocy, zwłaszcza kiedy mamy jakąś bardziej dramatyczną sytuację, przynajmniej na pierwszy rzut oka, to nie myślimy o hipotermii, tylko o wszystkim innym. Czy to rzeczywiście względem innych zagrożeń…

Jan: Ale co masz na myśli?

Piotr: Mówię, że na przykład mamy (nie mówię o masywnym krwotoku) osobę, którą, nie wiem, potrącił samochód. Nie jesteśmy w stanie jej stanu ocenić oczywiście.

Jan: I właśnie o to chodzi. W warunkach pierwszej pomocy nie jesteś w stanie wiele tutaj zdziałać. Jeżeli nie widzisz masywnego krwotoku, bo tak jak mówisz, to też powinniśmy się w tym momencie odnieść do postępowania z masywnym krwotokiem. Ale jeżeli ta osoba ma, powiedzmy, jakieś złamania kończyn, jakieś urazy, coś ją boli i tak dalej, my w warunkach pierwszej pomocy nie mamy wiele do zrobienia. Oczywiście możemy wyciągnąć apteczkę, możemy próbować robić jakieś opatrunki i inne rzeczy, jeżeli są jakieś urazy nawet powierzchowne, to warto oczywiście działać. To zrozumiałe. Natomiast wbrew pozorom ta hipotermia jako stan zagrożenia życia będzie się tutaj w tym wszystkim przewijać. Jeżeli ta osoba jest przytomna, to oczywiście można działać na różne sposoby. Generalnie poszkodowany przytomny jest dużo bardziej skomplikowany w obsłudze, bo gada. Jak gada, to ma swoje zdanie. Jak ma swoje zdanie, to jeszcze je wypowie, nie daj Boże. Oczywiście trochę żartuję, ale wiecie, o co chodzi. Tych zmiennych jest bardzo dużo, tak jak mówisz, wypadek. Te zmienne znikają w momencie, kiedy mamy utratę przytomności. I to jest ten najważniejszy stan, w którym najbardziej musimy zadziałać. Więc w przypadku nieprzytomnej osoby, odpowiadając na twoje pytanie, jeżeli nawet ma jakieś złamania, jakieś inne urazy, to to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest to, żeby oddychała i żeby się masywnie nie wylewała, żebyśmy nie mieli masywnego krwotoku. Jeżeli to nawet są jakieś urazy, ale nie spełniają znamion masywnego krwotoku, to w tym momencie kontrola oddechu i, wbrew pozorom, walka z wychłodzeniem, zwłaszcza u tego urazowego, ma bardzo duże znaczenie. I znowu, ciężko teraz, jest taki moment, kiedy wchodzimy w to, że ty mi zadajesz, bo on leży nieprzytomny i jeszcze dodatkowo ma jakieś urazy. No i trochę zaczyna się taka kazuistyka, że musimy wejść w to, jakie ma urazy. Wiesz, o co mi chodzi. Robimy ten przykład trochę zakomplikowany. Więc nie da się w takich zwłaszcza podcastowych warunkach każdego scenariusza w stu procentach wymodelować. Natomiast to, co jest najważniejsze i na co, jak mówię, w tej chwili bardzo duży nacisk kładziemy szkoląc pierwszopomocników, ale też wszystkie osoby udzielające pomocy i innych first responderów, studentów ratownictwa medycznego: w warunkach pierwszej pomocy z hipotermią jesteśmy w stanie realnie walczyć, a hipotermia może być przyczyną zatrzymania krążenia. Jeżeli nasz poszkodowany leży, jest nieprzytomny, my aktywnie musimy walczyć z tą potencjalną hipotermią. I nakrywamy, izolujemy, natomiast trzeba też pamiętać o tym, że możemy wykorzystać grzanie, które mamy, czyli nas. W twoim przypadku, czyli jest jakiś obcy pan gdzieś tam, to oczywiście może nie być komfortowe, ale jeżeli twoim poszkodowanym byłby ktoś dla ciebie bliski, ktoś, kto jest ważny, to możesz przysłowiowo się nawet przytulić. Ale nawet jeżeli to jest jakaś osoba obca, ale nie jest to osoba, której w ogóle nie chcesz dotykać, jest dla ciebie jakoś niebezpieczna, odrażająca i tak dalej, ten przysłowiowy normalny człowiek, cokolwiek to znaczy, możesz [? niepewne: kłócać] przy nim, oprzeć swoje uda o tył jego klatki piersiowej. Kontrolujesz ten oddech, trzymasz rękę na brzuchu, patrzysz, czy on cały czas oddycha, a przy okazji swoimi udami, dużą grupą mięśniową wydającą dużo ciepła, ogrzewasz klatkę piersiową, najważniejsze organy. To są wszystko elementy, które składają się na to, że nawet jeżeli nie zatrzymasz tego procesu wychładzania, to go bardzo, bardzo spowolnisz. A to, że to może mieć znaczenie, to za kolegą, Jankiem Świtałą, znaną postacią z social mediów, ratownikiem medycznym, bardzo dobrym, mogę zacytować anegdotę, którą Janek opisywał na swoich mediach społecznościowych. Jeśli przekręcę jakieś fakty, Janek, przepraszam, i wszystkich przepraszam, z pamięci posta, ale chodzi o meritum. Zostali zadysponowani z zespołem ratownictwa medycznego do wypadku, w którym bodajże kobieta, znaczy na pewno pani, wydaje mi się, że miała gdzieś około 30 lat, ale to znowu tyle, ile pamiętam, spadła z konia. I miała złamanie nogi, jakieś proste złamanie, powiedzmy, podudzia, nie pamiętam, wszystko jedno. Czyli w obrębie łydki, pęknięta kość, nic takiego poważnego. Natomiast jest tam ta pani, pogoda jest jesienna, no i czekają na karetkę 50 minut. I żebyśmy mieli jasność, nic złego się nie dzieje, bo zespół ratownictwa medycznego dostał te informacje w momencie, kiedy kończył poprzednie zlecenie czy oddawał pacjenta, był gdzieś tam przy szpitalu. Do takiej osoby ze złamaną nogą, która jest przytomna, oddychająca, w kontakcie, ogólnie zdrowa i tak dalej, po prostu niefortunnie złamała nogę. I z tego lasu, gdzie ona jest z tym koniem, nie da się jej inaczej stamtąd wyciągnąć, niż leżąco. Generalnie złamane nogi należy transportować leżąco. Leżąco jeździ się karetką, żadnym innym pojazdem, więc to jest zrozumiałe. Natomiast do tego karetka jedzie w tak zwanym kodzie drugim, czyli bez sygnałów świetlno-dźwiękowych. Nie ma powodu powodować zagrożenia w ruchu, zagrożenia dla innych, niepotrzebnych nerwów, bo tam się nic nie dzieje. Ma złamaną nogę. To czy ona dojedzie do ortopedy (bo potrzebne jest jej obrazowanie i ortopeda) w godzinę, dwie czy trzy, nie zmieni stanu tej nogi. Jakby to trwało 30 godzin, to może jest jakieś powikłanie, ale w tym pierwszym marginesie nie ma problemu. Tylko wyjaśniam, żeby nikt nie miał zarzutu, że karetka jedzie godzinę czy ileś: w wielu przypadkach to jest zupełnie normalny stan, adekwatny do tego, co się dzieje. Więc oni przyjeżdżają po tej godzinie, tam czy 50 minutach do tej pani i okazuje się, że ta pani jest w stanie zagrożenia życia, bo była cienko ubrana, bo jechała na koniu (nie jeżdżę konno, ale wydaje mi się, że to jest aktywność fizyczna; ludzie, których znam, którzy jeżdżą na koniach, mówią, że to jest aktywność fizyczna w takim sensie, że jak się za grubo ubierzesz, to jest ci gorąco, tak jak przy bieganiu). Więc pani jest ubrana stosownie do aktywności, którą wykonywała, i ponieważ siedzi na ziemi, oparta, nie wiem, o murek, o ścianę, o drzewo, ale o jakieś kolejne ciało stałe, które jest zimne, bo generalnie jest jesienna pogoda, oni przyjeżdżają do sytuacji, w której pani jest w stanie zagrożenia życia, dlatego że jej temperatura ciała spadła. Nie mam żadnego pojęcia, na pewno w tym poście było napisane, ale powiedzmy, że była poniżej 35 stopni. Czyli nie była to jeszcze głęboka hipotermia, jak człowiek wykopany z lawiny, ale już po tej złej stronie mocy. Już w tym punkcie, gdzie zaczynają się te procesy niewłaściwe. I bardzo często mylącym jest to (nie zawsze, ale często), że jednym z pierwszych mechanizmów… Co robimy, jak jest nam zimno?

Piotr: Trzęsiemy się.

Jan: Trzęsiemy się. Nasz organizm automatycznie się trzęsie. To jest sposób wytwarzania ciepła przez nasze mięśnie. Jedną z pierwszych rzeczy, które się wydarzają, jeżeli nasza temperatura głęboka ciała się zaburza i zaczynamy zmierzać w stronę hipotermii, są różnego rodzaju zaburzenia, a jednym z nich jest zaburzenie odczuwania temperatury. W związku z tym często osobom, które wpadają w hipotermię, w tym samym momencie przestaje być zimno i w związku z tym przestają się trząść. Może tak być, że taka osoba leży i nie trzęsie się. Na pytanie, czy jest jej zimno, odpowiada, że nie, a temperatura głęboka ciała jest 35, 34.

Ola: Czyli my uznajemy, że jest wszystko okej, a tymczasem ona jest w sytuacji zagrożenia życia. Powinna być opatulona, docieplona, ogrzewana, dogrzewana i tak dalej.

Jan: No bo wyobraź sobie tę sytuację. Znowu powtarzam coś, co znam z posta kolegi, a nie ze stanu faktycznego, więc naprawię anegdotę, ale mogę sobie wyobrazić, że jakieś osoby, które są obok tej dziewczyny, pytają ją na początku, czy jest jej zimno. Ona się trzęsie, jest jej zimno. Ktoś jej dał kurtkę, powiedzmy, nawet się okryła, ale dalej siedzi na ziemi. Dalej opiera się o jakiś element, który ją też wychładza. Cokolwiek by to nie było, chyba że się o tego konia oparła.

Piotr: Raczej konie nie współpracują w ten sposób.

Jan: Myślę, że tak właśnie się nie dzieje. Jeżeli to nie jest coś, co jest realnie ciepłe, to to coś będzie ją wychładzać, zgodnie z mechanizmem, który opisaliśmy. Stosunkowo niewielki uraz może powodować to. I teraz wezwanie jest do stanu, w którym nic się nie dzieje, a zespół zastaje panią w potencjalnym stanie zagrożenia życia. Jeżeli by przyjechali do mnie na godzinę 20, być może przyjechaliby do osoby już nieprzytomnej.

0:54:11 Uciśnięcia klatki piersiowej

Ola: To wróćmy do tego człowieka, który tam leży na tym chodniku czy na ulicy.

Jan: Tego twojego, którego znalazłaś.

Ola: Tego mojego. On jest nieprzytomny, ale oddycha.

Jan: Zbadałaś?

Ola: Tak, zbadałam, tak stwierdziliśmy z osobami, które są obok mnie i pomagają. Co wówczas? Co dalej się dzieje?

Jan: Czyli ty sobie przy nim jesteś, kontrolujesz jego oddech, proaktywnie walczysz z jego potencjalnym wychładzaniem się. Czyli co wymyślacie, okrywacie go, próbujecie w jakiś sposób zapewnić, żeby to wychłodzenie było jak najbardziej spowolnione. No i czekacie na wezwany zespół ratownictwa medycznego. Dlatego ważna jest kontrola oddechu, no bo gdyby ta osoba nieprzytomna w tym momencie postanowiła przestać oddychać (to nie jest jej świadoma decyzja, ale wiadomo, o czym mówimy), ważne jest to, żeby jak najszybciej rozpocząć uciśnięcia klatki piersiowej. Gdyby było tak, że na samym początku stwierdziłaś, że twój poszkodowany nie zareagował, był nieprzytomny i od razu nie stwierdziłaś oddechu, no to również musimy jak najszybciej rozpocząć uciśnięcia klatki piersiowej.

Ola: Oczywiście po odgięciu głowy, tak żeby on się nie zadławił własnym językiem.

Jan: Udrażnianie dróg oddechowych robiliśmy po to, żeby sprawdzić oddech. Jeżeli stwierdziłaś, że osoba nie oddycha, to nie musisz pilnować trzymania jej dróg oddechowych drożnych. Skoro nie oddycha, to ta drożność dróg oddechowych nie jest jej niezbędna. Jeżeli będziemy robić wdechy ratownicze, o czym jeszcze za trochę, to wtedy musimy oczywiście odchylać tę głowę, żeby to powietrze wchodziło. Natomiast jeżeli mamy osobę nieprzytomną, nieoddychającą i musisz rozpocząć uciśnięcia klatki piersiowej, to trzymanie drożności dróg oddechowych nie jest najważniejszym priorytetem. Okej. Uciśnięcia klatki piersiowej. Bo to zapytałeś w którymś momencie.

Piotr: Nasza historia już od 45 minut tej pomocy udzielamy tak z dygresjami, więc tak.

Jan: Co robimy? Po pierwsze, dlaczego wysokiej jakości uciśnięcia klatki piersiowej? Osoba, która przestała oddychać, ma też niedziałające krążenie. Najprościej mówiąc. I nie ma tu co szukać niuansów jakiejś wielkiej medycyny. Jeżeli osoba nie ma krążenia, to nie jest dystrybuowany tlen po organizmie i większość organów jest w miarę odporna na to. Wiemy na przykład, że serce możemy przetransportować pół kraju, oczywiście wychłodzone i tak dalej, przeszczepić i ono zadziała. Więc zdecydowaną większość naszego ciała, organów, jeżeli będzie poddana takiemu niedotlenieniu, da się zrewitalizować. Wyjątkiem jest mózg, który bez dostaw tlenu, mówi się, że po około 4 minutach (to będzie zależało od bardzo wielu czynników, jak byśmy chcieli być naukowi, ale mówimy, że po 3-4 minutach zaczynają następować nieodwracalne zmiany w mózgu), czyli po prostu mózg zaczyna obumierać bez tych dostaw tlenu. I teraz konsekwencją tego jest to, że jeżeli ten człowiek gdzieś zalegnie, straci przytomność, straci oddech i nikt nie zacznie mu udzielać pierwszej pomocy, nie zacznie uciskać tej klatki piersiowej przede wszystkim, ale zostanie wezwany zespół ratownictwa medycznego i on przyjedzie po 10, 15 minutach, 40 minutach, wszystko jedno, czy nawet przyjedzie zastęp straży pożarnej, przyjadą policjanci, ktokolwiek się pojawi i rozpocznie uciśnięcia klatki piersiowej, rozpocznie tę reanimację, następnie zjawi się zespół ratownictwa medycznego, przeprowadzi zaawansowane medyczne czynności ratunkowe, to jest bardzo duża szansa, że tego kogoś przywrócimy krążeniowo. Ale jeżeli to się wydarzy po 20, 40, 60, 90 minutach od zatrzymania krążenia, to najprawdopodobniej przywrócimy osobę z poważnymi ubytkami neurologicznymi. I to będzie od takich problemów z powrotem do jakiejś pełnej sprawności u tych osób, u których opóźnienie wyniosło kilka minut, do całkowitego po prostu… Nie lubię tego sformułowania, ale wszyscy go używamy: warzywa. Przepraszam wszystkich naszych słuchaczy, ale tak przyjęło się mówić. Natomiast czasami brutalne sformułowania też dobrze trafiają. To, czy ktoś z tego wyjdzie, czy nie… Znaczy, jeszcze należy sobie powiedzieć taką rzecz. Jeżeli komuś jest pisane, jak to się mówi, no to umrze, cokolwiek byśmy robili. To jest jedyne gwarantowane świadczenie, które wszyscy mamy: że gdzieś kiedyś umrzemy. Natomiast jeżeli taka osoba ma ten moment zatrzymania krążenia i my nie rozpoczniemy uciśnięć klatki piersiowej na miejscu, my, pierwszopomagacze… Ja też to mówię świadomie: my, bo żeby była jasność, wszyscy zawodowcy, wszyscy medycy, ratownicy, strażacy, w momencie kiedy wysiadają ze swojego systemowego działania, też stają się pierwszopomagaczami. Często niektórzy z nas noszą trochę bardziej zaawansowane apteczki, ale to nie jest tak, że w plecakach nosimy całą karetkę. Więc ja w momencie, kiedy jestem teraz u was, nie mam nic więcej niż wy, jeżeli chodzi o udzielanie pierwszej pomocy czy robienie jakiegokolwiek ratownictwa. Wszyscy jesteśmy w tym momencie pierwszopomagaczami. Jeżeli my nie położymy tych rąk na klacie, nie zaczniemy jej uciskać, to jest szansa, że ta osoba wróci do życia. Tylko to nie będzie takie życie, jak nam się wydaje, że będzie. Stąd jest ten nacisk na to i to jest ważne. I to, co mówiłem o wysokiej jakości uciśnięciach klatki piersiowej.

Ola: No właśnie, co to jest? Co to znaczy?

Jan: Uciśnięcia wysokiej jakości, najlepsze w świecie uciśnięcia klatki piersiowej, to jest mniej więcej 30% tego, co by ten organizm robił sam, gdyby działał naturalnie. Czyli próg startowy nie jest wysoki. Jeżeli teraz będziemy to robić nie we właściwym tempie, nie we właściwym miejscu i tak dalej, to będzie to spadać. Oczywiście lepiej robić trochę gorzej, niż nie robić w ogóle, żeby była jasność. Więc na pytanie, czy da się w podcaście opowiedzieć o tym: da się. Jeżeli osoba ci nie oddycha, musisz odsłonić klatkę piersiową. Jeszcze zaraz się do tego odniosę, jeżeli pozwolicie. Znaleźć środek klatki piersiowej. Kiedyś mówiliśmy na to dolna połowa mostka. Ale generalnie po prostu, jak są żebra, są obojczyki, wiemy, tu mamy klatkę piersiową. Na samym jej środku jest dolna połowa mostka. Kładziesz na tym nasadę swojej dłoni, tak jakby przedłużenie swojego nadgarstka. Na to dokładasz drugą łapę i zaczynasz uciskać. Głęboko? Na jedną trzecią głębokości klatki piersiowej. Czyli w przypadku dorosłych mówimy, że 5 do 6 centymetrów. Da się za głęboko? Nie jest to łatwe. Teoretycznie tak, natomiast żeby była jasność, to nie jest tak, że jak uciśniesz odrobinkę za głęboko, to mokra plama, rozgniotłeś coś. Serce jest bardzo silnym, potężnym mięśniem. Nie jest tak, że ty je zmiażdżysz. Poza tym cała ta klatka piersiowa… ludzie tak często się boją, że coś zrobią. Gdyby nasze klatki piersiowe pękały od razu od byle czego, to nikt z nas by nigdzie nie żył. Potrafimy się bić między sobą w sportach, uderzamy się z potężnymi siłami, dzieją się różne rzeczy. Nie pękamy tak od razu, więc nie należy się tego bać. No dobrze, przepraszam.

Ola: A to, co widzimy w filmach niekiedy, że staje sobie taka osoba, czy klęka przy poszkodowanym i zaczyna te uciśnięcia, i one nie wyglądają często jakoś mocno wiarygodnie, ręce zgięte. Nie wiem, jaka powinna być postawa takiej osoby, która wykonuje te uciśnięcia?

Jan: To jest taki temat, który jest dla mnie bardzo drażliwy. Jest bardzo trudno pokazać prawidłową resuscytację na aktorze, dlatego że trzeba byłoby tę klatkę naprawdę ucisnąć. A to jest dla osoby, która jest przytomna (zakładam, że wszyscy udający nieprzytomnych w filmach są jednak przytomni i oddychający), przepotężny bodziec bólowy. Jak sobie wyobrazicie, że jedną trzecią głębokości, jeżeli weźmiesz swoje kostki i potrzesz sobie tak po mostku, to po chwili poczujesz, że jest tam nieprzyjemnie. Nawet jak popukasz w ten sposób palcami, to słychać, ale jak popukasz tak, to poczujesz ból. Teraz wyobraź sobie, że to samo naciskasz, tylko na jedną trzecią głębokości. To potwornie będzie bolało. Więc tego się nie da zrobić w filmie. Oczywiście można byłoby zbudować jakiś pewnie symulator, tylko on by kosztował milion milionów, żeby to wiarygodnie wyglądało. No więc niestety w filmach bardzo dużo rzeczy jest udawanych. Oglądałeś The Pitt? Tak.

Ola: Czy oni tam to dobrze robią?

Jan: Tam bardzo dużo rzeczy jest dobrze. To jeden z naprawdę lepszych seriali. W ogóle nie pamiętam.

Piotr: Spotkałem się z opinią ratownika, że prawie wszystko było dobrze, poza oczywiście tym, że za dużo się dzieje i tak dalej. Ale to prawo narracji. Poza właśnie uciskami klatki piersiowej, które z tego powodu, dla którego powiedziałeś, postanowili jednak chyba nie poświęcać tych aktorów i nie zabijać ich tam, a przynajmniej nie męczyć. I cała reszta dobrze.

Jan: Bardzo możliwe. W ogóle tego nie pamiętam. Tam było tak bardzo dużo rzeczy innej natury, które uważam za dobre. To jeden z naprawdę niewielu seriali. Ja pracowałem 10 lat w kinematografii, zanim zająłem się ratownictwem. I mam taki generalny zarzut, będący przyczyną mojego odejścia z pracy w kinematografii: że tam, gdzie można by w kinematografii niewielkim kosztem edukować, to nie jest robione. Bardzo dużo jest pokazywanych bzdur. I o ile uciśnięcia klatki piersiowej rzeczywiście ciężko pokazać, to z drugiej strony dla chcącego nic trudnego i można by tam podłożyć jakiegoś fantoma i coś pewnie…

Ola: Który można ucisnąć na te 30 procent.

Jan: Darujmy im.

Ola: A co z układem rąk? Bo nas uczono, że powinna być jedna ręka całkiem sztywna, żeby można było dobrze docisnąć.

Jan: Jak najbardziej. One będą ci ułatwiać, dlatego że uciśnięcie klatki piersiowej dorosłego człowieka nie jest prostą sprawą. Jest jeszcze kwestia tego, jaka jest różnica wagowa między wami. Jeżeli będziesz uciskała osobę podobnej postury do ciebie, w tym samym przedziale wagowym… Raczej klasy wagowe w sportach są nie przez przypadek. Jeżeli twój poszkodowany pan, którego znalazłaś, waży 115-120 kg, czyli 150-170%, 200% twojej masy ciała, to w tym momencie uciśnięcie tej klaty będzie wymagało od ciebie bardzo dużego wysiłku. W większości wypadków będzie ciężko to zrobić z mięśnia. A nawet jeżeli uda się z mięśnia, to ten mięsień bardzo szybko się zmęczy. Dlatego robimy to sporo na prostych rękach i wkładamy w to masę naszego tułowia. Tak jakby uciskamy, wykonując ten ruch, którego oś obrotu jest bardziej w biodrach. No ale tego już w podcaście nie… No tak, zapraszamy na szkolenie.

Ola: Tak, ale można to sobie wyobrazić: mamy ręce wyprostowane w łokciach i naciskamy górną częścią swojego ciała na tę klatkę piersiową, tak żeby nie same ręce pracowały, tylko my.

Jan: Najprościej mówiąc, gdybyśmy mieli to komuś wytłumaczyć, tak jak dyspozytor przez telefon: proszę położyć obie ręce na środku klatki piersiowej, jedną na drugiej, wyprostować łokcie, nachylić się nad tą osobą i uciskać mocno, szybko i równo. Tempo uciśnięć, wytyczne mówią, 100-120 uciśnięć na minutę, więc zawsze wszyscy na to odpowiadają: w rytmie Bee Gees. Znowu Stayin' Alive, to pomaga.

Ola: Tak, Stayin' Alive jest…

Jan: Ale każdy utwór, który nadaje się do takiego dyskotekowego kiwania nóżką, będzie w tych 100-120, to jest taki magiczny wymiar. Dzieciakom teraz puszcza się na szkoleniach Baby Sharka, bo Baby Shark jest w tym rytmie. Mnóstwo piosenek.

Ola: Czyli naprawdę szybko to robimy, prawda?

Jan: Tak, 100-120 uciśnięć na minutę.

Piotr: Tak, szybciej, niż by się człowiekowi wydawało.

Jan: Szybko, mocno, równo i uciskamy klatkę piersiową.

1:07:05 Kiedy przestać uciskać i czy wolno ruszać poszkodowanego

Ola: Jak długo?

Jan: No właśnie, kiedy mogę przestać uciskać klatkę piersiową? Po pierwsze, gdyby przyjechał zespół ratownictwa medycznego albo inne ratownictwo. Ważne jest to, żebyście nie przerywali, kiedy słyszę syreny, że za rogiem już przyjechali. Nie. Dopiero kiedy zespół ratownictwa medycznego przejmie od nas. Może też tak być, że jak zobaczą, że robisz to nieźle, to w ogóle cię włączą do tego działania. Poproszą, bo zespoły są w tej chwili w większości dwuosobowe, więc jeżeli mieliby uciskać klatkę dokładnie tak samo jak ty, to może lepiej zajmą się robieniem rzeczy, których ty nie zrobisz. Różne prądy, rureczki, leki, wynalazki, które mamy ze sobą w karetce, a których nie mamy ze sobą w pierwszej pomocy. Natomiast uciśnięcia… Może być tak, że ratownik poprosi: przerwij na chwilę, sam sprawdzi oddech, coś skontroluje albo przejmie od ciebie, albo poprosi, żebyś uciskała dalej. Więc tu należy być na to przygotowanym. Czyli jedno to przejęcie przez kogoś, kto od nas przejmuje tego poszkodowanego. Drugi przypadek, kiedy tej osobie powrócił spontaniczny oddech. Udało się, nasze staranie przyniosło efekt. I to zazwyczaj nie będzie wyglądało w ten sposób, że ten człowiek nagle od razu, wiesz, wstryk, wstanie, zacznie gadać, śpiewać, tańczyć, stepować. Ale poczujesz zmianę oporu klatki piersiowej. Bo on próbuje nagle złapać wdech, a ty jedną trzecią klatki piersiowej mu uciskasz. W związku z tym, najprościej mówiąc, on będzie trochę z tobą wojował. Mało powiedzieć. Poczujesz zmianę. Być może będzie próbował mrugać oczami, ruszać ustami, machać rękoma jakoś lekko. To nie będą jakieś wymowne, wielkie ruchy. No ale w każdym razie zmienił się stan. Coś się wydarzyło. Człowiek zaczyna się poruszać, reagować w jakikolwiek sposób. Jeżeli masz wątpliwość, czy coś się zmieniło, możesz zawsze sprawdzić oddech ponownie. Przerwać uciśnięcia, odchylić głowę, sprawdzić. Jeżeli wrócił oddech, to na bok. Jeżeli nie ma oddechu, dalej uciskasz klatkę. Bo przez chwilę mogło się wydawać. Uciskamy tę klatkę piersiową do momentu przejęcia przez zespół [? niepewne: taniczno-medyczny], powrotu spontanicznego oddechu lub do momentu, kiedy przestało być bezpiecznie. Dla nas. Czyli? Na przykład przybiegł wściekły pies, wybuchł pożar, przybiegli agresywni ludzie. Cokolwiek sobie wyobrazisz w tej sytuacji, którą wykreowaliśmy na początku, co może być dla ciebie niebezpieczne. No i teraz pozostaje pytanie, czy ty i twoi dwaj kompani, z którymi tam jesteście, jesteście w stanie tego poszkodowanego zabrać ze sobą. Czy nie? Jeżeli tak, wyśmienicie. Zabieracie go tam, gdzie jesteście wszyscy bezpieczni, i tam kontynuujemy naszą resuscytację. Jeśli nie, najważniejsze jest bezpieczeństwo ratownika.

Ola: A w jakich sytuacjach w ogóle nie należy człowieka ruszać? Bo na przykład można pogorszyć jego stan. Przy uszkodzeniu kręgosłupa, przy jakichś krwotokach.

Jan: Nie ma takich sytuacji. Zawsze musimy działać. Tak mówię twardo: nie ma takich sytuacji. Oczywiście zaraz ktoś się przyczepi, że mogą być, ale to są marginalne rzeczy. Zazwyczaj, to, co już mówiłem wcześniej, ludzie mają ten opór, bo się boją. Co będzie, jak ja mu coś zrobię? A w większości wypadków ten ktoś nie oddycha. Jak nie oddycha, to gorzej nie będzie. W momencie, w którym położyłaś ręce na klatce piersiowej i zaczęłaś uciskać, w tym czasie jest natleniony mózg. Nawet jeżeli nie robisz wdechów, to we krwi są zgromadzone jeszcze zapasy tlenu i ten tlen jest dostarczany do mózgu, czyli per saldo ten ktoś ma krążenie, czyli żyje. Nawet jeżeli to życie jest na te 30%, to żyje. Jak nie uciskasz klatki, to nie żyje. W związku z powyższym nie ma niczego gorszego. Nie da się tu nic popsuć. Jeżeli ktoś ma masywny krwotok, a my tego masywnego krwotoku nie tamujemy, no to on się wykrwawi i też umrze. Płynna dusza z niego wypłynie i po temacie. Natomiast jeżeli są jakieś urazy kręgosłupa itd., to podstawowe pytanie: czy oddycha? Bo jeżeli ktoś spadł z drabiny i leży pozginany w jakieś chińskie zero, jak to się czasami mówi, i ty do niego wołasz: hej, co ci się stało? On mówi: no spadłem z drabiny. A możesz się ruszać? Jest w kontakcie. No to okej. Nie musisz go ruszać. To jasne. Patrzysz, oglądasz, czy gdzieś z niego się masywnie nie leje. Bo jak się z niego masywnie leje, to wtedy najważniejsze jest, żeby zatkać krwotok. Ale jeżeli jest po prostu poobijany, połamany, cokolwiek z nim się stało, ale gada, to dopóki gada, może zostać. Ale gdybyś podeszła do niego, a on nie reaguje na twoje wołanie. Czyli jest nieprzytomny, zgadza się? Zgadza się. Potrząsnęłaś go, jest nieprzytomny. Co musimy zrobić wtedy? Zadzwonić po pogotowie?

Ola: Zadzwonić po pogotowie i sprawdzić oddech.

Jan: I sprawdzić oddech. No i teraz podstawowe pytanie brzmi: czy tak jak on tam leży, jesteś w stanie sprawdzić oddech? W większości wypadków nie. Bo leży gdzieś zwinięty, wpadł głową w jakieś krzaki, wszystko jedno. I to oznacza, że musisz go przewrócić na plecy, tak czy nie? No tak. Musisz, bo musisz sprawdzić oddech, odchylając głowę do tyłu tym tak zwanym rękoczynem czoło-żuchwa, czyli po prostu tu paluchy, tam paluchy, chwyć głowę, odchylasz do tyłu. No i teraz pytanie, co z tym kręgosłupem? Urazy rdzenia kręgowego, bo tego się boimy, przecież nie kręgosłupa. Wiecie, ludzie łamią kręgosłupy i potem dalej funkcjonują. Samo pęknięcie kości jeszcze nic złego nie robi, bo to, czego się boimy, to uszkodzenie rdzenia kręgowego. I teraz się okazuje, że te urazy to są procenty lub promile, w zależności od sytuacji, od tych wszystkich zdarzeń. Więc prawdopodobieństwo, że my komuś coś zrobimy… A teraz jeszcze jedna rzecz. Jak powiedzieliśmy na początku, głowę się tak łatwo nie urywa. W związku z powyższym, jeżeli ten ktoś w wyniku tego upadku uszkodził już sobie rdzeń kręgowy, to teraz są dwa scenariusze. Albo się udusi i umrze, albo damy mu szansę na to, że zajmie się nim ortopeda, neurolog, neurochirurg. Może się uda, może się nie uda, ale to nie jest twoja wina. Chyba że go zrzuciłaś z tej drabiny, to wtedy wiadomo. Nie rozpatrujemy tego scenariusza. Ja w ogóle nigdy nie rozpatruję scenariuszy, w których ktoś zrobił coś z założenia źle. Bo jeżeli ktoś ma złą intencję, jeżeli ktoś wziął młotek i bije kogoś po głowie, to tego się nie da uzasadnić. Natomiast jeżeli mieliśmy dobrą intencję, naszą intencją jest temu komuś pomóc, no i on spadł z drabiny, i co będzie, jak ja coś zrobię? Prawdopodobieństwo, że ty swoim rękoczynem, swoim przewracaniem zrobisz coś jeszcze bardziej złego niż to, co już stało się w wyniku tego urazu, jest nieporównywalnie mniejsze niż to, że jeżeli on nie oddycha, to umrze.

1:14:07 Uciskanie kobiet i przez ubranie

Ola: To ja jeszcze wrócę do tego, co zaznaczyłeś wcześniej. To znaczy do odsłonięcia klatki piersiowej. Jaki jest z tym problem? Bo podejrzewam, że jeżeli jest to mężczyzna, to jest okej. Natomiast jeżeli to jest kobieta, to co się wówczas dzieje?

Jan: Ola, mam dla ciebie złą wiadomość. Badania pokazują, że masz o 30% (choć ostatnio pojawiły się nowe, które mówią, że jest to tylko 16%, ale to nie zmienia faktu; ja lubię te stare, za 30%) niższe szanse na uzyskanie pomocy w przypadku zatrzymania krążenia w przestrzeni publicznej. Z tego, że jesteś kobietą i masz piersi na klatce piersiowej.

Ola: To jest, jak wiadomo, wyjątkowe u kobiet.

Jan: Prawda. Powiem wam tak. Parę lat temu jedna z firm działających w Polsce, zajmująca się dystrybucją sprzętu, szkoleniami i tak dalej, we współpracy z Szybką Koleją Miejską w Warszawie zrobiła spot reklamowy na ten temat. On leciał w środkach komunikacji w Warszawie i tam nawet nie było żadnego pokazywania rzeczy, tylko była opowieść o tym i namawianie do tego, że kobieta też człowiek i należy jej pomagać. Ja zawsze mówię ludziom na szkoleniach: niech ona cię pozwie, że ją dotykałeś. To znaczy, że przeżyła. Uratowałeś życie. To jest cud. I okazuje się, że w tym bardzo dobrze zrobionym filmie, możecie go znaleźć, obejrzeć, w którym nie było żadnej nagości, żadnych nieprzyzwoitych rzeczy, była po prostu opowieść o tym, że badania pokazują, że kobieta ma o 30% niższe szanse i że po prostu nie należy się tego bać. Odsłonić tę klatkę piersiową, żeby uciskać w dobrym miejscu, bo to ważne.

Ola: Czyli innymi słowy zdjąć biustonosz, rozerwać go, tak?

Jan: Tak. Spot został zdjęty przed czasem ze środków komunikacji, bo były protesty, że namawia się do tego, żeby robić rzeczy bezecne. Dowiedziałem się tego niedawno od jednego z moich studentów i powiem szczerze… To jest grube. Spadła mi czapka i do dziś tam leży. Z mojej perspektywy to jest kuriozalne. Teraz, żeby sobie wyjaśnić: czy da się uciskać klatkę piersiową przez odzież? Jeżeli znajdziesz to miejsce, to się da. My siedzimy teraz z Piotrem w T-shirtach, cienkich. W związku z tym bez problemu bylibyście w stanie znaleźć u mnie ten mostek i wykonywać uciśnięcia, pewnie bez podwijania tej koszulki. Ona się będzie ślizgać, ta ręka po tej koszulce, więc to będzie trochę zabierało jakości. Natomiast jeżeli ta osoba jest ubrana grubiej, ma kurtkę, jakiś motocyklista w te grube, ochronne ubrania, a teraz zima, chodzimy zakapturzeni w piętnaście palt, to nie da się przez to uciskać. [? niepewne: To już skądś amortyzowało], nie znajdziesz tego mostka. Natomiast zdecydowana większość pań (nie jakaś oficjalna statystyka, ale myślę, że zdecydowana większość) nosi staniki, [? niepewne: już to noszę, zgadza się?], które mają elementy konstrukcyjne dokładnie w dolnej połowie mostka, na środku klatki piersiowej. Tam są jakieś elementy, fiszbiny, druty, zapięcia, wszystko jedno. Co się będzie z nimi działo, jak zaczniesz je uciskać? Będą ci się wbijały w rękę, będą obniżały jakość, będą powodowały, że się będzie ślizgało. I jeszcze co się może przydarzyć: jak ten element, na przykład drut, postanowi się wyrwać i pokaleczyć (żeby była jasność, nie przebijesz tym drutem klatki piersiowej na wylot, nie zabijesz tej osoby), wyobraź sobie sytuację, w której w stresującej sytuacji uciskasz klatkę piersiową, w wyniku tego ten drut się uwolnił, podrapał skórę, podnosisz rękę, patrzysz, tam jest kropla krwi (bo to będzie kropla, ale krew), to człowiek pomyśli: zabiłem. Pomijając fakt, że ona już nie żyła wcześniej, żyła dopóki była uciskana, rozumiesz? Jest bardzo dużo problemów, a to jest kwestia taka, że trzeba wsadzić łapę i nie chodzi o to, że tę panią trzeba całą rozebrać, tylko musimy widzieć dolną połowę mostka, musimy widzieć środek klatki piersiowej. Zazwyczaj wystarczy włożyć rękę i przerzucić ten biustonosz kawałek do góry. Oczywiście ta sytuacja będzie różna, jeżeli pani będzie miała bardzo wydatny biust, będzie miała bardzo dobrze dobrany biustonosz. Czasami być może będzie się nadawał tylko do rozcięcia i tak dalej. No ale ta odzież nie powinna tam być, bo będzie nam utrudniała wykonywanie wysokiej jakości uciśnięć klatki piersiowej.

1:18:23 Wdechy ratownicze i uciskanie samymi rękami

Ola: To ja jeszcze chcę tutaj nawiązać do tego, co dopiero zaznaczyłeś, czyli do usta-usta. To jest ta część, której chyba najbardziej się boimy. Jeżeli przeszliśmy kursy pierwszej pomocy, to boimy się, że dojdzie do tego, że trzeba będzie to usta-usta wykonać, a to choroby, a to niehigieniczne, a to ktoś pijany, i to jest to, czego chcielibyśmy uniknąć. Jak to jest z tym usta-usta? Kiedy musimy je wykonać, a kiedy nie?

Jan: Dwie rzeczy. Pierwsza taka wymijająca, ale celująca w twoje pytanie. Zachęcam wszystkich w kategoriach myślenia o pierwszej pomocy do niemyślenia o jakimś nieznanym, obcym, kimś, gdzieś i tak dalej. Być może będziecie komuś takiemu udzielać pomocy, być może komuś udzielaliście, ja nie mówię, że takich sytuacji nie ma. Natomiast jeżeli myślicie o pierwszej pomocy, to myślcie w kategoriach, że będziecie jej udzielać komuś, kogo znacie, kogo kochacie, kogo lubicie, z kim spędzacie dużo czasu, kto jest tu i teraz, obok was, i to jest taki ktoś. I wobec takiego kogoś argument, że coś jest brzydkie, obrzydliwe, zupełnie inaczej się układa. To tak na wstępie. Bo zawsze wszyscy budują sobie w głowie ten scenariusz, że to będzie właśnie ten przysłowiowy człowiek bezdomny, cały schorowany, we krwi i w ogóle jakieś straszne rzeczy. A wyobraź sobie, że to jest ktoś, kogo codziennie widzisz i kogo kochasz najbardziej, komu będziesz chciała naprawdę pomóc. Tak o tym myślę. To na pierwszym. [? niepewne: Ogień. Grubą chochlą.] Ale druga sprawa, taka bardziej naukowa. Wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji aktualnie (to się pojawiło w poprzednich wytycznych w COVID-zie, ale teraz zostało podtrzymane) dopuszczają, jeżeli nie chcesz, nie możesz, nie umiesz, brzydzisz się, nie miałaś tego wystarczająco dobrze przećwiczone, odstąpienie od udzielania wdechów i zachęcają do tego, żeby po prostu uciskać klatkę piersiową. I my na to mówimy: tak. Uciśnięcia wszyscy robimy tak samo, tak jak sobie powiedzieliśmy. Więcej, a propos takich naukowych rzeczy: w tych najnowszych wytycznych powiedziane zostało w części dotyczącej zaawansowanej medycyny, że zaleca się, jeśli to możliwe, wykonywać ręczne uciśnięcia klatki piersiowej zamiast mechanicznych. Bo kojarzycie, że są takie urządzenia, które od paru lat zastępują człowieka w uciśnięciach klatki piersiowej. One są super w momencie, kiedy musimy kogoś, kto jest w zatrzymaniu krążenia, ewakuować, bo prawie nie sposób kogoś uciskać i jednocześnie na przykład nosić na noszach, zabierać liną pod helikopter albo robić inne rzeczy. A maszyna to potrafi, zapinamy kogoś w tę maszynę, ona go uciska, więc w tych warunkach one są rzeczywiście niezastąpione. Natomiast najnowsze wytyczne powiedziały: jeżeli masz możliwość robić to ręcznie, a nie maszynowo, to rób ręcznie, bo okazuje się, że nasza efektywność jest lepsza niż tych maszyn, pod wieloma względami. Wdechy są trudne. Bardzo wielu zawodowych ratowników, nawet takich, którzy jeżdżą w pogotowiu 25 czy 30 lat, jak ich zapytasz, to powiedzą ci, że nigdy w życiu nie robili usta-usta. Mimo że robili sztuczną wentylację, zastępczą wentylację, dziesiątki tysięcy razy. Tylko że my mamy rureczki, maseczki, woreczki, mnóstwo różnych gadżecików, które pozwalają robić to lepiej, bezpieczniej, skuteczniej niż w przypadku mechanizmu usta-usta. Jeżeli chodzi o zawodowców, jedynymi, których spotkacie, którzy to robią w miarę regularnie, są ratownicy wodni, no bo w tej wodzie to się będzie pojawiało. I teraz, jeżeli po szkoleniu nie czujesz się z tym pewnie albo z jakiegokolwiek powodu byłoby to dla ciebie niebezpieczne, uciskaj po prostu klatkę. To mówią w tej chwili wytyczne. Amerykanie w swoich wytycznych (tam jest inna organizacja, AHA, która wprowadza te wytyczne w Ameryce Północnej) mają chyba już z 10, a może i z 15 lat taką slangowo nazywaną No Kissing, Hands-Only CPR. Nie buziaczkujemy, tylko uciskamy klatę. Bo oni kiedyś dawno temu zbadali, że najbardziej ludzie się boją tego, że będą musieli dotykać swoją buzią obcego, i uznali, że jest dużo bardziej wartościowe, żeby wszyscy uciskali klatę, niż żeby ktoś bał się coś zrobić tylko z powodu tego, że będzie potencjalnie musiał robić te wdechy.

Ola: To powiedzmy, że jest sytuacja, że czuję, że mogę, pamiętam, jak to robić. To jak powinnam to przeplatać z uciśnięciami klatki piersiowej?

Jan: 30 na 2 u dorosłego, czyli 30 uciśnięć, 2 wdechy, i ważne: próby wdechów. Jak powiedzieliśmy, wdechy są trudne, mogą nie udawać się nam z różnych przyczyn. Może to powietrze pójść bokiem, mogą być niedostatecznie udrożnione drogi oddechowe, a może są po prostu zupełnie zablokowane i to jest na przykład przyczyna zatrzymania krążenia. Więc dwa razy próbujesz wprowadzić to powietrze. Po czym poznasz, że ci się udało? Unosi się klatka piersiowa. Jeśli się uniosła klatka piersiowa, super. Jeśli się nie uniosła mimo dwóch prób, no to podejmujesz dalej uciśnięcia klatki piersiowej i za chwilę, po 30 uciśnięciach, 20 parę sekund, będziesz próbować ponownie. Należy pamiętać też, że człowiek to nie balon, więc to nie jest tak, że jak chcesz tego kogoś wentylować, to robisz… Potrzebujemy tyle powietrza, ile mamy, tak o. U dorosłego człowieka to będzie około pół litra, a im mniejszy nasz poszkodowany, tym stosownie mniej. U maluszków, niemowlaków, to jest dosłownie 50 mililitrów. To jest w zasadzie to, co masz zgromadzone w jednym policzku. Więc nie próbujemy tego kogoś nadmuchać niczym balon, tylko po prostu wprowadzić troszeczkę tego powietrza takim normalnym, spokojnym wydechem.

1:24:49 Masywne krwotoki i obowiązek szkolenia

Piotr: A ja bym chciał teraz skoczyć chwilę w stronę tego, o czym już mówiliśmy, czyli te masywne krwotoki, bo to jest nieoczywisty dla mnie temat. Ludzie stosunkowo łatwo się zalewają krwią. To znaczy [? niepewne: bez przesady jestem zalewaniem], ale mamy takie miejsca, które są na tyle ukrwione, że chociażby przewracając się czy coś, coś sobie rozetniemy, ta krew leci, no to zawsze robi wrażenie, no bo krew to jest taka rzecz, na którą jesteśmy ewolucyjnie wysterowani, żebyśmy ostro reagowali. Są takie miejsca jak łuki brwiowe, skóra głowy, które krwawią po prostu, wygląda to jak, przepraszam za określenie, zarzynane prosię, znaczy leci tej krwi dużo. Wygląda to strasznie, przyznam szczerze, zwłaszcza jeżeli komuś ta krew jeszcze twarz zalewa przy takim klasycznym rozcięciu łuku brwiowego. Nie wiem, biegnie dziecko, wyrżnie [? niepewne: ubem w drebinki] i zalewa się krwią. Czy to jest masywny krwotok, kiedy jest ten masywny krwotok, po czym to rozpoznać, czy się tym przejmować, jakie to jest zagrożenie?

Jan: Tu są różne sposoby uczenia tego. Jeden taki, który się zupełnie nie nadaje do publikacji, to taki, że jak patrzysz na coś i myślisz sobie: o, to możesz podejrzewać, że to jest masywny krwotok. Trochę żartem, a trochę rzeczywiście tak jest. Słuchajcie, kwestia z perspektywy naukowej to oczywiście kwestia objętości. Mamy 5 do 6 litrów krwi, dorośli ludzie. Wiemy o tym, że do pół litra możemy oddać. Jak oddajemy krew, to jest do pół litra maksymalnie. Czyli wiemy o tym, że jeżeli ktoś te przysłowiowe 10% (tak sobie to uprośćmy) w takim spokojnym trybie tej krwi odda, to dla organizmu nie jest to szok, który robi krzywdę. Natomiast jeżeli to przekraczamy, czyli ta krew wychodzi bardzo szybko oraz wychodzi jej bardzo dużo, czyli jest więcej niż to pół litra, czy jest to 700 mililitrów, czy litr, czy półtora, to wchodzimy w sytuację, w której jest stan bardzo gwałtownego zagrożenia życia. I teraz kilka rzeczy. Masywny krwotok, dlatego tak o tym mówimy, podkreślamy, bo to jest szybka i masywna, jeżeli chodzi o ilość, utrata krwi krążącej. Amerykanie robili takie badania podczas wojny albo w Iraku, albo w Afganistanie, nie pamiętam. Na 1800 przypadków przeanalizowanych u żołnierzy, od momentu, kiedy wystąpił mechanizm, który powodował masywny krwotok, w ciągu 44 sekund średnio dochodziło do utraty przytomności. 44 sekund. Tak.

Ola: To niewiele jest czasu na reakcję.

Jan: Niewiele jest czasu na reakcję. Ja przy okazji szkoleń pokazuję czasami różne takie materiały pomocnicze, filmiki ściągnięte z netu. Można zobaczyć dość dużo sytuacji, w których w wyniku dźgnięcia nożem czy postrzału następuje ten wypływ krwi tak dynamiczny, że ktoś traci przytomność w ciągu 5, 6, 7 sekund. Więc te sytuacje mogą być niezwykle dynamiczne. Ale są też takie sytuacje. Jest taki film ciekawy, pokazujący bardzo dużo w ramach serii o różnych niebezpiecznych wypadkach i ratowaniach z National Geographic. Nie pamiętam teraz, Extreme Rescue to się nazywało. I tam jest taki odcinek o trzech rowerzystach, którzy na jakiejś wyspie, która jest francuska, nie wiem, czy to jest Polinezja Francuska, nie pamiętam, ale gdzieś na środku jakiegoś oceanu jakaś kolonia francuska. No i tam oni uprawiają jakąś formę ekstremalnego mountain bikingu, jeden z nich się przewraca i przelatując przez kierownicę, własną sztycą rozcina sobie tętnicę w pachwinie, tak zwanym miejscu przejściowym, takim najtrudniejszym miejscu. No i tam jest cały ten film, bo oni mają wszyscy kamery na sobie. Więc jest cały materiał po kolei, jak on tam walczy, jak koledzy mu pomagają. No bardzo ciekawe, bo tam ponad godzinę zajmuje, on jest cały czas przytomny, ponad godzinę zajmuje dostarczenie go do miejsca. Nie pamiętam, ale 40 parę minut jest na miejscu, zanim przylatuje śmigłowiec. To też przez przypadek ten śmigłowiec tam jest, to jest w ogóle bardzo ciekawa historia, polecam obejrzeć. Natomiast to, co tam się dzieje, następuje bardzo szybko: ten chłop sam sobie wsadza paluchy w tę dziurę i zaczyna to uciskać, a za chwilę przychodzi mu kolega w sukurs i kolanem uciska te jego łapy. Później, jak się pojawiają strażacy, to przez cały czas jeden z tych strażaków po prostu całym ciężarem swojego ciała wbija pięść z opatrunkiem w to miejsce. Masywny krwotok to jest taki projekt, w którym ta krew po prostu znika i my musimy zastosować tak samo hardkorowe metody, czyli bardzo silny ucisk bezpośredni w to miejsce krwawienia. Często na szkoleniach właśnie zmuszamy kursantów do tego, żeby sprawdzili, zobaczyli przynajmniej, na kimś z nas, że to rzeczywiście wymaga uciśnięcia kolanem, wymaga włożenia w to całej masy swojego ciała, niezwykłej siły, żeby ten masywny krwotok spowolnić lub zatrzymać. Żeby był masywny krwotok, znowu jest jakaś gwiazdeczka, ale na potrzeby pierwszopomocowe mówimy, że musi w tym projekcie brać udział duża tętnica. Takie tętnice, które mamy, to są tętnice udowe, tętnice ramienne, tętnice szyjne.

Piotr: Tętnice szyjne się źle uciska kolanem.

Jan: Tętnice szyjne bardzo źle się uciska kolanem. To są bardzo trudne do założenia opatrunki. Natomiast na to są sposoby. Daje się to zrobić w taki sposób, żeby to przystopować. Właśnie nie należy się bać. No tylko czym to zrobić, jeżeli nie można ucisnąć kolanem? Tu jest taki problem z niepokazywaniem tego.

Piotr: Zapraszamy na szkolenie.

Jan: Ostatnio chodził po internecie taki film, gdzie ktoś pokazywał, że można to zrobić, zakręcając komuś opaskę na szyi. Taką zaciskową, czyli tak zwaną staza taktyczną. Bardzo nieśmieszną. Miałem okazję zobaczyć zdjęcie, jak wyglądała skutecznie zaciśnięta na wojnie w Ukrainie żołnierzowi taka opaska. I to dość nieprzyjemny jest widok. I podobno takich przypadków było ileś odnotowanych. Nie chcę [? niepewne: zabrzmieć kogoś], ale z drugiej strony rozumiem, że jeżeli ktoś ci bliski jest w panice i ty jesteś też w panice, dostał poważny uraz głowy itd. Więc nie chciałbym, żeby to zabrzmiało w jakikolwiek sposób, że kogoś oceniam czy krytykuję. Natomiast są opisane takie przypadki, gdzie ktoś w błędzie coś takiego zrobił. Więc bardzo trzeba być z tym ostrożnym. Da się zrobić opatrunek na tętnicy szyjnej. Trzeba zrobić to w ten sposób, żeby zastosować ten ucisk z tej strony, w której ten krwotok wystąpił, a ten opatrunek zaprzeć z drugiej strony tak, żeby druga tętnica, która pozostała, oraz drogi oddechowe były drożne. I to się najprościej robi w ten sposób, że ten opatrunek obwiązuje się pod pachę.

Piotr: I tu gwiazdka.

Jan: Ja coś tu w międzyczasie Piotrowi i Oli pokazałem. Więc kochani, da się z tego doszkolić. Pewnie da się zobaczyć jakieś filmy z tego, ale to jest taka rzecz: znajdźcie sobie szkolenie. Mówiliśmy o tym, to chyba jest dobry moment, żeby o tym powiedzieć. Człowieki w Polsce mają obowiązek udzielania pierwszej pomocy. I człowieki w Polsce żyją w błędnym przekonaniu, że jak nie umieją, to im wolno nie udzielać.

Ola: A nie wolno.

Jan: Wszyscy umieją. Ludzi, którzy nie umieją z perspektywy prawa, jest bardzo mało. To znaczy, jeżeli masz prawo jazdy, jeżeli masz jakiekolwiek uprawnienia, jeżeli skończyłeś studia wyższe, jeżeli w odpowiednim okresie byłeś… To, że myśmy mieli zajęcia z PO i to było 350 lat temu i wtedy opowiadało się jakieś inne głupoty, strasznie skomplikowane. Mój PO-wiec, pan Borewicz, opowiadał, że jakieś palce gdzieś przyłożyć, coś tam zrobić itd. I nie, że ja mam do niego żal, tylko wtedy takie były wytyczne. To wszystko było po prostu skomplikowane. Europejska Rada Resuscytacji, to, o czym mówimy, skupia się na tym, żeby to było jak najprostsze. Dlatego my dzisiaj już nie opowiadamy ludziom o trzech palcach, dwóch palcach, siedmiu palcach, tylko mówimy: połóż łapę na środku klatki piersiowej i ciśnij. Jeżeli nie umiesz udzielać pierwszej pomocy, to wiedz o tym, że najprawdopodobniej na papierze umiesz. Na 99% masz jakiś dokument i przed sądem, jak będziesz potem próbować mówić, że nie pomagałeś, bo nie umiesz, to sąd ci to wyciągnie. Prawo jazdy jest? To jest najczęstszy, najprostszy sposób u dorosłego człowieka. Jest prawo jazdy? Jest. Do widzenia. Jest zatrudnienie na umowę o pracę? Jest. Okej. No to są szkolenia. I to nieważne, że w rozporządzeniu wystarczy, że raz na pięć lat będziesz mieć [? niepewne: trzydzieści pięciu zajęć] z pierwszej pomocy, i to w rozumieniu naszego ustawodawcy, co samo w sobie jest kuriozalne, ale nieważne, nie o tym dzisiaj, zaspokaja tę potrzebę. Ponieważ nie jest to usankcjonowane, nigdzie nie jest napisane, ile musisz tego zrobić, to się przyjmuje, że skoro masz taką kompetencję, to ją masz. Więc, drodzy państwo, kochani, wszyscy, warto się szkolić. W dzisiejszych czasach szkolenia z pierwszej pomocy to już nie są nudne pogadanki, tylko fajne, interaktywne rzeczy. Mam nadzieję, że zdecydowana większość osób szkolących wykorzystuje nowoczesny sprzęt, fajne, dynamiczne techniki. Fantomy, trenażery, różne patenty, różne sztuczki. Wychodzimy z siebie i stajemy obok, żeby to było fajne, atrakcyjne. Ja zawsze na szkoleniach z pierwszej pomocy zaczynam od tego, że mówię ludziom, że ja to robię egoistycznie. Bo ja chcę, żeby cały świat umiał udzielać pierwszej pomocy, bo mnie kiedyś szlag trafi i ja będę chciał, żeby naokoło byli ludzie, których nauczyłem. Albo ktoś inny nauczył.

Piotr: Ja tylko powiem, że potwierdzam, byłem parę miesięcy temu. Wiesz co, powiem to tak: to jest dobra zabawa, poza wszystkim, z czego się uczysz. To jest emocjonujące, ciekawe i satysfakcjonujące.

Jan: Ale to dziękuję.

Piotr: Tak, bo u ciebie byłem.

Jan: Miło słyszeć, ale znam kilkadziesiąt, kilkaset osób, które dokładnie tak samo zrobią to szkolenie. I liczę, mam nadzieję, że całe nasze środowisko ludzi szkolących zmierza w tę stronę, profesjonalizuje się. Więc kochani, przeszkólcie się dla siebie. Każdy sam dla siebie. Tak, żebym ja umiał, bo wtedy jeżeli ja umiem i naokoło wszyscy umieją, to jak ktoś z nas będzie potrzebował, to sobie pomożemy. Wracając do masywnych krwotoków, dlatego wspomniałem teraz w tym momencie o tych szkoleniach, bo możemy sobie tu w warunkach podcastowych opowiadać, ale to jest takie coś, co po prostu trzeba przećwiczyć. Ja wam teraz ani nie pokażę przez radio, drodzy słuchacze, jak tę szyję opanować, ale też możemy sobie opowiedzieć o tym, że jeżeli ktoś ma, tak jak ten Francuz z tego filmiku, o którym mówiłem, ziejącą ranę, z której się wylewa krew, to trzeba po prostu wsadzić paluch do środka, a najlepiej jakiś opatrunek. Ten opatrunek może być improwizowany. To nie musi być jałowa gaza. Jeżeli akurat nie masz apteczki przy sobie, to może być bandamka, koszulka, skarpetka, cokolwiek. Chodzi o to, żeby krew miała na czym krzepnąć. Po prostu tkaniny różnego rodzaju są do tego najlepsze.

Ola: [? niepewne: I co? Pyszać ile w lesie?]

Jan: Wkładam paluch w taką dziurę i sprawiając nieprawdopodobny ból temu komuś, on będzie krzyczał w niebogłosy. Być może nawet z tego bólu straci przytomność. Ale ty wsadzasz paluch, znajdujesz tę dziurę, tak jak z dziurawą rurą. Przykładam palec tam, gdzie się wylewa woda. To tak samo tu. Przykładam ten paluch tam do środka. No i żeby wspomóc krzepnięcie tego, trzeba będzie to poobkładać, więc można upychać, można pakować różne rzeczy. I teraz na szkoleniach w dzisiejszych czasach używa się (a są też szkolenia dedykowane w ogóle radzeniu sobie z masywnymi krwotokami) trenażerów, z których się wylewa, całych nóg. Można sobie pozakładać na siebie opaski zaciskowe, czyli te rzeczy, które pozwalają nam taką ostateczną bronią, jeżeli ten nasz ucisk bezpośredni nie zadziała. Więc ciężko bardziej o tych masywnych krwotokach. Jedyne, co mogę powiedzieć, Piotr, wyszedłeś od tego pytania o skaleczeniu głowy. Skaleczenie głowy to jest taka rzecz, która rzeczywiście bardzo często wygląda niepokojąco, ale dlatego ja zacząłem o tych ilościach krwi. Z tego skaleczonego łuku brwiowego wypłynie 100 mililitrów? 50? 150?

Piotr: No i wygląda strasznie.

Jan: No dobrze, ale jeżeli ja mam teraz tu przed sobą takie czerwone picie, zostało go dokładnie 150 mililitrów, jakiś tutaj napój owocowy, i widzicie, że jest [? niepewne: namierte] 150 mililitrów. Jak ja bym teraz to wylał tutaj na stół, to będzie plama na pół stołu. I byście byli bardzo nieszczęśliwi, że zrobiłem wam plamę. Jakbyśmy to nalali na sprzęt, to by się popsuło. A to jest tylko 150 mililitrów. Więc jeżeli teraz coś takiego się rozleje po twarzy…

Piotr: Ten twój bidon ma pojemność 750? Nie, tu masz 450. Czyli to jest tyle, ile można oddać krwi bezpiecznie.

Jan: To jest mój bidon na szkolenia, na nim pokazuję te objętości.

Piotr: I to jest bardzo dużo. To znaczy, jak sobie weźmiemy…

Jan: Jak sobie wyobrazicie teraz, jeżeli weźmiecie jakiś napój i sobie wylejecie 50 czy 100 mililitrów na buzię, to ta buzia cała będzie mokra. Więc to będzie ten efekt z krwią.

Piotr: A jeszcze krew jest gęstsza i bardziej lepka niż woda.

Jan: Robi spektakularne rzeczy. Mam taki film, który pokazuję na szkoleniach, z jakiejś walki MMA, gdzie dwie panie… Trwa walka MMA, jedna pani uderza drugą łokciem w czoło i następuje pęknięcie wielkości naprawdę palca. I ona cała zalewa się krwią. Ta walka jest przerwana. I to nie dlatego, że ktoś się martwi tym krwotokiem, tylko dlatego, że w sportach walki, jeżeli coś zakłóca widzenie zawodnika, to on nie może się bronić. Jak się nie może bronić, no to trzeba to przerwać. I moment, w którym podchodzi ten lekarz i przeciera to… I ona ma tę suchą ranę. Jest dziura wielkości palca. Widać tam pod spodem mięcho, tak zwane, na środku czoła. Ale tam nie ma już tej krwi. Ta krew przestała lecieć. To samo jest z tymi wszystkimi rozcięciami czoła. Przyłożyłeś jakąś serwetkę, gazę czy coś. Dość szybko to przestaje lecieć. Mówi to gość, który ma trzy takie blizny na czole. Zawsze wyglądało to nieprawdopodobnie, a potem się kończy paroma szwami i jest to maleńka sprawa. To wygląda spektakularnie, bo jest bardzo dużo naczyń na naszej głowie, ale są wszystkie malusieńkie. Trzeba pamiętać, że wszystkie nasze naczynia naturalnie, kiedy się przerwą, mają tendencję do zamykania się. Jak są malusieńkie, to im to łatwo zrobić. Jeżeli twoja tętnica udowa, która jest wielkości mniej więcej twojego palca wskazującego, się rozerwie, sama ta krew płynie z takim ciśnieniem, że nawet jeżeli próbuje krzepnąć, to sama wypłukuje te swoje skrzepy. Stąd masywny krwotok wystąpi tylko i wyłącznie tam, gdzie bierze udział duże naczynie. Tak najprościej mówiąc. A po więcej szczegółów idźcie na fajne szkolenie. Polecam.

1:40:43 Defibrylator AED

Ola: To ja bym wróciła do tego mojego człowieka leżącego gdzieś tam, ale powiedzmy, że on leży w pobliżu defibrylatora. To może się zdarzyć, nie wiem, w metrze warszawskim czy w jakichś biurowcach są dostępne te urządzenia.

Piotr: Często w jakichś urzędach.

Ola: I czym różni się takie udzielanie pierwszej pomocy, pomocą tego defibrylatora, od takiego samodzielnego udzielania? Jak to przebiega? Czy, właśnie znowu zadam to pytanie, czy powinnam się bać udzielić pomocy z defibrylatorem?

Piotr: Może coś się zepsuje albo ją prąd porazi.

Jan: Nie, nie. Jakkolwiek ostatnio mi ktoś powiedział, że pojawiły się podobno w sprzedaży jakieś (i przepraszam, bo ja wiem, że wszystko jest produkowane w Chinach, więc nie chcę nikogo znowu obrażać) chińskie defibrylatory, które podobno rzekomo mają jakąś certyfikację, a nie mają jej. Tylko zaznaczam, że coś takiego usłyszałem. Nie wiem, nie widziałem. Natomiast wszystkie produkty, które znamy, które są dostępne, które są certyfikowane i tak dalej, defibrylatory, zautomatyzowany defibrylator zewnętrzny AED jest w 100% bezpieczny. Nie jesteś w stanie nim zrobić krzywdy, ani osobie, której pomagasz, ani sobie. Ten defibrylator nie jest w stanie, bo on podaje impuls elektryczny. Po prostu. Nasze serce jest urządzeniem elektrycznym. Jeżeli nasze serce się zatrzymuje, to zazwyczaj, przynajmniej w tej początkowej fazie pierwszopomocowej, w większości wypadków nie zatrzymuje się w takim trybie, że stoi, tylko zatrzymuje się w jakimś trybie, że zwariowało. Czyli zamiast pracować tak, jak to znamy: pach, pach, pach, pach, pach, to [? niepewne: przedsiątki komory, przedsiątki komory], zaczyna pracować w jakimś zwariowanym rytmie, bababababa, tam sobie migocze, szaleje i tak dalej. Każde zawieszone urządzenie elektryczne wymaga resetu. Czyli nie pompuje wtedy efektywnie. Oczywiście, nie działa wtedy jako pompa, jest elektryka tego serca zawieszona i w związku z tym ten zautomatyzowany defibrylator zewnętrzny jest takim zewnętrznym guzikiem reset, który po prostu przepuszcza silny, krótki impuls elektryczny przez to serce, wybija je z tego złego samopoczucia, a my, uciskając klatkę piersiową, przypominamy mu, co miało robić, i ta czynność elektryczna powraca do prawidłowej, najprościej mówiąc. Taki jest mechanizm działania. Te defibrylatory nie są w stanie się pomylić, jeżeli chodzi o te rytmy. Serce człowieka zatrzymuje się w czterech rytmach. Dwa z nich są defibrylacyjne, dwa nie. Gdybyśmy mieli możliwość wizji i kawałek kartki tu, to byśmy teraz mogli wszystkich słuchaczy nauczyć, bo te rytmy są trywialnie proste. Kardiologia jest bardzo skomplikowaną dziedziną, czytanie EKG to mnóstwo niuansów, różnych rzeczy, ale te rytmy, które się defibryluje, są bardzo proste. Więc potrafią to medycy, potrafią to ratownicy, potrafią to studenci ratownictwa medycznego. To jest pierwsza, bardziej zaawansowana rzecz, której się nauczą. Potrafią to też te urządzenia, skomplikowane, drogie urządzenia elektroniczne, bardzo zaawansowane, których jedynym zadaniem jest rozpoznanie tych dwóch mechanizmów. Jeżeli jest cokolwiek innego, on po prostu nie podaje prądu. I tyle.

Piotr: Jednocześnie instruuje głosowo. Właśnie. [? niepewne: Mim] powiedziałeś, że bardzo skomplikowane urządzenie, tym niemniej interfejs jest idiotoodporny.

Jan: Interfejs jest absolutnie przeciwnością tego wszystkiego, co mieszka w środku. Masz jeden guzik, który go włącza. Czasami jest to jakaś wajcha, klapka, która to otwiera i tak dalej. I drugi guzik, który służy do podania wyładowania. Urządzenia gadają głośno, wyraźnie, wydają proste komendy. Dopóki nie zrealizujesz pierwszej komendy, on jak zacięta płyta będzie powtarzał. Czyli jeżeli powie: zdejmij odzież z klatki, wezwij pomoc najpierw, o tym, zdejmij odzież z klatki piersiowej poszkodowanego, a następnie przyklej białe, czy szare, czy jakie tam będzie miał, elektrody samoprzylepne, zgodnie z tym, jak pokazano na rysunku. Rysunki są na elektrodach, rysunki są na urządzeniu, na jego opakowaniu i tak dalej, i tak dalej. Przyklejamy te elektrody, tak jak on pokazuje. W momencie, w którym one się przykleją, w tym samym momencie on powie: nie dotykaj pacjenta, trwa analiza, bo wykrył czynność elektryczną i sprawdzi, jaka jest ta czynność elektryczna. I to jest jedyny moment, kiedy to on jest kierownikiem. Czyli on wtedy mówi: nie dotykaj pacjenta, my zabieramy rączki, dajmy mu szansę na analizę. I on może powiedzieć: defibrylacja zalecana, defibrylacja niezalecana. Jeśli zalecana, to za chwilę wyda odgłosy, zwróci na to uwagę, zacznie hałasować, pikać, dzwonić, różne te urządzenia, ale wniosek jest jasny i miga wam pomarańczowy przycisk. Jest powiedziane: teraz naciśnij przycisk wyładowania. Naciskasz przycisk wyładowania i niezwłocznie po tym wracasz do uciśnięć klatki piersiowej.

Piotr: O czym on ci też mówi.

Jan: O czym on też powie, ale większość defibrylatorów ma taki okres, powiedzmy, 10-15 sekund, 5 sekund, zanim wyda to polecenie po wyładowaniu. A my pokazujemy ludziom na szkoleniach, że jak tylko jest po wyładowaniu, to od razu zaczynamy jak najszybciej uciśnięcia klatki piersiowej. Po prostu. Jeżeli on powie: wyładowanie niezalecane, to ty dalej robisz swoje. Uciskasz klatkę, sprawdzasz oddech, robisz inne rzeczy, bo on nie wie, czy ten człowiek oddycha. On nie wie, czy ten człowiek oddycha, bo może być tak, że elektrody są naklejone na człowieku, który jest oddychający. Twój poszkodowany: przynieśliście do niego defibrylator, ty uciskałaś klatkę piersiową, jedna z tych dwóch osób, które z tobą zostały, nakleiła te elektrody, ty nie przerywałaś uciśnięć klatki piersiowej, bo poradziliście sobie z tym. W momencie, kiedy urządzenie powiedziało: nie dotykaj pacjenta, trwa analiza, zabrałaś ręce z klatki piersiowej, za chwilę zrobiliście wyładowanie, powiedzmy, że uciskałaś dalej, ponownie była za dwie minuty kolejna analiza, ponownie było wyładowanie i za chwilę patrzysz, a tam zaczyna wracać ten człowiek, coś się zaczyna dziać, coś się zmienia. Przy kolejnej analizie już nie uciskasz klatki piersiowej, bo twój poszkodowany oddycha. Urządzenie powie: nie dotykaj pacjenta, trwa analiza, ty się tym w ogóle nie przejmujesz, bo on już oddycha. Ale jeżeli nawet powie, to powie: defibrylacja niezalecana, albo powie: wykryto ruch, nie dotykaj pacjenta, on sobie coś będzie gadał, ale ty go ani nie wyłączasz, ani nigdzie nie odejmujesz tych elektrod, no bo tylko dlatego, że teraz się udało, może ten człowiek, prawda? To nam nie przeszkadza. Co robimy z człowiekiem, który jest nieprzytomny, ale oddycha? Kładziemy go na bok. I okrywamy. I okrywamy, dbamy o niego, kontrolujemy, czy dalej oddycha. My zostawiamy na nim te elektrody, to urządzenie sobie gdzieś tam w kącie działa. Może też tak być, że ten człowiek zacznie odzyskiwać przytomność. Jeżeli on odzyskuje przytomność, ten defibrylator dalej w kącie sobie tam gada. Te elektrody raz naklejone zostają na tym poszkodowanym. Używamy defibrylatorów w stosunku do osób mokrych, bo to jest częsty mit, który się pojawia, że jak ktoś jest mokry, to nie wolno. Wolno. Wycieramy osobę w miejscu przyklejenia elektrod, bo elektrody są klejące, lepiej się kleją na suche niż na mokre. Tak samo przy defibrylatorach możecie znaleźć maszynki do golenia. Często to są takie teraz już tak zwane trymery medyczne. Bardziej przypomina to nakładkę na maszynkę do golenia. Tam w środku jest brzytewka, ale jeżeli będzie taka zwykła jednorazówka, to też się nie przejmujemy. Chodzi o to, że jeżeli poszkodowany ma obfite owłosienie w miejscach przyklejenia elektrod, no to dwoma, trzema ruchami trochę zabrać, bo chcemy, żeby ta elektroda jak najlepiej przylegała do skóry. Tylko tyle. To nie chodzi o to, że trzeba go pięknie depilować, tylko żeby jak najskuteczniej to przylegało. Więc albo można wytrzeć, można wygolić. Przy defibrylatorze znajdziemy też nożyczki, no bo o ile mówiliśmy wcześniej, że na przykład ten [? niepewne: stalnik] czy jakaś inna odzież, ten nasz motocyklista, powiedzmy, w tej kurtce ochronnej, to będziecie mieli problem z uciskaniem klatki piersiowej, często wystarczy osunąć tylko kawałek tej odzieży. Natomiast już przy elektrodach, które naklejamy jedną pod prawym obojczykiem, a drugą pod lewą pachą, to wtedy będziemy chcieli rozciąć tę odzież, żeby mieć do tego dostęp. Jest tam jeszcze trochę więcej niuansów, ale myślę, że nie musimy dzisiaj o tym mówić. Takie praktyczne zastosowanie warto sobie znowu na szkoleniu przećwiczyć.

Piotr: Jeszcze jedna obawa. Rozrusznik serca u tego człowieka, no nie wiemy, czy on go ma, czy nie ma.

Jan: Tym bardziej jak czegoś nie wiemy, to się tym nie przejmujemy. Jeżeli ma rozrusznik, a potrzebuje defibrylatora, to znaczy, że rozrusznik nie działa. A jeżeli rozrusznik działa prawidłowo, a przyczyna zatrzymania krążenia jest inna, to defibrylator wyczuje działanie rozrusznika. Taki mądry. No bo to on podaje ten impuls. Więc my się nie przejmujemy. Jedyne, o czym mówimy, to że nie naklejamy na rozrusznik. Rozrusznik zazwyczaj wygląda, jakby ktoś miał wszczepioną pod skórę kostkę cukru albo bateryjkę, może nie od zegarka, taką, wiecie, troszkę jak CR2032. No różne są te kształty, ale to jest maleńka rzecz pod skórą, zazwyczaj nad lewym obojczykiem, czyli tam, gdzie elektrod nie naklejamy. Więc to rzadko jest takie ryzyko. Defibrylator jest absolutnie bezpiecznym urządzeniem. Nie trzeba mieć żadnego przeszkolenia, żeby go użyć. Więc nawet jeżeli ktoś z was za 5 minut po wysłuchaniu tego podcastu będzie w takiej sytuacji, jeszcze nie zdążył pójść na szkolenie, ale jest na tej stacji metra, na tym dworcu, w tym pociągu, w tym biurowcu, w galerii handlowej, w markecie, czy nawet w niektórych domach prywatnych, bo coraz częściej ludzie mają, czy w społecznościach, na osiedlach jakichś zamkniętych, na budynku sołtysa, czy strażnicy OSP, w jakichś mniejszych miejscowościach, także w różnych miejscach takich dostępnych. Jeżeli ktoś z was będzie przechodził obok tego defibrylatora: brać, otwierać. Tego się nie da zrobić źle, jeżeli się słucha tych poleceń. Nie da się tym zrobić krzywdy. Jedyny znany sposób zrobienia krzywdy defibrylatorem to kinetyczne uderzanie człowieka nim po głowie, ale to nie jest wyłączna cecha defibrylatora. Tak, to fakt.

1:51:20 Numer alarmowy: 112 czy 999

Piotr: Jest jeszcze jeden bardzo ważny wątek.

Ola: Tak, mianowicie numer alarmowy.

Piotr: Właśnie, bo kiedyś to było, każde dziecko wiedziało: 997 na policję, 998 na straż pożarną, 999 na pogotowie. Trzeba sobie było wybrać, do kogo chcemy zadzwonić. Natomiast teraz mamy 112 w Europie całej, przynajmniej w Unii Europejskiej, to miłe. I tam siedzi strażak i policjant, i ktoś z pogotowia, i tylko czekają, jak to działa.

Jan: Mamy w tej chwili dwa numery alarmowe w Polsce funkcjonujące, czyli 112 i dziewiątki, 999.

Piotr: A czyli nadal działa?

Jan: Tak. 997, 998 zostały niejako wyłączone. To znaczy, jeżeli na nie zadzwonisz, zostaniesz przerzucony do 112. 112, czyli system powiadamiania ratunkowego, jest zorganizowany w ten sposób, że mamy rozsiane po Polsce centra powiadamiania ratunkowego, czyli miejsca, gdzie pracują operatorzy numeru alarmowego 112 i oni odbierają te połączenia. Natomiast gdzieś tam obok nich, tak jak mówisz, dokładnie tak, siedzi policjant, siedzi strażak, siedzą przedstawiciele innych służb, inspekcji, administracji. W różnych miejscach są różnie zorganizowane. Idea jest taka, że ty nie musisz wiedzieć. Tak jak kiedyś mieliśmy jeszcze te numery na pogotowia gazowe, wodociągowe, różne rzeczy itd. Natomiast idea stoi za tym taka: jeżeli jest jakieś zagrożenie, no bo wracamy do twojej sytuacji. Leży ten człowiek, ale jest ten pies obok. Są obok niego jacyś ludzie, którzy go obijali kijem, albo on leży pod zerwaną linią energetyczną i ewidentnie ta linia go poraziła i dalej tam skrzy. Nawet jeżeli jego już nie dotyka, to ty się boisz tam podejść. No to w każdej z tych sytuacji twoje udzielanie pomocy skończy się na tym etapie. Muszę być, muszę zadziałać. Ja często w szkole podaję taki przykład. Strażak, który będzie na wakacjach i będzie szedł po deptaku jakiejś miejscowości wypoczynkowej w klapkach z własnym dzieckiem za rączkę i będą jedli lody. Jak będzie obok paliła się chałupa, to nikt nie może oczekiwać od niego, że zostawi to dziecko i te lody i pobiegnie do tego budynku, bo strażacy wchodzą do palących budynków, ale robią to w pracy, w środkach ochrony itd., prawda? Więc nikt nie oczekuje od nas zrobienia tego. Więc jeżeli to bezpieczeństwo nie jest wystarczające, dzwonimy na numer 112 i tam oni mają za zadanie znaleźć rozwiązanie naszego problemu takimi służbami, jakie są do tego potrzebne.

Piotr: Kompleksowo, wszystko w jednym miejscu.

Jan: Tak, dokładnie. Czy to jest sprawa, nazwijmy ją sobie, kryminalna, czy jakiegoś zagrożenia, czy pożaru, czy czegoś tam, to jest absolutnie poza tobą. Ty jesteś w kryzysie, oni mają znaleźć rozwiązanie problemu. Dlaczego zatem dziewiątki nie zostały do końca włączone w to? Dziewiątki, tak zwyczajowo mówię, czyli numer 999, czyli ratownictwo medyczne. Tam dodzwonicie się i tam odbierze połączenie dyspozytor medyczny. Dyspozytor medyczny to jest z wykształcenia medyk, czyli ktoś, kto jest ratownikiem medycznym, pielęgniarką systemu albo pielęgniarzem systemu, albo lekarzem systemu, czyli mógł pracować w systemie państwowego ratownictwa medycznego i, co więcej, ileś lat przepracował. Czyli macie medyka z doświadczeniem i dodatkowo po odpowiednich szkoleniach, kursach. Najprościej można sobie wyobrazić, że ten człowiek jest nauczony diagnozować, oceniać stany ludzi, których nie widzi, na podstawie zeznań osób, które się na tym nie znają, i dodatkowo udzielać nieswoimi rękoma pomocy. W tych przypadkach, o których mówiliśmy, tych najważniejszych pierwszopomocowych, czyli zatrzymanie krążenia, brak przytomności, brak oddechu, czy masywne krwotoki, te postępowania są stosunkowo łatwe. One są oczywiście stresujące, ale są stosunkowo łatwe. Tu nie ma wielu zerojedynkowych postępowań. Problemy się zaczynają, tak jak wcześniej już powiedziałem, kiedy człowiek jest gadający. Mamy jakąś osobę, podejrzewamy u niej, nie wiem, podejrzenie udaru, czy jest ból w klatce piersiowej, czy ona się jakoś dziwnie zachowuje, czy są jakieś urazy, czy inne rzeczy. I wtedy wiedza tego dyspozytora, według której on działa itd., może spowodować, że będzie w stanie lepiej wam pomóc. Czyli podsumowując, jeżeli twoim problemem jest tylko zdarzenie medyczne, możesz zadzwonić bezpośrednio na numer 999 i wtedy połączysz się z dyspozytorem medycznym. Jeżeli zadzwonisz po prostu na numer 112, operator numeru 112 zbierze wstępny wywiad i w momencie, w którym ustali, że twój problem jest tylko i wyłącznie medyczny, czyli nie potrzeba wsparcia tych pozostałych instytucji, przerzuci cię, przełączy cię do dyspozytora medycznego.

Piotr: Co trochę czasu zajmuje.

Jan: I to może troszeczkę wydłużyć otrzymanie pomocy. No i teraz, jeżeli macie osobę nieprzytomną, nieoddychającą i uciskacie klatkę, to wszystko będzie się działo raczej szybko. Jeżeli nie ma innych zagrożeń, zadzwonicie na dziewiątki, to rzeczywiście pewnie kilkadziesiąt sekund szybciej jakiś zespół ratownictwa medycznego zacznie jechać w waszą stronę. Natomiast jeżeli to jest sytuacja taka, że ktoś z rodziny właśnie go boli w klatce piersiowej, jest jakiś niepokój, coś tam się dzieje, albo właśnie się przewrócił, babcia straciła przytomność, przewróciła się w toalecie. Wiecie, te sytuacje. No to wtedy może to spowodować, że ta pomoc będzie troszkę później, a zwłaszcza frustrujące dla nas jest to, że drugi raz coś opowiadamy. Też to trzeba zrozumieć. Ten dyspozytor medyczny ma swoją formatkę wywiadu, dyspozytor widzi to, co operator zebrał, ale ma swoje zasady, ma swoje procedury, swoje rozporządzenie, musi wypytać o te rzeczy, więc dla nas to bywa czasami denerwujące, drażniące, frustrujące, że musimy się powtarzać, po co myśmy to gadali. No trzeba to zrozumieć, że są jakieś procedury, one są w miarę zuniwersalizowane dla wszystkich. Oczywiście zawsze się może zdarzyć, że będzie nam się wydawało, czy będziemy to oceniać, że ten dyspozytor czy ten operator nie traktuje nas tak, jak powinniśmy się spodziewać. Pamiętajcie wtedy o tym, że to połączenie jest nagrywane i to jest odpowiedzialność tego, kto prowadzi to połączenie. Więc teraz nie skupiajcie się na wykrzykiwaniu mu, wygrażaniu mu, kogo tam znacie, czym się zajmowała jego mama i wszystkie kobiety w jego rodzinie wcześniej. Bo to nie przyspiesza udzielania pomocy. Natomiast jeżeli będziecie mieli zastrzeżenia do tego, to macie zawsze podstawę do tego, żeby potem spisać skargi, odwoływać się. Te rozmowy są nagrywane. Powiem wam więcej, w dzisiejszych czasach te rozmowy w dużej części są odsłuchiwane. Są notowane, jest w tej chwili dużo tych systemów kontroli, weryfikacji, podnoszenia jakości. Więc nie należy się tu poddawać emocjom. A z drugiej strony wiem, że się łatwo gada, jak później w tej sytuacji stresowej my dzwonimy, a ktoś nam zadaje głupie pytania.

1:58:38 Adres i lokalizacja w rozmowie z dyspozytorem

Piotr: No właśnie. Głupie pytania, przepraszam, bo przypomniała mi się historia, która parę tygodni temu pojawiła się w prasie. Jak zawsze tego typu historie trzeba jakoś tam [? niepewne: przechlitrować]. Ale z grubsza chodziło o to, że w Warszawie wzywano pomoc do osoby, która była na stacji metra, przy jednym z wyjść ze stacji metra. Metra w Warszawie wciąż dużo nie mamy. Tych stacji jest, nie wiem ile, ze dwadzieścia pewnie, albo kilka, nie pamiętam, nie liczyłem. Dziękuję. Jeżeli powiesz, że to jest na stacji metra Racławicka, no to trudno o bardziej precyzyjne wskazanie. Jakbyś powiedział, że w Pałacu Kultury, jest znacznie większy niż stacja Racławicka. Więc ktoś wzywał w ten sposób pomoc, natomiast ten operator zaczął zadawać pytania w rodzaju: no a jaka ulica, a w ogóle gdzie, i jaki adres tam jest, i tak dalej. No szczerze, ja nie wiem, jaka jest ulica na stacji metra Racławicka. Jakbym się zaczął zastanawiać, to bym wykombinował. Natomiast co tu się dzieje? Czy ten operator się z choinki urwał? Co to w ogóle jest za sytuacja? To jest pewna anegdotyczna sytuacja, ale chodzi mi o wyjaśnienie tego mechanizmu.

Jan: Oba systemy, czyli system powiadamiania ratunkowego i system dyspozytorni medycznych, działają na tak zwanej zasadzie zastępowalności. To jest bardziej skomplikowane, ale z grubsza chodzi o to, że teoretycznie masz się dodzwonić do swojego regionalnego. Czyli w przypadku Warszawy, jeżeli dzwoniłbyś ze stacji metra Racławicka, to powinien odebrać operator na ulicy Młynarskiej albo dyspozytor na Placu Bankowym, bo dyspozytornia jest na Bankowym, a na Młynarskiej CPR. Ale gdyby się okazało, że oni mają wszystkie stanowiska zajęte, albo jest jakaś awaria techniczna, albo cokolwiek innego (i tu mówię, nie chodzi o to, to jest ciekawa lektura, jakby ktoś z państwa chciał sobie zobaczyć, jak jest skonstruowany ten system, na czym polega ta zastępowalność, to zachęcam), ale na potrzeby takiej edukacyjnej, najprościej mówiąc: jeżeli nie dodzwoniłeś się do swojej regionalnej dyspozytorni czy Centrum Powiadamiania Ratunkowego, zostaniesz przekierowany do pierwszego wolnego operatora, dyspozytora w Polsce. W związku z tym może odebrać dyspozytor czy operator w Rzeszowie, w Szczecinie, w Olsztynie, w Gliwicach, w Łodzi, w Radomiu. My oczekujemy, zwłaszcza z perspektywy warszawiaków, my oczekujemy, że…

Piotr: Tak zwane miasto domyślne.

Jan: Tak, to po prostu jest tak, że wszyscy wiemy… I pewnie mamy rację, że jeżeli ktoś jest z Warszawy, z dziada, pradziada, albo nawet mieszka tu wystarczająco długo, ale stosunkowo od niedawna, no to stacja metra Racławicka to jasny komunikat geograficzny. Natomiast ten dyspozytor czy operator może być osobą, która nigdy nie była w Warszawie. Ma takie prawo? Szok, ale ma. W związku z powyższym może to nie być dla niego zupełnie oczywiste. Też trzeba pamiętać, że ten ktoś… Akurat mówię o tej anegdocie, nie znam tej sytuacji. Jeżeli mielibyśmy ją analizować, trzeba byłoby odsłuchać nagrania. Ale może był zmęczony, może nie usłyszał, może nie zrozumiał, że mówimy o metrze. No wydaje się, że metro w Polsce jest jedno i że wszyscy powinni to wiedzieć, ale może tego nie wie. Trzeba pamiętać, że nie mam w głowie statystyk, ale jak ktoś siedzi na tej słuchawce, to on odbiera cały czas te połączenia. To nie jest tak, że siedzisz tam i to połączenie przychodzi raz na jakiś czas, tylko to jest rozmowa za rozmową, za rozmową, za rozmową. Przez 12 godzin wysłuchujesz ludzi w kryzysie, w dramacie, w problemie lub w pretensji. Bo jeszcze mamy to, że być może ten ktoś odebrał przed chwilą taką rozmowę, gdzie właśnie mu tłumaczono, czym się zajmowały wszystkie kobiety w historii jego rodziny wcześniej. I tłumaczył, że on zna wszystkich polityków świata i co oni mu zrobią. Albo przed chwilą ktoś zadzwonił i pytał o pizzę albo prosił, żeby mu zamówić taksówkę. Nie, nie krzyw się. To jest poważny procent połączeń, które wykonujemy na numery alarmowe jako społeczeństwo. 10 lat temu, 15 lat temu mniej więcej to było ponad 50%.

Mówca: A to nie jest karalne?

Jan: No jest, ale wyobrażasz sobie, że tych połączeń jest 100 tysięcy, to 60 tysięcy z nich jest fałszywych, głupich fałszywych. To w jaki sposób to miało być karalne? Kto się tym zajmie? Więc wiecie, karalne są takie sytuacje, jeżeli oczywiście będą ścigane. Jeżeli ktoś, no wiecie, dla zabawy powie, że gdzieś jest bomba, zostaną uruchomione potężne służby albo spowoduje to jakieś zagrożenie życia i zdrowia. Ale jak dzwoni ktoś nawalony na 112 i mówi, że wizę, a ja powiem, że kasówkę do domu, no to się go poucza. Ten operator go o tym poucza. Przerywa połączenie, odblokowuje linię i tyle. Ale nikt nie ma sposobu na marnowanie na to czasu. Nie znam aktualnych statystyk. Myślę, że to jest ciekawy temat. Następny podcast: znaleźć kogoś z CPR-ów, żeby wam o tym opowiedział, jak to teraz wygląda. Kilkanaście lat temu moja koleżanka pracowała w tym i wtedy te statystyki były rzeczywiście tak przerażające. Mam nadzieję głęboko, że to się poprawiło. Niemniej na pewno jakiś konkretny procent to dalej są połączenia, które nie powinny być. Więc ten ktoś może mieć dowolny kontekst, może nie wiedzieć, gdzie jest, a on ma przed sobą formatkę. I ta formatka przewiduje adres. Druga rzecz, która się prawdopodobnie dzieje: mamy takie oczekiwanie i znowu media. Nam się wydaje, że jak bierzemy i dzwonimy, to tam miga komuś kropka i on w ogóle dokładnie już wie, gdzie jesteśmy. Nasz ustawodawca, znaczy rzeczywiście nasza administracja zapowiedziała, Ministerstwo Cyfryzacji zapowiedziało, że do chyba, jeśli dobrze pamiętam, do końca 27 roku zostanie już wdrożony tak zwany system AML, Advanced Mobile Location, który powinien być już wdrożony, wydaje mi się, że do końca 19 czy 20 roku według dyrektyw unijnych, ale nie zajmujemy się krytykanctwem i marudzeniem, ma być. Więc najprościej mówiąc, jak on będzie wdrożony, to rzeczywiście w momencie, kiedy wykonujesz połączenie na numer alarmowy, twoja lokalizacja jest od razu podawana, bo twój telefon wie, gdzie jesteś. Spodziewam się, że spośród wszystkich osób, które nas słuchają, zdecydowana, przerażająca, przytłaczająca większość posiada telefon z lokalizacją, czyli jakiś z ekranem dotykowym, jakiś Android albo iOS. Osób, które używają jeszcze tych starszych telefonów, które nie miały lokalizacji, naprawdę jest stosunkowo niewiele. Więc nasze telefony wiedzą, gdzie jesteśmy, i nawet jeżeli państwo powyłączacie im tę lokalizację, to one dalej wiedzą, gdzie są. One po prostu nie dzielą się z nami tą informacją, ale dzielą się z naszym operatorem. Ale nasz operator nie dzieli się dalej ze służbami, on się dzieli tą lokalizacją przybliżoną. Nie może podać tej dokładnej, czy technicznie jest to niemożliwe. Nie chcę wnikać, nie znam się na tym. Ale nie ma tej stuprocentowej pewności, że jesteśmy widoczni. W Warszawie ta lokalizacja będzie dość dobra, no bo ta sieć nadajników jest dość gęsta i to będzie w miarę dobre. To jest taki kawałek Polski spory, ale jednak obsługują cztery anteny.

Piotr: No tak, to warto podkreślić, że możemy lokalizować się na dwa sposoby. Triangulacją de facto, czyli siłą sygnału dla tych anten, i możemy się lokalizować GPS-em, czyli sygnałem odbieranym z satelitów. I ten sygnał z satelitów ma dokładność w najgorszym razie do kilkunastu metrów, zwykle większą, zwłaszcza jak współpracuje z tym naziemnym systemem, no więc fajnie byłoby, żeby jednak ta informacja w takiej ratunkowej, awaryjnej sytuacji szła z GPS-u.

Jan: Więc ta lokalizacja, którą widzą na komputerach operatorzy i dyspozytorzy, może być bardzo przekłamana. W związku z tym formatki wszystkie przewidują w tej chwili podstawową sprawę zebrania adresu. I my oczywiście na szkoleniach z pierwszej pomocy podkreślamy: czasami nie ma adresu. Jesteś na drodze krajowej gdzieś tam, to nie masz adresu, ale są te słupki kilometrowe. Oczywiście można odczytać numer drogi i kilometraż miejsca, gdzie jesteś.

Piotr: Tylko że jak jesteś w lesie i spadłeś z konia.

Jan: Tak, jeżeli jesteś w lesie i spadłeś z konia, no to wtedy jest rzeczywiście spory problem ze wskazaniem, odpowiedzią na pytanie, jaki jest ten adres. Ale kończąc to twoje pytanie: może tak być, i na to państwa uczulam, że zadzwonicie i powiecie: dzwonię z Józefowa pod Warszawą. A ten operator czy dyspozytor zada pytanie: jaki powiat. Dlatego że ja osobiście znam pięć miejscowości Józefów, które spełniają definicję Józefowa pod Warszawą. Każda jest w innym powiecie.

Piotr: Pytanie, kto wie, w jakim jest powiecie.

Jan: No, ale jeżeli już powiesz, że jesteś w piaseczyńskim, że jesteś w otwockim, że wiesz, że jesteś w okolicy, o tym mówimy. Miejscowości, które się nazywają Józefów, w całej Polsce pewnie jest dziesiątki, jeśli nie setki. Trzeba być wyczulonym na to, że jeżeli ktoś nas pyta o lokalizację i dopytuje, gdzie jesteśmy, to nie jest jakaś jego złośliwość, tylko on musi wypełnić tę formatkę w taki sposób, żeby wiedzieć, gdzie tę pomoc wysłać. Bo to kompletnie, jak się nad tym sekundę zastanowimy, jak się o tym rozmawia spokojnie, jest zrozumiałe. W tych emocjach to jest trudne. Nie ma znaczenia, co ci się stało, dopóki nie wiemy, gdzie. Bo cokolwiek ci się stało, jeżeli nie wiemy, gdzie ci pomóc, to jesteśmy zupełnie bezradni. Więc to, że ty nam opowiesz całą historię życia zdrowia dziadka albo strukturę budynku, który się pali, albo wymienisz marki wszystkich samochodów, które wzięły udział w kolizji drogowej, to nadal nie pomoże, dopóki nie wiemy, gdzie to jest. Więc to jest ten priorytet. I tu trzeba dać szansę temu dyspozytorowi, temu operatorowi zebrać tę informację w taki sposób, żeby on był w stanie pójść z tym dalej, żeby rozumiał, gdzie to jest. I niestety może być taka rozmowa, o jakiej mówisz, że my uważamy, że jesteśmy w miejscu absolutnie oczywistym, a dla niego to nie jest. A musi być. I trzeba się temu podporządkować.

Piotr: Jakby nam się rozłączyło połączenie, to nas tym samym dyspozytorem połączy, jak znowu zadzwonimy, czy nie?

Jan: Bardzo mało prawdopodobne, żeby tak było. Myślę, że nie ma na to systemowej odpowiedzi. Natomiast jeżeli rozłączy się połączenie, liczy się z tym, że będą do was próbowali się dodzwonić, zwłaszcza jeżeli to wasze połączenie było zasadne.

2:09:20 Wybór szkolenia i podsumowanie

Piotr: Jasne. No więc myślę, że jesteśmy gdzieś w jakichś pięciu procentach tego tematu, który poruszyliśmy. Minęły dwie godziny. Ci, którzy są z nami wciąż, tym gratulujemy, mogą napisać w komentarzu, że wciąż z nami dotrwali do tego miejsca. I z przyczyn życiowo-praktyczno-technicznych będziemy hamowali z tym tematem, chociaż mam poczucie, że właściwie moglibyśmy jeszcze bardzo długo. Więc pytanie, na które nie chcę, żebyś teraz odpowiadał, bo nie mamy dodatkowych 17 godzin: na przykład jak się zmieniło podejście do ratownictwa medycznego, ale też do szkolenia w związku z wybuchem wojny w Ukrainie, tej pełnoskalowej. To jest bardzo duży, interesujący temat.

Jan: [? niepewne: Wyschnąłem] wymownie.

Piotr: Tak, [? niepewne: wyschnąłeś] wymownie, więc nie będziemy teraz o tym mówili, tylko mówimy o tym, że warto może do tego tematu jeszcze wrócić.

Jan: Jest to wszystko bardzo szeroki temat. Ja sobie zdaję sprawę też, że się rozgaduję w różnych miejscach.

Ola: To jest mega ciekawe i nie tylko ciekawe, to jest po prostu wartościowe edukacyjnie, ale też zaspokaja ciekawość świata dla mnie: jak to wygląda od strony osoby szkolącej, od strony ratowników.

Piotr: Ja powiem jeszcze raz: idźcie na szkolenie. Warto. Serio, dobre szkolenie. Myślę, że większość jest teraz dobrych, tylko trzeba uważać, żeby to było naprawdę szkolenie prowadzone przez specjalistów.

Jan: Ja jeżeli chodzi o te szkolenia, powiem w ten sposób. Jeżeli szkolenie trwa 6, 7, 8 godzin albo więcej, bo też i takie są… Jeżeli kosztuje jakąś kwotę… Znaczy inaczej: jeżeli widzicie, że ktoś wam robi szkolenie za 20 zł online, to nie będzie ten produkt.

Piotr: Ile może kosztować szkolenie [? niepewne: bidełki], żeby wiedzieć w ogóle, czego się spodziewać?

Jan: Pewnie troszkę poniżej 200 zł, do 300-400 zł. Już takie naprawdę większe, poważniejsze. Ja zwykle odpowiadam, jak ludzie chcą właśnie wiedzieć, że koło 200 zł od osoby, natomiast trzeba pamiętać, że to będzie przy jakiejś grupie, jakiejś objętości grupy. Zazwyczaj szkolenia są organizowane przez jakąś instytucję, ale są też szkolenia, na które możecie pójść z ulicy, i te firmy, które to robią, poczytacie trochę, zobaczycie, poczytacie opinie, nie będziecie mieli wątpliwości, że to może być fajna rzecz. A jak wam się nie spodoba, to pójdźcie na następne, to nie zaszkodzi.

2:11:43 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: To kończymy na razie naszą rozmowę.

Ola: I dziękujemy ci bardzo, bo to, że się rozgadałeś, było super. Słuchać z ciebie można po prostu godzinami i myślę, że wrócimy do tych tematów.

Piotr: Nawet nasze psy zastygły.

Jan: Bardzo dziękuję za przestrzeń na gadanie o tym ważnym temacie.

Piotr: Dzięki i idźcie na szkolenie.

Ola: Zatem dziękujemy wam, że jesteście z nami i że wysłuchaliście tej rozmowy, bo rozumiem, że to się udało. I dziękujemy oczywiście jeszcze raz naszemu gościowi, bo to kawał solidnej wiedzy i takiej wiedzy, która dodaje pewności siebie w sytuacjach, które są naprawdę trudne.

Piotr: Słuchajcie, to jest ostatni w tym roku podcast. Wszystko na to wskazuje. W związku z tym dobrego roku. Imprezujcie na Sylwestra. Z postanowieniami… Jeszcze raz. Z postanowieniami noworocznymi się udało, dziękuję. Ostrożnie, bo tak nauka pokazuje. Mieliśmy o tym kiedyś jakieś opowieści, że nie do końca to jest dobry pomysł, żeby specjalnie w nie iść, ale coś tam sobie dobrego wymyślcie. Pomyślcie sobie o tym, że będzie tylko lepiej. I pozostają nam jeszcze dwie rzeczy. Polecajka na dziś jest prosta. To znaczy oczywiście poza wspomnianym w rozmowie The Pitt, ale nie może to być…

Ola: Serial, który już kiedyś polecaliśmy, więc już nie możemy jako głównej polecajki go potraktować.

Piotr: To mamy bardzo konkretną polecajkę.

Ola: Otóż idź na kurs pierwszej pomocy.

Piotr: Dobry kurs pierwszej pomocy. Ja, tak jak mówiliśmy na początku, co roku jestem i słuchajcie, to jest rewelacyjna sprawa pod tysiącem względów. Dodaje pewności siebie. Jest świetnym sprawdzianem. No naprawdę pójdźcie na dobry kurs pierwszej pomocy. To nie jest droga rzecz, jak wiecie już. To znaczy, no nie jest ta rzecz taka tania, ale bez przesady. A naprawdę daje nam bardzo wiele.

Ola: No i pozostało jeszcze słowo na dziś. A tym słowem jest… A jakże?

Piotr: Pomoc. No, to cześć.

Źródła

* https://www.s12.pl/

* https://kirm.org.pl/nowe-wytyczne-erc-2025-opublikowane/

* https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/pierwsza-pomoc-twoj-obowiazek

* https://www.nfz.gov.pl/gfx/nfz/userfiles/_public/dla_pacjenta/magazyn_ze_zdrowiem/nfz_nr_7.pdf

Źródła