Podcast Crazy Nauka · odc. 150

Nauka na czasie: Jak dotarliśmy do Ameryki i jak dotrzemy na Księżyc

20-01-2026 · 51 min · Nauka na czasie, Historia nauki i odkryć, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Czy pierwsi ludzie dotarli do Ameryki pieszo z Syberii… czy przypłynęli z Japonii? Przez dekady historia wydawała się prosta, ale nowe odkrycia wywracają ją do góry nogami. W tym samym odcinku zaglądamy też w przyszłość — do misji Artemis II, pierwszego od pół wieku załogowego lotu w okolice Księżyca, i sprawdzamy, dlaczego powrót ludzi w głęboki kosmos wcale nie jest prosty.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

* Numer odcinka: 150

* Data publikacji: 2026-01-20

* Długość: 0:50:37

* Podcast: Crazy Nauka. Prowadzą: Ola Stanisławska i Piotr Stanisławski

0:00:00 Wstęp

Piotr: Co musimy zrobić, żeby udało nam się nieco zbliżyć do kosmicznych sukcesów sprzed 60 lat?

Ola: I co połączyło Japonię z Ameryką Północną? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś dwa tematy, to ma być przynajmniej hipotetycznie ten krótszy odcinek. A tematy oba związane z Ameryką. W obu jakiś swój udział, czasami trochę naciągany, ale jednak ma pan Donald Trump. Ale wbrew wszelkim pozorom to nie jest odcinek polityczny, tylko jak zawsze popularnonaukowy.

Piotr: A będzie o tym, jak staje na głowie nasza wiedza o tym, jak ludzie dotarli do Ameryki. Oraz o tym, jak nieco nieporadnie próbujemy odtworzyć misje kosmiczne sprzed 60 lat.

Ola: Tak, przy okazji to już odcinek 150 podcastu Crazy Nauka. Nie robimy jakichś specjalnych obchodów uroczystości. Dziękujemy natomiast, że jesteście z nami, że komentujecie, że dzielicie się naszym podcastem. Prosimy o więcej, a szczególnie pozdrawiamy Pawła, który właśnie się pochwalił, że już ogarnął wszystkie zaległości i przesłuchał nie tylko każdy odcinek podcastu Crazy Nauka, ale też pozostałych dwóch naszych podcastów. Tych, które robimy we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni i Sekcji Teorii Spiskowych. No i jesteśmy pod wrażeniem wytrwałości Pawła.

Piotr: Dzisiaj jest krótki wstęp, więc zanim ruszymy dalej, musimy przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:02:05 Ludzie zasiedlają świat

Ola: Zaczniemy od Ameryki. Jak i kiedy ludzie trafili do obu Ameryk? Ale to będzie nieco pokrętna opowieść.

Piotr: Bo nie tak prosto trafili.

Ola: Nie tak prosto. A poza tym, jak się o czymś opowiada i ma się do pokazania coś na mapie, to by się chciało, żeby wszyscy tę mapę widzieli. A ponieważ podcast ma to do siebie, że nie każdy może zobaczyć to, o czym mówimy… Ale można sobie to wyobrazić. A mianowicie mapę świata. I tutaj mamy nieco kłopot z tym, żeby pokazać wam tę mapę.

Piotr: Gdyby tylko istniały wideopodcasty.

Ola: No tak. Ale odwołujemy się do waszej wyobraźni. I chciałabym, żebyśmy tak na szybko ogarnęli to, w jaki sposób ludzie wywędrowali z Afryki Wschodniej i rozprzestrzenili się na różne kontynenty, różne lądy.

Te różne fale migracyjne z Afryki Wschodniej wyruszały od 120 tysięcy lat temu do mniej więcej 70 tysięcy lat temu. Takie główne nurty tych fal ciągnęły przez świat. No i około 70-60 tysięcy lat temu została zasiedlona znaczna część Eurazji. W ramach tej fali migracyjnej ludzie dotarli m.in. do Indii, Azji Południowo-Wschodniej i Chin. I to był początek większości późniejszych populacji pozaafrykańskich.

Europa została trwale zasiedlona przez naszych przodków, czyli przez Homo sapiens, około 45 tysięcy, 38 tysięcy lat temu. Oczywiście wcześniej byli tam neandertalczycy, którzy przed naszymi przodkami czuli się tam bardzo dobrze, a jak nasi przodkowie tam przywędrowali, to już nie tak dobrze. To skomplikowane i wciąż nosimy w sobie, każdy z nas, pamiątki neandertalskiego DNA. Nasi przodkowie się z neandertalczykami krzyżowali.

I idźmy dalej. Azja i Oceania. Do Australii i Nowej Gwinei Homo sapiens dotarli 65 do 50 tysięcy lat temu. Poziom mórz był w tym okresie obniżony. Ludzie też już dysponowali jednostkami pływającymi, mogły to być łodzie, tratwy. W każdym razie mieli takie umiejętności, żeby pokonywać morze.

No i teraz docieramy do tego obszaru, który będzie nas najbardziej interesował w tej opowieści, a mianowicie do Azji Południowo-Wschodniej oraz do wyspy Hokkaido, która obecnie jest jedną z wysp należących do Japonii. Najstarsze ślady osadnictwa, które tam odkryto, pochodzą sprzed około 20 tysięcy lat.

Mówimy tu o Azji, Oceanii, Europie, Afryce, ale gdzie w tym wszystkim Wielkie Ameryki, zwłaszcza Ameryka Północna? Otóż one zostały zasiedlone najpóźniej spośród kontynentów, oczywiście z wyjątkiem Antarktydy. Ta nie została do tej pory zasiedlona, na szczęście. No dobrze, kilka osób może tam na stałe mieszka, ale na szczęście jest to…

Piotr: To się nie liczy.

Ola: W każdym razie, jeżeli mówię o zasiedleniu Ameryk, to oczywiście nie mam na myśli Krzysztofa Kolumba z roku 1492, kiedy to uszczęśliwił rdzenną ludność obu Ameryk swoją skromną obecnością i zarazkami przywleczonymi z Eurazji. Nie mam na myśli pasażerów słynnego statku Mayflower z roku 1620, którzy przywlekli ze sobą dalszą porcję nieszczęść dla mieszkańców Ameryki Północnej. Nie mam również na myśli wikingów skandynawskich, którzy, jak wskazuje wiele śladów, już w X wieku naszej ery pojawili się w Ameryce Północnej. Można powiedzieć, że odkryli ją dla Europy, choć takie odkrycie Ameryki jest bardzo kolonialne. Ani również nie mam na myśli Donalda Trumpa, który na tych amerykańskich łodziach tam przybył, no właśnie, gdzie przybył? Do Grenlandii, bo to jest…

Piotr: Tak, to jego słynny ostatnio cytat.

Ola: Tak, tak, że no cóż, Duńczycy do Grenlandii przybyli na łodziach, ale przecież nasze łodzie też tam przypływały i w związku z tym, kto powiedział, że Duńczycy mają prawo do tej ziemi, równie dobrze moglibyśmy to być my. No to niedokładny cytat, trawestacja cytatu.

Piotr: Ale sens, czy raczej bezsens, zachowany.

0:07:28 Grenlandia i klasyczna teoria mostu lądowego

Ola: Bezsens zachowany. W każdym razie na chwilę nawiążę do Grenlandii. Została zasiedlona przez Homo sapiens, przez nasz gatunek, około 2,5 do 4,5 tysiąca lat przed naszą erą i jako pierwsi dotarli tam ludzie z kultur wywodzących się z obszarów arktycznych Ameryki Północnej. Czyli gdybyśmy chcieli iść na skróty, powiedzielibyśmy, że to byli przodkowie współczesnych Inuitów, gdyby nie to, że to nie byli przodkowie współczesnych Inuitów, ale wcześniejsze fale osadnictwa, później zastąpione przez przodków.

W każdym razie, po tym nieco zawiłym, przydługim wstępie i pojawieniu się obiecanego Donalda Trumpa, wracamy do etapów zasiedlania Ameryk. Wielu z was na pewno wie, że przez długi, długi czas dominował pogląd, że stało się to około 13-14 tysięcy lat temu, czyli w górnym paleolicie, jak to się ładnie mówi, czyli końcowej fazie starszej epoki kamienia, kiedy nasz gatunek Homo sapiens już dysponował zaawansowanymi, jak na owe czasy, narzędziami i możliwościami przemieszczania się, między innymi za pomocą łodzi.

Panowało takie przekonanie, że ludzie, czyli głównie koczownicy ze stepów w północno-wschodniej Azji, przewędrowali sobie przez taki zamarznięty most lądowy, który w owym czasie, bo to było zlodowacenie, przypominam, powstał w cieśninie Beringa i stworzył możliwość przejścia, nazwijmy to, suchą stopą z Azji do Ameryki Północnej. Ci koczownicy mieli dotrzeć najpierw do obszaru dzisiejszej Alaski, a następnie rozprzestrzenić się na południe i wschód na wszelkie obszary obu Ameryk. Byli uznawani za pierwszych ludzi w tychże Amerykach, którzy rzekomo mieli wkroczyć na tereny wcześniej niezamieszkane.

No i tu pojawiają się schody, ponieważ nie do końca się ślady zgadzają, ślady kopalne. Chociaż oczywiście ten most lądowy, który łączył Azję i Amerykę Północną, istniał jak najbardziej, są na to dowody geologiczne. Pytanie, czy on był jedyną drogą, którą ci ludzie mogli przywędrować do Ameryki Północnej?

Piotr: Przywędrować to pewnie jedyną, bo w wędrowaniu jest zawarte dreptanie.

Ola: Wędrowanie, a wędrówki nie mogą być na przykład morskie?

Piotr: No dobre, jeszcze będzie. Podróże. Dobrze, w każdym razie przejść mogli chyba tylko przez cieśninę Beringa, która chyba się jeszcze nie nazywała cieśniną Beringa.

0:10:46 Groty z Hokkaido i droga morska

Ola: Wówczas jeszcze być może nikt nie słyszał o Beringu. W każdym razie w ostatnich latach pojawiły się dowody, które sugerują, że wcześniej niż te 13 tysięcy lat temu ludzie mogli przywędrować z Azji Wschodniej do Ameryki Północnej troszeczkę inną drogą, która wiodła przez wyspę Hokkaido. Właśnie już wspomnianą japońską wyspę, która wówczas japońska jeszcze nie była.

I tutaj pojawiają się ciekawe dowody, a konkretnie kamienne groty, które pochodzą sprzed około 20 tysięcy lat. Są więc 7 tysięcy lat starsze niż to, co uważamy, że mogło się pojawić najwcześniej w Ameryce Północnej za sprawą ludzi.

Piotr: Chodzi o groty strzał, a nie o jaskinie, tylko tak wyjaśnię. Pierwsza moja myśl na kamienne groty to była grota, a nie grot, ale przepraszam.

Ola: Tak, groty strzał, groty włóczni. I uwaga: zarówno na terenie obu Ameryk, jak i na wyspie Hokkaido w dzisiejszej Japonii odkryto bardzo podobne do siebie kamienne groty strzał czy włóczni, pochodzące sprzed właśnie tych 20 tysięcy lat. Po przebadaniu okazało się, że jest niewielkie prawdopodobieństwo, żeby to był przypadek, że i po jednej, i po drugiej stronie Pacyfiku wytwarzano groty strzał tymi samymi metodami, za pomocą tych samych technologii. To były dosyć charakterystyczne, wydłużone, cienkie ostrza.

Naukowcy, którzy się nad tym zastanawiali, doszli do wniosku, że najprawdopodobniej te społeczności z Hokkaido i innych regionów Azji Wschodniej przybyły do Ameryki Północnej nie drogą lądową przez most w cieśninie Beringa, tylko drogą morską. Uwaga, ludzie te 20 tysięcy lat temu mogli po prostu przepłynąć do Ameryki Północnej z Hokkaido.

I jak to w ogóle było możliwe? Przypominam, że na terenie dzisiejszej cieśniny Beringa był rozległy dosyć ląd. To był most lądowy, ale w okresie ostatniego zlodowacenia, właśnie przed 20 tysiącami lat i wcześniej, był pokryty bardzo trudnym do przebycia lądolodem, w związku z czym przejście tamtędy w tym okresie naukowcy uznali za niemożliwe.

Natomiast wiele wskazuje na to, że ludzie, którzy zasiedlali te tereny, potrafili się przemieszczać wzdłuż tego półwyspu i nawet dalej, do obszarów w okolicy dzisiejszej cieśniny Beringa, czyli nazywanych Beringią. Potrafili się tam przemieszczać drogą morską, czyli na jakichś tratwach, łodziach, i w ten sposób najprawdopodobniej i oni, i ich kultura zawędrowały do Ameryki Północnej. To odbywało się w ramach takiej żeglugi przybrzeżnej, to znaczy nie wypływali na pełny ocean, tylko żeglowali sobie coraz dalej, coraz dalej. Jest wielce prawdopodobne, że ci ludzie nie robili tego tak na rympał, po prostu wsiadamy w łodzie, płyniemy, gdzie wzrok nas poniesie, tylko coraz sukcesywniej penetrowali kolejne obszary wzdłuż tych wybrzeży, aż w końcu mieli na tyle dobre rozeznanie, że byli w stanie podjąć tak daleką wyprawę, żeby dotrzeć wzdłuż wybrzeży Beringii do Ameryki Północnej.

Za tą hipotezą przemawia naprawdę sporo dowodów i warto podkreślić, że umiejętności nawigacyjne i technologiczne ówczesnych ludzi wedle badań antropologów w zupełności wystarczały do tego, żeby taką wyprawę podjąć. Było to oczywiście wyczynem z dzisiejszego i z ówczesnego punktu widzenia, tym niemniej nie było czymś nieosiągalnym w tamtym okresie.

Piotr: Jeżeli mówisz o tym, że to były wędrówki czy takie wyprawy wzdłuż brzegu, to jest dość istotna różnica, bo czym innym zupełnie jest, kiedy płyniesz w bezmiar oceanu, nie wiedząc, co jest po drugiej stronie, a co innego, kiedy wykonujesz mniejsze lub większe skoki, mając w zasięgu ląd, mogąc do niego uciec, wrócić, poza tym masz jakieś punkty odniesienia. Nawigacja na pełnym oceanie nie jest łatwa, a przede wszystkim warunki są takie.

Ola: Na Pacyfiku nie jest to proste i tutaj dochodzi ten koronny argument, że te znaleziska, artefakty, czyli te groty w charakterystycznym kształcie, pochodzą dokładnie z tego okresu, kiedy nie dało się przebyć trasy lądowej przez cieśninę Beringa, bo ona po prostu była wówczas skuta lodem, niedostępna i zwyczajnie podróż tamtędy nie miała szans.

Piotr: To jest dobry moment, żeby przypomnieć, że jesteśmy dla Was podcastem całkiem bezpłatnym, dostępnym bez ograniczeń. Żebyśmy mogli poświęcać wystarczająco dużo czasu na tworzenie tych, nie oszukujmy się, dość wymagających treści, potrzebujemy pewnej swobody finansowej.

Ola: A w tym, żebyśmy tę swobodę mogli osiągnąć, może nas wesprzeć każdy z Was, na przykład wrzucając nam co miesiąc do naszej skarbonki na Patronite choćby jakąś symboliczną kwotę. Link do naszego konta w serwisie Patronite znajdziecie oczywiście w opisie tego odcinka. Możecie też jednorazowo, jeżeli tak Wam bardziej odpowiada, wpłacić nam jakąś drobną kwotę na kawę w serwisie [? niepewne: BuyCoffeeTour].

Piotr: Bardzo dziękujemy za te wpłaty również, one też są dla nas bardzo, bardzo cenne.

0:17:48 Artemis II: skąd się wzięła misja i porównania z Apollo

Piotr: Słuchajcie, w takim razie startujemy do części drugiej. Właściwie prawie że dosłownie startujemy. Zapowiadana część kosmiczna, w ogóle ostatnio nam kosmicznymi tematami sypnęło. Była kosmiczna posucha, i to ze względu na to, że trochę brakowało tematów, i ze względu na to, że nie mieliśmy czasu się do tego przygotowywać, więc tu po raz kolejny pozdrawiamy wszystkich, którzy prosili o więcej kosmicznych tematów. Jak już będziecie mieli dosyć, to dajcie znać. Ostrzegam, że jeszcze jeden duży kosmiczny odcinek się nam szykuje, ale tu na razie bez spoilerów.

Ola: Tak, to może tylko troszeczkę zdradzę, że na jakąś wielką rocznicę, bardzo okrągłą, szykujemy całkiem niedługo.

Piotr: Tak, całkiem niedługo i już nic więcej Ola nie mówi. Ale zanim sięgniemy tam, to jesteśmy tu i tu, to znaczy jest koniec stycznia 2026 roku. Zaraz ma startować w sumie bardzo ważna misja. Powinna polecieć na początku lutego, albo nie, albo na początku marca, albo na początku kwietnia. Nie wiemy dokładnie kiedy, zaraz o tym będzie mowa, ale zdecydowaliśmy, że nie będziemy czekali na jej start ani na dokładne ogłoszenie terminu tego startu, bo wtedy wszyscy będą o tym mówić, więc postanowiliśmy być chociaż troszeczkę wcześniejsi. I chodzi tutaj o misję Artemis II.

Dlaczego ta misja jest wyjątkowa? Tu, żeby nie trzymać nikogo w niepewności: dlatego, że to jest misja, która po raz pierwszy od początku lat siedemdziesiątych wysyła ludzi w stronę Księżyca. Jeszcze nie na Księżyc, ale jest to bardzo duży krok w stronę powrotu na Księżyc.

Ola: Mały krok człowieka, wielki krok ludzkości. No dobrze, duży krok człowieka też.

Piotr: Zależy, [? niepewne: żeś] wymyśliła.

Ola: Prawda, jak oryginalnie.

Piotr: Nie wiem, [? niepewne: kto] tak długo kombinowałaś. Słuchajcie, to jest w ogóle bardzo ciekawa misja. Ona zaczęła się jako zupełnie co innego. Pierwotnie to była misja, która nie nazywała się w ogóle Artemis. Jej celem było wejście w kosmos i pomacanie kawała kamienia, który miał być sprowadzony na orbitę księżycową z asteroidy. Była taka misja, która się nazywała Asteroid Redirect Mission, która najpierw miała bardzo ambitny plan, żeby wziąć taką kilkumetrową asteroidę, zawinąć ją w worek i przyciągnąć na orbitę Księżyca. I na tej orbicie Księżyca ją dalej badać. Brzmi to niemalże jak science fiction, ale to była misja, która była bardzo, bardzo poważnie rozważana i która została tak naprawdę uwalona dopiero w 2017 roku.

I tu się pojawia Trump. To była misja, która była bardzo mocno promowana przez Obamę. Jak wiemy, Trump nie lubi Obamy. Właściwie większości ludzi nie lubi, mam wrażenie. A już na pewno nie lubi większości prezydentów Stanów Zjednoczonych. I nie oszukujmy się, trochę symbolicznie tę misję ustrzelono. Tam to była oczywiście znacznie bardziej skomplikowana sprawa, bo ona nie miała poparcia w parlamencie, bla, bla, bla i tak dalej.

Tak czy inaczej, ona przeszła metamorfozę. Najpierw to miało być ściągnięcie całej takiej mini-asteroidy na orbitę. Później był jeszcze pomysł, żeby z asteroidy odłupać, ściągnąć kamień, który miał tak z metr, dwa metry średnicy, i ten kamień sprowadzić na orbitę. I właśnie do tego kamienia czy tej asteroidy miała polecieć misja załogowa, mieli wyjść w przestrzeń astronauci i mieli ten kamień tam macać, ostukiwać, pobierać próbki i tak dalej. Wszystko to poszło się gonić.

Ola: To mi się bardzo kojarzy po pierwsze z ambicjami NASA, bo to wszystko Amerykanie chcą zrobić, a które nawiązują do tego, co wcześniej zrobili Europejczycy, czyli misja Rosetta, która wylądowała na komecie i tam miała ją badać. Troszkę pobadała, a troszkę nie do końca. To jest pierwsza rzecz, która mi się skojarzyła. A druga rzecz, to sobie tak myślę, że gdyby twórcy filmu Armageddon wiedzieli o misji Artemis, to prawdopodobnie ten film z Brucem Willisem, który po prostu szaleje, usiłując podłożyć ładunki atomowe na asteroidzie, miałby zupełnie inny wydźwięk. Pewnie Bruce Willis by holował różne asteroidy w stronę Księżyca.

Piotr: Tak, to byłby zupełnie inny świat. W każdym razie po tych wszystkich przewalankach i przebudowywankach z tej misji zostało tyle, że rzeczywiście w stronę Księżyca mają polecieć ludzie. Przeszła całą strategię kosmiczną, o tym by można długo gadać, głównie amerykańską. Przeszła dość dużo przemian. Tam się w międzyczasie przewalił Musk, który postanowił lecieć na Marsa. Jakoś na temat tego Marsa ostatnio cicho o leceniu.

Tak czy inaczej stanęło na tym, że Amerykanie mają wrócić na Księżyc i znowu go uczynić wielkim. I to jest plan, który już od mniej więcej dekady się kręci na różne sposoby. I właśnie częścią tego planu najpierw była misja Artemis I. Pewnie pamiętacie, to jest 2022 rok. Bezzałogowa misja testowa. Polegała na tym, żeby wysłać statek Orion (powinno być Orion, ale będę się trzymał polskiej wymowy) na taką odległą orbitę wokół Księżyca i sprowadzić go z powrotem na Ziemię, żeby sprawdzić, czy to wszystko działa. Ta misja jak najbardziej się udała, choć były pewne pierepałki, dlatego że chociażby okazało się, że osłona termiczna przy lądowaniu zniszczyła się troszkę bardziej, niż planowano, i tak dalej, i tak dalej.

Ola: A te osłony termiczne to pięta achillesowa NASA.

Piotr: Tak, chociaż myślę, że bardzo wiele się nauczyli od czasu dwóch katastrof promów, zwłaszcza tej drugiej, zwłaszcza Columbii.

Ola: [? niepewne: Ewangelii] Columbia, prawda?

Piotr: Tak, tutaj to Columbia szczególnie. No w każdym razie, wracając do tego, co się jednak wydarza, a nie co się mogło wydarzyć albo miało nie wydarzyć. Misja Artemis II jest misją załogową, której celem jest polecenie w stronę Księżyca, oblecenie go i powrót na Ziemię. I tu, jak ktoś jest trochę bardziej obeznany w kosmicznych tematach misyjnych, to może mu się skojarzyć z dwiema misjami. Przede wszystkim z misją Apollo 8. To była misja, której celem było mniej więcej to samo. To jest misja z 1968 roku i astronauci polecieli w takiej konfiguracji, jakby mieli lądować na Księżycu. Tyle że nie wylądowali, tylko oblecieli Księżyc. Różnica jest taka, że oni weszli na orbitę Księżyca i kręcili się po tej orbicie, aż wreszcie odpalili silniki i wrócili w stronę Ziemi. W ogóle ciekawa opowieść, ale nie na teraz.

Może się to też skojarzyć z inną zupełnie misją, nieco bardziej dramatyczną, mianowicie z misją Apollo 13, dlatego że to, co ma wykonać Artemis II, to w dużym stopniu powtórzenie tego, co zrobiło Apollo 13. Przypominam, że w Apollo 13 coś się popsuło w drodze w stronę Księżyca, a celem było oczywiście wylądowanie na Księżycu. Polecam bardzo dobry film, który o tym opowiada. Jak kto nie widział…

Ola: Tak, tytuł: Apollo 13.

Piotr: Łatwo znaleźć. Jak kto nie widział, to niech zobaczy, bo warto. O tym filmie już 15 razy mówiliśmy, ale niech tam. W każdym razie polecieli. Po drodze się zepsuło i podjęto decyzję, że jedynym sposobem, ze względu na ograniczone zasoby wszystkiego, jest wykorzystanie Księżyca jako miejsca do zawrócenia. To znaczy to jest…

Ola: Wykorzystanie grawitacji Księżyca.

Piotr: [? niepewne: Rasysta] grawitacyjna wokół Księżyca, czyli celujemy tak, żeby wejść na taką orbitę księżycową, która spowoduje okrążenie tego Księżyca i wyrzucenie przez grawitację statku z powrotem w stronę Ziemi.

Ola: No oczywiście to nie było celem tej misji, jak już wiecie. Natomiast powtórzenie tego manewru jest bardzo mądrym pomysłem, no bo to jest najbardziej energooszczędny sposób oblecenia Księżyca.

0:26:54 Załoga i plan lotu Artemis II

Piotr: No tak, tak, tak. Tylko prawda jest taka, że oni mieli różne plany. Skracając tę opowieść, bo można by bardzo długo mówić o tym, co planowano, to, co się w tej chwili faktycznie dzieje: startuje Artemis II. Znaczy startuje, jeszcze nie startuje, ale będą cztery osoby.

To jest [? niepewne: Reed] Wiseman, dowódca, i to będzie jego druga misja. Amerykanin Victor Glover to z kolei jest pierwszy niebiały człowiek, który poleci dalej niż na orbitę okołoziemską. On jest również Amerykaninem. To jest jego drugi lot. Leciał w SpaceX Crew 1, czyli pierwszym takim komercyjnym locie na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Specjalistką misji jest Christina Koch, również Amerykanka. I to jest jej… już nie jestem pewien, tak, też drugi lot. Ona jest z kolei posiadaczką rekordu najdłuższego pobytu kobiety w kosmosie: 328 dni na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. I również pierwsza oczywiście kobieta, która poleci w głęboką przestrzeń kosmiczną. I czwartą osobą jest Jeremy Hansen, Kanadyjczyk, specjalista misji. Pierwszy jego lot w kosmos. Znowu pierwszy Kanadyjczyk, pierwszy nie-Amerykanin, który poleci w okolice Księżyca.

Taki jest skład tej załogi. Plany są takie, żeby oni wystartowali… Pierwszy wolny termin to jest 6 lutego. Potem 7, 8, 10, 11. I później, jeżeli by to nie wyszło, na początku marca 6, 7, 9, 11 znowu. I kwietnia 1, 2, 3, 4, 5, 6… nie, 1, 3, 4, 5, 6. Dlaczego tak dziwnie? Dlatego że to ma związek z miesiącem księżycowym. To znaczy musi być odpowiednie ustawienie Ziemi, Księżyca i wszystkiego.

Ola: Żeby się wystrzelić w tę stronę i nie minąć się z Księżycem, tylko przelecieć obok.

Piotr: Tak, a przede wszystkim też wylądować. Tam jest bardzo wiele rozmaitych elementów. Jak zwrócicie uwagę, te lutowe i marcowe terminy to jest 6, 7, 8 i tak dalej, takie same prawie. One wynikają z tego, że luty jest krótki. Przypominam, że miesiąc księżycowy jest krótszy niż kalendarzowy, więc luty jest jedynym miesiącem odpowiadającym miesiącowi księżycowemu. Stąd takie przełożenie. Później w kwietniu to już się trochę przesuwa. Każdego z tych dni też jest tylko kilka godzin na start, bo to jest związane z tym, że ta misja jest bardzo stara i zaplanowana, a od momentu startu zależy też moment lądowania, a NASA bardzo nie lubi lądowań po ciemku, w związku z czym zależy im na tym, żeby oni wylądowali za dnia i tak dalej, i tak dalej. Dość to wszystko złożone.

Ola: Nie lubi lądowań po ciemku, bo wówczas trudno jest znaleźć kogoś, kto wylądował na przykład nie do końca w tym miejscu, gdzie się go spodziewano.

Piotr: Po prostu wypatrywanie wzrokowe. Ale też sam proces podejmowania jest bardziej skomplikowany. Jak to wszystko ma wyglądać? Oni mają sobie wystartować oczywiście z Kennedy Space Center w takiej dość szczególnej rakiecie. To będzie bodajże najpotężniejsza rakieta, która do tej pory leciała. Ma jeszcze takie rakiety pomocnicze na paliwo stałe, więc to jest rzeczywiście 65-metrowy kolos, ciekły wodór i tlen. W tej chwili jest, o ile pamiętam, już ta rakieta ustawiona na stanowisku startowym, pewnie będzie testowo napełniana, jak to zwykle się przeprowadza.

Ola: To jest większa od Saturna V, która wynosiła misję księżycową Apollo.

Piotr: O ile pamiętam, jest większa od Saturna V. Mogę jeszcze za chwilę sprawdzić. Albo ty możesz sprawdzić w międzyczasie, czy czegoś nie nadziobałem. W każdym razie różni się tym, że ma te rakiety pomocnicze. To jest w ogóle trochę recykling, dlatego że jest tam wiele elementów z tych misji. To są na przykład elementy, które były wykorzystywane w lotach wahadłowców. To nie jest tak, że akurat technologia napędowa tego rodzaju zmienia się jakoś strasznie dynamicznie. Wręcz się wykorzystuje nawet silniki, które są odzyskiwane z wahadłowców, bo to często tak działa.

W każdym razie, jak ma wyglądać lot? Charakterystyczne jest to, że po starcie oni mają wejść na orbitę okołoziemską i dość długo na niej pozostać. To jest taka orbita bardzo rozciągnięta. Przypominam, że ta klasyczna orbita, na której jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, to jest około 90 minut okrążenia Ziemi. Tu jest taka rozciągnięta orbita, gdzie okrążenie ma trwać niespełna 24 godziny. Oni tam mają przeprowadzić szereg testów. Między innymi mają przeprowadzić testy manewrowania tym statkiem, mają przeprowadzić testy systemów podtrzymywania życia. Jeżeli to wszystko zadziała, to drugiego dnia odpalają silnik główny, który skieruje ich w stronę Księżyca. Później około 3 dni lotu do Księżyca, znaczy nie na Księżyc, ale do Księżyca.

I tu będą trwały m.in. testy komunikacji laserowej. To jest fajna sprawa, dlatego że kto pamięta, jak wyglądała transmisja z Księżyca wówczas, nie była, powiedzmy sobie, jakościowo jakaś niesamowita. Natomiast tu jest taki system Optical to Optical Communication, czyli komunikacja oparta na wiązce laserowej, a nie na transmisji radiowej. I to ma dawać przesył z prędkością do 260 Mbps. To jest tyle, co taki już całkiem zacny światłowód. Więc to będzie pozwalało na transmisję w 4K z Księżyca. W każdym razie ten system Optical to Optical Communication jest w ogóle dość ciekawy, dlatego że oczywiście potrzebna jest stabilizacja, bo fale radiowe rozchodzą się we wszystkie strony, a laser, jak to laser, ma dosyć wąską wiązkę. W związku z czym, żeby utrzymać tę łączność, potrzebne są specjalne stabilizatory. No będą to wszystko testowali. Oczywiście nie jest to najważniejszy element, bo nie jest to jedyny system łączności. Radio jak najbardziej będzie tutaj zastosowane. Natomiast jeżeli to wszystko zadziała, to będziemy mieli takie transmisje 4K z Księżyca. Przypominam, że jest tam około sekundy opóźnienia, tyle światło leci z tamtych rejonów. Tu Ola w międzyczasie znalazła rakietę i trochę mnie skoryguje.

Ola: Porównanie rakiety SLS lecącej w misji Artemis do Saturna V, która wynosiła misję Apollo w stronę Księżyca: Saturn V był jednak wyższą rakietą, większą. Miał 110 metrów. Ta rakieta SLS ma 98 metrów. Natomiast jest mocniejsza, to znaczy ma większy ciąg, czyli prawie 40 meganiutonów, a Saturn V miał 34,5. Jeśli chodzi o prędkość, to również rozwija większą prędkość, i to dużo większą, bo 39,5 tysiąca kilometrów na godzinę. Natomiast Saturn V 28 tysięcy kilometrów na godzinę.

Piotr: Czyli jest potężniejsza, krótko rzecz ujmując. Okej, to dzięki za poprawki. W każdym razie na razie lecimy w stronę Księżyca. Jak już przylecimy do tego Księżyca, to ma się to odbyć na zasadzie minięcia Księżyca, oblecenia go od niewidocznej z Ziemi strony. Znalazłem dość rozbieżne informacje dotyczące tego, w jakiej odległości Księżyc będziemy mijali. Natomiast to będzie kilka tysięcy kilometrów. To znaczy w przeciwieństwie do na przykład wspomnianej misji Apollo 8 czy nawet misji Apollo 13, które leciały bardzo blisko, tu ta odległość wyniesie kilka tysięcy kilometrów, więc i widok jest zupełnie inny. To nie jest tak, jak pamiętacie może albo widzieliście w Apollo 13. Oni tam bardzo przeżywali, bo przelatywali te 110 chyba, jak się nie mylę, kilometrów nad powierzchnią Księżyca i mieli poczucie, jakby prawie mogli dotknąć tego miejsca, gdzie mieli lądować. Natomiast tu mamy raczej taki przelot, gdzie ten Księżyc wciąż jest dość daleko. Taki jest plan, taki jest tor tego przelotu. I później, dzięki wykorzystaniu asysty grawitacyjnej Księżyca, zaczynamy wracać na Ziemię.

Cała misja ma trwać 10 dni. Istotne jest też to, że powrót odbywa się z bardzo dużą szybkością, w związku z czym wejście w atmosferę będzie wyjątkowe. To jest około 40 tysięcy kilometrów na godzinę. Żeby to wyhamować, zastosowany będzie taki manewr odbicia od atmosfery. Trochę się to porównuje do kamienia rzucanego na wodę, który odbija się od powierzchni. Tutaj to działa podobnie. Przy dużej prędkości i odpowiednim kącie podejścia następuje odbicie od atmosfery. W ten sposób część tej prędkości będzie wyhamowana. No i ma nastąpić wodowanie na Pacyfiku, w okolicy gdzieś tam San Diego. Tak to jest wszystko zaplanowane. Dość interesująca jest cała ta kombinacja techniczna. Nie będę się we wszystkie szczegóły wdawał.

W każdym razie warto dodać, że istotny udział w tej misji ma Europejska Agencja Kosmiczna, która zbudowała moduł serwisowy. Mimo że nie lecą tam żadni przedstawiciele Europejskiej Agencji Kosmicznej, bez niej ten lot z pewnością nie miałby się co w ogóle próbować odbywać. W skrócie mamy tutaj trzy konfiguracje. Jest konfiguracja startowa, później konfiguracja orbitalna podczas tych manewrów wokół Ziemi i wreszcie konfiguracja przelotowa, czyli to, co leci do Księżyca, czyli moduł załogowy i europejski moduł serwisowy zrobiony przez Airbusa. Dość tam wiele się będzie działo. Między innymi zanim ruszymy ku Księżycowi, zostanie wypuszczonych na orbitę pięć miniaturowych satelitów CubeSat, więc kilka rzeczy zostało połączonych. Tak naprawdę większa część tej misji to są testy, testy, testy. Systemy usuwania dwutlenku węgla, generatory tlenu. Cała ta kapsuła jest w ogóle malutka, więc oni się tam będą przepychali, przesiadali. Niewątpliwie nie jest to komfortowy lot.

A jedna rzecz, jeżeli chcielibyście też polecieć, to jest to proste. Można wpisać sobie swoje imię i nazwisko i dostać taki boarding pass. Ja tutaj mam gdzieś ten mój boarding pass, tylko oczywiście nie wiem gdzie go zostawiłem, ale mam zapisany. Nie, nie, nie, mam, mam. Możecie sobie wygenerować taki boarding pass. Link do generowania tego znajdziecie w opisie odcinka.

Ola: To ja to zrobię.

Piotr: Zrób to koniecznie, bo to nie jest tak, że sobie zrobisz ten boarding pass, a potem go zgubisz. Tylko w momencie kiedy się tam zarejestrujesz, twoje imię i nazwisko zostanie zapisane na specjalnej karcie pamięci, która poleci razem z misją. W związku z czym symbolicznie okrążysz Księżyc. Bardzo polecam.

Ola: W postaci zero-jedynkowej okrążenia.

Piotr: Tak, w postaci zer i jedynek. Polecam, można to zrobić. Boarding pass wygląda nadzwyczaj, można powiedzieć, poważnie. O, znalazłem mój boarding pass, w międzyczasie gadając do was. Boarding pass Artemis II, Piotr Stanisławski, bo polskich liter nie przyjmuje. Boarding now. Tu możemy sobie wszystkim tym zarządzić. Jest [? niepewne: zarobie] słuchajcie, 685 tysięcy mil. O, właśnie.

Ola: I mam swój numerek. Miles and More się to liczy?

0:39:59 Artemis III i eksploatacja Księżyca

Piotr: Tak, tak. Bardzo możliwe, że następnym razem będę miał tańszy przelot wokół Księżyca. Bardzo polecam wygenerować sobie tego boarding passa. Jest naprawdę bardzo elegancki i ma wszystkie te rzeczy, które powinien mieć boarding pass. Ale przede wszystkim naprawdę polecicie tam w tej symbolicznej wersji.

No cóż. Jest to niewątpliwie początek czegoś większego. Znowu nie będę opowiadał o wszystkich opóźnieniach, ale było ich całe mnóstwo. Mówiło się, że może w 2027 roku, ale teraz się mówi, że nie wcześniej niż w 2028, a pewnie jeszcze później poleci Artemis III. I Artemis III to wreszcie będzie to, co robiliśmy na przełomie lat 60. i 70., czyli lądowanie na Księżycu. To ma być rzeczywiście misja, w której ludzie mają tam wylądować, i to w takim trudniejszym obszarze, bo na południowym biegunie Księżyca. Mają spędzić chyba, nie, około tygodnia na powierzchni, już nie jestem pewny w tej chwili.

Jest to misja, która będzie się dość zasadniczo różniła od misji Apollo tym, że misje Apollo były przede wszystkim popisówkami, to znaczy z cyklu: ha, ha, ha, popatrzcie, Ruscy, co my możemy. Nie oszukujmy się, był to istotny element propagandowy. Oczywiście badawczo i tak dalej. Natomiast misje Artemis mają przede wszystkim na celu rozpoczęcie eksploatacji Księżyca. To znaczy mówi się o tym, że jest to początek wypraw na Księżyc, które będą służyły temu, żeby zakładać tam stałe bazy, zacząć prowadzić jakieś wydobycie surowców i tak dalej. Oczywiście kiedyś sobie polecimy na Marsa. Jeżeli ktoś Wam mówi, że polecimy na Marsa niedługo, to mu nie wierzcie, bo jesteśmy do tego bardzo, bardzo nie gotowi, o czym w którymś odcinku wspominaliśmy.

Tak czy inaczej, po wielu latach latania nad Ziemią w takiej dość niepozornej odległości, która mniej więcej dzieli Warszawę od Gdańska czy może Koszalina, czyli te 400 km, zależy, jak jedziemy (bo na takiej wysokości lata Międzynarodowa Stacja Kosmiczna), wreszcie polecimy gdzieś dalej. I to rzeczywiście dalej, znowu ja mówię my, ja polecę, bo już mam swój boarding pass, zaraz byś mnie miała.

Ola: Zapisujcie się. Ja tutaj taką łyżkę dziegciu dołożę, bo tak 60 lat minie za moment od pierwszego lądowania na Księżycu i już po 60 latach udaje się być może powtórzyć ten wyczyn technologiczny, ale druga rzecz jest taka, że mi się wydaje, że eksploatacja Księżyca i zakładanie baz badawczych, OK, ale eksploatacja to zaraz się tam zacznie i będzie zniszczenie, i będzie w ogóle jedna wielka [? niepewne: jadka] o zasoby i tak dalej. To nie będzie fajne prawdopodobnie w dłuższej perspektywie.

Piotr: Wiesz co, Ola, tak samo niefajne jest wiele rzeczy, które ludzie robią, włażąc na nowy teren, jasne. Z drugiej strony przynajmniej nie naruszymy ekosystemu, bo go tam nie ma raczej, o ile nam wiadomo. Co więcej, wiele lat nam zajmie, zanim na tym Księżycu odciśniemy jakieś piętno, które będzie miało dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo nasze wszystkie bazy będą zajmowały rozmiary wielkości małej wioski w najlepszym razie, a Księżyc jest jednak sporo większy.

Ola: No ale ślady ludzkie, nawet te odciśnięte w gruncie księżycowym, tam przetrwają, nie wieczność, dlatego że przetrwają do najbliższego uderzenia jakiejś asteroidy czy innych meteorytów.

Piotr: A teraz już mało ich uderza, wiesz, większość tego mielenia Księżyca już się odbyła.

Ola: Będą tam niemalże na stałe, przynajmniej w kategoriach ludzkiego życia.

Piotr: Nie, no tak oczywiście, tylko z drugiej strony my się tutaj ekscytujemy, ohoho, Księżyc, a jak spojrzymy na siebie w skali kosmicznej, to nasz zapaprany Księżyc nie stanowi istotnego procenta czegokolwiek.

Ola: Jeszcze nie zapaprany, dopiero go zapaprzemy. Tak. A ci z Was, którzy uważnie słuchają tego, co mówimy, na pewno wyłapali, że kiedy mówiłam o misji Rosetta, to [? niepewne: powiedziałam o asteroidzie], a tu oczywiście chodziło o kometę. Jeżeli powiedziałam źle, to mówię, że dobrze, kometa, tak? To była europejska misja na kometę Czurumow-Gerasimenko.

Piotr: Tak jest.

Ola: A potem ta kometa zmieniła nazwę i już nie pamiętam, jaką miała nazwę liczbową.

Piotr: No, bo Czurumow-Gerasimenko to jest taka nazwa, jak powiem, dla ludzi, jest jeszcze jakieś strasznie oficjalne oznaczenie, no whatever. W każdym razie powiem szczerze, trzymam kciuki za misję Artemis. Trzymam niezależnie od moich obecnych przemyśleń na temat Stanów Zjednoczonych i tak dalej. W sumie jest to fajne, że jednak daje się zrobić coś wciąż trochę ponad podziałami, bo tu mamy Kanadyjczyków i Amerykanów, ale też i ten udział Europejskiej Agencji Kosmicznej. Oby to raczej łączyło nas, niż dzieliło. Czasy i moment historyczny mamy trudny.

Ola: To ja znowu tutaj dorzucę swój komentarz do ogródka, bo mam nadzieję, że jak już może Amerykanom się jakoś niedługo uda wbić tę swoją flagę na Księżycu ponownie, to może niektórzy wyluzują z zajmowaniem Grenlandii.

Piotr: Oby tak było. [? niepewne: Płonny nadziejem się], chyba że zapomną, na co można liczyć bardziej. No, zobaczymy, jak to wyjdzie, zobaczymy. Ja się tylko trochę obawiam, że znowu będzie tak, że OK, ta misja poleci, oni okrążą ten Księżyc, a potem znowu długo, długo nic, bo wbrew pozorom to jednak jest bardzo duży krok pomiędzy. Ja i tak jestem zaskoczony tym, że od Artemis I do Artemis II mijają ledwie niespełna 4 lata, więc test rzeczywiście… myślałem, że to znacznie dłużej będzie trwało. Natomiast ten moment, żeby jednak wrócić do tego lądowania i żeby wysiąść z tego statku i połazić po tym Księżycu, no mam nadzieję, że to nastąpi raczej szybciej niż później.

Ola: I mam nadzieję, że nasze pokolenie, to znaczy już tak ponad wszystkim, czego się obawiam, że nasze pokolenie będzie mogło wziąć udział, oglądając to lądowanie na Księżycu, tak jak pokolenie naszych rodziców czy dziadków, wręcz czynny udział w tym podboju kosmosu, nazwijmy to w ten sposób.

Piotr: No tak, tak, tu będziemy mieli lepszą transmisję. Raczej przestałem już liczyć na to, że za mojego życia polecimy na Marsa, chociaż piętnaście lat temu wyglądało, że ohoho, jak najbardziej, nawet jeszcze dziesięć lat temu. Im więcej o tym wiem, tym bardziej mam poczucie, że nic z tego, zwłaszcza że nadmuchane pierdoluty Elona Muska na ten temat okazują się, surprise, surprise, nadmuchanymi pierdolutami.

Ola: A może on sam, tak jak obiecywał, poleci na tego Marsa i uwolni nas od swojego towarzystwa.

Piotr: No jest to wskazane, żeby wystrzelił. Tak miało nie być zbyt politycznie, ale to akurat nie jest polityczne, po prostu jest to… Zresztą wspominaliśmy kiedyś o tym. Jeszcze zanim było modne jechanie po Elonie Musku, przeczytałem taką książkę, już kiedyś o tym mówiłem, ale krótko powiem: jest to autoryzowana książka na temat SpaceX i powiem szczerze, jeżeli to jest autoryzowana książka, jak ją wtedy przeczytałem parę już ładnych lat temu, to uznałem, że to musi być naprawdę niewiarygodny palant, już poza tym, że człowiek po prostu paskudny, a potem się to tylko wszystko potwierdzało. Nie powiem, że mam z tego większą satysfakcję, ale mówię, że to, co mówię w tej chwili, to nie jest tylko jakieś moje polityczne ustawienie czy moda na jechanie po nim. Jest to człowiek pod wieloma względami nieinteresujący, a również jego wkład w podbój kosmosu i w działanie firmy SpaceX bywa znacznie przeceniany.

Ale kończąc optymistycznie: jak dobrze pójdzie, to za dwa tygodnie z niewielkim okładem, nie wiem, zależy kiedy, słuchacie, ta misja może już startować. Bardzo polecamy śledzenie tego, polecamy też czym prędzej zarejestrowanie się, żebyście mieli swój boarding pass, kartę pokładową. Do misji link znajdziecie w opisie odcinka.

0:48:49 Zakończenie i słowo na dziś

Ola: A jeżeli chcecie usłyszeć więcej naszych różnych historii podcastowych, to pojawcie się na stronie Polskiego Radia albo gdzieś na Spotify, poszukajcie dwóch naszych cykli podcastowych, które robimy we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni oraz Sekcji Teorii Spiskowych. Tę ostatnią można również oglądać na wideo na YouTubie i tam, gdybyśmy my robili u nas w domu to wideo, to bym mogła Wam dzisiaj mapę pokazać i wytłumaczyć ze specjalnym wskaźnikiem. Wyobraźcie sobie, że mamy taki wskaźnik ze strzałeczką.

Piotr: Musiałabyś też pokazać potworny bałagan w naszej kuchni, jak również częściowo zdemolowany dom, dlatego że mamy lekką przebudowę łazienki, co oczywiście sprawiło, że łazienka rozprzestrzeniła się na cały teren, w związku z czym dlatego m.in. nie robimy tego wideo, że…

Ola: Że nie mamy oddzielnego studia, tylko robimy to w naszych domowych śmieciach.

Piotr: Ale jak kiedyś Elon Musk nam podaruje milion dolarów, to sobie zbudujemy studio.

Ola: A ja bym wolała od niego nie dostawać miliona dolarów.

Piotr: A może nam zapisze, jak umrze, po prostu, to byłoby miłe. Żeby posłuchał tego, co mówimy, pomyślał sobie: kurde, jednak byłem paskudnym typem, zmienił swoje postępowanie i z wdzięczności zapisał nam pieniądze, żebyśmy zbudowali studio.

Ola: No tak, należy na to liczyć. I wtedy sobie wybudujemy takie małe studio, takie, wiesz, dwa metry na dwa metry.

Piotr: Ale [? niepewne: pieprzy noc], chyba trzeba skończyć.

Ola: Dobrze.

Piotr: Słuchajcie, polecajki dzisiaj nie będzie, bo nie wymyśliliśmy.

Ola: Przepraszamy was za to, co robimy. W każdym razie jest słowo na dziś.

Piotr: Jest słowo na dziś.

Ola: Są nawet dwa słowa na dziś.

Piotr: A ja nawet będę miał cztery słowa na dziś, więc…

Ola: A moje słowo na dziś to boarding pass.

Piotr: A ja proponuję, jak ktoś woli, to może też karta pokładowa. No, słuchajcie, dzięki i… Cześć.

Źródła

* https://www.science.org/doi/10.1126/sciadv.ady9545

* https://www.popularmechanics.com/science/archaeology/a69160891/new-evidence-first-americans-japan/

* https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9832545/

* https://www3.nasa.gov/send-your-name-with-artemis/

* https://www.bbc.com/polska/articles/cgl8nwnl2l8o

* https://www.nasa.gov/humans-in-space/artemis/

* https://www.esa.int/Science_Exploration/Human_and_Robotic_Exploration/Orion/Artemis_II

* https://www.space.com/artemis-2-humans-moon-orbit

* https://www.nasa.gov/mission/artemis-ii/

* https://www.nasa.gov/humans-in-space/orion-spacecraft/

* https://en.wikipedia.org/wiki/Artemis_I

* https://en.wikipedia.org/wiki/Artemis_II

Źródła

Do Ameryki

Tu czeka karta pokładowa