Podcast Crazy Nauka · odc. 160

Nauka na czasie: I po co znowu lecieć na Księżyc?

07-04-2026 · 71 min · Nauka na czasie, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Niewidoczna strona Księżyca, hel-3, taikonauci, awaria kosmicznego sedesu i pytanie: po co tam wracamy? Misja Artemis II pokazuje, jak bardzo współczesny podbój Srebrnego Globu różni się od epoki Apollo. A my rozbieramy ten lot na czynniki pierwsze.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Amerykanie lecą na Księżyc ku chwale ludzkości, czy jednak dla zysku? A jeśli dla zysku, no to gdzie on się kryje? Co takiego wypatrzyli po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca?

I czy w ponownym podboju Srebrnego Globu przeszkodzi im zatkany sedes? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski. Witamy was w podcaście Crazy Nauka, bardzo zaraz po świątecznym.

Tak i dziś opowiemy o temacie, który po prostu musiał się u nas pojawić, bo chwilowo zmiótł wszystkie inne wiadomości naukowe. No i oczywiście chodzi o misję Artemis II, która tej minionej nocy okrążyła Księżyc i wraca na Ziemię. Postaramy się w tym odcinku dostarczyć wam trochę mniej oczywistych informacji na jej temat.

Jednocześnie zastanowimy się, dlaczego większość ludzi na świecie tak średnio się tymi wydarzeniami ekscytuje. To jest oczywiście świetny moment, żeby wam przypomnieć, że możecie zasubskrybować nasz podcast, dzięki temu nie umkną wam nasze dźwiękowe poczynania. Przypominamy też, że są jeszcze dwa inne podcasty, które tworzymy.

Oba powstają we współpracy z Polskim Radiem. I są to oczywiście Laboratorium Zbrodni, w którym w tym odcinku opisujemy, jak pewien, delikatnie mówiąc, niezbyt bystry informatyk nie ogarnął takich [? niepewne: gdyż] podstawowych spraw.

I Sekcja Teorii Spiskowych, w której pozostajemy w cyfrowych klimatach i mówimy o teorii, która ma w sobie więcej prawdy, niż można by się spodziewać. Zanim ruszymy w tę kosmiczną podróż, musimy wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych. I tych nieliczących się również.

[~0:01:55] Kolejne misje Artemis i załoga Artemis II

Misja Artemis II. Wiemy, że już o niej mówiliśmy dwa razy. Wreszcie polecieli, wreszcie im się udało.

Wystartowali szczęśliwie. Pokrążyli wokół Ziemi, zaraz powiemy, mniej lub bardziej szczęśliwie. I trzymamy kciuki, żeby wrócili, więc tylko tak robimy.

Ale już lecą ku nam. Tak, tylko lądowanie jeszcze jest niecałkiem pewne. Dla tych, którzy być może zajmowali się czym innym, na przykład przygotowaniami do Wielkanocy.

Musieli się czymś zajmować od stycznia, bo wtedy chyba pierwszy raz mówiliśmy.

Przypominamy, że ta misja Artemis II ma na pokładzie czworo astronautów i wystartowała w stronę Księżyca 1 kwietnia, a u nas to był już 2 kwietnia, żeby nie było. Po to, żeby docelowo okrążyć Księżyc i ponownie wylądować na Ziemi. Numer 2 bierze się stąd, że przedtem, a jakże, był lot Artemis I, który odbył się w 2022 roku, ale to był lot bezzałogowy i to był ten sam właściwie manewr trenowany, czyli okrążenie Księżyca.

Tylko teraz jest z załogą, przedtem było bez załogi, a następna, jak możecie się domyślać, będzie misja Artemis III, która pierwotnie miała zabrać załogę na powierzchnię Księżyca, po raz pierwszy po 1972 roku, czyli wtedy, kiedy lądował tam ostatni pojazd Apollo. Natomiast zmieniły się plany całkiem niedawno. Półtora miesiąca temu NASA ogłosiła, że Artemis III jednak nie wyląduje na Księżycu, tylko skupi się na testowaniu komercyjnych lądowników, które mają wziąć udział w tej misji.

Lądowników skonstruowanych przez SpaceX Elona Muska oraz firmę Blue Origin Jeffa Bezosa. To będzie pierwsza tego kalibru misja, w której będą uczestniczyły pojazdy w całości zbudowane przez komercyjnych dostawców. Oni w ogóle nie polecą nawet w stronę Księżyca.

To jest misja na niskiej orbicie okołoziemskiej i tak naprawdę chodzi o przetestowanie tych manewrów, które później będą wykonywane na orbicie Księżyca. Więc tu jest dość istotna zmiana. Jak ktoś nas słuchał, kiedy pierwszy raz mówiliśmy, a chyba i drugi raz też o Artemis, to jeszcze nie było tych informacji, jeszcze wtedy teoretycznie Artemis III miała być tą misją z lądowaniem na Księżycu, chociaż właściwie wszyscy wiedzieli, że nie będzie, skoro Artemis II się tak strasznie opóźnia.

No więc teraz to zaktualizowali. I ma być jeszcze Artemis IV, jak się domyślacie, czyli ta docelowa misja, kiedy wreszcie Amerykanie mają stanąć na Księżycu, ale to będzie nie wcześniej niż w 2028. I co więcej, jest na razie określone tak, że Artemis IV to jest pierwsza potencjalnie załogowa misja z lądowaniem na Księżycu, więc nie wiem, ile jeszcze można sobie zostawić furtek i zabezpieczeń, żeby tylko nie powiedzieć, że nie, nie będzie.

Więc ja stawiam 5 złotych na to, że nie będzie misji Artemis IV w 2028 roku i że Artemis IV, chyba że go przesuną nie wiadomo kiedy, nie będzie lądowaniem na Księżycu. I co więcej, stawiam drugie 5 złotych na to, że pierwsi na Księżycu lądują Chińczycy. A ja stawiam 5 złotych na to, że Amerykanie jednak polecą w tym 2028 roku, bo im się zepną pośladki, ponieważ Chińczycy będą mieli lądować, w związku z czym Amerykanie polecą byle jak i być może im się znowu uda, jak w przypadku tych misji Apollo, które leciały tylko po to, żeby polecieć wcześniej niż Rosjanie na Księżyc. No ja myślę, że nie. Mamy więc, trzeba by tylko zaktualizować o inflację, zakład, proszę, może będziemy pamiętali, żeby go rozstrzygnąć.

No dobra, to wróćmy do Artemis II, która jest jednak bardzo ważną misją pod wieloma względami. Przede wszystkim minęło 54 lata od ostatniego lądowania na Księżycu. No tu nie jest lądowanie na Księżycu, ale też można powiedzieć, że minęło 54 lata od czasu, jak ktoś poleciał w stronę Księżyca, i 54 lata, kiedy ktoś w ogóle się wybrał gdziekolwiek poza niską orbitę okołoziemską. Jak na razie tylko latamy tam i nazad, po prostu na odległość jak z Warszawy do Gdańska, może troszkę więcej, ale niewiele, więc naprawdę nie ma z czym za bardzo się chwalić. Zresztą nazwa tej misji, Artemis, to Artemida, czyli bogini, siostra bliźniaczka Apollina, czyli nawiązanie do misji Apollo z lat 60. i 70.

Dobrze, że Amerykanie wiedzą, że to jest nawiązanie, bo ich stosunek do mitologii greckiej bywa arcyzabawny. To jest w ogóle misja, która trochę nie pasuje obecnej administracji. Mam wrażenie, że oni nie bardzo się nią chwalą, bo pan Donald Trump oczywiście poza tym, że obecnie zajmuje się, no dobra, różnymi rzeczami, to znaczy właśnie pojawiła się jego informacja o tym, jak to będzie niszczył cywilizację w Iranie, to nie pozdrawiamy.

W każdym razie bardzo jego administracji ta misja nie pasuje, ponieważ ona jest, wyobraźcie sobie, strasznie woke, bo jest tam, uwaga, tylko jeden taki, jakby to powiedzieć, domyślny, standardowy, biały amerykański mężczyzna. Wiecie, według wizji Donalda Trumpa właściwie tylko tacy ludzie powinni gdziekolwiek być prezentowani, niewiele przesadzam, czasami jeszcze ewentualnie mogą być białe kobiety, ale ostatnio dwie wyrzucił z pracy, więc różnie z tym bywa. No w każdym razie tym standardowym białym mężczyzną jest Reid Wiseman, dowódca misji.

Natomiast mamy tam, uwaga, i tu straszne rzeczy, Victora Glovera, pilota, który jest pierwszym czarnoskórym człowiekiem poza orbitą Ziemi. Jest tam również Christina Koch, uwaga, kobieta, specjalistka misji, również pierwsza kobieta, która jest poza niską orbitą Ziemi. I jeszcze, uwaga, Kanadyjczyk Jeremy Hansen, czyli mamy dokładnie taki zestaw, który się najbardziej może obecnemu prezydentowi nie podobać.

Natomiast ta misja została ustalona za poprzedniego prezydenta i nawet Donaldowi Trumpowi jest trudno uderzyć butem w stół i powiedzieć, że ma lecieć kto inny, bo te procedury przygotowania to są naprawdę długie lata.

[~0:09:04] Po co wracamy na Księżyc: Chiny i hel-3

No ale teraz zastanówmy się w ogóle, po co Amerykanom ten Księżyc, po co oni chcą na niego wracać. Odpowiedź krótka jest taka: bo Chiny, kropka.

No tak, bo już wspomnieliśmy, moje 5 złotych czeka. Chcą tam wysłać astronautów, a raczej taikonautów, bo od chińskiej nazwy astronauty ta nazwa pochodzi. Do 2030 roku Chińczycy mają wylądować na Księżycu. Potem chcą zbudować tam bazę i, o zgrozo, wydobywać dzięki temu surowce księżycowe, ale też po to, żeby w przyszłości być może móc przesiadać się tam, żeby dolecieć dalej, na Marsa.

No to już w ogóle zgroza. Stany Zjednoczone oburzone. Ale co te Chiny chcą wydobywać? I nie tylko Chiny, bo Stany Zjednoczone też jak najbardziej, wszyscy patrzą łakomym okiem na Srebrny Glob, ponieważ tam jest chyba jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie mogą się przydarzyć na Ziemi. Otóż chodzi o hel-3. Niedawno mieliśmy cały odcinek podcastu o helu, a tym razem o helu-3, który jest niezwykły, bo jest niezwykle rzadkim izotopem i przez to kosmicznie, dosłownie kosmicznie drogim.

Przy okazji odcinka o helu dostaliśmy bardzo fajny i ciekawy komentarz od człowieka, który się zajmuje transportem helu. Trochę nam tam wyjaśnił, trochę wyprostował. Myślę, że w następnym odcinku na początku zrobimy lekką wstawkę i update tych informacji, bo szczerze, jeszcze muszę się z nim skontaktować i zagadać.

Pozdrawiamy, bardzo dziękujemy, że to skomentowałeś, i tam parę jeszcze ciekawych rzeczy wyszło. Ale wracamy, bo o helu-3 jakoś nie powiedzieliśmy. O helu-3 nie mówiliśmy, natomiast jest on niezwykle pożądany, bo na Ziemi jest go mniej niż 25 ton, to po prostu śladowe ilości.

W związku z tym jego cena za kilogram wynosi obecnie około 20 milionów dolarów. 20 milionów za jeden kilogram. Natomiast na Księżycu złoża helu-3 mogą sięgać nawet 3 milionów ton.

No i oczywiście kto pierwszy, ten lepszy, kto pierwszy posiądzie te atrakcyjne złoża, ten będzie bogaty. Ale po co ludziom ten hel-3? I tu jest bardzo ważne zastosowanie.

Otóż ma on służyć jako paliwo do fuzji termojądrowej, jako bezpieczne paliwo, które jest przyszłością ziemskiej energetyki. Gdyby się udało je pozyskiwać w miarę ekonomicznie, nie takim kosztem, żeby transport przewyższał wartość samego helu, to bylibyśmy nawet nie o jeden krok, o kilka kroków bliżej fuzji, która jest bardzo pożądanym sposobem wytwarzania energii. Oczywiście nie jest tak, że nam dostarczą ten hel, czy sobie dostarczą Chińczycy i od razu ta fuzja ruszy.

To oczywiście znacznie bardziej skomplikowane, ale jest to istotny element tego planu. A dlaczego na Księżycu jest tyle helu-3, a na Ziemi wcale nie?

No więc Ziemia się skutecznie przed helem-3 broni dzięki swojej magnetosferze, czyli polu magnetycznemu, które nie dopuszcza wiatru słonecznego, a wraz z wiatrem słonecznym przybywa do Ziemi właśnie hel-3 prosto ze Słońca. Na Księżycu nie ma tego problemu, nazwijmy to, i tam hel wnika. Przede wszystkim jest obecny w trzech górnych metrach regolitu, czyli tego gruntu księżycowego.

Najwięcej odkryto go, zlokalizowano, w okolicach równikowych Księżyca. Tam też Księżyc otrzymuje najwięcej światła słonecznego.

[~0:13:00] Niewidoczna strona Księżyca, badania naukowe i moduł serwisowy

Oczywiście cała misja ma przede wszystkim na celu przygotowanie do lądowania na Księżycu.

Tak, wiadomo. Natomiast przy okazji zrealizowano całkiem sporo rozmaitych naukowych celów. I tu szczególnie istotne są obserwacje geologiczne.

I to zarówno po to, żeby rozpoznać miejsca lądowania tych przyszłych misji, Artemis 27. Zobaczymy, jak tam wylądują. Jestem pełen optymizmu.

Ale jest też ciekawa sprawa, która przez długi czas w ogóle nie była oczywista. Chodzi o to, że jest bardzo duża różnica między niewidoczną a widoczną stroną Księżyca. Oczywiście zdaliśmy sobie z tego sprawę dopiero, jak zobaczyliśmy niewidoczną stronę Księżyca, niewidoczną z Ziemi.

Bo jak wiecie, Księżyc jest niejako przyklejony twarzą do Ziemi. To znaczy obraca się wokół Ziemi w taki sposób, że zawsze jest widoczny tą jedną stroną, a ta druga strona, kiedyś nazywana ciemną stroną Księżyca, co jest zupełnie absurdalne, bo tam Słońce jak najbardziej świeci również. No to kiedyś nazywano to ciemną stroną Księżyca.

No tak, Księżyc się leciutko nam buja i zajebiście się to [? niepewne: zajebistko] nazywa libracją. Dzięki temu widzimy troszkę więcej niż połowę powierzchni Księżyca, ale tak czy inaczej tej niewidocznej strony nie widzimy. Po tamtej stronie nie ma takich dużych mórz zastygłej lawy bazaltowej.

To jest efekt tego, że w dawnych dobrych czasach, kiedy tam uderzały większe ciała, one przebijały skorupę, wypływała z wnętrza Księżyca magma jeszcze w czasie, kiedy Księżyc był w środku znacznie cieplejszy, rozlewała się i tak dalej. No i te dwie strony Księżyca nawet na pierwszy rzut oka się różnią. Jak sobie znajdziecie zdjęcie tej niewidocznej i widocznej strony Księżyca, to nie trzeba być specjalistą, geologiem czy księżycologiem, żeby zobaczyć, że ta różnica jest naprawdę bardzo duża.

Geologiem planetarnym, bo geolog planetarny zajmuje się również księżycami. Trochę wychodziłeś poza swoje kompetencje. Powiedz to geologowi planetarnemu.

A ja nie wiem, czy geolożką planetarną nie jest doktor Anna Łosiak. Właśnie o niej pomyślałem. Chyba jest.

Ona tak, chyba tym się zajmuje. Pozdrawiamy Anię. Ale właściwie dlaczego tak jest, że ta jedna strona była bardziej płynna, ta druga bardziej twarda?

Tutaj mamy hipotezę dosyć dobrze udokumentowaną. Naukowcy, zdaje się, w większości zgadzają się z tym, że przed tymi miliardami lat było tak, że ta twarz Księżyca zwrócona w stronę Ziemi była przez tę Ziemię bardziej rozgrzewana, w związku z czym wolniej stygła niż ta druga część, która szybciej stygła i szybciej się utwardzała, w związku z czym skorupa po tej drugiej stronie stała się znacznie grubsza niż od strony Ziemi. W związku z czym, kiedy od tamtej drugiej strony uderzają w tę skorupę meteoryty, to się nie przebijają przez tę grubą warstwę gruntu księżycowego i nie wybijają tych kraterów, i nie wypływała dawniej ta lawa.

A po naszej stronie działo się tak, ponieważ ta skała była cieńsza i w związku z tym meteoryty mogły ją przebijać, te większe oczywiście. Ale to nie tylko geologia tu będzie badana, bo przy okazji bada się parę bardzo ważnych elementów, między innymi są prowadzone badania nad psychiką astronautów, o tym za chwilę, ale też nad wpływem przebywania przez dłuższy czas w przestrzeni kosmicznej, zwłaszcza z dala od Ziemi, na zdrowie, a szczególnie na szpik kostny. Tu jest duże zainteresowanie. Oni zabrali ze sobą, to nawet było widać, gdzieś tam przy starcie tym wymachiwali.

To jest taki projekt, który się nazywa Avatar. Zrobione są takie czipy, można powiedzieć, takie minimodele, które lecą z nimi na Orionie. To są komórki szpiku przede wszystkim, chyba dwa rodzaje, i takie same próbki są zachowane na Ziemi, przetrzymane, i potem oni sobie będą porównywali, jak promieniowanie i mikrograwitacja wpływają na produkcję krwinek, na funkcje odpornościowe i ewentualnie na jakieś uszkodzenia tego szpiku. I to jest dosyć efektowna rzecz, bo te czipy wyglądają jak takie małe, przezroczyste cuśki z niebieskimi i różowo-magentowymi kreseczkami w środku.

Warto, jak sobie wpiszecie Artemis Avatar, to zobaczycie. Nie ma to nic wspólnego z filmem, tylko mówię, to nie o to chodzi. Ale to całkiem ciekawe.

To jest jeden z tych efektownych akronimów pewnie. Zapewne tak, bo to wielkimi literami pisane, więc pewnie z czegoś to wywiedli, ale nawet nie chcę się tropić, bo to mało ważne w tej chwili. Jest tam również badanie odporności, hormonów stresu i biomarkery generalnie, pobierane z krwi i śliny przed lotem, podczas lotu i po powrocie.

No a właśnie i kwestia przebywania w małej przestrzeni. Oni i tak mają tam znacznie bardziej komfortowe warunki niż podczas misji Apollo. Mają składane fotele i zresztą widać było, jeżeli ktoś śledził transmisję z lotu, to jeszcze nadal można zobaczyć, że oni tam, no to trochę wygląda tak, jakby na strychu siedzieli, takie miałem skojarzenie.

Tam zdaje się mogą to zamienić na salę ćwiczeń. Tak, tak, sala ćwiczeń to dużo powiedziane, oni tam mają jedno kółko. Mają taki bezwładnościowy system do ćwiczeń, ponieważ nie ma tam takich rozbudowanych przestrzeni jak na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie mają konkretną siłownię, tylko tu mają jedno urządzenie, w którym generalnie ciągnie się za sznurek, kółko stawia opór i oni sobie tam ćwiczą na tym, co się da.

To jest całkiem niezłe rozwiązanie, jakby ktoś potrzebował małego urządzenia do ćwiczeń w domu i jednocześnie zamierzał rzeczywiście ćwiczyć, bo wiecie, jak to jest, jak się kupuje te rowery stacjonarne i one potem dobrze służą jako wieszaki na ubrania, dużo się na nich mieści. I potem można je gdzieś sprzedać na Vinted.

Razem z tymi ubraniami. Można razem z ubraniami, jak na Vinted. I w związku z tym, żeby to wszystko tam upchnąć, no to dość fajnie pogłówkowali, jak na tym wyjątkowo ciasnym strychu upchnąć te cztery osoby, żeby się tam nie pozagryzały, jeszcze ze śmierdzącym kiblem, o czym zaraz będziemy mówili. No więc jest też badanie skierowane na tę odporność psychiczną. Oni mają oczywiście czujniki podczas snu, podczas aktywności.

Monitorowane jest zmęczenie. Wszystkie te elementy, które są bardzo ważne, i też będzie to wszystko porównywane z zapisem podobnym, który jest prowadzony u astronautów znajdujących się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, bo warunki są zgoła inne i w ten sposób to będzie zestawiane. Kolejny cel tej misji, bardzo ważny, to są testy systemów podtrzymywania życia.

I tutaj mówi się o testach na statku Orion, czy też Orajon, jak mówią Amerykanie. No ale przede wszystkim najważniejszą rolę do odegrania ma moduł serwisowy i tutaj, uwaga, patriotyzm lokalny: został zbudowany przez Europejską Agencję Kosmiczną. I tenże moduł jest modułem serwisowym, więc to brzmi dosyć skromnie.

Tak, jakby brzmiała skrzynka z narzędziami. Coś takiego, co tam ktoś może kluczem francuskim pogrzebać. Francuskim, bo to Europejska Agencja Kosmiczna.

Dokładnie. Natomiast pod tą skromną nazwą kryje się coś absolutnie niezbędnego, najważniejszego chyba dla podtrzymywania życia podczas tej misji. I to jest cały system przetwarzania powietrza, odzyskiwania wody.

System, który steruje ciśnieniem w obrębie tego statku. No to podtrzymywanie życia oczywiście jest kluczowe dla załogi, która chciałaby przeżyć ten lot. Natomiast są tam jeszcze inne bardzo istotne elementy, żeby w ogóle lot się odbył, dlatego że to są trzy silniki manewrowe.

Główny silnik, zbiornik paliwa, który całą tę kapsułę Orion, pozdrawiamy Metallikę, wypchnął na odpowiednią orbitę w stronę Księżyca. O tym za chwilę też będziemy mówili. O tym będziemy mówili za moment.

To jest też zasilanie, bo są panele słoneczne. W sumie cztery panele, około 11 kilowatów, i one zasilają wszystkie systemy pokładowe, ale też zapewniają ogrzewanie na statku. Przypominamy, polecamy jak zawsze film Apollo 13.

Tam mieli bardzo poważne problemy z ogrzewaniem na statku, bo im było zimno jak jasna cholera. Więc oczywiście to, że dostarcza wodę, tlen, azot i tak dalej, to też jest jasne. To jest ten element podtrzymywania życia.

W skrócie można powiedzieć, że wszystko to jest zrobione przez europejskie konsorcjum kierowane przez Airbusa. Można by tak powiedzieć, że ta kapsuła Orion jest bardzo ważna, bo siedzi w niej załoga i jest tam kibel. Natomiast bez modułu serwisowego można by sobie tę kapsułę gdzieś podstawić pod płotem i ewentualnie w niej mieszkać, może na Ziemi. Ona by sobie spokojnie rdzewiała. Moduł serwisowy jest kluczowy.

Z zepsutym sedesem [? niepewne: CDS-em]. I to w dodatku z sedesem w podłodze. Nie chcielibyście mieć takiego.

On jest tak położony, nie jest pionowo. Nie, nie, o tym zaraz powiemy jeszcze. Tak, ten serwis nam powraca i powraca.

Słuchajcie, to jest ten moment, kiedy zatrzymujemy się w tych frywolnych tańcach sedesowo-serwisowych. Przypominamy, że to dzięki datkom od naszych patronek i patronów możemy utrzymywać ten podcast jako bezpłatny i bez żadnych ograniczeń dostępny. Jeśli więc cenisz to, w jaki sposób opowiadamy o nauce i trudnych sprawach tego świata, to może rozważ regularne wsparcie nas w serwisie Patronite albo jednorazowe wsparcie na platformie BuyCoffee2 [? niepewne: BuyCoffee2].

To jest dla nas nie tylko jakaś fizyczna zapłata za pracę, którą wkładamy w przygotowanie podcastów, ale też po prostu dowód na to, że warto się starać i że doceniacie nasz wysiłek. Bardzo wam dziękujemy za dołączanie do grona patronek i patronów i za wrzutki na BuyCoffee2 [? niepewne: BuyCoffee2]. Ostatnio kilka wpadło, jest to szalenie miłe.

I oczywiście dziękujemy za wasze zaangażowanie, za komentarze, za oceny, które nam wystawiacie, one naprawdę dobrze działają na widoczność tego naszego podcastu. No i cóż, ta widoczność jest dla nas ważna, bo my też zależymy od algorytmów.

[~0:25:05] Dlaczego tak mało entuzjazmu: Apollo 8, GoPro i laser zamiast radia

Teraz przechodzimy do części, którą tylko zasygnalizowaliśmy, czyli nie wiem, czy też macie takie wrażenie, ale my tak odczuliśmy, że takie ogólne hasło, hej, lecimy na Księżyc, niezupełnie się przyjęło.

Niezupełnie się przyjęło, bo to też nie jest zupełnie prawda, bo lecimy na Księżyc, to właściwie powinno się mówić w tej chwili: lecimy w stronę Księżyca, okrążymy Księżyc. A mówi się o powrocie na Księżyc, tak to było reklamowane. No bo to jest takie zderzenie z tymi lotami, lądowaniami na Księżycu na przełomie lat 60. i 70., a tu nagle ludzkość dokonuje wielkiego, rewolucyjnego postępu i znowu po ponad 50 latach udaje jej się przylecieć wokół Księżyca.

Media też nie wykazały specjalnie dużo entuzjazmu. I tutaj warto powiedzieć, jak było w momencie, kiedy dosłownie bliźniaczą tego typu misję odbywał statek Apollo. Apollo 8 w 1968 roku dokładnie tak wyleciał z Ziemi, obleciał Księżyc i wrócił.

Troszeczkę inaczej wyglądała trajektoria lotu. Tym niemniej cele były niezmiernie podobne. Dowódcą był Frank Borman, w załodze James Lovell i William Anders.

James Lovell, już wspomniany tutaj przy okazji Apollo 13, był dowódcą Apollo 13. Jeżeli oglądaliście film albo zamierzacie go obejrzeć, nieustająco go wam polecamy, to tę postać gra w filmie Tom Hanks. Tutaj ciekawostka, akurat załogą rezerwową do Apollo 8 byli Neil Armstrong, Buzz Aldrin i Fred Haise.

Czyli wymarzony zestaw dla obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, sami biali piękni mężczyźni. Tak, absolutnie, kowboje. Z całym szacunkiem dla nich, bo to nie ich wina, że prezydent ma takie poglądy.

No to byli piloci wywodzący się ze świata wojskowego. Chociaż trzeba przyznać, że to już dygresja, może kiedyś o tym zrobimy odcinek: bardzo dużo NASA zrobiła, żeby wyeliminować kobiety z programu.

Wiem, że to w tej chwili brzmi jak lewackie gadanie, woke i tak dalej. Natomiast jest bardzo dużo ciekawych materiałów na ten temat. Co robiono, żeby kobiety się za bardzo nie pojawiały w tych misjach.

I ja myślę, że kiedyś o tym zrobimy odcinek, bo nie chodzi o promowanie jakiegoś światopoglądu, tylko po prostu o opowiedzenie kawałka historii, który jest zwykle pomijany. No bo wiadomo, że to zwycięzcy piszą historię. Otóż to.

I wracając do tej misji Apollo 8, która jako pierwsza obleciała Księżyc, no to ona była gigantycznym wydarzeniem medialnym. Transmisję telewizyjną z orbity Księżyca obejrzało, tak się szacuje, około jednej czwartej ludzkości, czyli około miliarda widzów wówczas, i to była Wigilia 1968 roku. Tak wycelowali pięknie, że Wigilię transmitowali.

W związku z czym astronauci odczytali fragmenty Księgi Rodzaju. Wszyscy byli wzruszeni w Stanach Zjednoczonych, w Europie. Może Związek Radziecki nie był wzruszony.

Tym niemniej to był niezwykle podniosły moment. No i wówczas, podczas tej właśnie misji, powstało niezwykle słynne, pierwsze kolorowe zdjęcie wschodu Ziemi nad Księżycem. To jest takie ikoniczne zdjęcie, gdzie widać Ziemię, piękną, błękitnawą Ziemię, która się wyłania zza szarej powierzchni Księżyca.

No i [? niepewne: jest taki krzywizny], i to zdecydowanie zmieniło sposób, w jaki ludzkość zaczęła patrzeć na tę naszą Ziemię, że z tej perspektywy wszyscy jesteśmy po tej samej stronie, tak? Wszyscy jesteśmy na jednej planecie i ta jedność jest widoczna, ale dopiero z perspektywy tych około 400 tysięcy kilometrów. Wtedy nie widać, co się dzieje z bliska.

No cóż, teraz tego podniecenia i wzruszenia nie ma. No zdecydowanie tak, rzeczywiście mamy wrażenie, może też mylne, że ekscytowali się głównie ci, którzy się po prostu tym interesują, tak? A cała reszta, tak szczerze, jak się mówi Apollo, to wszyscy kojarzą, jak się mówi Artemis, to mimo że jest to bliższe naszym czasom, to no nie, zdecydowanie nie.

Tym niemniej my jako maniacy, wiecie, doczekaliśmy tego momentu, kiedy ta misja startowała, bo pomyślałam sobie, kurczę, a niech nie wyślą więcej nikogo w stronę Księżyca, to będzie jedyny start, który będę oglądała na żywo. Oczywiście nie oczami własnymi, tylko przez kamerę. To jest właśnie ta różnica, o którą mi chodzi: jak startowały misje księżycowe, to nawet by ci do głowy nie przyszło, żeby nie oglądać tego startu, a teraz tłumaczysz, dlaczego go oglądałaś. I dodajmy, że on nie był o czwartej nad ranem w [? niepewne: Śnieżycy], tylko o pół do pierwszej w nocy i tak trochę nam się może chciało spać.

Rozumiesz, to jest właśnie ta różnica i ten brak ekscytacji. No nic dziwnego, no bo to nie jest misja na Księżyc, tylko misja w stronę Księżyca. Takie misje już były, więc no OK.

W dodatku wciąż mam wrażenie, że jest pewien niesmak, że od tych 50 lat tam nie lataliśmy i mamy poczucie, że trochę ludzkość spieprzyła sprawy. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, czy nie, ale ja mam takie poczucie, że mogło to pójść inaczej. I to jest ten moment, kiedy to nie jest reklama. Przypominamy, że właśnie jest dostępny piąty, ostatni już sezon serialu For All Mankind. To nie jest reklama, mimo że wspominam o tym serialu często, ale on jest po prostu bardzo ciekawy.

To jest alternatywna wersja podboju kosmosu. Nie jest żadnym spoilerem to, że ujawnimy, że początek pierwszego odcinka jest taki, że na Księżycu ku zaskoczeniu Amerykanów lądują Rosjanie i to mobilizuje Amerykanów do walki. Nie jest tak, że parę razy na odczepnego polecą na ten Księżyc, a potem to już nie, tylko cała ta historia, która właśnie w tym piątym sezonie ma dociągnąć do współczesności, dzieje się wokół podboju kosmosu. Niezwykle ciekawie zrobiony serial. Mam wrażenie, że odrobinę się rozwodnił w niektórych momentach, ale nadal go bardzo polecam.

Ale w tym, co powiedziałeś, jest odpowiedź na to, dlaczego ludzie więcej nie polecieli na Księżyc: bo nie było tego wyścigu. No tak, tak, właśnie mówię. Wszystkie pieniądze i wszystkie ręce na pokład.

Jedno mocarstwo z drugim się ścigało. Na różne sposoby, i latanie tymi rozpaczliwymi szybowcami na orbitę okołoziemską oczywiście było miłym elementem, ale dla tych, co przeżyli, było miłe. Natomiast jakby nie patrzeć, jest to dosłowne obniżenie lotów po osiągnięciach końca lat 60.

Jak nie ma potrzeby, to po co drążyć? No dobra, ale teraz jest potrzeba, bo latamy gospodarczo. Wtedy też mogliśmy latać gospodarczo.

Polecamy For All Mankind, tam latają gospodarczo również. Trochę też tak było, że moim zdaniem NASA nieco schrzaniła te emocje, które mogły się tu pojawić. Właśnie, bo ja na przykład spodziewałam się, że jak będę oglądać transmisję, kiedy ta załoga się zbliża do Księżyca, kiedy ten statek Orion widać, że się zbliża, wczoraj, to ten obraz będzie jak żyletka.

Przyzwyczailiśmy się do takich zdjęć, do takich nagrań z kosmosu, gdzie to wszystko jest pięknie widoczne, tymczasem mamy odbiór w jakości niemalże zbliżonej do tej sprzed 50 kilku lat. Tak, to znaczy to jest parę rzeczy i ja powiem szczerze, nie wiem, dlaczego oni taką decyzję podjęli. To, co oglądaliśmy przez kilka godzin, na co patrzyli podczas tego zbliżania się do Księżyca, to były, poza oczywiście zdjęciami z wnętrza kapsuły i jakimiś innymi informacjami, ale dominujące było takie ujęcie, gdzie widać było kawałek kapsuły i Księżyc, i ten Księżyc rzeczywiście rósł.

Ja sobie nawet zacząłem robić zdjęcia telewizora i zrobiłem w odstępach kilku godzin, nie wiem, dwóch czy trzech, i widać wtedy na zdjęciach, jak bardzo ten Księżyc urósł w tym czasie. Natomiast jakość tej transmisji na żywo była wybitnie tosterowa, bo oni wykorzystali do tego zmodyfikowaną, owszem, i dostosowaną do potrzeb kosmicznych, ale kamerę GoPro. To są bardzo dobre kamery.

Natomiast powiedzmy sobie szczerze, że w tym wypadku Księżyc wyglądał byle jak, kapsuła wyglądała byle jak i wszystko to razem było takie sobie. Ja wiem, że trudno uzyskać niesamowite wrażenia z tego, kiedy zbliżamy się powoli do Księżyca, powoli jak na nasze warunki. Oczywiście prędkość zbliżania była kosmicznie duża, natomiast dla nas obserwacji niewielka, i wiem, że trudno coś super zaprezentować, ale myślę, że można było to lepiej rozegrać, chociażby biorąc pod uwagę takie misje jak New Horizons, która robiła transmisje znacznie bardziej emocjonujące z przelotów.

No tak, można było coś pokombinować. No pewnie tak, w każdym razie nie jest to kwestia tego, że trudno jest przesłać na Ziemię taki obraz, dlatego że tu wykorzystano bardzo fajny system komunikacji laserowej O2O, czyli Orion Artemis [? niepewne: to] Optical Communications. To jest kosmiczny światłowód, tylko że bez światłowodu, po prostu dane przesyłane za pomocą impulsów świetlnych, wykorzystano to zamiast fal radiowych, czyli to jest po prostu laser, który bardzo precyzyjnie świeci, strzela do stacji, która się znajduje na Ziemi i to odbiera.

I teoretycznie maksymalna prędkość przesyłu to jest 260 megabitów na sekundę i to jest, powiem szczerze, kosmicznie dobry wynik, naprawdę, spokojnie pozwalający na transmisję, teoretycznie z jakością 4K. Dla porównania, przypominam, 260 megabitów na sekundę, natomiast podczas transmisji Apollo maksymalna przepustowość to było 51 kilobitów na sekundę, ale zwykle to było niewiele ponad półtora kilobita na sekundę, tyle się udawało wycisnąć, no wiadomo, że tam nie było transmisji obrazu i tak dalej. W skrócie, w tej chwili mamy jakieś 100 do 160 tysięcy razy szybszy transfer danych niż za Apollo, dzięki temu dostaliśmy już zdjęcia bardzo dobre, które były zrobione z pokładu Oriona i które pokazują właśnie wspomniany zachód Ziemi i zaćmienie Słońca, o tym jeszcze pewnie powiemy.

Powiemy, oczywiście. Dlaczego nie transmisja radiowa? Bo transmisja radiowa jest strasznie nieporadna, to znaczy w kosmosie oczywiście się sprawdza, natomiast fale radiowe bardzo szybko tracą moc, znaczy tam z kwadratem odległości, w związku z czym nakłada się na to kosmiczny szum, w związku z czym trzeba robić bardzo rozbudowaną korekcję błędów i przez to niewiele się daje przesłać, tak?

Poza tym moc nadajnika jest niewielka, antena jest niewielka, więc to wszystko sprawia, że te transmisje radiowe na większe odległości słabo się sprawdzają, i też oczywiście jest kwestia tego, że telemetria i komunikacja z Ziemią i załogą mają pierwszeństwo przed przesyłaniem danych. No więc nie wyszło to w trakcie na żywo cudownie, natomiast to, co potem zostało poprzesyłane, jest rzeczywiście fenomenalne.

[~0:38:05] Lot ósemką, przelot za Księżycem i zaćmienie z pokładu Oriona

No to zastanówmy się, jak na ten Księżyc się leci. Tu już trochę padło sugestii, że to nie jest takie bardzo proste, jak by sobie człowiek wyobraził, że startujemy z Ziemi, lecimy prosto i docieramy do Księżyca. To bardziej przypomina kręcenie ósemki, to znaczy pierwszy brzuszek wykręcamy wokół Ziemi, i to dwukrotnie, akurat w przypadku misji Artemis II, potem lecimy w stronę Księżyca, gdzie wykręcamy drugi brzuszek ósemki za Księżycem i wracamy na Ziemię.

Rzeczywiście zamyka się wtedy ta ósemka i to, co się dzieje, to są asysty grawitacyjne. W momencie kiedy startuje statek, to on używa grawitacji Ziemi, żeby też wybić się dalej i polecieć w stronę tego Księżyca. I tutaj w przypadku Artemis ten mechanizm nazywa się trajektorią swobodnego powrotu.

Chyba można to tak przetłumaczyć, free return, trajektoria, która była podobnie zastosowana podczas lotu Apollo 8. I polega ona generalnie na tym, że nie trzeba wykonywać dużych korekt, że w momencie kiedy Ziemia przestaje, jakby to powiedzieć, więzić tę kapsułę, która leci w stronę Księżyca, to wówczas Księżyc ją przejmuje i to się wykonuje z minimalnymi wydatkami energetycznymi. I teraz jak to wyglądało szczegółowo?

Otóż do 50 minut po starcie odbywał się lot suborbitalny, czyli ta kapsuła, ten statek jeszcze nie wszedł na orbitę i mógł sobie naturalnie wrócić w atmosferę Ziemi, gdyby zdarzyła się jakaś poważniejsza awaria. Potem wszedł na niską orbitę ziemską. Przypominam, ta niska orbita ziemska to jest kilkaset kilometrów.

Potem, jak statek się znalazł na niskiej orbicie, to przyspieszył i dzięki temu przyspieszeniu został wyniesiony na wysoką orbitę eliptyczną. I to jest taka orbita, z której wcześniej statki z misji Apollo nie korzystały. One, no cóż, nie wykonywały takiego manewru.

Akurat w przypadku misji Apollo 8 to było jedno okrążenie wokół Ziemi i dwa okrążenia wokół Księżyca, a tym razem podczas Artemis II mamy dwa okrążenia wokół Ziemi i jedno wokół Księżyca. Tak trochę na odwrót. I ta wysoka orbita miała apogeum na wysokości ponad 70 tysięcy kilometrów ponad Ziemią.

I to okrążenie trwało około 24 godzin i wówczas testowano te wszystkie systemy, czy się sprawdzą, czy się nie sprawdzą, czy można lecieć dalej. I w momencie kiedy udało się te systemy przetestować, okazało się, że działały, może z wyjątkiem toalety, no to wówczas wykonano taki kluczowy manewr, który się nazywa Translunar Injection. Tak, i tu jest dość ważny moment, bo oni mogli dwie rzeczy zrobić dzięki temu, że ta orbita była eliptyczna, czyli w pewnym momencie zbliżali się mocno do Ziemi: mogli albo w razie czego wrócić na Ziemię, gdyby się okazało, że coś poza kibelkiem nie działa, albo polecieć jednak z niedziałającym kibelkiem w stronę Księżyca, no i polecieli w stronę Księżyca.

Tak, i ten lot trwał cztery doby. Około tak, cztery doby. No tu zresztą właśnie rola modułu serwisowego, bo to jest ten główny silnik, 6 minut pracy, 450 kilogramów paliwa zużyte.

Oni się rozpędzili do prawie 40 tysięcy kilometrów na godzinę, czyli to jest taka prędkość, która pozwala uciec z grawitacji Ziemi. No i potem sobie lecieli w stronę Księżyca. Najpierw lecieli coraz wolniej, dlatego że cały czas Ziemia ich spowalniała, a później coraz szybciej, bo wyszli z wpływu grawitacyjnego Ziemi, znaczy przeważył wpływ grawitacyjny Księżyca, więc znowu zaczęli przyspieszać, więc te prędkości są dosyć skomplikowane.

W każdym razie 6 kwietnia szczęśliwie dotarli do Księżyca. To jest w ogóle bardzo ciekawe, bo jak się tak myśli o tym, to oni lecą w stronę tego Księżyca i cały czas jakby na ten Księżyc się kierują, a z tym czasem to zupełnie inaczej wygląda. To znaczy jak się spojrzy na dużą liczbę takich animacji pokazujących tę trajektorię, to oni lecieli w miejsce, gdzie znajdzie się Księżyc w odpowiedniej chwili.

Trochę to jest tak, że nie cały czas patrzymy na niego, tak jak wiecie, mamy dwa psy, jak wiecie, i te psy, często jeden pies, czyli Abi [? niepewne: Abbie/Abi], poluje na drugiego, czyli na Falę [? niepewne: fala], i Fala gdzieś biegnie i Abi próbuje ją namierzyć, więc biegnie na nią, w związku z czym cały czas koryguje swoją trasę w taki sposób, żeby mieć Falę przed sobą. Jakby tak wyrysować trasę Abi, to nie jest linia prosta absolutnie, bo Fala też się przemieszcza, tylko to jest taka linia zagięta.

Natomiast tu jest inaczej. Oni nie mieli cały czas przed nosem Księżyca, tylko właściwie lecieli, to tak jakby Abi wiedziała, gdzie Fala będzie w danym momencie, i pobiegła w to miejsce, i tam na nią czekała. No więc oni dokładnie coś takiego zrobili, to znaczy polecieli w to miejsce, gdzie w odpowiednim momencie będzie Księżyc.

Całe szczęście, że Księżyc nie zastosował manewru Fali, ponieważ Fala albo robi nagły zwrot, albo się zatrzymuje, w związku z czym Abi przebiega obok i cóż, tyle by widzieli. Nasze psy są znacznie skrytniejsze od Księżyca, to tyle możemy powiedzieć. W każdym razie rzeczywiście ta ósemka to było takie miejsce, gdzie ten Księżyc się znalazł, i znowu tutaj wykorzystali grawitację Księżyca do tego, żeby zawrócić. Nie wykorzystywano silników, znaczy oczywiście były korekty lotu, w sumie miały być chyba trzy korekty lotu w stronę Księżyca.

Okazało się, że tak dobrze wymierzyli, że była tylko jedna korekta, co też jest w sumie bardzo dobrą wiadomością dla całego tego systemu. No i potem zrobili z piskiem opon, zawrócili wokół Księżyca, oblecieli Księżyc, który sobie poleciał dalej, a oni wracają w tej chwili w stronę Ziemi, co również ma potrwać cztery dni, no i w dziesiątym dniu misji mają wodować na Pacyfiku w okolicach San Diego. To nie jest takie proste, dlatego że tu wykorzystywany jest jeszcze manewr odbicia od atmosfery, trochę jak kaczka na wodzie, bo oni mieli przy poprzednim lądowaniu, czyli przy Artemis I, trochę problemów z tą warstwą, która ma przyjąć na siebie ciepło, wejść w atmosferę ziemską, więc ten powrót to nie jest taki zupełnie sympatyczny powrót.

W każdym razie lądują w okolicach San Diego i niedawno słyszałem bardzo ładne określenie, że jest to absolutnie najbardziej beznadziejny, najgłupszy i najbardziej kosztowny sposób przedostania się ze wschodniego na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. To by się zgadzało. Tak, jakby trochę nie po drodze.

W każdym razie w sumie, lecąc z jednego wybrzeża na drugie Stanów Zjednoczonych, pokonają około miliona kilometrów. No i tak jak Piotrek wspomniał, 6 kwietnia oni mieli wykonać ten przelot wokół Księżyca. My wiemy, że już dokonali, natomiast oni się obudzili i otrzymali wiadomość, niespodziankę.

Ci załoganci Artemis II otrzymali ją od wspomnianego już wcześniej Jima Lovella, czyli dowódcy misji Apollo 13, uczestnika misji Apollo 8, granego w filmie Apollo 13 przez Toma Hanksa. Nagrał wiadomość do tych astronautów na dwa miesiące przed śmiercią, a zmarł w wieku 97 lat, ale wiedział już, kto poleci w stronę Księżyca, i też bardzo kibicował tej misji. I on nagrał dla nich takie słowa.

Cześć, Artemis II, mówi Jim Lovell z misji Apollo. Witajcie w mojej starej okolicy. Kiedy Frank Borman, Bill Anders i ja krążyliśmy wokół Księżyca na pokładzie Apollo 8, daliśmy ludzkości pierwszą okazję, żeby przyjrzeć się mu z bliska i ujrzeliśmy naszą macierzystą planetę w sposób, który zainspirował i zjednoczył ludzi na całym świecie. Z dumą przekazuję tę pałeczkę wam, kiedy będziecie mijać Księżyc i kłaść fundamenty pod misję na Marsa dla dobra nas wszystkich.

[? niepewne: Do historycznych dzienni], wiem, jak bardzo będziecie zajęci, ale nie zapomnijcie nacieszyć się widokiem. Reid, Victor, Christina, Jeremy, wam oraz wszystkim wspierającym was zespołom życzymy powodzenia i szczęśliwej drogi od nas wszystkich tutaj na Ziemi. No i teraz dochodzimy do tego momentu absolutnie przełomowego, momentu misji, na który wszyscy czekali.

Otóż w nocy z 6 na 7 kwietnia, czyli tej ostatniej nocy, bo nagrywamy już 7 kwietnia, o godzinie 0.44 kapsuła Orion skryła się za Księżycem. I wówczas nastąpiła ta wyczekiwana 40-minutowa utrata łączności, bo jak można się domyślić, jak się wlatuje za Księżyc, to ta łączność nie ma prawa tam istnieć.

Jeszcze, bo nie ma stacji przekaźnikowej ani satelitów, żadnych [? niepewne: amistrów], to będzie jedna z pierwszych rzeczy, które trzeba będzie zrobić, bo to nie jest jakaś szalenie skomplikowana rzecz, ale póki co mamy pełną ciszę radiową. Nie wiadomo, co się dzieje. A chwilę wcześniej nastąpił ten ikoniczny zachód Ziemi, który poprzedził to zniknięcie statku Orion za Księżycem.

Natomiast cofnijmy się jeszcze do tego, co się działo przed tymi wydarzeniami, jeszcze 6 kwietnia wieczorem. O 19.56 został pobity rekord odległości od Ziemi, to znaczy najdalej ludzie się znaleźli od Ziemi w historii i to była odległość 400 tysięcy i 70 kilometrów. To był rekord ustanowiony przez Apollo 13 w 1970 roku.

Jak wiecie, Apollo 13, to się możecie domyślać, nie było to do końca zaplanowane, ale jednak. Natomiast w ogóle maksymalna odległość, jaką się udało uzyskać Artemis II, to jest 406 tysięcy 870 kilometrów i to udało się osiągnąć o 1.02 czasu polskiego, czyli w czasie tego pobytu za Księżycem. Dodajmy, że ten przelot odbył się w odległości około 6500 kilometrów od powierzchni Księżyca i w momencie, kiedy statek znajdował się najbliżej Srebrnego Globu, załoga prowadziła obserwacje, i to nie tylko za pomocą instrumentów pokładowych czy kamer, ale niezwykle ważne były też obserwacje wzrokowe.

Dlatego że ludzki wzrok jest pod tym względem skuteczniejszy niż różne narzędzia cyfrowe. Widzi lepiej różnice barw, różnice jasności i takie delikatne, subtelne różnice, jeśli chodzi o to, jak wyglądają powierzchnie, krawędzie na przykład kraterów uderzeniowych.

Oni mieli obowiązek to na bieżąco relacjonować, także równolegle z nagraniami. Był prowadzony komentarz załogi na temat tego, co widzi. To stanowiło istotną wskazówkę w kwestii na przykład składu mineralnego powierzchni Księżyca czy wieku skał, które tam się znajdują. No i o 1.24 polskiego czasu wylecieli zza Księżyca. Tam wtedy zrobiono też zdjęcie tego wschodu Ziemi nad Księżycem. Wróciła łączność z Ziemią i jakieś trzy minuty później już zasnąłem, bo już takim ostatkiem sił, leżąc w łóżku, dopatrywałem na telefonie.

Wyczekiwałem tego momentu, aż się odezwą, bo to zawsze jakiś emocjonujący moment. Natomiast o 2.35 wydarzyło się coś, czego do tej pory nie robiono, że tak powiem. To znaczy misje Apollo nie miały takiej okazji.

Mianowicie zaobserwowano z pokładu Oriona zaćmienie Słońca. Całkowite zaćmienie. Całkowite, czyli innymi słowy kapsuła weszła w cień Księżyca.

Czyli Księżyc się znalazł dokładnie między kapsułą a Słońcem. Dokładnie i to było takie wypasione zaćmienie trwające 50 minut, bo jak się możecie domyślać, Księżyc był trochę większy z punktu widzenia Oriona. Tam zaobserwowano oczywiście widok korony słonecznej nad krawędzią Księżyca.

Oczywiście to zupełnie inna konfiguracja niż na Ziemi, więc efekty inne. Natomiast wrażenie niesamowite. I tam również, a propos tych obserwacji wzrokowych dokonywanych przez astronautów, oni mieli też zlecenie, żeby szukać w ciemności na powierzchni Księżyca rozbłysków i te rozbłyski to nic innego jak uderzenia meteorytów, ponieważ Księżyc nie ma atmosfery i cały czas coś nam w niego wpada. Jak coś wpadnie na tyle dużego, że rozjarzy się przy uderzeniu, to widać taki rozbłysk i udało się tutaj aż sześć tych rozbłysków zaobserwować. To jest rzeczywiście niezły wynik jak na stosunkowo krótki czas, jak na taką obserwację wzrokową.

Także rzeczywiście to był jeden z tych planów naukowych misji.

[~0:52:25] Toaleta Oriona, czyli Uniwersalny System Gospodarki Odpadami

A to może zejdźmy na chwilę na Ziemię. Nie na Ziemię, tylko pod podłogę tej kabiny załogowej.

Otóż tam się zepsuła toaleta. Właściwie nie to, że raz się zepsuła, bo się ciągle psuła. Od pierwszych momentów tego lotu, kiedy już astronauci mogli albo chcieli, albo musieli z niej skorzystać, to już coś było nie tak.

W ogóle to nie była toaleta. Wcale to nie była toaleta, tylko to się tak bardzo ładnie nazywa Uniwersalny System Gospodarki Odpadami. Każda gmina byłaby dumna z tej nazwy.

No właśnie, przede wszystkim wspomniałam, pod podłogą. No tak, bo ta toaleta znajduje się dokładnie w podłodze. Wygląda trochę jak toaleta w samolocie, tyle że jest umieszczona poziomo w podłodze tego samolotu.

Sobie wyobraźcie, otwieracie klapę i zamiast wejść nogami do dołu, układacie się jakby na boku, bo to nie jest tak, że ten sedes tam jest wbity, tylko tak jakbyście całą kabinę samolotową położyli na boku, włącznie z sedesem. No tak, położyli na boku i ją wcisnęli pod podłogę. Czyli kładziemy się na boku, leżymy i mamy ten kibelek.

No i teraz wyobraźmy sobie, że to nie jest cały problem, że jest dziwna pozycja, bo tam mamy jeszcze mikrograwitację. Wlatujemy do tego kosmokibla, ale nie możemy sobie tak po prostu wlecieć i tam zrobić, co trzeba, i wyjść, tylko zanim to zrobimy, musimy włożyć słuchawki. To takie porządne słuchawki, które sprawią, że nie stracimy słuchu, ponieważ akurat tak się składa, że kibelek jest tym miejscem, które nie zostało porządnie wyciszone w tejże kabinie załogowej.

W związku z czym tam lecimy sobie w słuchawkach. Leżymy na boku, robimy, co mamy zrobić, i wygląda to wszystko dosyć abstrakcyjnie.

To jest trochę jeszcze bardziej skomplikowane, bo oczywiście jak już tam wlecimy bokiem pod tę podłogę i ją zamkniemy, szczęśliwie to jedyne miejsce, gdzie można odrobinę intymności mieć w kapsule. Ale za to w strasznym hałasie. W hałasie i smrodzie.

A w smrodzie to za chwilę. Trzymamy się uchwytu, żeby nie odpłynąć, i zależy, co chcemy zrobić, bo jak chcemy się wysikać, to jest taki lejek, jak chcemy kupę, to jest taki kołnierz sedesu. No i robimy, co mamy do zrobienia.

No i tu się zaczynają problemy, bo jedynka i dwójka są w kosmosie inaczej traktowane. Dwójka, czyli kupa, czyli kał, jak ktoś ma potrzebę takich poważnych określeń, wraca z astronautami na Ziemię.

Polata sobie, polata, zwiedzi i wróci do domu. Tam oczywiście jest zabezpieczone, żeby nie śmierdziało i tak dalej. Natomiast jedynka, siku, mocz, zabiera się za zwiedzanie kosmosu na własną rękę.

O ile ma rękę. Właśnie chciałam zapytać. Dzięki, uprzedziłem.

Czyli innymi słowy jest po prostu wyrzucany poza statek kosmiczny w postaci złotego deszczu. To zresztą jest przepiękny widok, słuchajcie, to są takie… Jest taka piosenka, Obsyp mnie złotym deszczem.

To jest właśnie o tym, tak dokładnie. Czy może raczej powinien to być żółty śnieg, bo on zaraz zamarza, więc nie wiem, jak kto woli, jak ktoś woli wizję złotego deszczu, i to się pięknie skrzy i tak dalej.

Na żółto.

No tak, sama rozumiesz. Tu niestety nastąpiła drobna awaria, bo najpierw zepsuł się taki, nie wiem, wentylator, wiatrak, coś, co wytwarza ciąg wymuszający przepływ tej cieczy. To znaczy jak ktoś sika do tego lejka.

Bardzo źle mi się wiatrak kojarzy w toalecie. Nie, on nie w tę stronę działa, nie wyrzuca tego moczu na astronautę czy astronautkę, tylko zasysa wręcz odwrotnie i ma zapewnić to, żeby to zostało odessane i potem mogło być wyrzucone, bo to nie jest tak, wiecie, że się otwiera dziurka i przestrzeń kosmiczna zasysa przez ten lejek tego astronautę. Nie, nie, to stopniowo się odbywa, to wrzucanie.

Tylko w samolotach się odbywa. Kiedyś wierzyliśmy w to, że jak się w samolotach, jak w pociągach, spuszcza wodę, to leci taki sopel gigantyczny i kogoś na ziemi zabije. Już kiedyś o tym opowiadaliśmy w podcaście.

To jest oczywiście efekt pociągów z dawnych czasów, gdzie się otwierało i nie wszystko na tory wywalało. Tak, ale wracając do tematu jednak. Ale my mamy poczucie humoru na poziomie.

Ten wentylator się wziął i zaciął po prostu i przestało to działać i oni w tym czasie mieli problem, zaraz powiemy, jak go rozwiązywali, ale żeby nie było, jak już udało się ten wentylator odciąć i zlikwidować to zacięcie i zaczął działać, to potem się zaczęły problemy z tym systemem wyrzucania na zewnątrz moczu. Prawdopodobnie to zamarzło. To znaczy mówię prawdopodobnie, no bo nikt tam nie wychodził na zewnątrz, żeby postukać kluczem francuskim czy amerykańskim w to.

Natomiast był problem i zresztą z tym zacinaniem się też był jakiś problem, dlatego że oni potem chyba dwukrotnie zgłaszali, że im, przepraszam bardzo za kolokwializm, z kibla spalenizną wali. Ale to dobrze, że spalenizną. Więc nie tylko spalenizną waliło z kibla.

Natomiast spalenizna jest rzeczą, jak można się domyślić, niepożądaną na statku kosmicznym w małej przestrzeni. Najprawdopodobniej to był efekt zacinania się tego wentylatora. Nie dochodziło tam do żadnego na szczęście pożaru, zapłonu, czegoś takiego, ale coś tam się zacierało chyba.

Natomiast co robiono z tymi zamarzającymi sikami? Otóż kręcono kapsułą, co jest oczywiście najlepszym rozwiązaniem. Mianowicie tę, można powiedzieć, dziurkę wylotową, przez którą ten złoty deszcz jest wysyłany w kosmos, ona jest z konkretnej strony statku i obracano całą kapsułę, i to kilkukrotnie, w ten sposób, żeby tę stronę zwrócić w stronę Słońca, żeby Słońce rozmroziło, co tam się zamroziło, bo trochę to dramatyczne, przyznam.

Przez chwilę myślałam, że kręcono kapsułą tak, żeby siła od środka. Nie, to była taka misja, opowiadaliśmy kiedyś o niej, gdzie tak kręcono kapsułą. Przepraszam za [? niepewne: ole].

W każdym razie umiarkowane efekty to przynosiło z tym kręceniem i obracaniem kapsuły. Dasz radę? Tu mamy lokalny problem, słuchajcie.

W każdym razie tam wdrażano jakieś ogrzewanie, tę kapsułę obracaną w tę, w tamtą. Nie do końca to wychodziło. Natomiast są systemy awaryjne pozwalające.

Ja tu powiem, bo teraz Ola miała mówić, ale Ola chwilowo rży, więc. Już, już jestem, jestem profesjonalistką. Tak.

Systemy awaryjne, nie, powiedz jeszcze. Dobrze, to ja powiem, że w czasie lotów kosmicznych w ogóle to, że mają toaletę, to jest pewien poziom komfortu, bo w czasach lotów Apollo nie było żadnych toalet i trzeba było robić jedynkę i dwójkę do worków plastikowych. Astronauci nienawidzili tego potwornie, bo to było strasznie niewygodne, było po prostu zwyczajnie obrzydliwe.

Powiem krótko, przepraszam bardzo i teraz wszystkich przepraszam za to określenie, i w ogóle dzieci, niech nie słuchają i tak dalej. Słuchajcie, no, przepraszam, wysrać się do worka i potem ten worek w stanie mikrograwitacji zaciskać tak, żeby, no, wiecie, no, nie najlepiej to brzmi. W dodatku to, co się wydarzyło później, to, że jak lądowali na tym Księżycu, to już nie zabierali tej kupy ze sobą, tylko ją tam porzucali.

I ze względu na wagę, i ze względu na to, że bano się, że ona może się na przykład w [? niepewne: trolocie] powrotnym rozstrzelić, czy podczas dosyć gwałtownego lądowania mogłoby im wystrzelić, no, byłby to widok niewątpliwie niezapomniany, ale niepożądany. Ale teraz pomyśl sobie, jak przybędą obcy na Księżyc i zobaczą ślady bytności ludzkości, to się okaże, że głównym reliktem są te worki z kupą.

Dobra, i jeśli chodzi o te worki, to tam też różnie wychodziło z ich funkcjonalnością, bo na przykład podczas misji Apollo 10 astronauci zgłosili kontroli misji w szóstym dniu lotu, że po kabinie lata kupa. No i musieli wyłapywać te kawałki kupy serwetkami.

Wszyscy, którzy jedzą… Przepraszamy, ale tak było. No to wiecie, historia podboju kosmosu.

To był prawdopodobnie efekt jakiegoś niedomknięcia worka. No tak, z worków też śmierdziało. Ten zapach toaletowy unosił się w kapsułach Apollo i właściwie bezustannie towarzyszył tym kowbojom z kosmosu.

Wizja, wiecie, romantycznego podboju kosmosu. To może niekoniecznie, ale już podczas całkiem współczesnych misji, na przykład tych robionych przez SpaceX, Crew Dragon, misja z 2021 roku, pojawiały się wówczas różne problemy.

Na przykład rurka, która służyła do odprowadzania moczu do zbiornika, gdzieś tam niestety się rozszczelniła.

W związku z tym nastąpił pod podłogą dramatyczny wyciek. Przypominam, że w mikrograwitacji wyciek pod podłogą nie oznacza, że rozlało się i wsiąkło, tylko że lata. Że lata w postaci małych złotych kuleczek.

Nie doleciało chyba do tej części załogowej, tylko pod podłogą zostało. Tak, ale efekt był taki, że ci ludzie, którzy zostali wytypowani z tysięcy różnych chętnych, przeszli całe sito rekrutacji, przygotowań, treningów, to wszystko, musieli korzystać z pieluch.

Tak, no teraz, żeby nie wozić kilogramów pieluch, mają awaryjne rozwiązanie, które tu zastosowano. To się nazywa, już nie pamiętam dokładnie, jakiś awaryjny pisuar, czy coś takiego. Nie wiem, czy to nadal można kupić, ale w dawnych czasach takie chrupki kukurydziane pakowano w takie długie worki, nie w takie woreczki, tylko takie były rury plastikowe, więc te kosmiczne pisuary wyglądają jak taka rura plastikowa, tylko trochę mniejsza, i mają jakiś taki dziwny system zatyczko-podłączek, który gdzieś tam sobie trzeba umieścić w odpowiednim miejscu, i oni generalnie wypełniają te rury tymi sikami, mają ich trochę na miejscu, więc korzystali z nich wtedy, kiedy była awaria, czy się zacinało, czy zamarzało, i kręcili tą kapsułą w tę i nazad, no to w tym czasie musieli sikać do tych worków.

One są trochę lepsze niż te worki z Apollo, w związku z czym się raczej z nich nie wylewa i nie rozlewa, więc nie było, wiecie, zawiesiny w okolicy. No to ja powiem, ci, którzy sobie wyobrażali loty w kosmos jako taką romantyczną przygodę i nagrodę dla tych najwspanialszych, którzy przeszli przez sito rekrutacji, to być może po tych naszych opowieściach dziwnej treści zmienią zdanie. O wymiotach już też opowiadaliśmy, tu nie będzie o wymiotach, bo to akurat nie ten temat, ale Walentyna Tierieszkowa, która była pierwszą kobietą w kosmosie, przypominam, fatalnie znosiła lot, a ponieważ statek nie był przygotowany na takie przygody, zdzierała, odrywała tapetę, de facto obicie ze ścian, i wymiotowała tam, żeby to nie latało po kabinie, albo żeby mniej latało. No tak, to jest integralna część lotów w kosmos.

W każdym razie za stworzenie całego tego systemu, który teraz leci na pokładzie Artemis II, na pokładzie Oriona, odpowiada firma Collins Aerospace i ona w 2015 roku podpisała kontrakt z NASA, uwaga, wart 30 milionów dolarów i właśnie ten kontrakt opiewał na zaprojektowanie i dostosowanie tej technologii, tych różnych zasysów i niewycieków, do potrzeb statku Orion. Ta sama technologia, dodajmy, jest wykorzystywana na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale tam raczej nie ma z tym większych problemów.

Nie do końca wiadomo, dlaczego tutaj to nie działało. No w każdym razie, jak powiem, to i to tylko za 30 milionów dolarów troszkę schrzaniło. To jest troszkę droższe niż gram helu-3.

Troszkę tak. Powiem tak, wiem, że dużo czasu temu poświęciliśmy, bo temat jest wdzięczny, nie mogliśmy sobie darować, ale zwróćcie uwagę, na pewno trzeba będzie to ogarnąć w kolejnych lotach, no bo to jest istotny dyskomfort i zresztą astronauci na to się skarżą, chociaż to nie jest coś, co uniemożliwia pracę. Natomiast trzeba bardzo wyraźnie tutaj podkreślić jedną rzecz: to, że my tyle o tym opowiadamy i że w ogóle media się tym ekscytowały, bo tego jest dużo, to jest bardzo dobry znak, bo świadczy o tym, że podczas całej tej misji nie zdarzyło się nic gorszego, to znaczy nie zdarzyły się właściwie żadne poważniejsze awarie, wszystko szło jak trzeba.

Zamiast trzech korekt potrzebna była jedna, w związku z czym, jeżeli ekscytujemy się kupami, to znaczy, że wszystko inne bardzo dobrze działa. Otóż to.

[~1:07:37] Nazwy dla kraterów i słowo na dziś

A zakończmy czymś bardziej wzniosłym. I godnym lotów kosmicznych. Otóż kiedy załoga okrążyła Księżyc, to zaproponowała nadanie nazw dwóm kraterom, które dostrzegła i które do tej pory nie noszą żadnych nazw, i pierwszą nazwę zaproponowali Integrity, czyli to jest nazwa kapsuły Orion, w tłumaczeniu prawość. Natomiast druga nazwa została zaproponowana przez dowódcę misji na cześć jego żony Carol i tak właśnie imieniem Carol miałby być ten drugi krater nazwany.

Żona zmarła w maju 2020 roku i dla jej upamiętnienia właśnie taka propozycja została wysunięta. No i po zakończeniu tej misji astronauci wypełnią specjalne wnioski i one formalnie trafią do Międzynarodowej Unii Astronomicznej. To się okaże, czy Unia zdecyduje się nadać te nazwy, ale najprawdopodobniej tak, no bo to jest prawo pierwszego.

Prawo odkrywców, tak to się mówi. No tu akurat rzeczywiście można mówić o odkrywcach. Najprawdopodobniej to nie jest tak, że już tam od kilkuset albo kilku tysięcy lat ktoś mieszkał, aż tu przybyli i nagle odkryli, tylko faktycznie można to nazywać odkryciami takimi pełną gębą.

Słuchajcie, wyszła nam opowieść całkiem długa. Mam wrażenie, że ilekroć się tkniemy tematu Artemis, to wychodzi długa. Ja zazwyczaj siedzę i myślę sobie, no podam tutaj nazwę, podam podstawowe informacje, po czym zadaję sobie pytanie, no ale dlaczego tak jest?

Po czym zaczynam szperać. A, no to dlatego, dlaczego właściwie jedna strona Księżyca jest bardziej podatna na uderzenia i inaczej wygląda niż druga, tak? I tak człowiek drąży, drąży i mu wychodzi podcast ponad godzinę.

Ja co prawda eksplorowałem toalety w tym czasie, ale co kto lubi. Słuchajcie, bardzo chcemy wam też przypomnieć, że jeżeli cenicie nasze podcasty, to bardzo nam będzie miło, jeżeli dołączycie do grona patronek i patronów. To jest dla nas istotne wsparcie.

Polecamy też [? niepewne: bajkofi] i smaczki dla naszych psów, które są dzisiaj zaskakująco spokojne. Nie wiem, co się stało, ale okej. Ktoś śpi z nieznanych przyczyn, a właśnie się obudzą.

I oczywiście nie zapomnijcie, że możecie teraz nas słuchać również w podcastach, które powstają we współpracy z Polskim Radiem, czyli w Laboratorium Zbrodni oraz w Sekcji Teorii Spiskowych. Tak, te teorie spiskowe oczywiście są nie tylko do słuchania. Jak ktoś lubi, to może nas oglądać.

Nawet ktoś ostatnio napisał, że po raz pierwszy nas zobaczył. No więc nie wiem, czy to było dobre wrażenie, czy nie.

Mam nadzieję, że nie [? niepewne: przedraszacie].

Więc na YouTubie można nas zobaczyć. Wczoraj wpadł nowy odcinek, też oczywiście na Spotify i na stronie Polskiego Radia. I słuchajcie, słowo na dziś.

Mieliśmy problem z wyborem, więc ja proponuję, dla osób, które na różne rzeczy tutaj mogły, jakby [? niepewne: równie ciężar jest rozłożony], proponujemy znowu dwa do wyboru słowa. To może zacznijmy od osób, które chciały usłyszeć o tych dumnych, podniosłych celach tej misji. Otóż prawość.

Dla innych osób słowem dnia będzie złoty deszcz. Cześć. Dzięki, Abi, bo się martwiłem, czy wszystko z tobą dobrze.

Nagrywasz jeszcze? No nagrywam, nagrywam. No tak, psy jak zawsze na wysokości zadania.

Źródła

* https://www.nasa.gov/mission/artemis-ii/

* https://www.cbsnews.com/chicago/news/jim-lovell-wakeup-message-artemis-ii/

* https://www.csis.org/analysis/why-go-back-moon

* https://spaceflightnow.com/2022/08/23/europe-plays-key-role-in-nasas-epic-return-to-the-moon/

* https://www.airbus.com/en/products-services/space/space-exploration/moon-missions/orion-european-service-module

* https://www.esa.int/Science_Exploration/Human_and_Robotic_Exploration/European_Service_Module_engines_powering_Artemis_II

* https://www.bbc.com/news/articles/c87wy05wr4no

* https://www.nytimes.com/2026/04/01/science/artemis-ii-bathroom-toilet.html

* https://www.nasa.gov/blogs/missions/2026/04/02/artemis-ii-flight-update-crew-and-ground-teams-successfully-troubleshoot-orions-toilet/

Źródła