Podcast Crazy Nauka · odc. 162

Pluskwiaki, mumie i arszenik. Pokręcona historia barwników

22-04-2026 · 52 min · Tematyczny, Chemia i materiały, Historia nauki i odkryć

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Kilka barwników, które zmieniły historię malarstwa. Brzmi mało porywająco? A jednak za kolorami, które trafiały na obrazy dawnych mistrzów i na tkaniny noszone przez elity, kryją się historie zaskakujące, momentami wręcz absurdalne. Są tu niezwykłe źródła barwników, wielkie pieniądze, ludzkie cierpienie, a nawet wzloty i upadki całych imperiów. Opowiadamy o tym, co naprawdę kryło się za pięknymi kolorami.

Kody kolorów, o których mówimy w tym odcinku:
#7B4726
#B0002A
#960018
#478800
#50C878

Dzieła sztuki, które omawiamy:
Mumiowy brąz:
musee-delacroix.fr/en/collection/new-acquisitions/hercule…
news.artnet.com/art-world/mummy-brown-edward-burne-jones-…

Czerwień / karmin:
commons.wikimedia.org/wiki/File:Stefan_Czarniecki_by_Brod…
pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBydowska_narzeczona#/media/Pli…
commons.wikimedia.org/wiki/File:Anthony_van_Dyck_-_Portra…en.wikipedia.org/wiki/Portrait_of_John_Burgoyne#/media/Fi…
Zieleń Schelego / paryska:

en.wikipedia.org/wiki/Georg_Friedrich_Kersting#/media/Fil…
commons.wikimedia.org/wiki/File:Monet_-_Bathers_at_La_Gre…
artdone.wordpress.com/2016/11/03/pointylizm-albertina/vin…

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Ilu pluskwiaków potrzeba, żeby zafarbować wełniany płaszcz?

Piotr: I z ilu ludzkich kończyn robi się tubkę farby? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.

Ola: Witamy Was bardzo serdecznie w podcaście Crazy Nauka.

Piotr: Patrzę, jak człowiek się chwilę zawaha, to nagle zostaje wyręczony. Dobrze, słuchajcie, dziś Wam opowiemy o historii kilku barwników. Ja wiem, że to brzmi może niezbyt typowo.

Barwników, które ukształtowały przede wszystkim malarstwo w minionych wiekach. Nie jest to wcale banalne, bo powiem teraz tylko, że źródła niektórych z tych barwników są tak absurdalne, dziwaczne, że może nawet wolelibyście ich nie znać. No ale my Was uroczymy dzisiaj tymi historiami.

Ola: Nawet jeżeli tego nie chcecie.

Piotr: No tak, tak.

Ola: A ja dodam tylko, że za tymi barwnikami, które finalnie trafiały do dzieł malarzy, trafiały na tkaniny różnych bardzo bogatych ludzi, bo to nie były tanie rzeczy, kryło się, no cóż, mnóstwo ludzkiego nieszczęścia, a z drugiej strony zależał od nich dobrobyt albo też upadek imperiów.

Piotr: Oczywiście nie mamy ambicji ogarnięcia wszystkich tych barwników, co więcej, powiem tak: myśmy powybierali trochę tych tematów, znaczy to Ola powybierała, więc do niej proszę pretensje. Ja chciałem powiedzieć [? niepewne: o klaski].

Gdyby kogoś zainteresował ten temat troszkę szerzej, to więcej o tych i o wielu innych barwnikach będziemy opowiadali podczas naszego występu w planetarium w Śląskim Parku Nauki w Chorzowie. To w tę sobotę, czyli który to jest? 25. Dobrze patrzę, tak, 25. O 16:30, jakby komuś było nie za daleko, to bardzo serdecznie zapraszamy. Tam ten temat będzie na pewno rozwinięty.

Ola: I tam też będziemy pokazywali te dzieła malarskie i nie tylko malarskie, o których dzisiaj tutaj wam opowiemy. To trochę odcinek z serii, szkoda, że państwo tego nie widzą.

Piotr: Ale mamy na to pomysł. Będziemy mówili o jakichś konkretnych dziełach, ale też o kolorach, o tych kolorach za chwilę, więc możecie sobie np. pyknąć w telefonie i pootwierać. Myślę, że też damy w opisie odcinka jakieś linki do tych dzieł.

Ola: Linki do dzieł.

Piotr: A to w ogóle nie jest reklama, polecam. Przedtem mówiliśmy: Google Arts & Culture. Najbardziej niedoceniona aplikacja Google'a. Bardzo fajna. Nie wiem, czy te wszystkie dzieła tam są, ale pewnie znaczna część z nich będzie. Bardzo polecam.

Ola: A żebyście wiedzieli, o czym tu będziemy mówić, o jakich konkretnie barwach, to będziemy wam podawali ich kody. Kody w systemie Hex, takie z hasztagiem.

Piotr: Jakieś szesnastkowe także.

Ola: I przy każdym z tych kolorów podamy taki kod. Będziecie mogli go sobie wstukać w wyszukiwarkę Google'a i tam od razu zobaczyć, jaki to był [? niepewne: odcinek].

Piotr: Tak, to jest np. tak, że od razu powiem, żebyśmy później już nie rozwijali: jak chcecie sobie zobaczyć ten kolor, o którym mówimy, no to jak mówimy, że tam jest hash czy krzyżyk, tam powiedzmy 7A4291, to po prostu wpisujecie sobie dokładnie tyle: krzyżyk, znaczy ten hash od hasztaga, i te cyferki, naciskacie Enter i Google jest tak miły albo niemiły, że od razu wam wywala ten kolor i go widzicie. Wygodnie można sobie podejrzeć.

Dobrze. Dzisiaj będzie dłuższy wstęp. Tych wszystkich, których szlak trafia i potem piszą, pieprzą przez pięć minut, przeskoczcie do [? niepewne: tam którejś minuty]. No to sobie przeskakujcie, jak chcecie.

Ola: To wtedy umkną niektóre rzeczy.

Piotr: No to jest strata tych, co przeskakują.

Ola: A słuchajcie, a gdybyście chcieli np., żebyśmy opowiedzieli w kolejnych odcinkach o jeszcze innych barwnikach, bo te historie są naprawdę wciągające, fascynujące. Wiecie, ja to tak mam, że jak się za coś złapię, to mnie wkręca totalnie. I aż mi trudno było wybrać akurat te cztery konkretne barwy, o których dzisiaj wam chcemy opowiedzieć. No to dajcie znać nam w komentarzach, np. na naszym Facebooku, na Instagramie czy na Spotify'u, że chcecie więcej, i np. wpisujcie hasło "więcej kolorów", to będziemy wiedzieli, co z tym zrobić.

I to jest również dobry moment na to, żeby zasubskrybować sobie nasz podcast. Dzięki temu nie umkną wam kolejne, nowe odcinki, które wpadają. Staramy się, żeby wpadały regularnie co wtorek. Mamy teraz opóźnienie, jest środa. Przepraszamy.

Piotr: Właśnie, sorry, tak nam wyszło w życiu.

Ola: Tak i od razu daję znać, że za tydzień we wtorek nie będzie w ogóle naszego odcinka.

Piotr: Sorry, ale to jest ten tydzień taki trudny, dziwny, a my też mamy różne działania.

Ola: [? niepewne: To jeszcze kilka przypominaje krzypki.]

Piotr: Właśnie, bo jeszcze są dwa inne podcasty, wiecie, zawsze o nich mówimy, takie mamy zobowiązanie, ale też cieszymy się, bo je fajnie robimy. Więc oba powstają we współpracy z Polskim Radiem i są to Laboratorium Zbrodni, gdzie w nowym odcinku opisujemy historię naprawdę niesamowicie skomplikowanego śledztwa, włoskiego, dodajmy, w którym nagle okazało się, że kluczowe jest rozwikłanie takiej rodzinnej tajemnicy sprzed dekad.

Ola: Oraz drugim naszym podcastem robionym we współpracy z Polskim Radiem jest Sekcja Teorii Spiskowych i w tym odcinku sprawdzamy, dlaczego wielu ludziom wydaje się, że misji Artemis 2 wcale nie było. Ludzie w ogóle nie latają w kosmos.

Piotr: A zanim dalej ruszymy, to tylko przypominam, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:06:18 Mumiowy brąz: anegdota, skład i handel

Ola: Zacznijmy od takiej historii, anegdoty, ale uwaga, potwierdzonej jak najbardziej w dwóch źródłach: w biografii malarza Edwarda Burne-Jonesa, XIX-wiecznego malarza angielskiego, oraz w autobiografii niejakiego Rudyarda Kiplinga, który jest znany przede wszystkim z Księgi Dżungli.

Piotr: Nie tylko, nie tylko.

Ola: No i to właśnie o nich dwóch ta anegdota będzie opowiadała. Otóż dotyczy ona pewnej niedzieli w 1881 roku i nagle Edward Burne-Jones zerwał się od stołu, gdzie jadł obiad razem z rodziną. A, bo nie wspomniałam, że Kipling był siostrzeńcem Burne-Jonesa i dlatego jedli razem obiad.

I tak jak mówiłam, ten malarz zerwał się, pobiegł do swojej pracowni, chwycił tam jakąś tubkę farby, po czym wrócił i z pełną powagą stwierdził, że właśnie zdecydował, że trzeba tę tubkę pogrzebać w ogrodzie. No i to zadanie zlecił właśnie swojemu siostrzyńcowi, wówczas nastoletniemu, przyszłemu pisarzowi Kiplingowi, a ten wykopał dołek i ponoć pochowali tę farbę. Ale właściwie dlaczego to zrobili?

Otóż chodziło o to, że Edward Burne-Jones dowiedział się całkiem niedawno, z czego wytwarzana jest jego ulubiona farba, której używał do wielu swoich obrazów malowanych w tonacji brązowej. Nosiła ona nazwę mumiowego brązu i to nie był przypadek, w sensie, że ktoś sobie wymyślił abstrakcyjną nazwę, tylko jak najbardziej ta farba miała swoje pochodzenie z mumii. I tutaj warto sobie zajrzeć do dwóch obrazów tego Burne-Jonesa: Oczarowanie Merlina i Sidonia von [? niepewne: Borke]. To są obrazy rzeczywiście takie brązowawe. Jak patrzy się teraz, wiedząc, czym zostały namalowane, no to jest to niepokojący brąz, a symbol tegoż brązu to jest hashtag 7B, jak Barbara, 4726.

Piotr: Jeszcze raz: hashtag, krzyżyk, czy jakkolwiek, 7B4726. Wpiszcie sobie w Google, a zobaczycie, tylko z tym krzyżykiem na początku, jaki to jest kolor. Oczywiście to nie oddaje do końca tego koloru, bo to było czasem trochę jaśniej, trochę ciemniej.

Wieść niesie, że taką szczególną właściwością tego koloru było to, że on miał ponoć, tak czytałem, był taki leciutko, można powiedzieć, przezroczystawy. To znaczy, że światło, które go oświetlało, dawało wrażenie, że wchodzi w głąb tej farby, że ta farba była trochę jakby, nie wiem, jak bursztyn, taka przezroczystawa, i to dawało podobno ładny, bardzo głęboki kolor.

No dobra, z czego się to robiło? Można się domyślać, już był spoiler, bo rzeczywiście ten mumiowy brąz był robiony, uwaga, z proszku ze zmielonych tkanek egipskich mumii i to były mumie często ludzkie, mogły być też kocie mumie, mumie ibisów, czasem jakieś inne zwierzęce. W każdym razie zdecydowanie używano do tego ludzkich mumii, jest to bardzo potwierdzone. Również zawierał resztki bitumu, to jest taki naturalny asfalt, który był wykorzystywany także przy balsamowaniu zwłok, stąd jego obecność i to również miało znaczenie dla tej barwy i tej farby. Słowo "mumia" w ogóle wywodzi się, żeby już było bardziej skomplikowanie, od perskiego słowa, które oznaczało ten bitum, czyli naturalny asfalt. Tam była jeszcze tak zwana biała sadza, czyli uwodniona krzemionka, jakieś żywice roślinne, no i olej schnący roślinny, który sprawiał, że farbę można było nałożyć i ona później twardniała.

Ola: No ale wspomniany Burne-Jones nie był jedynym malarzem, który używał tej farby. Było ich całkiem dużo, a wiemy na pewno, to zostało też dobrze udokumentowane, że używał tego koloru słynny malarz francuski Eugène Delacroix i wiadomo, i to też jest wspomniane w różnych książkach z tamtej epoki, że w jego palecie był obecny mumiowy brąz dokładnie w czasie, kiedy tworzył freski do Salonu Pokoju (Salon de la Paix) w paryskim ratuszu. To był bardzo bogato zdobiony pokój, właściwie salon, taka komnata.

Niestety te freski się nie zachowały, zwłaszcza ten najsłynniejszy, który był umieszczony na suficie, bo ratusz spłonął w zamieszkach w 1871 roku. Ale uwaga, uwaga: w ostatnich latach Muzeum w Luwrze dotarło do osoby, która była w posiadaniu jednego ze szkiców, które zostały stworzone przez Delacroix na potrzeby właśnie tego salonu, innymi słowy takich wprawek malarskich na płótnie, no i Luwr odkupił jeden z tych obrazów od prywatnego właściciela. Obraz ten nosi tytuł Herkules wiążący Nereusa i tam tego brązu mumiowego jest naprawdę dużo. Warto sobie zajrzeć i obejrzeć ten obraz. Ale też były inne liczne przypadki, w których używano tej farby.

Piotr: Tak, jest słynny obraz Martina Drollinga, nazywa się Wnętrze kuchni, może nie brzmi ten tytuł jakoś oszałamiająco, porywająco, ale warto sobie to znaleźć, bo to jest rzeczywiście obraz cały w brązach, można powiedzieć. Wiem, że dziwnie się opowiada o obrazach w podcaście. On przedstawia dosyć ciemne wnętrze kuchni, gdzie centralnie jest jasne okno, oświetlające całe to wnętrze, jeszcze kobieta trzyma w ręku takie czerwone coś, pięknie prześwitujące, i mamy całą gamę tych brązów, od bardzo ciemnych przez takie już świetliste, jest przeświecająca zasłona i to dobrze pokazuje, jak mogły być wykorzystane te farby.

Przy czym, tak jak mówię, nie mamy stuprocentowej pewności, że Drolling użył właśnie tego mumiowego brązu, ale wiele na to wskazuje, bo to było popularne, wykorzystywane właśnie w tym czasie i miejscu, gdzie on działał. Spójrzcie sobie na to, bo to jest właśnie to, o czym mówiłem: ten kolor, ten rodzaj farby znakomicie się sprawdzał tam, gdzie trzeba było pokazać światło działające na jakiejś powierzchni.

Ola: Jeśli chodzi o handel farbami zawierającymi mumiowy brąz, no to prowadziły go nieliczne firmy. Jedna z nich była prowadzona we Francji, ale najdłużej przetrwała i najbardziej znana była londyńska firma C. Roberson & Company i ona regularnie publikowała w Daily Mail takie ogłoszenia. Znane jest ogłoszenie z 1904 roku o treści We require a mummy for making color, czyli potrzebujemy mumii, żeby robić barwy, farby.

I tutaj takie wtrącenie: wiemy z wypowiedzi osób zatrudnionych w tej firmie, że jedna mumia wystarczała temu londyńskiemu producentowi barwników nawet na kilka lat zamówień. Można powiedzieć, że bardzo wydajny był ten dodatek do farb. No i uwaga, dopiero w 1964 roku ta firma zakończyła produkcję mumiowego brązu, ponieważ, uwaga, skończyły jej się mumie do wytwarzania tego koloru.

Piotr: Przestały mielić się ludzkie zwłoki na farby, ja nie wiem. Ale nie to, że całkiem im się skończyły.

Ola: Nie to, że całkiem, bo w 1964 roku w wywiadzie dla magazynu Time dyrektor tejże firmy powiedział, uwaga, cytuję: "Mieliśmy jeszcze parę luźnych kończyn, ale nie tyle, żeby zrobić z nich więcej farby".

Piotr: To było takie pytanie we wstępie: z ilu ludzkich kończyn robi się tubkę farby? Trochę Was naciągnęliśmy, nie jesteśmy w stanie dokładnie odpowiedzieć z ilu. Zakładamy, że skoro mieli parę luźnych kończyn, no to pewnie tubkę by z tego zrobili, ale pewnie już kilkudziesięciu nie, bo kilkudziesiąt to by pewnie sprzedali. Nie wiem, jak to dokładnie wychodzi, może z kończyn się gorzej robiło, no niestety, z racji tematu, wrażliwości oraz tego, że większość tej produkcji przypadała na czasy mniej internetowe, nie mamy bardzo wielu informacji.

Ola: Powiedzmy, że to były czasy, w których wrażliwość też nie była taka duża. Ten handel mumiami prosperował przez kilka dziesięcioleci, był dosyć bezceremonialny, te zwłoki były traktowane po prostu jako towar i nikt się nie przejmował tym, czym w istocie są.

0:16:59 Bitum, mumio i proszek z mumii jako lek

Piotr: Znane jest zdjęcie takiego jakiegoś handlarza, który gdzieś pod murem sprzedaje towary i między innymi stoją takie wysuszone zwłoki, rozwinięte z bandaży, po prostu oparte o ścianę obok jakiegoś jeszcze innego obiektu, no więc tak to mniej więcej wyglądało.

Jeszcze ten bitum. Tu jest taka niezręczna pomyłka językowa, powiedzmy sobie. Lapsusik drobniutki. O co chodzi? Wspomniane mumio jest jeszcze znane pod nazwą shilajit, dobrze mówię?

Ola: Dobrze mówisz.

Piotr: To jest taka ropopochodna substancja naturalnie występująca, właśnie będąca odmianą tego naturalnego asfaltu.

Ola: Bitum.

Piotr: Tak jest, czyli bitum. I ona występuje chyba między innymi, bo nie tylko, w rejonie Morza Martwego. Była od bardzo dawnych czasów używana jako lek, takie właściwie panaceum w Chinach, w Tybecie, również w Iranie. Uchodziła za substancję zdrowotną, jeszcze o tym za chwilę powiemy.

Natomiast pojawiła się pewna drobna niezręczność, bo w średniowieczu i później też w Europie z kolei w aptekach sprzedawano pulvis mumiae, czyli proszek z mumii, który właśnie miał być takim panaceum, lekiem na bóle głowy, epilepsję, wrzody, zatrucia, paraliż, czkawkę, migreny, właściwie na wszystko. No i oczywiście był też afrodyzjakiem. I tu jest troszkę niezręczność, bo to właśnie była ta pomyłka językowa. Im się troszeczkę pozajączkowało, bo słowo "mumio" oznaczało ten asfalt, ten bitum. Jednocześnie w językach europejskich słowo "mumia" oznaczało zmumifikowane zwłoki. Więc ktoś uznał, że skoro w Chinach i Tybecie używano mumio jako leku, no to jak zamienimy to na zwłoki ludzkie, mumie, to będziemy mieli lek. No, taka sobie drobna niezręczność.

Ola: I ludzie to zażywali w postaci rozpuszczonej np. w alkoholu.

Piotr: Dokładnie. Czy pomagało, to zgadnijcie. Szczególnie ten wątek afrodyzjaku tutaj zaintrygował, wyobraź sobie.

Ola: Nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać.

Piotr: Jest to tak szalenie podniecające, że myślę, że łyżeczka proszku z trupa naprawdę mogła zapewnić wielogodzinną erekcję. Naprawdę nie mogę jakoś przejść nad tym do porządku dziennego, wybaczcie.

Ola: Trudno to odwyobrazić.

Piotr: Ale potem rzeczywistość trochę zweryfikowała i nadal mumio jest używane.

Ola: Wciąż istnieje na rynku. Jak się wpisze w wyszukiwarkę słowo "mumio", ale też czasami funkcjonuje pod bardziej tajemniczą nazwą shilajit, no to wyskakuje całkiem dużo suplementów, które rzekomo mają pomagać na regenerację organizmu, wspomagać odporność, wspierać zdrowie kości, stawów. Właściwie to znowu takie panaceum.

Piotr: To nie jest takie całkiem proste, dlatego że są pewne badania, które wskazują, że ta substancja jakoś działa na organizm. Tylko że one są kiepskiej jakości. Na układ hormonalny mogą działać, ponoć podnosiło poziom testosteronu. Są różne takie przesłanki, natomiast albo to jest robione jak zwykle w tego typu najprostszych rzeczach, czyli badania in vitro, czyli badamy po prostu działanie tej substancji na jakieś komórki. Brak jest porządnych badań klinicznych, które by potwierdzały, że to faktycznie działa. Także raczej rzeczywiście, jak mówisz, jest to w medycynie alternatywnej, ale z taką małą gwiazdką, że, jak to się mówi, być może coś w tym jest.

Ola: Ale teraz uwaga: to mumio, które jest obecnie sprzedawane, to nie jest mumio z mumii, tylko mumio [? niepewne: z witru].

Piotr: Możemy poszukać, może ktoś jeszcze doszedł do wniosku, że wiesz, kiedyś wiedzieli lepiej i na problemy ze wzwodem polecamy proszek z trupa.

Ola: A myślisz, że ktoś sobie wykopał gdzieś mumię?

Piotr: Nie wiem, może gdzieś się przechowało jeszcze z jakichś dawnych czasów. Na pewno gdzieś są, słuchaj, jakby tak pogrzebać.

Ola: To nie próbujcie sobie tego wyobrażać.

0:21:42 Wsparcie podcastu

Piotr: Don't try this at home. Tak, i tu na momencie się zatrzymujemy, bo chcemy Wam przypomnieć, że datki od naszych patronek, patronów bardzo nam pomagają w utrzymaniu tego podcastu jako właśnie bezpłatnego i dostępnego bez żadnych ograniczeń, i w utrzymaniu naszych psów też pomagają.

Ola: One się właśnie wzbudziły w tym momencie.

Piotr: Nie pieski, jeszcze nie.

Ola: Usłyszały sygnał dźwiękowy.

Piotr: Nie mogły usłyszeć, bo nie mają słuchawek, tylko my go słyszymy.

Ola: Wiesz co, może one go też słyszą jakoś.

Piotr: Mają małe słuchawki. Pieski, nic się nie dzieje na razie.

Ola: Wyluzujcie, dziewczynki. Jeżeli więc cenicie to, w jaki sposób opowiadamy Wam o nauce i o trudnych sprawach tego świata, to może rozważylibyście regularne wspieranie nas w serwisie Patronite albo jednorazowo chcielibyście nas wesprzeć na platformie [? niepewne: Bajko Fitu].

Piotr: Bardzo to polecamy. To jest dla nas po prostu konkretna fizyczna zapłata, ale też bardzo miły dowód, gest, że doceniacie wysiłek, więc bardzo dziękujemy za wszystko, co od Was dostajemy.

Ola: I oczywiście dziękujemy również za Wasze zaangażowanie, za komentarze, za oceny, które nam wystawiacie. Róbcie to dalej, bo one dobrze działają na widoczność naszego podcastu, a im bardziej nasz podcast jest widoczny, tym więcej ludzi go słucha i tym jest nam lepiej na serduszku.

Piotr: Ja tylko dodam, że poległem na próbach wyregulowania Spotify, tak żeby wreszcie puszczał po prostu Wasze komentarze [? niepewne: bez niecenzury], bez naszej akceptacji, bo to jest strasznie głupio, bo ja naprawdę wierzę Wam, że nie będziecie tam pisali, że kupcie, nie wiem, proszek z mumii na wzwód i tak dalej, i że po prostu nie będzie spamu, tylko można te komentarze puszczać. Ale nie. Spotify uważa, że muszę każdoręcznie zatwierdzać, więc jak coś jest gdzieś nieopublikowane, przepraszam, ja staram się naprawdę hurtem zatwierdzać, ale nie ma w ogóle takiego narzędzia, przynajmniej u mnie to nie działa, więc to jest takie usprawiedliwienie.

0:23:44 Czerwiec polski i karmin z koszenili

Ola: Dobra, słuchajcie, to teraz barwniki, a sprawa polska.

Piotr: Barwniki, a sprawa polska. I tu nie będę Was trzymał, tak jak Ola to zrobiła, w niepewności. Możecie sobie od razu wstukać następujący kod: hash B0002A (czyli B, trzy zera, 2A) i zobaczycie wówczas ten kolor, o którym mówimy. Jak się może już zorientowaliście, jest to czerwony kolor, dokładnie barwnik, który w Europie był otrzymywany od XV do XVI wieku, chociaż tak naprawdę dłużej był robiony. I tutaj ta sprawa polska, przede wszystkim, uwaga, z czerwca polskiego. Czerwiec polski, nie chodzi o ruchy wolnościowe, które się wydarzały w czerwcu w Polsce, to jest taki pluskwiaczek mały, który obecnie jest znany też jako koszenila polska.

Ola: No tak, w angielskich nazwach jest przede wszystkim taka terminologia.

Piotr: No więc ten czerwiec, od razu postaram się ogarnąć wątek, no bo czerwiec, mamy kwiecień, zaraz będzie maj, a potem czerwiec, to najprawdopodobniej, chociaż nie mamy tu stuprocentowej pewności takiego potwierdzenia, ma związek z tym, że najprawdopodobniej to w czerwcu zbierało się czerwce polskie z korzeni czerwca trwałego. To proste, nie?

Ola: No nie, na wszystko oczywiste.

Piotr: No więc czerwiec trwały to jest gatunek takiej rośliny z rodziny goździkowatych i na jej korzeniach właśnie wypasały się larwy wspomnianego czerwca polskiego i w czerwcu się to zbierało, więc OK, mamy to z grubsza ogarnięte. Słuchajcie, ten czerwiec polski był bardzo ważny przez jakiś czas, bo w XV i XVI wieku to był jeden z głównych towarów eksportowych Polski. Tam jeszcze oczywiście zboże, drewno, sól, to były te główne wątki. Natomiast ten czerwiec był niesamowicie ważny. Trafiał do południowych Niemiec, do północnych Włoch, też do Francji, Anglii, do Armenii, do Imperium Osmańskiego i tego naprawdę było dużo, bo z danych, które istnieją, wiadomo, że np. w 1534 roku w Poznaniu, pozdrawiamy serdecznie Poznań, sprzedano około 30 ton tych czerwców.

No to jak na owady plus kwiaczki malutkie, 30 ton to nie jest mało. Natomiast było cudownie i w ogóle wszyscy byli bogaci i czerwoni i żyło się dostatnio, aż do niezręcznego momentu, kiedy się okazało, że jest koszenila meksykańska, która, jak sama nazwa wskazuje, nie pochodziła już z Polski. No i sprawa się rypła, to znaczy w połowie XVI wieku ten polski eksport padł właściwie, bardzo zmalał, dlatego że ta koszenila meksykańska była po prostu znacznie tańsza i tyle.

Właśnie, jak ciekawe, czy Donald Trump nakaże zmianę nazwy z koszenili meksykańskiej na koszenilę amerykańską, tak sobie pomyślałem.

Ola: Wiesz, trochę trudno by było ze względu na to, że właściwie była wytwarzana głównie w Meksyku.

Piotr: A Zatoka Meksykańska, przepraszam, co? Też jest głównie w Meksyku wytwarzana. No tak, potem używano nadal gdzieś do XIX wieku co najmniej tej koszenili polskiej do barwienia tkanin, do medycyny ludowej, w rzemiośle, też do alkoholu, ale to jeszcze nie jest koniec opowieści na temat tych czerwieni. Przypominam, byliśmy na hash B0002A, a teraz przeskakujemy na trochę inną czerwień.

Ola: Na karmin, bo te czerwienie są bardzo podobne, ale zwróćcie uwagę, że są jakieś subtelne różnice. Teraz mamy hashtag 960018 i to jest karmin, no i tenże karmin, nazywany również koszenilą, pojawił się w Europie, dlatego że Hiszpanie dotarli do Ameryki Północnej i w Meksyku właśnie odnaleźli ten sposób barwienia tkanin, farb i tak dalej. Barwnik karminowy otrzymywany, a jakże, z wysuszonych owadów z koszenili meksykańskiej, zwanej również czerwcem kaktusowym. Ona również należy do rzędu pluskwiaków i jest pasożytem, który żyje sobie na opuncjach w formie takich, można powiedzieć, kulek i te kulki za bardzo czerwone to nie są na pierwszy rzut oka, bo taka jest osnowa, siwa osnowa, którą te pluskwiaki wytwarzają. Natomiast w środku te larwy, które się tam mieszczą, po przecięciu mają rzeczywiście mnóstwo w sobie tego czerwonego barwnika. Z kolei jeśli chodzi o rejon Morza Śródziemnego, to tam wykorzystywano do produkcji karminu pokrewnego owada o nazwie Kermes vermilio. Natomiast zdecydowanie ta koszenila meksykańska przytłoczyła rynek europejski.

Piotr: Tak, ale my tu mówiliśmy o karminie. Jeszcze raz przypomnę, hash 960018, trochę wydaje się być ciemniejszy niż ten nasz czerwiec lokalny. W ogóle ten karmin to jest po prostu bardziej oczyszczona postać tego barwnika. Tak, dokładnie. Przygotowuje się to z dodatkiem soli glinu, soli aluminium i tam jest kwas karminowy. To on odpowiada bezpośrednio za ten kolor i rzeczywiście po wysuszeniu tych owadów, bo je się suszyło, to jest nawet około jednej piątej masy ciała takiego owada, więc dużo, co oczywiście nie znaczy, że jest to bardzo efektywny, bo efektowny na pewno barwnik, zaraz o tym powiemy.

No i tu oczywiście odwołujemy się też do obrazów, np. Rembrandt, Żydowska narzeczona. Spójrzcie sobie.

Ola: Na suknię narzeczonej.

Piotr: Dokładnie. Anthony van Dyck, to jest portret Agostino [? niepewne: Palavicini].

Ola: On ma niesamowitą szatę w takim bardzo głębokim odcieniu tego karminu.

Piotr: Jeszcze jest taki obraz Joshuy Reynoldsa, portret Johna Burgoyne'a, jakkolwiek się go czyta. Tak że używano tego karminu do barwienia drogich tkanin, czyli np. mundurów oficerskich żołnierzy brytyjskich, wysokiej jakości sukna, bo oczywiście im niżej w hierarchii wojskowej, tym taniej, w związku z czym szeregowcy raczej nie dostawali mundurów barwionych w czymś takim, tylko barwnikami tańszymi, o mniejszej trwałości i intensywności.

Ola: No i ja jeszcze tutaj chcę nawiązać do tej przygody Hiszpanów z tym barwnikiem. Otóż oni, jakby to powiedzieć, nie wymyślili tego, że można koszenilę wykorzystywać do malarstwa czy farbowania tkanin, tylko oczywiście skorzystali z tej wiedzy, która na terenie Meksyku istniała od co najmniej X wieku. Właśnie zajmowali się tym farbowaniem, pozyskiwaniem koszenili, Aztekowie, Zapotekowie. I to oczywiście był bardzo, bardzo cenny barwnik. Do uzyskania niespełna pół kilograma tej suchej koszenili potrzeba było aż około 70 tysięcy owadów, całe mnóstwo.

Żeby zafarbować na intensywny karmin taki solidny wełniany płaszcz, jak to na wstępie zadaliśmy to pytanie, to teraz ja odpowiadam. Taki wełniany płaszcz waży około dwóch kilogramów, powiedzmy. No to potrzeba było do tego około 200 gramów koszenili. Czyli w przeliczeniu kilkadziesiąt tysięcy owadów. Naprawdę bardzo duży przerób i mnóstwo tego Hiszpanie wywozili z tak zwanego Nowego Świata.

Piotr: No tak, mieli praktycznie monopol na to od XVI do gdzieś początków XIX wieku, głównie z Meksyku. Żeby skalę tego handlu pokazać: w 1570 roku, są takie dane, Hiszpanie wywieźli ponad 80 ton koszenili, a w 1774 około 650 ton. No więc niemało. Przypomniałem, że to są wysuszone owady, więc naprawdę nic takiego bardzo ciężkiego. Tego naprawdę było bardzo dużo objętościowo. Koszenila stała się w Nowej Hiszpanii, jak to się ładnie mówi, czyli w Ameryce, drugim najważniejszym towarem eksportowym po srebrze.

Bardzo taka w ogóle gospodarka racjonalna i nierabunkowa. Zresztą oni oczywiście dbali bardzo o swoje interesy, więc przemyt koszenili był bardzo, bardzo poważnie karany, włącznie z karą śmierci, rozmaitymi sankcjami, innymi obciążeniami dla tych, którzy próbowali to robić. No i oczywiście również dezinformacja, jak zawsze dezinformacja.

Ola: A to piękna sprawa.

Piotr: Tak, dobrze robi. Mianowicie Hiszpanie robili bardzo wiele, żeby nie ujawnić, cóż to takiego jest ta koszenila. Chodziło o to, że to, co docierało do Europy, było w takiej postaci, w której trudno było rozpoznać, co to właściwie jest. Na pewno nie było widać, że to były owady w sposób jednoznaczny. Oni twierdzili dla zmylenia przeciwnika, że to są ziarna, że to jest coś pochodzenia roślinnego. No i najwyraźniej ta dezinformacja, która miała chronić źródła tego materiału, działała. Przez bardzo wiele lat tak po prostu uważano.

Ola: A całą zabawę popsuł w końcu w roku 1700, mniej więcej w tym czasie, holenderski przyrodnik Antoni van Leeuwenhoek, nie wiem, jak to się czyta, ale mam nadzieję, że wybaczą mi ci, którzy wiedzą. Otóż on miał to do siebie, że kiedy wyposażył się w mikroskop, to oglądał pod nim wszystko, co mu pod rękę wpadło. I między innymi wpadł mu pod rękę ten surowiec, z którego wyrabiano barwnik karminowy. No i on się temu wnikliwie przyjrzał. I tutaj się okazało, że nie jest to żadne ziarno, czyli nasionko rośliny, tylko po prostu owad, bo ma te wszystkie struktury wewnętrzne i zewnętrzne, które owad mieć powinien, w związku z czym zwróćmy uwagę, że to jest właśnie moment, w którym też datuje się schyłek epoki tego karminu wyrabianego na bazie koszenili meksykańskiej.

Piotr: Później zresztą były bardziej popularne te barwniki, które można było w łatwy sposób syntetyzować, no ale około 1700 roku Polacy wzruszyli ramionami i powiedzieli: już od dawna to mieliśmy, też mi sensacja. Ten moment, zbiorowe wzruszenie ramionami.

Słuchajcie, koszenila pochodzenia naturalnego, czyli głównie kwas karminowy, bo to on ten kolor daje, jest nadal bardzo intensywnie używana i jest, uwaga, dodatkiem do żywności. Ma oznaczenie E120. Wiem, że dla wielu osób, już się z tym spotkałem, to jest wstrząs, że jedzenie jest barwione jakimiś mielonymi owadami. To oczywiście trochę bardziej skomplikowane, ale tak jest, to pochodzenie naturalne i nie jest to odwołanie do słynnej awantury sprzed kilku lat o białko owadów i tak dalej. Mieliśmy o tym zresztą chyba, pamiętam, w którymś odcinku.

Gdzie można to znaleźć? Między innymi np. w jogurtach, w lodach, w jakichś żelkach, cukierkach, w takich rzeczach, ale też barwi się tą koszenilą, czyli tym E120, przetwory mięsne czy wędliny po to, żeby im nadać taki czerwieńszy, żywszy, intensywniejszy kolor. I od razu wyjaśnienie dla tych, którzy się spięli: nie, to nie jest straszne ani szkodliwe, ani rakotwórcze, ani zabójcze, ani w ogóle groźne, bo jak coś ma oznaczenie E i jakiejś cyferki, to wręcz odwrotnie, oznacza, że to jest normalne oznaczenie dodatku do żywności, który jest bezpieczny, jest przebadany przez odpowiednie jednostki i dopuszczony do użytku w Unii Europejskiej. Co nie znaczy, że jest zdrowy w znaczeniu, że trzeba go żreć nie wiadomo ile, no bo jak to zwykle bywa, ilość czyni truciznę. Ale te E są w określony sposób opisane, przebadane, jeżeli są stosowane zgodnie z zasadami, a Unia Europejska tego pilnuje, to są po prostu bezpieczne, więc jeżeli gdzieś traficie na koszenilę, no to jest to bezpieczny i naturalny dodatek do żywności.

0:38:03 Zieleń Scheelego i zieleń paryska

Ola: No ja teraz opowiem o czymś bardzo niebezpiecznym z kolei, a mianowicie o zieleni Scheelego, czyli wodoroarsenianie miedzi.

Piotr: Tu wchodzi kolor do sprawdzenia.

Ola: Hashtag 478800.

Piotr: 478800.

Ola: Można sobie go obejrzeć, ale jakby ktoś nie widział, to ja opowiem. To jest taki żółtozielony pigment, który został uzyskany syntetycznie w roku 1775 przez Karla Wilhelma Scheelego, stąd zieleń Scheelego. Karl Wilhelm Scheele był to niemiecko-szwedzki aptekarz, był też chemikiem, między innymi wsławił się tym, że był odkrywcą tlenu, chloru, wolframu i manganu.

Piotr: Nieźle, powiem szczerze.

Ola: Taki drobiazg, ale też syntetyzował zieleń. I ta zieleń zrobiła się strasznie popularna i na bazie tejże zieleni w roku 1814 opracowano coś, co nazwano zielenią paryską. Coś, co jest bardziej intensywnie zielone i bardziej trwałe i bardziej wpada w taki szmaragd. Ma więcej niebieskiego w sobie.

Piotr: Ja wolę to oryginalne, to jest takie trochę morskie, ja nie jestem fanem tych bardzo morskich.

Ola: No morskie, szmaragdowe bardziej. W każdym razie oba te, aha, i tu jest hashtag 50C878. Powtarzam, hashtag 50C878. I teraz widzicie, jaka jest różnica. One miały bardzo wiele ze sobą wspólnego, no tę samą bazę, czyli wodoroarsenian miedzi. No i uwaga, to był hit. I w Paryżu, i w Wielkiej Brytanii nagle się okazało, że wszystkie damy chcą mieć suknie w tych kolorach. Robiono z tego tapety, znaczy barwiono tym tapety, zabawki dla dzieci, całe mnóstwo tkanin obiciowych do kanap, np. zasłony, i to wszystko pięknie wyglądało. No gorzej było z tym, jak to szkodziło ludziom.

Piotr: Dobrze, przykłady. Jakby ktoś miał ochotę sobie obrazy obejrzeć, a warto, bo ładny kolor.

Ola: O, jeden z tych obrazów jest nawet w naszym Muzeum Narodowym.

Piotr: Właśnie, od niego zaczniemy. To jest [? niepewne: chawciarka przy oknie] Georga Friedricha Kerstinga. To jest taki obraz, gdzie siedzi dziewczyna przy oknie, a za nią jest wielka zielona tapeta na całą ścianę.

Ola: Ja bym powiedziała, że to jest raczej ta zieleń paryska.

Piotr: Chyba tak, ta ładniejsza moim zdaniem.

Ola: Nie, odpowiedziałeś, że ta ci bardziej przypomina.

Piotr: A nie, paryska to była, czy ja wiem, czy to jest paryska, no może.

Ola: Ale wiesz, one mają ze sobą niezwykle wiele wspólnego.

Piotr: No w każdym razie, może rzeczywiście masz rację. Jest wielka zielona tapeta. Ktoś dużo zużył. Powiedziałbym, że jest to dominujący kolor na tym obrazie. Zestawiony z takim różowym [? niepewne: szerzlążkiem]. Trudne słowo. Ładny obraz.

Ola: Ja nie wiem, czy to się zdrabnia.

Piotr: Ja mogę zdrabniać, co tylko chcę. Szerzlążek może być również.

Ola: Jak to było? Ja się nie deklinuję.

Piotr: Tak, tak, tak, właśnie. Właśnie się deklinuję.

Ola: A, deklinuj.

Piotr: Kolejny obraz i tu polegnę. On jest Claude'a Moneta i są to kąpiący się w…

Ola: La Grenouillère.

Piotr: La Grenouillère, dziękuję uprzejmie. To z kolei zupełnie inna historia. Kąpią się ludzie. Mamy wodę, taką fajnie, bardzo poruszoną, ślicznie oddaną powierzchnię wody. I przede wszystkim łódki na pierwszym planie. Cienie, taka zieleń odbita od tej wody i liście drzew. Tu jest też dużo zielonego. Również stroje są zielone. Właściwie na tym obrazie powiedziałbym, że są dwa i pół koloru, bo jest strasznie dużo zielonego. No dobra, trzy kolory niech będzie: taki niebieski nieba, dość oczywisty, i coś, co bym, nie wiem, żółtobrązowe, takie jakieś coś. No w każdym razie warto je zobaczyć, tak sobie gadam, ale warto.

No i jakiegoś zupełnie mało znanego Van Gogha. Słyszałaś o takim? No tak, Wnętrze restauracji. To też jeszcze jeden obraz, już nie będę zanudzał opowieściami, znajdźcie sobie.

Ola: No ale tam wyraźnie widać metodę kropkowania. No tak, też mogę kaleczyć rzemiosło. Natomiast tego barwnika jest tam bardzo dużo, tego koloru. Tu jest chyba raczej ta zieleń Scheelego.

0:43:02 Arszenik w zieleni: zatrucia, fabryki i wiktoriańskie salony

Piotr: Możliwe, no możliwe, to już porównajcie sobie. Ale czemu, bo [? niepewne: Shella] zasygnalizowała, że nie było tak wcale wesoło, tu sobie malują. Kłopot polegał na tym, że oba te pigmenty zawdzięczały swój kolor arsenowi, czyli arszenik, bardzo silnie trująca substancja. Mieliśmy o tym odcinek.

Ola: Jak najbardziej, o truciznach.

Piotr: O truciznach jak najbardziej. Mieliśmy również w Laboratorium Zbrodni trochę na ten temat. Kłopot polegał na tym, że przy okazji używania tych farb powstawał często pył, wdychanie go, ale też kontakt z tymi powierzchniami, czy w ogóle noszenie ubrań barwionych tymi barwnikami, to wszystko mogło prowadzić do zatrucia, i to zarówno, jak sobie przypominam, do nagłego, ostrego, jak i przewlekłego. To są nudności, wymioty, biegunka, bóle brzucha, ale też rzeczy takie jak zaburzenie rytmu serca, osłabienie, drgawki.

Ola: To objawy neurologiczne.

Piotr: Tak, neurologiczne objawy i niestety arsen się kumuluje w organizmie w paskudny sposób, więc długie używanie tego typu rzeczy nie pomagało.

Ola: No i tutaj warto wspomnieć, że tenże barwnik, właśnie ta zieleń Scheelego, była wykorzystywana również, uwaga, w takich zadaniach jak np. zwalczanie owadów, np. tępienie stonki ziemniaczanej.

Piotr: Malowała się na zielono. Łapiesz stonkę [? niepewne: mięty] łapkami na zielono i puszczasz.

Ola: Ale też służyła jako impregnat do drewna, co w sumie też ma podobny cel, czyli zabijanie tego, co w tym drewnie żyje. Służyła jako środek grzybobójczy, no i trucizna na gryzonie. Być może komuś powinno było zaświtać w głowie, że jeżeli można truć gryzonie i owady, to być może ludziom też szkodzi. Tym niemniej chyba nie do końca się tym przejmowano.

Piotr: Tak, nie przejmowano się na pewno w epoce wiktoriańskiej, bo chociaż już zdawano sobie chyba wtedy sprawę z tego zagrożenia, że to może być toksyczne, ale wiecie, moda, taka zieleń, super i w ogóle, więc wszyscy tego używali. Tyle tylko, że żeby wszyscy używali, to ktoś to musiał zrobić i my się tutaj rozczulamy nad damami noszącymi suknie i tak dalej. Tymczasem problem polegał na tym, że najbardziej narażeni byli na zatrucia robotnicy, robotnice pracujący przy produkcji tych barwników, tych tkanin, jakichś barwionych dodatków modowych.

Ola: O, sztucznych kwiatów.

Piotr: O właśnie.

Ola: Te kwiaty były barwione właśnie zielenią Scheelego i kobiety, które pracowały przy tym, miały zniszczoną skórę, podrażnione śluzówki, choroby oczu. Generalnie było to mega, mega szkodliwe. Dodajmy, że sztuczne kwiaty to nie było tylko coś, co się stawiało gdzieś na stoliku w kącie pokoju, ale również coś, co się przypinało do tych kapeluszy takich bogatych, wiktoriańskich, do tych nakryć głowy. Więc to była rzecz powszechnie używana.

Piotr: No tak i to wytwarzanie tych wszystkich produktów, etapy produkcji, no to bardzo poważne zatrucia, choroby również przewlekłe, no i zgony niestety. W ogóle wiele z barwników, które były toksyczne, my tu nie mówimy wiele o tych toksycznych barwnikach, ale będziemy mówili w Chorzowie więcej o nich. No to tak naprawdę najwięcej, jak zawsze, cierpieli ci, którzy to musieli wytwarzać.

Ola: Ale jeżeli tak się przeanalizuje to, w jaki sposób były noszone te suknie barwione zielenią Scheelego, no to można sobie wyobrazić taką sytuację. Mamy pokój, w którym są tapety modne, zielone, gdzie są np. szezlongi, zafarbowane są te siedziska na zielono, a kobiety wirują sobie w tańcu na balu w tych swoich zielonych sukniach i ten pigment miał to do siebie, że jednak dosyć łatwo się uwalniał z tych tkanin, zwłaszcza wtedy, kiedy miał kontakt ze skórą, i potem taka dama, mimo że damy się nie pocą…

Piotr: Oczywiście, ale jak taka dama się nie spoci porządnie w takiej sukni.

Ola: No to generalnie wirując w tańcu, rozsiewała wokół siebie obłok takiego potu. Arszeniku, arsenu. Generalnie można sobie wyobrazić ten bardzo elegancki wiktoriański salon jako miejsce wysoce toksyczne.

I dodajmy, że ta trująca zieleń, jak ją zaczęto w międzyczasie nazywać, kiedy wreszcie się niektórzy zorientowali, że coś jest nie tak, nawet się pojawiały takie ogłoszenia w ówczesnej prasie, że to jest szkodliwe dla zdrowia. No i nawet te najbardziej zapalone [? niepewne: niewolniczki, młody], porzuciły w końcu tę zieleń właśnie z tego powodu, że była niezdrowa. Ale też dlatego, że pojawiły się nowe barwniki syntetyczne, bezpieczniejsze, zwłaszcza barwniki anilinowe. Ale o tym w oddzielnym odcinku byśmy opowiedzieli.

Piotr: Dorzucę o takim facecie, co się nazywał Napoleon i miał żonę Józefinę, mieli syna. We włosach Napoleona udało się wykryć podwyższony poziom arszeniku i prawdopodobnie jest to związane z tym, że jako ludzie zamożni, bywali i modni byli otoczeni tą zielenią Scheelego i tymi wszystkimi arsenicznymi wyziewami. Nie jest tak, że przyczyną śmierci, bo to i tak nie można było [? niepewne: trafić opowieści], właśnie był arszenik, to raczej był po prostu nowotwór żołądka. Natomiast rzeczywiście tego arszeniku było tam więcej. No akurat mówimy o Napoleonie, bo to postać dość dobrze przebadana. Można przyjąć, że większość bogatych ludzi z tamtego okresu, gdzieś przełom XVIII i XIX wieku i XIX wiek, było naładowanych tym arszenikiem, arsenem z tego źródła.

Ola: Dodajmy też, że były różne hipotezy na temat tego, że arsen miał rzekomo spowodować szaleństwo Van Gogha czy ślepotę Moneta, ale to w końcu nie znalazło potwierdzenia naukowego. Takie są opowieści, oczywiście barwne i atrakcyjne, ale no cóż, skoro najprawdopodobniej nieprawdziwe. Natomiast ta nasza opowieść tutaj się zbliża do końca, ale być może, tak jak już wspominałam na początku, chcielibyście wysłuchać więcej tego typu opowieści, bo mamy i są fascynujące. Jeżeli macie taką ochotę, to koniecznie dajcie znać w komentarzach, na naszych social mediach, wpisujcie hasło "więcej kolorów", to już będziemy wiedzieli, co robić.

0:50:33 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: Jak cenicie nasze podcasty, to może chcecie dołączyć do grona patronek, patronów, to dla nas ważne i bardzo miłe.

Ola: I oczywiście nie zapomnijcie, że możecie też nas posłuchać w innych podcastach, np. tych powstających we współpracy z Polskim Radiem, czyli w Laboratorium Zbrodni oraz w Sekcji Teorii Spiskowych.

Piotr: W Sekcji Teorii Spiskowych możecie nas też zobaczyć. Wiem, że dla niektórych to jest szok i w ogóle niedowierzanie, bo to jest podcast wideo, więc też jest na YouTubie, no a poza tym, wiadomo, Spotify, strona Polskiego Radia. Przedwczoraj nowy odcinek wpadł, pojutrze będzie z kolei odcinek Laboratorium Zbrodni. Jeszcze tylko przypominamy, że za tydzień odcinka nie ma, bo już Ola mówiła, że taki układ mamy.

Psy już się szykują, ja widzę, że Abi jest w blokach startowych. Nie wiem, czy dzisiaj będzie wycie. Wiecie, my tego nie ustawiamy. Wszystko zależy od decyzji naszych psów, ale mamy słowo na dziś i słowem na dziś jest czerwiec. No i teraz wszystko jedno, czy to będzie czerwiec polski, czy to będzie czerwiec trwały, możecie mieć na myśli, jaki chcecie, ale napiszcie w komentarzach: czerwiec. To dzięki.

Ola: Cześć. Psy mają wolne.

Źródła

* https://www.hki.fitzmuseum.cam.ac.uk/archives/roberson

* https://news.artnet.com/art-world/mummy-brown-edward-burne-jones-2439399

* https://books.google.pl/books?id=ooYZAAAAYAAJ&lpg=PA318&ots=8sZkcYsWsO&dq=delacroix%2520salon%2520de%2520la%2520paix%2520palette%2520mummy&pg=PA318&redir_esc=y#v=onepage&q=delacroix%2520salon%2520de%2520la%2520paix%2520palette%2520mummy&f=false

* https://www.eternalgoddess.co.uk/posts/the-deadly-history-of-green-victorian-gowns

* https://www.musee-delacroix.fr/en/collection/new-acquisitions/hercules-binds-nereus-sketch-for-the-salon-de-la-paix-in-the-hotel-de-ville-in-paris

* https://colourlex.com/pigments/pigments-colour/

* https://www.nga.gov/research/publications/artists-pigments-handbook-their-history-and-characteristics-volume-1

* https://www.nationalgallery.org.uk/research/publications/technical-bulletin/brown-and-black-organic-glazes-pigments-and-paints

* https://www.nationalgallery.org.uk/research/publications/technical-bulletin/the-technology-of-eighteenth-and-nineteenth-century-red-lake-pigments

* https://smarthistory.org/making-purple-science-of-art/

* https://smarthistory.org/cochineal/

* https://www.smithsonianmag.com/innovation/bug-had-world-seeing-red-180961590/

* https://www.theparisreview.org/blog/2018/05/02/scheeles-green-the-color-of-fake-foliage-and-death/

* https://cen.acs.org/analytical-chemistry/art-&-artifacts/Chemical-clue-suggests-spurned-account/96/i36

Źródła