Podcast Crazy Nauka · odc. 21
Gadające rury, sprytne światła – czego nie wiesz o swoim mieście
Posłuchaj też na:
Najlepiej, żeby mało kto o tym wiedział. Bo jeśli ktoś wie, to znaczy, że coś tu źle działa. Tak w skrócie można podsumować pomysł na smart city, czyli miasto, które dyskretnie pomaga swoim mieszkańcom.
I nie jest to wizja przyszłości. Właściwie pomysł jest całkiem nowy, w realnych ramach powstał już w tym stuleciu. I wbrew wcześniejszym wizjom science fiction (skądinąd często proroczym) nie chodzi tu o latające samochody i zrobotyzowane sklepy.
Bo najciekawsze rzeczy dzieją się tam, gdzie ich nie widać. I tak, że zamiast się nimi ekscytować po prostu przyjmujemy wprowadzone przez nie udoskonalenia jako oczywiste. I tak ma być.
Tym razem zaglądamy za kulisy smart city wraz z Sylwią Witek z firmy Veolia Energia Warszawa. Firma Veolia Energia Warszawa jest sponsorem tego odcinka.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:09 Wstęp
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Dziś opowiemy o tym, jak różne przemyślne elementy elektroniki sprawiają, że się nam po prostu lepiej żyje. A najlepsze, że zazwyczaj nawet nie wiemy o ich istnieniu.
Piotr: Sponsorem dzisiejszego odcinka jest firma Veolia Energia Warszawa, czyli ci ludzie, dzięki którym większość mieszkańców Warszawy ma ciepło w domach.
Ola: No i mamy ogromną do was prośbę, subskrybujcie nasz podcast.
Piotr: Wszędzie, gdzie się da, bo jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych i tych nieliczących się także. Wszędzie, po prostu wszędzie jesteśmy, wszędzie. Więc subskrybujcie nas tam, gdzie najbardziej lubicie nas słuchać.
0:00:41 Stare wizje technologiczne: bluetooth, WAP i internet bez kabli
Piotr: No i zacznę od czegoś, co całkiem niedawno mi się przypomniało. Jak dobrze wiesz, a ci, co nas słuchają, wcale nie muszą tego wiedzieć, pewnie nawet nie wiedzą, przez tak zwanych parę ładnych lat, czyli w sumie całkiem długo, pracowałem w Przekroju, takim tygodniku. To było dawno temu, pisałem o najróżniejszych rzeczach i często to były szeroko rozumiane, tak zwane nowe technologie.
Ola: Wtedy nowe, a teraz to już całkiem stare.
Piotr: Wtedy myślałem, że są nowe. Gdzieś tak w połowie lat dwutysięcznych pamiętam taki tekst, dałem się ponieść takiej fantazji, trochę kontrolowanej. I napisałem tekst o, uwaga, technologii bluetooth, rozumiesz, nowe technologie.
Ola: I taki wizjonerski był?
Piotr: Absolutnie, on był wizjonerski, dlatego że to był taki moment, kiedy ta technologia właściwie wchodziła do użytku. Wciąż to była trochę ciekawostka, wciąż tych urządzeń było dosyć mało, wciąż zastosowań było mało. Raczej się o nich opowiadało, niż to jakkolwiek miało działać wówczas. W każdym razie poprzeglądałem te projekty, te opowieści i stworzyłem z tego taki tekst. I to było takie łatwe prorokowanie, bo rzeczywiście było – to nie to, że ja jakiegoś objawienia doznałem, po prostu skorzystałem z tego, co już było gotowe.
W każdym razie ten tekst został mi w pamięci. Ja go nawet szukałem i nie wiem, kiedy on dokładnie powstał, bo niestety archiwum Przekroju jest nieprzeszukiwalne, a z tego okresu niedostępne. Znaczy jest dostępne, ale w postaci takich PDF-ów. Może kiedyś sobie zadam ten trud.
W każdym razie byłem mocno podekscytowany tym tekstem. Cały czas trochę jeszcze jestem, bo tak patrzyłem, jak to się wszystko spełniało. Śledziłem, kawałek po kawałku, te rzeczy, o których wtedy napisałem, rzeczywiście się pojawiały. I to nie tak jakoś gdzieś teoretycznie w jakichś dziwnych miejscach, tylko właśnie dosłownie w codziennym życiu. Nie chodzi o to, że jestem jakimś geniuszem, wizjonerem, po prostu to był taki moment, że trzeba było poczekać, aż ta technologia jakoś się domknie, dojrzeje, stanie się na tyle wygodna, powszechna i niezauważalna.
I to było rzeczywiście bardzo ciekawe, bo prawie wszystko z tego, o czym wtedy pisałem jako o takim trochę marzeniu, to prawie wszystko się spełniło. I teraz te bluetoothowe rzeczy są już takie najzupełniej oczywiste. Miałaś kiedyś takie teksty, takie właśnie wizjonerskie?
Ola: Muszę ci powiedzieć, że czekałam, aż mi zadasz to pytanie. Nawet gdybyś mi go nie zadał, i tak bym się wtrąciła. W tym samym czasie, kiedy ty pracowałeś w Przekroju, ja byłam zatrudniona, będąc młodą dziennikarką, właśnie na początku lat dwutysięcznych, w takim miesięczniku, który nosił wówczas tytuł Profit, a potem się przemianował na Forbesa.
Piotr: Aha, a czy naprawdę Profit to Forbes?
Ola: Naprawdę, naprawdę, tak było. Ale jeszcze za tych zamierzchłych czasów średniowiecznych, czyli początek lat dwutysięcznych, to był rok 2002 lub 2003. To już naprawdę strasznie dawne czasy.
I jako młoda dziennikarka brałam udział w kongresie [? niepewne: Free GSM]. To był taki kongres, który się odbywał w Cannes, na Lazurowym Wybrzeżu, w lutym każdego roku. I to była ogromna przyjemność, żeby móc się wyrwać z zimnej Polski i polecieć gdzieś, gdzie jest ładnie i słonecznie.
Potem zostało to przemianowane na Mobile World Congress. I odbywało się to w Barcelonie. A ja byłam chyba tylko raz w Barcelonie, a tak to jeździłam do Cannes.
Piotr: A ja potem jeździłem do Barcelony.
Ola: Każdy jak się chwali, to i ty się pochwal. Wtedy się rzeczywiście zajmowałam nowymi technologiami, dlatego te nowe technologie nam tak zostały. I tak do nich wracamy, uparcie w podcastach. W Crazy Nauce to tak nie do końca w tej chwili pisujemy często.
Piotr: Tak, raczej zaczepiamy o ten temat.
Ola: Wracając do tych kongresów, co tam się działo w tym Cannes. Otóż one się odbywały w Pałacu Festiwalowym. Może znacie to miejsce z różnych transmisji telewizyjnych, tam między innymi wręcza się złote palmy, te czerwone dywany tam są rozwijane. Poza tymi uroczystościami ten Pałac Festiwalowy już w tamtym czasie był trochę taki pospolity, można powiedzieć stara architektura, nie bardzo odnowiony, więc się zastanawiam, jak oni go tak odszykowywali, żeby był taki błyszczący i piękny. W każdym razie tam było napchanych całe mnóstwo stoisk poszczególnych firm telekomunikacyjnych, producentów telefonów komórkowych i urządzeń sieciowych.
I oni wtedy przekonywali, właściwie na każdym stoisku był jakiś plakat albo wyświetlacz, telewizor jakiś, który pokazywał reklamę tego, jak będzie wspaniale, jak świat uwolni się od kabli. I nie tylko telefony, ale i komputery będą mogły funkcjonować bez kabli.
Piotr: Jak to bez kabli?
Ola: To miały być takie futurystyczne, taka przyszłość, kiedy będziemy mogli wziąć laptopa pod pachę, pójść sobie gdzieś na ławkę, na miejski plac albo nawet do parku usiąść sobie i, uwaga, otworzyć tego laptopa i złapać Wi-Fi, które na przykład będzie zamontowane w postaci routera na pobliskiej latarni, i to będzie taka mega innowacja. I wszyscy tak otwierali oczy. Pamiętam, że to było bardzo mocno promowane, ta wizja. Widać, że się przywiązali do tego ci producenci.
Piotr: Tych routerów na tych latarniach.
Ola: Tak, tak, bo wymyślili coś spektakularnego i ewidentnie pchali tę wizję do przodu. I co mamy teraz? Mamy ławki w parku czy na miejskich placach? I obok mamy routery na latarniach, i można wziąć laptopa pod pachę i sobie pójść.
Piotr: No tak, no te routery to mniej więcej mamy w sieciach komórkowych, ale faktem jest, że rzeczywiście jest ten miejski Wi-Fi, jest już na tyle powszechne, że prawie niepotrzebne.
Ola: Ja wtedy pisałam takie właśnie wizjonerskie teksty o tym, jak to wszystko się uwolni od kabli, jak to nasze biurka już nie będą spowite tą pajęczą siecią.
Piotr: Faktem jest, że były.
Ola: Przewodów było mnóstwo i to było okropne.
Piotr: Myszka bezprzewodowa, hello, w tamtych czasach.
Ola: Albo klawiatura bezprzewodowa, co to w ogóle miało znaczyć. No w każdym razie to była taka piękna wizja i co? Minęło raptem 20 lat i to już od ładnych kilkunastu lat właściwie jest naszą codziennością.
Piotr: Właśnie, bo tu często chodzi o te takie technologie, które trochę inaczej sobie wyobrażamy, a w rzeczywistości trochę inaczej działają. I to chyba jest często kwestia po prostu marketingu, bo firma wprowadza jakieś rozwiązanie, coś tam inżynierowie wykombinowali, coś zaprezentowali, widać, że w tym jest potencjał, ale nie do końca wiadomo właściwie, jakie będzie zastosowanie. Widać, że coś się zmieni, tylko w którą stronę iść.
Ola: No właśnie, pamiętasz, to była taka nazwa, która wówczas się pojawiała na początku lat 2000, wszyscy ją powtarzali jak mantrę – killer application, czyli takie zastosowanie, które po prostu wymiecie i zniszczy system, i w ogóle wszyscy go będą używali.
Piotr: Tak, to miało być rzeczywiście coś takiego, co sprawi, że ta technologia, o której oni wiedzą, że ona ma potencjał, ale trochę nie wiedzą, co z nią zrobić, nagle sprawi, że dosłownie każdy człowiek powie: no wow, faktycznie to jest to, czego ja potrzebuję. Wszyscy marzyli o tym killer application.
Ola: Tak, było na przykład z internetem w telefonach komórkowych. Dawno, dawno temu, gdy komórki miały małe i, uwaga, niedotykowe ekrany, miały już też możliwość transmisji danych. No okej, była to wolna transmisja, całkowicie byle jaka, ale jednak była. Tylko że wtedy tych danych prawie nikt transmitować nie chciał, no bo i po co, co było z tym zrobić. No i producenci i operatorzy naprawdę srodze się gimnastykowali, próbując różnych podejść. Było coś takiego jak WAP, pamiętasz to jeszcze?
Piotr: O Jezu, pamiętam, to była groza jakaś.
Ola: No i jeszcze napędzany EDGE-em.
Piotr: I to działało – żółw to jest po prostu mknąca błyskawica przy tym, co się tam działo, i te strony WAP-owe, specjalnie do WAP-a przystosowane.
Ola: Tak, takie niby internetowe, niby stronki, które jeszcze trzeba było obsługiwać tymi dwoma przyciskami, co tam były pod tym ekranem.
Piotr: Tak, ale wtedy przyszedł i po prostu pozamiatał Steve Jobs i jego iPhone, i raczej jego kolejne wersje, znaczy iPhone'a, nie Jobsa, które faktycznie dały wygodny dostęp do normalnego internetu.
Ola: Tak, bo najciekawiej jest wtedy, kiedy już nie myślimy o technologii, nie rozważamy, nie analizujemy, kiedy przestają się tym podniecać dziennikarze, opowiadać, jak to będzie działało, i przychodzi taki moment, że ta technologia czy jakieś całe rozwiązanie jest na tyle dojrzałe i jednocześnie staje się potrzebne, że ludzie po prostu zaczynają z niego masowo korzystać i kompletnie o tym nie wiedzą. To jest najlepsze.
Piotr: No właśnie o to dokładnie chodzi, bo te technologie po prostu mają służyć ludziom i do tego muszą być przezroczyste, to znaczy użytkownik nie może wiedzieć czy martwić się tym, czy korzysta akurat z chmury, obliczeń rozproszonych, sztucznej inteligencji, czy jakiegoś innego trudnego słowa. Dla użytkownika to ma być po prostu wygodne, a przede wszystkim potrzebne, a więc rozwiązujące problemy, a nie generujące je.
Ola: Właśnie wspomniałeś o chmurze, i to jest kolejny przykład takiej technologii, która bardzo długo czekała na to, żebyśmy zaczęli jej wreszcie masowo używać, i teraz tego używamy, i właściwie nie wiemy o tym, i bardzo dobrze, o to chodzi. Bo z pewnością większość ludzi korzystających chociażby z rozpoznawania głosu w telefonie czy w asystencie Google'a nie ma pojęcia, że ten telefon wcale tego głosu nie rozpoznaje, że w ogromnej większości przypadków telefon robi tylko za terminal, który wysyła tę informację, ten nasz zapis głosu, do komputerów tysiące razy szybszych od niego, działających sobie gdzieś tam w internecie. I to te serwery naprawdę bardzo szybkie tak naprawdę rozpoznają ten głos i odsyłają z powrotem do telefonu już rozpoznane polecenia czy słowa.
0:12:03 Czym jest Smart City: urbanizacja i internet rzeczy
Ola: No i żeby nie było, że to tylko takie opowieści z mchu i paproci czy czasów słusznie minionych, no to właśnie patrzymy, jak kolejna taka technologia, może raczej koncepcja, bo to jest zbiór technologii, dojrzała na tyle, że przestaliśmy ją zauważać, choć bezpośrednio odczuwamy efekty jej działania. No i tu chodzi mi o smart city. Jakoś tak wyszło, że zwykle nie tłumaczy się tego na polski. W sumie dobrze, no bo inteligentne miasto to tak brzmi trochę pretensjonalnie, pospolicie. Zresztą nie o inteligencję tu chodzi, ale konkretnie o zbieranie bardzo, bardzo wielu danych o działaniu miasta i wykorzystywanie ich po to, żeby mieszkańcom żyło się lepiej, żyło się dostatnio, oraz, co staje się teraz coraz ważniejsze, żeby ograniczać zły wpływ wielkich zbiorowisk ludzkich na środowisko.
Piotr: No tak, bo do miast przenosimy się naprawdę masowo, intensywnie. Jest takie coś jak współczynnik urbanizacji i on pokazuje, jaka część mieszkańców danego kraju żyje w miastach. Dla Polski on wynosi 60%. To jest niezbyt wiele, jak na Europę zwłaszcza, bo na przykład we Francji to jest 81%, w Niemczech ponad 77%, we Włoszech 71%, no i jest tutaj jeszcze Belgia, która ma, uwaga, 98,1%. Czyli generalnie prawie wszyscy.
Ola: No właśnie, kilkanaście lat temu miałam okazję, właśnie będąc młodą dziennikarką, być służbowo w Belgii.
Piotr: Niektórzy to się chwalą.
Ola: Wtedy bardzo dużo się jeździło i właśnie w różnych miejscach bywało się, gdzie się różne innowacje działy. No i w tej Belgii, przez Belgię, pamiętam, autobus dziennikarski jeździł autostradami. No tych autostrad tam było bez liku.
No i dwie rzeczy mnie wówczas uderzyły mocno. Po pierwsze, przy tych autostradach latarnie były włączone również w ciągu dnia. Ja tego kompletnie nie rozumiałam, a jeden z gospodarzy z firmy technologicznej, nie pamiętam już której, tłumaczył, że włączanie i wyłączanie oświetlenia zabiera więcej energii niż trzymanie go włączonego non stop. To jest bardzo mało przekonujące, nie mam pojęcia, czy to było prawdziwe wyjaśnienie.
A drugą właśnie rzeczą, która mnie w Belgii uderzyła, było to, że jadąc tą autostradą przez pół kraju, to właśnie niemal nie wyjeżdżaliśmy z terenów miejskich. Jak się tak spojrzy na nocne zdjęcia satelitarne Europy albo na mapy zanieczyszczenia światłem, które pokazują, gdzie jest największe zagęszczenie ludzkie, gdzie są po prostu duże miasta, to w miejscu Belgii i Holandii widać ogromne rozświetlone obszary. To są największe takie obszary w Europie.
Piotr: W ogóle są kraje, które mają ten współczynnik urbanizacji 100%. Może brzmi to dziwnie, ale jak się zastanowimy, to nie jest takie zaskakujące, bo to jest na przykład Singapur albo Watykan, czyli państwa, które są de facto miastami. Tam się nie da żyć poza miastem, bo to jest tylko miasto.
Ola: Generalnie na całym świecie poziom urbanizacji rośnie i to szybko. Obecnie średnia to około 57%. W 2000 roku to było 47%. W 1969 zaledwie 34%. Czyli rośnie też wpływ miast na środowisko oraz oczywiście coraz większe stają się problemy, jakie może generować takie rosnące chaotycznie miasto.
Piotr: I tu właśnie wkracza ta koncepcja smart city, czyli te rozwiązania, które mają zapanować nad tą wielką złożonością miasta, mechanizmów, które pozwalają mu działać. Tak się o tym co dzień nie myśli, ale czym innym jest mieszkanie gdzieś daleko poza miastem, na wsi, że tak powiem, bo tam wiele rzeczy dzieje się bardziej naturalnie, ludzie sobie nie siedzą na głowie, transport, przestrzeń i tak dalej. Natomiast w miastach to jest wszystko upakowane i trzeba naprawdę całych skomplikowanych rozwiązań, żeby to się wszystko nie zawaliło jedno na drugie.
Sam pomysł smart city ma jakieś 20 lat, czyli jest w sumie dosyć nowy jak na takie pomysły. To nie jest jakaś super od dawna międlona historia, ale też już mocno okrzepł, bo był dość potrzebny. Na początku to raczej był marketing i raczej było takie hasło, które się jakoś mgliście odwoływało do tych wizji wspaniałej przyszłości. To jeszcze był taki moment, że tak wszyscy myśleli, ten rok 2000 i w ogóle początek XXI wieku.
Ola: To chyba nie oglądali Blade Runnera i tamtejszej wizji miasta nie widzieli, miasta XXI wieku.
Piotr: W sumie tam to też jest trochę smart, ale w każdym razie opowiadano o tych automatycznych samochodach, które tutaj suną tak gładko przez te czyste ulice.
Ola: Oczywiście wszystkie te samochody miały latać i to miało tak się pięknie odbywać.
Piotr: Nie, nie, to Blade Runner ci wjechał za bardzo. Nie, nie, latające samochody, kiedyś może zrobimy w ogóle latające samochody. To jest fenomenalnie wyzywająca koncepcja dla mnie.
Ola: Proszę, nie tylko dla ciebie.
Piotr: Właśnie, wiesz, to bardzo często widzę w jakichś pismach takich typu, jakichś Popular Mechanics czy coś takiego. Wciąż oni jakoś tak uporczywie wracają do tych latających samochodów, jakby to miało być jakieś rozwiązanie czegokolwiek.
Ola: Ale mam wrażenie, że wracają dlatego, że jakoś tego gruntownie nie przemyśleli. Wystarczy mała stłuczka, a po prostu lecą z nieba samochody, ludzie giną momentalnie.
Piotr: Prawda. Pół miasta płonie, jeszcze te samochody elektrycznie napędzane, po prostu najlepiej. No dobra, ale zostawmy, wróćmy do tej wizji, którą wtedy tworzono. Więc, no okej, te samochody miały jednak sunąć po ulicach. Oczywiście komunikować się ze sobą, zresztą podobnie jak wszystko inne. Metro, tam autobus, pociągi, wszystko zsynchronizowane, nic nie stoi w korkach, żadnych śmieci, bo przecież wszystko jest automatycznie sprzątane. Wszystko jest pięknie ogrzewane, kwitnące i zielone. Aha, i no właśnie, jeszcze nad tym wszystkim miałyby latać drony, chociaż nie, bo 20 lat temu nie było dronów takich. No dobra, to trochę się zagalopowałem z tą wizją.
Ola: No, w tej chwili właśnie jesteśmy w momencie, kiedy ta wizja się klaruje i nabiera konkretów. I jak zawsze wynika to z kilku czynników. I myślę, że najważniejszym z tych czynników jest rozwijająca się i coraz pojemniejsza sieć komórkowa. To ciekawe, bo o sieci komórkowej myślimy zazwyczaj wtedy, kiedy korzystamy po prostu z naszego telefonu, czyli dzwonimy, ale przede wszystkim przeglądamy internet, czy wysyłamy jakieś wiadomości. Ale tak naprawdę znacząca większość ruchu w sieciach komórkowych pochodzi nie z tych naszych kieszonkowych terminali, czyli smartfonów, ale z transmisji danych dokonującej się niejako automatycznie. Coraz więcej urządzeń komunikuje się tą drogą między sobą i ze swoimi centralnymi punktami.
Piotr: No tak, szacuje się, że pod koniec tej dekady w ogóle ponad 60% ruchu w takich sieciach komórkowych to będzie wyłącznie ruch taki zautomatyzowany. Ale to, o czym mówisz, to nazwano kiedyś tak pięknie, nadal ta nazwa obowiązuje, takie słowo internet rzeczy. Nawet się nieźle tłumaczy na polski, jak wiele innych się nie tłumaczy, to internet rzeczy brzmi dobrze. Czyli to są te wszystkie małe i duże urządzenia, o których najczęściej nie myślimy. Często nie wiemy, że one istnieją i tak naprawdę bardzo dobrze, wcale o tym nie musimy wiedzieć. To są te urządzenia, które odpowiadają za monitoring, włączanie i wyłączanie świateł. W Belgii tego jeszcze wciąż nie opanowali.
Ola: Nie, może już opanowali, bo to, o czym mówiłam, to było kilkanaście czy nawet dwadzieścia lat temu.
Piotr: A być może już opanowali. Musimy zapytać naszą koleżankę Ewę, czy wyłączają latarnie w Belgii.
Ola: A dzisiaj przeleciała do Polski.
Piotr: No właśnie, to będziemy mieli porównanie. No w każdym razie to są też te urządzenia, które odczytują chociażby liczniki rozmaite i przekazują ich stan gdzieś tam dalej. Albo na przykład śledzą położenie pojazdów, autobusów, ale też samochodów z wypożyczalni. Tego jest naprawdę mnóstwo.
Ola: No właśnie, takich urządzeń są tysiące i przybywa ich w naprawdę ogromnym tempie. I tu przywołam dane firmy Ericsson, który obliczył, że pod koniec 2022 roku na świecie używano ponad 13 miliardów urządzeń łączących się w internet rzeczy. Ale już w 2028 roku, czyli za 5 lat, ma tego sprzętu być prawie 35 miliardów. Czyli miliardów, tak? Mówimy o tym, nie pomyliłam się. To urządzenia łączące się na krótkie odległości, na niewielkie odległości, na przykład przez Bluetooth, czy przez Wi-Fi, moje ulubione, ale też przez sieci komórkowe.
Piotr: Nasze ulubione.
Ola: To jest zresztą jeden z głównych powodów, dla których wprowadza się sieć 5G. To straszne 5G, które współpracuje z Billem Gatesem i różne straszne rzeczy robi. To żart, oczywiście, mam nadzieję, że wszyscy wiedzą. I pracuje się, uwaga, już nad siecią 6G.
Piotr: Właśnie, już się nawet nad 7G pracuje, ale 6G już się konkretnie zaczyna testować.
Ola: Absolutnie, nie chodzi tylko o prędkość tutaj, ale przede wszystkim o pojemność takiej sieci, czyli liczbę urządzeń, które można jednocześnie do niej podłączyć. I to właśnie w miastach jest ich najwięcej. Wiadomo, miasta są najgęściej zamieszkane, zaludnione i…
Piotr: Zaurządzeniowione.
Ola: Tak, tak, bardzo ładne słowo wymyśliłeś. I to jest właśnie jeden z dowodów na to, że koncepcja smart city naprawdę działa. Nasze miasta stają się coraz bardziej cyfrowe, coraz więcej danych w nich przepływa i dzięki temu stają się coraz bardziej przyjazne dla mieszkańców i dla środowiska. Mimo że czasami tego nie dostrzegamy albo wciąż jeszcze pozostawia to dużo do życzenia.
Piotr: O tym niedostrzeganiu to właśnie jeszcze będzie, bo to jest też bardzo ciekawy motyw, co dostrzegamy, a czego nie. Czas na konkretny, bardzo konkretny przykład. Jak już mówiłem, sponsorem tego odcinka jest firma Veolia Energia Warszawa, która odpowiada za sieć dostarczającą ciepło do ponad półtora miliona mieszkańców Warszawy. To jest, wiecie, taka sieć 1800 km rur, 5000 komór, tam wszelkie przepompownie, zawory, węzły. Generalnie największa sieć ciepłownicza w Europie, tak, większa niż w Paryżu. Naprawdę największa, czwarta na świecie.
Ola: Tak, słuchajcie, to jest naprawdę potęga. Tu jest oczywiście, w to wchodzi spuścizna po czasach PRL-owskich, kiedy zrąb tej sieci powstał, ale ona się cały czas rozbudowuje i unowocześnia. To jest bardzo istotne.
Piotr: Otóż właśnie, bo kilka lat temu ta sieć przeszła taką naprawdę gruntowną modernizację, znaczy przechodziła przez jakiś czas, ale kilka lat temu doprowadzono do pewnego takiego finalnego momentu i unowocześniono tam naprawdę mnóstwo rzeczy. Te warszawskie rury transportujące ciepło stały się naprawdę częścią smart city.
Ola: Ta wizja inteligentnych rur, prawda, że brzmi intrygująco. Postanowiliśmy więc sięgnąć do źródła i zapytać o całą sprawę panią Sylwię Witek, zastępczynię dyrektora inżynierii Veolia Energia Warszawa.
0:24:31 Inteligentna sieć ciepłownicza Veolii w Warszawie
Sylwia Witek: W Warszawie udowodniliśmy, że sieć ciepłownicza, i to największa w Unii Europejskiej, może być jak najbardziej inteligentna. I na czym polega inteligencja warszawskiej sieci ciepłowniczej? Po pierwsze na tym, że dokładnie wiemy, co się dzieje na naszej sieci ciepłowniczej.
Mamy pomiary z praktycznie każdego zakątka miasta, gdzie nasza sieć jest rozmieszczona, i wiemy, jakie obecnie w sieci panują parametry, dlatego możemy podejmować różne działania w celu optymalizacji dostaw ciepła do klientów. Również posiadamy zdalne odczyty parametrów z węzłów, czyli jeżeli ktoś wychowywał się w Warszawie, to pamięta takie czasy, że raz na miesiąc trzeba było z karteczką zejść albo do węzła, albo podejść do swojego licznika z wodą i spisać parametry, a później te karteczki były zbierane i wysyłane przez administrację do dostawcy mediów.
Teraz absolutnie od wielu lat już takie wizyty nie mają racji bytu, ponieważ wszystkie parametry z tych węzłów możemy teraz zdalnie odczytywać. Dzięki temu, że w Warszawie jest inteligentna sieć ciepłownicza i te wszystkie odczyty są z węzłów i z sieci realizowane zdalnie, po pierwsze, nie mamy tak dużo wyjazdów w teren i nie przeszkadzamy mieszkańcom. Po drugie, diagnozujemy, co się na tych węzłach dzieje, co pomaga zapobiegać awariom dużo wcześniej. Jeżeli występują jakiekolwiek awarie, mamy komory i armaturę zdalnie sterowane, więc wtedy możemy zmieniać kierunki przepływu ciepła, a to skutkuje tym, że zapewniamy cały czas dostawę ciepła do budynku, czyli skracamy czas awarii i to, że tak naprawdę klient zawsze ma ciepło, pomimo tego, że nawet na jakimś rurociągu niedaleko niego pojawiła się awaria.
Teraz bardzo głośno jest o internecie rzeczy, czyli całej koncepcji IoT, i rzeczywiście w Veolii Warszawa również wykorzystujemy internet rzeczy po to, żeby mieć odczyty właśnie z ciepłomierzy, które są zlokalizowane w budynkach. Na węzłach jak najbardziej korzystamy tutaj głównie z sieci bezprzewodowej komunikacyjnej, tak żeby w czasie rzeczywistym uzyskiwać dane z liczników i ciepłomierzy. A jeżeli chodzi o sieć ciepłowniczą i zdalne sterowanie komorami, no tutaj już potrzebujemy jak najbardziej niezawodnych technologii, więc głównie opieramy się na komunikacji [? niepewne: środowodowej].
Ola: Mówiliśmy wcześniej, że kluczem całej koncepcji smart city jest to, żeby mieszkańcy mieli faktyczne, prawdziwe korzyści. Nie jakieś tam mgliste, dalekie wizje, że coś jest pewnie lepiej, ale nikt nie wie co. Nie, konkrety. No i jednym z takich konkretów jest to, że w Warszawie naprawdę rzadko zdarza się, żeby w jakimś budynku w sieci Veolii zamykano ciepłą wodę.
Piotr: Tak. My oboje dobrze znamy ten temat. Urodziliśmy się w Warszawie, tu spędziliśmy większość naszego życia. No i ten motyw z awarią jest, no dobrze to pamiętamy, tak. Najbardziej w zimie, wiecie, w dawnych czasach to się zaczynało od jakiejś takiej buchającej gdzieś parą studzienki, gdzieś się unosiła z ziemi coś i tak trochę wyglądało, takie wrota do piekła.
Ola: Tak, jak jeszcze towarzyszył temu mróz, to trzeba było przyśpieszyć kroku, wracać do domu i komunikować rodzicom, że trzeba gdzieś wodę napuścić do wanny, bo za moment ją zakręcą.
Piotr: Dokładnie, bo wtedy się pojawiali panowie w dużym samochodzie, coś tam tajemniczo robili, rozkopywali.
Ola: W domach się robiło zimno.
Piotr: Zero ciepłej wody, zero ogrzewania, kran kaloryferny słabo. No właśnie. I to trwało wiele godzin, a potrafiło trwać nawet kilka dni. No, po prostu coś się zepsuło, no to trzeba zakręcić i już, i do widzenia, i jest zimno, i słabo. No właśnie. I zmiana jest taka, że teraz takie wyłączenie ciepła trwa naprawdę bardzo krótko, no, jeżeli w ogóle jest jakieś wyłączenie ciepła. Sylwia Witek.
Sylwia Witek: Ponieważ warszawska sieć ciepłownicza jest tak zbudowana, że jest zamknięta w pierścienie, czyli do jednego bloku możemy z dwóch kierunków dostarczać ciepło. I w momencie, kiedy na jednym z rurociągów pojawi się awaria, jeszcze wiele lat temu po prostu wyłączylibyśmy ten rurociąg, wstrzymali tam dostawy ciepła do tego bloku, no i na czas usuwania awarii mieszkańcy by nie mieli ciepła. A teraz, dzięki temu, że mamy sieć pierścieniową, mamy komory zdalnie sterowalne, dyspozytor, kiedy widzi, że jest awaria na jednym z rurociągów, zdalnie może zasterować armaturami, które są w komorach – siedząc na dyspozycji mocy u nas w budynku [? niepewne: nowa Torego], przesterowuje tak sieć, że zamyka dostawy ciepła z jednego rurociągu i jakby otwiera je z drugiego kierunku. I tak naprawdę mieszkaniec cały czas ma dostawy ciepła, a dopiero po usunięciu tej awarii możemy ten kierunek obrotem odwrócić.
10 lat temu, kiedy mieliśmy awarię sieci ciepłowniczej, często wiązało się to z kilkudniowymi przerwami w dostawie ciepła do mieszkańców. Niestety nie mieliśmy domkniętych pierścieni na sieci ciepłowniczej, mieliśmy dużo mniej narzędzi do diagnostyki sieci i nie mieliśmy danych bieżących z sieci.
Teraz Veolia bardzo stawia na prewencję, na to, żeby awarii było jak najmniej. Mamy specjalną jednostkę detekcji ubytków, i to jest zespół, który tylko i wyłącznie bada sieć ciepłowniczą pod względem awarii. Wykorzystuje do tego najnowsze technologie. Mamy obloty dronami z kamerami termowizyjnymi, tak żeby sprawdzać, gdzie ewentualnie mogą być jakieś mikrowycieki, które w przyszłości mogłyby skutkować większymi awariami. Zdarzały się nam również przeloty samolotami, które robiły zdjęcia termowizyjne sieci ciepłowniczej w dużych obszarach, tak żeby zobaczyć, gdzie są te rejony z podwyższoną temperaturą przy rurociągach, co też mogło oznaczać, że może być tam sytuacja awaryjna.
Do tego wdrażamy sieci Brandes, czyli w sieciach preizolowanych – to jest taka technologia, która rezystancję mierzy. W momencie, kiedy wilgotność przy rurociągu się robi większa, wtedy jest alarmowany dyspozytor. To jest sygnał, że trzeba sprawdzić ten obszar, bo może być tam awaria. Do tego mamy jeszcze diagnostykę za pomocą dźwięku, sprawdzanie, czy na tym rurociągu mogą być jakieś wycieki. Więc to jest ogromna część dotycząca prewencji.
Przy tak zwanych sieciach tunelowych starszego typu, kiedy dwa rurociągi ciepłownicze były po prostu w takim tunelu umieszczane, do takich rurociągów dużo trudniejszy jest dostęp, jeżeli chodzi o diagnostykę sieci. Dlatego nasz zespół przygotował robota z kamerą, który jest wpuszczany do tego typu tuneli, i obserwowane jest, w jakim stanie są rurociągi, czy są dobrym, czy są jakieś ubytki, czy są jakieś wycieki. I dopiero kiedy zostaną zdiagnozowane jakieś problemy, dopiero wtedy podejmujemy się prac, czyli wstrzymania ciepła, wykopania rurociągu i jego wymiany.
W Veolii wierzymy, że największa siła jest teraz w prewencji. Oczywiście w momencie, kiedy jest awaria, takie się zdarzają, bo nasza sieć jest budowana już od dziesięcioleci i jest tak naprawdę prawie pod każdym chodnikiem w Warszawie, dlatego w momencie, kiedy zdarza się awaria, bardzo wcześnie też nasi dyspozytorzy większe awarie mogą sami zdiagnozować, ponieważ widzą, że w czasie rzeczywistym na ich tablicy parametry w niektórych rejonach sieci gwałtownie się zmieniają, gwałtownie spada ciśnienie. Wtedy wiedzą już, że muszą być przygotowani na to, że wystąpi jakaś awaria, i wtedy informują ekipy terenowe, że należy rozpocząć poszukiwania wycieku.
Do tego może być również zlokalizowanie wycieku w trudno dostępnych miejscach. No właśnie, za pomocą drona możemy zdiagnozować, w którym miejscu dokładnie jest wyciek. Ponadto również wiemy, gdzie się znajdują nasze ekipy terenowe, ponieważ posiadają one aplikacje mobilne, dlatego w momencie, kiedy występuje jakakolwiek awaria, wysyłamy te ekipy, które wiemy, że są najbliżej danego miejsca. No i oczywiście, kiedy już wiemy, który to jest rurociąg, mamy system, który podpowiada nam, które armatury na sieci powinniśmy zamknąć, żeby odizolować ten odcinek, tak żeby jak najmniejsza ilość klientów miała wstrzymane dostawy ciepła.
0:34:12 Jak optymalizuje się dostawy ciepła
Piotr: No i kolejna, naprawdę super ważna rzecz, czyli oszczędność energii. No bo w Polsce możemy opowiadać o różnych pięknych rzeczach, ale prawda jest taka, że wciąż ogrzewamy się przede wszystkim węglem, a jednym z tych elementów, dzięki smart city optymalizowanych, jest to, ile faktycznie tego ciepła potrzebujemy.
Ola: My kilka miesięcy temu byliśmy z wizytą w warszawskiej siedzibie Veolii i tam rozmawialiśmy w dyspozycji mocy właśnie z dyspozytorami, którzy sterują tym całym przepływem ciepła w Warszawie.
Piotr: Właśnie, to zobaczcie, to jest na filmie u nas.
Ola: Tak, polecamy wam na YouTube film. I mówili nam o tym, że cała sztuka polega na tym, żeby zamawiać w elektrociepłowni taką ilość ciepła, czyli tej wody o ściśle określonej temperaturze, żeby wszystko pasowało. Czyli trzeba to dopasować do zapotrzebowania miasta, ale też temperatury na zewnątrz, bardzo, bardzo precyzyjnie. Jeżeli zamówiono by zbyt chłodną wodę, to w mieszkaniach będzie nie dość ciepło i ludzie będą się burzyli, będą starali się odkręcić te kaloryfery, no, nie będzie dobrze. Jeżeli woda będzie za ciepła z kolei, to nie zostanie wykorzystana w budynkach i będzie zalegała w rurach, i ogrzewała grunt i atmosferę, czyli energia się zmarnuje. Sylwia Witek.
Sylwia Witek: Żeby zaplanować, ile w ogóle jest potrzeba ciepła dla wszystkich mieszkańców, to po to mamy właśnie te wszystkie zdalne odczyty. Sprawdzamy też, jaka jest prognoza pogody, i mamy teraz taki system wsparcia decyzji, czyli taki model, który prognozuje automatycznie, ile mieszkańcy w kolejnych dniach będą potrzebowali ciepła. To, co jeszcze jest też efektem dodatnim dla środowiska, to że w dużej części energię do tego procesu telemetrii i telesterowania czerpiemy z paneli fotowoltaicznych, które są zlokalizowane na dachach tych przepompowni.
0:36:17 Smart city na świecie: Santander, Palo Alto, Helsinki, Szwajcaria
Ola: Tak, naprawdę to dzisiejsze warszawskie smart city to dopiero początek. Na świecie miasta automatyzują te wszystkie punkty, w których można coś zoptymalizować, czyli na przykład rzadziej jeździć śmieciarkami, krócej krążyć w poszukiwaniu miejsca do parkowania. Sylwia Witek.
Sylwia Witek: W Hiszpanii, w mieście Santander, trawniki podlewane są tylko i wyłącznie wtedy, kiedy są zbyt suche. Czyli tak naprawdę są czujniki w trawnikach, żeby podpowiadać, kiedy tak naprawdę musimy je podlewać, bo nie ma sensu podlewać trawników wtedy, kiedy ich wilgotność nie jest zbyt niska. Wolia to również jest przetwarzanie odpadów w mądry sposób, więc również w Hiszpanii pojemniki na śmieci posiadają czujniki i są opróżniane tylko i wyłącznie wtedy, kiedy są zapełnione. Czyli badany jest poziom odpadów w tych pojemnikach i ekipy nie jadą, żeby je opróżnić, jeżeli tak naprawdę jeszcze jest w nich dużo przestrzeni.
Są miejsca na świecie, na przykład Palo Alto w USA, gdzie mamy czujniki parkowania. Są czujniki na miejscach parkingowych, które sprawdzają, czy jest tam pojazd, czy nie, i są aplikacje, które pokazują, gdzie w danym momencie masz jeszcze wolne przestrzenie parkingowe.
W Helsinkach w ogóle, jeżeli chodzi o odpady, nie ma czegoś takiego jak widoczne kosze na śmieci czy ogromne śmieciarki, które zbierają odpady, bo tak naprawdę jest tam całe, powiedzmy sobie, podziemne instalacje zbierania odpadów. Czyli rzucamy do takich otworów w ściankach, powiedzmy sobie, odpady, i one tam są segregowane i bez użycia energii są transportowane do odpowiednich pojemników pod ziemią.
Istotnym elementem jest też wykorzystywanie energii przez miasta, czyli na przykład latarnie w niektórych miastach nie tylko zapalają się w zależności od tego, jakie jest nasłonecznienie, ale również od tego, czy jest ruch, czy hałas. Jeżeli nie wyczuwają żadnego ruchu ani hałasu, to wtedy latarnie w ogóle się nie włączają.
Coś, co też warto dodać, to że koncepcja smart city tak naprawdę dotyczy wszystkich usług dla mieszkańców, czyli zarówno dostawy energii, dostawy ciepła, odbioru odpadów, dostawy czystej wody, ale również dotyczy ochrony środowiska. I tak na przykład w Szwajcarii już teraz wykorzystywane są drony do tego, żeby przygotowywać transporty medyczne. Jeżeli jest konieczne szybkie przesłanie na przykład narządów do przeszczepu, już teraz w Szwajcarii wykorzystywane są do tego drony.
Piotr: To, co mnie najbardziej w tych rozwiązaniach tak ujmuje, to jest taka ich przezroczystość. Już trochę o tym mówiliśmy, ale ja wcześniej kompletnie nie miałem pojęcia, że te podziemne rury jakoś raportują swój stan i że dzięki temu rzadziej w ogóle pojawiają się tego typu problemy, bo to zwykle nie są jakieś takie spektakularne zmiany, że ktoś to ogłasza, jakieś fajerwerki i tak dalej. To jest raczej tak, że jakiś problem był, a potem on po prostu po cichu znika. No i przyjmujemy to jako oczywiste. Łatwo się przyjmuje takie rzeczy, które są dobre, bo przestały się dziać te złe – nikt już nie pamięta potem o tych złych. Dopiero jak sobie człowiek tak usiądzie, zastanowi się, już świadomie, to widzi, że ta zmiana zaszła.
0:39:45 Korki, transport miejski i polskie smart city na tle świata
Ola: Różne badania po uśrednieniu pokazują, że przeciętny Polak spędza w korkach na drogach niemal półtorej godziny tygodniowo, co daje około 100 godzin w ciągu roku. 100 godzin w korkach, i to jest średnio, tak. Najbardziej zakorkowanym miastem w Polsce jest Warszawa, w której w godzinach szczytu pokonanie danego odcinka może się wydłużyć nawet o 37 minut. I właśnie takie problemy może rozwiązać dobrze działający system sterowania ruchem, który wykorzystuje sztuczną inteligencję, aby dostosować sygnalizację świetlną do natężenia ruchu i do pory dnia. Ale uwzględnia też na przykład informacje o zajętych miejscach parkingowych. No bo się okazuje, badania pokazują, że za 20% korków w centrach miast odpowiedzialni są kierowcy, którzy krążą w poszukiwaniu miejsc do zaparkowania.
Piotr: To jest oczywiście temat, czy w ogóle wpuszczać kierowców masowo do miasta, ale tu zaraz będzie wojna, bo to jest jeden z tych tematów, przy których najbardziej krwawo kończą się dyskusje w internecie.
Ola: No to prawda, wiele bym dała za to, żeby móc dojechać z naszego podwarszawskiego Piaseczna do Warszawy normalnie, bez korków, no bo tu u nas blokują się nawet buspasy na słynnej Puławskiej, królowej warszawskich zatorów komunikacyjnych. Jeżeli ktoś jest z Warszawy lub okolic, Puławską na pewno kojarzy, być może reszta Polski też. Oczywiście do tego, żeby to się wszystko działo płynniej, żeby te miasta się odkorkowywały, potrzebne są jeszcze zachęty dla kierowców, żeby przesiedli się z aut do komunikacji miejskiej, która by faktycznie była wydolna, wygodna i szybka. No i tutaj to, co wspomniałeś, to toczą się nieustające wojny o to, jak bardzo niewydolny jest transport miejski.
Piotr: No tak, czasem bardziej, czasem mniej uzasadniony.
Ola: Kierowcy, a sprawa polska.
Piotr: Tak, tak.
Ola: Tym niemniej rozwiązania smart city mogą znacznie skrócić czas oczekiwania na drogach warszawskich i też nie tylko warszawskich ulic.
Piotr: Między innymi dlatego, że dotyczą na przykład sterowania też ruchem komunikacji miejskiej, bo w tej chwili, nie wiem, czy wszystkie, ale znaczna większość, przynajmniej autobusów w Warszawie, ma lokalizatory GPS, z których dane są udostępniane, więc można sprawdzić, gdzie jest dany autobus. Czyli ktoś, kto tym wszystkim zarządza, może też zobaczyć, że gdzieś się robią dziury, a gdzieś autobusy jeżdżą stadami. I to też dotyczy jak najbardziej smart city.
Zresztą Polska paradoksalnie jest w dobrej sytuacji, ponieważ do nas wiele tych technologii weszło ze sporym opóźnieniem. I to jest takie coś, że nie musimy się zmagać z jakimiś technologiami, które są od dawna, ale są przestarzałe, ale się ich nie opłaca zmienić, albo trudno jest je zmienić i tak dalej. I to absolutnie najlepiej widać w kwestiach płatności, bo naprawdę Polska, nie tylko w Europie, jest krajem absolutnie wyprzedzającym, jeśli chodzi o nowoczesne płatności. Płatności zbliżeniowe, płatności telefonem.
Ola: I takie super wynalazki jak BLIK chociażby, który jest polskim rozwiązaniem.
Piotr: Tak, absolutnie. I my sobie nawet nie zdajemy sprawy z tego, jak źle jest w innych krajach. Jednym z bardziej zacofanych krajów pod tym względem były Niemcy. Taki kraj hej ho.
Ola: No i Stany Zjednoczone.
Piotr: Stany Zjednoczone to jest w ogóle koniec świata, jeśli o to chodzi. Nie wiem, czy oni tam jeszcze czeki mają.
Ola: Oni tam mieli też tak starą sieć telekomunikacyjną, że w ogóle nasze rozwiązania były super szybkie, podczas gdy u nich w ogóle były problemy z pokryciem, z zasięgiem, ze wszystkim.
Piotr: Jeszcze i tak w wielu krajach europejskich momentami ta sieć komórkowa jest gorsza niż nasza, dlatego właśnie, że zaczęła być wcześniej robiona i trudniej się modernizowało. Także tu mamy sporą przewagę i też myślę, że to wprowadzanie tych technologii smart city jest w wielu momentach łatwiejsze, bo nie musimy likwidować tych starych jakichś rzeczy, po prostu od razu możemy z tymi nowymi wchodzić. I to jest taki fajny moment, bo wiadomo, że Polacy uwielbiają narzekać, a jeszcze najbardziej uwielbiają narzekać na Polskę, a tu mamy takie coś, że hej, mamy coś naprawdę nowoczesnego, naprawdę fajnego. Warszawa jest, jeśli chodzi o Polskę, najwyżej w takich rankingach smart city. Do topowych krajów, miast świata musimy jeszcze sporo nadgonić, ale okej, miasta typu Singapur to jest w ogóle oddzielny kosmos, natomiast mamy się z czego cieszyć i też mamy wzorce, z których naprawdę możemy czerpać.
Ola: No i warto pamiętać o tym, że mamy, uwaga, inteligentną sieć ciepłowniczą, naprawdę inteligentną sieć sterowania ruchem – pewnie jeszcze troszeczkę poczekamy, bo ona na razie miejscami nam głupieje – ale mądre rury, które dostarczają nam ciepłą wodę do kranów i grzejników, to jest coś, o czym warto wiedzieć.
Piotr: Pogadaj ze swoim ogrzewaniem.
Ola: I z czego warto się póki co cieszyć. Słuchajcie, bardzo wam dziękujemy za wysłuchanie podcastu i prosimy, powiedzcie innym o tym, że istnieje coś takiego jak podcast Crazy Nauka.
Piotr: Tak jest.
Ola: Jakby cokolwiek wam się podobało albo nie podobało i chcielibyście nam o tym powiedzieć, to bardzo zachęcamy, piszcie sobie do nas na adres podcast@crazynauka.pl i subskrybujcie nasz podcast na różnych platformach, i to jest najskuteczniejszy sposób na to, by dostawać powiadomienia o nowych odcinkach, które staramy się regularnie wypuszczać.
Piotr: Bardzo wam dziękujemy. Cześć.
Źródła
https://data.worldbank.org/indicator/SP.URB.TOTL.IN.ZS https://www.statista.com/statistics/270860/urbanization-by-continent/ https://ourworldindata.org/urbanization https://en.wikipedia.org/wiki/Urbanization_by_sovereign_state https://knowledge4policy.ec.europa.eu/foresight/topic/continuing-urbanisation/urbanisation-europe_en
