Podcast Crazy Nauka · odc. 66
Pierwsza polska elektrownia jądrowa: pytania i odpowiedzi
Posłuchaj też na:
Czy Polska potrzebuje energii z atomu? Czy nasza elektrownia jądrowa będzie bezpieczniejsza od tych w Czarnobylu czy Fukushimie? Czy stawianie elektrowni jądrowej nad Bałtykiem powinno budzić obawy?
Naszym tematem jest pierwsza Polska Elektrownia Jądrowa, która ma powstać w Choczewie. Skupiamy się na bezpieczeństwie tej technologii, biorąc w krzyżowy ogień pytań specjalistę ds. rdzenia reaktora z Polskich Elektrowni Jądrowych. Z jego pomocą rozprawiamy się z mitami na temat działania współczesnych elektrowni jądrowych. I tak, pytamy go też o to, czy czeka nas drugi Czarnobyl lub druga Fukushima (spoiler alert: NIE czeka). Oraz rozmawiamy z biologiem morskim na temat tego, co dla Bałtyku oznacza sąsiedztwo elektrowni jądrowej.
Jest to odcinek sponsorowany, którego partnerem są Polskie Elektrownie Jądrowe. Jeszcze więcej na ten temat będziecie mogli się dowiedzieć podczas Pikniku Nauki Fahrenheita, który odbędzie się 26 maja w Gdańsku. Jego organizatorami są Uczelnie Fahrenheita oraz Centrum Nauki Hevelianum. Będziemy mieć przyjemność prowadzić tę imprezę i gorąco Was na nią zapraszamy!
Strona Pikniku:
faru.edu.pl/pl/piknik-faru-2024
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Czy Polska potrzebuje energii z atomu? Czy nasza elektrownia jądrowa będzie jakoś bezpieczniejsza od tych w Czarnobylu i Fukushimie? Czy stawianie elektrowni jądrowej nad Bałtykiem powinno budzić obawy? Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Dziś będziemy opowiadać wam o pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, która powstanie w Choczewie. Skupimy się przede wszystkim na bezpieczeństwie tej technologii, biorąc w krzyżowy ogień pytań specjalistę do spraw rdzenia reaktora z Działu Bezpieczeństwa Jądrowego i Ochrony Radiologicznej Polskich Elektrowni Jądrowych. Brzmi poważnie, prawda?
No ale będzie poważnie. I właśnie z pomocą tego specjalisty rozprawimy się również z mitami na temat działania współczesnych elektrowni jądrowych. No i tak oczywiście zapytamy go też o to, czy czeka nas drugi Czarnobyl albo druga Fukushima.
I tu spoiler alert, nie czeka.
Piotr: No tak, bo to są naprawdę powszechne obawy. Według tegorocznego raportu Dezinformacja Oczami Polaków, czyli z 2024 roku, aż 47% badanych jest przekonanych, że elektrownia jądrowa zawsze stwarza zagrożenie dla okolicznych mieszkańców. Nie stwarza, żeby było jasne.
To jest mit, nieprawda, fejk, jakkolwiek nazwiemy. Mamy nadzieję, że solidna porcja takiej wiedzy w jakimś stopniu rozwieje te obawy. Podobnie jak informacje na temat wpływu elektrowni na życie w Bałtyku.
Te z kolei informacje uzyskaliśmy od naukowca, biologa z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie.
Ola: No i dodamy jeszcze, że jest to odcinek sponsorowany, którego partnerem są Polskie Elektrownie Jądrowe, a jeszcze więcej na ten temat będziecie mogli się dowiedzieć podczas Pikniku Nauki Fahrenheita, który odbędzie się 26 maja w Gdańsku. Jego organizatorami są Uczelnie Fahrenheita i Centrum Nauki Hevelianum. Będziemy mieć przyjemność prowadzić Piknik Nauki Fahrenheita i bardzo, bardzo gorąco was zapraszamy na tę imprezę.
Piotr: I oczywiście jak zawsze przypominamy, że możecie nasz podcast zasubskrybować. To zawsze dobrze robi wszystkim wam, bo nie ominie was żaden odcinek. Nam, bo algorytmy nas bardziej polubią.
Ola: No i dodajmy jeszcze, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Piotr: Tych nieliczących się również, i tu od razu zapowiadamy, że za tydzień wyjaśnimy, co to są te nieliczące się, bo pojawiło się takie pytanie.
Ola: No ale teraz zaczynamy.
0:02:52 Dlaczego Polska potrzebuje elektrowni jądrowej
Piotr: Jeśli nas znacie, już trochę nas znacie, to może zauważyliście, że od wielu lat opowiadamy się za wybudowaniem w Polsce elektrowni jądrowych. Po pierwsze pozwoliłyby one nam odejść od tej nieszczęsnej energetyki opartej na węglu na rzecz energii niskoemisyjnej, znacznie bardziej przyjaznej dla środowiska. Będziemy o tym mówili.
No i po drugie zwiększyłoby to bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. To jest w tej chwili rzecz niezmiernie ważna i coraz ważniejsza. Chodzi między innymi o uniezależnienie się od importu paliw kopalnych, zwłaszcza z Rosji, ale nie tylko.
Ola: Rozpoczynając naszą opowieść, trzeba tutaj zaznaczyć, że prace przygotowujące budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej już się rozpoczęły w Choczewie na Pomorzu. Sama budowa ma ruszyć w 2026 roku, a uruchomienie pierwszego bloku zapowiadane jest na 2033 rok. Ten pierwszy blok będzie miał moc elektryczną 1250 megawatów, czyli więcej niż generuje na przykład opalana węglem brunatnym elektrownia Pątnów.
To jest stan na chwilę obecną, bo nie wiemy, jak to się zmieni w przeciągu najbliższych lat. A docelowo elektrownia w Choczewie będzie miała 3750 megawatów mocy. Gdyby ją porównać do obecnej sytuacji energetycznej w Polsce, byłaby to trzecia największa pod względem mocy elektrownia w naszym kraju i znalazłaby się przed elektrownią Opole, a za elektrownią Kozienice.
Największy jest oczywiście Bełchatów i to miejsce jest póki co niezagrożone. Ale Bełchatów jest w dużym stopniu opalany węglem brunatnym i nie jest to czysta technologia, o czym zaraz powiemy więcej.
Piotr: Gdyby ktoś się w ogóle zastanawiał, czy my potrzebujemy w Polsce energii z atomu, odpowiedź jest prosta: tak, bezwzględnie i zdecydowanie jej potrzebujemy. Przede wszystkim Polska musi zdecydowanie odchodzić od energetyki opartej na węglu, choćby po to, żeby sprostać obowiązkowi dekarbonizacji, który nie jest tylko wymysłem jakichś złych unijnych demonów, jak niektórym się wydaje. To jest naprawdę kwestia dotycząca nas wszystkich.
Wiem, że zaraz pojawiają się hasła w rodzaju: a oni tam gdzieś to coś robią, bardziej lub mniej niż my – co nie zmienia faktu, że my też powinniśmy zrobić porządek ze sobą, bo rzeczywiście ten węgiel u nas jest istotnym problemem. Oczywiście celem głównym, takim wymarzonym, jest dążenie do tego, żeby oprzeć się w pełni na źródłach odnawialnych. Natomiast prawda jest prosta.
Te rozwiązania, które są dzisiaj dostępne – panele słoneczne, turbiny wiatrowe, elektrownie wodne czy elektrownie oparte na falowaniu morza – po pierwsze nie są w stanie na tym etapie zapewnić dość energii dla naszej cywilizacji, a po drugie, co jest niezmiernie ważne i nie zawsze zrozumiane, nie dostarczają tej energii wystarczająco stabilnie, jak na nasze potrzeby. To szczególnie dotyczy takich rejonów jak Polska. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda się zwiększyć i efektywność, i stabilność tych źródeł energii, ale prawda jest też taka, że póki co jesteśmy od tego dość dalecy.
Prace naukowe trwają, przełomy zawsze mogą mieć miejsce, natomiast nie ma sensu czekanie na jakiś nieokreślony i nie wiadomo jak odległy przełom, bo trzeba zmieniać to, co się dzieje tu i teraz, jak najszybciej.
Ola: Co więcej, nie można zapomnieć i o tym, że odnawialne źródła energii również mają swój, często bardzo poważny, wpływ na środowisko.
Piotr: O tym jeszcze zaraz wspomnimy.
Ola: I tak, ze względu na niewielką wydajność, elektrownie wiatrowe czy słoneczne muszą zajmować dużą przestrzeń i ingerują mocno w to, co się dzieje wokół nich i ponad nimi. Postawienie setek czy tysięcy turbin wiatrowych to naprawdę gigantyczna praca i ma duży wpływ na środowisko. Farmy słoneczne też nie są pod tym względem niewinne, bo odcinają dostęp słońca do znajdującej się pod nimi ziemi, a im są skuteczniejsze, tym mniej światła przepuszczają.
Piotr: Fakty są takie, że energetyka jądrowa w tej chwili ma najkorzystniejszy stosunek wpływu na środowisko do uzyskiwanej energii. To się oczywiście może zmienić, natomiast w tej chwili, kiedy to mówimy, kiedy ta budowa została rozpoczęta, bilans jest właśnie dokładnie taki.
Wiem, że to się łatwo mówi, więc źródła dotyczące tego twierdzenia i wszystkich pozostałych rzeczy, o których mówimy, jak zawsze znajdziecie w opisie odcinka.
Ola: Rozważmy jeszcze temat tego, co to znaczy, że elektrownie jądrowe są niskoemisyjnymi źródłami energii. Co to właściwie znaczy? W skrócie, cały proces prowadzący do wytworzenia energii w takiej elektrowni generuje mało emisji gazów cieplarnianych.
Gazy cieplarniane to gazy, które przyczyniają się do zmiany klimatu. Spośród nich najbardziej w tej chwili schodzą nam na myśl emisje dwutlenku węgla generowane przez ludzi. Same reaktory jądrowe podczas pracy nie emitują dwutlenku węgla.
To jest chyba oczywiste.
Piotr: Może nie dla każdego, lepiej to powiedzieć.
Ola: A biorąc pod uwagę cały cykl życia elektrowni jądrowej, jedna kilowatogodzina powoduje emisję, w zależności od typu elektrowni, od 12 do 50 gramów dwutlenku węgla. Dla porównania, w przypadku elektrowni węglowej dla takich samych wartości będzie to od 820 do 1050 gramów. A w przypadku elektrowni gazowej około 490 gramów.
A w porównaniu do odnawialnych źródeł energii…
Piotr: Właśnie, bo to wcale nie jest oczywiste, bo odnawialne źródła energii często są uważane za kompletnie bezemisyjne. Przypominam, że tu mówimy o całym cyklu życia danej elektrowni danego źródła energii.
Ola: Tutaj mamy takie dane, że energia z wiatru generuje 12 gramów dwutlenku węgla, a ta pochodząca z dobrze nam znanych paneli fotowoltaicznych od 40 do 50 gramów dwutlenku węgla. Przypominam, elektrownie jądrowe od 12 do 50 gramów.
Czyli mamy właściwie taką samą emisyjność jak w przypadku odnawialnych źródeł energii.
Piotr: Zależy od źródła, oczywiście, natomiast w dłuższym rozrachunku tak to wygląda. Jest jeszcze temat, którego pominąć nie można, wiemy o tym – to jest temat odpadów z elektrowni jądrowych. Wrócimy do tego tematu później, specjalnie poświęcając mu oddzielny kawałek, bo wiemy, że to zawsze budzi bardzo dużo wątpliwości.
Jeśli chodzi o to, co jest wkładane do reaktora, wsad paliwowy dla typowego reaktora to około 30 ton. To ilość wystarczająca na rok ciągłej pracy takiego reaktora. Podczas pracy elektrowni jądrowej nie są generowane żadne dodatkowe produkty uboczne czy inne odpady, które trafiałyby do środowiska.
Trzeba pamiętać, że w przypadku elektrowni węglowej i innych tego rodzaju do atmosfery stale trafia dwutlenek węgla, ale też chociażby metale ciężkie, o czym się zwykle nie myśli i nie mówi. W ogóle wydobycie i spalanie węgla każdego roku zabija w Polsce, tylko w Polsce, kilkadziesiąt tysięcy osób, a na świecie blisko milion osób. To jest bezpośredni skutek emisji cząstek stałych przy tym spalaniu.
To jest rzecz, o której się zwykle nie mówi, bo to jest coś, co dzieje się stale. Tak już nasze mózgi działają, że jeżeli mówimy o czymś, co się dzieje stale i po troszeczku, to mało kto na to zwraca uwagę, a zwracamy uwagę na spektakularne wydarzenia, nawet jeżeli ich konsekwencje są znacznie mniejsze niż tych ciągłych.
0:12:00 Jak działa elektrownia jądrowa i wnętrze reaktora
Ola: Teraz przejdźmy do większych szczegółów i powiedzmy sobie, czym w zasadzie różni się elektrownia jądrowa od na przykład węglowej, oczywiście poza paliwem. Z punktu widzenia laika zachodzą w jednej i w drugiej podobne procesy.
Produkuje się ciepło, które podgrzewa wodę, wytwarzając parę, która napędza turbinę połączoną z generatorem. Ten generator wytwarza energię elektryczną. Innymi słowy, w obu przypadkach korzysta się ze starej, dobrej, uwaga, maszyny parowej.
Elektrownia jądrowa jest również maszyną parową.
Piotr: To może być nieoczywiste dla niektórych, ale rzeczywiście jak się spojrzy na dowolny schemat, to tym kluczowym momentem jest właśnie ta wymiana energii. Zasadnicza różnica natomiast tkwi w źródle tego ciepła. W elektrowniach węglowych to jest po prostu spalanie węgla, natomiast w elektrowniach jądrowych to łańcuchowa reakcja rozszczepienia paliwa jądrowego.
Akurat ta elektrownia polska, ta w Choczewie, będzie miała paliwo uranowe i ta reakcja generuje ciepło. To ciepło potem podgrzewa wodę, ta woda zamienia się w parę, a para napędza turbinę, która generuje prąd. To jest oczywiście wielkie uproszczenie, bo tam jest kilka obiegów i dość złożone systemy, ale dla zrozumienia to jest podstawa.
Ola: O te szczegóły, co dzieje się we wnętrzu reaktora jądrowego, oraz o szczegóły mnóstwa innych zagadnień bezpieczeństwa zapytaliśmy doktora inżyniera Michała Rąpałę, eksperta do spraw rdzenia reaktora z Działu Bezpieczeństwa Jądrowego i Ochrony Radiologicznej Polskich Elektrowni Jądrowych.
Piotr: Brzmi bardzo poważnie.
Michał Rąpała: W przypadku technologii, którą budujemy, czyli reaktora ciśnieniowego, rdzeń reaktora znajduje się w zbiorniku ciśnieniowym reaktora. Z czego składa się rdzeń? Rdzeń składa się z kilkuset kaset paliwowych.
Kaseta paliwowa to, można powiedzieć, element o przekroju kwadratu, mówię w przybliżeniu, który składa się z kilkuset rurek, a w tych rurkach znajduje się paliwo jądrowe. Paliwo jądrowe, w przypadku naszej technologii, choć technologie są różne, to kapsułki paliwowe. Bardzo małe kapsułki, o średnicy kilku milimetrów, które są układane jedna na drugiej na pręcie paliwowym, czyli właśnie w tej rurce.
W tym paliwie, między paliwem jądrowym w tych rurkach, zachodzą reakcje fizyczne w postaci rozszczepienia paliwa. Rozszczepienie jest wywoływane przez neutrony. I każde kolejne rozszczepienie również produkuje neutrony, a te neutrony zasilają kolejne rozszczepienia.
Stąd właśnie nazwa, że jest to reakcja łańcuchowa. Żeby ta reakcja łańcuchowa była w jakiś sposób kontrolowana, w każdym rozszczepieniu produkowane jest więcej neutronów, niż potrzeba, żeby to rozszczepienie podtrzymywać. Oczywiście część z nich jest w jakiś sposób tracona.
Część ucieka, część zostaje pochłonięta, a ich energia jest wytracana na elementach znajdujących się w rozszczepieniu, ale żeby nie doszło do lawinowej reakcji łańcuchowej z ogromnym wzrostem mocy, mamy pręty kontrolne, które pochłaniają nadmiar neutronów. Dzięki nim jesteśmy w stanie również całkowicie zatrzymać reakcję łańcuchową. Jest to materiał, który potrafi pochłonąć ogromne ilości neutronów, a w momencie, kiedy chcemy kontrolować moc, albo bardziej je opuszczamy, wprowadzając głębiej, albo, jeśli chcemy zwiększyć moc, wyciągamy.
Oczywiście są też dodatkowe systemy związane z substancjami absorbującymi, dodawanymi na przykład do chłodziwa, ale to już osobna historia. Wspomniałem o chłodziwie, bo tak naprawdę ciepło jest tam wytwarzane cały czas, ale żeby z niego skorzystać, musimy je odebrać.
Przez rdzeń, przez cały zbiornik i przez wszystkie elementy paliwowe przepływa woda. W naszym przypadku woda, bo znowu są różne technologie, ale jest to po prostu woda pod bardzo wysokim ciśnieniem, i z tego powodu nie następuje jej wrzenie. Jest cały czas w postaci ciepłej cieczy, ale przepływając, odbiera ciepło od elementów paliwowych.
Następuje chłodzenie, utrzymywanie tej samej temperatury, i dzięki temu rdzeń jest w stanie stabilnym, nie następuje jego uszkodzenie, a jednocześnie jesteśmy w stanie w wyniku kolejnych procesów wytwarzać parę i energię elektryczną. Ciśnienie, jakie panuje w zbiorniku ciśnieniowym reaktora, to około 150 barów.
0:17:13 Choczewo: lokalizacja i wpływ na Bałtyk
Piotr: Pierwsza polska elektrownia jądrowa ma powstać nad Bałtykiem, o czym już mówiliśmy, w pasie nadmorskiego lasu w pobliżu miejscowości Lubiatowo i Kopalino. To jest gmina Choczewo. Teraz pytanie, dlaczego właśnie w tym miejscu?
Skąd ten wybór lokalizacji?
Michał Rąpała: Wynika to z bardzo prostej rzeczy, gdyż elektrownia jądrowa potrzebuje dosyć dużych, można powiedzieć ogromnych, ilości wody do chłodzenia. Reaktor jądrowy nawet po wyłączeniu potrzebuje wody, więc gdyby reaktor miał stać nad rzeką, która jest niestabilna, czyli ma dużą zmienność przepływu, nawet w momencie wyłączenia mógłby się pojawić problem z ilością wody do chłodzenia rdzenia reaktora. W przypadku morza jest oczywiście pewna zmienność, ale jest to ogromny zbiornik wody i morze po prostu nie wyschnie, więc mamy bardzo stabilne źródło o bardzo stabilnej temperaturze, co też jest dla nas ważne.
Jeśli chodzi o chłodzenie, pobór i zrzut wody, będziemy mieć rurociągi podmorskie pod dnem Bałtyku, którymi zarówno woda będzie zasysana, jak i wyrzucana. Nie będą one równoległe, bo nie będziemy zasysać z powrotem tej cieplejszej wody, tylko będzie to w innych miejscach. Dbamy o to, żeby zrzucać wodę nie bezpośrednio blisko brzegu, lecz w odległości kilku kilometrów, również przy dnie, a nie na powierzchni Bałtyku.
Zrzut blisko dna, jeszcze przez specjalne urządzenia, które tę wodę bardziej rozpraszają i mieszają, powoduje, że ciepło lepiej się rozchodzi i nie dociera z powrotem do brzegu. Według naszych badań, na wybrzeżu nie będzie odnotowywana jakakolwiek różnica w temperaturze.
Ola: Nasuwa się oczywiście pytanie, w jakim stopniu wlewanie się do Bałtyku ciepłej wody z elektrowni jądrowej będzie miało wpływ na ekosystemy przybrzeżne. I właśnie o to zapytaliśmy doktora Tomasza Kijewskiego, biologa z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie.
Tomasz Kijewski: Żeby naświetlić ten temat sensownie i logicznie, musimy zrobić sobie trochę szersze tło. Elektrownia jądrowa jest jedną z elektrowni paroturbinowych. Tak naprawdę prąd jest wytwarzany przez przegrzaną parę wodną, która jest pompowana.
Temu towarzyszy konieczność oddawania tak zwanego ciepła odpadowego. Dotyczy to wszystkich elektrowni, czy są gazowe, węglowe, czy jądrowe. O ile nie jest to fotowoltaika czy elektrownia wiatrowa, zawsze trzeba się tego ciepła pozbyć.
Sytuacja jest taka, że jeżeli decydujemy się taką czy inną elektrownię zbudować dla Polski, musimy wybrać miejsce, które sobie z tym ciepłem najlepiej poradzi. To nie znaczy, że będziemy w stanie zlikwidować to ciepło albo ochłodzić jakikolwiek akwen. Ale do wyboru mamy rzeki, które okresowo latem mają bardzo niski przepływ i na dobrą sprawę elektrownie trzeba z tego powodu wyłączać.
Jeziora, które mają ograniczoną pojemność. Jeśli je przegrzejemy, zniszczymy je totalnie. Albo chłodnie kominowe, czyli znowu wydobywanie wody skądś, pobieranie jej, odparowywanie, czyli wykorzystywanie i niszczenie zasobów wodnych.
Albo właśnie Bałtyk. Biorąc pod uwagę objętość Bałtyku i to, że wzdłuż polskiego wybrzeża płynie prąd z zachodu na wschód, ta woda zawsze się tam przemieszcza. Czasami ten przepływ jest jeszcze modyfikowany, wzmacniany upwellingiem, czyli wypływaniem wody z głębszych warstw Bałtyku – kiedy wiatr wieje z południa, dociera do nas wtedy gwałtowne uderzenie zimnej wody, gdy jesteśmy nad morzem.
Więc wymiana tej wody w obszarze, gdzie będzie zrzucane to ciepło odpadowe, będzie dość intensywna. I oczywiście w pobliżu miejsca, gdzie będą te dyfuzory, na pewno dojdzie do zaburzenia ekosystemu. Tam można się liczyć z tym, że nawet obszary o powierzchni kilku hektarów będą kompletnie pozbawione życia, bo choć ta woda według projektów ma być cieplejsza o 10 stopni od temperatury wody otaczającej.
Czyli jeżeli woda w Bałtyku ma 4 stopnie, będzie się zrzucać wodę o temperaturze 14. Kiedy woda będzie miała 20 stopni, temperatura zrzucanej wody wyniesie 30 stopni. Niby ta różnica wydaje się niewielka, ale dla żyjących tam organizmów będzie to drastyczna różnica.
Natomiast to, że krótko za tymi dyfuzorami woda będzie rozpraszana i mieszana z wodą bałtycką, zasadniczo na kondycję Bałtyku nie wpłynie. Mamy do czynienia z bardzo dużym akwenem. Trudno to porównywać z oceanem, bo Bałtyk stanowi [? niepewne: 1,6 tys.] objętości wód oceanicznych.
Niemniej jednak to ciepło nie będzie zagrażało Bałtykowi w skali całego Bałtyku. Bałtyk doświadcza przegrzania z innych powodów i powinniśmy dbać o to, żeby tego efektu cieplarnianego nie pogłębiać.
Jednym ze sposobów radzenia sobie z tym jest właśnie instalowanie elektrowni, które nie emitują gazów cieplarnianych. Więc ja widzę rozwiązanie elektrowni atomowej nad Bałtykiem jako całkiem dobre. Co więcej, Szwedzi, którzy zainstalowali sobie po drugiej stronie Bałtyku elektrownię atomową od lat siedemdziesiątych, o ile się nie mylę był to 1978 rok, obserwowali wpływ tego ciepła odpadowego, i to w bardziej restrykcyjnych warunkach niż te, z którymi będziemy mieli do czynienia w Choczewie, ponieważ oni to ciepło odpadowe wpuścili do laguny, którą dodatkowo obwałowali groblami.
Tak naprawdę jest to taki półzamknięty zbiornik, którego przepływ oni kontrolują. Nazwali go nawet biotest basin. Można sobie wyszukać w internecie hasła "biotest basin" i poczytać na ten temat.
W tym obszarze, chyba dziewięćdziesięciu hektarów, półzamkniętym, zaobserwowali zmiany składu gatunkowego. Nie zabili życia, tylko je zmienili. Zmieniły się tam gatunki, które występują.
Niemniej jednak to miejsce nadal funkcjonuje. Czytałem niedawno, że planują połączyć ten biotest basin z morzem, czyli zlikwidować groble i spowodować bardziej naturalną wymianę wody w tym obszarze, co pewnie wpłynie na odrodzenie się dawniej spotykanych tam gatunków.
Nie widzę tutaj większych zagrożeń. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że cokolwiek byśmy nie robili, czy to jest energetyka, czy jakakolwiek inna działalność ludzka, ma to wpływ na środowisko. Naszą troską powinno być minimalizowanie tego wpływu i kierowanie negatywnych efektów w miejsca, które są w stanie najłatwiej je [? niepewne: ogarnąć].
Piotr: Czy w takim razie to odprowadzanie wody chłodzącej reaktor do Bałtyku może oznaczać, że do Bałtyku będą trafiały substancje radioaktywne? Słyszy się czasami takie zarzuty czy wątpliwości.
Rozumiem, skąd się to bierze, bo to proste skojarzenie: woda, która chłodzi reaktor, potem trafia do morza. Ale to jest znacznie bardziej złożone. I tu znowu o wyjaśnienie poprosiliśmy Michała Rąpałę.
Michał Rąpała: Chciałem podkreślić, że woda, którą wykorzystujemy, w żaden sposób nigdy nie przepływa bezpośrednio przez rdzeń. Ta woda morska jest wykorzystywana dopiero w trzecim obiegu. Wszystkie te obiegi są zamknięte.
Pierwszy obieg, powiedzmy, możemy nazwać radioaktywnym, choć tak naprawdę radioaktywność nie powinna tam występować. Występuje pewna aktywacja pierwiastków, które znajdują się w wodzie. Ten pierwszy obieg jest całkowicie zamknięty, odcięty od kolejnego.
Dopiero tu mamy wymiennik ciepła, gdzie woda się nie miesza. Mamy drugi obieg, z którego wytwarzana jest para, a ona idzie na turbiny.
Dopiero po przejściu przez turbiny para trafia do skraplacza. Tutaj mamy trzeci wymiennik, czyli skraplacz, gdzie para przechodzi z powrotem w stan ciekły. I tu właśnie wykorzystujemy wodę morską do schłodzenia skraplacza.
Więc tak naprawdę mamy co najmniej dwie bariery, w których woda jest odcięta, a wszystkie ewentualne produkty rozszczepienia, które mogłyby się pojawić w pierwszym obiegu, choć to jest sytuacja awaryjna, kiedy się pojawiają, są całkowicie odcięte. Więc nic nie zagraża. Produkty radioaktywne nie przenikają do wody morskiej i nie są z elektrowni emitowane czy wyrzucane do morza.
Ola: Jak już wspominaliśmy, pierwsza polska elektrownia jądrowa stanie nad morzem. Gdzie szukać tego miejsca na mapie? Ze znanych punktów orientacyjnych, w odległości kilku kilometrów na północny wschód od planowanej budowy mamy na przykład plażę w Lubiatowie, chyba znany obiekt. Na zachód od tego miejsca – latarnię morską [? niepewne: Stilo].
Piotr: Chyba jeszcze bardziej znany obiekt, bardzo charakterystyczny.
Ola: A jeszcze trochę dalej na zachód Łebę. Nasuwa się tu oczywiście pytanie, jak dużą ingerencją w ten pas wybrzeża będzie wybudowanie na tym obszarze elektrowni jądrowej. Doktor inżynier Michał Rąpała.
Michał Rąpała: Same reaktory znajdują się w odległości kilkuset metrów od wybrzeża, od plaży. Płot elektrowni jest oczywiście stosunkowo bliżej, gdyż teren musi być chroniony, więc mamy pewną odległość od reaktorów do samego płotu, do całego obiektu. W każdym razie jest tu pewien pas lasu.
Jeśli dobrze pamiętam, jest to około 100 metrów, może niewiele mniej, lasu, który z plaży będzie zasłaniał te reaktory. Nie będą one tak bardzo widoczne.
To też nie są takie konstrukcje, jak kiedyś były stosowane, gdzie reaktory stały niemal bezpośrednio na plaży, z dobudowanym dodatkowym nabrzeżem. W naszym przypadku będą pewne zmiany, bo będziemy mieć tu molo, coś w rodzaju mola do rozładunku, przy którym będą mogły zatrzymywać się statki.
Więc taka zmiana nastąpi i będzie to widoczne z plaży.
Piotr: I jeszcze dla potwierdzenia poprosiliśmy o informację doktora Kijewskiego z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk.
Tomasz Kijewski: Wiadomo, że jakiś obszar, właściwie teraz już wycinany jest tam las w tym miejscu, ale też przed wystartowaniem takiej inwestycji, czy to jest elektrownia atomowa, czy elektrownie wiatrowe na morzu, najpierw robi się dobrze zakrojone badania środowiskowe, żeby sprawdzić, czy przypadkiem w tej lokalizacji nie występują jakieś unikalne, chronione gatunki albo ekosystemy o specjalnych właściwościach.
Więc jeżeli zdecydowano się na to miejsce, należy się liczyć z tym, że nie wywoła to jakichś dramatycznych strat w przyrodzie, w bioróżnorodności.
Piotr: W tej chwili, czyli w maju, dzisiaj mamy którego maja, gdzieś tam połowę, dwunastego chyba, jak nagrywamy, w tym miejscu, gdzie ma stanąć elektrownia jądrowa, trwają, jak już wspomnieliśmy, przygotowania do budowy. Między innymi rozpoczęto tam badania geologiczne.
Ich celem jest sprawdzenie wytrzymałości gruntu oraz usunięcie ewentualnych niewybuchów z czasów ostatniej wojny, bo to jest teren, gdzie takie rzeczy wciąż mogą się znajdować. I tu poprosiliśmy o informacje doktora inżyniera Rąpałę.
Michał Rąpała: Praca na lokalizacji już się rozpoczęła. Widać tam między innymi wycinkę lasu pod badania terenu. Zaczęliśmy głębokie odwierty, aby sprawdzić grunt pod budowę elektrowni.
Bardziej rozszerzone prace budowlane są planowane na rok 2026. Od roku 2026 do 2035, bądź 2036, planujemy proces budowy całej elektrowni. W roku 2033 ma zostać skończona budowa pierwszego z trzech bloków, które powstaną na tej lokalizacji.
0:30:27 Czy grozi nam drugi Czarnobyl albo Fukushima
Ola: Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym trzeba zadać pytanie o to, czy awarie elektrowni jądrowych w Czarnobylu i w Fukushimie nie dowodzą, że i w Polsce w przyszłości może się wydarzyć podobna awaria.
Piotr: I jak zwykle sięgamy do eksperta.
Michał Rąpała: Zacznę może od podejścia sektora jądrowego do awarii czy incydentów, które się zdarzały. Tak naprawdę każda kolejna technologia, każdy kolejny reaktor czy zalecane zmiany opierają się na tym, co poszło nie tak. Więc wszystkie nowo budowane reaktory są zabezpieczone na wypadek awarii, jakie nastąpiły czy to w Czarnobylu, czy w Fukushimie.
W przypadku reaktora AP1000, który budujemy, nie jest możliwe, aby uległ takiej awarii jak reaktor w Czarnobylu. Warto wspomnieć, że tak naprawdę nawet reaktory zachodnie, technologii zachodnich, a nie radzieckich, z okresu, w którym powstawał Czarnobyl, już wtedy były zabezpieczone przed tego typu awariami. Podstawowym błędem technologicznym, który występował w reaktorach typu czarnobylskiego, czyli RBMK, był dodatni współczynnik temperaturowy.
Tutaj wyjaśnię, o co chodzi. Wraz ze wzrostem mocy następowało przyspieszenie reakcji rozszczepienia, tak naprawdę reakcji łańcuchowej. W tych reaktorach bardzo łatwo było doprowadzić do niekontrolowanego wzrostu mocy.
Reaktory zachodnie w tamtym okresie posiadały już ujemne współczynniki temperaturowe. Tak samo jest w przypadku reaktora, który budujemy. Więc jeśli w wyniku awarii powstanie jakiś niekontrolowany wzrost temperatury, reakcja jądrowa będzie spowalniana, a moc zacznie spadać.
Więc nawet pod tym względem ten reaktor jest bezpieczniejszy. Inna sprawa to, że na przykład można było wyłączyć systemy bezpieczeństwa w reaktorze w Czarnobylu. U nas nie ma takiej możliwości, a wręcz te systemy będą się bronić, bo uznają to za sabotaż.
Więc ten reaktor będzie chronił albo same systemy, albo po prostu samego siebie i po prostu się wyłączy, jeśli nastąpi jakiś problem z systemami bezpieczeństwa, czy to będzie jakaś próba uszkodzenia tych systemów.
Piotr: Dobrze, Czarnobyl, 1986 rok. To było dawno i to był inny system, inny świat, ale pozostaje jeszcze awaria w Fukushimie, która miała miejsce znacznie bliżej naszych czasów. To raz.
Dwa, że wydarzyła się w kraju, który wedle przynajmniej takiej opinii ma restrykcyjne podejście do zagadnień bezpieczeństwa, jest zaawansowany technologicznie. Czy nam tu w Polsce grozi popełnienie takich błędów, jakie popełnili Japończycy, czy może raczej zdołamy ich uniknąć?
Michał Rąpała: W przypadku awarii w Fukushimie, reaktor AP1000 również jest zabezpieczony. W Fukushimie, w wyniku fali tsunami, nastąpiła całkowita utrata zasilania, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Każdy reaktor jądrowy ma własne zasilanie zapasowe w postaci baterii oraz silników diesla, które w sytuacjach awaryjnych są w stanie wytworzyć prąd do napędu systemów bezpieczeństwa i pomp chłodziwa, które chłodzą reaktor po wyłączeniu.
W Fukushimie zarówno zestawy baterii, jak i silniki diesla zostały zalane przez falę tsunami o niespotykanej wysokości i rzeczywiście zabrakło zasilania, które pozwalałoby na napęd systemów chłodzących, co doprowadziło do stopienia rdzenia. W przypadku reaktora, który budujemy, nawet gdyby nastąpiła taka utrata systemów zasilania, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych, oczywiście za każdym razem jest to problem, ale nie wywołałoby to takiego rodzaju awarii, jak nastąpiła w Fukushimie, gdyż reaktor AP1000 jest wyposażony w pasywne systemy bezpieczeństwa. Wykorzystują one po prostu siły natury, między innymi to, że na szczycie reaktora jest dodatkowy zbiornik z wodą, więc ta woda może po prostu grawitacyjnie spłynąć i wychłodzić reaktor. Mamy również konwekcję naturalną wewnątrz obudowy bezpieczeństwa. Systemy bezpieczeństwa w tym reaktorze mogą działać bez dostarczania mocy z zewnątrz, więc nawet mimo utraty zasilania reaktor przetrwa i taka awaria nie nastąpi.
Piotr: Chciałem jeszcze dodać jedną rzecz: wbrew temu, co mogło się nam wydawać, jak się potem okazało w kontrolach po Fukushimie, procedury bezpieczeństwa w Japonii niestety zawodziły, i to z bardzo ludzkiego powodu. Były lekceważone, nie były traktowane wystarczająco poważnie. To zresztą kilkukrotnie w historii japońskiej atomistyki się pojawiało.
Mówiliśmy zresztą o tym w jednym z odcinków o wypadkach jądrowych. Tam były również zdarzenia, które nie miały bezpośredniego związku z energetyką jądrową, tylko ogólnie z badaniami nad materiałami rozszczepialnymi. Chciałem to podkreślić, że to, co działo się w Japonii, wcale nie było takie dobre, jak mogłoby się nam wydawać, i tak jak była już mowa, każde takie zdarzenie sprawia, że procedury są poprawiane, optymalizowane, i możemy się czuć bezpieczniej, bo wiemy, co poszło nie tak.
Ola: Dorzucę tutaj jeszcze, szybciutko wyszukałam informację, że o wypadkach jądrowych mówiliśmy w dwóch odcinkach – 38 i 39, oba ukazały się w październiku 2023 roku.
Piotr: No dobra, wracamy do naszego głównego tematu.
Ola: Właśnie, bo jeżeli w Polskiej Elektrowni Jądrowej jednak zdarzyłby się jakiś wyciek z reaktora, to co wtedy? Zapewne istnieją sytuacje, w których to może się wydarzyć, i w jaki sposób się to kontroluje.
Michał Rąpała: Elektrownia jądrowa jest ogromnym obiektem, zawierającym wiele instalacji, które składają się z wielu rur, pomp czy zaworów. Jednym ze źródeł takich wycieków bądź uwolnień są między innymi te połączenia oraz rodzaj erozji i dyfuzji niektórych substancji promieniotwórczych przez materiały. Jednak od razu chciałem wspomnieć, że wszystkie uwolnienia są kontrolowane.
Mamy ogromną liczbę czujników i tak naprawdę sprawdzamy to, co jest uwalniane. Zgodnie z naszymi symulacjami, liczba uwalnianych substancji w naszej elektrowni jest kilkusetkrotnie niższa niż dopuszczalne normy w Polsce. Normy w Polsce są na najwyższym światowym poziomie, więc nie ma żadnego zagrożenia dla ludności czy natury wokół elektrowni.
0:38:39 Jakość budowy i nadzór nad inwestycją
Piotr: Teraz kolejna rzecz, która może być zrozumiałą obawą. W Polsce mamy długą historię dużych, wielkich inwestycji, z których na przykład wyparowywała część pieniędzy w tajemniczy sposób.
W związku z tym budowę kończono byle jak, żeby było taniej, szybciej i żeby zamaskować to, że ktoś coś ściemnił. Efekty były takie, że po oddaniu jakiejś konstrukcji do użytku trzeba było zaraz rozpoczynać remont. Czyli teraz powstaje pytanie, czy budowa elektrowni jądrowej w Polsce różni się w tej kwestii od budowy na przykład autostrady.
To jest zrozumiałe, że się tego obawiamy. W końcu elektrownia jądrowa zrobiona byle jak to jest potencjalnie problem bez porównania większy niż chociażby wspomniana autostrada, która będzie miała na przykład nierówny asfalt czy złe odprowadzanie wody.
Michał Rąpała: Jeśli chodzi o elektrownię jądrową, budowanie czegoś byle jak nie jest absolutnie możliwe. Wszystkie urządzenia, które wpływają w jakikolwiek sposób na bezpieczeństwo takiej elektrowni, muszą posiadać certyfikaty. Każdy etap budowy czy wykonywania czynności ma swoją procedurę, która jest kontrolowana, więc jakakolwiek próba obejścia tych certyfikatów skończyłaby się prawdopodobnie kontrolą na kolejnym etapie i koniecznością naprawy oraz powtórnego wykonania danej czynności.
Myślę, że wszystkie firmy budujące są tego świadome, że tutaj nie da się pójść na skróty. Oprócz tego, że mamy takie same kontrole, jakie następują w przypadku innych budów, dodatkowo kontroluje nas regulator jądrowy, czyli Państwowa Agencja Atomistyki, która kontroluje to, co robimy, nasze plany wykonywania robót i technologie. Myślę, że to będzie najlepiej skontrolowana budowa w Polsce.
Absolutnie nie jest możliwe budowanie elektrowni jądrowej byle jak, ale dodatkowo, żeby ustrzec się błędów nowicjuszy, firmą budowlaną, która będzie wykonywać prace związane z budową, jest firma Bechtel, mająca ogromne doświadczenie w budowie elektrowni jądrowych, w tym reaktorów AP1000, więc zna też technologię, którą będzie budować.
0:42:00 Wyłączanie reaktora i odpady radioaktywne
Ola: Pozostaje jeszcze jedna kwestia, mianowicie to, że w razie potrzeby nie da się tak po prostu wyłączyć reaktora jądrowego. Nie ma tam jakiegoś przełącznika, który się przekręca na zero i reaktor przestaje pracować. Przerwanie pracy reaktora jądrowego wymaga bardzo specyficznych procedur, a jego wygaszanie jeszcze trochę potem trwa. Czy to jest aby bezpieczne?
Michał Rąpała: Zarówno zmiana mocy, jak i całkowite przerwanie pracy są możliwe, jednak rzeczywiście wiąże się to z tym, że pomimo procedury wyłączenia reaktora, czyli wprowadzenia prętów kontrolnych, które pochłaniają neutrony wywołujące reakcję łańcuchową, mimo że ta reakcja łańcuchowa już nie zachodzi, nadal produkowane jest ciepło, wynikające z rozpadów produktów rozszczepienia, które nadal są radioaktywne i nadal wytwarzają ciepło. Kilka sekund po wyłączeniu, po wprowadzeniu prętów kontrolnych i przerwaniu łańcuchowej reakcji rozszczepienia, nadal mamy wytwarzane ciepło w ilości około 10% mocy nominalnej reaktora. To bardzo szybko spada, ale mimo wyłączenia nadal musimy to ciepło odprowadzać.
Systemy bezpieczeństwa nad tym czuwają, są bardzo rozbudowane i wieloetapowe, działają na różnych zasadach, tak żeby jeśli pojawi się usterka w jednym z nich, przejmował ją kolejny system. Nie da się więc tego reaktora tak po prostu wyłączyć. On nadal produkuje ciepło, i tak jak w przypadku wypalonego, czyli zużytego paliwa jądrowego, to ciepło jest generowane przez kilka, kilkanaście kolejnych lat. Musimy więc przede wszystkim po wyłączeniu zadbać o odprowadzenie ciepła.
Piotr: Zapowiadaliśmy wcześniej, że wrócimy do tematu odpadów, więc wracamy, bo to temat istotny, zwłaszcza że w głowach ludzi zajmuje bardzo dużo miejsca. Nasz rozmówca wspomniał, że nawet kiedy po wyłączeniu reaktora reakcja łańcuchowa zostaje zatrzymana, nadal produkowane jest ciepło, wynikające z rozpadów produktów rozszczepienia – taka jest ich specyfika. Pozostają one nadal radioaktywne, wytwarzają to ciepło, i nawet w przypadku wypalonego, czyli zużytego paliwa jądrowego, to ciepło jest generowane przez kilka, kilkanaście kolejnych lat.
Ola: Już sam ten fakt sprawia, że takie odpady są trudne w przechowywaniu, nie wspominając o samej ich radioaktywności, która narzuca mnóstwo skomplikowanych procedur bezpieczeństwa. Nie można po prostu byle gdzie przechowywać ani byle jak przewozić takich odpadów. Nic więc dziwnego, że wokół tego problemu narosło mnóstwo mitów.
Piotr: No właśnie, chociażby mitem jest to, że po wypaleniu w elektrowniach jądrowych pozostaje mnóstwo tych radioaktywnych odpadów. Wiem, że pojawia się myśl, że te odpady są bardzo niebezpieczne, te z elektrowni jądrowej, a te z elektrowni węglowej wcale nie.
No więc nie. To znaczy, to jest znacznie bardziej skomplikowane, bo przede wszystkim odpadów z elektrowni jądrowej jest na tyle mało i są na tyle kompaktowe, że bardzo łatwo je skutecznie zabezpieczyć. Nie że łatwo, że każdy sam w domu może je zabezpieczyć, ale na tyle łatwo…
Ola: Nie to, żeby rzucić gdzieś beczkę oznaczoną znakiem radioaktywności, żółtą beczkę, porzucić na wysypisku odpadów i ona tam będzie zalegała. Nie, to nie tak.
Piotr: Wizja tych beczek pojawia się i wraca nieustająco na rozmaitych głupich obrazkach. Jak się wejdzie na jakikolwiek bank obrazków i wpisze "odpady jądrowe" czy coś podobnego, zaraz widzimy na przykład łąkę, a na niej setki porozrzucanych żółtych beczek ze znakiem ostrzegającym przed radioaktywnością, co oczywiście nigdy nie jest żadnym zdjęciem, tylko grafiką – jakiś grafik w ten sposób zarabia na życie, głupie to strasznie. W każdym razie tak się myśli czasem niesłusznie o odpadach z elektrowni jądrowych, natomiast z drugiej strony te odpady z elektrowni węglowych – no tam coś się spali, trochę popiołu zostanie, niewiele więcej.
To znaczy, przede wszystkim powstaje ich dużo więcej, ale też nie są tak ściśle kontrolowane. Zawierają, o czym wiele osób nie myśli, nie pamięta, naprawdę mnóstwo toksycznych substancji, jak chociażby rtęć, kadm czy arsen, które nie ulegają rozpadowi stopniowo, tak jak materiały promieniotwórcze. Tych odpadów z elektrowni węglowej jest naprawdę tysiące razy więcej.
Ola: Ile jest odpadów z elektrowni jądrowych? Warto wiedzieć, jaka jest prawda. Paliwo jądrowe ma bardzo dużą koncentrację energii.
Jeden gram uranu-235, wzbogaconego do 5%, generuje tyle energii co trzy tony węgla. I to się przekłada na realną ilość odpadów. Gdyby zebrać całe zużyte przez ostatnie 50 lat paliwo ze wszystkich elektrowni jądrowych na świecie, zajęłoby ono rów zbliżony wielkością do boiska piłkarskiego, o głębokości około 10 metrów.
To naprawdę niedużo.
Piotr: Nie że się je tak przechowuje.
Ola: Zdecydowanie nie. To oczywiście porównanie do basenów olimpijskich i boisk piłkarskich ma nam pomóc wyobrazić sobie skalę. Gdyby porównać masę tych odpadów ze wszystkich elektrowni jądrowych świata, to jest to mniej więcej tyle, ile w ciągu jednego roku wytwarza jedna spora elektrownia węglowa.
Piotr: W dodatku 96% odpadów z elektrowni jądrowej może być ponownie przetworzonych. Potrafimy z nich odzyskiwać izotopy, które ponownie mogą być wykorzystane jako paliwo dla elektrowni. Zawsze pozostaje niewielka ilość odpadów wysokoaktywnych, których na razie nie przetwarzamy.
Na razie to ważne słowo, bo trwają zaawansowane badania, dzięki którym najprawdopodobniej wkrótce będziemy przetwarzać te odpady w pierwiastki o mniejszej aktywności.
Ola: Warto jeszcze wspomnieć, że mitem jest również to, że techniki przechowywania odpadów radioaktywnych pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o ryzyko skażenia środowiska. Te beczki, które niby leżą na łąkach – nie.
Prawda jest taka, że te odpady zatapiane są w blokach szkła. Następnie pakowane do pojemników ze stali lub miedzi i umieszczane w podziemnych składowiskach na terenach nieaktywnych sejsmicznie. Takie magazyny znajdują się na głębokości ponad pół kilometra, więc możemy założyć, że są to jakieś już wyeksploatowane kopalnie.
Piotr: To bywa bardzo różnie, ale często jest to takie rozwiązanie.
Ola: Zwykle zlokalizowane są w skałach granitowych lub pokładach soli, dla bezpieczeństwa. Komory z takimi odpadami zabetonowuje się, a same pojemniki są odporne na korozję, a dodatkowym zabezpieczeniem jest szkło. Gdyby jednak dostała się tam gdzieś woda, nie będzie ona w stanie wypłukać materiału radioaktywnego.
Piotr: I jeszcze jedna rzecz, czyli to, jak długo te odpady pozostają faktycznie aktywne, bo tylko 1% z nich zachowuje tę aktywność przez czas rzędu tysięcy, na przykład 10 tysięcy lat.
Ola: Co jest często przywoływane jako taki mit, że wszystkie odpady radioaktywne z elektrowni jądrowych będą się rozkładać przez 10 tysięcy lat.
Piotr: I że to już w ogóle jest wszystko stracone, i w ten sposób zniszczymy całą Ziemię, i tak dalej. To znaczy, nie. Ogromna większość tych odpadów musi być przechowywana w takich warunkach przez mniej niż 300 lat.
Wiem, że to nadal duża liczba, ale one po prostu tam pozostają. To nie jest tak, że się tam wchodzi i coś się z nimi robi. Po prostu sobie leżą, i jest ich niewiele, a wiele wskazuje na to, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat zostaną ukończone prace nad systemem, który pozwoli zamieniać, w wyniku reakcji jądrowych, odpady w pierwiastki o krótszym czasie półrozpadu, albo takie, które są całkiem nieaktywne.
Ten system nosi nazwę ADTT, czyli Accelerator Driven Transmutation Technology – transmutacja z wykorzystaniem akceleratorów. Wiem, że transmutacja może się kojarzyć nieco alchemicznie, ale to jest jak najbardziej fizyczne pojęcie.
Ola: Taka przyjazna nazwa.
Piotr: Taka przyjazna nazwa. Generalnie chodzi o to, że przy pomocy akceleratorów można dokonywać zmiany fizycznej jednego pierwiastka w drugi. Ma to umożliwić zarówno ograniczenie ilości tych najgorszych odpadów, które trzeba tak długo zabezpieczać, jak i, co też ważne, ponowne ich wykorzystanie do wytwarzania dodatkowej energii.
Trzeba też pamiętać, że to nie elektrownie jądrowe są największym producentem odpadów radioaktywnych. Elektrownia węglowa, produkując tę samą ilość energii, uwalnia do środowiska 100 razy więcej promieniowania. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało.
Odpady ze spalania węgla są rozproszone, a więc znacznie trudniejsze do kontrolowania. I to jest to, o czym wcześniej wspominaliśmy – że o tym się nie myśli, bo to nie jest coś, co brzmi atrakcyjnie medialnie.
0:53:25 Zakończenie
Ola: Mamy nadzieję, że w trakcie tego odcinka naszego podcastu udało nam się rozwiać wiele waszych wątpliwości, obalić wiele mitów. Oczywiście nie wzięliśmy tego z głowy, czyli znikąd, tylko po pierwsze z wiedzy ekspertów, po drugie z badań naukowych, a po trzecie z różnych opracowań, które pokazują, jaka jest sytuacja energetyki jądrowej na tle innych sposobów pozyskiwania energii.
Piotr: A jeżeli kogoś ten temat nadal interesuje, odsyłamy zarówno do tekstów u nas na stronie crazynauka.pl, które łatwo znaleźć.
Ola: Ale też znajdziecie linki w opisie odcinka.
Piotr: Dokładnie. Chciałem jeszcze odesłać do 34. odcinka naszego podcastu, "Po co komu energia z atomu? Czyli nie tylko elektrownie". Pięknie nam się zrymowało.
Mówimy tam o innych aspektach związanych z wykorzystaniem energii jądrowej, niekoniecznie do wytwarzania prądu, ale do wytwarzania bardzo wielu rzeczy, które nas otaczają. To były na przykład opatrunki, ale też izolacje i bardzo, bardzo wiele innych rzeczy.
Albo na przykład żywność. Zajrzyjcie, posłuchajcie, bo to jest naprawdę jeden z tych odcinków, który mnie samego bardzo zaskoczył, kiedy go przygotowywaliśmy. Mnóstwo rzeczy się dowiedzieliśmy.
Ola: A tego odcinka mogliście posłuchać dzięki Uczelniom Fahrenheita i Centrum Nauki Hevelianum, którzy są organizatorami Pikniku Nauki Fahrenheita. Odbędzie się on już 26 maja w Gdańsku. A my, Piotrek i ja, będziemy mieć przyjemność poprowadzić tę imprezę.
Gorąco was na nią zapraszamy. Dziękujemy wam za wysłuchanie naszego dzisiejszego podcastu.
Piotr: Dzięki. Cześć.
Ola: Cześć.
Źródła
Kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest dla tego odcinka pusta, ale pole "opis oficjalny" zawiera zamkniętą listę URL-i podaną przez prowadzących ("korzystaliśmy z wielu źródeł. Oto one:") – poniżej odtworzona z tego pola.
* https://faru.edu.pl/pl/piknik-faru-2024
* https://blog.p.lodz.pl/komentarze/rozwoj-energetyki-jadrowej-w-polsce
* https://bip.mos.gov.pl/fileadmin/user_upload/bip/prawo/inne_projekty/PPEJ/Program_polskiej_energetyki_jadrowej.pdf
* https://www.prawo.pl/biznes/ekspert-odpady-z-elektrowni-jadrowych-sa-mniej-grozne-niz-z-kopalni,158863.html
* https://world-nuclear.org/nuclear-essentials/how-can-nuclear-combat-climate-change
* https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2214993714000050
* https://ourworldindata.org/safest-sources-of-energy
* https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/rola-energii-jadrowej-w-scenariuszach-ograniczenia-ocieplenia-do-1-5c-wedlug-ipcc-362
* https://ppej.pl/materialy-do-pobrania/materialy-informacyjne
* https://fota4climate.org/2023/11/16/opinia-ekspercka-do-raportu-oos-pierwszej-elektrowni-jadrowej-w-polsce/
* https://ppej.pl/o-projekcie/fakty-i-mity-na-temat-elektrowni-na-pomorzu
* https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C100462%2Cprof-taler-elektrownie-jadrowe-sa-bezpieczne-i-bardzo-ich-potrzebujemy.html
* https://www.cire.pl/artykuly/opinie/energia-jadrowa-dla-klimatu
* https://www.crazynauka.pl/5-mitow-zwiazanych-z-elektrowniami-atomowymi/
* https://youtu.be/1PGDed4m190?si=2tQLDWaeMbhQdJbr
* https://www.crazynauka.pl/dlaczego-energetyka-jadrowa-moze-pomoc-ograniczyc-skale-zmian-klimatu-w-tej-ksiazce-sa-odpowiedzi/
* https://www.spreaker.com/episode/34-po-co-komu-energia-z-atomu-czyli-nie-tylko-elektrownie–56697334
* https://www.spreaker.com/episode/38-wypadki-jadrowe-grozne-choc-mniej-znane-czesc-1–57180327
* https://www.spreaker.com/episode/39-wypadki-jadrowe-grozne-choc-mniej-znane-czesc-2–57371448
Źródła
- blog.p.lodz.pl/komentarze/rozwoj-energetyki-jadrowej-w-polsce
- bip.mos.gov.pl/fileadmin/user_upload/bip/prawo/inne_projekty…
- prawo.pl/biznes/ekspert-odpady-z-elektrowni-jadrowych-…
- world-nuclear.org/nuclear-essentials/how-can-nuclear-combat-cli…
- sciencedirect.com/science/article/pii/S2214993714000050
- ourworldindata.org/safest-sources-of-energy
- naukaoklimacie.pl/aktualnosci/rola-energii-jadrowej-w-scenarius…
- ppej.pl/materialy-do-pobrania/materialy-informacyjne
- fota4climate.org/2023/11/16/opinia-ekspercka-do-raportu-oos-pi…
- ppej.pl/o-projekcie/fakty-i-mity-na-temat-elektrowni-…
- naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C100462%2Cprof-taler-elektr…
- cire.pl/artykuly/opinie/energia-jadrowa-dla-klimatu
- Nasze artykuły i wideo o energetyce jądrowej
- youtu.be/1PGDed4m190
- crazynauka.pl/dlaczego-energetyka-jadrowa-moze-pomoc-ograni…
