Podcast Crazy Nauka · odc. 78
Nauka na czasie: dlaczego zalało Warszawę i wyginęły dinozaury, ale nie ptaki?
Posłuchaj też na:
Mówimy o sekwencji zdarzeń, która doprowadziła do zalania Warszawy oraz o tym, co wybiło dinozaury i jak pozwoliło to rozwinąć skrzydła ptakom.
Cykl “Nauka na czasie” to lżejszy format naszego podcastu, w którym omawiamy dwa wybrane naukowe newsy. Takie odcinki publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Piotr: Dlaczego Warszawa prawie utonęła w poniedziałkową noc?
Ola: I co dokładnie wykończyło większość dinozaurów? No ale przecież nie wszystkie. Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Dziś jest ten odcinek, w którym omawiamy dwa naukowe newsy. No wiecie, takie z ostatnich dni. No ale tak naprawdę będą trzy newsy oczywiście, bo się nic nie zgadza.
No i te pierwsze dwa będą, zgodnie z planem, dotyczyły tego, co tak naprawdę skutecznie zrobiło na Ziemi miejsce ptakom. No i też ssakom, do których im należymy. No ale to już jest inny temat.
To będzie opowieść o tym, co wykończyło dinozaury i co dało ptakom właśnie ten moment, w którym mogły wypełnić niszę pozostawioną przez te wielkie gady.
Piotr: No tak, a drugi temat, czyli jak wychodzi z wyliczeń Oli trzeci, miał być inny, ale tej nocy nam się zmienił. Jak może wiecie, albo nie wiecie, bo nie musicie wiedzieć, mieszkamy pod Warszawą i ta noc była dość wyjątkowa, dlatego że na Warszawę wylało się bardzo dużo wody. Ja wiem, że to jest na pewno warszawocentryczność, bo w różnych miejscach się ta woda wylewa, ale faktem jest, do czego jakoś tam postaramy się was przekonać, rzeczywiście to była dość wyjątkowa ulewa.
Dla mnie też była wyjątkowa, bo spędziłem część tej ulewy w sztormiakowatym wdzianku.
Ola: U nas na dachu.
Piotr: Trochę u nas na dachu, a trochę pod jednym z okien, które okazało się być nie aż tak szczelne, jak można by oczekiwać.
Ola: Właściwie z deszczu podrynne, bo ty byłeś podrynną przez ten czas.
Piotr: Tak, z tej rynny się lała cholera, ale bardzo polecam dobre ubranka przeciwdeszczowe, więc będzie o tym, co tam się właściwie wydarzyło, bo to wbrew pozorom jest całkiem ciekawe.
Ola: To jest odcinek z cyklu Nauka na czasie, czyli taka lżejsza wersja naszego podcastu. Ten cykl publikujemy co drugi tydzień na zmianę z dłuższymi odcinkami. Poprzedni bardzo wam polecamy, to była rozmowa ze Sławkiem Gortychem, autorem [? niepewne: karkolowskiej] serii kryminalnej, czyli takich bardzo fajnych kryminałów, które są bardzo dobrze udokumentowane historycznie i mają niezłe podstawy naukowe.
Piotr: Wiemy, że niektórzy z was nie przepadają za takimi odcinkami, kiedy jest gość. Rozumiemy, my też czasami mamy ten problem w niektórych podcastach, natomiast akurat do tego odcinka was bardzo zachęcamy, bo Sławek naprawdę super ciekawe rzeczy tam powyciąga. Poza tym on jest pisarzem, więc wie jak opowiadać i naprawdę fajnie opowiada.
Jeszcze króciutko, bardzo dziękujemy tym, którzy nas wspierają i dobrym słowem, i komentarzami, i dzieleniem się podcastami. Szczególnie tym, którzy nas wspierają na Patronite albo na BuyCoffee.to. Jeżeli chcecie nas wesprzeć, są w opisie odcinka.
Bardzo, bardzo jesteśmy wdzięczni.
Ola: No i przypominamy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Piotr: Tak, i na tych nieliczących się, również brawo dla tych, którzy zauważyli, że w ostatnim, w poprzednim odcinku nie było tego tekstu.
Ola: A to było celowe?
Piotr: Tak, był taki zamach i udało się wam to wykryć. Dobra, to zaczynamy.
0:03:26 Co zabiło dinozaury: krater Chicxulub
Ola: Co dokładnie zabiło dinozaury? Na ten temat już napisano setki czy nie tysiące książek, ale tutaj są nowe odkrycia, bardzo ciekawe, które wskazują konkretnego winowajcę no i też pokazują, co tam ptaki zrobiły, to znaczy nie one.
Piotr: Czekaj, to one wykończyły dinozaury.
Ola: Dobrze, to był zamach ptaków na dinozaury. Ptasi dinozaur na tego nieptasiego. To już rozwiązałeś tę tajemnicę.
Zagłada dinozaurów, 66 mln lat temu. Mamy nowe konteksty, nowe odkrycia. Wciąż.
Te dwa odkrycia wydały mi się szczególnie pasjonujące. To wydarzenie jest rzeczywiście dla nas takie, można powiedzieć, wciąż elektryzujące.
Piotr: Założycielskie.
Ola: Dzięki temu my jako ssaki wyewoluowaliśmy.
Piotr: Trudne słowo.
Ola: To ostatnie wymieranie w dziejach Ziemi, które było piątym wymieraniem w ciągu ostatnich ponad 500 mln lat. To było właśnie to wymieranie, które sprawiło, że te dinozaury zniknęły. I to jest tak naprawdę wydarzenie, które nie było aż tak silnie zaznaczone w dziejach Ziemi, jak poprzednie z wielkich wymierań sprzed 250 mln lat, które zwane jest matką wszystkich wymierań.
Wówczas zniknęło około 80% gatunków na Ziemi. Niektórzy mówią, że nawet więcej.
Piotr: Niezła matka.
Ola: Natomiast w okresie, kiedy zniknęły dinozaury, to był ubytek sięgający około [? niepewne: 3,4] gatunków. To może nie jest o wiele mniej, natomiast wciąż to permskie, wcześniejsze wymieranie jest bardziej znaczące. Ale my przeżywamy bardziej to, które nas bardziej dotyczy.
Dinozaury dominowały na Ziemi przez 135 mln lat. Aż tu nagle zniknęły. Najprawdopodobniej nasz gatunek nie ma najmniejszych szans na to, żeby aż tak długo bytować na tym świecie.
Do tej pory ogólnie się przyjmowało, że zabiła dinozaury i wiele innych gatunków planetoida. A może jednak kometa? Takie hipotezy też się pojawiały.
Albo może coś innego jeszcze, bo inne wielkie wymierania były również spowodowane przez meteoryty czy planetoidy.
Piotr: Ale też zmiany klimatyczne.
Ola: Wybuch superwulkanów na przykład to też miały takie przyczyny. A co właściwie wykończyło to nasze nieszczęsne dinozaury? No i na łamach najnowszego numeru "Science" pokazały się niedawno badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Kolonii.
Chodzi o ten słynny krater Chicxulub, który znajduje się na dnie morza. Leży na pograniczu półwyspu Jukatan i Zatoki Meksykańskiej. I on właśnie pochodzi sprzed dokładnie 66 mln lat.
Jest jednym z największych kraterów uderzeniowych, które zostały odkryte do tej pory na Ziemi. I on został wybity przez planetoidę. Ustalono to i zaraz wam powiem, jak do tego doszli naukowcy.
Ten krater ma około 150 km średnicy. Jest naprawdę gigantyczny. A jego zewnętrzny pierścień ma średnicę około 240 km.
Obecnie krater ten ma około 1 km głębokości. Szacuje się, że jego początkowa głębokość wynosiła aż 30 km. To było naprawdę potężne walnięcie.
Wywołane zostało przez obiekt o średnicy blisko 10 km. To uderzenie wyzwoliło energię. Jak powiedzieć o energii, żeby wszyscy zrozumieli?
Oczywiście używając porównania do bomby zrzuconej na Hiroszimę. Ta energia jest porównywalna do eksplozji 10 mld bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę. To wywołało potężne trzęsienia ziemi, ogromne tsunami, globalne pożary i zmianę klimatu, która trwała około 30 lat.
To było ochłodzenie, a na co najmniej 3 lata średnia temperatura przy powierzchni ziemi, przypomnę, że dziś temperatura przy powierzchni ziemi średnia na całym globie wynosi około 15 stopni Celsjusza, a wówczas na 3 lata spadła do około 0. To była klęska. Dlatego wyginęło około [? niepewne: 3-4] gatunków, w tym nielotne, czyli nieptasie dinozaury.
To ochłodzenie było spowodowane przede wszystkim przez pyły, które zostały podniesione pod wpływem tego uderzenia, tej gigantycznej eksplozji, która nastąpiła w okolicy dzisiejszego półwyspu Jukatan. Te pyły, które się podniosły, stopniowo opadały i one zawierały również rzadkie pierwiastki, które uderzenie meteorytu wyrzuciło w powietrze. Te rzadkie pierwiastki rozsiały się po całym świecie i zaległy w osadach geologicznych.
One dzisiaj stanowią taki marker, pozwalający geologom ustalić, kiedy nastąpiły te wydarzenia. One są widoczne w osadach jako warstwa dzieląca erę kenozoiczną, czyli naszą dzisiejszą erę ssaków, od tej dawniejszej ery mezozoicznej, czyli ery gadów, w tym dinozaurów. Te warstwy bardzo pięknie widać.
Piotr: To nie jest tak, że tylko jacyś tam superspecjaliści pod supermikroskopem widzą tę warstwę, ją po prostu widać.
Ola: Tak, ją widać i myśmy ją podziwiali któregoś razu w kamieniołomach w Bochotnicy pod Kazimierzem Dolnym. Te kamieniołomy pokazują, że tam są takie po prostu jasne osady, nagle się pojawia taka czarna, gruba kreska i pod nią znowu są jasne osady. Te skały są przedzielone jak tort, taką ciemną, nieprzyjemnie wyglądającą warstwą.
I to jest właśnie ten moment, w którym wyginęły nie ptasie, a dinozaury.
Piotr: Cały czas podkreślasz, że nie ptasie.
Ola: Tak, ale zaraz jeszcze wyjaśnię o co chodzi, bo tego dotyczy drugi news, o którym mam powiedzieć. No i w tej warstwie naukowcy zbadali zawartość izotopów rutenu. To jest jeden z tych pierwiastków rzadkich.
No i porównali tę zawartość z innymi osadami geologicznymi, które zostały w innych okresach dziejów Ziemi pozostawione przez inne meteoryty. Znaczy pozostawione, wzniecone. Zbadali resztki innych meteorytów również z Antarktydy.
One się tam bardzo ładnie w tym lodzie przechowały. No i ten meteoryt, który zrobił krater Chicxulub, no to on na pewno był planetoidą, a nie kometą. I to stwierdzono na podstawie tego, że wykryto, iż ten meteoryt zawierał relatywnie sporo, dużo węgla i udało się określić, że był on tak zwanym chondrytem węglistym.
No i miejsce, z którego pochodził, to jest obszar poza orbitą Jowisza. To są takie naprawdę już dalekie obszary Układu Słonecznego.
Piotr: Tak, bo najbliższy zestaw planetoidowy mamy zaraz za Marsem.
0:11:35 Jak wymieranie zmieniło genomy ptaków
Ola: Tak, między Marsem a Jowiszem. No i ja przypomnę, tak jak już wcześniej powiedziałam, że to było piąte wielkie wymieranie gatunków w ciągu ostatnich 541 mln lat, a teraz mamy szóste, niestety wywołane przez człowieka. To wydarzenie sprzed 66 mln lat sprawiło, że ginęły dinozaury, nie ptasie.
A te ptasie wręcz przeciwnie. One zyskały na znaczeniu i rozwinęły skrzydła, dosłownie. No i naukowcy przebadali ślady tej katastrofy, tego wielkiego wymierania w genomach ptaków, które są bezpośrednimi potomkami dinozaurów ptasich, tych, które katastrofę przetrwały.
No i w ich genomach naukowcy odkryli zmiany spowodowane tym właśnie procesem masowego wymierania i ono z jednej strony wywarło ogromną presję na tę grupę zwierząt, z drugiej strony pozwoliło im się zdywersyfikować. Stały się niezwykle zróżnicowaną klasą zwierząt i obecnie mamy około 10 tys. gatunków ptaków i one są bardzo zróżnicowane wielkością i są różnie wyspecjalizowane.
No i badając to DNA żyjących obecnie ptaków, naukowcy wykryli zmiany we wzorcach sekwencji genetycznych, które nastąpiły dokładnie w okresie od 3 do 5 milionów lat bezpośrednio po uderzeniu tej planetoidy, które nastąpiło 66 milionów lat temu.
Piotr: Czyli taki moment najintensywniejszej ewolucji, rozumiem? Zmian ewolucyjnych.
Ola: Tak, kiedy się nowe możliwości pojawiły.
Tak i chodzi tutaj o zasady wchodzące w skład nukleotydów, które są podstawowymi elementami budulcowymi DNA. Zmiany w ich obrębie powodują istotne zmiany w ogóle w rozwoju gatunków i te właśnie zmiany zaobserwowali naukowcy, no właśnie badając genomy ptaków, ich skład, skład DNA, który jak początkowo sądzono nie mógł ulec zmianie, a okazało się, że jest wręcz przeciwnie. No i udało się właśnie zweryfikować to założenie.
No i co ten moment tej wielkiej katastrofy sprzed 66 milionów lat wywołał w genomach ptaków? Otóż wpłynęło to na trzy bardzo ważne cechy. Po pierwsze, na wielkość dorosłych ptaków, dorosłych osobników, ptaki stały się znacznie mniejsze od ptasich dinozaurów w wieku dorosłym.
I to pozwoliło im się zróżnicować i przetrwać. One nie potrzebowały aż takich zasobów pożywienia, jakich wymagały większe dinozaury. Poza tym zmienił się metabolizm u tych ptasich dinozaurów, który też się bardziej przystosował do tych niekorzystnych warunków.
No i zmienił się i to dramatycznie rozwój ptaków na etapie pisklęcia. U ptaków pisklęta wypluwają się z jaj jako mniejsze, słabsze i pozbawione piór. No i przeważnie wymagają okresu intensywnej opieki rodzicielskiej, chociaż oczywiście są wyjątki.
No i tutaj ważna uwaga, że istnieją ptaki, które nie potrzebują tej intensywnej opieki. A dowody na pochodzenie tej właśnie cechy można znaleźć u ptasich dinozaurów. Czyli to jest bezpośredni spadek po tych przodkach, którzy przetrwali.
One się zróżnicowały, ale nie wszystkie przejęły te nowe właściwości, czyli właśnie bezbronność.
Piotr: Kury bliżej do ptasich.
Ola: Jest im bliżej do ptasich dinozaurów. Patrzcie na kury z szacunkiem. Absolutnie.
Kury to są takie nasze współczesne dinozaury. To są niezwykle ważne cechy biologii ptaków, które właśnie zostały zdefiniowane przez te zmiany w genomie, wywołane wskutek tej presji podczas wielkiego wymierania, podczas tej globalnej katastrofy. No cóż.
To tak naprawdę są pierwsze badania, które potwierdzają to, w jak wielkim stopniu takie zjawiska, jak wielkie wymierania, czy po prostu taka presja środowiska, bezpośrednio się przekłada na genomy zwierząt, genomy różnych gatunków.
Piotr: Fajnie, że się w ogóle da tak grzebać, bo to jest też stosunkowo nowa ludzka umiejętność, że jesteśmy w stanie się cofać w genomie, śledzić te zmiany na podstawie jakiegoś różnicowania, tworzyć to całe drzewo i to drzewo pozycjonować w czasie. I to tak precyzyjnie i tak wiele milionów lat temu. To jest dla mnie dość niesamowite.
Jakby rozumiem teoretycznie jak to działa, jak się w to wczytam, ale świetne to jest.
Ola: Tak, to jest fantastyczne i tutaj też mam nadzieję, że tak samo dokładne badania, no właśnie może źle powiedziałam, że mam nadzieję, myślę, że warto zajrzeć do opracowań dotyczących ssaków, no bo przecież ssaki w epoce dinozaurów to były maleńkie zwierzątka, bardziej szczuropodobne.
Piotr: Ssaki z kolei nam urosły.
Ola: Ssaki urosły, tak i tutaj też się dokonały zasadnicze zmiany pod wpływem tej presji katastrofy globalnej.
Piotr: Zniknięcia z kolei też presji ze strony dinozaurów.
Ola: No to jest bardzo ciekawe. Fajna to jest opowieść.
0:17:38 Rekordowa ulewa nad Warszawą
Piotr: Ja myślę, że w ogóle można by kiedyś zrobić taki odcinek, w którym byśmy troszeczkę więcej powiedzieli o tym właśnie cofaniu się historycznie. Dajcie znać, jakby ktoś miał ochotę na taki temat, to może gdzieś tam w komentarzu. Przypominamy, że komentarze bardzo dobrze, teraz ja to do upadłego przypominam, ale to fajnie działa na Spotify'u, więc kto nas na Spotify'u słucha, kto jest zainteresowany tematem cofania się w czasie przy pomocy DNA, to bardzo chętnie dajcie znać, możemy się tym zająć.
Dobrze, to w takim razie przeskakujemy do tematu, no to chronologicznie poszliśmy. Najpierw to pierwsze wydarzenie, teraz to takie trochę bardziej aktualne. To jest trochę tak, że my staramy się zwykle nie dawać takich tematów, które jak będziecie tego podcastu słuchali, nie wiem, my go nagrywamy 20 sierpnia 2024 roku, jak będziecie słuchali za rok, miesiąc, tydzień czy ileś tam, to żeby te tematy nie były nieaktualne.
Więc ten temat wywodzi się z aktualności bardzo aktualnej, ale jednocześnie jest dość uniwersalny. Chodzi mianowicie o to, że przez całą Polskę przewalał się wczoraj, czyli w poniedziałek, czyli 19 sierpnia, taki front deszczowy, znaczy szła masa zimnego powietrza, zwykle na styku ciepłego i zimnego tam się tworzyły chmury deszczowe, padało, padało, przechodziło przez Polskę raz lepiej, raz gorzej. Natomiast rzeczywiście wydarzyło się coś dość szczególnego, mianowicie tuż przed Warszawą, mówię przed, bo zwykle ten kierunek taki naturalny to jest tak z zachodu na wschód, więc po zachodniej stronie Warszawy zaczęły się dziać rzeczy interesujące i efektem tych interesujących rzeczy były absolutnie rekordowe opady w Warszawie.
Warszawę zalało, nie pierwszy raz oczywiście i na pewno nie ostatni, ale tu było ciekawiej niż zwykle, bo mieliśmy dwie fale deszczu. Po pierwsze, pierwszej doświadczyliśmy sami, bo akurat jechaliśmy na spotkanie i lało po prostu jak z cebra. To była taka typowa burzowa komórka, która zrzuciła w krótkim czasie dużo wody.
Były takie miejscowe podtopienia, zalania ulic i tak dalej. Tam gdzieś bardzo wolniutko przejeżdżaliśmy, bo już z doświadczenia wiemy, że takie zalane ulice cudownie wypłukują nam tablice rejestracyjne. Potem w każdej takiej dużej kałuży leży tych tablic cały [? niepewne: na ręczach].
Ola: Albo stoją poustawiane pod płotami.
Piotr: Dokładnie, więc no wiedząc o tym jechaliśmy wolno, ostrożnie i tak dalej. I to było około 14 luneło, zalało, przestało i nie wiem, tam dwie godziny później czy coś już w większości tych miejsc te podtopienia zniknęły, woda odpłynęła. No i okej.
Ucieszyliśmy się, że podlało. Chociaż takie podlewanie to nie jest najlepszy sposób podlewania, bo ta woda dość szybko spływa. Natomiast to, co się wydarzyło później jest znacznie ciekawsze.
Otóż niby część tego frontu przeszła, ale okazało się, że on zafalował i część znowu została. I teraz ta część, która została, ta strefa opadów od zachodu Warszawy nagle bardzo wyhamowała. To znaczy można powiedzieć, że została zablokowana.
To wynikało z tego, że nad Bałtykiem i nad Rosją, Ukrainą w tych obszarach były dwa wyże. Te wyże spowodowały takie, można powiedzieć, przytkanie, przyblokowanie tej niżowej warstwy chłodnego powietrza idącej z zachodu. I cały ten front bardzo zwolnił.
Normalnie przeszłoby to nad Warszawą pewnie w ciągu godziny, dajmy na to. Natomiast tu wydarzyło się coś szczególnego i ta strefa opadów to nie były superintensywne opady. To nie była taka ulewa pieruńska jak o tej 14 mniej więcej, ale gdzieś tam koło jakiejś 19-20 bardziej zaczęło padać.
I jak zaczęło, tak skończyło właściwie rano, koło 6-7.
Ola: Tak, to właściwie stało nad nami i ten intensywny, równy, rzęsisty deszcz po prostu padał, padał, padał. Nam zaczął dom przeciekać. Być może wy też jakoś to odczuliście.
No i to było takie trochę nietypowe, bo najpierw był okres takiej naprawdę już intensywnej suszy, no i po czym taki deszcz przyszedł, który jedyne z czym mi się w tym momencie skojarzyło, to takie opady monsunowe.
Piotr: Trochę tak, zwłaszcza, że długo lało. Te najintensywniejsze opady to było od 21 do mniej więcej 2 w nocy i rzeczywiście tego dnia pobito w Warszawie wszelkie rekordy. Takim super rekordem była stacja pogodowa na warszawskich Bielanach, która zanotowała 119,4 mm opadu.
Ja wiem, że to brzmi tak z czapki, ale można powiedzieć, że to jest 1 mm to jest 1 litr na metr kwadratowy, czyli innymi słowy prawie 120 litrów na metr kwadratowy. Wyobraźcie sobie, metr na metr i teraz 120 litrów to jest na przykład 12 wiader.
Ola: Albo można to sobie wyobrazić na podstawie właśnie, nie duża, bo duża ma 180 litrów, no to taka średnio napełniona duża wanna.
Piotr: Na metr kwadratowy, to wyobraźcie sobie to jakby tak wasza, nie wiem, macie wannę, ale możecie sobie wyobrazić łazienkę i wannę. Łazienka ma zwykle kilka metrów kwadratowych, chyba, że ktoś na bogato ma większą, to trzeba by na tych kilka metrów kwadratowych wylać kilka wanien i to daje nam jakieś takie pojęcie mniej więcej o tym, co się tam wydarzyło. Dodajmy, że to był absolutny rekord, dlatego, że poprzedni rekord na Bielanach wynosił 69 mm, a tu mamy prawie 120.
Ola: Czyli to jest 12 cm, tak? Tak, to jest jakby taka warstwa wody, która przykryła wszystko równo, wyobraźcie to sobie.
Piotr: Tak, no to oczywiście nie jest tak, że ta woda tam spada i zostaje, bo to jednak nie jest łazienka.
Ola: No bo wsiąka, spływa i tak dalej, ale wyobraźcie sobie, że w ciągu krótkiego czasu tyle właśnie spada wszędzie, na danej powierzchni.
Piotr: Na lotnisku Chopina, tam są dłużej prowadzone pomiary, tam spadło około 93,8 mm, czyli prawie 94 litry na metr kwadratowy i teraz, żeby jakoś to do czegoś odnieść, to były opady z jednego dnia, natomiast średni, miesięczny opad deszczu w Warszawie w sierpniu wynosi około 65 mm, czyli jednego dnia spadło na Bielanach prawie dwa razy tyle, ile powinno w ciągu całego miesiąca spaść.
Ola: A ziemia, gleba była spieczona, wysuszona, wszystko było uklepane, można powiedzieć, i to jeszcze pogorszyło sytuację.
0:26:03 Zmiana klimatu i zapomniane rzeki pod miastem
Piotr: Dokładnie i to jest właśnie ten problem, bo z jednej strony można powiedzieć, właściwie normalna sytuacja, zdarzają się takie opady. Może nie aż tak intensywne, ale nie jest to jedyny przypadek, natomiast oczywiście i tutaj na pewno was nie zaskoczymy, istotny wpływ ma na to wszystko zmiana klimatu, znaczy ocieplanie się klimatu, przede wszystkim dlatego, że w ogóle zmiana klimatu powoduje większą częstość takich gwałtownych zjawisk pogodowych jak to.
Ola: I ona, zmiana klimatu, zmienia wzorzec opadów z takiego regularnego, regularnej, średniej wielkości opady na rzadkie, a intensywne, które są poprzedzielane suszami intensywnymi.
Piotr: Dokładnie, w sierpniu w Warszawie, w okolicach Warszawy padało bardzo mało, było kilka dni takich super gorących, czyli takich powyżej 30 stopni. Było chyba do wczoraj, jak się nie mylę, 8 nocy tropikalnych, czyli takich, kiedy temperatura nie spadała poniżej 20 stopni w nocy. I to nie jest tylko kwestia samej wyspy ciepła, tak wiadomo, że miasta się nagrzewają bardziej.
My mieszkamy pod Warszawą, u nas tu jest, nie ma się za bardzo co nagrzewać, znaczy jest dużo zielonego i dużo ziemi i nadal było powyżej 20 stopni, więc to nie jest normalna sytuacja na typowy sierpień. No i dodatkowo też trzeba pamiętać o tym, że w ogóle wzrost temperatury powietrza powoduje, że w tym powietrzu mieści się więcej pary wodnej, więcej wilgoci. Takie przeliczenie, które jest wzięte z tekstu z NASA, oczywiście znajdziecie link w opisie, mówi, że wzrost temperatury o 1 stopień Celsjusza oznacza, że w atmosferze mieści się o 7% więcej pary wodnej.
To jest jakiś taki punkt odniesienia, a z kolei skąd to ocieplenie u nas? To jest gorące powietrze zwrotnikowe, które napływało z południa, a też napływało w wyniku tych zmian klimatycznych, które między innymi zaburzają i rozrywają prąd strumieniowy, który o tej porze roku mniej, ale generalnie izoluje te strefy klimatyczne bardziej. Więc to, co się dzieje, gdyby to było jednorazowe wydarzenie, to byśmy powiedzieli, że dało czadu, natomiast jest to cykl dłuższych zmian i bardzo wyraźnie widać, co tu się dzieje.
Zalało. W wielu miejscach były podtopienia. Oczywiście natychmiast się odezwały, nie ukrywamy, że motywowane politycznymi chęciami i niechęciami głosy, co to kto dobrze robi, a co to kto źle.
Prawda jest taka, że nie sposób całkowicie zabezpieczyć miasta przed tego typu opadami tak wysokimi. Oczywiście to nie znaczy, że nie należy nic robić, bo należy mnóstwo robić, zresztą Warszawa robi. Warszawa w tej chwili buduje m.in. kolektory burzowe i coś tam robi, chociaż oczywiście nie wszędzie jest to tak, jak być powinno. Tu się jeszcze nakłada jedna rzecz. To są takie zaniedbania, które, można powiedzieć, historycznie przekraczają czasy rządów tego czy tamtego. To jest kwestia tego, że przez Warszawę płynęło sporo małych rzeczek, które sobie spływały do Wisły i w miarę jak się miasto rozwijało, coś się z nimi działo.
Niektóre z nich jakoś tam zasypywano dawno temu, a niektóre z nich nadal istnieją, tylko nie nazywamy ich rzekami. Na przykład jest słynny Potok Służewiecki, który jest niczym innym jak dawną rzeką Sadurką, która została jakoś tam uregulowana i uporządkowana, ale jest to nadal rzeczka.
Ola: Te rzeczki zostały pozamykane w wąskich kanałach albo pod ziemią, albo zostały tak wyprostowane, że nie mają szansy meandrować i się spokojnie rozlewać.
Piotr: Takich to już prawie nie ma poza tym Potokiem Służewieckim. Jeszcze jest jedna [? niepewne: drna] przy Cytadeli.
Ola: Tak, i one po prostu w momencie, kiedy dostają za dużo wody, szaleją i zamieniają się w prawdziwe rzeki.
Piotr: Tak, i na przykład słynne zalewanie nieustające trasy S8 to jest wpływ rzeki Rudawki, która wciąż płynie podziemnymi kanałami do Wisły, chociaż te kanały są za małe. Tam też były rozlewiska tej rzeki, właśnie w tym rejonie, gdzie w tej chwili zalewa nieustająco te tunele, czy raczej obniżenia trasy S8. Jak sobie napiszecie, nie wiem, zalana trasa S8, niezależnie od tego, z jakiej części Polski czy świata jesteście, to na pewno znajdziecie całe mnóstwo zdjęć aktualnych i nieaktualnych.
Tam ludzie potrafią kajakami pływać i różnymi innymi [? niepewne: słupami]. W związku z czym to jest rzeczywiście miejsce, w którym była rzeka, były rozlewiska, zbudowano tam trasę, osuszono to, ale nie tak łatwo wygrać z przyrodą i po prostu wybija przy każdej okazji. To są efekty tego.
Oczywiście, tak jak powiedziałem, miasto coś tam z tym robi, raz lepiej, raz gorzej. Może to będzie kolejna motywacja, żeby więcej zrobić, ale też warto pomyśleć o tym, że my sami lokalnie w wielu miejscach też coś możemy robić. Najlepiej jest jednak unikać tego, żeby woda spływała błyskawicznie na ulicę i do odpływów do studzienek, bo studzienki nie dadzą rady.
Nie przy tak intensywnych deszczach. To musiałyby być takie kanały, jak są np. w Singapurze, gdzie są po prostu… Były, nie wiem jak to w tej chwili wygląda, byłem tam dość dawno, bo 20 lat temu z okładem, ale wtedy to były takie potężne, betonowe, odsłonięte kanały, które stały zupełnie puste. To wyglądało dość kuriozalnie, bo tam nic z nimi nie płynęło. Do czasu, aż właśnie spadł klasyczny równikowy deszcz.
Ola: Ale również kanały takie istnieją w miastach Afryki Północnej, gdzie powstają rzeki okresowe podczas pory deszczowej. Myśmy w odcinku naszego podcastu, numer 48, odcinek 48…
Piotr: O co to ponumerował?
Ola: No właśnie, z jakiego powodu? Odcinek dotyczył powodzi błyskawicznych. Mówiliśmy o tej powodzi, która dotknęła Dernę w ubiegłym roku.
W której ten kanał burzowy okazał się tak straszliwie niewydolny. To akurat nie był ten przypadek Warszawy, ale też pokazuje mechanizmy tworzenia się tych powodzi błyskawicznych. To jest nie tylko opowieść o Libii, ale też o Pakistanie, Niemczech no i powodzi w Makowie Podhalańskim.
Zapraszamy was, zachęcamy do wysłuchania 48. odcinka również.
0:33:31 Retencja wody i słowo na dziś
Piotr: Już kończąc historię warszawską, pewnie takie rzeczy się będą zdarzały. Pewnie jeszcze nie raz. Warto o tym wiedzieć.
Warto nie pchać się, jeżeli tylko jest taka możliwość, w te rejony, które są szczególnie podatne na zalewanie. Warto wcześniej pomyśleć o różnych takich rzeczach. Będzie tego coraz więcej i coraz częściej.
Ja wiem, że jest wciąż trochę ludzi, którzy mają zamknięte oczy i biegną z pochyloną głową i się co chwilę rozbijają o hasło zmiany klimatu i nie wierzą, że te zmiany klimatu są i tak dalej. Ale te zmiany klimatu im nadeptują na ogon i skaczą po głowie, więc naprawdę czas w nie uwierzyć.
Ola: Jeszcze jest jedna ważna rzecz. W momencie, kiedy spada gwałtowny deszcz po długotrwałej suszy, to ta woda, która jest tak błyskawicznie odprowadzana z miast, z terenów zielonych również, to ona jest marnowana, bo nie jest w stanie, po pierwsze, dodać wilgoci w obrębie miasta tak skutecznie. Nie jest w stanie nawodnić i upraw, i chociażby zieleni miejskiej, dlatego, że ona błyskawicznie spływa.
Przede wszystkim w tym myśleniu o naszej przyszłości, o przyszłości życia w miastach, oprócz w ogóle stworzenia wydolnych systemów odprowadzania wody, trzeba myśleć także, i to jest równie ważne, o tym, żeby tę wodę retencjonować, czyli gdzieś ją lokować, tak, żeby ona stała, rozlewała się, mogła parować, tworzyła mikroklimat, dawała nawilżenie powietrza lokalnie i pozwalała tej roślinności się rozwijać, bo w obecnych warunkach jedyne, co można zrobić, to marnować wodę wodociągową do tego, żeby podlewać ogródki, co się na gminie dzieje i co może się po prostu skończyć niewydolnością tego dostarczania wody.
Piotr: Pozwalamy wodzie spływać i odpływać, a potem mamy problem, bo wszystko schnie i generalnie musimy podlewać i tak dalej. Zamyka się kółko. Ja wiem, że o tym już było dużo razy mówione, ale czas najwyższy zacząć również o tym myśleć.
Dlatego powiedziałem, że mimo, że ten temat jest inspirowany wydarzeniem ostatniej nocy, to jest znacznie szerszy i na pewno będziemy jeszcze pewnie do tego wracali, no bo to się będzie działo cały czas.
Ola: I tutaj przychodzi moment na słowo dnia. I ja miałam oczywiście pokusę, żeby to był Chicxulub, ale nie zrobię wam tego. Tym razem słowo dnia, słowo na dziś wymyśla Piotrek.
Piotr: Więc słowem dnia będzie… Co by tu było? No dobra, nie wymyśliłem go wcześniej.
Poczekaj, daj mi szansę. Niech to będzie kolektor. Od kolektora burzowego.
Słowo dnia to kolektor. To cześć. Dzięki, hej.
Źródła
Brak URL-i w kolumnie "źródła (z opisu)" w indeksie – opis oficjalny odcinka zawiera wyłącznie linki promocyjne (Patronite, BuyCoffee.to, koszulki). W nagraniu Piotr powołuje się na przeliczenie "wzięte z tekstu z NASA" (bez podanego adresu), a Ola przywołuje badania opublikowane w czasopiśmie "Science" przez naukowców z Uniwersytetu w Kolonii – żadne z tych źródeł nie ma podanego URL-a w opisie odcinka ani w indeksie.
Źródła
Linki do badań, omówień
- science.org/doi/10.1126/science.adk4868
- science.org/doi/10.1126/sciadv.adp0114
- sciencealert.com/traces-of-dinosaur-catastrophe-found-in-genes…
- science.nasa.gov/earth/climate-change/steamy-relationships-how…
- wyborcza.pl/7,75400,31238601,skad-wziely-sie-rekordowe-po…
- windy.com
- facebook.com/InfoMeteoWarszawa
