Podcast Crazy Nauka · odc. 95

Nauka na czasie. Święty spokój, ale nie w Święta – dlaczego nas stresują?

17-12-2024 · 74 min · Nauka na czasie, Codzienne sprawy, Mózg i psychologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Bombki, światełka, magia, choinki, prezenty… Tylko dlaczego niemal 40 proc. ludzi odczuwa stres, kiedy zbliżają się Święta i dopada ich presja na wyczarowanie magicznej, rodzinnej atmosfery? Po angielsku to zjawisko ma nawet specjalną nazwę – Holiday Blues.
Opowiadamy o tym, co psychologia i socjologia mówią o przeżywaniu Świąt i przyjmowaniu ról społecznych, które czynią nas nieszczęśliwymi. Oraz o tym, co radzą specjaliści w kwestii tego, jak w te role nie wchodzić.

To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli z zasady lżejsza wersja naszego podcastu, w której z reguły omawiamy dwa wybrane naukowe doniesienia. Tym razem skupiliśmy się na jednym temacie, ale również bardzo aktualnym. Cykl ten publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Co sprawia, że święta stresują niemal 40% ludzi?

Ola: Dlaczego wydzieramy sobie żyły, szykując 12 wymyślnych potraw, w tym karpia, którego nikt nie chce jeść?

Piotr: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś skupiamy się na wszechogarniającej presji na wyczarowanie magicznych, rodzinnych, kolorowych świąt. To temat, który nas męczył już od wielu, wielu lat. No właśnie, dlaczego zachwyca, skoro nie zachwyca? Jak to w "Ferdydurke" Gombrowicza było, zachwycało zdecydowanie jako dzieci, byliśmy zachwyceni, a teraz jakoś tego zachwytu nie mogę się w sobie doszukać tak wiele. Utracona niewinność. A teraz głównie towarzyszy mi stres, chociaż pracuję nad tym, zmęczenie niestety, no i niekiedy wygórowane oczekiwania. I podejrzewam, nawet nie podejrzewam, wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Zresztą jest to tak popularne zjawisko, że po angielsku ma nawet swoją specjalną nazwę, Holiday Blues.

Piotr: Oni mają zawsze nazwy, tak jak mają na każdą pełnię jakąś dziwaczną nazwę.

Ola: Cyber Monday. Właśnie tak.

Piotr: Ale ponieważ jesteśmy wciąż podcastem popularnonaukowym, podejdziemy do tego popularnonaukowo i przyjrzymy się temu, co na ten temat ma do powiedzenia psychologia i socjologia, czyli tak naprawdę co mówi o przeżywaniu świąt, ale co bardzo ważne, o rolach społecznych, które przyjmujemy przy tej okazji i które mogą nas uczynić nieszczęśliwymi, a przynajmniej nie bardzo szczęśliwymi właśnie w tym szczególnym okresie.

Ola: Ja tylko wtrącę, że moja autodiagnoza wskazała, że łapię się przynajmniej do dwóch spośród tych czterech podstawowych ról świątecznych, które nas zamęczają.

Piotr: Dobrze, że coś dla mnie zostało. W każdym razie to jest odcinek z cyklu Nauka na czasie.

Ola: Czyli taka lżejsza wersja naszego podcastu, w której z reguły, bo niekoniecznie dziś, mówimy o dwóch wybranych newsach naukowych.

Piotr: Słynny wyjątek potwierdzający regułę.

Ola: A dziś jest odcinek aktualny, choć nie newsowy.

Piotr: Trochę go tak zrobiliśmy z myślą o tym, że po pierwsze specjalnie jest trochę wcześniej. Ja wiem, że w okresie świąt wszystkie świąteczne opowieści człowiekowi chodzą bokiem, ale mamy taki plan, że skoro publikujemy to we wtorek, czyli tydzień do Wigilii, to może chociaż jedna osoba z tych, którzy nas słuchają, będzie miała taki moment, że sobie coś zmieni, albo z czegoś zrezygnuje, albo coś inaczej ustawi i tej osobie będzie lepiej.

Ola: Przynajmniej odrobinę spowolni i zredukuje chociaż trochę poziom stresu, który wielu z nas towarzyszy w tym okresie. I przy okazji świąt chcemy wam wszystkim podziękować za to, że jesteście z nami.

Piotr: Bez okazji świąt też chcemy.

Ola: Szczególnie na te święta, bo one są takie magiczne. Dziękujemy, że jesteście z nami przez cały czas, że komentujecie, że szerujecie, że nas wspieracie. Zwłaszcza dziękujemy tym spośród was, którzy wspierają nas na Patronite oraz…

Piotr: Na BuyCoffee.to, tam można postawić jednorazowo kawę. Bardzo dziękujemy, bardzo zapraszamy, bardzo zachęcamy. I zanim zaczniemy, jeszcze jeden bardzo ważny komunikat.

Ola: Tak, na pewno nie słyszeliście o tym, ponieważ jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nieliczących się również.

0:04:32 Świąteczny pośpiech i konflikty przy wigilijnym stole

Ola: No bo wiadomo, do świąt docieramy, ocieramy.

Piotr: Ocieramy na doparach.

Ola: Jakie zabawne lapsusy mi się trafiają. I to nie jest przypadek, bo jestem tak wykończona przed tymi świętami jak właściwie co roku. To oczywiście u nas jest w dużej mierze winą cyklu naszej pracy, który nam się kumuluje w okolicach końca roku, w ostatnich dwóch, trzech miesiącach.

Piotr: W ostatnich latach to się przesunęło, bo kiedyś już gdzieś w połowie grudnia wyhamowywaliśmy, a teraz mamy wrażenie, że właśnie się rozpędzamy i obawiam się, że z pełną prędkością wbijemy się w świąteczną ścianę.

Ola: To jest trochę paradoks, bo jednocześnie się rozpędzamy i powłóczymy nogami, więc mamy dużą szansę się…

Piotr: Z wizualizmu sobie właśnie rozpędzamy się z powłóczeniem nogami.

Ola: No otóż tak, mamy szansę nawet nie tyle uderzyć w tę ścianę, co po prostu potknąć się o własną stopę. Oczywiście jak już kwestie zawodowe, powiedzmy to w cudzysłowie, zamkniemy, to rzucamy się w wir sprzątania, gotowania i robienia chaotycznych zakupów. A jak już przychodzi do tej wigilii, docieramy do tego okresu wkurzeni już na maksa, bo nie dość, że zmęczeni, że jest ciemno, jest zimno, to jeszcze zdążyliśmy pewnie pięć razy pokłócić się w ramach różnych domowych czynności, a przy stole też być może nie jest lepiej. I to już sięgam myślą szerzej do tych sytuacji przystołowych, kiedy jakiś zabawny, daleki krewny wpada na pomysł, żeby pytać nastoletnie dziewczęta, czy mają już chłopaka, albo co jeszcze gorsze, różne inne rzeczy pytać.

Piotr: Tak, a potem goście sobie idą.

Ola: Ale poczekaj, jeszcze nie zapominaj o rozmowach o polityce, kiedy wszyscy się kłócą i właściwie nie ma już takiej opcji, że wujek był zadowolony.

Piotr: Tak, to jest niezawodny sposób. Albo jeszcze jest druga metoda, czyli ponieważ wiadomo, że się pokłócą, jak zaczną mówić o polityce, to nie mówią o polityce, tylko właściwie nie bardzo jest już o czym gadać, bo już o pogodzie rozmawialiśmy i o tym, że wujek jakiś tam umarł i był wystawny pogrzeb, i właściwie na tym się skończyły tematy, i teraz nie możemy o niczym normalnym rozmawiać, dlatego że ten teren jest pełen min i innych niewybuchów.

Ola: No nie jest to proste, to jest takie lawirowanie rzeczywiście po polu minowym.

Piotr: A jak już zacząłem: potem goście sobie pójdą i zaczyna się dramatyczne pakowanie połowy żarcia, które zostało, do lodówki, a jeszcze jak oni wychodzą, to im upychamy, żeby wzięli.

Ola: A oni nie chcą.

Piotr: Oni nie chcą, bo mają swojego tyle samo albo więcej. W związku z czym zostajemy z gigantycznymi ilościami żarcia, i na przykład jest ten nieszczęsny karp, to wiadomo, jedni kochają, inni nie kochają, różnie bywa.

Ola: I wielu się czuje w obowiązku, że on powinien być na tym świątecznym stole, bo to jest taki element tradycji. I problem polega na tym, że nie dość, że nikt albo mało kto przy stole lubi tego karpia, to jeszcze sam wykonawca czy wykonawczyni po prostu go nie tyka.

Piotr: Tak, no i potem się zaczyna albo pakowanie, albo, co gorsze, po jakimś czasie wyrzucanie. Tu znalazłem statystyki, że, uwaga, najbardziej marnowaną świąteczną potrawą jest sałatka.

Ola: Ta jarzynowa?

Piotr: No chyba tak, bo innej nie ma przecież.

Ola: No nie, u nas się nigdy nie marnuje.

Piotr: U nas zjadamy, może tak. W każdym razie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o wyrzucanie świątecznych rzeczy, są dodatki do dań głównych, czyli makaron, ziemniaki, takie rzeczy.

Ola: No tak, bo już nikt nie ma żadnej pojemności na to, żeby wepchnąć jeszcze takie zapychacze.

Piotr: Zjedz mięsko, a ziemniaki zostaw. Właśnie. Warzywa wyrzucamy bardzo często. Pieczywo, no pieczywo, nic dziwnego, przecież trzeba mieć 12 bochenków chleba na święta, a potem z nich 11,5 wyrzucić, bo nikt nie miał siły jeść chleba. No i oczywiście mięso i słodycze, to są kolejne miejsca.

Ola: Ale niech tak, słodycze są na ostatnim miejscu.

Piotr: Słodycze, no bo wiadomo, że na słodycze są liczne badania, że jest dodatkowy żołądek. Ale pamiętasz, że były takie…

Ola: Oczywiście, to naukowo potwierdzone.

Piotr: Nie, ale serio mówię, że było, nie, że dodatkowy żołądek, ale było takie badanie, że słodycze dobrze wchodzą, mimo że już właściwie nie wchodzą.

Ola: No to ciekawe, musimy do tego zajrzeć.

Piotr: Tak, tak, tak, coś takiego było. Może wrócimy do tego po świętach.

Ola: Ale spójrzmy też na scenariusz opcjonalny, to znaczy, że nie my szykujemy te święta, tylko wizytujemy innych, czyli rodziców, teściów. I teraz pędzimy od jednych do drugich. Ci pierwsi narzekają, że tak wcześnie wychodzimy, i się dąsają, a ci drudzy, jak już przychodzimy, tacy zdyszani, z językiem do pasa i pełni wyrzutów sumienia, że wyszliśmy z poprzedniej wigilii, mówią nam z przekąsem, a co tak późno, wszyscy czekają.

Piotr: Tak jest.

Ola: Nie ruszyliśmy nic z jedzenia, a wszyscy głodni. I tak dodatkowo…

Piotr: Nie zapominają wujku, lub ewentualnie cioci.

Ola: Pytających o to, czy już masz chłopaka. No dobrze, my to już jesteśmy po tym etapie, ale jak najbardziej rozpoczynający dyskusję polityczną, po której tylko krew się leje.

Piotr: Tak, i my to wszystko przerabialiśmy, jak najbardziej. Może nie wszystko, ale sporą część z tych problemów przerabialiśmy. To oczywiście tutaj nie będziemy wam pokazywać w naszym życiu, bo po pierwsze nie chcemy, po drugie nic was to nie interesuje, a po trzecie myślę, że niektórzy mogliby się tutaj zgorszyć z oburzenia. Natomiast faktem jest, że w jakimś stopniu udało nam się od tego oderwać. Różne czynniki na to wpłynęły.

Ola: Dużym wysiłkiem, nakładem sił i środków, i dodajmy, że była w tym wszystkim również psychoterapia, oczywiście nie poświęcona tylko świętom, ale generalnie wikłaniu się w różne sytuacje.

Piotr: Jeżeli chodzi o to, to polecamy takie rozwiązanie, jeśli jest potrzeba, żaden wstyd, wręcz odwrotnie. Jednym z elementów istotnej zmiany wprowadzonej w naszym trybie wigilijnym jest to, że, uwaga, uwaga, prawie nie robimy jedzenia. Mówię prawie, bo trochę tego jest, i wybraliśmy takie rozwiązanie, które nie wszystkim tu u nas, ale większości odpowiada.

Ola: Powiedzmy, że to jest rozwiązanie, z którego jeszcze dwa lata temu śmiano się z nas całkiem otwarcie.

Piotr: Zaraz do tego jeszcze nawiążę, już mówię, o co chodzi. Od jakiegoś czasu na Wigilię po prostu zamawiamy sushi. Zanim ktoś się strasznie oburzy, że jesteśmy nowobogaccy i mamy dużo pieniędzy, które wywalamy nie wiadomo na co, to chciałem powiedzieć, że myśmy to sobie całkiem dobrze policzyli. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy zrobić naprawdę, nie mówię, że 12 potraw, ale klasycznie nakarmić tych kilka, sześć lub więcej osób, które u nas są, to kwota, którą wydajemy w sumie na to wszystko, na dodatki, na te główne dania, ciasta i tak dalej, śledziki i inne rzeczy, jest zazwyczaj większa niż to, co wydajemy na to sushi. Jeszcze jest taka zaleta, że sushi praktycznie w całości zjadamy. Troszeczkę może zostanie na następny dzień, ale wtedy już nie jest takie pyszne, choć też dojadamy.

Ola: Tak, ono dobrze schodzi.

Piotr: I to rzeczywiście działa. Mamy już mniej więcej wymierzoną ilość, więc jakkolwiek by to nie brzmiało ekstrawagancko, wcale nie wydajemy na to więcej pieniędzy niż wydawaliśmy na te wszystkie rozmaite pierdoły. Poza tym odpada nam koszmar zakupów przedświątecznych, tych, wiecie, gdzie wszyscy w sklepie się przedświątecznie nienawidzą.

Ola: Jeszcze do niedawna pływały ledwie żywe ryby w tych strasznych pojemnikach.

Piotr: Przez to wszystko: pycha się Mikołaj, pani z mikrofonem rzeszcząca w sklepie, jakie są promocje, oraz te urocze aniołki, które upychają tam jakieś opłatki czy coś innego. To wszystko, powiem szczerze, odpuściliśmy i nikt się nie obraził, i jest to dla nas duża ulga.

Ola: A o tym, że to nie tylko jest nasz pomysł, świadczy najlepiej to, co się stało w tym roku. Od dwóch, trzech lat zamawiamy sobie to sushi na spokojnie.

Piotr: Mamy takie sprawdzone miejsce.

Ola: Nawet nam się zdarzyło zamówić jakieś trzy dni przed Wigilią.

Piotr: Nie, trzy to nie, ale tak krótko.

Ola: A tymczasem okazało się wczoraj, że już nie ma slotów w kolejce po sushi do odebrania w Wigilię. Trzeba odebrać dzień wcześniej, bo już się skończyła lista.

Piotr: Tak, ponad tydzień przed Wigilią. Tylko my na ten pomysł wpadliśmy, i wiem, że nie wszyscy lubią sushi, ale pomyślcie nad takimi rozwiązaniami, o ile oczywiście ktoś czuje, że ten cały proceder z gotowaniem jest dla niego męczący, bo czasami nieoczywiste rozwiązania mają swoje zalety.

Ola: A potem będzie, że Stanisławscy to tylko sushi i ośmiorniczki.

Piotr: Dlatego mówię o tym wyliczeniu, że to wcale nie wychodzi drożej niż te wszystkie inne rzeczy. Poza tym warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy: my często nie przeliczamy na pieniądze naszego czasu i nerwów. O tym jeszcze będzie.

0:14:44 Statystyki stresu świątecznego i skąd się bierze presja

Ola: A teraz sięgnijmy po twarde dane, bo one całkiem jednoznacznie pokazują, że stres świąteczny jest zjawiskiem powszechnym. I tu uwaga, bo można powiedzieć, że badania, które będę przytaczać, są zbiasowane, czyli mówią jakąś prawdę częściową bądź całkowitą o społeczeństwie amerykańskim, bo właśnie w Stanach Zjednoczonych były prowadzone. Ale sądzę, obserwując to wokół siebie, i zresztą polscy psycholodzy też się na ten temat wypowiadają, że odsetek osób odczuwających stres w okresie okołoświątecznym jest u nas również bardzo wysoki. Podam dwa zestawy danych. Pierwsze, z 2006 roku, zebrane przez American Psychological Association, mówią o tym, że niemal 40% osób odczuwa podwyższony poziom stresu w okresie świątecznym, licząc od Święta Dziękczynienia do Nowego Roku. Kolejne dane, zebrane przez National Alliance of Mental Illness, organizację amerykańską, która w 2014 roku przebadała losową grupę Amerykanów, pokazały przede wszystkim, że ten stres nasila się zwłaszcza u osób z zaburzeniami zdrowia psychicznego, które już na wejściu mają gorszą sytuację: aż 64% z nich odczuwa pogorszenie swojego stanu w okresie świąt. Dodatkowo w całej badanej populacji 68% osób mierzy się z problemami finansowymi w okolicach świąt, 66% doświadcza samotności, 63% odczuwa zbyt dużą presję, 57% przyznaje się do nierealistycznych oczekiwań, a 55% osób wspomina szczęśliwsze czasy z młodości czy dzieciństwa, które w sposób drastyczny kontrastują z teraźniejszością.

Piotr: Co zresztą jest pewnym, myśmy o tym akurat chyba nie mówili, ale bardzo ciekawy jest ten mechanizm psychologiczny, który sprawia, że "kiedyś to były czasy", "kiedyś było lepiej". Teraz go nie będę omawiał, zostawimy to na inny raz, ale to dość prosty, dość nieoczywisty i niezwykle ciekawy mechanizm.

Ola: Było nas 11, mieszkaliśmy w jeziorze.

Piotr: Najlepsza pasta ever.

Ola: Spróbujemy teraz to rozebrać trochę na czynniki pierwsze, podpierając się tym, co mówią i piszą socjolodzy, psychiatrzy, psycholodzy. Wchodzimy w ten problem i zrelacjonujemy wam, co ci badacze wymyślili i co nam radzą w kontekście tego, jak nie dać się zwariować w okresie świątecznym.

Piotr: Zaczniemy od wątku, który jest chyba najbardziej oczywisty, więc nie będziemy się nad nim bardzo długo rozwodzili, ale to jest pewne, nie chcę użyć słowa "komercjalizacja", ale pewne ustandaryzowanie świąt.

Ola: I wyobrażenia o tych świętach, jakie one powinny być.

Piotr: Bo święta, wiadomo, pierwotnie były tylko religijne, dawno, dawno temu. Od dłuższego czasu do tej religijności doszedł też aspekt świętowania, nie chcę powiedzieć, że karnawału, bo to akurat nie jest karnawał, ale takiego wyluzowania. Wiąże się to między innymi z tym, że tradycyjnie święta poprzedzał post, więc to jest koniec tego postu, choć sama Wigilia wcale nie jest taka postna, tylko pozornie.

Ola: Co więcej, następuje przesilenie zimowe, co z kolei nawiązuje do jeszcze starszych zwyczajów, które właśnie z tym przesileniem zimowym były związane, czyli po prostu przestaje nam ubywać dnia i zaczyna ten dzień przyrastać. Bardzo na to czekam.

Piotr: W każdym razie to się zmieniło. Mamy cały napędzany bardzo intensywnie przez skuteczne systemy komercyjne szał zakupowy, potrawy i tak dalej, wszystko to, co trzeba zrobić: organizację i te wizyty świąteczne, które też bywają nie lada umorą, bo to jest kolejna rzecz, którą udało nam się wprowadzić, czyli to, że przynajmniej jeden z tych dni świątecznych po prostu leżymy i pachniemy.

Ola: Nie, jeszcze o tym nie mówiłam, ty uprzedzasz.

Piotr: Mówiłaś o Pijama Day, już powiedziałaś, tak mi się przynajmniej wydawało. Nie powiedziałaś? No to miałaś zamiar powiedzieć.

Ola: Tak, myślałam o tym, bo cały czas o tym myślę, od kilku miesięcy, lat.

Piotr: Więc to jest ten element, że oczywiście wizyta, już pomijając to, czy chcemy tę osobę odwiedzać czy nie, czy nasze dzieci chcą ją odwiedzać czy nie, jak to wszystko razem znosimy, trzeba się ładnie ubrać, ładnie uczesać i tak dalej. Do tego dochodzą media społecznościowe i niespołecznościowe, które serwują nam ten obraz idealny.

Ola: Jak w reklamie Apartu, jaka piękna i długa reklama, gdzie wszystko jest takie idealne, bombki tak ładnie świecą, ten śnieg tak pada. Jaki śnieg.

Piotr: Kto nie pamięta tej reklamy, link będzie w opisie.

Ola: I wszystko jest idealne, radosne, rodzinne, świąteczne, magiczne, a my w tym wszystkim wkurzeni, zarąbieni.

Piotr: Tak, my jesteśmy, znaczy nie tylko my, ale wiele osób, jako ci jedyni najgorsi, którzy nie dowieźli, a przecież u wszystkich innych jest tak dobrze.

Ola: Tak, i Makłowicz czaruje gdzieś po prostu w swoim…

Piotr: Z całym szacunkiem dla Makłowicza.

Ola: Absolutnie, chylimy czoła. Influencerzy, influencerki na swoich socialach mają tak piękne dekoracje, jakich my w życiu nie osiągniemy, i ogrody tak cudnie ustrojone.

Piotr: Mamy nakaz świętowania. To jest coś, co jest centralnie zarządzone. Spisek, wiadomo, rząd światowy i tak dalej.

Ola: Reptilianie.

Piotr: Reptilianie musimy świętować.

Ola: Do spisków odsyłamy do dwóch odcinków, które całkiem niedawno nagraliśmy.

Piotr: Poprzedniego i przedpoprzedniego. Bardzo dobrze się słuchają. Bardzo wam dziękujemy, że słuchacie i komentujecie. A my w tym wszystkim jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Prawda jest taka, że my nie kupiliśmy jeszcze prezentów, nie ubraliśmy choinki, więc w ogóle nie ma o czym mówić. Domu nie przystroiliśmy światełkami, a nawet jak wiało w poniedziałek i we wtorek, jak jasna cholera, to bardzo dużo różnych gałęzi nam tu pozrzucało.

Ola: Więc mamy jeszcze do tego nazrzucane w różnych miejscach zieleniny, i to takiej już zwiędłej. Generalnie nic nie zapowiada, żebyśmy mieli to wkrótce zrobić, bo do końca tygodnia, łącznie z sobotą, jesteśmy ugotowani. Ja zdradzę, że będę miała maraton prób mojego chóru, bo mamy koncert w sobotę, więc jak tylko skończymy pracę, będę mogła spędzać długie godziny na próbach. I to od razu mówię: wspaniałe, cudowne, natomiast…

Piotr: No tak, w całym zestawie gorzej. Więc nie zawsze tego świątecznego ducha czujemy. Niektórzy czują go bardziej, inni mniej. Nawet ci, co go bardziej czują, to czasami trochę im wychodzi bokiem. I tu właśnie przeskoczymy do tego wątku, który już był zapowiadany, czyli ról społecznych. To jest oparte, jak się nie mylę, na bardzo ciekawym tekście chyba z Psychology Today, link też znajdziecie w opisie. To jest oczywiście pewna umowa, nie jest to jednoznaczny wskaźnik, ale myślę, że ten materiał pozwoli dość dobrze podzielić osoby, które w kontekście świątecznym jakoś tam się odnajdują, na pewne grupy. Może czasami to jest zaszufladkowanie, ale takie odnalezienie się w jednej z tych grup pozwala też na trochę większą autorefleksję.

0:23:53 Role świąteczne: kontrolujący i wyobcowani

Ola: Zacznijmy od perfekcjonistów. Po angielsku zostało to nazwane controllers, czyli kontrolerzy, ale nie wiem…

Piotr: Kontrolujący.

Ola: Ja bym ich nazwała perfekcjonistami, bo to jednak jest ten rys osobowości. Oni mają bardzo precyzyjną wizję świąt, wyniesioną albo z dzieciństwa, albo z jakichś scenariuszy filmowych typu "Love Actually". My z lubością właściwie co roku oglądamy ten film, zresztą tradycyjnie już od kilku lat. I tam co chwila jest podkreślana ta magia świąt. To jest duże przewyżenie, no wiem, wiem, potrzeba świętowania z najbliższymi, ale ludzie, widząc to, mają potrzebę realizowania takiego scenariusza.

Piotr: Zawsze wskakuje 58 filmów świątecznych na wszystkich kanałach i platformach.

Ola: I ci perfekcjoniści, którzy mają i potrzebę, i zdolności organizacyjne, i taki zapał, żeby wziąć na siebie ciężar organizowania świąt. Co się z tym wiąże? Że wszystkie potrawy muszą spełniać określone standardy, że musi być określona liczba, oczywiście 12 plus ileś tam jeszcze przystawek. Że w świętowaniu powinny uczestniczyć bardzo konkretne osoby, które powinny stawić się w ściśle określonych konfiguracjach. Regułom podlega też to, jakie prezenty są rozdawane, i że nie powinien być przekazywany prezent poniżej pewnej kwoty. Oczywiście można się cieszyć, że ma się w bezpośredniej bliskości taką osobę, która wszystko zorganizuje i zdejmie z nas obowiązek myślenia o tym, co i jak ma wyglądać. Ale problem pojawia się wtedy, kiedy nie każdy ma ochotę wpisywać się w ten scenariusz. Jeżeli my na przykład mamy ochotę, nie wiem, jednego dnia świąt mieć pijama party, o którym już wspominałam, to ta osoba uznaje, że to absolutnie nie wpisuje się w scenariusz, bo święta trzeba wypełnić kolejnymi wizytami rodzinnymi, żeby te wizyty zajęły cały czas. I przez to wszystko, przez to planowanie i trochę przymuszanie innych do swojej wizji, święta organizowane przez kontrolujących tracą spontaniczność, a ludzie czują się trochę stłamszeni, przestają się cieszyć tak, jak mogliby.

Piotr: Wszystko jest poukładane.

Ola: Tak, bardziej przypomina to sytuację biznesową z harmonogramem, z zadaniami do spełnienia, z kartą do odbicia, żeby określoną liczbę godzin pobyć podczas takiej wizyty, nie mniej, nie więcej.

Piotr: Co, już wychodzicie?

Ola: No właśnie. I tak naprawdę według tych standardów istnieje jedyny właściwy przebieg świąt, a role zostają rozdysponowane. Jeżeli nie godzimy się na to, żeby wziąć na siebie przypisaną nam przez organizatora rolę, to może to być źródłem konfliktu. I problem polega na tym, że tak naprawdę nie do końca jest tak, jak sobie to wyobrażają perfekcjoniści, bo ani ich otoczenie nie jest szczęśliwe z powodu tego, że te święta są takie idealne, ani oni sami, bo czują się nadmiernie obciążeni, przytłoczeni, przeciążeni odpowiedzialnością. I ta presja się nasila, kiedy widzą wzorce dostępne w mediach, którym nie są w stanie sprostać, bo nasze życie to nie media społecznościowe, ha, ha, ha. Nie mów, że chyba twoje.

Piotr: No właśnie, moje zdecydowanie, twoje już tak.

Ola: No więc oczywiście fajnie jest traktować programy Roberta Makłowicza jako inspirację, ale niekoniecznie jako źródło do przekopiowania jeden do jednego, bo to, co dzieje się w studiu telewizyjnym, jest dramatycznie inną sytuacją niż ta, która dzieje się w życiu.

Piotr: Polecamy making-of i wszelkiego typu. Przeskakujemy do kolejnej grupy, zobaczymy, w której się odnajdziemy i odnajdziecie. To są wyobcowani, outsiders w oryginalnym tekście. To mogą być osoby samotne albo osoby, które niekoniecznie są samotne, ale nie uczestniczą w świętach z różnych względów, bo mają na przykład ograniczone zasoby, ograniczone możliwości, ograniczone kontakty. Bardzo często te święta spędzają albo same, albo tylko z jakimś ukochanym zwierzakiem, czasami spotykają się z inną osobą w podobnej sytuacji, czasami idą na spotkania organizowane właśnie dla takich samotnych ludzi. Jest to bardzo mocno odległe od wzorca świąt rodzinnych, wspaniałych, idealnych, integrujących. To też może być celowy wybór, bo są osoby, którym ta bieganina świąteczna i cała oprawa po prostu bardzo nie odpowiada z różnych względów, może być przeładowanie bodźcami, mogą to być osoby introwertyczne, albo takie, które uważają, że ten sposób świętowania jest z jakiegoś powodu zły i niewłaściwy. Warto też pamiętać, o czym w Polsce się praktycznie nie myślało do niedawna, że nie wszyscy są katolikami albo nie wszyscy wywodzą się z katolickiej, chrześcijańskiej tradycji, bo to katolicy obchodzą w tym czasie Boże Narodzenie. W prawosławiu w tej chwili to się też pozmieniało.

Ola: Ale też protestanci.

Piotr: Protestantów w Polsce mamy też. Głównie chodziło mi o to, że mamy bardzo dużo prawosławnych, akurat jest tak, że terminy świąt się bardzo pozmieniały, jeśli chodzi o ukraiński kościół. Ale pamiętajmy też o ludziach w otoczeniu, o których nie zawsze myślimy w ten sposób, a którzy albo w ogóle nie obchodzą świąt Bożego Narodzenia ze względów religijnych, bo im religia tego zakazuje, albo nakazuje coś innego, albo obchodzą w innym terminie, albo w inny sposób. W Polsce na przykład społeczność żydowska jest na tyle nieduża, że trudno tu mówić o jakimś dużym oddzieleniu, choć część tych ludzi decyduje się na pewną formę obchodów, jak nie Bożego Narodzenia, to czegoś zbliżonego. To jest dość skomplikowany układ świąteczno-towarzysko-rodzinny, bo wiemy, jak silna jest presja tego "Bożego Narodzenia dwudziestego piątego, dwudziestego szóstego", więc trudno oczekiwać, żeby dzieci, które chodzą do szkoły z dziećmi z tradycji katolickiej, jakoś się tu miały oddzielać. To jest bardzo złożone, ale warto pamiętać, że takie osoby są wśród nas. Wreszcie jest grupa osób, dla których święta są bolesne, bo zawsze spędzały je z kimś, kto już nie żyje, albo kto je opuścił, albo z innych względów. To grupa niezbyt widoczna, bo nie chce być widoczna, a my z kolei nie chcemy o niej myśleć, nie chcemy pamiętać, bo psuje nam to laurkowy obraz świąt. To właśnie są ci outsiderzy.

Ola: Teoretycznie, hipotetycznie, dla takich osób samotnych jest przeznaczony ten dodatkowy talerz, dodatkowe nakrycie na stole wigilijnym.

Piotr: Może lepiej, w kontekście tego, co się dzieje na wschodniej granicy i tak dalej, nie brnijmy w ten wątek, bo zrobi się smutno i drażliwie.

0:33:22 Role świąteczne: uwięzieni i przeciążeni

Ola: Przejdźmy do kolejnej roli społecznej. Po angielsku nazywa się ona trapped, czyli można powiedzieć: uwięzieni. To osoby, które są więźniami tradycji, to znaczy nie chcą uczestniczyć w wielu świątecznych aktywnościach, ale czują, że powinny, bo zmuszają je do tego okoliczności bliskiej im osoby, a ich obecność jest absolutnie obowiązkowa, zwłaszcza wtedy, kiedy w najbliższym otoczeniu mają perfekcjonistę bądź kontrolującego, który z całą pewnością wszystko dopilnuje, sprawdzi listę obecności i dopilnuje, żeby taka osoba uwięziona znalazła się przy stole. Można tu mówić o tym, że jak ktoś nie chce uczestniczyć w świątecznych aktywnościach z własnej woli, no przecież ludzie chcą być razem, ale do tego dochodzą różne okoliczności. Mamy przedświąteczne aktywności typu firmowy śledzik, przy czym zawsze to czułam, że skoro pracuję z tymi ludźmi, to po pierwsze nie przyjaźnię się z nimi, chociaż ze środowiska pracy mam przyjaźnie, ale widuję ich wystarczająco często, żeby nie chcieć się z nimi dodatkowo widzieć w jeden z wieczorów poprzedzających Wigilię.

Piotr: Bo ja na przykład miałem zawsze potwornego gula na takie imprezy korporacyjne. Jak pracowałem przez jakiś czas w korporacji, to było zawsze strasznie nieprawdziwe. Teraz mam jedną imprezę w roku i jest ona bardzo fajna, dlatego że jest właśnie bez wymuszenia. To znaczy, po pierwsze, nie jest źle widziane, jeśli ktoś nie przyjdzie, po drugie, nic się nie stanie, jak się ktoś spóźni, a po trzecie, atmosfera jest naprawdę fajna, i to jest bardzo niekorporacyjne, zupełnie inne. Więc żeby nie było, że wszystkie imprezy pracowe są jakoś do niczego, to bardzo zależy od środowiska w miejscu pracy, na ile jest ono napięte i toksyczne na co dzień i czy raz do roku nam odpuszcza, czy nie. To jest skomplikowane.

Ola: Otóż to. Ale zwróćcie uwagę, że nawet w okolicach świąt jest też taka wewnętrzna presja, żeby spotykać się być może częściej z przyjaciółmi. I wszystko fajnie, możemy się spotkać z przyjaciółmi przed świętami, ale w sytuacji, kiedy na przykład obie strony mają zawrót głowy, mieszkania w stanie rozsypki, jeszcze nieposprzątane, kiedy muszą, żeby kogoś przyjąć, odgruzować takie mieszkanie i jeszcze ugotować coś specjalnie z tej okazji, to nagle z przyjemności zamienia się w dodatkowy obowiązek. Więc chyba wskazana byłaby tu asertywność, to znaczy powiedzieć: dobrze, fajnie, uwielbiam was i uwielbiam się z wami spotykać, ale spotkajmy się w okresie pomiędzy świętami a Nowym Rokiem. To jest taki okres, taki worek, do którego się wszystko wrzuca: teraz nie mam czasu, zróbmy to między świętami a Nowym Rokiem. W tym czasie ludzie raczej nie planują sobie aktywności zawodowych, więc przesunięcie takiego spotkania byłoby krokiem odciążającym obie strony. I oczywiście dochodzą do tego spotkania rodzinne, o których już trochę powiedzieliśmy: spotykają się ludzie o bardzo różnych charakterach, niekiedy o różnym światopoglądzie, i ten światopogląd może naprawdę skrajnie się różnić.

Piotr: Mamy też moment taki, że z roku na rok polaryzacja społeczna jest coraz większa i coraz trudniej znaleźć wspólny, bezpieczny obszar do rozmowy.

Ola: I właśnie przed tymi świętami dochodzi stres, bo jak to będzie, o czym będziemy rozmawiali, a jak się zacznie temat tej partii, tamtej partii, i ktoś zacznie pomstować, to znowu skwasi się atmosfera. Zaraz powiemy, co psycholodzy radzą w takiej sytuacji, a jeszcze jedną sytuację wymienię, w której można zauważyć tych uwięzionych: ludzie, którzy są dorośli, ale na święta wciąż jeżdżą do swoich rodziców, a ci rodzice niekiedy mieszkają daleko, co wiąże się z koniecznością podróżowania. Zdarza się, jak u moich przyjaciół, że jedni rodzice mieszkają w jednym końcu Polski, drudzy w drugim, i wówczas robi się sprzeczność interesów, trwają przepychanki, kto w tym roku, kto pierwszy, a jeżeli dochodzą do tego jeszcze małe dzieci, to podróżowanie przez pół Polski z małym dzieckiem zimą jest zwyczajnie obciążające. Nawet jeżeli sami nie wykonujemy wszystkich prac kuchennych, nie sprzątamy, to i tak uwiera nas to, że będziemy latać jak koty z pęcherzem między jednymi a drugimi rodzicami.

Piotr: Jeszcze dochodzą do tego rodziny o bardziej złożonym, patchworkowym układzie, gdzie osób do odwiedzania jest coraz więcej. To skomplikowane.

Ola: To już chyba cztery pary dziadków.

Piotr: Tak, albo jeszcze więcej, różne są te układy, więc to rzeczywiście poważny problem. I teraz grupa chyba najpopularniejsza: przeciążeni, overcommitted. To oczywiście zależne od trybu pracy, ale w wielu branżach przed świętami jest spiętrzenie, nie we wszystkich, ale w bardzo wielu, z różnych względów, bo akurat wtedy wypalają się budżety, trzeba to ogarnąć.

Ola: Albo w gastronomii jest tak, że wszyscy urządzają śledziki w restauracjach, albo w handlu, gdzie wszyscy kupują wszystko.

Piotr: Ale też w finansach, gdzie trzeba przed końcem roku podomykać, powysyłać, poogarniać i tak dalej. Dużo jest takich rzeczy, i to jest po prostu czas, kiedy dopycha się do tych obowiązków, których jest już więcej w pracy, dochodzą obowiązki domowe, wszelkie zakupy. Do tego dochodzi obciążenie finansowe, bo niektórzy dostają jakieś dodatkowe pieniądze, chyba jeszcze wciąż są takie zwyczaje przed świętami, ale powiedzmy sobie szczerze, że to nie tak wiele zmienia.

Ola: Albo paczki świąteczne.

Piotr: No to tak, ale to raczej wiele nie zmieni. Trzeba pamiętać, że to jest czas, kiedy, i to pokazują badania, o czym jeszcze będziemy mówili, osoby, które mają problem na przykład z alkoholem, mają większą skłonność do nadużywania go, bo spotkania rodzinne.

Ola: Tak, ze mną się nie napijesz, ten słynny tekst.

Piotr: Ale też alkohol jest sposobem na rozładowywanie tego stresu, i finansowego, i czasowego, więc to wszystko razem się splata. Ogromnym elementem jest wynikające z tego wszystkiego zaangażowanie emocjonalne, bo to jest i pozytywne z jednej strony, ale z drugiej strony w takich rodzinach, gdzie święta są stałym obciążeniem, gdzie stale jest handel tym, kto gdzie do kogo pierwszy, w jakim układzie, ten stres zaczyna się gdzieś, myślę, na początku listopada, gdzie pojawiają się pierwsze obciążenia związane z umawianiem się.

Ola: Dochodzi do tego, że jesteśmy oceniani: czy wystarczająco dużo przynieśliśmy ze sobą, jak idziemy do kogoś na Wigilię.

Piotr: A poza tym, czy możemy się też pochwalić sukcesami, takimi, jakimi się inni chwalą, nieważne, czy prawdziwymi, czy nieprawdziwymi. Tego jest bardzo dużo. Warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy: dla organizmu, przepraszam, jakby tu ktoś nam pufał w mikrofon, to nasza Fala, która pozdrawia wszystkich swoich fanów. Tak, to ja zrobię jej zdjęcie.

Ola: I żebyście mogli to obejrzeć.

Piotr: Tak, więc chciałem powiedzieć też, że sam fakt, że inaczej funkcjonujemy w tym czasie, to znaczy więcej czasu spędzamy na innych aktywnościach niż zwykle, zaburza nam się cykl snu, bo śpimy dłużej, co też wcale niekoniecznie zawsze jest dobre, jeżeli wychodzimy z jakiegoś rytmu. Zmienia się nam tryb jedzenia. To wszystko są rzeczy, które zmieniają organizm, i to dokłada się bardzo do tego przeciążenia, jest dodatkowym, często bardzo nieuświadomionym elementem pogłębiającym ten stres.

0:45:25 Jak sobie poradzić: listy, priorytety i dzielenie obowiązków

Ola: Co z tym wszystkim zrobić? Zrobić listę. Tutaj jestem po prostu absolutną fanką wszelkich list zadań. Lubię je, dlatego że pozwalają mi zrzucić z głowy niepokój, czy aby o czymś nie zapomniałam. To jest pierwsza rzecz. Warto przez jeden, dwa, trzy dni pospisywać sobie te czynności, które mają nas szczęśliwie i bezboleśnie doprowadzić do świąt, które musimy wykonać, być może powinniśmy wykonać, albo mamy taki pomysł, że je zrobimy. I kiedy to już zostanie zapisane, porządkujemy: dzielimy te pozycje na takie, które musimy absolutnie wypełnić, a resztę wyrzucamy.

Piotr: Po prostu, jak bardzo by to nie brzmiało radykalnie.

Ola: Jeżeli możemy coś pominąć, pomińmy to dla własnego, dobrze pojętego dobra. Aktywności, które rzeczywiście mają nas ukonstytuować w tych świętach, powinny zyskać priorytet. Możemy darować sobie wielką imprezę w firmie, wyjść z niej po godzinie, po symbolicznym…

Piotr: Tak, żeby nie było, że się nie pojawiliśmy.

Ola: …po to, żeby na przykład pobyć z przyjaciółmi, z bliskimi, albo spotkać się z nimi już po świętach, kiedy to spotkanie, to bycie ze sobą, świętowanie nie będzie już taką ogromną presją. I teraz warto sobie na podstawie tej listy ułożyć konkretne kroki i powpisywać je do kalendarza.

Piotr: Co, kiedy robimy. Wiemy, że to wszystko wymaga też chwili, ale gwarantujemy, że to jest dobrze zainwestowana chwila. Można to zrobić, nie wiem, jak reszta poszła spać, albo zamknąć się w toalecie z telefonem, podyktować czatowi GPT, co chcemy. Może lepiej nie gadajmy do czatu GPT, skupmy się na esencji.

Ola: Dobrze, dobrze, odwołuję.

Piotr: Nie, po prostu chodzi mi o to, że nawet jeżeli zrobienie tej listy, a potem jej uporządkowanie, to jest 15, 20 minut czy pół godziny, to jest czas, który nam później dobrze zaprocentuje.

Ola: No tak, co można uporządkować na takiej liście? Co i dla kogo kupić jako prezenty. Pewnie wy już macie to za sobą, a my oczywiście nie, jak już wspomnieliśmy. Kiedy kupić choinkę, kiedy uporządkować mieszkanie, kiedy zapakować prezenty. Dwie godziny roboty to naprawdę nie w kij dmuchał, bo jak się człowiek za późno zorientuje, nie powiem skąd to wiem, to potem ledwo zdąży, albo nie zdąży na Wigilię.

Piotr: Ale tu jedną rzecz chciałem odmienić: żeby przy tym wszystkim nie stać się, jak to tam było, straszliwym kontrolującym. Tak, żeby po prostu mieć w głowie, że zaplanowanie innym czasu to wcale nie jest najlepsze wyjście, i jak już sobie zaplanujemy, to uzgodnić działania z innymi.

Ola: Absolutnie tak. Warto zrobić po prostu spotkanie w gronie najbliższych, tych, którzy mieszkają razem z nami, i ustalić, co kto robi, w zależności od preferencji.

Piotr: Nie nakazać, tylko ustalić.

Ola: Bo są osoby, które nie chcą nic robić, no ale to wiadomo, żyjemy w społeczeństwie i czasem po prostu nierobienie niczego nie wchodzi w grę. Generalnie podzielić się obowiązkami, żeby nosiło to jakieś znamiona demokracji, podzielić to na kroki, wpisać w kalendarz i rozplanować tak, żeby nie robić wszystkiego w jednym dniu i nie umrzeć potem ze zmęczenia. To po pierwsze zdejmuje z nas poczucie przytłoczenia czy obawy, że o czym jeszcze zapomniałam i czego nie zrobiłam, pozwala poczuć, że mam jakąś kontrolę i że idę we właściwym kierunku, że jeszcze takie a takie kroki stoją przede mną. To ja uwielbiam, chyba Piotrek nie do końca mnie tutaj rozumie w tym moim uwielbieniu, ja kocham robić listy, choćby po to, żeby móc natychmiast wykreślić z niej to, co już zostało zrobione, odhaczyć. Czasami zrobię coś dodatkowego, więc jeszcze to dopisuję na końcu listy, tylko po to, żebym mogła to odhaczyć i poczuć, że już jestem do przodu z czymś, że jest już ileś rzeczy za mną i czegoś już dokonałam, bo to jest namacalny znak tego, że nie stoimy w miejscu, tylko coś robimy, popychamy ten wózeczek.

Piotr: Tylko dodam: żeby upraszczać różne działania, jest takie ładne angielskie określenie, good is good enough, czyli żeby nie przesadzać z pewnymi rzeczami. Jeżeli mamy dużo osób do ogarnięcia, to naprawdę jest pięknie, jeżeli każdy dostanie zindywidualizowany prezent, ale może nie zawsze jest to dla nas najlepsze. Dwa, że te prezenty czasami nie muszą mieć jakiejś materialnej wartości. Czasami takim wspaniałym prezentem może być karteczka, na której się napisze coś, ale nie "wesołych świąt", tylko coś naprawdę od serca. To jest też kwestia tego, żeby, o czym już mówiliśmy, uprościć tę organizację jedzeniową. To jest kwestia zastanowienia się, czy naprawdę musimy spędzić siedem godzin u [? niepewne: strienki], czy można na przykład zapowiedzieć [? niepewne: strience], że będziemy dwie godziny, a potem wychodzimy. I [? niepewne: strienka] wtedy będzie miała krzywą minę, i trudno, to [? niepewne: strienki] mina, a nie nasza. Po prostu są pewne elementy, które pozwalają na uproszczenie działań, i pewne elementy, które dobrze sobie wyznaczyć, czyli na przykład przyjąć, że spędzimy godzinę czytając, albo trzy godziny oglądając coś razem.

Ola: Właśnie, zaplanować sobie to.

Piotr: I nie traktować tego jako mało ważnych rzeczy, które spychamy na koniec.

Ola: Zaplanować sobie przyjemności, żeby nie było tak, że cały czas świąteczny będziemy mieli wypełniony tylko obowiązkami, galopem, tylko żeby zaplanować sobie odpoczynek. To może brzmieć paradoksalnie, ale takie nie jest, bo czasami jest tak, że jeżeli sobie czegoś nie zaplanujemy, nie wyznaczymy na to czasu, to zaczyna się takie galopowanie bez oglądania się za siebie.

Piotr: A potem rozbijanie się jeszcze.

Ola: A potem tak, rozbijanie się, albo potykanie o własne stopy. Warto położyć nacisk na to, żeby te czynności, które służą odpoczynkowi czy przyjemności, rzeczywiście znalazły się w tym naszym kalendarzyku.

0:52:41 Trudne rozmowy przy stole i efekt odbicia po świętach

Piotr: Tak, jest jeszcze kwestia tych słynnych relacji przy stole. To wątek, w którym akurat odwołujemy się do specjalistki, psycholożki z Uniwersytetu SWPS, dr Małgorzaty Godlewskiej.

Ola: I dr Godlewska napisała, link do źródła tej wypowiedzi znajdziecie w opisie, że skoro już wiemy, że mamy się spotkać z rodziną, z którą nie mamy bliższych związków emocjonalnych, i mogą padać te niewygodne pytania, o dziewczynę czy o poglądy polityczne, to dobrze jest się do tego przygotować psychicznie, wykonać takie symulacje umysłowe, czyli wymyślić możliwie dużo pytań, które mogą się pojawić z tamtej strony, i przygotować sobie na nie odpowiedzi. Bo prawdopodobnie te pytania zostaną zadane, a fajnie by było, żeby nas to nie zatchnęło z oburzenia, tylko żebyśmy z uśmiechem mieli jakąś celną riposte do zaoferowania.

Piotr: Tak, bo bez uśmiechu też takie są dobre. No więc to jest ten wątek przejścia przez święta.

Ola: Jeszcze warto przygotować sobie listę tematów, o których możemy sobie porozmawiać bezpiecznie przy rodzinnym stole.

Piotr: Pogoda. Karp to lepiej nie, bo się można pokłócić. O patyk, o patyki też się można pokłócić.

Ola: Może o jakimś filmie, może obejrzymy po prostu wspólnie film i potem podyskutujmy.

Piotr: Może się okazać, że w tym filmie są wątki i wszyscy sobie wydrapują oczy.

Ola: No dobrze, obijamy tematy polityczne, obijamy drążenie problemów rodzinnych, bo to zawsze wywołuje emocje.

Piotr: Wegetarianizm, szczepienia, politykę, zachowanie kierowców na drodze, orientację seksualną, tożsamość płciową. Co jeszcze możemy ominąć? I o czym wtedy rozmawiamy?

Ola: O pogodzie.

Piotr: A już o pogodzie było. No dobra, powiało grozą.

Ola: My naprawdę lubimy święta.

Piotr: Jaki rozpaczliwy krzyk. No dobrze, słuchajcie, to teraz o tak zwanym efekcie odbicia, rebound effect.

Ola: Bo święta, święta, i po świętach. Mamy dużo jedzenia, z tym wszystkim jesteśmy zmęczeni. I co?

Piotr: I teraz jest jeden ciekawy efekt. Jest taki mit, może gdzieś to się potwierdza, ale w badaniach, które przeglądaliśmy, to nie znalazło potwierdzenia. Mówi się, że liczba samobójstw rośnie w czasie świąt. Więc nie. To są konkretne badania, a właściwie taka metaanaliza, to nie są pojedyncze badania, to jest duży przegląd. I przepraszam, nasz słodki piesek dostaje małpiego rozumu, ponieważ pogoda jest taka, że nie był na długim spacerze.

Ola: Piotrka tutaj molestuje, już siedzi na kolanach, już próbowała lizać go po twarzy, kiedy mówił do mikrofonu. Nawet to prawie utrwaliło się na zdjęciu.

Piotr: Rozwłóczyła różne rzeczy po pokoju i wskakuje, żeby się nią zajmować. Musisz poczekać, słoneczko.

Ola: Efekt odbicia, wracamy.

Piotr: Problemy pojawiają się nie w czasie świąt, tylko zaraz po świętach, i tu autorzy tej metaanalizy badali takie kwestie, jak liczbę wizyt w psychiatrycznych oddziałach ratunkowych albo liczbę samobójstw i samookaleczeń.

Ola: Faktycznie wyszedł nam taki świąteczny temat.

Piotr: Tak to wygląda. Liczba takich przypadków spada w czasie świąt, można się zastanawiać, dlaczego, z różnych względów pewnie, natomiast rośnie po świętach, i to dość gwałtownie. To może być kwestia tłumienia emocji, to może być kwestia tego, że ludzie mają poczucie, że nie wypada w czasie świąt czegoś robić, to może być kwestia tego, co się nagromadziło albo co się usłyszało przy stole, to może być też kwestia powrotu do obowiązków, czyli bardzo dużych oczekiwań związanych ze świętami, z tą przerwą, że wreszcie będzie, a potem się okazuje, że, jak już Ola wspomniała, święta, święta i po świętach, i wracamy do rzeczywistości, do której wcale nie chcemy wrócić.

Ola: I jeszcze nie zapominaj o tym, o czym już wcześniej mówiłeś, że jest trochę ludzi, którym w czasie celebrowania świąt może się pogłębić, i powrót do równowagi po świętach dla takich osób też jest utrudniony.

Piotr: Dokładnie. I też jest trochę tak, że wiele osób może mieć poczucie, że w czasie świąt ktoś się nimi interesował, a po świętach już nie, bo w czasie świąt się spotykamy i dzwonimy do siebie z życzeniami, i mijają dwa dni, i wracamy do tej rzeczywistości, w której jest źle, jest nam po prostu źle. Więc to jest też pewna myśl, żebyśmy pamiętali, że może ważniejszy jest telefon dwa dni po świętach do jakiejś osoby, o której wiemy, że potrzebuje wsparcia, niż tylko telefon czy odwiedziny w czasie samych świąt. Nie mówię, żeby w czasie świąt tego nie robić, ale żeby to nie była jedyna okazja.

Ola: Jeszcze jedno: unikać postanowień noworocznych.

Piotr: No to jest tak.

Ola: To jest zasadnicza kwestia, bo to jest sprawa wygórowanych oczekiwań względem siebie, i w momencie, kiedy nie staje się na wysokości zadania, pojawia się poczucie porażki, przytłoczenia. Wielu ludzi zaczyna wręcz gardzić samym sobą, kiedy nie jest w stanie sprostać temu, co sobie po raz kolejny postanowiło. W związku z czym unikamy postanowień noworocznych, a jeżeli już musimy coś postanawiać, to na pewno nie w okolicach Nowego Roku, czy zaraz po świętach.

0:59:17 Co w świętach dobre: relacje, autonomia i wdzięczność

Piotr: No to był ten wątek właśnie po świętach. Natomiast jeszcze chwileczkę chcemy się zatrzymać na tym, co dobre w świętach.

Ola: Bo to nie jest tak, że my kompletnie dyskredytujemy te święta i uważamy, że są wyłącznie stresujące. Bo święta, jeżeli są dobrze przeżywane, mają naprawdę ogromny potencjał, żeby zrobić nam po prostu dobrze na serduszku. A to dlatego, że jesteśmy wtedy z ludźmi, jeżeli mamy taką możliwość, jesteśmy z bliskimi nam ludźmi, i relacje z tymi ludźmi sprawiają, że robi się nam po prostu lepiej.

Piotr: Tak, i tu jest bardzo ciekawa, w ogóle jest dużo bardzo konkretnych badań na temat tego, jak relacje z ludźmi wpływają na nas. Przypominam, że jesteśmy bardzo stadnymi zwierzętami, że niewiele mamy supermocy jako gatunek, a jedną z najsilniejszych, może nawet najsilniejszą, jest właśnie nasza szczególna umiejętność życia społecznego i wyciągania z tego korzyści. Była taka bardzo duża metaanaliza, oparta na badaniach, które objęły ponad 300 tysięcy osób, skupiająca się na tym, jak relacje społeczne wpływają na długość życia i w ogóle na szanse przeżycia. Wychodzi na to, że osoby, które mają silne relacje społeczne, mają o 50% większe szanse na przeżycie niż osoby o słabych więziach społecznych. I co ciekawe, ten efekt dotyczy wszystkich, nie jest zależny ani od wieku, ani od płci, ani nawet od stanu zdrowia uczestników badań. Nawet ci, którzy mają znacznie słabsze zdrowie, mają większe szanse na przeżycie, jeżeli mają mocne więzi społeczne.

Ola: Co więcej, mają szansę na wydłużenie życia w zdrowiu, tak?

Piotr: Tak, to również.

Ola: W większym, lepszym zdrowiu.

Piotr: Bo to jest zarówno kwestia redukcji stresu, jak i stanu fizycznego, psychicznego. Takie sieci wsparcia mogą mieć też wpływ w tych momentach, kiedy przychodzi coś złego, na wszelkie problemy, nie wiem, typu choroba czy inne trudności. I tu jest bardzo istotny wątek, który chcę podkreślić, chociaż dyskutowaliśmy z Olą, jak do tego podejść: to dotyczy dobrych relacji. Relacji, o tym, co to jest dobra relacja, za chwilę powiemy, ale chciałem tylko przypomnieć, że dobra relacja dotyczy osób nam bliskich. Teraz podkreślam, osoby bliskie to niekoniecznie musi być rodzina. To może być rodzina, ale sporo jest takich przypadków, kiedy znacznie bliższe są nam osoby spoza rodziny niż osoby z rodziny. I o tym warto pamiętać, że jest taka presja: uwaga, rodzina jest najważniejsza. Rodzina jest niewątpliwie bardzo ważna, w wielu sytuacjach jest najważniejsza, ale w wielu nie jest. I o tym też trzeba pamiętać, że są sytuacje, kiedy znacznie lepiej będziemy się czuli z przyjaciółmi czy innymi bliskimi nam osobami niż z osobami, z którymi łączy nas więź krwi. Sam fakt, że ktoś jest naszym krewnym czy powinowatym, nie sprawia, że to jest osoba, z którą mamy koniecznie obowiązek spędzać czas. Wiem, że to jest skomplikowane, ale pamiętajmy o tym, bo to jest taka konstatacja, która jest, zwłaszcza w naszym społeczeństwie, nieoczywista, czasem niemile widziana, a bardzo ważna i dla wielu osób uwalniająca. I tu w tym wszystkim pojawia się też ważny czynnik: jeżeli chcemy spojrzeć na to, co to jest dobra relacja, to wśród rzeczy, o których pewnie najrzadziej myślimy, jest element autonomii.

Ola: No tak, właśnie, że nie ma sytuacji takiej, że naszym przyjaciołom nie możemy czegoś odmówić, bo się obrażą, nie możemy odmówić rodzinie. Chodzi o to, żeby ta zdrowa relacja istniała i była naprawdę satysfakcjonująca dla obydwu stron. Nie może być sytuacji, w której nie możemy komuś powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie go odwiedzić, czy się spotkać wtedy a wtedy, czy pobyć dziesięć godzin zamiast dwóch. Chodzi o to, żeby utrzymać swoją autonomię, którą nazwałabym asertywnością, która jest dopuszczalna.

Piotr: To jest też kwestia, bo z przyjaciółmi to jeszcze jest pewnie łatwiej, myślę, że najtrudniej jest to zachować właśnie w bliskiej rodzinie.

Ola: Odczep się od mojej rodziny.

Piotr: Na przykład między małżonkami, ale też między rodzicami a dziećmi, dlatego że jest pewien kult pełnego oddania i poświęcenia się. I znowu badania pokazują, że osoby, które mają większe poczucie autonomii, są bardziej skłonne i bardziej gotowe do wspierania innych, a z kolei mają mniejsze tendencje do kontrolowania i narzucania swojego zdania. Osoby z większym poczuciem autonomii mają w ogóle głębsze relacje z innymi osobami. To jest ważne, dlatego że ta autonomia może chociażby polegać na tym, że zajmujemy się tym, czym chcemy, nie mówię, że cały czas, bo tu jest też element wspólnych aktywności, o którym za moment, ale ważne jest, żebyśmy mieli swój czas i żeby ten czas nie był wyrywany z gardła, i żeby druga osoba czy inne osoby w danej relacji dobrze wiedziały, że to jest również ich czas, że każdy może sobie w jakimś stopniu robić to, co chce, a nie wszystko na siłę i zgodnie.

Ola: O właśnie, teraz Fala przerywa nam nagrywanie, no w końcu samo się nie poszczeka, prawda?

Piotr: Tak, dobre szczekanie jest ważne.

Ola: Zwłaszcza jak się szczeka w towarzystwie, bo jak inni szczekają, to Fala też musi. U nas na ulicy jest całkiem sporo innych psów i wspólnie się szczeka znacznie lepiej niż oddzielnie. I to nas absolutnie łączy, jeśli chodzi o relacyjność z psami, bo my też tak mamy, że wspólne aktywności to jest coś, co nas zbliża do siebie i sprawia, że wydzielamy więcej endorfin i stajemy się sobie bliżsi. I nie chodzi tu o jakieś nie wiadomo jakie dokonania, czy jakieś wielkie wycieczki, wyprawy.

Piotr: Wspólna wyprawa dookoła świata.

Ola: Chodzi o drobne aktywności, na przykład wspólne wycieczki rowerowe, bardzo polecamy, z naszymi przyjaciółmi podjęliśmy cykl takich wycieczek w ostatnie wakacje.

Piotr: Ale wspólne maratony filmowe robiliśmy sobie też.

Ola: Wspólne maratony po wspólnych wycieczkach rowerowych. Tylko żeby to powtarzać, wracać do tego, mieć jakieś swoje celebracje. I żeby to nie było tak, że straszliwie zbieramy się na coś od wielkiego dzwonu. To jest coś, co od czasu do czasu, mniej lub bardziej regularnie, ze sobą robimy, bo to się kumuluje, jak jesteśmy częściej razem, a jeżeli od czasu do czasu zrobimy sobie jakiś wyskok, to w międzyczasie te relacje mogą się nam po prostu porozluźniać.

Piotr: Ja tylko dodam do tego, bo to znowu jest oparte na badaniach, jak zwykle, że dość istotnym elementem jest to, żeby to były aktywności, które sprawiają faktycznie przyjemność wszystkim stronom, i że lepsze, znowu odwołując się do autonomii, jest, jeżeli jedna osoba powie: słuchajcie, ja nie mam na to ochoty, to ja sobie w tym czasie pójdę poczytam, pogram, pospaceruję albo pośpię, a inni w tym czasie się nie obrażą, tylko będą mogli robić coś innego, co wspólnie ich będzie zajmowało. Na koniec jeszcze jeden element składający się na dobrą relację, znowu bardzo zaniedbywany: okazywanie uznania i wdzięczności, bo to się chyba jeszcze wywodzi ze szkoły. W szkole jest bardzo silne, że wszystkie błędy są podkreślone na czerwono, na koniec jest ocena, i nie dowiadujemy się o rzeczach dobrych, tylko o złych, to znaczy dobrze to jest standard, a wszystko, co złe, zostanie wyróżnione, podkreślone i wzmocnione.

Ola: To trochę tak, jak przynosimy szóstkę z minusem i pada jedyne pytanie: a dlaczego ten minus?

Piotr: Wiesz co, to już jest pewna patologia, ale chodzi mi o to, że jeżeli masz nawet wypracowanie, to podkreślone będą błędy, błąd składniowy, błąd taki, błąd owaki, i to jest okej, nie mówię, żeby nie podkreślać błędów, ale powinno być na koniec napisane, co jest dobrze, albo nawet zaznaczone w tym samym tekście, że to jest super sformułowanie, to było bardzo trafne, dobry przykład. Tego się nie robi, i to się potem przekłada też na życie, dlatego że okazuje się, że mamy bardzo silną tendencję do zdawkowego dziękowania i do zdecydowanego wyrażania krytyki. Jest to dla nas tak naturalne, że nawet koncepcja, że powinniśmy to robić inaczej, sama w sobie budzi sprzeciw, natomiast badania pokazują, że świadome wyrażanie uznania poprawia relacje, stabilizuje je i działa w obie strony.

Ola: Tylko nie takie uznanie: no wiesz, w sumie dobrze zrobiłaś tę sałatkę, ale gdybyś mnie jednak posoliła.

Piotr: Ale to nie jest uznanie, to nie jest wyrażanie uznania, absolutnie. Co ważne, to działa w obie strony, to znaczy i osoba chwalona, i osoba chwaląca uzyskują bardzo pozytywny efekt. Warto też przypomnieć, że fajnie działają różne drobne, materialne wyrazy wdzięczności, nie mówię, że dwa złote, ale jeżeli komuś czasami coś drobnego damy, to nie musi być absolutnie nic wartościowego, ale nawet bez konkretnego powodu, tylko po prostu z wdzięczności za to, że on jest i jaki jest, to jest rzecz, która bardzo, bardzo wzmacnia relacje. Oczywiście tych elementów budowania dobrej relacji jest dużo, ale to są elementy, które nie są oczywiste, tak jak chociażby to poczucie autonomii, które moim zdaniem jest bardzo niedoceniane.

Ola: To prawda.

Piotr: I bardzo często jest właśnie parcie w drugą stronę, na to, że oddaje się cały i w ogóle. To jest jedna z bardziej toksycznych rzeczy, jaką moim zdaniem można zrobić, bo prowadzi dość szybko do jakiegoś wypalenia, wyniszczenia, i na obie strony działa bardzo, bardzo źle.

Ola: Wtedy taka dobra relacja już staje się toksyną.

Piotr: Słuchajcie, jeszcze raz powiem, wiem, że pewnie część z was będzie miała takie poczucie, że o Jezu, przegadali godzinę z kawałkiem, o Jezu, gdzie tutaj fizyka i tak dalej.

Ola: Już nie sugeruj, co mają nasi słuchacze odczuwać.

Piotr: Nie, w sumie wiem, co ludzie będą myśleli. Jak wiecie, nie za często idziemy w taką stronę w tych odcinkach, natomiast mamy poczucie, że jeżeli chociaż jednej osobie to w jakimś stopniu pomoże trochę rozładować stres albo zmienić ten czas świątecznych przygotowań w coś mniej spinającego, to osiągnęliśmy sukces. A jeżeli będziecie mieli jakieś własne przemyślenia, to bardzo zachęcamy do komentowania. Komentować można na Spotify, komentować można na YouTubie, można do nas wysłać maila na podcast@crazynauka.pl i można komentować u nas w socialach, czyli na Facebooku i na Instagramie, gdzie Ola zawsze dzielnie wrzuca okładki, i tam pod tymi okładkami albo w innym miejscu można skomentować. Bardzo zachęcamy, bo z doświadczenia wiemy, że dzielenie się swoimi sposobami, patentami na przeżywanie jakichś rzeczy może po prostu być dla wielu osób pomocne i odkrywcze.

Ola: A jeżeli komuś z was coś pomoże, albo jeżeli macie ochotę wesprzeć naszą pracę, to zawsze możecie to zrobić przez Patronite albo przez BuyCoffee.

Piotr: Tak, zachęcamy do stawiania nam kawy na święta. Bardzo dziękujemy tym, którzy przy kawie coś nam miłego piszą, tam nie bardzo da się odpisać, ale my to wszystko czytamy i serce rośnie.

Ola: I tylko powiem, że te złote myśli, które tutaj wyraziliśmy co do tego, że trzeba odpocząć, że trzeba zredukować liczbę obowiązków, liczbę potraw, ilość pracy, i celebrować relacje z bliskimi i przyjaciółmi, w sensie z bliską rodziną i przyjaciółmi, to my wzięliśmy sobie do serca. Takie mamy plany, planujemy się również wyspać, pooglądać wspólnie filmy, pobyć z naszymi dziećmi w piżamach i posnuć się trochę po domu bez celu, poczytać książki, i to jest wszystko, czego wam również życzymy, żebyście znaleźli na to czas i nie zamęczyli się, docierając do świąt, tylko żebyście, korzystając po trosze z listy rzeczy niezbędnych do zrobienia, doczłapali tam w dobrym zdrowiu i nastroju.

Piotr: I właśnie z tym, o czym mówiliśmy, wiąże się nasze słowo na dziś, które brzmi… Odpocznij. No właśnie, i ostatnia rzecz: to nie jest nasz ostatni odcinek przed świętami.

Źródła

Linki do badań, omówień i dodatków

Taka piękna i długa reklama Apartu