Podcast Crazy Nauka · odc. 180

Nauka na czasie: co z huraganami na Atlantyku i dlaczego uczeni palą sztuczne zwoje papirusów?

29-09-2026 · 64 min

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Na Atlantyku, na którym o tej porze roku zwykle powstaje kilka huraganów, nie narodził się ani jeden. W tym samym czasie wschodni Pacyfik zdominowały aż trzy huragany najwyższej, piątej kategorii. Jednocześnie wielkie fale niszczą oba wybrzeża Ameryki Północnej. O co tu właściwie chodzi?Oraz opowieść o rewolucyjnym sposobie odczytywania zwojów papirusów, które zostały zwęglone podczas wybuchu Wezuwiusza w I n.e., a do ich rozszyfrowania konieczne było stworzenie własnego zwoju i spalenie go w piecu.

Przed Wami nowy odcinek Podcastu Crazy Nauka!

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego w sezonie bez ani jednego huraganu na Atlantyku wielkie fale niszczą domy na wybrzeżu tego oceanu?

Piotr: Jak wybuch Wezuwiusza ocalił bibliotekę pełną papirusów?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski. Witamy w podcaście Crazy Nauka, tym razem nagrywanym tak jak zwykle, czyli normalnie, nie w Olsztynie i w innych miejscach, tylko u nas z naszymi psami. Zobaczymy, co dzisiaj będą robiły.

Ola: I o dziwo nawet we wtorek.

Piotr: Nawet we wtorek.

Ola: Ostatnio nam się rozjeżdżało czasami.

Piotr: Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale.

Ola: A dziś opowiemy o dziwnej jesieni u brzegów Ameryki Północnej. Otóż z jednej strony na Atlantyku, na którym o tej porze roku zwykle powstaje albo powstało już kilka huraganów, no, tym razem nie utworzył się ani jeden. A w tym samym dokładnie czasie wschodni Pacyfik można powiedzieć, że ma tych huraganów nadmiar, bo powstały na nim już trzy huragany najwyższej, piątej kategorii. A jeszcze dodatkowo do tego obrazu mamy to, że na obu wybrzeżach Ameryki Północnej wielkie fale niszczą domy, niszczą wybrzeża, różne rzeczy spłukują. No, wytłumaczymy dzisiaj, o co tu właściwie chodzi.

Piotr: I będziemy jeszcze się przyglądali zwojom papirusów. Ja wiem, że to może nie budzi jakichś szalonych emocji na pierwszy rzut oka, ale to jest niezwykle ciekawa historia związana z Pompejami, Wezuwiuszem i tym, jak udało się odczytać praktycznie kompletnie spalone zwoje i jak się tą umiejętność w dość zaskakujący sposób doskonali.

Ola: I w tym miejscu przypominam, że jeżeli nie subskrybujecie jeszcze naszego podcastu, to jest dobry moment, aby to zrobić. No i oczywiście jak zawsze polecamy się z tym, żebyście mówili o nas swoim znajomym. To nam bardzo pomaga i tym wszystkim, którzy nas wspierają, czy to dobrym słowem, czy to polecajkami, czy to datkami na Patronite, czy wrzucaniem nam kilku złotych czy kilkunastu na kawę na Buycoffee.to. To wszystkim bardzo, bardzo dziękujemy.

Piotr: Tradycyjnie przypominam o Laboratorium Zbrodni, bo jak już zauważyliście zapewne, Sekcja Teorii Spiskowych odeszła do historii. Chociaż oczywiście nie znaczy to, że nie można jej nadal czytać, bo… znaczy, tfu, czytać, słuchać. Czytać to gorzej. Bo nadal tych całe mnóstwo odcinków, już nawet nie wiem, ile narobiliśmy, jest niestety bardzo aktualnych, więc polecamy to. A o tym, że już kolejna seria się zbliża wielkimi krokami…

Ola: Już mówiliśmy kilkukrotnie.

Piotr: To już mówiliśmy. Powiem tylko, że będziemy właśnie pojutrze nagrywali pierwsze dwa odcinki. Zobaczymy, jak nam pójdzie. Sami jesteśmy cali w nerwach. Może bez przesady, ale nieco podekscytowani.

Ola: I to jest też dobry moment, żeby przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: Oraz na tych nieliczących się też.

Ola: Już od kilkunastu dni dopadały mnie w różnych mediach społecznościowych albo właśnie to ani nie są media, ani społecznościowe. Dobrze, w różnych kanałach internetowych obrazki z Ameryki Północnej. Nie chodziło wyłącznie o Stany Zjednoczone, ale w ogóle o wybrzeże amerykańskie, zarówno dotyczące USA, jak i Kanady, Meksyku, gdzie się dzieją rzeczy dziwne i straszne. Mianowicie atakują oceany. I wybrzeże pod Nowym Jorkiem, w okolicach Nowego Jorku, nawiedził potężny sztorm. Powstała powódź. Ludzie pływali kajakami po ulicach między zatopionymi samochodami. W niektórych miejscach woda wezbrała najwyżej od czasów huraganu Sandy z 2012 roku.

Ola: No, działy się rzeczy straszne. Fale pożerały całe plaże, zmywały z nich piasek, no, domy się rozpadały i były spłukiwane do oceanu. A z kolei i to wschodnie wybrzeże. Nie mówię, że tylko w Nowym Jorku się działo, ale wschodnie wybrzeże, a z kolei na przeciwnym krańcu Ameryki Północnej, czyli na zachodnim wybrzeżu, przez cały wrzesień również działy się rzeczy dziwne. Otóż fale pojawiły się tak duże, że przelewały się przez wały przeciwsztormowe i znowuż spłukiwały domy między innymi w takich miejscach jak Malibu. Może wam znane z tego, że tam stoją liczne wille gwiazd. I świat obiegła łamiąca wiadomość, że dom Nicolasa Cage'a został nawet nie zmyty, tylko otworzyło się pod nim zapadlisko i został wchłonięty.

Ola: I no, wygląda to rzeczywiście dziwnie, makabrycznie. Na obu wybrzeżach ludzie są ewakuowani z różnych miejsc, które są bardziej zagrożone w danej chwili. No i tak jak spojrzeć na to, to się wydaje, że, no, podobne zjawiska odpowiadają za to, co tam się dzieje, tymczasem wcale nie. Wywołują je różne mechanizmy. Ja o nich właśnie chcę wam teraz powiedzieć. Zacznijmy od Atlantyku, bo to jest ocean nam bliższy. On w tym roku nie wytworzył żadnych huraganów. Zero. Null.

Piotr: To dziwne.

Ola: To jest bardzo dziwne.

0:06:01 Huraganów na Atlantyku brak

Piotr: Bo co roku były opowieści o tym, jak co tam kolejnego idzie na te Stany Zjednoczone i co ich tam zdmuchnęło, rozdmuchało i tak dalej, i tak dalej.

Ola: I to jest tak mega dziwne, że wszyscy są w szoku. Mamy 29 września i wciąż ani jednego huraganu. Było tylko sześć burz tropikalnych. To są takie zaczątki huraganów, które jednak nie wzmocniły się na tyle, żeby stać się tymi huraganami. Norma na tę porę roku wyliczona z lat 1991–2020, no, to jest do połowy września dziewięć burz tropikalnych, cztery huragany plus jeden huragan o kategorii trzeciej lub wyższej, co oznacza takiego potwora, który może niszczyć i zalewać.

Ola: Jeśli chodzi o takie wskaźniki, które opisują huragany, to jest wskaźnik ACE, który mówi o skumulowanej energii cyklonów. Dodajmy, że huragany to są cyklony tropikalne o określonej sile występujące na Atlantyku w strefie tropikalnej. No i ta skumulowana energia cyklonów – to jest wskaźnik, który łączy siłę i czas trwania wszystkich burz. No i Atlantyk tegoroczny uzbierał mniej więcej sześć procent tego wskaźnika. Tego, co zwykle o tej porze się dzieje.

Ola: No i to jest rekord od czasów, kiedy pojawiły się satelity obserwacyjne, czyli od mniej więcej 1966 roku. Najpóźniejszy pierwszy huragan pojawił się 11 września i to miało miejsce w roku 2002, 2013, czyli dwukrotnie. A teraz nic, prawda? To jest przedziwne. Przed erą satelitów odnotowano już podobno takie zjawiska w latach 1907 i 1914, ale to jest istotne, że tych satelitów nie było, więc nie miał kto spoglądać na te zakątki oceanu, których nie widać z brzegu. W związku z czym…

Piotr: Jak ktoś wpłynął w coś, to wiedział. A jak nie wpłynął…

Ola: A nie wpłynął, to nie wiedział, więc coś po prostu mogło umknąć i w te sezony mogły wcale nie być tak pozbawione huraganów, jak ludzie myśleli. No i tutaj jeszcze muszę jedną rzecz zastrzec, że sezon huraganowy na Atlantyku trwa do 30 listopada. No i…

Piotr: Czyli jeszcze zdążą ewentualnie.

Ola: Jeszcze mogą zdążyć nadejść. Zwłaszcza że tegoroczna prognoza Agencji do Spraw Atmosfery i Oceanów, czyli NOAA, mówi o tym, że jeszcze wciąż są szanse na dwa do sześciu huraganów.

Piotr: Ciekawe, czy ta prognoza była aktualizowana już po tym, jak się okazało, jak silne jest [? niepewne: Lenie].

Ola: Tak, była aktualizowana. I tutaj w sumie zachodziłam w głowę przez jakiś czas, co się dzieje, skoro wiadomo, już o tym mówiliśmy w kilku nawet poprzednich odcinkach, że woda w tropikalnych obszarach Atlantyku jest w tym roku dużo cieplejsza niż zazwyczaj. A przecież huragany karmią się ciepłą wodą, więc to paliwo w cudzysłowie istnieje. Co tutaj właściwie się dzieje?

Ola: No i jeszcze jest jedna rzecz, która jest istotna. To jest taka, że te huragany, które mogą w tym roku jeszcze się narodzić, to mogą być huragany, które powstaną blisko wybrzeży Stanów Zjednoczonych i Meksyku. I one nie zdążą dzięki temu, że będą powstawały w okolicach wybrzeża, więc nie będą miały wiele tego paliwa do ciągnięcia z oceanu, więc one nie będą bardzo silne, ale mogą być o tyle niebezpieczne, że ludzie nie zdążą się przygotować na ich nadejście. W związku z czym to może być naprawdę ciężki sezon huraganowy, jeżeli w ogóle się rozpocznie. No a teraz co się właściwie dzieje po drugiej stronie Ameryki Północnej, czyli na Pacyfiku, oceanie niby spokojnym.

Piotr: Oceanie zbyt spokojnym.

Ola: Właśnie, dlaczego ta nazwa Ocean Spokojny?

Piotr: Wiesz co, ja nie pamiętam. Tam jest jakaś opowieść. Nie wiem, na ile legendarna, a ile nie. Opowiadaj, a ja zaraz spojrzę.

Ola: Że pierwsi żeglarze przepłynęli przez ocean, który był mega spokojny.

Piotr: Pierwsi żeglarze. Ja też lubię, wiesz, pierwsi żeglarze, pierwsi jacyś europejscy. Opowiadaj o Spokojnym, a ja zobaczę dlaczego.

Ola: To było straszliwie kolonialne.

Piotr: No wiesz, tak jesteśmy nauczeni myśleć.

Ola: I europocentryczne. No dobrze.

Piotr: Zobacz. Znaczy, opowiadaj, ja zobaczę.

0:11:12 Pacyfik i pochodzenie jego nazwy

Ola: Przejdźmy zatem do wschodniego Pacyfiku, który wcale taki spokojny nie jest. No więc to, co się dzieje na Pacyfiku Wschodnim, czyli u wybrzeży Ameryki Północnej, no to mogę powiedzieć, że to jest piekło i szatani w tym roku. Dlatego że u wybrzeży Meksyku, Ameryki Środkowej do 22 września powstało aż 16 burz tropikalnych. Trzy z nich osiągnęły najwyższą, piątą kategorię. I to był Genevieve w lipcu oraz we wrześniu dwa huragany Lowell i Polo wciąż trwający, czyli trzy huragany piątej kategorii w jednym sezonie.

Ola: To jest powtórzenie rekordu, takiego, który właśnie miał miejsce już na tym oceanie. Ale widać, że coś tam innego zachodzi, bo zazwyczaj sezon huraganowy na Pacyfiku, raczej, czyli właściwie tajfunowy, bo tajfuny na…

Piotr: Silnych wiatrów na Oceanie Spokojnym.

Ola: No cyklonów tropikalnych na Oceanie Spokojnym, Niespokojnym. No to one raczej dotykają nie wybrzeży Ameryki, tylko wybrzeży Azji i Australii i Oceanii. Więc tutaj mamy jakąś zmianę. I ta zmiana, no ja o niej za chwilę powiem, ale zanim o niej powiem, z czego to w ogóle wynika, to powiem jeszcze kilka słów o huraganie Polo, który jest jakimś potworem. On powstał w połowie września u wybrzeży Meksyku.

Ola: 22 września w ciągu jednej doby prędkość wiatru wzrosła w nim o około 170 kilometrów na godzinę. To jest jakiś monstrualny skok. On po prostu nagle zassał jakąś totalną porcję energii i się rozbujał. Ciśnienie w centrum tego, w oku tego huraganu spadło tak gwałtownie, że szybciej zdarzyło się to na wschodnim Pacyfiku tylko raz, kiedy no szedł huragan Patricia w 2015 roku.

Ola: No i jeśli chodzi o ten huragan Polo, który obecnie pustoszy wybrzeża Meksyku, no to tam odnotowano wiatr wiejący z prędkością około 290 kilometrów na godzinę. To jest jakaś nieprawdopodobna siła, nieprawdopodobna prędkość. I jest to drugi najsilniejszy huragan w historii wschodniego Oceanu Spokojnego. Znów po tym huraganie Patricia. Narodowe Centrum Huraganów, które działa w Stanach Zjednoczonych, ono jest zwykle dosyć oszczędne w wydawaniu komunikatów. Ostatecznie jest to stateczna, szanowana instytucja. To tym razem pękło i napisało, że intensyfikacja tego huraganu Polo była naprawdę niezwykła. „Truly remarkable”. I to jest jakby…

Piotr: Brzmi jak duża ekscytacja w instytucji.

Ola: Tak, ekscytacja monstruozna. Dlaczego tak szybko to się stało? Woda pod tym huraganem miała temperaturę około 31 stopni Celsjusza i to jest około dwóch stopni ponad normę dla tego okresu w roku. No i co gorsza, ta ciepła woda sięgała głęboko pod powierzchnię oceanu. I tutaj, gdyby ta woda była chłodniejsza pod powierzchnią oceanu, to wówczas ten huragan zdołałby wymieszać wody powierzchniowe z tymi nieco głębszymi i doprowadzić do tego, że no nie miałby tak dobrego paliwa, tak ciepłej wody do swojego zasilania.

Ola: Tymczasem tutaj nie było tej chłodniejszej wody, w związku z czym to była sama ciepła woda. Ten Pacyfik się ekstremalnie nagrzał, no i to spowodowało tak gwałtowny przyrost tej mocy energii, którą ten huragan skupił. I jeszcze 23 września prognozy mówiły, że Polo raczej nie dotknie lądu, czyli no głównie wybrzeży Meksyku, ale już sześć dni później, czyli 29 września, czyli dziś, kiedy nagrywamy ten odcinek, Polo wkroczył nad Półwysep Kalifornijski, żeby było trudniej, właśnie Półwysep Kalifornijski…

Piotr: Należy do Meksyku.

Ola: Należy do Meksyku. Jest huraganem kategorii drugiej, już nie, na szczęście nie piątej. No i ma się przemieszczać w głąb lądu. I teraz warto sobie zadać pytanie, dlaczego po obu stronach Ameryki Północnej dzieją się tak różne rzeczy? Na jednym oceanie, gdzie powinny być huragany, to ich nie ma, na drugim, gdzie ich nie powinno być…

Piotr: To nagle są.

Ola: To nagle są. O tym powiemy za chwilę. Ale teraz chcemy was o coś poprosić.

Piotr: Tak, chcemy was poprosić o, jak zawsze, subskrypcję. To jest dla nas rzecz niezwykle przydatna, ważna i ułatwiająca nam dotarcie do kolejnych osób. Jeżeli to, jak robimy, i to, co robimy, wam się podoba, to może na przykład chcecie nam się dorzucić do kawy. Bardzo będzie nam miło z tego powodu. Zwłaszcza że zaczyna mi padać komputer, w związku z czym będziemy musieli pewnie niedługo kupić nowy komputer, bo bez komputera się nie da. Więc…

Ola: A jak wiadomo, apetyt na centra danych i…

Piotr: No tak, powoduje, że ceny komputerów są…

Ola: Na potrzeby sztucznej inteligencji.

Piotr: Nieco kosmiczne.

Ola: Tak.

Piotr: Więc będziemy pewnie niedługo robili jakąś zrzutkę na komputer. Także tak. No w każdym razie, może na przykład na Patronite macie ochotę do nas zajrzeć. Też bardzo serdecznie polecamy.

Piotr: Bardzo nam będzie miło, jeżeli po prostu powiecie znajomym o naszym podcaście. To jest niezwykle miłe, jak spotykamy was w różnych miejscach. Ostatnio trochę jeździliśmy i co i raz się zdarza, że ktoś mówi: „O, słucham was”. I to jest, wiecie, takie po prostu mile zaskakujące. O, tak to ujmę.

Ola: Tak, jest nam ogromnie miło i w ogóle dziękujemy, że z nami jesteście i że chcecie nas słuchać i będziemy dla was nagrywali tak długo, jak zdołamy.

Piotr: Jak zdołamy. Jak długo komputer będzie działał. Ja krótko. Krótki wtręt. To jest Ferdynanda Magellana nazwa, ponieważ Magellan…

Ola: Ocean Spokojny.

Piotr: Tak, który płynął za pieniądze hiszpańskie, chociaż był Portugalczykiem.

Ola: A to jest dowcipniś.

Piotr: Bardzo. On popłynął szukać krótkiej drogi do tak zwanych Wysp Korzennych, czyli to są inaczej Moluki. To we wschodniej Indonezji taki archipelag. I…

Ola: Krótszej drogi.

Piotr: Tak, tak, tak.

Ola: Trochę się zdziwił.

Piotr: Tak było. No…

Ola: Chłopak.

Piotr: Trochę się chłopak zdziwił, ponieważ dopłynęli do Ameryki, popłynęli na południe do Ameryki Surprise Południowej. Przecisnęli się przez Cieśninę Magellana i wypłynęli na duży ocean, który był bardzo spokojny. Morze. Tak to wtedy uznano. Uznano, że jest to bardzo spokojne morze, bo było na nim rzeczywiście bardzo spokojnie wtedy.

Piotr: Nazwał to Morzem Spokojnym i już po – uwaga – bo myślał, że to już zaraz, że już te wyspy, co są tam, już rzut beretem. 98 dni mu zajęło przeprawienie się przez ten ocean, jakże spokojny.

Ola: To miał więcej szczęścia niż rozumu.

Piotr: Tak, dokładnie. Mieli tam postój na Guam i na Filipinach. I właśnie na Filipinach 27 kwietnia 1521 roku został trafiony zatrutą strzałą, a jego szanowni towarzysze…

Ola: Ferdynand Magellan.

Piotr: Tak, Magellan. Jego szanowni towarzysze spierdzieli, zostawiając go tam. I tam właśnie dokonał żywota. Także nie docierając zresztą na te Moluki. Dotarli tam chyba… Czekaj, to był kwiecień. W listopadzie dotarli, więc jeszcze trochę im to zajęło. Także…

Ola: To miło, że jego załoga była uprzejma powtórzyć jego spostrzeżenia o Oceanie Spokojnym.

Piotr: Tak. No więc Ocean Spokojny został spokojnym. Zresztą warto też, bo może nie wszyscy sobie uświadamiają, że Pacyfik to też jest od…

Ola: Tak, od spokoju.

Piotr: Od spokojności, tak, od spokoju. To tylko taki mały wtręt, bo w międzyczasie sprawdziłem. Opowiadaj dalej.

0:20:23 El Niño i jego skutki

Ola: No to teraz przejdźmy do tego miejsca, które tłumaczy, tego zjawiska, które tłumaczy tą nienaturalną spokojność Atlantyku i nienaturalną niespokojność Pacyfiku o tej porze roku. Dobrze powiedziałam? Dobrze.

Piotr: Chyba dobrze, tak.

Ola: No więc odpowiada za to w dużej mierze, w ogromnej mierze zjawisko El Niño. I tutaj w ogromnym skrócie: to jest zjawisko takie oceaniczno-atmosferyczne, które ma miejsce na wschodnim Pacyfiku, w obszarze równikowym przy brzegach Ameryki Południowej. I ono zaczyna się od tego, że woda właśnie w tym rejonie robi się nienormalnie ciepła. I ta ciepła woda, no, ta temperatura się podnosi powyżej tej średniej normy wieloletniej.

Ola: No i ten ogromny akwen zaczyna interakcje z atmosferą. No, jak można się domyślać, to, co się dzieje na oceanie, będzie miało swoje odzwierciedlenie w atmosferze. W związku z czym na całej tej półkuli zachodniej i też właśnie w okolicach Ameryki Południowej, Środkowej, w okolicach Azji Południowo-Wschodniej, Australii, Oceanii. To są wszystko te miejsca, które są bezpośrednio dotykane zjawiskiem El Niño, które w jednych miejscach wywołuje suszę, w innych katastrofalne powodzie, w jeszcze innych sprawia, że wiatry wieją inaczej niż zazwyczaj. O tym dzisiaj też będziemy mówili.

Ola: W każdym razie w skali globalnej można powiedzieć, że El Niño podnosi średnią temperaturę i trzeba o tym mówić oczywiście ostrożnie, bo El Niño nie przekłada się na przykład bezpośrednio na temperatury w naszej części świata, czyli w Polsce czy też dalej na północ od nas. Ale jak spojrzeć na całą ziemię, no to przez to, że El Niño podgrzewa ogromne powierzchnie oceanu i też obejmuje znaczną część półkuli zachodniej i południowej, no to w jakiś sposób niebezpośredni, ale pośredni wpływa również na nas.

Ola: I jeśli chodzi o odwrotność El Niño, to nazywa się to La Niña, czyli faza, jest to faza zimniejsza. Ona z kolei potrafi te temperatury nieco obniżać na całym świecie. I ta faza chłodniejsza jeszcze występowała w lutym tego roku i ustąpiła, i prawie natychmiast, koło maja…

Piotr: To szybka zmiana.

Ola: Koło maja, czerwca już się pojawiło El Niño. No i to, co się dzieje i co bezpośrednio wpływa na te zjawiska, które zachodzą w tej chwili na Atlantyku i na Pacyfiku, o których wam tutaj opowiadam, no to jest kwestią tego, że ciepły Pacyfik przesuwa strefę wielkich burz równikowych. Zmienia wiatry w górnej atmosferze i wysyła silne wiatry zachodnie, które wieją na dużej wysokości w kierunku Karaibów i tropikalnego Atlantyku. Tak, to Pacyfik robi Atlantykowi. A z kolei przy powierzchni pasaty wieją po staremu ze wschodu.

Ola: I teraz co się dzieje nad Atlantykiem wskutek tego? Powstaje coś, co się nazywa uskokiem wiatru. Otóż wynika to z tego, że dolna i górna część atmosfery, no, one ciągną w różne strony. Jedna na wschód, druga na zachód, a z kolei rodzący się huragan to jest taki układ burzowy, który sięga wysoko w górę i on przechodzi przez dół tej atmosfery do góry i w związku z tym on jest przecinany tym uskokiem i przerywany, jeszcze zanim zdąży się na tyle zorganizować, że będzie się kręcił wokół jednego stabilnego centrum i że będzie mógł skumulować energię i powstać i stać się huraganem. I prawidłowość jest taka, że im silniejsze jest El Niño, tym silniejszy jest uskok i tym trudniej powstają huragany.

Piotr: Ja dodam od siebie, że o El Niño w ogóle mówiliśmy dużo w 167. odcinku. Jeśli chcielibyście zajrzeć sobie, to było w czerwcu, na początku czerwca, kiedy już wiadomo było, że to El Niño będzie silne, więc tam sporo też na ten temat informacji znajdziecie.

Ola: Natomiast w kwestii Pacyfiku zachodzi dokładnie odwrotne zjawisko. To znaczy ten uskok wiatru jest tam słaby, a woda jest gorąca i to nagrzana do dużej głębokości. Kiedy więc zawiązuje się taka komórka burzowa, taki układ burz, który no sięga wysoko w górę, no to nic go nie rozrywa, nic go nie powstrzymuje, nie przesuwa. W związku z tym może rosnąć w szybkim tempie, tak jak wspomniany już huragan Polo.

Ola: No i to oczywiście jest bardziej skomplikowane wszystko, jak to sprawy w atmosferze i w nauce. Bo jest jeszcze taki czynnik jak suchy pył znad Sahary, który również tłumi czy osłabia huragany nad Atlantykiem. I nigdy do końca nie wiadomo, jaki jest udział tego pyłu, jaki jest udział El Niño w tłumieniu tych huraganów właśnie w tym momencie rozhulania El Niño. Ale no mamy sytuację taką, że mniej więcej wiemy, z czego wynika cisza na Atlantyku. I rozbujany okres huraganowy z kolei na Pacyfiku.

Ola: A teraz przejdźmy jeszcze do tej ostatniej rzeczy, czyli fale. Co się dzieje po obu stronach Ameryki Północnej, że te domy tam padają jak domki z zapałek i że pojawiają się podtopienia różnych obszarów i ludzie pływają kajakami w okolicach Nowego Jorku? No to zacznijmy od wybrzeża zachodniego, no bo tam skoro…

Piotr: Bardziej oczywiste.

Ola: Tak. Szaleją tam huragany w głębi oceanu i one powodują rozkołys. A rozkołys to są takie długie fale, które sobie wędrują po oceanie. Już nie potrzebują do tego udziału wiatru, który je wywołał, i docierają sobie tam kilka dni później do wybrzeży. No i we wrześniu za te fale były kolejno odpowiedzialne huragany Marie, Polo i Odalis. Dodatkowo ten rozkołys jest wzmacniany przez przypływy oceaniczne, a one są o niemal 30 centymetrów wyższe niż zwykle, bo no właśnie El Niño podnosi poziom morza i właśnie o tyle zdołał już podnieść.

Piotr: Podnosi, bo jest cieplejszy. Nie, dobra.

Ola: On przez zmianę kierunku wiatrów przegania masy wody i w związku z tym w jednych miejscach się obniża, w drugim podwyższa poziom. Do tego trzeba dodatkowo doliczyć to, że od początku tego stulecia wzrósł poziom morza właśnie z powodu topnienia lodu morskiego czy lodu z obszarów Grenlandii i Antarktyki. No i też ten poziom morza globalny podniósł się o jakieś 20, 30 centymetrów, co razem z tym, co podniosło El Niño, daje taki całkiem konkretny wynik. Czyli po prostu ocean nagle się zachowuje tak, w ciągu kilku miesięcy tak wzbiera, jakby to w normalnych warunkach, nazwijmy to, robił przez około 100 lat.

Piotr: Mhm.

Ola: Czyli mamy sytuację rzeczywiście nienormalną.

Piotr: No w sumie to się cofnie, tak? No jak ustanie El Niño.

Ola: Cofnie się częściowo, tak? Jak El Niño…

Piotr: No tak. To, co przyrosło w wyniku topnienia…

Ola: Tak.

Piotr: To nie cofnie się.

0:30:09 Fale na wybrzeżu i prognoza zimy

Ola: To teraz wschodnie wybrzeże i skąd tam fale? Tam są w ogóle jeszcze wyższe te fale, bo tam od czterech do sześciu metrów nawet niektóre osiągają. Otóż tam się pojawiło coś, co się nazywa nor'easter, czyli sztorm północno-wschodni. I on jest dosyć typowy dla amerykańskiego wybrzeża jesienią i zimą. I on uderzył właśnie w okolice Nowego Jorku 26, 27 września. I tutaj z kolei to jest nazywane w tych mediach anglojęzycznych cyklonem pozazwrotnikowym. U nas nosi to nazwę niżu umiarkowanych szerokości geograficznych. Brzmi mniej groźnie.

Piotr: Tak, spokojnie brzmi.

Ola: Ale to są właśnie tego typu niże, co docierają również do Europy, i one też potrafią siać niezłe zniszczenia, natomiast one wynikają z innych przyczyn, mają inne przyczyny niż rodzące się w strefie równikowej Atlantyku huragany. Więc tutaj efekt jest podobny, natomiast przyczyna zupełnie inna. Natomiast to, co odnotowano wskutek takiego sztormu, to był na przykład wiatr na wyspie Long Island pod Nowym Jorkiem, wiejący z prędkością w porywach do 130 kilometrów na godzinę, więc no, niemało.

Piotr: [? niepewne: Nieczysobie], no.

Ola: I tutaj też nastąpił rozkołys oceanu, który wepchnął falę na ląd, w związku z czym ludzie też tracą domy i plaże są wymywane z piasku. Okej, pozostaje pytanie, czy Atlantyk zdąży się wzburzyć i czy huragany się pojawią do 30…

Piotr: Właśnie, w dwa miesiące.

Ola: …listopada? No właśnie, ciekawa jestem. Będziemy wam dawali znać.

Piotr: No trudno ocenić, bo tak silnego El Niño nie było od bardzo dawna, jak mówiliśmy.

Ola: Właściwie chyba nigdy jeszcze nie było.

Piotr: To znaczy, no mówimy w kategoriach czasu, kiedy mierzyliśmy to. Chyba rzeczywiście jest najsilniejsze.

Ola: Jest chyba najsilniejsze.

Piotr: Więc tutaj trudno, tak jak Ola mówiła, powiązać te wszystkie składniki, bo to strasznie złożony układ, więc trudno ocenić, co się wydarzy przez te dwa miesiące.

Ola: Co się wydarzy, zwłaszcza że El Niño się jeszcze do końca nie rozkręciło.

Piotr: No tak.

Ola: To jest ta zła wiadomość, bo szczyt jego aktywności przypada na środek zimy. Zresztą stąd pochodzi nazwa El Niño. El Niño to chłopiec, La Niña to dziewczynka, a chłopiec dlatego, że z reguły zjawisko El Niño dawało się we znaki ludziom w okolicach Bożego Narodzenia, czyli kiedy rodzi się chłopiec.

Piotr: To nie pytam, skąd dziewczynka. Domyślam się, że w kontraście, tak?

Ola: W kontraście oczywiście.

Piotr: Okej.

Ola: No i to niestety, no, może przynieść jeszcze gorsze fale, które uderzą w wybrzeże amerykańskie, zwłaszcza w wybrzeże zachodnie. I co do Polski, to tutaj oczywiście, tak jak wspomniałam, nie ma takiej opcji, żeby bezpośredni wpływ El Niño miało na naszą pogodę. Natomiast modele europejskie, które prognozują pogodę, czyli program Copernicus, i amerykańskie modele dla Europy Środkowo-Wschodniej zgodnie mówią o cieplejszej i bardziej wilgotnej jesieni, no i o możliwości wystąpienia zimy, podczas której temperatury będą wyższe niż zwykle.

Piotr: Mhm.

Ola: W grudniu może być ciepło i deszczowo. No, śnieg na nizinach szybko stopnieje. Małe szanse na długi mróz. Mogą przyjść oczywiście mrozy, ale krótkotrwałe.

Piotr: Oczywiście nie wierzcie w to, bo to długoterminowe prognozy mają to do siebie, że mają niską sprawdzalność, więc raczej to jest ogólna tendencja, a nie zapowiedź, że nie będzie zimy.

Ola: Tak. A w Europie związek El Niño z pogodą jest najtrudniejszy do prognozowania i tak naprawdę nieuchwytny i też jest bardzo słaby, więc tutaj takiego przełożenia nie możemy mieć bezpośredniego. No ale jakby dane z poprzednich lat wskazują na to, że właśnie takie lata, w których El Niño było wyjątkowo intensywne, przynosiło właśnie takie warunki pogodowe w naszej części świata, o których tutaj wspomniałam.

Piotr: No bardzo jestem ciekaw, zwłaszcza po ostatniej zimie, która w części Polski była jednak dość śnieżna, powiedzmy.

Ola: No ona była dość śnieżna…

Piotr: Nie wszędzie.

Ola: Natomiast w górach nie napadało na tyle dużo śniegu…

Piotr: Nie, no tak, no…

Ola: …żeby nasze rzeki nie powysychały…

Piotr: No tak, niepaskudnie…

Ola: …niemal w sezonie letnim. Niestety.

0:35:14 Wezuwiusz i biblioteka z Herkulanum

Piotr: To ja teraz z innej bajki. Mianowicie przenosimy się do 79 roku, ale nie 1979, tylko po prostu 79 naszej ery i Półwysep Apeniński, czyli ten but zajmowany obecnie przez Włochy, a dokładnie jego bardziej południowa część, a dokładnie okolice Neapolu, a dokładniej Wezuwiusz znany i lubiany, który zaliczył wtedy bardzo gwałtowną erupcję. To jest erupcja zwana erupcją pliniańską, czyli od Pliniusza, która to erupcja…

Ola: Młodszego czy starszego?

Piotr: Młodszego. Dzięki, że pytasz. I to jest taka erupcja, no taka jak Saint Helens na przykład, o której też mieliśmy odcinek. Czyli powstaje bardzo wysoka kolumna gazów, popiołów i też często towarzyszą temu spływy piroklastyczne. Tutaj będą odgrywały istotną rolę. Do końca nie wiemy, kiedy to było w tym 79, bo wspomniany Pliniusz Młodszy, młodszy, żebyś się nie musiała pytać.

Ola: No właśnie on zadziwiająco często się pojawia w naszych podcastach.

Piotr: Tak, tak. Arystoteles też się pojawia, ale w innym kontekście.

Ola: Mniej optymistycznym i mniej pozytywnym.

Piotr: W każdym razie on pisał o 24 sierpnia, ale to wiemy, że to prawdopodobnie nie był 24 sierpnia, że to było prawdopodobnie jesienią, gdzieś tam w październiku najprawdopodobniej. Więc właściwie niedługo będziemy mieli rocznicę. No, w każdym razie Wezuwiusz kojarzy się nam najbardziej z Pompejami i z tymi postaciami, pozostałościami po ludziach i tak dalej, i tak dalej.

Ola: To są właściwie wnęki po ludziach.

Piotr: No wnęki, tak, tak. Dlatego mówię, że nie ciałach, tylko czymś takim. Natomiast znacznie bliżej Wezuwiusza leżało sobie Herkulanum i to jest miejscowość, która została w inny sposób zmieciona z powierzchni ziemi. Mianowicie, może raczej przysypana powierzchnią ziemi, bo tam szczególne znaczenie miał nie tyle opad pumeksu i pyłu, tylko właśnie te spływy piroklastyczne.

Piotr: W ogóle to, co się działo zaraz po wybuchu. Pierwsza fala, która tam dotarła do tego miasta, to była taka chmura gorących gazów i popiołu, które się w dodatku poruszały nisko przy powierzchni ziemi. Prawdopodobnie one miały 400, 500 stopni i później były kolejne spływy piroklastyczne, już o niższej temperaturze, ale raczej niosące więcej materiału, który stopniowo to wszystko zakopywał.

Ola: Innymi słowy to takie piekło pędzące…

Piotr: Tak.

Ola: I palące na swojej drodze wszystko, co napotkało.

Piotr: No dokładnie. I zresztą przez dłuższy czas sądzono, że tam w ogóle niewielu ludzi zginęło, bo podejrzewano, że może uciekli, może coś, ale potem ich znaleziono. Znaleziono ich na samym wybrzeżu. Tam jest takie 12 pomieszczeń sklepionych, które były albo magazynami, albo schronieniami dla łodzi. I ci ludzie uciekli tam, mając prawdopodobnie nadzieję, że zdołają się wydostać, jakoś morzem uciec stamtąd.

Piotr: Tam około 300, 340 osób się znalazło. No i te osoby tam wszystkie zostały w krótkim czasie zabite tymi spływami piroklastycznymi. To głównie była kwestia temperatury. To znaczy, no, przy takiej temperaturze nikt tam nie był w stanie przeżyć, a ci ludzie przy sobie mieli mnóstwo różnych rzeczy, które ze sobą zabierali. A to jakieś biżuterie, monety, klucze do domów, jakieś amulety, jakieś narzędzia, no wszystko takie, co łapali wybiegając z domu i mając nadzieję, że do niego wrócą. No nie wrócili.

Piotr: Natomiast to, co nas tutaj interesuje, to zupełnie przedziwne zdarzenie. Mianowicie to, że znajdowała się tam również willa, bardzo zamożna willa nadmorska, obecnie zwana Villa dei Papiri, czyli Willa Papirusów. No tak się wtedy nie nazywało. Do końca nie wiemy, do kogo należała. Prawdopodobnie była powiązana z rodziną Pizonów, bardzo potężną i podejrzewa się, że właścicielem mógł być Lucjusz Kalpurniusz Pizon Cezoninus, który był teściem Juliusza Cezara.

Ola: Jak pięknie się nazywał.

Piotr: Pięknie się nazywał, prawda? Trochę musieli mieć duże wizytówki, żeby to wszystko pomieścić. No, ale takie życie, no. W każdym razie…

Ola: Może dlatego były takie długie zwoje tego papirusu.

Piotr: Bardzo możliwe, bardzo możliwe. No jeszcze jego wizytówki nie odkryto, ale bardzo możliwe, że odkryjemy prędzej czy później.

Ola: Właśnie w tej willi.

Piotr: Właśnie w tej willi, tak, ponieważ on tam miał potężną kolekcję książek. Przy czym, no książki to były zwoje właśnie na papirusach spisywane i to, co się wydarzyło, co jest właśnie niezwykłe, to to, że one zostały wszystkie zwęglone.

Piotr: To znaczy ta temperatura, która dotarła… ten spływ piroklastyczny i ten obłok gazów i tak dalej doprowadził do zwęglenia, ale nie spalenia tych papirusów. To znaczy one nie zapłonęły jasnym ogniem, nie rozsypały się w popiół, tylko raczej zaszedł taki proces jak przy wypalaniu węgla drzewnego. To znaczy był ograniczony dopływ tlenu, więc one się zwęgliły. Zwęgliły się do postaci takich wałeczków, rulonów z węgla drzewnego. Znaczy to wygląda jak węgiel drzewny.

Ola: No bo właściwie z czego jest papirus zrobiony?

Piotr: Papirus to są włókna roślinne, no więc, no pali się…

Ola: Taka celuloza, tak?

Piotr: Tak, tak. Jak ściśle zwinięte, no to podobnie do tego drewna. I teraz to wszystko zostało potem przysypane bardzo grubą warstwą wszelkich osadów wulkanicznych, które jeszcze je odizolowały od środowiska. I jakby fascynujące jest to, że nie przetrwała żadna inna biblioteka starożytna, dlatego że papirusy nie najlepiej zniosły czas. To znaczy mamy ich trochę, ale nie mamy takiej kompletnej, zamkniętej, całościowej biblioteki, no bo one zostały rozproszone, rozkradzione, zgniły.

Ola: Spaliły się.

Piotr: Spaliły się, podcierali się nimi, cokolwiek tam się robiło takimi rzeczami.

Ola: Podklejali może książki w średniowieczu.

Piotr: Na przykład. Dokładnie.

Ola: Okładki.

Piotr: Natomiast rzeczywiście ta willa została zasypana, zabezpieczona, można powiedzieć i dopiero zaczęto ją odkrywać po 1700 latach praktycznie dlatego, że to jest 20 metrów materiału wulkanicznego, więc na tym zbudowano właściwie od nowa miasto i zaczęto takie systematyczne poszukiwania w 1738 roku. W tych osadach wulkanicznych drążono pionowe szyby i później w bok tunele.

Piotr: I przy okazji kopania studni znaleziono właśnie taką wielką rezydencję, o której istnieniu nic nie wiedziano i w 1752 roku trafiono na pierwsze zwęglone papirusy i w ogóle nie wiadomo było wtedy, co to jest. To znaczy uważali, że to są jakieś gałęzie, może jakieś kawałki drewna, takie czarne, nieregularne walce. Prawdopodobnie sporą część z tego wyrzucono albo pokruszono. Ponoć używano ich też jako pochodni, no bo jak się to czymś nasączyło, jakąś oliwą pewnie czy czymś takim, to się całkiem nieźle paliło.

Ola: No tak, tak palić sobie papirusami.

Piotr: Tak, tak, tak.

Ola: Sprzed 1700 lat.

0:43:22 Rozwijanie i odczytywanie zwojów

Piotr: Natomiast w którymś momencie ktoś po rozłupaniu, pęknięciu takiego papirusa, takiego zwoju, jak to nazwać, zobaczył, że tam w środku jest pismo. Dlatego, że wyróżnia się w jakimś stopniu to, czym tam pisano takim atramentem, który był – to jest zresztą tutaj problem, o którym za chwilę powiem – który był oparty na węglu drzewnym, więc trochę węgiel drzewny na węglu drzewnym.

Piotr: No ale nie zmienia to faktu, że przy takim spalaniu widać jakąś różnicę. Widać, że tam coś jest napisane. Zresztą często jest tak, że jak spalimy kartkę i na niej coś było napisane, to nadal widać, nie wiem, jak powiedzieć, cienie tych liter czy czegoś takiego. Więc tu było podobnie i zaczęto te zwoje wydobywać, już zdając sobie sprawę, co to jest. W latach 1752–1754 wydobyto ponad 1000 zwojów. Do końca nie wiadomo ile, bo one też niektóre były pokruszone, więc no mówi się o 1100, ale tych kawałków było więcej prawdopodobnie.

Ola: A to jakiś niesamowity zbiór. Rzeczywiście gigantyczny.

Piotr: Tak, to była potężna kolekcja. Teraz wiemy, tu trochę wyprzedzając już całą historię, że tam w ogóle dominują dzieła takiego greckiego filozofa Philodemosa z Gadary, który żył mniej więcej od 110 do 40 roku przed naszą erą. Był epikurejczykiem i bardzo jest to możliwe, że ta biblioteka to jest jakby jego zachowana prywatna biblioteka w jakimś stopniu, bo tam są jakieś kopie, szkice jego tekstów, jakieś teksty autorów, z którymi polemizował.

Piotr: Więc to mogła być w ogóle jego prywatna biblioteka. No i teraz próbowano coś odczytywać. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, że XVIII wiek technicznie jeszcze tak sobie średnio radził z różnymi rzeczami. Było tam parę pomysłów na to, jak to przeczytać. To znaczy robiono na przykład coś takiego, że przecinano ten zwój, znaczy ten zwęglony zwój.

Ola: Ten pieniek można powiedzieć.

Piotr: Ten pieniek, tak, na pół i spisywano to, co było widać, po czym odłupywano po kawałeczku kolejne warstwy, które oczywiście w ten sposób były niszczone i spisywano kolejne litery, które się tam odsłaniały.

Ola: No super pomysł.

Piotr: Znaczy no wiesz, no trudno było to inaczej wtedy zrobić. To znaczy też nie było takiego jak w tej chwili podejścia, że w przyszłości może będzie jakaś lepsza metoda i szkoda niszczyć.

Ola: No tak, mamy tu i teraz.

Piotr: No mamy tu i teraz. Chcemy przeczytać. Tak, dokładnie.

Ola: Chcemy skorzystać, przeczytać to, to musimy coś z tym zrobić.

Piotr: W 1753 Antonio Piaggio został sprowadzony z Watykanu. On był specjalistą właśnie od rękopisów i on zrobił taką maszynkę, która wygląda, mi się skojarzyło z czymś do ubijania śmietany, ale to nie było do ubijania śmietany, tylko służyło do niezwykle wolnego rozwijania tych papirusów, tych zwojów.

Piotr: To była taka maszynka. Ja tam znalazłem gdzieś informację, że kilkanaście centymetrów się rozwijało przez miesiąc. Nie wiem, czy to jest prawda, czy to nie jest prawda, ale chodziło o to, że ona bardzo wolniutko rozprostowywała te…

Ola: Żeby nie połamać, nie pokruszyć.

Piotr: Żeby nie połamać. Oni jednocześnie to podklejali jakimiś włóknami i tak dalej, żeby to jakkolwiek utrzymać.

Ola: Przepraszam, wyobrażam to sobie tak, że właściwie to mogły być formy jakichś bębenków na napięcie.

Piotr: Wiesz co, możesz…

Ola: I to ja bym to tak zrobiła, że bym po prostu ręcznie przesuwała po kawałeczku i jednocześnie podklejała.

Piotr: Możesz nie zgadywać, tylko wejść sobie na Antonio Piaggio, na przykład na Wikipedię i tam jest ta jego maszynka…

Ola: Dobrze, dobrze.

Piotr: narysowana. To wygląda jak…

Ola: Czasami można sobie pofantazjować.

Piotr: krzyżówka jakaś. Tak, można. Jakieś prasy z czymś jeszcze. No możesz w międzyczasie zobaczyć, z czym ci się to kojarzy. Oni tego używali bardzo długo, bo gdzieś no do końca XIX wieku prawdopodobnie w ten sposób to rozparcelowywano. No i…

Ola: No tak, tam są bloczki, jakieś taśmy.

Piotr: No tak, takie.

Ola: No tak, tak, tak, to ewidentnie na śrubach to było. Dobra, no.

Piotr: Więc znaleziono całkiem dużo rzeczy i całkiem dużo z tych rzeczy udało się rozpoznać. Bo to jest tak, że my o wielu dziełach starożytnych wiemy, że istniały na przykład, bo ktoś o nich wspominał, ale się nie zachowały, więc wiemy, że jakiś tam Zdzichu skądś tam pisał coś tam, ale…

Ola: Tak, Zdzichu z Ferrary.

Piotr: Na przykład. Ale często nie dostaliśmy nigdy dzieła tego Zdzicha z Ferrary i w związku z tym tylko wiemy, że takie dzieło istniało. Natomiast tu zaczęto odkrywać sporo takich dzieł, które właśnie uważano za zaginione i tak dalej.

Piotr: Natomiast, no problem polega na tym, że to nie jest tak, żeby oni tutaj masowo rozpakowywali te zwoje, czytali i tak dalej. Raczej po jakichś fragmentach dopasowywano te fragmenty do znanych fragmentów, starano się odczytać coś. No są tam różne dzieła dotyczące poezji, muzyki, retoryki, religii, etyki, historii filozofii. Są fragmenty dzieł Epikura. No jest tego całe mnóstwo.

Piotr: Jest na przykład niezatytułowany nijak, bo nie znaleziono tytułu. To jest oznaczony jako P. Hertz 817, czyli papirus Hertz od Herkulanum. I tam jest łaciński poemat dotyczący bitwy pod Akcjum. Albo jest fragment, który zidentyfikowano jako część historii Seneki Starszego, czyli właśnie takiego dzieła, o którym wiemy, że istniało, ale nie przetrwało. Więc no jest to…

Ola: Jest to dowód na to…

Piotr: Bardzo cenne.

Ola: że jednak sobie go nie wymyślono.

Piotr: Tak.

Ola: Jak teraz AI niektóre bibliografie wymyśla.

Piotr: Tak, to wtedy jeszcze AI nie wymyślał bibliografii. No i tak. I niewiele się udawało wymyślić do tego czasu, no bo poza samym mechanicznym rozwijaniem, no co jeszcze można? No więc można próbować zaglądać do środka metodami nieinwazyjnymi. I próbowano stosować prześwietlenia rozmaitego typu.

Piotr: Natomiast kłopot polega na tym, że to nie jest tak, że to jest po prostu, jak to powiedzieć, jakbyś zrolowała blachę – no nie blacha, to może coś innego, ale w każdym razie zrolowała i to się w takiej zrolowanej postaci utrzymuje. Nie. No znaczy ta temperatura powodowała, że ten papirus pękał, że te warstwy się przenikały. Więc nawet jak się udawało zrobić…

0:50:17 Tomografia i odczyt zwojów

Ola: To coś na kształt takiej świecy z wosku skręconej.

Piotr: No tak.

Ola: Z plastra wosku…

Piotr: No można powiedzieć.

Ola: która uległa nadtopieniu i tak się…

Piotr: No tylko że to się nie topiło, tylko właśnie problem polega na tym, że pękało i tworzyło taką bardzo nieregularną strukturę. Więc stosowano owszem tomografię, natomiast no daje to taką informację o zawartości tego, co jest w środku. Natomiast odizolowanie tych poszczególnych warstw, odtworzenie kształtu, takie cyfrowe rozwijanie jest strasznie trudne.

Piotr: I tu wspomniany atrament, o którym już mówiłem. W tym atramencie pigment stanowił węgiel drzewny. W związku z czym tu kłopot jeszcze polega na tym, że przy takim obrazowaniu, gdzie stosujemy, no właśnie chociażby tomografię komputerową, nie jesteśmy za bardzo w stanie odtworzyć tych śladów, które daje węgiel pochodzący z atramentu od węgla, na którym to po prostu zostało zapisane. Znaczy zostało zapisane na papirusie, no on się zamienił w węgiel.

Piotr: One pochłaniają promieniowanie w bardzo podobny sposób i efekt jest taki, że no różnica między tym właściwym sygnałem a szumem tła jest minimalna, w związku z czym bardzo trudno jest to odróżnić. W 2015 roku poprawiono ten odczyt dzięki tomografii rentgenowskiej z kontrastem fazowym i tam no zmienia się faza podczas przechodzenia przez materiał i dzięki temu udaje się odróżnić substancje, mimo że ich skład chemiczny jest bardzo podobny.

Piotr: I właśnie na przykład w ten sposób, w takim nieruszonym jeszcze szczęśliwie zamkniętym zwoju, który ma oznaczenie P. Hertz Paris 4, udało się rozpoznać greckie litery, jakieś całe sekwencje niezbyt długie. Później, jeszcze w 2016 roku do tego zastosowano jakieś tam specjalne algorytmy rekonstrukcyjne, które to coraz lepiej zaczęły robić. A w 23 roku uruchomiono taki projekt, który się nazywa Vesuvius Challenge, i on łączy…

Ola: To nie miało nic wspólnego z tymi internetowymi challenge'ami.

Piotr: Nie wiem, co powiedzieć.

Ola: Łańcuszkami.

Piotr: Nie. I to jest taki projekt, który łączy archeologię z właśnie tomografią i między innymi komputerowym rozpoznawaniem obrazu. I to już jest 23 rok, więc też sztuczną inteligencją, w ogóle uczeniem maszynowym.

Piotr: I uczestnicy tego projektu, oni się, można powiedzieć, ścigają. No, stąd ten challenge właśnie wspomniany. Oni dostali dostęp do takiej bardzo wysokiej rozdzielczości skanów tych zwęglonych zwojów i najpierw, no, starają się rozpoznać, gdzie są te warstwy i rozprostować cyfrowo ten papirus, a później na tym rozprostowanym cyfrowo papirusie znaleźć te ślady atramentu. No i wielka…

Ola: Na węglowym papirusie…

Piotr: Tak, węglowe ślady.

Ola: Węglowe ślady atramentu.

Piotr: Tak, dokładnie. I wielka sensacja była w 23 roku bodajże. Tak, tam taki 21-letni student informatyki Luke Farritor. On odczytał z tego papirusu jedno słowo i to już była wielka sensacja. To było słowo porfiras, czyli coś purpura, coś purpurowego i tak dalej.

Ola: I to taki sukces.

Piotr: To był ogromny sukces. Potem się rozkręcili i już ponad 2000 znaków tekstu udało się odczytać. Tam było o przyjemności, o dostępności, dobro, jedzeniu, takie epikurejskie różne opowieści.

Ola: Dobry fragment odcyfrowali.

Piotr: Tak, akurat tak im się dobrze trafiło. No i to jest oczywiście opowieść pasująca jakby do tego, co można powiedzieć, co wiemy o tej bibliotece, więc to też potwierdzała. No, oni się oczywiście skupiają na technice odczytywania tych znaków, już później weryfikację tego, co tam jest napisane, co to jest za dzieło i tak dalej. No to już robią specjaliści.

Piotr: Z kolei w maju 25 roku z kolejnego zwoju odczytano tytuł, co jest też niezłą sensacją, bo, no, zazwyczaj to jest tak, że oni dostają po prostu kawałek jakiejś książki ze środka i zgadnij człowieku, co to jest. A tutaj już się udało odczytać, że to jest Filodemos o wadach. Księga pierwsza.

Ola: Nie o wadach jako o…

Piotr: Nie, nie o owadach, tylko o wadach. Wady. Niektórzy podobno mają wady.

Ola: Nie to, że insekty.

Piotr: Nie, nie, nie o insektach. Więc to rzeczywiście była kolejna sensacja. I z kolei w tym roku, 25 czerwca, w tym Vesuvius Challenge udało się odczytać cały dostępny tam zwój. Tam jest, to jest ten P.Herc. 1667.

Ola: Cały dostępny, tak?

Piotr: Cały dostępny w takim znaczeniu, że, no, to niekoniecznie jest cała książka, bo ona może być ukruszona, pokruszona, nadgryziona…

Ola: Tak, jak ten konkretny fragment.

Piotr: Ale udało się ten zwój rozprostować cyfrowo.

Ola: Ten klocek.

Piotr: Tak. I w całości odczytać. On oczywiście jest pouszkadzany, ale to jest… zwłaszcza że on był już w XIX wieku rozdłubywany, więc zewnętrzne warstwy są poniszczone. Natomiast to wewnętrzne, ten środek, to jądro, to jest około ośmiu centymetrów. Pierwotnie to było tak ponad 20 centymetrów, więc tam te dolne części, około 22 kolumny greckiego tekstu to jest. Czyli to jest mniej więcej około 1,4 metra papirusu po rozwinięciu, jakby się go dało rozwinąć.

Piotr: I teraz to już zostawmy, co to jest, bo już nie będziemy wchodzili w szczegóły. Natomiast to, co tu jest bardzo interesujące, to jest to, że teraz we wrześniu, 16 września ukazała się praca, która mówi o tym, że naukowcy zaczęli robić własne papirusy. To znaczy robią swoje papirusy…

Ola: I dają innym jako zagadkę do rozwiązania, żeby były challenge.

Piotr: Nie, dają AI-owi jako zagadkę do rozwiązania.

Ola: A, bo ja tak zażartowałam sobie.

Piotr: Ja wiem. A ja staram się z tego żartu wydobyć sedno.

Ola: Jakikolwiek sens.

Piotr: Jakikolwiek sens.

Ola: Dziękuję.

0:56:42 Sztuczne zwoje i uczenie AI

Piotr: Oni wzięli papirus, taki z Egiptu pochodzący, który jest wykonany metodą bardzo podobną do tej starożytnej. Zapisali go za pomocą takiego trzcinowego pióra, które było bardzo zbliżone do tego, nie wiem, rysika, czy jak to nazwać, którego tam użyto, znaczy używano wtedy. Dodatkowo użyli atramentu z dodatkiem węgla japońskiego, bo to taki akurat atrament jest, który rzeczywiście, no, odpowiada w miarę temu atramentowi, którego używano kiedyś.

Piotr: No i zrobili, zapisali ten zwój. Zapisali go, o ile pamiętam, po angielsku, po czym go spalili. To znaczy spalili go oczywiście przy ograniczonym dostępie tlenu, tak żeby on się zwęglił, a nie spłonął po prostu. No i udało im się uzyskać coś, co bardzo przypomina te zwoje wydobyte z biblioteki. Coś, co też pęka przy rozwijaniu i tak dalej, i tak dalej. A służy to do tego, żeby wytrenować rozmaite systemy, no, de facto sztucznej inteligencji na tym zwoju, żeby one były w stanie łatwiej odczytywać tamte zwoje.

Ola: No dobrze, a czego używają jako oka do odczytywania?

Piotr: To cały czas są podobne metody. To znaczy to są metody, no rozmaite, dosyć zaawansowane. Tutaj ci mówiłem o tej…

Ola: Nieinwazyjne.

Piotr: Nie, nie, oczywiście, że nieinwazyjne. Tak, tak, tak. Tylko mi chodzi o to, że używano tutaj tego, co ma dosyć długą nazwę, tam z kontrastem i tak dalej.

Ola: A, synchrotronowa fluorescencja rentgenowska.

Piotr: To również. Już specjalnie nie idę w te wszystkie, jak powiem, nazwy, bo one nic nikomu i tak nie powiedzą. Natomiast może tu linki jak zwykle będą w opisie.

Ola: Dobra, obrazowanie rentgenowskie.

Piotr: Tak, tak, tak. I teraz jeszcze jeden ciekawy element. Odkryto, że ten atrament, którego używano, w dużej części zawierał ołów. Nie wiadomo do końca skąd. Może to było zanieczyszczenie od naczynia, może jakieś innego pochodzenia zanieczyszczenie. I to jest świetna wiadomość, dlatego że o ile węgiel na węglu daje słaby sygnał, o tyle ołów na węglu daje bardzo dobry sygnał i dzięki temu daje się odczytywać znacznie więcej i znacznie ten ślad jest wyraźniejszy.

Piotr: W związku z czym w tej chwili trwa taki projekt, w którym mają przejrzeć te wszystkie papirusy, które są dostępne, zobaczyć, w których z nich są ślady ołowiu, bo to można stosunkowo łatwo i sprawnie stwierdzić, i te, które mają ołów, zakwalifikować jako pierwsze do odczytywania. Chodzi o to, żeby skupić siły rzeczywiście na tym, co daje największe nadzieje, a nie rozpraszać się bez potrzeby. Więc to jest…

Ola: Wiesz co, to trochę brzmi jak: co robisz w pracy? No palę takie pieńki trochę zrobione z papieru. A po co to robisz? Żeby odczytywać papirusy z Herkulanum.

Piotr: Żeby AI się wyuczył. Tak, dokładnie. No więc robią rozmaite te papirusy. Jest plan, żeby porobić z różnym składem atramentu, różną grubością, średnicą i tak dalej, w różnym stopniu je też zdeformować. No bo im więcej mamy takich, w których wiemy, co jest, no bo tu chodzi o to, że wiemy dokładnie co, jak, gdzie było zapisane, tak?

Piotr: Taka maszyna później dostaje jakby oryginalny obraz tego papirusu przed spaleniem i może go sobie porównywać z tym spalonym papirusem. Czyli wszystkie systemy sztucznej inteligencji dobre są w wynajdywaniu różnych regularności, których ludzkie oko czasami nie dostrzega. No więc tu jest nadzieja, że w ten sposób uda się to rzeczywiście, no, wytrenować jeszcze skuteczniej.

Ola: No chyba że sztuczna inteligencja znalazła sposób na to, że dostała zadanie odczytania zwoju, ale ponieważ gdzieś…

Piotr: Ale to nie jest…

Ola: Wiedziała, że oryginał…

Piotr: To nie jest LLM.

Ola: Treści tego zwoju istnieje, to włamała się w to miejsce, gdzie istniał ten oryginał zapisu…

Piotr: Żeby istniał oryginał, to by…

Ola: I żeby się… tego sztucznego zwoju i żeby się podlizać, żeby…

Piotr: Więc…

Ola: Wypełnić zadanie.

Piotr: Uratuję cię. To nie są LLM-y. To nie są te wielkie modele językowe.

Ola: Czyli large language problem.

Piotr: Tak, to są specjalizowane…

Ola: Large language. Boże, przepraszam.

Piotr: Large language problem. To jest trafne określenie, moim zdaniem, tego całego systemu. Nie, no to nie są te systemy, o których normalnie mówimy, czyli te, których używamy na co dzień. To są dość wyspecjalizowane jakieś tam sieci neuronowe, wykształcone akurat do tego.

Ola: Okej.

Piotr: Chociaż zapewne z jakiejś językowej też muszą korzystać.

Ola: Czyli [? niepewne: nie będą tańczą]?

Piotr: Nie wiem. Słuchaj, trudno mi powiedzieć. W każdym razie duże nadzieje z tym wiążą. Zwłaszcza że my tą willę dopiero zaczęliśmy przekopywać. To znaczy ona nie jest całkowicie odkopana, mimo że ją od dłuższego czasu odkopujemy, to tam prawdopodobnie jeszcze jest tego całkiem dużo. A ponieważ przestaliśmy niszczyć… O, psy się aktywują. Ponieważ przez…

Ola: No bo mówisz odkopujemy, to być może psy…

Piotr: Uznały, że będziemy je karmić.

Ola: Że będziemy razem kopać gdzieś.

Piotr: Nie, nie, myślę, że uznały, że będziemy je karmić. To jest najbardziej logiczne. Więc ponieważ przestaliśmy niszczyć te papirusy, więc jest nadzieja, że za kilka albo kilkanaście, albo kilkadziesiąt lat znajdzie się jakaś kolejna metoda, która pozwoli to jeszcze lepiej odczytywać. Co samo w sobie jest dla mnie niesamowite, że z takiego wałeczka zwęglonego można w ogóle cokolwiek odczytać. No, to kończę tą opowieść, bo psy już dają znać, żeby kończyć, więc kończę.

Ola: To prawda, ale chętnie bym się dowiedziała, czy to, co zostało odczytane, to nie to, że ktoś po prostu tak długo główkował i tak długo chciał to odczytać, że w końcu coś wymyślił, tylko że to naprawdę zostało odczytane.

Piotr: Nie, nie, nie. No są odczytywane i my wiemy, jakby jesteśmy w stanie zidentyfikować część tych prac. One też odpowiadają temu, czego się spodziewamy, więc nie, tu raczej nie ma takiej wątpliwości. Zresztą jakby zadaniem jest, są jakby dwie warstwy tego zadania: techniczna warstwa, czyli odczytanie, no i później już warstwa polegająca na tym, że specjaliści mają rozpoznać, co to jest. No, ale to są jakby dwa różne zadania. Tutaj się bardziej na tej technicznej stronie skupiliśmy.

Ola: No tak, psy już postanowiły zakończyć nasz podcast.

Piotr: Pa la.

1:02:59 Podsumowanie i słowo na dziś

Ola: A my przypominamy, że również co piątek ukazuje się Laboratorium Zbrodni i w Polskim Radiu na Spotify możecie nas słuchać. Oprócz tych wtorków, kiedy wypuszczamy nasze odcinki podcastu. To stukanie to jest, ponieważ psy już krzyczą na nas i każą nam kończyć.

Ola: Więc przypominamy, że co piątek ukazuje się nowy odcinek Laboratorium Zbrodni. Do znalezienia odcinki są w Polskim Radiu, na Spotify i na YouTubie. I oczywiście co wtorek wypatrujcie naszego podcastu…

Piotr: Chyba że jest akurat w środę.

Ola: Chyba że jest akurat w środę.

Piotr: Czasami wyjdzie.

Ola: Za co was przepraszamy. A zostaje nam jeszcze słowo na dziś.

Piotr: Tak jest. I tym słowem na dziś jest dzisiaj…

Ola: Rozkołys.

Piotr: No to cześć.

Ola: Cześć.

Źródła