Podcast Crazy Nauka · odc. 179

Skąd się bierze specyficzny zapach każdego mieszkania i woń starej klatki schodowej?

23-09-2026 · 74 min · Tematyczny, Chemia i materiały, Codzienne sprawy

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Każdy dom ma własny zapach – choć jego mieszkańcy zwykle przestają go zauważać. Skąd bierze się ta charakterystyczna mieszanka? Dlaczego po powrocie z urlopu nagle czujemy tę woń? I co właściwie tworzy ten tak dobrze znany zapach klatki schodowej w starym bloku?
Przed Wami nowy odcinek Podcastu Crazy Nauka!

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

Piotr: Dlaczego każdy dom ma swój szczególny zapach?

0:00:00 Wstęp

Ola: I dlaczego prawie nigdy nie czujemy zapachu miejsca, w którym sami mieszkamy? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski. Witam w podcaście Crazy Nauka. Dzisiejszy odcinek to będzie odpowiedź na pytanie, ale nie z tej serii pytań, co robiliśmy w czasie wakacji. To jest pytanie, które ktoś zadał nam dawno, dawno temu. I to było tak dawno, że przepraszamy, bo pytanie mamy zapisane jako takie do zrobienia odcinka. Natomiast kompletnie nie wiemy, kto był autorką tego pytania. O tym, że autorką, wnioskujemy z tego, jak ono jest sformułowane.

Piotr: W każdym razie bardzo dziękujemy autorce. Pozdrawiamy. Jak sobie przypomni, że to ona, to niech da znać.

Ola: A jeśli troszeczkę dziwnie wam dzisiaj brzmimy, to dlatego, że nagrywamy w terenie, a konkretnie w hotelu w Olsztynie.

Piotr: Tak. Pozdrawiamy Warmię.

Ola: Tak, pozdrawiamy Warmię i jeżeli chcecie zobaczyć, w jakich warunkach to robiliśmy, to wrzucamy zdjęcie na Facebooka naszego i na Instagrama i tam możecie zobaczyć, jak my pracujemy.

Piotr: Będzie pewnie trochę większy pogłos niż zwykle, bo no nie jest to optymalne miejsce do nagrywania, no ale jest, jakie jest, ponieważ jesteśmy w rozjazdach. I tak przepraszamy za opóźnienie, bo ten odcinek powinien się 24 godziny wcześniej pojawić, ale po prostu z racji tych naszych rozjazdów nie dało się.

Ola: Poprzednio byliśmy w Białymstoku…

Piotr: Na przykład.

Ola: 24 godziny temu.

Piotr: Również pozdrawiamy.

Ola: A jeżeli podoba wam się to, co robimy i to, jak to robimy, no to oczywiście prosimy, żebyście powiedzieli co najmniej jednej znajomej osobie o tym naszym podcaście i to nam bardzo pomoże. Bo oczywiście zasięgi, zasięgi, zasięgi. I mimo że tutaj nie walczymy o jakiegoś Oscara podcastowego, jeśli chodzi… Dobra, może to nie było najlepsze…

Piotr: Oscar.

Ola: Tak. Najlepsze porównanie. W każdym razie zasięgi są mimo wszystko dla nas ważne i po prostu przekazujcie wiedzę dalej.

Piotr: No i oczywiście zapraszamy do Laboratorium Zbrodni. To, co robimy z Polskim Radiem. No, nie powiemy o czym, najbliższy odcinek, bo dopiero w piątek, ale fajny jest.

Ola: Jeszcze tylko zdradzimy, że zbliża się zupełnie nowa seria podcastowa, którą przygotowujemy we współpracy z Polskim Radiem zamiast Sekcji Teorii Spiskowych, ale o tym powiadomimy was za pewnie dwa tygodnie albo troszeczkę. W każdym razie musimy oczywiście przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: No i tych nieliczących się również. Pytanie, o którym mówiliśmy, ja je przeczytam w brzmieniu oryginalnym, bo właściwie na nim zbudowaliśmy, również na tym, jak ono było sformułowane, ten odcinek. Więc: „A ja bym się chciała dowiedzieć, skąd się bierze specyficzny zapaszek każdego domu i dlaczego jeden dom praktycznie zapachu nie ma, inny tak. I dlaczego klatki schodowe w starych blokach śmierdzą? To już nie chodzi o odpaloną fajkę, ale ten zapach jest taki specyficzny”.

Piotr: No więc tak, rzeczywiście ten zapach klatki schodowej jest mega charakterystyczny. Oczywiście nie wszyscy Polacy wychowali się w blokach z wielkiej płyty. Wiemy, tak, wiemy o tym. Ale jeżeli ktokolwiek tam kiedykolwiek bywał w takich blokach, a większość ludzi jednak przy jakiejś okazji bywała, to pewnie zna ten zapach.

Ola: Ale też na innych klatkach schodowych, w starych domach ten zapach jest obecny.

Piotr: Tak.

Ola: W starych kamienicach.

Piotr: Ale też się różni.

Ola: W blokach z lat 70., które nie są wielką płytą. No w…

Piotr: No tak.

Ola: Ten charakterystyczny zapach. No znacie go na pewno.

Piotr: Więc spróbujemy się przyjrzeć, co tam się na niego składa. Chociaż akurat na tą część pytania odpowiedź okazała się być chyba najtrudniejsza.

Ola: To zacznijmy od tego zapachu mieszkania, bo do klatki schodowej przejdziemy troszkę później. Mieszkania, domu. Oczywiście zapach ten indywidualny nie jest uzależniony od jakiejś jednej substancji. Tam panuje mieszanina setek lotnych związków organicznych, czyli takich cząsteczek, które no łatwo odparowują z różnych materiałów, unoszą się w powietrzu z łatwością. I każdy dom, jak można się domyślać, ma taką własną, niepowtarzalną mieszankę tych związków.

Piotr: Oczywiście te zapachy to nie są wyłącznie te lotne związki organiczne, ten zapach domowy, ale one tu chyba najistotniejszą nutę wnoszą do takiego trwałego zapachu.

Ola: No tak, a źródeł tych zapachów, tych lotnych związków organicznych jest naprawdę całe mnóstwo. Są to na przykład meble z płyt wiórowych i kleje, które uwalniają no między innymi formaldehyd, szkodliwą substancję. Są farby, lakiery, które mają w sobie rozpuszczalniki. One też dają wyraźną nutę zapachową. Do tego oczywiście w domach gotujemy, smażymy, używamy środków czystości, tak? Myjemy podłogi, sanitariaty, mamy płyny do płukania tkanin, używamy kosmetyków, sprayów do powietrza. Jeżeli ktoś korzysta również z substancji zapachowych, takich w świeczkach, no to tam również to jest.

Piotr: Niektórzy nawet dezodorantów używają podobno.

Ola: Niektórzy nawet dezodorantów. Kadzidełka palimy, tak? Są też w domu z nami zwierzęta. No i oczywiście jesteśmy my sami. I tutaj trzeba powiedzieć, że mamy bardzo istotny wpływ. Nasze ciała mają istotny wpływ na to, jak wygląda ta mieszanina zapachów.

Ola: I ważne jest również to, co w takim mieszkaniu się znajduje. Jeżeli są tam dywany, zasłony, miękkie kanapy albo mniej miękkie, ale w każdym razie z tkanin zrobione, nie ze skóry czy ze sztucznej skóry, to potem można wyczuć te wonie, które zostały uwięzione w tkaninach. Jeżeli akurat jest tak, że ludzie nie sprzątają mieszkań czy nie gotują w nich albo nie sprzątają zbyt często, no to również takie mieszkanie będzie miało własną nutę zapachową. Tylko właśnie być może będzie to nuta z przewagą kurzu.

0:06:48 Badanie Home Chem

Piotr: No tak jest. Wbrew pozorom to jest temat, którym się całkiem dużo naukowcy zajmowali. Na przykład było takie badanie, które w 2018 roku zostały jego wyniki ogłoszone. To się nazywało Home Chem, od chem jak chemia, czyli taka chemia domu. Nie chemia domowa, bo to się z czym innym kojarzy. I to był specjalny dom, taki testowy Uniwersytetu Teksasu w Austin. 111 metrów kwadratowych, trzy sypialnie. I tam się naukowcy z różnych uczelni zebrali. W sumie 60 badaczy nad tym pracowało.

Piotr: I oni ten dom obstawili wszelkiego typu przyrządami, czujnikami, żeby właśnie wybadać, co tam się chemicznie w tym domu dzieje. No ale oczywiście taki dom, żeby coś się w nim działo, no to musi w jakimś stopniu żyć. I była grupa ochotników, którzy przez cztery tygodnie w tym domu, no, nie powiem, że żyli, bo oni tam nie spali. Takie było założenie, że nie śpią tam. Natomiast gotowali, sprzątali, no, każdego dnia coś tam robili i na bieżąco mierzono i badano, co się dzieje w powietrzu, jakie te zmiany wychodzą.

Piotr: No i oczywiście część rzeczy była dosyć takich prostych, tak? No bo na przykład jeżeli podłogi myto płynem o zapachu sosny, no to to podnosiło w powietrzu poziom limonenu. To jest taki zapach, właśnie taki związek o cytrusowym zapachu, bo on jest dodawany do tych środków myjących, tak? Z kolei no wiadomo, że jak używano jakichś wybielaczy z chlorem, one do różnych rzeczy mogły być stosowane, no to się chloroform pojawiał.

Piotr: Zresztą dość toksyczna substancja, jak to wiecie, to, co na filmach, jak ktoś na starych filmach przykłada chusteczkę komuś do twarzy i ten ktoś w ciągu pół sekundy traci przytomność i go gdzieś tam porywają, co jest oczywiście bzdurą, bo chloroform nie działa, ale niech tam.

Ola: Ale dawniej stosowano go jako środek do narkozy.

Piotr: Tak, jak najbardziej. Natomiast no nie tak, nie w takim tempie. Tam również na przykład chlor mógł reagować z lotnymi związkami, które by się unosiły w powietrzu w czasie jedzenia. Okazuje się, że ta chemia jest…

Ola: Bardziej gotowania chyba.

Piotr: Czy jedz… gotowania. Tak, masz rację. Gotowania. Tak, tak. Gotowania jedzenia. Chodzi mi o to, że jak gotowali jedzenie. Ale oczywiście masz rację.

Ola: I tam…

Piotr: Chodzi mi o to, że ta chemia jest strasznie skomplikowana, bo to nie jest tylko tak, że okej, mamy jeden środek, którym tam coś myjemy i drugi środek, który coś. Tylko one wszystkie razem ze sobą zaczynają reagować i z tego wychodzi jeszcze coś innego.

Ola: Dokładnie. To, co jest efektem tej reakcji, może reagować jeszcze z czymś innym. I ten ciąg, łańcuch tych kolejnych reakcji może być naprawdę długi i tam dziwne rzeczy wychodzą i skomplikowane. W każdym razie tu warto zwrócić uwagę na to, co się działo, kiedy, uwaga, badacze zasymulowali Święto Dziękczynienia.

Piotr: Przepraszam, mi się podoba koncepcja symulowania Święta Dziękczynienia.

Ola: Otóż to. Badacze zaczęli przygotowywać pieczonego indyka dla 10 osób, dla ponad 10 osób. No i tutaj pojawiło się coś, co być może wielu z was nie zaskoczy, ale na przykład nas kiedyś zaskoczyło, bo wstawiliśmy sobie do domu czujnik tych pyłów zawieszonych, czyli tych PM10 i PM2,5, tych, co są takie szkodliwe.

Piotr: No tych takich, tak.

Ola: I co są…

Piotr: Co w smogu są obecne.

Ola: Tak, [? niepewne: smogu obecne]. No i cóż, właśnie podczas tego eksperymentu wyniki pokazały, że tych pyłów zawieszonych podczas pieczenia było chwilami tyle, że gdyby takie powietrze było na zewnątrz, to by uznano, że panuje smog i że wychodzenie na zewnątrz jest bardzo niezdrowe.

Piotr: Tak, no my jak w domu sobie takie eksperymenty prowadziliśmy, to rzeczywiście przy niektórych czynnościach kuchennych ten czujnik wariował i ostrzegał i tak dalej.

Ola: Było jak w Pekinie.

Piotr: Tak, no dosłownie. Więc to też jest…

Ola: Albo na Śląsku.

Piotr: I to całkiem dłuższą chwilę zajmowało zniknięcie tego. To znaczy warto po takich czynnościach naprawdę, jeśli to jest możliwe, o ile oczywiście na zewnątrz powietrze jest lepsze, porządnie wywietrzyć, bo my se sami robimy. Ja już nie mówię o czymś takim jak kominek, bo jakikolwiek kominek czy cokolwiek tego typu powoduje, że mamy po prostu w środku smogownię na maksa, nawet przy dobrym ciągu.

Ola: Tak, ale pieczenie i smażenie to są te dwie czynności, po których naprawdę prosi się o wietrzenie, a nawet trzeba to zrobić. W każdym razie my sami też jesteśmy wytwórcami tych zapachów. Jesteśmy tak naprawdę chodzącymi reaktorami chemicznymi, bo my wdychamy powietrze i je wydychamy już o innym składzie, tę mieszankę. Jest tam między innymi izopren i aceton, czyli produkty wynikające z naszego metabolizmu.

Ola: I w 2022 roku ukazał się taki artykuł na łamach pisma Science, który wykazał coś jeszcze ciekawszego. To znaczy, co się dzieje w momencie, kiedy wytwarzamy sebum, czyli łój skórny, którego składnikiem jest skwalen. Otóż z tym skwalenem reaguje między innymi ozon, który wpada do domów przez okna z zewnątrz. No i w wyniku tej reakcji ozonu ze skwalenem powstają bardzo reaktywne rodniki hydroksylowe.

Ola: No, to są oczywiście te szkodliwe wolne rodniki, które rozkładają inne związki obecne w powietrzu. A jeśli chodzi o ich wpływ na nas jako na organizmy żywe, no to uszkadzają struktury białkowe, uszkadzają również DNA i struktury lipidowe, więc nie robią nam niczego dobrego. I autorzy tego badania nazwali ludzi takim ludzkim polem utleniającym. Nie wiem, czy to jest dobre sformułowanie, dobrze przetłumaczone przez nas. Natomiast można sobie… No właśnie. Ludzki reaktor chemiczny, ludzkie pole utleniające. My sami też sobie to robimy.

Piotr: Nasz wpływ na tą atmosferę w domu, tą dosłownie atmosferę, jest bardzo konkretny, ale też bardzo złożony. W ogóle to, co się unosi w powietrzu w domu, jest bardzo, bardzo skomplikowane. I w 2021 roku było takie badanie omawiające metodę, która w próbce powietrza z mieszkania może wykryć nawet 1000 różnych związków chemicznych.

Piotr: I to tworzy taką specyficzną dla danego miejsca mieszankę, na którą może wpływać na przykład to, co się wydostaje z gleby pod domem, co tam kiedyś, nie wiem, na przykład było zakopane albo jakiś skład tej gleby. To jest kwestia oczywiście farb, którymi wszystko było malowane, mebli, dywanów. I w ten sposób możemy sobie zrobić taki, no, właściwie taki znacznik danego domu. I ludzie spędzają w pomieszczeniach generalnie mnóstwo czasu, no…

Ola: Zwłaszcza w naszych szerokościach geograficznych.

Piotr: Większość z nas jednak pracuje. No nie wszyscy, dobrze, ale znacząca część pracuje przynajmniej częściowo we wnętrzach. No i oczywiście resztę czasu też zazwyczaj spędzamy wewnątrz. Także mamy tam kontakt z naprawdę ogromną mieszaniną rozmaitych substancji, ale też mikroorganizmów. A o mikroorganizmach za moment powiemy.

Ola: Ale zanim do tego przejdziemy, no to chcemy wam powiedzieć, że ten nasz podcast nie powstaje szybko. Dany odcinek. No i bardzo dobrze, że tak jest, bo zanim usiądziemy przed mikrofonami i zaczniemy wam te wszystkie rzeczy opowiadać…

Piotr: W Olsztynie.

Ola: Robiąc sobie śmiechy-chichy od czasu do czasu tam, gdzie można. No to my sporo czytamy, sprawdzamy źródła, szukamy potwierdzenia różnych rzeczy. No i próbujemy zrozumieć temat na tyle dobrze, żeby, no cóż, nie powtarzać wam tutaj, jak leci, każdej informacji, która nam się trafiła w internecie.

Piotr: Tak, a dużo ich jest. No więc jeżeli wam się podoba takie podejście, jeżeli chcecie, żebyśmy tak mogli dalej pracować, no to możecie nas wesprzeć albo na Patronite, albo na Buycoffee.to, albo po prostu dać nam subskrypcję, ocenić podcast. To nam po prostu pozwala trafić do większej liczby osób. Bardzo to jest dla nas cenne.

Ola: No i oczywiście bardzo wam dziękujemy, że jesteście tu z nami. Jesteśmy my przy waszych uszach i że możemy do was mówić.

Piotr: A że wy do nas piszecie.

0:16:23 Grzyby w domu

Ola: I że do nas piszecie, zadajecie pytania. A przechodzimy teraz do dalszej części omówienia tego, co się w tych naszych domach czai…

Piotr: Kotłuje.

Ola: Kotłuje i co odpowiada za te domowe zapaszki. A oczywiście są tam grzyby. Grzyby, które, no jak sobie tak o nich myślimy, to no nie brzmi to zbyt dobrze. Grzyb w domu. I tutaj powiedzmy sobie szczerze, w każdym domu istnieją, żyją grzyby. To nie jest tak, że świetnie posprzątamy dom i wręcz go odkazimy i tam nie będzie ani pół grzyba. Nieprawda.

Ola: Jeżeli tylko uchylimy okno, te grzyby nam wpadną z zewnątrz. Na przykład Cladosporium, Alternaria. To są grzyby powszechnie występujące w środowisku. No i potwierdziły to badania z 2016 roku, które pokazały, że od tego, ile grzybów żyje na zewnątrz naszych domów, zależy to, ile ich będzie przy otwartych oknach wewnątrz, tak? No to nie jest jakby odkrycie na miarę Ameryki.

Piotr: No tak, ale to jest kwestia tego, że jeżeli na przykład mamy dom, który ma ogródek i w tym ogródku są, nie wiem, jakieś wilgotne miejsca, gdzie te grzyby się dobrze rozwijają, no to one nie to, że stwierdzą, że hej, do domu nie wchodzimy. No to w dużym stopniu jednak wtedy to, co się dzieje w domu, będzie zależne od tego, co się dzieje na zewnątrz. O ile oczywiście jest ten przepływ, tak, mamy te, nie wiem, okna, taras i tak dalej otwarte.

Ola: Natomiast kiedy już zamkniemy okna, to o tym, co jest w domu, decyduje wilgotność w tych pomieszczeniach. No i cała grupa grzybów typowych dla zawilgoconych mieszkań może się u nas pojawiać. Najczęstsze są Penicillium, czyli pędzlaki, Aspergillus, kropidlaki. To są, no, absolutnie powszechnie występujące grzyby pleśniowe. One należą do tej samej rodziny kropidlakowatych. Trudne słowo.

Ola: I one rzeczywiście lubią wilgoć, chociaż niektórym z nich wystarczy nawet półsuche podłoże, żeby się dobrze rozwijać. Badania pokazały, że również w domach powszechne są grzyby o nazwie Stachybotrys i jest to jeden z grzybów, które są nazywane czarną pleśnią. Dlatego mówię, że jeden, bo jest ich dużo więcej, tych rodzajów czy też gatunków, które bywają tak nazywane. I on potrzebuje naprawdę mokrego podłoża. Tam dobrze mu się rozwija w celulozie, a więc w płytach gipsowo-kartonowych, w tapetach czy na papierze.

Piotr: Tak, można czasem obejrzeć takie dramatyczne filmy, szczególnie amerykańskie, bo to Amerykanie celują w budowaniu z karton gipsu, gdzie ktoś odrywa jakąś płytę karton gipsową i tam jest jakieś po prostu piekło i szatan. Jest czarna jama pełna czarnej pleśni. To jest rzeczywiście rzecz bardzo niebezpieczna.

Ola: Jest również coś takiego, co się nazywa, trudne słowo, Aureobasidium pullulans. Przepraszam, pullulans. Czarny grzyb drożdżopodobny. On często siedzi sobie na wilgotnych ramach okiennych i w uszczelniaczach.

Piotr: A to tak, to widać. To się rzeczywiście zdarza. Tam na przykład w zimie…

Ola: Na uszczelce…

Piotr: Tak.

Ola: Na okienku naszym w łazience, które często jest uchylone. Tam się rzeczywiście zbiera taki czarny…

Piotr: Tam się skrapla woda.

Ola: Czarny, czarny taki film…

Piotr: Takie nieprzyjemne coś.

Ola: Śluzowate.

Piotr: My to ścieramy i usuwamy, ale rzeczywiście to ma tendencję, mimo że łazienka jest sensownie wietrzona, to takie miejsce, w którym to się rodzi. Takie fajne badanie zrobili naukowcy z Uniwersytetu w Oslo. Mianowicie poprosili mieszkańców domów w Norwegii, i to w całej Norwegii, żeby poprzysyłali próbki, różne próbki. Tu głównie akurat nam chodziło o próbki kurzu. Dostali z 271 domów ponad 800 rozmaitych próbek.

Piotr: Badano to w ten sposób, że no trudno byłoby, że tak powiem, indywidualnie te grzyby tam rozpoznawać, w związku z czym po prostu przeprowadzono badanie DNA, wyszukując odpowiednie, jak powiem, charakterystyczne sekwencje dla danego gatunku. Bardzo wyraźnie było widać, bo tam oni również prosili o pobieranie – to było chyba z łazienki, z salonu, ale też sprzed samego domu, sprzed wejścia do domu, gdzieś tam z okolicy wycieraczki czy czegoś takiego. No i bardzo wyraźnie było widać, że to jest jednak inny grzybowy świat wewnątrz domu i na zewnątrz. Natomiast istotny tutaj był bardzo klimat okolicy, bo oni oczywiście też zbierali informacje o tym, skąd dokładnie dana próbka pochodzi.

Piotr: Też robiono podobne badanie dla przedszkoli i tam się pojawiały grzyby z rodzaju, on się nazywa Malassezia. To są takie podstawczaki, takie grzyby, które sobie rosną, no znaczy, żyją między innymi na ludzkiej skórze. One naturalnie tam występują i wszystko jest dobrze, chociaż potrafią zmieniać swoją formę z niewiadomych do tej pory względów i potrafią po tym, jak zmienią swoją formę, to nagle się stają agresywne i potrafią wywoływać różne choroby grzybowe skóry. No w każdym razie one były mocno obecne w przedszkolach.

Piotr: No, to jest tak, że spora część tych grzybów, które są w domu, nie tylko grzybów, pochodzi z nas samych. No bo my musimy pamiętać o tym, że nawet jak się bardzo dokładnie wymyjemy i odkazimy i tak dalej, to bardzo szybko się pojawiają grzyby na naszej skórze. I to jest zresztą część warstwy ochronnej skóry. Także to nie należy. Teraz jak ktoś usłyszał, to niech nie pędzi się teraz szorować, bo to normalne.

Ola: Absolutnie normalne. Ale jeżeli kojarzymy zapach mieszkania z zapachem grzybów, no to nie jest taki miły zapach podgrzybków czy zupy grzybowej…

Piotr: Poza smażeniem jajecznicy z kurkami na przykład.

Ola: No, poza przygotowywaniem Wigilii, kiedy susz grzybowy się gotuje.

Piotr: Albo symulowania Wigilii.

Ola: Natomiast te grzyby, których sobie tak nie do końca życzymy w naszych domach, one pachną dlatego, że wydzielają własne lotne związki. Jest wśród nich oktenol, czyli alkohol grzybowy.

Piotr: Kocham te nazwy.

Ola: Brzmi to pięknie.

Piotr: Brzmi imprezowo.

Ola: I on w dużym stopniu odpowiada za ten charakterystyczny zapach wilgotnego powietrza we wnętrzu. Nie bójmy się tego nazwać stęchlizną.

Piotr: Tak, przy czym to oczywiście stęchlizna to już jest takie bardzo mocne określenie. Ten zapach stęchlizny jest nie do pomylenia, ale jest takie coś…

Ola: Taki lekko zatęchły zapach.

Piotr: Tak, tak.

Ola: I ta substancja powstaje w ten sposób, że grzyby tną swoimi enzymami kwas linolowy, czyli tłuszcz, który no znamy na przykład z olejów roślinnych, i wydzielają go między innymi kropidlak, czyli znany już wam aspergillus, pędzlak, czyli penicillium, te wspomniane alternaria i kladosporium. I też warto zaznaczyć, że ten sam oktenol to jest to, co nam pachnie w pieczarkach. No i daje taką lekko grzybową nutę serowi camembert.

Piotr: Oczywiście o ile jemy na ciepło, bo jak jest zimny, to nie pachnie wcale prawie.

Ola: A to.

Piotr: Polecamy podgrzanie lekko, znaczy nie podgrzanie, podgrzać też można, ale chodzi mi o to, żeby wyjąć z lodówki na dobre naście minut, zanim zaczniemy jeść.

Ola: Otóż to. No i ciekawostka, jak to [? niepewne: mawiają] w podcaście amerykańskim, nieciekawa ciekawostka. Ten zapach również przyciąga komary.

Piotr: Czyli nie jedzcie camemberta, jak są komary, bo nie wiadomo, co się może wydarzyć.

Ola: Ja nawet powiem: wiadomo.

Piotr: Wiadomo.

Ola: Wiadomo, co się może wydarzyć.

Piotr: Pytanie, czy zostaniemy zjedzeni przez komary, czy one się rzucą na ten ser nasz i nam zjedzą ser.

0:24:52 Geosmina – zapach deszczu i piwnicy

Piotr: Dobrze, zostawmy komary na chwilę. Jeszcze jest drugi taki związek, który też odpowiada bardzo mocno za ten zapach i to jest związek, o którym myśmy już co najmniej raz mówili dawno temu w podcaście. To jest geosmina, czyli…

Ola: Czyli dlaczego deszcz tak pięknie pachnie?

Piotr: Tak, dokładnie ten zapach wiosennego zwłaszcza deszczu to jest właśnie zapach geosminy. To jest substancja, która jest wytwarzana przez – no, chociaż nie tylko – głównie bakterie glebowe, streptomyces, z rodzaju streptomyces. Zresztą im zawdzięczamy wiele antybiotyków. Bardzo jesteśmy im wdzięczni. Też sinice, niektóre pleśnie wytwarzają tą geosminę. Więc to jest kolejny zapach, który nam się bardzo mocno kojarzy właśnie z, no to jest też związane z wilgocią, tak, z tym… To nie jest dokładnie stęchlizna, ale właśnie taki trochę, powiedziałbym, piwniczny zapach bardziej.

Ola: To prawda. Ta geosmina to jest element strategii, można powiedzieć, rozrodczej bakterii, jeżeli można użyć takiego sformułowania.

Piotr: No można.

Ola: Badania z 2020 roku, przeprowadzone przez naukowców ze Szwecji i Wielkiej Brytanii, pokazały, że bakterie wtedy wytwarzają tę swoją geosminę, kiedy tworzą zarodniki. I zapach ten właśnie charakterystyczny wabi takie stworzonka o nazwie skoczogonki, które są takimi malutkimi stawonogami glebowymi. One mają długość zaledwie około półtora milimetra, więc są naprawdę malusieńkie. Ale one są bakteriom bardzo potrzebne do tego, żeby skoczogonki je zjadły.

Piotr: Chciałem powiedzieć, że skoczogonki są śliczne. To znaczy jak sobie…

Ola: Tak, one…

Piotr: wpiszecie skoczogonek, czy skoczogonki w Google'u, to ja wiem, że niektórzy mają awersję do rozmaitych tego typu stawonogów. Natomiast ten jest, no one są prześliczne. One są takie…

Ola: Półprzezroczyste, mają sześć łapek…

Piotr: Bardzo [? niepewne: kpietaszne], tak, tak.

Ola: I mają takie czułki, można powiedzieć.

Piotr: No bardzo piękne.

Ola: W każdym razie one zjadają bakterie, a zarodniki tychże bakterii przyklejają się do ich ciał albo przechodzą przez ich jelita, ale zupełnie bez szwanku, nieuszkodzone. No i w ten sposób skoczogonki, które sobie wędrują po glebie, we wnętrzu gleby, roznoszą te zarodniki i w ten sposób bakterie mogą zasiedlać kolejne obszary. I też badania pokazują, że te organizmy, jedne i drugie, są niezwykle stare. Zarówno te bakterie streptomyces, które w ten sposób korzystają ze skoczogonków, jak i same skoczogonki pojawiły się na Ziemi mniej więcej pół miliarda lat temu.

Piotr: I że ta współpraca ich bardzo możliwe, że już wtedy funkcjonowała. Nie mamy na to dokładnie dowodów, ale to wspólne pojawienie się i skuteczny, powiem, rozrost obu grup pokazuje, że to bardzo możliwe, że one są ze sobą blisko związane.

Ola: Przepraszam, właśnie usiłowałam…

Piotr: Dyskretnie otworzyć butelkę.

Ola: odkręcić butelkę z wodą…

Piotr: Tak.

Ola: ale tu jest niemożliwe cokolwiek dyskretnego.

Piotr: Ale to się nic nie da dyskretnie. Dzisiaj nie ma z nami naszych psów, w związku z czym Ola sama musi wytwarzać jakieś dźwięki zamiast naszych psów, które to psy pozdrawiamy. Niestety nie słuchają naszych podcastów, chyba że uczestniczą w ich nagrywaniu.

Piotr: Słuchajcie, z geosminą jest bardzo ciekawa rzecz. Mianowicie my ją wyczuwamy w niezwykle małych stężeniach, bo z różnymi substancjami, a geosmina rzeczywiście, no tu jest wyjątkowa. Tak liczbowo rzecz biorąc, to jest tak, że wyłapujemy już od 4 do 10 nanogramów na litr. Tak, wiem, że nikomu to nic nie mówi, w związku z czym…

Ola: Ale to bardzo, bardzo mało.

Piotr: Bardzo mało. Musimy się odwołać do najlepszej na świecie miary wszystkiego, czyli uwaga, uwaga: basenów olimpijskich.

Ola: Basenów olimpijskich. A jakże! Czy mamy jakiś odcinek bez odniesienia…

Piotr: Tak, w jednym…

Ola: do basenów olimpijskich?

Piotr: Był w odcinku chyba, już nie pamiętam którym, właśnie żeby ominąć baseny olimpijskie, to mówiłem coś tam o Pałacach Kultury, ale tak bardzo się…

Ola: Ale wszyscy wiedzieliśmy, że masz…

Piotr: Że chodziło mi o baseny olimpijskie.

Ola: Tak, na myśli baseny olimpijskie.

Piotr: A więc z geosminą to jest tak, że to stężenie, w którym już ją wyczuwamy, to jest tak, jakby rozpuścić jedną łyżeczkę geosminy, uwaga, w 200 basenach olimpijskich. Nie róbcie tego w domu, ale to jest, no, jak widać, stężenie bardzo, bardzo niewielkie.

Piotr: I udało się dopiero w 2024 roku odkryć receptor ludzki, który odpowiada za wyczuwanie geosminy. Na pewno bardzo dużą różnicę zrobi wam to, jak się dowiecie, że nazywa się OR11A1. I w ogóle tych receptorów, jak się okazuje, w naszym nosie jest bardzo dużo, bo testowano ponad 600 tam różnych wariantów receptorowych i tylko ten jeden jedyny na geosminę reagował. No ale jak widać, reaguje na nią bardzo, bardzo skutecznie. I on jest w ogóle dość stary ewolucyjnie, bo pojawia się u najróżniejszych ssaków, myszy, wielbłądów, ludziów i innych tam takich, w związku z czym widać, że pojawił się ewolucyjnie dawno temu.

Ola: No a to, że jesteśmy tak bardzo wyczuleni na ten zapach, to coś może znaczyć. Coś w tym jest. Tylko co?

Piotr: Tylko co?

Ola: No to przebadano pod tym kątem na przykład muszki owocówki. I okazuje się, że dla nich zapach geosminy to jest ostrzeżenie przed zepsutym jedzeniem, tak zepsutym, że dla nich szkodliwym. Z kolei wielbłądy wyczuwają geosminę, dlatego że to pomaga im trafić do wody.

Ola: Jeśli chodzi o ludzi, no to tutaj, cóż, nie wiemy, jaka jest funkcja tej niezmiernej wrażliwości na geosminę. Może połączenie tego, co odczuwają muszki owocówki i wielbłądy? Być może. Natomiast co warto wspomnieć, jeśli chodzi o geosminę rozpuszczoną w wodzie, to ona nam przede wszystkim przeszkadza, bo psuje smak wody pitnej i właśnie powoduje, daje ten mulisty posmak rybom słodkowodnym.

Piotr: Tak, te słynne karpiowe aromaty to jest właśnie geosmina.

Ola: Tak, dzisiaj przy Wigilii jesteśmy jakoś tak mocno.

Piotr: Tak, jakoś tak. Wigilia to polskie święto dziękczynienia. Tak, tak. Znaczy oczywiście w wodzie geosmina może ostrzegać o tym, że woda jest w jakiś sposób tam skażona, no ale też czasami to jest przy takiej wrażliwości naszej na geosminę, to jest to raczej nadwrażliwość.

Ola: Tak. I to jest zastanawiające, skąd ona się wzięła. Jeszcze czekamy na kolejne wyniki badań.

0:32:08 Dlaczego domy pachną w różnym natężeniu

Piotr: Czekamy. I teraz pytanie. Część tego pytania od naszej słuchaczki bardzo interesująca. Dlaczego domy pachną w różnym natężeniu? Bo dlaczego różnie pachną, to już sobie pogadaliśmy. No bo jedni gotują to, inni gotują tamto, jedni mają takie, inni inne. Natomiast pytanie, dlaczego tak różnie? I tu są dwie odpowiedzi. Jedna jest po prostu prostsza, taka część czysto fizyczna, a druga jest chyba znacznie ciekawsza.

Ola: No tak, no to ja zacznę od tej prostszej odpowiedzi. Otóż dom, który nie pachnie, to po prostu, znaczy nie ma domów, które nie pachną, tylko po prostu istnieją takie, które mogą mieć mniej tych źródeł zapachu, dlatego że na przykład nie mają dywanów, nie mają starych kanap, nie są w nich zawieszone rzadko prane zasłony i firanki, więc te obiekty nie magazynują tych lotnych substancji zapachowych, nie oddają…

Piotr: Albo ktoś nie gotuje w domu na przykład za bardzo, tak?

Ola: Dokładnie. Nie ma kota, nie ma łazienki, której nie wietrzy.

Piotr: Nie ma wielbłąda.

Ola: Nie ma wielbłąda, nie ma muszek owocówek. Nie ma.

Piotr: Te to są…

Ola: Raczej nie ma. W każdym razie każdy dom pachnie, ale niektóre mogą pachnieć mniej. Na przykład kiedy my rzadziej w nich bywamy.

Piotr: No tak. No i po prostu im mniej źródeł zapachu, im mniej tych magazynów zapachu, tym mniejszy zapach. Natomiast to, co jest znacznie bardziej intrygujące, to jest zjawisko, no, tak można to nazwać, jakąś ślepotą węchową. Bo to jest tak, że my mamy całkiem rozbudowany oczywiście system rozpoznawania zapachów, mimo że daleko nam tam do psów i różnych innych gatunków. Mieliśmy kiedyś o psich nosach odcinek.

Piotr: Mamy te receptory węchowe, cząsteczki, które wywołują zapach. No bo to są różne rzeczy, mogą być. Przylepiają się do tych receptorów, aktywują je, sygnał biegnie do mózgu. Zresztą za to Nagroda Nobla w 2004 roku została przyznana. My mamy około 400 genów, które kodują receptory węchowe. One się tam miksują na różne sposoby. Tych receptorów może jest więcej, bo to są różne kombinacje. To jest dość skomplikowany układ. Bardzo dawno temu się o tym uczyłem.

Piotr: W każdym razie problem polega na tym, że nie wiemy, na co reaguje większość tych receptorów. Znaczy mniej więcej co piąty z nich udało nam się na razie rozpoznać, 20 procent, więc wciąż jeszcze tutaj badania nad tymi receptorami są daleko w krzakach.

Ola: No i tutaj właściwa część tej odpowiedzi, a mianowicie po prostu możemy być ślepi na pewne zapachy, które po prostu przestaliśmy zauważać. Dlatego na przykład nie czujemy zapachu własnego domu. To zjawisko się nazywa adaptacją węchową, właśnie ślepotą węchową. Takie trochę pomieszanie terminów, ale zostało przebadane, owszem.

Ola: W amerykańskim Monell Chemical Senses Center były prowadzone badania i naukowczyni, która je prowadziła, stwierdziła, że odczucie zapachu słabnie mniej więcej już o połowę, już w pierwszej minucie, kiedy przebywamy wraz z tym zapachem. No i z tego powodu na przykład wyczuwamy zapach tych naszych domów dopiero wtedy, kiedy po dłuższym czasie nieobecności w domu wracamy do niego i otwieramy drzwi. I wtedy rzeczywiście ten zapach staje się dla nas wyraźny, po czym znowu się do niego adaptujemy.

Piotr: Żeby było jasne, ta adaptacja nie polega na tym, że my nie czujemy pewnych zapachów w ogóle, tylko że się do nich po prostu przyzwyczajamy. I to zresztą ma głębokie uzasadnienie, dlatego że najczęściej, jeżeli jest jakiś zapach, który nam towarzyszy przez długi czas stale, to on nie jest ważny, tak po prostu. To znaczy nie zagraża nam, nie jest alarmujący, nie niesie żadnej istotnej informacji. No bo jeżeli coś stale pachnie tak, jak pachnie, no to znaczy, że pachnie i możemy z tym żyć i dajemy radę, tak?

Ola: Natomiast kiedy pojawia się coś innego, to na przykład może być zepsute jedzenie albo dym. To jest sygnał dla nas, że w tym znajomym otoczeniu węchowym my powinniśmy zwrócić uwagę na coś, co może być dla nas zagrożeniem.

Piotr: Dokładnie. Zresztą robiono takie fajne doświadczenie, gdzieś z 96 roku. Mianowicie podstawiano ludziom koło łóżka dwa zapachy. To był taki zapach charakterystyczny dla, no powiedzmy, kamfory, igliwia sosnowego. Te takie choineczki klasyczne. Wiecie, co to taksówkarze wieszają, już teraz chyba rzadziej. To jest octan izobornylu. To jest właśnie taki zapach iglastawy.

Ola: Ale ja to pamiętam z czasów taksówkowych, jak się kiedyś jeździło taksówkami, to były te choineczki, ale waniliowe takie.

Piotr: Nie, no różnie. Choineczek jest mnóstwo, ale klasyczna choineczka…

Ola: No ale one dominowały.

Piotr: Nie, ja uważam, że dominowały te choineczki o zapachu iglastym.

Ola: Właśnie. Możecie nam napisać, co wy uważacie, że co dominowało…

Piotr: No możecie.

Ola: W różnych środkach transportu.

Piotr: No więc jeden z tych zapachów to był ten właśnie zapach iglasty. Drugi to był taki związek, który ma cytrynowy zapach, ale to jakby nie chodzi o to dokładnie, jakie to były związki, tylko chodzi o to, że ludzie przestawali odczuwać te zapachy, które im towarzyszyły stale. Żeby w ogóle zaczęli je znowu czuć, to trzeba było znacznie wyższego stężenia niż na początku.

Piotr: I co ciekawe, ta obniżona wrażliwość na zapach bardzo długo się utrzymywała. Oczywiście, o ile przez dłuższy czas oddziaływała na ludzi, bo to nawet były dwa tygodnie po zakończeniu tej ekspozycji, ekspozycji na te zapachy. Czyli jak im zabierali to z łóżka, to igliwie, to jeszcze…

Ola: Musiało im być niewygodnie.

Piotr: Tak, tak. To jak te…

Ola: Z odebraniem.

Piotr: Ty tu wprowadzasz zamęt, moja droga. To było…

Ola: Zamęt wprowadziłeś ty. No bo wybiegłeś na…

Piotr: Boże, to straszne.

Ola: Do przodu w naszym podcaście i ja teraz nie będę miała co powiedzieć w następnym fragmencie. Będę znacząco milczała.

Piotr: Jeżeli przez następne dwie minuty będzie cisza, to znaczy, że ja spaliłem jakiś temat, który mieliśmy przygotowany na później, i Ola mi tego nie wybacza i patrzy przez dwie minuty na mnie karcąco, więc musisz. Nie przewijajcie tego.

Ola: Spalam go wzrokiem.

Piotr: Nie przewijajcie tego fragmentu.

Ola: Szkoda, że państwo tego nie widzą, jak to mawiał pewien komentator sportowy w radiu.

Piotr: Właśnie. W każdym razie dwa tygodnie potrzeba było, żeby wrócić do takiego normalnego odczuwania przy długiej ekspozycji. To zjawisko też występuje przy krótkim wąchaniu zapachów. Jak pójdziecie do perfumerii, próbujecie powąchać różne tam zapachy, dość szybko wam się to wyłącza.

Ola: O rety, to jest najgorsza rzecz. Ja chyba do trzech mogę tylko zapachów doliczyć. W sensie próbuję sobie dobrać jakiś zapach. Tak, strefa bezcłowa na lotnisku. To oczywiście wydaje nam się, że tam ceny są niższe, co jest nieprawdą…

Piotr: Niestety jeden produkt.

Ola: Ale się strasznie nudzimy na lotnisku albo gdziekolwiek i chodzimy i staramy się no coś takiego fajnego wybrać dla siebie, żeby potem oczywiście zaczaić się i gdzieś przez internet to kupić o połowę taniej. I okazuje się, że przy trzecim zapachu ja już prawie nic nie czuję, a przy czwartym to już jest katastrofa. Cała blokada. Pytanie, jak wy macie?

Piotr: Wtedy trzeba…

Ola: Bo ja się zastanawiam. Mam wrażenie, że u mnie to się szybko kończy.

Piotr: Wtedy trzeba wyjść na kilka minut z tego obszaru zapachowego, pójść sobie gdzieś indziej albo, nie wiem, powąchać kawę albo coś takiego. Jak człowiek wróci, to po tych, powiedzmy, kilku minutach, właśnie przy takiej krótkiej ekspozycji, wraca nam normalne odczuwanie zapachów. No, w każdym razie to jest odpowiedź właściwie, dlaczego nie czujemy tego zapachu naszego własnego domu. On tam jest, tak żeby nie było wątpliwości.

Piotr: Zresztą to rzeczywiście tak jest, jak mówiłaś, że jak się wchodzi do domu po dłuższej przerwie, to człowiek ma wrażenie, że w tym domu coś jest nie tak. To znaczy na przykład, że on jest taki…

Ola: Taki lekko zatęchły.

Piotr: Tak.

Ola: No faktem jest, że nie było wietrzone, tak?

Piotr: No tak, ale to nie do końca o to chodzi. Znaczy my przez ten krótki czas zaczynamy odczuwać zapach tego naszego domu, więc warto pamiętać o tym, że to jest ten zapach, który czują ludzie obcy, którzy do nas przychodzą, którzy nie są do tego przyzwyczajeni.

Ola: Myślisz, że im też jest mało przyjemnie?

Piotr: Jeżeli wali trupem na przykład, to być może jest to dobry sygnał, żeby coś z tym zrobić i…

Ola: Przeszukać.

Piotr: Wykopać stryja jednak spod schodów.

Ola: Albo sprawdzić w wersalce, co się dzieje.

Piotr: Albo sprawdzić w wersalce. Tak, tośmy się pośmiali ze zwłok. W końcu true crime podcasty też robimy.

0:41:29 Zapach klatki schodowej

Piotr: No tak. I teraz najtrudniejsza część, czyli klatka schodowa. Bo szukaliśmy jakichś badań o klatkach schodowych, zwłaszcza polskich. Wyobraźcie sobie, że nikt…

Ola: Klatka schodowa. Już było o słynnym radzieckim uczonym.

Piotr: Wiedziałem, że to powiesz.

Ola: Który wynalazł klatkę. Schodową.

Piotr: Badum-tss. Nie mam, nie mam. Nagrywałem na innym recorderze, więc nie mam tego w banku tego dźwięku, więc robię go badum-tss. No to był…

Ola: Ale ciebie też kiedyś to śmieszyło.

Piotr: Tak, wiesz, miałem wtedy…

Ola: 40 lat temu.

Piotr: 12 lat i pacholęciem będąc, tak, klatka schodowa i stacja benzynowa i inne liczne żarty z rosyjskich nazwisk. Absolutnie tak. No w każdym…

Ola: Nie z rosyjskich nazwisk, tylko z rosyjskiej rzekomej wynalazczości, która obejmowała po prostu…

Piotr: No tak, to prawda.

Ola: …wszystkie możliwe rzeczy, czynności…

Piotr: To prawda.

Ola: …i wynalazki na świecie.

Piotr: Już wam opowiadałem o tej książce o metalach, którą bardzo lubię, i ona jest fajna, bo była jedna z takich pierwszych pozycji, które we mnie wywołały zainteresowanie nauką w ogóle. Ale teraz jak się do niej wraca, to okazuje się, że Rosjanie odkryli praktycznie wszystko.

Ola: No widzisz, widzisz.

Piotr: Tak. A nawet jeżeli czegoś nie odkryli, to tylko dlatego, że właściwie to odkryli, ale nie chcieli nikomu mówić, żeby innym też dać szansę, żeby zabłysnęli tam jacyś Amerykanie. Co tam, co 20. odkrycie mieli.

Ola: Rosjanie dawali szansę Amerykanom.

Piotr: Tak, Rosjanie, wiesz, coś odkrywali, po czym czekali, żeby innym było miło. Tak mniej więcej taki jest wydźwięk tej książki. Także…

Ola: A mógł zabić, tak?

Piotr: Tak, tak, tak. Więc klatka schodowa i stacja benzynowa. Pozdrawiamy serdecznie.

Piotr: No więc wracając do naszego głównego tematu, to, co będzie o klatce schodowej, to będzie taka trochę rekonstrukcja oparta na tym, co można wywnioskować z tego, co na tej klatce schodowej się znajduje i pod nią. Więc to nie jest, od razu mówimy, wynik jakiegoś jednego konkretnego badania. Nie wiem, może ktoś zrobił badanie, ale to też jest znamienne, bo te klatki są, poza tym, że schodowe, jednak dość charakterystyczne dla naszego obszaru geograficznego, bo te, zwłaszcza o których mówimy, no to są na przykład budowle, nie tylko o nich, ale budowle z wielkiej płyty, a to jest jednak dość specyficzne.

Ola: Ale kamienice też mają te zapachy.

Piotr: Ale inne.

Ola: Okej, okej. W każdym razie, ponieważ jesteśmy dziś tak niebywale dowcipni, że nie możemy sami nad tym zapanować, to tutaj się posłużymy taką metaforą, może bardziej porównaniem. Boże, przecież, dobrze, powinnam to wiedzieć.

Piotr: Powinnaś. Z racji swojego wykształcenia powinnaś.

Ola: W każdym razie ten zapach klatki schodowej opiszemy wam według tego schematu, według którego opisuje się perfumy, które mają nutę bazy, czyli głębię, nutę środkową, czyli serce, i górną, czyli głowę. Zacznijmy od nuty bazowej, czyli od piwnicy. A dominujące elementy w tejże nucie bazowej to pleśń i jej związki, o których już mówiliśmy, czyli między innymi oktenol i geosmina.

Piotr: Czyli alkohol grzybowy.

Ola: Alkohol grzybowy oraz zapach świeżej ziemi, który czasami zamienia się w zapach mulistej ryby. No i jego źródłem są oczywiście piwnice. Te mniej ogrzewane części naszych domów, wspólne przestrzenie, które są w blokach, zwłaszcza w kamienicach, chłodne, wilgotne, słabo wietrzone. No i właśnie w blokach z wielkiej płyty to jest szczególnie odczuwane. No, w tej chwili już pewnie one są ocieplone, w większości przypadków, i uszczelnione.

Piotr: No są ocieplone, są.

Ola: Natomiast tam pojawiało się coś, co nazywało się, wyjątkowo często się to pojawiało, mostki termiczne, czyli te miejsca, w których jedna płyta z drugą się stykały. No cóż, budownictwo PRL-owskie, jakby to powiedzieć, miało różne cechy, a jedną z nich na przykład nie była taka aptekarska dokładność.

Piotr: Precyzja. No wiecie, jak się wielkie betonowe płyty gdzieś produkuje, a potem się je skleja tak lepiej lub gorzej na placu budowy, to różnie z tym wychodzi.

Ola: No więc było to często nieszczelne i stąd te mostki termiczne. To jest takie ładne, fachowe określenie, gdzie skraplała się para wodna, a tam, gdzie wilgoć, tam oczywiście pojawia się pleśń.

Piotr: Tak. No i stąd właśnie ten alkohol, o którym mówiliśmy, oraz geosmina.

Piotr: Teraz nuta środkowa tego szlachetnego aromatu, czyli mury. No sam budynek. Tam wiadomo, mamy tynk, mamy beton, mamy słynne lastryko. To są w większości mniej lub bardziej porowate materiały, więc one rzeczywiście są w stanie przyjąć bardzo dużo zapachów, przechować je i powoli, stopniowo oddawać. Więc to jest to.

Piotr: Sama struktura klatki schodowej powoduje, że to, co na tą klatkę schodową trafia, to zostaje tam znacznie dłużej, niż by się wydawało. Bo to jest kwestia, jeszcze raz, zaraz o tym powiemy w ogóle też przepływów i tak dalej. Ale te mury odgrywają tutaj kluczową rolę, bo w domach to są głównie właśnie materiały, dywany i tak dalej, a tu mamy tą strukturę, która często jest też, no, więcej jest takich niedokładnie pomalowanych powierzchni, właśnie bardziej porowatych niż w mieszkaniach, więcej jest na klatce schodowej.

Ola: No i jeśli chodzi o pomalowane powierzchnie, no to te klatki schodowe, które my pamiętamy z dzieciństwa i które jeszcze się pojawiają w różnych dziwnych miejscach, to są pomalowane, mają lamperię namalowaną i to jest ten pas farby olejnej. Pamiętacie go pewnie z przychodni różnych.

Piotr: No w szkołach też były.

Ola: W szkołach nawet nadal są te lamperie, tylko one teraz są troszkę inaczej robione. Natomiast dawniej to po prostu była zazwyczaj taka…

Piotr: Żółta.

Ola: Żółta? Ale nie, ja sobie kojarzę taką miętowo-zieloną. Ale to nie był przyjemny kolor. To nie był taki przyjemnie miętowo-zielony, tylko taki ble. I to był taki pas błyszczącej farby, która, no, farby olejne mają, miały zwłaszcza to do siebie, że one zupełnie inaczej wysychały niż te zwykłe farby do ścian.

Piotr: Czyli farby po pomalowaniu…

Ola: Farby wodne po pomalowaniu. Twardniały, reagując z tlenem z powietrza. I tak naprawdę ta reakcja tlenu z elementami farby, z substancjami zawartymi w farbie, nigdy się nie kończy. Przy tej reakcji uwalniają się aldehydy, głównie heksanal i propanal.

Ola: I były takie badania w 98 roku robione, które pokazały, że z każdego grama takiej schnącej farby podczas twardnienia uwalniają się ponad dwa miligramy tych aldehydów. To oczywiście jest proces, który następuje w największym stopniu bezpośrednio po pomalowaniu ścian, ale z czasem on staje się coraz bardziej łagodny. Coraz mniejsza jest zawartość, mniejsze jest stężenie tych związków. No ale ponieważ porowate powierzchnie zdążyły wchłonąć te związki, to potem stopniowo je oddają do otoczenia i w związku z czym one również pojawiają się w tej mieszaninie, no nie wiem, czy można to nazwać aromatami.

Piotr: No tak.

Ola: Smrodkami.

Piotr: No, plus to, że lamperię się wiele razy maluje. To nie jest tak, że się… znaczy, rzadziej oczywiście, może, niż się powinno malować. No bo jakby koncepcja lamperii jest taka, że wszelkie świństwa, które na nią trafiły, można łatwo szmatą zmyć, no bo ta farba nie wchłania wilgoci i tworzy taką, no, raczej chropowatą, ale jednak błyszczącą powierzchnię, z której to się daje zmyć.

Piotr: Zresztą stąd też w szkołach te wszystkie gluty, co tam trafiały na ścianę, dawało się łatwo szmatą zlikwidować. No ale w pewnym momencie ta farba już jest w takim stanie, że trzeba od nowa pomalować. No i czyli mamy nową porcję tych związków wszelkich aromatycznych.

Ola: No oczywiście my mówimy o tych starych farbach. Teraz te lamperie jednak są inne i, no, muszą być robione, te farby, według ściśle określonych warunków. I te warunki określa na przykład dyrektywa unijna, ale o tym za chwilę.

Piotr: Tak, o tym za chwilkę. Jest jeszcze zapach heksanalu. To jest związek, który powstaje przy utlenianiu się kwasu linolowego, który jest składnikiem właśnie tych farb olejnych. I ten heksanal ma mocny zapach, który przypomina trochę skoszoną trawę, trochę niedojrzałe owoce. Akurat skoszona trawa pachnie skoszoną trawą z powodu innych związków, ale ten heksanal daje taki podobny efekt. I również to jest kolejny element, który się dołącza do tego zapachu, bo z tych farb olejnych to się wydobywa i mamy ten dodatkowy, taki trochę stęchły, trochę taki niepokojąco organiczno-ciężki zapach, tak?

Piotr: On między innymi odpowiada za takie, jak macie… jak teraz to się rzadko już zdarza, ale mleko w proszku, jak gdzieś za długo leżało, no ma taki dziwny, taki ciężki zapach. Generalnie to jest znak jełczenia w przemyśle spożywczym. Jeżeli coś tak pachnie, to raczej tego nie jemy, bo jełczenie, czyli no jak to się ładnie mówi, zepsuł się tłuszcz. No więc właśnie nastąpił rozpad takiego tłuszczu, który się znajdował w jakimś tam jedzeniu.

Ola: No tak, a że lamperie to była właściwość klatek schodowych, a nie mieszkań, no bo w mieszkaniach się zazwyczaj farbami wodnymi wszystko malowało. No to ten specyficzny zapaszek był dla…

Piotr: No teraz się maluje wodnymi. Kiedyś to nie malowało się to, wtedy to jeszcze jakieś inne były, bo wodne to jest chyba stosunkowo nowy wynalazek, jakie mam wrażenie.

Ola: W łazience mogły być olejne. W każdym razie wiemy, że do zapachu klatki schodowej to się dokładało oraz oczywiście to, co my sami jako mieszkańcy takich mieszkań w blokach wytwarzaliśmy albo co przynosiliśmy na sobie, tak? Tam mogła zaistnieć mieszanka świeżo umytych schodów, no bo bloki jednak mają swoich administratorów i osoby sprzątające, dbające o higienę, o estetykę tych miejsc. No oczywiście kotlet smażony u sąsiadki.

Piotr: No wiadomo.

Ola: Tak, piętro niżej. On jest stale smażony i on stale pachnie na całą klatkę schodową.

Piotr: No też zresztą, że w mieszkaniach były strasznie nieszczelne drzwi. Teraz to się, znaczy to już od lat 90. było wymieniane i tam przecież był ten wielki biznes tych podwójnych drzwi i w ogóle to też był niezły cyrk w latach 90.

Ola: One były jeszcze cienkie. Do tego, że wszystko, co się mówiło w przedpokoju…

Piotr: Tak.

Ola: To było słyszalne na klatce schodowej i też każdy mógł poznać nasze życie prywatne bez większych…

Piotr: Dokładnie.

Ola: Czy chciał, czy nie chciał.

Piotr: Dokładnie tak. No w każdym razie te zapachy się tamtędy bardzo wydobywały, a wiadomo, że to no, wszędzie na klatce było czuć. I te zapachy również zostają. To jest ważne. Także do tego dochodziły oczywiście zsypy tam, gdzie były. No te piwnice to wiadomo.

Piotr: Ja pamiętam przecież, że w części budynków piwnice nie miały nawet porządnie utwardzonej podłogi. To znaczy w niektórych tam był jakiś beton, ale ja bywałem w takich blokach, gdzie się chodziło po…

Ola: Klepisku?

Piotr: Tak, takie klepicho było. Ja nie wiem, na czym to polegało, czy to było rzeczywiście po prostu ubita ziemia, czy tam było coś posypane. No w każdym razie wiem, że byłem zaskoczony, bo szło się do piwnicy i nie było, no takiej chropowatej, paskudnej betonowej powierzchni, tylko oczywiście była ziemia, tak? Więc no…

Ola: A w tych piwnicach oczywiście ciągle były deratyzacje albo jakieś…

Piotr: No tak, tańczyły szczury trzymając się za łapki oczywiście.

Ola: Tak, z jakimiś innymi owadami.

Piotr: I to wszystko tam absolutnie trafiało, no i też dobrze się rozchodziło po klatce.

Ola: Dobrze się rozchodziło, ale tu jeszcze warto powiedzieć, co się działo, kiedy otwieraliśmy drzwi od mieszkania na klatkę schodową, no bo tutaj jakby logika wskazuje na to, że powietrze z mieszkania wypływało na klatkę schodową, ale jeżeli różnica ciśnień była troszkę inna, no to wręcz przeciwnie. To, co na klatce schodowej wpływało do mieszkania. Więc tutaj nie można jednoznacznie tego powiedzieć.

Piotr: To jest też kwestia geograficznego ustawienia budynku, no bo tam się całkiem niezły ciąg mógł wytwarzać…

Ola: O właśnie! Ciąg.

Piotr: Te przeciągi słynne.

Ola: Skoro mówisz o ciągu, no to to, co się nazywa efektem kominowym, czyli zjawisko fizyczne, które polega na tym, że cieplejsze powietrze spontanicznie płynie z dołu do góry, no jak w kominie. I to się na klatkach schodowych działo i dzieje nadal.

Ola: Oczywiście jest uzależnione od temperatury, od wiatru, od właśnie tego ciśnienia, podciśnienia, nadciśnienia, od szczelności wentylacji. Może się przemieszczać właśnie przez klatkę między piętrami. Zazwyczaj ten ruch jest z dołu do góry.

Piotr: No to też zależy na przykład, czy klatka schodowa miała okna swoje, bo te bloki, w których myśmy na przykład się wychowali, nie miały okien, bo to były takie, o, też bajeczne…

Ola: Przedziwne.

Piotr: Tak, przedziwne, spiralne takie.

Ola: Spiralne schody mieliśmy.

Piotr: Tak, tak, to było nieźle pokręcone, a na górze był świetlik…

Ola: Znieść wersalkę albo szafę.

Piotr: Albo znieść trumnę. Na górze był świetlik taki, ale ten świetlik był zamknięty, więc tam ten przepływ był słaby. Ale na przykład w wielu blokach były po prostu przecież okna i czasami te okna były gdzieś wyżej otwarte i wtedy ten ciąg był naprawdę bardzo mocny.

Ola: No tak. I w takich miejscach ten zapaszek pewnie był lepiej wywiewany niż na przykład na klatkach schodowych takich zamkniętych.

Piotr: No ale jak ktoś na parterze zrobił te kotlety, to wszyscy wiedzieli.

Ola: No to one, tak, wszyscy wiedzieli, one tam długo były. No i cóż? No i te zapachy wnikały w porowate ściany, w schody, w to lastryko również.

0:56:40 Co zmieniło się w farbach i nowych budynkach

Piotr: Tak, no tu się wiele zmieniło, bo i drzwi są szczelniejsze i przede wszystkim też to, czym malujemy te klatki schodowe. No bo nadal mamy klatki schodowe. To się pozmieniało, no pozmieniały się farby przede wszystkim. Od 2007 roku Unia Europejska wprowadziła taką dyrektywę, która mocno ograniczyła tą dopuszczalną ilość lotnych związków organicznych właśnie w farbach, w lakierach. I to są rzeczywiście, no takie różnice bardzo konkretne, bo na przykład czterokrotnie ta norma została zaostrzona.

Piotr: I no chodziło głównie o to, że rzeczywiście te farby wytwarzały, znaczy wydzielały przez dłuższy czas szereg związków, które mogły być niekorzystne dla zdrowia, więc w tej chwili już się czym innym maluje klatki schodowe, nawet jeżeli to jest jakaś tam farba typu takiego rozpuszczalnikowego, no to ona znacznie mniej tych aromatów wydziela, więc one mniej tam się osadzają, można powiedzieć.

Piotr: Z kolei też w mieszkaniach, w związku z tymi ograniczeniami zaczęto używać tych farb wodnych, o których wspominałaś, które mają bardzo niski stopień wydzielania tych substancji lotnych, więc zupełnie ten profil zapachowy pochodzący z farb się zmienił.

Ola: No tak, i też jest większa świadomość i też inwestorzy mają większą świadomość. Deweloperzy i…

Piotr: Świadomość to świadomość, oni mają przepisy.

Ola: Mają przepisy, które wymuszają też robienie wentylacji. Wentylatory działają na dachach, wyciągają to powietrze z bloków…

Piotr: Takie też bywają.

Ola: Niezależnie od pogody. Część budynków wyposażona jest w rekuperację, czyli odzyskiwanie ciepła z wywiewanego powietrza. Też budynki są lepiej ocieplone, więc tych pleśni tam pewnie będzie dużo mniej. Mniej tych miejsc na ścianach, gdzie mogą się te grzybki nieprzyjemne rozwijać w skroplonej wodzie, w skroplonej parze wodnej.

Piotr: No tak.

Ola: No i, ale trzeba tutaj podkreślić wyraźnie, że to nie jest tak, że to tylko stare bloki pachną, czy też śmierdzą, a nowe nie śmierdzą, bo nowe mogą śmierdzieć nowością i to może być niemalże tak samo uciążliwe. Te zapachy uwolnione, znaczy lotne substancje zapachowe, związki organiczne uwalniane z farb, klejów, paneli, silikonów, mebli. No to wszystko oczywiście w chwili nowości jest najsilniejsze, potem stopniowo słabnie. No ale cóż, no trzeba też przygotować się na to, że w nowym bloku nie będziemy mieli bezwonnej atmosfery.

Piotr: No tak, to jest bardzo wyraźnie. No to oczywiście są opowieści o szkodliwości tego. No to jest jedna z zalet życia w takich rejonach świata, gdzie są jednak przepisy, które nie tylko są wydawane, ale też egzekwowane, więc w tej chwili większość tych rzeczy, które były naprawdę toksyczne kiedyś tam, właśnie chociażby formaldehyd czy coś takiego, one zniknęły albo są tak bardzo ograniczone, że to właściwie nie wpływa już na nasze zdrowie, więc tu się nie ma co obawiać tego.

Piotr: Znaczy oczywiście, jeżeli ktoś sobie kupi, nie wiem, jakieś dziwne randomowe rzeczy z chińskiego sklepu, to one mogą bardzo nie spełniać tego typu. Zresztą od czasu do czasu pojawiają się różne informacje o różnych rzeczach, właśnie głównie pochodzących z Chin, no bo napływ tych rzeczy do Polski jest bardzo duży wciąż jeszcze i które nie spełniają żadnych norm. Natomiast, no jeżeli coś spełnia normy europejskie, unijne, no to generalnie jest dość bezpieczne.

Ola: No i tutaj oczywiście warto powiedzieć również o tym, że grzyby mogą nam mocno szkodzić. No, czarna pleśń jest w oczywisty sposób toksyczna, natomiast zwykła pleśń i wilgoć one również wpływają na nasze zdrowie. I tu badania z 2007 roku pokazują, że jeżeli ta wilgoć i pleśń obecne są w pomieszczeniach mieszkalnych, no to tam ryzyko zaistnienia różnych problemów z oddychaniem wzrasta od 30 do 50 procent.

Ola: I tu mogą się pojawić takie objawy jak świszczący oddech, kaszel, no i astma. I też Światowa Organizacja Zdrowia potwierdza, że właśnie pleśń i wilgoć to są te czynniki, które mogą się przyczyniać do powstawania tych objawów i chorób.

1:01:26 Zapachy, emocje i wspomnienia

Piotr: Tak. Natomiast przejdźmy teraz do jeszcze jednej, ciekawej bardzo części, już chyba ostatniej, mianowicie o związku z zapachów, z emocjami i wspomnieniami.

Ola: No tak, jest taki jeden płyn pod prysznic, żel pod prysznic, który stosunkowo rzadko jest dostępny w Polsce. Taki płyn o zapachu arbuza. Ja go kiedyś kupiłam, jak byliśmy w ciepłych krajach w dawnych czasach, i pamiętam taką tropikalną wyspę, gdzie chodziłam pod prysznic i ten żel mi tak mocno pachniał. On był dla mnie nowością wtedy. I za każdym razem jak zapach arbuza do mnie dociera, to jest dokładnie ten strzał, to wspomnienie tej właśnie chatki na tropikalnej wyspie.

Piotr: Tak, bo rzeczywiście zapachy mają szczególną rolę we wspomnieniach naszych i pamięci. Też dlatego, że mają bardzo, można powiedzieć, skróconą drogę, bo te sygnały z receptorów węchowych trafiają do czegoś takiego, co się nazywa węchomózgowie.

Piotr: To jest raczej funkcjonalna struktura niż anatomiczna i tam jest między innymi opuszka węchowa. I stamtąd trafiają właściwie, no, już mają bardzo blisko do układu limbicznego. To jest ta część mózgu, w której między innymi właśnie emocje, pamięć…

Ola: To jest jądro migdałowate, hipokamp, prawda?

Piotr: Tak, dokładnie. I inne zmysły mają trudniej, to znaczy wzrok, słuch. Nie mają takiego bezpośredniego połączenia. I wiemy też z takich badań, gdzie jest obrazowany mózg, praca mózgu, że tak powiem, aktywność na bieżąco, że bardzo bliski jest związek tych zapachów ze wspomnieniami. To znaczy to, co mówisz, że pojawienie się jakiegoś konkretnego zapachu może nam bardzo bezpośrednio wyciągnąć takie wspomnienie.

Piotr: Oczywiście to trochę zależy, bo gdyby ten arbuzowy żel pod prysznic był dostępny u nas stale, byś go kupowała, to by ci to wspomnienie wyblakło. Ja mam na przykład takie też… znaczy już nie mam, ale mam świadomość, że miałem wspomnienie pewnego szamponu, takiego o charakterystycznym zapachu, takim miętowym.

Piotr: I mi się ten szampon kojarzył przez długi czas z właśnie, no, z pobytem w jednym kraju dawno temu, gdzie wtedy jeszcze go u nas nie było. Tam nim myłem głowę, a ponieważ to był kraj, gdzie było bardzo gorąco i bardzo wilgotno, to ja tam tą głowę bardzo często myłem i to mi się strasznie wypaliło w głowie i przez jakiś czas, jak gdzieś trafiałem na to, to mi się od razu włączało skojarzenie z tym miejscem. Natomiast ponieważ już potem ten szampon wszedł do nas i ja go zacząłem używać bardzo często, to mi to wyblakło. Ja jakby mam świadomość tego wspomnienia, ale już mi się to tak nie odpala.

Ola: No tak, a co ma żel pod prysznic i szampon do naszego tematu? No to jest dokładnie to samo, co z klatką schodową i z zapachem na przykład domu rodziców, mieszkania rodziców. Wchodzimy tam po dłuższej nieobecności i my go czujemy. Czujemy zapach tej klatki schodowej i wspomnienia uderzają. Przynajmniej, no, myślę, że wielu z was wie, ma te wspomnienia tak gwałtownie przywoływane właśnie w momencie otwarcia drzwi na klatkę schodową, że to jest wręcz namacalne. Więc dajcie znać, czy rzeczywiście tak u was jest.

Ola: Tutaj z tymi odczuciami wiązane jest zjawisko, pojęcie pejzażu zapachowego. Ono zostało wymyślone przez geografa z Uniwersytetu Wiktorii w Kanadzie w roku 1985. I ten pejzaż zapachowy oznacza mniej więcej tyle, że on buduje charakter miejsca tak samo równoprawnie jak wrażenia wzrokowe czy dźwięki pochodzące z danego miejsca.

Piotr: Tylko mniej sobie to często uświadamiamy, bo jednak wrażenia wzrokowe to jest coś, co jesteśmy w stanie tak opisać. Natomiast to bardzo bezpośrednie, takie skrótowe działanie zapachu. W ogóle zapach trudno jest opisać. To znaczy, jeżeli komuś… Jasne, że powstają te wszystkie właśnie opowieści o tam górnych, dolnych i tak dalej.

Ola: Sercach, głowach.

Piotr: Właśnie, ale…

Ola: Dołach.

Piotr: …ale jesteśmy w stanie komuś opisać bardzo precyzyjnie, nie wiem, widok z okna, natomiast nie jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie opisać zapachu. Możemy się odwoływać do pewnych skojarzeń, możemy się odwoływać do jakichś analogii, do jakichś podobieństw czy coś takiego, tak jak to tutaj robiliśmy. Nie wiem, mówimy, że o pieczarki, coś tam, coś tam, ale nie mamy takiej możliwości precyzyjnego opisu tego. Więc no widać, że to działa inaczej, jest trochę mniej uświadomione, ale jest bardzo istotnym elementem tego właśnie krajobrazu.

Ola: Co więcej, ten zapach, te wrażenia zapachowe, one muszą zawsze być świeże, żeby móc je opisać. To znaczy zapachy najskuteczniej, najbardziej trafnie opisują przybysze, czyli ci, którzy się pojawiają w danym miejscu, a nie ci, którzy w tym miejscu przebywają od dawna. No, to jest właśnie efekt tej ślepoty zapachowej, o której wam wcześniej mówiliśmy.

Piotr: No i można powiedzieć, że mamy pewne takie uwspólnione zapachy. One oczywiście są związane z jakimiś określonymi sytuacjami.

Ola: Ja wiem! Stołówka na wczasach.

Piotr: A wiesz, że o tym właśnie dosłownie w tej chwili pomyślałem.

Ola: Stołówka w ośrodku wczasowym, który, nie wiem, nawet te z lat 90. albo późniejsze. One… Wiesz co? We współczesnych ośrodkach…

Piotr: Myślisz, że [? niepewne: nada]?

Ola: Ja wiem. Kiedyś na Mazurach, kilka lat temu, przechodziłam obok takiego ośrodka wczasowego, gdzie dokładnie w stołówce pachniało tak jak w latach 90. czy 80.

Piotr: To się zgadza, bo zobacz, to jest zapach, który czujesz rzadko. Gdyby w ten sposób pachniało z każdej knajpy, to by ci się to tak już, że tak powiem, wyślizgało w mózgu, że byś nie miała tego skojarzenia takiego mocnego.

Ola: A w knajpach z kolei piwem takim wylanym na podłogę wielokrotnie pachnie.

Piotr: No tak, ale to jest bardziej uniwersalny zapach, a rzeczywiście ten zapach. Dokładnie też o tym pomyślałem. To jest jeden z takich super charakterystycznych. Nie wiem, czy kojarzycie ten zapach. Znaczy okej, dobra. To na pewno jest zapach w jakimś stopniu pokoleniowy, bo ludzie, którzy mają…

Ola: Ale mówię, że całkiem niedawno go gdzieś wyłapałam.

Piotr: Ale się nie jeździ już w takie miejsca, tak?

Ola: Okej, okej. No dobrze.

Piotr: Weź pod uwagę, że w naszym pokoleniu praktycznie każdy musiał pojechać do takiego ośrodka wczasowego, tak? Te trójkątne domki, zapach właśnie takiej stęchlizny i pleśni w środku i ten zapach stołówkowy, tak? Ale to już nie jest… właśnie o to mi chodzi, że to nie jest już doznanie zapachowe, które można uogólnić. Tak samo jak zapach klatki schodowej, tej starej. To jest zapach pewnego, również pewnego pokolenia czy tam kilku pokoleń.

Piotr: Teraz są jakieś inne zapachy, tak? Nam jest być może trudno to w tej chwili wyłapać, ale no każde pokolenie ma jakieś swoje grupy zapachowe, jakieś wspomnienia. Takie, które w jakimś stopniu prawdopodobnie można uogólnić. Tak więc można powiedzieć o jakimś takim zapachu, który znają miliony Polaków, bo miliony Polaków albo się wychowywały na klatkach schodowych z wielkiej płyty, albo przynajmniej nawet jak się nie wychowywały, to odwiedzały takie miejsca.

Ola: No ale chociażby przybywasz na Mazury, podchodzisz do wody i ty czujesz ten wspaniały wakacyjny zapach tej wody z glonem i trochę rybą.

Piotr: Ale wiesz, że wspaniały wakacyjny to jest już naleciałość twoich wspomnień.

Ola: Oczywiście.

Piotr: Czujesz określony zapach, a on się komuś innemu może zupełnie inaczej kojarzyć. Rzeczywiście bardzo wielu ludziom się kojarzy z jakimś tam żeglowaniem, pływaniem, kajakami, nie wiem, biwakiem i takimi rzeczami.

Ola: No ale rzeczywiście te polskie jeziora, no, czasami walą mułem i to w moim wspomnieniu to nie jest wcale nieprzyjemne.

Piotr: I geosminą.

Ola: I geosminą, oczywiście.

Piotr: Tak, tak. Nie no, to jest bardzo ciekawe, tak. Te właśnie pejzaże zapachowe z dzieciństwa. No więc podsumowując…

Ola: Każdy dom ma swoją własną mieszankę zapachów. Ona pochodzi z różnych materiałów, z mikroorganizmów, które zamieszkują ten dom, z codziennego życia, z tych grzybów, które tam się dostają.

Piotr: I z obiektów, w których się przechowują te zapachy.

Ola: Otóż to. I właśnie im bardziej porowate, im więcej tych powierzchni pokrytych tkaninami, tym więcej mamy miejsc, gdzie one mogą być te zapachy składowane i potem powoli uwalniane. Więc tak naprawdę każde miejsce, gdzie mieszkają ludzie albo zwierzęta, albo ktokolwiek inny, ma swój pejzaż zapachowy i ma swój własny rys zapachowy indywidualny.

Piotr: A jeżeli go nie czujemy, to dlatego, że się przyzwyczailiśmy.

Ola: No tak i to odczuwamy ślepotę węchową, a nie po prostu, że nagle u kogoś jest tak sterylnie czysto. A…

Piotr: No tak.

Ola: A u nas to nie wiadomo co.

Piotr: No więc słuchajcie, to nagranie w nietypowym miejscu. Ja zaraz, jak się usiądziemy do montowania tego, to spróbuję stwierdzić, czy musimy coś robić z tym pogłosem, bo…

Ola: I z tym, że kopałam od czasu do czasu w stolik.

Piotr: Jest, jest nietypowo. O, teraz pogłos.

Ola: A tak.

Piotr: Na pewno czuć, bo się odsunąłem od mikrofonu, więc to bardzo wyraźnie.

Ola: Właśnie. To ja teraz siedzę nie skulona na krześle, tylko wyprostowana.

Piotr: Strasznie niewygodnie się przez tę godzinę 15 minut tutaj siedziało, więc…

Ola: To my już tak długo gadamy?

Piotr: No słuchaj, na liczniku jest w tej chwili godzina 16 i 30 sekund. Ponieważ wytniemy nasze pomyłki, bo wiecie, wy nie słyszycie naszych pomyłek. I całe szczęście, że nie słyszycie, bo je wycinamy. Czasami się coś przemknie, ale rzadko kiedy. Więc zwykle trochę krócej wychodzi. Czyli teraz jest godzina 16. Ja obstawiam, że będzie z cztery, pięć minut do wycięcia. Tak pewnie jak zwykle.

Ola: Ale dzisiaj sobie pofolgowaliśmy, pogadaliśmy na spokojnie…

Piotr: Tak.

Ola: …jak w prawdziwym polskim podcaście.

Piotr: I psy nie szczekają, niestety. To jest…

Ola: A dlatego nie mamy takiej presji…

Piotr: Nie mamy tej presji.

Ola: …żeby kończyć czym prędzej. Dobrze, już was nie będziemy męczyć.

Piotr: Przepraszam, musiałem.

Ola: Czekaj.

Piotr: Wiesz co? To jest chore jednak, że nie ma psów, więc my sami zaczynamy szczekać.

Ola: Przepraszamy.

Piotr: Przepraszamy wszystkich…

Ola: Ale myśmy się nauczyli szczekać od naszych psów, więc musimy czasami zaprezentować nasze kolejne możliwości, talenty, może. [? niepewne: O! Do Mam talent może.] Dobra.

Piotr: Wiesz co? Ostatnio się do nas zgłosiła jedna z telewizji z propozycją wystąpienia w teleturnieju. Jezus Maria, po prostu umarliśmy, jak to przeczytaliśmy.

Ola: Mielibyśmy konkuro… Dobra, nie.

Piotr: Nie, nie, nie, nie mówmy, co to miało być. Natomiast przeczytaliśmy to i pomyśleliśmy: Jezus Maria, z milionów rzeczy, które możemy robić, to ta się naprawdę, naprawdę mieści w top ten rzeczy, których nie chcielibyśmy robić.

Ola: Bardzo byśmy nie chcieli.

Piotr: Bardzo. To było takie straszne. Dobra, słuchajcie.

Ola: Jeżeli lubicie to, co robimy i nawet wtedy, jak gadamy od rzeczy, tak jak dzisiaj na przykład, to przede wszystkim zasubskrybujcie nasz kanał podcastowy. Zajrzyjcie do pozostałych naszych cykli podcastowych robionych we współpracy z Polskim Radiem.

Piotr: Laboratorium Zbrodni, szczególnie obecnie, ponieważ Sekcja Teorii Spiskowych została szczęśliwie zakończona.

Ola: Ale tam jest bardzo dużo odcinków do oglądania i wysłuchania. A jeżeli już szczególnie cenicie sobie to, co robimy, to może chcecie zostać naszymi patronkami, patronami. Na Patronite to jest możliwe.

Piotr: Kawostawiaczami też bardzo cenimy. Słuchajcie, zostało słowo na dziś. Ola je wybrała. Ja uważam, że jest bardzo piękne. I to jest słowo:

Ola: Skoczogonki.

Piotr: No to cześć.

Ola: Cześć.

Źródła