Podcast Crazy Nauka · odc. 172

Czym koty mruczą i dlaczego w Tajlandii księżyc leży na boku

28-07-2026 · 62 min · Trudne pytania, Kosmos i astronomia, Mózg i psychologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Kolejny odcinek wakacyjnego cyklu, w którym odpowiadamy na Wasze pytania. Albo staramy się odpowiedzieć, o ile umiemy. Tym razem tematy przysłane przez: Dominikę, Martę i Huberta wraz z Dobrusią oraz Anetę.

00:00 – Cześć
01:47 – Czy faktycznie niebieskie światło psuje nam sen?
22:31 – Dlaczego w Tajlandii Księżyc leży sobie na boku?
34:41 – Czy studnie kradną sobie wodę?
49:11 – Czym i po co mruczą koty?

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

Data publikacji: 2026-07-28

Długość: 1:02:24

Podcast: Crazy Nauka. Prowadzą: Ola Stanisławska i Piotr Stanisławski

0:00:00 Wstęp

Ola: Czy faktycznie niebieskie światło psuje nam sen? Dlaczego w Tajlandii księżyc leży sobie na boku? Czy studnie kradną sobie wodę?

Piotr: Czym i po co mruczą koty?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski. Witamy oczywiście w podcaście Crazy Nauka. Wróciliśmy, nie było nas. Może ktoś zauważył. Jeżeli tak, to dobrze. Jeżeli nie, to też dobrze, bo znaczy, że wypoczywacie. To była wakacyjna przerwa, a my teraz ruszamy z cyklem pytań i odpowiedzi, tak jak zapowiadaliśmy. Te pytania pochodzą od was, więc bardzo was serdecznie zachęcamy do wysyłania ich do nas.

Ola: Najlepiej na adres podcasty@crazynauka.pl. I oczywiście przypominamy, że robimy podcasty we współpracy z Polskim Radiem. To są inne podcasty niż ten, którego teraz słuchacie. W ostatnim odcinku Laboratorium Zbrodni opowiadamy fascynującą historię śledztwa, które dotyczyło jednego z najsłynniejszych porwań w historii.

Piotr: Z kolei w Sekcji Teorii Spiskowych rozmawiamy na temat największych mitów dotyczących przede wszystkim Big Pharmy i szczepień. Tu jeszcze tylko dodam, że całe mnóstwo osób nam napisało, że przesłuchało wszystkie odcinki wszystkich serii podcastów. Jestem w szoku. Bardzo nam jest miło, dziękujemy serdecznie. Najserdeczniej pozdrawiamy tych, którzy tak zrobili, którzy dali radę i którym się chciało, więc to bardzo dla nas miłe.

Ola: I oczywiście zanim ruszymy dalej, koniecznie musimy wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nieliczących się również.

0:01:47 Czy faktycznie niebieskie światło psuje nam sen?

Ola: A zaczynamy od tego, czy niebieskie światło z ekranów różnego typu rzeczywiście psuje nam sen.

Piotr: Oczywiście, że psuje, ponieważ wszystkie firmy robiące wszystkie urządzenia elektroniczne, z telefonami i komputerami na czele, wdrożyły systemy, które fantastycznie temu zapobiegają, więc to musi być prawda.

Ola: No i tutaj masz rację i nie masz racji.

Piotr: Powiedziała jak prawdziwa naukowczyni.

Ola: Naukowczynią nie jestem.

Piotr: Ale tak odpowiadasz.

Ola: Natomiast tak odpowiadam, dlatego że ta historia jest długa i wcale nie jest prosta. Dobra, zacznijmy od początku. Czy to jest mit: wyłącz telefon, bo nie będziesz mógł spać? No to nie jest mit. Wyłącz telefon, bo niebieskie światło zepsuje ci sen. No i tutaj trochę trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest do końca prawdą, a co nie.

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Skąd w ogóle wzięło się przekonanie o tym, że niebieskie światło tak źle wpływa na nasz sen, że może go w jakiś sposób psuć albo zakłócać, zaburzać? Otóż w 2014 roku na łamach prestiżowego czasopisma naukowego PNAS, czyli Proceedings of the National Academy of Sciences, ukazały się wyniki badań, które wykazały, że osoby, które czytały tuż przed snem dany fragment książki na iPadzie, dłużej zasypiały i produkowały mniej melatoniny niż osoby, które czytały ten sam fragment z papierowej książki.

Piotr: Na iPadzie.

Ola: I te osoby, które czytały na iPadzie, czuły się również bardziej ospałe następnego dnia. No tyle że uwaga: w badaniu tym brało udział zaledwie 12 osób.

Piotr: Opsi.

Ola: Jeżeli ktoś w ogóle interesuje się albo jeżeli komuś kiedykolwiek obiły się o uszy jakiekolwiek badania naukowe, to wie doskonale, że próba 12 osób nie jest żadną próbą naukową. I rzeczywiście badania z udziałem tylu osób powinny być powtórzone wielokrotnie, żeby w ogóle były miarodajne.

Piotr: Plus powiem, że iPad to nie jest tylko sposób czytania. Tam jeszcze wiele innych elementów może wpływać na ten wynik.

Ola: Owszem, owszem. Tym niemniej producenci tak mocno się tym przejęli, że już w roku 2016, czyli dwa lata później, Apple wprowadził tryb Night Shift, czyli ten tryb, który zmienił światło niebieskie na lekko żółte, pomarańczowe, a wkrótce potem Google wprowadził swój tryb Night Light na Androidzie. Dostosowali się do tych wyników badań naukowych, no bo nauka to nauka. Jakoś nikt się nie przyglądał bliżej temu, że w badaniu wzięło udział zaledwie 12 osób.

Piotr: Ten temat zrobił się głośny, było tego pełno w mediach i to jest taki klasyczny przykład bardzo medialnego tematu. Poza tym mam wrażenie, że to jest szukanie prostych rozwiązań dla skomplikowanych problemów.

Ola: To prawda. Przyznaję tutaj otwarcie i głośno, że myśmy też o tym pisali, mówili. Powstało później również wiele opracowań na ten temat. No i tu trzeba powiedzieć, że wiele z tych opracowań nie było tak jednoznacznie rozstrzygających, to znaczy nie wskazywały jednoznacznie na to, że światło niebieskie zdecydowanie negatywnie wpływa na jakość snu, ale na przykład naukowcy formułowali takie wnioski, że należałoby ograniczyć ilość światła przed snem, ponieważ ono może w jakiś sposób wpływać, albo że należałoby coś zrobić. I te wnioski wydawały się rozsądne, bo wiadomo, że istnieje taki mechanizm, który decyduje o tym, że światło tego typu działa rozbudzająco na mózg. To ma solidne podstawy fizjologiczne, dlatego że w siatkówce [? niepewne: środkówce] oka mamy komórki zawierające melanopsynę, czyli białko, które jest szczególnie czułe na niebieskie fale światła. Chodzi o długość fali w okolicach 480 nanometrów. No i to jest fakt. To się dobrze składało z tym badaniem z 2014 roku. Tutaj wszyscy sobie dodali A do B. Wszystko się zgadzało.

Dodatkowo w roku 2019 pojawił się taki systematyczny przegląd 128 badań, który potwierdził, że dwugodzinna ekspozycja na niebieskie światło wieczorem tłumi wydzielanie melatoniny, czyli tej substancji, która wpływa na nasze poczucie senności. To jest jeden z tych elementów, który sprawia, że nasz sen jest zdrowy i że po prostu wypoczywamy nocą w sposób prawidłowy. No i te badania potwierdziły również to, że najsilniej na wydzielanie melatoniny wpływają najkrótsze fale, te w okolicach fioletu, i że poziom tego hormonu wraca do normy, tu uwaga, zaskakująco szybko. Otóż w ciągu 15 minut od zgaszenia tego światła, również tego mocno fioletowego. Innymi słowy, wpływ światła jest silny, ale krótkotrwały, zanika dosyć szybko.

No i tutaj porównano również różne rodzaje światła, czyli światło niebieskie na przykład z zielonym o tej samej jasności, i okazało się, że rzeczywiście istnieją bardzo mocno odczuwalne różnice: niebieskie tłumiło wydzielanie melatoniny z dwa razy większą skutecznością i rozregulowywało rytm dobowy dwukrotnie skuteczniej niż światło zielone. No i tu oczywiście to wszystko prawda, że niebieskie światło ma realny wpływ na ludzki organizm, ale to dotyczy takiej skali, której urządzenia elektroniczne, w tym głównie smartfon, który najczęściej jest zabierany do łóżka i używany w taki sposób, o jakim myślimy, kiedy mówimy o higienie cyfrowej tuż przed snem, nie są w stanie dostarczyć, bo telefon emituje maksymalnie 50-80 luksów. Natomiast pochmurny dzień na zewnątrz to już jest około 10 tysięcy luksów, a w słoneczny dzień nawet 100 tysięcy.

No i w jednym z badań z 2024 roku naukowcy policzyli, że doba ekspozycji na niebieskie światło pochodzące z urządzeń cyfrowych odpowiada mniej niż jednej minucie pobytu w świetle słonecznym. Zupełnie inna skala. I tutaj nie możemy jednego z drugim porównywać. W związku z czym, o co w tym wszystkim chodzi? Poza marketingiem.

Ale tak trochę to wygląda tak: im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. Pojawił się duży przegląd 11 badań tym razem, który wykazał, że światło z ekranów urządzeń elektronicznych może opóźniać zasypianie, owszem, ale średnio o jakieś 10 minut. Jest to realny wpływ, ale bardzo daleki od tej katastrofy, o której wszyscy mówią. Kolejny przegląd badań z 2022 roku pokazał, że właściwie nie ma istotnego związku pomiędzy niebieskim światłem a złą jakością snu, o której wielu naukowców wcześniej wspominało. O co chodzi? Chodzi o to, że były wyniki, które źle interpretowano.

To nie jest kwestia tego, że naukowcy są głupi albo że wyciągają durne wnioski. Chodzi o to, że nauka cały czas pracuje, cały czas bada różne rzeczy. To dobrze, że naukowcy weryfikują wyniki swoich badań i wyciągają kolejne wnioski. Tak działa nauka. Nie poprzestają na tym, co już osiągnęli, tylko cały czas nad tym pracują. I dzięki temu możemy stwierdzić, że to, co wiedzieliśmy 12 lat temu, w roku 2014, może nie do końca się zgadzać z tym, co wiemy teraz. Teraz wiemy nieco więcej. To znaczy, że owszem, niebieskie światło ma wpływ na to, jak zasypiamy, ale nie taki, jak myśleliśmy. Ale warto wiedzieć o tym więcej.

Nawet taka instytucja amerykańska jak National Sleep Foundation, która rzeczywiście mocno zajmuje się tą tematyką, w roku 2025 wydała oficjalne oświadczenie, że nie ma wystarczających dowodów na to, żeby stwierdzić, że światło z ekranów różnych urządzeń elektronicznych, emitowane przed snem, w ogóle komukolwiek szkodzi. Więc to już jest taki mocny dowód, że rzeczywiście coś jest na rzeczy. Okej, co więcej, jest jeszcze jedno badanie. Wiem, jedno badanie to mało, to jest bardzo mało. I tutaj w ogóle nie należałoby go wspominać, ale wspomnę o nim, dlatego że to jest takie włożenie kija w mrowisko: ono mówi, że z żółtym światłem może być nawet jeszcze gorzej, dlatego że to ciepłe światło może nawet bardziej mylić organizm co do pory dnia, bo naśladuje słońce, podczas kiedy chłodne niebieskie bardziej przypomina zmierzch.

Piotr: Niebieskie zmierzch?

Ola: Zmierzch, a nie zachód słońca. Aha, no dobra, okej, rozumiem.

Piotr: Więc tutaj… No tak, tak, to faktycznie robi, [? niepewne: nie było takie niebieskawe].

Ola: Tak, i to jest badanie opublikowane z kolei w Current Biology przez zespół z University of Manchester, w związku z czym to jest szacowny tytuł pisma naukowego, szacowny uniwersytet, więc tutaj też mamy coś, z czym można się liczyć. Oczywiście badanie wymaga powtórzenia i dopóki nie będzie więcej badań potwierdzających, to wciąż pozostaje jakiś taki rodzynek, ale warto pamiętać, że coś takiego zaistniało. Okej, te tryby nocne w telefonach, które zostały…

Piotr: Nie tylko w telefonach. Ja mam na przykład w Kindle tryb nocny, znaczy mogę go sobie wyłączyć, ale domyślnie po zachodzie słońca robi klik i się robi…

Ola: No tak, wtedy wiemy, że właśnie zaszło słońce.

Piotr: Tak, to jest moje główne zastosowanie: jak widzisz, że ci telefon [? niepewne: zrzuł], to znaczy, że zaszło słońce.

Ola: No jest w komputerach, tak?

Piotr: No tak.

Ola: No to one, jak się okazało, pokazały badania, była najnowsza metaanaliza z listopada 2025, że nie ma przekonujących dowodów na to, że tryb nocny jakkolwiek wpływa na jakość zasypiania i snu później.

Piotr: To ja dodam, mogę coś od siebie?

Ola: I również okulary blokujące, te takie pomarańczowe.

Piotr: To już jest w ogóle scam.

Ola: Tak, to jest scam absolutny. To są zalecane dla ludzi, którzy mają problemy z zasypianiem, żeby nosili wieczorami, popołudniami takie koszmarne, z żółtego plastiku okulary. To w ogóle nie.

Piotr: Znaczy, ja mam radę, może to będzie oczywista rada: można się nie gapić w telefon wieczorem przed snem, bo po pierwsze, jak się wlezie na TikToka albo innego Facebooka, to można się tylko zdenerwować tym, co tam jest, ewentualnie spędzić bardzo dużo czasu na gapieniu się w to.

Ola: To trochę spaliłeś mój ostateczny wniosek, zresztą nie tylko mój, bo również naukowców, którzy zajmują się szeroko tym tematem. Jest taki pan, naukowiec z Uniwersytetu Stanforda, nazywa się Jamie Zeitzer, jest profesorem i zajmuje się badaniem wpływu światła na rytm dobowy od wielu, wielu lat. On uważa, że zarówno filtry, jak i okulary działają bardziej jak rytuał, taki sygnał dla mózgu, że teraz to już czas na sen, niż jak realna bariera fizyczna dla światła. A z kolei to, co się robi na tych urządzeniach elektronicznych, czyli to, co się przegląda, no właśnie te inne Facebooki czy Instagramy, czyli sieci antyspołecznościowe, serwuje nam coś takiego, co nam tylko burzy krew. W związku z czym to jest właśnie to, co ty wcześniej wypaliłeś, a ja chciałam tym spuentować jakże błyskotliwie: że to nam podnosi ciśnienie i to nam zaburza jakość snu, a nie to, co emituje bądź nie emituje nasz mały smartfonik wieczorem. Bo to, co wyemituje, w ciągu co najwyżej 15 minut się zresetuje. I ten wspomniany profesor ze Stanfordu uważa, że te 15 minut zwłoki w zasypianiu można sztucznie wygenerować u ludzi w warunkach laboratoryjnych w taki sposób, że najpierw się ich trzyma we względnej ciemności, bez ekspozycji na światło, a potem generuje się im maksymalne dawki tego niebieskiego światła, że oni są po prostu porażeni. W związku z czym takich sytuacji nie ma w życiu codziennym.

Piotr: Muszą mieć 15 minut, żeby się uspokoić potem.

Ola: Dokładnie tak. Takich sytuacji nie doświadczamy na co dzień, w związku z czym nie jesteśmy narażeni na takie warunki, kiedy korzystamy normalnie ze smartfona. On podkreśla jeszcze jedną niezwykle istotną rzecz: nie tyle kolor światła ma znaczenie, ile kontrast między dniem a nocą. Chodzi o to, że powinniśmy doświadczać dużo światła rano i za dnia, a wyraźnie mniej wieczorem, bo im więcej naturalnego światła otrzymamy za dnia, tym mniejszy wpływ ma na nas światło wieczorem. Chodzi o kontrast. Jeżeli na przykład cały dzień będziemy siedzieli w takich ciemnościach trochę piwnicznych.

Piotr: Albo w pracy.

Ola: Albo w pracy, przy komputerze. No właśnie, w ciemnościach piwnicznych przy komputerze, a potem wciąż przy tym komputerze, to trudniej nam się będzie zasypiało, bo nie będzie kontrastu. A jeżeli sobie rano na przykład zaserwujemy spacer, nawet przy pochmurnym niebie, albo będziemy siedzieli przez większość albo chociażby część dnia przy niezasłoniętym oknie, to już sobie zaserwujemy taką dawkę światła, która nam pozwoli w godzinach wieczornych rzeczywiście wyciszyć ten organizm. Wówczas te urządzenia elektroniczne, światło z tych ekranów, nie będzie miało na nas takiego wpływu, żeby miało jakiekolwiek znaczenie. W związku z czym trzeba pamiętać o tym, że to, czego doświadczamy za dnia, to jest to, w jaki sposób wyewoluowaliśmy, trudne słowo.

Piotr: Udaje nam się to powiedzieć czasami.

Ola: Tak. My powinniśmy przebywać na zewnątrz i dawkujmy to sobie rozsądnie, nie bójmy się tego, wychodźmy na zewnątrz. Chociażby doświadczenia pandemiczne pokazują, że ludzie, którzy wcześniej chodzili do pracy, jeździli na przykład [? niepewne: ośrodkami] komunikacji miejskiej albo z pracy wychodzili na lunche i rzeczywiście byli trochę na zewnątrz, a potem zamknęli się w domach, trudniej funkcjonowali i zaczynali mieć większe problemy ze snem, a co za tym szło, jakieś stany depresyjne i prawdziwe depresje. I to jest rzecz, której [? niepewne: da się zapowiedź właśnie w taki sposób prosty, nieprosty].

Piotr: To teraz chcieliśmy przede wszystkim bardzo podziękować tym, którzy nas wspierają w Patronite, w BuyCoffee [? niepewne: BuyCoffee2]. Ostatnio BuyCoffee, nie ukrywam, trochę nam uratowało to i owo podczas naszych wakacji, także bardzo, bardzo nam pomogliście w bardzo bezpośredni sposób. Zachęcamy serdecznie do zajrzenia, czy to na BuyCoffee, czy na Patronite, jeżeli ktoś chciałby nas bardziej standardowo wesprzeć, a jeżeli nie, to po prostu komentujcie, udostępniajcie nasze podcasty, to nam bardzo, bardzo pomaga, bardzo to doceniamy. I w ogóle piszcie do nas, bo to jest super miłe. Także idziemy do części drugiej.

0:22:31 Dlaczego w Tajlandii Księżyc leży sobie na boku?

Piotr: A to jest pytanie od Dominiki: dlaczego w Tajlandii sierp księżyca jest odwrócony w kształt litery U, a w Polsce ma raczej kształt litery C? Znaczy, oczywiście zależy od tego, w którym momencie, ale chodzi o to, że C albo odwrócone. Z czego to wynika?

No tak, i tu dostaliśmy nawet zdjęcie takiego uśmiechniętego księżyca. To jest niezwykle ciekawa sprawa. Można odpowiadać na to w sposób bardzo skomplikowany albo nie bardzo skomplikowany, postaramy się coś pośrodku znaleźć. No więc proste wyjaśnienie teraz będzie, mianowicie bardzo prosty eksperyment. Potrzebujemy do niego wyrobu pieczywnego typu rogalik. Można też zrobić sobie rogalik z czegoś innego, jak ktoś lubi.

Ola: Wyrób pieczywny?

Piotr: Wyrób pieczywny typu rogalik. I możemy użyć do tego jednej osoby do trzymania rogalika, jeszcze dodatkowej, ale można też rogalik sobie na przykład postawić na czymś albo przykleić srebrną taśmą klejącą do ściany i sprzedać za ogromne pieniądze, ale nie o tym teraz. I teraz tak: przyklejamy sobie ten rogalik czy też trzymamy w pozycji literki C i patrzymy na niego. No i wylot rogalika, że tak powiem, to zagłębienie, znajduje się powiedzmy po prawej stronie albo po lewej, zależy, jak ustawimy. A teraz robimy rzecz niebywałą. Tutaj apelujemy o zachowanie spokoju, bezpieczeństwa i ostrożności, mianowicie kładziemy się na boku i nadal patrzymy na ten rogalik. I teraz wylot rogalika znajduje się względem nas do góry. Oczywiście nasz mózg [? niepewne: setowsko] koryguje i wiemy, w jakiej on jest pozycji, ale nie zmienia to faktu, że jakbyśmy chcieli spojrzeć w stronę wylotu rogalika, to musimy podnieść oczy ku górze, ku naszemu czołu.

Ola: Czyli chcesz powiedzieć, że w Tajlandii wszyscy chodzą bokiem. Nie, nie, leżą na boku.

Piotr: Nie, no niektórzy chodzą. Chodzą na boku. Wszystko się zgadza. No i ja wiem, że to teraz brzmi w stylu: w Australii wszyscy chodzą do góry nogami. No ale chodzą, no bo trochę to jest tak, że my co prawda też chodzimy trochę bokiem, bo nie bokiem się chodzi, tylko na biegunie.

Natomiast o co tu chodzi w tym wszystkim? Chodzi o to, że księżyc rzeczywiście stanowi pewien stały punkt odniesienia, ponieważ jego pozycja względem Ziemi jest w jakiś sposób ustalona. Jeżeli mamy stan rogalikowy, no bo oczywiście mówimy teraz o księżycu, który nie jest w pełni albo nawet już jest za połową, bo wtedy przestaje być rogalikiem, staje się takim półbułkiem, wówczas, kiedy patrzymy sobie na księżyc z naszej, powiedzmy polskiej, pozycji, to mamy mniej więcej C. Jeżeli przechylamy się względem księżyca, przemieszczając się w stronę równika, to po prostu patrzymy na niego z innego punktu widzenia. My się obracamy względem księżyca. Jeżeli bylibyśmy w Australii, to księżyc byłby również odwrócony.

Natomiast nie ma takiego momentu, żeby księżyc w nocy był skierowany otworem w dół, tak to ujmę. Nie ma takiego miejsca na Ziemi. Taki efekt można uzyskać właściwie tylko w ciągu dnia. Już mówię, o co tu chodzi, bo to jest ciekawa sprawa, dlatego że to jest w sumie dosyć prosta zasada. Oświetlona krawędź księżyca zawsze wskazuje w kierunku słońca. To jest dość logiczne, bo dlatego jest oświetlona.

Ola: No tak.

Piotr: Czyli jeżeli zrobimy sobie coś takiego, można powiedzieć, że te rogi rogalika zawsze są skierowane w stronę przeciwną niż słońce. Można się tak pobawić: jeżeli zrobimy sobie z tego łuk, chwilowo zostawimy wyrób pieczywny i przestawiamy się na łucznictwo. Jeżeli byśmy rozciągnęli cięciwę między tymi rogami księżyca i nałożyli tam jakąś mistyczną strzałę, skierowali ją i wystrzelili, to ona by trafiła dokładnie w słońce. Dlatego że księżyc jest oświetlony z tej strony, bo tam jest słońce. Prosta sprawa.

Teraz też kwestia tego, jak się przemieszcza słońce w ogóle po nieboskłonie. To jest tak, że im bliżej równika… no, Tajlandia jest, powiedzmy, dość długa, rozciągnięta w północ, południe, no ale to jest około, powiedzmy, 14, tam 15 stopni od równika na północ. My jesteśmy około 52 stopni od równika na północ. Gdybyśmy stali na równiku, to słońce przechodzi praktycznie przez zenit. Tak, to znaczy znowu tutaj trochę upraszczam, bo to zależy od momentu i tak dalej, ale generalnie na równiku słońce przechodzi przez zenit, czyli oznacza to tyle, że wschodzi i zachodzi prostopadle do horyzontu, pod kątem prostym. To zresztą się przekłada na wiele rzeczy, na przykład na to, że na równiku jest ciepło. Ale chodzi również o to, że dla osób, które przebywają gdzieś w krajach okołorównikowych, zauważalne staje się to, że zachody słońca, zwłaszcza że przy wschodach to mało kto jest aktywny, są bardzo szybkie. To znaczy u nas jest tak, że zmierzch trwa długo, i często się mówi, że w tropikach zmierzch zapada tak błyskawicznie. No dlatego zapada błyskawicznie, że słońce znacznie krócej przechodzi przez te, można powiedzieć, pogrubione warstwy atmosfery, schodząc [? niepewne: z kosem]. Ono po prostu spada prosto w dół.

I to jest też tak, że ponieważ wiemy, że księżyc wskazuje w stronę słońca, to zawsze jeżeli widzimy gdzieś księżyc w nocy na niebie, to jak sobie wystrzelimy tę strzałę w stronę słońca, pod warunkiem że nie jest to pełnia… No nie, ja mówię cały czas tutaj o tych rogalikowych sytuacjach, ewentualnie tych półbułczanych, no bo tam co prawda nie będzie się dało zrobić tego łuku. No tak, ale kajzerkę byśmy przycięli, powiedzmy. Więc w skrócie rzecz ujmując, tak to działa.

Oczywiście można to bardzo starannie rozpracować, dlatego że to zmienia się również ze względu na pory roku, bo ten kąt nachylenia zupełnie inaczej wygląda powiedzmy w marcu, a zupełnie inaczej we wrześniu. W marcu będziemy mieli bardziej księżyc przypominający literkę U, we wrześniu on będzie znacznie bardziej pochylony, taki jak C.

To oczywiście również jest tak, że mamy miejsca na Ziemi, gdzie ten księżyc jest praktycznie zawsze w pozycji C, i to są miejsca bliskie biegunom. To jest dlatego, że na biegunie, jak wiemy, przez pół roku praktycznie nie zachodzi słońce, czyli ta linia, po której się przesuwa słońce, jest praktycznie równoległa do horyzontu, czyli cały czas ta strzała wystrzelona z księżyca będzie nam leciała równolegle do horyzontu, czyli księżyc będzie zawsze w tej pozycji C. Jedynym momentem, jak już wspomniałem, kiedy księżyc mógłby być odwrócony, to jest moment w ciągu dnia, kiedy księżyc by się znajdował pod słońcem. [? niepewne: Staje się, że trudno taki moment.] Musiałbym to dokładniej zbadać, także to już jest inna kwestia. Natomiast ustawienie księżyca zmienia się też w ciągu jednej nocy, no bo księżyc się przemieszcza, więc nie ma takiej jednej pozycji księżyca. Rzeczywiście w krajach bliższych równikowi mamy znacznie częściej ten efekt księżyca U, czyli tego takiego uśmiechniętego.

Przy okazji, jeżeli ktoś nie wiedział i nie zna tej prostej metody, to polecam: jeżeli nie jesteśmy pewni, czy księżyc się zbliża do pełni, czy jest już po pełni, to jeżeli księżyc jest w kształcie, powiedzmy, gdzie ten brzuszek jest skierowany w prawą stronę, przypomina literkę D, to jest dochodzenie do pełni, a w drugą stronę to znaczy, że już jest po pełni, co oczywiście nie działa na półkuli południowej. Jeżeli ktoś nas słucha z półkuli południowej, to serdecznie pozdrawiamy i prosimy o sygnał, dlatego że na półkuli południowej wszystko jest dziwnie i ludzie chodzą do góry nogami. Ale tak serio, tam to działa w drugą stronę, więc ta klasyczna metoda tam nie zadziała.

Jest oczywiście wiele różnych ciekawych elementów, bo jest takie złudzenie polegające na tym, że kiedy widzimy jednocześnie księżyc i nisko położone słońce, to ta oświetlona krawędź tego rogalika księżycowego wcale nie zdaje się wskazywać na słońce, tylko zdaje się wskazywać gdzieś obok. To jest złudzenie polegające na tym, że ta linia łącząca te oba ciała niebieskie tak naprawdę przebiega na sferze niebieskiej, na tym wielkim kole sfery niebieskiej, natomiast nasze mózgi nie bardzo to ogarniają. Więc mamy takie ciekawe dodatkowe złudzenia. Zresztą mówię o tym złudzeniu, dlatego że jest to jeden z argumentów używanych przez płaskoziemców, którzy w ten sposób próbują rozbić cały ten spisek mówiący o tym, że księżyc, wiecie, krąży wokół Ziemi, a Ziemia wokół słońca i tak dalej, i tak dalej. Więc tych wątków tu jest dosyć dużo.

Ola: To jest spisek Ziemi i słońca czy kogoś jeszcze?

Piotr: Nie mogę o tym mówić, nie mogę o tym mówić, bo nasz podcast zostałby zdjęty natychmiast.

Ola: Przestaliby nam płacić.

Piotr: Jeszcze tylko dodam, że specjalnie tutaj nie wprowadzałem pojęcia ekliptyki. Ekliptyka to jest ta płaszczyzna czy ta linia, która jest, można powiedzieć, zgodna z orbitą Ziemi. W przybliżeniu jest to ta płaszczyzna, po której się porusza ogromna większość planet Układu Słonecznego, ale to już można by wejść poziom wyżej. Nie zmienia to faktu, że rzeczywiście mamy ten efekt U. On jest bardzo wyraźny. Teraz jest czas wakacyjny, ludzie jeżdżą w dziwne miejsca. Jeżeli będziecie mieli okazję to zaobserwować, to polecam. Jeszcze tylko dodam, zupełnie od czapy, mój ulubiony efekt: mianowicie jak jesteście gdzieś bliżej równika, teraz to już rzadziej widać, to zobaczcie, w jakiej pozycji znajdują się anteny satelitarne.

Ola: A no tak, bo mniej anten satelitarnych.

Piotr: Teraz jest mniej anten satelitarnych, zwłaszcza u nas, w Europie. Dokładnie, bo w krajach bliżej równika często jest ich trochę więcej. Spoiler: u nas anteny są skierowane tylko trochę nieco ponad horyzont, a tam anteny są skierowane niemalże pionowo albo właściwie całkiem pionowo, więc nawet się czasami w nich robi dziurki, żeby się woda nie zbierała, co u nas nie jest problemem. I w ten oto sposób możemy przejść do tematu kolejnego.

0:34:41 Czy studnie kradną sobie wodę?

Ola: A to kolejne pytanie to temat przesłany przez Anetę. W jaki sposób studnie głębinowe wpływają na poziom wody w studniach tak zwanych kopanych? I czy własna studnia głębinowa może osuszyć sąsiadom ich studnie tak zwane kręgowe? No i cóż, krótka odpowiedź brzmi: owszem, może, ale nie musi.

Piotr: To zależy.

Ola: To zależy, oczywiście. I tutaj warto od razu zaznaczyć, żeby nie wpaść w taką pułapkę językową: kiedy mówimy o studni głębinowej, to w potocznym użyciu oznacza to po prostu studnię wierconą, a taka studnia może mieć zarówno 60 metrów, jak i 12 metrów, czyli niekiedy sięga dokładnie tam, skąd czerpie wodę być może nawet sąsiednia studnia kopana. Sama nazwa właściwie nic nie mówi o realnym ryzyku.

Piotr: Tak, no kopane generalnie to są te studnie, do których da się wpaść.

Ola: Nie polecamy tego rozwiązania.

Piotr: Tak, szerokie i stosunkowo płytkie, a głębinowe to są studnie, do których się raczej nie da wpaść, bo są wąskie i generalnie czerpie się z nich wodę przy pomocy pompy, a nie wiadra czy czegoś takiego.

Ola: Owszem. No więc studnia kopana, która jest wyłożona takimi kręgami, sięga zwykle kilku czy kilkunastu metrów i dochodzi do pierwszego poziomu wodonośnego, to jest ważne. I w niej znajduje się woda o zwierciadle swobodnym. To jest ważne, warto zapamiętać, bo ja jeszcze będę się odnosiła do tego określenia. To zwierciadło reaguje na pogodę, czyli innymi słowy ten poziom jest zasilany przez deszcz, który po prostu wsiąka w glebę i zasila ten poziom wodonośny.

Natomiast studnia głębinowa przebija warstwę, która jest słabo przepuszczalna, na przykład glinę albo ił, i sięga do takiego poziomu wodonośnego, który jest izolowany, czyli innymi słowy przebija się niżej niż ten pierwszy poziom wodonośny. Pod nim jest warstwa mniej przepuszczalna, czyli glina, i poniżej dopiero znajduje się ten izolowany poziom wodonośny. I on z kolei ma zwierciadło napięte, czyli znajduje się tam woda pod ciśnieniem i dzięki temu podnosi się w studni ponad strop warstwy, czasem o kilkanaście metrów. Woda w tym poziomie wodonośnym bywa dużo starsza i bywa nawet zasilana ze źródła kilka kilometrów dalej.

Piotr: To nie jest tak, że deszcz się prosto przesącza tam i po jakimś czasie tam trafia. To jest znacznie bardziej złożony geologicznie układ. Generalnie to jest tak, że woda jest tam pod pewnym ciśnieniem, w związku z czym, tak jak powiedziałaś, dość logicznie, jak zrobimy dziurkę, to to ciśnienie wypycha tę wodę nam wyżej.

Ola: Otóż to. No i teraz spróbujmy sobie to wyobrazić. Kiedy pompa zaczyna pobierać wodę, to zwierciadło wokół studni zaczyna się obniżać. Oczywiście obniża się w kształcie odwróconego stożka. To się fachowo nazywa lejem depresji. W Polsce to nosi nazwę depresji wypadkowej.

Piotr: Może nie brnijmy.

Ola: No i to jest tak, że kiedy ten lej depresji sięgnie sąsiedniej studni, to również w tej sąsiedniej studni poziom wody się obniży. Niezależnie od tego, czy jest to warstwa wodonośna płytka, czy głęboka. To jest oczywiste. No i tutaj uwaga: czy ta płytka warstwa wodonośna jest na to bardziej wrażliwa, czy głęboka? Intuicja by podpowiadała, że ta woda, która jest zamknięta pod tą grubą warstwą gliny, właściwie powinna być bezpieczniejsza, powinna być bardziej odporna na to czerpanie. No i tutaj cóż, jest zupełnie odwrotnie.

Otóż kiedy porównano, ile wody ubywa w obydwu warstwach, w tej warstwie swobodnej i w tej warstwie napiętej, znajdującej się pod warstwą gliny, to okazało się, że w tym samym czasie spadek wody w warstwie swobodnej w odległości około trzech kilometrów od studni był właściwie za mały, żeby go w ogóle zmierzyć. Natomiast w tej warstwie napiętej, poniżej gliny, w tym samym miejscu wynosił już około trzech metrów, a mierzalny wpływ spadku sięgał aż 150 kilometrów od studni. Więc ta zmiana była aż około 2000 razy większa w przypadku tej studni głębinowej. To są wielkości olbrzymie. I z czego wynika ta wielka różnica? Otóż w warstwie swobodnej, czyli tej, do której sięga studnia zrobiona z kręgów, pompowanie wody faktycznie odwadnia przestrzeń między ziarnami gruntu i uwalnia sporo wody. Natomiast w warstwie napiętej grunt cały czas musi być nasycony, a pompowanie tylko obniża ciśnienie, więc żeby wydobyć taką samą ilość wody, ten efekt musi rozejść się po dużo większym obszarze. W związku z czym z tego dużo większego obszaru musi zostać odsączona woda, dlatego tak duży obszar jest objęty tym spadkiem poziomu wody. I tutaj rzeczywiście ten wpływ okazuje się tak duży.

Mogą pojawić się trzy scenariusze takiego możliwego wpływu jednej studni na drugą, studni wierconej, potocznie zwanej głębinową, na studnię kopaną, czyli kręgową. Jeżeli istnieją na tym samym poziomie wodonośnym, to ten wpływ jest realny i proporcjonalny do poboru. To przypadek oczywisty: one mogą na siebie wzajemnie wpływać, podbierać sobie te wody. Jeżeli obie studnie są na osobnych poziomach i są dobrze izolowane, to wpływają na siebie minimalnie albo w ogóle. Dlatego zazwyczaj zaleca się wiercenie głębiej, jeżeli sąsiad ma na przykład silną pompę. Jeżeli jesteśmy na oddzielnych poziomach, ale na przykład izolacja jest nieszczelna, a to się często zdarza, bo glina rzadko kiedy jest idealnie szczelna, idealnie ciągła, więc woda może się powoli przesączać, a takie długotrwałe pompowanie może przyspieszać ten proces i ten efekt może narastać całymi miesiącami, to po jakimś czasie trudno go skojarzyć z czymkolwiek. Może się okazać, że nie wiemy, z czego to wynika, a woda nam ucieka. Wówczas proces zachodzi, a nie wiemy, że stoi za tym sąsiad, i tak naprawdę trudno już znaleźć całą tego przyczynę.

No i tutaj warto też zastanowić się, jak ten cały proces przebiega, kto pierwszy przegrywa. No to niestety przegrywa płytsza studnia, ona cierpi pierwsza, niezależnie od tego, kto tutaj, nazwijmy to, zawinił. Studnia kopana zazwyczaj jest płytsza, ma dużą średnicę, co daje jej spory zapas wody zmagazynowanej w samym szybie, to jest jej mocna strona przy krótkich szczytach zapotrzebowania, ale taka studnia zazwyczaj sięga tylko kilku metrów poniżej zwierciadła wody, więc ma mały zapas głębokości. Jeżeli na przykład przychodzi susza, obniża się poziom wód gruntowych o pół metra, a nasza studnia ma powiedzmy zapas jednego metra, no to jak się obniży o pół metra, mamy kłopot, chyba że nasza studnia jest głębsza, no to wtedy mamy jakiś zapasik. Tymczasem w studni głębinowej o kilkunastometrowym zapasie nie jest to żaden problem, więc przegrywają te studnie, które sięgają płycej.

I tutaj jeszcze jedna dobra rada: jak sprawdzić, czy to sąsiad nam tę wodę podbiera, czy to przypadkiem nie jest inna przyczyna. Można zmierzyć poziom wody w swojej studni i zanotować, kiedy pracuje pompa sąsiada. Można to robić regularnie i jeżeli okazuje się, że poziom wody u nas wyraźnie spada, kiedy u sąsiada pracuje pompa, a kiedy kończy pracę, to u nas wraca właściwy poziom wody, no cóż, to świadczy o tym, że mamy naczynia połączone i sąsiad nam podbiera wodę. Oczywiście to nie jest zła wola z jego strony, tylko zbieg różnych czynników, który może być od niego niezależny. Jeżeli z kolei poziom wody opada powoli przez cały sezon, niezależnie od pracy pompy sąsiada, to przyczyną jest raczej susza albo powolne przesączanie się tej wody.

Natomiast warto jeszcze na jedną rzecz zwrócić uwagę: że czasami możemy pomylić przyczynę ze skutkiem. Na przykład mamy wyjątkowo suchy rok i w tym momencie, kiedy jest susza, właśnie wtedy sąsiad zaczyna wiercić swoją nową, głębszą studnię, no bo jego stara studnia też przestała wystarczać, a nam się wydaje, że to właśnie z powodu jego nowej studni nasza wyschła. No i tutaj mamy skutek mylony z przyczyną: on wywiercił studnię dlatego, że jego pierwsza studnia wyschła, a nam się wydaje, że jego nowa studnia osuszyła naszą starą, a cóż, nie było tak koniecznie. W związku z czym tutaj należy uważać na wnioski, które bywają mylnie wyprowadzone, zwłaszcza że 19% wszystkich analizowanych w lutym tego roku punktów obserwacyjnych w Polsce było poniżej progu ostrzegawczego. Więc warto sobie powiedzieć, że mamy niskie poziomy wód gruntowych w Polsce, zdarzają się bardzo niskie,

Piotr: mimo tego że w lipcu więcej popadało niż zazwyczaj, to jednak nie uzupełniło to nam całkiem tych braków, które się od wielu lat pojawiają, to też o tym trzeba pamiętać. No i w ogóle to osuszanie się studni to jest problem, w którym jest wiele elementów, bo to jest i kwestia tego, że jest coraz niższy poziom wód gruntowych, a to z kolei wynika i z melioracji, z mniejszych opadów, i z tego, że w wielu miejscach są duże, nieprzepuszczalne powierzchnie, chociaż z tym to się akurat powoli zaczyna zmieniać na lepsze. Także tych elementów jest wiele.

Ola: No tak, a jak na przykład buduje się w pobliżu jakieś duże osiedle, to ono też zmienia poziom wód gruntowych w naszej najbliższej okolicy i to też wpływa na to, jak u nas ta woda się zachowuje, więc to wszystko, tak, to jest stosunek naczyń połączonych.

0:49:11 Czym i po co mruczą koty?

Piotr: Tak, dosłownie wręcz. I słuchajcie, pytanie od Marty i Huberta, tak naprawdę zadane w imieniu ich siedmioletniej córki Dobrusi, pozdrawiamy wszystkich. To jest pytanie: skąd się bierze mruczenie kota? I to jest znacznie ciekawszy temat, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, a już zwłaszcza kwestia tego, że poglądy na to, skąd się bierze to mruczenie, bardzo się zmieniły w ostatnich latach. Jak Dobrusia miała jeszcze, powiedzmy, cztery lata, to zupełnie co innego sądzono niż teraz, więc warto zaktualizować wiedzę, nawet jeżeli ktoś wie.

Otóż sądzono przez dłuższy czas, że ten charakterystyczny dźwięk mruczenia to jest efekt pewnego bardzo szczególnego mechanizmu w mózgu kota. Mianowicie naukowcy sądzili, że mózg koci ma taki, jak to powiedzieć, bardzo szybko działający metronom, taki system, który wysyła nawet 25 razy na sekundę sygnał do mięśni znajdujących się w krtani i powodujący na przemian rozkurczanie i kurczenie się tych mięśni, więc przerywanie i przepuszczanie tego strumienia powietrza. Bo to mruczenie to jest takie wyraźne terkotanie, przy czym to terkotanie jest właśnie z częstotliwością około 25 razy na sekundę, 25 herców. To jest niski dźwięk, zwłaszcza jak na takie małe stworzenie jak kot. No i sądzono, że to jest jakiś taki, o celowości tego za chwilę jeszcze powiem, ale jakiś dziwny mechanizm oparty na impulsach płynących z mózgu.

Natomiast niespełna trzy lata temu badacze z Uniwersytetu Wiedeńskiego przeprowadzili eksperyment, który, okej, zabrzmi trochę makabrycznie, ale zaraz wyjaśnię. Mianowicie wzięli osiem kocich krtani bez kota, to znaczy już mówię, nikt tu nie zabijał kotów, nikt dla tego eksperymentu kotów nie męczył. Te krtanie pochodziły od kotów, które musiały być poddane eutanazji, uśpieniu, z jakichś względów niezwiązanych z krtanią czy czymkolwiek. W każdym z tych wypadków pochodziły z klinik weterynaryjnych w Wiedniu i w każdym z tych wypadków właściciele wyrazili zgodę na wykorzystanie tego kociego ciała do takiego eksperymentu.

No i co zrobiono? Przepuszczano przez tę krtań, wyizolowaną z ciała, odpowiednio ogrzane i odpowiednio wilgotne powietrze, naśladujące oddech przepływający przez tę krtań. No i okazało się, że to mruczenie nadal powstawało. Co bardzo jasno pokazało w sposób bardzo bezpośredni, że nie ma to nic wspólnego z impulsami nerwowymi, że to jest konstrukcja samej krtani, która wywołuje taki efekt.

To, co tu jest oczywiście ciekawe, o czym wiedzą wszyscy, nie powiem, że właściciele kotów, bo to raczej osoby, które są posiadane przez koty, tak by należało powiedzieć, ale też osoby, które w ogóle miały cokolwiek wspólnego z kotami: wiadomo, że to mruczenie jest ciekawe, bo jest ciągłe. Więc to nie jest dźwięk powstający tylko przy wydechu, jak to zwykle dźwięki generowane przez ssaki, tylko i przy wdechu, i przy wydechu. I co tam się udało odkryć? Mianowicie ta krtań, jak się okazuje, generuje to, jak powiedziałem, 25-30 herców. Ta krtań ma taką strukturę, która powoduje, że ten niski, jak na takie małe stworzenie, dźwięk może być generowany, a tą strukturą jest, można powiedzieć, poduszka z tkanki łącznej, która jest połączona z fałdami głosowymi i sprawia, że są grubsze i drgają wolniej, niż by powinny ze względu na rozmiar kota. Bo raczej jest tak, że im mniejsze fałdy głosowe, tym wyższy dźwięk, w związku z czym bardziej naturalnym dźwiękiem dla kota, jeśli chodzi o wysokość tonu, byłoby miauczenie. Natomiast tu mamy rzeczywiście niski ton. To jest oczywiście tak jak, nie wiem, ze strunami w gitarze: cienka struna, ta górna, wydaje wyższy dźwięk, ta niższa, basowa, znaczy grubsza, wydaje niższy dźwięk. Tu jest podobnie z tymi fałdami głosowymi. Więc to jest normalny dźwięk, to nie jest żaden tajemniczy, dziwaczny mechanizm, który podejrzewano u kotów przez wiele lat. Natomiast wyjątkowe jest to, że ta konstrukcja sprawia, że i przy wdechu, i przy wydechu ten dźwięk powstaje.

Przy czym naukowcy nie wykluczają, że układ nerwowy i sygnały płynące z mózgu mogą w jakiś sposób wpływać na to mruczenie, natomiast w ten prosty sposób udowodnili, że nie jest to niezbędne. Oczywiście kot wydaje też inne dźwięki, wiadomo, miauczenie przede wszystkim. O miauczeniu to kiedyś nawet opowiadaliśmy, że koty miauczą różnie, na różne sposoby, i w ogóle jest to dosyć interesująca sprawa.

Natomiast tu jest jeszcze jeden mit, który przez wiele lat krążył, chociaż on pochodzi tak naprawdę jeszcze z XIX i początku XX wieku. Wiązano to, czy zwierzęta ryczą, czy mruczą, z kością gnykową i tym, czy ta kość gnykowa jest całkowicie stwardniała, skalcyfikowana, czy nie. Było dość dużo rozmaitych rozważań na ten temat, bo sprawdzano różne zwierzęta i tak dalej. Okazuje się, że to nie jest takie proste, to znaczy że są zwierzęta, które właściwie powinny ryczeć, a nie ryczą, powinny mruczeć, a nie mruczą. Tu oczywiście chodzi o kotowate, rozmaite: tygrysy, lwy, jaguary, lamparty. Najwięcej zamieszania zrobił irbis, czyli pantera śnieżna, który technicznie rzecz biorąc powinien ryczeć, a nie ryczy. To jest też jedna z opowieści, już bez wchodzenia w szczegóły: jeżeli ktoś wam będzie mówił, że o to chodzi, to nie do końca.

Natomiast pytanie brzmi właściwie: po co koty mruczą? I oczywiście nieprawdą jest to, że mruczą, jak jest przyjemnie, dlatego że badano to na bardzo różne sposoby i wiemy, że koty mruczą w najróżniejszych sytuacjach. Mruczą podczas porodu kocice, mruczą też koty, które są ranne, które mają jakieś urazy. Koty umierające mogą mruczeć, więc nie jest to z całą pewnością po prostu oznaka tego, że kotu jest dobrze, że jest zrelaksowany. Dlaczego to mruczenie w ogóle się pojawia? Jedną z hipotez jest to, że jest to sposób na bardzo wczesne porozumiewanie się matki z kociętami. O tym, że kocięta rodzą się ślepe, pewnie wszyscy wiedzą, ale o tym, że rodzą się głuche, pewnie nie wszyscy. One ani nie widzą, ani nie słyszą, w związku z czym komunikacja z nimi nie jest w pierwszych dniach zbyt prosta, a wibracja, ta niska wibracja, która przechodzi przez całe ciało, jest jednym ze sposobów, które mogą służyć matce do podtrzymywania tej więzi i komunikowania się.

Oczywiście mruczeniu nierówne, więc tu najprawdopodobniej jest też ten udział układu nerwowego. Jest też mruczenie, które zawiera, poza tym niskim mruczeniem 25-30 herców, jeszcze taki komponent, można powiedzieć, o wyższej częstotliwości, trochę bardziej przypominający miauczenie, i to jest komponent, który się pojawia w mruczeniu wtedy, kiedy kot czegoś chce. Nie powiem czego, zazwyczaj żryć, więc…

Ola: Tak, przewidując, że nagrywamy w takiej newralgicznej porze, nakarmiłam nasze pieski wcześniej, w związku z czym…

Piotr: Żeby nie mruczały.

Ola: Nie, no nasze z kolei krzyczą bardzo gwałtownie, jak wiecie, bo zazwyczaj nagrywamy koło 17, więc dzisiaj zapobiegłam tej sytuacji, dzięki czemu nie mamy krzyków, chociaż podejrzewam, że one się pojawią.

Piotr: Na koniec się mogą pojawić, są zamówione w każdym razie. No, tak czy inaczej, ten komponent gwałtowniejszy pojawia się wtedy, kiedy kot się czegoś domaga, najczęściej w jakiejś tego typu sytuacji, więc też mruczenie mruczeniu nierówne. Także odpowiadając już bardzo bezpośrednio na pytanie, skąd się bierze mruczenie kota: bierze się z krtani kociej, która ma szczególną dosyć konstrukcję, właśnie z takim dodatkowym modułem, dodatkowym kawałkiem z tej tkanki łącznej. Bierze się z przepływu powietrza, po prostu. Oczywiście kot może to regulować, no bo nie zawsze mruczy. Nie jest to związane li tylko z przyjemnością, rozkoszą czy czymś takim. Jest to znacznie bardziej złożony system i nie jest to lecznicze, bo można też natrafić na informację, że te częstotliwości mruczenia to są częstotliwości, które w jakimś stopniu odpowiadają takim częstotliwościom elektrycznym czy w ogóle wibracjom, które się faktycznie wykorzystuje w rehabilitacji, w przyspieszaniu zrastania się kości, w likwidowaniu jakichś tam obrzęków i tak dalej. Ale nie, to nie jest tak, że koty dla naszego lub swojego dobra opracowały ten fantastyczny system. To jest badanie… Tak, dla naszego dobra.

Ola: Tak, zwłaszcza dla naszego. Koty są takie altruistyczne i postanowiły nas terapeutyzować.

Piotr: Nie, bo jest rzeczywiście praca z 2001 roku, która wysuwa taką bardzo ostrożnie tezę, natomiast to nie jest żadne badanie. To jest po prostu relacja z wystąpienia na konferencji. Generalnie na konferencji można powiedzieć wszystko, dopóki cię nie wyrzucą. I potem to się ukazuje w takim streszczeniu konferencyjnym, natomiast nie ma na to żadnego badania. Więc jeżeli ktoś wam gdzieś będzie opowiadał historię o tym, jak to w ogóle koty nas leczą i matka natura mistycznie…

Ola: Koty, które leczą jak…

Piotr: Tak, koty, które leczą przez nakładanie kota. Koty mogą działać leczniczo na inne sposoby, natomiast nie jest tak, że kocie mruczenie coś takiego wywołuje. Rzeczywiście jest to pewien ewenement, dlatego że w obie strony przechodzące powietrze ten dźwięk wywołuje, ale nie jest to taki ewenement, jak sądzono, czyli że koty w mózgu wykształciły jakieś nie wiadomo jakie metronomy, które im pozwalają tę częstotliwość generować. To jest fajna historia, ale czasami prostsze wyjaśnienia okazują się tymi prawdziwszymi. Także mam nadzieję, że udało nam się wyjaśnić tę kwestię.

Ola: Dziękujemy wam, że wytrwaliście z nami do teraz. Tyle odpowiedzi na dziś. W jednym z kolejnych naszych wakacyjnych odcinków podcastu…

Piotr: Prędzej niż później.

Ola: Przypominamy jeszcze, że jeśli cenicie nasze podcasty, to może rozważycie dołączenie do grona naszych patronek i patronów. To byłoby dla nas ogromne wsparcie. I oczywiście nie zapominajcie, że możecie nas również posłuchać w podcastach, które tworzymy we współpracy z Polskim Radiem.

Piotr: Tak jest, to jest Laboratorium Zbrodni i Sekcja Teorii Spiskowych, oczywiście na stronie Polskiego Radia, na Spotify, na YouTubie, w ogóle tam, gdzie kto lubi.

Ola: No i ważna rzecz jeszcze: nadsyłajcie pytania pod adres podcasty@crazynauka.pl. I pozostaje słowo na dziś, a tym słowem jest…

Piotr: Rogalik. Chociaż myślałem, że będzie półbułka.

Ola: To może być również półbułka.

Piotr: Co kto lubi, ostatnio dajemy kilka różnych wyrobów pieczywa.

Ola: Wyroby pieczywne to są dwa słowa na dziś.

Piotr: O kurczę, to już cztery nam się zrobiły. Dobrze, trzymajmy się rogalika. Słuchajcie, rogalik. Bardzo wam dziękujemy. Do usłyszenia, zobaczenia i w ogóle niedługo. I to… To tyle.

Ola: To cześć.

Źródła

https://www.bbc.com/future/article/20260407-the-blue-light-from-your-phone-isnt-ruining-your-sleep

https://www.nytimes.com/2025/08/17/well/health-effects-blue-light-screen-use.html

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/38806392/

https://academic.oup.com/braincomms/article/6/3/fcae173/7675955?login=false

https://www.cooperlighting.com/b-dam/cooper-lighting/solutions/technologies/bioup/cls-bioup-white-paper.pdf

https://cdn.clinicaltrials.gov/large-docs/52/NCT07391852/Prot_000.pdf

https://www.cochrane.org/evidence/CD013244_blue-light-filtering-spectacle-lenses-visual-performance-macular-back-part-eye-protection-and

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30311830/

https://aa.usno.navy.mil/faq/crescent

https://in-the-sky.org/news.php?id=20230519_08_100

https://www.almanac.com/captivating-crescent-moon

https://skyandtelescope.org/astronomy-news/observing-news/thinnest-crescent-moon/

https://earthsky.org/astronomy-essentials/everything-you-need-to-know-zodiacal-light-or-false-dawn/

https://www.universalworkshop.com/2019/03/07/the-steep-hill-of-spring/

https://www.seas.upenn.edu/~amyers/MoonPaper20June.pdf

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10505201/

https://link.springer.com/article/10.3758/s13414-014-0767-3

https://harfordastro.org/blog-4-1/tilting-the-ecliptic

https://pubs.usgs.gov/circ/circ1186/html/boxa.html

https://www.usgs.gov/water-science-school/science/groundwater-wells

https://www.usgs.gov/mission-areas/water-resources/science/groundwater-level-response-earthquakes

https://doi.org/10.1038/s41598-020-74991-0

https://www.pgi.gov.pl/psh

https://www.cell.com/current-biology/fulltext/S0960-9822(23

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1046/j.1365-2907.2002.00113.x

https://www.cell.com/current-biology/fulltext/S0960-9822(09

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC1570911

https://pubs.aip.org/asa/jasa/article/110/5_Supplement/2666/550913/The-felid-purr-A-healing-mechanism

https://www.loc.gov/everyday-mysteries/item/why-and-how-do-cats-purr/

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/jmor.21627

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3206895/

https://www.nationalgeographic.com/science/article/why-margarita-can-purr-but-cant-roar

https://www.sciencedaily.com/releases/2023/10/231004105157.htm

Źródła

Niebieskie światło

Księżyc

Studnie

Mruczenie kota