Podcast Crazy Nauka · odc. 171

Wulkan, który sprowadził Czarną Śmierć do Europy

07-07-2026 · 41 min · Tematyczny, Ciało i zdrowie, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Jak odległa katastrofa naturalna, klimat, głód, handel zbożem i rozejm ułożyły się w ciąg zdarzeń, który doprowadził do wybuchu epidemii Czarnej Śmierci w Europie. Niedawno znaleziono ostatni brakujący element całej tej układanki.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

Data publikacji: 2026-07-07

Długość: 0:41:06

0:00:00 Wstęp

Ola: Jakim sposobem włoskie miasta, skutecznie chroniąc swoich obywateli przed głodem, jednocześnie sprowadziły na nich czarną śmierć?

Piotr: I dlaczego zaraza dotarła z Azji do Europy dopiero po kilkunastu latach, mimo że wcześniej i później rozprzestrzeniała się błyskawicznie?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: A dziś opowiemy wam o tym, jak bardzo odległa katastrofa naturalna oraz klimat, głód, handel zbożem i traktaty pokojowe ułożyły się w taki bardzo wyraźny, czytelny ciąg zdarzeń, który doprowadził w finale do wybuchu epidemii czarnej śmierci w Europie. I właśnie niedawno znaleziono taki ostatni brakujący element całej tej układanki.

Piotr: Wiem, że mamy robić pytania. Te pytania wrócą już niedługo i mamy całą kolekcję tych pytań. Zachęcamy do przesyłania kolejnych.

Dostaliśmy już takie w postaci nagrań, głosówek, że tak powiem, czyli wysłane przez was. Bardzo do tego zachęcamy. Weźcie po prostu telefon, w jakichkolwiek warunkach dacie radę, nagrajcie to pytanie, to je wtedy puścimy również w odcinku podcastu.

Ale do tego będziemy wracali później. Teraz, ponieważ te fajne badania się pokazały, postanowiliśmy właśnie nimi się zająć.

Ola: I to jest właśnie dobry moment na to, żeby wam przypomnieć, że możecie zasubskrybować nasz podcast. Dzięki temu nie umkną wam żadne nowe odcinki.

Piotr: Przypominamy o dwóch pozostałych naszych podcastach, które oba powstają we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni. To jest nowy odcinek, to jest już rozwiązanie. Druga część tego tematu, rozwiązanie tajemnicy zabójstwa holenderskiej nastolatki.

Ola: No i drugi z nich to Sekcja Teorii Spiskowych. W najnowszym odcinku zastanawiamy się, czy śmierć księżnej Diany była zwykłym wypadkiem, czy jakimś wielopoziomowym spiskiem rodziny królewskiej.

Piotr: No i zanim ruszymy dalej, to musimy koniecznie przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:02:20 Czarna śmierć i jej początki w Tienszanie

Ola: Zacznijmy od wstrząsających liczb, bo czarna śmierć zabiła w latach 1347-1353 od 30 do nawet 60% ludności w niektórych regionach Europy, przede wszystkim we Włoszech, Francji, Niemczech i Hiszpanii. Sama nazwa "czarna śmierć" jest warta wspomnienia już na samym początku.

To nie jest nazwa pochodząca z epoki, bo współcześni mówili po prostu o tym jako o wielkiej zarazie. To jest trochę jak z wielką wojną. Większość Europy nazywa wielką wojną I wojnę światową, a dla nas, jak wiadomo, główną wojną jest II wojna światowa.

No ale tutaj właśnie "czarna śmierć" to jest wymysł późniejszych epok i tak się jakoś przyjęło, że tak o tym mówimy. No i te badania, o których tu już wspominaliśmy, pochodzą z grudnia 2025 roku, więc to nie jest jakaś absolutnie nówka sztuka.

Piotr: Ale ciekawe.

Ola: I są bardzo ciekawe. Ta publikacja ukazała się w piśmie Nature Communications Earth and Environment i chodzi w niej o czynniki, które sprowadziły czarną śmierć do Europy. No i historię o szczurach i pchłach już znamy.

A ta historia będzie troszeczkę inna, troszeczkę bardziej skomplikowana i będzie pokazywała pewien bardzo szczególny zbieg okoliczności. Taki, który obejmuje klimat, głód, handel zbożem, traktaty pokojowe, szlaki handlowe, które w bardzo konkretnej konfiguracji doprowadziły do tego, że Europa doznała takich straszliwych skutków tej zarazy. I tym brakującym elementem okazały się słoje drzew i rdzenie lodowe.

Ale przede wszystkim słoje drzew. Główna teza tej pracy naukowej, która została opublikowana w Nature, to cytat z historyczki, współautorki tej pracy, Hanny Barker: "Był ciąg czynników, które się zbiegły. Gdyby usunąć którykolwiek, to by się nie wydarzyło".

Piotr: Tak, to bardzo ciekawy układ, o którym już wielokrotnie mówiliśmy, na przykład w kontekście różnych katastrof lotniczych. No ale wracając do tej czarnej śmierci, bo przez dłuższy czas wcale nie było takie oczywiste, czym była. Wiadomo, że była wielka zaraza, ale nie do końca było wiadomo, co ją wywoływało.

Mamy już teraz pewność. Pewność uzyskaliśmy dzięki badaniom ofiar czarnej śmierci i pozyskaniu z ich szczątków DNA. No i tą czarną śmiercią była dżuma.

Dżuma wywołana przez bakterię Yersinia pestis, czyli pałeczkę dżumy. Ona jest roznoszona przez pchły żerujące na gryzoniach. Więc te słynne szczury oczywiście są bardzo ważne, ale to nie one bezpośrednio.

W ogóle to jest trochę bardziej skomplikowane, jak się okazuje, dlatego że pałeczka dżumy żyje sobie całkiem spokojnie w populacjach dzikich gryzoni w różnych miejscach na świecie. To są takie rezerwuary tej bakterii i od czasu do czasu zdarza jej się przeskoczyć na ludzi.

Jest to typowa choroba odzwierzęca. Te gryzonie sobie tam funkcjonują całkiem dobrze i zdrowo. Jak wiadomo, nie każdy patogen u każdego gatunku wywołuje takie same efekty.

Ola: Dodajmy, że dzisiaj potrafimy leczyć dżumę i całkiem dobrze radzą sobie z tym antybiotyki. Natomiast czasy, o których mówimy, takiego luksusu niestety nie miały.

Piotr: No zdecydowanie. Jak już wspomniałem, dżuma nam się kojarzy głównie ze szczurami, ale tak naprawdę w endemicznym rejonie występowania dżumy w Azji Środkowej głównymi nośnicielami nie są wcale szczury, tylko, uwaga, świstaki stepowe. Też gryzonie, ale zupełnie inne.

Więc tu nie mamy tej wizji szczurów na statkach przebiegających po cumach i tak dalej, tylko raczej świstaki gdzieś tam sobie w stepie stepujące.

Ola: Tak, one są u źródeł, szczury pojawiają się dopiero później. No ale spójrzmy jeszcze, w którym dokładnie miejscu w Azji Środkowej mogło dojść do tego, że dżuma się w ogóle pojawiła. Tutaj trop prowadzi do okolic jeziora Issyk-Kul.

Ono się znajduje w dzisiejszym Kirgistanie u podnóża gór Tienszan. Nad tym jeziorem prowadzono badania na cmentarzach stojących w tamtejszych wioskach. Znajdowały się tam nagrobki z czasów średniowiecza z inskrypcjami w języku syryjskim.

Wśród nich bardzo dobrze jest widoczny gwałtowny wzrost liczby zgonów, który miał miejsce w latach 1338-1339. W przypadku 10 nagrobków z tej grupy, która wpisuje się w ten przedział czasowy, podana wprost przyczyna śmierci to zaraza.

Piotr: Ja tu dodam jeszcze, bo jak się słucha, to można nie zapamiętać, że czarna śmierć, ta wielka epidemia, miała miejsce w latach 1347-1353. Tu mówimy o nagrobkach właściwie dekadę wcześniejszych, 1338-1339.

Ola: Otóż to, to będzie ważne. No i wracając jeszcze do tych nagrobków, w 2022 roku prowadzono tam badania i od osób, które zostały tam pochowane, pobrano z ich szczątków DNA z zębów. W trzech próbkach z jednego z tych cmentarzy znaleziono pałeczki dżumy, co oznacza, że to były osoby, które najprawdopodobniej na dżumę zmarły.

I teraz jeszcze ważna sprawa. Ten szczep z podnóża Tienszanu, ten przebadany nad jeziorem w Kirgistanie, porównano z innymi szczepami pałeczki dżumy i stwierdzono, że to jest najbliższy znany nam przodek tych szczepów, które spustoszyły Europę w XIV wieku. I tak jak wspomniał Piotrek, stało się to blisko dekadę później. Mamy tutaj pokusę, żeby powiedzieć, że znaleziono pacjenta zero.

Piotr: Trochę tak to brzmi w sumie.

Ola: Tak, pacjenta zero tej pandemii dżumy. To oczywiście sama miejscowość nad jeziorem Issyk-Kul nie jest dokładnym źródłem epidemii czy też pandemii, bo to właściwie zrobiła się pandemia w tamtym okresie. Ale bardzo dobrze nam to lokalizuje źródło choroby w rejonie Tienszanu, niekoniecznie w tej jednej wiosce.

I tu warto jeszcze jedną rzecz powiedzieć: historycy mówią o tej z XIV wieku jako o drugiej pandemii dżumy, bo była jeszcze, uwaga, pierwsza pandemia.

Piotr: Pierwsza pandemia to tak zwana dżuma Justyniana. To jest VI-VII wiek naszej ery. Ona wybuchła w Cesarstwie Bizantyńskim i wytłukła około 40% mieszkańców Konstantynopola, ale na tym nie poprzestała, bo ruszyła sobie dalej w głąb Europy.

Szacuje się, przy czym to są oczywiście wszystko szacunki, bo nie było wtedy możliwości sprawdzenia ani ile osób było przed, ani ile osób było po takiej pandemii, ale szacuje się, że wybiła nawet około połowy populacji Europy w tym czasie. Ta dżuma Justyniana najprawdopodobniej, zresztą podobnie jak ta czternastowieczna, to była odmiana dymienicza, czyli taka, która powoduje zapalenie węzłów chłonnych, bo tych odmian może być kilka, może być płucna, to zależy od wielu elementów. W każdym razie, wnioskując z ówczesnych opisów, wygląda na to, że to właśnie była dżuma w tej odmianie.

Ola: I to jest ten moment, w którym raz jeszcze dziękujemy wam za to, że jesteście z nami, że komentujecie nasz podcast, że go oceniacie, to niewątpliwie wpływa na nasze zasięgi, więc róbcie tak dalej, prosimy.

Piotr: Tak jest, prosiliśmy już o subskrypcję, prosimy nadal też o pytania do kolejnych wakacyjnych odcinków. Mamy już całkiem ładną kolekcję, ale na pewno nowe się przydadzą.

Ola: A jeżeli podoba wam się to, co robimy, to prosimy, zajrzyjcie na nasz profil na Patronite albo postawcie nam kawę na BuyCoffeeToo. To wsparcie nas bardzo ucieszy.

Piotr: Ruszamy dalej wraz z dżumą. Wiemy już, że najprawdopodobniej w tym regionie u podnóża gór Tienszan, w dzisiejszym Kirgistanie, narodziła się ta dżuma, która później pustoszyła Europę. Ten szczep, który tam wykryto, po jakiejś ewolucji, przemianie, jak to zwykle w tego typu chorobach, ruszył szlakami handlowymi i dotarł do Europy przede wszystkim przez region Morza Czarnego.

Natomiast, jak wiemy, nastąpiło to prawie 10 lat później, to lata 40. XIV wieku i to raczej druga połowa tych lat. Wiemy, że do Włoch ta zaraza dotarła w 1347 roku.

Wiemy to między innymi z relacji Michele da Piazza, franciszkanina, który widział to wszystko na własne oczy. Opisywał, jak na początku października 1347 roku do portu w Mesynie wpłynęło 12 genueńskich galer, które wracały z Morza Czarnego. Na pokładzie tych statków większość marynarzy była martwa albo w stanie praktycznie agonalnym.

Mieszkańcy, jak można się domyślać, nie byli rozentuzjazmowani tą miłą wizytą, w związku z czym wygnali tych Genueńczyków z miasta. No ale było już trochę za późno, bo zaraza pojawiła się w Mesynie i przez kolejne pół roku to miasto pustoszyła. Więc nic dziwnego, bo jak wiemy, przenosi się ta zaraza chociażby przez pchły, gryzonie i tak dalej.

Ola: I te szczury przechodzące po linach.

Piotr: Tak właśnie, to jest ta wizja. Tu już świstaki nie stepowały. Akurat w te rejony to już szczurza robota.

No i rozwinęła się bardzo entuzjastycznie ta zaraza. W latach 1348-1349 ogarnęła praktycznie, nie całą Europę, jak zaraz powiemy, ale znaczną jej część.

0:14:31 Skąd 10 lat opóźnienia: erupcja wulkanu w 1345 roku

Ola: No i tutaj oczywiście pojawia się to pytanie, które pewnie wam od dawna kiełkuje w głowach. Skąd wzięło się tych 10 lat różnicy pomiędzy wybuchem lokalnej epidemii w Kirgistanie a chorobą, która dotarła w 1347 roku do Europy i wtedy naprawdę błyskawicznie się rozprzestrzeniła?

Piotr: Bo jest tak, że podróż takiego statku to kwestia maksymalnie tygodni. Podróż lądem z tych rejonów, maksymalnie miesięcy.

Ola: Można by założyć, że gdyby działały standardowe procedury i warunki były typowe, to w ciągu najwyżej roku, no może dwóch lat, dotarłaby taka zaraza do Europy. A tu tymczasem sobie poczekała. No i żeby sobie wyjaśnić, czemu ta bakteria czekała aż do 1347 roku, trzeba zerknąć na coś, co się zdarzyło wcześniej po drugiej stronie globu. I uwaga, nie wiadomo gdzie dokładnie, bo w roku 1345, czyli jeszcze przed tym, jak dżuma dotarła do Włoch, ale już po tym, jak pojawiła się u podnóża Tienszanu, najprawdopodobniej doszło do potężnej erupcji wulkanu.

Najprawdopodobniej miało to miejsce w tropikach, tego wulkanu nie zidentyfikowano. Ważne informacje są takie, że wyrzut siarki do stratosfery jest szacowany, w tamtym momencie ten wulkan mógł wyrzucić aż 14 milionów ton siarki. Ponad dwa razy więcej niż inny, dobrze znany wybuch wulkanu.

Piotr: Dobrze zmierzony.

Ola: Dobrze zmierzony. Chodzi o Pinatubo z roku 1991. Ważne jest to, że wiemy, że w 1991 roku ta erupcja zauważalnie ochłodziła całą planetę.

To były redukcje rzędu najwyżej pół stopnia Celsjusza w skali globalnej, w skali roku. Tym niemniej było to odczuwalne, zwłaszcza w niektórych regionach. Skąd właściwie wiadomo, że ten wulkan w ogóle wybuchł, skoro nie wiadomo, który to był wulkan?

Otóż mówią o tym, jak już wcześniej zdążyliśmy zdradzić, słoje drzew i zajmuje się tym nauka o nazwie dendrochronologia. Prowadzono badania w ośmiu regionach Europy. Badania, które mierzyły słoje drzew z lat, które przypadały na moment przed, w trakcie i po epidemii dżumy w XIV wieku.

Te badania wykazały, że miały miejsce trzy naprawdę zimniejsze niż statystycznie lata z rzędu, czyli rok 1345, 1346 [? niepewne: 1446] i 1347 [? niepewne: 1447] były wyjątkowo chłodne. I jak szacują naukowcy, jeżeli przyjrzeć się historii klimatu przed tym okresem, to porównywalne ochłodzenie miało miejsce niemal 100 lat wcześniej, w roku 1257, w momencie kiedy wybuchł wulkan Samalas. Więc to dało naukowcom do myślenia.

Piotr: Gdyby ktoś się zastanawiał, jak to wygląda w tych słojach przyrostu w drzewach, no to może być różnie. Czasami te słoje są po prostu znacznie cieńsze. Natomiast coś ciekawego znaleziono w hiszpańskich Pirenejach.

Tak zwane niebieskie przyrosty. To są takie słoje, które zachowują się w dość szczególny sposób podczas badania. Mianowicie, jak się bada taki rdzeń czy przekrój, to barwi się to drewno dwoma barwnikami, safraniną i błękitem Astra.

Safranina ma za zadanie zabarwić zdrowe komórki drewna na różowo, natomiast ten błękit Astra uwidacznia te miejsca, w których nie ma dość dużo ligniny, czyli tej substancji, która jest kluczowa dla budowy, wzmocnienia, uszczelnienia ścian komórkowych komórek roślinnych. W tych miejscach, gdzie tej ligniny brakuje, ten różowy kolor znika. Miejsce przybiera taki niebieski odcień.

Stąd nazwa: niebieskie przyrosty. I tak naprawdę oznacza to, że tam, gdzie komórki nie zawierały wystarczająco dużo ligniny, to drewno nie miało szans się właściwie wytworzyć. Najczęściej są to właśnie niekorzystne warunki wzrostu.

Najczęściej wynika to z chłodnego lata, bo to jest ten okres, kiedy powstaje lignina w tkankach. Te badania w ogóle pokazują dość dobrze anomalie, zwłaszcza gwałtowniejsze anomalie pogodowe.

I też, co ciekawe, pozwalają nawet stwierdzić, czy dane zjawisko raczej występowało w pierwszej połowie roku, w drugiej połowie roku i tak dalej. Co ciekawe, na ten temat badania prowadzą między innymi naukowcy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Agata Buchwał i Paweł Matulewski napisali o tym pracę.

To akurat była praca o innym regionie i o innym okresie. To było o początkach XX wieku, natomiast zjawisko jest właśnie to samo. Bardzo ciekawe.

No i oczywiście jeszcze niezawodne rdzenie lodowe, które fantastycznie zapisują wszelkie historyczne zdarzenia, nie tylko klimatyczne. Rdzenie z Grenlandii i Antarktydy pokazały, że w warstwach około 1345 roku, bo tu się mówi "około", nie ma takich pięknych kreseczek jak w drzewach, jest znacznie podwyższony poziom siarki właśnie w tym okresie, co jest dowodem na to, że ta siarka była w atmosferze i opadała.

Ola: I też warto zwrócić uwagę na to, że w źródłach historycznych można znaleźć świadectwa tych nietypowych, dziwnych lat. Na przykład w Chinach i Czechach ludzie raportowali coś na kształt zaćmień księżyca. Tyle że z naszej dzisiejszej wiedzy astronomicznej wynika, że te zaćmienia widziano wtedy, kiedy ich nie powinno być.

Piotr: No bo wiadomo, kiedy są zaćmienia, tak?

Ola: Tak, można to wyliczyć. Natomiast wówczas niebo zostało zmienione przez te wulkaniczne pyły, które zmieniły wygląd księżyca. Była ta tarcza zamglona, ciemna.

Z kolei w Japonii, również w Chinach, Niemczech, Francji, we Włoszech archiwiści zupełnie niezależnie donosili o tym, że było mniej słońca i niebo było zamglone w latach 1345-1349. Tu mamy też źródła historyczne, które dowodzą tego, że najprawdopodobniej ten wulkan rzeczywiście wybuchł, choć nie wiemy gdzie dokładnie. I przejdźmy dalej, ponieważ współautor tej pracy z Nature, o której dzisiaj wam opowiadamy, jest badaczem słojów drzew i on wypatrzył lekkie ochłodzenie w regionie basenu Morza Śródziemnego, które miało miejsce w latach 1345-1357 [? niepewne: 1345-57].

I to on sobie zadał pytanie, dlaczego to miało wtedy miejsce, i uznał, że to niby nic spektakularnego, ale poszedł tym tropem i natrafił na ten wulkan oraz na to, że po tym wybuchu nastała, może nie zima nuklearna, czyli zima wulkaniczna w pełnym tego słowa znaczeniu, ale okresy wegetacyjne były chłodne, były mokre.

Piotr: Tam jest właśnie więcej opadów, co jeszcze też wpływa na urodzaj. Opady są miłe, ale nie wtedy, kiedy jest ich tak dużo, że w zestawieniu z zimną pogodą powodują raczej gnicie niż intensywny wzrost [? niepewne: ginicie].

0:23:43 Nieurodzaj, głód i włoski system zaopatrzenia w zboże

Ola: No i to właśnie spowodowało w latach 1345-1347 nieurodzaj w całym basenie Morza Śródziemnego i wynikł z tego oczywiście głód, który jednocześnie nawiedził Hiszpanię, południową Francję, północne i środkowe Włochy, Egipt, kraje Lewantu i nawet Półwysep Arabski. Wiadomo z innych źródeł historycznych, że w roku 1347 ceny zbóż, ceny konkretnie pszenicy, poszybowały jak szalone w górę i były najwyższe od co najmniej 80 lat we wszystkich tych regionach naraz.

Piotr: Tak, no tu trzeba pokazać kontekst. Późne średniowiecze we Włoszech to epoka tych super miast-państw: Wenecja, Genua, Piza, Florencja, Bolonia, Siena, te wszystkie, które na północy Włoch się [? niepewne: kitwaszą] i które teraz się tak fajnie zwiedza, byle nie w lecie, bo tłum straszny. One były naprawdę bardzo mocno zurbanizowane i w efekcie nie były samowystarczalne. Właściwie z tego, co wiemy, samowystarczalny był tylko Mediolan i Rzym.

W związku z tym, że były bardzo dobrze rozwinięte i nie były samowystarczalne, ludzie nimi zarządzający stworzyli bardzo dobrze działający, jak się okaże za chwilę, system bezpieczeństwa żywnościowego. To był efekt doświadczeń głodu jeszcze z ubiegłego stulecia, więc były tam oczywiście spichlerze do przechowywania zboża, były specjalne urzędy zbożowe, był zakaz eksportu zboża, no i była sieć handlu dalekomorskiego, która miała zapewnić w razie problemów, w razie jakiegoś nieurodzaju, czegoś takiego, dostawy tego zboża. Zresztą zboże było zaraz po wojsku drugą najistotniejszą pozycją w budżecie tych miast.

No i od lat 60. XIII wieku te państwa, szczególnie Wenecja i Genua, zorganizowały sobie coś na kształt można powiedzieć kolonii niemalże, takie faktorie, które sięgały aż po Morze Czarne i Azowskie, właśnie po to, żeby gdyby lokalnie wystąpił głód, nieurodzaj, można było to zboże ściągać z dalszych regionów, szybko, nie poszukiwać, tylko po prostu ściągnąć stamtąd i poradzić sobie z tym. No i to naprawdę było bardzo dobrze zaprojektowane.

I ten system znakomicie zadziałał, na nieszczęście Europy.

Ola: No właśnie, brzmi to znajomo, że taki łańcuch dostaw żywności uruchamia się wtedy, kiedy lokalnie czegoś brakuje. Ściągamy produkty z drugiego końca świata, ale chociaż my ściągamy akurat…

Piotr: No to u nas teraz to już zupełnie inny układ.

Ola: Niezależnie od tego, czy brakuje, czy nie brakuje, bo one przyjeżdżają z najbardziej abstrakcyjnych rejonów. Tym niemniej brzmi to absolutnie znajomo, no ale pozostał jeszcze jeden element tej układanki, bo żeby ściągnąć zboże znad Morza Czarnego, trzeba było najpierw udrożnić szlaki handlowe. A co się działo, że nie były drożne?

Otóż tuż przed nastaniem głodu Wenecja i Genua toczyły wojnę z Mongołami, albo też z Tatarami Złotej Ordy. Te nazwy są używane zamiennie, ale wiemy, że te dwie grupy etniczne wchodziły w skład Złotej Ordy, u nas częściej się mówi o Tatarach, dlatego być może ta nazwa jest bardziej znajoma. Złota Orda kontrolowała północne wybrzeże Morza Czarnego i w skutek wojen handel zbożem z tego regionu został po prostu wstrzymany.

Istniały tam embarga na sprowadzanie z tamtych rejonów produktów żywnościowych. No ale w momencie, kiedy nastał głód, obie strony w zasadzie przestały być zainteresowane wojowaniem, a zainteresowały się tym, co bliższe ciału, bo Mongołowie i Tatarzy już sami umierali w tym okresie na dżumę. Natomiast Wenecja i Genua po prostu były głodne i bardzo, bardzo potrzebowały dostaw pszenicy.

Dlatego zawarto rozejm i umówiono się, że statki ze zbożem znów będą płynąć z Morza Czarnego na Morze Śródziemne. No a razem ze zbożem popłynęły gryzonie i pchły z bakterią dżumy.

0:28:42 Pchły na statkach i inne drogi rozprzestrzeniania zarazy

Piotr: No i tu jest pewna ciekawa rzecz, która nie do końca jest dowiedziona, w tej chwili raczej jest to hipoteza niż pewnik. Mianowicie te pchły, tu głównie chodzi o pchłę szczurzą, najprawdopodobniej były w stanie przetrwać nawet dość długi rejs bez stałego żywiciela w postaci wspomnianych szczurów czy choćby ludzi. No oczywiście była załoga na statku, natomiast tych pcheł było dużo i nie wyżywiłyby się na tym, co było na statku.

Hipoteza głosi, że mogły przetrwać, żerując na pyle zbożowym w ładowni. Nawet jeżeli ten transport trwał wiele tygodni, były w stanie się tym wyżywić. Może nie jest to wymarzony sposób odżywiania się, zapewne nie zapewniający im możliwości rozmnażania, natomiast pozwalający po prostu przewegetować ten czas transportu.

Ola: W momencie, kiedy dżuma zeszła ze statków, mogła się już roznosić na inne sposoby i uwaga, nie tylko przez pchłę szczurzą. Tutaj warto przytoczyć norweskie badanie z 2018 roku, które również wskazuje na pewną hipotezę. Ona nie jest ostatecznie potwierdzona, tym niemniej jest bardzo ciekawa, bo ci naukowcy stworzyli matematyczne modele epidemii, które miały odzwierciedlać rzeczywiste dane na temat śmiertelności epidemii dżumy, która faktycznie miała miejsce w siedmiu europejskich miastach.

Notabene wśród tych miast był Gdańsk, a konkretnie epidemia z roku 1709, bo te epidemie powracały w późniejszych wiekach również. Wzięto pod uwagę różne warianty przenoszenia się tej zarazy. Między innymi były to modele szczur-pchła, modele z udziałem transmisji kropelkowej między człowiekiem a człowiekiem oraz modele, które wzięły pod uwagę wszy ludzkie i pchły ludzkie, czyli te pasożyty, które typowo żerują na ludziach.

No i okazało się, że wcale pchły szczurze nie były tutaj prowodyrami. W aż siedmiu z dziewięciu badanych miast, tych epidemii w miastach, model uwzględniający pasożyty ludzkie najlepiej odtwarzał te wzorce śmiertelności, które zostały wyciągnięte z dawnych akt statystyk. Także mamy tutaj również ludzki wkład w tę całą układankę.

Piotr: Natomiast wiemy, że na pewno ten import, czy transport raczej zboża, faktycznie uratował miasta włoskie przed głodem. Zresztą jest to wprost zapisane w [? niepewne: 1049] roku w źródłach weneckich. Jest to jednoznacznie wykazane.

Natomiast nie wiedziano oczywiście, że wraz z tym zbawiennym zbożem przypłynęły te nieszczęsne, przeklęte pchły, które sprowadziły znacznie gorsze niebezpieczeństwo. Ta zaraza weszła do Europy przez porty nad Morzem Czarnym, potem przez Konstantynopol, Kretę w międzyczasie, również trafiła do Aleksandrii.

Później, jak wiemy, do Mesyny na Sycylii. No i mamy potem Pizę, Genuę i Wenecję. Natomiast Wenecjanie to zboże, które sprowadzili, częściowo wysłali dalej, między innymi do Padwy i Trydentu. Z tego, co wiemy, tam najprawdopodobniej powstały kolejne ogniska dżumy. Później ta choroba trafiła do Francji i wraz ze zbożem też na Wyspy Brytyjskie, a stamtąd do Skandynawii. Rzeczywiście logistycznie było to znakomite, jeśli chodzi o epidemiologię, nie bardzo.

W każdym razie do końca 1348 roku ta czarna śmierć rozprzestrzeniła się już w większości basenu Morza Śródziemnego. Wiemy już, skąd się tam wzięła.

0:33:18 Czarna śmierć w Polsce

Ola: Wiele można przeczytać o tym, że czarna śmierć ominęła teren Polski w tamtym okresie. Co jest nieprawdą, bo wcale nie ominęła. Na terenie naszego kraju mamy liczne groby, które wskazują na to, że złożeni tam ludzie chorowali i najprawdopodobniej umarli na dżumę.

Natomiast rzeczywiście jest tak, że ta epidemia, już można właściwie mówić o pandemii, skoro objęła dwa kontynenty, a właściwie trzy…

Piotr: Już i Afryka się załapała, i Azja, i Europa.

Ola: Ona rzeczywiście potraktowała Polskę trochę ulgowo. Z czym to było związane? Przez Polskę nie przechodziły wielkie szlaki handlowe.

Nie było u nas takich głównych portów. Byliśmy oddaleni od tych głównych portów, dość bezpiecznie. Dżuma raczej rozprzestrzeniała się na południu i na wschodzie, czyli Krym, Morze Śródziemne, ale do nas te główne szlaki nie prowadziły.

Co więcej, jak już do nas dotarła, to pamiętajmy, że wiek XIV to jest jeszcze Polska dosyć słabo zaludniona. Więcej jest mniejszych osad niż wielkich miast, takich jak te miasta włoskie. Ludność jest mniej stłoczona na obszarze miast, w porównaniu z tymi miastami, które wówczas istniały we Włoszech czy we Francji. Dlatego ta epidemia słabiej się u nas przenosiła. Co więcej, przeprowadzono badania, analizy oparte na pyłku roślinnym, który zawarty był w osadach jeziornych i torfowiskach.

Te analizy pokazują, że w Polsce w tym okresie nie wystąpił ten nieurodzaj, czyli gwałtowny spadek plonów, taki jak na Zachodzie, tuż przed epidemią czarnej śmierci. Co mogło też pośrednio sugerować, że nasz kraj był mniej podatny na tę epidemię i wyszedł, można powiedzieć, przynajmniej z tej fali epidemii w miarę obronną ręką.

0:35:41 Podsumowanie: efekt domina

Piotr: Czyli te badania, o których mówimy, układają taki piękny łańcuch, który pokazuje, dlaczego właśnie wtedy to się wydarzyło i dlaczego tak szybko się to wydarzyło, mimo że wcześniej nic się nie działo przez dłuższy czas. No więc mamy, można powiedzieć, efekt domina. Mamy wulkan około 1345 roku, który między innymi poprzez emisję aerozoli siarczanych do atmosfery wywołał ochłodzenie, które wywołało nieurodzaj. Efektem był Wielki Głód w latach 1346-1347, przed którym ratowano się, importując zboże. Tu warto jeszcze dodać, że Wielki Głód ma zazwyczaj to do siebie, że osłabia również organizmy ludzi, którzy w tym czasie nie jedli, tak jak my, dużo i bez przerwy. Ten import zboża, interwencyjny, powiązany z rozejmem z Mongołami, spowodował, że statki ze zbożem i pchłami dotarły do Europy i mamy czarną śmierć w Europie, która przetrzebiła, jak wiemy, znaczną część ludności.

Wracając do tego, co na początku mówiliśmy, czyli tego zdania Hanny Barker: gdyby usunąć właściwie dowolny element z tego całego układu, to najprawdopodobniej nie wydarzyłoby się to tak, jak się wydarzyło.

Ola: Ten łańcuch poszczególnych okoliczności jest rzeczywiście dosyć wyjątkowy i wydaje się mało prawdopodobny. Natomiast jeden z naukowców, który jest autorem pracy opublikowanej w Nature, podkreśla, że to, co się wówczas wydarzyło, trochę zmienia optykę tego, co może się u nas wydarzyć i co się już wydarzyło, chociażby w przypadku ostatniej pandemii. Prawdopodobieństwo, że choroby odzwierzęce pojawią się w warunkach zmian klimatu i przełożą się na pandemię, prawdopodobnie wzrośnie w zglobalizowanym świecie, i tak napisał ten współautor w piśmie Nature.

Jest to szczególnie istotne w kontekście naszych niedawnych doświadczeń z COVID-19. Mamy więc sytuację, że możemy obserwować, wyciągać wnioski i też zastanawiać się, jakie ulotne, zdawałoby się, czynniki biorą udział w wywoływaniu wielkich kataklizmów, wielkich kryzysów na świecie. Jak widzimy, to jest bardzo delikatny system, który mimo że wydawałoby się, że niewielkie są szanse, że jakieś wyrafinowane okoliczności nastąpią, które doprowadzą do czegoś strasznego, to jak widać był podatny na wystąpienie tych okoliczności.

0:38:44 Zakończenie, przerwa wakacyjna i słowo na dziś

Piotr: Jeżeli interesują was jeszcze inne zmiany historii wywołane przez wulkany, to polecamy odcinek 81, w którym mówiliśmy na ten temat sporo. Tam również między innymi jest o rewolucji francuskiej, która również najprawdopodobniej miała u podstaw jako jeden z czynników erupcję wulkanu, tym razem, o ile pamiętam, islandzkiego. A my, cóż, kończymy.

Przypominamy, że jeżeli cenicie nasze podcasty, jeżeli wam się podobało to, co opowiadaliśmy, jeżeli was to interesuje, jeżeli wam się przydało, to może chcecie dołączyć do grona naszych patronek i patronów. Dla nas to zawsze bardzo ważne. Bardzo wam za to dziękujemy.

Ola: I oczywiście nie zapominajcie, że możecie nas słuchać również w podcastach powstających we współpracy z Polskim Radiem, czyli w Laboratorium Zbrodni i w Sekcji Teorii Spiskowych.

Piotr: A to wszystko można znaleźć na YouTubie, na Spotify, na stronie Polskiego Radia. Na YouTubie to można nas oglądać, czasem to dziwnie wygląda. Jeszcze ważna informacja.

Czeka nas teraz krótka wakacyjna przerwa, bo mamy różne roboty, wyjazdy, rozjazdy. To nie będzie długa przerwa, dwa tygodnie. Mam nadzieję, że jakoś dacie radę bez nas.

Jest dużo odcinków do słuchania. W sumie, jak tak ostatnio liczyłem, to tu mamy 160, tam mamy około 60, tu mamy jeszcze około 30 czy 40 po poszczególnych naszych podcastach.

Ola: No to tak grubo ponad 250.

Piotr: No więc jeżeli wszystko przesłuchaliście, to gratulujemy. Możecie to napisać w komentarzach. Będziemy bardzo pod wrażeniem.

Są tacy, o których wiemy, że przesłuchali wszystko.

Ola: A po kolejnym tygodniu, czyli po dwóch tygodniach, w tym trzecim tygodniu, który nastąpi, bo bardzo skomplikowałam, no to wracamy do pytań i odpowiedzi. I będziemy wówczas emitować te pytania, które nam zadacie w formie głosowej.

Piotr: Ale też niegłosowe, jak najbardziej. Mamy ich całą kolekcję. Cóż, pozostało nam chyba tylko słowo na dziś.

Ola: A tym słowem jest…

Piotr: Świstak.

Ola: To cześć.

Piotr: Może być stepujący.

Ola: Stepujący świstak, słyszę go.

Źródła

https://www.nature.com/articles/s43247-025-02964-0

https://www.bbc.com/news/articles/cy5gr2x914ro

https://www.nationalgeographic.com/science/article/black-death-plague-volcano-eruptions-europe

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_%C5%9Bmier%C4%87

https://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego/dzuma-czyli-czarna-smierc-najgorsza-pandemia-w-dziejach-ludzkosci/9d2b1n7

https://www.frontiersin.org/journals/plant-science/articles/10.3389/fpls.2024.1487099/full

Źródła