Podcast Crazy Nauka · odc. 170
Czy niesporczak jest do końca żywy i dlaczego woda nie cieszy tak jak czekolada
Posłuchaj też na:
Wracamy z wakacyjnym cyklem, w którym odpowiadamy na Wasze pytania. Albo staramy się odpowiedzieć, bo nie zawsze jest to łatwe. Dziś na warsztat bierzemy trzy świetne pytania przesłane przez naszych słuchaczy: Milenę Magdziak, Aleksandrę Stempin i Alicję Walkowiak-Kuc z synem Bartoszem.
00:00 – Cześć i promocja
03:24 – Dlaczego wody nie kochamy tak jak czekolady i frytek?
18:23 – Jak działa leczenie radioaktywnym jodem i dla kogo jest niebezpieczne?
33:09 – Czy są na Ziemi organizmy żywe, które są… nie do końca żywe?
To wszystko w nowym odcinku Podcastu Crazy Nauka!
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
Data publikacji: 2026-06-30
Długość: 0:47:44
0:00:00 Cześć i promocja
Piotr: Dlaczego wody nie kochamy tak jak czekolady i frytek?
Ola: Jak działa leczenie radioaktywnym jodem i dla kogo jest niebezpieczne?
Piotr: Czy są na Ziemi organizmy żywe, które są nie do końca żywe?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: I tak oto ruszamy z zapowiadanym już od dawna kolejnym naszym wakacyjnym cyklem, w którym odpowiadamy na wasze pytania. No, a przynajmniej staramy się odpowiadać, bo to nie zawsze jest takie łatwe.
Piotr: Mam nadzieję, że jakoś przetrwaliście te upały, którymi się zajmowaliśmy tydzień temu, i może nawet przydały wam się jakieś z naszych rad. Dajcie znać, jak było. No i w zeszłym tygodniu zrobiliśmy promocję, polegającą na tym, że kto przyśle do końca czerwca maila ze swoimi pytaniami, i jeszcze najpierw w temacie słowo "promocja", tego pytania idą na pierwszy ogień. W tych temperaturach to może powinno się mówić, że na pierwszy coś innego. No więc faktycznie idą na ten pierwszy lód. Trochę tych maili dostaliśmy, nie ukrywamy, więc na pewno tego wszystkiego w jednym odcinku nie spakujemy. Będziemy szli stopniowo, zaczynając oczywiście od tych pytań, które przysłaliście w ramach tej naszej promocji.
Ola: A ta nasza promocja, jak już wspominaliśmy, kończy się dziś, ale to wcale nie oznacza, że tę pulę pytań zamykamy. Wręcz odwrotnie, bardzo was zachęcamy, żebyście przysyłali kolejne, najlepiej mailem, na adres podcast@crazynauka.pl [? niepewne: podcast.maupacrazynauka.pl]. I mam taką propozycję: jeżeli ktoś czuje w sobie taką moc, to może nam nagrać swoje pytanie, a wówczas, jeżeli będziemy w stanie na nie odpowiedzieć, w tym odcinku, w którym będziemy na nie odpowiadali, wyemitujemy to pytanie w formie dźwiękowej. Także poprosimy o pliki dźwiękowe.
Piotr: Po prostu przyślijcie na ten adres.
Ola: Jakąś MP3 na przykład.
Piotr: A cokolwiek tam telefon wygeneruje, one jakieś inne formaty generują. Jeżeli chcecie nagrać inaczej, nie telefonem, to też dobrze. Jeżeli ktoś ma ochotę usłyszeć się w podcaście i zadać pytanie, to bardzo serdecznie zapraszamy.
Ola: Nadal adres podcast@crazynauka.pl. I jeszcze przypominamy oczywiście, że robimy dwa inne podcasty we współpracy z Polskim Radiem. I nowych odcinków, przez nas stworzonych, można słuchać trzy razy w tygodniu.
Piotr: Można częściej, jak ktoś lubi.
Ola: W poniedziałki, wtorki oraz w piątki.
Piotr: Tak, i w piątki wychodzi Laboratorium Zbrodni. Teraz jesteśmy w środku historii o takim tajemniczym zabójstwie w pewnej fryzyjskiej wiosce.
Ola: A w Sekcji Teorii Spiskowych mamy tym razem gościa.
Piotr: To edycja wakacyjna.
Ola: Tak, i pytamy tego gościa, po co administracja Donalda Trumpa pokazuje publicznie materiały o UFO, które być może nie wszystkie były wcześniej utajnione. Taki mały spoiler alert.
Piotr: No tak, i zanim ruszymy dalej, to oczywiście przypominam, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również.
0:03:24 Dlaczego wody nie kochamy tak jak czekolady i frytek?
Piotr: Pytanie, które idzie na pierwszy lód, ogień, cokolwiek, wodę, to może jednak lód, to pytanie, dlaczego picie wody nie cieszy nas tak bardzo jak jedzenie na przykład frytek albo czekolady. To jest pytanie od Aleksandry Stempin, naszej bardzo, bardzo wiernej słuchaczki i wspomagaczki. Bardzo serdecznie dziękujemy.
Ola: I doceniamy.
Piotr: Tak, i w [? niepewne: Tokefemie], i tu, i naszej patronki, co doceniamy absolutnie najszczególniej. Aleksandra nas też prosiła, żebyśmy wcześniej informowali o jakichś wydarzeniach z nami. Bierzemy to pod uwagę jak najbardziej. Przepraszamy w sprawie Planetarium Śląskiego: informowaliśmy w podcaście, ale faktycznie post pojawił się za późno, nasza wina. Ale to nie jedyna okazja, żeby nas spotkać, więc ruszając dalej. Skoro woda jest niezbędna do życia, a jest, i chociażby w ostatnich dniach można było się przekonać, jak bardzo potrzebujemy wody, to dlaczego nie mamy takiego mocnego fizjologicznego parcia na picie wody? Jak się przypniemy do czekolady, to trudno od niej odpiąć, tam wszystkie mechanizmy w mózgu odpalają jeden za drugim, stoją w kolejce, krzyczą i machają flagami: jedz tę czekoladę. A z wodą tak nie do końca jest, chociaż no właśnie.
Ola: Chciałam tutaj coś od siebie powiedzieć. To jest oczywiście dowód anegdotyczny, czyli nie jest to dowód, tylko anegdota, ale ja uwielbiam wodę, uwielbiam zimną wodę i teraz cierpię, ponieważ, jak może słyszycie, nasi stali słuchacze może usłyszeli, mam obniżony głos. Jeszcze bardziej. Mam jakąś infekcję gardła i w związku z tym mówię dziwnie i muszę pić ciepłą wodę. Picie ciepłej wody nie jest dla mnie żadną przyjemnością. Muszę ją pić, żeby móc teraz nagrać podcast, natomiast z reguły piję wodę w temperaturze pokojowej albo właśnie z lodem, jeżeli są upały. Picie wody zimnej albo bardzo zimnej sprawia mi ogromną przyjemność i naprawdę piję dla przyjemności, na zmianę z kawą, którą też uwielbiam. Ale możemy za moment przejść do tego, dlaczego też kawa, a nie co innego.
Idąc za tropem wytyczonym przez pytanie, warto powiedzieć, że woda w bardzo konkretnych sytuacjach daje nam wręcz fenomenalną przyjemność, wręcz rozkosz, a mianowicie w tych momentach, kiedy jesteśmy bardzo spragnieni. I na pewno nie jedno z was przypomina sobie, jak to kiedyś cierpiało na pragnienie i natknęło się na możliwość napicia się wody, i to była ekstaza. Ja pamiętam w Tatrach taką wycieczkę, kiedy skończyła mi się woda i na pewnym etapie szlaku natknęłam się na strumień. To był strumień powyżej schroniska, bo tych poniżej schronisk należało unikać jako źródeł wody pitnej. Powyżej schroniska można założyć, że woda była czysta, i ja piłam tę wodę tak długo, ona była lodowata. Do tej pory pamiętam jej smak, albo tak mi się przynajmniej wydaje.
W każdym razie większość osób ma tak, że woda smakuje im wtedy, kiedy są spragnione, i nawet jest na to termin: aliestezja, czyli ten sam bodziec bywa raz przyjemny, a raz nie, niezależnie od tego, jak czuje się nasz organizm, czy jest w stanie homeostazy, czy też nie. Czyli homeostaza, czyli taka równowaga, zarówno pod względem elektrolitycznym, jak i pod względem ilości płynów w organizmie, stężenia różnych pierwiastków. W każdym razie jeżeli czujemy potrzebę, to woda nam sprawia przyjemność, a jeżeli nie czujemy pragnienia, to nie sprawia. I to, że pragnienie wzmacnia przyjemność picia, zostało potwierdzone w badaniach, ponieważ pokazuje to wyrzut dopaminy, który następuje w momencie, kiedy spragniony ktoś pije. Tutaj bardziej były badania na zwierzętach niż na ludziach: gdy spragniona na przykład mysz pije wodę, to uruchamia się u niej cały ten aparat nagrody, układ nagrody, i on się uruchamia natychmiast, co oznacza, że działają tu mechanizmy związane ze szlakiem dopaminowym.
Piotr: No tak, bo chodzi o to, że on się nie uruchamia wtedy, kiedy już się nasycimy, ani w trakcie nasycenia wodą. To nie jest nagroda za to, że już proszę bardzo uzupełniłeś i teraz możesz sobie błogo odpoczywać napompowany wodą.
Ola: No bo tak, woda w organizmie rozchodzi się przez jakieś pół godziny i w ciągu pół godziny organizm rzeczywiście staje się nawodniony, ale ulgę, satysfakcję, przyjemność czujemy od razu i to jest właśnie ta kwestia uwalniania dopaminy.
Piotr: Przy czym to nie sam akt nawodnienia daje ten efekt, dlatego że na przykład w przypadku kroplówki, która bardzo bezpośrednio nawadnia organizm, takiego wrażenia nie ma. To jest zresztą dosyć zrozumiałe, bo woda jest oczywiście niezbędna do życia. W poprzednim odcinku mówiliśmy, ile mniej więcej wody, jaki ubytek wody może już powodować jakie konkretne zaburzenia. I teraz chodzi o to, żeby organizm wyregulował nasze zachowanie względem tej wody. Kiedy rzeczywiście czujemy pragnienie, to znaczy, że już zaczynamy być odwodnieni. To jeszcze zazwyczaj nie jest groźny etap, to oczywiście zależy od wieku i różnych innych czynników, ale generalnie to jest moment, kiedy bardzo potrzebujemy się napić, i wtedy działa ten mechanizm wyrzutu dopaminowego. Przy czym on działa tylko na samym początku, bo chodzi o to, żeby zachęcić, skłonić człowieka czy zwierzę do tego, żeby wodę zdobył i zaczął pić. Natomiast nie chodzi o to, żeby mu tej dopaminy dostarczać stale, bo nie chodzi o to, żeby się wody za dużo napić. Zresztą napicie się zbyt dużej ilości wody może być niebezpieczne.
Ola: No to dawka czyni truciznę.
Piotr: Tak jest.
Ola: Dodajmy, że zaburzenie gospodarki elektrolitowej przez wypicie zbyt dużej ilości wody może skutkować po prostu śmiercią.
Piotr: No tak, kilka litrów wody może człowieka zabić i są takie znane przypadki. W związku z tym chodzi o to, żeby ten efekt wielkiej przyjemności nastąpił na początku. On oczywiście przez chwilę trwa, nie zanika natychmiast, ale chodzi o to, żebyśmy czuli potrzebę pójścia i napicia się i dostali nagrodę za to, że zaczęliśmy pić, a nie żebyśmy cały czas dostawali tę nagrodę, bo gdybyśmy ją cały czas dostawali, to cały czas byśmy tę wodę bąblowali, co byłoby dla nas wybitnie niezdrowe. Więc to jest to, o czym Ola powiedziała, ta aliestezja, czyli że ten sam bodziec raz jest przyjemny, raz nie. Jest przyjemny na początku. Oczywiście, jeżeli wypijamy już tej wody za dużo, to mamy odruch, nie powiem, że wymiotny, bo to swoją drogą, ale po prostu przestaje to być takie przyjemne.
Ola: Staje się nudne.
Piotr: Tak, zaspokajamy potrzebę, no i wystarczy tych nagród, nie przesadzajmy. Zupełnie inaczej jest ze wspomnianymi frytkami czy czekoladą. Wiem, że nie wszyscy lubią frytki, nie wszyscy lubią czekoladę, ale to są bardzo dobre przykłady z dwóch powodów, bo oba te produkty zawierają składniki, na które mózg jest szczególnie wysterowany. To jest bardzo ważne, a tu jest jeszcze dodatkowa rzecz: działa nie tylko sam smak, ale w ogóle dostarczanie energii, bo robiono takie doświadczenie w 2008 roku. Oczywiście jak zwykle linki do badań zapraszamy do opisu odcinka. Eksperymentowano na myszach, które nie miały receptorów słodkiego smaku, i one i tak reagowały wyrzutem dopaminy na spożywanie cukru.
Ola: Bo cukier zawiera cenne kalorie.
Piotr: Tak, i generalnie większość zwierząt, w tym ludzie, przez większość swojej ewolucji raczej jechała na niedoborze pewnych składników, w tym kalorii, niż na nadmiarze. Stąd takie wysterowanie na zdobywanie tych składników.
Ola: No właśnie, a te składniki, które były zazwyczaj w niedoborze, to cukier i tłuszcz, obecne oczywiście w czekoladzie, oraz tłuszcz i sól plus skrobia, która też jest węglowodanem, cukrem, obecne we frytkach. I właśnie dzięki tym kombinacjom te potrawy uderzają w układ nagrody najmocniej, czyli najbardziej premiują zjedzenie tego typu pokarmów. Zresztą tłuszcz w zestawieniu z cukrem działa silniej niż każda z tych substancji oddzielnie. Tutaj ważna uwaga: ten wniosek płynie z pracy naukowej, która jest w tej chwili pokazana w preprincie, czyli jest jeszcze nierecenzowana.
Piotr: Tak, znaleźliśmy jeszcze jej wersję recenzowaną. To zresztą rosyjska praca, ale to interesująca sprawa rzeczywiście, bo ta mieszanina jest nietypowa. Nie ma takiego zestawu, pewnie gdzieś jest, ale rzadki jest w naturze. Mało rzeczy jest tłustych i słodkich.
Ola: No tak, a tłuste i słodkie oznacza właśnie dużą podaż kalorii, wysoką podaż energii. I to było jak najbardziej pożądane w naszej przeszłości ewolucyjnej, kiedy cierpieliśmy jako gatunek na niedobory jedzenia i byliśmy bardzo mocno wyczuleni na poszukiwanie właśnie takich bardzo gęstych energetycznie posiłków.
Piotr: No tak, w przypadku wody to jest inny mechanizm. Woda nie działa na zasadzie, że jak tylko dorwę wodę, to muszę wypić tak dużo, ile zdołam, bo nie wiadomo, kiedy znowu będę pił. Jak wypiję za dużo wody, to, tak powiem, wycofam swoje geny z puli. Natomiast jeżeli na przykład znajdę coś bardzo słodkiego albo bardzo tłustego, to ewolucyjnie rzecz biorąc, powinienem zjeść tyle, ile tylko dam radę, dlatego że nie wiadomo, kiedy to się znowu trafi. Co więcej, organizm ma mechanizm pozwalający zmagazynować ten nadmiar. Nie jesteśmy w stanie zmagazynować nadmiaru wody, jesteśmy w stanie zmagazynować nadmiar kalorii.
Ola: To, jak wiadomo, jest dobrodziejstwem i przekleństwem naszej gatunkowości obecnej.
Piotr: Tak, o tym już wiele razy mówiliśmy. Odnosimy się tu do naszych uwarunkowań ewolucyjnych.
Ola: I jeszcze taka ciekawostka. Na co dzień w klimacie umiarkowanym, w którym żyjemy, chociaż ja zaczynam mieć wątpliwości, czy to wciąż jest klimat umiarkowany po tych ostatnich upałach, pragnienie odgrywa rolę stosunkowo niewielką. Raczej większość ludzi pije dla przyjemności, przy posiłkach, a jeżeli pije dla przyjemności, to zazwyczaj, no właśnie, większość ludzi, a nie ja, wybiera inne napoje, na przykład kawę. Kawę akurat ja wybieram, ale coli nie wybiorę, a będę piła wodę, bo lubię. Natomiast rzeczywiście, jak ludzie sobie biorą jakieś dodatkowe napitki, to zazwyczaj nie jest to czysta woda. Albo na przykład niech to będzie woda z bąbelkami, bo to jest dodatkowy bodziec dla naszych zmysłów i dlatego się bardzo dobrze sprawdza jako sposób na wywoływanie przyjemności.
Piotr: Tak, dokładnie. Zresztą może jeszcze o tym kiedyś oddzielnie zrobimy. A propos tego, co woda zaspokaja, czego nie zaspokaja, ostatnio pojawiły się różne bzdurne opowieści w internecie, no dobra, może już nie będę teraz spoilerował, ale właśnie a propos tego, czy pić wodę, czy nie pić wodę: spoiler alert, pić wodę, nie przejmować się. Woda jest bardzo zdrowa, wszystko bardzo w porządku i tak dalej. To jest moment, żebyśmy mogli wam podziękować za to, że jesteście z nami, przysyłacie te pytania, nas słuchacie i komentujecie, bo to zawsze bardzo wdzięczne i bardzo nam jest z tego powodu miło.
Ola: No i przypominamy oczywiście, że właśnie teraz, jeżeli tego nie zrobiliście, warto, żebyście zasubskrybowali nasz podcast, bo dzięki temu nie ominiecie żadnego nowego odcinka, który wrzucamy do sieci.
Piotr: A jeżeli podoba wam się to, co robimy, to może chcecie nam dorzucić się nieco do naszej działalności, albo przez nasz profil na Patronite, albo przez postawienie nam kawy, a może i wody, na BuyCoffee.to [? niepewne: By Coffee Too].
Ola: Wodę pijemy kranówkę.
Piotr: No tak, kranówkę, choć przefiltrowaną, znaczy przefiltrowaną już na etapie kranów, bo tutaj mamy niewiarygodnie twardą wodę, która wszystko nam przepotwornie zapaskudza. No tak czy inaczej, bardzo nam będzie miło, jeżeli nas w ten czy inny sposób wesprzecie, to dla nas ważne, cenne i bardzo motywujące.
0:18:23 Jak działa leczenie radioaktywnym jodem i dla kogo jest niebezpieczne?
Piotr: A teraz ruszamy z drugim pytaniem, również otrzymanym oczywiście od was. To pytanie otrzymaliśmy, przepraszam, muszę sobie zerknąć, oczywiście od Mileny Magdziak. To jest pytanie o to, jak działa terapia jodem radioaktywnym. To znaczy, dlaczego osoba przyjmująca tę terapię jest niebezpieczna dla otoczenia, ale sama nie jest narażona na szkodliwe działanie tej terapii?
Ola: No i czy na pewno nie jest narażona?
Piotr: No właśnie, więc to jest skomplikowane i zależy, jak to zwykle w takich naukowych sprawach się mówi. W ogóle może trzeba by zacząć od tego, kiedy się stosuje tę terapię radioaktywnym jodem, bo ona jest bardzo konkretnie wycelowana. Jest wycelowana w tarczycę. Tarczyca jest jedynym takim narządem w ciele ludzkim, który służy do aktywnego wyłapywania i pochłaniania jodu, w związku z czym również radioaktywnego jodu, bo jej jest wszystko jedno. Izotop jodu nie jest do odróżnienia dla tarczycy, czy on jest radioaktywny, czy nie jest, w związku z czym jeżeli dostarczamy jod do organizmu, na przykład radioaktywny, to on trafia przede wszystkim do tarczycy.
Ola: A do czego jest tarczycy potrzebny ten jod? Do produkcji hormonów. Najważniejsze z nich to T3, czyli trójjodotyronina, i T4, czyli tyroksyna, i one odpowiadają za całe mnóstwo mechanizmów w naszym organizmie. Właściwie bez nich byśmy nie działali jak trzeba. Między innymi utrzymują tempo metabolizmu, poziom energii właściwy, regulują temperaturę ciała, funkcje rozrodcze, czyli cykl menstruacyjny, płodność, jakość nasienia, regulują funkcje trawienne. Tu bardzo ważne zadanie, mianowicie sterują motoryką jelit, regulują pracę serca, wpływają na tętno i ciśnienie, jakby kluczowe sprawy, na układ nerwowy, decydują o koncentracji, nastroju, pamięci. Oczywiście wpływają również na równowagę wodno-elektrolitową, czyli na homeostazę, o której już wspominałam. No i są szczególnie ważne w życiu płodowym, bo jeżeli tych hormonów zabraknie, to nie dochodzi do prawidłowego rozwoju mózgu i kości u dziecka.
Piotr: Jak już wspomnieliśmy, organizm nie ma zdolności odróżniania jodu promieniotwórczego od niepromieniotwórczego [? niepewne: niepromiotwórczego]. Te izotopy są z metabolicznego punktu widzenia takie same, w związku z czym normalnie trafia do naszego organizmu ogromna większość jodu nieradioaktywnego, zawsze tam go troszeczkę jest gdzieś w tle, ale bardzo, bardzo malutko. Nadmiar jodu jest szybko wydalany z moczem, to też jest istotne dla całego tego mechanizmu. Natomiast jeżeli dostarczymy jod promieniotwórczy, to on właśnie trafi do tarczycy, czyli to, co będzie krążyło we krwi, w większości zostanie wychwycone przez tarczycę, reszta wydalona z moczem. Tylko teraz pytanie zasadnicze: po co w ogóle tarczycy dostarczać ten radioaktywny jod, skoro wiadomo, że radioaktywne substancje uszkadzają tkanki?
Ola: I tu jest właśnie sedno, ponieważ celem terapii jodem radioaktywnym jest zniszczenie tkanek tarczycy. I sobie wszyscy zadajemy pytanie, dlaczego, a pewnie nie wszyscy, tylko część z nas. No przede wszystkim, jak pewnie się domyślacie, chodzi o walkę z nowotworami, o to, żeby zniszczyć te ogniska raka, które mogą gdzieś się przechowywać w tarczycy, nawet jeżeli wcześniej został wykonany zabieg operacyjny i część, bądź też większość tarczycy została wycięta przez chirurga. Coś tam mogło się przechować, wówczas ten jod radioaktywny odnajdzie te pozostałe komórki nowotworowe, trafi do nich i je zniszczy.
Piotr: Warto tutaj tylko dodać, że akurat nowotwory tarczycy mają ogromnie wysoką wyleczalność. To jest jeden z najlepiej wyleczalnych nowotworów.
Ola: To jest zasługa między innymi właśnie terapii jodem radioaktywnym.
Piotr: Również warto dodać, że to jest kwestia monitorowania skuteczności tego typu zabiegów, dlatego że zlikwidowanie de facto tarczycy powoduje, że nie wydziela się, nie powinno się pojawiać białko o nazwie tyreoglobulina. To są te białka, które są produkowane wyłącznie w tarczycy. Więc jeżeli się znowu pojawią takie białka, to znaczy, że te komórki nowotworowe najprawdopodobniej gdzieś się znowu pojawiły, a jeżeli nie ma tego białka, to znaczy, że udało się je skutecznie zlikwidować. To jest też kwestia monitorowania i ewentualnie zwalczania przerzutów, dlatego że komórki, które by powodowały przerzuty w przypadku raka tarczycy, a to jest akurat rzadki przypadek, nadal mają tendencję do wchłaniania jodu. Więc jeżeli gdzieś one by w innym miejscu organizmu się ulokowały, to również dotrze do nich ten radioaktywny jod, który będzie je niszczył.
Ola: Czyli de facto zniszczenie tarczycy równa się zniszczeniu nowotworu, tego raka złośliwego, i tutaj ważne jest ograniczenie takie, że to nie działa na wszystkie typy nowotworów tarczycy. Przede wszystkim jest skuteczne wobec najbardziej popularnego, najczęściej pojawiającego się raka brodawkowatego, który stanowi około 90% wszystkich złośliwych nowotworów tarczycy.
Piotr: Jak to praktycznie wygląda? Przede wszystkim to jest przyjęcie po prostu kapsułki z tym izotopem. Również, co ciekawa sprawa, stosuje się taką terapię przy nadczynności tarczycy, dlatego że przy niedoczynności sprawa jest prostsza, to znaczy podaje się wtedy w odpowiedniej dawce hormon tarczycy doustnie i po prostu trzeba go regularnie przyjmować, natomiast w przypadku nadczynności tarczycy trzeba się pozbyć tych komórek, bo nadczynność tarczycy jest równie groźna i równie problematyczna jak niedoczynność, chociaż inne [? niepewne: innowia] wywołuje objawy. Więc w tym przypadku podanie takiej kapsułki z tym izotopem prowadzi do zniszczenia tych komórek tarczycy i de facto wywołania niedoczynności tarczycy, no bo jej wtedy nie ma. I oczywiście w sytuacji, kiedy taka tarczyca zostanie zniszczona, trzeba przyjmować ten hormon stale, natomiast jest to rzecz prosta i znacznie łatwiejsza do opanowania niż zapanowanie nad nadczynnością.
Ola: To spójrzmy teraz na to, w jaki sposób działa ta kapsułka z izotopem jodu 131, kiedy już trafia do tarczycy, no bo jak wiadomo, ona ją przyciąga jak magnes, mogę tak powiedzieć? To jest bardzo nienaukowe.
Piotr: Bardzo jest to nienaukowe, ale powiedzmy, że potraktujemy to jako takie powiedzonko.
Ola: Takie powiedzonko, żartobliwe, jak to ja. I ten jod 131 emituje dwa rodzaje promieniowania. Po pierwsze, promieniowanie beta, które ma w tkankach naszych zasięg tylko jednego do dwóch milimetrów. Czyli działa bardzo precyzyjnie w tych konkretnych tkankach i nie dociera w ogóle w dalsze obszary naszego organizmu. Zatrzymywane jest przez skórę, przez ubranie, w związku z czym nie przenika na zewnątrz. Drugi typ promieniowania to promieniowanie gamma.
Piotr: To jest to, które nam się zwykle kojarzy z promieniowaniem radioaktywnym. Może tamto też, bo to są te fotony, promieniowanie gamma, versus elektrony w promieniowaniu beta.
Ola: I promieniowanie gamma to jest właśnie to przenikliwe, które wydostaje się z ciała organizmu, który zażył taką kapsułkę z jodem. Ten zasięg to jest około kilku metrów i tak naprawdę może zostać odnotowane na przykład przez urządzenia screenujące na lotnisku. I to się dzieje przez jakiś czas po połknięciu kapsułki. Półrozpad to jest osiem dni, w związku z czym po ośmiu dniach zostaje połowa, potem połowa połowy i tak dalej. Więc to jest krótki okres półrozpadu. I z reguły w tym właśnie okresie izoluje się te osoby, które połknęły taką kapsułkę z jodem, od otoczenia, zwłaszcza od osób, które są albo bardzo młode, albo mają na pokładzie osoby bardzo młode, czyli chodzi o kobiety w ciąży.
Piotr: Więc to nie jest tak, że to w jakiś magiczny sposób działa na jednych, a na innych nie. Po prostu promieniowanie beta ma bardzo krótki zasięg, w związku z czym jeżeli trafia do tarczycy, to atakuje, można powiedzieć, uszkadza tylko komórki tarczycy. Dlatego że to jest zasięg rzędu milimetrów. Z kolei promieniowanie gamma owszem, na wszystkie strony sieje, natomiast nadal jest tak, że ten jod jest skoncentrowany w tarczycy, w związku z czym do większości witalnych, głównych, najważniejszych organów jest dość daleko. Jak to zwykle z promieniowaniem, szybko słabnie, to znaczy spada z kwadratem odległości, więc po prostu niedaleko dolatuje. W związku z tym reszta ciała pacjenta jest bezpieczniejsza, można powiedzieć.
Ola: No tak, tarczyca dostaje dawkę zabójczą, a reszta ciała nie zerową, ale znacznie mniejszą dawkę, pochodzącą głównie z promieniowania gamma.
Piotr: Tak jest, no i oczywiście w związku z tym promieniowanie gamma jest niebezpieczne na zewnątrz. Jest również niebezpieczne dlatego, że śladowe ilości tego jodu mogą być wydalane z potem, z moczem, ze wszelkimi innymi wydzielinami, stąd trzeba uważać.
Ola: Uważać, i pacjenci, którzy ten jod radioaktywny przyjmują, z tego, co ja słyszałam w relacjach w mojej rodzinie, są zamykani na takich specjalnych oddziałach, gdzie są izolowane ściany, i na tych oddziałach to, co wydalają, jest oddzielone od ścieków komunalnych, no bo by wywołało skażenie, i te osoby nie stykają się z innymi osobami w ciągu tych kilku dni. Tak wyglądało kilkanaście lat temu, nie wiem, jak jest obecnie, ale podejrzewam, że może być podobnie.
Piotr: Tak, no więc podsumowując, odpowiadając na główne pytanie: rzeczywiście ciało pacjenta w takiej sytuacji stwarza zagrożenie, natomiast to zagrożenie jest kontrolowalne, dlatego że to nie jest tak, że z całego ciała promieniowanie jest rozproszone, że całe ciało promieniuje. Wiemy dokładnie, skąd to się dzieje, reszta zostaje wydalona z moczem, mocz trzeba ogarnąć w tej sytuacji i w tym momencie jesteśmy w stanie wszystko razem kontrolować, i stąd to zagrożenie jest ograniczone. Ten czas izolacji jest oczywiście związany z okresem półrozpadu, kiedy ta dawka, no ta dawka w ogóle jest niewielka, ale kiedy to promieniowanie przestaje być groźne. No więc owszem, teoretycznie szkodzi to również samemu pacjentowi, ale w kontrolowalny sposób.
Ola: Otrzymuje te dawki promieniowania gamma i przede wszystkim następstwem tego jest zniszczenie tarczycy i konieczność zażywania hormonów tarczycy do końca życia. Przejściowo może się pojawić bolesność tarczycy, suchość w ustach, nudności, które mijają w ciągu kilku dni. Natomiast bardzo wysokie dawki właśnie tego jodu 131 mogą w dłuższej perspektywie skutkować nowotworami. Niestety, tu przede wszystkim chodzi o obciążenie szpiku kostnego i upośledzenie jego zdolności do wytwarzania białych krwinek, co może skutkować białaczką, ale to są niezmiernie rzadkie przypadki. W ekstremalnych sytuacjach mogą się pojawić.
Piotr: Jest to brane pod uwagę, wiadomo, że trzeba to monitorować, jasna sprawa. No więc podsumowując, to nie jest tak, że pacjent nie jest narażony, tylko jest narażony w sposób kontrolowany, a przede wszystkim w tej akurat sytuacji, która, tak jak mówiliśmy, jest do ogarnięcia, zdecydowanie korzyści przeważają nad ryzykiem, stąd decyzja w ogóle o podjęciu takiego, wydaje się, dość radykalnego, ale jednocześnie kontrolowalnego sposobu leczenia.
0:33:09 Czy są na Ziemi organizmy żywe, które są nie do końca żywe?
Ola: I niezwykle skutecznego, właśnie w przypadku raka tarczycy, złośliwego raka tarczycy. I kolejne pytanie o organizmy. Czy istnieją takie organizmy na Ziemi, które wymykają się podręcznikowej definicji organizmu żywego? Czy nie stwierdzono u nich którejś z ważnych czynności życiowych, a mimo to bez wątpienia nadal żyją i mają się dobrze?
Piotr: Pytanie pochodzi od Alicji Walkowiak-Kuc, która wraz z synem Bartoszem nam je zadaje. Pozdrawiamy Alicję i Bartosza i w ogóle bardzo nam miło, że to pytanie zadaliście. Alicja przecież od niedawna słucha podcastów, więc bardzo polecam, jest mnóstwo świetnych podcastów, nie tylko naszych. Dobrze się słucha podcastów, wracamy do odpowiadania.
Ola: Tak, tu mogłoby się wydawać, po linii najmniejszego oporu, że jeżeli chodzi o coś na granicy życia, to oczywiście mogłyby to być wirusy, ale nie.
Piotr: Ze sposobu zadania pytania wynika, że nie chodzi o wirusy, bo wirusy po prostu nie są uznawane za żywe, a tutaj jest pytanie o organizmy, które wymykają się podręcznikowej definicji organizmu żywego i które bez wątpienia są uznawane za żywe. To jest oczywiście kwestia dyskusyjna, o tym jeszcze zaraz będziemy mówili, natomiast wirusy możemy z tego obszaru wycofać, dlatego że nie spełniają większości definicji organizmów żywych. O definicji organizmów żywych zaraz będziemy mówili, natomiast tych organizmów, które spełniają te warunki, jest jednak całkiem sporo.
Ola: Całkiem sporo, i zacznijmy od tego, które z ważnych czynności życiowych można wykluczyć, a mimo to wciąż pozostawać organizmem żywym. No, rozmnażanie na przykład, zobaczmy. I tutaj najprostszy przykład: organizmy, które nie są w stanie się rozmnażać, ponieważ są bezpłodne. Są hybrydami. Chociażby, właśnie, muł, czyli mieszaniec konia i osła. No, nie można powiedzieć, żeby muł nie był żywym organizmem.
Piotr: No, nie można.
Ola: Żyje, oddycha, rośnie, je, no, ale potomstwa nie wyda, więc ta niezwykle ważna funkcja życiowa tutaj odpada. To samo u pszczół robotnic. Całe życie zasuwają, a nie rozmnażają się, mimo że to jest jakby…
Piotr: Nie jest to do zrobienia w przypadku określonym, natomiast no, nie robią tego.
Ola: Nie robią tego. No i z punktu widzenia pojedynczego osobnika rozmnażanie po prostu nie może być tutaj brane pod uwagę, jeśli chodzi o to, czy dany organizm może być uznany za żywy, czy nie, no bo trudno wyobrażać sobie, że uznamy muła czy pszczołę za nieżywe.
Piotr: Skoro z rozmnażaniem jest tak, jak słyszymy, może to się wydawać zbyt oczywiste, no bo ten muł, okej. Może coś takiego, czego już nie da się odpuścić, czyli na przykład oddychanie. Konkretnie chodzi o oddychanie na poziomie komórkowym, nie że dyszenie, bo z tym różnie bywa. Natomiast…
Ola: Przypomina mi się anegdota rodzinna.
Piotr: O dyszeniu?
Ola: O oddychaniu. A, Boże, dawaj. Moja mama była czymś bardzo zaaferowana, zajęta, a ja tak jęczałam: mamo, mamo, boli mnie, kiedy oddycham. I moja mama, zupełnie nie słuchając tego, co powiedziałam, prawdopodobnie tak sądzę, że tak było, odpowiedziała: no to nie oddychaj.
Piotr: Wzięłaś to sobie do serca?
Ola: Trochę, trochę na zasadzie: boli mnie, jak chodzę. No to nie chodź.
Piotr: No właśnie, bardzo słuszne podejście. Jakby te dźwięki w tle, to [? niepewne: odsąsania się] naszych psów. Nie, psy, jeszcze jeden temat musimy skończyć. Proszę na mnie nie machać ogonem. No dobrze. Jak to jest z tym oddychaniem? Otóż jest taki pasożyt, pasożyt łososi. Nosi on nazwę Henneguya salminicola [? niepewne: Henneguia salminicola]. Jak to [? niepewne: woli], to tapioka łososiowa. To nie jest dokładnie chyba nazwa gatunkowa, raczej to jest sposób, rodzaj choroby, który on wywołuje. W każdym razie jest to spokrewnione z meduzami, z koralowcami. I okazuje się, że jest to jedyne znane przynajmniej nam zwierzę, które nie ma działających mitochondriów. W ogóle nie ma porządnego genomu mitochondrialnego. To jest dostosowanie wynikające z życia w środowisku, gdzie jest bardzo niewiele tlenu, i po prostu to zwierzę [? niepewne: w turnie] utraciło zdolność oddychania tlenowego. Również zresztą w ogóle ma bardzo ograniczony genom niemitochondrialny [? niepewne: nielkomitochondrialny]. I pozostały takie organelle, które są takimi post-mitochondriami. To znaczy one rzeczywiście dałyby się rozpoznać jako dawne mitochondria, natomiast tymi mitochondriami już nie są.
No i to jest rzeczywiście dość potężny wstrząs, dlatego że uznawano [? niepewne: dziwnego], że oddychanie komórkowe na poziomie mitochondrialnym jest cechą wspólną wszystkich wielokomórkowców. I co ciekawe, nie do końca wiadomo, jak ten pasożyt działa, to znaczy jego biochemia wciąż nie jest dobrze znana. W ogóle odkryto tę jego cechę raptem sześć lat temu, ten brak mitochondriów. Więc najprawdopodobniej w jakiś sposób on pozyskuje energię z komórek gospodarza, czyli tego łososia. Ale sam nie prowadzi oddychania komórkowego, czyli czegoś, co jest zupełnie fundamentalne, przynajmniej jeśli chodzi o zwierzęta.
Ola: No to jeszcze jeden organizm, właściwie jedna grupa organizmów, poszła o krok dalej, choć nie ma nóg. Chyba. Właśnie w kwestii mitochondriów nie ma już nawet czegoś, co można nazwać organellami mitochondriopodobnymi, ponieważ nie ma w ogóle żadnej, nawet szczątkowej postaci tych mitochondriów. Chodzi o jednokomórkowce, które noszą nazwę Monocercomonoides [? niepewne: monocerko monoides], czyli są to pierwotniaki pasożytujące w jelitach owadów, ale też gadów i ssaków.
Piotr: Tu mówimy o jednokomórkowcach, dlatego to rozróżnienie, że tam wielokomórkowe zwierzęta.
Ola: No tak. I tutaj, uwaga, pojawia się polski akcent, a mianowicie w roku 2016 polska badaczka, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Anna Karnkowska, w piśmie "Current Biology" wraz z zespołem badaczy opublikowała pracę, w której opisała ten mechanizm u Monocercomonoides, tych jednokomórkowców, które są właściwie pierwszymi znanymi eukariotami, czyli organizmami posiadającymi jądro komórkowe z chromosomami, które nie są wyposażone w żaden rodzaj mitochondriów, nawet takich udawanych mitochondriów, jak te poprzednie organizmy, które…
Piotr: Pasożyty łososiowe.
Ola: Pasożyty tapioki łososiowej. No cóż, z tego, co wiemy z opisu przedstawionego przez profesor Karnkowską, te organizmy zastąpiły funkcje, które wykonują mitochondria, mechanizmem przejętym od bakterii w drodze poziomego transferu genów. Jak wiemy, bakterie mogą sobie przekazywać geny i właśnie tym sposobem ominęły konieczność posiadania mitochondriów w celu oddychania.
Piotr: Tak, no więc mamy już rozmnażanie, mamy oddychanie. Pójdźmy o krok dalej. Czy aby na pewno potrzebny jest w ogóle metabolizm? Bo czemu by nie zrezygnować z tego metabolizmu, zwłaszcza kiedy go nie potrzebujemy? No i faktycznie mamy takie organizmy, które są w stanie nie spowolnić metabolizm, tylko praktycznie go zawiesić. To jest stan kryptobiozy.
Ola: Chociaż anabiozy, bo to jest [? niepewne: uzdrowiona] wymiennie.
Piotr: I tu oczywiście niesporczaki, one potrafią w pewnych określonych sytuacjach, czyli przede wszystkim braku wody, pozbyć się 95% wody i właśnie zawiesić metabolizm. I w takim stanie ich metabolizm, szacuje się, zachodzi w tempie około 0,01% normalnego tempa metabolizmu, co de facto oznacza jego brak. Co więcej, to nie jest jakaś chwilowa kaprysa. One potrafią nawet kilkadziesiąt lat przetrwać w tym stanie. W tym stanie oczywiście nie oddychają, nie rosną, nie wykazują żadnych reakcji układu nerwowego, praktycznie nie przetwarzają w żaden sposób energii, czyli właściwie nie wykazują żadnych takich cech, które by je kwalifikowały do bycia organizmem żywym. Co nie zmienia faktu, że kiedy im się trafi odrobina wody, na ich potrzeby, a całkiem dużo na nasze, no jakaś kropelka, to one są w stanie z tego stanu wyjść, czyli uruchomić z powrotem metabolizm. Czyli mamy coś, co jest organizmem żywym, wyłącza się i jest w stanie się, co więcej, z powrotem włączyć. No bo wyłączyć się to potrafi każdy organizm żywy, z tym włączaniem jest gorzej.
Ola: No właśnie. A to samo co niesporczaki potrafią też cysty skorupiaka o pięknej nazwie Artemia, niektóre wrotki, niektóre nicienie, no i również oczywiście nasiona roślin i przetrwalniki bakterii. Dodajmy, że ten stan, który stwierdzono u niesporczaków, ma nawet swoją specjalną nazwę: stan ametaboliczny, czyli po prostu życie z wyłączonym metabolizmem. No cóż, ciekawe.
Piotr: Co to za życie?
Ola: Ale życie jest piękne, bo niesporczaki zwiedzają kosmos, mogą przeżyć ekstremalnie wysokie, ekstremalnie niskie temperatury.
Piotr: Tylko ile pamiętają z tego, ale to już inna rozmowa.
Ola: Ale również na przykład potężne eksplozje. Kiedy je wystrzeliwano wraz z pociskiem karabinowym, przeżywały uderzenie z prędkością około 2600 km na godzinę, wtedy przeżywało 100% niesporczaków, a zaledwie 60% przeżywało przy niespełna 3000 km na godzinę.
Piotr: Cieniasy. Więc podsumowując, jak widać, jest szereg takich sytuacji, kiedy rzeczywiście organizmy nie spełniają rozmaitych definicji życia. Natomiast problem polega na tym, że definicja życia to jest właśnie ta słabość tej całej kwestii. Nic dziwnego, bo nasza słuchaczka pisze o tym, że syn nie dostał tej odpowiedzi na lekcji biologii. No nic dziwnego, bo to nie jest oczywista odpowiedź. Po pierwsze, oczywiście, to dobre pytanie i wymaga przygotowania i zaskoczenia.
Ola: Ale to jest pytanie z cyklu: odpowiedz mi tak lub nie, a naukowiec odpowiada: to zależy.
Piotr: Tak, bo to, jakie cechy musi spełniać organizm, żeby był żywy, nie jest w żaden jednoznaczny sposób zdefiniowane. To jest trochę jak z definicją gatunku. Kiedyś się mówiło, że gatunek to jest wtedy, kiedy osobniki mogą się między sobą rozmnażać, a już nie należy do gatunku osobnik, który nie może się z tymi osobnikami rozmnażać. To tak nie działa. To jest znacznie bardziej skomplikowane pod bardzo wieloma względami. Więc generalnie nie mamy jednoznacznej definicji życia w biologii. To nie jest tak, że te zwierzęta, o których mówiliśmy, w jakiś sposób zaburzają definicję życia, bo kwestia tego, jak zdefiniujemy życie, to jest znowu jak ze świadomością, jak z wieloma takimi rzeczami, które w jakiś sposób intuicyjnie czujemy, ale jak wejdziemy w szczegóły, to się nagle okazuje, że jednoznaczne zdefiniowanie jest właściwie praktycznie niemożliwe.
Ola: I to prawie wszystko na dziś. Przypominam, że można nam przysyłać pytania swoje własne, na które chcecie, żebyśmy odpowiedzieli w kolejnych odcinkach.
Piotr: Jeszcze dzisiaj trwa promocja.
Ola: A ja proponuję, że jeżeli ktoś czuje się na siłach, to niech nam przyśle pytanie w formie dźwiękowej, pliku dźwiękowego, to wyemitujemy taki plik. Jeżeli oczywiście damy radę na to pytanie odpowiedzieć i dojdzie do nagrania odcinka, to takie pytanie zostanie wyemitowane, chciałam powiedzieć, na antenie.
Piotr: Tylko sobie znajdziemy jakąś antenę. Zapraszamy bardzo serdecznie do grona naszych patronek i patronów, czy to na Patronite, czy na BuyCoffee.to [? niepewne: BajkoFitu]. Zawsze nam to bardzo pomaga.
Ola: No i oczywiście pamiętajcie też o tym, że możecie nas słuchać w podcastach, które tworzymy we współpracy z Polskim Radiem, czyli w Laboratorium Zbrodni i w Sekcji Teorii Spiskowych.
Piotr: Tak, Sekcja Teorii Spiskowych, tam jeszcze można nas obejrzeć, póki wersja wakacyjna trwa, a pozostałe rzeczy, no to wiadomo, na Spotify, w Polskim Radiu, Sekcja Teorii Spiskowych też na YouTubie, znaczy inne też są na YouTubie, ale tam nas można obejrzeć. I zostaje nam słowo na dziś, a słowem na dziś jest: tapioka. No, to cześć.
Ola: Cześć.
Piotr: Dzięki, [? niepewne: Abi]. A już się martwiłem. O, jeszcze szczekanie.
Źródła
https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1909907117
https://www.cell.com/current-biology/fulltext/S0960-9822(16
https://www.sciencelearn.org.nz/videos/tardigrades-and-anhydrobiosis
https://www.americanscientist.org/article/tardigrades
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0896627324007992
https://www.livescience.com/health/neuroscience/why-does-drinking-water-feel-so-good-when-youre-thirsty
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0896627308001190
https://www.biorxiv.org/content/10.1101/2025.06.19.660563.full.pdf
https://theconversation.com/your-brain-on-sugar-what-the-science-actually-says-126581
https://www.sciencedirect.com/topics/pharmacology-toxicology-and-pharmaceutical-science/iodine-131
https://en.wikipedia.org/wiki/Iodine-131
https://www.nrc.gov/materials/miau/patient-release
https://www.termedia.pl/poz/Jod-promieniotworczy-131I-na-nadczynnosc-tarczycy-terapia-bezpieczna-nieinwazyjna-i-skuteczna,29950.html
Źródła
- pnas.org/doi/10.1073/pnas.1909907117
- 30263-9
- 30263-9
- americanscientist.org/article/tardigrades
- sciencedirect.com/science/article/pii/S0896627324007992
- livescience.com/health/neuroscience/why-does-drinking-water-f…
- sciencedirect.com/science/article/pii/S0896627308001190
- preprint
- theconversation.com/your-brain-on-sugar-what-the-science-actually…
- sciencedirect.com/topics/pharmacology-toxicology-and-pharmaceut…
- en.wikipedia.org/wiki/Iodine-131
- nrc.gov/materials/miau/patient-release
- termedia.pl/poz/Jod-promieniotworczy-131I-na-nadczynnosc-…
