Podcast Crazy Nauka · odc. 148

Kobieta, która zatruła szpital

06-01-2026 · 50 min · Tematyczny, Chemia i materiały, Ciało i zdrowie

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

19 lutego 1994 roku 31-letnia Gloria Ramirez, trafiła na SOR w Kalifornii. Kilkadziesiąt minut później już nie żyła — a wraz z nią padło ponad dwadzieścioro członków personelu medycznego. Dziwny zapach, kryształki we krwi, omdlenia, drgawki i ewakuacja oddziału. Czy to była histeria zbiorowa? Błąd medyczny? A może reakcja chemiczna, której nikt nie brał pod uwagę?

W tym odcinku, bazując na dokumentach, badaniach i raportach śledczych, rekonstruujemy jedną z najbardziej zagadkowych historii współczesnej medycyny.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego po kontakcie z umierającą na raka kobietą aż 23 osoby zapadły na nieznaną chorobę?

Piotr: I dlaczego ciałem zmarłej zajęła się jednostka do spraw skażeń chemicznych?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Witamy Was serdecznie w pierwszym tegorocznym podcaście. Zamierzamy ich w tym roku narobić całe mnóstwo. Więc, no cóż, dobrego roku Wam życzymy. Żyjemy w ciekawych czasach, więc wiecie, chińskie przekleństwo się nam tutaj spełnia. Właściwie nigdy nie sprawdzałem, czy to jest naprawdę chińskie przekleństwo, ale niech będzie. Trzymajmy się tej, jak powiem, memicznej wersji tego.

Ola: I życzymy Wam, żebyście, cóż, podeszli do tego nowego roku mimo wszystko z dystansem. Nie spinali się, nie robili postanowień noworocznych, bo liczne badania pokazują, że takie postanowienia są najczęściej niedotrzymywane. Umówmy się, że to jest taka norma. Kiedy kupujemy karnety na siłownię i idziemy raz albo dwa razy, a potem te karnety leżą i na nas patrzą złowrogo, to generalnie po prostu podejdźmy na luzie, zróbmy coś dla siebie. A postanowienia, no cóż, jak przyjdzie taki moment, to realizujcie, ale nie napinajcie się, bo to szkodzi zdrowiu.

Piotr: Tak właśnie. Słuchajcie, dzisiaj opowiadamy o pewnej niezwykłej historii medycznej. Powiem szczerze, że jest to jedna z dziwniejszych opowieści, na jakie trafiliśmy. Trafiłem na nią całkiem niedawno, już nie pamiętam gdzie, a już wiem gdzie. Na TikToku.

Ola: Okej, ale to nie jest historia z TikToka.

Piotr: W pierwszej chwili przeczytałem to, co tam napisali, i pomyślałem: co za bzdura, ktoś wymyślił znowu jakiś badziew. A potem zacząłem drążyć. Oczywiście ta historia ostatnio krąży po rozmaitych socialach, zwykle w takiej dosyć okulawionej formie, natomiast rzeczywiście okazuje się bardzo interesująca.

Ola: I prawdziwa, co ważniejsze.

Piotr: No właśnie, dokładnie. Zaczyna się to, jak setki innych przypadków, przywiezieniem na SOR pacjentki w stanie krytycznym, a kończy się dosyć nieoczekiwanie, bo jest tam ewakuacja całego oddziału, specjalna grupa do spraw skażeń chemicznych i biologicznych i ciężka choroba zaangażowanych w całą sprawę pielęgniarek i lekarki.

Ola: I tylko co tam tak naprawdę zaszło, no bo już na wstępie wykluczono obecność choroby zakaźnej.

Piotr: No, takie pierwsze, bardziej oczywiste skojarzenie.

Ola: Tak, i potem trwało medyczne śledztwo. Jedno z kilku zresztą, kilka ich przeprowadzono w tej sprawie, a jedno z nich dało naprawdę dziwną odpowiedź. A ponieważ, jak może wiecie, my bardzo lubimy historie kryminalne, prowadzimy nawet odrębny podcast true crime'owy pod tytułem Laboratorium Zbrodni. Robimy to we współpracy z Polskim Radiem. No to tę historię kryminalną, medyczną z chęcią Wam opowiemy, bo jest naprawdę ultradziwna.

Piotr: Tak, i przypominamy też, że jesteśmy podcastem całkowicie bezpłatnym, dostępnym bez ograniczeń. Żebyśmy mogli poświęcić tworzeniu tego podcastu, nie ukrywajmy, dość wymagających treści, odpowiednio dużo czasu i energii, to potrzebujemy pewnej swobody finansowej. Więc tu możecie nas wesprzeć, na przykład wrzucając nam co miesiąc do skarbonki na Patronite chociażby kilka złotych. Jest oczywiście link do Patronite w opisie odcinka. Również bardzo serdecznie zachęcamy do kawy i bardzo dziękujemy tym osobom, które nam w ostatnich dniach kupiły kawy. Bardzo to doceniamy, nasze psy też.

Ola: Na [? niepewne: BuyCoffee2], tam też link w opisie odcinka.

Piotr: Psom nie dajemy kawy.

Ola: Absolutnie. I przypominamy, że teraz możecie słuchać nas już w trzech różnych podcastach. Oprócz podcastu Crazy Nauka, oprócz Laboratorium Zbrodni, tworzymy jeszcze Sekcję Teorii Spiskowych, też we współpracy z Polskim Radiem. I to jest podcast, w którym nagrywają nas również na wideo, co jest nieprzestresujące wciąż jeszcze.

Piotr: Wciąż jeszcze, już jest coraz lepiej.

Ola: No i zachęcamy: co poniedziałek wpadają teorie spiskowe, a co piątek nowe Laboratorium Zbrodni. Teraz była przerwa świąteczna, ale ruszamy pełną parą od przyszłego tygodnia.

Piotr: Tak jest. No i zanim z kolei ruszymy z tym podcastem, to koniecznie musimy Wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:05:00 Chora na raka: Gloria Ramirez i wezwanie karetki

Ola: Zacznijmy od bohaterki całej tej opowieści, Glorii Ramirez. Urodziła się w 1963 roku. Była mieszkanką miasta Riverside w Kalifornii. Sprawdziłam sobie, to jest miasto nieopodal Los Angeles, a najbliższe większe miasto, może bardziej znane, to San Bernardino, czyli już takie obszary pustynne, gorące, słoneczne, można powiedzieć. Mamy rok 1994. Nasza bohaterka ma 31 lat. Jest gospodynią domową, matką dwójki dzieci. Ma stałego partnera, [? niepewne: Jenny'ego Estrade]. No i cóż, żyje sobie normalnie aż do momentu, kiedy lekarze diagnozują u niej bardzo zaawansowanego raka szyjki macicy. To jest stadium czwarte. Mija 6 tygodni od tej diagnozy i Gloria czuje się naprawdę źle. Widać, że to jej życie niedługo się skończy, i bardzo cierpi.

Piotr: Tak, to był nowotwór, już tak jak Ola powiedziała, zaawansowany, stadium z przerzutami. Jednym z głównych problemów była ostra niewydolność nerek, co oznacza, że tak naprawdę układ wydalniczy działał bardzo źle. W organizmie gromadziły się toksyny. To, ale też inne przerzuty powodowały bardzo silne cierpienia, bóle, nudności, wymioty. Na tym etapie medycyna nie jest w stanie zbyt wiele zrobić, ale warto pamiętać o tym, że to było zaledwie 6 tygodni od diagnozy, więc to nie jest zazwyczaj etap, na którym człowiek, zwłaszcza tak młody, jest w stanie się pogodzić z tym, że zbliża się koniec. Ona oczywiście próbowała, jak to bardzo często bywa, rozmaitych metod związanych z medycyną alternatywną. Zaraz jeszcze o tym powiemy, bo to dość kluczowy element.

Ola: Tylko wrzucę, że medycyna alternatywna tak naprawdę to nie jest żadna medycyna. Tylko po prostu nienaukowe metody leczenia, domowe.

Piotr: Wiemy, że się mówi o medycynie alternatywnej, natomiast medycyna jest jedna. To znaczy, jak najbardziej elementy tak zwanej medycyny alternatywnej są włączane w normalną medycynę, jeżeli działają, takie jak chociażby ziołolecznictwo, wiele takich elementów. Natomiast to nie jest tak, że wielkie firmy farmaceutyczne ukrywają przed nami całe mnóstwo skutecznych terapii po to, żeby zarabiać. Ja wiem, że to jest szalenie popularny pogląd. No, nie o tym do końca, ale też będzie trochę o tym, jakie skutki może przynieść właśnie trochę nieodpowiedzialne stosowanie takich metod. No, w każdym razie tu mamy zarysowaną sytuację.

Ola: Aż do 19 lutego 1994 roku, kiedy stan Glorii bardzo mocno się pogarsza i o godzinie 19.50 na wezwanie przyjeżdża do niej karetka pogotowia do jej domu. Ona jest w fatalnym stanie, w sensie Gloria majaczy, nie wie, co się z nią dzieje, ma tachykardię, czyli serce bije jak szalone. Oddech jest bardzo dziwny. Takie głębokie wdechy przeplatają się z momentami przestoju. Jakby zapominała oddychać.

Piotr: To jest taki dość charakterystyczny objaw, który polega na tym, że człowiek najpierw oddycha bardzo głęboko, później te oddechy stają się coraz płytsze, coraz płytsze, aż do niemal całkowitego ich ustania i później znowu zaczyna się od gwałtownych oddechów. To jest związane z aktywnością ośrodka oddechowego, który, jak kiedyś opowiadaliśmy, aktywuje się wtedy, kiedy rośnie stężenie dwutlenku węgla we krwi, krew staje się bardziej kwasowa. No i to jest po prostu zaburzenie wynikające z niewłaściwego działania tego całego systemu.

Ola: I to się nazywa fachowo oddechem Cheyne'a-Stokesa. I cóż, w karetce pogotowia wszystkie działania personelu medycznego przebiegają rutynowo. Ratownicy podają pacjentce tlen przez worek ambu, zakładają jej wenflon, żeby mieć dostęp dożylny, żeby móc jej podawać leki, i w ten sposób dojeżdżają do szpitala.

0:09:47 Reanimacja: tłusta warstwa na skórze, dziwny zapach i kryształki we krwi

Piotr: Tak, jest godzina 20.15, karetka parkuje przed szpitalem Riverside General Hospital, dużym szpitalem głównym dla tego całego obszaru. No i tu Glorię przyjmuje zespół lekarzy, to znaczy [? niepewne: dr Humberto Ocoa] i lekarka, młoda rezydentka, która tu jeszcze powróci, dr Julie Gorczyński. Gor-CHYN-ski się to pisało, ale możemy sobie troszeczkę spolszczyć, Julie Gorczyński. Tu zaczyna się problem, dlatego że serce Glorii bije wolniej, wpada z kolei w bradykardię i pojawia się również arytmia, ciśnienie zaczyna spadać. Sytuacja jest taka, że lekarze podejmują decyzję o rozpoczęciu procedury reanimacji.

Ola: I tutaj w ruch idą silne leki, oczywiście środki na uspokojenie, następuje intubacja, w tym celu właśnie trzeba uspokoić ten oddech, uspokoić pacjentkę, oraz podano jej leki, które mają zmusić serce do równej pracy, takie antyarytmiczne leki. Mimo wysiłków całego zespołu pacjentka wyraźnie umiera. Lekarze decydują się na użycie defibrylatora, chcą spróbować zresetować serce za pomocą impulsu elektrycznego.

Piotr: No tak, wbrew temu, co się pokazuje na rozmaitych filmach, które są medycznie nieogarnięte, to nie jest tak, że defibrylatora używa się wtedy, kiedy akcja serca ustaje. Zresztą mówiliśmy o tym, zdaje się, w zeszłym tygodniu. Chodzi o to, że akcja serca staje się nieskuteczna po prostu. To znaczy serce zaczyna wpadać w taką arytmię, która powoduje, że ta cała synchronizacja skurczu komór i przedsionków przestaje przepompowywać krew i tak naprawdę trzeba to serce wtedy zresetować. Stąd ta decyzja.

Ola: I żeby to zrobić, trzeba przyłożyć, przykleić elektrody do ciała pacjentki, do tułowia. Wówczas personel rozcina koszulkę Glorii i widzi coś absolutnie nietypowego. Zamiast być spocona w sposób charakterystyczny dla osób, które są w tym stanie, czyli zazwyczaj pokryte są zimnym potem, tu pojawia się jakaś tajemnicza substancja, tłusta, oleista warstwa, która dziwnie błyszczy, ma nienaturalny połysk na skórze pacjentki.

Piotr: Tak, no i tu pojawia się jeszcze jeden ważny element, który później będzie miał duże znaczenie. Pielęgniarki Susan Cain i Maureen Welch, kiedy się pochylają nad pacjentką, rejestrują, zapamiętują dziwny zapach z jej ust. Taki dosyć charakterystyczny opis mówiący o zapachu zgniłych owoców i dodatkowym zapachem czosnku.

Ola: Bardzo intensywnym. Zresztą niektórzy mówią o zapachu cebuli.

Piotr: No tak, to już zaraz powiemy, skąd w ogóle taki zapach może się wziąć, bo zwłaszcza ten czosnkowy wątek jest bardzo charakterystyczny. Natomiast tu jest potrzebne dalsze działanie. Trzeba pobrać krew do analizy. Jest już zrobione wkłucie, jest założony wenflon, pielęgniarka Susan Cain pobiera krew i zaczyna się coś dziwnego dziać. Dlatego że w momencie, kiedy ta strzykawka napełnia się krwią, jednocześnie pielęgniarka zaczyna czuć ostry, chemiczny zapach. Bardzo mocny. I kojarzy go z amoniakiem. Ktokolwiek kiedykolwiek miał do czynienia z amoniakiem, to tego zapachu się nie da właściwie zapomnieć.

Ola: I nie da się też z niczym pomylić w sposób prosty.

Piotr: Tak, jest to bardzo charakterystyczny zapach. W dodatku działa na nasz cały układ nerwowy tak dość wstrząsająco, zresztą sole trzeźwiące, tak zwane, to jest często amoniak. On daje takiego kopa, że naprawdę trudno się pozbierać. Tu nie było aż takiego stężenia, natomiast bardzo wyraźnie, nawet w niewielkim stężeniu, ten zapach jest rozpoznawalny. I właśnie ze względu na to Susan Cain przekazuje strzykawkę lekarce, wspomnianej dr Gorczyński. Ona zaczyna to oglądać, też czuje ten zapach i widzi coś dziwnego, to znaczy w tej krwi coś pływa. I jak się temu przygląda pod światło, to widzi, że to są takie bardzo drobne kryształki w kolorze, powiedzmy, żółto-beżowym, coś takiego. Coś, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. We krwi żadne kryształy nie pływają.

0:14:53 Omdlenia personelu, ewakuacja oddziału i zgon pacjentki

Ola: W tym momencie następuje spiętrzenie zdarzeń, bo kiedy ta strzykawka zostaje wyciągnięta z tego wenflona, to nagle pojawia się chaos. Pielęgniarka, która była najbliżej tej strzykawki i pochyliła się nad pacjentką, nagle czuje palenie twarzy, jakby ją poparzono, pieczenie. I w tym momencie mdleje, upada na podłogę. Z kolei ta lekarka, dr Gorczyński, która trzyma strzykawkę i ogląda te kryształy zupełnie dziwne pływające w tej krwi, nagle zaczyna mieć zawroty głowy, zaczyna jej być niedobrze. Zdoła jeszcze wyjść na korytarz, usiąść przy stanowisku pielęgniarek i tam traci przytomność. Łącznie z tym, że zaczyna mieć drgawki i problemy z oddechem. Z kolei druga pielęgniarka, Maureen Welch, również mdleje, a kiedy się ocknie, to nie będzie mogła ruszać rękami ani nogami i właściwie jest sparaliżowana czasowo, uprzedzając bieg wypadków.

Piotr: Trzeba zwrócić uwagę, że to są trzy osoby, które były w okolicach najbliżej głowy i tego miejsca, z którego pobierano krew.

Ola: Maureen Welch obsługiwała worek ambu, w związku z czym ona też była bardzo blisko tej pacjentki.

Piotr: I to się rozszerza. U kolejnych osób pojawiają się objawy. Jakieś objawy zgłosiły aż 23 osoby pracujące tam w szpitalu. Z pięć z tych osób wymagało później leczenia, takiego szpitalnego leczenia. Oczywiście w tej sytuacji zarządzono ewakuację całego oddziału. Oddział się wynosi na parking. Tam w środku przy pacjentce została tylko grupa lekarzy, która miała zaimprowizowane jakieś środki ochronne, maski i tak dalej. Próbują nadal prowadzić reanimację Glorii Ramirez, ale ani defibrylacja, ani inne zabiegi nie pomagają. I o godzinie 20.50, czyli w 35 minut po przybyciu do szpitala, lekarze stwierdzają zgon Glorii Ramirez. To oczywiście jest koniec jej historii.

Ola: A nasza historia właściwie dopiero się zaczyna.

Piotr: Dokładnie.

Ola: Jeszcze tej samej nocy do szpitala, na ten oddział SOR, przyjeżdża specjalna jednostka do badania skażeń chemicznych. No i prowadzą badania tego, co może się unosić w powietrzu. No i kompletnie nic niepokojącego nie wykrywają.

Piotr: Dodajmy, że to jest zespół taki już na poważnie. To jest zespół od zagrożeń chemicznych, w ogóle od materiałów niebezpiecznych. To się Hazmat nazywa, czyli Hazardous Materials, czyli jak kojarzycie tych wszystkich ludzi w tych dziwnych kombinezonach, kaloszach, pooklejanych taśmą i tak dalej. To właśnie taka brygada tam przybyła.

Ola: I oni badają powietrze na obecność rozmaitych substancji, ale nie wykrywają ani siarkowodoru, ani tlenku węgla, ani fosgenu, ani cyjanowodoru, ani innych lotnych trucizn. Po prostu nic nie ma niepokojącego. Natomiast to się dzieje dwie godziny po incydencie. I no cóż, być może ten czynnik toksyczny, ta jakaś lotna trucizna istniała w momencie, kiedy pracownicy zaczęli padać i tracić przytomność. Natomiast mogła to być na przykład substancja jakoś mocno lotna, niestabilna, działająca punktowo, czyli na przykład bezpośrednio nad strzykawką, a nie spowodowała ona trwałego skażenia w pomieszczeniu. I w momencie, kiedy jest taka sytuacja, ona zaistniała, że trochę nie wiadomo, co się dzieje, co się stało z tą Glorią, wdrażone są takie standardowe procedury. To znaczy ciało Glorii zaczyna być traktowane jak zagrożenie biologiczne i zostaje zapakowane w szczelne worki, taką podwójną torbę winylową, oczywiście zamkniętą hermetycznie, i zapakowane w aluminiową trumnę. I w ten sposób jest przechowywane do momentu sekcji.

0:19:50 Trzy sekcje zwłok i konkurencyjne hipotezy

Piotr: Tak, no ta sekcja zwłok sama też wygląda dość, można powiedzieć, kosmicznie, dlatego że w związku z wyraźnym zagrożeniem nieznanego pochodzenia osoby, które tę sekcję przeprowadzają, są zabezpieczone w takich kombinezonach, które mają dopływ powietrza z zewnątrz, tak jak się pracuje z materiałami wszelkiego typu niebezpiecznymi. Zresztą w sumie przeprowadzono aż trzy sekcje. Ta ostatnia była przeprowadzona na żądanie rodziny, przez wskazanego przez nią niezależnego patologa. Nie znaleziono w ciele tej kobiety żadnej substancji ani żadnych patogenów, ani niczego, co by wyjaśniało to całe zdarzenie. Są tam rozmaite podwyższone wyniki i tak dalej, jeszcze o tym wspomnimy, natomiast nic takiego, co by mogło wywołać tego rodzaju efekt.

Ola: Tu zaczynają się pojawiać rozmaite hipotezy dotyczące przyczyn tego zdarzenia i Departament Zdrowia Kalifornii zleca w związku z tym dochodzenie epidemiologiczne. We wrześniu tego samego 1994 roku ukazuje się raport, w którym zostaje ogłoszona dosyć kontrowersyjna, jeśli nie antynaukowa, teza o masowej chorobie psychogennej, inaczej histerii zbiorowej. I teraz tak to argumentują ci, którzy raport przygotowywali, że osoby obecne przy resuscytacji, potem przy reanimacji Glorii Ramirez były zestresowane. Widok umierającej młodej kobiety, dziwny zapach, to miało sprawić, że wszyscy się źle poczuli z powodów psychiczno-nerwowych. To zjawisko zaczęło się przenosić z osoby na osobę. Co więcej, ponieważ pierwszymi ofiarami były kobiety, pielęgniarki i lekarki, to uznano to wyjaśnienie za dość wpasowujące się w stereotypy dotyczące przekonań o tym, jak kobiety reagują na rozmaite stresujące wydarzenia. Co oczywiście z punktu widzenia tego personelu medycznego, tych pielęgniarek, lekarek, było dla nich obraźliwe. One zresztą uznały to wytłumaczenie za nienaukowe i istniały poważne argumenty przemawiające za tym, że ta teza nie tłumaczy przyczyn zjawiska. Dlatego że chociażby dr Gorczyński spędziła dwa tygodnie na oddziale intensywnej terapii i umówmy się, może nie musimy się do niczego umawiać, histeria nie powoduje takich objawów, które są na przykład zapaleniem wątroby, zapaleniem trzustki czy martwicą jałową kości, a na to wszystko cierpiała dr Gorczyński i nie można uznać tych objawów za objawy psychosomatyczne. Dodajmy, że wskutek tej martwicy jałowej kości kolana dr Gorczyński zostały, można powiedzieć, zniszczone, doszło tam do umierania tkanki, to zmusiło tę osobę do poruszania się o kulach, w związku z czym to zdecydowanie przemawiało przeciwko tezie o zbiorowej histerii.

Piotr: No tak, tu starano się wytłumaczyć to w ten sposób, że być może ona miała już tę chorobę wcześniej, no bo rzeczywiście martwica jałowa kości, ta nazwa pochodzi z tego, że jałowa oznacza, że nie ma tam udziału bakterii, to jest stan, który najczęściej powstaje w wyniku niewłaściwego ukrwienia kości. Najczęściej się o nim mówi w kontekście młodych ludzi, bo to rzeczywiście jest, zwłaszcza u chłopaków, pojawia się ta choroba w okresie dojrzewania, to wynika z niewłaściwego ukrwienia tkanki kostnej, ale też może być wzmożone, czy wręcz wywołane przez uprawianie określonych sportów. Tak więc tu hipoteza była taka, że być może ona już wcześniej cierpiała na tę martwicę jałową kości, natomiast mamy, nie zapominajmy, po pierwsze, dość intensywne objawy tuż po tej ekspozycji na ten jakiś czynnik, czyli utratę przytomności, drgawki, zaburzenie oddechu.

Ola: Mamy zapalenie wątroby, zapalenie trzustki.

Piotr: Tak, więc oczywiście można też przyjąć hipotezę, że akurat martwica kości była przypadkowa, natomiast kiedy jest bardzo dużo przypadków nałożonych na siebie i w dodatku to nie pojawia się tylko u jednej osoby, to być może coś tu się więcej dzieje.

Ola: Kolejna hipoteza również była dość kontrowersyjna, a właściwie to mniej hipoteza, co plotki, które się natychmiast rozeszły w okolicy. Dlatego że w tym lokalnym kontekście hrabstwa Riverside, gdzie sprawa się cała rozgrywa, w latach 90. istniał poważny problem narkotykowy, to znaczy Riverside było znane jako stolica metamfetaminy. I tutaj te plotki, które się rozchodziły dosyć błyskawicznie, sugerowały, że przyczyną tego tragicznego ciągu zdarzeń był błąd medyczny, czyli podanie na przykład pacjentce niewłaściwej substancji, przez pomyłkę, która była na przykład jakimś narkotykiem zapakowanym w taki worek, w którym się podaje rozmaite leki płynne poprzez wenflon w szpitalach. Albo też nastąpiła jakaś pomyłka związana z działalnością przestępczą, z produkcją narkotyków, coś podmieniono, ktoś coś zmienił. W każdym razie tak sądzono, że zamiast kroplówki mogła ta Gloria Ramirez otrzymać metyloaminę. To jest kluczowy prekursor w produkcji metamfetaminy i on, uwaga, bardzo charakterystycznie pachnie, otóż pachnie jak amoniak. Dodajmy, że ta właśnie metoda produkcji metamfetaminy została spopularyzowana w bardzo znanym i przez nas zresztą mocno cenionym serialu Breaking Bad, który, jeżeli go nie oglądaliście, to bardzo Wam polecamy, chociaż polecajka na dzisiaj będzie troszkę inna, ale Breaking Bad nieustająco polecamy.

Piotr: Tak, zresztą do Breaking Bad została zaangażowana jako konsultantka specjalistka chemii, która wymyśliła, jak przedstawić produkcję metamfetaminy, żeby nie powiedzieć, jak to jest naprawdę, trochę ją pozmieniać, ale jednocześnie żeby to wszystko było wiarygodne chemicznie. Bardzo ciekawy wątek w ogóle, ale nie o tym w tej chwili. Tu warto wspomnieć, że szpital Riverside miał swoje problemy, to znaczy oni już wcześniej mieli problemy z wentylacją. O tym też wspominano, jedną z hipotez, która się tutaj również pojawiła, było to, że być może miało miejsce jakieś zatrucie, natomiast przyczyną tego zatrucia były gazy wydobywające się z instalacji, z odpływów generalnie. Chodziło o to, że rzeczywiście w odpływie mogą powstawać gazy gnilne takie jak siarkowodór i ten siarkowodór może działać w podobny sposób. Rzeczywiście szpital miał problemy zarówno z kanalizacją, jak i z wentylacją, więc być może, sądzono, to ma coś wspólnego. Problem polega na tym, że tu jeden z kluczowych dowodów, czyli ta strzykawka z krwią, przy użyciu której po raz pierwszy pojawił się ten zapach amoniaku, została ponoć przypadkiem wyrzucona do śmieci, więc kluczowy dowód zniknął. Nie wiadomo było, co się z tą strzykawką do końca działo, co w niej było, więc tu pojawił się istotny problem w całym tym śledztwie.

Ola: To mnożyło plotki, dlatego że kiedy strzykawka, czyli główny dowód, znika, to czy zniknął przypadkiem, czy zniknął celowo przez kogoś usunięty, to też rzucało cień wątpliwości na szpital, na personel szpitala.

Piotr: Tak, tu również rodzina tej zmarłej kobiety bardzo intensywnie protestowała, można powiedzieć. To jest trochę równoległa historia, która bardziej byłaby historią prawniczą, a my nie o tym dzisiaj, ale tam się zrobiła sroga awantura, dlatego że rodzina Glorii Ramirez stwierdziła, że kobieta zmarła przez błędy popełnione w szpitalu i że nie była na tyle ciężko chora, żeby miała umrzeć. Wiele wskazuje na to, że nie mieli racji. Trudno się dziwić oczywiście rodzinie w takiej sytuacji. Stąd zresztą była ta wspomniana, zarządzona trzecia sekcja zwłok, oni szukali dowodów na to, że kobieta zmarła w wyniku błędów popełnionych przez szpital. Tak czy inaczej wiele się tam działo, tych hipotez było bardzo dużo. Właściwie żadna z nich się wystarczająco dobrze nie broniła i stąd dalsze działania.

0:30:22 Hipoteza chemiczna: DMSO, kryształki i siarczan dimetylu

Ola: Otóż to, wreszcie Biuro Koronera, które poszukiwało wciąż tej odpowiedzi, co tam się właściwie stało, zwróciło się o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy do Lawrence Livermore National Laboratory, czyli takiej placówki, takiego ośrodka, który się specjalizuje w badaniach nad bronią jądrową i chemiczną. I tutaj do pracy przystąpił zespół pod kierownictwem doktora Patryka Granta i on opracował naprawdę bardzo kompleksową hipotezę wyjaśniającą wszystkie te wydarzenia, które tam miały miejsce. Została opublikowana w 1997 roku w piśmie Forensic Science International. I ta hipoteza dosyć zgrabnie wyjaśnia właściwie wszystkie te zdarzenia czy zjawiska, które miały miejsce po przyjęciu Glorii Ramirez do szpitala, i tłumaczy właśnie, dlaczego one doprowadziły do takich objawów u 23 osób.

Piotr: Zresztą link oczywiście do tej pracy znajdziecie w opisie odcinka. Ona co prawda jest zamknięta, ale można łatwo dotrzeć do otwartej wersji tego tekstu. To jest dosyć długa praca. Oni między innymi obalają czy w każdym razie podają w wątpliwość tę hipotezę o zbiorowej histerii, wskazując na to, że tam nie działo się nic takiego, co by miało wywołać taki efekt. To jest, tak jak już wspomnieliśmy, w jakimś stopniu obraźliwe, można powiedzieć wręcz, dla całego tego zespołu, dlatego że to byli doświadczeni specjaliści pracujący na SOR-ze i ta kobieta owszem umierała, ale dużo ludzi umiera na SOR-ze i nie działo się tam nic takiego, co by miało spowodować taki efekt jak ten tutaj opisywany. Natomiast to, na co oni wskazują…

Ola: To jest taki ciąg reakcji chemicznych, który nastąpił w skutek…

Piotr: Mógł nastąpić, bo nie mamy tego potwierdzenia.

Ola: Mógł nastąpić w skutek nagromadzenia się różnych czynników i podjęcia różnych działań zarówno przez samą Glorię, jak i przez zespół ratowniczy i zespół szpitala.

Piotr: No więc tu wracamy do tego wspomnianego wątku tych rzekomo alternatywnych metod medycznych, rzekomo medycznych. Chodzi o to, jak Gloria próbowała sobie radzić z tym bólem nowotworowym. Oczywiście to jest zawsze ogromny problem, zwłaszcza w takim stadium, w jakim ona się już znajdowała. I to, co tu bardzo dobrze pasuje do tej całej opowieści, to jest użycie żelu zawierającego DMSO. To jest dimetylosulfotlenek. Substancja, która jest od wielu lat po pierwsze normalnie stosowana, warto to podkreślić, na przykład jako rozpuszczalnik.

Ola: Tak, rozpuszczalnik przemysłowy.

Piotr: Ale też miała swoje zastosowania medyczne. W tej chwili w dość wąskim zakresie jest stosowana w medycynie, jest stosowana w weterynarii. Natomiast to, o co tu głównie chodzi, to jest to, że jest to cała wielka opowieść pseudomedyczna, czy wręcz antymedyczna, glorifikująca to DMSO jako naturalną, cudowną substancję, która leczy wszystko.

Ola: Takie panaceum.

Piotr: Jak sobie wpiszecie gdzieś DMSO, terapia czy leczenie, to znajdziecie i książki, i różne inne rzeczy. One wszystkie się kręcą wokół tych samych opowiastek i tych samych antynaukowych stron. Natomiast rzeczywiście to DMSO jest obecne. Ono ma działanie przeciwbólowe. To rzeczywiście jest stwierdzony fakt. Można by długo o tej substancji opowiadać. Nie jest to na pewno cudowny lek na wszystko. Na pewno nie jest to substancja, którą można stosować bezproblemowo. Ona ma pewną toksyczność. Ta toksyczność nie jest bardzo wysoka. Śmiertelna dawka jest mniej więcej dwa razy większa niż na przykład w przypadku etanolu, co nie zmienia faktu, że substancja ta może wywoływać różne niebezpieczne zmiany, na przykład chociażby rozpad czerwonych krwinek. Chemicznie rzecz biorąc, łatwo sobie to wyobrazić, bo niektóre z tych substancji są bardzo skomplikowane, a to jest po prostu atom siarki. Wyobraźcie sobie atom siarki. On ma przyczepione trzy atomy. Dwa z nich to są węgle. Do każdego z tych węgli jeszcze są dołączone po trzy wodory, więc mamy taką choineczkę. A z drugiej strony jest przyczepiony atom tlenu. I to jest to DMSO. Dlatego o tym mówię, że za chwileczkę to będzie troszeczkę się zmieniało. Ten środek można na różne sposoby zażywać, czy tam przyjmować. Można go przyjmować doustnie, ludzie to robią, nie znaczy, że należy. Ale jest też stosowany często jako żel, który może działać przeciwbólowo.

Ola: I też się wchłania przez skórę.

Piotr: To się bardzo intensywnie wchłania przez skórę, ponieważ jest dobrym rozpuszczalnikiem. W związku z czym, jeżeli jest w nim coś rozpuszczone, to to coś wchłania się przez skórę. Zresztą przy pracy z DMSO zalecane są odpowiednie środki bezpieczeństwa, bo na przykład niektóre rodzaje rękawiczek on rozpuszcza.

Ola: A ponieważ ta substancja się świetnie wchłania, to była gromadzona przez organizm Glorii. A pamiętajmy, że jej nerki nie działały. W związku z tym ta substancja nie była wydalana i jej poziom w organizmie się wyłącznie zwiększał. I to, co widzieli lekarze, można właśnie wyjaśnić dokładnie tym zjawiskiem. Otóż ten żel DMSO, którym się smaruje skórę, tworzy taką tłustą, oleistą powłokę, co właśnie zobaczyły pielęgniarki i lekarka w momencie, kiedy rozcięły koszulkę Glorii. Co więcej, te osoby, które zażywają w jakiś sposób DMSO, wydzielają ten charakterystyczny czosnkowy czy też lekko cebulowy zapach, przez oddech głównie, dlatego że jest to skutek reakcji chemicznej. DMSO jest metabolizowane do siarczku dimetylu, DMS, i właśnie ten zapach czosnkowy pochodzi od tej substancji.

Piotr: Warto wspomnieć, że wszystkie te czosnkowo-cebulowe zapachy to są tak naprawdę zapachy związków zawierających siarkę. Stąd też może być pomylone, w niewielkim stopniu, z siarkowodorem, tym, który z kolei miał rzekomo pochodzić z kanalizacji. Tu rzeczywiście tych opowieści jest kilka. Ale mamy na razie osobę, która być może, bo nie mamy potwierdzenia tego, rodzina Glorii zaprzeczała temu, jakoby ona miała zażywać czy przyjmować w jakiś sposób DMSO, co nie zmienia faktu, że wcale nie musieli o tym wiedzieć. W każdym razie hipoteza tych naukowców zawarta we wspomnianej pracy mówi o tym, że w ciele Glorii doszło do dość nietypowego ciągu reakcji chemicznych i tu kluczowym elementem pierwszym jest to, że w drodze do szpitala w karetce ratownicy podawali jej tlen i to mogło doprowadzić do tego, że w ciele Glorii ten tlen wszedł w reakcję z DMSO i powstał inny związek chemiczny. Tu, tak jak wspomniałem, DMSO ma normalnie dołączony jeden atom tlenu, natomiast tu mógł się dołączyć drugi atom tlenu. To jak najbardziej chemicznie jest normalne i to utlenianie doprowadziło do powstania metylosulfonylometanu. To jest inna substancja, która z kolei jest stosowana przez sportowców. To jest jeden z tych typowych suplementów sportowych. Kolejna substancja, która może istnieć jak najbardziej w organizmie i jest możliwe doprowadzenie do tego, że ona powstała.

Ola: To jest związek stosunkowo nietoksyczny, ten metylosulfonylometan, ale posiada bardzo istotną właściwość fizyczną. Otóż krystalizuje w temperaturze pokojowej. Innymi słowy, kiedy z ciała Glorii, która miała około 37 stopni Celsjusza, pobrano krew do strzykawki, strzykawka była chłodna, miała temperaturę pokojową. W tym momencie ten nowy związek, ten metylosulfonylometan, zaczął krystalizować. I właśnie stąd wzięły się te tajemnicze beżowo-żółte kryształki we krwi, które widziała dr Gorczyński.

Piotr: Tak, on rzeczywiście krystalizuje do takiej postaci, więc to jest wyjaśnienie tego zjawiska. I teraz najbardziej ryzykowny element tego wszystkiego. To znaczy te dotychczas opisane chemiczne zjawiska rzeczywiście można potwierdzić, one mogą występować. Natomiast tu jest ten element hipotezy, który, jak zresztą sami naukowcy przyznają, jest możliwy jak najbardziej chemicznie, natomiast nie został nigdy, poza tym jednym przypadkiem w domyśle, potwierdzony. Nie stwierdzono, żeby coś takiego w organizmie człowieka nastąpiło, co nie zmienia faktu, że w określonym układzie, w określonej sytuacji mogło. Tu chodzi o użycie wspomnianego defibrylatora i o to, że potraktowanie tego metylosulfonylometanu, czyli tego DMSO z dodatkowym dołączonym tlenem, mogło doprowadzić do powstania kolejnej substancji i tu już jest substancja, która staje się szalenie niebezpieczna. To jest siarczan dimetylu. Chemicznie rzecz biorąc, siarczan dimetylu to wciąż jest bardzo podobna substancja, tylko tu następuje taka zmiana, że do atomu siarki są dołączone już wspomniane dwa atomy tlenu, ale jeszcze przyłączają się tam dwa dodatkowe atomy tlenu, które wskakują pomiędzy węgiel a siarkę. Łatwo sobie to zobaczyć, jak się spojrzy na wzór tego. Tak czy inaczej to, co tu jest kluczowe, to to, że ta substancja jest silnie toksyczna, i to tak silnie toksyczna już na pełnym [? niepewne: poziomie]. To jest trucizna, która w dodatku ma działanie kancerogenne, bo działa uszkadzająco na DNA. Ono tam powoduje takie, można powiedzieć, rozplecenie w pewnym stopniu, poluzowanie struktury DNA i to powoduje mutacje, ale też po prostu uszkadza samo działanie DNA. Co istotna sprawa, to jest chemicznie rzecz biorąc taka oleista ciecz, której zapach przypomina znowu cebulę, czosnek. Znowu mamy te siarkowe związki. To jest również substancja, która jest łatwo wchłaniana przez skórę, ale też przez układ oddechowy. Jeżeli tu mamy taki układ, że rzeczywiście działanie prądu przy bardzo wysokim stężeniu we krwi, czyli najpierw DMSO, wynikającym z tego, że DMSO się dobrze wchłania przez skórę, nie było wydalane przez nerki. Jeżeli to DMSO zdołało się pod wpływem podania tlenu zamienić w metylosulfonylometan, to później poprzez użycie prądu mogło we krwi zamienić się, mogło się jeszcze więcej tego tlenu przyłączyć i mógł powstać siarczan dimetylu, który jest wysoce toksyczny. To wszystko pasuje i rzeczywiście te objawy, które tutaj stwierdzono, pasują do działania siarczanu dimetylu, bo on zarówno może działać na układ nerwowy w taki sposób, że wywołuje drgawki, może doprowadzić do zaburzeń oddechu, może prowadzić do podrażnienia skóry, podrażnienia dróg oddechowych i również po jakimś czasie, przy dłuższym działaniu, może prowadzić do takiej jałowej martwicy kości. Więc to, co jest tutaj mocnym argumentem w kwestii tej hipotezy, to jest to, że ona wyjaśnia wszystkie elementy, wszystkie czynniki, wszystkie te zdarzenia, które miały miejsce już na tym oddziale ratunkowym. Jej słabą stroną jest to, że nie mamy potwierdzonego takiego zdarzenia w innym miejscu.

Ola: Tutaj jeszcze jedno przemawia na korzyść tej hipotezy. Otóż siarczan dimetylu to gaz, który bardzo szybko ulega rozpadowi, hydrolizie. Dlatego właśnie, kiedy przyjechała ta ekipa, która miała wykryć jakieś szkodliwe substancje, potencjalnie szkodliwe substancje w powietrzu na SOR-ze, to niczego takiego podejrzanego nie wykryła.

Piotr: On również rozpada się szybko w organizmie. Jeszcze przez jakiś czas ta kobieta żyła. Poza tym sekcji oczywiście nie przeprowadzono natychmiast. W jej krwi po przeprowadzeniu chromatografii gazowej stwierdzono, poza licznymi innymi substancjami, które ona zażywała, jak chociażby paracetamol i tak dalej, istnienie takich substancji, które mogły być efektem rozpadu tego siarczanu dimetylu. Samego siarczanu dimetylu nie stwierdzono, ale to się chemicznie tłumaczy. On jest na tyle niestabilny w tym układzie, że mógł rzeczywiście rozpaść się do tych produktów, które tam we krwi znaleziono.

0:45:08 Ocena hipotezy i zakończenie historii

Ola: Tu można powiedzieć, że cały ten splot nieszczęśliwych wypadków doprowadził do czegoś absolutnie wyjątkowego. Mamy tutaj chorobę, czyli tego raka szyjki macicy, z którym pacjentka Gloria próbowała sobie poradzić, zażywając DMSO, czyli tę pseudomedyczną substancję, która w kontakcie z bardzo prawidłowymi procedurami medycznymi, prawidłowo przeprowadzonymi przez personel karetki i personel szpitalny, mogła wywołać, bo to hipoteza jest, efekt taki, który doprowadził właśnie do objawów zatrucia u 23 osób i sprawił, że trzeba było ewakuować cały oddział ratunkowy.

Piotr: Dlaczego to się kiedyś nie powtórzyło? Trudno powiedzieć. Mamy tu konkretne przesłanki. To nagromadzenie się w wyniku niewydolności nerek. Wiele czynników mogło spowodować, że właśnie tak się wydarzyło. Nie wiemy. Zapewne się już nie dowiemy, jak było naprawdę. Natomiast z tych wszystkich hipotez, o których wspomnieliśmy, ta hipoteza chemiczna najwięcej tłumaczy. Mimo swoich słabości nie ignoruje pewnych faktów, nie zrzuca odpowiedzialności, nie jest hipotezą, można powiedzieć, trochę polityczną, tak jak ta hipoteza o masowej histerii. To jest koniec tej opowieści. Jeżeli kogoś interesują szczegóły, my wrzucimy w opisie odcinka linki. Tam jest trochę bardziej szczegółowo w niektórych miejscach chemicznie to omówione. Przede wszystkim ta główna praca wiele mówi. Ale to oczywiście już jest dosyć zaawansowane. Natomiast tu staraliśmy się Wam przedstawić pokrótce te wydarzenia, które brzmią trochę jak z jakiegoś serialu medycznego, działającego na granicy prawdopodobieństwa.

0:47:09 Polecajki i słowo na dziś

Ola: Serial medyczny, który działa jak najbardziej w granicach prawdopodobieństwa. Serial już Wam kilkukrotnie polecaliśmy. Serial The Pit. O 15 godzinach dyżuru na SOR-ze w Pittsburghu, w Stanach Zjednoczonych. Świetnie zrobiony. To teraz uwaga, 8 stycznia, czyli w najbliższy piątek, wkracza nowy sezon, drugi sezon The Pit. I będzie można go sobie oglądać.

Piotr: To czwartek, nie piątek.

Ola: I raz na tydzień będą wpadały kolejne odcinki. Bardzo polecamy, bo wierzymy w to, że to będzie równie dobre jak sezon pierwszy.

Piotr: Polecamy też nasz poprzedni odcinek. On się słuchał trochę gorzej, jak to zwykle odcinki około świąteczne, ale to jest rozmowa ze specjalistą od ratownictwa medycznego. I tu jeszcze chcielibyśmy dla tych, którzy się trochę pogubili w tych chemicznych wątkach, polecić książkę Wojciecha Orlińskiego. Książkę zatytułowaną "Boom. Wszystko, co musisz wiedzieć o chemii, żeby przeżyć kolejny dzień". Wydawnictwo Znak Literanova, książka z [? niepewne: 1924] roku. To jest książka, która tak naprawdę w dość przyjazny sposób przypomina tę chemię, której uczyliśmy się gdzieś tam w okresie podstawówkowo-licealnym i powinniśmy pamiętać. Oczywiście wiadomo, jak to jest z pamiętaniem rzeczy, których się nie używa, więc ci, którzy się nie zajmują chemią, może na przykład chcą sobie troszeczkę odświeżyć w przyjaznej formie. Wojtek Orliński jest bardzo dobrym dziennikarzem i jest również nauczycielem chemii w liceum, więc pozdrawiamy, wie, co robi.

Ola: Ale zanim słowo, to my dziękujemy, że nas słuchacie, dziękujemy, że polecacie. A jeżeli możecie polecać częściej i bardziej, to oczywiście my zawsze chętnie to widzimy, słyszymy. Zapraszamy na nasz Patronite, na [? niepewne: BuyCoffee2]. No i tak, słowo na dziś to…

Piotr: Właśnie tak będzie, to jest histeria. No, to dzięki, cześć.

Źródła

* https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0379073897000765?via%3Dihub

* https://www.washingtonpost.com/archive/politics/1994/04/30/case-of-toxic-woman-closed-with-mystery-still-unsolved/470acaeb-74d2-42d7-82df-5b56fa2b5fc5/

* https://www.straightdope.com/21342164/what-s-the-story-on-the-toxic-lady

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Siarczan_dimetylu

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Dimetylosulfotlenek

* https://www.discovermagazine.com/analysis-of-a-toxic-death-14125

* https://skeptoid.com/episodes/291

Źródła