Podcast Crazy Nauka · odc. 146

Czy Ziemia „wybuchła”, żeby narodził się Księżyc?

23-12-2025 · 60 min · Tematyczny, Katastrofy, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

To musiała być niesamowita katastrofa. Nastąpiło coś o niewyobrażalnych rozmiarach, coś co doprowadziło do narodzin naszego Księżyca. Uderzenie? Eksplozja? Seria zderzeń? Opowiadamy o najnowszych hipotezach dotyczących tej prakatastrofy sprzed 4,5 miliarda lat.
A poza tym trochę się tłumaczymy, trochę opowiadamy, a wreszcie gorąco Wam życzymy wspaniałych Świąt!

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Która z katastrof sprawiła, że mamy Księżyc?

Piotr: I czy to możliwe, że Ziemia po prostu wybuchła?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Wciskamy ten odcinek przed samymi świętami, bo mamy nadzieję, że będziecie mogli go posłuchać w którymś momencie tak zwanej wolnej chwili.

Piotr: Przed świętami.

Ola: Pewnie przy lepieniu pierogów na przykład. Albo przy odkurzaniu, przy robieniu pierniczków. No i przy dodawaniu, uwaga, jedynie słusznego majonezu do sałatki.

Piotr: To jest ten moment, kiedy wybuchają wojny.

Ola: Ale nic tutaj nie powiem. Żadnej nazwy handlowej marki nie wymienię, bo życie nam miłe. Natomiast tutaj by wypadało przejść do życzeń świątecznych.

One jeszcze będą. Zresztą są również na rolce, którą nagraliśmy specjalnie dla Was z zajawką tego odcinka podcastu, więc zapraszamy na naszego YouTube'a i na Instagram, tam będziecie mogli tę rolkę obejrzeć.

Ale na początku będzie troszkę wyjaśnień. Wiemy, że niektórych to strasznie denerwuje, więc specjalnie dla tych osób mniej zadowolonych dodajemy do tego odcinka rozdziały, żeby można było sobie spokojnie przeskoczyć to nasze gadanie, jeśli Was ono po prostu nie interesuje.

Piotr: Tak, dziś będzie odcinek kosmiczny. Będzie kosmiczny, bo bardzo wytrwale o taki prosicie. I to bardzo różnymi kanałami, bo i w komentarzach, i całkiem bezpośrednio.

Tu pozdrawiam mamę i córkę, z którą ostatnio miałem przyjemność na ten temat rozmawiać. Odcinek będzie więc o tym, jaka to katastrofa spowodowała, że nasza Ziemia ma taki imponujący Księżyc. Jest nadzieja, że jeżeli słuchacie tego w Wigilię, to ten Księżyc nawet będzie widoczny, bo ma być dość przejrzyste, ładne niebo.

W każdym razie nie mamy raczej wątpliwości, że to była katastrofa, która ten Księżyc nam wygenerowała. Natomiast jak to dokładnie wyszło, o tym będziemy opowiadali, bo tych hipotez jest sporo.

Ola: Ale zanim o tym opowiemy, zanim rozwiniemy tę historię, czas na te zapowiadane wyjaśnienia. Jeżeli słuchacie nas w miarę regularnie, to z pewnością zauważyliście, że te ostatnie odcinki, które wypuściliśmy, były nieco inne od poprzednich. Przede wszystkim było tam sporo wywiadów, a to zdecydowanie dla nas nietypowe.

No i od razu zastrzegamy, że to nie jest stała zmiana, bo wymyślając ten nasz podcast, zdecydowaliśmy się na rozwiązanie, w którym to my opowiadamy Wam o różnych ciekawych naukowych sprawach, a gościa, jeżeli już, zapraszamy bardzo rzadko, od czasu do czasu. Tu akurat się nam skumulowało.

Piotr: No tak, nie ma co ukrywać, że ta wersja, w której to my gadamy, jest dla nas trudniejsza. To jest trudne rozwiązanie, wymaga sporo przygotowań. Oczywiście wywiady też wymagają przygotowań, i to całego mnóstwa, ale to są trochę innego rodzaju przygotowania. Tak się złożyło, że te ostatnie dwa miesiące były dla nas naprawdę niesamowicie intensywne i musieliśmy po prostu dokonać wyborów. Jednym z nich było przeniesienie nieco tego ciężaru na wywiady.

Ola: Ten nasz wybór wynikał również z tego, że realizowaliśmy kilka współprac. Oczywiście o współpracach jak zawsze jasno Was informujemy. Te współprace często wymagają właśnie formy wywiadu.

Współprace są dla nas ważne, bo ten podcast jest dla Was bezpłatny, co też jest pewnym wyborem, ponieważ istnieje sporo platform, które za dostęp do podcastu wymagają opłaty. My absolutnie nie planujemy takiego rozwiązania. Stąd istotne są dla nas takie działania, które pozwalają nam tworzyć podcast dostępny w otwartym, bezpłatnym dostępie. Dlatego podkreślamy, że niezwykle ważne są dla nas wszelkie wpłaty z Waszej strony, zarówno te stałe, które płyną na Patronite, jak i te jednorazowe na BuyCoffeeTu [? niepewne: BuyCoffeeTu], gdzie stawiacie nam kawy, a pieskom smaczki.

Piotr: W każdym razie wkrótce wracamy do trybu, w którym to my więcej gadamy. Musimy jednak od razu zapowiedzieć, że przygotowaliśmy na następny tydzień jeszcze jeden odcinek, który będzie rozmową. To rozmowa, którą już dawno zapowiadaliśmy, więc nie ma co robić tajemnic, zresztą wiele osób na nią czekało i pytało o nią między innymi w komentarzach.

Będzie to rozmowa na temat ratowania życia, na temat resuscytacji, tych wszystkich procedur, trudności i łatwości z tym związanych. Ale to będzie za tydzień. Rzadko kiedy zapowiadamy, co będzie za tydzień, ale tym razem możemy.

W każdym razie teraz już za chwileczkę przechodzimy do tych naszych katastroficzno-księżycowych rzeczy.

Ola: Tak, tak, już zapowiadamy.

Piotr: Mówiliśmy, że nagadamy się, więc tym razem będzie znacznik i można sobie przeskoczyć do następnego rozdziału. Jak ktoś tego słucha, to znaczy, że nie przeskoczył.

Ola: Okej, to jeszcze przypominamy tym spośród Was, którzy lubią nas słuchać, że można nas usłyszeć w dwóch podcastach, obu robionych we współpracy z Polskim Radiem. Pierwszy to Laboratorium Zbrodni, oczywiście nasz true crime z wyraźnym rysem naukowym. A drugi to Sekcja Teorii Spiskowych, gdzie rozprawiamy się z różnymi teoriami spiskowymi, również odnosząc się do faktów, tych ziaren prawdy, które mogą stać za tymiż teoriami. Tymiż?

Piotr: Tymiż teoriami. W każdym razie te teorie są też do pooglądania, bo to jest podcast wideo, więc na YouTube'a zapraszamy, zapraszamy. Tylko taka informacja, że w tej chwili jest świąteczno-noworoczna przerwa w publikacji odcinków robionych we współpracy z Polskim Radiem, więc jest to znakomita okazja, żeby nadrobić te stare, jeżeli ktoś jeszcze nie widział.

Ola: I ostatnia, dosłownie ostatnia rzecz. Zanim ruszymy, koniecznie musimy przypomnieć, i tu na pewno Was zaskoczymy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nieliczących się także.

0:07:08 Dawne hipotezy powstania Księżyca

Ola: Zacznijmy może od tego, jak ten nasz Księżyc mógł powstać, bo o Księżycu będzie ten dzisiejszy odcinek. Były różne hipotezy, które wyjaśniały sposób powstania naszego najbliższego ciała niebieskiego, naszego naturalnego satelity.

Piotr: Tak, odpuszczamy te mitologiczne, chociaż są bardzo wdzięczne i czasami ciekawe. Skupiamy się na naukowych, na tych bardziej współczesnych, czyli na nauce nowożytnej.

Ola: I tutaj warto na samym wstępie powiedzieć, że para Ziemia-Księżyc to naprawdę wyjątkowe rodzeństwo w naszym kawałku kosmosu. Jest wiele takich cech między nami a Księżycem, które, zwłaszcza w Układzie Słonecznym, ale być może również poza nim, są wysoce, nie powiem niepowtarzalne, bo Wszechświat jest ogromny i niczego nie można powiedzieć na pewno. Natomiast rzeczywiście jesteśmy wyjątkowo silnie ze sobą związani, a nasz satelita jest wyjątkowo duży względem wielkości naszej planety.

Co więcej, to, w jaki sposób jesteśmy wspólnie napędzeni, jak działamy, jak jesteśmy powiązani, też jest wyjątkowe. Ale do tego przejdziemy oczywiście stopniowo. Pierwsza hipoteza, o której można trochę opowiedzieć, to tak zwana hipoteza przechwycenia.

Otóż chodziło o to, że Księżyc miał się uformować zupełnie niezależnie od Ziemi w innym rejonie Układu Słonecznego, a następnie podróżować sobie przez ten Układ Słoneczny i zostać grawitacyjnie przechwycony przez Ziemię.

Piotr: Takie rozwiązania są znane, na przykład księżyce Marsa to są takie właśnie wychwycone, gdzieś złapane z kosmosu skały. Z tym że one wyglądają zgoła inaczej.

Przede wszystkim wyglądają jak kawał skały. Wiecie, leciała sobie skała i się załapała.

Ola: Skała załapała, jak to człowiek nie czuje, jak mu się rymuje.

Piotr: Więc to było dość oczywiste założenie.

Ola: No tak, i tutaj wchodzi cały na biało nasz Księżyc jako zupełnie wyjątkowy towarzysz, ponieważ jest zbyt duży, żeby Ziemia mogła go skutecznie wychwycić bez jakichś dodatkowych mechanizmów. Ta hipoteza ma jeszcze jeden słaby punkt. Ona nie tłumaczy czegoś, co się nazywa wyjątkowo dużym momentem pędu. Akurat taki funkcjonuje w układzie Ziemia-Księżyc, a samo przechwycenie Księżyca nie dostarczyłoby takiej energii, która pozwalałaby napędzać nasz wzajemny ruch. Ten zastrzyk energii musiałby pochodzić z innego źródła. I tutaj podpowiem, że być może impet jakiejś kolizji mógłby to wyjaśniać.

Piotr: Bo to nie jest takie łatwe. Jeżeli coś leci przez kosmos, to leci z dość dużą prędkością, więc żeby zostało przechwycone przez jakiś obiekt, musi się bardzo konkretnie ustawić. Masa musi być odpowiednia, trajektoria także. Tymczasem Ziemia i Księżyc są, może to dużo powiedziane, zbliżonej wielkości.

W każdym razie Księżyc jest proporcjonalnie bardzo duży jak na satelitę planety, więc trudno sobie wyobrazić taki układ, w którym dałoby się wychwycić coś lecącego tak dużego i wprowadzić to na orbitę, żeby ta orbita była stabilna. Raczej większa szansa byłaby taka, że ten Księżyc nieco zmodyfikowałby swój lot i poleciał gdzieś dalej. Ta wersja z przechwyceniem średnio się więc trzyma.

Ola: Jest kolejna hipoteza, hipoteza oderwania. Przedstawił ją już w XIX wieku George Darwin, czyli syn Karola Darwina.

Piotr: Tak, i to był pomysł, bez obrazy dla George'a, trochę na chłopski rozum, powiedziałbym. To była wizja, że na samym początku istnienia Ziemi, kiedy była taką rozżarzoną kulą i bardzo szybko rotowała, na skutek siły odśrodkowej miał się oderwać kawał tej Ziemi. Różne były wersje, ale najprawdopodobniej z obszaru dzisiejszego Pacyfiku. To nie ma trochę sensu, bo to jest spojrzenie na Ziemię sprzed epoki wędrówek płyt tektonicznych i tego, że mieliśmy Pangeę i różne inne rzeczy. Ale gdybyśmy sobie wyobrazili, że Ziemia pozostaje niezmienna od swoich narodzin, jeśli chodzi o układ kontynentów, to rzeczywiście Pacyfik jest takim miejscem, gdzie, bez obrazy dla wszystkich rzeczy, które tam są, nic nie ma, to znaczy jest to taka dziura.

Jak się zresztą dobrze ustawi globus, to można go tak ustawić, że praktycznie nie widać ani Australii, ani Azji, ani Ameryki, tylko niemal całe pole widzenia wypełnia nam Pacyfik. Stąd ten pomysł. Natomiast to znowu jest bardzo mało prawdopodobne, i ze względu na tę szybką rotację, która byłaby za szybka, i na to, że w takiej sytuacji najprawdopodobniej układ Ziemia-Księżyc nie ustabilizowałby się do obecnego stanu. Nie ma też oczywiście żadnych geologicznych dowodów na to, że stamtąd coś się oderwało. Jest to więc raczej znowu trochę na chłopski rozum, ale taki XIX-wieczny chłopski rozum, dość zrozumiały, uzasadniony.

Ola: I kolejna hipoteza, już trzecia, mówi o tym, że nasz Księżyc mógł się uformować właściwie w pobliżu Ziemi, z tej samej mgławicy, czyli z tego samego dysku protoplanetarnego. W podobny, analogiczny sposób powstają na przykład układy podwójne gdzieś w kosmosie. Ale tej hipotezie przeczy skład chemiczny Księżyca, bo to, z czego jest zbudowany Księżyc, nie jest skutkiem formowania się z zimnego dysku, w którym istniały lotne związki, jak woda, węgiel czy siarka, a właściwie związki wody i pierwiastki: węgiel i siarka. Chodzi o to, że nie ma tych substancji na Księżycu w ilościach typowych dla sytuacji, kiedy coś takiego formuje się na zimno.

Ewidentnie Księżyc powstał w warunkach wyższych temperatur, w których one zdążyły odparować.

0:14:56 Wielkie zderzenie i kryzys izotopowy

Piotr: No i tu wreszcie pojawia się ten zarys katastroficzny. Okej, wirujący Księżyc, Ziemia i odrywające się kawałki też wyglądają dość katastroficznie, ale mamy wreszcie hipotezę wielkiego zderzenia.

Ola: I ona powstała w bardzo znamiennym roku, w 1975. To jest rok wielki dla historii ludzkości. Okej, dobra, to już nie będę robić odwołań. Tak, to mój rok urodzenia. Jestem z ubiegłego tysiąclecia.

Piotr: Jednocześnie stulecia i w ogóle wszystkiego. Tak, w każdym razie, skoro już możemy wrócić do innych katastrof, które się wydarzyły w 1975 roku, to pojawiła się wtedy właśnie ta koncepcja. Przepraszam, muszę wziąć psa na ręce, bo pies dostaje [? niepewne: chyzia]. Jakbyście zapomnieli, to mamy psy, i te psy się nudzą, a w ogóle za pół godziny powinny dostać jeść, żeby przestać lizać mikrofon. Dziękuję.

W każdym razie, wracając do tematu: założono, że w Ziemię musiało uderzyć coś dużego, to znaczy planeta, protoziemia, obiekt wielkości mniej więcej Marsa, czyli przeogromny, naprawdę przeogromny, i że to nastąpiło około 4,5 miliarda lat temu, czyli na samym początku życia Ziemi. Jest tam bardzo dużo elementów, które pasują. To rzeczywiście wyjaśniało większość rzeczy, bo mamy tutaj zarówno kwestię odparowania tych substancji, o których Ola mówiła, jak i dość dobre dopasowanie do całej dynamiki planetarnej, fizyki tego ruchu. Wszystko dobrze pasowało. Nawet nazwano ten obiekt, który miał uderzyć w Ziemię, roboczo, chyba niemieccy naukowcy, Teą. Tea, dodajmy, to była matka bogini Księżyca, Seleny.

Tak, dokładnie, więc stąd, wiecie, takie wszystkie układy i układziki.

Ola: I to by też wyjaśniało między innymi to, że na młodym Księżycu, który dopiero się formował, istniały oceany magmy, co zresztą wiemy dziś, bo możemy je obserwować, bo to widać z Ziemi.

Piotr: No tak, można nawet popatrzeć stąd.

Ola: No i to, że Księżyc ma relatywnie małe jądro. Dobrze, za chwilę przejdziemy do szczegółów, natomiast tu pojawia się kluczowy problem i o tym problemie będziemy mówili teraz w dalszym ciągu naszego podcastu. Został on górnolotnie nazwany kryzysem izotopowym, jak to w nauce naukowcy lubią nadawać różne ciekawe nazwy. Chodzi mianowicie o to, że w standardowej hipotezie wielkiego zderzenia istnieje problem, który wydaje się zaprzeczać temu, że do tego zderzenia doszło.

Mianowicie, gdyby z odległego kosmosu, z zewnętrznych obszarów Układu Słonecznego, właściwie to Układ Słoneczny to nie jest jeszcze odległy kosmos.

Piotr: No w każdym razie, gdyby spoza orbity Ziemi, tak to ujmijmy.

Ola: Coś nadleciało i uderzyło w tę naszą Ziemię i rozpizgało, czy to jest brzydkie słowo?

Piotr: Bardzo brzydkie. Wszystkich, którzy poczuli się urażeni, przepraszamy. Sorry, no sorry. Nie no, dobra, idź dalej.

Ola: Rozprzestrzeniło materię z Ziemi i następnie z tej materii uformował się Księżyc i uformowała się również na nowo właściwie Ziemia. To by oznaczało, że w tym, co się uformowało, powinny istnieć elementy tego, co nadleciało.

Piotr: Tak, dlatego że żeby to wszystko trzymało się fizycznej kupy, rozważano taką wersję, w której Tea uderza w Ziemię trochę bokiem. To nie jest centralne, czołowe zderzenie, tylko raczej takie, w którym Tea zaczepia o Ziemię i troszeczkę ją obraca. To też jest bardzo ciekawy wątek, bo to w ogóle element tej całej hipotezy i ona też dlatego pasowała. Jak wiecie dobrze, Ziemia jest lekko kopnięta, to znaczy oś obrotu Ziemi jest lekko przechylona względem płaszczyzny Układu Słonecznego i temu zawdzięczamy chociażby istnienie pór roku i tak dalej. Do tego układu fizycznie pasuje sytuacja, kiedy Tea nadlatuje i z jednej strony bardziej Ziemię zaczepia, a w efekcie Księżyc miałby być w znacznym stopniu uformowany z materii tej dodatkowej planety, z Tei, tak jest.

Ola: I tutaj naukowcy, może nieprecyzyjnie, ale w przybliżeniu określają, ile tego materiału, z którego jest zbudowany Księżyc, miałoby pochodzić z tej innej planety, z domniemanej Tei. Mianowicie od 60 do 80 procent pierwotnego dysku okołoksiężycowego to byłaby właśnie materia pochodząca z Tei. I to powinno być wykrywalne na Księżycu, w formie składu izotopowego skał, tych pierwiastków, z których jest zbudowany Księżyc. Powinno być odmienne od składu izotopowego, jaki mają pierwiastki obecne na Ziemi.

Tymczasem badania skał przywiezionych z Księżyca i tych skał, które mamy tutaj na miejscu na Ziemi, jednoznacznie wskazują, że skład izotopowy obydwu tych ciał niebieskich jest identyczny. Po prostu Księżyc i Ziemia mają identyczny skład izotopowy tych kluczowych pierwiastków.

Piotr: Tam jest kilka takich rzeczy: tlen, krzem, wapń, tytan, wolfram. Wolfram na przykład wskazuje na czas i miejsce formowania się tych obiektów, więc tu można by już wejść w szczegóły. Zresztą, co ciekawe, kluczowe, absolutnie fundamentalne dla tych badań są materiały przywiezione z Księżyca przez misję Apollo, bo to jest jedyna taka istotna, duża, niezanieczyszczona porcja materiału księżycowego, który możemy badać.

Jest to zresztą jeden z powodów, dla których kolejne misje próbują w jakiś sposób dostarczyć na Ziemię trochę księżycowego gruzu. Natomiast nie jest to łatwe. Mamy, ja już nie pamiętam, ile [? niepewne: sprawdza], ale kilkaset kilogramów tych księżycowych skał przywiezionych przez misję Apollo.

Słabą stroną tego jest to, że one są pobrane z konkretnych, niewielkich miejsc. Przydałyby nam się próbki z różnych obszarów Księżyca, również z jego niewidocznej strony i tak dalej. Która nie jest ciemną stroną. W każdym razie opieramy się teraz na tym i dodajmy, że te próbki są stale badane. To nie jest tak, że zbadali je w 1969 czy nawet w 1975 roku, tylko rzeczywiście są tam kolejne badania, kolejne odkrycia. Ten materiał cały czas jest w rękach naukowców.

Ola: Tu warto dodać, że to podobieństwo składu izotopowego Ziemi i Księżyca jest absolutnie unikalne w Układzie Słonecznym. To jest znowu coś, co nas wyróżnia spośród innych zestawów planet i ich satelitów. I warto tutaj powiedzieć, że ten kryzys izotopowy sprawił, że trudno jest opierać się na którymś z tych scenariuszy, o których Wam powiedzieliśmy przed chwilą, bo do każdej z tych hipotez są jakieś zastrzeżenia.

0:23:54 Ratowanie hipotezy zderzenia i hipoteza wielu uderzeń

Piotr: Oczywiście ten kryzys izotopowy dotknął przede wszystkim hipotezy wielkiego zderzenia i jest to bardzo poważny problem, na tyle poważny, że trzeba jakoś ratować tę hipotezę. Z drugiej strony nikt jej nie chce odrzucać, bo ona wciąż najwięcej tłumaczy, więc było sporo prób uratowania jej na różne sposoby. Próbowano coś do niej dorobić, żeby to wszystko jakoś trzymało się kupy.

Na przykład jest taka wersja, w której analizuje się zderzenie czołowe, to znaczy nie takie zaczepienie o Ziemię, tylko porządne przywalenie. To by miało spowodować potężne wymieszanie materiału Tei oraz Ziemi i dzięki temu ujednolicenie składu izotopowego, więc wtedy wszystko mogłoby się wytłumaczyć w ten sposób. Problem polega na tym, że żeby to się udało, trzeba bardzo precyzyjnie ustalić warunki, to znaczy i kąt uderzenia, i prędkość. Bardzo wiele rzeczy musiałoby się udać, bardzo wiele zbiegów okoliczności, żeby w wyniku tego dało się rzeczywiście uzyskać Księżyc, a nie jakąś kupę gruzu, żeby wszystko się nie rozpadło i tak dalej.

Jest to więc taka podhipoteza, to czołowe zderzenie, które jakoś ratuje tę główną hipotezę, ale jest wydziwiona, co tu dużo mówić. Jest tam jeszcze więcej różnych pomysłów, na przykład że w momencie zderzenia Ziemia i Tea zamieniły się w taką kosmiczną galaretę, która przez jakiś czas wirowała, można powiedzieć, wręcz, i dopiero z niej stopniowo wyłaniał się Księżyc, a od nowa ulepiła się Ziemia. Znowu to nie bardzo tłumaczy dzisiejszą dynamikę tego układu.

Ola: I tu warto wspomnieć jeszcze o jednych badaniach, o jednej hipotezie, która wynikła z badań w 2022 roku i która mówi o tym, że nasz Księżyc mógł się uformować niezwykle szybko, otóż w ciągu kilku godzin. Sobie wyobrażamy, że różne przemiany, jak powstawanie planet i tak dalej, przebiegają przez miliony lat, co najmniej miliony albo dziesiątki milionów. Natomiast tu kilka godzin, zamiast tego klasycznego, wieloetapowego wzrostu, mamy sytuację, że to robi się ciach i już jest.

Piotr: 24 godziny, znalazłem to kiedyś, gdzieś o tym opowiadaliśmy. Po prostu rach, ciach i już mamy Księżyc na orbicie.

Ola: Taka wizja dosyć kosmiczna, ale ciekawa, warta wspomnienia. I to jest efekt symulacji, których dokonano, wprowadzając różne parametry tego, w jaki sposób Ziemia i Księżyc mogły na siebie oddziaływać w tym momencie kosmicznej katastrofy.

Piotr: Tak, tu też warto powiedzieć, że nauka księżycowa bardzo się rozwinęła wraz z rozwojem bardzo mocnych komputerów, bo większość tego, o czym dzisiaj też będziemy jeszcze mówili, wynika nie z takich domysłów jak te darwinowskie, z cyklu a może tak, a może siak, tylko jest efektem złożonych symulacji komputerowych, które obejmują dynamikę płynów, bo to podobne elementy w momencie zderzenia, i obliczanie trajektorii bardzo wielu cząstek jednocześnie. Takie coś wymagało jeszcze kiedyś superkomputerów, teraz po prostu mocnych komputerów. Te hipotezy są więc oparte na dość konkretnych modelach i na możliwościach, które mogły zaistnieć.

Ola: To teraz, jak już streściliśmy Wam te najważniejsze hipotezy, które do tej pory obowiązywały bądź się pojawiały, a naukowcy mieli co do nich wątpliwości, chcemy Wam pokazać te trzy kolejne, zupełnie nowe hipotezy, które mogą wyjaśniać różne zagadki powstania Księżyca w kontakcie z Ziemią.

Piotr: I one wszystkie pochodzą z ostatnich dwóch mniej więcej miesięcy.

Ola: Tak, to jest absolutnie nowa sztuka, dlatego właśnie zdecydowaliśmy się dzisiaj Wam o tym opowiedzieć. Zacznijmy od hipotezy wielokrotnych uderzeń, bo ona akurat mogłaby wytłumaczyć, dlaczego skład izotopowy skał księżycowych i ziemskich jest taki sam.

Piotr: Tak, bo to jest pomysł mówiący o tym, że nie było jednego centralnego uderzenia Tei, tylko mieliśmy serię, zaraz powiem, iluś tam kolejnych uderzeń. Te uderzenia mogły być rozdzielone kilkoma milionami lat, może mniej. Chodzi o to, że taka hipoteza znowu tłumaczy to mieszanie się materii.

Ola: To jest takie jak tłuczenie cepem.

Piotr: Trochę jak tłuczenie cepem, tylko rzadko uderzasz. I o co tutaj chodzi? To jest w ogóle pomysł, który nie jest całkiem nowy, bo już jakiś czas temu taką koncepcję analizowano. Wtedy ją, może za dużo powiedziane, odrzucono, ale uznano za mało prawdopodobną, głównie ze względu na to, że według tamtych symulacji takich uderzeń musiałoby być około 20. Miałoby to działać tak, że kolejne uderzenia kolejnych obiektów, nie tak dużych jak tamten, a mniejszych, zaczęłyby tworzyć dyski złożone ze szczątków będących efektami tego uderzenia i dzięki temu miałaby się tam okazja wymieszać ta materia. Szacowano jednak, że żeby to zadziałało, tych uderzeń musi być z 20, co jest po prostu zwyczajnie mało prawdopodobne. Oczywiście trzeba pamiętać, że Układ Słoneczny wkrótce po, już nie tak wkrótce, bo Słońce już sobie istniało, ale w tym czasie, kiedy formowały się planety, to był teren wybitnie nieprzyjazny. Tam i z powrotem latały najrozmaitsze rzeczy, uderzały w siebie. Ten Układ Słoneczny, który mamy teraz, gdzie od czasu do czasu przeleci nam jakaś kometa albo coś innego, to jest efekt miliardów lat pracy przede wszystkim Słońca i Jowisza, bo to są te dwa największe grawitacyjne obiekty w naszym układzie.

Ola: Bo jeden i drugi przyciąga, a Jowisz jest na tyle ciężki, że jest w stanie ustabilizować część tego gruzu z planetoid, który leci w stronę Słońca albo krąży wokół Słońca. Stąd mamy ten pas planetoid pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza.

Piotr: Miejsce, w którym teoretycznie powinna być planeta. Gdyby Jowisz nie był takim wielkim zaborczym draniem, to by się tam uformowała jeszcze jedna planeta, natomiast jego grawitacja powoduje, że jest tam takie wielkie gruzowisko.

Ola: Jowisz, zaborczy dran.

Piotr: Tak, to on właśnie. Jak ktoś spojrzy w tę mitologię grecką, Zeus, Jowisz, to by się zgadzało. To by się wszystko zgadzało.

No i rzeczywiście w tym czasie formowania się planet bez przerwy coś latało, coś uderzało, więc w sumie okej, 20 uderzeń nie jest nieprawdopodobne. Natomiast to musiałoby być 20 dość precyzyjnych uderzeń i to się nie bardzo zdarzało. Te najnowsze symulacje pokazują, że wystarczyłyby 3-4 takie dobre uderzenia, które oczywiście również musiałyby mieć dość określony kierunek, dynamikę i tak dalej, ale nie jest to 20 uderzeń, więc prawdopodobieństwo tego rośnie.

I oczywiście to tłumaczy kryzys izotopowy, bo kolejne uderzenia miałyby powodować powstawanie chmury szczątków, a w tej chmurze szczątków z kolei już wcześniej tworzyłby się taki księżycoid, taki obiekt, który stopniowo zlepiałby się z tych szczątków, a kolejne uderzenia by go tylko wzbogacały. To nie dość, że ogarnia temat kryzysu izotopowego, to też dość dobrze pasuje do tej dynamiki, tego momentu pędu i tak dalej. To oczywiście znowu wymaga dość ściśle określonych warunków, bo ten księżycoid, a może nawet było ich kilka, musiałyby być w odpowiednim ułożeniu, żeby nie rozpaść się przy kolejnym uderzeniu.

Te przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami nie mogłyby być zbyt długie, bo wtedy ten dysk by się rozproszył, ani zbyt krótkie, bo wtedy wszystko by się zdestabilizowało. Pytanie więc, czy rzeczywiście ta wersja jest lepsza od pojedynczego, czołowego uderzenia. W tej chwili uznaje się ją za istotną z punktu widzenia całej analizy hipotezę, dlatego że znowu ratuje nam kryzys izotopowy i jednocześnie uprawdopodabnia… Jezu, jakie trudne słowa mi się udały. Zażegnuje kryzys. I uprawdopodabnia całą tę sytuację, powodując, że nie jest tak, że jest jeden po prostu na triliardy miliardów układ, w którym to mogło zadziałać.

Nie, jest więcej możliwości i całkiem to wydaje mi się sensowne.

0:34:32 Tea z wewnętrznego Układu Słonecznego

Ola: A kolejna hipoteza, też z tych najnowszych, ukazała się jako praca w piśmie „Science” 20 listopada tego roku. Prowadził te badania Timo Hoppa [? niepewne: Timo Hoppa], kierownik zespołu, który doszedł do wniosku, że tajemnicą, która może stać za tym kryzysem izotopowym i może go rozwiązać, jest pochodzenie samej Tei. A mianowicie, że ona nie przyleciała do nas z zewnętrznego Układu Słonecznego, tylko pochodzi z obszarów wewnętrznych, czyli pomiędzy orbitą Ziemi a Słońcem.

To jest bardzo istotna różnica, bo to by naprawdę bardzo wiele wyjaśniało. Prześledźmy po kolei to, co naukowcy odkryli i wysnuli na podstawie różnych symulacji i bardzo skomplikowanych obliczeń matematycznych. Skupili się na izotopach żelaza i to nieprzypadkowo. Na długo jeszcze przed uderzeniem Tei nasza Ziemia uformowała płynne jądro i to jest ważne, bo w tym jądrze zgromadziły się pierwiastki takie jak żelazo czy molibden. Chodzi o takie pierwiastki, które, jak by to powiedzieć, lubią się rozpuszczać w metalicznym żelazie, z żelazem na czele.

Kto by nie lubił.

Piotr: Zaraz mam wizję tego Terminatora, pamiętasz, trochę spoiler, ale zakładam, że już wszyscy chcielibyśmy to obejrzeć.

Ola: A jeśli nie, to zachęcamy. Niewiele Wam to powie, natomiast zwłaszcza drugi Terminator to jest mój ulubiony. W każdym razie większość żelaza uciekła do metalicznego jądra Ziemi, a przy powierzchni było go dużo mniej albo wcale.

I to doprowadziło do tego, że te pierwiastki, które skupiły się w jądrze, stały się rzadkością w płaszczu Ziemi, a wszelkie żelazo znalezione w płaszczu naszej planety prawdopodobnie dotarło tam później, już po uformowaniu się jądra Ziemi, albo dotarło z dodatkowego zewnętrznego źródła. Takim źródłem mogła być właśnie Tea. Żeby sprawdzić, co tam się wydarzyło, przebadano próbki pochodzące zarówno z Księżyca, te przywiezione przez misję Apollo, o których Piotrek mówił, jak i wiele różnych próbek ziemskich. Przetestowano również meteoryty, które były odnajdowane na powierzchni Ziemi. Sprawdzano, jakie mają izotopy żelaza, chromu, molibdenu i cyrkonu.

I tu chyba niewielkim zaskoczeniem dla Was będzie to, że te sygnatury izotopowe żelaza, zarówno pochodzącego z Ziemi, jak i z Księżyca, okazały się w praktyce nieodróżnialne. Cóż to oznacza? Oznacza to tyle, że to, co doprowadziło do powstania Księżyca, nie mogło przylecieć z odległych obszarów Układu Słonecznego, dlatego że we wczesnym Układzie Słonecznym, w tym dysku protoplanetarnym, te izotopy nie były równomiernie rozłożone.

One po prostu różniły się w zależności od tego, czy były bliżej Słońca, czy dalej. A ewidentnie te izotopy, które są i na Księżycu, i na Ziemi, pochodzą z tego samego obszaru. Innymi słowy, z okolic orbity Ziemi.

I co to oznacza? Oznacza to tyle, że orbity Ziemi i Tei musiały się w jakiś sposób krzyżować, nakładać na siebie.

Piotr: Wręcz to mogła być nawet ta sama orbita, jest taka hipoteza. Jedna z tych hipotez mówi o tym, że one powstały na jednej orbicie, to znaczy i Ziemia, i Tea, i że Tea względem Ziemi znajdowała się w jednym z tak zwanych punktów libracyjnych.

To są takie punkty w przestrzeni, gdzie, jak są dwa ciała połączone grawitacyjnie, ciało o małej masie może pozostawać w stanie spoczynku względem tych ciał układu. To długa historia. Generalnie chyba mówiliśmy o tym przy teleskopie Jamesa Webba, bo on krąży wokół jednego z takich punktów.

W każdym razie, zgodnie z tą hipotezą, Tea znajdowała się w takim punkcie względem Ziemi, ale ponieważ nie była zbyt małym obiektem i bardzo stabilnym, jej orbita miała się rozchwiać i wpaść w taką, nie wiem, jak to powiedzieć, wibrację, i coraz bardziej od tego punktu się oddalać. Kiedyś w końcu tak się oddaliła, że aż przygrzmociła w Ziemię, co by wskazywało, że one mogą być po prostu z jednej orbity.

Co by też oczywiście tłumaczyło te kwestie pierwiastkowe.

Ola: To prawda. Dodatkowo skład Tei, ten skład izotopowy, kompletnie nie pasuje do tego, co znaleziono w meteorytach węglowych, które pochodziły z zewnętrznego Układu Słonecznego, w tych meteorytach znajdowanych na Ziemi. To też jest dodatkowy argument za tym, że Tea pochodzi raczej z wewnętrznego Układu Słonecznego, a nie z zewnętrznego.

I tu warto wspomnieć, że jest jeszcze jeden bardzo ważny element. Przez długi czas sądzono, że Tea mogła pochodzić z obszarów za tak zwaną linią śniegu, czyli za taką odległością od gwiazdy, poza którą dysk protoplanetarny staje się zimny, poza płynną wodą już. Dopuszcza to istnienie lotnych związków, lotnych substancji. Miało to też tłumaczyć, skąd pochodziła woda, która dotarła do Ziemi.

Tymczasem, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Tea nie uformowała się tam, gdzie jest zimno, tylko raczej tam, gdzie jest ciepło, co naukowcy w tej nowej hipotezie twierdzą, że stało się nawet bliżej Słońca, niżej niż orbita ziemska, to może to świadczyć o tym, że z Tei uleciały te lotne substancje, odparowały i z tego powodu również nie są obecne na Księżycu, który, jak już wiemy, został w większości uformowany z tego, co z Tei pozostało w okolicach Ziemi. W związku z czym to bardzo ładnie tłumaczy i spina te różne wątpliwości. Można więc powiedzieć, że i Tea, i Ziemia powstały w tej samej strefie karmienia, czyli w tym samym obszarze, z którego pobierały materię.

To oczywiście tłumaczy i w jakiś sposób zażegnuje kryzys izotopowy. Tłumaczy też, że nie musiało nastąpić żadne ekstremalne mieszanie się materiału po zderzeniu jednego obiektu kosmicznego z drugim.

Piotr: Bo od razu materiał był taki sam.

Ola: Od razu były wymieszane. I nie trzeba do tego robić jakichś karkołomnych założeń dynamicznych, żeby wymusić tę zgodność izotopową, ile tam kątów, uderzeń i tak dalej. Wszystko się tutaj pięknie tłumaczy.

No i pięknie tłumaczy ta hipoteza to, że Księżyc jest suchy. To znaczy, że odparowały z niego te wszystkie substancje lotne, bo po prostu od początku ich nie miał, a dodatkowo został osuszony przez moment rozrzucenia materii po impakcie. Co spowodowało, że wygląda tak, jak wygląda.

0:44:16 Hipoteza wybuchu Ziemi i podziemne kluchy

Piotr: W ogóle wszystkie te badania, o których mówimy, oczywiście linki do nich znajdziecie w opisie odcinka. Jest jeszcze trzecie badanie z tych nowych, które pokazały się w ostatnich miesiącach, trzecia hipoteza, i to jest najbardziej dziwaczna i chyba, trochę spoileruję, najmniej prawdopodobna. Co nie zmienia faktu, że jest bardzo interesująca. To jest z kolei koncepcja, w której w ogóle nic się z niczym nie zderzyło.

Ola: To sprytne.

Piotr: Prawda? W jakimś stopniu można powiedzieć, że ona trochę nawiązuje do tej darwinowskiej koncepcji, syna Darwina. Boże, przypomniał mi się Gumball. Czy ktoś ogląda Gumballa? Kiedyś pytaliśmy, bo w Gumballu jest Darwin. To jest kreskówka, którą uważam za jedną z najwybitniejszych w dziejach ludzkości kreskówek, i wiem, że niektórzy uważają tak samo.

Ola: Obok Miley Lysalpony [? niepewne: Miley Lysalpony]?

Piotr: Nie, nie, to jest inna klasa, zupełnie. Ale tak, dobrze, w każdym razie wracając do tematu: to jest hipoteza, która w jakimś stopniu nawiązuje do tej darwinowskiej, bo tu też coś się odrywa od Ziemi, tylko nie w wyniku wirowania, tylko, uwaga, w wyniku wybuchu, jakiejś eksplozji, która miała miejsce. Można powiedzieć, że Ziemię rozpukło. To jest oczywiście w oczywisty sposób nawiązanie do kryzysu izotopowego, bo jeżeli wybuchło, to znaczy, że Księżyc jest po prostu częścią Ziemi, całość jego materii pochodzi z Ziemi, więc nic dziwnego, że jest taka sama albo bardzo zbliżona.

Tyle tylko, że co by mogło wybuchnąć, i to jest najsłabszy punkt tej całej koncepcji. Ona opiera się na tym, że we wczesnym okresie istnienia Ziemi nie było całej tej tektoniki, którą mamy teraz. W tej chwili mamy chłodne kawały skały, płyty tektoniczne, które pływają sobie po, przepraszam wszystkich geologów i specjalistów planetarnych za to uproszczenie, czy też wulgaryzację tematu, ale niech będzie, po całkiem ciepłym wnętrzu, tam się zapadają, jedna pod drugą, zderzają, tu się Himalaje wypiętrzą, tu coś, wiecie, takie codzienne sytuacje.

Kiedyś tego nie było, to znaczy Ziemia nie była podzielona na te płyty tektoniczne i przez to, zdaniem tych naukowców, którzy tę hipotezę wysnuli, nie było skutecznego systemu chłodzenia, bo w tej chwili coś może się schłodzić, zapaść w głąb, to jest…

Ola: I też, jeżeli to była skorupa taka trwała, to generowała ogromne naprężenia.

Piotr: Naprężenia, dokładnie, i też nie było żadnego sposobu na ucieczkę tego ciepła. Jest tu kilka szczegółów tej hipotezy, mówi się o czymś takim jak georeaktor, to znaczy o tym, że w takich warunkach mogły zachodzić spontaniczne procesy rozpadu pierwiastków radioaktywnych, takie samopodtrzymujące się procesy, które mogły prowadzić do generowania dużych ilości ciepła. Oczywiście Ziemi daleko do takiej masy, która byłaby w stanie utrzymać tego typu działania na dłużej, bo przypominam, że reaktorem działającym w oparciu nie o rozpad, tylko o fuzję jądrową jest Słońce.

Jowiszowi trochę brakuje masy, już teraz nie pamiętam ile, chyba musiałby być półtora raza cięższy, ale to z głowy mówię, nie pamiętam, żeby ciśnienie panujące we wnętrzu było wystarczające, żeby zainicjować coś takiego. Natomiast tu, jeżeli nie mówimy o fuzji, tylko o rozpadach, to są takie naturalne reaktory. One mogą istnieć, w niektórych miejscach Ziemi prawdopodobnie istniały, natomiast tu mówimy o czymś dużym. Rozważa się taki georeaktor, który byłby w stanie napędzić na tyle dużo energii, żeby w pewnym momencie ta skumulowana energia spowodowała właśnie wybuch.

Trochę nie wiadomo, jaki ten wybuch miałby być. Autorzy tej hipotezy dodają jeszcze jeden wątek, w który nie chcę wchodzić, bo zwyczajnie go nie rozumiem, polegający na jakiejś koncentracji energii. W każdym razie hipoteza balansuje na granicy fizyki. Nie to, że jest już kompletną bzdurą, ale też nie do końca. Naukowcy patrzą przychylnie na tę wizję. W każdym razie zainteresowanych tradycyjnie odsyłam do tego badania, które jest w opisie odcinka.

Co by miało wybuchnąć? Jedna opowieść jest o tym, że to byłaby eksplozja jądrowa, czyli w wyniku reakcji łańcuchowej wyzwoliłaby się taka energia, że rzeczywiście byłby to wybuch jądrowy. Ale mogą być też prostsze rozwiązania, bo mogłoby się zgromadzić jakieś bardzo duże ilości gazów, które pod tą niespękaną ziemską skorupą wywołałyby takie naprężenie, że aż wszystko by wybuchło. Do końca nie wiadomo, jak by to miało być.

Oczywiście znowu jest to wygodne rozwiązanie, bo załatwia kwestie izotopowe i tak dalej. Natomiast po pierwsze, jest to znowu mało prawdopodobne z punktu widzenia mechaniki orbitalnej, to znaczy trudno byłoby wyrzucić coś z taką prędkością, żeby udało się wejść na orbitę i utrzymać się na niej. Nawet jeżeli, jak postulują tutaj autorzy, ta eksplozja miałaby miejsce na równiku, czyli tam, gdzie prędkość obrotowa jest największa, to i tak najprawdopodobniej by to nie wystarczyło, bo trzeba by bardzo dobrze celować i jakoś bardzo to ustawić, żeby coś takiego nastąpiło.

Nie mamy też śladów po takiej eksplozji, chociaż tu mała gwiazdka, zaraz jeszcze będziemy się do niej odnosili. Nie mamy też analogii pochodzących z innych miejsc w kosmosie, znaczy oczywiście, jak Ola słusznie zauważyła, jeszcze nie cały kosmos poznaliśmy. Przynajmniej to jest stan na 23 grudnia 2025 roku, jak się coś zmieni do jutra, to damy znać, tak absolutnie. Póki co raczej brzmi to trochę jak dziwny pomysł. Natomiast teraz…

Ola: Piotrek powiedział o pozostałościach tego domniemanego wybuchu, tej eksplozji, która miała rozsadzić wczesną Ziemię od środka. Naukowcy wskazują takie dwie przeciwległe, głębokie struktury, które są położone w głębokim płaszczu Ziemi i są widoczne w odczytach sejsmologicznych. To są takie miejsca kumulacji energii, które mogły być kanałami wyrzutu materii z wnętrza. Jedna znajduje się pod Pacyfikiem, a druga pod Afryką. To są takie bulwy, takie dziwne kluski. Bardzo polecam zajrzeć, jest bardzo ładna, prosta animacja na Wikipedii, znowu damy link do tego. Po angielsku to się nazywa Large Low-Shear-Velocity Provinces.

Piotr: To jest nazwa wynikająca z tego, że one zostały odkryte w wyniku, można powiedzieć, tomografii Ziemi robionej przy pomocy fal sejsmicznych. Obserwujemy rozchodzenie się fal sejsmicznych i w tych obszarach fale rozchodzą się zupełnie inaczej. Przez dłuższy czas nie było wiadomo, czy rozchodzą się inaczej dlatego, że jest tam inna temperatura, czy inny skład chemiczny, ale wszystko wskazuje na to, że jest też inny skład chemiczny.

I to są takie kluchy, takie, kurczę, jakby komuś się ciasto rozciapciało głęboko pod ziemią. Są dwie główne hipotezy, ile tych hipotez dzisiaj? Już milion chyba, które wyjaśniają ich istnienie. Jedna jest mniej ekscytująca w kontekście tego, co dzisiaj mówimy, bo sugeruje, że to są po prostu wypływy materii z głębszych pokładów Ziemi.

Ola: No to tak, to, o czym wcześniej powiedziałam. A druga jest bardzo fajna.

Piotr: Poczekaj, zanim tę drugą powiesz, fajną. Ta pierwsza jest o tyle, może za dużo powiedziane, ale coś tu się nie zgadza, dlatego że takie wypływy raczej formują się w postaci dość wąskich, długich, wysokich kominów, a tu mamy raczej rozpapciane, położone kluchy.

Ola: A ta druga hipoteza może tę kluchowatość tłumaczyć. Chodzi o to, że to mogą być jakieś pozostałości płaszcza Tei, który utonął po prostu pod powierzchnią skorupy ziemskiej i stworzył takie dwa skupiska pod Afryką i pod Pacyfikiem. Być może by to mogło tłumaczyć obecność tego ciała z zewnątrz w naszym układzie, które tak naprawdę zostało wchłonięte w tej całej operacji, w tej całej katastrofie.

Piotr: Ale tutaj też wdzięczą się do tych struktur, do tych prowincji, jak się czasami mówi, autorzy tej hipotezy o wybuchu Ziemi, dlatego że ich zdaniem materia, która miałaby utworzyć Księżyc w wyniku wybuchu, miałaby wystrzelić z okolic Pacyfiku, a przeciwległa struktura, czyli ta afrykańska, mogłaby być jakimś odbiciem. Ta eksplozja była na tyle potężna, że po drugiej stronie Ziemi też coś się wykształciło. Oni z kolei twierdzą więc, że te podziemne kluchy są być może właśnie efektem ich eksplozji. Temat jak widać jest bardzo, bardzo, bardzo otwarty.

0:54:41 Przyszłe misje księżycowe i polecajki

Ola: Bardzo otwarty, bardzo szeroko dyskutowany. Mimo że można powiedzieć, że o różnych częściach Układu Słonecznego już dosyć dużo wiemy, o naszym najbliższym towarzyszu, o naszym satelicie, o Księżycu, wciąż wiemy naprawdę niewiele. Mimo że stopa człowieka tam stanęła i to niejednokrotnie, i to nie jedna stopa, ale nawet więcej. Co więcej, wydaje nam się, że ten Księżyc jest całkiem dobrze przebadany.

Tymczasem jeszcze bardzo wiele trzeba wyjaśnić i taką szansę mogą dać kolejne misje księżycowe, które być może zostaną zrealizowane. Na przykład program Artemis, którego zadaniem będzie dostarczenie próbek pochodzących z niezbadanych dotąd rejonów i z głębszych warstw Księżyca, co może zmienić wyniki tych analiz, o których chociażby ja mówiłam, dotyczących kryzysu izotopowego. Może się okazać na przykład, że odnajdą zupełnie inny skład izotopowy skał i hipoteza, którą tutaj przedstawiłam jako dla mnie najbardziej przekonującą, po prostu upadnie.

Piotr: Myślę, że bardzo wiele będzie się działo w momencie, kiedy wreszcie nastąpi eksploracja Księżyca pod kątem prowadzenia tam wykopalisk, że tak powiem, nie wykopalisk, ale tworzenia kopalni i grzebania w Księżycu w poszukiwaniu rozmaitych cennych składników, które się tam kryją. To siłą rzeczy wymusi nie tylko pobieranie próbek z różnych obszarów, ale też z różnych głębokości, więc to jest moment, w którym rzeczywiście może się dużo zdarzyć. Ja co prawda wcale nie jestem przekonany, czy tak bardzo czekam na ten moment, dlatego że wszystko wskazuje na to, że będzie to jakaś straszna jatka i bijatyka pomiędzy rozmaitymi korporacjami, bo to niewątpliwie będą przedsięwzięcia prywatne.

Tu znowu polecamy, jak po raz już nie wiem który, serial „For All Mankind”, który uwielbiamy. Tam też te wątki eksploracji Księżyca, właśnie takiej mineralnej, są dość mocne.

Ola: A jeżeli już jesteśmy przy polecajkach, to ja bym tutaj zasugerowała zwrócenie uwagi na coś, co ostatnio wrzucałam na naszego Facebooka i Instagrama i co może nas zbliżyć do tematu tych kosmicznych skał, które lądują na Ziemi, mianowicie meteorytów. Zbiera je niejaki Konrad Łęcki, który jest autorem wydanej własnym sumptem książki, tutaj już psy tupią.

Piotr: Wiecie, to jest godzina po 17, zaczyna się, zaraz skończymy.

Ola: W każdym razie książka nosi tytuł „W poszukiwaniu kosmicznych okruchów” i naprawdę w bardzo fajny sposób Konrad opisuje, jak znajduje meteoryty. Innymi słowy, jak się w ogóle znajduje meteoryty, jak się je lokalizuje, również te, które spadły dawno temu i mogą jeszcze ich pozostałości znajdować się gdzieś, może już nie na powierzchni, ale pod powierzchnią ziemi. Co się w ogóle robi, gdzie się chodzi po takich bezdrożach i jakich map się używa, żeby dotrzeć do czegoś takiego jak kawałek skały, powiedzmy o średnicy pięciu centymetrów albo mniejszy. I skąd my w ogóle wiemy, że to jest skała, która przyleciała do nas z kosmosu, a nie na przykład jakiś otoczak przez kogoś przeniesiony z rzeki i wyrzucony gdzieś w środku lasu.

To są bardzo ciekawe opowieści o polskich poszukiwaczach meteorytów, „W poszukiwaniu kosmicznych okruchów”. Konrad Łęcki, bardzo polecam.

0:58:48 Życzenia i słowo na dziś

Piotr: Słuchajcie, i to jest ten moment, w którym przyszedł czas na życzenia. Wiem, że teraz wszyscy się rozłączą, ale trudno. Przypominam, że jeszcze będzie słowo na dziś. I nasze psy Was pozdrawiają.

To był motyw, który słyszycie, to są psy tupiące w stół, ale jeszcze chwilę wytrzymamy. Słuchajcie, bardzo dziękujemy, że z nami jesteście. Po prostu cały rok mamy dzięki Wam napęd, chce nam się.

Przepraszam za to, że nie odpowiadamy na niektóre komentarze. Tak jak mówię, jesteśmy ostatnio tak zarobieni, że po prostu kompletnie odpadliśmy, więc obiecuję to nadrobić. Naprawdę i nadrobić, i na bieżąco utrzymywać już lepszą dynamikę odpowiadania. Bardzo za to wszystko przepraszamy. Nie wyrabiamy się z różnymi rzeczami, ale nie obić życzeń [? niepewne: nie obić życzenia].

Ola: Życzymy Wam, żebyście czerpali satysfakcję z tego, co słychać o nauce i w nauce. Żeby Was to kręciło nadal, żebyście byli zawsze ciekawi świata, bo to jest podstawa tego, żeby dobrze funkcjonować. Żebyście lubili się dziwić, żebyście potrafili w sobie odnaleźć spokój i w swoich najbliższych i mieli po prostu radosny czas, nie tylko w święta, ale przez cały rok, żebyście znaleźli albo kontynuowali to, co lubicie robić, i mieli na to czas.

I tego Wam gorąco, najgoręcej życzymy z całego serca.

Piotr: Teraz odpocznijcie i zostańcie ze słowem na dziś, którym są kluchy.

Ola: No właśnie.

Źródła

* https://www.science.org/doi/10.1126/science.ado0623

* https://academic.oup.com/mnras/article/545/2/staf2084/8342140?login=false

* https://phys.org/news/2025-12-moon-event-explosive-ejection-giant.html

* https://news.uchicago.edu/story/moon-may-have-formed-through-earths-collision-close-neighbor-study-finds

* https://en.wikipedia.org/wiki/Large_low-shear-velocity_provinces

* https://www.smithsonianmag.com/smart-news/a-planet-slammed-into-earth-4-billion-years-ago-forming-the-moon-the-projectile-may-have-been-our-neighbor-180987740/

* https://en.wikipedia.org/wiki/Giant-impact_hypothesis

Źródła