Podcast Crazy Nauka · odc. 114

Nauka na czasie: absurdalnie wysokie fale i rozmowy z psem

29-04-2025 · 46 min · Nauka na czasie, Zwierzęta i przyroda, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Czy psy faktycznie rozumieją to, co się do nich mówi, czy to raczej nadinterpretacja właścicieli? Oraz jak okazało się, że wybujała fantazja żeglarzy jest rzeczywistością.
Opowiadamy o ciekawych badaniach dotyczących interakcji między psami a ludźmi i dodajemy do tego niezwykłą historię pewnej jamniczki-uciekinierki. Oraz mówimy o falach wyjątkowych (i nie chodzi tylko o naszą suczkę, Falę), ich powstawaniu i zagrożeniu, jakie stanowią.

A dzisiejsza polecajka to "Blackout: najczarniejszy scenariusz z możliwych" Marca Elsberga.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

* Numer odcinka: 114

* Data publikacji: 2025-04-29

* Długość: 0:45:39

* Podcast: Crazy Nauka. Prowadzą: Ola Stanisławska i Piotr Stanisławski

0:00:00 Wstęp

Piotr: Kiedy morskie opowieści okazują się prawdą.

Ola: I jak rozmawiać trzeba z psem.

Piotr: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: I dziś jest właśnie ten odcinek, w którym opowiadamy o naukowych newsach. I będzie faktycznie newsowo. Dominującym wątkiem będzie to, co psy mogą nam powiedzieć oraz ile rozumieją z tego, co my im mówimy.

Ale tak jak już wspomnieliśmy na wstępie, będą też opowieści morskie.

Piotr: Tak, i teraz chcieliśmy się szybciutko podzielić naszą radością i dumą, czyli nasz nowy podcast, który robimy we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni. Wskoczył w ostatnich dniach na naprawdę bardzo zacne miejsca w rankingach, i w Spotify, i w Apple Podcasts, a to był przecież dopiero pierwszy odcinek. Tymczasem już jutro, czyli 30 kwietnia, kolejny odcinek, drugi.

Tam będzie opowieść, historia dziwnego zaginięcia i jeszcze dziwniejszego odnalezienia się pewnego chłopca. Będzie o błędach, będzie o emocjach, uprzedzeniach, o nadziei. No i oczywiście przede wszystkim będzie o nauce, która pozwoliła rozwiązać tę zagadkę, chociaż trzeba było troszkę poczekać na to rozwiązanie, bo trochę to ponad 90 lat.

Ola: Laboratorium Zbrodni. Ten i kolejne odcinki znajdziecie na stronie Polskiego Radia, w Spotify i wszędzie tam, gdzie kto z was lubi słuchać swoich podcastów.

Piotr: Chcieliśmy jeszcze tylko przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

0:01:44 Psy i ludzie: siła emocjonalnej więzi według badań węgierskich

Ola: I tych nieliczących się również. Tak jak zapowiadałam, będzie o psach. Otóż w piśmie Scientific Reports ukazało się badanie, które zostało przeprowadzone przez węgierskich naukowców.

I naukowcy ci postanowili zbadać, jak nasze relacje z czworonogami, a konkretnie z psami, wypadają w porównaniu z relacjami z bliskimi nam ludźmi, czyli z partnerami, z dziećmi i krewnymi. W badaniu wzięło udział ponad 700 właścicieli psów. Mieli różne zadania do wykonania i odpowiadali na rozmaite pytania.

Porównywali również relacje ze swoimi psami do tego, w jaki sposób ustosunkowują się do swoich bliskich, czyli do najbliższego krewnego, do swojego partnera, do najlepszego przyjaciela i do swojego dziecka. Dodajmy, że około 20 procent uczestników tego badania miało dzieci, a około 80 procent miało partnera. I co wyszło z tych badań?

To jest trochę zaskakujące, ale być może dla niektórych nie będzie to zaskakujące: okazało się, że właściciele psów częściej byli zadowoleni ze swojej relacji z psem niż z relacji z jakimkolwiek ludzkim partnerem, czy to partnerem romantycznym, czy to krewnym, czy to przyjacielem. Ale z jednym wyjątkiem, tym wyjątkiem są relacje z dziećmi.

I w badaniu również wyszło to, że jeśli chodzi o uzyskiwane wsparcie, to również to wsparcie płynęło w stronę właścicieli psów w dużo większym stopniu od czworonogów niż od ich bliskich, z wyjątkiem dzieci.

Piotr: Tu niektórzy mogliby się oburzyć, że to takie tam badanie z cyklu mamusiowania i tatusiowania pieskom. No nie, to jest bardzo solidne badanie. Oczywiście można toczyć długie dyskusje, czy to tak, że relacja z psami jest prostsza, bo wszystko jest prostsze, czy co.

Myślę, że wiele czynników można wziąć pod uwagę, ale w sumie liczy się też taki końcowy efekt i odczucie.

Ola: Otóż to. I tutaj badaczka, która uczestniczyła w tych badaniach, tak to skomentowała: że więź, którą nawiązujemy z psami, nie zastępuje relacji międzyludzkich, ale oferuje coś innego, taką unikalną kombinację cech uzupełniających to, co otrzymujemy od ludzi w naszej sieci społecznej. Czyli mamy poczucie i wsparcia, i takiej bardzo pozytywnej interakcji ze strony psa. Oczywiście wynika to w dużej mierze z tego, że ta relacja z psem nie jest bardzo symetryczna, to znaczy my sprawujemy nad psem kontrolę i to my wywieramy większy wpływ na czworonoga niż on na nas.

Chociaż on potrafi nam się odwzajemnić tymi wszystkimi pozytywnymi odczuciami, które do nas przesyła, i dzięki temu czujemy większe wsparcie ze strony czworonoga, pozytywne emocje. I generalnie psy, można powiedzieć już tutaj małonaukowym językiem, to jest taki trochę balsam na nasze serce, które nie zawsze dobrze reaguje na kontakty z bliskimi ludźmi.

Piotr: Ale ważna sprawa, o czym mówimy: to nie jest tak, jak niektórzy mogą uważać, że to się dzieje tylko w głowach ludzi, to znaczy, że my sobie dorabiamy pewną opowieść do tych psów, że te psy właściwie niczym się nie różnią od, nie wiem, chomików, kawałka drewna albo pluszowego szczurka. Bo, o czym za chwilę Ola będzie mówiła, okazuje się, że to naprawdę się dzieje. To znaczy, że rzeczywiście różnice w funkcjonowaniu psów względem człowieka są istotne, zauważalne i mają wpływ na tę relację.

Ola: Może słyszeliście, że właśnie się nasze psy uruchomiły, bo już mamy dwa psy.

Piotr: Było dosyć cicho, ale…

Ola: Jest Fala i Abi, które tutaj są dla siebie silnym wsparciem, ale też dla nas. I właśnie te silnie zaprogramowane więzi, zdolności społeczne, to jest coś, co psy mają wrodzone. Badania pokazują, że nawet ośmiotygodniowe szczenięta, które miały minimalny kontakt z człowiekiem, wykazują absolutnie zaskakujące zdolności komunikacyjne i społeczne w stosunku do ludzi.

I dlaczego tak się dzieje? To wytłumaczenie jest w sumie dosyć proste. Psy zostały starannie wyselekcjonowane przez naszych przodków. Ta selekcja nienaturalna, można powiedzieć, trwa już od blisko 20 tysięcy lat.

Piotr: To jest też gatunek, który jest bardzo ściśle związany z człowiekiem. To nie jest tak, że to jest gatunek, który trochę się rozwija, trochę inaczej. Właściwie cała ewolucja psów, również ta sterowana ręcznie, że tak powiem, jest oparta na interakcji z człowiekiem.

Ola: Tak, i w związku z tym ludzie skupiali się na tym, żeby wybierać te zwierzęta, które były bardziej skłonne do współpracy z ludźmi, lepiej odczytywały nasze intencje, nasze emocje. W związku z czym nie ma w tym nic dziwnego, że w tej chwili psy są naprawdę w ogromnym stopniu wyspecjalizowane w tym, żeby być wrażliwe na nasze nastroje. Tutaj istotne jest zwłaszcza to, że badania wcześniejsze z 2021 roku pokazały, że psy już prawdopodobnie rodzą się z taką zdolnością rozumienia tego, co my chcemy im przekazać, a za zdolność uczenia się ludzkiej mowy, o czym też za chwilę powiem, odpowiadają w około 40 procentach psie geny.

Czyli to, że my je tak zaprogramowaliśmy, te nasze zwierzaki, że one po prostu już od kołyski, można powiedzieć, od oseska są wrażliwe na to, co my im chcemy przekazać. I jeszcze jedna ważna uwaga, bo muszę koniecznie to uzupełnić: to badanie, które pokazywało, w jaki sposób relacje z psami na nas wpływają, to badanie przeprowadzone przez węgierskich naukowców, nie znalazło dowodów na to, że osoby, które nawiązują słabsze więzi międzyludzkie, mają silniejsze relacje z psami. To nie jest tak, że jeżeli ktoś sobie nie radzi w społeczeństwie, to lepiej rozumie psy. Nie, to tak nie jest.

Piotr: W jakimś stopniu zbija to opowieść o tym, że ta dzisiejsza młodzież, to zamiast mieć dzieci i nawiązywać normalne związki, niańczy pieski.

Ola: Tak, to prawda. Niektórzy pewnie mogą w jakiś sposób kompensować swoje potrzeby rodzicielskie. Natomiast nie o tym dzisiaj mówimy. Pokazujemy, w jaki sposób badania wskazują na te silne, również emocjonalne, interakcje między nami a psami. I co jeszcze pokazują analizy: psy pozostają przez całe życie dostrojone do ludzi i są bardzo wrażliwe na nasze nastroje, emocje, w tym na przykład mogą zarażać się naszym ludzkim strachem.

I one po prostu wyczuwają nasze obawy, nasze emocjonalne reakcje, chociażby zwiększoną potliwość związaną ze stresem, i w związku z tym przejmują od nas ten stres. To jeszcze poruszę wątek tego, jak rozmawiać trzeba z psem, czyli to, co zapowiadałam na samym początku.

0:11:08 Ile słów i emocji rozumie pies, i czy można go okłamać

Piotr: To jest wyjątkowo dla mnie ciekawe i powiem szczerze, zaskakujące. Oddaję głos krótko. To jest z kategorii "niby wszyscy wiedzieli, że tak jest", ale jednak nauka to pokazała, i zawsze miło takie potwierdzenie.

Ola: Zawsze miło to usłyszeć. I tutaj chciałabym przywołać kanadyjskie badania z roku 2021, które pokazują, że przeciętny pies, przeciętny, nie mówię o jakimś super inteligentnym, tylko taki przeciętny pies…

Piotr: Nie taki jak nasze.

Ola: Nasze rozumieją znacznie więcej, ale rozumie 89 słów ludzkich, a najbardziej inteligentne psy z kolei rozpoznają nawet do 200 słów, a to już odpowiada zdolnościom dwuletniego dziecka. A z kolei emocje i intencje, które im przekazujemy, psy rozpoznają średnio na poziomie sześcioletniego dziecka.

Piotr: To od razu zastrzeżenie, że oczywiście to jest orientacyjne. To zupełnie tak samo jak ze sztuczną inteligencją, gdzie od czasu do czasu pojawia się, że sztuczna inteligencja jest na poziomie jakiegoś tam wieku czy coś. To jest absolutnie tylko takie porównanie ogólne. Nie sugerujmy się tym nadmiernie.

Ola: To prawda. Badania z 2016 roku pokazały z kolei, wykorzystując do tego tomografię komputerową, że psie mózgi przetwarzają mowę człowieka podobnie jak robi to mózg człowieka. Lewa półkula w największym stopniu odpowiada za rozumienie znaczenia słów, natomiast prawa za odczytywanie emocji czy intonacji.

I to, co się działo pod tym tomografem, to w momencie, kiedy słowo i intonacja były zgodne, czyli nie następowały rażące różnice, odpalał się w mózgach psów ośrodek nagrody. Pojawiały się pozytywne reakcje emocjonalne, które świadczyły o rozumieniu danej frazy. I jeszcze jedna rzecz: czy można kłamać psom? Nie można.

Piotr: Można, ale nie należy.

Ola: Nie należy kłamać, bo psy doskonale potrafią rozpoznać, kiedy są okłamywane. Kiedy pies się przekona, że ma do czynienia z osobą, która mówi nieprawdę, to po jakimś czasie, i to niedługim, być może nawet już po pierwszej próbie, zaczyna ignorować wskazania takiej osoby i traci zaufanie. To są badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu, które wykazały, że to ignorowanie kłamców dotyczy aż dwóch trzecich psów.

I co więcej: jeżeli z kolei psy mają do czynienia z człowiekiem, któremu naprawdę silnie ufają, to wówczas postępują zgodnie ze wskazówkami takiego człowieka, nawet jeżeli z ich punktu widzenia wygląda to niekorzystnie albo wręcz nielogicznie. Innymi słowy, kiedy ukochany właściciel będzie mówił psu, że w misce jest coś pysznego, a wzrok ewidentnie podpowiada, że tam nic nie ma, to pies wciąż będzie szukał, będzie podążał za wskazówkami człowieka, bo trudno mu je zignorować.

Piotr: Ale nie róbcie tego psom, nie okłamujcie psów.

Ola: Nie róbcie, bo potem, jak będziecie tak kłamać, to psy stracą zaufanie. Tę zdolność psów naukowcy nazwali nadspołeczną: trudno im nie podążać za wskazówkami tego, do kogo mają ogromne zaufanie. I tutaj ostatnia rzecz, to jest komunikacja ze strony psów.

0:16:12 Przyciski komunikacyjne dla psów: badanie w ślepej próbie

Ola: Oczywiście my wiemy, jako właściciele psów, że psiaki potrafią podnosić brwi i patrzą na nas wymownie, i wykazują szereg zachowań, które są dla nas jasne i czytelne. Oczywiście nic nie jest dla naukowców czytelne, jeżeli nie zostanie potwierdzone badaniami, ale skupmy się na faktycznej, werbalnej komunikacji ze strony psów do nas. I tutaj weźmy pod uwagę coś, co coraz większą zdobywa popularność, czyli komunikowanie się właścicieli z psami za pomocą takich przycisków, czy to są maty dźwiękowe leżące na podłodze, czy to są przyciski mocowane na leżąco i naciskane pyskiem.

Piotr: Generalnie działa to tak, że pod takim dużym przyciskiem, żeby się wygodnie naciskało, po naciśnięciu tego przycisku pada jakieś hasło, jakieś słowo. Taki pies wie, który przycisk jest od czego, czyli np. jakieś hasło "spacer", nawet bardziej złożone układy.

Pies w ten sposób może dać znać właścicielowi, czego chce. I powiem od razu, zanim będziesz dalej mówiła, że to budziło we mnie bardzo duże wątpliwości, to znaczy przypomniał mi się ten mówiący, liczący koń przedwojenny, który rzeczywiście wspaniale mówił, ile to jest sześć razy osiem. Jakbym wiedział, ile to jest sześć razy osiem.

I potem, po licznych i długich badaniach, okazało się, że on doskonale wyczuwał intencje prowadzącego, nawet jeżeli ten celowo nie dawał znaków temu koniowi. I myślałem, że z psami jest podobnie, że to jest oparte jednak na tym, że pies bardzo dobrze wie, co my chcemy, i mniej więcej odgaduje nasze zamiary. Więc nie, to bardziej skomplikowane.

Ola: Bardziej skomplikowane. I rzeczywiście badacze znaleźli sposób na to, żeby przeprowadzić takie badania ze ślepą próbą. Wzięto 59 psów nauczonych korzystania z przycisków i robiono testy z nimi.

Po pierwsze, wyeliminowano z tych testów właścicieli psów, którzy mają z nimi świetny kontakt i mogą niewerbalnie wpływać na zachowania czworonogów. Przetestowano zarówno posługiwanie się przyciskami z pomocą badaczy, którzy wypowiadali słowa i oczekiwali odpowiedzi od psów, jak i, uwaga, syntezatora mowy.

Piotr: I to jest dla mnie niezłe.

Ola: Tak, to wywróciło stolik, dlatego że okazuje się, że psy rozumieją słowa niezależnie od tego, czy są odtwarzane przez syntezator, czy wypowiadane przez człowieka.

Piotr: Bo mi przez lata mówiono w różnych sytuacjach, że pies słów nie rozumie, ale intonację rozumie przede wszystkim. Czyli teraz nie powiem tego słowa, bo tu nasze psy nam towarzyszą i zaraz będzie fala entuzjazmu.

Ola: A poza tym, jeżeli coś powiemy i obiecamy, a nie zrobimy tego, to jest naprawdę nie w porządku.

Piotr: Musielibyśmy przerwać nagrywanie tego podcastu. Teraz nie użyję tego słowa, ale np. jest czas na pożywienie albo czas na wyjście na zewnątrz, i jakbym to zakrzyknął odpowiednim tonem, no to rozumiem, że te psy wychwytują ten ton i moje jakieś tam zachowanie, w zasadzie, że wstaję i mówię, no to zbieramy się do wyjścia.

I myślałem, mówiono mi, że to tak działa. Natomiast sami też to zaobserwowaliśmy, że to jest trochę bardziej skomplikowane.

Ola: Oczywiście nasze obserwacje nie mają wartości naukowej, ale zdarza nam się, że coś mówimy, siedzimy i rozmawiamy, i nagle któryś z psów się uruchamia. Zazwyczaj ten, który jest z nami dłużej, i uruchamia się w taki sposób, że nagle zaczynamy się zastanawiać, co myśmy takiego powiedzieli, że mogło to zostać zinterpretowane. Na przykład kilka razy zdarzyło mi się dojść do tego, że nasza suczka zbitkę słów potraktowała jako te słowa, które są dla niej mocno znaczące, i zaczęła się cieszyć z tego powodu.

Piotr: Pamiętam, jak siedzieliśmy na łóżku, u nas w sypialni, o czymś zupełnie neutralnym gadaliśmy, i tam padło słowo, które jest słowem istotnym, więc nie było wypowiedziane w żaden szczególny sposób, żadną szczególną intonacją, po prostu w zdaniu, i ona się nagle poderwała. Także to już, to działajmy.

Ola: Poderwała się oczywiście w bardzo charakterystyczny sposób, którego nie sposób nie zrozumieć.

Piotr: Trzeba było zastanowić się, co myśmy powiedzieli. Więc właśnie te badania to potwierdzają: że oczywiście intonacja i tak dalej to jest bardzo ważne, natomiast psy po prostu są w stanie wyłapać pewne słowa z narracji, z mówienia, z neutralnej intonacji, nawet niewypowiadane bezpośrednio do nich przez właściciela.

Ola: No to naprawdę trzeba uważać, co się mówi przy psach, bo to może zostać użyte przeciwko nam.

0:20:55 Podziękowania i wsparcie na Patronite

Piotr: Tak jest. Dobrze, słuchajcie, to w takim razie przeskakujemy dalej, ale zanim przeskoczymy, to jeszcze chcieliśmy wam bardzo podziękować za to, że nas słuchacie. Bardzo podziękować tym, którzy zdecydowali się posłuchać Laboratorium Zbrodni, bo zakładam, że przynajmniej część z was tam przeskoczyła również.

Dzięki, że komentujecie, dzięki, że oceniacie. Róbcie to, bardzo nam to dobrze robi. I też bardzo was zachęcamy do odwiedzenia naszego profilu na Patronite i postawienia nam wirtualnej kawy. Znowu dostaliśmy jakieś parę kaw po ostatnim odcinku, bardzo to cenimy, naprawdę uwielbiamy kawę.

Ola: I jeżeli chcecie posłuchać odcinka, który nagraliśmy o kawie, to zajrzyjcie sobie do kilku ostatnich naszych podcastów, bo tam to będzie. To jest odcinek, który cieszy się niezwykłą popularnością i wieloma odsłuchaniami.

0:21:53 Jamniczka Valerie: 529 dni na Wyspie Kangura

Piotr: Słuchajcie, a teraz jeszcze jedna rzecz, którą trochę, przyznam szczerze, kolanem dopchnąłem, ale nie mogłem sobie darować. No bo skoro już mówimy o psach, to będzie pewna historyjka, która nie do końca jest naukowa, ale jest fikuśna, ale wam się spodoba, myślę.

Ola: I uważam, że wiele mówi na temat jamników.

Piotr: No dobra, bez spoilerów. Więc rzeczywiście jamniczka, dokładnie chyba czteroletnia, o imieniu Valerie, w listopadzie 2023 roku pojechała ze swoimi właścicielami na Wyspę Kangura. Zgadnijcie, przy jakim kontynencie leży. Nie, nie, brawo, zgadujmy dalej.

Tak, jest na południu od Australii, jedna z większych wysp australijskich. I na tej Wyspie Kangura oni tam gdzieś na plaży coś siedzieli, ona była w jakimś takim kojcu, w jakiejś takiej zagródce, jakoś się z tego kojca wydostała i uciekła, pobiegła w krzaki, w las, a tam krzaki są konkretne, bo zdaje się, że połowa wyspy jest porośnięta takim pierwotnym lasem, i generalnie jest tam busz, są to ciepłe rejony, acz nie upalnie gorące.

Jak sprawdzałem, najzimniejszy miesiąc, czyli jaki będzie najzimniejszy miesiąc? Sierpień, oczywiście, tak jest. Tam chyba temperatura spada do jakichś 16 stopni, więc tak przyzwoicie.

I zniknęła im ta ich Valerie, jamniczka miniaturowa. Pięć dni jej szukali, zrezygnowali z pozostałych planów, miejscowi ludzie im pomagali, w końcu się poddali, wrócili do swojego domu, do Nowej Południowej Walii.

Ola: Czyli już na kontynencie australijskim.

Piotr: Tak, no i generalnie postawili na niej krzyżyk. Aż tu nagle, właściwie może nie tyle nagle, po roku okazało się, że Valerie się pojawia. To znaczy, jacyś ludzie powiedzieli, że podobno ją ktoś gdzieś widział, tę Valerie. Rozpoznawano ją po tym, że po pierwsze niewiele jamników miniaturowych biega po Wyspie Kangura luzem, po drugie Valerie miała różową obróżkę i rozpoznawano ją po tej różowej obróżce.

Ola: To taki wyjątkowy twardziel, biegający po tej Wyspie Kangura.

Piotr: Minął rok z okładem i było sporo doniesień, to znaczy w różnych miejscach tu się gdzieś podobno pojawiała, i zaangażowała się w poszukiwania m.in. Kangala Wildlife Rescue, taka organizacja, która postanowiła tej jamniczki poszukać. Porozstawiano m.in. fotopułapki, ale skorzystano też z już istniejących. Poinformowano ludzi tam mieszkających i zrobiono spore badania, naprawdę mnóstwo ludzi w to się zaangażowało, i okazało się, że ona pojawia się w różnych miejscach, to znaczy są zdjęcia z fotopułapek.

Powiem tak: trudno małego czarnego jamnika pomylić z innymi zwierzętami żyjącymi w tamtym rejonie, a zwłaszcza małego czarnego jamnika w różowej obróżce.

Ola: To naprawdę jest niesamowita historia.

Piotr: Natomiast w dużym stopniu podchodzono do tego sceptycznie. Znalazłem tekst z "The Guardian", z początku kwietnia tego roku, który omawia całą tę sprawę, ale bardzo sceptycznie, na zasadzie takiej, że ludzie lubią sobie robić nadzieję, lubią takie optymistyczne opowieści, że nie obiecujemy sobie zbyt wiele po tym, że, bez przesady, wśród tych wszystkich ras, które przychodzą mi do głowy, jamnik miniaturowy niekoniecznie jest tym zwierzęciem, które przetrwa w tym buszu.

Ola: Ja również widzę w tej roli naszą Falę.

Piotr: Tu również chciałem zacytować wypowiedź profesora Paula [? niepewne: McGreavy] ze Szkoły Weterynaryjnej Uniwersytetu w Sydney, który powiedział, że nie jest bardzo zaskoczony tym, że Valerie gdzieś tam sobie radzi, bo może żywić się padliną innych zwierząt, i nie jest też zaskoczony tym, że może unikać ludzi, którzy mogliby ją stamtąd zabrać. I tu jest cytat, uwaga, osoby, które nie lubią brzydkich słów, zatkają uszy na chwilę: "Gdybym miał kształty jamnika i te predyspozycje do problemów z kręgosłupem, bo jamniki są często podnoszone, co może powodować u nich okropny ból pleców, nic dziwnego, że Valerie mówi wszystkim, żeby się odpierdolili" – powiedział pan profesor.

Ujął mnie ten cytat. I rzeczywiście Valerie była trudno uchwytna.

Ola: Czyli Valerie też jest bardzo komunikatywnym psem, umie przekazać, co ma na myśli.

Piotr: Szeroko komunikuje, żeby się odpierdolili. Przepraszam, drugi raz. Valerie była trudna do uchwycenia, to znaczy im dalej w las, tym większej pewności nabierano, że ona rzeczywiście tam jest.

Ostatnio było doniesienie o tym, że schowała się gdzieś pod samochodem na jakimś kempingu, ale jak ludzie do niej przyszli, to czym prędzej zmyknęła. Widzieli ją znowu: czarny jamnik, różowa obróżka, ciepło-zimno, dokładnie.

I właśnie ta organizacja, o której wspomniałem, Kangala Wildlife Rescue, postanowiła podejść do sprawy systematycznie i na podstawie tych tropów określiła bardzo precyzyjnie miejsce, gdzie ta jamniczka najczęściej przebywała, i rozstawiła tam żywołapki. Do tych żywołapek powkładano jej ulubione żarcie. Co więcej, od właścicieli wzięto jej zabawki, a także ubrania właścicieli, pachnące nimi.

Ola: To czekaj, a teraz zafantazjuję, ale pewnie nie będzie to dalekie od rzeczywistości: ta jamniczka wzięła to wszystko, jak MacGyver skonstruowała z tego katapultę i lotnię, oraz udała się w lot balistyczny, który jest pierwszym lotem jamnika, krąży wokół Ziemi i nadaje stąd komunikaty.

Piotr: Nie, nie dokładnie. Nie, nie, słuchajcie, Valerie dała się złapać. Już zaspoilerowałem, ale wlazła do tej żywołapki, podążając za śladem zapachowym swoich właścicieli.

Koło tej żywołapki siedziała szefowa tej organizacji i jak zobaczyła, że jamniczka odpowiednio już głęboko weszła i jest to bezpieczne, to jakimś tam przyciskiem zamknęła tę żywołapkę. Potem opisywała, że siedziała w koszulce właścicielki, żeby ładnie pachnieć w pobliżu tej jamniczki, aż tamta się uspokoi. I słuchajcie, udało się.

Jamniczka w tej chwili przechodzi okres readaptacyjny, właściciele jej celowo jeszcze nie odebrali, żeby nie było za dużo wstrząsu.

Ola: A myślisz, że ona chciała wrócić?

Piotr: Nie wiem, nie ma jeszcze wywiadów z nią, ale powiem tak: spędziła, słuchajcie, na Wyspie Kangura 529 dni. Jamniczka, miniaturowa, czarna, Valerie. Jak sobie wpiszecie "Valerie" przez "V", "jamniczka", znajdziecie sobie jej zdjęcia, i te zdjęcia są absolutnie rozwalające.

Także to jest taka historyjka, ze strefy dziwnych opowieści, a czy prawdziwe? Ona była naprawdę mocno śledzona, ta cała historia, i raczej wszyscy byli w takim tonie, no wiecie, nic z tego nie będzie, taka tam gadka. A tu nagle po prostu Valerie wywinęła numer i wszystkich zaskoczyła kompletnie.

Ola: Ja myślę, że nie wszystkich zaskoczyła, ponieważ twoi rodzice, którzy są miłośnikami jamników, i nie tylko oni, zdecydowanie potwierdzą, że jeżeli jakikolwiek pies ma zrobić taki numer, wywinąć się, to właśnie jamnik.

Piotr: Więc tak, tutaj też czytam wypowiedzi specjalistów, którzy mówią, że wbrew pozorom jamniki są bardzo dobrymi, przede wszystkim bardzo wytrwałymi myśliwskimi, w ogóle takimi psami terenowymi.

Ola: Trudno sobie wyobrazić tę jamniczkę w różowej obróżce, która po prostu jest mordercą w lesie pierwotnym.

Piotr: 529 dni, niesamowite, naprawdę szacunek. Jeszcze jeden wątek: problemem na Wyspie Kangura są na przykład zdziczałe koty, które zabijają miejscową faunę, są tam bardzo mocne obostrzenia dotyczące importu różnych gatunków, na przykład w ogóle nie wolno tam sprowadzać miodu, produktów miodowych, ani jakichkolwiek pszczół. To jest jeden z czynników.

Więc oczywiście jest ten wątek pewnej nieodpowiedzialności, że w ogóle dali jej uciec, ale z drugiej strony spójrzmy na to realistycznie, bez takiego twardego oburzania się: czterokilogramowy jamnik nie jest gatunkiem, który jest w stanie w takim ekosystemie mocno namieszać, zwłaszcza że nie bardzo ma się jak i z kim tam rozmnażać, więc to raczej był taki pojedynczy egzemplarz. Natomiast to była też jedna z motywacji do odłowienia jej, żeby nie mieszała i nie robiła problemów.

Tak czy inaczej, historia skończyła się póki co najlepiej, jak mogła.

Ola: Opowiastka jest fajna, więc pomyślałam, że wam się spodoba. Zobaczymy, czy znowu nie wybierze wolności.

0:32:07 Fale wyjątkowe: gigantyczne, nieprzewidywalne i realne

Piotr: Póki co ma wrócić do właścicieli. I teraz drugi zapowiadany temat, i tu będę używał słowa triggerującego naszego psa, mianowicie temat będzie dotyczył hasła, które pokochałem miłością nagłą. Chodzi o falę wyjątkową.

Fala, przypominam tym, co nie wiedzą, to jest imię naszego psa. Nasz pies zawsze słucha uważnie nagrywania naszych podcastów.

Ola: Teraz patrzę, że sobie przysypia i jakoś nie reaguje.

Piotr: Ma w nosie nasze falowanie. Więc okej, najpierw bardzo nudna definicja, bo fale wyjątkowe, taka jest nazwa oficjalna, choć obowiązuje jeszcze kilka innych, ale takie jest polskie tłumaczenie. Fale wyjątkowe to są takie fale na morzu, na oceanie, które mają wysokość co najmniej dwukrotnie większą od innych fal pojawiających się w danym czasie i miejscu.

Dokładniej: dwa razy większe od wysokości fali znacznej. Nie będę wchodził w to głębiej, przeczytałem to wszystko. Fala znaczna to jest fala obliczana w 20-minutowych odstępach, średnie i tak dalej, nuda, z całym szacunkiem dla specjalistów od fal, ale nie o to mi tu chodzi. W każdym razie te fale wyjątkowe to są takie fale, które pojawiają się nagle, bez wyraźnego powodu, i są dużo wyższe niż powinny.

Ola: I to jest właśnie ten element morskich opowieści: jak żeglarze i inni marynarze opowiadali o takich falach, to zaliczano to trochę między bajki albo między wyolbrzymione mity o tym, co też na tym morzu się dzieje.

Piotr: Wiadomo, że jest ta piosenka o morskich opowieściach. Ola mogłaby zanucić, gdyby chciała, ale pewnie nie chce.

Ola: Dziś nie bardzo.

Piotr: Dziś nie bardzo, to dzisiaj nie będzie nucenia, znajdźcie sobie sami. Więc uważano, że to jest przesada, takie gadanie. Niewątpliwie ma to też taki element, że ci, którzy te fale widzieli, nie zawsze mieli szansę o nich opowiedzieć, bo okazuje się, że to są niezwykle groźne fale.

Skąd one się w ogóle biorą? To jest skomplikowany mechanizm. W skrócie: bywa tak, że fale mogą się przemieszczać z różnymi prędkościami, to nie jest tak, że są poukładane w równomierne wzorki, tylko może być tak, że się doganiają, nakładają na siebie, mogą się wzmacniać.

Może być też tak, że fale zmieniają kierunek, to znaczy w jednym miejscu idą w jedną stronę, ale spotykają się z falami idącymi z przeciwnej strony czy z boku. Może być też tak, że powstają fale nieliniowe, które kumulują energię. Jest interferencja, jest wiele elementów, które mogą to wywołać.

Ale rzeczywiście od pewnego czasu, już nawet od lat 70., wiedziano, że takie zjawisko istnieje. Natomiast nie bardzo dało się je zarejestrować, raczej były to opowieści i relacje.

Pierwsza fala wyjątkowa, którą złapano za grzbiet, to był rok 1984, platforma Gorm na Morzu Północnym, gdzie sfotografowano czy sfilmowano 11-metrową falę, która wyróżniała się bardzo pomiędzy towarzyszącymi. Natomiast tak naprawdę wszystko się zmieniło w roku 1995, na platformie Draupner, też na Morzu Północnym. Tam zrobiono cyfrowy pomiar, dalmierz laserowy zarejestrował falę mającą 25,6 metra.

Co samo w sobie brzmi trochę upiornie: była dwa razy wyższa niż inne fale w tym czasie. To był sztorm.

Ola: Wysoki budynek, 26,5 metra, to taki wieżowiec.

Piotr: To jest taki wieżowiec, już taki dziewięcio-, dziesięciopiętrowiec, coś w tę stronę. I to był pierwszy raz, kiedy były już twarde dowody na to, że to się wydarzyło. Ta fala częściowo, nieznacznie uszkodziła platformę, więc widać było, że tam się coś wydarzyło, że to nie tylko ten dalmierz oszalał.

W tej chwili mamy bardzo dużo dowodów na istnienie tych fal, bo są nagrania wideo, wiadomo, że łatwo znaleźć na YouTube takie wideo z ogromnymi falami. Są zdjęcia, są przede wszystkim pomiary satelitarne, radarowe. Na dnie mórz są mierniki ciśnienia, które są w stanie zmierzyć przejście takiej wyższej fali nad nimi, i są boje pomiarowe, o jednej takiej boi zaraz będzie.

Rekordem, jeśli chodzi o odnotowaną, zmierzoną falę, jest fala zmierzona w lutym 2000 roku przez statek RRS Discovery na zachód od Szkocji. Pozdrawiamy Szkocję. Ta fala miała ponad 29 metrów.

I dodajmy: to jest fala na otwartym morzu. To jest ważne, nie należy tego mylić z tsunami, bo tsunami jest w ogóle inne pod każdym względem: ma inny mechanizm powstania, inny wygląd, inne działanie. Tsunami powstaje najczęściej w wyniku trzęsień ziemi, tąpnięć, erupcji wulkanów, ewentualnie osunięć ziemi. Na otwartym morzu tsunami jest praktycznie niezauważalne, bo to jest fala bardzo długa, ale niebardzo wysoka, i bardzo szybko się przemieszcza. Innymi słowy, jeżeli jesteśmy na środku oceanu i mija nas największa fala tsunami w historii, to prawdopodobnie jej nie zauważymy, mierniki wychwycą coś nienormalnego, ale po prostu idzie sobie fala, przelatuje przez morze i tyle.

Ona spiętrza się przy brzegu, choć nie osiąga zwykle takich rozmiarów jak w filmach katastroficznych, chociaż w tej zatoce ta rekordowa miała ponad 500 metrów.

Ola: Lituya Bay.

Piotr: Dziękuję. W każdym razie to są wyjątkowe sytuacje, i zwykle te fale dopiero spiętrzają się przy brzegu, ale przede wszystkim wlewają się bardzo daleko, głęboko w ląd, gwałtownie, niekoniecznie tworząc ścianę wody, więc to jest co innego. Natomiast fale wyjątkowe, o których tu mówimy, rzeczywiście wyglądają niesamowicie.

Mnie się od razu skojarzyła "Interstellar", pamiętasz scenę z ogromną falą przemierzającą planetę. Oczywiście to nie jest aż tak ogromna fala i nie jest aż tak spiętrzona.

Natomiast te 30-metrowe zmierzone, wiadomo, że są większe, to znaczy nie złapaliśmy ich za grzbiet, ale mówi się o 50-metrowych falach. Czyli mamy po prostu falujące morze, i nagle na tym morzu wyskakuje coś takiego ogromnego. Jeżeli jesteśmy na statku, który zdoła wejść na tę falę, wpłynąć na nią, to mamy całkiem niezłe szanse, że jakoś to będzie.

Ola: Ale potem trzeba jeszcze z niej spłynąć.

Piotr: Trzeba z niej spłynąć, natomiast często ta fala się po prostu zwala na statek, i takich nagrań jest trochę, i mówi się o tym, że wiele niewyjaśnionych katastrof, zaginięć statków, gdzie statek płynął, płynął, aż nagle zniknął, nie nadał żadnego SOS, niczego. Po prostu albo w ogóle go nigdy nie znaleziono, tutaj pozdrowienia dla Trójkąta Bermudzkiego, albo znaleziono jego wrak gdzieś głęboko na dnie. Po prostu raz, i do widzenia.

To najprawdopodobniej jest właśnie efekt działania tych fal wyjątkowych, bo mamy wyższe fale, nikt się nie spodziewa, że coś takiego walnie, aż nagle zwala się gigantyczna ściana wody, która jest w stanie na przykład porozwalać luki zabezpieczające ładownie.

Jak fala wleje się do środka, statek idzie na dno. Takich zdarzeń prawdopodobnie było bardzo wiele. Są nawet konkretne katastrofy, których nie da się już potwierdzić, ale niemal na pewno wiemy, że były spowodowane właśnie taką falą wyjątkową.

I dlaczego o tym teraz mówię? Dlatego, że potwierdzono pojawienie się takiej fali, która była swego rodzaju rekordzistką. Mówię "swego rodzaju", bo nie była najwyższa, miała 17,6 metra, czyli taki pięcio-, może sześciopiętrowy budynek.

Wydarzyła się w listopadzie u wybrzeży Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie i została zarejestrowana przez boję pomiarową, unoszącą się na powierzchni, która nagle wystrzeliła na te 17 metrów w górę. Dlaczego to jest rekordowe? Dlatego, że wszystkie inne fale w okolicy miały w tym czasie wysokość, powiedzmy, około sześciu metrów.

Więc mamy około trzykrotne przekroczenie tego, co się działo w pobliżu, czyli znowu, proporcjonalnie, to jest najwyższa zarejestrowana fala, bo przypominam, że to się odnosi do tego, co się dzieje wokół.

Ola: To musi być naprawdę przerażające, jak coś takiego się dzieje.

Piotr: Myślę, że to jest przerażające. Polecam pogrzebać sobie na YouTube, tam niekoniecznie akurat te fale, takie pojedyncze, jakieś super rekordowe, ale rzeczywiście widać, że jest morze w miarę spokojne, i nagle po prostu przychodzi coś takiego ogromnego.

Badania nad tymi falami prowadzi między innymi Uniwersytet w Edynburgu. Mają taki fajny, 25-metrowej średnicy, okrągły basen, w którym generują różne fale i obserwują, co się w nim dzieje.

Ola: A to ciekawe, że znowu Szkocja.

Piotr: Powiem tak: jak komuś nie szkoda podłogi w łazience i ma wannę, to ja się tak bawiłem. Serio, jak nalejesz połowę albo dwie trzecie wanny wodą i wleziesz do tej wody, i zaczniesz się bujać tam i nazad, to raz, że jesteś w stanie rozbujać tę wodę tak, że się wychlapie w końcu, ale co innego, jak ją tak bujasz, bujasz, i nagle robisz dość ostry zwrot, i wytworzysz drugą falę, i te dwie fale się ze sobą zderzą w środku wanny. To jest niesamowite.

Mi się to parę razy udało. Jak normalnie ta fala ma, no nie wiem, z 8 centymetrów, jak się tak da, żeby nie zalewać okolicy, to nagle potrafi wystrzelić tak, że ochlapie ci sufit.

Ola: Przepraszam, to u nas to praktykowałeś?

Piotr: Tak, u nas to praktykowałem. Mamy dużą wannę, co prawda teraz nasze dzieci z niej korzystają bardziej niż my, ale tak praktykowałem. Więc ostrzegam: don't try this at home, a jeżeli już, to połóżcie dużo ręczników na podłodze, nie papierowych. Może nie będzie to najlepsze doświadczenie naukowe, ale wrażenie jest naprawdę oszałamiające.

Rzeczywiście coś się tu dzieje. Możecie napisać do Uniwersytetu w Edynburgu, może wam przyślą jakieś materiały poglądowe na ten temat. No to taka będzie właśnie ta opowieść morska.

0:44:16 Polecajka książkowa i słowo na dziś

Ola: Zostaje nam jeszcze polecajka, w nawiązaniu do tego, co się działo.

Piotr: Polecajka sama się zrobiła wczoraj.

Ola: Tak, w Hiszpanii, Portugalii i Francji nastąpił blackout, i my chcemy w związku z tym polecić książkę o właśnie takim tytule: "Blackout" Marca Elsberga, która opowiada o akcie terrorystycznym, w wyniku którego Europa zostaje pozbawiona energii elektrycznej.

Piotr: Nie wszystkie opowieści Marca Elsberga są naukowo bardzo spójne, natomiast tu rzeczywiście zadał sobie bardzo dużo trudu, żeby, to jest książka z 2012 roku, więc już chwila minęła, ale żeby odtworzyć możliwie dokładnie schemat takich zdarzeń.

Ola: Tak, to takie, można powiedzieć, political fiction, trochę science fiction. W każdym razie bardzo polecamy, to jest świetna rzecz do przeczytania. Polecamy również waszej uwadze nasze konto na Buy Coffee To, bo jak wspomnieliśmy, kawę bardzo lubimy i często pijamy. A zostało nam jeszcze słowo na dziś.

Piotr: I to słowo na dziś, proszę Państwa szanownego, to jest…

Ola: Fala.

Piotr: No, to dzięki.

Źródła

* https://sj.umg.edu.pl/sites/default/files/ZN476.pdf

* https://www.nature.com/articles/s41598-022-05671-4

* https://www.sciencealert.com/rogue-waves-can-reach-four-times-higher-than-we-thought

* https://www.bbc.com/news/articles/cly1p1lezdgo

* https://www.theguardian.com/australia-news/2025/apr/05/valerie-the-daschund-kangaroo-island-update

Źródła