Podcast Crazy Nauka · odc. 62

Nauka na czasie – Dubaj pod wodą i wyjątkowa czarna dziura

23-04-2024 · 29 min · Nauka na czasie, Kosmos i astronomia, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Opowiadamy o prawdziwych przyczynach powodzi błyskawicznej, która tydzień temu nawiedziła Dubaj oraz o największej czarnej dziurze pochodzenia gwiazdowego, jaką udało się do tej pory zaobserwować i o udziale Polaków w tym odkryciu.

To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli lżejsza wersja naszego podcastu, w której omawiamy dwa wybrane naukowe newsy. Cykl ten publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego Dubaj zmienił się w pojezierze i co się niektórym w tej sprawie wydawało? Oraz co uśpiło bliską nam czarną dziurę? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Dziś opowiemy wam o tym, co tydzień temu wydarzyło się nad Dubajem, a może nawet bardziej o tym, co się nie wydarzyło, choć wielu sądziło, że się wydarzyło. Opowiemy też o największej czarnej dziurze pochodzenia gwiazdowego, jaką udało się do tej pory odkryć, w dodatku takiej, która znajduje się całkiem blisko Ziemi, oczywiście blisko w kategoriach kosmicznych. Oraz powiemy też o udziale Polaków w tym odkryciu.

A to jest odcinek z cyklu Nauka na czasie, czyli ta lżejsza, zwykle krótsza, chyba dzisiaj będzie krótsza wersja naszego podcastu, w której omawiamy dwa wybrane naukowe newsy czy wydarzenia. Ten cykl jest co drugi tydzień, a co drugi tydzień mamy z kolei dłuższe odcinki, chyba że coś namieszamy, bo to się zdarza. Ostatnio trochę nam się poprzesuwało, no ale mamy nadzieję, że wrócimy na utarte tory.

Ola: Ucierać jakieś tory?

Piotr: Właśnie, zastanawiam się nad tym. No ale zanim opowiemy to, co mamy wam do powiedzenia, to bardzo, bardzo dziękujemy tym wszystkim, którzy nas słuchają.

Ola: To przede wszystkim.

Piotr: Dziękujemy, że nas słuchacie, że komentujecie to na różnych serwisach społecznościowych, że lajkujecie, że zostawiacie jakieś ślady po sobie. I zwłaszcza dziękujemy tym osobom, które nas wspierają finansowo, a są to osoby, które robią to albo poprzez serwis Patronite, albo kupują nam kawę w serwisie Buy Coffee. Jeżeli chcielibyście dołączyć do grona naszych patronów, czy też po prostu postawić nam tę kawę, to bardzo was zachęcamy, to naprawdę ułatwi nam pracę nad kolejnymi odcinkami. Linki oczywiście w opisie odcinka.

Przypominamy też, że warto zasubskrybować nasz podcast, dzięki temu nic was nie ominie. Oraz tradycyjnie przypominamy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: Tak, i tych nieliczących się też.

[~0:02:45] Powódź w Dubaju: co się naprawdę wydarzyło

Piotr: W ogóle wszędzie, wszędzie zaczynamy. Zaczynamy od Dubaju, jako się rzekło, czyli właściwie od tego, co się stało, że pustynne, bądź co bądź, miasto Dubaj zamieniło się w basen, a raczej w serię połączonych basenów. To było 16 kwietnia i rzeczywiście zdarzenie można zaliczyć do katastrofalnych, bo w ciągu 24 godzin na miasto i jego okolice spadło ponad 250 milimetrów deszczu. Wiem, że to nikomu nic nie mówi, więc powiem tak: średnia roczna dla tego regionu to 97 milimetrów, czyli spadło w ciągu doby tyle, ile powinno spaść w ciągu półtora roku. Efekty można sobie wyobrazić, to były największe opady od 75 lat, tak to się szacuje, i powstało tam pojezierze dubajskie, tak to można ująć. Widać to bardzo ładnie na zdjęciach satelitarnych sprzed i po, polecam, jest link, chyba CNN, w opisie.

Chcę tu tylko przypomnieć, że o powodziach błyskawicznych, podobnych do tej, która właśnie zdarzyła się w Dubaju, bo to była powódź błyskawiczna, mieliśmy odrębny odcinek naszego podcastu, odcinek 48, który nagraliśmy w połowie stycznia 2024 roku. Zapraszamy do posłuchania, bo sporo mówiliśmy tam o mieście Derna w Libii, gdzie się przelewała, przepływała powódź.

Natomiast co tu się działo? Ludzie uciekali z samochodów, a samochody mają, jak wiecie, w Dubaju niebyle jakie, w związku z czym grube dziesiątki, a nawet setki milionów dolarów w samochodach tam się potopiły.

Ola: To ja tutaj wtrącę, bo w Dubaju byłam na jednej konferencji jako dziennikarka i dostrzegłam taki zabawny element dubajskiej rzeczywistości, a mianowicie że policja jeździ tam marką Lamborghini. Uzasadnia to w ten sposób, że żeby móc ścigać przestępców drogowych, musi mieć lepsze samochody niż ci przestępcy posiadają, a w Dubaju mało kto ma samochody dużo gorsze niż, nie wiem, Mercedes klasy S.

Piotr: W każdym razie policja musi mieć lepsze samochody, w związku z czym może już tylko stawiać na Lamborghini albo jakieś inne tego typu superauta. Więc nie wiem, czy policyjne Lamborghini też zostały zamienione w amfibie, ale nie wykluczone.

Na pewno ulice zaczęły się zamieniać w rzeki, dosłownie. Ludzie uciekali z tych samochodów, bo w ciągu kilku, kilkunastu minut ulice po prostu popłynęły. Zamknięto szkoły, drogi zablokowane, lotnisko czasowo nieczynne, a potem działało, jak mogło, a jak nie mogło, to nie działało. Ludzie w domach uwięzieni, jak to zwykle bywa w czasie powodzi, a paradoksalnie w kranach wody brakowało. Generalnie działy się dziwne rzeczy, jeszcze raz polecamy te zdjęcia.

No i poszła informacja szeroko w najrozmaitszych mediach, również tych, które uważają się za poważne, również w niektórych polskich, że to wszystko jest wina zasiewania chmur i że Dubaj sam sobie zrobił, co chciał, a w ogóle tak to się kończy, jak się ktoś bawi z przyrodą, i tak dalej, i tak dalej. Cudownie, to jest absolutnie efekt potwierdzenia, wciąż oczekujemy, że wreszcie zemści się na nas ta zabawa z naturą.

Ola: My akurat nie oczekujemy, ja nie oczekuję.

Piotr: Ola nie oczekuje, to Olę wykluczamy z tego programu. Wszyscy ludzie poza Olą oczekują właśnie takich efektów, więc jak tylko pojawi się coś, co pasuje do tego schematu, natychmiast wszyscy się podniecają, poza Olą. No więc rzeczywiście poszło to bardzo szeroko. I jak było w rzeczywistości? Bo już pewnie się domyślacie, że nie do końca tak, jak sądzono. Oczywiście Ola jak zawsze miała rację, ja tam byłam, widziałam.

Ola: Nie wtedy.

Piotr: Konkretnie było tak, że w tym czasie nad tym rejonem nałożyły się dwa prądy strumieniowe, bo zwykle są dwa prądy strumieniowe, o których już mówiliśmy dużo razy. Przypominam, że to jest taki silny wiatr, który stale wieje gdzieś tam na wysokości jakichś 10, 12, 13 kilometrów, ten sam, dzięki któremu szybciej podróżuje się z Ameryki do Europy niż z Europy do Ameryki samolotem i tak dalej. Zwykle są dwa takie prądy: jeden bliżej biegunów, drugi w rejonie podzwrotnikowym, gdzie się rwą z różnych względów, między innymi ze względu na zmiany klimatu. W tym przypadku porwały się tak, że właściwie się połączyły i oba trafiły akurat nad rejon, gdzie znajduje się Dubaj.

I to spowodowało bardzo ciekawe zjawisko. Bo dlaczego pustynie są takie suche? Dlatego, że nie pada tam deszcz. Wiem, dziękuję.

Ola: Chciałam podpowiedzieć.

Piotr: Dzięki, dzięki. Tak, więc dlaczego nie pada tam deszcz? Bo nad pustynią jest stały strumień opadającego powietrza, a to opadające powietrze przybywa z wysokiej, zimnej części atmosfery, w związku z czym jest bardzo suche, bo im zimniejsze powietrze, tym mniej wilgoci przechowuje. Dlatego powietrze zimą jest bardzo suche, co odczuwamy na różne sposoby, oczywiście o ile jest zimno, bo z tym bywa różnie. To powietrze opada w stronę pustyni, ale pozostaje suche, bo nie ma skąd złapać wilgoci, i w związku z tym ogrzewa się, opadając, i wieje taki stały, niesilny, ale opadający prąd, który zapewnia tę suchość, bo woda nie jest tam dostarczana w żaden sposób.

Natomiast to, co się tutaj wydarzyło, to nastąpiło odcięcie tego opadającego strumienia właśnie przez prąd strumieniowy, który po prostu odizolował górną część atmosfery od dolnej. I nastąpiło to, co rzeczywiście wywołuje powstawanie chmur, bo wszędzie tam, gdzie normalnie chmury powstają, mamy odwrotny prąd, czyli prądy wstępujące, unoszące się, i wtedy wilgotne powietrze znad ziemi ochładza się i wypycha z siebie wodę, bo, przypominam, im chłodniej, tym mniej wody się mieści w powietrzu, i powstają chmury, które później opadają w postaci deszczu. To jest ten normalny cykl, jaki mamy u nas, nie pustynny.

I właśnie taki, można powiedzieć, nienormalny dla tego rejonu cykl pojawił się w tym obszarze, a dodatkowo pojawił się napływ bardzo wilgotnego powietrza znad Oceanu Indyjskiego. To wszystko razem spowodowało powstanie czegoś, co się ładnie nazywa mezoskalowym systemem konwekcyjnym, czyli tak naprawdę gigantycznej burzy wielokomórkowej, ogromnej, która może się długo utrzymywać. Są jeszcze gwałtowniejsze zjawiska, ale ten mezoskalowy system konwekcyjny już wystarczy.

Natomiast tutaj jeszcze wtrącę: na taki wielkoskalowy deszcz bardziej są uwrażliwione te obszary ziemi, które są bardzo wysuszone, gdzie gleba jest spieczona i nie przyjmuje wody. Deszcz nie może wsiąkać, w związku z czym jest praktycznie tak, jakby padał po asfalcie. To też pogarsza sytuację takiego miasta, jakim jest Dubaj, który stara się być miastem zielonym, ale ponieważ znajduje się na pustyni, to dopóki cały czas się sączy woda na kwietnikach, te kwietniki istnieją, a jak przez chwilę się nie sączy, natychmiast usychają, bo temperatury są tam po prostu absurdalnie wysokie, a wilgotność bardzo marna. No i rzeczywiście Dubaj jest kompletnie nieprzygotowany, bo też nie ma tej całej struktury odprowadzającej wodę.

Ola: No, coś tam ma, jakieś kanały wody przygotowane.

0:11:37 Zasiewanie chmur: czy Dubaj sam sobie zrobił powódź

Piotr: Na początku tego roku, chyba w styczniu, powstała specjalna sekcja w Dubaju, która ma dostosować miasto do takich zdarzeń, tylko że dziwnym trafem jakoś od stycznia nie zdążyli się dostosować. Efekty mają, no, mają teraz motywację na pewno.

Co się działo równolegle? Równolegle była ta sensacja o zasiewaniu chmur, że Dubaj sam sobie to na głowę spuścił. Otóż nie do końca tak, dlatego że zasiewanie chmur ma w ogóle bardzo wątpliwą skuteczność. Jak pisaliśmy książkę "Fakt, nie mit", to akurat mi przypadło opisanie problemów ze sterowaniem pogodą i obalenie mitów z tym związanych. Ludzie zbyt dużo oczekują od tych metod, które są stosowane, żeby sterować pogodą, tymczasem okazuje się, że kiedy staraliśmy się to przeanalizować, metody te były albo mało skuteczne, albo trudno było dowieść, że to właśnie ludzka działalność sprawiła, że dany opad wystąpił albo nie. Generalnie szacuje się, że w najlepszym wypadku można osiągnąć do 10% intensywniejsze opady, zwykle mówi się o 3%, natomiast optymiści, czyli głównie firmy, które oferują takie usługi, mówią o 25%. Problem w tym, że nie bardzo da się to sprawdzić, bo nie mamy dwóch takich samych chmur, które zasiejemy w ten sam sposób i porównamy, i nigdy do końca nie wiadomo, ile spadnie z danej chmury. Z kolei nie robi się tego z taką intensywnością, żeby porównać okres przed, bo zmiennych, które trzeba by uwzględnić, jest za dużo.

Jeszcze wtrącę, co to w ogóle jest zasiewanie chmur i co trzeba zrobić, żeby z danej chmury spadł deszcz. Otóż zasiewanie chmur to rozpylanie w chmurach, ponad chmurami, takich substancji jak na przykład jodek srebra, szeroko stosowany, ale podobno Rosjanie stosowali cement, co akurat jestem w stanie uwierzyć, bo podobno worek z cementem spadł na jakieś miasto pod Moskwą, na podmoskiewskie przedmieścia, przed defiladą na 9 maja.

Takie zasiewanie polega na tym, że rozpyla się taką substancję, a drobiny, które unoszą się do chmury, stają się zarodkami krystalizacji, a właściwie kondensacji, bo to zależy od chmury: mamy generalnie dwa rodzaje chmur, albo takie, w których są same krople wody, albo takie, w których woda jest wymieszana z lodem, i tam, gdzie przeważa ta druga sytuacja, zasianie powoduje powstawanie kryształów lodu. Te kryształy, co jest dość dziwacznym zjawiskiem, wysysają, można powiedzieć, wodę z kropli. Można by tu wchodzić głębiej w fizykę atmosfery, ale nie wejdziemy. Jak te kryształy osiągną wystarczająco duży rozmiar, są już za ciężkie i zaczynają opadać w stronę ziemi w postaci de facto śniegu, który zazwyczaj po drodze się topi i spada jako deszcz. Chyba że to są chmury kropelkowe, wtedy po prostu zacznie spadać na ziemię, czyli tak naprawdę kilkaset tysięcy wiszących kropelek musi się połączyć w jedną kroplę, żeby spadł z tego deszcz. Zasiewanie jest więc zwiększaniem rozmiaru kropel, zazwyczaj, albo kryształów, które potem opadają i tworzy się opad.

To wszystko jest dość trudne, ale kluczowe jest to, że to nie jest tak, że mamy czyste niebo, w ogóle nie ma deszczu, jest susza, aż tu nagle zasiejemy i spadnie deszcz. Musimy zasiać jakieś chmury. Co więcej, zasiewa się różnymi metodami: akurat w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wystrzeliwują takie pociski solne, rozpylają sól, nie jodek srebra. Akurat jodek srebra jest dobry dlatego, że struktura tych kryształów jest podobna do kryształów lodu, więc tym chętniej powstają tam te kondensacje. Natomiast jeszcze raz: muszą być jakieś chmury, a nad Dubajem tych chmur jest jak na lekarstwo, właściwie ich nie ma. Oni oczywiście kombinują i od lat 90. prowadzą taki program zasiewania, ale efekty tego są wysoce dyskusyjne.

Natomiast kluczowe jest to, i jeszcze raz to podkreślę, że ten system mezoskalowy, który tam powstał, był wielkości Francji. To było gigantyczne, rzadko kiedy zdarza się coś takiego. Na przykład w 1998 roku coś podobnego zdarzyło się nad Nowym Jorkiem, chociaż było mniejsze, i spowodowało tam zupełnie katastrofalne opady. Na zdjęciach satelitarnych widać, że to jest coś wielkości Francji, w związku z czym nawet gdyby próbowali cokolwiek zasiewać, to czy spadłoby 10% deszczu więcej czy mniej, nie miałoby to żadnego znaczenia.

A prawda jest taka, że nawet nie próbowali zasiewać, bo dokładnie przeanalizowano loty służące temu zasiewaniu i tego dnia żadnych takich lotów nie było. To nie jest tak, że zasieje się tydzień wcześniej, a potem coś przypadkiem spadnie, to ma działanie bezpośrednie. Jedyną rzeczą, którą można tu jakkolwiek winić, są zmiany klimatu. Wiem, że niektórzy mają już alergię na to słowo, ale krótko rzecz ujmując: im gorętsza atmosfera, tym więcej może gromadzić wody, i również to rwanie się prądu strumieniowego może być związane ze zmianami klimatu. Natomiast żadne zasiewanie chmur nie wygeneruje mezoskalowego układu konwekcyjnego, nie wygeneruje nawet całkiem malutkiej burzy, może co najwyżej nieco zwiększyć opad. Więc nie, nie zwiększyło tutaj żadnego opadu.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że ta konkretna mezoskalowa burza była w stu procentach spowodowana przez zmiany klimatu, ale zmiany klimatu sprawiają, że takie ekstremalne zjawiska pogodowe, tego typu, które po długich suszach wywołują katastrofalne opady, stają się częstsze, bardziej intensywne, bardziej prawdopodobne i wyrzucają z siebie więcej opadu. Dubaj zdaje sobie z tego sprawę i dlatego postanowił zabrać się za zmiany infrastruktury odprowadzającej wodę, tyle że zabrał się za to trochę za późno. Współczujemy Dubajowi, zginęło tam około 20 osób, zdaje się, takie były doniesienia sprzed kilku dni.

Ola: [? niepewne: Anna biednego nie trafiło też.]

Piotr: Pewnie zginęli głównie ci biedniejsi, jak zwykle, bo tam jest sporo robotników z Azji. Współczujemy przede wszystkim im i ich rodzinom. A Dubaj będzie miał na co wydawać swój nadmiar pieniędzy, który się dorobił na ropie. Nie pozdrawiamy z tego powodu.

0:19:13 Rekordowa czarna dziura Gaia BH3

Piotr: A teraz ja opowiem o czarnej dziurze. Otóż europejscy naukowcy, tym razem nie amerykańscy, odkryli rekordowo wielką czarną dziurę. Znaleźli dziurę w całym, można powiedzieć. Jest to czarna dziura pochodzenia gwiazdowego, o tym, co to znaczy, za chwilę, i ma masę 33 razy większą od masy Słońca. Nosi nazwę Gaia BH3, dlaczego Gaia, też zaraz powiem. Znajduje się w odległości 1926 lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Orła, i jest to druga najbliższa nam czarna dziura, jaką udało się do tej pory odkryć. Jest to również najbardziej masywna czarna dziura pochodzenia gwiazdowego, jaką kiedykolwiek odkryto w naszej galaktyce, a przypominam, że nazwa naszej galaktyki to Droga Mleczna. Średnio, jak lokalizowano takie obiekty, miały one około 10 mas Słońca, a ta, przypominam, jest ponad trzykrotnie masywniejsza.

O co chodzi? Kawał dziury. Kawał dziury.

I przy tym odkryciu pracowali również polscy astronomowie: dr Milena Ratajczak i prof. Łukasz [? niepewne: Wyżykowski], którzy współpracowali w Europejskim Konsorcjum Przetwarzania i Analizy Danych Gaia. Ten zespół korzysta z danych przekazywanych przez bezzałogową sondę kosmiczną o nazwie Gaia, a jakże, należącą do Europejskiej Agencji Kosmicznej. To takie obserwatorium kosmiczne, które służy do precyzyjnych pomiarów położenia, ruchów i jasności gwiazd, takie obserwatorium gwiezdne.

Mieliśmy możliwość porozmawiać z dr Mileną Ratajczak i wyjaśniła nam, co właściwie wyróżnia czarne dziury pochodzenia gwiazdowego i czym różnią się od tego, co zwykliśmy uznawać za czarną dziurę, czyli od supermasywnych czarnych dziur.

Dr Milena Ratajczak: Czarne dziury pochodzenia gwiazdowego, zwane też czarnymi dziurami o masie gwiazdowej, powstają, gdy bardzo masywne gwiazdy kończą swoje życie. W końcowej fazie ewolucji takiej gwiazdy jądro zapada się i właśnie tak powstaje gwiazdowa czarna dziura. Inną kategorią czarnych dziur są tak zwane supermasywne czarne dziury, których masy przekraczają miliony mas Słońca. Takie supermasywne czarne dziury znajdują się w centrach wielu galaktyk, także naszej Drogi Mlecznej, a sposób ich powstania nie do końca jest jeszcze zrozumiały.

[~0:22:00] Uśpiona czarna dziura, fale grawitacyjne i słowo na dziś

Piotr: Doktor Ratajczak dodaje, że czarne dziury takie jak ta nowo odkryta obserwowano do tej pory jedynie na podstawie fal grawitacyjnych w odległych galaktykach. Fale grawitacyjne, co to takiego? To rozchodzące się drgania pola grawitacyjnego, jeden z efektów przewidywanych przez ogólną teorię względności Einsteina. Jakby to opisać, żebyście poczuli, czym są te fale grawitacyjne? To takie zmiany kształtu czasoprzestrzeni, zmarszczki na czasoprzestrzeni, falowanie kosmosu, turbulencje grawitacji. Zresztą to nówka sztuka: w 2015 roku udało się je potwierdzić, po raz pierwszy zarejestrować falę grawitacyjną przebiegającą przez Ziemię, która była efektem zderzenia dwóch czarnych dziur, 14 września. Do takiego falowania, marszczenia się czasoprzestrzeni, dochodzi podczas gwałtownych zdarzeń, takich jak zderzenia czarnych dziur, ogólnie takich, w których biorą udział bardzo masywne obiekty. I właśnie przy takiej okazji udaje się zlokalizować czarne dziury pochodzenia gwiazdowego.

Ta czarna dziura, którą właśnie odkryto, jest szczególna jeszcze z jednego powodu, bo krąży w układzie podwójnym z bardzo starą gwiazdą.

Ola: Musi coś zżerać ją pewnie, nie?

Piotr: No już ją chyba zeżarła, o tym za chwilę. To, że krąży w układzie podwójnym, nie jest samo w sobie niczym oryginalnym, bo większość odkrytych do tej pory czarnych dziur pochodzenia gwiazdowego krąży w takich układach. Ale tu sytuacja jest taka, że ponieważ gwiazda towarzysząca naszej czarnej dziurze jest bardzo stara, to nasza czarna dziura jest czarną dziurą uśpioną. To w ogóle niezła historia, bo najprawdopodobniej było tak, że co miała wyssać z najbliższej gwiazdy, to wyssała, albo ta gwiazda znajduje się zbyt daleko, żeby można było z niej wysysać materię, i w związku z tym czarna dziura nie jest w stanie emitować promieniowania rentgenowskiego. Trudno więc ją wykryć i dlatego jest czarna, a poza tym dlatego fale grawitacyjne są tym elementem, który może zdradzić obecność takiej czarnej dziury.

A jak stara jest ta bardzo stara gwiazda? Bardzo, bardzo stara: powstała jeszcze przed narodzinami naszej galaktyki, Drogi Mlecznej. Co ona tam robi? Należała do galaktyki Sekwoja, która połączyła się z Drogą Mleczną około 10 miliardów lat temu.

Ola: Miło, że ktoś 10 miliardów lat temu nadał jej już nazwę. Czy wtedy była już Sekwoja?

Piotr: Polscy astronomowie, najstarsi astronomowie świata.

Naukowcom udało się ustalić, że ta bardzo stara gwiazda jest również bardzo uboga w pierwiastki cięższe niż wodór i hel. Astronomowie doszli do wniosku, że najprawdopodobniej również ta czarna dziura, jej sąsiadka, też była taką gwiazdą ubogą w cięższe pierwiastki, która po prostu zapadła się i utworzyła właśnie taką masywną czarną dziurę, którą można zaobserwować obecnie wyłącznie za pomocą fal grawitacyjnych. Czyli to jest jakaś nowa kategoria, nowy model ewolucji gwiazd, który udało się potwierdzić na podstawie badań przeprowadzonych między innymi z udziałem polskich naukowców i opublikowanych w połowie kwietnia.

Wtrącę jeszcze, że jeżeli komuś czarne dziury kojarzą się z taką czarną dziurą jak w "Interstellar", czyli tą świecącą czarną dziurą, znaczy oczywiście sama czarna dziura nie świeci, ale świeci materia, która do niej wpada, układa się w dysk i się nagrzewa, świecąc bardzo jasno, to jest właśnie ta druga kategoria, o której mówiła Milena Ratajczak, czyli supermasywne czarne dziury, które zasysają bardzo dużo materii, a ta materia wokół nich świeci. Stąd właśnie wiemy o nich, choćby z obserwacji tego bardzo jasnego świecenia, kwazarów i tak dalej. W ogóle superciekawa opowieść o kwazarach jest w Radiu Naukowym u Karoliny Głowackiej, polecamy. Natomiast to, o czym my mówimy, to są takie niepozorne dziury, mimo że masywne, choć nie supermasywne.

Ola: Niepozorna czarna dziura.

Piotr: Tak, więc są naprawdę czarne i naprawdę nic nie sygnalizuje ich obecności poza tymi falami grawitacyjnymi, tu mówię dla tych, którzy kojarzą te świecące czarne dziury. Astronomowie naprawdę się ucieszyli z tego odkrycia, bo ta czarna dziura znajduje się na tyle blisko nas i jest na tyle charakterystyczna, że teraz będzie służyła jako poletko doświadczalne do badań nad tym typem czarnych dziur. Już się cieszą, że ta ekstremalna fizyka będzie mogła być tam testowana i sprawdzana na różne sposoby, i nomen omen, badania te mogą rzucić więcej światła na wciąż tajemniczą naturę bardzo masywnych obiektów, jakimi są czarne dziury.

No i tym kończymy dzisiejszą opowieść. Nasze kluczowe słowo, które zapraszamy was, żebyście wpisywali we wszelkich komentarzach, to jest komórka, od mezoskalowej komórki. Zatem: komórka. Dzięki i cześć.

Źródła

Brak listy źródeł w opisie odcinka (kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta dla tego odcinka). W rozmowie prowadzący odsyłają do zdjęć satelitarnych Dubaju, wskazując "chyba CNN" jako źródło, ale konkretny adres URL nie został podany ani uwzględniony w kolumnie RSS.

Źródła

Linki do badań, omówień i dodatków