Podcast Crazy Nauka · odc. 61
Najdziwniejsze przedmioty, jakie ludzie pozostawili w kosmosie
Posłuchaj też na:
Hamaki. Rękawice. Worki z kupą. Samochody. Piłki. Oszczepy. Uff. Lista dziwacznych rzeczy, które ludzie zostawili w kosmosie jest długa. My wybraliśmy te, które mają najciekawsze historie. Od pierwszego lotu w kosmos po ostatnio zgubioną torbę. Posłuchajcie – będzie dziwnie
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Jakie nieoczywiste dyscypliny sportowe uprawiane były w kosmosie?
Piotr: Co pomyślą u nas obcy, kiedy odkryją na powierzchni Księżyca 96 worków z ludzką kupą?
Ola: Dokąd zmierza kosmiczny samochód Tesla ze Starmanem za kierownicą? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.
Piotr: Spóźniony podcast Crazy Nauka.
Ola: Tak, już od razu przepraszamy, bo rzeczywiście tydzień temu nie wypuściliśmy odcinka naszego podcastu. Bijemy się w piersi, tak, Piotrek się bije, ja pozostanę z nieobitymi piersiami.
Piotr: W każdym razie przepraszamy, no wyszło jak wyszło. Nałożył się na to wyjazd, milion dziwnych rzeczy, trochę niespodziewanych działań. Problem w tym, że nie bardzo jeszcze mamy wam gdzie dawać znać o takich wpadkach, że nam coś się opóźnia. Coś jeszcze pomyślimy o takim systemie komunikacji.
Ola: Pomysły, gdzie byłoby wam wygodnie odbierać takie informacje.
Piotr: Poza Telegramem.
Ola: Poza Telegramem i pocztą gołębią. A wracając do tego, co dzisiaj chcemy wam opowiedzieć, to będzie opowieść o najdziwniejszych przedmiotach, obiektach, jakie ludzie pozostawili w kosmosie albo je tam wysłali i porzucili.
Piotr: Tak, ja nawet własną autorską kategoryzację tych rzeczy wprowadziłem, ale o tym później.
Ola: No tak. Cóż, przedstawiciele naszego gatunku rzeczywiście mają przykry zwyczaj zaśmiecania właściwie każdego terytorium, na którym się pojawiają. Nic więc dziwnego, że dotyczy to też przestrzeni pozaziemskiej, do której trafiło mnóstwo sprzętu używanego podczas licznych bezzałogowych i załogowych misji. Kosmos wydaje się przestrzenią należącą do wszystkich i do nikogo, w związku z czym ludzie przez wiele, wiele lat śmiecili tam zupełnie bez skrępowania.
Piotr: Faktem jest, że tam jest dużo miejsca, tego nie da się zaprzeczyć, ale problem polega na tym, że część tego miejsca jest dość ściśle zamknięta i to jest ta orbita okołoziemska, na którą właśnie wysyłamy cały czas coś i różne rzeczy się tam z nimi dzieją. Będziemy jeszcze o tym mówili.
Ola: Na przykład Rosjanie postanowili strzelać do swojego nieużywanego już satelity, w związku z czym namnożyli śmieci kosmicznych, które, uwaga, mogą zagrozić Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Piotr: Tak naprawdę najbardziej zaśmiecone są rejony najbliższe nam, czyli orbita okołoziemska. Oczywiście to nie jest tak, jak się niektórym wydaje, bo spotykaliśmy się z komentarzami, że tych śmieci jest tam jeden obok drugiego. Takie wrażenie sugerują różne animacje pokazujące krążenie tych wszystkich obiektów na orbicie i tam rzeczywiście to wygląda, jakby to była gęsta kasza, ale obiekty są zazwyczaj maciupeńkie, a odległości między nimi wciąż ogromne. To nie jest tak, że gdziekolwiek się splunie, to od razu się na coś trafia, co nie zmienia faktu, że problem jest i jest duży. W tej chwili na orbicie okołoziemskiej znajduje się około 11,5 tysiąca ton obiektów wykonanych ludzką ręką. W większości są to szczątki różnych statków kosmicznych: czasami człony rakiet, czasami satelity, które zostały wycofane z użytku, ale też takie, które były rozbijane.
Ola: No właśnie, Rosjanie zestrzelili kilka lat temu swojego nieużywanego już satelitę w ramach testów broni orbitalnej.
Piotr: Tak, brawo.
Ola: I w związku z tym zagrozili integralności Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Była wielka awantura z tym związana.
Piotr: Jest też cała kategoria obiektów, które się tam pojawiają i stosunkowo szybko znikają, ale ponieważ cały czas wysyłamy tam coś, takie obiekty rzeczywiście potrafią chwilę egzystować i zagrażać. Wśród nich są na przykład rzeczy, które gubią astronauci, ale o tym będzie jeszcze mowa.
Ola: Jeszcze dziwniej jest na powierzchni Księżyca, bo tam ludzie zdołali zgromadzić naprawdę imponującą kolekcję rozmaitych obiektów. Pozostały tam i będą trwać, chyba że ktoś je stamtąd kiedyś zabierze, bo są takie plany. Masa tego wszystkiego jest spora. Szukałam porównania, które byłoby równie nośne jak baseny olimpijskie albo powierzchnia boisk piłkarskich, ale nie wymyśliłam. Za to mogę powiedzieć, że masa tego, co ludzie zostawili na Księżycu, jest większa niż masa trzech współczesnych standardowych czołgów zachodniej produkcji.
Piotr: Wow, ale żeś wymyśliła.
Ola: Abramsy czy jakieś inne, nie znam się.
Piotr: Abrams family, tak?
Ola: Okej, ale jakby spojrzeć na to uważnie, to są tam i obcinaczki do paznokci, i hamaki, nawet spodnie od kombinezonu kosmicznego. Zastanawiałam się, czy ktoś zgubił spodnie od kombinezonu, przechodząc.
Piotr: Nie, nie, nie zastanawiam się nad tym.
Ola: I mnóstwo oczywiście cięższego sprzętu, jak orbitery, łaziki czy sondy kosmiczne.
Piotr: Tak, i o tym będzie mowa, chociaż podzieliliśmy to na jakieś kategorie, zobaczymy jak to wypali. Jeszcze chcieliśmy was poprosić, to jednorazowa prośba, bo dotyczy tylko tego tygodnia, który się kończy, kiedy tam?
Ola: 19 kwietnia.
Piotr: Chcieliśmy poprosić, żebyście, jeśli lubicie to, co robimy, zagłosowali na nas w konkursie Influencer Life Awards. Link jest w opisie odcinka.
Ola: Startujemy w kategorii Science and Education. To trochę jak start w konkursie piękności, my może nie jesteśmy piękni, ale za to jesteśmy merytoryczni, więc jeżeli uważacie, że to, co robimy, robimy dobrze, zajrzyjcie pod link w opisie odcinka i zagłosujcie na nas. Będzie nam ogromnie miło. Dziesięć pierwszych, tych z najwyższą liczbą głosów, przechodzi do dalszego etapu konkursu.
Piotr: Tak, z najwyższymi dwoma głosami przechodzi do dalszego etapu konkursu.
Ola: I będzie mogło zawalczyć o statuetki.
Piotr: W każdym razie, jeżeli lubicie to, co robimy, i jeszcze w dodatku nie przeszkadza wam nasz PESEL, który zaczyna się od niezbyt wielkich liczb, to zapraszamy do głosowania. Bardzo dziękujemy tym, którzy nas wspierają, szczególnie na Patronite albo przez BuyCoffee. Naprawdę jest nam bardzo miło, bardzo nam to pomaga.
Ola: I przypominamy też, że można zasubskrybować nasz podcast. Dzięki temu nie ominie was żaden nowy odcinek.
Piotr: Tak, i też algorytmy będą bardziej zmobilizowane. I jeszcze jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych oraz tych nieliczących się.
0:07:49 Śmieci na orbicie okołoziemskiej i ochrona planetarna
Ola: Jak już wspominaliśmy, najwięcej śmieci znajduje się oczywiście na orbicie okołoziemskiej. Z gruzu, który jest regularnie śledzony przez sieci nadzoru kosmicznego i wprowadzony do katalogu, jest 35 150 obiektów. Ta liczba może być już większa, bo dane bywają świeże. Piotrek już wcześniej mówił, że to ponad 11,5 tysiąca ton, to naprawdę dużo tego całego złomu, który krąży. Jest jeszcze cała masa takich obiektów, które nie zostały skatalogowane, ale istnieją pewne modele statystyczne, które szacują, ile tych śmieci na orbicie może być. 36,5 tysiąca to obiekty większe niż 10 centymetrów. Milion to śmieci o średnicy od ponad 1 centymetra do 10 centymetrów. A 130 milionów obiektów to śmieci kosmiczne o średnicy od ponad 1 milimetra do 1 centymetra.
Piotr: Tu się mogą zaliczać najróżniejsze rzeczy, bo jeżeli mamy na przykład wyciek paliwa, to generuje on dużo kropel, a te krople też można zaliczyć do śmieci kosmicznych.
Ola: Albo odpryski farby, na przykład.
Piotr: Poruszają się z bardzo dużą prędkością. Oczywiście wszystko zależy, w którą stronę lecą: skoro Międzynarodowa Stacja Kosmiczna porusza się z ogromną prędkością, to jeżeli coś od niej odpadnie, będzie się poruszało z podobną prędkością jak ona, więc bezpośrednio jej wtedy nie zagraża. Ruch orbitalny jest jednak dość skomplikowany, prędkości i kierunki są trudne do przewidzenia i to jest największy problem. Jest jeszcze jeden temat, o którym teraz wspomnimy, choć zawsze okazuje się, że można o nim ułożyć całe długie opowieści i podcasty: kwestia ochrony planetarnej. Nie obrony planetarnej, o której już mówiliśmy, tylko ochrony planetarnej. Dotyczy ona ochrony zarówno Ziemi, jak i innych ciał niebieskich, głównie przed skażeniem, przed przeniesieniem…
Ola: Mikroorganizmów.
Piotr: Nie tylko mikroorganizmów, ale czegoś, co mogłoby być niepożądane ze względów biologicznych. Temat jest znany od dawna, po raz pierwszy poruszono go chyba w 1956 roku, na siódmym kongresie Międzynarodowej Federacji Astronautycznej w Rzymie, czyli zanim jeszcze na dobre zaczęły się jakiekolwiek sensowne loty kosmiczne. Później pojawiło się sporo regulacji prawnych: głównym jest Traktat Narodów Zjednoczonych o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku. To w nim jest podstawa prawna tej ochrony planetarnej, mowa o tym, że strony traktatu mają prowadzić badania oraz eksplorację w sposób unikający szkodliwego skażenia, a także niekorzystnych zmian w środowisku Ziemi wynikających z wprowadzenia materii pozaziemskiej. To ma więc działać w obie strony. Wtedy bardziej myślano o Ziemi, o tym, żeby na Ziemię czegoś nie zawlec, stąd na przykład kwarantanna pierwszej załogi, która wylądowała na Księżycu: panowie z Apollo spędzili jakiś czas w gustownej przyczepie kempingowej, specjalnie przygotowanej na tę okazję, dosłownie na kwarantannie. Teraz jednak bardziej myśli się o zanieczyszczeniu innych obiektów.
Ola: Tak naprawdę wygląda na to, że to, co my możemy z pełnej życia Ziemi przenieść dalej w kosmos, jest znacznie bardziej groźne dla innych.
Piotr: Przede wszystkim obawa wynika z tego, że na Ziemi jest życie, a gdzie indziej go jeszcze nie znaleźliśmy. Ale wiemy też, że są miejsca, w których nasze życie mogłoby sobie całkiem dobrze poradzić, i są takie szczególne miejsca, chociażby Europa, lodowy księżyc, jeden z tych, z którymi wiąże się największe nadzieje co do znalezienia tam życia.
Ola: I Enceladus.
Piotr: I Enceladus. Właśnie po to, żeby nie zanieczyścić Europy, w 2003 roku zdecydowano o rozbiciu sondy Galileo o Jowisza, żeby nie pozostała nigdzie i nie zapaskudziła niczego. Im więcej wiemy o mikroorganizmach, które mieszkają na Ziemi, bo głównie o to chodzi, choć nie tylko, tym bardziej obawiamy się, że już je zawlekliśmy albo zawleczemy. Jest praca z 1965 roku, którą linkujemy w opisie, omawiająca to zagadnienie, czyli już wtedy poważnie o tym myślano i zalecano wysoką temperaturę. Wiemy jednak, że to już nie jest skuteczne, że nawet promieniowanie jonizujące nie bardzo działa, bo robiono doświadczenie, w którym drobnoustroje z komory, w której oczyszczano łazik Curiosity przed startem, wymazano, namnożono, wysuszono i poddano ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe, ekstremalne zimno, ekstremalne wartości pH i tak dalej. W sumie było to 377 różnych szczepów i prawie 11% z nich przetrwało więcej niż jeden z tych ciężkich sposobów traktowania.
Ola: To są ekstremofile.
Piotr: Dokładnie, więc stosuje się szereg różnych zasad. Przede wszystkim praca w czystych pomieszczeniach, bo wszystkie misje są w tej chwili dzielone na chyba pięć kategorii, z jakimiś podkategoriami, w zależności od stopnia zagrożenia. Jeżeli coś leci na orbitę okołoziemską, sterylizowanie go pod kątem zanieczyszczenia innych obiektów kosmicznych nie ma właściwie żadnego znaczenia, bo nigdzie dalej to nie poleci, choćby bardzo chciało. Natomiast im dalej lecimy i im bardziej spodziewamy się, że gdzieś mogą być warunki nadające się do życia, tym to oczyszczanie jest bardziej skomplikowane.
Ola: Tu jeszcze wtrącę, że istnieją takie zwierzątka, które nazywają się niesporczaki, i wytrzymują niemalże wszystko: ogromnie wysokie temperatury, bardzo niskie temperatury, promieniowanie kosmiczne. Były eksperymenty z niesporczakami w roli głównej robione na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i one wszystko przetrwały.
Piotr: Chociaż tu bardziej boimy się przetrwalnikowych form bakterii, bo mają jednak większe możliwości. W dawnych dobrych czasach, na przykład sondę kosmiczną Viking poddawano obróbce cieplnej przez 30 godzin w temperaturze 112 stopni Celsjusza. Było kilka takich cykli, bo po każdym cyklu prawo przeżyć ma określony procent drobnoustrojów, a jak te cykle się powtarzają, ten procent się zmniejsza. Problem w tym, że teraz wiele misji kosmicznych nie bardzo nadaje się do takiego podgrzewania, bo to już nie są czasy, kiedy każda sonda była czymś absolutnie wyjątkowym: często wykorzystuje się elementy, które nie są przygotowywane specjalnie na tę misję, tylko coś dostępnego w handlu, więc to niekoniecznie jest super żaroodporne, a i elektronika jest delikatniejsza, więc podgrzewanie nie jest najlepszą metodą. Metod jest wiele: nadtlenek wodoru w fazie lotnej, tlenek etylenu, promieniowanie gamma, wiązki wysokoenergetycznych elektronów. Niedawno pojawił się pomysł sterylizacji plazmowej, która ma być bezpieczna i bardzo skuteczna. Pojawiają się też pomysły zupełnie dziwne, bo ta dyskusja cały czas trwa i jest bardzo gorąca: na przykład żeby wprowadzić parki narodowe czy raczej rezerwaty, był projekt, żeby w ogóle Europy nie ruszać, dopóki nie będziemy mieli stuprocentowej pewności, że tam nie ma życia. Co jest trochę trudne, bo jak sprawdzić, czy jest życie, nic tam nie sadzając? To trochę na zasadzie: nie martwmy się teraz tym, w przyszłości będzie lepsza technologia. Są też koncepcje całych parków planetarnych. Myślę, że to na razie kwestia bardziej dyskusji teoretycznej niż wprowadzania konkretnych działań.
Ola: Podejrzenia co do tego, że na Europie może istnieć życie, są całkiem uzasadnione, bo wykryto w jej bezpośrednim otoczeniu składniki, które mogą wskazywać na to, że w głębiach jej oceanów, pod lodową skorupą, mogą się kryć kominy hydrotermalne. A kominy hydrotermalne na Ziemi, jak mówi silnie wspierana hipoteza, były u nas pierwotnym źródłem życia.
Piotr: Całkiem niedawno wyszło fajne badanie na ten temat, jeszcze do niego wrócimy, mówiące o tym, że przy kominach hydrotermalnych dzieje się pod kątem biologicznym znacznie więcej niż do tej pory sądzono, to jest ten moment przejścia od geologii do biologii. Od dawna podejrzewano, że kominy hydrotermalne to może być to miejsce, a kolejne badania i dane coraz silniej na to wskazują.
Ola: Dodajmy, że ekosystemy skupione na Ziemi wokół kominów hydrotermalnych nie opierają się na fotosyntezie, tylko na chemosyntezie: są tam bakterie chemosyntetyczne, które są podstawą tego łańcucha żywieniowego.
Piotr: Coś takiego absolutnie może istnieć pod ciemnym lodem, daleko od Słońca. Dużo wskazuje na to, że takie mikroorganizmy tam mogą istnieć, choć trudno powiedzieć, zobaczymy. Szykowane są misje na Europę, jest nadzieja, że może za dłuższy czas naszego życia dowiemy się, co tam bulgocze.
0:19:29 Roboty i sondy na Księżycu
Ola: Przejdźmy tutaj bliżej nas, na nasz rodzimy Księżyc, rodzimy, pięknie zabrzmiało, własny, najbliższy nam, niezwykle popularny cel wypraw kosmicznych i jedyne ciało niebieskie poza naszą planetą, po którym chodzili ludzie. Chodzili to mało powiedziane, biorąc pod uwagę, co oni tam wyprawiali. W kierunku Księżyca wystrzelono do tej pory ponad 140 misji kosmicznych, w większości brały w nich udział zrobotyzowane orbitery, lądowniki, łaziki, a wśród nich było ponad 30 sond bezzałogowych, które miały albo miękkie lądowanie, albo rozbiły się o powierzchnię Księżyca. Sześć misji miało na pokładzie astronautów i w związku z tym, co tam się działo, ludzie pozostawili na powierzchni Księżyca ponad 187 ton śmieci.
Piotr: To jest właśnie ta liczba, która jest większa niż Abrams family.
Ola: Dokładnie. Istnieje spis, taki katalog tego, co na Księżycu pozostawiono, i naliczono około 800 przedmiotów. Aż 765 z nich pochodzi z misji amerykańskich, zarówno załogowych, jak i bezzałogowych.
Piotr: A żebyś wiedziała, coś w ten deseń.
Ola: Wśród najcięższych pozostałości po misjach amerykańskich jest pięć szczątków po rakietach Saturn V z programu Apollo, to trzecie stopnie tych rakiet. Większość sprzętu, który leży na Księżycu, już nie działa, ale są wyjątki. Do tych wyjątków należą reflektory, takie zwierciadła, które jako pierwsi zostawili na Księżycu Amerykanie podczas misji Apollo, po to, żeby dokonywać z ich pomocą pomiarów odległości Ziemi od Księżyca.
Piotr: Strzela się w to laserem. To nie są śmieci, bo to są urządzenia badawcze, tak to ujmijmy.
Ola: One się akurat bronią i dzięki tym lustrom przede wszystkim jesteśmy w stanie badać orbitę Księżyca. Wiemy na przykład, że co roku Księżyc oddala się od nas o blisko 3,8 centymetra.
Piotr: To mniej więcej tyle, ile rosną paznokcie. Bardzo mi się podoba to porównanie.
Ola: W każdym razie masa sprzętu, który tam pozostaje, to łaziki księżycowe, na przykład dwa radzieckie Łunochody.
Piotr: Ale przecież też te pojazdy, Lunar Roving Vehicle. Polak przyłożył rękę do ich konstrukcji, był jednym z głównych konstruktorów.
Ola: Trzeba pamiętać, że pierwszym łazikiem na Księżycu był radziecki Łunochod 1. Dodajmy, że porozbijano tam liczne orbitery, czyli satelity Księżyca, które krążyły i obserwowały powierzchnię.
Piotr: To była jedna z pierwszych misji księżycowych, chyba polegała na tym, żeby w ogóle wcelować w Księżyc.
Ola: No właśnie. Porozbijano mnóstwo sond po to, żeby po pierwsze sprawdzić, co tam się z tego Księżyca unosi, po drugie żeby wykonywać różne eksperymenty. Były różne amerykańskie sondy, Ranger i Surveyor, w latach 60. Całe mnóstwo sprzętu. A co jeszcze działa? To są te obiekty, które całkiem niedawno wylądowały na Księżycu. W 2024 roku, czyli 2-3 miesiące temu, wylądowała japońska sonda SLIM i ona jeszcze działa. W podobnym czasie wylądował bezzałogowy lądownik Odysseus, dzieło NASA wraz z firmą Intuitive Machines z Houston, wystrzelony z pomocą rakiety firmy SpaceX. To czyni z tego przedsięwzięcia pierwszy komercyjny statek kosmiczny, który bezawaryjnie wylądował na Księżycu. Dodajmy, że i Chińczycy ostatnio powysyłali sporo swojego sprzętu.
Piotr: A będą wysyłać więcej?
Ola: I teraz może mnie wesprzesz: misja Chang'e 4…
Piotr: Jeśli chodzi o wymowę, to na mnie nie licz.
Ola: …z łazikiem Chang'e 2 z 2019 roku. Wylądowały po tak zwanej ciemnej stronie Księżyca, co jest nieprawdą, że jest ona ciemna, po prostu jest niewidoczna z naszej strony. Nie znalazłam najnowszych informacji na temat, czy ta sonda jeszcze działa.
Piotr: Z tego, co pamiętam, to chyba nie.
Ola: Ale prawdopodobnie już nie. Natomiast kolejna z sond, Chang'e 5, wróciła na Ziemię z próbkami skał księżycowych, co było wielkim sukcesem. W maju tego roku Chiny mają wysłać historyczną misję Chang'e 6, która podejmie próbę zebrania próbek z niewidocznej strony Księżyca i powrotu z nimi na Ziemię.
Piotr: Ambitnie do tego podchodzą. Mnóstwo krajów zdaje się starało wylądować.
Ola: Tak, jeszcze Indie ze swoim Chandrayaanem 3 wylądowały w 2023 roku. Żywotność tego lądownika była obliczona na jakieś pół roku. Na Księżycu w ostatnim czasie próbowali wylądować również inni gracze.
Piotr: Na przykład Rosjanie.
Ola: Na przykład Rosjanie, izraelska organizacja pozarządowa, japońska firma, jeszcze jedna firma współpracująca tym razem z NASA.
Piotr: Mamy zresztą o tym odcinek, zaraz znajdę który.
Ola: Oczywiście, ale w każdym razie tego mnóstwo było. Ja bym się chciała skupić na czymś, co jest najbardziej interesujące, przynajmniej z naszego punktu widzenia: na artefaktach, które na Księżycu pozostawili ludzie, którzy po nim chodzili, byli tam fizycznie. Załogowe misje Apollo wykonały sześć lądowań, ale naśmieciły 765 obiektów. Przypominam, ponad 180 ton.
Piotr: A 49. odcinek, "Nauka na czasie, tłok na Księżycu i nowe antybiotyki", tam było sporo o tych misjach: kto się tam tłoczy i przede wszystkim dlaczego, po co się tłoczą, bo to też ważne.
Ola: Właśnie, i po co się tłoczą: to kwestia tego, żeby po pierwsze naśmiecić, a po drugie podjąć próby wydobywania z Księżyca rozmaitych skarbów mineralnych.
Piotr: Odcinek 49, zapraszamy.
0:26:29 Osobiste pamiątki i kuriozalne przedmioty na Księżycu
Ola: I dlaczego właściwie jest tak, że astronauci, którzy tam się znaleźli na Księżycu, zostawili całe mnóstwo śmieci?
Piotr: Mogliby, jak w parku narodowym: co przyniosłeś, zabierz ze sobą.
Ola: Tak by się wydawało logiczne, natomiast wielokrotnie okazywało się, że jednak oszczędności: mamy mało paliwa, żeby zabrać z powierzchni Księżyca skały, jakieś próbki, trzeba wyrzucić coś ze statku kosmicznego, w związku z czym zostawiano rzeczy niepotrzebne. Albo przywożono specjalnie na Księżyc obiekty sentymentalne, które zostawiano na pamiątkę.
Piotr: Kiepy, prezerwatywy.
Ola: Nie, nie o tych mówię.
Piotr: Cały czas czekam.
Ola: Ja wiem. Do tych obiektów sentymentalnych należą jakieś ordery czy flagi, które od pierwszej misji Apollo, która wylądowała na Księżycu, Apollo 11, za każdym razem wtykano w księżycową glebę. Dodajmy, że z powodu promieniowania kosmicznego są już wszystkie całkiem białe, więc jak przylecą kiedyś obcy, to zobaczą, że ziemianie się poddają.
Piotr: Może i dobrze, niech polecą dalej z pogardą.
Ola: No tak. Więc wszystkie misje Apollo, albo prawie wszystkie, pozostawiły po sobie na powierzchni Księżyca na przykład systemy podtrzymywania życia używane w skafandrach kosmicznych. Były tam liczne baterie, zawory, i NASA liczy te sprzęty jako osobne pozycje w swoim katalogu. Wśród śmieci znalazły się też najwyższej jakości kamery, zarówno fotograficzne, jak i wideo.
Piotr: Właśnie te cudowne Hasselblady.
Ola: Tak, warto by polecieć i je stamtąd zabrać.
Piotr: Przecież to byłaby najdroższa rzecz na Ziemi, taka kolekcjonerska.
Ola: A to jeszcze będzie o najdroższych rzeczach. Wiele misji pobierało próbki, w związku z czym porzucano tam narzędzia typu młotki, liny, magnetometry, jakieś eksperymenty sejsmiczne, detektory różnego typu, i wiele z tego zostało na powierzchni. Jest tam również co najmniej jeden radioizotopowy generator termoelektryczny zasilany plutonem.
Piotr: O nim też mieliśmy w sierpniu.
Ola: Część z nich leży po prostu na powierzchni, a niektóre znajdują się w różnych modułach statków kosmicznych, które zostały porzucone na powierzchni Księżyca. Z rzeczy, które są bardziej interesujące, jest całkiem pokaźna kolekcja ludzkich odchodów: 96 worków kupy.
Piotr: Wyliczone.
Ola: I tak, bardzo starannie policzone.
Piotr: Zbiera się kupę po swoim astronaucie.
Ola: NASA chce pozbierać te worki i sprawdzić, co się z nimi stało przez ten czas przebywania na Księżycu, jakim przemianom uległy. To jest bardzo…
Piotr: Na pewno zaszły tam liczne mutacje w mikroflorze i jak ktoś podejdzie do tego worka, ten worek się na niego rzuci.
Ola: Też może tak się zdarzyć, obawiam się, że taka kupa na Księżycu może się okazać niebezpieczna. Oprócz kupy…
Piotr: A czy to byłby obiekt kolekcjonerski? Jakbyś przywiozła taki worek z kupą z Księżyca? A może Hasselblad albo młotek byłby więcej wart?
Ola: A myślisz, że nie znaleźliby się tacy, którzy by go kupili? Oczywiście, że tak.
Piotr: Moja wyobraźnia buzuje.
Ola: Nie idźmy w tym kierunku. Przejdźmy do bardziej szacownych obiektów. Otóż astronauta Apollo 16, Charles Duke, zostawił na powierzchni Księżyca zdjęcie swojej rodziny, oprawione w ramkę, z podpisem, że to rodzina astronauty Charliego Duke'a z planety Ziemia, który wylądował na Księżycu 20 kwietnia 1972 roku. Miał wówczas 36 lat. Myślę, że zrobił swojej rodzinie wspaniały prezent. Teraz leży tam biała kartka, która wskutek promieniowania kosmicznego po prostu straciła swoje barwy. Wspominałam już o flagach i tych flag było tyle, ile misji Apollo wylądowało na Księżycu. Wiadomo jednak, że co najmniej jedna flaga wróciła na Ziemię i jest w tej chwili przechowywana jako eksponat muzealny. Dodajmy, że flagi nigdy by na Księżycu nie powiewały, gdyby nie poprzeczki, które były do nich zamontowane i które je rozpościerały.
Piotr: I niezbyt dokładnie rozpościerały. To w ogóle fajna historia, może kiedyś do niej wrócimy, bo te flagi, przynajmniej do Apollo 11, to był jakiś straszny badziew, pamiętam, że kupowano je jakoś na ostatnią chwilę.
Ola: Była strasznie zgnieciona, w związku z czym wygląda, jakby łopotała na wietrze, a de facto jest po prostu zmiętolona.
Piotr: Tak, bo było jakoś tak, że je kupowano, bo był duży spór, czy je w ogóle zostawiać. Wiem, że było duże zamieszanie i dosłownie kupowano je w ostatniej chwili niemal na jakimś straganie.
Ola: Ale mieli problem z tym, żeby flagę zostawić, a nie mieli problemu, żeby zostawić kupę. Dobra, wróćmy do tematów ważkich. Otóż na Księżycu znalazły się ludzkie prochy, i to nie byle kogo, bo Eugene'a Shoemakera, amerykańskiego geologa, odkrywcy wielu planetoid i komet. Jego prochy przetransportowano na Księżyc w kapsule na pokładzie sondy kosmicznej Lunar Prospector. Na tej kapsule, specjalnie zaprojektowanej, żeby zabrać ją na Księżyc, widniał cytat z "Romea i Julii". Znalazłam polski przekład, chyba Barańczaka, ale nie jestem pewna, bo niestety nie udało mi się tego zweryfikować: "A kiedy już umrę, weź go i potnij na małe gwiazdeczki, co tak upiększą twych niebios oblicze, że świat cały zakocha się w nocy i czcić przestaną jaskrawy blask słońca." William Shakespeare, "Romeo i Julia". Skoro jesteśmy przy podniosłych tematach, to najprawdopodobniej na Księżyc dotarła również mała galeria sztuki, zmieszczona na czipie o wymiarach trzy czwarte cala na pół cala.
Piotr: 2,54 to jest cal, więc można sobie policzyć.
Ola: W każdym razie istnieje podejrzenie, że na Księżycu znajduje się czip, zatytułowany Moon Museum, który zawiera dzieła sztuki sześciu artystów, w tym Andy'ego Warhola. Chociaż NASA nie zgodziła się na to, żeby przetransportować ten czip na Księżyc, podobno jeden z inżynierów misji Apollo 12 przymocował czip do nogi modułu księżycowego. NASA tego nie potwierdziła.
Piotr: Wymyśla się więcej rzeczy, które nie do końca legalnie poleciały na Księżyc.
Ola: Jest wielce prawdopodobne, że tak się stało, a NASA nie chce pokazywać, że ma dziurawy system kontroli, więc można podejrzewać, że ten czip w Księżycowym Muzeum jednak tam się znajduje.
Piotr: Dziurawy system kontroli przypomniał mi znowu nasz ulubiony serial "For All Mankind" i przemyt na Marsa i z Marsa. Polecamy nieustająco ten serial.
Ola: Tu o przemycie, choć nie dosłownie rozumianym, też powiemy dwa słowa. Rzeczy dziwnych i dziwniejszych to piłki golfowe i oszczep, wciąż znajdujące się na Księżycu. To były pierwsze przypadki, kiedy na innym ciele kosmicznym niż Ziemia uprawiano sport. Załoga Apollo 14 wpadła na doskonały pomysł, żeby zabrać piłki golfowe: Alan Shepard pozował, grając w golfa na powierzchni Księżyca, a Ed Mitchell z tej samej załogi rzucił oszczepem. To nie był dokładnie oszczep, tylko rączka urządzenia do pobierania próbek, delikatnie przerobiona. Taki mieli kaprys, chłopaki.
Piotr: Z tymi piłkami jest tak fajnie, że poleciały super daleko, co nie jest dziwne przy takiej grawitacji.
Ola: Leciały i leciały. Shepard wspominał, że tak patrzył, a ona tak leciała, ta piłka.
Piotr: I leciała, tak.
Ola: A z rzeczy, które również…
Piotr: To wytłumacz, dlaczego ich nie pozbierali.
Ola: Nie pozbierali, bo za daleko im poleciały. Z rzeczy, które również zachowują się inaczej niż na Ziemi, na Księżycu pozostało pióro i młotek. Były to przedmioty, które nawiązują do eksperymentu z XVI wieku: Galileusz zrzucił wówczas z Krzywej Wieży w Pizie dwa przedmioty o różnych masach, a eksperyment miał wykazać, że prędkość, z jaką spadały, była niezależna od ich masy.
Piotr: Co jest wciąż moim zdaniem jedną z najmniej intuicyjnych rzeczy. To znaczy, jeżeli kogoś zapytamy, czy jak zrzucimy, nie wiem, kulkę zrobioną ze styropianu i kulkę zrobioną ze stali, to która pierwsza spadnie, odpowiedź zawsze będzie, że ta ze stali.
Ola: Ale tu na Ziemi jest jeszcze coś takiego…
Piotr: To jest kwestia oporu powietrza.
Ola: Jak opór powietrza, więc piórko i kulka stalowa będą w innym tempie spadały właśnie z tego powodu, ale nie z powodu innego wpływu grawitacji na te dwa obiekty. W 1971 roku, podczas jednej z misji Apollo, dokładnie Apollo 15, astronauta David Scott przeprowadził podobny do Galileuszowego eksperyment na powierzchni Księżyca. Jednocześnie upuścił pióro i młotek, a świat patrzył, jak spadały z tą samą prędkością i w tym samym czasie wylądowały na powierzchni Księżyca.
Piotr: A w bodajże 2014 roku znany nam dobrze Brian Cox, profesor fizyk, na którego wykładzie wczoraj byliśmy i słuchaliśmy go na żywo w Warszawie, zrobił ten sam eksperyment w największej na świecie testowej komorze próżniowej, należącej do NASA. Znajdźcie sobie to na YouTubie, może damy link, jak go nie zapomnimy. To mega fajne doświadczenie, jest tak nieintuicyjne, że zobaczenie tego na własne oczy… wiem, że część osób powie, że to oczywiste, ale ci, dla których to nie jest całkiem oczywiste, niech to zobaczą, wow.
Ola: Jeszcze wrócę na chwilę do przedmiotów sentymentalnych, bo oprócz odznaczeń, jakichś medali, dysków pamiątkowych, pojawiły się też na powierzchni Księżyca złote gałązki oliwne. Pierwszą z nich umieścili w lipcu 69 roku astronauci Neil Armstrong i Buzz Aldrin, przypominam, Apollo 11, pierwsze lądowanie na Księżycu, rok 69. Ta gałązka oliwna to symbol pokoju i ma mieć takie znaczenie symboliczne.
Piotr: Byśmy byli tacy pokojowi.
Ola: Tak, tak, żeby nie walczyć z innymi, tylko pokojowo wkraczać w ten krwawy wyścig kosmiczny, który jest bardzo istotnym elementem zimnej wojny. Dodam tutaj, że amerykańscy astronauci to czyściuszki, sporo rzeczy higienicznego użytku ze sobą pozabierali, ale już nie wrócili z nimi na Ziemię. Na przykład załoga Apollo 12 zostawiła zatyczki do uszu na powierzchni Księżyca.
Piotr: Może któryś chrapał.
Ola: Apollo 17 ma na swoim koncie najwięcej takich dziwacznych pozostałości: zostawili obcinacz do paznokci, dozownik chusteczek, mydło i maść antybakteryjną. A jeśli chodzi o dziwne rzeczy, których człowiek raczej by się na powierzchni Księżyca nie spodziewał, to są tam również hamaki, w których spali astronauci misji od Apollo 12 do 17, kiedy przebywali w modułach księżycowych.
Piotr: Czyli nie że były mocowane do księżycowych drzew.
Ola: Tylko w środku, w modułach, bo to był efekt doświadczeń pierwszych ludzi na Księżycu, czyli Armstronga i Aldrina. Potwornie się wymęczyli, cierpieli na bezsenność, po prostu nie mogli wygodnie odpocząć. Właśnie, jak oni się mieli tam położyć, ci pierwsi? Wedle ich wskazówek skonstruowano wygodne hamaki, w których można było odetchnąć. Dodajmy, że z dziwnych rzeczy to również spodnie od wewnętrznego kombinezonu pokładowego, takie białe kalesony, które nosi się na pokładzie. Z takich dziwacznych rzeczy, które jeszcze tam można znaleźć, jest na przykład karta służąca jako próbnik kolorów fotograficznych.
Piotr: Tak, taki do balansu bieli i tak dalej. Są takie karty, nadal wykorzystuje się je do testów aparatów.
Ola: Albo po prostu bierze się zwykłą kartkę, ale oni mieli bardzo profesjonalny próbnik kolorów, który też zapewne jest już biały. W ogóle były dosyć duże dyskusje dotyczące tego, czy w ogóle zabierać kamery na Księżyc, bo w próżni zupełnie inaczej rozchodzi się światło. Obawiano się, że podczas przetwarzania zdjęcia uzyskane kolory będą niewiarygodne, nie będą oddawały rzeczywistości.
Piotr: Nie no, nie rób zdjęć na Księżycu, spoko, niech opowiedzą, niech naszkicują.
Ola: Jeszcze wspomnę na koniec mojej długiej opowieści o panu Jamesie Irwinie, który był w załodze Apollo 15. To on pozostawił na desce rozdzielczej modułu księżycowego Biblię, którą ze sobą przywiózł, oraz autoportret. To tajemnicza sprawa, miejmy nadzieję, że jest już całkowicie wybielony i nic tam nie widać, i obcy się nie przerażą. Nie ma informacji na temat tego, jaki to rodzaj autoportretu i dlaczego go tam w ogóle zawiózł. Ten sam James Irwin, taki pobożny i troszeczkę narcystyczny, ma na swoim koncie, wraz ze swoimi kolegami z załogi Apollo 15, skandal z kopertami pocztowymi: 400 sztuk zabrali ze sobą astronauci na Księżyc po to, żeby nadać im wartość. To były koperty, które lądowały na Księżycu, kupujcie je po wysokich cenach, i owszem, to była ich prywatna inicjatywa. NASA tego nie autoryzowała, w związku z czym wybuchł skandal, bo koperty zostały zakupione po bardzo wysokiej cenie przez zachodnioniemieckiego dilera znaczków i przez niego rozprowadzone. Kiedy dotarło to do dyrekcji NASA, zrobiło się naprawdę zamieszanie. Załoga przeprosiła za to, co zrobiła, zwróciła pieniądze za koperty i generalnie astronauci zostali postawieni przed komisją senacką i nigdy więcej nie polecieli w kosmos.
Piotr: To niedobrze, że kasę oddali, to jeszcze wtopili.
0:43:01 Autorska kategoryzacja i zgubione przedmioty: rękawica, torby i szpatułka
Piotr: No tak, w takim razie zostawiamy Księżyc. Księżyc to rzeczywiście miejsce wyjątkowo zarzucone wszystkim, ale też dobrze już wiemy, co tam jest, więc nie będziemy się rozdrabniali tak szczegółowo nad tym, co jest na orbicie okołoziemskiej, bo nie ma co omawiać śrubek i temu podobnych. Ale o takich bardziej znaczących obiektach jak najbardziej. Tu właśnie moja prywatna kategoryzacja: podzieliłem to, co zostało, na obiekty zgubione, obiekty wycofane z użytku i obiekty leżące na czymś.
Ola: Obiekty leżące na czymś to ja mam sporą kategorię, obiekty leżące na Księżycu i obiekty leżące na Ziemi.
Piotr: Ale to jest moja kategoria, albo na przykład nasz pies leżący na tobie wieczorem, to też można zaliczyć.
Ola: Albo na tobie.
Piotr: Rzadziej, ale też. No dobra, kategoria zgubione. Takim pierwszym zgubionym przedmiotem jest słynna rękawica Eda White'a. Ed White to był astronauta, który jako pierwszy Amerykanin wyszedł w otwartą przestrzeń kosmiczną. Później zginął podczas pożaru w kapsule Apollo 1. Nie był pierwszym człowiekiem w ogóle, który to zrobił, bo pierwszy był Rosjanin, i Amerykanie dostali ścisku pośladków ze zdenerwowania, jak się okazało, że Rosjanie już to zrobili. Początkowo koncepcja była taka, żeby Ed White tylko wystawał ze statku kosmicznego, to znaczy z kapsuły, miał otworzyć właz i trochę wychynąć.
Ola: Tak, wychynąć i powiedzieć: góry moje, góry.
Piotr: Albo tak, to też. W każdym razie, po tym jak okazało się, że Rosjanin wylazł całkiem, Amerykanie też musieli, w związku z czym Ed White wylazł całkiem. I co więcej, nie chciał wrócić. To oczywiście jest lekka przesada, ale tak mu się to podobało, że kiedy dostał polecenie powrotu, powiedział, że nie, chce jeszcze trochę zostać, co oczywiście następnego dnia trafiło na czołówki wszystkich gazet, że nie chciał wracać. Dość humorystyczne, ale nie problem. Natomiast w trakcie z kapsuły wyleciała jego rękawica, i to nie tak, że mu spadła i znalazła się w próżni. To była rękawica, która była wewnątrz kabiny, bo to nie były czasy, kiedy… to długa historia, chyba już o tym mówiliśmy. Rosjanie mieli śluzę, Amerykanie zorganizowali to tak, że była dekompresja całej kapsuły, a potem z powrotem ją pompowano. W tej kapsule latała więc ta rękawica, ale mamy to przepięknie udokumentowane, bo jest film z tego wyjścia, i w 341. sekundzie tego filmu, możecie znaleźć link, już nawet zrobiony tak, żeby się od razu trafiło na ten moment, widać, jak z tej kapsuły ta rękawica nieśmiało wyłazi, bo nie tak, że wyleciała, tylko powoli odlatuje sobie w kosmos.
Ola: Jeszcze tu wrzucę, że w 35. odcinku naszego podcastu, który nosi tytuł "Dramatyczne wypadki w przestrzeni kosmicznej", mówimy o tym słynnym spacerze kosmicznym radzieckiego astronauty, który nie mógł się upchnąć do śluzy.
Piotr: Tak, to w ogóle fajna opowieść, bo nie do końca wiadomo, jak to było, jest dużo wersji, odsyłamy do tego odcinka, polecamy. W każdym razie to był 65 rok. Rękawica pozostała na orbicie około miesiąca, potem spłonęła w ziemskiej atmosferze, tyle wiemy na ten temat, i to był pierwszy obiekt z kategorii zgubionej, pierwszy rzeczywiście, który niecelowo tam gdzieś pozostał. Później zaczęła się już długa historia całego mnóstwa rzeczy, które gubiono, głównie podczas spacerów kosmicznych. Słynna była sprawa z torbą, zgubiła ją Heidemarie Stefanyshyn-Piper. Nie przypadkiem to nazwisko, bo jej ojciec, Michał Stefanyshyn, pochodził z Ukrainy, a ona, w ramach poczucia wspólnoty ze swoją historią, zachowała sobie to panieńskie nazwisko. To były czasy, kiedy jeszcze latały wahadłowce kosmiczne. To była misja wahadłowca Endeavour, listopad 2008 roku, naprawa paneli słonecznych, które były częścią Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Problem pojawił się w tym, że torba po otwarciu okazała się… miały być w niej pojemniki ze smarem, a okazało się, że pojemniki owszem są, ale bez smaru, bo smar rozsmarował się po torbie, zgromadził się w takie kosmiczne kuleczki, które lepiły się do wszystkiego i wszystko upaprywały.
Ola: Jakaś upiorna wizja zupełnie.
Piotr: Tak, wyobraź sobie, że nie gołymi rękami, ale tym swoim ślicznym, białym skafandrem otwierasz to wszystko i masz po prostu mega syf w tej torbie. Do końca nie wiadomo, co tam się stało, co się rozszczelniło. W każdym razie Heidemarie Stefanyshyn-Piper próbowała to oczyścić swoimi chusteczkami, oni mają chusteczki, są na wszystko przygotowani, w związku z czym mają specjalne chusteczki. Zaczęła tę torbę czyścić, coś w niej przekładać, i w którymś momencie torba po prostu odfrunęła. Do końca nie wiadomo dlaczego, prawdopodobnie była od początku źle przymocowana. Temat był długo omawiany. W sumie ta torba to było 15 kilo, były w niej jeszcze jakieś narzędzia, jakieś worki na odpadki.
Ola: A wspominałeś, ile kosztowała?
Piotr: No więc jej wartość była szacowana na 100 tysięcy dolarów.
Ola: Tak, smary w torbie za 100 tysięcy dolarów.
Piotr: Rozumiem, że to są koszty na zasadzie, ile NASA zapłaciło za coś tam…
Ola: To trochę jak kategoria nożyczek w katalogach do laboratoriów.
Piotr: Tak, "for lab use only", które kosztują, nie wiem, 500 złotych, a takie same w papierniku kosztują 12, no ale okej, whatever. W każdym razie ta torba była obserwowana, dostrzeżono ją na orbicie. Później był nawet link w serwisie spaceweather.com, który pozwalał śledzić pozycję tej torby na niebie.
Ola: Sprawdzić, gdzie jest dzisiaj torba.
Piotr: Tak, dokładnie tak to działało. Ona w każdym razie spłonęła znowu w atmosferze, nie mam dokładnej informacji po jakim czasie, ale znowu jest wideo, widać jak ona tam grzebie w tej torbie, bo mają kamery, w związku z czym widać, jak ta torba odlatuje. Wspominała nawet, że miała pomysł, żeby rzucić się za tą torbą, ale…
Ola: Doskonały pomysł.
Piotr: Tak, jakoś są przymocowani na szczęście. Były wtedy dwa obiekty latające, niemożliwe do złapania. W każdym razie torba odleciała, Heidemarie Stefanyshyn-Piper nie odleciała. Nie był to jednak ostatni taki przypadek: był całkiem niedawno, bo 2 listopada 2023 roku, czyli właściwie przed chwilą, również zgubiono torbę. To z kolei była jedna z takich misji, o których było głośno, bo dwie kobiety były uczestniczkami tego wyjścia w otwartą przestrzeń kosmiczną.
Ola: Czyli uciekła damska torebka.
Piotr: Można to tak ująć, tak.
Ola: Przepraszam, to nie jest uwaga seksistowska.
Piotr: Bez wątpienia była to torba i bez wątpienia należała do kobiety, więc można to tak ująć, jakby na to nie patrzeć. Znowu ta torba trafiła na orbitę. Ponoć jej jasność była porównywalna z jasnością Urana, czyli była obserwowalna, i to nawet przez amatorów niezbyt zaawansowanego sprzętu. Dostała własną kategoryzację w amerykańskim systemie katalogowania obiektów orbitalnych, miała numer katalogowy 58229, choć nie jestem pewien tego oznaczenia.
Ola: Ta jeszcze krąży?
Piotr: Nie, nie, właśnie ona spłonęła po dosyć krótkim czasie, zdaje się, że po około dwóch miesiącach. Niestety takie obiekty nie utrzymują się za długo na orbicie, co jest w sumie dobrą wiadomością, bo to kolejne namnażanie śmieci kosmicznych. To, co jest w tej torbie, może potem się z niej jakoś wydostać, trudno powiedzieć. W każdym razie dobrze, że one płoną. Słynna była szpatułka, szpatułka Piersa Sellersa, to z kolei lipiec 2006 roku. Okoliczności tego nie są może dramatyczne, ale pochodzenie całego tematu jest dramatyczne, bo to były dość rozpaczliwe próby znalezienia rozwiązania, które zapobiegłoby kolejnemu wypadkowi takiemu jak katastrofa Columbii. Columbia rozpadła się w trakcie lądowania w lutym 2003 roku, przypominam, był 2006 rok, była przerwa w lotach i bardzo się starano znaleźć metodę, która pozwoli na załatanie dziur na orbicie.
Ola: I zamocowali specjalne kamery na tych promach kosmicznych po to, żeby obserwować ich powierzchnię, co tam z nich odpadło.
Piotr: Myślę, że kiedyś zrobimy o tym odcinek, bo to jest super fascynujące, na przykład jakie zmiany wprowadzono w NASA po tych katastrofach, najpierw po Challengerze, a później po Columbii, bo oba te wypadki mają ze sobą wiele wspólnego i oba tak naprawdę mają swoje źródło w lekceważeniu pewnych zasad bezpieczeństwa i przedkładaniu sukcesu misji nad jej bezpieczeństwem. Paradoksalnie: wychodzono z założenia, że jakoś to będzie. Jednym z tematów, które zmieniono, było to, że zmieniono w NASA stoły prostokątne na stoły okrągłe. To jest jeden z efektów tego, bardzo ciekawy temat, zostawmy go na razie.
Ola: Żeby się nie nadziać na Kant.
Piotr: Nie, ale nie będę teraz spoilerował, zrobimy o tym odcinek, bardzo to ciekawe. W każdym razie starano się zrobić tak, że… no widzisz, to znowu taki temat, że możemy zacząć i trzy godziny gadać, więc krótko.
Ola: Już mamy prawie godzinę gadania za sobą.
Piotr: Prawie. Dla tych, co nie pamiętają: promy kosmiczne działały w ten sposób, że leciały na orbitę z napędem rakietowym, natomiast wracały lotem szybowcowym i wchodziły w atmosferę w taki sposób, że ich dolna powierzchnia, ta powierzchnia nośna, stanowiła jednocześnie izolację termiczną. Na ten swój spód brały całe uderzenie ciepła, ciśnienia i tak dalej. Ta powierzchnia musiała więc być pokryta czymś, co będzie dobrze izolowało termicznie, a niestety ten materiał był bardzo delikatny. Był rzeczywiście super odporny na wysokie temperatury, natomiast nie był odporny na przykład na kopnięcie w niego.
Ola: To niesamowite, prawda, że w kosmos leci coś, co jest tak delikatne, choć to w sumie nic dziwnego, bo wiele satelitów zawiera elementy z folii mylarowej, która też jest bardzo delikatna.
Piotr: No tak, tylko tu nie ma koncepcji powracania.
Ola: To aż dziwne, że taki materiał umieszczono jako osłonę, która miała przeciwdziałać tak wielkim siłom i temperaturom.
Piotr: To super ciekawy temat, do którego naprawdę warto wrócić, może nawet zanotujmy to, bo mamy teraz specjalny plik do zapisywania pomysłów. Dlaczego akurat w tym czasie… dobra, już starczy dygresji. Krótko rzecz ujmując: wiedziano, że ta powłoka łatwo ulega uszkodzeniom podczas startu, bo tak było w przypadku Columbii. Odpadł wtedy od osłony zbiornika paliwa kawałek pianki, i ten kawałek, przy samym starcie, przy wznoszeniu się z wyrzutni, uszkodził tę osłonę. Wiedziano o tym, ale to zlekceważono. Osłona się przedziurawiła.
Ola: Co się może stać, że ta pianka trochę odpryśnie?
Piotr: Wiedzieli, że to może być niebezpieczne, ale stwierdzili, że jakoś to będzie, i rzeczywiście jakoś to było: Columbia się rozpadła, wszyscy zginęli. Wiedziano, że to się może zdarzyć przy starcie, i starano się znaleźć sposób na naprawę takich uszkodzeń na orbicie: przede wszystkim na ich wykrycie, a na drugim miejscu na naprawę. Jednym z pomysłów było zastosowanie takiego szlamu, gluta, który był tak naprawdę mieszaniną szpachlującą, polimerem z węglikiem krzemu. Działał w ten sposób, że był natryskiwany pistoletem, a później szpatułkami wygładzany, po prostu szpachlowany.
Ola: Tak jak gładź szpachlowa. Ludzie lecą w kosmos i co robią? Szpachlują powierzchnię swojego statku kosmicznego.
Piotr: Eksperyment polegał na tym, żeby nie przeprowadzać tego na żywym organizmie, czyli na promie kosmicznym: mieli kawałki takiego poszycia promu zainstalowane w ładowni Discovery, bo to był prom Discovery. W tej ładowni tryskali tym glutem, potem to szpachlowali. Podobno to szpachlowanie było dosyć trudne, bo trzeba było to upychać, wygładzać, robić to w warunkach nieważkości, w dodatku w próżni. Uczestnikiem tego szpachlowania był Piers Sellers, który miał pięć swoich łopatek do szpachlowania, i jest z tego film. Astronauci w kosmosie często odkładają przedmioty obok siebie, podobno to jest problem po powrocie na Ziemię, bo trzymasz długopis, coś sobie notujesz, na chwilę musisz go odłożyć, więc po prostu go puszczasz i on wisi przed tobą. Za chwilę po niego sięgasz, jest w tym samym miejscu, tylko o centymetr dalej, a na Ziemi to ponoć nie działa, i ponoć rzeczywiście zdarza się astronautom po powrocie na Ziemię upuszczać różne rzeczy. On tę szpatułkę tak zawiesił, i ona zniknęła. Z jednej strony śmiech, bo gdzie jest szpatułka, a z drugiej strony to poważny problem, bo jak coś gdzieś w kosmosie jest, nie wiadomo gdzie, to może się potem na coś natknąć, o coś rozbić przy lądowaniu, cokolwiek. Zrobił więc lekką dramę, "nie ma śladu szpatułki, chłopaki, zniknęła, gdzie jest szpatułka" i tak dalej. Na szczęście kontrola z Ziemi zrobiła powtórkę, cofnęła nagranie i namierzyła, że ta szpatułka ulatuje z ładowni.
Ola: Wymknęła się na wolność.
Piotr: Ktoś musiał ją strącić, a Sellers później powiedział, że to była jego ulubiona szpatułka, "nie mówcie innym szpatułkom". Jednocześnie powstała opowieść o tym, jak ta szpatułka wydostała się na wolność i stała się pierwszą szpatułką kosmiczną. Podobno wygląda jak coś do szpachlowania, trójkątne, chociaż mówiono, że bardziej jak przybory kuchenne.
Ola: Myślę, że powinny powstać z tego książeczki dla dzieci.
Piotr: Absolutnie, powinny.
Ola: Cieszę się też, że astronauci nie mieli do czynienia na przykład z obróbką skrawaniem albo z piłą mechaniczną na orbicie, bo prawdopodobnie mogłoby im coś umknąć i krążyć.
Piotr: Krążąca piła łańcuchowa.
Ola: Teksańska masakra piłą mechaniczną.
Piotr: Kosmiczna piła łańcuchowa, dokładnie. W każdym razie, żeby nie było, szpatułka była również śledzona, bo tam, gdzie się da coś śledzić, to się śledzi, żeby sprawdzić, czy nie stanowi zagrożenia dla innych obiektów. Po czterech miesiącach spłonęła w atmosferze, a Sellers dostał później informację, w którym miejscu spłonęła, bo miał takie namiary zaznaczone krzyżykiem. Miał wyraźnie emocjonalny związek z tą szpatułką. Takich obiektów było całe mnóstwo, gubi się ich dużo.
0:59:37 Porzucone i wycofane z użytku: mocz, Sputnik, Vanguard, Tesla Roadster i teleskopy
Piotr: Zostawmy więc na razie kategorię zgubione i przeskoczmy do kategorii porzucone, czyli generalnie wycofane z użytku. I tu absolutnym królem tematu jest mocz, to znaczy sikie astronautyczne.
Ola: [? niepewne: ja kupię Piotra Kosika]
Piotr: Absolutnie. Przez wiele lat mocz astronautów był po prostu wyrzucany w przestrzeń kosmiczną, trzeba było się go pozbyć, więc się go pozbywano: otwierano odpowiednią dziurkę i on wytryskiwał w przestrzeń. Ponoć był to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie było widać z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, astronauci się tym zachwycali. Mówili, że to było bajkowe, że to były maleńkie kryształki mieniące się cudownie w słońcu.
Ola: Taki złoty deszcz.
Piotr: Tak, złoty deszcz kosmiczny, no bajka. Niestety w listopadzie 2008 roku NASA zepsuła całą zabawę i najpiękniejszy widok z kosmosu zniknął. Nie ma już latających sików, bo siki są w tej chwili przetwarzane przez Urine Processor Assembly, czyli zespół przetwarzania moczu. W ogóle 98% moczu i potu astronautów zostaje odzyskane, i później to piją, myją się tym, z powrotem wysikują, i tak w kółko. Co jest w sumie dość rozsądnym rozwiązaniem, zwłaszcza że woda to woda, i jak się ją odpowiednio przedestyluje, to czy to mocz, czy nie mocz, wychodzi na jedno. Ciekaw jestem, czy któryś z astronautów miał z tym problem natury, powiedzmy, obrzydliwościowej, ale chyba nie. Jak już lecisz…
Ola: Jak już jesteś zdeterminowany, żeby polecieć, to takie drobiazgi cię nie zatrzymają.
Piotr: Dokładnie. To było absolutnie pierwsze miejsce, czyli mocz. Na drugim miejscu, nuda, Sputnik 1. To był obiekt wystrzelony 4 października 1957 roku, przypominam, pierwsza rzecz, która poleciała w kosmos.
Ola: Pierwsza rzecz zrobiona przez człowieka.
Piotr: Miało to być zupełnie co innego: zaawansowane, rozbudowane urządzenie z różnymi elementami służącymi badaniom i tak dalej. Opowiadała o tym Kaja w swoim podcaście "Nerdy Nocą", polecam, niestety nie powiem, w którym odcinku, ale tam dość dokładnie było to wszystko omówione. W każdym razie Amerykanie dostali nerwowych drgawek, bo wiedzieli, że Rosjanie szykują swój super system Vanguard, satelity, które miały polecieć w kosmos i cuda robić. Rosjanie strasznie się spieszyli, żeby jednak poleciał Sputnik I, i rzeczywiście 4 października go wystrzelili. Działał do 25 października.
Ola: I dodajmy, że nie był tak zaawansowanym systemem, jak sobie Rosjanie życzyli, bardziej przypominał coś, o czym mówili w "Latającym Cyrku Monty Pythona": urządzenie, które robi bip.
Piotr: Nie wiem, gdzie to było. W każdym razie latał i robił bip, robił sobie bip przez te dwadzieścia parę dni. Był po prostu kulką, która robi bip.
Ola: Stalową kulką z takimi długimi wąsami.
Piotr: Skoro przestał działać 25 października, a spłonął w atmosferze gdzieś 4 stycznia 1958 roku, to śmiało można powiedzieć, że przez kilka miesięcy był pierwszym kosmicznym śmieciem, i zdecydowanie tak go należy kategoryzować, stąd go tu uwzględniliśmy. Nie będziemy się rozdrabniali nad wszystkimi szczegółami, ale skoro już była mowa o Vanguardach, warto wspomnieć o Vanguardzie 1: to najstarszy satelita, który wciąż znajduje się na orbicie okołoziemskiej. To nie pierwszy amerykański, bo pierwszy był Explorer 1, znowu efekt licznych konfliktów, bo amerykańskie siły powietrzne i siły morskie konkurowały ze sobą, świetna opowieść, ale nie na teraz. Pierwszy był więc Explorer, poleciał 1 lutego 1958 roku, i też był przez jakiś czas kosmicznym śmieciem, pozostał na orbicie aż do 1970 roku, więc długo latał. Natomiast Vanguard 1 lata do dziś. Od 17 marca 1958 roku pozostanie na orbicie jeszcze przez, różne są szacunki, od 175 do 240 lat, bo ma dość wydłużoną orbitę, dłuższa oś to prawie 4000 kilometrów. Szacowano początkowo, że może zostać nawet parę tysięcy lat, ale wtedy nie brano pod uwagę takich elementów jak wiatr słoneczny czy ciśnienie. W każdym razie Vanguard lata do tej pory, jak kulka z kominem, tak bym powiedział. Sputnik 1, jeśli komuś się nie kojarzy, to była kulka z czterema antenami skierowanymi w jedną stronę, taka 16-centymetrowa kulka, z której we wszystkie strony sterczą anteny, a ktoś z niej jeszcze mały komin wypuścił, taka wędzarnia, można powiedzieć. Tak mi się to jakoś dziwnie skojarzyło. To jest ten najstarszy satelita, który wciąż jest na orbicie, a teraz chyba najdziwniejszy satelita, jaki jest na orbicie, chociaż to nie jest orbita okołoziemska, czyli słynna Tesla Roadster, wystrzelona 2 lutego 2018 roku. To było niezłe wydarzenie, dobrze je pamiętamy.
Ola: Tak, można było oglądać na żywo transmisję z tego wydarzenia.
Piotr: To był ponoć pomysł Elona Muska, który co prawda lubi sobie przypisywać pomysły wszystkich i w ogóle nie jest zbyt świetlaną postacią, ale jakby na to nie patrzeć, było to super efektowne. To był inauguracyjny lot rakiety Falcon Heavy. Jako atrapa ładunku została umieszczona Tesla Roadster, a w środku był manekin o imieniu Starman.
Ola: Od tytułu piosenki Davida Bowiego.
Piotr: Dokładnie, leciała tam piosenka Davida Bowiego, oprawa artystyczna na pełnym wypasie. Teraz to nadal lata, choć wtedy mówiono o wystrzeleniu tego na Marsa. To nie leciało tak naprawdę na Marsa, to jest taka orbita, która przecina orbitę Ziemi i sięga aż za orbitę Marsa. Zresztą w tej chwili, kiedy to nagrywamy, ta Tesla jest całkiem blisko Ziemi, to jeden z takich momentów, kiedy jest najbliżej. W grudniu tego roku znowu będzie w najdalszym punkcie, za orbitą Marsa. Jedno okrążenie to około półtora roku. Znowu jest strona, która to śledzi, chyba whereisroadster.com, dajemy link w opisie, można zobaczyć, gdzie to się teraz znajduje. Pewnie będzie dość długo latało, bo nie ma powodu, żeby nie latać, niewielkie szanse, żeby na coś trafiło. Jeszcze jeden element: teleskopy kosmiczne. O tym się zwykle nie myśli, bo mówi się misja, misja, a potem ta misja się kończy i co dalej. Są różne obiekty: mamy teleskopy, które są na orbicie okołoziemskiej i finalnie kończą tak, jak mówiliśmy nie tak dawno temu w którymś odcinku, czyli są najczęściej rozbijane w atmosferze. A to było całkiem niedawno w odcinku o Punkcie Nemo.
Ola: To był odcinek o Punkcie Nemo, w 59.
Piotr: Przedostatni właśnie. Są też takie teleskopy, które są na zupełnie innych orbitach, na przykład Kepler i Spitzer, umieszczone na dziwnych orbitach, każdy trochę inny. Orbita Spitzera jest w ogóle przedziwna, wyliczona specjalnie tak, żeby nie dotykało go promieniowanie termiczne z Ziemi. To orbity zbliżone do orbity ziemskiej, heliocentryczne, ale trochę takie jak orbita ziemska, i pozostaną na niej bardzo długo, bo właściwie nie ma powodu, żeby coś je z tej orbity zbiło. Oba teleskopy zakończyły już swoje misje: Kepler w 2018, Spitzer w 2020, i będą sobie latały, latały i latały. Zobaczymy jak długo. To jest ta kategoria rzeczy porzuconych czy wycofanych z użytku.
1:09:33 Lądowniki, które tam zostały: Huygens na Tytanie i Viking 1 na Marsie
Piotr: Jeszcze króciutko na koniec kategoria leżące na czymś.
Ola: Kategoria leżące na czymś by mi się bardzo podobała.
Piotr: To już Ola tę kategorię wyeksploatowała, więc ja tylko dotknę tematów pozaksiężycowych. Wybrałem dwa obiekty. Pierwszy zdecydowanie zajmuje honorowe miejsce, jak w poprzedniej kategorii Siki Astronautyczne: to jedyny w ogóle lądownik posadzony w zewnętrznej części Układu Słonecznego, tej za pasem asteroid, tak to się liczy, i w ogóle najdalszy od Ziemi punkt, w którym udało się faktycznie wylądować. To oczywiście Huygens, z misji Cassini-Huygens.
Ola: Dodajmy, że o tej misji mówiliśmy w odcinku 55, "Sondy kosmiczne, niesamowite misje, część 1".
Piotr: Zajmuje się katalogowaniem.
Ola: Część 2, która dotyczy sond ścigających obiekty kosmiczne, czyli asteroidy czy komety.
Piotr: Jesteś zupełnie jak moja matka.
Ola: Proszę cię.
Piotr: A ty jak mój ojciec, to jest komplement, moja mama była bibliotekarką, i jeśli chodzi o sięganie w odpowiednie miejsce i wiedzenie, gdzie co jest, to jest znakomita.
Ola: Dodajmy, że to ty ponumerowałeś nasze odcinki podcastu, więc ty też masz coś ze swojej matki, nie tylko ja.
Piotr: Ciekawe, co za zaskoczenie. Moją mamę pozdrawiam.
Ola: Ja również.
Piotr: Wracając do Huygensa: został posadzony bardzo delikatnie na Tytanie. To kolejny fascynujący księżyc, księżyc Saturna, fascynujący dlatego, że ma gęstą atmosferę i ma oceany, co prawda nie wodne, tylko węglowodorowe, ale generalnie są tam oceany. Udało się posadzić ten lądownik, działał tam przez czas niezbyt długi, i najprawdopodobniej sobie tam siedzi, bo nie za dużo wiemy o jakichś pływach. Pływów tam sensu stricte nie ma, ale jedyne, co mogło się zdarzyć, to że któryś z tych oceanów mógł go zalać, zabrać czy coś takiego, ale wylądował w suchym miejscu i bardzo możliwe, że sobie tam nadal siedzi, bo nie ma tam jakichś strasznych warunków, które miałyby go zniszczyć. To ten najodleglejszy. Ostatni element u mnie to sonda Viking 1, pierwszy obiekt, który udało się w ogóle posadzić gdzieś dalej, poza Księżycem, w misji marsjańskiej. Wylądował 20 lipca 1976 roku. Miał wylądować 4 lipca, co świadczy o tym, że nie tylko Rosjanie mają takie patetyczne ciągoty, żeby coś przypadło na konkretną datę.
Ola: To był Dzień Niepodległości w Stanach Zjednoczonych.
Piotr: Tak, miał być Dzień Niepodległości, ale okazało się, że miejsce wybrane do lądowania jest zbyt kamieniste, i opóźniono całą procedurę. Lądowanie było też bardzo starannie zaplanowane, bo chodziło o to, żeby miejsce, w którym usiądzie, nie zostało wypalone czy wytrawione. Liczono na to, że mogą się tam znaleźć jakieś dość ewidentne oznaki życia, więc chodziło o to, żeby nie wysterylizować nadmiernie tego punktu lądowania. Zrobiono więc specjalny system: najpierw wyhamowywanie w atmosferze, potem spadochron, czyli znów hamowanie w atmosferze, a końcowy etap to było hamowanie silnikami. Specjalnie zrobiono system 18 dysz rozpraszających gazy wylotowe, żeby nie zdmuchnąć za wiele w miejscu, gdzie siadała sonda, żeby spaliny były chłodniejsze i mniejsze było ciśnienie, i tak dalej. Udało się delikatnie posadzić. Życia nie znaleziono. To rzeczywiście pierwsza misja, która przysłała porządne zdjęcie z Marsa, bo pierwsze w ogóle zdjęcie zrobione na Marsie wysłała radziecka sonda, ale na tym zdjęciu nic nie widać, bo prawdopodobnie po 20 sekundach trafił w nią piorun, została zasypana przez burzę, która w tym czasie tam szalała. Natomiast Viking 1 działał bardzo długo, i to jest szacunek, bo wylądował w 1976, a zakończył działalność w 1982. Jak na tak wczesną misję, to naprawdę imponujące. To jest w kategorii "leżące na czymś", i nadal tam jest. To w ogóle bardzo ciekawy wątek, znowu można się odwołać do naszego ulubionego serialu "For All Mankind", bo tam bohaterowie udają się do jakiegoś obiektu, zresztą w "Marsjaninie" też jest taki wątek, że bohater gdzieś wędruje do obiektu, który już wcześniej wylądował na Marsie. Bo już trochę na tym Marsie pousadzaliśmy różnych rzeczy.
Ola: To jedyna planeta zasiedlona przez roboty.
Piotr: Tak, dokładnie. Problem z Marsem polega na tym, że tamtejsze burze piaskowe, raczej pyłowe, są na pełnym wypasie, więc jak jest tam burza pyłowa, może w dużym stopniu zasypać taki obiekt. Podejrzewam, że po kilku takich burzach niektóre z nich są, no wiecie, planetarne, potrafią objąć całą planetę, więc może być trudno znaleźć zwłaszcza te mniejsze obiekty. Trudno powiedzieć. Mówi się o tym, żeby kiedyś do nich wrócić, żeby jak już będziemy rzeczywiście swobodniej eksplorować inne planety, polecieć czy pojechać w miejsce, gdzie wcześniej lądowaliśmy, zobaczyć, jak takie obiekty zachowują się po latach, odkopać je, bo pewnie nic specjalnego się im nie stanie, przecież nie zardzewieją, wody w atmosferze jest tam tyle co nic, więc prawdopodobnie w dość dobrym stanie powinny, najwyżej solidnie wypiaskowane, powinny tam pozostawać.
Ola: To sytuacja zupełnie odmienna od tej, która panuje na Księżycu, bo na Księżycu ani nie ma wiatru, ani nic nie ulega zaburzeniu.
Piotr: Taka, ale za to masz promieniowanie kosmiczne.
Ola: Tak, silniejsze promieniowanie kosmiczne, bo nie ma atmosfery.
Piotr: Na Marsie jest tak, jak jest.
Ola: W związku z czym na Księżycu te ślady, które zostały pozostawione przez załogi Apollo, wciąż tam są, nienaruszone.
Piotr: No tak, dosłownie ślady: jeżeli jest odciśnięty but w pyle, to ten ślad prawdopodobnie zostanie tam długo. Na Marsie wszystko się wyciera i zaciera.
1:16:10 Uciekające Voyagery i zakończenie
Ola: Jeszcze dorzucę jedną kategorię: obiekty uciekające. Zaliczyłabym do niej dwa Voyagery, które są w tej chwili obiektami znajdującymi się najdalej od Ziemi.
Piotr: Ale to nie są porzucone.
Ola: Ale wiesz co, one niedługo stracą resztki energii, po prostu będą mknęły przez Układ Słoneczny.
Piotr: No dobra, no.
Ola: Voyager 1 i Voyager 2 zostały wystrzelone w 1977 roku. Voyager 1 opuścił Układ Słoneczny w 2012 roku, a Voyager 2 w 2018. Obecnie oba znajdują się w przestrzeni międzygwiezdnej. Na początku 2024 roku Voyagera 1 dzieliła od Ziemi odległość 24 miliardów kilometrów.
Piotr: A to tyle co nic.
Ola: Dodajmy, że dzięki licznym asystom grawitacyjnym Voyager 1 jest obecnie najszybciej uciekającym obiektem wysłanym w kosmos przez człowieka. A o Voyagerach bogato opowiadamy w odcinku, a jakże, 55. naszego podcastu, który mówi o najciekawszych misjach sond kosmicznych.
Piotr: I na tym, słuchajcie, kończymy. Przypominam jeszcze o jednej rzeczy, o której nam w tym tygodniu zależy: jeżeli chcecie zagłosować na nas w Influencer Life Awards, link jest w opisie odcinka. Do końca tego tygodnia można zagłosować.
Ola: Do 19 kwietnia 2024 roku będziemy ogromnie wdzięczni, dzięki temu uda nam się przejść do następnego etapu konkursu i może będziemy mieli szansę na statuetkę. Dzięki wielkie, że wysłuchaliście aż do tego momentu. A słowem na dziś jest oszczep.
Piotr: Dzięki, cześć.
Źródła
* https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/12035807/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Planetary_protection
* https://www.youtube.com/watch?v=E43-CfukEgs
* http://www.collectspace.com/resources/flown_a15_articlescarried.html
* https://www.space.com/all-moon-missions
* https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_missions_to_the_Moon
* https://youtu.be/CwQPaoYZgp0?si=t4Eid7TqQmyeK6D4&t=341
* https://www.youtube.com/watch?v=W7nsSoGXzio
* https://www.youtube.com/watch?v=QYS4HrMji8U
* https://www.whereisroadster.com/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Viking_1
* https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_missions_to_Mars
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Sputnik_1
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Vanguard_1C
* https://www.space.com/astronauts-international-space-station-tool-bag-visible
* https://www.space.com/2619-spacewalkers-test-shuttle-heat-shield-repair-technique.html
* https://www.popularmechanics.com/space/a16220/space-spatula/
* https://www.space.com/astronaut-pee-iss-water-recycling-98-percent-milestone
* https://en.wikipedia.org/wiki/Explorer_1
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Kosmiczny_Teleskop_Keplera
* https://en.wikipedia.org/wiki/Huygens_(spacecraft)
* https://www.space.com/19302-planetary-parks-space-wilderness-protection.html
Źródła
- pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/12035807/
- en.wikipedia.org/wiki/Planetary_protection
- youtube.com/watch
- collectspace.com/resources/flown_a15_articlescarried.html
- space.com/all-moon-missions
- en.wikipedia.org/wiki/List_of_missions_to_the_Moon
- youtu.be/CwQPaoYZgp0
- youtube.com/watch
- youtube.com/watch
- whereisroadster.com
- en.wikipedia.org/wiki/Viking_1
- en.wikipedia.org/wiki/List_of_missions_to_Mars
- pl.wikipedia.org/wiki/Sputnik_1
- pl.wikipedia.org/wiki/Vanguard_1C
- space.com/astronauts-international-space-station-tool-b…
- space.com/2619-spacewalkers-test-shuttle-heat-shield-re…
- popularmechanics.com/space/a16220/space-spatula/
- space.com/astronaut-pee-iss-water-recycling-98-percent-…
- en.wikipedia.org/wiki/Explorer_1
- pl.wikipedia.org/wiki/Kosmiczny_Teleskop_Keplera
- en.wikipedia.org/wiki/Huygens_(spacecraft
- space.com/19302-planetary-parks-space-wilderness-protec…
