Podcast Crazy Nauka · odc. 60

Nauka na czasie – Sahara nad Polską i co nas roztańcza

03-04-2024 · 34 min · Nauka na czasie, Klimat i środowisko, Mózg i psychologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Dlaczego przy jednym typie muzyki chce nam się tańczyć, a przy innych – niekoniecznie? I co właściwie robi pył znad Sahary nad Polską oraz jakie to niesie dla nas konsekwencje?
To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli lżejsza wersja naszego podcastu, w której omawiamy dwa wybrane naukowe newsy. Cykl ten publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Co ma Sahara do kataru siennego w Polsce?

Piotr: Co sprawia, że czasem rwiemy się do tańca, a czasem zupełnie nie? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Przepraszamy, że dzień później, ale święta, święta i nam się obsunęły święta.

Za dużo sałatki.

Ola: Dziś opowiemy wam o tym, dlaczego przy jednym typie muzyki chce nam się tańczyć, a przy innych właśnie niekoniecznie. I co właściwie robi pył znad Sahary nad Polską oraz jakie to niesie dla nas konsekwencje?

Piotr: Oj, niesie, niesie, a to jest w ogóle odcinek z tego naszego cyklu Nauka na czasie. Wciąż jeszcze dość nowego, ale już całkiem osadzonego, czyli ta taka lżejsza, krótsza wersja naszego podcastu.

Zobaczymy, ale dzisiaj postanowimy naprawdę krócej. Omawiamy jakieś dwa wybrane newsy naukowe, mniej lub bardziej newsy. To co drugi tydzień jest taki odcinek, a co drugi tydzień taki ten dłuższy, powiedzmy tak umownie to nazwijmy.

Ola: A zanim przejdziemy do właściwej opowieści, to bardzo dziękujemy tym spośród was, którzy komentują, są z nami, którzy subskrybują nasze podcasty. No i tym, którzy wspierają finansowo tworzenie tego podcastu. Jeżeli mielibyście ochotę dołączyć do tego grona, to gorąco was zapraszamy do naszego konta w serwisie Patronite albo w BuyCoffee.

W tym ostatnim miejscu można nas wesprzeć jednorazowo, po prostu postawić nam kawę.

Piotr: I w ogóle chciałem jeszcze podziękować tym, którzy wciąż chcą się bawić w to rzucanie w komentarzu tego słowa kluczowego, które na końcu podajemy, bo to jest fajne. Po prostu widać, że słuchacie i to jest miłe. Jak widzę, że ktoś samo to słowo wrzuca, to mi się od razu robi cieplutko, a jeszcze cieplej, jak ktoś coś więcej napisze.

Także to zawsze miłe. Dzięki. I zawsze możecie też nasz podcast subskrybować – to jest dobry sposób na to, żeby nowe odcinki was nie ominęły i żeby algorytmy poczuły ogień przy swojej algorytmicznej…

Ola: No tym, co mają algorytmy. I pamiętajcie, jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: Tak, właśnie tak. Tych liczących się i tych zupełnie się nieliczących też jesteśmy obecni. Zaczynamy.

0:02:37 Pył znad Sahary nad Polską: skąd się bierze i jak wpływa na zdrowie

Ola: Pył znad Sahary nad Polską – to jest hasło, które uruchomiło media w różnych miejscach i wiele się o tym słyszało, a mi przyszło do głowy, żeby to dokładniej omówić, bo to nie jest ostatni rzut pyłu, który dotarł znad Sahary w tym tygodniu, ponieważ wkrótce ma się pojawić kolejna fala.

Piotr: Tak, no to jest taki sezonowy temat, ale to się pojawia nie tylko teraz.

Ola: Nie tylko teraz, tylko kilkanaście razy w roku. To jest bardzo ważne, bo do Polski te masy powietrza zwrotnikowego znad Sahary docierają częściej, natomiast pył rzeczywiście pojawia się tutaj kilkanaście razy w roku, a będzie się pojawiał częściej i o tym za chwilę powiem.

Piotr: A jeszcze częściej ten pył pojawia się w mediach niż w rzeczywistości, dlatego że jest parę takich serwisów, różnych portali, które uwielbiają sensacyjne wiadomości pseudometeorologiczne i zapowiadają ten pył przy najróżniejszych okazjach. Ja czasami patrzę: Jezus Maria, znowu pył, po czym zaglądam na mapkę – na przykład w serwisie windy.com jest bardzo dobra mapka pokazująca przepływ tych pyłów – i się okazuje, że nie, znowu coś zmyślili.

Ola: Tych linków możecie poszukiwać do różnych serwisów, w których można sprawdzić poziom pyłów znad Sahary. Poszukujcie tego w opisie odcinka.

Piotr: Są wszystkie, są.

Ola: Tak, natomiast dlaczego mówię akurat o tym zjawisku – bo ono było bardzo intensywne. Nie jakoś straszliwie, ale było wyjątkowo intensywne i odczuwalne, naocznie można było się przekonać, że ten pył rzeczywiście do nas dociera.

Dodajmy, że z tym pyłem regularnie i dużo częściej mają do czynienia kraje Europy Południowej, niemniej u nas to również się zdarza. Na Wyspach Kanaryjskich zdarza się sytuacja, kiedy znad Sahary nawiewa nie tylko pyłem, ale i piaskiem – to zjawisko nazywane jest tam kalimą i bywa niezwykle uciążliwe. To są takie momenty, kiedy niebo jest zasnute pomarańczową mgłą i wszystko jest wybrudzone tym pyłem, a trudno oddychać – powietrze jest skrajnie zanieczyszczone.

Pył dociera do Polski dlatego, że na kontynencie europejskim pojawia się bardzo specyficzny układ ciśnień. Ostatnim razem nad Rosją ugrzęzły wyże, a na zachodzie głębokie niże – to jest odwrotność tego, co zwykle mamy, bo zazwyczaj nad Rosją jest wyż, a znad Atlantyku nadchodzą niże. W ten sposób od południowego zachodu wlewa się do Polski bardzo ciepłe powietrze z północnej Afryki. Pył znad Sahary w tym ostatnim rzucie dotarł nad Polskę 27 marca, a potem kolejnymi falami zalewał nasz kraj. Można by się spodziewać, że nadpłynie od południa, ale tak naprawdę najpierw był nad Niemcami i Europą Zachodnią, a do nas dotarł trochę z boku, od południowego zachodu.

Towarzyszył temu oczywiście wzrost temperatur, bo powietrze znad Sahary to powietrze gorące. Już 28 marca zauważyliśmy, że na naszym ciemnym samochodzie zalegała warstewka pyłu. Dodajmy, że kilka dni wcześniej Piotrek pojechał umyć nasz samochód bardzo dokładnie po zimie.

Piotr: Nie, nie po zimie, tylko potem, jak się wpakowaliśmy w błoto i nasz samochód wyglądał, jakby po nim przeszło stado bizonów.

Ola: Ale też po zimie, i już byliśmy tacy szczęśliwi, że mamy na święta umyty samochód. Okazało się jednak, że nie, bo ten pył bardzo starannie go pokrył. W święta, kiedy już były informacje, że poziom pyłu opada, wybraliśmy się na wycieczkę rowerową przez całą Warszawę – dosłownie całą przejechaliśmy. Przez całą drogę ten pył nam towarzyszył, powietrze wypełniała szaroruda mgiełka.

Piotr: Znaczy ona nie była jakoś ekstremalnie widoczna, zwłaszcza na zdjęciach dobrze było widać, jak się spojrzało na szerszą panoramę. To nie jest tak, że stoisz koło kogoś i widzisz, że on jest szarorudy.

Ola: Ale było też mgliście. Zwróć uwagę, że słońce dzięki temu nie dogrzewało nam tak silnie, bo powstała taka lekka warstwa izolacyjna, a widoczność była trochę utrudniona.

Potem ludzie odnajdywali warstewkę tego pyłu na świeżo umytych przed świętami oknach, na samochodach, a w taflach stojącej wody też można było to zobaczyć. Dziś jest środa, 3 kwietnia, kiedy nagrywamy ten odcinek, i ten pył powędrował już nad Rosję, przeszedł daleko na wschód. Jeżeli macie ochotę sprawdzić jego bieżącą lokalizację, zajrzyjcie do Europejskiego Serwisu Atmosferycznego Copernicus – można tam zobaczyć bieżącą lokalizację i prognozę na kolejne dni. Link oczywiście w opisie odcinka.

Piotr: Tylko nie dajcie się nabrać na jedną jeszcze rzecz, ponieważ od początku maja do połowy czerwca z kolei pylą sosny. To jest kolejny temat, który powraca nieustająco i co roku ktoś odkrywa, że to chemtrails albo inne pomysły – to jest typowy żółty pył, szczególnie widoczny na brzegach, na przykład na krawędziach kałuż albo na samochodach. W tym okresie to jest po prostu pylenie sosny, bardzo wyraźnie to widać. Koło nas, w jednym z ogródków, rośnie taka niska sosna, która wystaje na chodnik – jak się w nią puknie, wznosi się gigantyczna chmura żółtego pyłu. Więc nie mylmy tego z pyłem saharyjskim, to jest jednak coś innego.

Ola: A to, o czym mniej myślimy, kiedy wyobrażamy sobie ten napływ pyłu saharyjskiego nad Polskę, to jest to, że ten pył to tak naprawdę smog – a właściwie jedna z frakcji smogu, czyli pyły PM10, czyli takie, które mają średnicę nie większą niż 10 mikrometrów. Istnieją jeszcze mniejsze frakcje, 2,5 mikrometra. Różne frakcje tak się rozróżnia w serwisach, które monitorują stan zanieczyszczenia powietrza, a pył saharyjski przywiewa nam pyły właśnie o średnicy 10 mikrometrów, które tworzą coś na kształt smogu w miejscu, nad którym się znajdują.

Pod koniec marca w Czechach ogłoszono na przykład alert smogowy z powodu napływu pyłu znad Sahary. Dodajmy, że w tych pyłach skupiają się również inne cząstki, które mogą podrażniać układ oddechowy, na przykład alergeny – są transportowane wraz z tą falą pyłu znad Sahary, po prostu zabierane ze sobą, i w związku z tym alergicy mogą mocniej odczuwać alergię wziewną. Tego niestety my doświadczyliśmy, ponieważ jak wybraliśmy się na wycieczkę rowerową, to pojechał z nami nasz syn, który rzeczywiście jest alergikiem i miał wtedy bardzo ostry atak kataru siennego – ucierpiały i oczy, i nos. Zdecydowałam się wtedy sprawdzić, o co tak naprawdę chodzi, dlaczego pod koniec marca czy na początku kwietnia nagle atak kataru siennego, podczas gdy nie kwitną akurat te rośliny, na które on jest najmocniej uczulony.

Istnieje sporo badań, które dowodzą, że w takich zapylonych masach powietrza, napływających znad Sahary, jest sporo uwięzionych alergenów. To jedna rzecz, której doświadczają alergicy cierpiący na alergie wziewne, a co gorsza, ten pył pustynny mechanicznie podrażnia śluzówki – właśnie te pyły PM10 – i czyni je bardziej wrażliwymi na działanie alergenów, więc dochodzi tam trochę do tarcia. Częściej ludzie cierpią wtedy na ataki kaszlu, pojawiają się zapalenia oskrzeli – coś, co na pierwszy rzut oka trudno skojarzyć z pyłem znad Sahary.

Dodam jeszcze, że badania stężenia pyłów zawieszonych w powietrzu, o frakcji 10 mikrometrów, pokazały 28 i 31 marca nad Polską stężenie tych pyłów wzrosłe od 4 do 8 razy, a normy bezpieczeństwa zostały przekroczone trzykrotnie. Należy się spodziewać, że już od piątku, 5 kwietnia, znów będzie napływało do Polski powietrze z północnej Afryki, a Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zapowiada, że w sobotę, 6 kwietnia, pył saharyjski może się znów pojawić w powietrzu nad Polską, a jego największe stężenie wystąpi w niedzielę, 7 kwietnia.

Piotr: Ładna pogoda ma być, więc uważajcie, wychodząc. Jeżeli ktoś jest alergikiem, to polecamy na pewno okulary, bo trochę mniej wtedy trafia do oczu, na pewno jakieś metody przepłukania nosa – są różne spreje, woda morska i tak dalej, bo to zawsze pomaga trochę to wypłukać. Na pewno też środki przeciwalergiczne.

Ola: Tutaj specjaliści radzą, żeby w ogóle nie wychodzić z domu, kiedy jest silne stężenie pyłów, i żeby nie wietrzyć – mimo że akurat będzie ładna pogoda, więc wszyscy będziemy się bardzo rwać na zewnątrz. Więc uważajcie na siebie.

Jeszcze taka uwaga: z badań naukowych wynika, że pył znad Sahary dociera do Europy coraz częściej, i dzieje się to dlatego, że wskutek zmian klimatu coraz częściej pojawia się coś, co nazywa się blokadą cyrkulacji strefowej. Skutkuje to większą liczbą wiatrów wiejących z Sahary w kierunku Europy – czyli ten układ atmosferyczny, o którym wcześniej mówiłam, po prostu częściej występuje. Badacze twierdzą również, że większe opady tego pyłu na Europę związane są też z trwającą suszą w rejonie Maghrebu, czyli północnej, północno-zachodniej Afryki – po prostu więcej pyłu wskutek tego się podnosi i jest przenoszony przez wiatr do naszej części świata.

0:15:16 Czy pył znad Sahary jest radioaktywny?

Piotr: Po pierwsze, nie dajcie się nabierać na głupie doniesienia, tylko sami sobie sprawdzajcie – linki do takich miejsc, gdzie można sprawdzić, znajdziecie w opisie odcinka. Jeszcze koniecznie muszę poruszyć jeden wątek z tym związany, który pojawił się w komentarzach u nas na Facebooku. Mianowicie kwestia radioaktywności tego pyłu, ponieważ w latach sześćdziesiątych Francja robiła próby jądrowe na terenach Algierii, a ostatnia taka próba miała miejsce w 1966 roku, i teoretycznie mógłby stamtąd nadlatywać ten pył.

Ola: Pył radioaktywny.

Piotr: Pył z tych rejonów, gdzie były te próby. Sprzed paru lat, dwóch, trzech, znalazłem jakieś sensacyjne nagłówki w całkiem jeszcze wiarygodnych mediach, że Jezus Maria, jaki to radioaktywny pył, że to taka ironia losu, że nadlatuje teraz nad Francję i tak dalej. Więc po pierwsze, źródło tych informacji było wyjątkowo… i tu chciałem powiedzieć mocne słowo, ale nie powiem.

Ola: No zaraz powiesz.

Piotr: Wyjątkowo słabe, ponieważ to była klasyka gatunku: jakiś pan, który działa w jakiejś organizacji o mądrze brzmiącej nazwie, a ta organizacja niewiele ma wspólnego z nauką i raczej zajmuje się robieniem rabanu, ale wszyscy go chętnie zacytowali, bo to taka sprawiedliwość dziejowa – że kiedyś w tej Algierii, która w końcu była francuską kolonią, Francuzi robili te próby, a teraz, ironio losu, ten pył nadlatuje nad nich, i to było bardzo nośne emocjonalnie.

Krótko rzecz ujmując: nie, ten pył, który do nas nadlatuje, nie jest radioaktywny, przede wszystkim dlatego, że te miejsca, w których robiono próby jądrowe, już dawno nie stanowią jakiegokolwiek zagrożenia. To nie jest mój pomysł, jest to monitorowane – jest raport Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, który zalinkujemy w opisie, gdzie te miejsca są dokładnie omówione. Później Francuzi przenieśli się z próbami jądrowymi zupełnie gdzie indziej, na Polinezję Francuską. Pomijam aspekt etyczny, bo nie o to mi chodzi, tylko o bezpośrednie zagrożenie – te izotopy, które tam powstały podczas prób, po pierwsze w większości już się rozpadły, po drugie tego, co zostało, było bardzo mało, a po trzecie w ogóle miejsca prowadzenia prób jądrowych są w znaczącym stopniu radioaktywne tylko przez krótki czas. To ma bardzo ścisły związek z czasem, więc uspokajam – znowu nie dajcie się nabrać, bo zaraz się pojawi mnóstwo różnych dziwnych, szurskich wątków, że to w ogóle nie jest żaden pył z Sahary, tylko chemtrails i nie wiadomo co jeszcze. Więc zachowajmy spokój i rozsądek i nie dawajmy się nabierać na takie rzeczy – mówię to, bo to zawsze jest dobra próba tego, co dziwnego trafia potem do naszych komentarzy, więc dlatego wyłapaliśmy ten wątek i go tu przytaczamy.

[~0:19:00] Dlaczego niektóre melodie każą nam tańczyć: rola synkop

Piotr: A teraz zupełnie inny temat, rzadko kiedy robimy sobie aż takie zwroty tematyczne. Teraz będzie o tańcu, bo rzeczywiście są takie melodie, do których człowiekowi bardzo, bardzo chce się tańczyć, i to tak, że nawet czasami, jak się siedzi gdzieś, gdzie zdecydowanie nie wypada już nawet podrygiwać, to podryguje się sobie palcem albo nóżką, albo nawet reguluje się to oddechem, wybijając sobie jakiś rytm. Są takie melodie, które niewątpliwie powodują, że coś nam podskakuje, ale są też takie, które zupełnie tego nie wywołują.

Ola: To mi się od razu przypomina i Macarena, i Lambada, i co tam jeszcze było w tych dawnych czasach.

Piotr: Ale to bywa bardzo nieoczywiste, bo to niekoniecznie są melodie taneczne – to często są melodie, które po prostu mają jakiś rytm, i niektóre z nich chętniej wybijamy nogą.

Ola: Gangnam Style.

Piotr: Na przykład – tak, na przykład, choć nie wiem, czy on akurat był taneczny. Nie myl dwóch rzeczy: melodii, które zapadają w pamięć, tak zwanych earwormów, takich robali usznych…

Ola: Ale zwróć uwagę, że ludzie bardzo chętnie tańczyli.

Piotr: …z tymi, które są taneczne, bo to są dwie różne rzeczy. To Gangnam Style było bardzo efektowne ze względu na dziwny taniec pana z Korei, więc nie mówię, że to nie jest taka melodia, tylko że nie warto mylić paru kwestii. Jest całe mnóstwo badań na temat tego, które melodie tak zapadają nam w pamięć, że nie możemy się od nich uwolnić – to niezmiernie ciekawy obszar badań naukowych, myślę, że kiedyś zrobimy o tym osobny odcinek.

Ola: Teraz uwaga, uwaga: nie myślicie o słoniu. Nie myślicie o tych melodiach, które utkwiły wam w pamięci na dwa, trzy dni.

Piotr: Dałoby się parę takich podrzucić, dokładnie – bo człowiek budzi się rano po całej nocy, a taka melodia go wciąż świdruje. Ale to nie to, bo tu chodzi raczej o te melodie do podrygiwania. I teraz, co właściwie sprawia, że takie melodie odpalają nam tę chęć do tańca?

Zajął się tym neuronaukowiec – nazywa się Benjamin [? niepewne: nazwisko], z Aix-Marseille Université we Francji. Przepraszam, to nie jest mój obszar językowy. Praca została opublikowana w dość szacownym piśmie "Science Advances", a on razem ze swoim zespołem analizuje, co porywa ludzi do takiego organicznego tańca, że coś podryguje – a ich badania pokazują, że cała sprawa zasadza się na synkopach.

Przepraszam wszystkich teoretyków muzyki oraz tych, którzy umieją czytać nuty i w ogóle znają się na muzyce, bo ja się nie znam. Ale generalnie synkopy to są te celowe zaburzenia lub przerwania rytmu utworu – jakieś zawieszenia albo przesunięcia akcentów. Znalazłem taki artykuł z Wikipedii anglojęzycznej na ten temat, link w opisie, bo tam bardzo fajnie to wyjaśniają, są przykłady muzyczne, nagrane kawałki i tak dalej.

Jednym z takich przykładów jest klasyczne liczenie: jak liczymy "raz i dwa i trzy i cztery i", to jest taki rytm na cztery. Jeżeli wsadzimy akcent w miejsce tego "i", zamiast na "jeden" albo "dwa", to jest jeden z przykładów wykorzystania synkopy w muzyce. Synkopa w ogóle jest w muzyce od bardzo dawna, wykorzystywana przez wszystkich wielkich i niewielkich kompozytorów. Współcześnie takim klasycznym, wszędzie przytaczanym przykładem jest "Satisfaction" Rolling Stones. Wiem, że aż się prosi, żeby tutaj wstawić ten kawałek, ale za chwilę algorytmy by nas zastrzeliły – gdybym teraz wstawił "Satisfaction" do naszego podcastu, YouTube dostałby czerwonej piany na twarzy i zaraz zablokowałby nam ten podcast albo zrobił coś innego, więc musicie sami znaleźć link w opisie.

W "Satisfaction" mamy słowa, które padają nie w tym momencie, w którym teoretycznie powinny być zgodnie z rytmem – jak "I", "can't", "no". Jeśli sobie spojrzycie, polecam znowu tę angielską Wikipedię, to one nie są w tych miejscach, gdzie w oczywisty sposób powinny być według rytmu. Innym takim przykładem jest bardzo znane "No Excuses" Alice in Chains, a super klasycznym przykładem są nasze krakowiaki, które w całości są oparte na synkopach – w ogóle muzyka ludowa w dużej mierze się na tym opiera, przynajmniej u nas w Polsce.

Ola: Nie ma krakowiaka bez synkopy.

Piotr: Właśnie tak. Znalazłem gdzieś takie ładne podsumowanie: to są wzory rytmiczne, w których akcentowane i nieakcentowane uderzenia melodii pojawiają się w zaskakujących miejscach względem podstawowego taktu. Jeśli utwór ma wiele synkop, trudno jest odgadnąć rytm w kolejnych taktach podczas słuchania. To jest takie zaburzenie, które jednak nie psuje efektu, tylko go wzmacnia. I właśnie Francuzi twierdzą, że to jest to, co powoduje, że rwiemy się do tańca – przy czym bez przesady, bo w swoim badaniu…

Ola: Czyli rwiemy się bez przesady?

Piotr: Nie, bez przesady z synkopami – w swoim badaniu dawali ludziom do słuchania specjalnie przygotowane fragmenty utworów, w których synkop było mało, prawie wcale, umiarkowanie albo dużo, i badali, jak to działa na chęć do tańczenia, do wybijania rytmu i tak dalej. Wychodzi na to, że nasz mózg lubi być zaskakiwany, ale bez przesady: jak mamy bardzo przewidywalny rytm, to praktycznie w ogóle nie budzi on chęci do tańca, a jak mamy bardzo dużo synkop, czyli rytm jest trudny do przewidzenia, to też nie bardzo. Najlepiej, jak rytm trochę przełamuje tę przewidywalność.

To jest kluczowe, jeśli chodzi o zachęcanie do tańca, ale jest tam jeszcze jeden ciekawy element – wszystkie badane melodie miały bit 2 herce, czyli dwa uderzenia na sekundę, dość typowy. Kiedy badano słuchających tych melodii, wybijali oni właśnie ten dwuhercowy rytm, i co ciekawe, to nie jest rytm samej melodii, tylko taki podstawowy bit muzyki. Żeby sprawdzić, co się wtedy działo w głowach słuchających, poddano ich magnetoencefalografii.

Ola: Trudne słowo, dałeś radę.

Piotr: Patrz, tyle sylab sobie nie rozpisałem. Okazuje się, że dzieją się tam ciekawe rzeczy: o ile sama melodia jest przetwarzana w korze słuchowej, która – bo sprawdziłem, gdzie jest – znajduje się zaskakująco nad uchem, mniej więcej tam, gdzie jak weźmiesz palce i skierujesz je nad ucho, to masz pod czaszką korę słuchową i tam przetwarzana jest melodia. Natomiast kora ruchowa, czyli to, co bezpośrednio odpowiada za taniec, jest trochę wyżej, jakby biorąc z boku, tak jakbyśmy chcieli sobie przeczesać grzywę i odrzucić z ucha moje długie do pasa włosy – to bym przejechał mniej więcej przez obszar kory ruchowej.

Ola: Teraz sobie to wyobraźcie: długie do pasa włosy Piotrka. On ma kręcone włosy.

Piotr: Krótkie, czarne, no nie aż tak kręcone. W każdym razie jest taki obszar, który łączy te dwa miejsca – korę słuchową z korą ruchową – i ponoć właśnie tam powstają impulsy oparte na tym podstawowym bicie. Czyli kora słuchowa przetwarza melodię, a połączenie z korą ruchową wyłapuje ten, w tym wypadku dwuhercowy, podstawowy rytm. To jest prawdopodobnie miejsce, w którym powstają ruchy taneczne, które później trafiają już do kory ruchowej i tam podrygujemy nóżką, rączką, paluszkiem czy czymkolwiek. Mam wrażenie, że ja akurat nie mam tego połączenia między korą słuchową a korą ruchową, bo moje zdolności taneczne są, powiedzmy, takie sobie.

Ola: A ja mam dziwnie, bo ja z kolei śpiewam, dosyć regularnie, w różnych zespołach, i jak dostajemy za zadanie jednocześnie klaskać, a ja zaczynam o tym klaskaniu myśleć, to natychmiast się gubię.

Piotr: Nie myślę o słoniu.

Ola: Dokładnie. Potrafię dobrze klaskać, wybijać rytm nogą, kiedy o tym nie myślę, a kiedy zaczynam myśleć, to jest koniec.

Piotr: A to jest bardzo ciekawe.

Ola: Bardzo dobra sprawa.

Piotr: To jest w ogóle tak, że ten badacz – którego nazwiska po raz drugi już nie będę próbował wymawiać – zajmuje się percepcją czasu, i samo to badanie jest bardzo ciekawe. Link macie w opisie, jest tam też dość zaawansowana analiza matematyczna, której nie jestem w stanie ocenić.

Ale to jest ciekawe też dlatego, że w ogóle zajmuje się on badaniem percepcji czasu w ludzkim mózgu – bo o ile mamy znane mechanizmy odpowiadające za przyjmowanie i przetwarzanie obrazu, dźwięku, bodźców ruchowych opartych na działaniu sił czy bodźców chemicznych, to wciąż nie mamy pojęcia, czy istnieje jakiś system odpowiadający za odbieranie i przetwarzanie czasu. Nie mamy niczego, co pozwoliłoby powiedzieć: jeżeli komuś w mózg trafi coś w danym miejscu, to traci poczucie czasu albo możliwość wybijania rytmu. Nie mamy jednoznacznych obszarów, które wskazywałyby, że właśnie tu jest przetwarzany czas, jakkolwiek by to rozumieć.

To jest tak naprawdę główny obszar badań tego naukowca, a obserwacja dotycząca tańca to jedno z odgałęzień tych badań. Jak zacząłem eksplorować ten temat, okazało się, że jest mnóstwo niezwykle ciekawych badań dotyczących muzyki – na przykład trafiłem też na super ciekawe badania, o których nawet chciałem opowiedzieć szerzej, ale zachowajmy to sobie na później – dotyczące tego, jak zmieniała się muzyka w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, zwłaszcza muzyka popularna, zarówno w obrębie tekstów, jak i melodii. W skrócie: teksty stają się coraz prostsze, jest w nich coraz więcej refrenu, a mniej zwrotek, choć to wcale nie znaczy, że stają się przez to głupsze, bo z tej dość dużej analizy, opartej zresztą na sztucznej inteligencji, wynika, że w tekstach poruszanych jest więcej poważniejszych tematów. Natomiast melodie – i tu pewnie część osób będzie zaskoczona – stają się coraz bardziej złożone, i to jest bardzo ciekawe.

Jest sporo takich fajnych badań i myślę, że może nawet kiedyś zrobimy specjalny odcinek o muzyce i o tańcu.

0:31:26 Taniec i muzyka jako więź społeczna

Ola: Jeszcze chcę tu jedną rzecz dorzucić: z antropologicznego punktu widzenia muzyka i taniec, według Robina Dunbara, znanego i bardzo cenionego antropologa, to są odmiany iskania. To zajęcie grupowe, które ma na celu emocjonalne zbliżenie członków dużej grupy, których nie możemy sami wyiskać – bo tak jak Dunbar pisał o najbliższych kręgach rodzinnych, kręgach przyjaciół i podstawowych społecznościach funkcjonujących w czasach przedcywilizacyjnych, to liczyły one do 150 osobników.

Piotr: Liczba Dunbara.

Ola: Liczba Dunbara. Trudno ich wszystkich wyiskać i mieć z nimi dobre relacje, ale da się to zrobić na przykład za pomocą muzyki i tańca. Muzyka i taniec, odpowiednio zsynchronizowane w grupie, wprowadzają ludzi w stan ekstatyczny, a z drugiej strony transowy, i mogą też synchronizować jakieś powtarzalne zajęcia wykonywane grupowo. Odpowiedni rytm i melodia, czyli podrygiwanie i śpiewanie, działają na ludzi właśnie jak iskanie – przybliżają sobie poszczególnych członków grupy i tworzą poczucie wspólnoty. Dlatego muzyka jest tak istotnym elementem naszego życia, bycia ludźmi w ogóle.

0:33:27 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: W ogóle widzę, że szykuje nam się tu chyba cały odcinek muzyczny, bo jeszcze pamiętasz, jak mieliśmy dla WOŚP-u ten występ w ramach podcastów dla WOŚP-u, to tam też mówiłaś właśnie o śpiewie i o jego roli dla zdrowia, dla hormonów, neuroprzekaźników. Czuję, że zrobimy o tym jakiś większy materiał kiedyś, ale dziś miało być krócej, więc rzeczywiście jest krócej. Korzystając z tego, że nasza grupa rodzinna chwilowo liczy trzy osoby, idziemy wyiskać tę trzecią osobę, czyli naszego pudelka [? niepewne: Fale].

Ola: I zanim powiemy wam, jakie jest słowo na dziś, to tylko powiem, że bardzo mnie korciło, żeby dać słowo "cieplutczej", które sobie zanotowałam, a które wymyślił dziś Piotrek, ale damy inne.

Piotr: Żeby się dało zapisać.

Ola: Słowo na dziś to synkopa. To cześć.

Źródła

Brak listy źródeł w opisie odcinka (kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta dla tego odcinka; prowadzący w kilku miejscach odsyłają do linków "w opisie" – m.in. do windy.com, serwisu Copernicus, raportu MAEA, artykułu z angielskiej Wikipedii o synkopie i do badania w piśmie "Science Advances" – ale same adresy URL nie zostały uwzględnione w kolumnie RSS).

Źródła

Pył znad Sahary nad Polską

Co nas rwie do tańca