Podcast Crazy Nauka · odc. 51

Nauka na czasie – diamentowy deszcz i pierwsi Homo sapiens w Europie Środkowej

06-02-2024 · 39 min · Nauka na czasie, Historia nauki i odkryć, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Deszcz diamentów, który okazuje się wcale nie tak rzadkim zjawiskiem w kosmosie, oraz pierwsi Homo sapiens, którzy przeszli przez Alpy, dotarli do Europy Środkowej i wyparli stamtąd neandertalczyków. To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli lżejsza wersja naszego podcastu, w której omawiamy dwa wybrane naukowe newsy. Cykl ten nadajemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Ten odcinek ma sponsora – agencję Good Walk, która jest organizatorem dwóch wykładów prof. Briana Coxa w Polsce o tajemnicach wszechświata pt. "Horizons. A 21st Century Odyssey".
Kiedy i gdzie?
🔹 15 kwietnia 2024, Warszawa, Arena Ursynów
🔹 17 kwietnia 2024, Poznań, Sala Ziemi

Gdzie kupić bilety?
🔸 ticketmaster.pl/artist/brian-cox-bilety/924081
🔸 eventim.pl/artist/brian-cox/
🔸 Sklepy sieci Media Markt

Rozdziały:
(0:00) Cześć 🙂
(5:59) Deszcz diamentów
(19:55) Pierwsi Homo Sapiens u nas

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Jak często można spotkać diamentowy deszcz?

Ola: Kiedy pierwsi homo sapiens dotarli do Europy Środkowej? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Dziś opowiemy Wam o deszczu diamentów, który okazuje się wcale nie tak rzadkim zjawiskiem, jak mogłoby się wydawać. I o pierwszych homo sapiens, którzy przeszli przez Alpy znacznie wcześniej niż nam się do tej pory wydawało.

A więc witamy Was w Nauce na Czasie, czyli tej lżejszej wersji naszego podcastu. I tym razem mamy ambicje, żeby była lżejsza, bo ostatnio przegięliśmy. Bo wiecie, jak to jest, jak się opowiada o czymś ciekawym, to strasznie trudno jest przestać.

Ola: To nagle człowiek się łapie na tym, że zbiera wszystkie informacje na ten temat i właściwie mógłby się już doktoryzować z tego wąskiego wycinka wiedzy.

Piotr: I ten nasz krótszy odcinek, który miał trwać krótko, nagle się okazuje, że właśnie minęła godzina. My właściwie czujemy, że jakoś tam poruszyliśmy niektóre tematy. No dobra, ale idziemy dalej.

Ola: Ważna sprawa, ten odcinek ma sponsora, agencję Good Walk, która jest organizatorem wykładów profesora Briana Coxa w Polsce. Słynny brytyjski astrofizyk i fizyk cząstek przyjedzie do Polski z dwoma wykładami. Właściwie tutaj słówko wyjaśnienia, bo jeżeli o naukowcach można mówić jak o gwiazdach, no to…

Piotr: Pozytywnym tego słowa znaczeniem.

Ola: Tak, to Brian Cox niewątpliwie jest jedną z tych bardziej rozpoznawalnych. Znany jest głównie z serii programów emitowanych przez BBC. Ta stacja go bardzo mocno pokochała i dała mu różne serie dokumentalne do opowiadania.

A my jesteśmy fanami tych programów, przynajmniej ja, nie wiem jak Piotrek.

Piotr: Ja się zgadzam absolutnie i powiem szczerze, że naprawdę przyjemnością jest mieć takiego sponsora w takim wydarzeniu, bo to jest coś bardzo naszego. Jeszcze jak nasze bachory były małymi pacholętami i się je udało położyć spać, to sobie siadaliśmy i oglądaliśmy. Właśnie Brian Cox się tam wymądrzał z telewizora.

Ola: I mówił takim kojącym głosem i nam było bardzo przyjemnie.

Piotr: I zasypialiśmy, byliśmy zmęczeni.

Ola: To już nie z winy Briana Coxa, tylko z naszej. W każdym razie w Polsce profesor Cox wygłosi dwa wykłady. To będą właściwie takie multimedialne widowiska.

Piotr: Podobno niezły show jest.

Ola: Niezły show, mamy nadzieję, właściwie nie mamy nadziei, no będziemy na jednym z nich w Warszawie.

Piotr: Owszem, 15 kwietnia 2024, Warszawa, Arena Ursynów.

Ola: A drugi termin to Poznań, Sala Ziemi, 17 kwietnia 2024. Tytuł wykładu dotyczy tajemnic wszechświata, a tytuł to Horizons: A 21st Century Odyssey.

Piotr: No i dostępne są bilety. W ogóle łatwo je znaleźć, bo jak wrzucicie w Google'a "wykład Briana Coxa Polska bilety" i tak dalej. Ale konkretnie możecie znaleźć je na ticketmaster.pl, eventim.pl i w sklepach sieci Media Markt.

Ola: Linki do tych biletów znajdziecie w opisie odcinka. I przypominamy…

Piotr: Właśnie, że możecie zasubskrybować nasz podcast. To jest dobry plan, zawsze dzięki temu dostaniecie informacje o nowych odcinkach, więc warto.

Ola: I uwaga, jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nieliczących się też.

[~0:03:35] Podziękowania, polecenia i zapowiedź tematów

Piotr: I teraz, zanim zaczniemy, muszę jedną rzecz dodać, bo coraz częściej się tak dzieje, że nasze podcasty zyskują drugie, trzecie, czwarte i piąte życie już po ich nagraniu. Dzięki wam, bo słuchacie, komentujecie i tak dalej.

Przede wszystkim bardzo dziękuję za wszelkie polecajki horrorowe. Będziemy z Leną testowali. Powiem szczerze, że jak zacząłem w tym grzebać, to mi włosy na głowie stanęły, serio. Niektóre z tych obszarów, w które się zapuściłem, są takie creepy, że nawet nie będę mówił.

Ola: Dobrze, że ja się w to nie zapuszczam.

Piotr: Nie, w tamtych obszarach nawet się nie będę zapuszczał. Natomiast jeszcze jedna niezwykle ciekawa rzecz: nasz poprzedni odcinek, ten o zombie, był w dużym stopniu tak naprawdę odcinkiem o przetrwaniu. Nie o takim survivalu, jak mówiliśmy, tylko raczej o przetrwaniu w pewnych szczególnych warunkach kryzysów.

Ola: Katastrof naturalnych najczęściej.

Piotr: Tak, burzących zasady cywilizacyjne. Bardzo dziękuję i pozdrawiam, bo chyba na Spotify nam polecono książkę "Ekstremalny poradnik przetrwania", napisaną przez niejakiego Nawala, taki pseudonim, to był żołnierz Gromu.

I to jest książka o tym, jak cywil sobie powinien poradzić w razie wojny. Jest niezwykle ciekawie, dobrze napisana.

Ola: Już ją skończyłeś czytać?

Piotr: Jeszcze nie skończyłem, jestem w trakcie, mam ją w postaci ebooka, ale jest też papierowa. I myślę, że każdy powinien ją przeczytać, serio, bo tam są takie rzeczy, o których po pierwsze nie wyczyta się tak po prostu w internecie, po drugie nie jest łatwo wcale wpaść na te kwestie, bo to jest wynik tak naprawdę doświadczenia, obserwacji tego autora.

Ola: I co więcej, nie sprawdzi się tylko w razie wojny, ale też jakiejkolwiek katastrofy naturalnej.

Piotr: Tak, chociaż to jest akurat szczególnie skierowane na wojnę, bo tam jest kwestia tego, jak sobie radzić, kiedy się zostanie zatrzymanym na jakimś posterunku kontrolnym, czym się ewakuować i dlaczego. Jest to bardzo ciekawe, chociaż mało optymistyczne. Nie jest to żadna sponsorowana kwestia, po prostu ta książka szczególnie mi przypadła do gustu, dlatego postanowiłem o niej powiedzieć.

Ola: Ale zaczynamy teraz opowieść o tych dwóch newsach, o diamentach i o Homo sapiens.

0:06:01 Diamentowy deszcz na Neptunie

Piotr: Diamentowy deszcz, właśnie, to jest hasło, które brzmi pretensjonalnie, bo diamenty budzą mnóstwo rozmaitych skojarzeń. Generalnie kojarzą się trochę z bogactwem.

Ola: Diamenty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyn.

Piotr: Tak, można tak powiedzieć.

Ola: Jak mawiała Marilyn Monroe.

Piotr: Są krwawe diamenty, jak to się mówi, czyli też cały przemysł związany z wydobyciem diamentów nie jest rzeczą fajną, klarowną i czystą. Natomiast my troszkę szerzej, odleglej na to spojrzymy. Bo chodzi o to, że na wielu planetach, a nawet na bardzo wielu planetach, najprawdopodobniej pada diamentowy deszcz i to ma całkiem duże znaczenie.

Ola: A to znaczy, że na tych planetach pierścionek z brylantem nie byłby najbardziej wyszukanym podarunkiem zaręczynowym.

Piotr: Przecież to byłby mniej więcej taki jak pierścionek z piaskiem. Nie mówię, że nie można ładnego zrobić, ale niekoniecznie kojarzy się to z bogactwem. Zresztą w ogóle to jest ciekawy wątek, co by było, gdyby na Ziemię nagle trafiła duża porcja diamentów. Przestałyby być cenne, zepsułby się rynek.

Ola: Czyli generalnie nie organizujmy wyprawy na Neptuna. Jakby ktoś chciał, to nie, lepiej nie.

Piotr: Tak, bo najbliższym takim miejscem, gdzie ten diamentowy deszcz pada, prawdopodobnie jest Neptun. W ogóle Neptun to jest bardzo ciekawa planeta, bo to jest przedstawiciel takiej grupy prawdopodobnie najczęściej spotykanych planet w kosmosie. Mówię najprawdopodobniej, dlatego że to, jakie planety uważamy za najczęstsze, wynika w dużym stopniu z tego, jakie potrafimy w danym momencie odkryć.

Kiedyś uważaliśmy, że jest strasznie dużo takich wielkich, gazowych planet.

Ola: Gazowych, olbrzymich.

Piotr: Dokładnie, takich nawet jeszcze większych trochę niż Jowisz. Jak się zrobi za duża, to się zaczyna robić z tego gwiazda, więc trzeba uważać, nie przesadzajcie z rozmiarami Jowisza w domu.

W każdym razie duży Jowisz był bardzo popularny, bo się go łatwo wykrywało. Potem zaczęliśmy intensywnie wykrywać superziemie, czyli takie skaliste, większe od Ziemi planety, już nie chcę się wdawać w szczegóły dlaczego akurat te w danym momencie.

Ale na razie wydaje nam się, że bardzo popularne, być może najpopularniejsze, są mini-Neptuny. To są tak zwane gazowe karły. Jakoś bardziej mi się podoba nazwa mini-Neptun.

Ola: Gazowy karzeł. [? niepewne: Zmyślnie wróg]

Piotr: Dokładnie. One mają średnicę od 1,7 do niespełna 4 średnic Ziemi. Mają skaliste, lodowe jądro, które jest otoczone bardzo, bardzo gęstą atmosferą wodorowo-helową.

Ola: Gdybym była złośliwa, w domu zapytałabym: skaliste czy lodowe?

Piotr: Jedno drugiego nie wyklucza, można wymieszać, zwłaszcza że ten lód to niekoniecznie musi być lód wodny. Tam jest niezły, chociaż wodny też. One są zwykle mniejsze od naszego rodzimego Neptuna, dlatego że to jest coś pomiędzy dużą Ziemią a małym Neptunem.

To nie jest aż taka duża różnica, jak mówię, Neptun ma średnicę 4 razy większą od Ziemi, więc to nie jest jakieś niewyobrażalne. Natomiast zupełnie inna jest budowa. Bo Ziemia ma twardą, skalistą, wielką bryłę i cieniusieńką warstwę atmosfery, a tam jest odwrotnie: ten środek, mały, twardy, jest otoczony bardzo, bardzo grubą atmosferą.

I właśnie to, co się tam dzieje w tej atmosferze, jest niezwykle ciekawe. Bo im głębiej w tę atmosferę, tym goręcej i tym większe ciśnienie. Gdzieś tam nad tym jądrem skalistym mamy taki płyn złożony z wody, amoniaku i metanu.

Metan na pewno wszyscy pamiętają. To jest ten moment, kiedy zadaję pytanie: pamiętasz, jaki wzór ma metan, prawda? Ale zanim odpowiesz, podpowiem, że to jest jeden węgiel i cztery wodory, taki bardzo prosty węglowodór.

I teraz to jest tak, że jak mamy bardzo duże ciśnienie i bardzo dużą temperaturę, to ten metan jest rozbijany i wtedy dostajemy, surprise, surprise, atom węgla i atomy wodoru. Natomiast węgiel jest w ogóle szalenie towarzyskim atomem, bardzo chętnie się łączy, szczególnie chętnie się też łączy z innymi węglami. To zresztą w ogóle ta chemiczna aktywność węgla to jest to, dzięki czemu jesteśmy tu i ze sobą gadamy, i to wszystko wymyśliliśmy.

Ola: To wszystko wina węgla.

Piotr: Wszystko wina węgla, nie nasza. No i teraz okazuje się, że w tej neptunowej atmosferze węgiel szybko się ze sobą łączy. To znaczy, po tym jak zostaje rozbity metan, to zamiast powstawać znowu metan czy coś innego, powstaje bardzo dużo węgla, i ten węgiel w dodatku tworzy się już w postaci kryształów.

Tam nie ma etapu ciekłego węgla, no bo przecież wiadomo, jakie są stany skupienia materii. Dostajemy kryształy węgla i to te kryształy właśnie to jest diament, jakże inaczej. I wygląda na to, że w tej atmosferze jest pełno takiego diamentowego pyłu.

Ola: To musi pięknie połyskiwać.

Piotr: Dokładnie, no o ile tam dotrze światło, bo ta atmosfera nie jest taka super przejrzysta, dość głęboko. I mamy diamentowy deszcz, chociaż raczej jest to taka diamentowa mrzawka, bo to nie są prawdopodobnie, chociaż może i takie powstają, duże kryształy.

Ola: Może diamentowy smog taki.

Piotr: No nie, no bo w sumie takie cząstki zawieszone, to może. Ale mi się podoba diamentowa mrzawka, wyobraź sobie, takie skrzące się.

I teraz najważniejsze jest to, gdzie właściwie te diamenty mogą powstawać, bo o tym, że one powstają, to wiemy od dawna. Było sporo badań na ten temat. To jest zresztą w ogóle bardzo ciekawe, jak się tworzy na Ziemi symulację takiego zjawiska, bo zamiast gimnastykować się i utrzymywać gdzieś odrobinę metanu, który jest gazem w naszych warunkach i generalnie trzeba się tam nieźle nakombinować, to używamy czegoś znacznie prostszego, czyli, uwaga, polistyrenu. Polistyren ma wzór C₈H₈, 8 atomów węgla na 1 taki kawałeczek styrenu, a poli to znaczy, że jest ich tam dużo.

Czyli w sumie mamy niezłą symulację takiego metanowego środowiska, a jakby ktoś chciał polistyren, to styropian to nic innego jak spieniony polistyren.

Ola: Poczekaj, czy to znaczy, że ze styropianu można uzyskać diamenty?

Piotr: Absolutnie, bez żadnego problemu. Zaraz powiem.

Ola: Poczekaj chwilę, pójdę do garażu.

Piotr: Co tu mamy bliżej, bo też te przezroczyste pudełka od płyt kompaktowych, ja tu mogę do szuflady sięgnąć i tam mamy całe miasto.

Ola: Tak, mamy takie zabytki.

Piotr: Tak, bardzo dużo. Ja w ogóle kiedyś możemy nagrać, dlaczego płyty CD są lepsze od Spotify, jednak pod wieloma względami. No dobra, w każdym razie jak weźmiemy taki polistyren, to trzeba go podgrzać i ścisnąć, no bo to się właśnie dzieje w takiej atmosferze, czyli jest gorąco i ciasno.

Ola: Nie będzie brzydko pachniało?

Piotr: Niekoniecznie. Dlaczego? Tu masz tylko węgiel i wodór, nic się takiego strasznego nie dzieje.

Więc podgrzewamy go, żeby uzyskać takie efekty, w ziemskich warunkach laserami. Tymi laserami się impulsowo strzela, one powodują powstawanie fal uderzeniowych w tym polistyrenie, i te fale podgrzewają materiał do wysokiej temperatury i ściskają go jednocześnie. I do tej pory, żeby uzyskać takie diamenty, trzeba było ściskać do ponad 5000 kelwinów.

5000 kelwinów łatwo przebić, przypominam, że 0 stopni Celsjusza to jest około 273 kelwinów, czyli te 5000 kelwinów to jest niecałe 5000 stopni Celsjusza, tak mówię, żeby ktoś miał punkt odniesienia. I trzeba było uzyskiwać ciśnienie ponad 150 gigapaskali. Tu jeden z naukowców omawiających to użył jednego z takich ukochanych naszych porównań.

Ola: Jak do basenów olimpijskich.

Piotr: To jest ciężar około 250 słoni afrykańskich naciskających na powierzchnię paznokcia kciuka. Uważajcie na słonie afrykańskie i na palce.

Ola: Jakby wam ktoś chciał odcisk nadepnąć, to nie.

Piotr: Tak, to nie uzyskacie diamentu, bo nie jesteście polistyrenem. Więc tak, to są te warunki, w których udawało się uzyskać takie diamenty. I teraz właśnie świeżutko, to znaczy 8 stycznia, ukazało się badanie w "Nature Astronomy", które pokazuje, że te warunki mogą być znacznie łagodniejsze.

Powiem zaraz dlaczego to jest ważne, bo wbrew pozorom jest. Wystarczyło im tam, wyobraź sobie, zaledwie 2,5 tysiąca kelwinu.

Ola: Czyli niespełna 2,5 tysiąca stopni Celsjusza.

Piotr: Tak, czyli połowa mniej, i ciśnienie naprawdę dużo mniejsze, bo [? niepewne: tak 1927 gigapaskali] zamiast tych 150. Czyli co to oznacza w praktyce, jak weźmiesz planetę.

Ola: Dużo mniej słoni afrykańskich.

Piotr: Tak, dużo mniej słoni afrykańskich, które trzeba wykorzystywać do tworzenia diamentu.

Ola: Na kciuku.

Piotr: Przepraszam. W każdym razie, biorąc to bardziej astronomicznie, a mniej zoologicznie, to znaczy, że te diamenty mogą powstawać na mniejszej głębokości w atmosferze. Bo im głębiej, tym większe ciśnienie, wyższa temperatura.

I to wbrew pozorom ma bardzo duże znaczenie, dlatego że jeżeli te diamenty powstawałyby tam naprawdę już głęboko, głęboko, to one by tam wiele nie zdziałały. Trochę by sobie pobyły, opadłyby gdzieś, tam by się znowu roztopiły, cokolwiek by z nimi było. W każdym razie niewielki miałyby wpływ na tego Neptuna. Mówię tu oczywiście o naszym Neptunie, ale to się tyczy też tych wszystkich mini-Neptunów.

Ola: Gazowych karłów.

Piotr: Dziękuję, Olu. Ponieważ mamy znacznie mniejsze ciśnienie, ten diamentowy pył powstaje wyżej, czyli dłużej opada, dłużej się kotłuje w atmosferze i może mieć znacznie większy wpływ na to, co się dzieje na planecie. To wydaje mi się dość logiczne wytłumaczenie.

Dlaczego to w ogóle ma znaczenie? A to dlatego, że tłumaczy parę zjawisk, w tym dwa najważniejsze. Przede wszystkim to, że planety typu neptunowego mają nieregularne pole magnetyczne.

W ogóle nasz Neptun jest taki sobie, bo jest mocno kopnięty, ma bardzo pochyloną oś obrotu, więc tam jeszcze to jego pole magnetyczne jest nieźle pokićkane. Ale wiele wskazuje na to, że w ogóle tego typu planety nie mają, tak jak Ziemia, dosyć statycznego pola magnetycznego, tylko dostają kompletnej głupawki i nie wiadomo było dlaczego. I być może jest tak, że te opadające cząsteczki diamentu, które ciągną za sobą lód i inne składniki atmosfery, mogą wpływać na pole magnetyczne tych planet. Czyli tak naprawdę pole magnetyczne w mniejszym stopniu zależy, tak jak to normalnie jest, od jądra planety, ale właśnie od jej atmosfery.

A ponieważ atmosfera jest z definicji mniej stabilna i bardziej się kotłująca, to może wytłumaczyć, dlaczego to pole magnetyczne jest takie dziwne.

Ola: A poza tym domyślam się, że ta otoczka diamentowa może wywoływać efekt szklarniowy, trochę jak dwutlenek węgla w naszej atmosferze.

Piotr: A tego nie wiem, szczerze mówiąc, bo ona może z obu stron odbijać, nie wiem. Druga rzecz jest taka, że rzeczywiście planety neptunowe są gorętsze. Zwłaszcza nasz Neptun dziwnie się zachowuje, bo wydziela więcej energii, niż pochłania ze Słońca.

Oczywiście mogą tam wewnątrz zachodzić jakieś przemiany, rozpady jądrowe itd., ale wciąż ta kalkulacja się nie zgadzała. I jedną z hipotez jest to, że ten opadający pył diamentowy, można powiedzieć, trze o siebie, to znaczy wywołuje zjawiska, które powodują podgrzewanie się w wyniku oczywiście grawitacji, i być może robi się cieplejszy przez to, że te diamenty o siebie trą i zachodzą interakcje między nimi a resztą składu tej gęstej już atmosfery i jądra. Więc poza tą cudowną wizją tego diamentowego deszczu, mamy jeszcze całkiem sensowne wyjaśnienia bardzo już konkretnych zjawisk, i to jest w ogóle bardzo ciekawe, jak oni badali to, jak tymi laserami kompresują ten styropian i co z tego wynika.

Ola: Diamenty ze styropianu to jest dla mnie przebój.

Piotr: Tak, no więc myślę, że warto by zobaczyć ten diamentowy pył, wyobraź sobie.

Ola: Wyobraziłam to sobie.

Piotr: Wiem, że tam się nie da stanąć, nie spędzimy tam wakacji, tym niemniej działa to na wyobraźnię. I tak jak obiecywałem, będzie z mojej strony krócej, w związku z czym teraz Ola musi wydmuchać nos, a zaraz będzie część druga.

0:19:57 Pierwsi Homo sapiens w Europie Środkowej

Ola: No udało się.

Piotr: Udało się.

Ola: To ja do Homo sapiens zmierzam.

Piotr: Pozdrawiamy Homo sapiens.

Ola: Z tą trasą, otóż okazuje się, że przedstawiciele naszego gatunku dotarli do Europy Środkowej, czyli do tej części Europy, w której my obecnie zamieszkujemy, aż 47,5 tysiąca lat temu, a jest to dużo wcześniej, niż do tej pory naukowcy sądzili. I wszystko wskazuje na to, że na terenie dzisiejszych Niemiec odkryto najstarsze ślady obecności Homo sapiens na północ od Alp. I jeszcze jest jedna rewelacja: odbywało się to, kiedy oni tutaj przebywali, nie naukowcy, tylko przedstawiciele Homo sapiens, w okresie naprawdę silnego zlodowacenia, głębokiego, kiedy tu było super zimno.

Piotr: Ale po co oni tu przychodzili? Mieli tyle lepszych miejsc na świecie.

Ola: No nie, tu było dużo fajnych zwierząt do jedzenia. Jeszcze do tego dojdę, proszę mnie nie psuć na relacji. I jeszcze jest jedna ważna sprawa, o której tutaj trzeba powiedzieć.

Otóż 47,5 tysiąca lat temu to było na długo przed zniknięciem neandertalczyków, którzy, przypominam, zasiedlali Europę już 400 tysięcy lat temu. Byli w tej Europie przez kilkaset tysięcy lat, a potem, patrz, nagle, w ciągu kilku tysięcy lat zniknęli.

Piotr: Myślisz, że miało to jakiś związek z naszym sympatycznym gatunkiem?

Ola: No właśnie, takie są bardzo głębokie i uzasadnione przypuszczenia. Dodajmy, że oni tak naprawdę nie zniknęli, bo w naszych genach wciąż są obecni. Natomiast jeszcze powiem, jaki obszar zajmowali, bo to był naprawdę potężny obszar.

Od basenu Morza Śródziemnego, po południowy skraj Wysp Brytyjskich, do połowy terytorium dzisiejszej Polski. My nawet w okolicach Ojcowa byliśmy w jaskini, w której znaleziono szczątki neandertalskie i kamienne narzędzia. I aż po Ukrainę – oni zamieszkiwali te tereny.

I teraz wróćmy do naszych homo sapiens. To jest 47,5 tysiąca lat temu. To są te najnowsze wyniki badań, o których tutaj wam chcę powiedzieć. Zostały opublikowane w piśmie "Nature" w postaci trzech różnych artykułów. Pokazują, że ci nasi przodkowie, praprzodkowie, byli naprawdę niezłymi twardzielami, nawet bez względu na to, czy rzeczywiście my się wywodzimy z tej linii.

Piotr: Zgaduję, że nie bardzo.

Ola: Tego akurat nie zgłębiałam przy tej okazji. Natomiast byli prawdziwymi twardzielami i w zdolnościach adaptacyjnych naprawdę nie mieli sobie równych. Do tej pory wyobrażaliśmy sobie, że neandertalczycy mieli takie przystosowania do znoszenia zimnego klimatu, których nie mieli homo sapiens.

W związku z czym właśnie w okresie zlodowacenia to neandertalczycy skolonizowali Europę, a homo sapiens jeszcze przebywali w cieplejszych regionach. Tymczasem okazuje się, że wcale nie. Przypominam, że zlodowacenie w Europie ostatnio zakończyło się 11-12 tysięcy lat temu.

47 tysięcy lat, na północ od Alp. Ten klimat, który tutaj panował ponad 40 tysięcy lat temu, na terenie środkowych Niemiec dzisiejszych i też oczywiście na naszych terenach, to był klimat zimny, kontynentalny. Były to otwarte stepy, podobne do tych, które dzisiaj występują na Syberii czy w północnej Skandynawii.

Średnia temperatura roczna, uwaga, wynosiła około 10 stopni. To miejsce, którego dotyczą te znaleziska, nazywa się Jaskinia Ilsenhöhle w Ranis w Niemczech. To jest mniej więcej 40 km na południe od Jeny. Tak, tam wtedy panował klimat zimny, kontynentalny, było bardzo nieprzyjemnie.

Piotr: Po prostu leżał lodowiec plackiem w tym rejonie? Ciekawe, trzeba by sprawdzić.

Ola: Dodajmy, że w trakcie, jak tam przybyli już homo sapiens, ten klimat się jeszcze bardziej ochłodził. Najzimniejszy okres to był od 45 do 43 tysięcy lat temu.

Piotr: Chłodne przyjęcie.

Ola: Ale uwaga, przedstawiciele tej grupy homo sapiens, która się tam pojawiła, sobie niewiele z tego zimna chyba robili, ponieważ regularnie tam wracali i nawet w okresie największego zimna korzystali z tego schronienia. To było takie okresowe obozowisko myśliwych. I to też pokazuje, że ci myśliwi byli w stanie naprawdę bardzo mocno przystosować się do tych surowych warunków, bo naukowcy wcześniej sądzili, że te przystosowania do zimna pojawiły się u homo sapiens dużo później, kilka tysięcy lat później.

A tutaj okazuje się, że nie. Te zimne stepy w tym okresie były pełne stad dużych zwierząt i przez to stały się atrakcyjne dla niewielkich skupisk ludzkich, bo ich tam nie było jakoś bardzo dużo. Tym niemniej ta grupa się zwiększała, aż w końcu zdominowała nieszczęsnych neandertalczyków. I teraz, kim byli ci ludzie, do czego ich można przyporządkować? Tu wkraczamy na takie piękne obszary archeologii, gdzie pojawiają się dziwne nazwy różnych kultur.

Piotr: Uwielbiam, kultura jakichś tam dzbanuszków trącanych i tak dalej.

Ola: No więc tu będzie kultura jerzmanowicka. Brzmi jeszcze OK. Kultura z kręgu kultur ostrzy liściowatych. Teraz Piotrek pił herbatę i mało się nie zakrztusił.

Te kultury występowały przez ponad 12 tysięcy lat na terenach Polski, Ukrainy, Moraw, Niemiec, Belgii i Anglii. I teraz po ludzku: kultura jerzmanowicka to jest oczywiście polska nazwa, bo pochodzi od Jerzmanowic koło Ojcowa, gdzie znajduje się Jaskinia Nietoperzowa. W niej byliśmy, zwiedzaliśmy ją, i w tej jaskini właśnie odnaleziono te ostrza liściowate. Innymi słowy, po prostu narzędzia służące do polowań, które przypominały liście, bo były z dwóch stron ociosane i ostre.

Piotr: Pozdrawiamy naszych przyjaciół mieszkających tam w pobliżu.

Ola: Tak, dziękujemy za tę wycieczkę do tej Jaskini Nietoperzowej. Ale uwaga, na zachodzie nie używa się nazwy kultura jerzmanowicka, tylko nazwy Lincombian, Ranisian, Jerzmanowicjan.

Piotr: Czyli jednak wątek jerzmanowicki się pojawia.

Ola: Pojawia się, ale nie przeczytałam pewnie tego prawidłowo, za co bardzo wszystkich przepraszam.

Piotr: Kulturę jerzmanowicką też chciałem powiedzieć, że jakby koło nas, koło Jazgarzewszczyzny, odkryli jakąś kulturę, pomyślcie sobie. Kultura jazgarzewszczyńska.

Ola: I teraz ci wszyscy archeolodzy z innych części Europy zmieniają zawód. Zmieniający zawód.

Czego o tej kulturze wiedzieliśmy tyle, że produkuje te ostrza podobne do liści. Ale oprócz tego nie znaleziono wcześniej takich dobrze zachowanych szczątków tych ludzi. Niewiele wiedziano o ich zwyczajach, a teraz, uwaga, udało się znacznie więcej dowiedzieć, ponieważ właśnie w tej Jaskini Ilsenhöhle w Ranis w Niemczech wykopano znacznie głębszy dół, sięgający 8 metrów.

Piotr: Brzmi jak zaawansowana metoda badawcza.

Ola: Skąd. Bardzo starannie wybrano różne warstwy i dokopano się do takiej warstwy, która leżała pod litą skałą. I okazało się, że pod tą skałą znajdują się bardzo dobrze zachowane fragmenty kości, co w ogóle nie jest częste dla tych znalezisk.

Piotr: Kości ludzkich.

Ola: Kości ludzkich i zwierzęcych, różnych kości. Kości się tak łatwo nie przechowują, zwłaszcza w jaskiniach, gdzie jest wilgotno, gdzie jest dużo wody, gdzie te szczątki są wymywane. Niekiedy z jednego końca jaskini w drugi potrafią popłynąć. To wiemy też właśnie z naszych wizyt w tych jaskiniach koło Ojcowa.

Piotr: Tak, tam są takie jamy, w których są całe stosy kości, bo po prostu tam wymywała woda i tam się gromadziły.

Ola: I te znaleziska, które stamtąd wydobyto, zasadniczo zmieniają to, co wcześniej wiedzieliśmy o tej kulturze jerzmanowickiej. Kamienne narzędzia, których nie do końca można było wcześniej przypisać tej kulturze, tym razem udało się już ściśle przyporządkować do niej. Są jeszcze naukowcy, którzy sądzą, że stylistyka tych narzędzi może nawiązywać do tej stosowanej przez lokalnych neandertalczyków.

Ale tutaj nie znalazłam zbyt wielu szczegółów, więc tego nie będę komentować, ale jest to możliwe, bo te dwie grupy żyły koło siebie, na podobnych terenach. Pamiętajmy o tym. I teraz, ponieważ w takim obszarze jak archeologia cały czas nowinki technologiczne podnoszą poziom tego, co jesteśmy w stanie wyciągnąć, dowiedzieć się ze śladów, mikrośladów i tego, co się wykopuje z podziemi, to teraz też tak było.

Te badania prowadził międzynarodowy zespół naukowców pod kierunkiem Jeana-Jacques'a Hublina z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka i Collège de France w Paryżu. Oni sięgnęli do takiego miejsca, gdzie kopano już w latach 30. XX wieku, czyli właściwie prawie 100 lat temu. Wówczas wydobyto stamtąd jakieś narzędzia i sporo kości zwierzęcych i je zdeponowano.

A teraz dobrano się jeszcze głębiej do tego samego miejsca i okazało się, że w głębszych osadach też są szczątki, które odpowiadają stylistykom tym, które były odnajdowane wyżej, czyli były późniejsze. Czyli te 47,5 tysiąca lat mamy już wyjaśnione, w jaki sposób tego szukano i jakich technik użyto, ponieważ kości, szczątki, zachowały się stosunkowo dobrze.

Piotr: Tak, taki obrazek jest. Takie uprzejme szczątki.

Ola: I to można było zastosować naprawdę nowoczesne metody. Jest taka metoda, która się nazywa paleoproteomika i która polega na identyfikacji gatunków zwierząt na podstawie białek, które są ekstrahowane z kości. Dzięki temu, że zastosowano tę metodę, można było po pierwsze określić, kości jakich zwierząt zostały tam zdeponowane, a oprócz tego oddzielić kości zwierząt od kości ludzkich.

I okazało się, że oprócz ludzi przebywały tam też hieny i hibernujące niedźwiedzie.

Piotr: Hieny?

Ola: Tak. I ludzie właściwie rywalizowali z hienami na tym obszarze, naprawdę dużymi drapieżnikami. Natomiast to, na co sapiensi polowali, to były różne gatunki zwierząt, bo można to oddzielić od tego, co padło samo w tej jaskini, od tego, co zostało przywleczone, zjedzone i rozczłonkowane. Jedli renifery, nosorożce włochate i konie.

Rewelacja polega na tym, że udało się pozyskać DNA z kości tych homo sapiens sprzed 47,5 tysiąca lat. Poddano dalszej analizie właśnie według najnowszych metod sekwencjonowania DNA. Poddano też te szczątki datowaniu radiowęglowemu i analizie izotopowej. Jednocześnie zbadano też to, co zostało w latach trzydziestych XX wieku wydobyte z tego samego stanowiska i co jest przechowywane w archiwach miejscowych muzeów.

I to, co wcześniej zostało zaklasyfikowane jako szczątki zwierzęce, okazało się, że w niektórych przypadkach są to szczątki ludzkie.

Piotr: Ale to jest robota, przyjrzenie się temu.

Ola: Takie drobne kawałeczki kości, każdy osobno został poddany takiej analizie. I jeszcze jest jedna ciekawa rzecz. Kilka fragmentów kości, niewiele, miało identyczne sekwencje mitochondrialnego DNA.

Mitochondrialne, czyli przekazywane w linii matczynej. I nawet fragmenty pochodzące z różnych wykopalisk z kultury jerzmanowickiej miały właśnie te same sekwencje mitochondrialnego DNA. Czyli to oznacza, że należały do tej samej osoby lub do krewnych ze strony matki. I to łączy te nowe znaleziska z tymi wcześniejszymi, sprzed kilkudziesięciu lat. To jest bardzo ciekawe.

Co więcej, trwają właśnie analizy DNA jądrowego, czyli tego genomu, można powiedzieć, ogólnie. I są prowadzone we współpracy z badaczami z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka. I teraz ważna rzecz: to jest dokładnie ten sam ośrodek, w którym w 2010 roku zespół słynnego profesora Svante Pääbo jako pierwszy zsekwencjonował genom neandertalczyka.

Czyli to jest ośrodek, który ma największe kompetencje i największe doświadczenie w sekwencjonowaniu starożytnych genomów. Oni to zaczęli i mają najlepsze narzędzia i najlepsze praktyki w tym zakresie. Także można się spodziewać, że to będzie wielki sukces i że naprawdę wiele się dowiemy o tym, kim byli ludzie, którzy po pierwsze dotarli tak daleko na północ, przetrwali tak ekstremalne warunki.

Piotr: Walcząc z hienami.

Ola: Walcząc z hienami, i jeszcze do tego wyparli stąd neandertalczyków, którzy wydawali się dużo lepiej przystosowani do miejscowego klimatu. Co więcej, przebywali tu dużo dłużej, byli dużo lepiej zadomowieni. A jednak ostatnie ślady neandertalczyków w tym regionie pochodzą sprzed 39 tysięcy lat.

Piotr: Chwilę zajęło wywalenie ich.

Ola: To nie były czasy szybkiej komunikacji, ale można powiedzieć, że chwilę zajęło, choć też nie tak długo przebywali razem na tym samym obszarze. Zwróć uwagę, jak te różne przemiany populacji jak wolno zachodziły w tamtym okresie. Także to 7,5, 8,5 tysiąca lat, kiedy razem koegzystowali na tych samych terenach neandertalczycy i ludzie współcześni, wiele się mogło w tym czasie rozegrać. Bardzo jestem ciekawa tej historii, chciałabym, żeby ktoś ją kiedyś wytłumaczył, jak to się stało. Co ci nasi przodkowie takiego okropnego zrobili.

Piotr: Co chwilę dowiadujemy się nowych rzeczy w tej kwestii. Myślę, że powstanie z tego jakaś książka, pewnie niezbyt długo. Chociaż problem z książkami jest taki w tej dziedzinie, że jak już jest wydana, to zaraz się pokazuje pięć nowych badań i trzeba od nowa pisać.

Ola: To prawda. Natomiast pamiętajmy, że non omnis moriar, czyli nie wszystek umrę. Neandertalczycy wciąż w nas żyją w postaci 2% naszego DNA.

Piotr: Które w dodatku ma wpływ na pewne kwestie, ale teraz o tym nie będziemy mówić.

Ola: Kwestie odporności na różne choroby.

Piotr: Miało być krócej.

Ola: Poczekaj, ty mówiłeś dokładnie do dwudziestej którejś minuty, więc ja wcale nie mówię dłużej niż ty.

Piotr: Ale mówię, że to jest super ciekawy temat, to na co wpływa neandertalskie DNA. Tylko myślę sobie, że to jest temat na oddzielny odcinek. Odcinek, naprawdę.

Ola: Absolutnie.

Piotr: To chyba mieliśmy w radiu kiedyś o tym. Dobrze mi się wydaje?

Ola: Prawdopodobnie tak, ja już nie pamiętam. Pamiętajmy, że nasi przodkowie krzyżowali się z neandertalczykami i wszyscy nieafrykanie mają w swoim genomie około 2% genów neandertalskich.

Więc neandertalczycy żyją w nas, a ja jestem naprawdę bardzo ciekawa tej historii, co się z nimi stało. I to będzie koniec naszej dzisiejszej opowieści. Jesteśmy zdyscyplinowani, zmieściliśmy się do jakiejś czterdziestej minuty. Udało się tym razem. Hasło na dziś.

Piotr: Właśnie, ale to hasło za chwilę, więc najpierw się żegnamy. Bardzo wam dziękujemy, dzięki, że z nami jesteście. Komentujcie, róbcie te wszystkie rzeczy, które robicie, my to wszystko czytamy. W następnym odcinku pewnie wrócimy do tematu jakiegoś dodatkowego kanału komunikacji z wami, bo już się kończy ankieta, więc damy jej się dokończyć, i wtedy będziemy się zastanawiali, co dalej.

Ola: We wtorek za tydzień zapraszamy was na nasz kolejny odcinek.

Piotr: A hasło na dziś to…

Ola: Nosorożec włochaty. Kto dosłuchał do tego momentu, ten wpisze je w komentarzu, wszystko jedno na którym kanale komunikacyjnym.

Cześć.

Źródła

Brak źródeł podanych w opisie odcinka (kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta dla tego odcinka).

Źródła

Linki do badań, omówień i dodatków

Najstarsi Homo sapiens w Europie Środkowej