Podcast Crazy Nauka · odc. 48

Powodzie błyskawiczne

16-01-2024 · 92 min · Tematyczny, Katastrofy, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Opowiadamy o najbardziej niszczycielskich powodziach błyskawicznych w XXI wieku oraz o ich przyczynach i skutkach. Od Pakistanu, przez Libię po Niemcy, a na dokładkę Maków Podhalański. Tym razem skupiamy się na katastrofach wywołanych przez pogodę.
Dowiecie się m.in.:

– Czym właściwie jest powódź błyskawiczna?
– Co zrobić, by ją przeżyć?
– Dlaczego jedna z najgwałtowniejszych katastrof tego typu zdarzyła się w pustynnej Libii?
– Co się dzieje, kiedy w krótkim czasie spada trzykrotność średnich opadów z okresu 30 lat?
– I jak na to wpływa zmiana klimatu?
Zapraszamy do posłuchania naszego podcastu!

Rozdziały
(0:00) Cześć 🙂
(4:39) Kiedy powódź jest błyskawiczna?
(24:19) Libia 2023
(42:49) Maków Podhalański 2001 i Łapanów 2020
(54:38) Pakistan 2022
(1:10:49) Niemcy 2021

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego jedna z najgwałtowniejszych powodzi błyskawicznych zdarzyła się w pustynnej Libii?

Piotr: Co się dzieje, kiedy na kraj spada trzykrotność średnich opadów z okresu 30 lat?

Ola: I co zrobić, by przeżyć powódź błyskawiczną? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka, wersja trochę dłuższa.

Ola: Dziś opowiemy Wam o najbardziej niszczycielskich powodziach błyskawicznych w XXI wieku. Od Pakistanu przez Libię i Niemcy, aż po Maków Podhalański.

Piotr: Tak, ten temat to jest Wasz wybór. Tam się toczyła zaciekła walka, którą myśmy śledzili. Chociaż nie jesteśmy może wielkimi fanami sportu, ale śledziliśmy niczym jakieś zawody.

Ola: I to była rywalizacja pomiędzy powodziami błyskawicznymi a powodziami spowodowanymi przez zawalenie się zapór.

Piotr: Ja wiem, że to straszna nerdoza, ale jednak tak było. I najpierw gwałtownie wyrwały do przodu wielkie katastrofy tam. Potem zaczęły je doganiać powodzie błyskawiczne.

Potem się ścigały i uwaga, finalnie 36 głosów za powodziami błyskawicznymi, 35 za wielkimi katastrofami tam. Więc wygrały powodzie błyskawiczne, dlatego teraz powodzie błyskawiczne, ale do tam też będziemy wracali.

Ola: Będziemy wracali, ale zanim ruszymy dalej, to mamy dla Was dwa króciutkie komunikaty.

Piotr: Wiem, że niektórych denerwuje to, że gadamy na początku, ale trudno. Już mamy, że gadamy, można sobie przewijać, jak kto nie lubi, ale tym razem… A dlaczego nie?

Niech sobie przewijają. Ja przewijam w niektórych podcastach niektóre rzeczy na początku. Nie machaj mi tutaj, że mam nie przewijać, mają nie przewijać.

Ola: Mam nadzieję, że to wytniesz. Ja wiem, że on tego nie wytnie, w związku z czym teraz już wyszło na jaw, jak ja tutaj reaguję na różne rzeczy. Dobra, jedziemy.

Piotr: Więc to, co nas naprawdę strasznie cieszy, i przyznam szczerze, że mnie chyba Olę też tak jara naprawdę, to jest to, że załapaliśmy się na udział w czymś takim, co się nazywa Podcasty dla WOŚP. I to będzie na wielki finał WOŚP, który ma miejsce 28 stycznia. My jeszcze o tym będziemy przypominali.

To jest coś strasznie fajnego, dlatego że będzie całodzienny, jeszcze nawet nie wiadomo, ile to będzie godzin.

Ola: Streaming takich 20-minutowych slotów, wejść różnych podcasterów.

Piotr: Tak jest. I to najróżniejszych, również naukowych, bardzo nas to cieszy. I jeszcze uwaga, bonus – to będzie wszystko z wideo.

W związku z czym, jeżeli będziecie mieli ochotę nas zobaczyć, jak robimy z siebie kretynów, to polecamy, podamy dokładnie godzinę. Jeszcze nie znamy dokładnie godziny, ale…

Ola: Mów za siebie.

Piotr: Nie mogę mówić za siebie, bo mnie nie będzie słychać. Mikrofon mam przed sobą.

Ola: Jaki suchar.

Piotr: Niezły. Możecie zajrzeć na stronę podcastydlawosp.pl. Tam są wszystkie szczegóły, więc znajdziecie wszelkie informacje. Jest też oczywiście skarbonka, do której już można wpłacać.

Gdyby ktoś miał ochotę już wpłacić, to bardzo polecamy wpłacanie z hashtagiem crazynauka, wtedy będzie wiadomo, że od nas tam dotarliście. Ale nieważne, ważne, żeby wpłacać.

Ola: A nasz slot będzie gdzieś między godziną 13 a 18. Jeszcze nie znamy dokładnej pory, ale Wam ją podamy. Tym niemniej zachęcamy, żeby słuchać podcastów przez cały dzień.

Kilkudziesięciu podcasterów będzie się dla Was gimnastykowało i my również.

Piotr: Jeszcze za tydzień będzie ten krótszy odcinek, więc go wydłużymy, troszeczkę więcej powiemy o tej akcji, bo tam naprawdę super ciekawe rzeczy są, i wtedy będziemy wiedzieli też, kto przed nami, kto po nas i w ogóle. A w ogóle, jeżeli cenicie to, co robimy w tym naszym podcaście, to może chcecie rozważyć wsparcie nas poprzez serwis Patronite, bo to nam po prostu pozwala się bardziej skupić na tych podcastach, daje nam większą swobodę w tworzeniu. Link do naszego Patronite jest oczywiście w opisie odcinka.

I uwaga, chcieliśmy bardzo podziękować tym, którzy ostatnio do nas dołączyli i tu jedziemy. Dziękujemy Michałowi, Kornelowi, Magdalenie, Michałowi, pewnej anonimowej osobie, Michałowi, Piotrowi i Mikołajowi. Mamy bardzo duży procent Michałów, ale dziękujemy wszystkim bardzo, bardzo.

Ola: Pozdrawiamy Michałów. I dodamy jeszcze, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: Tak jest, i tych nieliczących się też, a teraz do roboty.

0:04:40 Czym jest powódź błyskawiczna i jak zmiana klimatu wpływa na ich częstość

Ola: Co to jest właściwie powódź błyskawiczna? I tutaj to był pierwszy problem, który napotkaliśmy, robiąc research do tego podcastu, ponieważ okazuje się, że to, co często jest nazywane w mediach powodzią błyskawiczną, przez meteorologów jest klasyfikowane inaczej. To po kolei.

Powódź błyskawiczna to coś innego niż dwa najczęściej pojawiające się w Polsce rodzaje powodzi. Pierwszy z tych typów to powódź roztopowa. Ona następuje wiosną po dużych, zimowych opadach śniegu.

Piotr: Kiedyś następowała.

Ola: Tak, kiedyś to miało miejsce, teraz coraz rzadziej. I powódź opadowa, czyli to, co się dzieje, kiedy w górach pada deszcz i potem woda wzbiera w górze rzeki, i im dalej w dół, tym gorzej.

Piotr: No właśnie, i tu, można powiedzieć, jest pewną podgrupą tej powodzi opadowej. Są powodzie błyskawiczne, bo to rzeczywiście jest też najczęściej w wyniku opadów, tak przynajmniej według tej definicji.

Ola: Ale nie tylko, zaraz dodamy.

Piotr: Dlatego mówię najczęściej. To muszą być bardzo intensywne opady, muszą się pojawić w krótkim czasie, i po prostu ilość tej wody, która tam się zwala w tym naprawdę krótkim czasie – o tym będziemy jeszcze mówili – jest tak duża, że tej wody nic normalnego nie jest w stanie pomieścić. Ani strumienie, ani jakieś kanały odpływowe czy ściekowe nawet, czy coś.

Wtedy dzieją się rzeczy dziwne.

Ola: I takim modelowym przykładem tego, gdzie się może wydarzyć powódź błyskawiczna, jest dolina, wąska dolina otoczona górami, a najlepiej wąwóz, w którym masy wody spływające z kamiennych zboczy – te kamienne zbocza nie wchłaniają wody, więc ta woda swobodnie spływa – sprawiają, że potoki czy rzeki na dnie dolin się przepełniają, występują z brzegów. A jeżeli taka woda trafi po drodze na miasteczko czy wieś, wówczas spiętrza się na wąskich ulicach i mamy katastrofę.

Piotr: No tak, i to jest w ogóle istotny element, to niewsiąkanie, bo o tym wszędzie jest mowa. Tereny górskie czy podgórskie są szczególnie tu podatne. Po pierwsze, oczywiście dlatego, że ta woda ma się skąd rozpędzić.

Po drugie, dlatego, że góry mają dość istotny wpływ na to, co się dzieje wyżej w atmosferze, i tam potrafią się albo zatrzymywać jakieś chmury deszczowe, albo właśnie tam wywalać swoją zawartość. Ale istotna jest też przepuszczalność, a właściwie nieprzepuszczalność gruntu, bo jeżeli grunt jest skalisty, jeżeli jest na przykład tak, że jest jakaś podstawa skalna na stosunkowo niewielkiej głębokości, to ten grunt ma szansę być słabo przepuszczalny albo mało nasiąkliwy. I wtedy ta woda, która normalnie miałaby szansę po pierwsze się rozlać, po drugie wsiąknąć, po prostu pędzi, leci przez ten grunt, przez to wszystko i zmiata po drodze, co się da.

I to się dzieje bardzo szybko. Nawet to może być kwestia kilku minut po tym, jak ten deszcz spadnie. Tu jeszcze będziemy o tym mówili, ale właśnie wielkim problemem jest to, że ludzie nie mają czasu na przemyślaną ewakuację, i też, co istotne, ta powódź zazwyczaj ustępuje szybko, to znaczy zazwyczaj jest to mniej niż 6 godzin, chociaż tu trochę jest tak, że taka jest definicja Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, też amerykańskich agencji zajmujących się pogodą, natomiast z tym ustępowaniem to trochę różnie bywa.

Ola: I kiedy przygotowywaliśmy sobie te materiały, to mi się przypomniało, jak byliśmy na Cyprze. To był przełom października i listopada ubiegłego roku, i wybraliśmy się wówczas do wąwozu Awakas, który znajduje się na zachodnim krańcu wyspy. Żebyście mieli wyobrażenie, jak ten wąwóz wygląda.

Może niektórzy z Was oglądali film "Indiana Jones i Ostatnia Krucjata". Tam jest moment, kiedy jadą do takiej świątyni na koniach, w bardzo wąskim kanionie.

Piotr: Taka skalna świątynia, która wygląda dość dziwnie. Wygląda jak jakaś antyczna budowla, ale wykuta w skale.

Ola: Tak, i tę świątynię zagrała Petra, a właśnie wąwóz, który prowadzi do Petry, to był ten wąwóz z Indiany Jonesa – nazywa się As Sik. I ten wąwóz bardzo nam przypomniał to, co myśmy zastali w wąwozie Awakas, czyli wysokie skały, bardzo wąskie przejście, a na samym spodzie – i to odróżnia dwa wąwozy – płynął sobie strumyk na Cyprze. I tym, co od razu nam się rzuciło w oczy, kiedy wchodziliśmy do tego wąwozu, były ostrzeżenia, żeby za żadne skarby tam nie wchodzić po opadach deszczu, albo kiedy ten deszcz akurat pada, bo możliwe są powodzie błyskawiczne i osunięcia gruntu. I jak się rozejrzeliśmy, faktycznie taki otoczony górami głęboki, wąski, skalisty kanion stwarza naprawdę idealne warunki do tego, żeby taka powódź błyskawiczna mogła zaistnieć.

Piotr: Tak, i trzeba dodać, że tam, zwłaszcza w tej dalszej części wąwozu – myśmy nie doszli do samego końca, bo tam się bardzo długo idzie – leży całe mnóstwo potężnych głazów. To znaczy w pewnym momencie już nie idzie się taką ścieżką, tylko tak naprawdę idzie się pomiędzy głazami albo po głazach. Te głazy często mają wysokość nawet dwóch metrów, i one nie wyglądają, jakby tam leżały od niepamiętnych czasów.

To znaczy ewidentnie w tym wąwozie, jak chlupnie woda, to się przemieszcza. Nietrudno sobie wyobrazić, że coś tam się może odrywać od ścian, ale też te głazy, te kamienie, które tam leżą na dnie, są przez tę wodę przenoszone przynajmniej częściowo.

Ola: Tak, i to już trochę mówi o tej mocy, jaką niesie ze sobą szybko płynąca woda.

Piotr: No właśnie, i teraz skok w stronę podobnego zjawiska, ale występującego w totalnie innych warunkach, czyli wielkie miasta. Wielkie albo niewielkie, ale generalnie wybetonowane, wyasfaltowane, takie, w których ulice są otoczone budynkami, często dość wysokimi, i to działa jak wąwóz. To znaczy jeżeli w taką ulicę, która oczywiście ma swój system kanalizacyjny, ale ten system jest przystosowany do normalnych opadów, trafi masa wody, która pojawia się właśnie w wyniku takich nietypowych opadów, to zamienia się to w rwący kanion, kanion pełen rwącej wody. I to jest tak, że nawet jeśli przejdziemy się po ulicach gdzieś koło nas, jeżeli mieszkamy w mieście, to nietrudno sobie wyobrazić, że płynąca tamtędy woda po prostu nie ma dokąd uciekać, i w takim zabudowanym terenie ten spływ wód opadowych zwiększa się od dwóch do sześciu razy w porównaniu do terenów naturalnych. I problem polega na tym, że ta woda przemieszcza się bardzo szybko, więc wywiera też duże ciśnienie, i ten rwący nurt spokojnie przenosi samochody – o tym też jeszcze będzie mowa – jest w stanie wyrywać drzewa, rozwalać mosty, burzyć budynki, jeżeli niesie ze sobą coś, co w ten budynek uderzy, albo je podmywać i porywać.

To są powodzie miejskie. To odmiana powodzi błyskawicznych, ale zdarzająca się w dość szczególnym miejscu i w szczególnych okolicznościach.

Ola: I tu warto zaznaczyć, że nie wszystkie powodzie miejskie są powodziami błyskawicznymi. To jest ważne, bo myśmy mieli trochę kłopotu z tym, żeby wyodrębnić te powodzie, które zostały zaklasyfikowane jako błyskawiczne, dlatego że w różnych mediach znajdowaliśmy na przykład informacje, że gdzieś były powodzie błyskawiczne, że właśnie w Gdańsku w roku 2016 była powódź błyskawiczna, a okazuje się, że nie, bo powódź błyskawiczna charakteryzuje się bardzo szybkim przepływem wody, a w Gdańsku w 2016 roku, o ile się nie mylę, ta woda oczywiście bardzo szybko się podnosiła, ale nie płynęła z taką furią, z taką dużą prędkością, i nie wyrządziła tego rodzaju szkód, które wyrządzają powodzie błyskawiczne, czyli nie ciskała samochodami, nie wyrywała fragmentów budynków.

Piotr: Co oczywiście nie znaczy, że to nie jest niszczycielskie, to jest po prostu inaczej.

Ola: Tak, bo powodzie miejskie często są bardziej kosztowne, wyrządzają więcej szkód w infrastrukturze miejskiej niż powodzie błyskawiczne, które nie występują w tak gęsto zabudowanym terenie, a to dlatego, że po prostu miasta są drogie – jeżeli zaleje powódź metro albo inny element miejskiej tkanki, to wiadomo, że odbudowa czy naprawa może być bardzo droga.

Piotr: I tu będzie mała dygresja niezapowiedziana, przynajmniej Oli nie zapowiadałem – rzut oka właśnie na powodzie miejskie, ale nie błyskawiczne, w których specjalizuje się kilka rejonów Warszawy. To jest bardzo ciekawe, dlatego że stałym elementem – jak sobie wpisałem to w Google'a, to mi wywaliło, że nie co roku, ale co dwa, trzy lata to się zdarza – jest trasa AK. Kto z Warszawy albo zna Warszawę, ten kojarzy – tam w okolicach Powązek ta trasa się obniża i podwyższa, bo tam jest sporo poprzecznych ulic, które idą dołem, i regularnie zalewane są te obniżenia trasy AK, i to do tego stopnia zalewane, że w którymś roku po prostu samochody zakryło, to znaczy widać ludzi stojących na dachach, był jakiś typ, który tam pływał, już nie pamiętam, jakimś pontonem po tym. I teraz dlaczego to się dzieje?

Bo jest jeszcze jedno takie miejsce na wysokości Cytadeli – Wisłostrada również się zatapia, i to jest super historia. W ogóle tak sobie pomyślałem, że kiedyś o tym można by zrobić oddzielny podcast, dlatego że to wynika z tego, że tam są rzeki. Jak kto popatrzy na Warszawę, to sobie pomyśli: mamy Wisłę i do widzenia, właściwie tyle, a tymczasem Warszawa jest miastem, które zbudowano wokół Wisły, ale do tej Wisły dopływało całe mnóstwo rozmaitych rzeczek, np. Rudawka, Polkówka, Drna, Bełcząca, Strumień Nowomiejski, Dunaj, Żurawka i Potok Służewiecki.

I właśnie pozdrawiamy tutaj szczególnie, bodajże, Żurawkę – to chyba Żurawka, nie, przepraszam, Rudawka. Rudawka przecina trasę AK i to jest tak, że…

Ola: Te rzeki nie zniknęły, tylko np. zostały zakopane, ale zakopane w ten sposób, że przeprowadzono je rurami.

Piotr: Tak, one idą, np. pod Starym Miastem są rzeki, są rzeki, które częściowo wepchnięto w tunele, czasami wychodzą na powierzchnię, a czasami się chowają, a czasami jest tak, że je zasypano, ale to nie znaczy, że tam już nie ma, że ten grunt tam nie jest grząski i podmokły, w związku z czym jak gdzieś doleje wody, to ta woda już nie ucieka, tylko się rozlewa. I to, co się dzieje właśnie na trasie AK, to jest Rudawka, która najróżniejsze rzeczy robi, a np. parę lat temu przebito jej podziemny kanał gdzieś na Żoliborzu i zalało cały kawał miasta.

Bez przesady, nie jakiś ogromny, ale nagle się okazało, że po prostu wywaliła rzeka, o której właściwie nikt nie pamiętał, i tak dalej. A taką rzeką, która nadal fantastycznie funkcjonuje, jest coś, co nazywało się kiedyś Sadurką, a teraz nazywa się Potokiem Służewieckim. Kto kojarzy ten rejon, ten wie doskonale.

To niesamowita rzecz, bo to rzeczka, która istnieje właściwie na dziko, i tam mieszka mnóstwo rozmaitych zwierząt, ptaki i tak dalej. Zresztą ludzie uwielbiają ten kawałek, i to jest bardzo potężny kawał rzeki, dlatego że ta Sadurka, czyli Potok Służewiecki, w tej chwili na powierzchni jest już tylko częściowo widoczna, natomiast rozpoczyna się gdzieś na Ochocie, w rejonie Częstniewic, i płynie wzdłuż pasa startowego lotniska na Okęciu, czyli lotniska Chopina, i tam jest puszczona pod ziemią, podziemnym kanałem, natomiast cały czas tam jest, i w ogóle jest koncepcja odbudowywania tych rzek, przywracania ich. A z kolei przy Cytadeli to chyba – już nie jestem pewien, czy to Drna, czy to Polkówka – ale któraś z nich tam wywala.

Ola: To nie spalmy całego tego tematu rzeczek warszawskich, bo jest fascynujący, natomiast ja jeszcze przypomniałam sobie o Perełce, naszej lokalnej, piaseczyńskiej – bo my w Piasecznie mieszkamy pod Warszawą – Perełce, która w 2010 roku wystąpiła z brzegów i po prostu rozwaliła pół Piaseczna. Jak właśnie doczytuję w tej chwili, w niektórych miejscach woda sięgała półtora metra, a Perełka to jest taki leniwy ciek wodny, wygląda właściwie jak kanał.

Piotr: Ja będę jeszcze o tym mówił.

Ola: Ale Perełkę też próbowano – znaczy, częściowo upchnięto pod ziemią, i to nie wytrzymało, i po prostu rozorała pół miasta.

Piotr: Ten wątek tych rzeczek warszawskich jest przeciekawy. Zresztą oczywiście nie tylko Warszawa ma takie rzeczki, ale Warszawa, z racji tego, że stąd jesteśmy, szczególnie nas jakoś kręci, bo też te rejony dobrze kojarzymy. Może rzeczywiście do tego tematu wrócimy, ale to koniec dygresji.

Ola: To ja jeszcze tylko wspomnę, że powodzie błyskawiczne mogą się zdarzyć również wskutek np. przerwania zapory na rzece – o tym będzie jeden z kolejnych naszych odcinków – czy wskutek nagłego ustąpienia zatoru lodowego, który utworzył się na rzece, gdy kra się łamała, oraz np. w momencie, kiedy zawali się brzeg jeziora lodowcowego.

Piotr: Albo jeszcze – tego tu nie mamy, ale ja też to doczytałem, z kolei w amerykańskich źródłach – że zaliczają do powodzi błyskawicznych powodzie, które zdarzają się w wyniku stopienia lodowca przy wybuchu wulkanu.

Ola: A tak, rzeczywiście, i to na Islandii jest też bardzo popularny rodzaj powodzi.

Piotr: Tak, jeżeli masz gdzieś taki wulkan, który się zalodowcił, to jak on odpala, ten lodowiec topi się w ciągu kilku minut, niekoniecznie cały, i rusza po prostu masa wody – i to też jest powódź błyskawiczna.

Ola: I my się skupiamy dzisiaj na tych powodziach, które zostały wywołane przez ekstremalne opady oraz towarzyszące im inne zdarzenia, bo to nigdy nie jest pojedyncza rzecz, a przynajmniej zazwyczaj nie jest. Natomiast wspomnę, że nasz wybór jest dosyć subiektywny.

Piotr: Kierowaliśmy się tym, żeby pokazać zdarzenia, które są z XXI wieku, bo można by – jak zacząłem tropić w Makowie Podhalańskim, to tam od chyba XV wieku są pierwsze doniesienia o powodziach błyskawicznych.

Ola: No tak, tam, gdzie działy się powodzie błyskawiczne w miasteczkach górskich, na przykład u podnóża gór, to ma długą historię, odkąd tam istniały te miasteczka, te powodzie się zdarzały.

Piotr: Myśmy się zdecydowali na wybranie takich zdarzeń, które są w jakimś stopniu reprezentatywne, ale też pokazują różne sytuacje w różnych rejonach świata.

Ola: Otóż to, i chcemy też pokazać, w jaki sposób zmieniający się klimat wpływa na to, co się dzieje w związku ze zbieraniem się rzek i występowaniem powodzi błyskawicznych. Bo one, tak jak wspominaliśmy, działy się zawsze, ale ostatnio – i to jest potwierdzone naukowo – robią się coraz częstsze. Zmiany klimatu zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia ekstremalnych opadów.

No ale teraz dlaczego tak się dzieje, dlaczego one się zwiększają? Dlatego, że globalne ocieplenie intensyfikuje obieg wody na planecie. Wyższe temperatury zwiększają parowanie, a to oznacza, że cieplejsza atmosfera może pomieścić więcej wilgoci.

W efekcie w atmosferze nagromadza się dużo energii, i ta energia, czyli ciepło, szuka ujścia, i znajduje je w postaci np. burz.

Piotr: Generalnie kluczowym elementem jest to, że im cieplejsze powietrze, tym więcej gromadzi się w nim wilgoci.

Ola: Tak, to jest ta kluczowa myśl.

Piotr: Tak, bo to dlatego np. jak były mrozy i ludzie się bawili w wylewanie sobie nad głowę gorącej wody – mamy to gdzieś na Facebooku, robiliśmy to parę lat temu – to zamienia się w taką piękną chmurę, piękny obłok, bo lodowate, zimne powietrze ma bardzo małą pojemność, jeśli chodzi o gromadzenie wilgoci, więc nie ma jak to szybko odparować. Z kolei gorące powietrze gromadzi mnóstwo wilgoci.

Ola: No i jak się rozładowuje np. pod postacią burz, to burze wywołują coraz bardziej intensywne opady, jako że coraz więcej tej wilgoci jest pomieszczone w atmosferze. I tym samym te większe opady powodują coraz większe i coraz bardziej niszczycielskie powodzie.

Ten ciąg przyczynowo-skutkowy jest dosyć przejrzysty i oczywisty. I te burze, podkreślam, stają się coraz bardziej intensywne, coraz częstsze, i to jest właśnie efekt zmian klimatu. Naukowe prognozy przewidują, że powodzie błyskawiczne będą się nasilać.

Mówimy tu o powodziach definiowanych jako skutek opadów deszczu wynoszących co najmniej 30 mm na godzinę. To jest naprawdę dużo. I mają się one zwiększyć pięciokrotnie do lat 80. XXI wieku, jeżeli zmiany klimatyczne będą zachodzić w takim tempie jak obecnie.

Piotr: Chyba że będą w większym. No dobra, to teraz przeskakujemy już do bardzo konkretnych zdarzeń, bardzo konkretnych przypadków i bardzo konkretnych, często dramatycznych ludzkich historii.

0:24:21 Libia 2023: katastrofa w Dernie

Ola: Libia, 2023 rok. Zaczęło się od tego, że cyklon Daniel nawiedził basen Morza Śródziemnego w pierwszej połowie września 2023 roku. Cyklon śródziemnomorski, który swoim zachowaniem, siłą, przypominał te cyklony tropikalne, które potrafią się zamieniać w huragany.

Piotr: To jest ten moment, w którym nie będziemy tłumaczyli, co jest cyklonem, co jest huraganem, a co jest czymś jeszcze innym, dlatego że Ola kiedyś chyba tekst o tym pisała, a to nazewnictwo jest tak kompletnie pochrzanione.

Ola: Ale mówi się tak: cyklon, niż, albo jeszcze burza, na przykład, i ja tych nazw będę używać w odniesieniu do Daniela. Pozdrawiamy Daniela, naszego znajomego. I wskutek tego, co się działo nad Morzem Śródziemnym, zalane zostały Grecja, Turcja i Bułgaria.

Tam pojawiły się nawalne opady deszczu i gwałtowne powodzie. Zginęło łącznie około 30 osób. I tu taka ciekawostka.

W środkowej Grecji, we wsi Zagora, spadło niemal 110 centymetrów deszczu, czyli ponad metr w ciągu kilkudziesięciu godzin. To jest 55 razy więcej niż średnia opadów w tym samym miesiącu w całym kraju. To obrazuje powagę sytuacji.

I na koniec – powiedziałabym na deser, ale to jest zbyt straszne, żeby sobie żartować – cyklon Daniel zaatakował Libię, gdzie w okolicach miasta Derna. Teraz prawidłowo powinno się mówić Darna, bo tak jest w języku polskim. Natomiast ponieważ to miasto było dosyć popularne wśród Polaków już od lat 70., zaraz powiem dlaczego, i Polacy przyjęli wymowę od osób anglojęzycznych, to mówi się po prostu Derna, i ja będę tej nazwy używać. I ten cyklon wywołał najtragiczniejszą powódź błyskawiczną w ostatnich latach.

Piotr: Tylko chciałem wtrącić, a propos nazewnictwa, że ostatnio ktoś nam się wyzewnętrznił, że nie ma takiego kraju jak Birma, tylko jest Myanmar i tak dalej. Tyle tylko, że ja zrobiłem pogłębiony research, i w języku polskim obie nazwy, przez komisję, która zajmuje się nazwami geograficznymi, są jak najbardziej dopuszczalne. Więc tylko bym się przypomniał a propos nazewnictwa.

Ola: W porządku, ja zaraz do nazwy wrócę. Natomiast chciałabym omówić to, co się stało w Dernie we wrześniu ubiegłego roku. I dane na temat liczby zabitych są sprzeczne.

Bo na początku ONZ podało, że zginęło 11 300 osób, a 10 000 osób jest zaginionych. Potem sprawdzałam w Encyklopedii Britannica, i tam mówią o tym, że życie straciło ponad 4 000 osób, a kolejnych 10 000 uważa się za zaginione. Innymi słowy, nie zidentyfikowano kolejnych ofiar, bo one po pierwsze mogły zostać zmyte do morza, i tych ciał po prostu nie odnaleziono.

Ewentualnie, i to jest chyba bardziej prawdopodobne w wielu przypadkach, że ci ludzie opuścili miejsce zamieszkania, poszli mieszkać do swoich rodzin, a ponieważ w Libii panuje chaos polityczny, to tych ludzi po prostu nikt nie odnotowywał, jak się przemieszczali i co się z nimi stało.

Piotr: To jest charakterystyczne, ja też, jak tutaj czytałem, napotykałem na takie informacje. Nawet powiem szczerze, w rejonach bardzo nam bliskich często liczba osób tak zwanych zaginionych przy tego typu zdarzeniach jest początkowo mocno przeceniana, chociażby dlatego, że nie działają sieci komórkowe, i różne osoby są zgłaszane jako zaginione, później się znajdują, i nikt już tego nie usuwa z tych rejestrów, dopiero potem wchodzi cała weryfikacja, a tutaj tej weryfikacji nie było.

Ola: Jeszcze podkreślę, ponad 4 tysiące osób to naprawdę ogromna liczba, zważywszy na to, że ta powódź objęła stosunkowo niewielki obszar. I właśnie jedna czwarta miasta wskutek tej powodzi została zmyta z powierzchni ziemi, ponad 43 tysiące ludzi straciło domy, i uwaga – tu chodzi nie o jakieś gigantyczne miasto, ale miasto, które liczyło sobie niewiele ponad 100 tysięcy mieszkańców. Prawie połowa mieszkańców straciła możliwość życia w tym mieście.

I teraz właśnie dojdę do tematu nazewnictwa, bo nazwy Derna nie potrafię inaczej mówić o tym miejscu, bo ja tam byłam. Pod koniec lat siedemdziesiątych, w 1979 roku, miałam 4 lata, i wówczas mój tata przez półtora roku przebywał w pracy na kontrakcie w Libii, pod Derną. Pracował w firmie Dromex, firmie państwowej, która budowała drogi nie tylko w Libii, ale też chyba w Iraku, na pewno na Bliskim Wschodzie, a w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w samej tylko Libii Dromex wybudował ponad 4 tysiące kilometrów dróg, co wówczas stanowiło 13% sieci drogowej tego kraju.

Widać, dyktator Muammar Kaddafi przyjaźnił się ze Związkiem Radzieckim i innymi krajami zależnymi. I powiem tak: wielu może nie wierzyć, że jak miałam 4 lata, to ja jeszcze coś stamtąd pamiętam. Owszem, pamiętam, i to nie są wspomnienia wyłącznie ze zdjęć, jakby ściągnięte, tylko pamiętam w pierwszej osobie, i co więcej, pamiętam miasto Derna.

Pamiętam, jak spacerowałam nad takim wybetonowanym ogromnym kanałem – on wtedy był dla mnie ogromny, podejrzewam, że gdybym go zobaczyła jako osoba dorosła, już nie byłby taki wielki, teraz już go w ogóle nie zobaczę, to taki spoiler. Dziwiłam się temu, że to koryto rzeki – bo to było przygotowane koryto rzeki – jest puste. To było Wadi Derna, czyli miejsce przygotowane na rzekę okresową, które napełniało się podczas pory deszczowej wodą.

Zresztą ten obszar Libii znany jest z tego, że tam spada dosyć dużo deszczu, tam są niedaleko wzgórza, jest taki bardzo charakterystyczny mikroklimat, więc Derna to nie jest jakieś super pustynne miasto – znaczy, jest tam pustynnie, są jakieś zarośla, bo to wybrzeże Morza Śródziemnego, niemniej Libia to po prostu pustynny kraj. Pamiętam też ten meczet, który stał nad Wadi Derna – on nadal stoi, nazywa się Al-Sahaba, ma charakterystyczne dwa minarety, i to był taki punkt odniesienia, ścisłe centrum miasta. I jak ostatnio spojrzałam na zdjęcia centrum Derny po kataklizmie, to po prostu włos mi się zjeżył na głowie, ponieważ wokół tego meczetu jest pusto, to znaczy są tam jedynie poniszczone betonowe umocnienia, które prawdopodobnie są fragmentami wyrwanego koryta Wadi Derna, a wokół nie ma budynków – one zostały po prostu zmiecione, zburzone, spłukane do morza.

Zamiast Wadi Derna jest teraz niezwykle szeroki pas jakby wyoranej ziemi, wygląda to tak, jakby po prostu jakiś ciężki sprzęt po tym wszystkim przejechał. Tylko ten meczet się ostał.

Piotr: Strasznie, że on się tam utrzymał.

Ola: Został uszkodzony, ale się utrzymał. Zresztą odegra jeszcze rolę w tej opowieści. Muszę wam powiedzieć, że ten widok był przejmujący, i tych zdjęć, które widziałam – bo oczywiście w Libii teraz chyba nie mam szans być już więcej, przynajmniej przez najbliższych parę lat.

Co się tam właściwie wydarzyło? 9 września sztorm Daniel, czy też niż Daniel, czy też cyklon Daniel dotarł do Bengazi, które znajduje się na zachód od Derny, a rankiem 10 września osiągnął swoje maksimum w pobliżu Derny. Ciepła woda w Morzu Śródziemnym, wyjątkowo ciepła u wybrzeży Libii – 27,5 stopnia Celsjusza – dodała mu, można powiedzieć, paliwa, dodała mu energii, dzięki czemu wygenerował wiatr o prędkości około 80 km/h.

Oczywiście w porywach był dużo silniejszy. Wyrywał ten wiatr drzewa, powalał słupy energetyczne. Na wybrzeżu spadło wówczas średnio do 250 mm deszczu w ciągu 24 godzin.

To jest bardzo, bardzo dużo. Między 10 a 13 września na samą Dernę spadło prawie 100 mm deszczu.

Piotr: To jest dużo?

Ola: Dużo, prawie 100 razy więcej niż wynosi średnia dla września.

Piotr: Okej, no dobra.

Ola: Ekstremalne opady deszczu wywołały gwałtowne powodzie w Dernie. Już samo to sprawiło, że ta woda spływała po twardej, spieczonej ziemi. Jeszcze powiem, jak Derna jest położona.

Derna jest położona nad samym morzem i leży jakby na takiej szerokiej półce skalnej, która schodzi do morza, a za nią znajdują się wzgórza. I z tych wzgórz właśnie schodzi Wadi Derna, czyli ten potok okresowy, rzeka okresowa, która rozszerza się w samym mieście. Ta rzeka przechodzi przez sam środek miasta.

Te wzgórza są wysuszone, spieczone. Ziemia, grunt tam jest twardy. I jak runęła ta woda z tych ogromnych opadów na miasto, zaczęła już podtapiać samą Dernę.

Ale to jeszcze nie był koniec, tylko początek, bo aby zapobiegać właśnie powodziom i erozji gleby, powyżej miasta Derna pobudowano dwie tamy. Noszą nazwę Abu Mansur i Al-Bilad. I te dwie tamy regulowały przepływ Wadi Derna.

Ale w nocy z 10 na 11 września ten nawalny deszcz wypełnił wodą zbiornik przy tamie Al-Bilad, którą następnie zniszczył. Potem woda zebrała się za tamą Abu Mansur i spowodowała jej pęknięcie, i wlanie się poprzez Wadi Derna do miasta szacunkowo 30 mln m3 wody. Tutaj stosunkowo niewiele jest relacji, jak to wyglądało, ale wiadomo, że fala czerwonawego błota – bo tam ziemia jest czerwonawa, ma takie zabarwienie z powodu związków żelaza, zresztą w ogóle ten pył libijski jest taki czerwonawy na pustyni, pamiętam, że właśnie było się nim pobrudzonym na czerwono – ta fala czerwonawego błota mierzyła około 7 metrów i uderzyła w miasto w środku nocy. Zmiażdżyła domy, zmyła wszystko z dolnych pięter budynków, ciągnęła ludzi, pojazdy, zwierzęta, gruz, wszystko do morza.

I teraz, dlaczego jakby nikt nie był prawie na to przygotowany? Czy nikt nie był? Nie do końca, bo Libijskie Narodowe Centrum Meteorologiczne wydało ostrzeżenia na 72 godziny przed tym kataklizmem.

Władze miejscowe zareagowały, ogłaszając stan wyjątkowy. 9 września ówczesny burmistrz Derny wydał polecenie ewakuacji niektórych dzielnic. I rzeczywiście te niektóre dzielnice ewakuowano.

Teraz taka mała dygresja. Otóż z tymi władzami w Dernie jest trochę trudno, bo w ogóle Libia po wojnie domowej jest krajem – ja słyszałam określenie "upadłym", ale nie wiem, czy tego się używa w przestrzeni publicznej tak łatwo. Powiem, że nie jest rządzona jednolicie.

Na zachodzie kraju rządzi ugrupowanie, które jest uznawane przez rządy międzynarodowe, natomiast na wschodzie, w tym m.in. w Dernie, zarządzają, nie wiem, bojówki, siły, które nie są uznawane przez demokratyczne kraje. I te wschodnie władze – tak się mówi o wschodniej władzy Libii – odegrały tutaj bardzo złą rolę. Już 10 września, po ewakuacji części mieszkańców Derny, zarządziły, uwaga, godzinę policyjną między 19 a 8 rano następnego dnia.

I co to sprawiło? To sprawiło, że po prostu ewakuacja się zatrzymała. Ludzie musieli siedzieć w domach w nocy.

O godzinie 1:12 Ministerstwo Zasobów Wodnych dodatkowo zapewniło mieszkańców, którzy też zostali w domach, objęci godziną policyjną, że wszystkie tamy w Dernie zostały skontrolowane i są w dobrym stanie. A godzinę z hakiem później obie tamy się zawaliły. To było o godzinie 2:40, 2:50. To jest kosmiczne, straszne – woda runęła na miasto, na ludzi zamkniętych w domach, którzy nie mogli tych domów opuścić. Gdyby nie ta godzina policyjna, jak twierdzi organizacja Human Rights Watch, znacznie więcej ludzi mogłoby się uratować. I z tymi tamami też żadne zaskoczenie nie było, dlatego że już dużo wcześniej sprawiały one kłopoty.

Inżynierowie libijscy ostrzegali przed ich słabymi punktami. W 1986 roku te tamy zostały uszkodzone wskutek jednej z powodzi. A potem, w momencie, kiedy nastąpiła wojna domowa w Libii, w ogóle przestały być konserwowane.

W 2011 roku była kolejna awaria. W ogóle od 1942 roku było pięć powodzi wywołanych awariami zapór w Dernie. W 2011 roku była ostatnia spora powódź i nic z tym nie zrobiono.

I nastąpił rok 2023, i mamy kataklizm. Dodajmy, że w 2022 roku przeprowadzono badanie hydrologiczne, w którym sklasyfikowano Wadi Derna jako obarczone wysokim ryzykiem powodzi. I zarzucano tym, którzy administrowali tą zaporą, złe zarządzanie zasobami wodnymi.

Stwierdzono też, że powtarzające się od czasu do czasu powodzie stały się ciągłym zagrożeniem dla mieszkańców doliny i miasta Derna.

Piotr: Paradoksalnie właśnie pustynne rejony są często najbardziej zagrożone takimi błyskawicznymi powodziami. To się dzieje w Stanach Zjednoczonych stosunkowo często, dlatego że taka spieczona ziemia najczęściej nie jest w stanie przyjąć w krótkim czasie tak ogromnej ilości wody.

Ola: Ona jest trochę jak beton, prawda?

Piotr: Tak, tam nie ma żadnych takich, można powiedzieć, naturalnych struktur, które by to rozpraszały, wchłaniały i tak dalej. I jeżeli nad takim rejonem pojawi się – co się teraz właśnie przy zmianach klimatu częściej zdarza – chmura, która zrzuci ten deszcz, to ta woda po prostu leje się jak po betonie. Jeżeli trafi w jakieś zwłaszcza wąskie miejsce, w jakiś wąwóz, to tam następują niesamowite rzeczy, i to jest stosunkowo częsty problem właśnie w takich miejscach.

Ola: To ja jeszcze, tak jak obiecałam, dodam coś o meczecie Al-Sahaba. Otóż po kataklizmie wokół meczetu zebrał się tłum ludzi, którzy protestowali przeciwko temu, co władze próbowały zrobić. Władze zaraz po powodzi wydały oświadczenie, że dziennikarze są proszeni o opuszczenie miasta Derna ze względu na zagrożenie zdrowotne.

Piotr: Dziennikarze.

Ola: Generalnie chodziło o to, że dziennikarze krytykowali działania władz, w związku z czym władze próbowały się ich pozbyć czym prędzej. Niektórzy wzięli na przeczekanie, inni wyjechali, a tłum wyszedł na ulicę i zebrał się wokół tego meczetu, i protestowali ludzie przeciwko złemu zarządzaniu, przeciwko temu, że właściwie władze de facto doprowadziły do tej strasznej powodzi.

Piotr: To wydarzenie, wszelkie linki na jego temat znajdziecie zresztą, podobnie jak przy pozostałych tematach, w opisie w źródłach. Tam są i zdjęcia, i różne inne materiały. A teraz przenosimy się w bardzo nam już bliskie rejony.

0:42:34 Polska: Maków Podhalański i Łapanów

Piotr: Chodzi mianowicie o Maków Podhalański, i to są zdarzenia z samego początku XXI wieku, ale jeszcze zgodnie z naszą definicją tutaj się łapią. To lipiec, druga połowa lipca 2001 roku. To znowu, jak zwykle w tych naszych rejonach, związane było z głębokim niżem, który przyszedł znad Węgier.

Ola: No to czyli takim cyklonem w sumie.

Piotr: Ja się nie dotykam tego nazewnictwa, to jest twoja specjalność.

Ola: Cyklon to są krążące masy powietrza.

Piotr: Tak właśnie.

Ola: Każdy niż jest cyklonem. No dobra.

Piotr: On w każdym razie przyleciał tu sobie, zatrzymał się nad południowo-wschodnią Polską. Trochę dłużej się zatrzymał niż zwykle i trochę mocniej. I już gdzieś od połowy, od 16 lipca, w tym rejonie pojawiły się dość mocne deszcze.

I to, co tu jest właśnie charakterystyczne, to to, że ten niż tam długo wisiał i dość długo ta woda się lała. W sumie, jak potem obliczono, w tym krytycznym okresie, czyli od 15 do 27 lipca, spadło tam ponad 450 mm deszczu. Żeby to do czegoś odnieść, to jest prawie połowa tego, co spada zwykle przez cały rok.

Więc naprawdę dużo i intensywnie. Żeby to jakoś odnieść znowu do tego, co się działo na ziemi – tam jest kluczowa dla całej historii rzeka Skawa, nad którą leży Maków Podhalański. Pomiary robione w normalnej sytuacji, akurat te przed Makowem, wskazują, że tam w ciągu sekundy przepływa około 1 m3.

To nie jest jakaś wielka rzeka. Można ją sobie zobaczyć na zdjęciach. Taki, można powiedzieć, duży potok w stylu trochę górskim, kamieniste dno i tak dalej.

Ola: Ale zdaje mi się, że ta Skawa ma bogatą tradycję wylewania?

Piotr: Ma bogatą tradycję, natomiast kluczowa dla tej historii nie jest sama dokładnie Skawa, chociaż też, ale chodzi mi teraz o te liczby. Więc normalnie przepływ około 1 m3 na sekundę. 25 lipca, czyli w tym krytycznym momencie, o godzinie 13 przepływało, uwaga, 478 m3, a o 21, tego samego dnia – to jest akurat pomiar zrobiony poniżej Makowa, ale to są podobne liczby – w ciągu jednej sekundy 737 m3 wody.

Ola: Czyli 737 razy więcej.

Piotr: No tak, można to tak ująć. Natomiast dla samego Makowa największym problemem był Księży Potok. Tam w ogóle jest dość dużo rozmaitych potoków, które częściowo, tak jak Księży Potok, są ukryte pod ziemią, płyną jakimś kanałem i tak dalej.

To jest naprawdę taki potok, który można przejść bez problemu, to nie jest żaden wielki ciek. A jego poziom wody podniósł się o 3 metry. To znaczy wyobraźcie sobie, że mamy taką rzeczkę, potoczek, gdzie można podwinąć spodnie i przejść normalnie, a tu nagle on jest o 3 metry wyżej.

I to jest właśnie ten potok, który idzie przez sam środek miasta. Te opady, które tam nastąpiły, cała ta masa wody poszła tamtędy, poszła Skawą, poszła tymi pobliskimi potokami. I intensywność tego zjawiska była ogromna.

O tym już mówiliśmy. Dosłownie ta woda wyrywała drzewa z korzeniami. Zrywała asfalt, zmywała chodniki, przenosiła samochody.

Siła tego ogromna. Czas wystąpienia, znowu, bardzo krótki. Mimo że padało od dawna, poziom rzek był podniesiony, to ten w sumie bardzo krótki i bardzo intensywny opad spowodował ten wzrost, i ta woda po prostu nie miała się gdzie zmieścić.

Na stronie IMGW możemy przeczytać, że zniszczeniu uległo 190 mieszkań. Osiem budynków musiało zostać po tej powodzi rozebranych. Co ważne, zniszczona została część sieci wodociągowej i kanalizacyjnej.

O tym zwykle się tak nie myśli, bo bardziej patrzymy na to, co jest na powierzchni. Natomiast przecież cała ta struktura, która normalnie funkcjonuje, żeby odprowadzać ograniczoną ilość wody, zostaje często rozsadzona, po prostu wyrwana. Prawie 60 kilometrów dróg i, uwaga, 27 mostów przestało istnieć.

Te straty, wtedy, przypominam, to było 23 lata temu, wyceniono na 16 milionów złotych, i ten Maków przez długi czas nie mógł się po tym otrząsnąć. Chociaż, jak już wspomniałem, tradycje mają długą, bo tam naprawdę do XV wieku sięgają doniesienia o powodziach w tym rejonie. Natomiast problem polega na tym, że oczywiście oni o tym wszystkim wiedzą, że powodzie się zdarzają.

Oczywiście uwzględnia się to, że poziom wody się podnosi, ale zazwyczaj nie uwzględnia się, że aż tak się podnosi. To jest tak zwana woda stuletnia, bo po pierwsze pamięć ludzka zwykle nie sięga tak daleko. Ludzie nie budują się tam, gdzie widać, że woda dochodzi, gdzie są ślady i tak dalej.

Natomiast mało kto pamięta o tym, że raz na kilkadziesiąt lat, raz na 100 lat…

Ola: Że w poprzednim pokoleniu gdzieś zalało.

Piotr: Dwa pokolenia temu, czy coś takiego, nagle się okazuje, że wywaliło tak intensywnie. Problem też polega na tym – było parę badań na ten temat, oczywiście linki w opisie – że dla tego typu obszarów, takich niewielkich, nie wyznacza się wyraźnie rejonów zagrożenia.

Tych rejonów, które są zagrożone zalaniem. To się robi oczywiście dla dużych miast, dla dużych rzek i tak dalej. Natomiast we wszystkich tych małych rejonach tego nie ma, bo właściwie się nie opłaca, bo to się rzadko zdarza, bo też straty są stosunkowo niewielkie, nie są to takie straty, które idą w jakieś potworne pieniądze.

Natomiast dla takich samorządów, dla takich miast, dla tych ludzi tam żyjących, to jest naprawdę ogromny problem. W paru miejscach znalazłem to podkreślenie, że właśnie najczęściej te powodzie błyskawiczne to są zdarzenia bardzo lokalne. Rzadko kiedy – nie mówię, że nigdy, ale rzadko – są to zdarzenia, które mają ogromną skalę terytorialną.

Ola: Ja o takim zdarzeniu opowiem.

Piotr: Tak, wiem. Dlatego mówię, że zazwyczaj. I też dlatego najczęściej nie robi się oceny ryzyka dla takiego rejonu.

To, co warto tu jeszcze zaznaczyć, to że to nie jest tylko przepłynięcie wody, bo ta woda rwąca powoduje osuwiska. To jest bardzo poważny problem, bo to zmienia właściwie strukturę terenu w dużym stopniu. I nanosi mnóstwo rozmaitego materiału – kamienie, żwir, piach, wyrwane drzewa.

Gruz. Najróżniejsze rzeczy, więc już samo usuwanie tego, mimo że ta powódź trwa naprawdę często krótko – to znaczy ta woda znika po kilku godzinach – to się zdarza, a potem te straty są naprawdę trudne do usunięcia. Jeszcze inna historia, z kolei z 2020 roku, z 20 czerwca, to rzeka Stradomka i miejscowość Łapanów.

Ola: W jakim to jest rejonie?

Piotr: Łapanów leży w województwie małopolskim, powiat bocheński. Leży w dolinie wspomnianej Stradomki, a z kolei Stradomka ma swoje źródła w Beskidzie Wyspowym, na stokach Śnieżnicy.

Ola: I rozumiem, ta miejscowość jest u podnóża Beskidu Wyspowego.

Piotr: Tak. I znowu opady, i znowu, żeby pokazać skalę tego: Stradomka 20 czerwca o godzinie 23:30 miała 93 centymetry głębokości, a następnego dnia o 7 rano miała prawie 6 metrów głębokości, 589 centymetrów tam odnotowano. I to był efekt ulewy, która wystąpiła o pierwszej w nocy.

Woda tak gwałtownie wezbrała, że przerwała wał powodziowy. Zalała bardzo, bardzo duży kawałek miasta. Potem wprowadzono tam, czytałem, rozmaite modyfikacje, zmiany i tak dalej.

To też jest charakterystyczne, że najgroźniejsze są zwykle te powodzie błyskawiczne, które się zdarzają w nocy. Bo ludzie śpią, bo nie widać, bo służby są mało czynne, bo ludzie nie oglądają telewizji, nie słuchają radia, w związku z czym komunikaty, nawet jeżeli się pojawiają, to do nich nie docierają. Bardzo, bardzo wiele jest takich przypadków, w których właśnie te najbardziej dramatyczne zdarzenia miały miejsce w nocy.

Ola: Przypominam, że podczas powodzi błyskawicznych jest naprawdę ekstremalnie mało czasu na ucieczkę. Dlatego ludzie, jeżeli już gdziekolwiek mogą uciec, to na pobliskie wzgórza, a najczęściej po prostu uciekają na dachy domów. Chyba że te domy są zalewane wraz z dachami, albo się zawalają, co niestety się zdarza.

Piotr: Więc, nie zaleca się, jeśli to tylko możliwe, uciekania na dachy domów, choć oczywiście zalecenia jedno, a praktyka drugie. Akurat tę opowieść o Stradomce znalazłem w takim raporcie zrobionym przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Nazywa się on "Klimat rosnących strat", tegoroczna edycja tego raportu.

On jest ciekawy, bo tam – jest oczywiście ukierunkowany ubezpieczeniowo, ale właśnie jest opisane, jakie gospodarcze i społeczne znaczenie mają te gwałtowne zdarzenia, których jest coraz więcej, właśnie ze względu na zmiany klimatu. To są jakieś takie dwa polskie przykłady, ale są te rejony najbardziej zagrożone właśnie u podnóża gór. Tam, gdzie mamy zlewiska stosunkowo niewielkie, bo to jest też istotne, zlewisko, czyli inaczej dorzecze, trochę.

To nie do końca jest to samo, ale z grubsza rzecz biorąc. Jak mamy duże dorzecze, to zazwyczaj ta woda ma się gdzie rozproszyć. A najgorzej jest tam, gdzie mamy – nie chcę powiedzieć kotlinę, bo bez przesady to jest większy rejon, ale taki obszar, gdzie wszystkie te rzeki trafiają w jedno miejsce, i to nie jest duży obszar, bo tam dość intensywne, nie ekstremalne nawet, ale intensywne opady powodują, że wszystko skupia się tak naprawdę w jednym biegu wody, a ten jeden bieg wody potrafi zrobić rzeczy dość straszne.

0:54:40 Pakistan 2022: powodzie na skalę kraju

Ola: To ja przystępuję zaraz do opowiadania o czymś, co było szeregiem powodzi błyskawicznych, które objęły znaczną część kraju. A tym krajem jest Pakistan.

Piotr: Niemały kraj, niemało ludzi.

Ola: To jest jakaś zupełnie dramatyczna historia, bo Pakistan jest jednym z tych krajów, które po prostu nawiedzają wszelkie możliwe klęski, z powodziami i trzęsieniami ziemi na czele. Rok 2010 – wówczas mówiono o tym, że była straszliwa powódź, największa od iluś tam lat, a już w 2022 rozmiary powodzi przebiły to, co było 12 lat wcześniej. Rok 2022, sezon monsunowy.

Został on później przez różnych klimatologów, ale też przez sekretarza generalnego ONZ, nazwany monsunem na sterydach. I to właśnie pora monsunowa między lipcem a wrześniem 2022 roku zaowocowała czymś naprawdę absolutnie straszliwym, kataklizmem, który zniszczył ponad jedną trzecią kraju. Nawalne deszcze, niespotykane nawet w Pakistanie, który przecież jest krajem o dosyć wysokiej sumie opadów, bo leży u podnóża różnych łańcuchów górskich azjatyckich.

Przecież tam wody z Himalajów docierają. Więc ten kraj widuje duże opady, ale nie aż tak wielkie, jak to nastąpiło latem 2022 roku. Te powodzie, w tym powodzie błyskawiczne, i osunięcia ziemi przyniosły taki skutek, że przyczyniły się do śmierci ponad 1700 osób.

I łącznie dotknęły 33 miliony ludzi, pozbawiając ich domów, albo ziemi, albo pracy, albo wszystkiego naraz.

Piotr: To jest niezły kawał kraju, bo tam żyje trochę ponad 230 milionów ludzi.

Ola: No tak, 33 miliony. Ogółem wysiedlono z tych obszarów, które zostały dotknięte powodzią, prawie 8 milionów ludzi, z czego ponad 660 tysięcy musiało się przenieść do tymczasowych schronień i obozów z pomocą humanitarną.

Zginęły masowo zwierzęta – 800 tysięcy sztuk żywego inwentarza. Infrastruktura zdrowotna i w ogóle w kraju została zniszczona, 28 tysięcy szkół i przychodni zostało uszkodzonych. I łącznie, tak jak wspomniałam, ponad jedna trzecia kraju znalazła się pod wodą.

Powodzie, tak jak powiedziałam, zaczęły się w lipcu, a nasiliły w sierpniu. Jaka to była skala tych opadów? Znalazłam różne dane, m.in. dane Europejskiej Agencji Kosmicznej, które pochodziły z pomiarów satelitarnych. ESA, czyli Europejska Agencja Kosmiczna, podała, że opady w Pakistanie były w tym okresie 10 razy większe niż zwykle w tym czasie.

Piotr: No i nic dziwnego, że nic nie jest przygotowane na takie opady.

Ola: Z kolei Agencja Reuters podała, że od czerwca do sierpnia w całym Pakistanie odnotowano, uwaga, prawie trzykrotność średnich opadów z okresu 30 lat. Opady wyniosły łącznie 390 mm.

I ja, ponieważ nie znam się dobrze na Pakistanie, musiałam starannie sobie obejrzeć mapy tego kraju.

Piotr: Nie mów, że nie lubisz oglądania map.

Ola: Uwielbiam oglądanie map. Pakistan jest tak ukształtowany, że od zachodu i północy okalają go pasma górskie. Również od wschodu tam jest górzyście.

Samym środkiem Pakistanu idzie dolina Indusu, taka szeroka, żyzna, gdzie gromadzi się rolnictwo. Jak myślisz, którędy poszły te powodzie? To taki mały spoiler.

Przez sam środek kraju przeszło to pasmo powodzi. Najbardziej dotknięte zostały prowincje na południu Pakistanu, czyli Beludżystan i Sind. Dwie prowincje.

Te nazwy są może mało znane szerokiej publiczności. Mnie też były mało znane, ale pewnie więcej osób kojarzy stan Pendżab, i kawałek tego stanu też został przez te powodzie nawiedzony. Ale Beludżystan i Sind to są te dwie prowincje, które ucierpiały najbardziej, dlatego że Beludżystan leży w górach.

Są to suche, górskie i podgórskie obszary, które są suche, wysuszone, skaliste, nie przyjmują wody. A Sind leży poniżej Beludżystanu, i tam spływa woda, która jest zbierana w dolinach przez strumienie górskie i doprowadzana do Indusu. W związku z tym, że Sind leży poniżej, dociera do niego więcej wody. Sind to prowincja licząca 50 mln mieszkańców.

Hello! To więcej niż mieszka ludzi w Polsce. W związku z czym jest to naprawdę gęsto zaludniony obszar, i mnóstwo ludzi tam mieszka.

A spadło tam 4,5 razy więcej deszczu niż wynosi średnia z 30 lat. To już wspominałam, ale tutaj są dane szczegółowe dla prowincji Sind. I teraz nazwa, której chyba nie odważę się przeczytać: [? niepewne: Nauscharoweroza], chyba.

W ciągu jednego dnia, 11 sierpnia, spadło tam 142 mm deszczu. A największe miesięczne opady odnotowano w mieście Padidan, w prowincji Sind. I teraz uwaga – miesięczne opady 1228 mm, to jest ponad metr deszczu w ciągu miesiąca.

To naprawdę ogromna ilość. W związku z tym wydarzenia potoczyły się kaskadowo. Jedna katastrofa wywoływała kolejną.

Do połowy sierpnia jedna trzecia prowincji Sind została zalana wodami powodziowymi. I tutaj rzeka Indus tak wezbrała, że uwaga – i to jest w ogóle szok, od którego mi wybuchł mózg – utworzyło się tam jezioro o szerokości 100 km. Zostało zalane 1,1 mln ha obszarów uprawnych w Dolinie Indusu.

Oraz wystąpił z brzegów Kabul, czyli rzeka będąca dopływem Indusu. W całym Pakistanie wskutek tej powodzi – już nie mówię o tych wcześniejszych, ale tej – zostało zniszczone 45% powierzchni upraw. I gdzie są te powodzie błyskawiczne?

Otóż wystąpiły również, i to w wielu miejscach jednocześnie. Te katastrofalne deszcze monsunowe doprowadziły do tego, że nie dość, że ruszyły wszystkie potoki górskie i wezbrały rzeki w dolinach, to jeszcze dodatkowo zawaliły się dwie tamy, Dżara i Tabina, w paśmie górskim Toba-Kakar w Beludżystanie. To jest ta prowincja górska, gdzie jest tak sucho i skaliście.

31 lipca 2022 roku lokalne media podawały, że wskutek spływu wody z górskich rejonów Beludżystanu do Sind, do tej prowincji, która jest poniżej położona, ale wciąż znajduje się na górkowatym terenie, w stanie Sind powodzie błyskawiczne zmyły z powierzchni ziemi 50 miejscowości. To jest skala tak potworna i tak niespodziewana nawet dla nich, którzy naprawdę mierzą się z zupełnie inną skalą nawałnic niż my tutaj, w Europie środkowo-wschodniej.

I tutaj sporo mówiono o tym, że to prawdopodobnie cofające się i topniejące lodowce górskie Pakistanu sprawiły, że ta powódź była tak ogromna.

Piotr: Ale przecież nie cofnęły się nagle.

Ola: Otóż, ale uwaga, powódź wynikająca z topnienia lodowców miała miejsce w tym kraju kilka miesięcy wcześniej, w marcu, podczas roztopów. Fala upałów w marcu i kwietniu sprawiła, że w Pakistanie była powódź spowodowana topniejącymi lodowcami, a już w lipcu i sierpniu była powódź spowodowana nawalnymi opadami. Więc to jest kraj, gdzie te katastrofy naturalne stwarzają jeden z największych poziomów ryzyka na świecie w ogóle.

Obok jest zresztą Bangladesz, który też jest niedaleko i który jest też nieustannie doświadczany różnymi strasznymi wydarzeniami. Tam notuje się wysoki poziom ubóstwa, i tam już przed powodzią nie było najlepiej, ale różne raporty podają, że po powodziach, kiedy utracono uprawy bawełny, daktyli, trzciny cukrowej i ryżu – Pakistan jest jednym z największych producentów ryżu w tym rejonie – kolejne 6 milionów ludzi zostało zepchniętych w biedę. Już i tak wcześniej nie było dobrze.

I teraz kwestia wpływu zmian klimatu na to, co się dzieje w porze monsunowej w Pakistanie. Dane pokazują, że to nasilenie tych monsunów, i że mają miejsce na świecie coraz częstsze, powszechne, intensywne susze i powodzie, jest bardzo silnie związane z podwyższającymi się temperaturami na świecie. Zmieniają się wzorce pogodowe, m.in. zmienia się wzorzec monsunów w okolicach Pakistanu, i jeden z raportów przygotowanych przez klimatologów, który potem został włączony do jednego z podraportów IPCC, czyli Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu, pokazuje, że opady, o których mówię, zostały wzmocnione wskutek zmian klimatu, i naukowcy obliczyli, że takie maksymalne 5-dniowe opady w prowincjach Sind i Beludżystan są obecnie około 75% intensywniejsze, niż byłyby, gdyby klimat się nie ocieplił o 1,2 stopnia Celsjusza. Z kolei 60-dniowe opady deszczu do dorzecza Indusu są teraz o połowę intensywniejsze, niż byłyby, gdyby klimat się nie ocieplił, a to oznacza, że tak obfite opady są teraz bardziej prawdopodobne niż były, zanim temperatury poszły w górę na całym globie.

Piotr: Pewnie to nie ostatnie takie powodzie tam.

Ola: Jak najbardziej. Co więcej, zmiana klimatu jest jednym z czynników. Innym czynnikiem jest zjawisko La Niña.

Już tutaj nie będę się zagłębiać, co ono oznacza konkretnie. To jest zjawisko atmosferyczno-oceaniczne, które zachodzi nad równikowymi obszarami Pacyfiku, czyli Oceanu Spokojnego. To, czy woda jest ciepła, czy zimna, rozlewa się na okoliczne kontynenty i pośrednio wpływa też na klimat całego globu.

Akurat La Niña ma to do siebie, że chłodzi, najogólniej rzecz ujmując. Natomiast też wzmaga monsuny w Azji Południowej. Jeszcze na chwilę wrócę do kwestii ocieplenia klimatu.

Tu warto wspomnieć, że Pakistan odpowiada za mniej niż 1% globalnej emisji gazów cieplarnianych. A jednocześnie należy do krajów najbardziej dotkniętych ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, które właśnie wynikają ze zmiany klimatu. I od jakiegoś czasu na różnych szczytach klimatycznych władze Pakistanu domagają się, ale nie tylko Pakistanu, w ogóle też innych krajów, które cierpią, tych ubogich krajów, które ponoszą największe straty, domagają się odszkodowań od bogatych krajów, które mają na sumieniu wysokie emisje dwutlenku węgla i przyczyniają się najbardziej do tych zmian w klimacie, które obecnie zachodzą.

Piotr: To jest w ogóle temat, który w tej chwili mocno wypływa. To znaczy to, że ci, którzy ponoszą największą winę za zmiany klimatu, to nie są ci, którzy najbardziej odczuwają skutki. Ja wiem, że w tej chwili w Polsce mamy taki trend, że hej, nic nie róbmy, bo przecież Chiny, czy tam Stany, czy ktoś inny emituje najwięcej, i w ogóle to nic nie róbmy.

Ale warto pamiętać o tym, że należymy jednak do grupy krajów bogatych. Wiem, że dla niektórych może to być szok, ale zdecydowanie tak na to należy patrzeć. Do grupy krajów, które bardzo się przyczyniły do zanieczyszczenia środowiska, ale też do emisji gazów cieplarnianych.

A jednocześnie najbardziej te efekty odczuwają te kraje, które się właściwie najmniej przyczyniły. To jest bardzo charakterystyczny schemat, i nie chcę teraz w to wchodzić, bo właśnie dosłownie chwilę przed tym, jak zaczęliśmy nagrywać ten odcinek, tłukłem się na Facebooku z kolejnymi osobami, które uważają, że w ogóle jakie tam zmiany klimatu, a w ogóle to nic nie róbmy, a jeden pan to będzie z dumą jeździł suvem na złość Grecie Thunberg. Przepraszam, ręce mi opadają, jak słucham ludzi, którzy pieprzą takie bzdury.

Ale to już jest oddzielny temat. W każdym razie warto pamiętać, że to nie jest tak, że skoro w tej chwili Chiny emitują dużo, to zwalnia nas z obowiązku czegokolwiek.

Ola: Cała zamożność Europy i Stanów Zjednoczonych, czyli generalnie tej globalnej północy – mimo że należy do niej również Australia, która jest na południu, ale tutaj stosujemy uogólnienie – ta zamożność wynika z tego, że te kraje przeszły rewolucję przemysłową i wzbogaciły się również na spalaniu paliw kopalnych.

Piotr: Tak, konsekwentnie od dobrze ponad 100 lat emitują, emitują i emitują dalej.

1:10:37 Niemcy i Europa Zachodnia 2021: powódź na rzece Ar

Piotr: No dobra, to w takim razie teraz znowu powrót, jakoś tak wyspecjalizowałem się w rejony nam bliższe. To są Niemcy, ale nie tylko Niemcy, bo też Belgia, Luksemburg, Holandia, Austria i Szwajcaria. I rok 2021, znowu lipiec – to znamienne, że tak wiele się w lipcu dzieje. Układ niskiego ciśnienia, ominę te twoje wszystkie fluktuacje dziwne, nazewnicze.

Ola: Nie mówisz "niż", nie mówisz "cyklon", mówisz "układ niskiego ciśnienia".

Piotr: No niech będzie tak, bo niż można powiedzieć miał dźwięczną nazwę Bernd. I ten cyklon – tak, cyklon, no dobra, układ niskiego ciśnienia – zatrzymał się nad Europą dłużej niż powinien. Zatrzymał się, bo znowu, o tym ostatnio zresztą na Facebooku pisaliśmy, tak się ułożyły zakola prądu strumieniowego, że on normalnie powinien przejść, pójść dalej, do widzenia, a on się tam, można powiedzieć, zawiesił i przyszedł od strony Atlantyku przez Francję, i się zablokował.

Ola: To ja tylko mała dygresja: prąd strumieniowy to taka rzeka powietrzna w atmosferze, na wysokości powyżej 10 kilometrów.

Piotr: Od 9 do 12, dokładnie.

Ola: Która opasuje mniej więcej na 60 stopniach szerokości geograficznej oba bieguny – to są dwie rzeki, ale my mówimy tutaj o rzece północnej. I ona oddziela powietrze nad biegunem od mas powietrza, które są w niższych szerokościach geograficznych.

Piotr: Tak, cieplejsze od zimniejszych się szarpie, i tam różne ciekawe rzeczy się dzieją, i to się pojawiło nam nad głowami właśnie dlatego, że ta rzeka meandruje, tworzy zakola, i różne dziwne rzeczy się odbywają. Oczywiście niewielkim zaskoczeniem będzie to, że te meandrowania wzmagają się wskutek zmian klimatu, ale to jakby nie o tym w tej chwili. W każdym razie ten niż się tam zatrzymał i wylewał wodę, tak jak się ładnie mówi, wypełnił się i później się rozlał.

Żeby pokazać skalę strat: w samych Niemczech te wydarzenia z drugiej połowy lipca 2021 roku kosztowały, szacuje się, około 33 miliardów euro. Jeszcze raz, 33 miliardy euro. To jest naprawdę, jak na jedno zjawisko pogodowe występujące przez kilkanaście dni, niemało.

Tam bardzo dużo rzeczy działo się w różnych miejscach. Nas tu szczególnie w tej chwili interesuje rzeka Ar. To jest dopływ Renu.

Płynie przez Nadrenię-Palatynat, i to, co jest w niej charakterystyczne, to to, że płynie w korycie, które w wielu miejscach jest dość wąskie i otoczone wysokimi brzegami, tworzącymi coś na kształt wąwozu. W tym rejonie zginęły w tym czasie 134 osoby. Tam nie mogli się, właśnie a propos tego, o czym wcześniej mówię, doliczyć, ile osób zginęło, te liczby się zmieniały.

Finalnie ustalono, że 134 osoby. Ja wiem, że w obliczu tego, co się działo w Pakistanie, to jest mało.

Ola: I tego, co się działo w Dernie.

Piotr: Ale też mówię o tym dlatego, że to są rejony – wiem, że jak się coś dzieje w Dernie albo w Pakistanie, to my tak automatycznie mamy to trochę w nosie. Tak to niestety działa. Widać to chociażby po doniesieniach medialnych.

To są rejony, które dla nas są abstrakcyjne.

Ola: Znowu małą dygresję zrobię. Kiedyś pracowałam w dużej gazecie codziennej i przeglądałam sobie informacje ze świata. Tam są różne wielkie artykuły o tym, co się dzieje w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Bokiem biegły tak zwane bombki, czyli jedno-dwuzdaniowe krótkie informacje. Piątą czy szóstą informacją na tej stronie było to, że rzeka – to chyba [? niepewne: Yangtze], nie jestem pewna – zniszczyła 8-milionowe miasto Wuhan. I to było wszystko.

Piotr: Kogo to obchodzi, kto wie, gdzie jest Wuhan?

Ola: W Chinach.

Piotr: To jest bardzo ciekawe zjawisko. Można by kiedyś o tym porozmawiać z jakimś psychologiem, socjologiem, ale też i ewolucjonistą.

Tak bardzo mamy wywalone na rzeczy, które uważamy za odległe. Ale podkreślam, to było tuż obok nas. I jedno zjawisko spowodowało śmierć 134 osób.

Przy czym nie jedno zjawisko na zasadzie spadającego samolotu, gdzie ci ludzie byli wszyscy w jednym miejscu. Widać, że jednak to nie jest tak, że my, żyjąc sobie tutaj, w sympatycznym środku Europy, możemy mieć poczucie bezpieczeństwa, że właściwie te wszystkie kataklizmy nas nie dotyczą i w żaden sposób nic się nie dzieje. Jak się można domyślać, rzeka Ar dość mocno wezbrała, poniszczyła mosty, pozrywała, pozalewała domy.

Potem analizowano, co się właściwie stało, że tak wielu ludzi zginęło w tak cywilizowanym miejscu. Ocena jest taka: po pierwsze, ludzie nie zdążyli zareagować. Czyli, jak to właśnie samolot wskazuje, powodzie błyskawiczne dzieją się szybko.

W związku z czym to nie jest tak, że ta woda powoli wzbiera, że sobie pozbieramy jakieś rzeczy do walizki, spokojnie wsiądziemy w samochód, odjedziemy i tak dalej. Druga sprawa jest taka, że ludzie nie wiedzą, jak reagować. Robiono potem badania, przepytywano mieszkańców, i ludzie nie wiedzą.

Dostają nawet komunikat, że coś się dzieje, i co masz zrobić? Wyjść, nie wyjść, zostać, wyjść na dach, pójść do biblioteki miejskiej, się tam schronić – nie wiadomo, co robić.

Ola: Tak jak leje, to przecież nie pójdziesz szukać ratunku na zewnątrz, tylko siedzisz w domu.

Piotr: Bezpiecznie, dokładnie. Trzeci problem: ludzie czasami nie mogą reagować. Było w miejscowości [? niepewne: Sincik], gdzie 12 osób z ośrodka dla osób niepełnosprawnych zginęło w wyniku zalania.

Tam się działy rzeczy, jak na ten rejon świata, dość dramatyczne. Ponad 330 osób uratowano tam z dachów, drzew, z helikoptera. Zniszczonych było dosłownie dziesiątki mostów, domów.

Z takich ciekawostek, ta powódź spowodowała wypłukanie około 350 kg różnych niewybuchów z II wojny światowej – mówię tylko o Nadrenii-Palatynacie. Jak również jakąś bombę wydłubało i poniosło.

1:19:13 Jak przetrwać powódź błyskawiczną

Ola: Jak idziesz do pracy, to jeszcze trampeczki, sandałki, no trudno, ale jak idziesz w góry, w Tatry, to co? Nie sprawdzasz pogody, a mnóstwo ludzi jest zaskoczonych tym, że jest załamanie pogody i burza koło godziny 14-15. Dodajmy, że latem burze popołudniowe w Tatrach to jest właściwie dzień jak co dzień, norma absolutna.

Wszyscy są zszokowani i wychodzą późno w góry, a potem się dziwią, że ich burza zaskakuje. Przepraszam, taka dygresja.

Piotr: Oczywiście ktoś może powiedzieć, że głupoty, prognozy pogody, bzdury. Ja wiem, że prognozy pogody w telewizji, nie wiem, bo nie oglądamy telewizji od dłuższego czasu, ale jak czasem na nią trafię…

Ola: Nie wie się mądrzy.

Piotr: Tak, te prognozy pogody są bardzo ogólne, ale mamy te aplikacje, i one naprawdę pokazują z ogromną dokładnością. Wiem, że są takie momenty, kiedy to się rozłazi, dlatego że jak mamy bardzo burzowy czas, to trudno określić dokładnie, w którym momencie i gdzie tam deszcz spadnie, ale widać, co się dzieje. Wracając do tematu: być na bieżąco z sytuacją pogodową, to znaczy śledzić w radiu, śledzić w telewizji, zwłaszcza kiedy mowa jest o tym, że mogą wystąpić duże opady, wichury, cokolwiek.

Patrzmy, co się dzieje. Mamy też liczne aplikacje, które mogą nas bezpośrednio o tym ostrzegać. Już nie mówię o alertach RCB, z których mnóstwo ludzi się śmieje, bo rzeczywiście w ostatnich latach były używane do różnych celów zupełnie niezwiązanych z tym, do czego ten system był przeznaczony.

Ola: Ale w wielu sytuacjach ostrzegały o bardzo ważnych i niebezpiecznych sytuacjach, więc tutaj bym alertów RCB nie lekceważyła.

Piotr: Nie, ja nie mówię, żeby lekceważyć. Mówię, że ich znaczenie spadło przez to, że poszło wiele nieistotnych komunikatów. Więc wiedzmy, co się dzieje.

Pamiętajmy o tym, że szczególnie niebezpieczna jest noc. Czyli w nocy nie wiemy, co się dzieje, a powodzie błyskawiczne są, uwaga, zaskoczeniem błyskawicznym. W związku z czym wystarczy, że deszcz spadnie na przykład kilkanaście kilometrów od nas, albo jeżeli żyjemy w rejonie, gdzie to się zdarza, to nawet kilkadziesiąt kilometrów, i ta woda potrafi do nas dotrzeć w ciągu kilku godzin.

Gdzieś tam sobie spada deszcz, i my mamy cztery godziny później u nas po prostu ścianę wody pędzącą. Warto wiedzieć, gdzie się mieszka. Takie rzeczy, na przykład w Warszawie, raczej się nie zdarzają, ze względu przede wszystkim na to, że jest płasko.

Tam mamy inny rodzaj podtopień. Ale jak już coś się dzieje…

Ola: Ale w miastach powodzie miejskie się zdarzają, jak najbardziej.

Piotr: W Gdańsku się zdarzają.

Ola: W Sandomierzu w 2010 roku była taka… właśnie Wisła wylała. Tylko oczywiście to nie jest pędząca woda.

Piotr: To nie jest to tempo.

Ola: Tylko bardziej powolna. Tym niemniej warto wiedzieć, że takie rzeczy na 24 godziny wcześniej z całą pewnością w większości aplikacji pogodowych będą trafnie oznaczone.

Piotr: Powodzi błyskawicznych – bo one z definicji…

Ola: No tak, ale duże opady…

Piotr: W ogóle, jeżeli woda szybko wzbiera, to trzeba uciekać wyżej. Jeżeli to się naprawdę szybko dzieje, to trzeba zostawić rzeczy, wyłączyć prąd w domu i zwiewać na wszelkiego rodzaju wzgórza, bardziej niż do budynków. Wszelkie takie miejsca, które są wyżej, to jest kluczowa sprawa.

Rzecz z kolei bardzo interesująca – bo sporo przejrzałem amerykańskie zalecenia – okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych mnóstwo ludzi ginie podczas powodzi błyskawicznych w samochodach. Dlatego, że wiadomo, że Amerykanie przemieszczają się samochodami wszędzie i też pokładają wielką wiarę w te swoje samochody.

Jak się okazuje, zupełnie niesłusznie. Problem polega na tym, że samochód tylko pozornie jest dobrym schronieniem. Przed deszczem chroni nieźle.

Natomiast wystarczy 30 centymetrów wody, żeby porwać samochód. Oczywiście wody płynącej z dużą siłą, intensywnie i szybko. Ale to naprawdę 30 centymetrów wody.

Ola: To nie wydaje się realistyczne.

Piotr: Jeżeli ta woda płynie bardzo wartko, jeżeli to jest właśnie powódź błyskawiczna, to jest w stanie taka nieco wyższa woda porwać suva. Znieść go, zabrać i zrzucić gdzieś, zaciągnąć gdziekolwiek. 15 centymetrów wody to jest już głębokość, przez którą człowiek nie jest w stanie przejść.

Jeżeli ta woda jest wartka, jeżeli ten prąd jest ostry, to 15 centymetrów wody przewraca człowieka i jest w stanie go porwać i tak dalej. Generalna zasada, która jest wszędzie napisana w tych ostrzeżeniach, to jest to, że jeżeli nie widzisz dna, to nie przejeżdżaj. To znaczy, jeżeli jest na tyle dużo wody, że nie widzisz dokładnie tego, co jest na dnie, to po prostu się tam nie pakuj.

To jest święta i podstawowa zasada. Generalnie jest w ogóle zasada: zawróć, to nie utoniesz. Wszędzie ostrzegają, żeby nie przejeżdżać przez płynącą wodę w tych miejscach, gdzie ona nie powinna płynąć.

Jeżeli widzisz, że przez skrzyżowanie płynie woda, to nie bądź najfajniejszym typem, że szybko przeskoczysz na drugą stronę, tylko zawróć.

Ola: Pod tą wodą może się kryć jakaś dziura, wyrwa, albo na przykład woda już zdążyła zrobić taką dużą przestrzeń pod jezdnią, że ona zawali się pod twoim samochodem, i znajdziesz się wówczas nie w wodzie mającej 30 cm, tylko pod wodą, gdzie będziesz całkowicie zakryty.

Piotr: Nie przejeżdżaj, ale też ważna sprawa, i to też jest wszędzie podkreślane: nie broć, nie breć, nie brudź.

Ola: Nie wiem, jak tego użyć.

Piotr: Nie należy łazić po wodzie. Nie chodzi mi o metodę chrystusową, tylko o łażenie tam, gdzie jest woda powodziowa, bo ludzie znowu mają taką tendencję, że o, tu pójdę do sąsiada. Z bardzo wielu powodów nie należy tego robić.

Jednym z tych powodów jest to, że nie wiemy, co najczęściej jest pod tą wodą, a tam potrafią być naniesione najróżniejsze rzeczy. Drugi powód jest taki, że tam są zwierzęta, których zazwyczaj by nie było – nie mówię, że pod wodą, na przykład w Stanach aligatory. U nas raczej nie, ale mogą być inne, przestraszone zwierzęta, lepiej nie wyłazić.

Ale bardzo istotna sprawa: ta woda jest brudna. I brudna w sposób dla nas nie do ocenienia. Może być skażona biologicznie, bo mogło wywalić szambo, mogło się przerwać przez jakąś oczyszczalnię, coś takiego.

I w tej wodzie może być całe mnóstwo bakterii kałowych i rozmaitych innych rzeczy, które mogą spowodować bardzo, bardzo niefajne efekty.

Ola: Nieprzypadkowo po powodziach notuje się epidemie, w tym epidemie czerwonki czy cholery.

Piotr: Generalnie, jak już mamy łazić po takiej wodzie, to w woderach, a nie w szortach i koszulce.

Ola: I nie pływać na materacu, bo to jest niebezpieczne.

Piotr: Niekoniecznie. To są takie zalecenia. Sporo takich poradników przejrzałem, robionych przez amerykański Czerwony Krzyż.

To jest w ogóle specyficzne, że Amerykanie mają znacznie więcej bardzo dobrych poradników reagowania na konkretne sytuacje. Oni to mają naprawdę nieźle ogarnięte.

Ola: Oni też mają poradnik radzenia sobie z atakiem zombie.

Piotr: Bardzo sensowny zresztą poradnik. To jest poradnik radzenia sobie w trudnych, kryzysowych sytuacjach, które nie są jasno określone. Bo oni oczywiście mają metody reagowania na tornado, na powodzie, na powodzie błyskawiczne, na mrozy, na opady śniegu i tak dalej.

Ale zawsze mogą wystąpić zjawiska, których nie da się jasno skatalogować. I dlatego zrobili poradnik na inwazję zombie. Właściwie to są takie uniwersalne zasady.

Nie chcę już wchodzić za bardzo w szczegóły, ale oczywiście przy tych poradnikach jest kwestia tego, że dobrze jest mieć taki zestaw survivalowy, ile powinno być wody na osobę, w jaki sposób się zachowywać i tak dalej. To jest w ogóle super ciekawe. Wiem, że to brzmi strasznie prepersko, takie przedzieranie się przez rzeczywistość, ale wszystko jest dobrze, gdy jest dobrze.

A jak zaczyna być źle, to takie poradniki bardzo się przydają. Chociażby kwestia tego, że jak już jesteśmy w tym samochodzie i ten samochód zalewa woda, to zazwyczaj najlepiej uciec na dach i próbować się z tego dachu czegoś uczepić, drzewa czy czegoś takiego. Bo naprawdę mnóstwo ludzi topi się w samochodach.

Naprawdę topią się w samochodach, bo ta woda przy powodzi błyskawicznej na tyle szybko przybiera, że mają wrażenie, że są w samochodzie, a samochód waży 2 tony.

Ola: On będzie sobie stał i będzie szczelny, jak w łodzi podwodnej.

Piotr: A to niestety tak nie działa, i bardzo szybko się okazuje, że te samochody się rozszczelniają, albo coś w ten samochód uderza, i ludzie tam giną. Więc to jest w ogóle bardzo ciekawy temat. Myślę, że kiedyś możemy zrobić odcinek o tych poradnikach zombie i rozmaitych innych.

Powiem szczerze, takie preperskie sprawy budzą śmiech, a potem na przykład przychodzi pandemia i się okazuje, że braknie papieru toaletowego albo jakichś innych rzeczy. Wiem, że przy pandemii koronawirusa mnóstwo ludzi teraz już jest bardzo gotowych śmiać się z tego wszystkiego, ale kto kupował makaron, ten kupował.

Ola: Kto miał zapasy wody w garażu, ten miał.

Piotr: I kto kupił jakieś materiały, zanim zaczęły kosztować strasznie dużo, ten kupił, a potem już było trudniej.

1:30:15 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: Wiem, że to jest ten moment, w którym się rozłączacie, ale przypominam, że jeszcze będzie na koniec specjalne słowo, które będzie w ostatniej chwili, które później wrzucacie w komentarzach. Bardzo to doceniamy.

Dzięki wszystkim, którzy wrzucają w komentarzach. Jest to niezwykle miłe, że chcecie nas dosłuchać do końca.

Ola: Tak, ogromnie nam przyjemnie. Jeżeli zechcielibyście nas wesprzeć w tym, co robimy, zapraszamy na naszego Patronite.

Piotr: Dzięki tym, którzy się ostatnio pojawili. Bardzo doceniamy.

Ola: Dziękujemy. To naprawdę nam ułatwia pracę i zdejmuje z głowy jakąś część martwienia się o inne sprawy codzienności.

Piotr: Polecamy nasz sklep z koszulkami. Jest link w opisie, jak zawsze.

Ola: I niedługo będziemy pracowali nad nowymi wzorami, więc bądźcie czujni.

Piotr: Szkoda, że nie możecie tego zobaczyć, chyba że wejdziecie na nasz sklep.

Ola: Subskrybujcie nasz podcast, dzielcie się linkami, komentujcie, piszcie do nas. To jest dla nas bardzo ważne. Dzięki temu trafiamy do większej liczby uszu.

Piotr: Ubolewam, że nie mogę zawsze odpowiadać na te komentarze na Spotify. Ale zawsze wszystkie czytam, zawsze wszystkie publikuję.

Można tam wstrzymać publikację, ale po co? Doceniamy tych, co nas krytykują. Ktoś ostatnio prosił, żeby krótkie odcinki były krótsze.

Ostatnio nas poniosło, bo wyszło 45 minut. Najbliższy będzie krótszy. Będziemy się starali to różnicować, żeby te długie nadal były długie, a te krótsze były krótsze.

Rozumiem, że tego lepiej się słucha w określonych sytuacjach. Będziemy o tym pamiętali. To słowo na koniec odcinka.

Jak kto dosłuchał do tego miejsca, niech napisze je w komentarzu. To słowo to jest…

Ola: MOKRO!

Piotr: To dzięki.

Ola: Cześć!

Źródła

Brak źródeł w opisie RSS (kolumna "źródła (z opisu)" jest pusta). Uwaga: pod koniec segmentu o Libii (ok. 42:34) Piotr mówi wprost "wszelkie linki na jego temat znajdziecie […] w opisie w źródłach", co sugeruje, że w oryginalnym opisie odcinka na Spreakerze źródła powinny się znajdować, ale nie zostały zarejestrowane w kolumnie indeksu (ten sam problem odnotowywano już przy innych odcinkach).

Źródła

Oto one

Libia

Maków Podhalański i Łapanów

Pakistan

Niemcy