Podcast Crazy Nauka · odc. 25

Katastrofy przemysłowe gorsze niż ta w Czarnobylu

26-04-2023 · 121 min · Tematyczny, Chemia i materiały, Katastrofy

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Dziś, 26 kwietnia 2023 roku mija 37. rocznica katastrofy w Czarnobylu. I ten podcast NIE jest o tym. Fakt, zainspirowała nas ta rocznica, ale mówimy o katastrofach przemysłowych, których bezpośrednie skutki były znacznie gorsze, niż Czarnobyla. Zginęło więcej osób, skażenie było silniejsze. Ale… mało kto o nich pamięta, mało emocji wywołują.

Jest więc uwolnienie trującego gazu w Bhopalu, potworny wybuch w Texas City, dramatyczne skażenie w tajnym mieście Czelabińsk-40 czy straszna lawina błotna w… Kijowie.

Nasza strona z podcastami:
spreaker.com/show/crazy-nauka

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Dziś, 26 kwietnia 2023 roku, gdy nagrywamy i publikujemy ten podcast, przypada 37. rocznica katastrofy w Czarnobylu. Ale to nie o niej będzie ten podcast, choć nią jest inspirowany.

Opowiemy bowiem o przemysłowych katastrofach gorszych i straszniejszych od Czarnobyla.

Ola: O tym, jak potworne skutki wywołuje eksplozja zwykłego nawozu sztucznego.

Piotr: Co spowodował wybuch zbiornika toksycznego gazu w samym centrum dużego miasta.

Ola: Jak próbowano ukryć miejsce dawnej kaźni, przez co zabito ponad tysiąc ludzi.

Piotr: Jak udało się rozpylić na tysiącach kilometrów kwadratowych radioaktywne izotopy.

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś opowiadamy o katastrofach przemysłowych gorszych niż ta w Czarnobylu. No tak, wiem, to brzmi mocno prowokacyjnie, ale staramy się tu pokazać, że na świecie miało miejsce mnóstwo tragicznych zdarzeń, które albo przeszły u nas bez echa, albo były omawiane zdawkowo, a ich bezpośrednie, to podkreślam, bezpośrednie skutki, okazały się bardziej dramatyczne niż skutki wybuchu w instalacji reaktora jądrowego w Czarnobylu w 1986 roku. I jeszcze bardzo ważne zastrzeżenie, bo doboru tych wydarzeń, o których wam tutaj opowiemy, dokonaliśmy, mówiąc krótko, arbitralnie.

Kierowaliśmy się przede wszystkim liczbą ofiar śmiertelnych, ponieważ jednak dosyć prędko okazało się, że takich katastrof przemysłowych, w których zginęło kilkaset osób lub więcej, było niestety sporo, no to musieliśmy coś wybrać i dokonaliśmy wśród nich wyboru typując te najbardziej zróżnicowane, naszym zdaniem oczywiście. Wyłączyliśmy z tego zestawienia wydarzenia, których skutkiem było zawalenie się zapór rzecznych i zniszczenie elektrowni wodnych. Uważamy, że to jest materiał na odrębny, oddzielny odcinek naszego podcastu.

Piotr: Ale zanim przejdziemy do konkretów, to jedna nowość na pewno. Otóż po długich bojach, rozważaniach i dysputach postanowiliśmy uruchomić naszego patronite. A on sobie gdzieś tam był, ale zupełnie nieaktywny.

Natomiast pomyśleliśmy, że skoro powstaje ten podcast i wielu osobom się podoba, bo tych odsłuchań jest sporo, odzywacie się i tak dalej, to może znajdą się wśród Was osoby, które będą chciały w jakiś sposób nas wesprzeć w produkcji tego podcastu. Już mówię o co chodzi. Na Patronite znajdziecie sobie na pewno profil Crazy Nauka, łatwo to zrobić.

Można sobie chociażby w Google wpisać Patronite czy Patronite Crazy Nauka. Mamy tam parę progów wsparcia. Z nimi są związane rozmaite bonusy, nagrody i tak dalej.

Ale tak naprawdę mamy nadzieję, że po prostu będziecie chcieli pomóc nam w robieniu tego, co robimy, bo prawda jest taka, że brakuje nam w tym regularności. A brakuje nam regularności z bardzo prostego powodu. To znaczy zarabiamy na życie.

I podcast jest czymś, co jest bardzo pracochłonne. Każdym razem, przy każdym odcinku mamy wrażenie, że tak szybko sobie to machniemy, a potem np. powstaje Opus Magnum, Parabellum i ono ma np.

Ola: 50 tysięcy znaków. Tak jak to, co tutaj mamy.

Piotr: No właśnie, więc piszemy to ileś dni.

Ola: Sprawdzamy źródła, porównujemy, wyruskujemy informacje. Robimy mnóstwo rzeczy związanych z researchem na dany temat. I rzeczywiście, gdybyście chcieli nas wesprzeć w tym, co robimy, to oprócz np. transkrypcji tego, o czym opowiadamy, moglibyśmy rzeczywiście zaoferować większą regularność w wypuszczaniu nowych odcinków naszego podcastu.

Piotr: Tak, a patroni od pewnego programu dostaną coś, co przynajmniej jaram się, dzisiaj już to nagramy pewnie, takie krótkie od kuchni, po tym jak już skończymy nagrywać ten podcast, on będzie pewnie długi, to jeszcze kilka minut takiego od siebie, spostrzeżenia, co tam się działo i tak dalej. Zajrzyjcie sobie na Patronite, na CrazyNaukę, może wam coś wpadnie w oko, będzie nam po prostu bardzo miło. A poza tym, to jak zwykle byśmy prosili, żebyście nas subskrybowali na tych wszystkich platformach, na których nas słuchacie, dlatego, że po pierwsze w ten sposób dostajecie powiadomienia o kolejnych odcinkach, po drugie my widzimy jak jest zainteresowani i to jest też bardzo fajne, a przecież jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również, więc zachęcamy was gorąco, żebyście zaglądali na te nasze rozmaite platformy, na których jesteśmy obecni, a ich spis znajdziecie w opisie tego odcinka.

Piotr: Tam też będzie link do naszego Patronita.

0:05:31 Czarnobyl jako punkt wyjścia

Ola: Ważne jest to w dzisiejszym temacie, żeby rozróżnić bezpośrednie skutki katastrof przemysłowych od skutków pośrednich. No bo jeśli chodzi o te drugie, to katastrofa w Czarnobylu przyniosła ogromne straty, zarówno dla mieszkańców okolic Czarnobyla, dla przyrody, jak i dla rozwijania, a właściwie można powiedzieć zwijania programu energetyki jądrowej w wielu miejscach na świecie, zwłaszcza w naszej części Europy.

Piotr: I właśnie dlatego ten podcast nie będzie podcastem o Czarnobylu, ale Czarnobyl jest dla niego punktem wyjścia. Na naszym blogu CrazyNauka jest taki tekst o tym, że Czarnobyl był przede wszystkim katastrofą umysłu. To była katastrofa, która zdarzyła się na samej granicy takiego zimnowojennego strachu przed bronią jądrową i bardzo mocno zagrała na emocjach tych wszystkich ludzi, którzy bali się przez całe lata wojny atomowej, po prostu.

To pokolenie kolejne, już nasze pokolenie, czyli możemy się przyznać miało urodzone w latach 70-tych, już nie ma tego strachu takiego, bo to nie są już te czasy. Wtedy już było spokojniej w tej kwestii.

Ola: Ale ja muszę Ci wejść w słowo. Wciąż odczuwaliśmy to, co Związek Radziecki robił najlepiej, to znaczy te kłamstwa, ukrywanie prawdy, tuszowanie różnych rzeczy, zamiatanie pod dywan, bo przez długi czas naprawdę nie było wiadomo, co to za chmura radioaktywna leci w naszym kierunku, bo ją wykryto w Skandynawii, zdaje się. No tak.

I Rosjanie o niej nie informowali. Myśmy z kolei mieli takie przekonanie, że ktoś tu nas okłamuje, że nic nie wiadomo i że tak naprawdę to zagrożenie może przyjść z nienacka w chwili, w której się tego nie spodziewamy.

Piotr: Oczywiście i żeby było jasne, my nie chcemy bagatelizować Czarnobyla. Przede wszystkim dlatego, że tam zginęło ponad 30 osób, 31 oficjalnie. Poza tym wedle najlepszej wiedzy, czyli tych specjalistów, którzy naprawdę byli w to zaangażowani, którzy naprawdę oceniali to możliwie obiektywnie, było jeszcze kilkanaście przypadków śmierci wywołanych nowotworami wynikającymi ze skażenia właśnie radionuklidami, które wyrzucił wybuch z reaktora czarnobylskiego.

Ja wiem, że to brzmi może dla niektórych osób szokująco i niewiarygodnie, ale wedle, jeszcze raz powtarzam, najlepszych dostępnych źródeł, nie ideologicznie nacechowanych, to nie są tysiące przypadków zgonów, to nie są tysiące nowotworów, to nie są tysiące osób, które ucierpiały w wyniku jakichś wad rodzonych, genetycznych itd. Tych przypadków było kilkadziesiąt w najgorszym możliwym przypadku, natomiast temu wszystkiemu towarzyszył gigantyczny strach, właśnie wynikający z tego, o czym Ola mówiła, to znaczy z tego, że nasze pokolenie, poprzednie pokolenie, one się nauczyły, że Związek Radziecki kłamie wszędzie, gdzie może, w związku z czym, jeżeli ktoś uspokaja, to znaczy, że trzeba się bać. Ludzie się potwornie bali, ludzie byli wysiedlani bez ładu, składu i sensu.

Była fala aborcji wywołanych strachem przed właśnie skażeniem i urodzeniem dzieci, w jakikolwiek sposób uszkodzonych jakimiś wadami wrodzonymi, wywołanymi tym promieniowaniem, więc straty wywołane Czarnobylem są ogromne, ale to nie jest to, co zazwyczaj mamy na myśli, czyli to nie jest tak, że bardzo dużo ludzi umarło w wyniku napromieniowania.

Ola: Te osoby, które zostały na siłę wysiedlone z miasta Prypeć, one potem poniosły ogromne szkody, dlatego że to były szkody związane z przesiedleniem, ze zmianą miejsca zamieszkania, z utratą pracy. To nie było dokładnie badane, bo to się działo na terenie Związku Radzieckiego, ale wiadomo, że tam szerzył się alkoholizm, że fala depresji dotknęła mnóstwo ludzi i różnych innych przypadłości właśnie psychicznych związanych z tym stresem. Można powiedzieć, że wiele osób miało stres pourazowy.

Piotr: Absolutnie, dokładnie tak. To, co w tej chwili wiemy, to wiemy, że Czarnobyl był bardzo poważną awarią atomową wedle Światowej Agencji Atomistyki. To jest jeden z najwyższych, już nie pamiętam, czy on ma szóstkę czy siódemkę, w tej chwili powinienem był sprawdzić, czyli bardzo wysoki stopień awarii.

Natomiast skutki tej awarii są, nie mówię, że mniejsze, one są zupełnie inne niż to, co my mamy w głowach i warto o tym pamiętać. Jednym ze skutków, o czym już Ola wspomniała, tej awarii jest zatrzymanie rozwoju energetyki jądrowej w wielu krajach z Polską na czele, bo to, że nie powstała elektrownia jądrowa w Żarnowcu, było w bardzo dużym stopniu efektem strachu po Czarnobylu, mimo że to był zupełnie inny reaktor i to taki reaktor takiego typu, który normalnie funkcjonuje. Zresztą jeden z reaktorów żarnowieckich został odkupiony przez Finów i u nich działał.

Nie wiem, czy nadal działa, ale przez długi czas pracował. Więc tu strach, obawy, niezrozumienie itd. w dużym stopniu również wpłynęły na to, jak w tej chwili wygląda nasz klimat.

Warto pamiętać o tym, że takie skutki są czasami niespodziewane i idą w dziwnych kierunkach.

Ola: Tutaj można mówić o dalekosiężnych skutkach tej traumy czarnobylskiej w postaci chociażby zarzucenia przez Niemców rozwijania energetyki jądrowej, wręcz wyłączenia kolejnych działających w pełni sprawnych elektrowni jądrowych właśnie z powodu tego, że ludzie po katastrofie w Czarnobylu zaczęli się bardziej bać energetyki jądrowej i wiele organizacji rozmaitych, które działały w mniej lub bardziej dobrej wierze, po prostu zniechęciło ludzi do atomu, przez co m.in. zieloni w Niemczech przeforsowali to, żeby te elektrownie zamykać. Co mamy teraz w Niemczech za naszą granicą zachodnią? Dominujące elektrownie węglowe, gazowe, czyli znowu wracamy do trucia klimatu, do tego o czym Piotrek powiedział.

To jest wszystko trudne, skomplikowane i nieoczywiste i te skutki będą nam się czkawką odbijały tego Czarnobyla jeszcze przez wiele, wiele lat.

Piotr: Już przechodząc do konkretów, warto pamiętać o tym, że znacznie więcej, znacznie groźniejszych katastrof przemysłowych zdarzało się od wielu, wielu lat. Nadal się zdarza i one oczywiście budzą jakieś tam emocje, ale one są w ogóle nieporównywalne kompletnie z tym, jakie emocje wzbudził Czarnobyl i jakie było tak naprawdę przełożenie, porównanie tych faktycznych skutków z tym, jaki strach one wywołały. Odpowiedź jest prosta.

To tak było z jednego moim zdaniem powodu, to jest moja hipoteza, ale my ludzie boimy się tego, co niewidzialne i niezrozumiałe. Jeżeli coś wybucha i są rozerwane ciała, to jest zrozumiałe. Jeżeli mamy to tajemnicze promieniowanie, to jest niewidzialne i niezrozumiałe.

Plus zostaliśmy, my już mniej, ale tak jak mówiłem poprzednie pokolenie, bardzo wyuczeni tej obawy przed promieniowaniem, przed wojną atomową, stąd ten straszny wielki strach. Ale kończymy ten kawałek o Czarnobylu. Ten wstęp był ważny naszym zdaniem, więc przechodzimy do tego, co jest właściwą treścią, czyli tych katastrof przemysłowych, które wywołały więcej śmierci i bardziej dramatyczne skutki niż sam Czarnobyl.

0:14:27 Katastrofa w Bhopalu (1984)

Ola: Jako pierwszej opowiem o katastrofie w Bhopalu w Indiach. Jest ona uznawana za najtragiczniejszą w skutkach awarię przemysłową w ogóle na świecie. Mimo, że odbiła się mniejszym echem niż katastrofa w Czarnobylu, miała dużo, dużo bardziej tragiczne skutki.

I tutaj pozwolę ją sobie omówić nieco dokładniej niż pozostałe katastrofy, bo była naprawdę wyjątkowo dramatyczna i objęła wyjątkowo dużą grupę ludzi. Właściwie to, co stało się w Bhopalu kwalifikuje się do kategorii katastrofy z głupoty i chciwości.

Piotr: Tak, mieliśmy podcast o tym.

Ola: W sierpniu ubiegłego roku o tym nagrywaliśmy i zachęcamy was do wysłuchania tego podcastu i innych również, ale ten właśnie dotyczył takich katastrof wywołanych przez człowieka. I akurat ta katastrofa w Bhopalu, no ona była szczególnie, miała szczególnie duży zasięg. Rząd Indii podał, że ponad pół miliona, pół miliona osób było narażonych na działanie trującego gazu, który był przyczyną tej katastrofy, który się wydostał z fabryki w Bhopalu.

Bezpośrednio po wypadku, bezpośrednio w ciągu najbliższych godzin po wypadku życie straciło około 3800 osób.

Piotr: Znaczy tak, to jest liczba 3800 osób natychmiastowej śmierci.

Ola: Natychmiastowa, a w ciągu kilku dni liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do około 10 tysięcy. Te ofiary doznały m.in. uszkodzeń wzroku, to widać na zdjęciach zrobionych po katastrofie, że po prostu ludzie oślepli, niektórzy nastały, inni czasowo. Uszkodzenia układu oddechowego, układu nerwowego, pokarmowego, tam mieli rozmaite kłopoty, zaburzenia równowagi, no generalnie mieli zespół różnych objawów zatrucia i w ciągu kolejnych 20 lat odnotowano, no trudno to stwierdzić, rozmaite raporty podają od 15 do 20 tysięcy przedwczesnych zgonów w grupie osób narażonych na działanie tego gazu.

120 tysięcy osób doznało szkód zdrowotnych, takich jak uszkodzenia wzroku już na stałe, zaburzenia oddychania, problemy neurologiczne, czy zaburzenia przebiegu ciąży, a również towarzyszyła temu większa śmiertelność noworodków. I dane te, uwaga, prawdopodobnie nie odzwierciedlają, te straszne dane, wysokie liczby nie odzwierciedlają prawdziwego zakresu negatywnych skutków zdrowotnych, ponieważ wiele osób narażonych na działanie gazu opuściło Bhopal bezpośrednio po katastrofie i już nigdy tam nie wróciło. Oni też cierpieli na to samo, co wysiedleni mieszkańcy Prypeci koło Czarnobyla.

Ale trudno było stwierdzić, co się z nimi dalej działo, bo nie było możliwości obserwacji ich stanu zdrowia.

Piotr: Tak, bo jeżeli te same objawy wystąpiły gdzie indziej, to już niekoniecznie były zaliczane, niekoniecznie to wprowadzane było do statystyk, zwłaszcza, że to są Indie, kraj niezwykle ludny i też niezbyt dobrze rozwiniętą opieką zdrowotną, zwłaszcza dla osób uboższych.

Ola: Wróćmy do przebiegu samego wypadku. Miasto Bhopal w środkowych Indiach, stolica stanu Madhya Pradesh. Wówczas mieszkało około 850 tysięcy osób.

2 grudnia 1984 roku, czyli dwa lata przed Czarnobylem, tutaj to umiejscowienie czasowe. Około godziny 23.00 czasu miejscowego operator położonej w centrum miasta fabryce pestycydów firmy Union Carbide zauważa niewielki wyciek gazu, silnie toksycznego izocyjanianu metylu i rosnące ciśnienie wewnątrz zbiornika zawierającego ten gaz. Tymczasem do tego zbiornika, który zawiera aż 43 tony izocyjanianu metylu przez wadliwy zawór dostaje się blisko tona wody służącej do oczyszczenia instalacji.

To niestety inicjuje gwałtowną reakcję chemiczną. I ten izocyjanian metylu pod wpływem wody rozkłada się na dimocznik i dwutlenek węgla, czemu towarzyszy wytworzenie ciepła, dużych ilości ciepła. I jeśli to wydzielone ciepło nie zostanie odebrane z ośrodka reakcji, tempo tej reakcji zaczyna wzrastać, doprowadzając gaz do wrzenia.

I tak właśnie dzieje się w Bhopalu. I ten wzrost temperatury, i co się z tym wiąże, ciśnienia, tak? Bo jak się gaz rozszerza pod wpływem temperatury, no to to ciśnienie rośnie.

Ciśnienia w zbiorniku doprowadzają do jego gwałtownego rozszczelnienia. Co się dzieje? Nie działają, a powinny działać urządzenia, które w razie awarii miały zmniejszać jej skutki.

Piotr: Ale nie działają.

Ola: Nie działają, ponieważ, uwaga, zostały celowo wyłączone. Ze względu na trwający właśnie demontaż tej fabryki. O tym za chwilę opowiem.

Piotr: Poczekaj, demontaż i zaczęto…

Ola: Tak, zaczęto demontaż od zdemontowania systemu bezpieczeństwa. Tak, nie działa, co? Płuczka gazu, inaczej skruber.

To jest urządzenie mające zapewnić neutralizację toksycznych wycieków ze zbiornika. Już nie działa. Nie działa pochodnia, czyli flara gazowa, która pozwala spalić nadmiar gazu.

To są takie płomyki, które czasami widać w refineriach. Nie działa również, uwaga, agregat chłodniczy, również będący elementem bezpieczeństwa zbiornika z gazem. Taki 30-tonowy agregat został opróżniony z chłodziwa w celu wykorzystania go w innej części zakładu.

A ten agregat powinien chłodzić ten podgrzewający się gaz w skutek reakcji.

Piotr: Czyli to, co mówisz, że podnosi się temperaturę, czyli reakcja zachodzi szybciej, więc się podnosi temperatura.

Ola: Mamy już 3 grudnia, jest 50 minut po północy i większość mieszkańców miasta śpi. I nagle na terenie fabryki rozlega się głośny huk, pęka zawór bezpieczeństwa i w nocne powietrze posłana zostaje gigantyczna chmura silnie toksycznego gazu. Ponad 40 ton cięższego od powietrza izocyanianu metylu błyskawicznie rozprzestrzenia się blisko podłoża na całe miasto i okolice.

W ciągu kilku godzin po tym zdarzeniu ulice Bhopalu zapełniają się ludzkimi zwłokami i padliną zwierząt, bawołów, krów, psów, ptaków. Wedle dzisiejszych szacunków około właśnie tych 3800 osób umiera natychmiast. I to są przede wszystkim mieszkańcy takiej biednej dzielnicy slumsów przylegającej do fabryki Union Carbide.

Ludzie i zwierzęta nagle ślepną i duszą się, umierając w konwulsjach. No, potworne. Syrena alarmowa, owszem, zostaje włączona, tyle że z opóźnieniem i wyje tylko przez chwilę, by, uwaga, nie wywoływać paniki.

Piotr: Tak, udało się.

Ola: Lokalne szpitale szybko zapełniają się i przepełniają natychmiast rannymi, strasznie poszkodowanymi ludźmi, rannymi z poparzonymi oczami. No, straszne rzeczy się dzieją. Kryzys dodatkowo potęguje brak wiedzy na temat tego, jaka dokładnie jest przyczyna obrażeń i jak neutralizować jej skutki dla zdrowia.

Nikt nic nie wie. Ludzie biegają jak oszalali. Ludzie wyją z bólu.

Trwa straszliwe zamieszanie, chaos, armagedon.

Piotr: No dobra, zaraz pytanie, kto ulicha w środku miasta, bo ile to miasto sobie liczyło?

Ola: 850 tysięcy mieszkańców.

Piotr: W Polsce to jest duże miasto. 43 tony super trującego gazu w centrum.

Ola: Tak, należy sobie zadać to pytanie. I to jest oczywiście długa historia błędów, wypaczeń, oszczędności, oszczędności i jeszcze raz oszczędności. Zacznijmy od tego, co to jest ten izocyanian metylu.

To taki gaz, który służy jako półprodukt do wytwarzania karbarylu. No ja wiem, że większość z Was niewiele to mówi. I ten karbaryl to taki pestycyd, to już bliższe naszej świadomości, służący do zwalczania owadów, czyli insektycyd, który był i nadal chyba jest, musiałabym to sprawdzić, sprzedawany pod nazwą handlową Sevin i bardzo popularny na całym świecie.

I uwaga, ten karbaryl wciąż jest w użyciu. Sevin został odkryty i wprowadzony na rynek właśnie przez firmę Union Carbide, tę samą, która jest właścicielką fabryki w centrum Bhopalu. I to się stało w roku 1958, kiedy ten gaz został odkryty.

I do dziś pozostaje trzecim najczęściej stosowanym insektycydem w ogrodach, uprawach rolniczych i lasach. Tylko to tutaj zaznaczenie jest związkiem selektywnym. Zabija zarówno szkodliwe owady, szkodliwe z naszego punktu widzenia.

Komary, mszyce, nawet wszy też przeczytałam o takim zastosowaniu. Jak i pożyteczne, w tym pszczoły niestety. Zabija też ryby, ale jest mało niebezpieczny dla ssaków, dlatego wciąż jest stosowany.

Piotr: Dodajmy, że to już mówimy o tym gotowym produkcie, nie o samym gazie.

Ola: Tak, żebyście wiedzieli, o co w ogóle chodzi z tym pestycydem, do czego on służy. Teraz wróćmy do Bhopalu. Ten sewin, który był wytwarzany w Bhopalu do 1979 roku był produkowany bez użycia tych groźnych, toksycznych izocyanianów.

Ale w 1979 roku ktoś stwierdził, wynalazł nowy sposób syntezy tego środka, tego pestycydu. Tańszy. Tańsza była produkcja końcowego produktu, czyli z użyciem tego toksycznego gazu jest po prostu taniej.

Ciekawostką jest to, że w celu zachowania bezpieczeństwa inne firmy, np. niemiecki Bayer, produkowały ten sam związek już bez użycia izocyanianów, mimo że to podnosiło jego koszt. Te izocyaniany są po prostu śmiertelnie niebezpieczne.

Piotr: Podejrzewam, że porażenie mięśni oddechowych to takie dosyć typowe z tych cyjankowych grup związków chemicznych działanie.

Ola: Ale wróćmy do Bhopalu. Gdzie kierownictwo fabryki Union Carbide? Notabene to jest firma amerykańska i oni mieli tylko swój oddział w Bhopalu.

Drugi był bodajże w Wiedźminie w Stanach Zjednoczonych. Ale w Bhopalu wykorzystywano a jakże tańszą metodę.

Piotr: Pierwsza zasadnicza oszczędność.

Ola: Druga oszczędność będzie się wiązała z położeniem fabryki w centrum Bhopalu. Sam Bhopal został wybrany ze względu na to, że jest centralnie położony na subkontynencie indyjskim i ma dostęp do infrastruktury transportowej bardzo dobry. A konkretny teren w obrębie miasta był przez władze miasta przeznaczony pod lokalizację zakładów przemysłu lekkiego lub obiektów handlowych.

A nie pod przemysł oparty na niebezpiecznych substancjach. Tu widać pierwsze z licznych nadużyć i zaniedbań, które doprowadziły do katastrofy. Poszła jakaś łapówka, ktoś się z kimś dogadał i w końcu zakład w Bhopalu został początkowo zatwierdzony jedynie do produkcji pestycydów z chemikaliów składowych, a nie do wytwarzania w jednym zakładzie surowców i półproduktów służących do produkcji pestycydu końcowego.

Czyli innymi słowy tam miał nie powstawać ten izocyanian, a powstawał. Ten proces, w którym jest produkowany izocyanian jest dużo bardziej niebezpieczny i skomplikowany. Jednak on czynił fabrykę w Bhopalu bardziej konkurencyjną.

Piotr: Tańszą, oszczędną.

Ola: Władze lokalne usiłowałyby skutecznie przekonać kierownictwo Union Carbide do budowy fabryki poza obszarami gęsto zaludnionymi, ale firma odmówiła, powołując się na znaczny wzrost kosztów. Na przykład na to, że trzeba będzie transportować pracowników do fabryki, a jak jest fabryka w centrum miasta, to oni mogą sobie na piechotę z buta podejść.

Piotr: To w ogóle niezła paranoja, że firma decyduje o położeniu zakładu w mieście, dodajmy, że nie w swoim kraju, na terenach do niej nienależących.

Ola: A z kolei władze lokalne bały się tego, że odstraszą dużego profil inwestora, pracodawcę. Mnóstwo ludzi straci pracę.

Piotr: To jest też zrozumiałe oczywiście takie podejście. Trudno się potępiać jednoznacznie.

Ola: To się nazywa drapieżny kapitalizm. Do tego jeszcze mamy jedną sytuację składową. Na początku lat 80-tych na subkontynencie indyjskim panowała nieurodzaj i głód.

Te klęski nieurodzaju doprowadziły do zubożenia lokalnych rolników, których przestało być stać na zakup środków ochrony roślin, w tym pestycydów takich jak ten produkowany w Bhopalu. Ten przemysł produkcji pestycydów zaczął podupadać. W związku z czym firma Union Carbide w roku 1982 wprowadziła liczne cięcia finansowe, znamy to, znamy, które oczywiście negatywnie odbiły się i na pracownikach, i na warunkach ich pracy, a także na stanie technicznym, instalacji i podejściu do bezpieczeństwa w zakładzie.

Ciąg dalszy, lipiec 1984 roku. Przypomnę, że katastrofa miała miejsce w grudniu, no i jesteśmy w lipcu. Z powodu spadku rentowności lokalni menedżerowie Union Carbide otrzymali polecenie zamknięcia zakładu w Bhopalu i przygotowania go do sprzedaży.

Ponieważ nie znaleziono kupca, fabryka miała zostać zdemontowana, a jej urządzenia wysłane do innego kraju rozwijającego się.

Piotr: I zaczęto, przypominam, od elementów instalacji bezpieczeństwa.

Ola: Zanim ten demontaż nastąpił, zakład działał z wyposażeniem i procedurami bezpieczeństwa znacznie poniżej standardów stosowanych np. w siostrzanym zakładzie w Stanach Zjednoczonych. Niedługo przed katastrofą fabryka w Bhopalu produkowała ten pestycyd na poziomie 1,4 swoich możliwości.

Teraz ważna informacja, co gorsza, ten wyprodukowany w nadmiarze izocyanian metylu nie został na bieżąco zużyty do produkcji i zalegał w zbiornikach. Tutaj mamy taką sytuację, że lokalne władze zdają sobie sprawę z tego, jak to jest niebezpieczne, ale boją się naciskać na dużego pracodawcę, dużego inwestora. Dochodzi do tej strasznej tragedii, o której wam opowiedziałam.

I tak naprawdę ten nieszczęśliwy splot bardzo wielu zdarzeń, sprawił, że aż tylu ludzi ucierpiało, mimo że symptomy tego, co miało się stać, były wcześniej wyraźnie widoczne i że wiele osób sobie z tego zdawało sprawę, mimo to tak jakby nikt tego nie widział. To jest zadziwiające w tych wszystkich katastrofach, bo ten schemat będzie się powtarzał. Te rzeczy po fakcie analizowane są oczywiste, w oczywisty sposób doprowadzały do katastrof, a nikt ich jakby nie dostrzegał.

0:31:12 Katastrofa kysztymska – zakłady Majak (1957)

Piotr: I tu jest moment, w którym jedną rzecz jeszcze warto zastrzec. My celowo dziś nie będziemy opowiadali o ciągu dalszym. O tym, jak dochodzono sprawiedliwości, czy udało się, o odszkodowaniach.

Tu akurat w wypadku tej firmy jest to wyjątkowo perfidne, bo oni przez długi czas bardzo, bardzo się migali. Śliw zaparte. To jest ta historia, której dzisiaj nie opowiemy, bo nie o tym opowiadamy.

Ale jeżeli ktoś jest zainteresowany, to oczywiście odsyłamy do linków w opisie. Tam znajdziecie sobie znacznie więcej tych informacji. Jeżeli kogoś interesuje ciąg dalszy, to tamten ciąg dalszy jest.

Idziemy teraz dalej. O ile w przypadku katastrof takich jak ta w Bhopalu, czy w Czarnobylu, wiemy już w tej chwili o ich przebiegu bardzo dużo i bardzo dokładnie. Ze względu na to, jak starannie zostały przebadane, jak wiele raportów się na ten temat ukazało.

O tyle jest zdarzenie, które nosi nazwę katastrofy kysztymskiej. To jest zdarzenie wciąż dość tajemnicze, chociaż po latach coraz więcej na jego temat wiemy. Dlaczego tak jest?

Przyczyna to czas i miejsce tych wydarzeń, bo działo się to 29 września 1957 roku i były to naprawdę takie najmroczniejsze czasy zimnej wojny. Chociażby dlatego, że ledwie miesiąc wcześniej Związek Radziecki pokazał światu, czy też świat się dowiedział o pierwszym międzykontynentalnym pocisku balistycznym, czyli innymi słowy rakiecie, która jest w stanie przenieść ładunek jądrowy z jednego kontynentu na drugi. To był absolutny game changer.

To rozwaliło wszystko. Miesiąc po tej katastrofie, o której zaraz opowiem, na orbicie znalazł się pierwszy sztuczny satelita Ziemi, Sputnik, co zapoczątkowało cały wyścig kosmiczny, ale też wzbudziło w Stanach Zjednoczonych ogromne obawy graniczące z paniką. To był czas ogromnego napięcia.

Druga kwestia, czyli miejsce, sam środek Związku Radzieckiego. Pewnie zazwyczaj nie byłoby sensu tłumaczyć, gdzie to jest, bo bardzo mało wiemy o geografii Związku Radzieckiego, nawet trochę więcej, a o Rosji mniej, bo Związek Radziecki to były też te wszystkie republiki, o których już teraz słyszymy, a Rosja to Rosja, takie duże. 10 lat temu zdarzyło się coś, co pozwala nam to umiejscowić bardziej.

Chodzi o meteor Czelabiński. Mamy o tym podcast, polecamy. On właśnie przeleciał nad tym rejonem, o którym teraz mówimy.

Ola: I to jest rejon gór Ural. Jeżeli spojrzycie sobie na południową część Uralu, to tam się właśnie mieści Czelabińsk.

Piotr: Jak sobie namierzycie ten Czelabińsk, to trzeba przesunąć paluchem jakieś 60 km na północny zachód i tam dzieje się to, o czym mówimy. Tam leży miasto Odziersk. To jest miasto, jak sama nazwa wskazuje, leżące nad jeziorem, a właściwie pomiędzy bardzo wieloma jeziorami.

Taki to obszar, tam jest takie całe po jezierze. O tych jeziorach długo można było opowiadać. Koło Odzierska we wrześniu 1957 roku zdarzyła się katastrofa, która może być porównywana z Czarnobylem.

Ona specjalnie się tu znajduje na początku naszej listy. Dlatego, że ma z tym Czarnobylem wiele wspólnego. Tam nie było bardzo dużo ofiar śmiertelnych.

Ale o tym za chwilę. Skutki jej naprawdę były poważniejsze od Czarnobyla. Jeżeli ktoś uważnie słucha, to zapowiedziałem, że będziemy mówić o katastrofie kysztymskiej, a nie odzierskiej.

I tu tkwi istota rzeczy, bo Odzierska nie było oficjalnie. Był miastem zamkniętym. Cała instytucja tych miast zamkniętych w Związku Radzieckim nie istniał na mapach.

Nie miał żadnej normalnej nazwy. Odziersk to jest nazwa z 1994 roku. Chociaż samo miasto powstało w 1945.

Wcześniej nosiło takie malownicze nazwy, jak po kolei najpierw Baza 10, potem Czelabińsk 40 i Czelabińsk 65. To był standard nazywania tych zamkniętych, tajnych miast. Chodziło o to, żeby nie dało się ich w ten sposób prosto namierzyć.

Ono oczywiście na mapach nie istniało. Nikt bez specjalnego zezwolenia nie mógł wjechać do tego miasta, ani nie mógł go opuścić. Poza tym miastem nie wolno było o nim mówić w ogóle.

Co ciekawe, mieszkańcy nie mieli żadnych adresów. Jeżeli ktoś chciał im wysłać list spoza miasta, to były skrytki pocztowe. Nie wiadomo, dokąd ten list wędruje.

To jest bardzo ciekawa opowieść o tych zamkniętych miastach. Zresztą to nie było małe miasto. Tam mieszkało kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Nie wiemy ile, bo takich danych nie ma. Oficjalnie nie zostało tu ujawnione. Wiemy, że w tej chwili, w tym mieście, które nadal istnieje, mieszka ponad 70 tysięcy osób.

Ta liczba spada. Wcześniej mieszkało ponad 80 tysięcy. Pewnie w latach 50.

było ich więcej. Cała ta akcja wydarzyła się nie w samym Czelebińsku 40, jak się wtedy miasto nazywało, tylko w zakładach atomowych Majak. Tak naprawdę były powodem, dla którego to miasto założono.

Majak powstał w 1940 roku jako zakłady chemiczne Majak. One wtedy wytwarzały pociski. W 1945 roku zostały błyskawicznie przekształcone w zakłady atomowe, bo Rosja się zorientowała, że Stany Zjednoczone dysponują obronią atomową.

Trudno było się nie zorientować po Hiroshima i Nagasaki. W związku z czym przygotowywano tam materiał potrzebny do wytwarzania bomb atomowych. Konkretnie pluton.

Oni się skupiali na plutonie. Najpierw tam były plany produkcji plutonu. Tam nawet powstały reaktory jądrowe.

Finalnie zdecydowano się na to, że Majak skupi się na odzyskiwaniu plutonu z odpadów radioaktywnych pochodzących z elektrowni jądrowych. Pewnie można przyjąć, że np. z takich elektrowni jak Czarnobyl.

To już dłuższa historia. Dlatego tak wybuchł jak wybuchł, że ten reaktor nie był reaktorem przygotowywany przede wszystkim do energetyki, do wytwarzania energii, tylko do wytwarzania plutonu, żeby go można było ze środka wydłubywać.

Ola: Do celów wojskowych oczywiście.

Piotr: Innych celów ze stosowaniem plutonu raczej nie mamy. Zresztą pluton zawsze był bardzo cennym metalem i warto go było wyciągać i zachowywać właściwie każdy jego gram. Dlatego to odzyskiwanie.

Część tych odpadów, które przechowywano i przetwarzano w Majaku zawierała naprawdę duże ilości substancji radioaktywnych i samoistnie na skutek tych rozpadów grzała się. To jest dosyć typowe dla odpadów, zwłaszcza takich, które zawierało sporo tych izotopów. Te odpady przechowywano w stalowych zbiornikach umieszczonych w czymś w rodzaju takiego okopu czy rowu wybetonowanego, głębokiego, mającego 8 metrów.

W tym rowie stał szereg potężnych pojemników. W każdym było około 80 ton płynnych odpadów radioaktywnych. To się grzało, więc żeby się nie przegrzewało każdy z tych pojemników miał taki własny system wodnego chłodzenia.

Oczywiście w tym pojemniku ten system przestał działać. W jednym z tych pojemników. W jednym z tych pojemników, w którym będą zaraz problemy.

Nic się tym nie zainteresowało. Trochę nie wiadomo dlaczego, czy dlatego, że nie było instalacji alarmowej, podejrzewam, że raczej dlatego, że może nie działała, może ktoś to olał, trudno powiedzieć. W każdym razie to się grzało cały czas.

Jak przestało być chłodzone, to zaczęło odparowywać. To były płynne odpady i one odparowały zupełnie do suchego albo prawie zupełnie do suchego.

Ola: Co to znaczy, że odparowały do suchego?

Piotr: Jeżeli masz coś, co jest jakimś roztworem i usuniesz z niego wodę, to zostanie to, co zostało na dnie. Proszek jakiś. To był bardzo charakterystyczny proszek, bo to stara dobra saletra amonowa.

Ola: To dzisiaj będzie o tym sporo.

Piotr: Zapamiętajcie o sobie, bo ona wywołał wybuch w Bejrucie w 1920 roku. Tu spoiler, ale to wszyscy wiedzą.

Ola: Oraz w 1947 wybuch w Texas City.

Piotr: I Oppau w 1921. O wszystkich tych wypadkach dzisiaj powiem, więc zapamiętajcie sobie nazwę saletra amonowa albo azoton amonu. To nie była oczywiście czysta saletra, bo oni tam się nie zajmowali odzyskiwaniem saletry.

Ona była jednym z produktów tych chemicznych procesów służących do odzyskania plutonu przede wszystkim. To była saletra z dużą ilością dodatków. Wśród nich oczywiście tych radioaktywnych pierwiastków, które nadal się nagrzewały.

Czyli mamy wysuszoną saletrę, która się coraz bardziej grzeje. I 29 września o godzinie 16.22 nastąpiła potężna eksplozja o mocy około 70 ton trotylu. To może nie brzmi jakoś sensacyjnie, ale wystarczyło, żeby dosłownie wywalić w powietrze 160 tonową płytę betonową, która przykrywała ten wybetonowany rów.

I żeby utworzyć taki wysoki na kilometr słup dymu i pyłu. Oczywiście w tym pyle był pluton, C-137, stront-70 i całe mnóstwo innych rozczepialnych izotopów. Ponoć, jak świadkowie potem mówili, ta chmura skrzyła się takim pomarańczowo-czerwonym światłem.

Oczywiście zaczęła opadać. Ten pył zaczął wszędzie wokół opadać, bo to co poleciało na kilometr, to jeszcze sobie pofrunęło dalej o tym za chwilę. Ale spora część opadła na miejscu.

Najlepsze jest to, że początkowo nie zorientowano się, jak duży to jest problem. Spoko, pracujemy w zakładach przetwarzania odpadów jądrowych i kto by się przejmował, że coś tam huknęło. Huknęło, wybuch chemiczny zdarza się.

Ludzie generalnie zaczęli wychodzić z pracy, bo to już było, przypominam, 16.00 z czymś. Po jakimś czasie trzeba było wracać. Miasto Czelabińsk, 40 podówczas, odległe w linii prostej o 8 kilometrów.

Ludzie wracali, niektórzy samochodami, autobusami. Na kołach tych pojazdów, na butach, na ubraniach ludzi do miasta zaczął się dostawać ten radioaktywny pył. I nie opadał z chmury wiszącej nad majakiem, bo projektanci miasta, bo to miasto nie powstało sobie tak z siób, tylko miało konkretny cel, że wpadli na to, żeby nie umieszczać go po tej stronie, w którą będzie wiał wiatr, tylko umieszczono jej pod wiatr.

Ola: Przynajmniej tyle szczęścia w nieszczęściu.

Piotr: W związku z czym ten pył, który został podniesiony, on nie opadł na miasto. Ludzie sami go tam przywieźli, bo różne rzeczy przewidziano, ale bez troski, głupoty i olewania jakoś nie przewidziano. Dopiero się rozdzwoniły wszelkie alarmy skażeniowe w mieście i wtedy zabroniono natychmiast wjazdu z tej strony tych terenów przemysłowych.

Ludzie tam… utworzono takie posterunki, ludzie wysiadali z autobusów, samochodów przed granicą miasta, nie przepuszczano tych pojazdów, przechodzili ludzie przez maty, którymi z butów spłukiwały pył, kontrolowano poziom napromieniowania itd. Natomiast sama chmura z nadzakładu poleciała na północny wschód i rozciągnęła się w takie długie, liczące około 350 km pasmo, na którym opadł ten skażony pył.

To utworzyło taką smugę, która do dziś jest nazywana wschodniouralskim śladem radioaktywnym. To jest około 20 tys. km2.

I to, żeby ktoś nie miał złudzenia, że to jest Ural i tam nikogo nie ma, na tym terenie mieszkało około 270 tys. osób, narażonych na ten opad tego radioaktywnego pyłu. Owszem, ewakuowano ich.

Już tydzień po awarii rozpoczęte ewakuacje, a niektóre, i to całkiem spora część wiosek, została ewakuowana w prawie 2 lata po tym wydarzeniu, co w ogóle nie miało sensu.

Ola: Trochę rychyło w czas i bez sensu.

Piotr: Prawda? I tak, z dużym zapałem. Nie wiadomo, ile dokładnie zgonów wywołała ta katastrofa.

Przede wszystkim dlatego, że było to wszystko najtajniejsze na świecie. Szacuje się, że było to około 200 zgonów. Ludzie przede wszystkim umierali na wywołane tym skarżeniem nowotwory.

Ale ponieważ skarżona została też rzeka Techa, która tam tędy przepływała. Ona ma około 250 km długości i wpada do Oceanu Arktycznego. Nie wiadomo, ile osób wzdłuż jej biegu ucierpiało, bo o tym się już nikt nie zainteresował.

Ola: Ale powiedziałabym, mają rozmach.

Piotr: Oczywiście wszystko to utajniono bardzo ściśle. Tak bardzo, że nawet ludzie w mieście do końca nie wiedzieli, co się wydarzyło. Na pewno nie wiedzieli, jaka jest skala tych zdarzeń.

Ola: W związku z czym ci, którzy mieszkali w tym pasie…

Piotr: A nie, oni to w ogóle nie zostali poinformowani. Nawet jak ich ewakuowano, to nie mówiono im dlaczego.

Ola: W związku z czym oni pewnie zbierali grzyby, jagody.

Piotr: Tak, absolutnie wszystko zboża. Tam było normalnie przecież uprawy rolne, pastwiska. To wszystko funkcjonowało sobie przez kolejne miesiące, lata nawet.

Zachód owszem zorientował się. Gdzieś w połowie 1958 roku pojawiły się, czyli prawie rok po wydarzeniu, jakieś teksty w zachodniej prasie. Reakcje były bardzo mieszane.

Nie wiadomo było, bo te relacje były dziwne. Niektóre były straszne, inne bagatelizowały sprawę. Pisano o ofiarach, którym skóra zdziera się z twarzy, rąk odsłoniętych z części ciała.

Można przyjąć, że rzeczywiście… To przypomina objawy ostrej choroby popromiennej. Być może były takie przypadki.

Więcej nie wiemy niż wiemy. Natomiast w 1976 roku niejaki Józef Miedwiediew, który uciekł do Wielkiej Brytanii. Zresztą był w Związku Radzieckim prześladowany za krytykę Łysenki.

Tego co twierdził ich naczelny biolog, że się cechy nabyty dziedziczą. On uciekł do Wielkiej Brytanii i przedstawił tam więcej szczegółów. Najpierw go wyśmiano, twierdząc takie bzdury.

Potem się dopiero okazało, że nawet sami Rosjanie opublikowali jakieś badania, które to pośrednio potwierdzały. Tam bardzo sprytny ruch wykonano, bo w 1966 roku na tym najbardziej skażonym terenie utworzono rezerwat przyrody w Ostoczno-Uralski. Taki rezerwat przyrody, żeby zwierzątkom się dobrze żyło.

Przypadkiem objęto kompletnym zakazem wstępu te obszary najbardziej skażone. Rosja przyznała się do całej sprawy dopiero w 1992 roku. To była decyzja Jelcyna, żeby tego typu sprawy ujawniać.

Tu ciekawa sprawa. Okazało się dużo później, że CIA o wszystkim wiedziało. Zaraz po wybuchu, po 1957 roku mieli pełne informacje o tym, co się dzieje.

Nie postanowiono nie mówić o tym w ogóle w Ameryce, a to z tego względu, żeby nie stresować Amerykanów, którzy mieszkali w pobliżu elektrowni jądrowych i w ogóle, żeby nie wzbudzać paniki jądrowej. Ci też byli nieźli. Tu jeszcze ciekawostka.

Jeżeli ktoś kojarzy taki zespół U2, może parę osób kojarzy ten zespół U2, nazywa się od samolotu U2. Ten samolot U2, czyli U-dwa, niesamowita szpiegowska konstrukcja. Wciąż NASA wykorzystuje jedną z jego wersji do lotów.

Całkiem niedawno wyłapaliśmy, jak gdzieś leciał. Najsłynniejszym wydarzeniem związanym z tym samolotem był lot Gary'ego Powersa w maja 1960 roku. Ten lot się zakończył dość dramatycznie, dlatego, że Amerykanie byli przekonani, że nie da się zestrzelić tak wysoko lecącego samolotu, a Rosjanie powiedzieli, potrzymaj mi wódkę i okazało się, że mają rakiety, którymi są w stanie ten samolot zestrzelić, co też uczynili.

Gary Powers, czyli pilot, przeżył to. To było 1 maja, w trakcie parady się władze radzieckie dowiedziały o całej sprawie. Potem była wielka afera, wielka sensacja itd.

W końcu Powers wrócił do Stanów Zjednoczonych wymieniony za jakiegoś szpiega. To, co jest kluczowe, to to, że celem lotu Gary'ego Powersa były zakłady Majak. To był 1960 rok, czyli 3 lata po tym wypadku.

Można przyjąć założenie, że nie przypadkiem właśnie wtedy tam leciał, że badali prawdopodobnie skutki tego, co tam nastąpiło i jak to dalej wygląda. Podsumowując ten kawałek, pamiętajcie, to skażenie było znacznie większe, jeśli chodzi o poziom tych izotopów, które trafiły do środowiska, o liczbę osób, które zmarły w wyniku temu znacznie poważniejszy niż Czarnobyl. Tyle tylko, że nikt się tym już nie przejmuje.

Ja wiem, że to było przez wiele lat utajnione, ale wiemy o tym. Już wiemy od wielu lat, że takie coś nastąpiło, natomiast emocje z tym związane są praktycznie zerowe.

Ola: Tu na chwilę przypomnimy wam, że fajnie byłoby, jeżeli wam się ten podcast podoba, żebyście o nim opowiedzieli innym. Udostępnili go swoim znajomym w swoich sieciach społecznościowych. To byłoby dla nas naprawdę fajne rozwiązanie, bo więcej osób by się o tym dowiedziało, że mówimy tutaj o bardzo ciekawych rzeczach.

Piotr: A jak będziecie opowiadali o tym podcastie, to możecie mieć na sobie nasze koszulki, bo mamy też link do sklepu w opisie podcastu. Bardzo polecamy te koszulki. Jeszcze tylko tak wspominam o tym, że właśnie od tego odcinka podcastu zaczyna działać nasz patronite.

Też macie w opisie. Ale idziemy dalej.

0:50:34 Katastrofa w Texas City (1947)

Ola: Katastrofa w Texas City. 16 kwietnia 1947 roku. W ładowniach francuskiego statku Grand Camp, stojącego w porcie w Texas City w Stanach Zjednoczonych, wówczas zapaliło się i eksplodowało około 2300 ton saletry amonowej.

Tak, czyli azotanu amonu, o którym Piotr przed chwilą wspominał.

Piotr: Jeszcze o którym wspomnimy.

Ola: O którym nieraz jeszcze wspomnimy. Gigantyczna eksplozja wywołała serię pożarów i 4,5 metrową falę pływową i wskutek tego zginęło nie wiadomo dokładnie, ale od 400 do 600 osób, a około 4000 zostało rannych.

Piotr: Tak, to nie wiadomo. To jest przy tego typu katastrofach dość częste określenie.

Ola: Dość częste, bo niestety część tych osób zostało spopylonych albo zostało spłukanych do oceanu i gdzieś indziej wyrzuconych na ląd. W każdym razie wróćmy do przebiegu zdarzeń.

Piotr: Jak do tego doszło?

Ola: Rankiem 16 kwietnia 1947 roku francuski statek Grand Camp przygotowywał się do zakończenia załadunku partii nawozów sztucznych wyprodukowanych na bazie saletry amonowej, czyli tego azotanu amonu. Ten statek był przycumowany w porcie Texas City w pobliżu Galveston w stanie Texas w Stanach Zjednoczonych. Warto wiedzieć, że w tym czasie aż 1 trzecia tej saletry amonowej używanej jako nawóz sztuczny do produkcji nawozów sztucznych i też materiałów wybuchowych produkowana była w amerykańskich Stanach Nebraska i Iowa, m.in. w zakładach Monsanto i Union Carbide. To ta sama nazwa, ta sama firma, która była odpowiedzialna za katastrofę w Bhopalu. Na początku kwietnia 1947 roku ładunek saletry amonowej został wysłany koleją do Houston, też w stanie Texas, następnie do Texas City, do portu, by tam trafić na pokład Grand Campa. W trakcie procesu produkcyjnego ta saletry amonowa po to, by zapobiec zawilgoceniu została wymieszana, no nie wiadomo dokładnie, czy zgodnie z zaleceniami, z gliną, wazeliną, kalafonią i parafiną.

Taka mieszanka została zapakowana w papierowe worki i umieszczona w wagonach kolejowych. Generalnie takie zastrzeżenie, saletra amonowa to jest bardzo ważne, nie pali się, a na pewno nie jest łatwopalna. Jednakowoż aktywnie wspiera i zwiększa szybkość spalania w obecności materiałów łatwopalnych lub palnych.

Nawet jeżeli tam brakuje tlenu.

Piotr: Tak, o ile pamiętam jej główną cechą tu akurat dlatego istotną jest to, że rozkładając się w wysokiej temperaturze wydziela dużo tlenu, który zapewnia szybkie spalanie.

Ola: I tam po podgrzaniu ta saletra amonowa topi się, rozkłada, uwalnia toksyczne gazy, w tym tlenki azotu i amoniak przy nadmiernym ogrzaniu, np. podczas pożaru, może spowodować wybuch w zamkniętej przestrzeni. Właśnie fatalna sekwencja zdarzeń, która miała miejsce w porcie w Texas City bezpośrednio doprowadziła do tej katastrofy, do wybuchu w zamkniętej przestrzeni.

Tutaj taki czynnik miał duże znaczenie, ponieważ wypłynięcie Grand Campa z portu było opóźnione ze względu na to, że spóźnił się pociąg z saletrą amonową. W związku z czym, żeby zdążyć ze wszystkim na czas, załadunek rozpoczęto 16 kwietnia o wcześniejszej porze, o 7 rano zamiast o 8. No, ale problem w tym, że nie poinformowano o tym obsługi magazynów portowych, która otworzyła te magazyny dopiero o 8.

Jakie to miało znaczenie? A takie, że dokerzy, którzy mieli przeładowywać ten ładunek, czekali na załadunek na pokładzie statku, no, uwaga, paląc papierosy przy otwartych lukach ładowni. Co było formalnie zabronione, ale kierownik nie gonił, więc dlaczego nie.

O 8. Ci dokerzy, którzy już pewnie dymka zakończyli, rozpoczęli załadunek tego nawozu na statek. 10 minut później w jednej z ładowni Grand Campa pojawił się najpierw dym, a potem ogień.

Piotr: Przypadek…

Ola: I to jest po prostu coś strasznego. Głupota, nieświadomość. O tym jeszcze będziemy za chwilę rozmawiali.

Śledczy twierdzili później, że te warunki panujące w ładowni mogły sprzyjać samoczynnemu zapłonowi. Ale przecież, przypomnijmy, saletra amonowa nie pali się, więc musiałaby zapalić się jakaś inna substancja samoczynnie. W czasie transportu, to jest istotne, lub w magazynie portowym worki z nawozem znalazły się pod wpływem wysokiej temperatury, co aktywizowało chemicznie azotan amonu.

Według późniejszych zeznań robotników portowych te worki były ciepłe, kiedy je załadowywali. Późniejsze dochodzenie wykazało, że worki wykonane były z pojedynczej warstwy papieru i łatwo taką warstwę było przerwać. W związku z czym ta niebezpieczna zawartość, ta saletra sobie wesoło się sypała na podłogę i tam zalegała.

Później zalecono, aby worki na saletę amonową wykonywano z dwóch warstw papieru zwłocnionych asfaltem lub tkaniną. Ale wtedy tego nie zrobiono. W związku z czym wesoło sobie leżała na podłodze.

Prowadzący śledztwo nie wykluczali uwaga na sabotażu, czyli celowego podpalenia. Ale umówmy się, brzmi to trochę na wybrumany…

Piotr: Sabotażem jest jaranie fajek nad potencjalnym materiałem.

Ola: Dokładnie, jaranie beztroskie, fajek, rzucony niedopałek papierosa. Na władowni było przecież mnóstwo papierowych worków. Nie trudno, żeby taki papier się zajął.

Początkowo pożar usiłowano gasić wodą pitną obecną na pokładzie gaśnicami. Ale to zakończyło się niepowodzeniem. Potem wpuszczono do ładowni parę pod ciśnieniem po to, żeby ugaścić ten ogień bez uszkodzenia ładunku.

No wiadomo, uszkodzenie to straty. A chodziło o to, żeby to uszkodzili ci dokerzy i właściciele magazynów portowych, a nie sama załoga. Kto będzie za to płacił.

Piotr: Istotne to było.

Ola: Ta para spowodowała gwałtowną reakcję chemiczną, podczas której azotan amonu zaczął zamieniać się w parę wodną pod tlenek azotu, co gwałtownie zwiększyło temperaturę, doprowadzając do punktu krytycznego. Pożar zaczął się rozszerzać i dokładnie o 9.12 ten azotan amonu, czyli saletra amonowa, osiągnęła temperaturę krytyczną 454 stopni Celsjusza i statek natychmiast eksplodował, powodując gigantyczne zniszczenia, zabijając setki ludzi. Załoga i dokerzy zdążyli już wtedy opuścić pokład tego statku, ale wciąż znajdowali się na nabrzeżu.

Podobnie jak setki gapiów. Większość z nich zginęła w wybuchu, ale nie wszyscy. Nad miejscem pożaru krążyły dwa niewielkie samoloty.

One też obserwowały to, co tam się działo. Fala uderzeniowa pozbawiła je skrzydłem i oba się rozbiły. Ziemia i budynki zatrzęsły się.

Wyleciały szyby z nich. Zniszczenia dotknęły nawet Houston, położony o 60 km od Texas City. W samym Texas City mało które okno pozostały nietknięte, ale to nie było największym problemem.

Zaraz dojdę do tego, co się stało w Texas City. Eksplozja poprzewracała ludzi nawet na ulicach w odległym o 16 km Galveston. Strząsy odczuwano nawet w Louisianie, czyli 400 km dalej.

Eksplozja, jak można się domyślać, rozniosła tego Grand Campa, czyli ten statek na drobne kawałki i wyrzuciła w powietrze ponad 6 ton odłamków. Głównie stalowych, które z ponaddźwiękową prędkością leciały we wszystkie kierunki. Ważąca 1,5 tony, kotwica Grand Campa została wyrzucona tak mniej więcej 3 km dalej, gdzie zagłębiła się na 3 m w ziemię.

Po prostu jakiś kosmos. Teraz oficjalnie podano, że liczba ofiar katastrofy wyniosła 581 osób. Kolejne 113 osób uznano za zaginione.

Chodziło szczególnie o te osoby, które znajdowały się tuż obok statku, bo one zostały spopielone w wysokiej temperaturze lub rozerwane na strzępy. Wśród tych osób niestety było również 27 strażaków, którzy znajdowali się na pokładzie statku w chwili eksplozji. Ponad 5000 osób odniosło rany, z czego 1784 umieszczono w 21 szpitalach w pobliżu.

Naprawdę była to gigantyczna katastrofa. Ta eksplozja zniszczyła całkowicie teren doków, zmiotła z powierzchni ziemi większość sąsiadującego z portem kompleksu produkcyjnego. Były to zakłady chemiczne Monsanto Chemical Company, które również wytwarzały nawozy sztuczne.

I teraz do tego, co tam się stało, dołączyły kolejne eksplozje i teraz już chmura tego toksycznego dymu z ładowni i zakładów chemicznych wzniosła się na wysokość 600 metrów. Oprócz tego wybuch podniósł, tak jak już wspominałam na początku, 4,5 metrową falę pływową, takie lokalne tsunami, które wtargnęło do portu i miasta, niszcząc to, co jeszcze nie zostało zniszczone, czyli budynki, zabijając dziesiątki osób. Niektórzy zginęli natychmiast, inni zostali wciągnięci do wody, utonęli.

Wiele z tych ciał nigdy nie zostało odnalezionych. W powietrze poleciały te płonące odłamki ze statku i duża część wylądowała na terenach przemysłowych, nie tylko na terenie zakładów Monsanto, ale i innych, bo dodajmy, że cały teren portu to były zakłady przemysłowe, rafinerie, składy bawełny, a jakże. Wszystko zaczęło się palić.

Uszkodzone zostały pobliskie zbiorniki z ropą, których było mnóstwo. Zbiorniki z benzyną, rurociągi rafineryjne, których tam była cała masa. Jedno od drugiego powodowało kolejne eksplozje.

Pożary, rzeki ognia płynęły i to prowadziło do gigantycznych szkód. A tym nie koniec. Pobliski statek SS High Flyer, który przewoził ogromne ilości siarki.

Również zapalił się i eksplodował. A znajdujący się w pobliżu tankowce z tym razem z ropą naftową. Wpłonęły przez wiele dni.

Piotr: A to wszystko brzmi jakby ktoś ustawił sobie taką sytuację, żeby wszystko wybuchło, wszystko się spaliło i było jak najgorzej. Udało się.

Ola: Krajobraz po tej katastrofie przypominał pole bitwy. Świadkowie porównywali to do nieco wcześniejszego bombardowania przez samoloty niemieckie statku z amunicją w porcie w Bari we Włoszech w 1943 roku. To było w czasie wojny.

Dodajmy to już po wojnie. Całkowicie zniszczonych zostało ponad 500 domów w Texas City. Setki kolejnych uszkodzonych.

I to spowodowało, że 2 tysiące osób nie miało gdzie mieszkać. Oczywiście całkowicie zniszczony został port oraz wiele zakładów na jego terenie. Eksplozja i pożar uszkodziły ponad 1100 pojazdów w tym 362 wagony kolejowe.

Bo nie zapominajmy, że do portu dochodziła linia kolejowa, bo to był bardzo ważny port przeładunkowy. Umówmy się, że tam w tych wagonach one też pewnie nie stały puste. O tym już nie znalazłam informacji.

No w każdym razie straty szacowano na setki milionów dolarów i ta katastrofa w Texas City uważana jest do dziś powszechnie za najgroźniejszą katastrofę przemysłową w historii Stanów Zjednoczonych.

1:03:29 Saletra amonowa i wybuch w Oppau (1921)

Piotr: To teraz jeszcze parę słów o tej saletrze amonowej, bo ona nam tu powraca i właśnie zaraz znowu wróci. Tak jak Ola mówiła, to jest przede wszystkim nawóz, sztuczny nawóz, którego zadaniem jest dostarczanie azotu. To jest również substancja, która była wykorzystywana jako celowy materiał wybuchowy.

Dokładnie robi się to tak, że miesza się tę saletrę amonową z paliwem, z olejem napędowym, rzadziej z benzyną. On jest dosyć porowaty, można powiedzieć, więc nasiąka tym paliwem i to nie jest w kategoriach, powiedzmy, ładunków wybuchowych czy materiałów wybuchowych. To nie jest nic super, bo te nowoczesne materiały wybuchowe mają znacznie lepsze parametry, jeśli chodzi o chociażby tempo spalania czy coś.

Natomiast jest tani i prosty w transporcie. I powszechnie dostępny. I nikt nie śledzi, już teraz śledzą, ale właściwie zaczęto śledzić dobrze przepływ tej saletry, bo to i saletra potasowa i saletra amonowa po, zdaje się, Oklahoma City, gdzie został ten wybuch właśnie oparty był na saletrze i na takich beczkach wypełnionych saletrą z paliwem.

To jest też dlatego dość dobry do takich celów materiałów wybuchowych, że on nie wybucha łatwo. Żeby zainicjować tą eksplozję potrzeba zazwyczaj dość wysokiej temperatury, a najczęściej stosuje się jakieś detonatory w postaci np. dynamitu.

Przy czym domieszanie do saletry amonowej różnych składników, tu powiedziałaś o całej serii, parafina, calafonia, które są palne mocno. Często jest tak, że domieszanie tych składników obniża tą temperaturę zapłonu i to jest też kolejny problem z saletrą amonową, więc to jest wbrew pozorom dość nieprzewidywalna substancja. Tu jeszcze jedna ciekawostka.

Z saletry amonowej używali rolnicy w czasie wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych do wysadzania swoich domów. Kiedy wyrzucały ich z tych domów banki i po to, żeby znienawidzone banki nie mogły przejąć tych budynków, to oni całe swoje gospodarstwa właśnie saletrą amonową z paliwem wysadzali w powietrze. To było jedno z zastosowań tego nawozu.

Ola: To ja tutaj jeszcze odrobinę wyprzedzę bieg wypadków i się głośno zastanowię dlaczego substancja, która wywołała tyle wypadków i tyle spontanicznych wybuchów była traktowana z taką niefrasobliwością.

Piotr: Właśnie moim zdaniem dlatego, że to jest zwykły nawóz, że tysiące i miliony ludzi mają z nim do czynienia. Rozumiesz? Jak ktoś ci da do ręki kostkę, nie wiem, trotylu albo plastiku albo jakiegoś innego jeszcze nowszego materiału wybuchowego, to masz takie ojej.

Jest to coś niezwykłego nawet jeżeli ten materiał nie wybucha sam, a większość z nich tak łatwo nie wybucha to jakoś się go boisz. Natomiast to jest taki biały proszek. Saletra, proszę cię.

Wierzysz ręką, rozsiewasz po polu i nie ma problemu. Nikt się nim nie boi, nikt się nim nie przejmuje i też jego handel nim nie był kontrolowany. Teraz już częściowo jest, natomiast nie był i właściwie można było kupić dowolnie dużo i nie wzbudzało to żadnego zainteresowania.

A też właśnie w takich sytuacjach jak ta, którą opisujesz nikt się tym nie przejmował. Nie ładowali materiału wybuchowego, nie ładowali nawóz. Po prostu.

Zresztą to właśnie o czym mówimy jest też istotnym elementem następnej części opowieści. Bo tym razem przechodzimy do cofamy się do roku dwudziestego pierwszego tysiąc dziewięćset dwudziestego pierwszego. To taki ważny moment w ogóle, bo tak naprawdę te sztuczne nawozy ze wskazaniem na saletę amonową one się stały dostępne dopiero około tysiąc dziewięćsetnego roku.

Był intensywny rozwój rolnictwa, duże zapotrzebowanie na te nawozy. Początkowo używano obornika oczywiście, ale obornik jest w sumie mało efektywny przy takich dużych uprawach.

Ola: Potem, trudno się go przechowuje.

Piotr: To swoją drogą. Potem używano saletry chilejskiej. To tak naprawdę jest minerał, który zawiera właściwie jedyne miejsce, w którym taki minerał występuje.

To jest taka jedna długa bardzo i potężna żyła, którą eksploatowano bardzo intensywnie, ale nie wystarczało tej saletry chilejskiej. Jak rozumiem w Chile. Wow, brawo Watsonie.

I tak naprawdę bardzo dużo środków władowano w to, żeby odtworzyć ten materiał, żeby te nawozy amoniakalne powstały i właśnie przodowała w tym firma Basf. Kto pamięta kasety takie do magnetofonów, to kasety Basfa były jednymi z lepszych, ale to Basf jest bardzo dużym koncernem chemicznym. Może nie najbardziej znanym, ale bardzo dużym i intensywnym.

I Basf doskonale opracował technologię produkcji tej saletry amonowej i w 1911 postanowiono zbudować specjalny zakład azotowy w Oppau. To była miejscowość już w tej chwili to są przedmieścia Ludwigschaften takiego miasta, wtedy to była oddzielna miejscowość. No w każdym razie tam produkowano, to jest w ogóle bardzo złożony proces, mnóstwo czynników na niego wpływa.

Jeżeli ktoś zna dobrze niemiecki albo ma dobry translator, to bardzo polecam tekst na temat tego wypadku w niemieckiej Wikipedii. Tam można się dowiedzieć absolutnie wszystkiego. W każdym razie to co tam wytwarzano to była mieszanina siarczanu amonu i azotanu amonu, czyli naszej dobrze znanej saletry amonowej.

I bardzo ważną cechą, o której tu Szola wspomniała przez moment, to jest to, że ona jest silnie higroskopijna, czyli wchłania wilgoć. Bardzo silnie higroskopijna. Czyli to jak strzelono parą wodną do ładowni Grand Campa to ona wchłonęła to gwałtownie, ale ona w ogóle wchłania parę wodną z powietrza i wszelką wilgoć na jaką trafi i skawala się, twardnieje.

Dlatego się ją zawsze przechowuje w jakichś zamkniętych pojemnikach, bo po prostu robi się twarda jak skała można powiedzieć. To, co było w Oppau, to był naprawdę gigantyczny zakład. Oni produkowali bardzo dużo tej saletry.

Zmieniano trochę technologii i tak dalej. W każdym razie przechowywano ją w takich, to się nazywało silosell de facto to były takie specjalne konstrukcje budynki i ten materiał tam twardniał. On był tam wsypywany kolejnymi warstwami z kolejnych cykli produkcyjnych.

Dobrze nawet patrzono na to, żeby on się tam mieszał, dlatego że wiadomo było, że nie są w stanie utrzymać idealnie tej samej składu tego materiału, więc jak go magazynowano razem to on się trochę mieszał można powiedzieć uśredniał się ale twardniał i to tak, że nie dało się go używać bez rozdrobnienia. Do tego używano koparek, kilofów, ale to było bardzo nieefektywne bo to naprawdę były całe góry tego materiału. W związku z czym zastosowano uwaga, materiały wybuchowe do rozkruszania tego.

To tak samo jak się w kopalniach złoża węgla czy czegoś innego wysadza, tak i tutaj wysadzano.

Ola: Ale przecież tam byli chemicy na pokładzie.

Piotr: Tak, Basf to bardzo starannie przetestował w ogóle, to jest najlepsze. Wiem, że to brzmi jak najgorszy pomysł na świecie, zwłaszcza po tym co już wiemy. To był dwudziesty pierwszy rok, wtedy jeszcze nie wiedziano tak za wiele na ten temat, mimo że oni naprawdę do tego podeszli z stereotyp niemiecki, z skrupulatnością bardzo starannie to przetestowano.

Między innymi stwierdzono, że mieszanina musi zawierać przynajmniej 60% saletry amonowej, żeby w ogóle mogła wybuchnąć. Czyli było takie założenie, że jeżeli ma mniej niż 60% tej saletry, to nie jest groźna, nie ma z czym przejmować. Zresztą najważniejsze, to po przetestowaniu wprowadzano tę procedurę tego rozsadzania tej saletry wielokrotnie, stopniowo i robiono to mnóstwo ludzi.

Tam byli mistrzowie strzałowi. Byli mistrzowie strzałowi, którzy specjalizowali się w rozsadzaniu tej stwardniałej mieszaniny. Oni tam wiercili otwory, wkładali tam takie niewielkie zwykle dwugramowe ładunki.

Tam zwykle tych ładunków po kilka wchodziło do tej dziury. Wszystko było dobrze, wszystko było opracowane. I co poszło nie tak?

Wszystko było bardzo starannie. No, walnęło. 7.32, przypominam, to był dwudziesty pierwszy rok. Właśnie nie zapisałem sobie daty, ale to nic.

Ola: Ale za to mamy godzinę. 7.32 w roku 1921.

Piotr: Wybuchło, walnęło. Rozległ się bardzo potężny wybuch. Mówię, 7.32 to było dość wcześnie. Tam jeszcze do tego zakładu nie przyszło bardzo wiele osób. Nastąpił potężny wybuch i cztery sekundy później drugi. I ten to był naprawdę potężny.

To był wybuch o ogromnej sile, który rozniósł budynek i całą okolicę. To znaczy po tym silosie, potężnym budynku, nie zostało nic poza kraterem. Ten krater miał 20 metrów głębokości, 165 długości, 95 szerokości.

No to była ogromna dziura w ziemi.

Ola: To ja jeszcze dodam, że to było 21 września 1921.

Piotr: A, to dlatego mi się tak… No właśnie, 21 września, tak jak mówiłem. Dziękuję.

I to była eksplozja. Ja jej nie jestem w stanie porównać z tą w Texas City, dlatego że nie znalazłem wiarygodnego przelicznika. Natomiast może o zniszczeniach.

300 budynków, które się znajdowały w promieniu 500 metrów. To był naprawdę mocno zabudowany teren. 100 całkowicie zostało zniszczonych.

W Oppau zniszczonych lub uszkodzonych zostało ponad 3700 budynków. Domy były pouszkadzane nawet w odległości 75 kilometrów. I to konstrukcja domów.

Nie tylko, że wyleciały szyby. Sam huk słyszano w Monachium, które leży 300 kilometrów dalej. I teraz, co tam się właściwie stało?

Dowiedzieliśmy się bardzo wiele na temat tego, jak naprawdę zachowuje się sale Tramonowa po późniejszych badaniach. Między innymi stwierdzono, że zmienił się proces produkcji. Oni rzeczywiście modyfikowali ten proces stale.

Jednym z czynników, które starano się ograniczyć, to było to skawalanie się. Właśnie po to, żeby nie trzeba było tego rozsadzać. I zmieniono proces także między innymi.

Zmieniono wielkość kryształów. To jest bardzo skomplikowane. Krystalizowała w trakcie.

Opryskiwano ją solą. Cuda. Robiono rozmaite.

W każdym razie te kryształy stały się mniejsze niż wcześniej. A im mniejsze, im bardziej rozdrobniony taki materiał, tym łatwiej się pali. Po prostu szybciej się pali.

Druga sprawa. Udało się osiągnąć coś bardzo ważnego. Czyli zmniejszyć wilgotność tego materiału.

Więc on już na wstępie mniej się skawalał. Czyli był bardziej sypki. I w efekcie końcowym, te metody, które się sprawdzały przez kilka ładnych lat, to wysadzanie, które było wcześniej bezpieczne, nagle stało się już niebezpieczne.

Ola: Suche i drobne.

Piotr: Łatwiej się pali tak zwyczajnie. I to, co tam zaszło, to tych otworów było sporo. Tych ładunków wybuchowych było sporo.

One zostały wszystkie naraz odpalone. Czy po kolei były odpalane w tym samym cyklu. I na początku wybuchu wybuchła mniejsza porcja tej saletry.

Szacuje się, że to było 70-80 ton materiału. Ten wybuch poluzował resztę. Nagrzał ją.

I częściowo uniósł w powietrze. I 4 sekundy później kolejny malutki ładunek odpalił. I on już zapalił 400 ton tej saletry.

I to był ten najpotężniejszy, gigantyczny wybuch. Wiemy o śmierci 559 osób. To mało.

Bardzo mało jak na taki wybuch. Głównie dlatego, że ludzie jeszcze nie zdążyli przyjść do pracy. Zniszczenia dalej.

Było wiele osób rannych. Ale kompletnie nie wiadomo ile. To był 2021 rok.

Nikt się wtedy nie bawił w prowadzenie takich statystyk. Wiemy, że zmieniono potem bardzo radykalnie przepisy. Już nikt się nie bawił w wysadzanie itd.

Natomiast to był taki moment, kiedy właśnie uczyliśmy się dopiero o tym jak bardzo groźna jest saletra amonowa. Ale jak widać nie za wiele się nauczyliśmy.

1:17:33 Katastrofa górnicza w Benxi (1942)

Ola: Unia obfituje w duże katastrofy górnicze. I tu chcę wam opowiedzieć o największej z nich. I naprawdę makabrycznej.

I doszło do niej 26 kwietnia 1942 roku. W kopalni węgla i rudy żelaza w Benxi. W Chinach.

Kopalnia ta była zamkniętym obozem pracy przymusowej. Działającym pod nadzorem okupujących Mandżurię. Wówczas to się ten region nazywał Japończyków.

I w wyniku tej katastrofy zginęło 1549 chińskich górników. Być może więcej, ale to też nie były czasy, kiedy prowadzono skrupulatne statystyki.

Piotr: Zwłaszcza Japończycy na okupowanych terenach.

Ola: Ta kopalnia nazywana była przez Japończyków Honkeiko. Przez Chińczyków właśnie Benxi. I ona znajdowała się w prowincji Liaoning.

Sprawdziłam na mapie, na graniczy z Koreą Północną dzisiaj. I to była część kopalni węgla i żelaza założonej tam na początku XX wieku. I to było wspólne przedsięwzięcie chińsko-japońskie.

Które stopniowo przeszło pod całkowitą kontrolę Japończyków. Kiedy Japończycy najechali ten obszar w latach 30 XX wieku podczas wojny chińsko-japońskiej. Ona toczyła się w latach 1937-1945.

No to wówczas zmuszali chińskich robotników do pracy w kopalniach w tym regionie. Warunki w tych kopalniach były naprawdę okropne. I to brakowało jedzenia, a robotnicy chodzili obdarci.

Najczęściej bez butów. I szerzyły się epidemie jak tyfus, cholera. Japońscy nadzorcy byli bardzo okrutni.

Bili górników np. trzonkami od kilofów. Zmuszając ich w ten sposób do pracy.

I tego 26 kwietnia 1942 roku w jednym z szybów kopalni w Benxi nastąpił wybuch gazu. Składnikiem głównym tego gazu jest metan. Który dosyć często wybucha w kopalniach.

To się niestety zdarza również dzisiaj. Słyszy się od czasu do czasu o takich wypadkach w polskich kopalniach również. Ten wybuch gazu tam w tym 42 roku spowodował zapalenie się pyłu węglowego.

Co doprowadziło do pożaru. I ten pożar przemieścił się ku wejściu do kopalni. Tam gdzie było źródło powietrza.

Tak zgodnie z prawami fizyki. Aby szybciej ugasić ogień pilnujący wejścia japońscy nadzorcy odcięli górnikom drogę ucieczki. I zamknęli dopływ powietrza do kopalni.

Uszczelnili wejście do szybu i wyłączyli wentylację. W efekcie tych wielu rannych lub osób nie poszkodowanych bezpośrednio wskutek tego wybuchu czy też pożaru zmarło podczas prób opuszczenia kopalni i później śledztwo ustaliło, że przyczyną większości zgonów było zatrucie tlenkiem węgla, czyli czadem. Spowodowane zamknięciem systemu wentylacyjnego.

Podusili tych ludzi. To dopiero początek koszmaru. To co się potem tam rozgrywało było czymś koszmarnym.

Krewni ofiar i górnicy pracujący na powierzchni, którzy przybyli zasypanym na ratunek, byli odpychani przez strażników. W końcu ci Japończycy rozstawili wokół wejścia do tego szybu ogrodzenie pod napięciem, żeby utrzymać ludzi z dala od miejsca zdarzenia. I to wszystko doprowadziło do tego, że tych po prostu zamknięto w płonącym szybie kopalnianym mnóstwo ludzi i poczekano, aż oni zginą.

Wskutek katastrofy i tego celowego działania Japończyków zginęło 1549 górników. Już wspomniałam tę liczbę. I to stanowili ci ludzie 34% załogi.

No a 246 osób zostało rannych. To byli ci szczęśliwscy, którzy… Jeszcze zanim zamknięto to wejście.

Oczyszczenie szybu z ofiar zajęło 10 dni. Wiele ofiar było tak spalonych, że nie udało się ich zidentyfikować i pochowano ich wszystkich w masowym grobie. To były czasy, że się nie przejmowano jakimiś tam szczegółami, identyfikacją i tak dalej.

Po katastrofie ta kopalnia nadal działała. Nadal była eksploatowana przez Japończyków aż do sierpnia 1945 roku, kiedy to jak wiemy Japonia skapitulowała po zrzuceniu bomb atomowych na Hiroshima i Nagasaki przez Amerykanów. Wówczas chińscy górnicy przejęli kontrolę nad tym terenem.

To jest taka katastrofa, która mogłaby mieć dużo mniej dotkliwe skutki, gdyby nie celowe działanie tych oprawców, którzy przyczynili się do śmierci ponad 1500 osób.

1:23:07 Lawina błotna w Kureniwce, Kijów (1961)

Piotr: To jest w ogóle bardzo mało znany u nas temat, czyli poczynania Japończyków na okupowanych przez nich terenach. My słyszeliśmy co najwyżej, to tam jest naprawdę wciąż bardzo gorąca trauma i ten temat chociażby w Korei Południowej jest podnoszony teraz właśnie. Japończycy bardzo nie lubią, kiedy Koreańczycy na ten temat mówią.

To tylko taki dodatek do tej całej historii. Okej, to lecimy dalej. To teraz kolejne wydarzenie, które ma związek z czasami ZSRR i które oczywiście zostało utajnione jak wiele wydarzeń z tamtych czasów.

Od razu podam datę, żeby potem Ola nie musiała tego na hypcika szukać. To 13 marca 1961 roku. Miejsce to Kijów, stolica Ukrainy, a dokładniej dzielnica Kijowa, Kureniwce.

Ola: Wówczas to była część Związku Radzieckiego.

Piotr: Tak, oczywiście. Tam znajduje się miejsce o dość paskudnej historii. Nazywa się to Babijar.

Tu znalazłem informację, że chyba w XIV wieku ten teren odsprzedała kościołowi baba. Baba, czyli prawdopodobnie kobieta karczmarka, która pozbyła się tego terenu. Więc to był teren baby, babi, babijar.

I tak to do dzisiaj zostało. To jest rozległy teren, taki bardzo porozgałęziany, ten jar. I w XX wieku naprawdę historia tego stała się dramatyczna.

Zaczęło się od wielkiego głodu w Ukrainie 1932-1933 rok. Ten głód celowo wywołany przez Stalina. To dłuższa opowieść, bardzo dramatyczna i wciąż w Polsce bardzo mało znana.

Ola: Nazywa się to w Ukrainie Holodomor.

Piotr: Tak jest, dokładnie. W tym czasie, w tym Babijarze pochowano tysiące osób. Nie wiadomo ile to były osoby z terenu właśnie Kijowa.

Osoby, które po prostu umarły z głodu. Natomiast podczas II wojny światowej Niemcy, którzy zajęli Kijów, zrobili tam obóz, w którym przetrzymywano głównie Żydów, ale nie tylko. Ale też zrobili z tego Babiego Jaru miejsce kaźni.

Tam rozstrzeliwano ludzi i chowano ich na miejscu. Potem oszacowano, że to jest między 90 a 100 tysięcy osób, które zostały tam rozstrzelane i pochowane. Z tego mniej więcej 65-70 tysięcy osób to byli Żydzi.

Te wszystkie ciała zostały tam w tym Babimjarze na tym terenie pochowane. Potem, zaraz po zakończeniu wojny powstał plan budowy ogromnego pomnika w tym miejscu. Kluczowym elementem było tak naprawdę zasypanie tego Babiego Jaru, bo to było jedno wielkie cmentarzysko.

Nie było specjalnie szans na jakieś ekshumacje czy coś. Tych ciał było tam zbyt wiele. Postanowiono to wszystko zasypać, a dokładniej zalać można powiedzieć i utworzyć na tym park.

W 1950 roku już to była bardzo konkretna decyzja. Zdecydowano, że ten jar zostanie wypełniony odpadkami czy też takimi produkcyjnymi z pobliskiej cegielni, bo tam bardzo duża część skał nie była przetwarzana na cegły. Mieszano je z wodą i przepompowywano je do tego Babiego Jaru, który się stopniowo wypełniał.

Oczywiście, żeby się z niego to wszystko nie wylało to jedną z tych odnóg trzeba było zatkać. Po prostu utworzyć tam jakąś barierę, jakąś tamę. W każdej normalnej sytuacji, w każdym normalnym kraju prawdopodobnie byłaby to porządna, betonowa konstrukcja.

Doskonale już umiano takie robić, ale to był Związek Radziecki po wojnie. Wszyscy mieli wszystko w nosie z grubsza i postanowiono po prostu zrobić taki ziemny wał, taką ziemną zaporę.

Ola: Ile to wytrzymało? Bo to nie brzmi zbyt solidnie.

Piotr: To wytrzymało znacznie dłużej niż można się było spodziewać, bo wytrzymało w sumie 10 lat.

Ola: Jak przez 10 lat napełniano ten jar to to wytrzymało aż do momentu całkowitego zapełnienia i w 1961 roku wydarzyła się katastrofa.

Piotr: To nie do końca tak, bo on był porozgałęziany ten babijar, w związku z czym to była jedna z odnóg i ona się wypełniła rzeczywiście i ona w tym 61 roku ta tama, jak już się można spodziewać, puściła. W sumie tam wlano 4 mln m3 tego takiego błota, z gruzem, żeby to się nie wylewało, zatkane było, ale byle jak. I tutaj jesteśmy 13 marca, już poprzedniego dnia, czyli 12 marca 1961 roku, zaczęło się coś tam wylewać.

Już wcześniej nawet meldowano, że coś tam podcieka, ale generalnie zaczęło się pojawiać strumienie wody przelewające się przez tą tamę. Oczywiście zrobiono nic jak zwykle w takiej sytuacji, w takim miejscu. I 13 marca o 6.45 rano…

Ola: Tu jeszcze ludzie byli w domach, w łóżkach.

Piotr: Ludzie ruszali do pracy. Tama się zaczęła zapadać i mniej więcej 2 godziny później runęła. Nie wiadomo dokładnie, niektórzy mówią, że o 8.30, inni, że po 9.00, po prostu runęła. I to był potężny kawał, bo to miało ponoć 60 metrów szerokości. Wylała się stamtąd ta płynna maść, którą tam pompowano przez długi czas. Bo założenie było takie, że ta maść wyschnie i się zestali.

Natomiast nie wysychało w tym babimiarze tak jak trzeba i tam taka błotnista lawina runęła. Ona płynęła całkiem szybko, bo to było około 5 metrów na sekundę. 18 km na godzinę to jest mniej więcej tempo w miarę szybko jadącego roweru.

Dość szybko, żeby nie dało się przed tym uciec. To się rozlewało po całej dzielnicy i co gorsze, kiedy ta woda przestawała płynąć, to wszystko osiadało i zamieniało się w taką niemalże skałę. W takie bardzo utwardzone błoto, które miało w niektórych miejscach nawet 4 metry głębokości.

To był naprawdę ogromny potok tego wszystkiego. Zostało zniszczonych kilkadziesiąt domów. Nie wiadomo, ile osób zginęło.

Prawdopodobnie 1500 do 2000. Nie wiadomo, bo oczywiście wszystko zostało natychmiast bardzo starannie utajnione. Cały teren ogrodzono.

Nikt nie wiedział, co tam się tak naprawdę dzieje jeszcze przez kilka dni w Kijowie. Coś tam się wydarzyło, nie wiadomo było co. Wszystko ocenzurowano.

Nie wolno było samolotom cywilnym przelatywać w pobliżu tego miejsca, żeby z góry się nie dało zobaczyć, co tam się dzieje. Być może byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie to, że na drodze tej lewiny stanął stadion. Ten stadion zresztą też nie wytrzymał.

Na dachu tego stadionu było sporo gapiów, którzy obserwowali to ciekawe wydarzenie, bo to błoto się lało przez jakiś czas. W którymś momencie ten stadion runął częściowo i tych ludzi również to błoto pogrzebało. Tak naprawdę nie do końca też wiadomo, czy to utajnienie nie miało na celu nie tylko samego ukrycia, jak powiem w ogóle tego, że jakaś złe rzecz się dzieje w Związku Radzieckim, ale podejrzewano, że tam też KGB miało jakieś swoje sprawki, oni tam też ludzi chowali w tym jarze, więc nie bardzo chciano, żeby te sprawy zostały ujawnione.

Co więcej, kiedy likwidowano te straty, to nie kompletnie, jak powiem, nie podchodzono wedle współczesnych standardów do ludzkich szczątków, które stamtąd wypłynęły, bo przypominam, tam mnóstwo ludzi w tym jarze zostało pochowanych, w związku z czym były i szczątki ludzi, które stamtąd wypłynęły i ci ludzie, którzy zostali tam pogrzebani. Makabryczna historia, straszna opowieść i praktycznie nic o niej przez bardzo, bardzo wiele lat nie wiedziano.

1:32:23 Wybuch w Bejrucie (2020)

Ola: I wracamy do saletry amonowej, która, przypominam, spowodowała katastrofę w Oppau, katastrofę w Texas City, a również całkiem niedawno, bo w 2020 roku w Bejrucie, w Libanie, również wybuchła saletra amonowa, 4 sierpnia.

Piotr: Wszyscy pamiętają to wydarzenie, bo ono było głośne, to był czas pandemii, gdzie o wielu rzeczach, jak powiem, bardziej zwracaliśmy uwagę na to, co się dzieje.

Ola: Tak, ta saletra amonowa nie była składowana na statku, jak w Texas City, tylko w magazynie portowym. Zaraz o tym opowiem. I tam zginęły 204 osoby, ponad 6,5 tysiąca zostało rannych, a co najmniej 250 do 300 tysięcy ludzi w wyniku eksplozji straciło swoje domy.

Tak, to był teren bardzo gęsto zabudowany i to się właściwie w centrum, niemalże w centrum miasta wydarzyło. Tu warto wspomnieć o tym, że tuż przed eksplozją sytuacja w Bejrucie była bardzo, bardzo napięta. Kraj zmagał się z ogromnymi problemami ekonomicznymi, z gigantyczną inflacją, częste były przerwy w dostawach energii, nie działał system gospodarki odpadami, miasto zalewało śmiecie i to wszystko razem wywoływało niepokoje społeczne i na to jeszcze wszystko nałożyła się pierwsza fala pandemii COVID-19 i lockdown, który dzień przed katastrofą został nałożony na społeczeństwo libańskie.

I to oczywiście nie ma, to nie było przyczyną tej katastrofy, natomiast tu warto wiedzieć, jakie jest tło społeczne. 4 sierpnia przed południem robotnicy w bejruckim porcie na polecenie służby bezpieczeństwa mieli zabezpieczyć znajdujący się również w porcie magazyn numer 12. Mieli w nim załatać dziury, uszczelnić drzwi, żeby zapobiec kradzieżom.

To, co się później wydarzyło obiegło szeroką falą cały świat, bo robotnicy, owszem, zaspawali drzwi, a podczas spawania, co chyba nie jest specjalnie zaskakujące, sypały się iskry. Traf chciał, że w tak zabezpieczonym magazynie znajdowały się fajerwerki. No tak, fajerwerki, które, jak wiadomo, dosyć łatwo podpalić.

Te fajerwerki o godzinie 17.55 zapłonęły. Władze portowe w tym momencie wezwały Straż Pożarną do gaszenia pożaru na terenie magazynu numer 12. Straż Pożarna otrzymała powiadomienie, że zapaliły się sztuczne ognie.

Przyjechało dziesięcioro strażaków, którzy zastali na miejscu pożar znacznie potężniejszy niż się spodziewali, bo te sztuczne ognie to tak brzmią niewinnie, a one już dawały czadu, że tak powiem, przenośni. Strażacy zdążyli jeszcze wezwać wsparcie, aż o 18.08 miejscowego czasu wszystko gwałtownie i potężnie wybuchło. Co się okazało, szybko to ustalono, że przyczyną katastrofy tego wybuchu wielkiego nie były te fajerwerki same w sobie, ale to, co one odpaliły, a odpaliły oczywiście saletę amonową.

Składowano uwaga w tym samym, co fajerwerki w magazynie portowym. I ten sztuczny nawóz, skąd on się tam wziął? On już tam zalegał od roku 2014, czyli sześć lat leżał w porcie zapas ogromny, 2750 ton saletry amonowej, a więc jeszcze więcej niż na Grand Campie w Texas City.

I to był zapas skonfiskowany z zatrzymanego w porcie statku. Ja jeszcze za chwilę wrócę do tego statku, to też była niezła historia, ale przypominam, że tę saletrę amonową bardzo trudno jest zapalić. Potrzebuje mocnego zapalnika, nawet w postaci dynamitu albo w postaci płonących fajerwerków, które odpaliły tę saletrę, a kiedy temperatura przekroczyła poziom krytyczny.

Tutaj to już mamy najnowsze czasy, w związku z czym tutaj są dosyć dokładne szacunki tego, jaką siłę miał ten wybuch 2750 ton saletry amonowej. Porównuje się go do eksplozji 1155 ton trotylu i była to jedna z najsilniejszych eksplozji nienuklearnych spowodowanych przez człowieka i oszacowano ją również na ponad 7% mocy wybuchu bomby jądrowej, która została zrzucona na Hiroshima. Pożar w porcie gaszono przez całą noc, brały w tym udział liczne jednostki straży pożarnej oraz helikoptery Armii Libańskiej.

Eksplozja zniszczyła port w Bejrucie, wiele budynków w mieście, w tym trzy szpitale. Kolejne dwa uszkodziła. Wskutek tego mnóstwo rannych nie było dokąd odstawić do szpitali, więc operowano ich na przykład na parkingach przed szpitalami.

Dodajmy, że nie było również elektryczności, bo cała infrastruktura została zniszczona, wskutek czego w świetle latarek trwały operacje. Fala uderzeniowa uszkodziła budynki, nawet te oddalone o 10 kilometrów. Wybuch był słyszalny nawet na Cyprze, który znajduje się w odległości 240 kilometrów od miejsca zdarzenia.

Według danych USGS Amerykańskiej Służby Geologicznej ta fala sejsmiczna wywołana tym wybuchem miała magnitudę 3,3, w związku z czym to było całkiem potężne trzęsienie ziemi, a w miejscu eksplozji powstał krater o średnicy ponad 120 metrów. Naprawdę ogromny. Wskutek wybuchu zatonął stojący w porcie bejruckim wycieczkowiec Orient Queen i tam też kilka osób z załogi zginęło.

Został zniszczony okręt należący do sił zbrojnych ONZ w Libanie. Tutaj jeszcze jeden istotny szczegół ogromną stratą dla narodu libańskiego było zniszczenie krajowych zapasów żywności, których znaczną część składowano w porcie bejruckim. Przez ten port przechodziło około 3 czwarte importu, od którego Liban jest zależny i tu właśnie przechowywano państwowe zapasy zboża.

Eksplozja całkowicie zniszczyła ten największy w Libanie silos zbożowy, który sąsiadował bezpośrednio z magazynem z zapasem saletry amonowej. Tutaj ważna informacja, bo gdyby nie ten silos zbożowy, to być może ta katastrofa byłaby jeszcze większa, bo zboże po prostu pochłonęło znaczną część energii wybuchu idącą w tę właśnie stronę, dzięki czemu część miasta została osłonięta częściowo. Dodajmy, że magazyn wychodził na port, na morze, w związku z czym tam również…

Piotr: Znaczy był odsunięty od brzegu?

Ola: No tak, wylot magazynowy był skierowany ku morzu, w związku z czym tam również poszła część wybuchu i dzięki temu też miasto nie zostało tak mocno zrujnowane, jak mogło, gdyby nie te dwa czynniki. Jeszcze ważna informacja, w tych portowych magazynach znajdowały się też zapasy leków i szczepionek przeciw COVID-19 oraz środki ochrony osobistej dla służby zdrowia zmagającej się z epidemią właśnie w Bejrucie. W związku z czym jeszcze dodatkowo został Liban pozbawiony tych sposobów radzenia sobie z pandemią.

Piotr: Sierpień 2020 roku, przypomnijmy.

Ola: Skąd ta saletra? Wszyscy się zastanawiamy, zadajemy sobie to pytanie. Ona została skonfiskowana, tak jak już wspominałam, ze statku.

Ze statku zarejestrowanego w Mołdawii nazywał się MV Rhosus. 23 września 2013 roku wypłynął z Gruzji w kierunku Mozambiku no i zawinął po drodze do portu w Bejrucie.

Piotr: Mołdawski statek z Gruzji do Mozambiku?

Ola: Tak, z załogą ukraińsko-rosyjską.

Piotr: Żeby było prościej.

Ola: Jarmator chyba też Rosjanin. Zawinął do portu w Bejrucie. Nie wiadomo, czy aby załadować dodatkowy towar według innych źródeł z powodu problemów technicznych w każdym razie był w złym stanie technicznym.

Dodatkowo nie uiścił opłat portowych, a jeszcze załoga buntowała się, bo nie została opłacona przez armatora, wskutek czego w ogóle nie czuła się w żaden sposób odpowiedzialna za to, żeby płacić za okrętowanie w Libanie. W Bejrucie statek został zatrzymany przez służby portowe. Załoga go opuściła i tyle miała z tym wspólnego.

Statek już w tym czasie był określany jako pływająca bomba. Jego ładunek został przeniesiony do magazynu portowego numer 12 w 2014 roku. Czyli nie od razu.

On sobie tak spostał z tym ładunkiem z alety amonowej i dopiero później ona została przeniesiona do magazynu.

Piotr: W 2013 roku wypłynął.

Ola: Ponad 2000 ton salety amonowej to nie jest taki obojętny ładunek. W latach 2014-2017 służby celne wielokrotnie bezskutecznie zgłaszały konieczność usunięcia tego ładunku z magazynu portowego. Wprost mówiły o poważnym niebezpieczeństwie, jakie rodzi przechowywanie salety amonowej w nieodpowiednich warunkach.

I nic. Jak kamień w wodę nikt na to nie zwraca uwagi. Po tym jak katastrofa się wydarzyła w Bejrucie rozpętały się zamieszki.

Ludzie protestowali przeciwko temu co się dzieje. Przeciwko sytuacji, która doprowadziła do tego, że ten ładunek salety zalegał w tym porcie. Kto był za to odpowiedzialny?

W efekcie rząd Libanu podał się do dymisji. A ustępujący premier przyznał, że przyczyną tego wybuchu były te zaniedbania spowodowane ogromnym systemem korupcji, który jest potężniejszy od samego państwa. Tam nic nie działa, bo wszyscy dają w łapę i ładunek niebezpiecznych towarów może leżeć przez wiele lat i jest po prostu nieruszony.

Wskutek tego co tam się stało Liban już wcześniej pogrążony w kryzysie ekonomicznym i społecznym został dodatkowo dotknięty kryzysem humanitarnym, zpotęgowanym zniszczeniem szpitali, środków do walki z COVID-19 oraz utratą pięciuset łóżek szpitalnych. Tutaj szczęściem w nieszczęściu jest to, że ten silos zbożowy, który był zapasem jedzenia dla Libanu, jakby nie patrzeć, uchronił część miasta oraz to, że część wybuchu poszło w morze. Jednak trzeba mieć na uwadze to, że to był jeden z najgorszych wypadków przemysłowych w ogóle w historii znanej ludzkości.

1:44:58 Los Alfaques i zjawisko BLEVE (1978)

Piotr: Szczerze się jeszcze wydarzył w czasie i miejscu wyjątkowo niekorzystnym. No dobrze, to teraz już ostatnia z naszych historii w naszym najdłuższym w historii podcaście. To będzie też wybuch, to już spoiler, ale nie będzie to ani grama saletry amonowej, co może być pewnym zaskoczeniem.

Hiszpania to jest południowo-wschodnie w wybrzeże Hiszpanii Los Alfaques i mamy 11 lipca 1978 roku, czyli sam środek sezonu urlopowego. W tym miejscu jest kemping albo był? Nie, nadal jest.

I to jest taki kemping nad samym morzem, wiecie, jak się jedzie drogą i między tą drogą a morzem jest kemping, tam mnóstwo ludzi, super pogoda. W tym czasie na tym kempingu było około tysiąca osób. Na skraju tego kempingu też działała dyskoteka, ona się dopiero rozkręcała, dlatego że to jeszcze była tam około godziny 14.

Zaraz powiem dokładniej. W każdym razie mnóstwo ludzi, to w dodatku byli urlopowicze w dużej części z Niemiec, Hiszpanów też mnóstwo, ale z kilku krajów. Bardzo naprawdę atrakcyjne miejsce, takie idealne wymarzone na urlop.

Godzina 14.35. Ten kemping leży przy wąskiej drodze, takiej lokalnej. Jedzie nią potężna ciężarówka, taka można powiedzieć mocno niepasująca do takiego turystyczno-wypoczątkowego rejonu. Taki typowy ciągnik z naczepą, a ta naczepa to jest cysterna.

I to cysterna przystosowana do przewozu skroplonego gazu. Tu akurat wiozła propen. To jest gaz wykorzystywany w bardzo wielu kwestiach w przemyśle, m.in. do produkcji plastiku, do obróbki przygotowania benzyny. Zresztą ten gaz, ten propen wwieziony jest z rafinerii, która się tam znajduje kawałek stamtąd, do zakładów w Portolanów. W sumie to jest trasa 640 km. Ta trasa…

O tym, jak ona biegła i dlaczego tak, to jeszcze za chwileczkę powiem. W każdym razie to, co tu jest istotne, to jest to, że ta cysterna była przepełniona i wiozła ponad 23 t tego skroplonego gazu, podczas gdy powinna wieść najwyżej 19 t.

Ola: Co ciekawe… To się tam zmieściło.

Piotr: Tak, bo tam jest spory zapas. Najlepsze jest to, że nikt nie wiedział, ile ona właściwie wiezie, dlatego że w tej rafinerii, co później śledztwo wykazało, działy się rzeczy niebywałe. To już 1978 rok, czyli nie jakieś bardzo wczesne lata.

Ola: 1978.

Piotr: Nie 1978 po Chrystusie, naszej erze czy czymkolwiek. W tej rafinerii generalnie wszystko mano gdzieś. Nie było systemu mierzącego, ile dokładnie tam się tego gazu wpompowuje.

Więc tak generalnie pompowano, ile wlezie. Nie ważono, nie mierzono. Ten kierowca, który to prowadził, sam nie bardzo wiedział, co wiezie.

Wiedział, że jakiś gaz w jakiejś cysterni jest grubsza tyle. Natomiast to, co jest tutaj interesujące, to dlaczego on właściwie tamtędy jechał. Bo to nie była wygodna droga, dobra dla ciężarówki w żadnym wypadku.

Później okazało się, że prawdopodobnie jechał tamtędy, dlatego żeby nie płacić za autostradę. Bo jest owszem troszkę dłuższa, licząca około 700 km trasa, która jest jednak znacznie wygodniejsza, bo wjedzie z dala od wybrzeża autostradą, elegancko itd. Natomiast później okazało się, że on tuż przed odjazdem bardzo intensywnie się z kimś kłócił przez telefon i ludzie, którzy słyszeli fragmenty tej rozmowy, mówili, że prawdopodobnie kłócił się o to, czy zwrócą mu za przejazd autostradą.

Po prostu, czy mu tę opłatę autostradową oddadzą.

Ola: Dodajmy, że to były czasy, kiedy nie było telefonów komórkowych, więc on się kłócił przez telefon stacjonarny zanim odjechał.

Piotr: A potem już nie było tego kontaktu. No w każdym razie wyraźnie się nie wykłócił, bo pojechał tą drogą, która była znacznie mniej wygodna i znacznie mniej bezpieczna. Tak wyszło.

No w każdym razie jest ta godzina 14.35, samochód mija camping w Los Alfaques i nagle coś się dzieje. Nie wiemy do końca co. Tu są relacje świadków, są rozbieżne.

Jedni mówią, że z tego samochodu już wcześniej jak jechał, to coś tam ciekło, coś leciało. Inni mówią, że tuż przed wypadkiem usłyszeli huk. Ten huk to mogła być pęknięta opona, co by tłumaczyło to, co się działo dalej, bo samochód najprawdopodobniej, nie wiemy do końca, zjechał z drogi, mógł uderzyć w mur, który tam się znajdował przy tym kempingu.

W każdym razie tak czy inaczej nastąpiło rozszczelnienie tej cysterny. Przypominam, ona wiozła gaz. Ten gaz był w stanie płynnym.

Ten gaz był w stanie płynnym, dlatego że był pod zwiększonym ciśnieniem. Temperatura była znacznie wyższa niż temperatura skraplania się tego gazu. Ale przez to, że jest to standard, tak jak mamy butle gazowe, jakimi potrząśniemy, to w środku bulgocze.

Ten gaz jest w stanie płynnym, w ten sposób więcej go można upchnąć, a jest w stanie płynnym bez wysokie ciśnienie. W każdym razie rozszczelnił się i ten gaz zaczął wylatywać z tej cysterny gwałtownie i utworzył nad kempingiem taką chmurę.

Ola: Przechodzić w stan gazowy.

Piotr: Zawsze jest tak, że nad tą warstwą płynną jest trochę sprężonego gazu, który utrzymuje ciśnienie. Natomiast tu zaczął się to wydostawać w postaci gazowej, ale utworzyło taką chmurę nad kempingiem. Ona wyglądała intrygująco, bo ludzie nawet zaczęli się schodzić w stronę tej cysterny, żeby zobaczyć, co tam jest.

W tym momencie tej cysterny już nie było widać, na tyle dużo tej chmury było. Chmura rozprzestrzeniła się nad kempingiem i dotarła do tej dyskoteki. Najprawdopodobniej tam nastąpił zapłon.

Tak później to oceniono. Co się stało? Ten gaz się zapalił i jak po lącie ten płomień cofnął się do cysterny.

Wleciał do tej cysterny, wpadł do jej wnętrza i spowodował potworną eksplozję. Powstała gigantyczna kula ognia. Temperatura sięgnęła tam prawdopodobnie około 1000 stopni Celsjusza.

Zniszczyła dosłownie wszystko. Spopiliła w promieniu 90 metrów. W promieniu 300 metrów od tego epicentrum wybuchu właściwie wszystko zostało podpalone.

Powstał krater płytki, mający 1,5 m, ale też 20 m w średnicy. Takie zagłębienie. Zburzone zostały budynki kempingu.

Spalone te namioty, przyczepy, samochody no i oczywiście ludzie. To oczywiście tak jak w takiej sytuacji nie był koniec z tego co tam się działo, dlatego że podpalone samochody zaczęły wybuchać. Zaczęły wybuchać butle gazowe, które ludzie mieli na tym kempingu.

Zaczęły się palić tam kolejne rzeczy. Generalnie wyglądało to makabrycznie. Na miejscu zginęło 157 osób.

Praktycznie natychmiast w wyniku tego wybuchu. O tym kiedy on się zdarzył, że to jest akurat 14.35 wiemy stąd, że znaleziono zwłoki tego kierowcy i na jego ręce był zegarek, który się zatrzymał dokładnie o 14.35. Natomiast ta ciężarówka została rozerwana. Ta naczepa zablokowała dokładnie drogę.

Rozerwała się na trzy części i niejako automatycznie rozdzieliła całą akcję ratunkową na dwie części. Mówię o tym dlatego, że zupełnie oddzielnie te akcje były prowadzone. Tam innej drogi dojazdowej nie było.

Szczęście mieli ci, którzy byli po północnej stronie, dlatego że tamtej pomocy udzielano prawidłowo. Zjechały się szybciej karetki. Transport był lepiej zorganizowany.

Natomiast ci, którzy jechali na południe, mieli pecha, bo wielu pacjentów zmarło w drodze. To potem też było oddzielne śledztwo dlaczego tak było, ale tamta opieka była źle zorganizowana. Część pacjentów doznało silnego wstrząsu jeszcze w drodze.

Część dojechała już nieżywych. Ostateczny bilans to jest 217 osób zmarłych, ponad 300 rannych. Bardzo trudna była identyfikacja zwłok, dlatego że w 1978 roku jeszcze nie było badań DNA, takich, żeby można było na tej podstawie identyfikować.

Ludzie, jak to na kempingu, nad morzem, byli skąpoubrani, mieli jakieś kostiumy kąpielowe, czyli brakowało im tego, po czym się często zwłoki daje zidentyfikować. Jakieś właśnie elementy ubrania, biżuterii.

Ola: Dokumenty ludzie przecież nosili w kieszeniach często. Pod warunkiem, że mieli te kieszenia.

Piotr: Dodatkowo nie wiadomo było, kto tam był w ogóle na tym kempingu, dlatego że spłonął kompletnie budynek, w którym trzymano całą dokumentację, jak ludzie się meldowali na kempingu. Wszystko to spłonęło, więc bardzo długą, bardzo żmudną pracą było określenie, kto tam był. Później zidentyfikowanie tych osób.

W sumie ostatecznie udało się wszystkich zidentyfikować, chociaż nie było to łatwe i trwało to bardzo długo. Oczywiście śledztwo. Śledztwo wykazało mnóstwo błędów.

Przede wszystkim ta ciężarówka była przeładowana. Wybrała gorszą, tańszą drogę. Kierowca wybrał, bo chciał zaoszczędzić.

W samej ciężarówce brakowało zaworów upustowych, czyli takich zaworów, które zmniejszałyby ciśnienie i być może nie doprowadziły do tej końcowej eksplozji. Później okazało się, że tą ciężarówką przewożono materiały, których absolutnie nie powinno się nią wozić, czyli m.in. amoniak. Ten amoniak powodował korozję całej tej konstrukcji i najprawdopodobniej, gdyby nie mikropęknięcia, które tam później udało się stwierdzić w tych resztkach tej ciężarówki, wywołane nie eksplozją, tylko wcześniejszą właśnie korozją, prawdopodobnie ona by wytrzymała.

To znaczy ten powracający płomień nie rozerwałby jej natychmiast. Tak są te cysterny konstruowane, że one powinny przetrwać przynajmniej tyle czasu, żeby ludzie zdążyli stamtąd uciec. Natomiast tu wybuchło to natychmiast.

Do tego dochodzi całe mnóstwo zaniedbań w rafinerii. To, że ten kierowca nie wiedział, co wiezie. On w ogóle nie był przeszkolony do przewożenia takich ładunków, bo uznano, że ponieważ ma 20 lat doświadczenia w jeżdżeniu z tymi ciężarówkami, to mu to wystarczy i nie trzeba go dodatkowo szkolić.

Ola: Czyli wie wszystko już na temat groźnych przewozów chemicznych.

Piotr: Absolutnie. Nie miał możliwości monitorowania tego. Nie wiedział, tak jak mówiłem, że ta ciężarówka jest przepełniona.

Generalnie, jak zwykle w takiej sytuacji, całe mnóstwo się nałożyło. I tu jeszcze na koniec tylko powiem o tym, że to jest w ogóle bardzo, tak jak o tej saletrze amonowej mówiliśmy x razy, tu można by utworzyć całą opowieść o takim rodzaju wybuchu. On nosi taką nazwę BLEVI.

To jest skrót BLEVE od, jak powiem, oficjalna nazwa Wybuch Rozszerzających się Par Wrzącej Cieczy, czyli Boiling Liquid Expanding Vapor Explosion. Od tego ten skrót. Generalnie, tak jak mówiłem, stabilnie w transporcie przewodzi się gaz, w ten sposób używamy ciecz.

Nad nią jest gaz pod dużym ciśnieniem. Ciecz jest w stanie płynnym, jest cieczą, bo to wysokie ciśnienie to wszystko stabilizuje. Ale temperatura wokół jest powyżej temperatury wrzenia.

Gdyby nie to ciśnienie, to ta ciecz by zaczęła wrzeć. Właśnie, kiedy nastąpi jakieś rozszczelnienie, tak jak to tutaj miało miejsce, to ten gaz nad cieczą zaczyna stamtąd uciekać. Czyli ciśnienie się obniża, ciecz zaczyna wrzeć, czyli bardzo szybko przechodzi stan gazowy, rozpyla się i szybko zaczyna tworzyć taką chmurę gazu wymieszanego z powietrzem.

I takie coś jest bardzo podatne na eksplozje. Te eksplozje są niezwykle silne, dlatego że taki rozpylony gaz o dużym jeszcze stężeniu, wymieszany z powietrzem, z tlenem, pali się błyskawicznie. Dlatego tutaj ważne są te zawory upustowe, które uwalniają nadmiar gazu, kiedy to się wszystko grzeje i zapobiegają gwałtownemu rozprężeniu.

Te zawory upustowe powinny działać, powinny być i nie działają. Gdybyście chcieli zobaczyć, jak to dokładnie przebiega, powiem szczerze, że warto. W opisie jest link do filmu na YouTubie, gdzie jest bardzo starannie wyjaśnione to zjawisko.

Zresztą warto powiedzieć, że to jest zjawisko, które bardzo często się pojawia przy katastrofach kolejowych. Dlatego że koleją się często transportuje gaz w stanie płynnym. Chociażby katastrofa kolejowa w Białymstoku z 2010 roku.

Tam na szczęście nikt nie zginął. Natomiast straty były ogromne. To właśnie była cysterna orlenowska, w której wystąpił ten szczególny rodzaj wybuchu, ten blewi.

Także to jest takie zjawisko. Jak to kogoś to interesuje, warto się temu przyjrzeć, bo temat jest ciekawy i na pewno bardzo efektowny.

1:59:33 Zakończenie

Ola: Zbliżamy się do końca naszego podcastu. Prosimy, powiedzcie innym o naszym podcaście. Podzielcie się w swoich sieciach społecznościowych.

To informacje, że istniejemy, że robimy podcasty i że staramy się mówić o nauce w sposób fascynujący i zajmujący.

Piotr: Tak jest. Wszystkie statystyki pokazują, że to jest ten moment, w którym już nas nie słuchacie. Gwałtownie spada słuchalność.

W związku z tym tych, co jeszcze nas słuchają, to serdecznie pozdrawiamy i zachęcamy do kupienia naszych koszulek i do pisania do nas na adres podcast@crazynauka.pl na temat tego, co wam się podoba, nie podoba. Ostatnia rzecz…

Ola: Subskrybujcie nasz podcast na platformach tych najważniejszych i tych mniej ważnych. To najskuteczniejszy sposób, by dostawać powiadomienia o nowych odcinkach.

Piotr: Dobra i naprawdę ostatnia rzecz. Patronite Crazy Nauki, który właśnie ruszył w nowej formie. Zapraszamy, gdyby ktoś chciał nas tam wesprzeć.

Będzie nam bardzo, bardzo miło.

Ola: Dzięki i do usłyszenia.

Źródła

Katastrofa w Bhopalu https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1142333/

Katastrofa kysztymska https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1352231099003039 https://en.wikipedia.org/wiki/Kyshtym_disaster https://pl.wikipedia.org/wiki/Majak_(Rosja)

Katastrofa w Texas City https://www.britannica.com/event/Texas-City-explosion-of-1947 https://www.jstor.org/stable/26162551 https://houstonhistorymagazine.org/wp-content/uploads/2018/04/Texas-City-Disaster.pdf https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_w_Texas_City

Oppau 1921 https://de.wikipedia.org/wiki/Explosion_des_Oppauer_Stickstoffwerkes

Katastrofa górnicza w kopalni w Benxi https://www.mining-technology.com/features/feature-world-worst-coal-mining-disasters-china

Katastrofa kureniwska https://uk.wikipedia.org/wiki/Куренівська_трагедія

Eksplozja w Bejrucie https://www.reuters.com/article/us-lebanon-security-blast-documents-excl-idUSKCN2562L7 https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksplozja_w_Bejrucie_(2020)

Wybuch cysterny (zjawisko BLEVE) https://www.youtube.com/watch?v=UM0jtD_OWLU https://en.wikipedia.org/wiki/Los_Alfaques_disaster https://en.wikipedia.org/wiki/ANFO

Źródła

Katastrofa w Bhopalu

Katastrofa kysztymska

Katastrofa w Texas City

Katastrofa górnicza w kopalni w Benxi

Eksplozja w Bejrucie