Podcast Crazy Nauka · odc. 10

Katastrofy z głupoty, chciwości i złej woli, czyli jak 'zniknąć’ jezioro i zasuszyć ziemię

17-08-2022 · 56 min · Tematyczny, Katastrofy, Klimat i środowisko

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Ogromne jeziora, które znikają w ciągu kilkudziesięciu lat. Katastrofalne burze pyłowe spowodowane głupotą człowieka. Konflikty, w których bronią staje się woda. W tym odcinku mówimy o tym, jak ludzie pakują się z łapami tam, gdzie nie powinni, a potem często gorzko tego żałują. Oraz o tym, co się dzieje, gdy woda jest tak cenna, że warto komuś ukraść całą rzekę. Albo wiele rzek.

Linki do odcinka:

Jezioro Aralskie

Badania pokazują, że do 2025 roku Jezioro Aralskie całkowicie wyschnie:

english.cas.cn/newsroom/archive/research_archive/rp2018/2…

Dust Bowl

en.wikipedia.org/wiki/Dust_Bowl

britannica.com/place/Great-Plains

Raport z 1935 roku:

fraser.stlouisfed.org/title/drought-1934-834

Jezioro Czad

en.wikipedia.org/wiki/Lake_Chad

ourworld.unu.edu/en/sucking-dry-an-african-giant

Wojny o wodę

voanews.com/a/un-experts-warn-of-serious-water-problems-f…

thearabweekly.com/iraqi-kurd-farmers-battle-drought-iran-…

thearabweekly.com/iraq-asks-turkey-release-more-water-alo…

gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8237493,iran-irak-ko…

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:09 Wstęp

Piotr: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: A w najnowszym odcinku opowiemy wam o suszach, znikających jeziorach, znikających rzekach, czyli o katastrofach wywołanych przez ludzi niechcący, z głupoty i chciwości, albo żeby zabrać wodę innym, czyli celowo.

Piotr: Sporo w tym będzie polityki, ale się na niej nie będziemy skupiali. Ludzie potrafią robić dziwne rzeczy, sami się przekonacie, ale zanim o tym, musimy wam podziękować przede wszystkim.

Ola: Podziękować i troszkę się pochwalić. Dziękujemy wam za to, że tak spopularyzowaliście nasz podcast, że dotarł aż na 11. miejsce zestawienia najpopularniejszych w Polsce podcastów na platformie Spotify.

Piotr: Tak jest, śledziliśmy to z wypiekami i sprawdzaliśmy, jak pięknie nam rośnie. Żeby to utrzymać, musimy dzielnie walczyć, więc będziemy się starali zdobywać waszą uwagę. Jeszcze mała ciekawostka: przy okazji śledzenia tego wypatrzyliśmy, że znaleźliśmy się na 49. miejscu brytyjskiego zestawienia najpopularniejszych podcastów w kategorii nauka. To raczej ciekawostka, ale super fajnie, jeszcze gdzieś się znajdziemy, będziemy to tropili i śledzili.

Ola: Zmobilizowaliście nas dzięki temu do tego, żebyśmy się bardziej starali, a my ze swojej strony prosimy o to, żebyście zasubskrybowali nasz podcast, bo dzięki temu będziecie na bieżąco z tym, co przygotowujemy, co wypuszczamy.

Piotr: Gdzie go można słuchać, znajdziecie oczywiście w opisie, ale też powiedzcie o nim innym, bo to jest najlepszy sposób na to, żeby więcej ludzi nas słuchało.

Ola: A jeżeli macie do nas jakieś pytania, uwagi, coś chcecie nam przekazać, piszcie do nas na adres podcast@crazynauka.pl.

0:01:53 Jezioro Aralskie – susza zaprogramowana przez ZSRR

Ola: Ale do rzeczy. Taką pierwszą katastrofą wywołaną przez człowieka, która kojarzy się z ogromną suszą i ogromnym zniszczeniem, jest katastrofa Jeziora Aralskiego, nazywanego niegdyś Morzem Aralskim, bo było ogromne i było czwartym co do wielkości jeziorem na świecie. W 2009 roku było już na 18. miejscu. Teraz nie ma już takich najnowszych danych, bo nie ma już Jeziora Aralskiego. Są cztery oddzielne zbiorniki, z czego jeden okresowo wysycha.

Piotr: Stawy Aralskie.

Ola: Niestety tak, a badania pokazują, i w opisie znajdziecie link, że do 2025 roku Jezioro Aralskie wyschnie całkowicie. To ogromna, dramatyczna katastrofa dla tego regionu, a tak naprawdę działanie rozmyślne, zaprogramowane przez władze radzieckie. W 1918 roku rząd ZSRR podjął decyzję, żeby na suchych połaciach późniejszych republik radzieckich, kazachskiej, uzbeckiej i turkmeńskiej, wzdłuż rzek Amu-darii i Syr-darii, uprawiać na wielką skalę bawełnę. Miała być motorem napędowym tego regionu. Różne regiony decyzją władz radzieckich uzyskiwały swoje priorytety, a tam właśnie miała być uprawiana bawełna. Nie szkodzi, że klimat półpustynny, nie szkodzi, że sucho. I tak było: zaczęto przekierowywać wodę z tych rzek do nawadniania pól bawełny.

Piotr: To były rzeki, które zasilały to jezioro, czy też wcześniejsze morze?

Ola: Absolutnie, to były rzeki, które zasilały wcześniejsze Morze Aralskie. Na początku nie było widać określonych zmian. Budowa kanałów przecinających te pustynne obszary Karakum prowadzona była na wielką skalę od lat 30. w Związku Radzieckim, i odbywała się wbrew wszelkim zasadom sztuki hydrologicznej. Naukowcy raportowali, że od 30, być może do 70 procent wody odbieranej tymi kanałami z rzek Syr-daria i Amu-daria, która miała docelowo trafiać do Jeziora Aralskiego, wyparowywała z tych kanałów albo wsiąkała w glebę. Kanały nie były należycie uszczelnione, woda nie docierała ani do upraw, ani do jeziora, po prostu uciekała.

Piotr: Czyli udało się, zamiast doprowadzić gdzieś wodę, radykalnie zwiększyć powierzchnię parowania i wsiąkania.

Ola: Absolutnie tak. Dopiero od lat 60. – a ten system długo się ostał – zaczęto obserwować systematyczne opadanie lustra wody w jeziorze. Na początku opadało w tempie około 20 centymetrów rocznie, w następnej dekadzie, w latach 70., już pół metra rocznie, a potem zaczęło przyspieszać, aż w czasach najnowszych jezioro w błyskawicznym tempie wyparowało, zniknęło. To wszystko doprowadziło do jednej z największych katastrof ekologicznych w historii ludzkości. Mimo że władze radzieckie przez wiele dziesięcioleci dostawały sygnały, że te działania doprowadzą do wyschnięcia jeziora, ignorowały to z przyczyn politycznych. Uznano, cytuję, że istnienie Jeziora Aralskiego jest oczywistą pomyłką natury, a bieżące potrzeby społeczeństwa sowieckiego i Uzbekistanu są ważniejsze od opinii ekologów.

Liczby zdawały się stać za władzami radzieckimi, bo Uzbekistan urósł do roli jednego z największych producentów i eksporterów bawełny na świecie i dzięki tej bawełnie zaczął funkcjonować. Co więcej, oprócz monokultur bawełny zaczęto tam tworzyć również monokultury upraw ryżu. Rozumiecie? To jakieś szaleństwo: kraj, który ma niedobory wody, w którym panuje półpustynny albo pustynny klimat, zaczyna hodować ryż. Tak właśnie postępowały władze radzieckie. Ryż wymaga wody stojącej, przypominam, więc to wszystko jeszcze zwiększało powierzchnię parowania. Gdy to się zaczęło załamywać, w latach 80-90, załamał się przemysł przetwórstwa rybnego. Nie było już ryb. Ludzie, którzy tam mieszkali, zaczęli się masowo przenosić nad Morze Kaspijskie, 100 tysięcy ludzi wyemigrowało z tego regionu.

To, co zostało po Morzu, czy też Jeziorze Aralskim: po pierwsze, zwierzęta wymarły na skutek drastycznego zasolenia tego akwenu. W niecce powstałej po jeziorze zgromadziły się ogromne ilości zanieczyszczeń spływających z pól, nawozów. To dziś miejsce niezdrowe, toksyczne. Co więcej, ludność zaczęła chorować na choroby takie jak gruźlica, tyfus, niedokrwistość, spowodowane właśnie tym, co się działo z całym tym obszarem. Załamała się turystyka, jeden z głównych motorów napędowych tego regionu. Powiem jeszcze ciekawostkę: turystyka się obecnie odradza, oczywiście nie w takiej skali. To ciekawostka dość smutna, bo obecnie jest to turystyka katastroficzna, tak zwane post-apo. Znalazłam taką nazwę, istnieje coś takiego.

Ola: Sam byłeś w Czarnobylu. Właśnie Prypeć, Czarnobyl.

Piotr: Ale ono jeszcze funkcjonuje?

Ola: Nie, tam są ruiny, ale wiadomo, że prowadzono tam prace na przykład nad wąglikiem i różnymi innymi patogenami, które mogły być wykorzystane jako broń biologiczna. Jeszcze jedno na koniec dorzucę: to, co się stało z tym jeziorem, sprawiło, że zmienił się klimat w całej okolicy. To było nieuniknione. Stał się bardzo mocno kontynentalny. Co to oznacza? Że są ogromne wahania temperatury. Lata są upalne i suche, zimy mroźne i również suche, a różnica między najwyższą i najniższą temperaturą w ciągu roku może sięgać nawet 100 stopni Celsjusza, minus 50 kontra plus 50 stopni. To absolutnie nic dziwnego w tamtej okolicy, tam po prostu nie da się żyć. W miejsce jeziora powstała pustynia, nazywana obecnie Aralkum. Jej powierzchnia wynosi 50 tysięcy kilometrów kwadratowych, to tylko nieco mniej niż wynosiła wyjściowa powierzchnia Jeziora Aralskiego. Jest zanieczyszczona, tak jak wspominałam, pestycydami, nawozami, które wcześniej spływały do zbiornika. Widać więc, do czego może doprowadzić działalność ludzi. I to nie głupota, tylko celowe wyrachowanie.

Piotr: To coś pomiędzy. Z jednej strony celowe wyrachowanie, z drugiej oni olali część tych przyszłych skutków. Albo myśleli w perspektywie 10 lat, czy dopóki byli u żłoba, bo to też często bywa.

Ola: W perspektywie 10 lat to trochę więcej niż w naszej polityce. Ale odejdźmy już od tego.

0:10:54 Jezioro Czad – znikające morze Afryki

Piotr: To ja w takim razie troszkę podobny wątek: Jezioro Czad. Tu z kolei przenosimy się do Afryki. Jakbyście sobie spojrzeli na Afrykę, to tam jest Sahara, a tuż pod tą Saharą jest kraj o nazwie Czad, którego nazwa wzięła się właśnie od jeziora. Kiedyś było gigantyczne, właściwie można powiedzieć, że to było morze – to moja ulubiona nazwa, tak się je teraz nazywa: Mega-Czad. Miało powierzchnię mniej więcej taką jak powierzchnia Polski, nawet trochę większą, 350 tysięcy kilometrów kwadratowych. To było dość dawno, nie ukrywam, jakieś 7 tysięcy lat temu, i był to jeden z największych zbiorników wodnych w Afryce, jeden z większych śródlądowych na Ziemi. Ale to dawno i nieprawda, zaczęły się tam dziać rzeczy dość dziwne. Wynika to przede wszystkim z charakteru tego jeziora: to jezioro bezodpływowe, czyli woda tam wpływa, ale nie ma gdzie dalej płynąć, po prostu paruje.

Ola: Dodam, że Jezioro Aralskie również było bezodpływowe, to jakby cecha charakterystyczna tych ginących zbiorników.

Piotr: Tak, to jest zresztą jezioro bezodpływowe, chociaż teoretycznie mogą być wszędzie, charakterystyczne są szczególnie dla takich obszarów, gdzie jest gorąco, właśnie okołopustynnych. Żeby jezioro było bezodpływowe, musi być na tyle duże parowanie, żeby zrównoważyć dopływ wody do niego. Co ciekawe, Jezioro Czad teoretycznie powinno być bardzo mocno zasolone, a nie jest. Nie do końca wiadomo dlaczego, bo zwykle jest tak, że kiedy rzeki dowożą tam wodę, a ona potem tylko odparowuje, to pozostają wszelkie sole mineralne tam naniesione. Tu najwyraźniej tych soli mineralnych nie ma dość dużo, bo jezioro jest całkiem słodkie.

Ola: W przeciwieństwie do Jeziora Aralskiego, które jest skrajnie zasolone.

Piotr: A no właśnie, dlatego Czad jest trochę dziwny. Ale co się tam właściwie dzieje i dlaczego o nim mówimy? To jezioro, które już prawie zniknęło. I to jest trochę bardziej skomplikowane, bo przy Morzu, Jeziorze Aralskim wiadomo dokładnie, co zrobili Rosjanie, co przeprowadził Związek Radziecki. Tu sytuacja nie jest taka prosta, więc może najpierw fakty. Tempo znikania tego jeziora jest, można powiedzieć, zadziwiające, bo to przemiany, które zaszły w ciągu dosłownie kilkudziesięciu lat. Można powiedzieć, że kiedy ja się rodziłem, w 1974 roku, to jezioro miało jakieś 25 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni. Zresztą jeżeli spojrzycie na mapę – znowu odsyłamy do opisu, będzie tam link do mapy, taką zwykłą, nawet na Mapach Google'a, niekoniecznie satelitarną – to widać zarys tej jeszcze nie tak dawnej powierzchni jeziora. Obecnie nie do końca wiadomo, jaką ma powierzchnię, ale to powierzchnia rzędu tysiąca kilometrów kwadratowych, chociaż i tę liczbę się kwestionuje, bo w latach 80. spadła nawet poniżej 500 kilometrów kwadratowych. Obecnie twierdzi się, że właściwie nie wiadomo, ile z tego jeziora w ogóle zostało, bo spora część tego, co się jeszcze zalicza do jeziora, to po prostu tereny podmokłe, i to w dodatku czasowo podmokłe, takie trochę bagniska. Jezioro więc właściwie zniknęło, i to w ciągu kilkudziesięciu lat. W tej chwili wygląda mega żałośnie, bo jest przedzielone bagnistą groblą z roślinnością na dwa podjeziorka, a problem jest też taki, że zawsze było płytkie. Nawet w swoim najlepszym okresie miało nie więcej niż 50 metrów głębokości, co jak na takie gigantyczne jezioro jest bardzo mało. Teraz rzadko kiedy ma 10 metrów. To problem, bo jest bardzo podatne na wszelkie wahania dopływów, temperatury.

Co się właściwie wydarzyło? Odpowiedzi do końca nie znamy. Niewątpliwie ma to związek z bardzo intensywnym odprowadzaniem wody na potrzeby rolnicze. To było, tak jak mówiłaś przy Morzu Aralskim, kopanie kanałów, ale te kanały są już kompletnie amatorskie. To nie był żaden zorganizowany plan, po prostu starano się tę wodę gdzieś tu i ówdzie odprowadzić. Do tego dochodzą kwestie zmian klimatu – to na pewno, chociaż nie jesteśmy w stanie do końca ocenić, w jakim stopniu; na pewno wiadomo, że chociażby zmiany temperatury morza mają wpływ na opady w tym rejonie, a tych opadów jest mało. Wiemy też, że próbowano regulować rzeki, które doprowadzają tam wodę – jedna rzeka doprowadza 90 procent wody. Nie wiadomo właściwie do końca, co się dzieje, więc też nie bardzo wiadomo, jak to wszystko ratować. Powiem szczerze: wygląda na to, że to jezioro zniknie. O jego dawnym znaczeniu dla Afryki mówi to, że znaleziono tam bardzo dużo ciekawych szczątków jeszcze z czasów powstawania gatunku Homo sapiens – nie do końca wiadomo, czy to byli nasi przodkowie, czy jakaś boczna linia, ale znaleziono tam bardzo ciekawe czaszki. A Rzymianie, kiedy tam dotarli, mówili o tym jeziorze jako naprawdę ogromnym obszarze, zorganizowano nawet wielką rzymską wyprawę, która badała to jezioro na łodziach. Mamy ślady tego w kronikach, więc rzeczywiście był to potężny kawał wody. W tej chwili nie zostało z tego prawie nic.

Ola: Dorzucę jeszcze, że powierzchnię Jeziora Aralskiego z 1960 roku można porównać do obszarów większych niż powierzchnia Litwy i porównywalnych z powierzchnią Irlandii. Naprawdę mówimy więc o gigantycznych zbiornikach, które zniknęły praktycznie na naszych oczach. Skorzystamy teraz z okazji i zachęcimy was, żebyście weszli do naszego sklepu Crazy Nauki i obejrzeli nasze crazynaukowe koszulki. Myśmy je wymyślili, zrobili projekty graficy, niektórzy dość sławni. Już przygotowujemy kolejne wzory, bądźcie na bieżąco.

Piotr: Oczywiście znajdziecie w opisie link do naszego sklepu.

Ola: I zachęcamy was ponownie, żebyście subskrybowali nasz podcast i byli z nami na bieżąco.

Piotr: A ja jeszcze chciałem pozdrowić z tego miejsca nasze dzieci, zwłaszcza naszą córkę – jak usłyszała rano, że będziemy nagrywali podcast, zapytała, o czym. Powiedziałem, że między innymi o różnych bardzo suchych obszarach, więc spojrzała na mnie przeciągle i powiedziała: "O, tato, będziesz mówił o swoich żartach". Dzięki, Lena, pozdrawiamy cię serdecznie.

0:18:51 Dust Bowl – jak zniszczono Wielkie Równiny w USA

Piotr: To ja teraz w takim razie przeskakuję do najsuchszych obszarów, i to będzie bardzo dziwna historia. Poznałem ją właściwie dzięki mojemu koledze Łukaszowi, jak pracowałem jeszcze dawno temu w Gazeta.pl. On się tym interesował, napisał wtedy bardzo fajny tekst, i to było moje pierwsze zetknięcie z tematem. Więc myślę, że część z was mogła o tym w ogóle nigdy nie słyszeć, bo to temat interesujący, ale mało znany. Chodzi o Dust Bowl – najpierw tak określano sam obszar, potem całe zjawisko. Dust Bowl w dosłownym tłumaczeniu znaczy mniej więcej "misa pyłu". Ale tak naprawdę chodzi o obszar Stanów Zjednoczonych. Jeżeli weźmiecie niezbyt dużą mapę Stanów Zjednoczonych, taką, co by się zmieściła na ekranie komputera, i kciukiem przykryjecie sam środek Ameryki Północnej, to mniej więcej właśnie trafiacie w ten obszar, o którym będziemy mówili. To zetknięcie, można powiedzieć, stanów Kansas, Kolorado, Nebraska, Oklahoma, Teksas. Taki środek, obszar Wielkich Równin. Wielkie Równiny ciągną się przez 8 tysięcy kilometrów i leżą u podnóża Kordylierów – to naprawdę przepotężne góry, ciągnące się przez całą Amerykę Północną. Wielkie Równiny są wielkie i równe, jak sama nazwa wskazuje, i przez wiele lat nie były specjalnie interesujące, o czym za chwilę jeszcze będę mówił. Aż tu nagle zdarzyło się na nich bardzo wiele rzeczy w stosunkowo krótkim, zwłaszcza geograficzno-przyrodniczo, czasie. Ale po kolei. Zaczęło się to wszystko po wojnie secesyjnej w Stanach Zjednoczonych, kiedy postanowiono rozruszać cały ten amerykański biznes i wprowadzono ustawę o gospodarstwach rolnych z 1862 roku. Ta ustawa była potem jeszcze zmieniana, rozbudowywana. Generalnie polegała na tym, że każdy obywatel USA dostawał 65 hektarów ziemi. To oczywiście nie była ziemia, która wzięła się znikąd – to była ziemia odebrana plemionom, które mieszkały tam od tysięcy lat. Zostały stamtąd starannie przegnane właśnie z tych Wielkich Równin. Tę ziemię rozdawano na lewo i prawo, mógł ją dostać każdy, i rzeczywiście dostało ją, tu bardzo mi przykro, że użyję tego określenia, wielu takich, którzy…

Ola: Nie znali się na uprawie roli.

Piotr: Najdelikatniej rzecz ujmując. A to dość szczególny obszar, bo mówię w tej chwili o stanie z połowy XIX wieku – był pokryty trawą, to była preria. Jeżeli kojarzycie prerię z westernów, to właśnie jest ta preria: ogromne, płaskie, suche obszary porośnięte niską trawą. To ważne, że to niska trawa o głębokich korzeniach – to właściwie główny, dramatyczny bohater całej tej historii. Panują tam niskie opady, które oczywiście się wahają w zależności od obszaru i czasu, o czym też zaraz będzie, ale to opady rzędu 250, 300, 400 czasem milimetrów rocznie. To mało, bo dla Polski ta średnia wynosi około 600 milimetrów rocznie. Więc tam jest po prostu zwyczajnie sucho. To wielki obszar – ten, o którym mówimy, dotknięty zjawiskiem Dust Bowl, ma powierzchnię, znowu, większą niż powierzchnia Polski, około 400 tysięcy kilometrów kwadratowych. Więc jakbyście sobie tak położyli Polskę na środku Stanów Zjednoczonych, dokładnie wcelowalibyście w ten kawałek. I to dobrze pokazuje, jak duży to był teren. Co tam się wydarzyło? Po tej ustawie masowo ruszyli tam ludzie, którzy chcieli to wszystko zasiedlić, uporządkować i wreszcie coś z tym zrobić, czyli zacząć tam zarabiać. Ogólna refleksja była taka: patrzcie, ile tu ziemi leży odłogiem, zróbmy coś z tym, zadziałajmy, zarabiajmy. I rzeczywiście starano się.

Ola: Ale początkowo wypasano tam chyba głównie bydło, bo to były idealne obszary do tego, żeby hodować krowy.

Piotr: Tak, i to było całe szczęście tych ludzi, że zabrali się za wypas bydła. Było to zrozumiałe, bo to były bardzo duże obszary, ciężko byłoby je po prostu obrobić rolniczo, więc skupiono się na wypasie bydła. Znowu skojarzenia z westernami: kowboje, wielkie stada pędzone po wielkich płaskich obszarach – dokładnie o tym mówimy. I rzeczywiście to wszystko działało, ale działało też z powodu czegoś, o czym wtedy nie wiedziano. Nie wiedziano, że te wielkie rejony mają bardzo szczególny schemat klimatyczny, wynikający, jak się potem okazało, ze zmian temperatury wielkich oceanów – z jednej strony Oceanu Spokojnego przede wszystkim, z drugiej Atlantyku. To właśnie temperatura tych obszarów wpływa na to, co się tam dzieje, a dzieje się tak, że raz jest tam bardzo sucho, a raz całkiem wilgotno. I tak się akurat złożyło, że druga połowa XIX wieku i początek XX wieku to był czas dość intensywnych opadów. Wszystko rosło całkiem nieźle, wypasane bydło znakomicie się mnożyło, wielkie stada i tak dalej. Wszyscy byli zadowoleni i generalnie uznano, że wcześniejsze przekonania o kiepskiej żyzności tego terenu to jakaś bzdura, a Indianie po prostu byli głupi, nie potrafili sobie z tym poradzić. Powstało nawet takie hasło, promowane wtedy przez ludzi, którzy handlowali tam ziemią: mówiono, że "deszcz idzie za pługiem" – że skoro już zaczęto tam uprawiać rolę, to prawdopodobnie to wywołuje deszcze. Nie wiadomo, jakie miało to być powiązanie, ale w takim przekonaniu żyto. I całkiem nieźle zaczynało to wszystko działać, tyle że w latach 20. nagle bardzo wiele się zmieniło. Przede wszystkim nastąpiła mechanizacja rolnictwa – pojawiły się traktory, spalinowe, niezbyt duże, które pozwalały obrobić potężny kawał ziemi stosunkowo niewielkim wysiłkiem. Pojawiły się jeszcze kombajny, które pozwalały zebrać to, co tam uprawiano. Zaczęto więc prowadzić głęboką orkę, coraz głębiej ryto tę ziemię, wyrywano to, co tam było, po to, żeby siać. A siano z prostego powodu: pojawiło się na świecie wielkie zapotrzebowanie na pszenicę, wynikające z dwóch rzeczy. Przede wszystkim z rewolucji w Rosji, która zdemolowała gospodarkę całej Rosji, później Związku Radzieckiego.

Ola: I całej Europy w związku z tym. Europa już nie mogła być w jakimś stopniu uzależniona od dostaw z Rosji.

Piotr: Przede wszystkim te dostawy z Rosji zniknęły, bo fantastyczne pomysły, o których tu Ola wcześniej mówiła, akurat dotyczące obszaru Morza Aralskiego, ale przecież straszne rzeczy działy się później na Ukrainie, to są rzeczy, które wynikały bezpośrednio z tej gospodarki, którą narzucono w tym czasie, a też jeszcze doszła I wojna światowa, która również spowodowała zmniejszenie produkcji rolnej, i na rynku było wielkie ssanie na pszenicę.

Ola: Zmniejszenie produkcji, i same Stany Zjednoczone odczuły te braki, trzeba było nadrobić produkcję żywności, a najlepszym na to sposobem było zaoranie i obsianie obszaru Wielkich Równin, które przecież stały tak bardzo odłogiem i aż prosiły się, żeby coś z nimi zrobić. I zrobiono.

Piotr: Zrobiono, czyli głęboka orka i brak zmienności – skoro pszenica się sprzedaje, to siejmy co roku pszenicę, co roku, co roku. Doszła do tego, już w mniejszej części, bawełna, bo na części tych obszarów udało się całkiem nieźle ją uprawiać, a uprawa bawełny ma to do siebie, że po sezonie wypala się te pola, co nieźle wyjaławia wszystko. Dodatkowo zimą stoi to wszystko odłogiem, nic nie jest zasiane, w związku z czym najsilniejsze wiatry, pojawiające się właśnie w okresie zimowym, mogą to wszystko rozwiewać. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli rozwiewania. Cała ta katastrofa zaczyna się, można powiedzieć, w roku 1930 – to moment przełomowy. Całe zjawisko Dust Bowl szacuje się, że trwało przede wszystkim od 1934 do 1938, nawet do 1940 roku. Udało się tam usunąć te głęboko zakorzenione trawy i zastąpić je płytko zakorzenionym zbożem. To, plus okresowa susza, która normalnie w tamtych rejonach się pojawia, sprawiło, że wierzchnia warstwa ziemi stała się zupełnie niezwiązana, stała się właściwie pyłem – do tego stopnia, że nawet kilka centymetrów ziemi, jeśli się jej dotknęło, zupełnie się rozsypywało. Nam taka ziemia kojarzy się z tym, że na wierzchu może być trochę suchej, jakiejś grudki, ale jak się wsadzi palec, to za chwilę jest wilgotno, jest zwarte. To nie było zwarte, to był po prostu pył, i ten pył był unoszony przez wiatr. A wiatry na tych obszarach potrafią się naprawdę nieźle rozpędzić.

Ola: To ja się tu troszeczkę wtrę, bo podobne zjawisko, choć oczywiście nie w takim nasileniu, zachodzi również w Polsce. I tu wszyscy mogą się zdziwić – jak to, Dust Bowl i Polska? Od kilkudziesięciu lat istnieją raporty naukowe mówiące o tym, że pewne obszary Polski, z naciskiem na Wielkopolskę, Łódzkie, część Mazowieckiego i Kujawsko-Pomorskiego, pustynnieją. Niektórzy się teraz postukają w głowę – a jednak tak się dzieje. Co mamy? Mamy duże, płaskie tereny, w bardzo dużym stopniu przeznaczone na uprawę roli, w których wieją dość silne wiatry okresowo. I dzieje się tu dokładnie to samo, co na Wielkich Równinach w Stanach Zjednoczonych w latach 30. XX wieku: podnosi się kurz, taki drobny pył z ziemi. Podnosi się też piasek, i uwaga, w Polsce też zdarzają się burze piaskowe, bo Piotrek zaraz o tym na pewno powie. Burze piaskowe to było coś, co najbardziej pustoszyło krajobraz Wielkich Równin w tym strasznym okresie lat 30. A co robi burza piaskowa, oprócz tego, że dusi ludzi i zwierzęta? Burza piaskowa i nawiewanie drobnego pyłu powodują uszkodzenia roślin – burza piaskowa niszczy te ich części, które są nad powierzchnią gleby, natomiast bardzo drobny pył potrafi tworzyć mikrouszkodzenia w roślinach i umożliwiać wnikanie patogenów, więc takie rośliny są bardziej podatne na choroby. Dzieje się to w Polsce, więc wyobraźcie sobie, w jakim stopniu musiało się to dziać w Stanach Zjednoczonych w latach 30. Więc jak usłyszycie o upustynnianiu Polski, nie bądźcie zdziwieni.

Piotr: Tam były też szczególne warunki, wynikające z tego, że te Wielkie Równiny są wielkie, a wiatr wiejący od zachodu potrafił się tam naprawdę niesamowicie rozpędzić i podnosił ten cały pył, który kiedyś był glebą, i niósł go niesamowicie daleko. To niezwykłe, bo jak się spojrzy na mapę Stanów Zjednoczonych, to wszystko działo się w samym środeczku, natomiast ten pył dolatywał aż do wschodniego wybrzeża. Jak policzymy, to prawie dwa i pół tysiąca kilometrów. Przewiewało te gigantyczne burze piaskowe – same burze piaskowe to był rzeczywiście rejon środkowy, później był to po prostu niesiony wysoko pył, który opadał na miasta. W Nowym Jorku było bardzo wiele takich sytuacji, że ten przyniesiony pył posypywał wszystko drobną warstwą. Zresztą chociażby słynne wydarzenie w Nowej Anglii w 1934 roku – Nowa Anglia to już naprawdę wschód – spadł tam czerwony śnieg, bo tak jak mówiłem, spora część tych najsilniejszych wiatrów wieje późną jesienią i zimą, i pył dostawał się do wyższych części atmosfery, a potem spadał chociażby w tej postaci. I na to wszystko nałożył się wielki kryzys. Wielki Kryzys lat 30. wywołany najrozmaitszymi czynnikami – to w ogóle wielka osobna opowieść, ale jego skutki nałożyły się na to, że ludzie nagle stracili właściwie źródło utrzymania, bo na tej ziemi już się nie dało niczego uprawiać. Zboże, które jeszcze jakiś czas temu tam rosło, było kompletnie wyschnięte i zniszczone, zwierzęta się dusiły, nie miały co jeść, bo zniknęła trawa, którą się wcześniej żywiły. To wszystko była gigantyczna katastrofa, która spowodowała ucieczkę, szacuje się, około 3,5 miliona osób. Część ludzi uciekła do Kalifornii, część przemieszczała się w obrębie samych Wielkich Równin, ale doszło też do tego, że ludzie tracili majątki, nie byli w stanie spłacać rat bankom, odbierano im ziemię. To opowieści, które dla Stanów Zjednoczonych są wciąż ciągnącym się wielkim dramatem. Wtedy chociażby powstały "Grona gniewu" Steinbecka, a wcześniej jego "Myszy i ludzie" – to są takie super słynne, hiperrealistyczne powieści, opowiadające o tych czasach. Są jeszcze zdjęcia Dorothei Lange, na przykład to słynne zdjęcie "Matka migrantka" – też je znajdziecie.

Ola: To jest Madonna Wielkiego Kryzysu. To zdjęcie absolutnie poruszające. Ta kobieta na zdjęciu wygląda staro, a ma około 32 lat.

Piotr: Tak, to była Florence Owens Thompson.

Ola: I właśnie została zmuszona do opuszczenia swojego gospodarstwa, i wraz z piątką, zdaje się, dzieci jeździła po całym kraju i najmowała się do prac dorywczych, żeby utrzymać rodzinę przy życiu. Takie koczownicze życie było udziałem bardzo wielu ludzi w Stanach Zjednoczonych w tamtym okresie.

Piotr: Zdjęcie znajdziecie w opisie, zresztą więcej też zdjęć z tych czasów, bo były bardzo dobrze udokumentowane. O skali tych burz pyłowych mówi chociażby to, że jedna z takich słynniejszych, właściwie cały ciąg burz, ale jedna z maja 1934 roku, w rejon Chicago naniosła ponad 5400 ton pyłu. To akurat oszacowano, policzono, zmierzono – wyobraźcie sobie, 5400 ton niesionych wiatrem. To były rzeczywiście zmiany, które przewaliły się przez Stany Zjednoczone w ogromnym stopniu, aż tu nagle wszystko ustało. Ustało właściwie w 1938 roku, chociaż w niektórych rejonach ciągnęło się, tak jak mówiłem, aż do 1942, z bardzo prostego powodu: znowu trochę zmienił się układ temperatur i zaczęło padać. Oczywiście dołożyły się do tego działania rządu Stanów Zjednoczonych, który po tym, jak dość mocno wtopił, rozdając tę ziemię na lewo i prawo i w ogóle nie dbając o to, co się z nią dzieje, później wprowadził programy mające na celu zróżnicowanie upraw. Był też wielki program dożywiania ludzi, którzy zostali bez jakiegokolwiek majątku czy środków do utrzymania. Więc działania centralne też miały tu znaczenie, ale przede wszystkim po prostu zaczęło padać, i dzięki temu udało się tę ziemię związać, a potem stopniowo wprowadzano tam rolnictwo – płacono wówczas rolnikom za to, żeby uprawiali tę ziemię racjonalnie, a nie na hurra, więc stopniowo udało się nad tym zapanować. Natomiast to zdarzenie jest totalnie traumatyczne w kulturze amerykańskiej, w tej zbiorowej pamięci wraca w bardzo wielu miejscach – chociażby nawiązania do niego mamy w "Interstellar". Jeżeli pamiętacie ten film Nolana, to cały jego początek, ta zupełnie katastroficzna sytuacja z uprawami, jest bezpośrednim nawiązaniem do Dust Bowl i tych wydarzeń z lat 30.

0:38:12 Wojny o wodę na Bliskim Wschodzie

Ola: To, o czym wam powiedzieliśmy, to katastrofy wywołane niechcący, przez głupotę albo z chciwości, ale generalnie celem nie było, żeby te katastrofy wywołać. Natomiast to, o czym teraz wam chcę powiedzieć, to działania celowe jednych krajów przeciwko innym, mające na celu przechwycenie wody z rzek – konflikty, które trwają już od wielu lat i w ostatnich latach mocno się nasiliły. Chodzi o wojnę o wodę.

Piotr: Woda jako broń, po prostu.

Ola: Woda jako broń, dostęp do wody. Przypomniała mi się powieść, właściwie taka katastroficzna powieść dla nastolatków autorstwa Szustermanów [? niepewne: imiona autorów podane jako Joel i Noah], którą przeczytałam i zrecenzowałam u nas na blogu, a która mówi o tym, że stan Kalifornia został pozbawiony dostępu do wody właśnie wskutek tego, że nurty rzeki Colorado zostały rozczłonkowane, rozdzielone pomiędzy stany bliżej źródła rzeki, i następuje ogromna katastrofa polegająca na tym, że po prostu brakuje wody w kranach i w ujęciach wody pitnej. A to, co tam było jeszcze fikcją, w naszej części świata jest już doświadczeniem wielu obszarów na świecie, gdzie te konflikty o wodę są bardzo wyraźne i bardzo dramatyczne, i być może nie zdajecie sobie sprawy, że są kraje, które po prostu przejmują kontrolę nad pewnymi regionami właśnie przez to, że celowo stawiają tamy bliżej źródeł rzek, albo na przykład kierują wydobyciem piasku w rzekach po to, żeby regulować, zwiększać bądź zmniejszać przepływ wody do krajów bliżej ujścia rzek. Tak jest na przykład z Chinami, które trzymają w szachu wody rzeki Mekong, jednej z najdłuższych rzek w Azji, przepływającej przez Mjanmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam. Wietnam na przykład odczuwa w ogromnym stopniu niedobory spowodowane polityką Chin. Ale na Bliskim Wschodzie problem konfliktów o wodę jest jeszcze głębszy, chociażby dlatego, że znajduje się tam tylko 1 procent słodkiej wody na świecie, a musi ją dzielić między siebie aż 5 procent ludności świata. Widzicie, jaka to dysproporcja. W dodatku to obszar obecnie najbardziej dotknięty skutkami zmiany klimatu, gdzie ocieplenie przebiega bardzo szybko i bardzo dramatycznie. W związku z tym obszar, który i tak jest już bardzo suchy, doświadcza jeszcze większych, jeszcze głębszych susz. Chciałabym tu skupić się na Iraku, który obecnie jest w dramatycznej sytuacji, zaklasyfikowany jako jeden z pięciu krajów najbardziej narażonych na skutki zmian klimatu i pustynnienia. Irak tak naprawdę jest zabijany przez susze, brak wody i burze piaskowe. O tym, co mogą złego wyrządzić burze piaskowe, już Piotrek mówił przed chwilą. W Iraku katastrofa klimatyczna jest po prostu dostrzegalna gołym okiem, na każdym kroku. Chcę tu też powiedzieć o polityce Turcji, która podobnie jak Chiny trzyma w szachu cały region, bo przejęła kontrolę w dużej mierze nad górnym biegiem dwóch głównych rzek zasilających ten region, czyli Tygrysem i Eufratem. Wiecie, Mezopotamia, Tygrys i Eufrat, kolebka rolnictwa, kolebka naszej cywilizacji, to wszystko jest związane właśnie z tymi rzekami.

Piotr: Czyli Żyzny Półksiężyc.

Ola: Żyzny Półksiężyc, otóż to. Niestety już nie jest żyzny. Oczywiście Turcja nie jest jedynym winnym tego stanu rzeczy, bo winni jesteśmy tak naprawdę wszyscy, przez zmianę klimatu. Ale to, co robi Turcja, to na przykład prowadzi na ogromną skalę budowę systemu elektrowni wodnych, buduje mnóstwo tam i zapór – 22 zapory i 19 elektrowni wodnych, to efekt tylko jednego projektu, południowo-wschodniej Anatolii. Wskutek tego projektu od lat 70. do Iraku napływa o 30-40 procent mniej wody niż przed laty 70.

Piotr: To dość ekstremalne, to naprawdę ogromna zmiana.

Ola: Ogromna zmiana, ale to nie jedyny problem, bo gdyby dotknęło to tylko Iraku, to jeszcze Irak nie burzyłby się tak bardzo. Do tego dokłada swoją cegiełkę Iran – ogromne państwo, w dodatku również mocno doświadczone przez zmianę klimatu, borykające się ze straszną suszą, z głodem i z upadkiem wielu regionów rolniczych. Iran, obecnie skazany na ostracyzm, na wykluczenie, bo są na niego nałożone sankcje, postanowił być niezależny. Żeby być samowystarczalnym żywnościowo, musi coś zrobić, żeby nawodnić swoje pola i móc uprawiać to, co uprawia, żeby jego mieszkańcy mogli żyć. Prowadzi więc tak naprawdę zabór wody, która w innej sytuacji dopłynęłaby do Iraku, a teraz już nie dopływa, bo Iran buduje szereg zapór wzdłuż zachodniej granicy z Irakiem, mając na celu czterokrotne zwiększenie irańskiej produkcji rolnej. W 2019 roku Irańczycy ogłosili plany budowy 109 nowych zapór w ciągu około dwóch lat. Jest jeszcze trwający projekt Tropical Water, obejmujący budowę 14 zapór. Co więcej, Iran buduje również podziemne tunele, którymi odprowadza wodę z rzek do swoich pól, żeby je nawadniać, i ta woda już w ogóle nie dociera do Iraku. Tak się na przykład dzieje z rzekami Dijala i Mały Zab, które do tej pory zasilały iracki Kurdystan. Obecnie, po około 80-procentowym spadku poziomu wody na odcinku irackim, rzeki te już niczego nie zasilają, a iracki Kurdystan jest po prostu wysuszoną pustynią, niezdatną w tej chwili do jakiejkolwiek uprawy. Ludzie, nie mając z czego żyć, zaczynają się bardzo szybko przenosić do miast, bo po prostu nie są w stanie się utrzymać. Więc ta polityka odbierania wody innym, żeby zasilić własne pola, jest nie tylko narzędziem utrzymania się przy życiu, ale też sposobem pognębienia sąsiada – bo Irakijczycy, którzy nie są w stanie sami wyprodukować jedzenia, muszą kupować je od Iranu, w związku z czym większość jedzenia na bazarach irackich to jedzenie przywożone z Iranu. Iran sprzedaje po prostu swoje nadwyżki Irakowi, i w ten sposób jego gospodarka może funkcjonować mimo nałożonych sankcji. Jakie to wszystko jest przewrotne i okrutne.

Piotr: Właśnie, mam tu taką refleksję, wpadnę ci w słowo: to są rzeczy, które my przynajmniej we dwoje obserwowaliśmy – lata 90., wojna w Iraku, a wcześniej jeszcze przemiany w Iranie, sankcje i tak dalej, to wszystko rzeczy, o których się słyszy w wiadomościach, ale człowiek tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak rozległe konsekwencje to ma. Bo też bardzo prosta była wtedy narracja: Irak zły, Stany Zjednoczone dobre, potem Iran zły, bo produkuje broń atomową, a inny kraj jeżeli nie produkuje… Tymczasem w takich sytuacjach bardzo trudno jest tak jednoznacznie powiedzieć: ci dobrzy, ci źli, czy cokolwiek. Abstrahując w tej chwili nawet od wielkiej polityki, złych Stanów Zjednoczonych i tak dalej, sam ten klincz iracko-irański, ta walka o wodę, te ogromne ilości, to wszystko są jakieś takie rzeczy, o których u nas w ogóle się nie słyszy, a przemiany są gigantyczne.

Ola: Gigantyczne. Dodajmy, że budowanie ogromnych zbiorników w tym klimacie ma taki sam sens jak budowanie kanałów irygacyjnych w okolicy Morza Aralskiego – parowanie z takich zbiorników jest ogromne, i podkreślają to wszyscy, którzy się na tym znają, ale władze irańskie są na przykład tak zdesperowane, że nie ustąpią, po prostu to robią. A budowanie podziemnych kanałów jest odpowiedzią na to parowanie – to nowy sposób na to, żeby jeszcze mniej osób miało dostęp do tej wody. Jeszcze tylko chcę powiedzieć, że ten Żyzny Półksiężyc był efektem tego, że Eufrat i Tygrys co roku zalewały Irak, odnawiając zasoby odżywcze na polach uprawnych, a te wylewy ustały w 1968 roku – znamy tę datę, bo wtedy Turcja otworzyła zbudowane w górze rzeki tamy, głównie do celów hydroelektrycznych, czyli zaczęła produkować elektryczność dzięki spiętrzeniu wody. Również Iran wpłynął bardzo mocno na bieg Tygrysu. W związku z tym rezerwy wodne Iraku spadły o 60 procent w porównaniu z ubiegłym rokiem, i to stan na rok 2022. Ministerstwo Zasobów Wodnych Iraku wypuściło w grudniu ubiegłego roku dramatyczny raport, mówiący o tym, że ciągła utrata wody z Tygrysu i Eufratu, które stanowią kręgosłup dostaw świeżej wody w tym regionie, może do 2040 roku, czyli za 18 lat, zmienić Irak w kraj bez rzek.

Piotr: Czyli ten rejon będzie kompletnie nieprzydatny do zamieszkania, a na to jeszcze nakładają się zmiany klimatu, które, jak powiedziałaś, w tym rejonie są szczególnie intensywne i odczuwalne.

Ola: Temperatury powyżej 50 stopni nie są tam rzadkością, wręcz przeciwnie, a dalszy wzrost temperatur będzie oznaczał, że po prostu zrobi się tam za gorąco do życia dla ludzi. Zwłaszcza że, co tu trzeba podkreślić, niektóre rejony na przykład Iranu wciąż są podmokłe. Również rejony Iraku kiedyś były podmokłe, ale osuszono je w bardzo dużym stopniu, a ta wilgoć w zestawieniu z bardzo wysokimi temperaturami sprawia, że po prostu nie da się tam funkcjonować. Więcej pisałam o tym u nas na Facebooku – o tym, dlaczego tak zwana temperatura mokrego termometru, czyli graniczna temperatura dla życia ludzkiego, jest o wiele niższa i wynosi 32 stopnie, podczas gdy można normalnie funkcjonować, kiedy jest sucho, nawet przy temperaturach sięgających blisko 50 stopni. Różnica wilgotności jest ogromna.

Piotr: Link w opisie do tego posta na Facebooku. Zwłaszcza że to jest rzecz, której doświadczyliśmy, oczywiście w minimalnej skali, w Polsce gdzieś w połowie sierpnia.

Ola: Absolutnie. Chcę tu jeszcze dodać, że Irak jest dodatkowo doświadczany przez następujące kolejno po sobie susze, które zdarzają się co roku w obecnych czasach, i zmniejszyły mniej więcej o połowę obszary uprawne w tym kraju. Słuchajcie, tak jest, że my od tego regionu świata odwracamy się, bo odkąd wycofały się stamtąd wojska amerykańskie, uznaliśmy, że to nie jest w ogóle nasza sprawa. A tam się rozgrywa dramat. I to nie jest jedyny taki kraj, to tylko przykład najbardziej jaskrawy i dramatyczny tego, co może się stać wskutek zmian klimatu. Ci ludzie wkrótce nie będą mogli już tam żyć, gdzieś będą musieli pójść. Więc to, o czym się mówi w różnych miejscach, czyli wojny o wodę i wielkie migracje, to nie jest kwestia najbliższych stu lat, tylko najbliższych kilku, kilkunastu lat. To czeka świat.

0:51:42 Odra i wnioski na koniec

Piotr: Tak, w ogóle mało się o tym mówi, jeśli chodzi o zmiany klimatu – właśnie o tych migracjach. W pewnym momencie to przestaje być opcjonalne, na zasadzie wpuścimy, nie wpuścimy, zaczyna być po prostu jednym z takich elementów, które będą stałym elementem bliskiej przyszłości. To się będzie działo i niewiele będziemy tu mieli do gadania. Wchodzimy w obszary polityki społecznej, niełatwe, nie o tym ten podcast jest, ale nie ukrywam, że ten temat cały ten podcast trochę wyewoluował, bo zainspirowała nas sytuacja, która dzieje się w Odrze. To, że Odra nagle, nie chcę powiedzieć, że umarła, ale coś się z nią dramatycznego wydarzyło, a wciąż nie wiemy dlaczego. U nas, na naszej grupie Crazy Naukowej, ktoś pytał, czy coś wiadomo. Prawda jest taka, że właściwie wszystkie szanujące się media popularnonaukowe milczą, bo nie wiadomo, co się tam stało. Mówię o tym, oczywiście być może jak będziecie słuchali tego podcastu później, to już coś będzie więcej wyjaśnione – to, co teraz mówię, to jest 17 sierpnia, i specjaliści wciąż się głowią, co się stało. Czy to jednorazowe zatrucie? Czy to efekt tego, że wiele czynników, plus susza, nałożyły się na siebie? To zdarzenia, które mają zupełnie inną skalę niż te dramatyczne wojny o wodę, ale też dotykają spraw międzynarodowych, bo Odra to rzeka graniczna. To tematy, które będziemy, niestety, coraz częściej napotykali.

Ola: Wiele wskazuje na to, że to, co stało się z Odrą, jest efektem takiej zbiorowej "pracy" wielu różnych zakładów przemysłowych, kopalni, które po trochu zrzucały swoje ścieki, na przykład zasolone wody. A zmiana klimatu i susza, wyjątkowo w tym roku dotkliwa, uwydatniły to, że rzeka jest podatna na te wszystkie zanieczyszczenia, i pokazały, co może się stać. Pytanie, czy to, co stało się z Odrą, to nasza przyszłość – czy w ogóle w Polsce kolejne polskie rzeki będą ujawniać coś takiego, bo to, że w Polsce nie szanuje się przepisów dotyczących zrzucania ścieków, to powszechna wiedza.

Piotr: Wydaje mi się, że to właściwie dobry moment na podsumowanie: to, że tu opowiadamy o wydarzeniach z lat 30., sięgających połowy XIX wieku, o latach 60., o jakichś rejonach świata odległych od nas o tysiące kilometrów – teraz takie zdarzenia przybliżają się do nas, i będziemy ich mieli pewnie całkiem sporo. Więc fajnie byłoby, gdyby ludzkość zrobiła to, w czym nie jest najlepsza, czyli wyciągnęła wnioski z wcześniejszych błędów. Może brzmi to trochę pompatycznie i górnolotnie, ale w sumie dobrze by było.

Ola: U nas też znikają całe pojezierza, chociażby wskutek tego, że buduje się kopalnie odkrywkowe i po prostu wody z jezior są pochłaniane przez te kopalnie. To na przykład problem na Pojezierzu Gnieźnieńskim, ale to nie jest odosobniony problem, więc warto wiedzieć, ile złego ludzie są w stanie wyrządzić przyrodzie i sobie samym.

Piotr: Przez głupią politykę.

Ola: Przez chciwość, głupotę, a czasami nawet celowo. Zachęcamy was, żebyście subskrybowali nasz podcast. Zajrzyjcie do naszych koszulek, naprawdę są fajne, link znajdziecie w opisie. I dziękujemy wam za to, że dotrwaliście z nami do końca tego podcastu. Zapraszamy was na kolejne części.

Piotr: Dzięki, cześć.

Źródła

* https://english.cas.cn/newsroom/archive/research_archive/rp2018/201806/t20180627_194531.shtml

* https://en.wikipedia.org/wiki/Dust_Bowl

* https://www.britannica.com/place/Great-Plains

* https://fraser.stlouisfed.org/title/drought-1934-834

* https://en.wikipedia.org/wiki/Lake_Chad

* https://ourworld.unu.edu/en/sucking-dry-an-african-giant

* https://www.voanews.com/a/un-experts-warn-of-serious-water-problems-for-iraq-/6625446.html

* https://thearabweekly.com/iraqi-kurd-farmers-battle-drought-iran-dams-stem-water-flow

* https://thearabweekly.com/iraq-asks-turkey-release-more-water-along-tigris-euphrates-drought-hits

* https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8237493,iran-irak-konflikt-susza.html