
Australia to dziwne miejsce. Przyroda jest tam często zupełnie inna niż na pozostałych kontynentach. Dotyczy to również owadów. Żyje tam pszczoła z niebieskimi paskami, z gatunku Amegilla cingulata, która podchodzi do kwestii zapylania zupełnie inaczej niż większość jej krewniaczek. Zdobywa pyłek poprzez uderzanie w kwiaty głową 350 razy na sekundę.
Rośliny pylące na całym świecie, również w Australii, wchodzą w symbiozę z zapylaczami, przy czym pszczoły grają tutaj pierwsze skrzypce. Najlepiej znanym Wam przykładem będzie zapewne pszczoła miodna, która podlatuje do kwiatów roślin miododajnych, zbiera z nich pyłek i przenosi do ula, aby zrobić z tego miód i wosk.
Jednak niektóre większe kwiaty wymagają innego podejścia – pszczoła musi najpierw solidnie nimi zatrząść, aby otrzymać upragniony pyłek. Proces ten bywa nazywany zapylanie bzyczeniem (ang. buzz pollination). Trzmiel, jedna z lepiej znanych odmian pszczół posługujących się tą techniką, dosłownie łapie kwiaty za łodygę i potrząsa nimi nawet 240 razy na sekundę, aby wytrząsnąć z nich pyłek. Dotychczas zakładano, że zapewne wszyscy inni zapylacze posługujący się tą techniką korzystają z podobnych metod.
Jednak Amegilla cingulata nie bawi się w takie subtelności. Naukowcy odkryli, że ta australijska pszczoła o niebieskich paskach uruchamia bardziej intensywne bzyczenie – z 240 herców podbija częstotliwość do 350 herców. A zamiast potrząsać swoim ciałem, po prostu uderza prosto w kwiat głową, co okazuje się znacznie lepszą metodą zdobywania pyłku od tej, z której korzystają pozostałe zapylacze.
Podczas badań nie tylko dostrzeżono, że ten gatunek uderzał w kwiaty o wiele częściej od trzmieli, ale też zbierał więcej pyłku za jednym razem, co wymagało rzadszych powrotów do tego samego kwiatu, aby znowu nim potrząsnąć.
Tu jest treść z serwisu YouTube. Po jej włączeniu YouTube otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.
Mimo tych zalet, sytuacja Amegilla cingulata pozostaje nieciekawa. Jest to gatunek endemiczny Australii, jednak zagrożeniem są dla niego trzmiele, które coraz częściej są tam sprowadzane, aby pomóc w zapylaniu niektórych roślin. Istnieją więc obawy, że ten owad o niebieskich paskach wyginie, jeżeli populacja trzmieli wymknie się spod kontroli, rozpoczynając swój obchód wśród kwiatów przy niższej temperaturze i w ten sposób stając się dla pszczół poważną konkurencją.
Sytuacja trzmieli w Polsce jest jednak mniej kolorowa. Na przestrzeni ostatnich lat zniknęło ponad 90% trzmieli w naszym kraju z powodu działań człowieka, wypalania traw i rzadszej uprawy koniczyny, łubinu czy komonicy, które są bazą pokarmową tych owadów. Trzmiele są niezastąpione w zapylaniu wielu roślin dzięki ich języczkom (dłuższym niż u innych zapylaczy), więc powinniśmy mieć ich dobro na uwadze – mówi się nawet o próbach objęcia ich ochroną, przynajmniej do czasu, aż sytuacja nie ulegnie poprawie.
Źródło: IFLS



