Podcast Crazy Nauka · odc. 100
UFO część 1: od pierwszej obserwacji do Strefy 51
Posłuchaj też na:
100. odcinek naszego podcastu, a w nim coś ekstra: historia mitu UFO, w której wyjaśniamy źródła opowieści o latających spodkach i obcych. I od razu, z okazji naszego jubileuszu, wrzucamy drugą część podcastu o UFO – docieramy w niej aż do czasów współczesnych. Duuużo słuchania! Czerwiec 1947 roku. Kenneth Arnold dostrzega dziwne obiekty na niebie i uruchamia lawinę, która w końcu przeradza się w masową histerię i doprowadza do powstania jednego z najpotężniejszych mitów współczesności.
Tu notka o UFO z 1978 roku (i obrazek Piotrka):
crazynauka.pl/wp-content/uploads/2024/01/ufo-1979.jpg
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Piotr: Przyznam, że to mną mocno wstrząsnęło. Miałem pięć lat, gdy zobaczyłem na niebie sunące powoli, w całkowitej ciszy, światła. Mało się w ogóle pamięta z tak wczesnego okresu, ale to mi się naprawdę mocno wryło w pamięć.
Ola: Czy to oznacza, że widziałeś UFO?
Piotr: No tak, zdecydowanie, tak można powiedzieć.
Ola: Takich relacji jak twoja są tysiące, a mnóstwo ludzi jest przekonanych, że naprawdę widziało UFO. No dobrze, UFO, czyli właściwie co? I skąd ten pomysł, że jacyś, bliżej niesprecyzowani kosmici, mieliby w ogóle chcieć latać wokół naszej Ziemi? A może nie jacyś, tylko małe, zielone ludziki?
Piotr: Skąd to się w ogóle wzięło oraz, co najważniejsze, jak nauka bierze ten temat na klatę?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski. Podcast Crazy Nauka i to nie byle jaki, bo setny odcinek naszego podcastu. Już zauważyliście, że zaczęło się inaczej. To ten moment, kiedy wklejam aplauz. Przyznam, że długo się zastanawialiśmy, co zrobić z tym setnym odcinkiem. Nie będzie tak na stałe, ale w końcu setny to można. Projektów, pomysłów było naprawdę mnóstwo. W końcu doszliśmy do wniosku, to było gdzieś tam chyba w lesie na spacerze.
Ola: Jakieś półtora miesiąca temu.
Piotr: Rzucimy się na temat, który jest naprawdę potężny. Jak już się zorientowaliście, przygotowaliśmy dla Was historię, która legła u podstaw przekonania wielu osób, że UFO to są latające spodki i że w nich kosmici odwiedzają Ziemię, a rząd, zwłaszcza amerykański, stara się to ukryć. Oczywiście będzie też polski wątek, a jakże, to konieczne.
Ola: I staramy się, tutaj zaznaczamy, że bardzo się staramy, choć chyba raczej podejdziemy do tego historycznie niż naukowo, ale naukowo też. A ponieważ jest to ten wielki, setny odcinek i to w końcu do czegoś nas zobowiązuje, to oprócz nagrania tej naprawdę potężnej historii o UFO, która już teraz właściwie przewidujemy, że może się okazać tak opasła, że wyjdą nam dwa setne, dwa jubileuszowe odcinki, może tak się zdarzyć, to oprócz tego zmontowaliśmy dla Was krótkie wideo, gdzie usłyszycie, może też coś tam zobaczycie, ale przede wszystkim usłyszycie nasze wpadki wycięte z opublikowanych już odcinków i zobaczycie, jak naprawdę od kuchni wygląda nagrywanie naszego podcastu.
Piotr: To znajdziecie, żeby było jasne, na YouTubie, bo tam też nasz podcast jest, i ostrzegamy, że być może pojawią się tam brzydkie słowa.
Ola: Ale być może będą wypiszczane. A ponieważ ten setny odcinek to jest taki bardzo przełomowy, to szykujemy dla Was również takie dalej idące zmiany, udoskonalenia. Między innymi chcielibyśmy dołączać do podcastu również wideo.
Piotr: Właśnie, teraz może wpaść pytanie: po co wideo? Zasadne, z kontynuacji.
Ola: Albo takie: no ale po co wideo?
Piotr: Takie miłe pytanie. Może być albo takie, albo takie. Już mówimy, dlaczego w ogóle. Po pierwsze dlatego, że to jest bardzo mocny trend, który w 2024 roku, można powiedzieć, zdominował w ogóle rynek wideo. A co za tym idzie? Algorytmy powodują, że materiały z wideo docierają szerzej. A my chcemy docierać szerzej. Od razu mówię, nie dlatego, że zarabiamy na tym kupę kasy, bo właściwie…
Ola: Nie zarabiamy.
Piotr: Nie zarabiamy. To znaczy, jak zarabiamy, to jesteście o tym informowani. Zarabiamy jakieś grosze, dosłownie, nie wiem, kilkanaście złotych na odcinku, jak dobrze pójdzie, dzięki reklamom na YouTubie. Natomiast po prostu chcielibyśmy troszkę szerzej z tym podcastem dotrzeć. Wiele osób lubi wideo w podcastach, taki trend jest. Rozumiem, że ludzie to lubią. Rozumiem ludzi, którzy tego nie lubią.
Ola: Tego nie lubią.
Piotr: Więc nadal będzie można nas po prostu słuchać. To nie jest tak, że będzie wam się rzucało wideo. Po prostu słucheo nadal działa. Ale też stopniowo będzie się pojawiała możliwość oglądania nas. Nie mówimy, że od razu, nie mówimy, że każdy odcinek zobaczymy, jak nam to wyjdzie. Mamy znowu milion pomysłów, częścią się będziemy dzielili stopniowo. Ale to jest jeden z tych elementów nadchodzących w najbliższym czasie zmian.
Ola: Ale nawiązując do tego, że na tym podcaście w zasadzie nie zarabiamy: zachęcamy was bardzo gorąco do tego, żebyście nas wspierali w serwisie Patronite. Link znajdziecie w opisie odcinka. Tym, którzy już nas tam wspierają, bardzo gorąco dziękujemy. Dają nam możliwość rozwijania się i bardzo nam to pomaga.
Piotr: Jeszcze tylko wyjaśnię: bo kiedy odcinek jest sponsorowany, jakkolwiek ktoś się do niego dokłada, jesteście jasno o tym informowani. Ci, którzy nas słuchają na YouTubie, odcinki sponsorowane nie są obłożone reklamami. Czyli odcinek jest sponsorowany, niezależnie od tego jak, przez kogo i tak dalej, to wyłączamy przy nim reklamy. To wydaje nam się być uczciwym rozwiązaniem. A skoro już mówimy o różnych takich ważnych rzeczach, to jest jeszcze ważna informacja: otóż nie wiem, czy wiecie, ale jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nie liczących się również.
Piotr: To co? Zaczynamy.
Ola: Zaczynamy.
0:06:17 Czym jest UFO i osobista historia Piotra
Piotr: No więc. UFO narodziło się w 1947 roku. Nawet wiemy dokładnie kiedy: to był 24 czerwca 1947 roku, więc można obchodzić urodziny UFO. Bardzo piękna data. W ogóle to jest bardzo niezwykłe, rzadkie i nietypowe, że mamy możliwość dokładnie obserwować narodziny jakiegoś niezwykle złożonego mitu. I zdaję sobie sprawę, że to jest moment, w którym część osób już właśnie wyłącza nasz podcast, bo nazwałem UFO mitem. Czyli zaliczam się do tych, którzy mimo rzekomego ogromu dowodów mają zbyt wąskie horyzonty, by dodarła do nich prawda, i do tych, którzy wierzą we wszystko, co wciska rząd.
Więc tu jest na początek mały coming out z mojej strony, o którym już troszkę usłyszeliście. Bo ja przez naprawdę istotną część mojego życia wierzyłem w UFO. I tu trzeba to sprecyzować: w UFO nie ma co wierzyć, bo nie wierzy się na przykład w drzewa albo w kubki.
Ola: Ok, ok. Chciałam sprecyzować. Dziękuję za wyjaśnienie.
Piotr: Wiedziałem, że będziesz chciała. Bo i drzewa, i kubki po prostu istnieją, to nie podlega dyskusji. Pomijam tutaj platońską jaskinię i tym podobne, to nie ten wątek. Tak jak istnieją kubki, tak samo UFO też istnieje, i to jest pewne. UFO, bo to jest określenie, od którego się już zresztą odchodzi, potem wspomnimy o innym, to jest po prostu unidentified flying object, czyli niezidentyfikowany obiekt latający.
Ola: Niezidentyfikowany. Czyli chodzi o to, że nie wiemy, co to jest. Tyle że "nie wiemy" oznacza dokładnie to, co oznacza. Nie znaczy to, że ów obiekt jest niezwykły, anormalny, kosmiczny, tajemniczy. Po prostu nie wiemy, co to jest, zgodnie z nazwą. I w sumie całkiem często widujemy takie obiekty: coś tam widać na niebie i to coś do nas mruga, a nie warczy jak samolot. A może to dron, albo balon, albo samolot znajdujący się bardzo daleko. A może po prostu odbicie w szybie, przez którą patrzymy, albo w obiektywie aparatu. No to w sumie nie wiemy, co to jest. Więc oto mamy niezidentyfikowany obiekt latający, czyli UFO.
Piotr: Dokładnie. I tu wracam do tego mojego coming outu. Ja widziałem UFO i nawet wiem dokładnie, kiedy to było.
Ola: I to było w poprzednim tysiącleciu.
Piotr: Tak, i stuleciu, i tysiącleciu. To było dokładnie 20 sierpnia 1979 roku, trochę przed 21.
Ola: Jak dokładnie? Pamiętasz?
Piotr: Pamiętam. Miałem 5 lat. Byłem wtedy u mojej babci, która mieszkała w centrum Warszawy. Jej mieszkanie miało naprawdę spory taras i właśnie z tego tarasu, razem z babcią, zobaczyliśmy coś, co mną naprawdę wstrząsnęło. Po niebie, w takiej zupełnej ciszy, co było samo w sobie dziwne i trochę przerażające, sunęły kuliste światła: jedno większe na początku, za nim kilka mniejszych, rozrzuconych, i za tymi światłami ciągnęły się smugi. Cała ta parada przecięła niebo. To nie było jak meteory: one leciały na tyle wolno, że można się było im przyjrzeć. Zniknęły nam za krawędzią budynku, bo byliśmy na tarasie, po prostu przestaliśmy je widzieć w pewnym momencie. To dla mnie było dziwne i straszne, i myślę, że dlatego, że nie pasowało do niczego, co kiedykolwiek widziałem. Ja miałem wtedy pięć lat, niewiele w ogóle jeszcze widziałem.
Ola: Ale już starałeś się być niezwykle racjonalnie, krytycznie ustosunkowany do rzeczywistości.
Piotr: Zupełnie nie, pięciolatek nie jest tak nastawiony, ja też taki nie byłem. Była tam moja babcia, ona znacznie więcej ode mnie wiedziała i widziała i była równie zaskoczona jak ja, więc myślę, że na moje zaskoczenie wpłynęła też jej reakcja. I być może mało kto by nam uwierzył, bo to dziwna opowieść, ale w kolejnych dniach w gazetach pojawiły się doniesienia na ten temat. Moja mama, bardzo jej za to dziękuję, zachowała i znalazła w ostatnich dniach dla mnie wycinek z "Ekspresu Wieczornego" – była taka gazeta, wydawana do 1999 roku. W tym Ekspresie Wieczornym znajduje się opis tego zdarzenia i w dodatku rysunek, wykonany przez pana Juliusza Łabę, który był plastykiem i oficerem lotnictwa i który zobaczył to zjawisko w okolicach wyścigów na Puławskiej, niedaleko od nas, będąc obecny jak wtedy relacjonowano.
Ola: Gdyby miał smartfona, to by pewnie zdjęcie zrobił.
Piotr: Gdyby miał tylko smartfona w 1979. Ten rysunek jest pokazany w Ekspresie Wieczornym, a jeszcze w dodatku moja mama zachowała mój rysunek, na kawałku oddartego marginesu gazety, kto pamięta gazety papierowe. Nabazgrałem tam to, co widziałem, nie tak dobrze jak pan Łaba to narysował, ale generalnie widać, o co chodzi. Dla ciekawych, w opisie odcinka dam link do tego zdjęcia, tego wycinka i mojego bazgrołka.
Ola: A ten twój bazgrołek powstał przed zobaczeniem rysunku Łaby?
Piotr: Tak, dlatego, że to jest prawdziwa dokumentacja. Ta relacja, którą mamy, jest chyba ze środy albo czwartku, a to był poniedziałek, kiedy myśmy to zobaczyli, więc jest nawet napisane, kiedy to się wydarzyło. W każdym razie dopiero naprawdę kilka lat temu uświadomiłem sobie, co ja wtedy najprawdopodobniej widziałem: to wedle mojej oceny była po prostu deorbitacja jakiejś rakiety czy satelity. Układ, wygląd tych lecących świateł przypomina coś, co teraz stosunkowo często widujemy na niebie, nie mówię, że codziennie, ale coś, co się zdarza widywać.
Ola: A gdzie to w ogóle spadło? To wiadomo?
Piotr: Nic nie wiadomo.
Ola: To gdzieś niedaleko chyba musiało spaść.
Piotr: Niekoniecznie. W ogóle nic nie musiało spaść, bo mogło się spalić w atmosferze i prawdopodobnie tak było. Parę dni temu był niezbyt udany lot testowy Starshipa i tam właśnie było widać deorbitację, i przyznam, że to, co widziałem w 1979 roku, naprawdę mocno przypominało to, co na niebie z tego Starshipa zostało – czyli jakąś rozpadającą się w wyniku tarcia w atmosferze konstrukcję zrobioną przez człowieka. Nie szukałem dokładnych informacji o tym, co to było w 1979 roku, i podejrzewam, że nic bym nie znalazł, dlatego że jeżeli to było coś produkcji radzieckiej, to oczywiście była to najściślejsza tajemnica na świecie.
Ola: Tak, tajne przy spółów, absolutnie.
Piotr: Ale może nawet poszukam w którymś momencie. W każdym razie nie wiem, co to było na pewno, ale niemal na pewno mogę założyć, że to była deorbitacja. Natomiast wiem, że dla mnie to był naprawdę potężny szok, coś, co naprawdę bardzo długo pamiętałem. Trochę się bałem, a czasem nawet nie trochę, byłem tym bardzo mocno zafascynowany. A ten 1979 rok to był taki moment, kiedy do jednak mocno zacofanego PRL-u, który troszkę się odbił w epoce gierkowskiej, choć już pod koniec lat 70. znowu się chylił, dotarły do nas rozmaite amerykańskie prądy ufologiczne, i to na pewno też napędzało ten temat w mojej głowie. Wiem, że miałem mało lat, ale dzieci chłoną różne takie rzeczy, zwłaszcza jeśli gdzieś w otoczeniu się pojawiają. Później na pewno temat mi nakręcił w głowie świetny komiks "Przybysze", może ktoś pamięta – narysowany przez Grzegorza Rosińskiego, czyli absolutnie wybitnego artystę komiksowego.
Ola: Tak, tego, który między innymi jest autorem grafik w Thorgalu.
Piotr: Tak, dokładnie.
Ola: Jeżeli ktoś kojarzy Thorgala, to Rosiński.
Piotr: No właśnie. Ten komiks opowiada o domniemanym lądowaniu UFO w Emilcinie, niedaleko Lublina – pozdrawiamy Lublin i Emilcin, będziemy jeszcze o tym trochę mówili. Potem pojawiały się różne inne lektury, od Ericha von Dänikena, ktoś może kojarzy, to te opowieści o starożytnych kosmitach. Później jeszcze interesowałem się Lechem Emfazym-Stefańskim, on akurat nie od kosmitów, ale od różnych parapsychicznych rzeczy. No i bardzo dużo science fiction czytałem, więc to wszystko razem wywołało taki miks. A mówię o tym, bo chcę powiedzieć, że startowałem z pozycji osoby, która naprawdę dość mocno wierzyła przede wszystkim w pozaziemskie pochodzenie UFO i w te wszystkie tajemnice, które temu towarzyszyły. Natomiast dziś, mając spore doświadczenie w robieniu researchu i wiedzę zdobytą przez lata, dość wyraźnie widzę, jak w ogóle powstał mit UFO. Nie mówię o samym istnieniu UFO, bo już ustaliliśmy, że UFO istnieje, tylko o micie towarzyszącym oraz o tym, kto, jak i dlaczego przyczynił się do powstania tego mitu i do jego utrwalenia.
Ola: No i właśnie o tym dziś szerzej opowiemy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że musimy tu dokonać mocnego, wręcz drastycznego, autorskiego i mocno subiektywnego wyboru pewnych wątków. Nie da się o UFO opowiedzieć w miarę całościowo ani w godzinę, ani nawet w dziesięć godzin. Nie planujemy tak długiego odcinka, ani nawet w dwadzieścia godzin.
Piotr: Taki planujemy?
Ola: Może raczej nie. Wybraliśmy więc w tym wszystkim momenty kluczowe oraz takie, które naprawdę dobrze pokazują, jakie mechanizmy działają przy rozprzestrzenianiu się tego mitu – co za tym wszystkim stoi, zarówno od strony ludzi, którzy w to wierzą, jak i od strony mechanizmów rządowych i różnych sposobów psychologicznych, socjologicznych, społecznych.
Piotr: No więc, słuchajcie, wracamy do początku: UFO rodziło się w 1947 roku.
Ola: Jesteśmy w tym samym miejscu.
0:18:27 Narodziny mitu: Kenneth Arnold i fala 1947 roku
Piotr: Tak, 24 czerwca 1947 roku, to jest dzień, kiedy pilot Kenneth Arnold leciał swoim prywatnym samolotem Call-Air model A, czyli taka typowa awionetka. Leciał przez stan Waszyngton. Stan Waszyngton nie jest tam, gdzie jest miasto Waszyngton.
Ola: Waszyngton to Dystrykt Kolumbia.
Piotr: Tak, a to jest północno-zachodnie wybrzeże USA. Stolicą stanu Waszyngton jest Seattle, a niedaleko Seattle, dokładnie 90 kilometrów, jest Mount Rainier. To jest fantastyczny, przepotężny, ponad czterokilometrowy stratowulkan, bynajmniej nie wygasły, widać go zresztą pięknie ze Seattle. Arnold, przelatując w pobliżu tej góry, zobaczył coś, co potem opisał jako dziewięć niezidentyfikowanych obiektów latających. Opisał je jako cienkie i płaskie, poruszające się bardzo szybko. Oszacował ich prędkość na 1200 mil na godzinę, czyli trochę ponad 1900 kilometrów na godzinę – to bardzo zgrubny szacunek, na podstawie prędkości swojego samolotu, ale tak czy inaczej poruszały się bardzo szybko, znacznie szybciej niż maksymalna prędkość znanych wówczas samolotów.
Ola: Cienkie i płaskie.
Piotr: Arnold był pilotem i wiedział, o czym mówi. To, jak się poruszały, określił później jako podskakiwanie spodka na wodzie. Kształt opisywał jako płaski, zbliżony do półksiężyca lub dysku – to ważne, zaraz powiemy dlaczego. Te relacje z tego czasu nie są jasne, Arnold udzielał sporo wywiadów i ta opowieść trochę się zmieniała z czasem. W każdym razie mówił, że obiekty leciały w formacji, gwałtownie zmieniając kierunek lotu, i czasami błyskały światłem albo odbijały promienie słońca.
Ola: No i tutaj właśnie chwytamy za początek mitu. Ta relacja Kennetha Arnolda rozeszła się bardzo szeroko w mediach, wywiady z nim drukowały różne gazety, można je było też usłyszeć w radiu. Sam Arnold był człowiekiem poważanym, rozsądnym, godnym zaufania – taką cieszył się opinią, a z jego najbliższego otoczenia płynęły informacje, że nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że całą tę historię sobie zmyślił. Więc co tak naprawdę mógł widzieć ten poważny człowiek? Hipotez na ten temat jest mnóstwo. Niektórzy sugerują, że Arnold mógł błędnie zinterpretować jakieś zjawiska atmosferyczne, takie jak miraże, odbicia światła od chmur, czy formacje ptaków. Mówi się też o balonach meteorologicznych. Trudno powiedzieć.
Piotr: Trudno powiedzieć. Jest pewna teoria, która do mnie chyba najbardziej przemawia, między innymi dlatego, że opiera się na dość solidnej, ciekawej podstawie. Możecie sobie wpisać w wyszukiwarkę hasło Kenneth Arnold, i na pewno jednym z pierwszych zdjęć, jakie zobaczycie, będzie zdjęcie, na którym trzyma w ręku rysunek pokazujący to, co widział. Na tym rysunku widać obiekt, który trochę wygląda jak sierp księżyca z wypukłością z jednej strony – trzeba zobaczyć, nie ma co. Próbowałem znaleźć jakiś opis słowny tego, ale to taki księżycowaty kształt. I teraz wpiszcie sobie jeszcze inne hasło: Horten Ho 229.
Ola: Tak, to jest odcinek pełen dziwnych nazw i nietypowych skrótowców.
Piotr: Co to jest ten Horten? To taki prototypowy samolot myśliwsko-bombowy, o konstrukcji latającego skrzydła, w dodatku napędzany silnikami odrzutowymi, co w latach czterdziestych było absolutną nowością. Horten został zbudowany w Niemczech pod koniec II wojny światowej, oblatano go dopiero w styczniu 45 roku, i tak naprawdę nigdy nie wszedł do użytku bojowego. Ale co to ma wspólnego z obserwacjami Arnolda? Ten kształt Hortena prawie idealnie odpowiada temu, co Arnold prezentuje na rysunku. Zgadza się niemal wszystko: linia skrzydła, to ostre zakończenie.
Ola: To nie jest tak, że Arnold zobaczył samolot z czasów II wojny światowej, który przeniósł się w czasie.
Piotr: Nie musiał się dużo przenosić w czasie, bo to był 47 rok.
Ola: A dwa lata pokonał.
Piotr: Więc przeniósł się i w czasie, i w przestrzeni, i o tym wiemy, to akurat nie wymaga domysłów, bo wiemy, że po wojnie Amerykanie, zresztą Rosjanie też, bardzo intensywnie eksplorowali niemieckie zasoby. Wywieźli właściwie wszystko i wszystkich, co tylko było coś warte z punktu widzenia badań naukowych, inżynierii, odkryć, generalnie tematów wojskowych.
Ola: Właśnie, militarnych.
Piotr: Dokładnie. W ramach wymiatania tych niemieckich zasobów do USA trafił choćby sławny, czy niesławny, Wernher von Braun, znakomity konstruktor rakiet, a przy tym SS-man, który wykorzystywał do pracy więźniów z obozów koncentracyjnych.
Ola: I doskonale o tym wiedział, i to jest udokumentowane.
Piotr: Tak, absolutnie, tam nie ma żadnych usprawiedliwień. On był tak cenny, że Amerykanie stwierdzili, że mają w nosie wszelkie aspekty moralne i po prostu go biorą. Zresztą on w Stanach projektował potem pociski balistyczne, wydatnie przyczynił się do konstrukcji wielu rakiet, którymi Amerykanie latali w kosmos – choćby kierował zespołem, który zaprojektował Saturn V, czyli tę gigantyczną rakietę, która pozwoliła dotrzeć na Księżyc.
Ola: Tak, czyli właściwie jego osiągnięcia, jego wiedza stoją w dużej mierze za sukcesem lądowania Amerykanów na Księżycu.
Piotr: W ogóle lotów kosmicznych. Do czasu uruchomienia wahadłowców właściwie wszystko, co Amerykanie robili, jeśli chodzi o maszyny wynoszące na orbitę, to była zasługa esesmana Wernhera von Brauna. To jest znana historia, żadne wielkie odkrycie, mówimy o tym, żeby nawiązać. Wiemy też, że Amerykanie przechwycili Hortena Ho-229, i zresztą do dziś jego rekonstrukcję można oglądać w Waszyngtonie, już w tym mieście Waszyngton, w Smithsonian National Air and Space Museum. Mieli kilka egzemplarzy, niewiele, ale mieli.
Ola: Ale czy właściwie armia amerykańska latała w ogóle takimi samolotami, czy je rozwijała? Tego również nie wiadomo, nie są to zresztą informacje, którymi wojsko chętnie by się dzieliło. I tutaj, podobnie jak władze radzieckie, władze amerykańskie różne sekrety wojskowe, zwłaszcza te przechwycone od Niemców, utrzymywały w tajemnicy – choćby z tego powodu, że współpraca z nazistami nie jest najjaśniejszą kartą w historii Stanów Zjednoczonych, a po drugie dlatego, że doświadczenia zdobyte dzięki przejęciu tej niemieckiej technologii były zapewne mocno wykorzystywane w amerykańskich konstrukcjach. Układ latającego skrzydła Hortena Ho-229 jest stosowany do dziś, choćby w słynnym bombowcu B-2 Spirit.
Piotr: Tak, to kolejna rzecz, którą możecie wpisać w wyszukiwarkę. Porównajcie, jak wygląda Horten, jak wygląda Spirit – nie mówię, że te konstrukcje łączy jakaś bezpośrednia linia, ale to jest ta sama myśl konstrukcyjna.
Ola: No tak, ta sama idea, i właściwie można sobie wyobrazić, że w 47. roku w pobliżu Mount Rainier leciał jeden lub kilka takich samolotów w układzie skrzydła, które pochodziły bezpośrednio albo pośrednio od niemieckiego Hortena Ho-229, i że pilot Kenneth Arnold, zobaczywszy je, nie skojarzył ich z istniejącymi samolotami, bo nie miał takiej wiedzy.
Piotr: Bo nie było takiego odpowiednika, nikt nie wiedział, że coś takiego może latać.
Ola: No i ta hipoteza wydaje się znacznie bardziej rozsądna od tego, co wydarzyło się później w Stanach Zjednoczonych i w jaki sposób tłumaczono to zdarzenie, bo po relacjach Arnolda Ameryka właściwie eksplodowała relacjami o, to już znamy, latających talerzach.
Piotr: Bo potem w samym 1947 roku, zaraz o tym więcej powiem, zgłoszono ponad tysiąc obserwacji, i w tych obserwacjach stale przewijał się ten kształt. Nie mówiono o półksiężycu, albo bumerangu, coś, co bardziej kojarzy się z tym, o czym opowiadał Arnold, tylko właśnie mówiono o spodku. Co ciekawe, Arnold tego określenia "spodek" użył jako określenie sposobu ruchu tych obiektów, a nie ich wyglądu. Natomiast hasło "latające spodki" było na tyle chwytliwe, że podchwyciły je i powielały media, i co bardzo ważne, dziwnym zbiegiem okoliczności ludzie nie powtarzali obserwacji Arnolda, tylko powtarzali relacje z jego obserwacji. Ludzie donosili o dziwnych światłach na niebie, niezwykłych obiektach poruszających się z niemożliwą prędkością. Prasa publikowała naprawdę sensacyjne artykuły i mówi się, że temat latających spodków był wtedy tak bardzo obecny w rozmowach, jak się rozmawia o czymś, co emocjonuje w danym momencie. Były też relacje ludzi, którzy sobie przypominali, że już przed Arnoldem widzieli takie obiekty, tylko przypominali sobie o tym już po jego obserwacji. Te relacje najpierw pojawiały się na zachodnim wybrzeżu, tam gdzie był Arnold, potem w centrum, na południu, w końcu w każdym stanie Stanów Zjednoczonych takie obserwacje były zgłaszane.
Ola: Czyli taka trochę odwrotna ekspansja, nie tak jak Amerykanie zdobywali dziki zachód, tylko wprost przeciwnie. Na samym początku, od 24 czerwca do początku lipca 1947 roku, całość tych relacji, rozmów, dywagacji odbywała się raczej w tonie humorystycznym. Ale stopniowo, kiedy tych relacji robiło się coraz więcej, zaczęli o nich mówić coraz poważniejsi ludzie, i dołączył do nich na przykład gubernator stanu Idaho.
Piotr: Byli tam też policjanci, różne takie osoby, którym się wierzy.
Ola: Tak, i były też obserwacje grupowe, oprócz indywidualnych. Niektóre z nich bardzo szybko się wyjaśniały, jak na przykład obserwacja wytłumaczona próbą fajerwerków przed 4 lipca. Niektóre to były balony, inne to samoloty. Ale niektóre obserwacje pozostawały niewyjaśnione.
Piotr: No i to się tak kotłowało na przełomie czerwca i lipca. Szczyt tych doniesień to był 8 lipca. Zresztą tego dnia ogłoszono, że odzyskano latający dysk w Roswell.
Ola: Nie będziemy wam opisywali dzień po dniu, ale te momenty są naprawdę ważne.
Piotr: Tak, więc zapamiętajcie, do Roswell oczywiście wrócimy. 9 lipca ta fala doniesień zaczęła opadać, bo po pierwsze wiele wcześniejszych doniesień znalazło jakieś wyjaśnienie, tak jak Ola wspominała. Często też okazywało się, że to radosna twórczość różnych zgrywusów i kawalarzy, którzy, skoro wszyscy o tym mówią, robili coś zabawnego. Na przykład w Richmond doniesiono o całej masie latających spodków, i rzeczywiście okazało się, że ktoś z jakiegoś wysokiego budynku rzucał papierowymi talerzami.
Ola: Dobrze, że papierowymi, a nie porcelanowymi.
Piotr: Ale różnie bywało, bo na przykład w Clayton na trawniku przed sądem lokalnym znalazł się płonący latający talerz. Jak go ugaszono i obejrzano, okazało się, że jest zrobiony z patelni, drutów i takich lamp elektronowych, jak to wtedy w radiach były.
Ola: Gdybym potrafiła coś takiego skonstruować, chętnie bym to wówczas zrobiła.
Piotr: To poczekaj, bo tu jest zaraz cudowna opowieść. W każdym razie, z kolei w Shreveport ktoś rzucał 40-centymetrowym dyskiem z aluminium – to już bardziej ryzykowne zajęcie niż papierowe. W Detroit odkryto dysk z, jak to opisano, tajemniczymi, orientalnymi hieroglifami.
Ola: Tak, to taki kamień z rozetki.
Piotr: Trochę tak. To się szybko okazało, że zrobili go miejscowi robotnicy i gdzieś go podrzucili. Tu też w North Hollywood znaleziono w ogródku duży, 80-centymetrowy dysk, złożony z dwóch kawałków blachy, jakiejś rurki i znowu lampy radiowej, elektronowej.
Ola: Tak, lampy stwarzały duże możliwości.
Piotr: Tak, i czegoś na kształt płetwy. Ktoś tam się rzeczywiście namęczył.
Ola: Ja go podziwiam. To są moi ludzie.
Piotr: Tak, i teraz, uwaga, mamy 11 lipca i Twin Falls.
Ola: No właśnie. Opisano w tejże miejscowości kolejny dysk, ale tutaj awantura rozkręciła się mocniej.
Piotr: Wszyscy byli mocno nakręceni na ten temat, więc już to poważnie traktowano.
Ola: Tak, bo do dysku znalezionego w ogródku wezwano policję, która przekazała sprawę FBI i wywiadowi wojskowemu, i wreszcie dysk trafił w ręce armii. Już dzień później ukazał się szerszy tekst opisujący szczegóły tego wydarzenia. Jak donosiła gazeta "Deseret News" z Salt Lake City, dysk miał około 30 cali średnicy i przypominał element żyrandola z plastikową kopułką zawierającą elektryczne elementy, jakieś przewody, znowu lampy radiowe, i nie posiadał żadnego źródła zasilania. Do zbudowania tego spodka przyznało się czterech nastolatków, którzy wykorzystali elementy z szaf grających i gramofonów, a konstrukcję podrzucili o 22.30 do ogródka niejakiej pani Thompson, gdzie odkryła ją następnego dnia rano. Ten dysk później opisano jako doskonały przykład umiejętności technicznych i być może ułańskiej fantazji, ale trzeba było jakoś wytłumaczyć zaangażowanie tylu służb, więc tłumaczenia poszły bardziej w zagadnienia techniczne. Dodano, że chłopcy zainspirowali się doniesieniami o latających spodkach i próbowali stworzyć swój własny, wzorując się na dostępnych w mediach opisach. W opisie tego odcinka znajdziecie odnośnik do tego artykułu.
Piotr: I tam jest też zdjęcie, publikowane zresztą w całym kraju – oficer trzyma ten dysk i ma taką minę, mocno z cyklu "co ja tutaj robię". I powiem szczerze, ten dysk naprawdę był niezły, i to jest też moment, kiedy on już zaczął przypominać to, co my teraz rozumiemy pod UFO. Gdyby komuś kazać narysować latający talerz, takie UFO, to narysowałby prawdopodobnie właśnie coś takiego: talerz, kopułkę i jakieś nóżki.
Ola: Takie klasyczne. Właśnie tak, w tej kopułce by coś migało, jakieś światełka.
Piotr: No więc tak to wyglądało. Dokładnie nie migało, bo nie miało zasilania, ale ma te nóżki i tak dalej. Zwróćmy uwagę, jak bardzo to jest odległe od tego, co pokazuje Arnold na swoim obrazku – jak bardzo to, co ci chłopcy skonstruowali w oparciu o doniesienia medialne, jest wariacją na temat określenia "latające spodki", a nie wariacją na temat tego, co Arnold faktycznie widział i opisywał. W każdym razie publikacja tego zdjęcia, ten wywiad wojskowy i cała ta informacja mocno rozeszły się po kraju, i to chyba był przełom, bo jest lista doniesień o UFO: o ile 8 lipca doniesień z całego kraju było 260 jednego dnia, o tyle 13 lipca, dzień po opisaniu historii z ogródkiem pani Thompson, pojawiły się już tylko 4 takie doniesienia, a dzień później już w ogóle żadnego nie było. Jak potem pisano, gdyby ktoś nagle wyłączył się z życia i 20 lipca wziął gazetę, to już w ogóle nie byłoby śladu po tym wybuchu szaleństwa, które ogarnęło Stany Zjednoczone na niebywałą skalę. Trzy tygodnie po – i temat zniknął. Zresztą 19 sierpnia Gallup opublikował sondaż, z którego wynikało, że 90% społeczeństwa amerykańskiego słyszało o latających dyskach.
Ola: No to znaczy, że to jest coś, co opanowało wyobraźnię Amerykanów i sprawiło, że skupili się na tym na jakiś krótki czas. Ale właśnie: krótki czas, tak?
Piotr: Tak, zresztą dla porównania: plan Marshalla pewnie kojarzycie. To był moment, kiedy ten plan powstawał, był dyskutowany, był gorącym społeczno-politycznym tematem. Z sondażu wyszło, że 50% Amerykanów słyszało o planie Marshalla, a 90% o UFO. To jakoś tam pokazuje skalę.
Ola: Taki drobiazg. I tutaj trzeba oczywiście dodać, że ten temat oczywiście powracał, kiedy w kolejnych latach pojawiały się kolejne doniesienia o obserwacjach.
Piotr: Tak, i teraz wspomnieliśmy o czymś, co już mogło jakieś dzwonki niektórym odpalić w głowie, czyli Roswell. Szczątki znalezione w Roswell. Ktoś słyszał o Roswell?
Ola: Ja podnoszę rękę.
0:39:29 Roswell: od balonu Mogul do mitu ciał kosmitów
Piotr: Dziękuję. Ciekawe, kto nie słyszał o Roswell. Dobra, co było z tym Roswell? Krok po kroku. Na początku lipca 1947 roku, czyli wtedy, kiedy to się wszystko działo, farmer z Roswell, niejaki William McBrazel, znalazł na swoim ranczu jakieś dziwne szczątki. Opisał, że składały się z metalowych elementów, jakichś listewek, folii i czegoś, co Brazel opisał jako dziwny rodzaj gumy. Nic z tym nie zrobił, jakieś śmieci mu leżały na polu, bywa. Nie miał radia, nie docierała do niego prasa, Nowy Meksyk do dziś jest jednym z najsłabiej zaludnionych stanów USA, wtedy było jeszcze puściej. Po prostu, i potem, kilka dni później pojechał do znajomych czy do rodziny, i oni mu opowiedzieli o całej tej histerii UFO. Brazel stwierdził, że to jakoś pasuje do opisu, skontaktował się z szeryfem w Roswell, który powiadomił wojsko.
Ola: No i właśnie się zaczęło. Już 8 lipca 1947 roku na ranczu Brazela zjawił się cały zespół z pobliskiej bazy Roswell Army Airfield, pod dowództwem majora Jessego Marcela. Wojsko zabezpieczyło szczątki znalezione na polu i przetransportowało je do bazy. I tutaj wydawać by się mogło, to nam podpowiada wyobraźnia, że to ludzie w kombinezonach, w świetle lamp…
Piotr: Wiecie, te szczątki.
Ola: Tak, tak. Ogrodzony teren, wszystko pokryte tajemniczą mgłą, znoszą te gigantyczne fragmenty latającego talerza do wielkich ciężarówek.
Piotr: To trochę inaczej wygląda.
Ola: No, tymczasem Jesse Marcel dostał od Williama Brazela po prostu kupkę jakiejś drobnicy owiniętą w papier pakowy, którą schował do bagażnika samochodu i odjechał.
Piotr: Tak, to tak wyglądało całe to przejęcie szczątków przez wojsko.
Ola: Tak, bardzo poważnie brzmiące.
Piotr: I teraz ważna sprawa. Tego samego dnia, przypominam, to był totalny szczyt całej afery ufowej, baza wydała oświadczenie prasowe, w którym poinformowała o odnalezieniu latającego dysku. I teraz trochę nie wiadomo, może na fali mody panującej w tym czasie, tak to opisał oficer prasowy, [? niepewne: Walter Haut / Walter Hoth]. On dodał, być może od siebie, to określenie "dysk".
Ola: Może próbował zaistnieć.
Piotr: Może to trochę był żart. Nie, ja bym tu nie szukał czegoś głębszego. No wiesz, wszędzie mówią o UFO, no myśmy, hej, słuchajcie, przejęliśmy szczątki latającego dysku, haha.
Ola: Pośmiejmy się wszyscy razem.
Piotr: No trochę tak. On potem okropnie kręcił, ten oficer prasowy. W 1973 roku namyślał coś w jakimś wywiadzie, ponoć przed śmiercią pozostawił zeznanie, które miało być opublikowane po jego śmierci. Ale jak po jego śmierci w 2005 roku wyszła książka, to tam były kompletne bzdury, niespójne z tym, co w ogóle było wiadomo i co było mówione. Facet próbował się kreować na świadka odnalezienia, podczas gdy na oczy tego wszystkiego nie widział. Generalnie ta informacja, chyba przez te dwa słowa – latający dysk – w środku tego całego szaleństwa naprawdę obiegła media i wywołała ogromne zainteresowanie. To był 8 lipca. Tymczasem już następnego dnia, 9 lipca, wojsko zorganizowało konferencję prasową i, uwaga, zmieniło wersję wydarzeń. To jest moment bardzo istotny, wręcz kluczowy. Pojawił się generał [? niepewne: Roger Ramey / Roger Clemens], który opowiedział, że odnalezione szczątki pochodziły z balonu meteorologicznego. Pokazano nawet fragmenty szczątków, które z tego balonu miały pochodzić. I to jest moment, w którym oni naprawdę już strasznie namotali: coś tam w tym bagażniku przywieźli, potem ktoś palnął o tym latającym dysku, potem powiedzieli, że wcale nie, żaden dysk, balon, balon, balon.
Ola: No i całe to namotanie sprawiło, spowodowało to, co się stało później. Jeśli ktoś kojarzy tę całą współczesną opowieść o Roswell, to pewnie kojarzy również wątek ciał kosmitów, które rzekomo znaleziono w tym słynnym miejscu, wątek ich przenoszenia i późniejszej sekcji zwłok. I to jest naprawdę bardzo ciekawy wątek, bo powstał przez nałożenie na siebie dwóch historii. Jedna to to mało porywające Roswell, gdzie Brazel zawinął listewki i folię w papier pakowy. A druga to tekst, artykuł napisany przez Franka Scully'ego. Od razu kojarzy mi się Mulder i Scully.
Piotr: Sprawdzałem: ta Scully z serialu nie nazywa się tak z powodu Franka Scully'ego, tylko z powodu bodajże jakiegoś sportowca.
Ola: Okej, no to Frank Scully w roku 1949 napisał artykuł do magazynu "Variety" i opisał w nim historię rozbicia się, i teraz uwaga, ogromnego, trzydziestometrowego latającego spodka, co miało nastąpić koło miejscowości Aztec w Nowym Meksyku. Ten tekst był napisany w tonie mocno kpiącym i prześmiewczym.
Piotr: Takim bardzo przesadnym, nadmuchanym.
Ola: Scully właściwie tak pisał, miał taką manierę pisarską, i trudno określić, na ile, w jakim stopniu wziął tę historię na serio. Według Scully'ego w marcu 1948 roku niezidentyfikowany statek powietrzny, który zawierał, uwaga, 16 humanoidalnych ciał, został odzyskany przez wojsko w Nowym Meksyku po kontrolowanym lądowaniu w [? niepewne: Hart Canyon / Hard Canyon], 12 mil na północny wschód od miasta Aztec. Źródłem tych informacji dla Scully'ego mieli być [? niepewne: Silas Newton i Leo GeBauer/G. Bauer] , którego odczyt prowadzący sami określili jako niepewny. Panowie próbowali sprzedawać, uwaga, urządzenia, które miały pod ziemią wykrywać ropę, gaz i złoto.
Piotr: Współczesny odpowiednik różdżki do kopania studni.
Ola: Tak, tylko że tamto to już w ogóle wszystko.
Piotr: To było high-tech.
Ola: I miało to być oparte na technologii odzyskanej z rozbitego statku kosmitów. Ci panowie, łatwo się zorientować, po prostu próbowali coś komuś sprzedać, i w końcu im się udało, bo nabrali na tę historię milionera [? niepewne: Hermana Flejdera], naciągnęli go na 230 tysięcy ówczesnych dolarów. To jest naprawdę ogromna suma, odpowiednik jakichś 3 milionów dolarów obecnie. Kiedy [? niepewne: Flejder] się zorientował, co mu wcisnęli, naprawdę się wnerwił i doprowadził do procesu, w którym obaj sprytni konstruktorzy i naciągacze zostali skazani w 1953 roku.
Piotr: Dokładnie. I to już był moment, w którym Scully nie tylko napisał ten artykuł w "Variety" – były zresztą dwa takie artykuły, znalazłem naprawdę straszny bełkot, ale miał wyraźnie tam swój styl – w każdym razie zdążył już napisać książkę na ten temat.
Ola: Chyba go poniosło już.
Piotr: Chyba mocno. Później zajął się wydawaniem książek z cyklu Mother Goose, to postać z bajeczek, wyliczanek dla dzieci amerykańskich, wydał taką książkę z wierszykami dla współczesnych dzieci. To mu zdecydowanie lepiej szło.
Ola: No właśnie, powinien się na tym tylko skupić.
Piotr: W każdym razie, po tym jak wyszło na jaw, że to naciągacze, że zostali skazani za oszustwo, że to wszystko jest podparte na niczym, nawet ci najbardziej zainteresowani UFO zaliczyli wielkiego wspólnego facepalma i właściwie do lat 70. nikt nie wspominał o tym incydencie w Aztec, bo to było żenujące. Natomiast tu jest pewne zjawisko: z czasem różne bzdury nabierają takiej szacownej patyny historycznej. Tu pozdrawiam Arystotelesa z jego wykwitami na temat tego, jak funkcjonuje świat, i tym, jak wpłynął później na wszystko.
Ola: Tak, Piotrek jest antyfanem Arystotelesa, ma lekką obsesję.
Piotr: Tak, jak koprolity. Zwróć uwagę, ostatnio nie było u nas o koprolitach. Koprolit na początku to po prostu kawałek kupy, ale jak minie, powiedzmy, 60 milionów lat, to robi się strasznie cenny.
Ola: Ale wiesz, on naprawdę jest cenny.
Piotr: I ładny. Wyjdź teraz na nasz trawnik, gdzie nasza kochana sunia się udaje celem generowania koprolitów, i pomyśl sobie, że te koprolity kiedyś będą naprawdę bezcenne. Tak to z czasem nabiera wartości.
Ola: Im coś starsze, tym bardziej obecnie wartościowe.
Piotr: Więc nawet ta wyjątkowo badziewna opowieść zaczęła wracać, i koło 1966 roku po raz pierwszy ktoś o niej napomknął. W 1974 roku, to bardzo ważny rok dla tej historii…
Ola: Bo narodził się wówczas niejaki Piotr Stanisławski.
Piotr: Dziękuję.
Ola: Który 5 lat później obserwował prawdziwe zdarzenie UFO.
Piotr: I w tym 74 roku ufolog Robert Spencer Carr wymyślił opowieść o Hangarze 18. To kolejne hasło triggerujące ufologów: rzekomo w tym hangarze trzymano przechwycone ciała kosmitów.
Ola: 16 ciał?
Piotr: Tak, albo ta liczba się zmieniała. A pod koniec lat 70. kolejny taki facet, Leonard Stringfield, wyspecjalizował się w zarabianiu na tej historii. Zaczął opowiadać, że ten incydent w Aztec to był jeden z wielu takich incydentów i że generalnie ciała kosmitów niemalże wysypują się z wszystkich amerykańskich baz.
Ola: Ciekawie, ciekawie.
Piotr: Co ciekawe, właśnie pod koniec lat 70. ta opowieść z Aztec zmiksowała się, nie wiadomo dokładnie w jakim momencie, z opowieścią o Roswell. Oba te miasta znajdują się w Nowym Meksyku, choć są na dwóch końcach tego stanu, 400 km od siebie w linii prostej.
Ola: To prawie po sąsiedztwie.
Piotr: Generalnie powstała jedna wielka historia o statku kosmicznym, który spadł, który armia przechwyciła, zabrała ciała kosmitów i prowadziła, albo do dziś prowadzi, badania – to się nazywa reverse engineering.
Ola: Będzie jeszcze o tym mowa.
Piotr: Nad odzyskaniem rozwiązań technicznych, które mieli stosować obcy. Jeżeli wam się kojarzy Roswell właśnie z tymi buchającymi dymami, płomieniami, ciałami kosmitów wynoszonymi na noszach, to właśnie stąd się to wzięło – z tego zmiksowania opowieści. Jest tam jeszcze jeden bardzo ciekawy wątek. Tylko wspomnę, że pomysł z ciałami noszonymi w workach na noszach ma też swoje odniesienie do rzeczywistości, dlatego że w tych czasach prowadzono między innymi testy spadochronowe, i do spadochronów przyczepiano zaawansowane, jak na tamte czasy, manekiny wielkości ludzi, naszpikowane rozmaitymi czujnikami, więc bardzo ostrożnie je traktowano i przenoszono w specjalnych workach, transportowano w pojemnikach, które mogły przypominać trumny.
Ola: Dodajmy, że manekin jednak jest podobny do człowieka, ale jak ktoś się postara, może również z daleka przypominać obcego.
Piotr: Jak się przeczyta te opowieści o ciałach obcych, to często się napotyka na to, że byli łysi, że trochę wyglądali jak manekiny. Więc te ciała obcych przenoszone w workach przez wojsko też skądś się wzięły.
Ola: Właśnie, to jest jeden z tych elementów, które stają się takim ziarnem prawdy w głębokim miksie różnych zmyśleń, pomówień i niedopowiedzeń. I co jeszcze ważniejsze w tej historii: Armia Stanów Zjednoczonych faktycznie kłamała w sprawie tego wydarzenia. To jest chyba najistotniejsze ziarno prawdy.
Piotr: W sumie tak. Rzeczywiście kłamali. Pamiętacie, była mowa o balonie meteorologicznym – to ten generał, po tym jak jego podwładny palnął coś o latającym dysku, wyszedł i powiedział: nie, nie, nie, chłopaki, to był balon meteorologiczny. No więc, uwaga: to nie był balon meteorologiczny.
Ola: Więc armia coś ukrywa.
Piotr: Tak, armia kazała mówić ludziom, że to był balon meteorologiczny, a to było zupełnie co innego. Może nie zupełnie. To był balon projektu Mogul. To się ładnie nazywa – to była supertajna akcja, naprawdę supertajna, o najwyższej klauzuli poufności, prowadzona w latach 47-50, a jej celem było uzyskanie informacji wywiadowczych na temat przede wszystkim radzieckich testów broni jądrowej, które zresztą nie były wtedy jeszcze prowadzone, dopiero się zaczynały, ale Amerykanie wiedzieli, że wkrótce to zrobią, i próbowali stworzyć system wczesnego ostrzegania przed radzieckimi pociskami. Generalnie mieli kontrolować, co Rosjanie robią w kwestii atomu.
Ola: Więc nie było dziwne, że trzymali to w głębokiej tajemnicy.
Piotr: To miało mocne podstawy naukowe, to w ogóle bardzo ciekawa opowieść na kolejną godzinę. Robili to we współpracy z Columbia University i Woods Hole Oceanographic Institution, generalnie poważna sprawa. Cały program zakończono w 1950 roku, głównie z powodów operacyjno-praktycznych, to znaczy te balony im zwiewało, były problemy z komunikacją, natomiast spełniały swoją rolę, bo bardzo dobrze wykrywały również amerykańskie testy jądrowe, Amerykanie sprawdzali to na swoich testach. Te balony niosły między innymi mikrofony, nadajniki radiowe, często były wypuszczane całymi stadami. I uwaga, te wczesne, z tego okresu, o którym mówimy, były robione z neoprenu – to jest ta dziwna guma, o której mówił farmer. Dopiero potem przerzucono się na inne, lepsze formy plastiku. W każdym razie mamy tutaj element prawdziwy.
Ola: No i właśnie jeden z takich balonów, NYU Flight 4, został wypuszczony 4 czerwca i spadł koło Roswell. I faktycznie był to bardzo dziwny balon: zawierał między innymi reflektor radarowy, zrobiony z folii i rurek. Reflektory miały kształt geometrycznej siatki zbudowanej z lekkich prętów, pokrytej cienką metalową folią. Dla nieprzeszkolonych obserwatorów wyglądały dziwacznie, co mogło podsycać teorię o ich pozaziemskim pochodzeniu.
Piotr: I tam jest jeszcze jeden piękny wątek, bardzo go lubię: przy tej okazji pojawiały się doniesienia, że na tej konstrukcji z Roswell, i nie była to jedyna taka konstrukcja, bo tych balonów Mogul spadło więcej w różnych miejscach, znajdowały się jakieś tajemnicze hieroglify i pozaziemskie pismo. Otóż w tych czasach armia nie miała jeszcze specjalnie produkowanych materiałów, korzystali po prostu z taśm klejących, które były do kupienia normalnie w sklepach. I akurat wiemy, że te balony, ta seria, była klejona taśmą taką zabawkową, na której były nadruki: jakieś kwiatki, jakieś gwiazdki, jakieś znaczki.
Ola: To jest naprawdę śliczna historia.
Piotr: I teraz po prostu ta zabawkowa taśma klejąca nagle okazuje się być pozaziemskim pismem i hieroglifami.
Ola: No więc tak: armia Stanów Zjednoczonych kłamała w sprawie Roswell, bo kryła supertajny projekt naukowo-wojskowy, w którym używała między innymi taśm klejących z kwiatkami. I właśnie przez to kłamstwo i próbę jego odkręcenia armia w sumie pomogła w wygenerowaniu opowieści, która ma już prawie 80 lat i naprawdę świetnie się trzyma, a nawet, jak usłyszycie za chwilę, nabiera rumieńców.
0:58:22 Dlaczego mit UFO powstał: strach, zimna wojna i media
Piotr: I teraz spójrzmy na to, dlaczego to w ogóle wszystko się tak wydarzyło, jak się wydarzyło. Jest sporo różnych analiz na temat samego powstania mitu UFO, są co najmniej trzy takie bardzo solidne, antropologiczne książki. Przede wszystkim mówi się o lęku przed wojną nuklearną. Late lata czterdzieste to był narastający, z jednej strony strach przed zagładą nuklearną, z drugiej strony fascynacja tym tematem, bo Hiroszima i Nagasaki w 1945 pokazały, jaka to jest ogromna, przerażająca moc. I UFO pojawiało się, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, przedstawiane jako pojazdy obcych, którzy przylecieli na Ziemię zwabieni tymi wybuchami i albo ostrzegali przed zagładą ludzkości, albo dawali nadzieję. Byli symbolem jakiejś interwencji wyższej siły, która mówi: ludzie, otworzyliście puszkę Pandory, i jak jej zaraz nie zatrzaśniecie, to was to wszystko zniszczy.
Ola: Ponadto okres powojenny to przecież okres zimnej wojny, czyli rosnące napięcie między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, i ten kontekst polityczny bardzo mocno wpłynął na interpretację zjawiska UFO, bo niezidentyfikowane obiekty latające były przez ludzi często postrzegane jako tajna broń wroga albo przejaw działań szpiegowskich. Teoria o radzieckim pochodzeniu latających spodków była popularna na początku samej zimnej wojny.
Piotr: Skoro już mówimy o wyścigach, to był wyścig kosmiczny, i to był czas, kiedy to naprawdę jeszcze nie doszło szeroko do ludzi, bo dopiero w 1957 roku wystrzelono Sputnika, ale to jest właśnie czas, kiedy te mity narastały. Rozbudzało to wyobraźnię, mówiło się dużo o eksploracji kosmosu, czyli skoro my możemy polecieć w kosmos, czy wysłać coś w kosmos, to znaczy, że inni też mogą. Istnienie tych innych oczywiście było wielką zagadką, nadal jest, ale to się stawało realne, jakoś pociągające i fascynujące.
Ola: Jeśli chodzi o stronę bardziej psychologiczną, to badacze zajmujący się tematyką UFO wskazują, że fascynacja tym tematem wynika z głębszych ludzkich potrzeb. Chodzi o pragnienie sensu i kontaktu z czymś, co wykracza poza ziemską egzystencję, wpisania się w coś, co jest jakby poza granicami naszej świadomości. Właśnie w obliczu globalnych zagrożeń: zimnej wojny, wyścigu kosmicznego, tej niepewności, tego strachu związanego z bombą atomową, UFO mogło stanowić symbol nadziei, nowego porządku i kontaktu z bardziej zaawansowaną cywilizacją, której być może trzeba zaufać.
Piotr: Ma coś do powiedzenia.
Ola: Jest starsza, bardziej doświadczona od nas, i może należy się powierzyć jej opiece, a nie strącać jak szaleńcy latające spodki, które spadają tak masowo na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Piotr: Jedna rzecz, o której trzeba koniecznie powiedzieć, to rola mediów. Już mówiliśmy o tym, jaka była ich rola w przypadku opowieści Arnolda. Media podchwytywały to niezwykle chętnie, a był to czas bardzo intensywnego rozwoju mediów. Radio docierało już wszędzie, to było coś, co rozchodziło się do ludzi, a jednocześnie media potrzebowały materiału na wypełnienie swojego czasu antenowego.
Ola: A ponieważ wiemy, że media nie karmią się głównie pozytywnymi informacjami, czyli jeszcze jeden szczęśliwy dzień, kiedy nic się złego nie wydarzyło, tylko właśnie sensacją, dlatego że my sami jesteśmy głodni tej sensacji, bo mamy wyczuloną wrażliwość na doniesienia, które są emocjonalnie nacechowane.
Piotr: Potencjalnie mogą stanowić dla nas zagrożenie. To, co może stanowić zagrożenie, podkręca nas. Jest jeszcze wątek tego, że lata 50. to rozwój kultury masowej, popkultury, która później jeszcze bardziej się rozkręcała, i wtedy wiele takich tematów, które wcześniej właściwie nie istniały, bardzo mocno się rozchodziło. UFO było na pewno takim tematem. W ogóle był to trochę wentyl bezpieczeństwa, który pozwalał wyrazić te zbiorowe emocje, ten strach, te nerwy, tę niepewność tamtych czasów. Lata 50. są w mitologii amerykańskiej postrzegane jako czas złotej prosperity, natomiast płytko pod powierzchnią było naprawdę bardzo dużo napięć, i te napięcia wyładowywały się być może również poprzez ten wentyl, który nazywamy sobie UFO.
1:03:14 Porwania: historia Betty i Barneya Hillów
Piotr: Teraz jeszcze zajmiemy się, choć krótko, dobrą wiadomością: porwaniami. To jest temat, który w początkowej fazie tematu UFO w ogóle nie istniał. Nie będziemy opowiadali o wszystkim, były różne wątki, również seksualne. Zajmiemy się taką praopowieścią, opowieścią założycielską o porwaniach przez UFO, która stanowi punkt odniesienia dla chyba wszystkich takich opowieści. Dotyczy małżeństwa Betty i Barneya Hillów, którzy we wrześniu 1961 roku wracali nocą z wakacji w Kanadzie do siebie, do New Hampshire. Szanowani, poważani ludzie. Ona była, co jest ciekawą rzeczą, białą pracownicą socjalną, on był czarnoskórym pracownikiem poczty – nietypowe było wtedy takie mieszane małżeństwo. On był też działaczem na rzecz praw obywatelskich. I tu się wydarzyło coś, co bardzo zmieniło całe spojrzenie na UFO. Na początku sprawa wydawała się dość prosta: jadąc w nocy, zobaczyli dziwne światło na niebie. Zatrzymali się, Barney wyszedł z samochodu, wziął lornetkę, żeby się przyjrzeć. Zobaczył, że jest światło, nic takiego, odjechali. Ale jak wrócili do domu, zauważyli kilka rzeczy, które ich zaniepokoiły: nie działały im zegarki, ich ubrania były trochę porozdzierane, nie strasznie podarte, ale tu gdzieś jakieś rozdarcie, tu coś innego. Twierdzili też, że na karoserii samochodu widoczne były jakieś dziwne, błyszczące kręgi. I co ciekawe i ważne, nie potrafili wyjaśnić, dlaczego podróż zajęła im o dwie godziny dłużej, niż powinna, sądząc z trasy, którą przebywali.
Ola: No i właśnie ta luka w czasie stała się punktem zwrotnym w opowiadaniach o rzekomych porwaniach przez kosmitów. Zaniepokojeni Hillowie zgodzili się w końcu poddać hipnozie pod okiem psychiatry, doktora Benjamina Simona. I dopiero wtedy, w stanie hipnozy, zaczęli sobie przypominać szczegółową historię o tym porwaniu przez obcych – historię, która wcześniej w ogóle nie była przez nich zapamiętana. I to, co jest szczególnie interesujące dla badaczy tej historii, to fakt, że szczegółowe opisy obcych pojawiły się podczas sesji hipnotycznej Barneya w lutym 1964 roku, zaledwie 12 dni po emisji szczególnego odcinka popularnego serialu "The Outer Limits". Właśnie w tym odcinku pokazano postać uderzająco podobną do tego, co rzekomo Hillowie mieli widzieć – postać kosmity. Co więcej, lokalny badacz Jim McDonald, który przeanalizował trasę Hillów, odkrył, że światło, które oni początkowo zobaczyli, mogło być po prostu latarnią ostrzegawczą z Cannon Mountain. Ale historia Hillów oczywiście potoczyła się własnym torem i zapoczątkowała całą falę opowieści o porwaniach przez UFO, falę, która naprawdę przetoczyła się przez amerykańską kulturę popularną. Jest też doskonałym przykładem tego, jak ostrożnie należy podchodzić do wspomnień wydobytych podczas hipnozy – to właśnie w takim momencie są rzekomo odkrywane historie, które miały miejsce miesiące czy lata po rzekomym wydarzeniu.
Piotr: Tak, trzeba wspomnieć, że oni jechali we wrześniu 1961, a Barney przypomniał sobie, jak ci obcy wyglądali, w lutym 1964, akurat przypadkiem po emisji tego odcinka. Tam jest więcej takich elementów.
Ola: Otóż to. I to, co początkowo było prostym spotkaniem z dziwnym światłem na niebie z jakimiś okolicznościami towarzyszącymi, jak te ubrania czy kręgi na samochodzie, które tam rzekomo miały się pojawić, pod wpływem hipnozy i być może nieświadomych sugestii rozwinęło się w całą, wielką, rozbudowaną historię o porwaniu Hillów przez obcych.
Piotr: Warto jeszcze dodać, że o ile mąż, Barney, zmarł w latach 60., to Betty Hill żyła długo, zmarła w 2004 roku, i do końca życia była bardzo przekonana o prawdziwości tego doświadczenia. Natomiast ufolodzy i miłośnicy UFO, którzy z czasem kochali tę historię, bo była świetna, z czasem podchodzili do niej już ostrożniej, nie mówili już tak chętnie o niej, dlatego że Betty cały czas twierdziła, że ma kolejne kontakty z UFO, i robiła mnóstwo zdjęć spodków, które ją odwiedzały. Tylko że każdy już wiedział, że te zdjęcia to po prostu światła uliczne, latarnie, jakieś plamy na niebie w rodzaju słońca między chmurami. To bardzo nadszarpnęło jej wiarygodność i przez to można powiedzieć, że trochę zepsuła tę całą historię, bo, można się pokusić o jakąś analizę psychologiczną, trudno powiedzieć, ludzie niewątpliwie zyskali ogromną sławę i najwyraźniej tej sławy nie chciała zostawić, i cała ta historia tak popłynęła, jak popłynęła.
Ola: Ale mamy również wydarzenia związane z UFO tu w Polsce, nie tylko amerykańskie historie są do opowiedzenia.
1:10:53 Emilcin: polski wątek UFO
Piotr: Tak, no więc Emilcin. Chciałem powiedzieć, że pewnie wiele osób o tym słyszało, no bo to najsłynniejsza polska historia o UFO, choć kilka ich było. Nie będę jej opisywał bardzo szczegółowo, łatwo sobie znaleźć ten opis. W skrócie opowieść jest taka, że 10 maja 78 roku Jan Wolski, 71-letni, spokojny rolnik, jechał furmanką przez las koło Emilcina na Lubelszczyźnie. Gdzieś tam przy drodze stały dwie postacie, niezbyt wysokie. Według jego opisu wskoczyły mu na wóz, po prostu sobie przysiadły. Mówił potem, że były w czarnych kombinezonach, miały jakąś zielonkawą skórę, porozumiewały się jakimś piskliwym, dziwnym językiem, i on, co ciekawe, specjalnie się tym nie przejął. Sytuacja jak sytuacja, normalna sprawa, że jacyś ludzie o zielonych twarzach wskakują na furmankę. Jechał więc dalej, zwłaszcza na Lubelszczyźnie wieczorową porą. I zajechali na polanę. Nad tą polaną wisiało coś, co Wolski opisywał później jako pojazd w kształcie zbliżonym do autobusu, a na rogach tego autobusu były jakby wirujące śruby, wirniki, coś takiego. Bardzo ładnie narysował to zresztą pod dyktando Wolskiego wspomniany Grzegorz Rosiński w tym komiksie, więc tu mamy niemalże z pierwszej ręki relację, portret pamięciowy.
Ola: Jak sobie próbuję wyobrazić ten PRL-owski autobus z wirnikami, to już od razu widzę ten ogórek wiszący nad polaną.
Piotr: Powiedzmy tak: prosty facet, miał jakieś skojarzenie, tak to opisał, było jak było. W każdym razie wzięli go na pokład według jego relacji. Poddano go tam jakimś dziwnym badaniom. Mówił, że w tym pojeździe leżały na ziemi jakieś ptaki, które były żywe, ale nie mogły się ruszać, że poczęstowano go czymś, co przypominało sopel. W końcu mu podziękowano, on się tam ukłonił, oni mu się odkłonili, wypuścili go i pojechał do domu.
Ola: Żyli długo i szczęśliwie.
Piotr: Trochę tak. Historia bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Przyjechała milicja, która najpierw sugerowała, że Wolski był pijany albo coś takiego – akurat ponoć nie był, zresztą wszyscy mówili, że nie był z tych pijących. Pojawił się jeden ufolog, potem drugi. Okazało się też, że sześcioletni chłopiec z tej wsi, niejaki Adam Popiołek, też widział nad lasem ten dziwny obiekt, choć wyszło na to, że zgłosił się z tą swoją opowieścią dopiero po tym, jak już cała wieś o tym mówiła, trudno powiedzieć. Potem pojawił się między innymi Grzegorz Rosiński z całą ekipą, która to miała badać, rozmawiał z Wolskim i narysował to, co narysował. Trudno coś więcej powiedzieć: mamy opowieść jednego faceta. Nie jest jakimś przypałem, oceniano go raczej jako człowieka poważnego, choć potem pojawiły się sugestie, że wbrew pierwszej opinii psychologów, którzy uznali go za bardzo wiarygodnego, był podobno dość uległy sugestiom. Trudno powiedzieć. Niewątpliwie był to prosty facet, tak to można ująć. Potem, gdzieś w 2012 roku, już dużo później, pojawiła się opowieść, że tak naprawdę to wszystko było mistyfikacją – że jeden ufolog postanowił najpierw spłatać psikusa drugiemu, a potem to już poszło na ostro, i że w ogóle Wolskiego zahipnotyzowano i zaszczepiono mu wspomnienia.
Ola: Ale ci ufolodzy, z jednej frakcji przeciwko drugiej.
Piotr: W skrócie, upraszczając, tak. To jest niezłe, bo właściwie cała ta historia o tych ufologach, o tych ich walkach, jest już tak podparta wielkim znakiem zapytania, że to jest jeszcze większy znak zapytania niż sama opowieść o tym autobusie. Nie mamy tu żadnego finalnego wyjaśnienia. Opowieść jakich wiele. Czy Wolski słyszał wcześniej o UFO? Nie dowiemy się. Niewątpliwie, jak mówię, 1978 rok to jest czas, w którym te opowieści już do Polski napływały, sam dobrze wiem, bo sam już na nie trafiałem, choć lat miałem wtedy niewiele, ale i moi rodzice coś o tym opowiadali. Był to temat, który istniał, to nie jest tak, że było jakieś zupełnie oderwane zjawisko.
Ola: Niezależnie od tego, jakie fakty stały za wydarzeniami z Emilcina, ta historia na stałe wpisała się w polski folklor związany z UFO.
Piotr: Ufolklor.
Ola: Jakby ktoś bardzo pragnął, to może obejrzeć również pomnik poświęcony tym wydarzeniom w Emilcinie. Został postawiony w 2005 roku. Jest to taki, można powiedzieć, metalowy sześcian, wciśnięty w kamienny cokół, a na tym cokole jest napis: "10 maja 1978 roku w Emilcinie wylądował obiekt UFO. Prawda nas jeszcze zadziwi." Jest też podana nazwa fundacji, która wystawiła ten pomnik, i data 2005, kiedy powstał.
Piotr: To jest fajne, że nas jeszcze zadziwi, czyli poczekajcie, jeszcze zobaczycie. Skoro odwiedzamy miejsca związane z UFO, to musimy zajrzeć jeszcze w jedno. Może jest mniej znane niż Roswell, ale ci, którzy chociaż trochę interesują się UFO, na pewno je znają – to Strefa 51. To rzeczywiście miejsce jak najbardziej istniejące, baza i poligon wojskowy w stanie Nevada, tuż obok dużego, wyschniętego zupełnie słonego jeziora nazywającego się Groom Lake.
1:17:14 Strefa 51 i Bob Lazar
Ola: No i ta baza nie jest dostępna. Oficjalnie jej istnienie potwierdzono dopiero w 2013 roku, chociaż wiadomo, że istniała od 55 roku, kiedy siły powietrzne Stanów Zjednoczonych i CIA kupiły ten teren. Pierwszym celem istnienia tej bazy było testowanie słynnych samolotów Lockheed U2, słynnych, bo mogących latać na wysokości aż 27 kilometrów.
Piotr: Wciąż jest bardzo wysoko.
Ola: Otóż to. Używane były od lat 50. do lotów szpiegowskich. I wreszcie jeden z tych U2, tak, skojarzenie z zespołem U2 nieprzypadkowe, jeden z tych samolotów zestrzelono 1 maja 1960 roku nad Związkiem Radzieckim. To oczywiście kolejna świetna opowieść, ale z innej bajki.
Piotr: Pewnie ją znacie. Zresztą jak nie znacie, to dajcie znać, możemy opowiedzieć.
Ola: Możemy kiedyś opowiedzieć, ale tym razem nie będziemy jej przytaczali.
Piotr: W ogóle U2 jest fascynującą konstrukcją, bo od wielu lat próbowano ją czymś innym, nowym, lepszym zastąpić, i przez wiele lat, aż w końcu stanęło na tym, że U2 zastąpi bezzałogowa wersja U2 – konstrukcja jest tak dobra, że w ogóle nie ma co kombinować. A dodajmy, że konstrukcja ma ponad 70 lat, więc szacunek. Wpiszcie sobie znowu U2, tylko dopiszcie "plain", bo inaczej wyskoczy wam Bono, The Edge i cała reszta. W każdym razie ta baza ma na swoim terenie to słone jezioro, o którym wspomnieliśmy – idealną, supergładką powierzchnię, która doskonale nadaje się na pas startowy. Jest tam długi, chyba 7-kilometrowy pas startowy. To jest miejsce starannie wybrane, 160 km od Las Vegas, ukryte między górami – w tym znaczeniu, że nie widać go łatwo, a jednocześnie łatwo je ostrzec. Sama nazwa Strefa 51 nie do końca wiadomo, skąd się wzięła, jest parę hipotez, mało ważnych. W każdym razie baza jest nadal bardzo pilnie strzeżona: są tam czujniki ruchu, są specjalni strażnicy w kamuflażu, którzy słyną z tego, że są małomówni. Próba wtargnięcia dosłownie kończy się śmiercią – był taki przypadek w 2019 roku, faceta, który próbował tam wpaść, prawdopodobnie po to, żeby zobaczyć UFO. Sam się bardzo prosił, przyznam, w końcu został zastrzelony.
Ola: Można by się zastanawiać, skąd opowieści o UFO w Strefie 51. Sama koncepcja tajnej bazy sugeruje, że ktoś ma coś do ukrycia, w związku z czym jest podejrzana, a jak jeszcze to jest rząd, armia Stanów Zjednoczonych i CIA, to wszystko śmierdzi.
Piotr: Tam w tej bazie testowano rozmaite eksperymentalne samoloty, wspomniane U-2. W latach 50. zaczęto je rozwijać. Lotnictwo cywilne generalnie latało wtedy na wysokości około 6 kilometrów, teraz to jest 10, 11, 12, samoloty wojskowe na 12 kilometrach, więc piloci cywilni wiedzieli o tym. Natomiast te U-2 latały na 18, 20 kilometrach, czyli o nich piloci cywilni nie mogli wiedzieć, to była supertajemnica. Więc jak widzieli coś tak wysoko lecącego, co zresztą często odbijało słońce, bo tam był taki układ geograficzny, że często to słońce w nie trafiało, to zgłaszali UFO, czyli niezidentyfikowany obiekt latający. Potem zrobiło się jeszcze dziwniej, bo w tej samej bazie testowano samoloty projektu OXCART. Jeżeli ktoś kojarzy samolot Blackbird, to jest dokładnie Lockheed SR-71 Blackbird, jak ktoś nie kojarzy, niech sobie wpisze w Google, to jeden z najpiękniejszych latających obiektów, jakie powstały.
Ola: Niezidentyfikowanych.
Piotr: No, przez długi czas tak. Właśnie ten Blackbird powstał w ramach projektu OXCART, i w tej bazie testowano wczesne wersje tego samolotu. To jest samolot, który lata nie dość, że na tych 27 kilometrach, to jeszcze z przepotężną prędkością, 3,5 tysiąca kilometrów na godzinę. Dodajmy, że rejsowe samoloty pasażerskie latają jakieś 800-900 kilometrów na godzinę. Blackbird ma nawet rekord przelotu z Londynu do Nowego Jorku – zajęło mu to godzinę 54 minuty, taki realny czas lotu.
Ola: To nawet Concorde nie był tak szybki.
Piotr: Nie, to w ogóle nie ta klasa. Czyli samolot, który latał super wysoko, super szybko, i jeszcze miał naprawdę dziwny kształt, który właściwie nadal może się kojarzyć trochę z UFO.
Ola: I tak naprawdę ten temat związany z UFO nabrał rozpędu po wystąpieniach medialnych niejakiego Boba Lazara w 1989 roku. Ten człowiek twierdził, że pracował w Strefie 51 i odtwarzano tam technologie latających spodków.
Piotr: Czyli znowu, tak.
Ola: Inżynieria odwrotna. I tych latających spodków miało tam być aż dziewięć, a napędzane miały być przez reaktor zasilany jakimś tajemniczym pierwiastkiem o liczbie atomowej 115.
Piotr: No tak, to mówił w 1989 roku.
Ola: Tylko że teraz już ten pierwiastek znamy, nazywa się moskow i został odkryty w 2004 roku. To prawda, i nie za bardzo zapowiada się na super napęd.
Piotr: Udało się uzyskać kilkanaście chyba atomów, które rozpadły się w jakichś pikosekundach.
Ola: A w tamtych czasach, kiedy Lazar o tym opowiadał, tego pierwiastka jeszcze nie znano.
Piotr: Nie było go, więc można było o nim tak mówić, że to jest jakiś ciężki, pomarańczowy metal. No okej. W każdym razie Lazar jest postacią wybitnie szemraną. Twierdził, że uczył się w MIT, w Caltechu, tyle tylko, że nie ma po nim śladu ani w MIT, ani w Caltechu. A dlaczego nie ma śladu? No bo władze zniszczyły dokumenty, tak? I w ogóle powiedział, że…
Ola: Władze, władze.
Piotr: Władze, że do pracy polecił go Edward Teller, słynny fizyk, o którym już mówiliśmy przy innych okazjach. Tylko że Edward Teller jeszcze za życia zaprzeczył, jakoby w ogóle znał Lazara, i że w ogóle nie miał z nim nic wspólnego. Dodatkowo w paru miejscach wyszło, że Lazar nie ma pojęcia o fizyce, a ponoć miał się właśnie w tym specjalizować. Poza tym był karany za stręczycielstwo, co samo w sobie nie świadczy, że nie był fizykiem, ale jak się to wszystko dokłada do tego obrazu, to była wybitnie szemrana postać, i właściwie to jego opowieść nakręciła cały ten hype na Strefę 51. I to jest jeszcze dobry moment, żeby się teraz na chwilę zatrzymać i spojrzeć na coś, co sobie tak roboczo nazwałem Epokami UFO.
1:24:26 Epoki UFO i zapowiedź drugiej części
Ola: No tak, bo tutaj dzieli się ten okres na poszczególne etapy rozwoju tych opowieści wokół UFO. Pierwszy etap można wyodrębnić w latach 40. i 50. – to są narodziny i początek tego fenomenu. Mamy wówczas cień zimnej wojny, strach przed wojną nuklearną, opowieści o tym, że UFO przybyło na Ziemię zwabione wybuchami jądrowymi i ostrzega przed nimi ludzkość, chce ją uratować. Do tego dołączają się obawy przed radziecką inwigilacją i radzieckimi osiągnięciami kosmicznymi, które też były okryte tajemnicą, ale których wszyscy się bali.
Piotr: Bano się tak zwłaszcza po Sputniku.
Ola: Sputnik był tym obiektem, którego się bano potwornie, a tymczasem…
Piotr: 57 rok.
Ola: Tak, a tymczasem on po prostu latał i robił "pip" – urządzenie, które robi "pip".
Piotr: Lata 60. to z kolei taki wykwit UFO w kulturze masowej. Pojawiły się relacje o spotkaniach, porwaniach, obdukcjach, kontaktach seksualnych z UFO. Były takie wątki.
Ola: Czy właściwie z kosmitami?
Piotr: No tak, z kosmitami.
Ola: Nie z samymi obiektami latającymi.
Piotr: Wymiennie używam niesłusznie. To jest też epoka new age'owa, więc UFO, wiedza z kosmosu, ktoś mądrzejszy, tajemniczy. I to jest coś, czego nie można zaniedbać: rozkwit w ogóle science fiction, filmów, książek. "Odyseja kosmiczna 2001" to chyba była 68., czy 69. rok, ten film. To był rzeczywiście taki moment, kiedy UFO stało się właściwie codziennym elementem w jakimś stopniu.
Ola: No i przychodzą lata 70. i 80., i można powiedzieć, że jest wyraźna zmiana, wyraźny zwrot, trochę jak utrata niewinności, choć w obliczu kontaktów seksualnych z zielonymi ludzikami to może "niewinność" nie jest właściwym określeniem. Coraz więcej pojawia się teorii spiskowych o tym, że rząd ukrywa kontakty z UFO. Znowu są powtarzane historie o Roswell, bo już wszyscy zapomnieli, że ta historia była bardzo cienka i słaba. Dodatkowo mamy moment, kiedy wybucha afera Watergate, bardzo przełomowy moment, gdzie administracja Nixona w nielegalny sposób zbierała haki na przeciwników politycznych.
Piotr: Twierdzą, że wcale tego nie robi.
Ola: Ostatecznie doprowadziło to do ustąpienia Nixona, i to w sposób naprawdę zasadniczy zachwiało zaufaniem Amerykanów do swojego rządu.
Piotr: Już nadszarpniętym zresztą po zamachu na Kennedy'ego w 1963, kiedy pojawiało się już dużo różnych opowieści i teorii spiskowych.
Ola: A do tej nieufności wobec rządu dołącza się również seria doniesień o tym, jakoby rząd kłamał w kwestii lądowania na Księżycu.
Piotr: Mamy o tym odcinek.
Ola: Które to lądowanie odbyło się w 1969 roku. Chodzi o to, że coraz więcej osób mówi, że ta historia została zainscenizowana, że te role odgrywali aktorzy i wcale nie było żadnego lądowania.
Piotr: To jest tak naprawdę pokłosie tej utraty zaufania.
Ola: Ale też bardzo głośnego filmu "Odyseja kosmiczna 2001", który pokazał niezwykłe możliwości współczesnej kinematografii, bo sceny, które rozgrywają się w kosmosie na Księżycu, zostały ukazane przez Kubricka, reżysera tego filmu, w sposób niezwykle realistyczny i świetny technicznie, co zasugerowało ludziom, że to, co oglądali w telewizji przy okazji lądowania Armstronga i Aldrina na Księżycu, to być może są sceny nakręcone w studiu filmowym.
Piotr: Dodajmy, że końcówka lat 70. to przecież "Gwiezdne wojny" z 1977 roku, "Obcy" Ridleya Scotta z 1979 roku i wiele innych filmów, które pokazały, że technika filmowa robi ogromny skok, i że to, co nam pokazują, niekoniecznie musi być prawdą. Więc mamy lata 70. i 80., w które dopiero będziemy wchodzili w drugiej części, jako czas tej utraty niewinności, i to bardzo wyraźnie widać, jeżeli spojrzymy na UFO jako na pewne odwzorowanie nastrojów społecznych, strachu, obaw, nadziei – widać, jak to się zmienia od tego początku, przez umasowienie, ale wciąż taki okres niewinny, po ten coraz bardziej mroczny czas. Na początku, przyznam szczerze, zanim usiadłem do tego tematu, myślałem, że Roswell było już tematem gorącym w latach 50., wkrótce po tym, jak się wydarzyło.
Ola: Tak się sądzi.
Piotr: Natomiast okazuje się, że właściwie większość tych opowieści o wojsku robiącym dziwne rzeczy to jest końcówka lat 70. i lata 80.
Ola: Do tych historii, które są bliższe naszym czasom, a zwłaszcza tych najbliższych, które wydarzyły się w ciągu ostatnich kilkunastu, czy dwudziestu kilku lat, wrócimy w drugim odcinku naszego setnego odcinka podcastu. Bo nie wiedzieliśmy, ile nam tego wyjdzie.
Piotr: To będzie odcinek 101, ale uwaga, uwaga: wypuszczamy go w jednej paczce, to znaczy macie bonus, dwa odcinki, setny i 101, wyjdą tego samego dnia, czyli dziś, 21 stycznia 2025 roku, bo stwierdziliśmy, że jak tego nie podzielimy, to że my umrzemy, to drobiazg, ale że wy umrzecie, to gorzej.
Ola: To już byłaby rzeczywiście masowa zbrodnia. Ja tylko uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że zajmiemy się w tej drugiej części tematem Rancza Skinwalkera, ze zeznaniami w Kongresie na temat UFO, i różnymi innymi dziwnymi raportami dziwnych agencji rządowych, które starały się badać UFO od strony naukowej.
Piotr: Czyli właściwie taką czwartą epoką UFO, po tych trzech, które tutaj omówiliśmy, będzie epoka, która trwa, chyba można powiedzieć śmiało, do dzisiaj.
Ola: Trwa do dziś i właściwie jest zupełnie inaczej charakteryzowana niż tamte poprzednie, ale zapraszamy Was na tę opowieść w kolejnym odcinku.
Piotr: Tak jest. Słowo dnia będzie na koniec 101. odcinka.
Ola: A ja wymyśliłam przed chwilą.
Piotr: Wymyśliłaś? Dobra, to dawaj, to będzie słowo pół dnia.
Ola: Pół słowa dnia: ogórek.
Piotr: Ogórek, świetnie. Słuchajcie, przypominam, jakby Wam się podobało, to możecie nam się dorzucić na Buy Me a Coffee na kawę, będzie nam bardzo miło. Kawa strasznie drożeje, już o tym mówiliśmy, będziemy prawdopodobnie kiedyś jeszcze o tym mówili, bo ja też eksploruję ten temat, niesamowite rzeczy się tam dzieją. A na razie żegnamy się i jednocześnie nie żegnamy, bo zaraz zapraszamy Was na 101. odcinek. Jak ktoś da radę wysłuchać obu za jednym zamachem, to niech koniecznie da znać, bardzo jesteśmy ciekawi. A na razie…
Ola: Cześć!
Źródła
* https://www.theguardian.com/us-news/2024/mar/22/ufologists-sean-kirkpatrick-pentagon-report-uaps
* https://www.nytimes.com/2024/08/16/books/booksupdate/imminent-luiz-elizondo.html
* https://en.wikipedia.org/wiki/George_Knapp_(television_journalist)
* https://en.wikipedia.org/wiki/David_Grusch_UFO_whistleblower_claims
* https://www.vice.com/en/article/inside-skinwalker-ranch-a-paranormal-hotbed-of-ufo-research/
* https://www.statista.com/chart/8452/ufo-sightings-are-at-record-heights/
* https://www.newspapers.com/article/deseret-news-twin-falls-falling-disc-pro/94298643/
* https://www.nytimes.com/1994/09/18/us/wreckage-in-the-desert-was-odd-but-not-alien.html?pagewanted=all
* https://en.wikipedia.org/wiki/Kenneth_Arnold_UFO_sighting
* https://en.wikipedia.org/wiki/1947_flying_disc_craze
* https://en.wikipedia.org/wiki/Horten_Ho_229
* https://ciekawostkihistoryczne.pl/2021/05/13/emilcin-hipnoza-i-falszywi-kosmici-czy-w-polskim-roswell-doszlo-do-oszustwa/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Emilcin_Abduction
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Antrovis
* https://www.popularmechanics.com/military/research/a44466099/researcher-says-he-has-evidence-of-1933-ufo-crash-in-italy/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Unidentified_flying_object
* https://science.nasa.gov/uap/faqs/
* https://www.nytimes.com/2023/05/31/us/politics/nasa-ufo-hearing.html
* https://www.nytimes.com/2019/05/26/us/politics/ufo-sightings-navy-pilots.html
* https://www.nytimes.com/2024/03/08/us/politics/pentagon-ufo-alien-review.html?searchResultPosition=2
* https://www.nature.com/articles/s41598-023-49527-x
* https://www.scientificamerican.com/article/what-really-happened-at-the-pentagons-once-hidden-ufo-office/
* https://www.scientificamerican.com/article/nope-its-never-aliens/
* https://www.scientificamerican.com/article/bad-data-not-aliens-may-be-behind-ufo-surge-nasa-team-says/
* https://www.scientificamerican.com/podcast/episode/the-governments-former-ufo-hunter-has-a-lot-to-say/
* https://www.scientificamerican.com/article/heres-what-i-learned-as-the-u-s-governments-ufo-hunter/
* https://www.sciencenews.org/article/scientists-serious-ufo-uap-security
* https://academic.oup.com/bioscience/article-abstract/17/1/15/326133?login=false
* https://en.wikipedia.org/wiki/Flight_105_UFO_sighting
* https://en.wikipedia.org/wiki/Roswell_incident
* https://en.wikipedia.org/wiki/Aztec,_New_Mexico_crashed_saucer_hoax
* https://en.wikipedia.org/wiki/Hangar_18_(conspiracy_theory)
* https://en.wikipedia.org/wiki/Barney_and_Betty_Hill_incident
* https://en.wikipedia.org/wiki/UFO_conspiracy_theories
* https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Mogul
* https://en.wikipedia.org/wiki/Flying_saucer
* https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_reported_UFO_sightings
* https://en.wikipedia.org/wiki/Foo_fighter
* https://en.wikipedia.org/wiki/Ghost_rockets
* https://en.wikipedia.org/wiki/Table_of_reports_during_the_1947_flying_disc_craze
* https://www.britannica.com/topic/unidentified-flying-object/Other-investigations-of-UFOs
Źródła
- theguardian.com/us-news/2024/mar/22/ufologists-sean-kirkpatri…
- nytimes.com/2024/08/16/books/booksupdate/imminent-luiz-el…
- en.wikipedia.org/wiki/George_Knapp_(television_journalist
- en.wikipedia.org/wiki/David_Grusch_UFO_whistleblower_claims
- vice.com/en/article/inside-skinwalker-ranch-a-paranorm…
- statista.com/chart/8452/ufo-sightings-are-at-record-heights/
- newspapers.com/article/deseret-news-twin-falls-falling-disc-…
- nytimes.com/1994/09/18/us/wreckage-in-the-desert-was-odd-…
- en.wikipedia.org/wiki/Kenneth_Arnold_UFO_sighting
- en.wikipedia.org/wiki/1947_flying_disc_craze
- en.wikipedia.org/wiki/Horten_Ho_229
- ciekawostkihistoryczne.pl/2021/05/13/emilcin-hipnoza-i-falszywi-kosmici…
- en.wikipedia.org/wiki/Emilcin_Abduction
- pl.wikipedia.org/wiki/Antrovis
- popularmechanics.com/military/research/a44466099/researcher-says-h…
- en.wikipedia.org/wiki/Unidentified_flying_object
- science.nasa.gov/uap/faqs/
- nytimes.com/2023/05/31/us/politics/nasa-ufo-hearing.html
- nytimes.com/2019/05/26/us/politics/ufo-sightings-navy-pil…
- nytimes.com/2024/03/08/us/politics/pentagon-ufo-alien-rev…
- nature.com/articles/s41598-023-49527-x
- scientificamerican.com/article/what-really-happened-at-the-pentagons…
- scientificamerican.com/article/nope-its-never-aliens/
- scientificamerican.com/article/bad-data-not-aliens-may-be-behind-ufo…
- scientificamerican.com/podcast/episode/the-governments-former-ufo-hu…
- scientificamerican.com/article/heres-what-i-learned-as-the-u-s-gover…
- sciencenews.org/article/scientists-serious-ufo-uap-security
- academic.oup.com/bioscience/article-abstract/17/1/15/326133
- en.wikipedia.org/wiki/Flight_105_UFO_sighting
- en.wikipedia.org/wiki/Roswell_incident
- en.wikipedia.org/wiki/Aztec,_New_Mexico_crashed_saucer_hoax
- en.wikipedia.org/wiki/Hangar_18_(conspiracy_theory
- en.wikipedia.org/wiki/Barney_and_Betty_Hill_incident
- en.wikipedia.org/wiki/UFO_conspiracy_theories
- en.wikipedia.org/wiki/Project_Mogul
- en.wikipedia.org/wiki/Flying_saucer
- en.wikipedia.org/wiki/List_of_reported_UFO_sightings
- en.wikipedia.org/wiki/Foo_fighter
- en.wikipedia.org/wiki/Ghost_rockets
- en.wikipedia.org/wiki/Table_of_reports_during_the_1947_flying_…
- britannica.com/topic/unidentified-flying-object/Other-invest…
