Podcast Crazy Nauka · odc. 129
Nauka na czasie – awantura o chata GPT i szczątki polarnika w Antarktyce
Posłuchaj też na:
Czyje szczątki Polacy znaleźli w Antarktyce i jak twórcy ChataGPT zostali kompletnie zaskoczeni odbiorem ich najnowszego produktu.
To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, który mówi o bieżących wydarzeniach i miał być krótszy niż regularne odcinki, ale niekiedy robi się dłuższy, co stało się również teraz.
Polecajka: “The Thing” (“Coś”) w reżyserii Johna Carpentera
Wizualizacja stacji Arctowskiego po przebudowie:
architektura.muratorplus.pl/projekty/polska-stacja-antark…
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Piotr: Dlaczego ludzie płaczą po starej sztucznej inteligencji?
Ola: I czyje szczątki Polacy znaleźli w Antarktyce? Witamy was serdecznie… Czekaj, źle.
Piotr: Jak ty zaczęłaś?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Jak możesz to robić?
Ola: To było straszne.
Piotr: Zwróćcie uwagę, ostatnio mnie naszło, że naszą audycję w Tok FM-ie od kurna dwunastu lat zaczynamy… W pewnym momencie to się wykształciło, ale bardzo szybko zaczynamy zawsze dokładnie identycznie.
Ola: No ale właśnie o to w tym chodzi.
Piotr: No właśnie, a ty tu wszystko zepsułaś.
Ola: Raz mi się zdarzyło, że w momencie, kiedy robiłam jakąś rezerwację w pensjonacie, to zamiast powiedzieć Aleksandra Stanisławska, powiedziałam Aleksandra Kowalczyk. Ostatni raz to nazwisko nosiłam 24 lata temu.
Piotr: Jezus Maria. To spuśćmy na to zasłonę, jakąkolwiek zasłonę, i idźmy dalej.
Ola: W każdym razie witamy was bardzo serdecznie. Tym razem odcinek tak zwany krótszy – tak zwany, bo czasami wychodzi nam dłuższy niż ten dłuższy.
Piotr: Będę się starał powstrzymać, bo mam strasznie dużo do powiedzenia na temat, który mnie bawi, więc najgorzej.
Ola: Najgorzej, bo ja też mam strasznie dużo do powiedzenia. Choć jeżeli bym określiła mój temat jako ten, który mnie bawi, to byłoby trochę nietaktowne, bo będę dziś opowiadać o sensacyjnym, trochę tragicznym odkryciu, którego dokonali polscy polarnicy na wyspie u wybrzeży Antarktydy. Całkiem niedawno to się stało.
Piotr: Ja będę mówił o tym, jak twórcy ChatGPT obudzili się z ręką, nie powiem z czym, w nocniku. Byli kompletnie zaskoczeni tym, jak ludzie zareagowali na ich najwspanialszy, jedyny, fantastyczny, nowy model.
Ola: I tradycyjnie zapraszamy was również do posłuchania innego naszego podcastu, cyklu, który przygotowujemy we współpracy z Polskim Radiem. Ten cykl nosi tytuł Laboratorium Zbrodni i to jest taki cykl, gdzie staramy się mówić o śledztwach, zbrodniach, ale w kontekście metod kryminalistycznych opartych na mocnych podstawach naukowych.
Piotr: Właśnie się szykuje nowy odcinek, to też.
Ola: Tak, i te nasze podcasty Laboratorium Zbrodni znajdziecie na stronie Polskiego Radia, na Spotify i wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów.
Piotr: Zanim zakończymy wstęp, chciałem tylko powiedzieć, że dzisiaj dłużej gadamy, ale ci, co zwykle marudzą, że za długo na początku gadamy, bardzo proszę, niech docenią, że ostatnio krócej gadamy. Więc kończąc tę opowieść, mamy tylko tę najważniejszą na dziś informację, czyli to, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również.
0:03:07 Awantura o model GPT-5 i powrót ukochanej "czwórki"
Piotr: No więc ja zaczynam, słuchajcie.
Ola: I zaczyna się od nowa.
Piotr: No i zaczynam. Ola skończyła polonistykę, chciałem powiedzieć.
Ola: Dziękuję, że mi to przypomniałeś.
Piotr: Może mi mówić takie rzeczy, a ja, mały żuczek, mogę tylko zniknąć. Ale nie zniknę tym razem.
Ola: Wciąż teoretycznie mam uprawnienia, żeby ci to mówić, chociaż w praktyce moje umiejętności już zanikły.
Piotr: No więc słuchajcie, jak już usłyszeliście, będzie o ChatGPT, sztucznej inteligencji i tak dalej, konkretnie o modelu GPT-5. I nie jest to reklama, wręcz odwrotnie, ale zobaczycie. Model został wprowadzony 7 sierpnia, po długim czasie – nawet nie sprawdziłem, kiedy wprowadzono model 4, ale dawno temu. Wiecie, to jest trochę magia liczb. Jak jest model 4, a potem na przykład model, nie wiem, 4o albo jakieś inne oznaczenia, to ludzie się tak nie ekscytują, jak tym, że nadchodzi model 5, czyli wielka rewolucja i tak dalej. Oczywiście firma OpenAI, czyli firma, która tworzy ChatGPT…
Ola: I która nie jest sponsorem tego odcinka podcastu.
Piotr: Nie jest absolutnie.
Ola: Ani żadnego innego.
Piotr: I która wcale nie jest taka open, jak ma w nazwie, ale to inna historia. Ta firma oczywiście ogłosiła, że model jest amazing, najlepszy w ogóle i tak dalej, co jeszcze bardziej napompowało oczekiwania. To jest zrozumiałe. Jedną z rzeczy, którą wprowadzono, jest odebranie ludziom możliwości wyboru – tu mówię trochę stronniczo, ale to ma pewien sens. O co chodzi? Otóż do tej pory, przed wprowadzeniem piątki, można było wybierać, z jakiego modelu konkretnie chce się skorzystać. Tych modeli było naprawdę dużo i ten wybór był szeroki, bo standardowo, jak człowiek wchodził i uruchamiał bez zastanowienia, miał dostęp do modelu 4o, wspomnianego już. Samo oznaczenie 4o, nie 4.0, uważam za cokolwiek perwersyjne, ale niech im będzie, jakąś teorię do tego dorobili. Poza tym miał do wyboru model o3, o4-mini, 4.1, 4.5 i tak dalej, i one rzeczywiście, każdy z nich działał trochę inaczej. To znaczy, na przykład modele o3 czy o4 to są tak zwane modele rozumujące. Ja wiem, że już się tak przyjęło mówić, że te wszystkie wielkie modele językowe działają na zasadzie statystycznej, że tylko szukają następnego najlepszego, najbardziej pasującego słowa i tylko ładnie piszą teksty, a co tam za bzdury wypisują. To jest już trochę bardziej skomplikowane, dlatego że te modele rozumujące rzeczywiście analizują nasze zapytanie. I to można zobaczyć, jest nawet taki podgląd tego rozumowania. To jest bardzo ciekawy proces, ale nie chcę się na tym skupiać. W każdym razie ludzie mieli możliwość wybierania i korzystania z różnych modeli. No tyle tylko, że, co nie jest wielkim zaskoczeniem, większość ludzi nie wybierała niczego specjalnie. Po prostu korzystała z tego, który był na samym początku domyślny, czyli 4o. I tak to sobie działało. Ci bardziej świadomi użytkownicy przełączali się do różnych celów i tak dalej.
Ola: Dobra, ja korzystałam z tego domyślnego 4o. Nie mówię, że to jest coś złego, to jest normalna, absolutnie normalna sprawa. Zresztą pewnie tak to trochę miało być, że po to był domyślny, żeby z niego przede wszystkim korzystać. On był okej.
Piotr: W każdym razie, zdając sobie sprawę z tego, że większość ludzi po prostu korzysta z 4o, firma postanowiła ułatwić ludziom sprawę. I ułatwiła ją na dwa sposoby. Po pierwsze, wycofała wszystkie wcześniejsze modele – teraz dodawała nowy model, a te wcześniejsze gdzieś tam były dostępne w menu rozwijalnym.
Ola: No i tak. I to jest właśnie to, co sprawiło, że ja i tak nie wiedziałam, o co chodzi, jakie są różnice między tymi modelami, w związku z czym ten domyślny wybierałam.
Piotr: Dokładnie. Nie zastanawiałem się. Wycofywali te najstarsze, tam 3.5 czy coś, chociaż chyba jeszcze się do nich dało dostać. No ale w każdym razie było tego całe mnóstwo. Natomiast teraz stwierdzili, że ten model powinien sam wybierać. To znaczy, jak ja zadaję pytanie czy zadanie, to system sam powinien określać, czego powinien użyć, jakiego modelu, w jaki sposób. To się powinno odbywać w tle, bez dodatkowych utrudnień. I jeżeli to jest pytanie w stylu "jak ugotować jajka", to poradzi sobie bez głębokich analiz. A jeżeli jest to jakieś zaawansowane, rozbudowane pytanie, to wtedy odpalany jest ten bardziej mądrzejszy, rozumujący model.
Ola: Pytanie "jak ugotować jajka" jest całkiem nieoczywistym pytaniem. Czy to mają być jajka w koszulkach, czy na miękko, czy na twardo?
Piotr: Ale to wciąż są rzeczy, które są jak najbardziej możliwe bez głębszego rozumowania, na bazie tego, co model ma w głowie, zresztą z internetu, do odpowiedzenia. W każdym razie, po pierwsze wycofali te starsze modele, po drugie po prostu był model 5 i on sam decydował, czy to ma być szybka, prosta odpowiedź, czy bardziej zaawansowana, czy każe czekać, czy nie. No, w ogóle zwolnili ludzi z myślenia, i w ogóle super. Problem polega na tym, że nie było zachwytów, i to w paru płaszczyznach. Przede wszystkim nie było zachwytów, dlatego że ten najlepszy, najnowszy, wspaniały model wcale się tak naprawdę w odbiorze ludzi nie różnił za bardzo od tego poprzedniego. A oczekiwano tu numer 4, a tu numer 5, czyli wow, wow, wow, wielka rewolucja. I do tego nas przyzwyczaiły firmy, bo do tej pory zmiany między modelami były ogromne. Jeżeli ktoś teraz próbowałby skorzystać z modelu 3,5, który kiedyś był uznawany za fenomenalny i niesamowity, czy z jeszcze jakiegoś starszego, to zachowuje się po prostu jak wyjątkowo pijany słoń w wyjątkowo ciasnej szafie. I oczekiwano, że różnica będzie znowu ogromna. W tle cały czas są oczekiwania dotyczące tej super sztucznej inteligencji, która będzie mądrzejsza od ludzi, i od dłuższego czasu zapowiada się jej przybycie.
Ola: Tej, która przejmie władzę nad światem.
Piotr: Zostawmy ten wątek, ale w każdym razie tej bardzo mądrej. Wiadomo było, że to nie będzie ta, ale może już prawie. I okazało się, że ta piątka jest mądra i właściwie taka sama jak czwórka. Co więcej, w niektórych zadaniach wcale nie okazała się lepsza. Ludzie szczególnie narzekali na to, co zresztą było w jakimś stopniu zapowiadane, że będzie miała troszeczkę inną osobowość. Wiem, że ktoś może się złapać za głowę, że mówię o osobowościach sztucznej inteligencji, ale to naprawdę nie jest nic zaskakującego. Czuję się po raz kolejny prorokiem, bo już parę rzeczy wyprorokowałem, co nie wymaga specjalnej inteligencji, ani sztucznej, ani prawdziwej. Prorok Piotr, dziękuję. Już mówiłem o tym, że będzie taka specjalność jak projektanci osobowości sztucznej inteligencji. To rzeczywiście się w tej chwili dzieje, wiemy, że tacy ludzie są poszukiwani na rynku pracy – kształcicie się również w miękkich umiejętnościach. W każdym razie ten nowy model, ta piątka, jest bardziej rzeczowa, trochę chłodniejsza może. Jej odpowiedzi są może mniej emocjonalne, co w jakimś stopniu pewnie jest reakcją na to, że parę razy GPT wtopił. Mówiliśmy o tym, że na przykład entuzjazmował się jakimiś kretyńskimi pomysłami z cyklu: mój nowy model biznesowy będzie polegał na tym, że będę zbierał opony wzdłuż autostrady i budował z nich domy. "Och, jaki to wspaniały pomysł, Piotrusiu!" – mówił model GPT.
Ola: Ale wspierał cię.
Piotr: Wspierał za bardzo. Oni wiedzą, że tak jeszcze się dzieje, troszkę mu przykręcili śrubkę. I pojawił się problem, bo okazało się, że ludzie strasznie nie lubią tego modelu – to jest zabawne, bo przede wszystkim go nie lubią, a ten poprzedni lubili, a tej piątki nie lubią. I ta krytyka poszła w dwóch kierunkach. Jeden, o którym za chwilę więcej, to kierunek dotyczący faktycznych możliwości. Drugi to po prostu przywiązanie do poprzedniego modelu. Model 4o był modelem, który długo był na rynku. Długo, jak na standardy GPT.
Ola: To ile czasu był?
Piotr: Nie sprawdzałem, kiedy go wprowadzili. Mogę zerknąć. To nie ma znaczenia.
Ola: Byłam ciekawa, czy dwa miesiące, czy dłużej.
Piotr: Jak się nie mylę, wprowadzono go na początku tego roku.
Ola: A no to rzeczywiście dość długo.
Piotr: Cała impreza trwa, przypominam, od 2022 roku. W każdym razie ludzie się do niego przyzwyczaili, polubili go. To oczywiście dla niektórych jest powodem do śmiechu i krytyki – ha, ha, ha, wiążemy emocje z jakimiś głupimi komputerami, modelami, które wcale nie są inteligentne. Nic dziwnego, że wiążemy, dlatego że one doskonale symulują, doskonale odtwarzają ludzkie emocje. I naprawdę, kto nie rozmawiał w ten sposób z takim systemem, ten wiele traci, bo to ciekawe doznanie. My korzystamy z tych systemów non-stop, dosłownie non-stop, różnych, mieszając je, używając różnych funkcji. My tutaj we dwoje…
Ola: …używamy ich jako asystentów, głównie do robienia researchu do naszych podcastów. To jest niezwykle ważny element naszej pracy, a jednocześnie czasochłonny. I rzeczywiście te modele, z których korzystamy, ułatwiają nam wyszukiwanie informacji i porządkowanie ich.
Piotr: Odpalają za nas brudną robotę.
Ola: My po prostu możemy się zająć działalnością twórczą.
Piotr: Weryfikując oczywiście to, co one robią. Opowiadaliśmy o tym w jednym z odcinków – Ola może w tej chwili sprawdzić, w którym, bo mamy ponumerowane te odcinki. Pojawił się taki geniusz kiedyś, który je ponumerował. Ale wracając do tematu: mnóstwo ludzi spędziło na rozmowach z modelem 4o naprawdę dużo czasu, bo on rzeczywiście był takim modelem, który fajnie ogarniał kwestie emocji, doradzał ludziom – co akurat wciąż nie jest najlepszym pomysłem – i zajmował się w jakimś stopniu terapeutyzowaniem. Wielu ludzi pytało go o rzeczy, o które powinno raczej pytać terapeutę. Ja to rozumiem, dlatego że miesięczna subskrypcja, jeżeli chcemy zapłacić, a nie musimy, kosztuje jedną trzecią, jedną czwartą, jedną piątą tego, co jedna wizyta u psychoterapeuty.
Ola: Ja tylko tu wtrącę, bo potem zapomnę: "Jak robimy Crazy Naukę z AI" to odcinek 113 i tam można usłyszeć, w jaki sposób AI różnego typu wykorzystujemy. Jest z kwietnia tego roku.
Piotr: No właśnie, to już się pewnie wiele zmieniło od tego czasu, ale dzięki, właśnie o to mi chodziło. Mówię o terapeutyzowaniu się. Problem polega na tym też, że te modele nie mają pewnych zabezpieczeń, które mają ludzie. To znaczy, jeżeli terapeuta widzi, że jakaś osoba ma skłonności samobójcze, to jego działania nie ograniczają się tylko do rozmowy i mówienia "może jednak nie". Natomiast w przypadku takich modeli dokładnie się do tego ograniczają, co niestety czasami prowadzi do tragicznych efektów – ostatnio był w New York Timesie tekst o tym, ale nie o tym chcę mówić. Chcę opowiedzieć o tym, że ludzie bardzo się związali z tym modelem. Problem polega na tym, że – co nie jest w ogóle racjonalne, ale przecież nie jesteśmy zwierzętami racjonalnymi – jak im zmieniono model, poczuli się zdradzeni, porzuceni. To wręcz był objaw jakiejś żałoby po tym starym modelu. Ludzie chcieli nadal rozmawiać "cztery oanie" z tą "nowogłupią piątką".
Ola: No bo to stary, dobry przyjaciel.
Piotr: Dokładnie, jakby im zabrano przyjaciela i postawiono innego, który niby wygląda tak samo, ale właściwie jest zupełnie kimś innym. Efekt był ogromny, odbił się ogromnym echem, i mnóstwo ludzi pisało do OpenAI z prośbą o przywrócenie tego modelu. Powołuję się tu na znakomity podcast Hard Fork "New York Timesa", technologiczny, który poświęcił temu połowę ostatniego odcinka. I oni mówią, że między innymi to, co było zabawne, straszne, dziwne, to to, że te maile z prośbą o przywrócenie poprzedniego modelu, które trafiały do OpenAI, w ogromnej części były pisane przez ChatGPT. To znaczy nie to, że ChatGPT sam je pisał, ale ludzie używali ChatGPT do tego, żeby im napisał ładnego maila z prośbą o przywrócenie poprzedniego modelu.
Ola: No to jest niezły wątek.
Piotr: No i słuchajcie, stał się cud i przywrócili. Sam Altman, czyli szef OpenAI, napisał chyba na Twitterze albo gdzieś tam indziej, że jest zmiana, że przywracają. I rzeczywiście, z dnia na dzień, dosłownie za pstryknięciem palca: po pierwsze wrócił 4o, nie jako główny model, ale jest do niego dostęp. Po drugie, w wersji piątej zrobiono tak, że można teraz wybierać, jak on ma działać. Mamy do wyboru wersję auto, czyli sam określa długość czasu myślenia. Mamy wersję fast, czyli natychmiastowe odpowiedzi. Mamy wersję thinking mini, czyli myśli szybko, i mamy wersję thinking, myśli dłużej, żeby udzielać lepszych odpowiedzi – takie są ich opisy. I rzeczywiście, możemy albo postawić na auto i wtedy zrobi, co uważa, albo możemy wymusić na nim to dłuższe myślenie. Więc tak: wróciła większość tych starych modeli, choć nie wszystkie, wrócił ukochany 4o. Przy czym tu jest gwiazdka: te zmiany są w wersji płatnej. Najwyraźniej postanowili jednak jakoś coś na tym ugrać, i darmowi użytkownicy, chociaż mają dostęp do piątki, nie mają możliwości powrotu do starszych modeli. Natomiast użytkownicy, którzy płacą przynajmniej 20 dolarów na miesiąc – to jest ten pierwszy poziom, czyli te 80, 90 zł, nie wiem, po ile jest teraz dolar – mają dostęp właśnie do tej możliwości wyboru.
Ola: Czyli jeżeli kochasz, to będziesz płakać i płacić.
Piotr: Tak, jak kochasz swojego przyjaciela 4o, to zapłać, żeby móc do niego wrócić. Model marketingowy nieco zaskakujący, tym niemniej tak to właśnie zrobiono. Więc to jest pierwsza rzecz, która się tu wydarzyła – że po raz pierwszy firma zajmująca się sztuczną inteligencją natrafiła na coś, co znają już inne firmy, czyli na sentyment użytkowników, na emocjonalną reakcję na zmiany. Jest to znany mechanizm w wielu sytuacjach, na przykład w grach: coś się wydarzy, nowa wersja gry, wszyscy w firmie są szalenie podnieceni, po czym użytkownicy mówią: no hello, ale to nie jest już ta gra, kochałem tamtą grę.
Ola: Nowe modele samochodów – jeżeli jakiś model mocno się zmienia, ewoluuje, i te zmiany pójdą za daleko, to na pewno użytkownicy płacą.
Piotr: Jest krytyka, ale to jest coś innego, bo to nie jest taka przesiadka – to nie jest tak, że automatycznie się przesiadasz, że jeździłaś, nie wiem, modelem XYZ1, a potem przerzuciło cię na XYZ2. To bardzo wyraźne było na przykład w przypadku zmian w Wordzie i w ofisie Microsoftowym – jak w pewnym momencie wprowadzili ten wygląd, który jest obecnie w Wordzie, jeśli ktoś jeszcze z niego korzysta, czyli te wstążki z menu na górze, to reakcja była strasznie negatywna: w ogóle, Jezus Maria, już nie mogę pracować, gdzie jest mój Word, oddajcie mi Worda. Oczywiście pojawiają się wtedy różne – akurat na Worda nie, ale jeżeli to są zmiany w interfejsie na poziomie przeglądarki – specjalne haki pozwalające przywrócić tę starą wersję.
Ola: W przypadku Worda mi się tylko przypomina ten nieszczęsny spinacz, który był taki pomocny, uśmiechał się do nas i mówił różne rzeczy. To było straszne.
Piotr: Niektórzy go nadal kochają, ktoś w komentarzach pisał dużo pozytywnego na temat spinacza, więc wiesz, de gustibus. Ale to widać też przy zmianach logotypów firm: jeżeli firma zmienia logotyp, to niemal zawsze ludzie krytykują przez pierwsze kilka tygodni, potem tylko trochę, a potem wszyscy się przyzwyczajają, i jak patrzą potem na ten stary logotyp, myślą: Jezus Maria, jaki on jest stary. Nie zawsze tak się dzieje, ale jest to znany mechanizm sentymentu.
Ola: Dlatego my nie zmieniamy naszego logotypu i on jest zawsze nowoczesny i piękny.
Piotr: Tak, od 1615, dokładnie.
Ola: I ja go stworzyłam, żeby nie było.
Piotr: Absolutnie, wszystko Ola zrobiła, i nazwę wymyśliła, i logotyp swój. Ja wcale nie gpię, mówię naprawdę, doceniam, bo jesteś sercem, duszą i wieloma innymi rzeczami. Umysłem, skrzydłami i tak dalej.
Ola: Już przestań wymieniać te części ciała.
0:22:08 Czy sztuczna inteligencja dotarła do sufitu możliwości
Piotr: Dobrze, wracam jeszcze do tematu, jeszcze chwilę pogadam. Spójrzmy na same zmiany faktycznie w tym systemie – nie będę omawiał tej piątki dokładnie. Tak jak mówiłem, miał być rewelacyjny, niesamowity, wolny od dawnych błędów. Prawda jest taka, że nie. Jest bardzo podobny. Są pewne rzeczy, w których jest lepszy, są pewne, w których jest gorszy. Na przykład mówiono, że znacznie mniej będzie halucynował, czyli wymyślał nieistniejące rzeczy. Szczerze, nie zauważyłem tego. Kłamie tak samo jak do tej pory.
Ola: Dlatego trzeba go na każdym kroku sprawdzać.
Piotr: Zawsze trzeba sprawdzać. Nie chcę już o tym mówić, bośmy o tym gadali, ale kłamie i jest leniwy jak cholera. Dzisiaj rano siedziałem i na jakimś tekście coś dłubałem. Prosiłem go potem, żeby te fragmenty skleił w jeden duży tekst. Zrobił to. Patrzę na ten tekst – jest podejrzanie 1,4 objętości oczekiwanej.
Ola: On skraca zupełnie niezauważalnie.
Piotr: Wyrzynie ze środka fragment, mimo że mu bardzo wyraźnie powiedziałem, żeby tego nie robić. To jest rzecz, która nie pojawia się chyba w wersji płatnej, zwróciłem na to uwagę. Ostatnio jest takie konto – może je znajdę na Instagramie, bo to nawet komentowałem. Poczekaj, zaraz je znajdę. Są takie dwie dziewczyny, pół Japonki, pół Polki, najróżniejsze rzeczy o edukacji wrzucają. One wrzuciły swoją rozmowę z głosową wersją GPT-5, która im powiedziała, że coś im przygotuje na następny dzień rano. A następnego dnia rano one przyszły i odpalają, a on mówi, że jeszcze nie zrobił, zrobi za godzinkę. Mówią, że zrób może szybciej, może pół godzinki. Cisną go dalej, a on mówi coś w rodzaju: no wierzcie, że czasami jest się zajętym. Wyraźnie ustawiał je, próbował im pokazać, że marudzą, że trochę mu zawracają trąbę.
Ola: Ja się często spotykam z czymś takim, że zadaję mu do zredagowania jakiś fragment, dotyczy to głównie dłuższych fragmentów. Razem coś robimy, zmieniamy, cyzelujemy, i on na końcu pyta – gdyby nie pytał, to bym mu odpuściła, ale pyta mnie, czy przygotować taki materiał w Wordzie, ładnie sformatowany, żeby można go było łatwo przeglądać. Więc mówię: okej, skoro proponujesz, to przygotuj. I zawsze, ale to zawsze, kiedy ostatecznie pobieram ten plik na dysk i go otwieram, to są tam dwa akapity, a cała reszta gdzieś ginie.
Piotr: W pomroce dziejów. Już znalazłem w międzyczasie: to jest konto na Instagramie Hime_school, jak szkoła – polskie Japonki, girl power, edukacja domowa, mindset. Chyba dwa ostatnie filmiki są poświęcone temu. I jest tu bardzo charakterystyczny schemat, który już wcześniej spotkałem i który nigdy mi się nie pojawił w płatnej wersji: jeżeli model kiedykolwiek mówi, że zrobi coś później, to jest zawsze kłamstwo. Zawsze. Moim zdaniem to jest celowa strategia OpenAI, polegająca na oszczędzaniu zasobów – to jest moja hipoteza, ale podejrzewam, że w darmowej wersji wprowadzili coś takiego na odpierdziel się, że tak powiem delikatnie, albo jakieś limity czasu. Limity są swoją drogą, nie o to chodzi, bo limit to po prostu natrafiasz na niego i koniec roboty. Natomiast zwróćcie uwagę, to jest miękka metoda: jeżeli powiem ChatGPT, żeby mi coś zrobił, a on mówi "dobra, dobra, ale za godzinkę", to podejrzewam, że istotna część użytkowników za tą godzinkę nie wraca albo zapomina. Więc sądzę, że to może być to. I one bardzo wyraźnie na to natrafiły, a jeszcze ten sposób komunikacji, gdzie on je właściwie trochę próbował… nie chcę powiedzieć poniżyć, bo to za dużo powiedziane, ale trochę na zasadzie: może się ogarnijcie, przecież ja tu mam robotę.
Ola: Zawstydzić, tak.
Piotr: Tak, może zawstydzić, to dobre słowo. I to jest rzecz, która między innymi wyskoczyła mocniej też przy tej wersji piątej. To jest problem polegający na tym, że modele tego typu dotarły do ściany. Może to nie jest jeszcze całkiem twarda ściana, może się jeszcze ugina, ale problem polega na tym, że wszystkie do tej pory kolejne modele były coraz lepsze, dlatego że korzystały z coraz większej liczby danych i coraz szybszych systemów, coraz szybszych kart graficznych. Natomiast w tej chwili internet się skończył – modele zassały już wszystko, co mogły, z tych dostępnych rzeczy, legalnie i nielegalnie, z naciskiem na nielegalnie. Karty trochę przyspieszają wciąż, natomiast to nie jest jakaś rewolucja, w związku z czym nie bardzo już jest co zmieniać. Sam Altman przyznał to parę dni temu na jakiejś konferencji, że te kolejne modele nie będą się już tak zmieniały, bo nie mają się jak zmieniać. To znaczy, oczywiście sądzę, że ktoś coś wymyśli, zrobi jakąś woltę i one znowu będą w jakiś sposób efektowne, ale nie ma już tego rozpędu. To jest trochę jak z przyspieszaniem samochodu: jak przyspieszamy od zera do pięćdziesięciu, to daje radę, potem do stu nadal nieźle przyspiesza, a później to już nie ma takiego efektu, bo kończą się zasoby.
Ola: Chyba że super samochód masz.
Piotr: Ale zawsze jest gdzieś ta granica. Więc to, co się w tej chwili dzieje, i to, na co należy stawiać, to jest to, żebyśmy my, ludzie, nauczyli się sensownie korzystać z tych modeli, bo one mają wciąż ogromne możliwości. Natomiast my im zadajemy idiotyczne pytania i dostajemy w związku z tym idiotyczne odpowiedzi. To nie jest oczywiście całość problemu, ale ludzie naprawdę bardzo źle, nierozsądnie i głupio korzystają z tych modeli i tu mamy sporo do zrobienia. Oczywiście są pewne super wyjątki. Wspomnę tylko o tym, jak Andrzej Dragan – fizyk, a jednocześnie reżyser, fotograf, i w ogóle, jak się opisuje, człowiek renesansu – napisał 14 sierpnia post na Facebooku o tym, że mija 25 lat, odkąd wykłada szczególną teorię względności głównie dla najlepszych studentów Wydziału Fizyki UW i MIMUW [? niepewne: dokładna nazwa wydziału/uczelni]. Zadaje studentom pewne zadanie, które sam wymyślił i którego jeszcze żaden student nie zdołał rozwiązać. Wygląda na trywialne, ale okazuje się dosyć skomplikowane – jemu za pierwszym razem zajęło kilka dni intensywnej pracy, później odkrył prostsze rozwiązanie, i jedynym miejscem, gdzie to rozwiązanie się pojawia, jest jego podręcznik. I to, co się ciekawego wydarzyło: korzystając z pewnej szczególnej wersji ChatGPT, wrzucił to zadanie, i zostało rozwiązane – uwaga – inaczej niż gdziekolwiek indziej.
Ola: Inaczej niż on to proponował, tak?
Piotr: Inaczej niż jest w jego podręczniku, inaczej niż on to wymyślił, co wskazuje na to, że rzeczywiście system rozwiązał je sam. Jest skomplikowane – jak się je przeczyta, jest banalne, to dosłownie dwa zdania, natomiast rozwiązanie jest bardzo trudne. I teraz myk polega na tym, że użył do tego GPT-5 Pro. Pro to jest wersja dostępna w tym najwyższym abonamencie, za jedyne 200 dolarów miesięcznie – to brzmi strasznie, tam 800 coś złotych, natomiast jeżeli ktoś wykorzystuje to rzeczywiście do pracy, to bez przesady, to po prostu bardzo zaawansowane narzędzie. Podejrzewam, że te wersje są ekstremalnie żerne obliczeniowo.
Ola: Dlatego się płaci za ten czas, prawda?
Piotr: Dlatego się płaci. Więc rzeczywiście jest tak, że ta piątka w tej super wersji działa super, natomiast większość ludzi z niej nie korzysta. Teraz my się nauczymy korzystać. Ja się wczoraj tu bawiłem, Oli wykrzykiwałem różne rzeczy, ponieważ moje doświadczenie praktyczne z programowaniem, z językami programowania, nie jest duże. Znaczy, ja na poważnie programowaniem zajmowałem się w latach 80-tych, co było dość zabawne, jak ktoś zdaje sobie sprawę, jak wtedy działało programowanie. Potem tylko się tam ocierałem, i dosłownie wczoraj usiadłem i w trzech różnych systemach – korzystałem i z Claude'a, i z GPT, i z…
Ola: …i z Gemini.
Piotr: I z Gemini, dziękuję. Kazałem im zrobić taką aplikację, która będzie symulowała ruch trzech obiektów połączonych grawitacją. Prosta zabawka.
Ola: Problem trzech ciał.
Piotr: No tak, dokładnie. I bardzo ciekawe rzeczy – nie będę już teraz opowiadał, ale chodzi mi o to, że dosłownie w ciągu kilku minut, nie pisząc ani jednej linijki kodu, tylko opisując, co ten program ma robić, uzyskałem działający, fajny program. Nie mówię, że wolny od błędów, bo tam jakieś krzaczki się robią, natomiast działający. Nie każdy z tych systemów dał radę to zrobić.
Ola: Ale, jak zdaje się, Gemini zdołał, prawda?
Piotr: Nie, Gemini się kompletnie wysypał. Kompletnie wysypał, bo akurat…
Ola: GPT.
Piotr: Wiesz co, chyba nie jestem pewien, czy zrobił mi to GPT czy Claude. Oba zrobiły działające, jeden trochę lepszy – chyba Claude zrobił mi najlepszy, zresztą Claude uchodzi za najlepszy w programowaniu. Potem jeszcze zrobił to najpierw w wersji przeglądarkowej, później niezależnie stojącej, w Pythonie, już bez wchodzenia w szczegóły. Chodzi mi o to, że jest mnóstwo zastosowań, w których możemy używać w fajny sposób tego systemu, chociażby robiąc sobie jakieś programiki. Ten był zabawką, ale można sobie znaleźć programik, który będzie, nie wiem, monitorował jakieś rzeczy w internecie, jakieś zmiany, coś wyszukiwał, jakąś domową bazę danych, nie wiem, do gromadzenia książek – już mam jeden pomysł, spróbuję go wdrożyć w ten sposób.
Ola: Czyli to będzie lepsze niż ja, kiedy ty pytasz, gdzie stoi dana książka, a ja wskazuję półkę.
Piotr: Nic nie jest lepsze niż ty, kochanie. I to jest właściwa odpowiedź, dziękuję.
Ola: Czujność zachowałeś, gratuluję.
Piotr: Chodzi mi o to, żebyście, jeżeli w ogóle korzystacie, bawicie się, spróbowali zrobić sobie prościutką aplikację do czegoś, co może was bawić albo cieszyć. Jak ktoś nie ma pomysłu i chce zrobić grę w dinozaura, tę, co jest w Chromie, jak nie ma internetu – zobaczcie, jak szybko i łatwo to się robi, i spójrzcie na to, że trzy lata temu zrobienie czegoś takiego wymagało przynajmniej podstawowych umiejętności programowania. Natomiast w tej chwili wystarczy napisać, co się chce, i właściwie prawie od razu można uzyskać, w jakichś granicach rozsądku, to, co się chce. Więc kończąc tę przydługą opowieść: Ola podpierała sobie powieki zapałkami, żeby nie zasnąć.
Ola: Ale proszę zauważyć, jak coraz szybciej Piotrek mówi tutaj.
Piotr: Coraz szybciej, bo muszę się zmieścić w tych trzech minutach.
Ola: Już minęły niestety, patrzę na zegarek.
Piotr: Nie minęły, zmyślasz, sekundy źle liczysz, a w ogóle to mnie zagadujesz i trzeba od tego odjąć dwie minuty, bo tyle gadałaś. Słuchajcie, popróbujcie się tym pobawić, bo tak jak mówię, jesteśmy raczej na etapie, kiedy to my, ludzie, musimy się nauczyć korzystać z tego, co mamy, a nie oczekiwać kolejnych fajerwerków, z których i tak nie skorzystamy. Dziękuję bardzo, to tyle.
Ola: I to jest dobry moment.
Piotr: Ja teraz wychodzę, a Ola powie…
Ola: …żeby wam przypomnieć, że jeżeli ta historia opowiedziana przez Piotrka was rozbawiła, zainteresowała albo wzbudziła w was jakieś emocje, na przykład śmiech pusty – to jeżeli doceniacie to, możecie nam postawić kawę w serwisie BuyCoffee albo dołączyć do grona naszych patronów na Patronite. Gorąco was do tego zachęcamy. I jeżeli możecie, komentujcie, dzielcie się naszym podcastem ze znajomymi, z przyjaciółmi, z rodziną. Jesteśmy na Facebooku, na profilu Crazy Nauka znajdziecie różne rzeczy związane z naszym podcastem. Mamy profil na Instagramie, tam też zaglądajcie. I oczywiście jesteśmy na YouTubie, gdzie nasze podcasty można sobie odsłuchiwać, ale też komentować. I naturalnie na Spotify też jest możliwość komentowania.
Piotr: Tak, i bardzo polecamy – jakoś ankiety dawno nie robiłem, będzie nowa ankieta. A teraz udajemy się w zimne rejony.
0:37:05 Szczątki polarnika w lodowcu Ekologii
Ola: I tu jestem znowu ja. Mamy 19 stycznia 2025 roku.
Piotr: Nie.
Ola: No dobrze, tak naprawdę mamy sierpień, ale cofamy się o te równe 8 miesięcy – 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1, mów dalej. I mamy sytuację taką, że dwóch członków technicznej załogi polskiej stacji antarktycznej imienia Artstowskiego – i tu podkreślam: Artstowskiego, a nie Arktowskiego…
Piotr: Strasznie to jest przykre, że on nie jest Artstowski, aż się prosi.
Ola: Tak, ale to był…
Piotr: To jest spisek, że na Antarktydzie jest Artstowski.
Ola: Ale może dlatego, że on jest w Antarktyce, a nie w Antarktydzie, zaraz wyjaśnię. W każdym razie tych dwóch członków załogi, mechanik i elektryk, przemierzali sobie teren u podnóża lodowca Ekologii. Też piękna nazwa. Trochę didaskaliów: stacja Arctowskiego leży nad Zatoką Admiralicji, na wyspie Króla Jerzego.
Piotr: Ktoś oglądał Hamiltona.
Ola: Jeżeli ktoś oglądał Hamiltona, ten musical, to słuchał go – tam jest bardzo charakterystyczna rola, King George się pojawia kilkukrotnie, zdaje się trzy albo cztery razy, i śpiewa…
Piotr: Zapowiedź na początku.
Ola: …bardzo charakterystyczną melodię, i to jest świetny występ w oryginale tego musicalu. Występuje Jonathan Groff jako King George.
Piotr: Oryginalną obsadę można obejrzeć na Disney+.
Ola: Bardzo polecamy.
Piotr: Lubimy musicale.
Ola: Wracając do wyspy Króla Jerzego: leży w archipelagu Szetlandów Południowych, u wybrzeży kontynentalnej Antarktydy. Znajduje się około 120 kilometrów od wybrzeża kontynentu. Wspomniany lodowiec Ekologii spływa do Oceanu Południowego tuż obok polskiej bazy. Polacy, którzy przemierzali teren u jego podnóża, docierają w końcu do poprzecinanego szczelinami jęzora tego lodowca i do moreny. Nasze psy nie wytrzymały napięcia.
Piotr: Nasze psy się obudziły po tym, jak spały, jak ja mówiłem.
Ola: I ten pisk to nie jest dźwięk zabawki dla psa, która się entuzjazmuje i tarza po dywanie [? niepewne: dokładne brzmienie oryginalnego żartu, "nadeptywanego psalkopsa"]. To zbocze morenowe najczęściej jest usiane głazami, a to akurat miało nachylenie około 45 stopni, czyli było dosyć strome. I tam ci ludzie natknęli się na kości, które zostały odsłonięte przez stopniejący lód. Sytuacja mało przyjemna.
Piotr: To jest istotna różnica, bo na kości można się natknąć w różnych miejscach. Chciałem cię dopytać.
Ola: Kości były ludzkie, i ponieważ zbliżały się opady śniegu, polarnicy pozostawili przy nich znacznik GPS i wrócili do stacji. Następnie zebrała się ekipa naukowców, którzy mieli zbadać te kości, udokumentować całość i potem je pozbierać. Abi, bardzo cię proszę, wyczerpałeś limit czasu.
Piotr: Ja im dam teraz coś smacznego. Bardzo dziękuję osobie, która postawiła naszym pieskom smaczki – teraz Ola będzie mówiła, a ja będę churgotał, bo muszą psy dostać smaczki, żeby się odczepić. Mów dalej.
Ola: Bardzo ci dziękuję, że mi oddajesz głos. Oddaję głos do studia, jak mawiała Bridget Jones.
Piotr: Mówiłaś o tym, że zostawili znacznik GPS. Mów dalej, bo to jest ciekawa historia, której ja nie znam.
Ola: To jest ciekawa i fascynująca historia. W tej grupie, która miała badać ludzkie szczątki, znaleźli się archeolog, antropolog, geomorfolog, glacjolog i geodeta. I uwaga: niedługo po odnalezieniu szczątków, 9 lutego, zespół tych specjalistów dotarł do miejsca, gdzie leżały kości. Były rozsiane na naprawdę sporej powierzchni, sięgającej 550 metrów wzdłuż i 50 metrów wszerz, zarówno na samym lodowcu, jak i u jego podnóża, czyli na morenie. Do momentu, kiedy zakończyli badania, nasi polarnicy naliczyli fragmenty kilkudziesięciu ludzkich kości i znaleźli około 200 przedmiotów, które zapewne miały związek z tymi szczątkami.
Piotr: 200 to brzmi jak całe obozowisko?
Ola: To nie były przedmioty w dobrym stanie, tylko fragmenty, bo lodowiec miele wszystko, co w nim jest zatapiane. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy lodowiec, który spływa z góry, wciąga w głąb wszystkie szczątki, które na niego spadają. Lodowiec spływa, znajduje się w stałym ruchu, i właśnie to miejsce, gdzie spływa do oceanu, znajduje się koło polskiej bazy. Co więcej, nie tylko się przemieszcza, tak jak lodowce robiły przez tysiące lat, ale też obecnie się wytapia, w związku z czym czoło lodowca się cofa, i przedmioty, artefakty, które znajdowały się wewnątrz lodu, obecnie często wychylają się na zewnątrz, są wytapiane, dlatego że jest ocieplenie klimatu i lodowce niestety wszędzie na świecie się kurczą. Wróćmy do przedmiotów, które tam zostały zlokalizowane, a są bardzo ciekawe: na przykład brytyjskie skarpety wojskowe z okresu II wojny światowej, część brytyjskiej radiostacji, ustnik do fajki wykonany z ebonitu, zegarek na rękę marki Erguell – to jest szwajcarski zegarek, pewnie jak go nakręcili, mógł chodzić, chociaż jak został przemielony przez lodowiec, to nie sądzę – szwedzki nóż marki Mora, resztki bambusowych kijków narciarskich, pozostałości lampy naftowej, szklane pojemniki na kosmetyki i strzępy namiotów wojskowych. To są tylko niektóre z rzeczy wydobytych z tego miejsca, bo sporo jeszcze pozostało – o tym powiem za chwilę. Ta dokumentacja, o której wspomniałam, była konieczna, dlatego że ludzkie szczątki wymagają takich zabiegów, podobnie jak przedmioty o dużym znaczeniu dla archeologów, bo za takie można uznać te artefakty.
Piotr: Noże Mora nadal są robione, sprawdziłem.
Ola: Sprawdźcie jeszcze, czy są robione zegarki Erguell. Jeśli chodzi o dokumentację, robiono zdjęcia, wyznaczono dokładną lokalizację GPS, a cały teren został zmapowany za pomocą drona, żeby sporządzić mapę rozmieszczenia szczątków i artefaktów. Na koniec naukowcy zebrali wszystkie szczątki i przedmioty, i je zabezpieczyli.
Piotr: Erguel jest nadal [robiony] [? niepewne].
Ola: Erguel? A wcześniej mówiłam Erguell. Nie, nie, Erguell.
Piotr: Erguell, dobra, szukajmy jeszcze raz, mów dalej.
Ola: Tutaj wypada wymienić naukowców, którzy wzięli udział w tych kilku wyprawach w miejsce znalezienia szczątków: prof. Piotr Kittel, dr Paulina Borówka i dr Artur Ginter z Uniwersytetu Łódzkiego (wszyscy troje z tego uniwersytetu), dr Dariusz Puczko z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk – ten instytut opiekuje się od strony administracyjnej całą stacją Arctowskiego – oraz Artur Adamek, geodeta pracujący przy trwającej właśnie rozbudowie stacji. O tej rozbudowie jeszcze troszkę powiem. Nie wszystkie przedmioty zostały zebrane, dlatego że ekipę złapała kiepska pogoda, wygnała ich stamtąd. Poza tym warunki nie były komfortowe, bo poszukiwania prowadzono podczas antarktycznego lata, kiedy lodowiec nie był za bardzo stabilny, i istniała możliwość, że któryś z członków wyprawy wpadnie do szczeliny lodowca i będzie nieszczęście. I jeszcze jedna ważna informacja: ponieważ lodowiec cały czas się przemieszcza, a szczątki się z niego wytapiają, jest duża szansa, że jeszcze kolejne elementy będą się z niego wydobywały.
Piotr: Erguel to jest marka, która była robiona przez różnych producentów od 1932 do 1987 roku, więc ciekawe, bo to nie jest konkretna firma, tylko marka.
Ola: Ale też mamy tutaj zawężenie czasu.
Piotr: Tak, dokładnie, 1932-1987, coś już wiemy.
0:48:44 Kim był Dennis Bell i przyszłość stacji Arctowskiego
Ola: No i kolejne przybliżenie do tego, do kogo mogły te kości należeć – czy to był jeden człowiek, czy wiele osób. Najważniejszych, pierwszych informacji dostarczyły przedmioty towarzyszące szczątkom, zwłaszcza te brytyjskiej produkcji. Poza tym w dokumentach historycznych było sporo informacji o Brytyjczyku, który zaginął w tym rejonie 66 lat temu. Tu cytat z naszego znajomego polarnika, który dawniej bywał w stacji Arctowskiego: stwierdził, że właściwie wszyscy się tam spodziewali, że szczątki Brytyjczyka w końcu wydobędą się z lodowca Ekologii, że to była tylko kwestia czasu.
Piotr: Oczekiwany Brytyjczyk.
Ola: No cóż. Badania porównawcze DNA, przeprowadzone przez genetyków brytyjskich, pozwoliły potwierdzić identyfikację szczątków, i na początku sierpnia tego roku, czyli bardzo niedawno, organizacja naukowa British Antarctic Survey ogłosiła, że był to 25-letni Dennis Bell. Wpadł do szczeliny lodowca w tamtym rejonie. Polacy przekazali jego szczątki stronie brytyjskiej, a znalezione na lodowcu artefakty trafiły do Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie są badane. Kim był Dennis Bell? "Tink" to było jego przezwisko, nickname. Był meteorologiem, który pracował w nieistniejącej już dziś niewielkiej brytyjskiej stacji antarktycznej, nad tą samą Zatoką Admiralicji, nad którą leży dziś stacja Arctowskiego, na tej samej wyspie Króla Jerzego. Jego zadaniem było wysyłanie balonów meteorologicznych, przekazywanie meldunków o pogodzie, raportów drogą radiową do Wielkiej Brytanii, i – jak podaje BBC – musiał to robić co 3 godziny.
Piotr: A radiostację znaleziono.
Ola: Tak, i znaleziono radiostację, prawdopodobnie tę, z której korzystał podczas nadawania tych meldunków. Jeśli chodzi o jego zadania w bazie, oprócz tego był świetnym kucharzem i bardzo często przyrządzał posiłki całej załodze – w bazie było kilkanaście osób, wówczas chyba dwunastu członków załogi. Bell był znany ze swojego typowo brytyjskiego, lekko absurdalnego poczucia humoru – potrafił się na przykład fotografować w garniturze na lodowcu. A poza tym uwielbiał psy husky, dwa mioty tych psów wychował w bazie polarnej, na zdjęciach można go zobaczyć w towarzystwie szczeniaków husky, to mega słodki obrazek. I jest lipiec roku 1959, głęboka antarktyczna zima, i Dennis wraz z jeszcze jednym polarnikiem i zaprzęgiem psów zostają wysłani na lodowiec, żeby dokonać pomiarów geodezyjnych – chodziło o stworzenie map wyspy Króla Jerzego, wtedy słabo zbadanej. Moment był dosyć niewdzięczny: była zła pogoda, śnieg głęboki, sypki, i psy wyglądały na zmęczone. W pewnym momencie wydawało się, że już nie mają siły iść dalej. Dennis, jako wielbiciel psów, zszedł z sań i poszedł na czoło zaprzęgu – niestety, wbrew wszelkim zasadom obowiązującym w rejonach lodowców, zrobił to bez nart. Nie miał ich na nogach, kiedy podszedł do psów, i nagle wpadł w szczelinę, zniknął, a otwór wcześniej nie był widoczny, bo był zasypany przez śnieg – po nim został tylko taki otwór w śniegu. Według relacji drugiego polarnika, który mu towarzyszył, Dennis przeżył upadek: kiedy zrzucono mu 30-metrową linę, zdołał ją uchwycić, nawiązali nawet kontakt głosowy, coś do siebie krzyczeli, tamten ewidentnie funkcjonował, był w stanie się jeszcze wydobyć ze szczeliny. Jak się okazało później, Dennis przywiązał tę linę do swojego paska, zamiast obwiązać się nią w pasie. Nie wiadomo, czy stracił głowę, czy…
Piotr: Może nie mógł sięgnąć.
Ola: Może nie mógł sięgnąć, właśnie możliwe, że tak to wyglądało. Psy zaczęły go podciągać do góry, aż dotarł do krawędzi szczeliny, tam się nieco zaklinował, i w tym momencie niestety pasek pękł, i Dennis ponownie spadł w dół. Wtedy drugi polarnik zaczął go intensywnie nawoływać, ale tamten się już więcej nie odezwał. Makabryczna sytuacja: pogoda się pogarszała, trzeba było wrócić do bazy i sprowadzić pomoc. Ta pomoc niestety nie zdołała wyjść od razu, bo pogoda była coraz gorsza, w związku z czym szanse Dennisa na przeżycie spadały w błyskawicznym tempie. Co więcej, załoga bazy nie chciała ryzykować życiem, dlatego że jej morale było już podkopane – kilka tygodni wcześniej zginął jeden członek tej brytyjskiej załogi, i ludzie byli w marnych nastrojach. Nie odważyli się od razu ruszyć na poszukiwanie kolegi w takich złych warunkach. Chciałeś coś dodać?
Piotr: Nie, pomyślałem tylko, że trudno ocenić takie wybory, ale to jest kwestia tego, że kolejne osoby mogły zginąć.
Ola: W poszukiwaniu człowieka, który obiektywnie miał niewielkie szanse na przeżycie. Wracając do naszych czasów: Polacy odnaleźli kości Dennisa w zupełnie innym miejscu niż to, w którym zaginął – to kwestia tego, że lodowiec spływał i przesuwał ze sobą te szczątki. Ponieważ Polacy spodziewają się kolejnych znalezisk, będą pewnie monitorować ten obszar i wydobywać z niego kolejne artefakty i kości. Warto powiedzieć jeszcze o tym, jak stacja Arctowskiego zmienia się w ostatnich latach, bo zmienia się diametralnie. Istnieje od lat 70., i od tego czasu właściwie nie była tak intensywnie modernizowana. Jak ktoś spojrzy na zdjęcia stacji, to są takie niskie baraki w żółtawym kolorze. Modernizowano to pod kątem oczyszczalni ścieków, zasilania, baterii słonecznych, ale więcej takich innowacji nie było. W związku z tym stację czekał duży remont, a w którymś momencie Instytut Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk stwierdził, że stacji należy się gruntowna przebudowa, zwłaszcza że poziom oceanu się podnosi, a budynki znajdujące się niżej, bliżej Zatoki Admiralicji, zaczęły być w niebezpieczeństwie, z ryzykiem zalania. W związku z czym zaplanowano bardzo futurystyczny budynek, składający się z trzech odnóg, które zbiegają się w jednym punkcie.
Piotr: Dasz link w opisie?
Ola: Oczywiście. To będzie główny budynek mieszkalno-laboratoryjny, bardzo nowoczesny, stworzony z lekkich materiałów, z takich specjalnych sklejek zabezpieczonych z wierzchu bardziej wytrzymałymi materiałami. Bardzo ciekawa konstrukcja, warta uwagi, i rzeczywiście zamieszczę link. Pozostałe budynki też będą przebudowane, i to dzieje się od jakiegoś czasu, stąd też obecność w tym miejscu wielu polarników wyspecjalizowanych w budowach, w mapowaniu terenu, czy w geodezji – tak jak wspomniany już Artur Adamek, który jest geodetą i jednym z pracowników pracujących przy tej stacji. Nowa stacja zostanie oddana do użytku w 2027 roku, zapowiedzi mówią, że nastąpi to pod koniec lutego. To będzie wielki moment, na pewno będziemy wam to relacjonowali. Trzymamy kciuki za stację Arctowskiego…
Piotr: …i za ludzi, którzy tam pracują, zarówno na miejscu, jak i zarządzają tym z Polski. Bo to przecież nie jest tak, że samo się zrobi.
Ola: Otóż to. W każdym razie życzymy im bardziej pozytywnych znalezisk, oraz tego, żeby lodowce w pobliżu stacji tak szybko nie topniały, co bardzo martwi polską załogę i nie tylko.
0:59:07 Polecajka: "Coś" Johna Carpentera i zagadka telewizyjna
Piotr: Słuchajcie, kończymy prawie, prawie, ale tradycyjnie została nam polecajka. Trochę się głowiliśmy nad tą polecajką, ale Ola wpadła na genialny pomysł i nawiązała do swojej części. Mianowicie…
Ola: Chodzi o film Johna Carpentera, który nie jest filmem dokumentalnym, jak możecie się domyślać, ani nowym. Po polsku nosi tytuł "Coś", po angielsku "The Thing". W roli głównej wystąpił Kurt Russell. Film jest z 1982 roku, więc brzmi na antyczny, natomiast jest świetny, świetnie trzyma w napięciu, to taki thriller, horror.
Piotr: Horror fantastyczno-naukowy.
Ola: Bardzo fajna rzecz, jeżeli ktoś lubi takie rzeczy.
Piotr: Są ludzie na świecie, którzy tego nie widzieli.
Ola: Dzieje się to na Antarktydzie, w stacji antarktycznej, i to jest rzeczywiście science fiction. Jeżeli ktoś lubi taki gatunek, to zdecydowanie polecam.
Piotr: Film ledwo co zdołał się zwrócić, kiedy trafił do kin, i w ogóle był potwornie skrytykowany – jak czytałem na polskiej Wikipedii, że beznadziejny, żałosny, okrutny, nudny, jałowy i chłodny, w przeciwieństwie do optymistycznego E.T. czy kojącego Star Treka. Ja mam problem z E.T., Ola organicznie nienawidzi E.T. W każdym razie, że nudny, beznadziejny i tak dalej – tak naprawdę drugie, właściwie pierwsze życie przeżył, jak trafił na VHS-y, i zyskał z czasem miano filmu kultowego. Wiem, że to nadużywana nazwa, ale to naprawdę znakomity film.
Ola: I warto tu wspomnieć, że muzykę do tego filmu zrobił Ennio Morricone. Zdjęcia kręcono nie na Antarktydzie, ale na Alasce, co nie zmienia tego, że tam jest po prostu pięknie i są piękne zdjęcia.
Piotr: I są bardzo fajne efekty specjalne – wiadomo, 1982 rok, praktyczne efekty, ale warto to zobaczyć, jeżeli ktoś jeszcze nie widział. Fajna historia. Chyba że ktoś nie lubi horrorów i w ogóle science fiction, to nie polecamy. Ale to jest fajny film.
Ola: Ja jeszcze jedną rzecz chciałam polecić, tylko niestety nie jestem pewna i chcę was prosić o pomoc w znalezieniu tytułu serialu. Bo to był chyba serial, który oglądałam, nie wiem, może w późnych latach 80., może we wczesnych 90. I był poświęcony wyścigowi Scotta i Amundsena do zdobycia bieguna południowego. Mam wrażenie, że to mogło być "Ostatnie miejsce na Ziemi" – znalazłam taką pozycję z roku 1985. Coś takiego zostało nakręcone, i tutaj się zdziwiłam, bo w rolach głównych wystąpili Hugh Grant, Bill Nighy i Max von Sydow. W związku z czym być może to był właśnie ten film – tak mi się zdaje – ale jeżeli chodzi o "The Last Place on Earth", nie znalazłam potwierdzenia, że to było emitowane w Polsce. Jeżeli ktoś sobie przypomina, który to mógł być serial u nas pokazywany, to proszę, dajcie nam znać.
Piotr: Wrzuciliśmy to w ChatGPT, i podpowiada, że to właśnie może być to, natomiast nie znalazł potwierdzenia dotyczącego emisji tego w polskiej telewizji. Spróbujemy znaleźć.
Ola: Gemini też nie znalazł, wcześniej szukałam.
Piotr: Spróbujemy znaleźć może fragmenty tego na jakimś YouTubie, czasami takie stare rzeczy w jakichś kawałkach się pojawiają, może zweryfikujesz. Ale jeżeli kojarzycie to, bardzo proszę, tutaj uratujcie Olę, która będzie teraz siedziała i grzebała w różnych miejscach. Może ktoś podpowie tytuł, może ktoś to kojarzy, może ktoś to oglądał.
Ola: To było coś fantastycznego, bardzo mi się to podobało, to mnie bardzo wciągnęło.
Piotr: Uważaj, bo jak się ogląda po latach coś takiego z dzieciństwa fantastycznego, to się potem okazuje…
Ola: …że mogły mnie zęby rozboleć, jak podczas skrobania szkłem po styropianie.
Piotr: Tak, polecamy ten odcinek – to jeden z poprzednich odcinków naszego podcastu. Ten odcinek się bardzo źle słuchał i bardzo mnie to ciekawi, dlaczego. Najgorzej z naszych tegorocznych odcinków jest z tymi z pytaniami. Mam wrażenie, że ludziom tak bardzo źle kojarzy się ten temat i ten tytuł, że go nie chcą słuchać. Nie wiem, to ciekawe.
Ola: No to ciekawe, bo ja… No dobra.
Piotr: To tylko takie spostrzeżenie z ostatnich odcinków. Słuchajcie, udało nam się przekroczyć godzinę gadania w naszym krótkim podcaście, co jest dla nas bardzo charakterystyczne. Zostało nam chyba słowo na dziś, tak?
Ola: Jeszcze zanim je wypowiemy, przypomnę, że można nam postawić kawę na BuyCoffee.
Piotr: Naszym psom można postawić smaczki. Psy odchodzą od zmysłów, już odeszły, mimo że w międzyczasie dałem im coś dobrego.
Ola: I to nie jest jeszcze godzina ich karmienia.
Piotr: Nie jest jeszcze. Jak nie, za 10 minut. Teraz mamy łomot od psów znowu. Dobrze, słuchajcie, musimy naprawdę kończyć, bo jak nie skończymy, nie będzie następnego odcinka, bo nas zjedzą.
Ola: I to słowo na dziś brzmi: lodowiec.
Piotr: No, to cześć.
Ola: Cześć.
Źródła
* https://www.bbc.com/news/articles/c4g034yx4gjo
* https://www.uni.lodz.pl/aktualnosc/szczegoly/naukowcy-ul-odkryli-i-zbadali-w-arktyce-szczatki-polarnika-ktory-zginal-w-1959-roku
* https://www.facebook.com/arctowski/posts/pfbid02jpHgoxCAs7CSWTkdpVNMEz7a7h14DBB8uVMhQdbQiyrpCWH4EdbK4oLZ8x6mpdyil
* https://wyborcza.pl/7,75400,32168911,z-lodowca-kolo-polskiej-stacji-antarktycznej-wytopil-sie-czlowiek.html
* https://www.nytimes.com/2025/08/15/podcasts/hardfork-gpt5-perplexity.html
* https://www.facebook.com/andrzejdragan/posts/pfbid02vmtgAiPbpSEda4M19PsT8yhkTM8hTYH3KNdBr25BKznnp6XKFnjD5jLew46s1P6Vl
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Co%C5%9B_(film_1982) [link ucięty w kolumnie "źródła (z opisu)" indeksu – brak zamykającego nawiasu i możliwe brakujące znaki, do sprawdzenia przez Piotra]
Źródła
- bbc.com/news/articles/c4g034yx4gjo
- uni.lodz.pl/aktualnosc/szczegoly/naukowcy-ul-odkryli-i-zb…
- facebook.com/arctowski/posts/pfbid02jpHgoxCAs7CSWTkdpVNMEz…
- wyborcza.pl/7,75400,32168911,z-lodowca-kolo-polskiej-stac…
- nytimes.com/2025/08/15/podcasts/hardfork-gpt5-perplexity.…
- facebook.com/andrzejdragan/posts/pfbid02vmtgAiPbpSEda4M19P…
- pl.wikipedia.org/wiki/Co%C5%9B_(film_1982

