Podcast Crazy Nauka · odc. 14

Czy owady to jedzenie przyszłości?

27-10-2022 · 34 min · Tematyczny, Klimat i środowisko, Zwierzęta i przyroda

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Jadł_byś owady? Tak jak je się warzywa, owoce czy mięso? A może uważasz, że to obrzydliwe?

Ten odcinek sponsoruje firma Brit, która produkuje karmę dla psów i kotów. Między innymi taką, która zawiera białko z larw owadów.

Choć obecnie w Unii Europejskiej owady zostały dopuszczone tylko jako karma czy pasza dla zwierząt, to zapewne w niedalekiej przyszłości białko owadów będzie stanowiło normalny dodatek do jedzenia dla ludzi. Zresztą owady stanowią normalny składnik diety w około 130 krajach świata, a więc to raczej niejedzenie owadów jest dziwactwem.
To jak, jedlibyście?

Linki do badań i tekstów, o których mówimy:
crazynauka.pl/4-powody-dla-ktorych-warto-jesc-mniej-miesa/
pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/es200130u
fao.org/edible-insects/en/
doi.org/10.1016/B978-0-08-100722-8.00011-5
journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone…
link.springer.com/article/10.1007/s11367-015-0931-6
eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/HTML/?uri=CELEX:32…
ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8067469/
link.springer.com/article/10.1007/BF01963580
theconversation.com/more-people-are-eating-bugs-but-is-it…

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

O tym, czy i dla kogo ogórki kiszone mogą być ohydne. O tym, dlaczego jedzenie owadów to przyszłość. O strukturze burgerów i przeciwstawnej im strukturze pasztetów.

I o karmie dla psów i kotów, w której jest właśnie owadzie białko. Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Zapraszamy was dzisiaj do dyskusji, można powiedzieć, o jedzeniu owadów jako przyszłości żywienia.

Brzmi to trochę dziwnie, ale zanim przejdziemy do konkretów, to jak zwykle prosimy, żebyście nas subskrybowali, gdzie się da, to nam totalnie pomaga, bo dzięki temu ten nasz podcast po prostu szerzej się rozchodzi. A jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych, i tych nieliczących się także.

[~0:00:50] Po co mówić o owadach: sponsor, przepisy UE i hodowla zwierząt a klimat

Więc gdzie nie zajrzycie, to tam będziemy i będziecie się tylko starali nie zaglądać za bardzo do lodówki, bo tam też będziemy. Absolutnie, a skoro już takie mamy liczne życzenia, to jeszcze jakbyście nam gdzieś tam ocenę, jakiś plusik, gwiazdkę dali, to też pomaga. Ale to wystarczy naszych życzeń.

Teraz przechodzimy do tematu. Dziś jest temat troszkę inny niż zwykle, bo będzie może mniej sensacyjnie, ale będzie trochę o brzydliwościach. My tak lubimy, albo sensacyjnie, albo wstrętnie.

Ale sami ocenicie. Dziś jest taki temat, który nam podrzuciła firma Brit. Ta firma Brit jest sponsorem tego odcinka.

Brit robi karmy dla zwierząt. Nasza suczka Fala, którą właśnie wygoniliśmy z pokoju, żeby nam nie siedziała na kolanach, bo wtedy się źle nagrywa – okrucieństwo wobec zwierząt – nasza suczka Fala taką karmę zjada już od dłuższego czasu.

I jest to dość szczególna karma, bo oparta częściowo na białku owadów. To jest ten dzisiejszy temat jedzenia owadów. Mniam.

Nie, spokojnie, nie namawiamy was na lizanie mrowiska albo łapanie w locie moli spożywczych w celach konsumpcyjnych. Jeszcze chcę powiedzieć, że jak się zbiera jagody i się tak nie ubawia różnych rzeczy i np. natrafi się na pluskwiaka i go się rozgryzie, to już potem te jagody się przez długie lata będą z tym pluskwiakiem kojarzyć.

Coś wiem na ten temat. Do tego też nie namawiamy. Natomiast namawiamy, żebyście w ogóle wzięli pod uwagę, żebyście wyobrazili sobie, że nagle na rynku pojawia się nowy rodzaj mięsa – bo jesteśmy przyzwyczajeni do tych, do których jesteśmy – ale nagle jest coś nowego i czy w ogóle warto o tym myśleć.

Zanim się wzdrygniecie i nas wyłączycie, to w tym momencie was uspokajamy. W tej chwili Unia Europejska dopuszcza białko owadów tylko do karmienia zwierząt. Nie dodaje się go do jedzenia dla ludzi.

Przynajmniej na razie, ale będziemy was przekonywali, że może to nie jest taki zły pomysł. Ale okej, po co w ogóle zawracać sobie tym głowę, skoro mamy dobrze, przynajmniej z punktu widzenia konsumentów, działający przemysł mięsny, czyli mamy drób, wieprzowinę, wołowinę, baraninę. Po co nam w tym wszystkim jeszcze coś nowego, ta owadzina?

Tutaj powodów jest sporo. My się skupimy na jednym, czyli zmianach klimatu. To jest mój konik, jak wiecie.

Akurat hodowla zwierząt przeznaczonych na mięso, albo też na nabiał, ma tu całkiem spory wpływ na klimat i dotyczy to szczególnie krów i owiec, bo oba te gatunki potrzebują dużych powierzchni ziemi po to, by uzyskać dość paszy do wzrostu. Trzeba wyhodować paszę na polu, potem się tym karmi zwierzęta, i to niezależnie od tego, czy one sobie chodzą luzem po tych pastwiskach, czy z pastwisk zbiera się rośliny i karmi nimi zamknięte gdzieś zwierzęta. Mięso jako źródło pokarmu dla ludzi jest tak naprawdę raczej komfortem niż koniecznością.

Jakbyśmy o sobie nie myśleli, jesteśmy wszystkożerni, a nie mięsożerni, a przez wiele tysiącleci, jeśli nie dziesiątki albo setki tysięcy lat, mięso nie stanowiło dominującego składnika naszej diety. Uwierzcie, badania to potwierdzają. Zdecydowanie dieta paleo nie była tak bardzo mięsna, jak dzisiaj się sądzi.

Jej podstawę stanowiło to, co zostało zebrane. Rozmaite kłącza, owoce, wszystko to, co zostało zebrane, jakieś jagody. A mięso było tak naprawdę bardzo ekskluzywnym dodatkiem do diety. Oczywiście czasem było go sporo, nawet za dużo, i wtedy robiono sobie uczty, bo nie można było zostawić mięsa na później, bo się psuło.

Z jego wad konsumpcyjnych wynikał problem także później, w czasach już rolniczych – bo tu mówimy o zbieractwie, a w rolnictwie z przechowywaniem zwierząt po zabiciu też nie było łatwo. Absolutnie, też nie było łatwo. Zresztą zwierzęta były drogie w utrzymaniu i mało kto z rolników, aż do początków albo do połowy XX wieku, mógł sobie na co dzień pozwolić na dietę z wysoką zawartością mięsa, dlatego że mięso jest drogie.

Od kilkudziesięciu lat obserwujemy rosnący udział mięsa w diecie i tak naprawdę to przemysłowa hodowla zwierząt sprawiła, że mięso stało się dla bogatych społeczeństw dostępne, i to w nieprzyzwoicie niskich cenach. Te ceny są niskie z różnych powodów, między innymi z powodu dotacji, polityki, układów z rolnikami. Efekt jest taki, że dla wielu ludzi dzisiaj, w przeciwieństwie do tego, co było jeszcze kilkadziesiąt lat temu, posiłek bez mięsa to nie posiłek.

Uwierzcie, że takiego dobrobytu pod tym względem w dziejach ludzkości jeszcze nie było. Właśnie, dobrobytu, bo warto pamiętać, że w krajach zachodu w jakimś stopniu pojawia się w tej chwili moda, bo trudno to inaczej nazwać, czy tendencja do odchodzenia od mięsa, wegetarianizmu, weganizmu. Natomiast to jest margines, dlatego że są takie kraje, w których poziom życia dosłownie w ostatnich kilkunastu latach bardzo mocno wzrósł, i to są przede wszystkim Chiny, ale nie tylko.

Tam ludzie konsumują ogromne ilości tego mięsa i to jest właściwie zrozumiałe, bo to jest dla nich taki namacalny dowód, że jest lepiej, że jest bogaciej, że jest nowocześnie. U nas było właściwie to samo. U nas jest to samo, u nas wciąż rośnie spożycie mięsa, wciąż jedzenie mięsa oznacza, jest taką oznaką statusu, dobrobytu – my możemy sobie pozwolić, już nie jesteśmy biednym społeczeństwem, już trafiliśmy do grupy krajów, które są w czołówce gospodarczej, w związku z czym rzeczywiście to mięso rano, wieczór i w południe.

Tylko że my to my, a Chiny mają tej ludności tyle, ile mają, w związku z czym jeżeli u nich taki trend się pojawia, to naprawdę na świecie gwałtownie rośnie potrzeba hodowli, czyli potrzeba coraz więcej powierzchni pod tę hodowlę. Co się robi? Wycina się lasy, i to jest trend niestety niepokojący, światowy i ogólny, który z bardzo wielu powodów prowadzi do emisji gazów cieplarnianych, do pogarszania się sytuacji klimatycznej. I to jest to miejsce, gdzie wchodzą właśnie owady.

[~0:08:24] Owady kontra bydło: dane o efektywności paszowej i emisjach

Zanim będziemy – nie wiem, czy przekonywali, czy w ogóle mówili o tym więcej – spójrzmy na dane konkretnie. Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw wyżywienia i rolnictwa – w opisie odcinka znajdziecie linki do tego, o czym mówimy – owady są bardzo, można powiedzieć, efektywne, jeśli chodzi o produkcję.

Tak, wiem, że to brzmi jak towar, ale tak samo się podchodzi w tej chwili do mięsa – owady średnio, żeby wytworzyć kilogram masy ciała, potrzebują około dwóch kilogramów pożywienia, a np. bydło, żeby wytworzyć kilogram masy ciała, potrzebuje ośmiu kilogramów pożywienia. Widać, jaka to jest wstrząsająco duża różnica. Owady emitują też w tej hodowli znacznie mniej gazów cieplarnianych niż kręgowce.

To chociażby dlatego, że cały proces trawienia, zwłaszcza u krów, generuje mnóstwo gazów – krowich bąków albo pierdów, jak kto woli – które naprawdę mają spore znaczenie, jeśli chodzi o wpływ na atmosferę, bo tego leci bardzo dużo. To jest metan, bardzo silny gaz cieplarniany, którego znacznie mniejsza ilość czyni więcej złego niż ta sama ilość dwutlenku węgla. Dokładnie, znacznie więcej.

W przypadku świń tych gazów jest 100 razy więcej niż w przypadku takiej samej masy owadów, tego końcowego produktu. Farmy owadów – bo to tak się nazywa i tak działa – zużywają znacznie mniej wody i zajmują dużo mniej miejsca. Jak to się wszystko razem pozbiera, wszystkie te czynniki, w tym np. transport, bo to jest też istotna sprawa, to owady na wytworzenie kilograma białka potrzebują w sumie 10% powierzchni i wody względem tego, co jest potrzebne np. na powstanie kilograma mięsa wołowego. A jeśli chodzi o gazy cieplarniane, to jest raptem 1% w porównaniu z tym, co powstaje przy produkcji wołowiny.

Widać więc, że z punktu widzenia klimatycznego, środowiskowego, hodowla owadów jest bardzo korzystna. I pozostaje kwestia tego, czy faktycznie można skutecznie zastąpić jedzenie mięsa kręgowców jedzeniem białka owadów. Uwaga, tutaj wypowiem się jak bardzo profesjonalny naukowiec: to zależy.

Tak, to zależy. I tak, póki co burgera zrobionego z białka owadów nie zjemy. Znaczy pytanie, czy byśmy chcieli. No to zależy.

[~0:11:07] Degustacja owadów i dostępność owadziego jedzenia na rynku

Ale zwróć uwagę, już degustowaliśmy owady w różnych dziwnych miejscach. Nawet mamy tutaj paczuszkę jakichś suszonych owadów.

Tak, ale jakoś nikt się nie garnie do tego, żeby je zjeść. Nie, już dwie takie zeżarliśmy, o trzecie zapomnieliśmy, ale zjemy.

To są jakieś świerszcze, prawda?

Nie, to są jakieś larwy. Larwy? A, no to tak, to jest problem, że one mają kształt larw. Dla kogo problem? A dla tego problem.

Dobrze, ale wracając do tego burgera z owadów – póki co go nie zjemy, między innymi dlatego, że w Unii Europejskiej wciąż jest to niezgodne z przepisami. Znaczy jak ktoś chce sobie sam zrobić taki burger, bo np. wyhoduje sobie czegoś i chce z tego zrobić, to nie ma problemu, nikt mu nie zakaże – chodzi o to, że tego nie ma w sprzedaży.

To nie jest taki produkt, jak możemy sobie kupić burgera wołowego, kurczakowego, chociaż to nie burger, po prostu nie ma w sprzedaży. Ale to, co wam powiedzieliśmy, czyli larwy jakoś tam przetworzone, dostępne w takiej formie larwalnej, to jest taka egzotyka, którą można spotkać na rynkach azjatyckich. Natomiast to, co w tej chwili jest dostępne również na rynku europejskim, to jest mączka z owadów, białkowa mączka, która zawiera mniej czy więcej tłuszczu.

Nie ma struktury znanego nam mięsa, ale jest złożona przede wszystkim z białka. Świetnie nadaje się tam, gdzie można ją z czymś wymieszać. Całkiem dobrze można sobie wyobrazić taką pasztę drobiowo-owadzią.

No tak, bo tam nie masz tego, co jest ważne w burgerze – że wgryzasz się i czujesz to pod zębami i tak dalej. No dobrze, oboje nie jemy mięsa, ale teraz [? niepewne: wstępu] zjemy sobie. Nie, wcale nie, dlatego że te wege-burgery są tak robione, żeby tę strukturę zachować w miarę możliwości.

Te najlepsze, najdroższe, takich topowych marek są takie, że właściwie jak je dasz mięsożercy, człowiekowi, który normalnie je mięso, to praktycznie nie odróżni – dosłownie, właśnie dzięki strukturze między innymi. A to białko owadzie przetworzone na mączkę tej struktury nie ma, więc musi być jakąś domieszką. ## [0:14:01] Owady w kuchniach świata i mechanizm obrzydzenia

Jest jeszcze kwestia obrzydzenia względem takiego jedzenia, że ono budzi w nas wstręt, ale zwróćmy uwagę, że – jak już wspomniałam – w Azji można bez najmniejszego problemu kupić sobie prażone jak czipsy owady i zjeść takie chrupiące chrząszcze, robione np. na grillu.

Albo w Afryce. W 130 krajach świata owady pojawiają się jako składniki diety. W większości krajów świata zdecydowanie.

Absolutnie.

Na południu Afryki zjada się gąsienice ciem. W Azji Południowo-Wschodniej – jajka, mrówki, tkacze, koniki polne. W Australii – larwy ciem z rodziny trociniarkowatych.

Piękna nazwa. Właściwie wychodzi na to, że to nasza zachodnia kultura obrzydza owady, odrzuca je, budzi wstręt. To jest jakieś dziwactwo na tle tego, co ludzie w innych kulturach na ten temat sądzą.

A teraz pomyślcie sobie, jeśli chodzi o dziwność, co inni ludzie z innych krajów, z innych kultur mówią o naszych ogórkach kiszonych albo o kapuście kiszonej. To jest po prostu dla nich zepsute jedzenie. Ogórki zawsze budzą wiele emocji, nie trzeba szukać na drugim końcu świata.

W Europie, w niektórych krajach europejskich, nasze ogórki kiszone to jest coś ohydnego. A zwróćcie uwagę, że jak przychodzi co do czego, to w Szwecji chcielibyśmy coś miejscowego zjeść, ale jak nam podają kiszonego śledzia, to niestety zabija zapachem, strukturą i w ogóle wszystkim, co można uznać za normalne. Ale to jest totalnie względne, bo jak spojrzysz z boku na ten ogórek kiszony, to on ma dziwny kolor, jakiś ciemny, jest miękkawy zazwyczaj, bo z czasem mięknie.

Trochę półprzezroczysty, jak już jest mocno kiszony, jak ja lubię. Jeszcze z czasem te ogórki trochę bąbelkują, są kwaśne. Czyli generalnie zepsute żarcie, rozmiękłe, dla obserwatora z boku nadgniłe, jeszcze dziwnie pachnie.

To jest totalnie kwestia umowna. Nadgniłe to ono z całą pewnością nie jest. Dobra, ale ja mówię o odbiorze, nie mówię, jaki to jest proces kulinarnie z punktu widzenia technologii żywności, ale jak dasz to komuś, kto w ogóle nie jadł czegoś takiego, nie jada kiszonek – bo ci, co jadają kimchi, no ale to znowu Azja, prawda?

A rzeczywiście są takie kraje, dzikie kraje jak Wielka Brytania. W niektórych rejonach Francji mieli podobno problem z ogórkami kiszonymi, tak słyszałem. Nie wiem, nie sprawdzałem osobiście, ale mogę w to uwierzyć.

W każdym razie z owadami znowu to jest kwestia umowna, z tym obrzydzeniem, bo one, w przeciwieństwie na przykład do śledzi kiszonych, nie pachną w żaden kontrowersyjny sposób. Ponoć – nie wąchałem tak, ale pachnie ta czysta mączka trochę grzybowo, więc dość neutralnie. Nie mają ani żadnej kontrowersyjnej konsystencji, ani straszliwego koloru, i znowu dobrym wskaźnikiem tego, czy coś jest obrzydliwe, czy nie, jest pewna umowność wynikająca z tego, że jeżeli ktoś nam nie powie, że jemy białko owadów, to nie będziemy o tym wiedzieli, nie będziemy mieli z tym problemu, tak jak z jakimiś innymi rzeczami.

Po prostu nie wiemy – to jest wyłącznie problem, który siedzi w naszej głowie. Ale w tej chwili, tak jak Ola mówiła, nie jemy tego białka, bo nie jest dopuszczone w Unii Europejskiej, ale póki co tutaj nasz pies nas wyprzedza, bo zwierzęta mogą jeść, bo jest to dopuszczone jako pasza, jako karma, i zwierzęta nie mają problemu z obrzydzeniem. Jak ktoś ma psa albo kota, to dobrze wie, że wcinanie czegoś potajemnie pod krzakiem i potem śmierdzenie z pyska, albo składanie wypatroszonych gryzoni koło łóżka, to nie jest nic, co by jakoś zwierzątka nasze wzdragały, więc ten etap u zwierząt w ogóle odpada, w ogóle nie ma tematu.

[~0:18:06] Larwy muchy czarnej i etyka hodowli owadów

Ale jak tak mówimy cały czas: białko owadów, coś tam, coś tam – z czego to się robi i co to właściwie jest? Jest w tej chwili kilka gatunków owadów dopuszczonych do użycia jako składnik tej karmy czy paszy dla zwierząt.

Akurat firma Brit w swoich karmach stosuje larwy tak zwanej muchy czarnej. Jest taka muchówka, w ogóle niezbyt przypominająca to, co nam się z muchą kojarzy. Na pewno to nie są te muchy, co nam tutaj latają po domu i wsiadają w jakichś miejscach, chociaż powiem szczerze, że te muchy też są dopuszczone – znaczy nie te muchy, ale ich larwy są dopuszczone jako jeden z tych rodzajów.

Akurat te muchy mnie obrzydzają. Tak, tylko że jak spojrzysz na larwy, to jakby ich nie skojarzysz, bo to fizycznie wygląda zupełnie inaczej. Ale to, co jest fajne w tej musze, tak się [? niepewne: omienia]? Jezus Maria, musze czarnej, to jest to, że jej larwy z prawdziwą przyjemnością wcinają wszelkie roślinne bioodpady, i to jest też dodatkowa zaleta tej hodowli, bo jest co robić z tymi odpadami, można je w ten sposób zużyć.

I też, co jest niebagatelne, o czym nie mówiliśmy – te larwy doskonale się odnajdują w warunkach, które dla większości kręgowców byłyby istnym koszmarem, czyli tam, gdzie jest ciemno, ciasno, wilgotno i gorąco – dla nich jest to w ogóle raj na ziemi i tak jest najlepiej. I tutaj wchodzi etyczna kwestia, która jest związana z hodowlą zwierząt na mięso.

Bo w przypadku owadów one jednak nie odczuwają tak mocno bodźców, jak to się dzieje w przypadku zwierząt hodowlanych, kręgowców. Są na to badania – uwaga, link w opisie – i one bardzo wyraźnie mówią o tym, że to jest zupełnie inne odczuwanie bólu, cierpienia niż to, co jest u kręgowców. Zwłaszcza że dodajmy, że nie cierpią w takich warunkach, w jakich kręgowce by bardzo cierpiały.

Dokładnie. Zresztą jako przykład podaje się chociażby to, że nie jest absolutnie żadnym problemem dla owadów kopulacja, kiedy utraciły np. część kończyn przed chwilą albo mają jakieś inne uszkodzenia ciała. To nie jest w ogóle ten sposób odczuwania bólu, cierpienia, który nam się kojarzy.

Nie mówię, że owady nie odczuwają tego typu bodźców, ale chodzi mi o to, że te skojarzenia, które my mamy z kręgowcami, są zupełnie inne. Zresztą samo uśmiercanie tych larw w produkcji jest też wprowadzone w maksymalnie łagodny sposób. Po prostu z atmosfery usuwa się tlen i najlepszym określeniem jest, że one zasypiają, można powiedzieć odłączają się w bardzo łagodny sposób, i etycznie jest to znacznie czystsza sprawa.

Okej, mamy sporo argumentów za i teraz jeszcze spójrzmy na kwestie praktyczne, ale już nie tylko opowieściami o tym, czym byśmy zjedli burgera albo pasztet, tylko już konkretnie chodzi o to, że mamy tę karmę, można ją kupić w sklepie. Nasz pies je tę karmę, więc jak to praktycznie wygląda? Mamy przed sobą badania, które firma Brit zleciła, i z badań tych wynika, że w polskich domach mieszka około 8 milionów psów i 7 milionów kotów, czyli niemal połowa gospodarstw domowych – bo o tym tutaj mówimy – posiada psa, a prawie jedna trzecia zarówno psa, jak i kota.

Jest tego mnóstwo, tego towarzystwa wokół nas. Cały ten dobytek trzeba nakarmić, wikt i opierunek – może opierunek niekoniecznie. Czasem też.

Opierunek, czyli pranie, dodajmy takie stare słowo. Wikt też niezbyt często używamy. To prawda, więc ma sens, żebyśmy nasze zwierzaki karmili tak, żeby choć trochę ograniczać niekorzystny wpływ na środowisko.

Właśnie z tego powodu warto rozważyć te karmy, w których przynajmniej część białka uzyskuje się z owadów, które są po prostu lepsze dla środowiska i klimatu. Okej, i teraz pytanie, które się już pojawiało, kiedy pisaliśmy na ten temat: czy taka karma może faktycznie zaspokoić te psio-kocie potrzeby, zwłaszcza kocie, bo koty mają tę szczególną właściwość, że są – uwielbiam to określenie – bezwzględnymi mięsożercami. Tak, że koty są bezwzględne, to jedna sprawa, a że są bezwzględnymi mięsożercami, oznacza to, że po prostu muszą jeść mięso, bo nie będą w stanie uzyskać tych samych składników odżywczych z pokarmu roślinnego, tak zwyczajnie.

Dokładnie, albo wytworzyć sobie. I tu musieliśmy już spytać eksperta. Chodziło o to, czy rzeczywiście te karmy zaspokoją potrzeby żywieniowe zwierząt.

Sami się nie będziemy wymądrzali, więc nasz ekspert, doktor weterynarii Paweł Kucharski.

0:23:01 Ekspert o karmach z owadów: skład, wypełniacze, bezpieczeństwo

Paweł Kucharski (ekspert): Przede wszystkim karmy oparte na białkach z owadów – czy to jest jedno źródło białka, czy to jest kilka źródeł białka połączonych ze sobą – są wystarczające, są pełnowartościowymi karmami, ponieważ musimy brać pod uwagę, że zawsze larwa muchy czy też larwa innych owadów, lub pełna dorosła postać owadów, to jest jedna składowa karmy.

Zawsze te karmy pełnoporcjowe posiadają różne źródła białka, posiadają różne substancje i różne składniki odżywcze, które również pomagają w otrzymaniu struktury tej karmy, w związku z czym musimy spojrzeć na karmy w bardzo szerokim pojęciu i tutaj nie możemy postawić kropki, że jest tylko i wyłącznie jedno – że jest tylko mucha, na przykład czarna mucha, larwa czarnej muchy, i to jest kropka – ponieważ jest wiele składników, na które trzeba spojrzeć. Natomiast źródło białka pochodzenia zwierzęcego, którym jest larwa czarnej muchy, i karmy oparte na owadach, na białku z owadów, są jak najbardziej wystarczające.

Kwestia jest tego, jaki owad jest użyty i jaki skład aminokwasowy on tak naprawdę nam wniesie, ponieważ musimy patrzeć również na skład białkowy, czyli na to, z czego zbudowane jest to białko, z jakich aminokwasów jest zbudowane. Natomiast na tę chwilę karmy, które są oparte na białkach z owadów, są karmami pełnoporcjowymi, są karmami wystarczającymi, są karmami pełnowartościowymi, aby zapewnić zapotrzebowanie zarówno energetyczne, jak i w składniki odżywcze, zarówno psów, jak i kotów.

No dobra, i kiedy spojrzymy sobie na skład takiej karmy jak ta, którą je nasz pies – tutaj będzie długa nazwa – to jest Brit Care Adult Dog Hair & Skin Insect & Fish. Zdawałeś na jednym oddechu prawie. Prawie, ćwiczyłem.

I tam poza tym białkiem owadzim, czy nie owadzim, jest też sporo rozmaitych dodatków, albo raczej może takich składników, które zdecydowanie nie są mięsne, a ludzie często nazywają je wypełniaczami, i też często właściciele buntują się, że w ogóle to bez sensu i dlaczego to nie jest samo mięso.

Paweł Kucharski (ekspert): Jeżeli chodzi o wypełniacze, w cudzysłowie wypełniacze, bo ja bardzo nie lubię aktualnie tego słowa, dlatego że uważam, że w karmie wszystko jest po coś, szczególnie w karmach suchych i wilgotnych dla psów i kotów. Wszystko, co jest włożone w skład karmy, tak naprawdę musi mieć swoje odzwierciedlenie w tym, co wnosi do odżywienia, i w takim przypadku np. ryż, groch czy też inne zboża wnoszą nie tylko białko pochodzenia roślinnego, wnoszą również lepiszcze do karmy, które utrzymuje jej strukturę.

Dodatkowo, ponieważ są to produkty roślinne, wnoszą nam włókno do karmy – włókno zarówno strawne, jak i niestrawne, wchłanialne i niewchłanialne – które wnosi przede wszystkim wartości dodane do perystaltyki jelit, ułatwia perystaltykę jelit, przez co ułatwia też mieszanie karmy w przewodzie pokarmowym, mieszanie składników odżywczych, żeby były bardziej otwarte do trawienia. Po drugie, ułatwiają wchłanianie lub też ograniczają wchłanianie pewnych związków w jelitach. Kolejną sprawą jest formowanie mas kałowych, gdzie włókno odpowiada w dużej mierze za to, jak wygląda kał naszego zwierzęcia.

To jest jedna grupa związków. Inna grupa produktów, którą możemy zauważyć, a która bardziej jest w składzie analitycznym, nie do końca zrozumiała dla niektórych właścicieli, to popiół surowy. Wszyscy myślą, że popiół to jest, nie wiem, spalony węgiel dorzucony do karmy, żeby coś wypełnić. Absolutnie nie – to jest składnik analityczny, który pokazuje nam zawartość związków mikro- i makroelementarnych, czyli takich wartości, które nie podlegają procesom spalenia.

Z drugiej strony składniki dodatkowe, takie jak warzywa, owoce, zioła, to nie tylko składnik włóknisty, ale również źródło np. prebiotyków, które są pożywką dla dobrych kultur bakterii w organizmie naszych zwierząt. To bardzo duże źródło witamin, duże źródło minerałów. Dodatkowo mogą służyć jako naturalny konserwant samej karmy. Wtedy np. producent może ograniczyć dodawanie sztucznych konserwantów do karmy. Więc te składniki, które są dodawane do karmy poza tym głównym składnikiem, którym powinno być mięso, zawsze powinny mieć jakieś działanie.

No to jeszcze dość zasadnicza sprawa, czyli bezpieczeństwo takich karm. Bo raczej wiemy, czego się spodziewać po mięsie kręgowców hodowlanych, czyli po wołowinie, wieprzowinie czy mięsie kurczaka, ale czy jedzenie owadów nie jest w jakimś stopniu niebezpieczne. Paweł Kucharski mówi:

Paweł Kucharski (ekspert): Karmy na bazie owadów są jak najbardziej bezpieczne. Produkcja tak naprawdę samych owadów, samych larw, jest produkcją przede wszystkim szybką. Po drugie, nie wykorzystującą za dużo zasobów.

I nie mówię tu tylko o wodzie czy o powierzchni, bo to są funkcje ekologiczne. Natomiast z punktu widzenia bezpieczeństwa żywności jest to produkt jak najbardziej bezpieczny. Oczywiście skojarzenie owad, robak i tak dalej, to bardziej bazujemy tutaj na naszych skojarzeniach, że jest to coś niefajnego i nieprzyjemnego.

Natomiast jest to absolutnie bezpieczny produkt do podania zarówno psom, jak i kotom, jak i ludziom, ponieważ tutaj faktycznie żywienie owadami wśród ludzi jest jak najbardziej popularne i coraz bardziej popularne w naszych strefach. W przypadku produkcji na potrzeby karm te owady po pierwsze są w dobrych warunkach hodowane. Ich etap produkcji to jest maksymalnie do siedmiu dni.

Po drugie, nie używamy tam żadnych substancji chemicznych, żadnych nawozów sztucznych, żadnych antybiotyków, żadnych innych przyspieszaczy i polepszaczy. Więc z punktu widzenia bezpieczeństwa żywności jest to jak najbardziej bezpieczne do użycia w karmach.

0:30:22 Doświadczenia z karmą i pytanie o własną dietę

OK, OK, tak to wygląda. Nasza Fala wcina te karmy już blisko dwa miesiące. Powiem szczerze, że bardzo sobie chwali.

Ja, OK, musiałem trochę spróbować. Tak, Piotrek zawsze próbuje psich karm, ponieważ uważa, że jeżeli jemu nie będą smakowały, to naszemu psu też nie będą. Nie, nie, tak radykalnie, po prostu jestem ciekaw, jakie one są. Tak to ujmę, no nie to, żeby ten pies odbierał mu od pyska.

W każdym razie, OK, zostaję przy twojej zapiekance z dyni, ale z drugiej strony myślę sobie, że nie miałbym nic przeciwko jedzeniu, w którym byłoby to białko owadów. Na co dzień jesteśmy wegetarianami. My tutaj, u nas w domu.

Tak, absolutnie.

Jestem ciekaw, czy ty byś jadła takie białko, biorąc pod uwagę zarówno aspekty etyczne, żywieniowe, ale też obrzydzenie i wpływ na środowisko. Jadłabyś białko owadów?

Wiesz co, jeśli chodzi o obrzydzenie, to w ogóle, jak myślę o mączce z owadów, to w ogóle nie mam takiego problemu, nie pojawia się u mnie wstręt. I jakbym miała spożyć taką larwę w takiej postaci, w jakiej ona wygląda, miałabym opór – i jak ty jadałeś, to ja tak nie chciałam ich spróbować i nadal obstaję przy tym, że nie chcę. Natomiast mączka – spokojnie byłabym w stanie dodać ją do różnych potraw. Moim zdaniem, jako wartościowe źródło białka, spokojnie mogłaby moją dietę uzupełniać.

Zwłaszcza że dla mnie ten aspekt etyczny jest bardzo ważny, więc mając na uwadze te etyczne aspekty hodowli owadów, nie miałabym oporów przed jedzeniem takiego pożywienia. Czekamy, aż będziemy mogli jeść to, co nasz pies, czyli aż Unia Europejska dopuści, a myślę, że to jest tylko kwestia czasu.

Swoją drogą, jestem ciekaw, jakie wy macie zdanie – jakby się komuś chciało napisać na ten temat, serio, jestem ciekaw, czy byście jedli – to piszcie na adres podcasty@crazynauka.pl, zresztą o innych rzeczach też tam piszcie, bo wszelkie uwagi są mile widziane, wszelkie krytyczne uwagi też, bo to nam pomaga w rozwijaniu tego, co robimy.

I chcemy was jeszcze prosić, żebyście powiedzieli innym o naszym podcaście, żeby się szerzej rozchodził. Mówiąc innym o naszym podcaście, możecie to robić, nosząc nasze koszulki, które możecie kupić – link w opisie, w naszym sklepie z koszulkami. Polecamy, są ładne.

Ładne, zdecydowanie. Jezu, to słowo – o subskrybowaniu już mówiliśmy. Tak, ale jeszcze przypomnijmy: subskrybujcie nasz podcast na wszystkich platformach, które są dostępne, które nam do głowy przyszły, żebyśmy dołączyli do tego zestawu.

I jeszcze chciałem tylko powiedzieć, że sponsorem tego odcinka była firma Brit, której karmę wcina nasza Fala. Naszą Falę zaraz uratujemy, bo siedzi teraz za drzwiami, żeby nam nie siedziała na kolanach ani nie szczekała, ani nic. Więc wracamy do psa, a wam bardzo dziękujemy.

Dziękujemy, słuchajcie nas.

Źródła

* https://www.crazynauka.pl/4-powody-dla-ktorych-warto-jesc-mniej-miesa/

* https://pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/es200130u

* https://www.fao.org/edible-insects/en/

* https://doi.org/10.1016/B978-0-08-100722-8.00011-5

* https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0014445

* https://link.springer.com/article/10.1007/s11367-015-0931-6

* https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/HTML/?uri=CELEX:32017R0893&from=PL

* https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8067469/

* https://link.springer.com/article/10.1007/BF01963580

* https://theconversation.com/more-people-are-eating-bugs-but-is-it-ethical-to-farm-insects-for-food-167248