Podcast Crazy Nauka · odc. 16
Czego szkoła nie nauczy, czyli jak przygotować się do nieznanej przyszłości?
Posłuchaj też na:
„Zawody przyszłości”? Piękne hasło, które… nie bardzo ma sens. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, jakie zawody będą miały znacznie za 10, a co dopiero za 30 lat!
Co więc ma robić ta biedna szkoła próbująca przygotowywać uczniów do wyzwań, o których sama nie ma pojęcia? Jaki sens ma wbijanie w głowę daty śmierci Łokietka, skoro możemy ją wyguglać w ciągu 15 sekund? No i czego i w jaki sposób tak naprawdę powinniśmy uczyć młodych? Umiejętności miękkich, współpracy w grupie, empatii?
Ten odcinek sponsorowany jest przez firmy Acer i Google, a naszymi gośćmi są Edyta Plich, nauczycielka polskiego, dyrektorka Towarzystwa Inteligentnej Młodzieży i prezeska fundacji Ediko oraz Michał Senkowski, Bussiness Manager, Acer Polska.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Dziś będziemy mówić o przyszłości i o tym, jak bardzo nie ogarniamy tego, jaka będzie.
Ola: I o tym, co możemy zrobić, żebyśmy się z samych siebie nie śmiali za kolejne 20 lat.
Piotr: Tak, to jest zawsze problem. Okej, ale podstawowa sprawa dla nas: subskrybujcie nasz podcast, bardzo prosimy, na wszelkich możliwych platformach.
Ola: A jesteśmy obecni na wszystkich liczących się i na tych nieliczących się również platformach podcastowych. Dzisiaj Ci ją zabrałam.
0:00:45 Zapowiedź tematu i sponsorzy odcinka
Piotr: Dobra, niech będzie. No i dzisiejszy nasz podcast ma sponsora. A właściwie dwóch sponsorów, bo to jest firma Acer oraz firma Google. Znacie je obie. Łączy je komputer Chromebook. Właściwie cała seria komputerów. No i te komputery się jeszcze dzisiaj tu pojawią.
Ola: A to nie powinien być Chrombuk?
Piotr: Chyba zostajemy przy normalnym Chromebooku. Dobrze, wiem, że trochę niekonsekwentne, ale trzymajmy się Chromebooka. Jakoś tak brzmi bardziej przyjaźnie. Dobra, o tym wszystkim za chwilę. A sam podcast nagrywałem, muszę przyznać, w lekkim, albo nawet nie takim lekkim, pędzie. Rano miałem dwie lekcje w szkole, dziś jeszcze prowadzę, niedługo się zaczyna, muszę pędzić. Niedługo kółko – i to jest uwaga – kółko podcastowe w tej samej szkole. Zresztą niedługo będę wam podrzucał kontakt, namiar na ten szkolny nasz podcast, ale na razie jeszcze nad nim pracujemy, musimy go wyprodukować. Bo wiecie, fajnie jest uczyć takich rzeczy, które mają jakiś sens i po prostu potem się do czegoś przydają.
0:01:48 Wspomnienia z dzieciństwa: inne czasy, inne szkoły, pierwsze komputery
Ola: No tak, jak wspominam moje szkolne czasy, to czasami mam wrażenie, że zabrakło wtedy myślenia o tym, że to, że żyjemy tu i teraz, gdzieś na przełomie lat 80., 90. – niestety jesteśmy starzy, i to ubiegłego stulecia i tysiąclecia – to była akurat chwila, że przyszłość nie tylko nadejdzie, ale po prostu biegnie z kopyta, z cichym tupotem, i wszystkich nas porozrzuca na boki.
Piotr: Fakt, to był taki dość dziwny moment w historii.
Ola: Myśmy jeszcze byli świadkami tego przełomu 89 roku, kiedy to wszystko się wywróciło, systemem politycznym włącznie, na czele z sytuacją gospodarczą. Wszystko było inne. I wtedy tak naprawdę to, jak byliśmy uczeni przed 89 rokiem, nagle okazało się zupełnie nieprzystające do tego, co nastąpiło później. Ten nasz gwałtowny zwrot ku zachodowi, ku któremu tak straszliwie tęskniliśmy, był dla wielu Polaków zbyt gwałtowny, a już na pewno zbyt gwałtowny dla polskich szkół.
Piotr: O to na pewno. I teraz tak się zastanawiam, czy w sumie jest teraz lepiej, czy jest dużo inaczej w tej kwestii. Na pewno teraz się mówi o czymś takim jak zawody przyszłości, o tym, że szkoły mają szykować do nich młodych ludzi. Mam wrażenie, że starzy ludzie mówią o takich poważnych sprawach i trochę mi się chce śmiać, jak o tym słyszę, bo tak sobie przypominam siebie, takiego młodego, prężnego, otwartego na te wszelkie wyzwania przyszłości. Ja, mający te 14 lat…
Ola: To ja wam tutaj zdradzę, że akurat tego 14-letniego Piotrka to, uwaga, ja już znałam, bo mieszkaliśmy na jednym podwórku, na jednym z osiedli warszawskich. I on był takim nerdem, który nie zadawał się z pozostałym towarzystwem z podwórka.
Piotr: Chodziłaś do innej szkoły niż ja?
Ola: Chodziłam do nieco bardziej elitarnej niż twoja, ale ty się nie zadawałeś z nami, nie wychodziłeś na podwórko, nie bawiłeś się, nie grałeś.
Piotr: Tak, bo miałem wtedy fajne, ciekawe rzeczy.
Ola: To właśnie wywyższałeś się.
Piotr: Nie wywyższałem się, miałem różne zainteresowania.
Ola: No ja nie miałam zainteresowań.
Piotr: A ja miałem inne. Boże, mówię, że innej szkoły.
Ola: Te najfajniejsze, dobrze. Niech powie Piotrek, bo teraz ma swoje pięć minut.
Piotr: Dziękuję bardzo, postaram się je wykorzystać jak najlepiej. Więc to były czasy, jak miałem na przykład Atari 65XE – taka supermaszyna – i programowałem na nim, i w ogóle byłem taki pewny, że już wszystko wiem i że przyszłość nie ma przede mną tajemnic. I teraz sobie wyobrażam siebie tego obecnego, jak przybywam do tej przeszłości, trochę w takim terminatorowym stylu, chociaż może bardziej ubrany, i w takiej kuli jasnego światła pojawiam się i przychodzę do tego czternastoletniego mnie, i zaczynam tłumaczyć, co ja robię w tej przyszłości. Bo to zawsze takie pytanie: właściwie co tam będzie.
Ola: To ja mam tutaj taki wtręt zabawny, bo Piotrek był taki hej do przodu. To ja muszę powiedzieć, że w moim domu komputera nie było aż do lat 90. Dodajmy, że gdzieś tak na początku lat 90. moja mama wypożyczyła ze swojego zakładu pracy, który chyba właśnie upadał, komputer o wdzięcznej nazwie Mazovia. Pamiętam, zajmował wtedy pół stołu w naszej jadalni – stół nie był duży, ale komputer był – i był taki wielki, kineskopowy monitor. I, uwaga, całą rodziną zastanawialiśmy się, co z tą maszyną zrobić. Co tak ogromna maszyna może robić? I znaleźliśmy to zastosowanie: można było grać nią w kurczaki, które wskakiwały na piramidę.
Piotr: A, to się nazywa Q… coś tam, tak.
Ola: I wydawały okropnie irytujące dźwięki, które wypełniały nasz dom przez jakiś czas, aż nam się wszystkim znudziło. Nie wiem, do którego etapu doszłam, pewnie nie był zbyt spektakularny, bo cały czas musiałam wskakiwać i zeskakiwać z tej piramidy. To było masakrycznie nudne. I powiem szczerze, że to pierwsze moje zetknięcie z komputerami nie należało do najbardziej udanych, powiedzmy sobie szczerze.
Piotr: Potem było lepiej.
Ola: Potem było tylko lepiej.
Piotr: Ostatnio pokazaliśmy samemu synowi tę grę i nawet się całkiem zainteresował, że my ją jeszcze pogramy.
Ola: Ja nie miałam tego powiewu sentymentu z przyjemnością przyjętego.
Piotr: Ale okej, bardziej mi chodzi teraz o to, że ja niby byłem taki, sama mówisz, hej, do przodu, i w ogóle. I teraz wracając do tego mnie z przyszłości, który się tam pojawił i zaczął opowiadać temu czternastolatkowi, co ja właściwie robię: no więc słuchajcie, jestem blogerem w internecie i robię podcasty, i czasami je wrzucam na YouTuba, i na Facebooku działam, i tam moje poczynania ponad 150 tysięcy osób śledzi. Znaczy nasze, ale teraz mówię ja jako ja. I wiecie, duma, tak? I teraz znowu patrzę tymi oczami tego czternastolatka.
Ola: I ocierasz taką ślinę, która ci ścieka z kącika ust.
Piotr: Absolutnie, dokładnie, niczego nie rozumiem. Więc jestem blogerem w internecie, okej? Jedyne skojarzenia na przełomie lat 80., 90., że mogę być, no nie wiem, blogierem, tak? To takie słowo, które jeszcze mogłem…
Ola: W internacie.
Piotr: W internacie, dokładnie.
Ola: Generalnie cringe.
Piotr: Nie najlepiej brzmi. Nie używaj młodzieżowych słów roku.
Ola: Których nie rozumiem.
Piotr: A jeszcze potem, wiecie, podcasty robię, i na YouTuba, i na Facebooku – totalnie mi się te słowa z niczym nie kojarzą.
Ola: To ja ci powiem tutaj w trące, że ze mną nie było aż tak źle. Ta droga, którą przeszłam, nie była aż tak mocno nieprzewidywalna, bo ja dziennikarką chciałam być, odkąd skończyłam 13 lat, i dążyłam do tego niezwykle konsekwentnie przez liceum i studia. Dodam, że jak oznajmiałam moim rodzicom, że chcę zostać dziennikarką, to był ostatni rok przed upadkiem komunizmu, i wówczas moi rodzice byli przerażeni, bo zawód dziennikarza nie kojarzył się w tym czasie zbyt dobrze. No ale potem upadł komunizm i to trochę się poprawiło, i przede wszystkim pojawiło się mnóstwo nowych możliwości, których oczywiście nie przewidywałam wtedy, kiedy pragnęłam być dziennikarką. No i dziennikarką zostałam – uwaga – naukową, to akurat był przypadek, bo chciałam być dziennikarką zajmującą się kulturą, pisać recenzje, być może dlatego, że nic innego mi do głowy nie przychodziło, ale zostałam dziennikarką naukową. Bardzo się z tego cieszę, jestem nią do dziś. To jest specjalizacja dosyć wąska i dotycząca niewielu osób w Polsce wciąż jeszcze. I w sumie jestem do dziś dziennikarką, bo na przykład robimy wspólnie audycję w radiu, a to wciąż, jakby nie patrzeć, jest dziennikarstwo. I pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bycie blogerką, instagramerką, youtuberką, podcasterką to tylko jakieś odmiany dziennikarstwa.
Piotr: Co nie, bo umiejętności, których do tego potrzebujesz, tylko w małej części się pokrywają z dziennikarstwem, co zresztą doskonale widać na przykładzie różnych naszych kolegów dziennikarzy, którzy wciąż nie wyzwolili się z tego dziennikarskiego, bardzo papierowego, jednokierunkowego podejścia.
Ola: Ale niewielu takich już jest.
Piotr: Jeszcze są naprawdę, są tacy. W każdym razie chodzi o to, że to, co my robimy, jest dwukierunkowym działaniem, a dziennikarstwo jest bardzo tylko takim dawaniem od siebie, a nie przyjmowaniem zwrotki. Ale okej, tak czy inaczej trudno było wtedy, w tych naszych szczenięcych latach, wymyślić, czym się będziemy w przyszłości zajmowali, i trudno się było do tego przygotować, zaplanować to, ukierunkować, żebyśmy mieli jakiś bardzo konkretny cel, żeby można było powiedzieć: okej, będę tym i tym. Jesteś trochę dziennikarką, ale tak naprawdę ja bym tu obstawiał, że nie do końca.
Ola: Ale z drugiej strony to też nie jest tak, że nic z tego, czego się nauczyłeś w tych latach 80. czy 90., nie przydało Ci się później. Wciąż jesteś dobry w obsłudze komputerów – ja taka dobra nie jestem, bo tej traumie, którą wskutek kontaktu z kurczakami mam do dziś. Nawet uczysz obsługi komputerów dzieci w szkole, i to ty obsługujesz od strony technicznej naszą stronę internetową, Crazy Naukę, nasze podcasty, nasze wideo, tak?
0:10:31 Czego faktycznie nauczyła szkoła: umiejętność szukania informacji
Piotr: No fakt, okej. Ja nie mówię, że nic mi się nie przydało ze szkoły i z tego Atari, chociaż może akurat z podstawówki niewiele, bo to była kiepska podstawówka – nie wiem, dwóch nauczycieli miałem takich, którym naprawdę mogę powiedzieć, że sporo zawdzięczam. Liceum było fajne, tu się dowiedziałem przede wszystkim przydatnych rzeczy, ale mogłem się skupić na tym, co mnie naprawdę interesuje i w czym jestem dobry. I chyba w sumie najważniejsza rzecz, że nauczyłem się tego, jak szukać informacji.
Ola: A, no właśnie. Mam wrażenie, że właśnie na tym szukaniu informacji edukacja musi się teraz głównie skupić. Nie na dostarczaniu informacji, ale na nauce ich szukania, oceniania i weryfikacji. Zresztą doskonale to było widać w ciągu ostatnich dwóch lat: zostaliśmy po prostu zalani wszelkimi informacjami i pseudoinformacjami na temat COVID-u, i jako społeczeństwo kompletnie na tym polegliśmy. Najlepszym dowodem na to jest to, że praktycznie połowa Polaków nie zaszczepiła się w wystarczającym stopniu, właśnie przez ten szum informacyjny, zamęt, zamieszanie. Mamy problem, bo pamiętamy, w którym roku umarł Władysław Łokietek.
Piotr: Tak, krótko, łatwe.
Ola: 1333 rok.
Piotr: Dobra.
Ola: W nocy, o północy, jak to umawiali moi nauczyciele z podstawówki. Oraz o tym, jak żywiła się ameba przez wchłanianie. Tak, to też pamiętam. Ale nie umiemy znaleźć wiarygodnych wiadomości na bieżące tematy i krytycznie ich ocenić. A przecież to nie są czasy, kiedy wszystko trzeba było pamiętać. Każdy z nas teraz ma w zasięgu ręki jakiś terminal łączący go z internetem, czy to jest telefon, czy komputer. I ten terminal pozwala nam w ciągu kilkunastu sekund znaleźć praktycznie każdy fakt, który nas interesuje – każdy, którego wcześniej uczono nas w szkole, wbijano nam w mózg, w pamięć, trzeba było wykuwać przed kartkówkami czy klasówkami. I nadal się tych faktów w szkołach uczy, często bez sensu i bez potrzeby.
Piotr: No dobra, ale często pojawia się taki argument, że wszystko jest pięknie i super, dopóki mamy ten dostęp do internetu i ten terminal gdzieś w zasięgu ręki. A jak już wszystko walnie, jak będzie wielka awaria czy coś innego bardzo złego, to nagle po prostu zostajemy z ręką w nocniku.
Ola: I sądzisz, że wówczas naszym pierwszym, podstawowym problemem będzie to, w którym roku umarł Władysław Łokietek, albo jak żywiła się ameba? Okej, pokuszę się o stwierdzenie, że to będzie najmniej potrzebna informacja na świecie, a wtedy potrzebne będą umiejętności, a nie sucha wiedza, którą nie wiadomo do czego zastosować. Teraz najważniejsze jest zrozumienie mechanizmów i umiejętność robienia przydatnych rzeczy – to są te rzeczy, które przydadzą się w przyszłości. Zresztą umiejętności przetrwania w czasie mniejszej lub większej apokalipsy też powinny się znaleźć w szkole, no ale nie w tym kierunku ma iść dzisiejsze kształcenie ludzi, którzy pojęcia nie mają, czym będą się zajmowali za te 10 czy 15 lat, kiedy skończą się uczyć i zaczną pracować. I zobacz, to też jest w sumie taki błąd w myśleniu, sama go popełniłam: ludzie zaczynają pracować, niekoniecznie zarobkowo, już znacznie wcześniej. Teraz liczy się doświadczenie i swoboda posługiwania się narzędziami. Przystosować się do konkretnej pracy można przecież w razie potrzeby, tylko trzeba mieć do tego narzędzia.
0:14:08 Komputer jako narzędzie: dzieci, nauczyciele i lęk przed technologią
Piotr: No tak, narzędzia. Jak wiesz – a nie wszyscy muszą wiedzieć – ja uczę w szkole, i to w podstawówce, już o tym wspomniałem, że jestem właśnie w przerwie między jakimiś zajęciami. Głównie uczę dzieciaki z klas 1-3, prowadzę z nimi zajęcia z informatyki. No dobra, to jest teraz mój błąd w myśleniu, bo właściwie my to wciąż nazywamy informatyką, a to bez sensu, bo informatyka to – sprawdźmy sobie w Wikipedii – nauka ścisła oraz techniczna, zajmująca się przetwarzaniem informacji, w tym również technologiami przetwarzania informacji oraz technologiami wytwarzania systemów przetwarzających informacje. Czyli po prostu taki kawał specjalistycznej, twardej wiedzy.
Ola: A ty po prostu uczysz korzystania z komputerów i z internetu, i używania głowy w celu krytycznego myślenia, i segregowania informacji, które się tam znajdują.
Piotr: Ja po prostu uczę tych młodych ludzi używania narzędzi. To znaczy, tak jakbyś uczyła kogoś gotować – może mieć jakieś przepisy, ale musi się nauczyć kroić, ogarnąć obsługę kuchenki, miksera, najlepiej zmywarki jeszcze do tego. Czyli narzędzia – i to jest to, czego ja tych ludzi uczę: używania komputera jako narzędzia. A to dla nich wcale nie jest takie oczywiste, bo część z nich w ogóle jeszcze nie używała czegoś takiego z ekranem, klawiaturą i myszką. Prawie każdy z nich miał do czynienia z interfejsem dotykowym, ale ten dla nas taki oczywisty system, Windows czy macOS, to jest dla nich kawał czarnej magii, serio, to bardzo widać, zwłaszcza w tych pierwszych latach.
Ola: Tak, kiedy się odbywa przejście z tych interfejsów dotykowych, z którymi być może część dzieci miała do czynienia jeszcze przed szkołą, na interfejsy komputerowe, które okazują się kompletnie nieintuicyjne, mimo że my jesteśmy do nich totalnie przyzwyczajeni.
Piotr: Skomplikowane, tam jest milion różnych drobnych elementów, które potrafią się pojawić w niespodziewanym momencie, to jest po prostu mylące.
Ola: Zresztą nie oszukujmy się, dla wielu nauczycieli też to nie jest prosta sprawa. Co prawda pandemia sprawiła, że prawie każdy nauczyciel musiał nagle zacząć używać komputera i internetu, ale prawda jest taka, że siedzenie przed ekranem i gadanie do niego pokazało dwie rzeczy. Po pierwsze, nie da się przełożyć lekcji przed tablicą jeden do jednego na lekcję przed ekranem. Po drugie, że im prostszy i bardziej przezroczysty interfejs i komputer, tym lepiej i prościej poprowadzić zajęcia. Nauczyciele przekonali się, że oni też muszą się stale uczyć – dla niektórych z nich to była nowość i ból.
Piotr: Oto spojrzenie z punktu widzenia nauczyciela. Poprosiliśmy Edytę Plich, nauczycielkę języka polskiego, dyrektorkę Towarzystwa Inteligentnej Młodzieży, prezeskę fundacji Ediko.
Edyta: Żyjemy w takim świecie, w którym zarówno uczniowie, jak i nauczyciele muszą się uczyć. To, o czym się mówi jako o jednej z kompetencji przyszłości, czyli takie ciągłe uczenie, jest czymś zupełnie nowym dla nauczycieli. 700 tysięcy nauczycieli to największa inteligencka grupa zawodowa – ludzi, którzy poświęcili swoje życie temu, żeby pracować z młodymi ludźmi i uczyć ich różnych rzeczy. Do tej pory było tak, że stawaliśmy przed tablicą, braliśmy podręczniki i byliśmy trochę jak starszyzna w wiosce indiańskiej: wiedzieliśmy więcej i lepiej. Teraz współcześnie uczniowie są zupełnie inni, korzystają z komputera naprawdę biegle, i wielu dorosłych, jakimi są właśnie ich nauczyciele, radzi sobie z tym dużo gorzej. Polska szkoła, pomimo dostarczania różnego rodzaju sprzętu, i pandemia, która miała oczywiście negatywny wpływ na społeczeństwo, była jednak takim ogromnym uderzeniem, ogromnym skokiem, można powiedzieć szokiem, który sprawił, że wszyscy musieliśmy się w tej kwestii edukować. Lekcje zdalne pokazały nam, rodzicom, nauczycielom, jak słabo posługujemy się i radzimy sobie z tą przestrzenią wirtualną, i że klasyczna lekcja przeniesiona na lekcję, podczas której uczniowie siedzą przed komputerami, a nauczyciel mówi, totalnie się nie sprawdza i trzeba zupełnie inaczej pracować. Barierą dla nauczycieli, oprócz wieku, jest przede wszystkim zupełnie inny sposób rozwoju i uczenia się – w dzisiejszym świecie uczymy się wszyscy, cały czas, i właściwie nie ma takiej możliwości, żeby się czegoś dobrze nauczyć, a następnie 20 lat tego samego uczyć. Ja jestem polonistką i kiedy skończyłam studia, mogłabym uczyć – i wiem, że są tacy nauczyciele – którzy 20 lat tak samo uczą o Panu Tadeuszu czy o Żeromskim. Po prostu przychodzą na lekcje i ta lekcja się odbywa, niemal jak u Gombrowicza: wykładamy swoją lekcję, mówimy, że Słowacki wielkim poetą był. Nie jest to najlepszy sposób, dlatego że świat się zmienia, i ci młodzi ludzie, których uczyliśmy 20 lat temu, i których uczymy dziś, to są inni ludzie, którzy żyją w innym świecie, i niedobrze byłoby, żeby szkoła była postrzegana jako skansen – a tak właśnie przez wielu młodych siódmo-, ósmoklasistów jest postrzegana.
Piotr: Nauczyciele i uczniowie, zwłaszcza ci z młodszych klas, mają problem z samym narzędziem. Często spotykam się z tym, że ludzie, którzy nie czują się całkiem pewnie w komputerowych sprawach, po prostu się boją – boją się, że coś zepsują, boją się jakiegoś włamania, ataku na ich dane, tych rzeczy, o których słyszą, ale właściwie nie do końca rozumieją, czy to jest zagrożenie i jak to narzędzie działa.
0:20:02 Chrombuki i zawody przyszłości: rozmowa z Michałem Senkowskim i Edytą Plich
Ola: No i właśnie z tych obserwacji wynika to, że zdecydowaliśmy się przyjąć wyzwanie od Acera i Google'a i powiedzieć o wspomnianych już chrąbukach albo krąbukach.
Piotr: Dobrze, możesz mówić w swojej wersji, ja będę mówił w swojej. W takiej powszechnej świadomości są dwa systemy, na których działają komputery: te z Windowsem i te od Apple'a. Jest tam jeszcze gdzieś w tle Linux, ale to jest domena bardziej specjalistycznych zastosowań. A my chcemy powiedzieć o tych chrąbukach i Chrome OS. Jeżeli to się komuś skojarzyło z przeglądarką Chrome, to bardzo słusznie – to jest taki system operacyjny, który jest oparty na podejściu przeglądarkowym. Kto umie obsługiwać przeglądarkę, w dzisiejszych czasach spokojnie sobie z tym chrąbukiem poradzi. Bo właśnie cały myk polega na tym, że ten sprzęt jest właściwie przezroczysty dla użytkownika – w tym znaczeniu, że kiedy wybieramy komputer czy go używamy, kompletnie nie obchodzi nas to, co on ma w środku: procesor, grafika, pamięć, dysk, ramy i inne rzeczy. Po prostu ma działać, i już. My tylko decydujemy, do czego właściwie potrzebujemy tego komputera – na tym się nasz wybór opiera.
Ola: A zobacz, to zupełnie odwrotnie niż przy wyborze samochodu. Jakbym poszła do salonu i powiedziała, że chciałabym żółty samochód do jeżdżenia – pozdrawiamy Kasię, naszą przyjaciółkę, która właśnie to zrobiła i miała wspaniały samochód przez wiele lat – to oczywiście sprzedawca samochodów spojrzałby na mnie z ogromną pogardą, mniej lub bardziej skrywaną.
Piotr: No tak, ale to ma pewien sens.
Ola: Oczywiście, nie każdy musi się tym interesować, ile ma koni pod maską, ile do setki – to nieważne. W każdym razie liczy się przede wszystkim, czy chcemy mieć małego laptopika, którego wrzucamy sobie do torby czy plecaka i zabieramy na spotkanie, czy może wolimy dużego laptopa do postawienia na stole, z wielkim ekranem i dużą klawiaturą, żeby wygodniej było wszystko widać, do pracy graficznej i tak dalej. Czy może ma to być komputerek do szkoły, który przeżyje rzut plecakiem po korytarzu albo wypaprane po przerwie śniadaniowej brudne łapy.
Piotr: Działa na wyobraźni. Dobra, oddajmy na chwilę głos prawdziwemu ekspertowi od tego sprzętu. Michał Senkowski, Business Unit Manager, Acer Polska.
Michał: Chrombuki to takie urządzenia, które są oparte na systemie Chrome OS. Jest to system stworzony przez firmę Google. Chrombuki mają postać laptopów, ale mogą też przybierać inne formy, na przykład all-in-one'ów, desktopów stacjonarnych i tak dalej. Została zmieniona koncepcja samej maszyny jako zespołu komponentów – nie jest istotny procesor, nie jest istotna pamięć czy dysk, najważniejszy jest system, i wokół niego zbudowany jest cały ekosystem. Z założenia są to urządzenia, w których użytkownik wszystkie swoje dane posiada w chmurze, czy też przechowuje je w chmurze. I to jest mega wygodne i bezpieczne z perspektywy użytkownika, ale też, jak już jesteśmy przy edukacji, z perspektywy nauczyciela, szkoły i tak dalej. Mało tego, jedno urządzenie może być współdzielone, czy to przez kilku członków rodziny, ale też przez kilku uczniów. W ofercie mamy dostępne zarówno produkty typowo konsumenckie, jak i sprzęty dedykowane uczniom, czy też w ogóle edukacji. Różnica między nimi głównie jest taka, że te sprzęty edukacyjne mają inną licencję – Chrome OS w wersji edu ma dodatkowe funkcje pozwalające zarządzać całą flotą urządzeń, które znajdują się na przykład w klasie czy szkole, i mogą być zarządzane zdalnie. Oprócz tego z reguły są to urządzenia o troszeczkę mniejszym rozmiarze ekranu. Same urządzenia posiadają też dodatkową powłokę gumową, dzięki czemu są troszeczkę bardziej odporne na zarysowania i upadki z niewielkich wysokości.
Piotr: Okej, te komputery to faktycznie są takie edukacyjne pewniaki: kwestia bezpieczeństwa, kwestia wygody i, co bardzo ważne, takiej bezproblemowości. Bo jak mówiliśmy wcześniej, ja nie uczę informatyki, ja uczę korzystania z narzędzia, i tylko tak trzeba na to patrzeć – to nie jest jakiś wielki, edukacyjny cel komputerowy, na którym się mamy skupiać. Celem jest to, żeby się nauczyć szukania informacji, żeby faktycznie przygotować się, jakkolwiek to możliwe, do tych nieszczęsnych zawodów przyszłości.
Ola: Bez przesady z tymi nieszczęsnymi, myślę, że one będą z naszego punktu widzenia dość niesamowite. Zobacz, ty, czternastoletni, po prostu nie miałeś szansy wyobrazić sobie tego, co teraz robisz – siedzimy tu sobie, gadamy do super wypasionego sprzętu mrugającego do nas kolorowymi przyciskami, lampkami, a wy słuchacie nas gdzieś w samochodzie, autobusie czy w domu, i zapewne robicie to z telefonu albo jakoś podobnie. Swoją drogą, to jest mega ciekawe, jak nas słuchacie – może dalibyście nam znać mailem, z jakiego źródła nas słuchacie. Podcasty małpa crazynauka.pl – prześlijcie nam informację, czy słuchacie nas z telefonu, czy z komputera. Ale wracając do tych zawodów przyszłości, co to by mogło być w zasadzie? Ja sobie wyobrażam coś ze sztuczną inteligencją, na przykład.
Piotr: No dobra, to może na przykład wymyślanie tej sztucznej inteligencji jakiegoś konkretnego charakteru, sposobu bycia, takiej osobowości. W tej chwili ludzie już gadają – sam to robię – z asystentem Google'a, zadając mu jakieś dziwne pytania, a on na przykład odpowiada, rzucając jakieś mega suche żarty.
Ola: Czyli cringe.
Piotr: Ola, miałaś nie używać młodzieżowych słów roku.
Ola: To jedno przyswoiłam.
Piotr: Zresztą, fun fact: Google specjalnie pozbierał i powymyślał takie żarty – zdaje się, że mieli od tego specjalnego człowieka, który dbał o to, żeby te żarty były wystarczająco śmieszne, żeby jakoś tam zarechotać, ale z kolei na tyle bezpieczne, żeby nikogo nie urazić.
Ola: Szacunek dla tego człowieka.
Piotr: Absolutnie.
Ola: Ale jeżeli to była jedna osoba, to ja podziwiam ją.
Piotr: Jeszcze dopytam, ale tak jak pamiętam z naszych rozmów z Google'em, to tak wyglądało. Serio, to jest niełatwe zadanie, i w ten sposób ten asystent ma jakiś rys charakteru, takiego zmyślnego wujka – ale nie takiego wąsatego wuja, tylko takiego pomocnego, do którego można coś czuć.
Ola: Okej, i tutaj zobacz, to wymaga wyjątkowego zestawu umiejętności – takie wymyślenie osobowości to mnóstwo tak zwanej wiedzy miękkiej, empatii, wiedzy humanistycznej.
Piotr: No tak, dokładnie. I wiesz co, to będą naprawdę inne czasy, i naprawdę teraz totalnie trudno sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało. Edyta Plich.
Edyta: Wszystko, co inwestujesz w siebie, zwraca się dziesięciokrotnie – tak powiedział Warren Buffett, pokazując, że wiedza zdobyta dzięki edukacji, w przeciwieństwie do innych aktywów, inwestycji, nie może zostać nam w żaden sposób odebrana. Nie będzie ani ukradziona, ani opodatkowana. Młody człowiek, który się uczy, zdobywa coś, dzięki czemu może zdobywać świat. Rzeczywiście dzisiaj nie mówimy już o przygotowaniu do konkretnego zawodu, bo trudno ten zawód wybrać. Jak pokazują różnego rodzaju prognozy, ci, którzy w tej chwili osiągnęli największy sukces, choćby finansowy, pracują w zawodach, które nie istniały za czasów, kiedy oni zaczynali edukację. Mówi się, że właściwie dzieci urodzone w 2007 roku nie będą pracować w zawodach, które dziś są uważane za najistotniejsze, tylko będą robić karierę w zawodach, które dziś nie istnieją. A więc można powiedzieć, że szkoła przygotowuje do czegoś, o czym nie ma pojęcia. Dlatego stawiamy na kompetencje przyszłości, i jestem też przekonana, że rozwijanie talentów konkretnego dziecka, indywidualizacja edukacji, jest przyszłością. Patrzymy na to, jaki potencjał ma dziecko, zastanawiamy się, co najbardziej lubi robić, co potrafi, jakie ma możliwości, i w tę stronę idziemy. Bo gdyby uznać tak jak kiedyś, że dobrze być prawnikiem, a więc synu, będziesz prawnikiem, bez względu na to, jakie masz możliwości – to się nie sprawdza i nie sprawdzało się nigdy w tym stopniu. Ktoś może nie zostać najlepszym prawnikiem, ale lubić to, co się robi, to jedno, a druga rzecz to odnosić w tym sukces – jest to skorelowane z czasem poświęconym temu, jakąś wytrwałością, która jest potrzebna. Bo wiemy, że zawody przyszłości nie tylko będą łączyć różnego rodzaju możliwości, ale mówi się, że ci młodzi ludzie będą, jakoś statystycznie, podobno 16 razy w życiu zmieniać swój zawód. Trudno nam sobie to wyobrazić, bo jest wiele osób, które jak zaczęły pracować, na przykład jako księgowa, tak odchodzą na emeryturę, nie tylko z tego samego miejsca pracy, ale robiąc dokładnie to samo – zmieniały im się oczywiście jakieś systemy, zmieniali się ludzie po drodze, ale robili podobne rzeczy. Nasze dzieci tak nie będą miały. Więc jak mówię: kształtowanie pasji, indywidualizacja, możliwość pracy z tym, co jest istotne, i coś, co moim zdaniem też w szkole jest szalenie ważne, czyli uczenie wytrwałości i uporu.
0:29:35 Sprzęt, wykluczenie edukacyjne i dostępność Chrombooków
Piotr: Wiesz, skoro już mówimy o tych trudnościach w przygotowaniu się do tego, co będzie kiedyś w tej przyszłości, to całkiem niedawno rozmawiałem z nauczycielem matematyki, który uświadomił mi, jak trudne było uczenie podczas pandemii właśnie matmy. Oczywiście wiadomo, że uczniowie gdzieś tam siedzieli przed tym ekranem, wyłączone kamerki, to wszystko, ale jeszcze jedna rzecz: na matmie trzeba pisać równania. Pisać, najlepiej na tablicy, a tej tablicy tam nie było. Pisanie paluchem po touchpadzie właściwie nie, myszką pisanie równań to koszmar, tablet graficzny mało kto miał w domu, z nauczycieli prawie nikt. Zresztą to był moment, w którym z rynku zniknęły te wszystkie tablety graficzne, po jakichś horrendalnych cenach, dosłownie w ciągu kilku dni. I aż się prosi tu, żeby mieć pod ręką taki komputer, który poradziłby sobie z tym bez takich gwałtownych, nagłych, dodatkowych zakupów. Okej, Michał Senkowski.
Michał: Wydaje mi się, że rysiki są super rozwiązaniem zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli. Można je bardzo wszechstronnie wykorzystywać, zarówno do tworzenia rysunków, jak i do pisania po ekranie. Nie wyobrażam sobie zapisywania równań matematycznych za pomocą myszki czy touchpadu. Wydaje mi się, że możliwość, jaką daje nam zarówno rysik, jak i sam system Chrome OS, jest na tyle intuicyjna dla wszystkich, dla nauczycieli i dla uczniów, że nie ma żadnego dysonansu ani problemów z obsługą tego rysika – nie wymaga on jakiejś specjalistycznej wiedzy ani specjalistycznych programów.
Ola: Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Komputery i telefony z internetem w ogromnym stopniu zmniejszają coś, co nazywa się wykluczeniem edukacyjnym. Jeszcze 20, 30, a na pewno 40 lat temu ludzie mieszkający z dala od dużych miast mieli znacznie trudniejszy dostęp do wielu aspektów kultury, wiedzy, ale też takiego codziennego kontaktu z bieżącymi wydarzeniami. A teraz wygląda to zupełnie inaczej – wiedza i kultura w dużym stopniu przeniosły się do internetu, a dostęp do niego jest już dość powszechny, również z dala od dużych ośrodków miejskich. Młodzi ludzie wszędzie korzystają z tego samego TikToka, z tego samego Instagrama, obserwują te same konta influencerów i są tak samo na bieżąco ze wszystkim.
Piotr: No tak, ale ten problem pojawił się teraz znowu, jakby w czasie pandemii, bo nagle ten swobodny dostęp do komputera stał się dla dziecka niezbędny podczas zdalnej nauki. Edyta Plich.
Edyta: Wykluczenie edukacyjne jest zjawiskiem powszechnym na całym świecie, i komputery znacząco zmieniły tę sytuację. Każdy uczeń, który ma komputer i internet, ma dostęp do tej samej wiedzy i do tych samych informacji. Jeśli jest szansa, żeby uczeń pracował sam z komputerem, wiemy, że w ten sposób staje się odkrywcą, a nie tylko odtwórcą, i ma szansę zdobywać informacje w sposób zupełnie niezależny. Szkoła, która przeszła okrutny test pandemii, pokazała, że w domach, w których czteroosobowa rodzina próbowała przeżyć na 30 metrach, a jeszcze z jednego komputera korzystać, pracując, ucząc się, przesuwając od dziecka do dziecka – to pokazało, jak ważny i właściwie dziś niezbędny we współczesnym świecie jest to element edukacyjny.
Piotr: I to jest też miejsce dla naszego bohatera, bohatera podcastu, czyli Chrombuka, albo Krąbuka, jak się Ola upiera – bo te komputery, dzięki właśnie tej swojej sprzętowej przezroczystości i lekkości samego systemu operacyjnego, mogą być dostępne w naprawdę sensownych cenach. Michał Senkowski.
Michał: Na rynku jesteśmy w stanie znaleźć szerokie spektrum rozwiązań, Chrombuków, od bardzo tanich po bardzo drogie, w zależności od tego, jakie mamy wymagania i do czego będziemy je stosować. Te bardzo drogie to głównie rzeczy, które dopiero wchodzą na rynek, są to Chrombuki gamingowe – o nich pewnie dopiero będzie głośno za jakiś czas. Natomiast takim chlebem powszednim są rozwiązania w granicach do 2000 złotych. Nie jest istotne w ich przypadku to, co one mają w sobie – najważniejszym elementem Chrombuka jest jego system Chrome OS, i nie ma żadnego problemu w tym, aby szukać rozwiązań tanich, bo ten system będzie działał zarówno na urządzeniu za 1500 zł, jak i za 3500 zł tak samo. Różnica może być widoczna dopiero wtedy, kiedy będziemy go używać do wyspecjalizowanych funkcji.
Ola: Oczywiście nadal to nie jest tak, że każdego na to stać, doskonale o tym wiemy. Ale to zdecydowanie przybliża nas do możliwości posiadania swobodnego dostępu do komputera przez dzieci, zarówno w szkole, jak i w domu. Zwłaszcza że Chrombuki mają długi czas życia – maszyny, które są teraz w sprzedaży, będą wspierane przez Google, czyli autorów systemu operacyjnego, przez jeszcze wiele lat.
Michał: Chrombuki to rozwiązanie, które ma długi cykl życia. Średnio co 4-6 tygodni dostajemy kolejną paczkę z odświeżonym systemem, z dodatkowymi zabezpieczeniami, lub po prostu uaktualnienie. Same urządzenia działają bardzo długo – nie mówię tutaj o cyklu życia produktu. Na przykład jeden z naszych produktów, Acer Spin 512, będzie wspierany od dzisiaj do 2030 roku, czyli zakładając, że to 8 lat, jesteśmy świadomi, że ten produkt po 8 latach nadal będzie nadawał się do użytku. To nie będzie tak, że klikniemy literkę A i będziemy czekać 15 sekund, zanim pojawi się na ekranie – po prostu będzie wspierany i będzie działał tak jak działa teraz.
0:36:40 Rozwijanie talentów dziecka zamiast gonienia za jednym zawodem
Piotr: Prawda jest taka, że jesteśmy w momencie ogromnej zmiany w uczeniu. Ona w Polsce zachodzi na razie dość opornie, niestety, ale przyjdzie, i to jeszcze z pełną mocą – poczujemy to mocno. Uczniowie sobie najpewniej poradzą, ale pozostali, czyli my, nauczyciele, rodzice, musimy im to ułatwić. Często kluczowe jest to, żebyśmy się uwolnili od takiego bardzo tradycyjnego myślenia, które mamy wbite w głowę – to jest niełatwe, sami dobrze o tym wiemy. Edyta Plich powie o tym troszeczkę więcej, bo to jest poważny problem.
Edyta: Bardzo wielu rodziców zadaje sobie pytanie, oczywiście w trosce o swoje dzieci: kim chciałbyś zostać w przyszłości? Moim zdaniem ono w ogóle słabo brzmi, bo jeżeli kimś mam zostać w przyszłości, to znaczy, że nie jestem nikim. Chodzi o to, że myślimy o przyszłości swoich dzieci jako o odpowiedzi, którą będzie konkretny zawód, a myślę, że tu warto myśleć raczej o rozwoju tej jednostki. Lubię taką anegdotę o Michale Aniele, który mówił podobno, że wewnątrz każdego bloku marmurowego kryje się cudowny posąg. Trzeba tylko usunąć nadmiar materiału, aby to dzieło mogło ujawnić się światu. Myślę, że trochę tak jest z dziećmi – musimy je obserwować, dostrzegać ich talenty i możliwości, i tak obcinać to, co niepotrzebne. Jeżeli nie mają takiego rodzaju zdolności, żeby zajmować się fizyką czy chemią, to pozwólmy im iść w inną dziedzinę. Model szkoły, w której ideałem jest uczeń bardzo dobry ze wszystkiego, bo biało-czerwony pasek nie jest wręczany uczniom, którzy są świetni z historii, bardzo dużo czytają albo uwielbiają fizykę i mają ogromne zdolności oraz efekty swojej pracy, tylko tym, którzy mają piątki ze wszystkiego, a najlepiej szóstki – przestańmy ufać temu modelowi, a zastanówmy się, w czym nasze dziecko jest dobre, indywidualizujmy pracę z nimi, rozwijajmy ich zainteresowania, pozwalajmy im dotykać różnorodnych rzeczy. Bo jeżeli będziemy żyć w takich swoich bańkach i zajmować się tylko tym, czym my się zajmowaliśmy, to ta różnorodność będzie niemożliwa. Myślę, że to, co jako rodzice mamy za zadanie, to stymulowanie naszych dzieci do poszukiwania, uczenie ich wytrwałości i cierpliwości, bo trzeba się nauczyć wysiłku i próby niezabijania ciekawości, jaką każdy człowiek ma, i chęci błądzenia. Kiedy patrzymy na dzieci w klasach 1-3, widzimy, że się niczym nie zrażają, co więcej, znakomicie interpretują swoje porażki, mówiąc: a tu mi nie wyszło, to zrobię jeszcze inaczej. Z czasem jest to zabijane, i my ciągle dążymy do jakiegoś celu, bo mamy poczucie, że jest jakiś kres tych wysiłków i że to już musi się zdarzyć. Gdy myślimy, jakie kompetencje będą cenione w 2030 roku, czyli już zupełnie niedaleko, to widzimy, że przede wszystkim podobno o 40% zwiększy się czas na czynności, które wykorzystują umiejętności techniczne czy cyfrowe. Popyt na umiejętności programistyczne, wiedzę informatyczną, wzrośnie niebawem o 90%, co oznacza, że nie możemy traktować umiejętności cyfrowych jako zainteresowania – "o, mój syn lubi siedzieć przed komputerem, może będzie programistą" – tylko jako rodzaj narzędzia, które jest totalnie niezbędne nam wszystkim. Dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci, nauczycieli, jak i uczniów – jako środowisko, w którym się znaleźliśmy, a dobre jego opanowanie sprawia, że po prostu nowocześnie i ciekawie się rozwijamy. Co więcej, wywoływanie różnic, jakie jest możliwe dzięki dostępowi do wiedzy, i próba uczenia dzieci ciekawości, zadawania pytań, pokazywanie im przeróżnych źródeł sprawia, że one wykują sobie własne ścieżki, i my już im nie będziemy potrzebni.
Ola: I bardzo wam dziękujemy za to, że nas słuchacie. Subskrybujcie nasz podcast wszędzie, gdzie się da, powiedzcie o nim innym, i piszcie do nas na adres podcasty małpa crazynauka.pl, jeśli tylko macie jakieś myśli i uwagi.
Piotr: Bardzo cenne, te krytyczne zwłaszcza. Bardzo wam dziękujemy. No słuchajcie, żegnamy się. Dobrego, bądźcie zdrowi. U nas to różnie ostatnio bywa z tym zdrowiem, ale trzymajcie się dobrze.
Ola: Do usłyszenia.
