Podcast Crazy Nauka · odc. 17
Maria Skłodowska-Curie, jakiej nie znacie
Posłuchaj też na:
Nie tylko badaczka i podwójna noblistka, ale też techniczka medyczna, kierowczyni ambulansu na froncie pierwszej wojny światowej, filantropka, patriotka, ikona feminizmu, przyjaciółka Einsteina, turystka górska, skandalistka, wielbicielka psów, rowerzystka. A do tego niezwykle skromna, stroniąca od sławy osoba.
W tym odcinku Podcastu Crazy Nauki opowiemy Wam o mało znanych faktach z życia Marii Skłodowskiej-Curie. Osoby, która znalazła się na pierwszym miejscu listy 100 najbardziej wpływowych kobiet w historii, sporządzonej przez brytyjski magazyn BBC History – przed księżną Dianą, królową Wiktorią i Matką Boską.
—
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: W jakim celu Maria Skłodowska-Curie przerzuciła łopatą kilka ton skały z czeskiej kopalni?
Piotr: Kto się pojedynkował w obronie czci Marii?
Ola: Kiedy zrobiła prawo jazdy i co woziła samochodem na front I wojny światowej?
Piotr: No i dlaczego za najszczęśliwsze lata uznała te spędzone w byłym prosektorium? Tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: No i dzisiejszy odcinek, jak już pewnie zdążyliście się zorientować, poświęcamy Marii Skłodowskiej-Curie. Opowiemy Wam o mało znanych i tych zupełnie nieznanych faktach z życia Wielkiej Polki. Mamy nadzieję, że w kilku miejscach Was zaskoczymy. Staramy się. Tak, i przede wszystkim chcemy Wam pokazać, że to nie tylko była naukowczyni i podwójna noblistka. Wszyscy o tym wiemy i to jest uczone w szkołach. Ale również była techniczką medyczną, kierowczynią ambulansu na froncie I wojny światowej. Była filantropką, patriotką, ikoną feminizmu, przyjaciółką Einsteina, turystką górską, skandalistką. To nieintencjonalnie. Wielbicielką psów.
Piotr: To intencjonalnie.
Ola: Rowerzystką, a przy tym była niezwykle skromną, stroniącą od sławy osobą.
Piotr: No i jej postać wciąż jeszcze budzi bardzo duże emocje. Chyba przede wszystkim dlatego, że Maria samodzielnie i naprawdę nieugięcie torowała drogę kobietom i w nauce, i w ogóle w życiu publicznym. Bo w tym czasie te dziedziny życia były praktycznie wyłącznie zarezerwowane dla mężczyzn. To się bardzo zmieniło również dzięki niej. Była nie tylko pierwszą kobietą wyróżnioną Nagrodą Nobla, ale też pierwszą kobietą we Francji, która zdołała obronić doktorat z nauk fizycznych. Pierwszą, która została profesorem Uniwersytetu Paryskiego, czyli słynnej Sorbony. No i pierwszą na świecie, która została kierowniczką katedry w Szkole Wyższej. I to akurat ten smutny wątek, bo żadnej z tych funkcji nie mogła pełnić, nie mogła zrealizować w ówczesnej Polsce. Ona była wtedy pod zaborami. No i to jest też odpowiedź, dlaczego wybrała na swoje miejsce życia i pracy Francję.
Ola: Maria Skłodowska-Curie znalazła się też na pierwszym miejscu listy 100 najbardziej wpływowych kobiet w historii, sporządzonej bodajże cztery lata temu przez brytyjski magazyn BBC History. I znalazła się na tym pierwszym miejscu przed między innymi księżną Dianą, królową Wiktorią i, uwaga, Matką Boską.
Piotr: To mój ulubiony kawałek. Okej, to zanim przejdziemy do ciągu dalszego, prośba jak zawsze: subskrybujcie nasz podcast, bo to pomaga. Po pierwsze dlatego, że dostajecie powiadomienia, jak się pojawiają kolejne odcinki. Po drugie dlatego, że po prostu jesteśmy wyżej notowani i dzięki temu ten podcast się lepiej rozchodzi.
Ola: A jesteśmy obecni na wszystkich liczących się i tych nieliczących się platformach podcastowych również.
Piotr: Już drugi raz to robisz, no dobra. I też mówcie innym o naszym podcaście, bo to jest najlepszy sposób na rozpowszechnianie tej wiedzy.
0:03:32 Dzieciństwo, młodość i wyjazd do Paryża
Ola: No to przejdźmy do rzeczy. Wszyscy wiemy, że Maria Skłodowska-Curie samą siebie nazywała Marią Curie albo Madame Curie najczęściej.
Piotr: Tak, to odpowiedź na wielki problem, jak się nazywała i czy to straszne, że się mówi Curie.
Ola: Ale składamy ukłon w stronę Polaków. Lubimy się czuć dumni z Marii, lubimy podkreślać jej polskość i dlatego staramy się też o niej mówić Maria Skłodowska-Curie, ale będziemy używali też imienia i nazwiska Maria Curie oraz Madame Curie. Była ona pierwszą osobą uhonorowaną dwiema nagrodami Nobla w dziedzinie fizyki i chemii. I dopiero teraz, niedawno, w grudniu, przypadła 124. rocznica odkrycia radu. I też miała miejsce 111. rocznica odebrania przez Marię jej drugiej nagrody Nobla. I to jest taka okazja, żeby szerzej pomówić o naszej wielkiej Polce.
Piotr: Już od dawna się zbieraliśmy na to, więc okazji nie potrzeba.
Ola: Gromadzimy materiały od bardzo dawna. Wiemy też doskonale wszyscy, że dorobek wielkiej badaczki obejmował teorię radioaktywności, techniki izolacji izotopów promieniotwórczych oraz odkrycie dwóch pierwiastków: polonu i radu. A my chcemy wam pokazać taką troszkę inną Marię, taką, której być może nie znacie, raczej nie znacie, bo w życiu tej wielkiej Polki nic właściwie nie było oczywiste i nawet przyczyna jej śmierci jest w publicznej świadomości inna niż to, co rzeczywiście miało miejsce.
Piotr: Dobra, to zaczynając tak klasycznie od początku. Maria urodziła się w 1867 roku w Warszawie. Ta Warszawa była wówczas częścią Królestwa Polskiego, które było częścią Imperium Rosyjskiego, zabory. Jej rodzice byli nauczycielami. Tu wątek psi: jej ukochanym psem, psem całej rodziny Skłodowskich, był wyżeł o wiele mówiącym imieniu Lancet. Raczej nie nazywa się tak wyżłów przypadkiem. Mógł się nazywać Fafik albo inny Burek.
Ola: Lancet, przypominam, to jest bardzo prestiżowe, znane pismo naukowe. I zdaje się, że już wtedy istniało. Właśnie Piotrek to sprawdza.
Piotr: Sprawdzam, bo tknęło mnie to. Lancet, zobaczymy od kiedy istniał, ale myślę, że oni nazwali psa po prostu od Lancetu, czyli od skalpela. Tak, Lancet jest wydawany od 1823 roku, więc rzeczywiście teraz nie wiemy, czy to od pisma Lancet. Ja obstawiam, że to jednak od skalpela było, ale okej, jakkolwiek na to patrzeć. Zresztą tegoż Lanceta Maria, mając kilkanaście lat, sportretowała. I ten rysunek, podobnie jak zresztą wiele innych rzeczy, o których będziemy mówili, znajdziecie w opisie odcinka, tam link do niego. Jako dziesięciolatka Maria straciła i matkę, i siostrę.
Ola: Jedną z sióstr.
Piotr: Jedną z sióstr, tak. I stała się pod wpływem tego wydarzenia ateistką, co nie było w tych czasach oczywiste, chociaż też nie było rzadkością.
Ola: I też wyznała to w swoich zapiskach, które upubliczniono, i to jakby była zadeklarowana ateistką.
Piotr: Tak.
Ola: W tych czasach rzeczywiście było coś wyjątkowego.
Piotr: Jej ojciec też zresztą był ateistą, myślę, że to jakby zbliżało ich również. Wstąpiła na nielegalnie wtedy działający, pod zaborami, tak zwany latający uniwersytet. Ale to była, powiedzmy sobie, taka trochę edukacja zastępcza. I żeby móc studiować dalej, uczyć się, musiała wyjechać za granicę. Zresztą zaplanowała to razem ze swoją starszą siostrą Bronisławą.
Ola: Jak się może domyślacie, Maria od najmłodszych lat zdradzała specjalne, wyjątkowe uzdolnienia w kierunku fizyki, chemii, matematyki i ogólnie nauk ścisłych. I jak można się domyślać, miała nieustanny głód wiedzy. A rodzice, nauczyciele, zwłaszcza ojciec, który specjalizował się w naukach ścisłych, ten głód u niej podsycali. W związku z czym ona miała głęboką potrzebę, żeby coś dalej zrobić, żeby się dalej uczyć, a w Polsce to było niemożliwe.
Piotr: Drodzy rodzice, podsycajcie głód wiedzy u dzieci. Pozdrowienia dla moich rodziców, podziękowania za to, że jak miałem pięć albo sześć lat, to pozwolili mi rozpaprać wszystko w kuchni, a potem nawet dzielnie to sprzątali z moją niewielką pomocą. Te wszystkie eksperymenty, mieszania i tak dalej niewątpliwie wpłynęły na to, czym się teraz zajmuję. Dzięki, róbcie to, rodzice, swoim dzieciom.
Ola: A żeby Maria z Bronisławą mogły wyjechać do Paryża, no właśnie, już zdradziłam, za granicę, żeby studiować, musiały na to zarobić.
Piotr: To był taki sprytny myk, jaki wykonały.
Ola: Zanim Maria tam pojechała, pierwsza pojechała Bronia, czyli Bronisława. I one miały umowę, wedle której Maria najpierw utrzymywała uczącą się na paryskiej Sorbonie siostrę, a potem się zamieniły i to Bronia finansowała paryskie studia Marii na Sorbonie. No i żeby rozpocząć ten cykl, Maria zatrudniła się jako guwernantka u ziemiańskiej rodziny Żorawskich w Szczukach pod Przasnyszem.
Piotr: Żorawscy w Szczukach pod Przasnyszem, uwielbiam.
Ola: Wyobrażam sobie biografów anglojęzycznych, na przykład Marii Skłodowskiej-Curie. No i tam uczyła w tych Szczukach pod Przasnyszem. U Żorawskich. Tak, dwie córki Żorawskich.
Piotr: Żorawszczanki, przepraszam.
Ola: Traf chciał, że w Szczukach Maria zakochała się. Maria wówczas jeszcze Skłodowska, bo jak mówiłam wcześniej Skłodowska-Curie, to chyba troszkę wyprzedziłam bieg wypadków.
Piotr: Niektórzy mogli się tego spodziewać.
Ola: Maria zakochała się, ze wzajemnością, w synu Żorawskich, niejakim Kazimierzu, który był studentem matematyki.
Piotr: Kazimierz Żorawski ze Szczuk pod Przasnyszem.
Ola: No i teraz wyobraź sobie tych biografów po raz kolejny.
Piotr: Nasze, francusko…
Ola: Planowali nawet, znaczy nie biografowie, tylko Maria Skłodowska i Kazimierz Żorawski, ślub. Niestety sprzeciwili się temu rodzice narzeczonego. Oni szukali dla Kazimierza bogatej partii, a nie takiej ubogiej osoby jak Maria. Maria pochodziła z rodziny o korzeniach szlacheckich, ale zubożałej, w związku z czym musieli się utrzymywać z pracy rąk własnych, a w kręgach wyższych było to niezbyt dobrze widziane.
Piotr: I tu szczególne podziękowania dla rodziny Żorawskich, która Marię odrzuciła i pogoniła, bo gdyby nie to, nie wiadomo, co by było dalej. Nie wiadomo, czy byśmy mieli tak wybitną noblistkę. W każdym razie Maria niewątpliwie nie doceniła ich gestu i ze złamanym sercem pojechała do Paryża, tak jak się umówiła z siostrą, rozpoczęła naukę na Sorbonie. I żeby od razu iść na maksa, to były dwa kierunki. Ukończyła dwa kierunki, zarówno fizykę, jak i matematykę.
0:10:58 Ślub z Pierre'em Curie i pierwsze lata pracy naukowej
Ola: Potem licencjaty zdobyła z obydwu tych dziedzin.
Piotr: Otóż właśnie. No i zabrała się za pracę naukową. I ta praca naukowa połączyła ją ze starszym o osiem lat, czyli najbardziej akceptowalnie, zwłaszcza w tamtych czasach, teraz też, znakomitym fizykiem Pierre'em Curie. I pobrali się w 1895 roku. I tu kolejny wątek osobisty: podróż poślubna. Państwo Curie pojechali na podróż poślubną na rowerach. Zwiedzali okolice Île-de-France, czyli, tak naprawdę, w tej chwili szeroko pojmowanej okolicy Paryża, ale tam jest całe mnóstwo zabytków i wspaniałych miejsc, więc akurat rzeczywiście było co zwiedzać. I już sama ta podróż rowerowa była łamaniem konwenansów ówczesnych. A w dodatku Maria robiła rzeczy bardzo nieprzyzwoite. Mianowicie skróciła, wyobraźcie sobie, skróciła swoją suknię i, co chyba jeszcze gorsze, jeździła bez kapelusza. To było naprawdę skandaliczne, znaczy, ja nie wiem, ty na przykład nigdy bez kapelusza nie ruszasz na rower.
Ola: I na pewno nie skracam swoich sukien.
Piotr: Nie, nie, nigdy nie widziałem, żebyś suknię rowerową skracała. W każdym razie państwo Curie w ogóle mieli różne szalone i ekstrawaganckie pomysły, bo w 1899 roku Maria razem z mężem wspięli się na Rysy, czyli najwyższy szczyt polskich Tatr. To jest 2499 metrów, zależnie od pomiaru, bo tam się coś ostatnio bujało.
Ola: 2500 coś było chyba.
Piotr: No dobra, w każdym razie około 2500. I teraz, ja wiem, że teraz to każdy w klapkach tam włazi, ale zwróćmy uwagę na to, że to były czasy, kiedy te tatrzańskie szlaki jeszcze nie istniały. One powstały chyba w latach dwudziestych, trzydziestych, w większości.
Ola: Tak, to były lata, kiedy Mariusz Zaruski działał, tworząc TOPR po pierwszej wojnie światowej. Wtedy właśnie zaczęto wytyczać porządne szlaki. [? niepewne: Tymek], Bachleda, te takie pionierskie czasy. Ale powiem tak: wytyczenie szlaku na Rysy, znaczy szlak na Rysy, nawet po wytyczeniu, nie jest takim klasycznym szlakiem, po którym jak po schodach się wchodzi, tylko na pewnym etapie, już pod samym szczytem, trzeba używać również rąk, żeby się wspinać, bo tam rzeczywiście jest stromo i tam zresztą, kiedy tylko spadnie śnieg, to natychmiast pojawiają się wypadki.
Piotr: Tak jest, o czym teraz właśnie możemy usłyszeć.
Ola: I wcale nie jest prosto tam wejść, nawet w dzisiejszych czasach, nawet po wyposażeniu tego szlaku w łańcuchy. W związku z czym ja naprawdę szczerze podziwiam, bo to była cała wielka wyprawa. Przecież nie było drogi do Morskiego Oka, trzeba było jechać wozem, trzeba było iść, może konno jechać, nie mam pojęcia. I tam pewnie już było, chociaż nie wiem, czy było się gdzie zatrzymać, czy było tam schronisko w tych czasach. W każdym razie pewnie już było coś tam. To była trasa naprawdę nie na jeden dzień, zdecydowanie nie.
Piotr: No i to była trasa też… Goreteks jeszcze nie bardzo istniał i polar, za to istniały, uwaga, suknie i kapelusze. Więc tym bardziej podziwiamy zacięcie. Jak widać, była to nietuzinkowa para. Nie byli to ludzie, którzy jakoś tak się idealnie wpisywali w takich, wiecie, szacownych i nudnych naukowców tamtych czasów, na jakich możemy trafić tu i ówdzie.
0:14:48 Odkrycie polonu i radu w prowizorycznym laboratorium
Ola: To byliśmy w roku 1899 i na chwileczkę zawracamy. Mamy rok 1898, który Maria wspominała później jako jeden z najlepszych w jej życiu. I wtedy, wraz z mężem, odkryli dwa nieznane dotąd nauce pierwiastki: polon i rad, o których już wspominaliśmy. Polon to była nazwa nadana przez Marię na cześć jej ukochanej ojczyzny. Ona naprawdę tęskniła za Polską. Chciała wracać, ale nie dało się. Będziemy jeszcze o tym mówili. Rad zaś, ta nazwa pochodzi od łacińskiego słowa radius, czyli promień. Rad tworzy taką delikatną poświatę w ciemnościach, co zresztą małżonkowie Curie zobaczyli na własne oczy.
Piotr: To było już z morą lat późniejszych, kiedy radu używano do malowania zegarków i różnych innych rzeczy, bo tak ładnie świecił, a potem ludzie umierali, zwłaszcza ci, którzy pracowali, kobiety, które pracowały przy wymalowywaniu tych tarcz zegarków. To jest dość makabryczna historyjka, nie na teraz, ale rzeczywiście to już jest ten moment, w którym wiemy, że nie wiadomo było kompletnie, jak ta promieniotwórczość działa na organizm ludzki. Tu przepraszam, mały wtręt, bo w międzyczasie sobie pogooglałem: schronisko nad Morskim Okiem jest z 1823 roku, to są pierwsze wzmianki, więc mieli skąd startować na te Rysy, to na pewno. Ale lećmy dalej, wracamy do poświaty radu, radiusa i promienia.
Ola: No i te odkrycia dokonane przez małżeństwo Curie były poprzedzone miesiącami [? niepewne: wyrobniczej], naprawdę [? niepewne: wyrobniczej] pracy przy analizie minerału o wdzięcznej nazwie blenda uranowa. Funkcjonuje również nazwa smółka uranowa lub blenda smolista, ale ja chyba najbardziej lubię blendę uranową, dlatego używam tego i w swoim artykule, i tutaj będę używać.
Piotr: Link do artykułu w opisie odcinka.
Ola: Oczywiście, i to jest odpad produkcyjny z kopalni uranu. Państwo Curie zdecydowali się sprowadzić najpierw tonę, potem jeszcze osiem ton, zdaje się, tego minerału z czeskiego Jáchymova. I to było na terenie ówczesnych Austro-Węgier. I uwaga, to podróżowało do Francji i wszyscy wokół, obserwujący to, stukali się w czoła: po co jakaś dziwna skała, jakieś transporty jadą do Paryża. A potem Madame Curie własnymi rękoma to bada i przekopuje. Ale to za chwilę. Maria i Pierre w tej właśnie blendzie uranowej poszukują śladów promieniowania, odkrytego dwa lata wcześniej przez Henriego Becquerela. I to zjawisko Maria jako pierwsza nazwała promieniotwórczością. Ona jako pierwsza użyła tego słowa.
Piotr: Żeby nie było za łatwo, wiecie, badania naukowe to są takie obrazki zazwyczaj, powiedzmy, pochodzące raczej z filmów. Ale ta Maria stojąca z taką kolbą, tak patrzy…
Ola: Ale poczekaj, to jest akurat sesja z jej laboratorium.
Piotr: Ja wiem, tylko że większość tego, co oglądamy, to już nie jest sesja, tylko to jest odtworzone. Te obrazki… był film o Marii, z Karoliną Gruszką. Dokładnie. I tam jest ta scena odtworzona, i najczęściej te zdjęcia, które można trafić w internecie, to jest Karolina Gruszka. Ale chodzi mi o to, że to jest już taki późniejszy etap pracy, wiecie, ta kolba i to takie czyste, naukowe spojrzenie, jak ze zdjęć stockowych. Bo tak naprawdę ta robota polegała w dużym stopniu na przerzucaniu łopatą tej blendy uranowej. Najpierw tej tony blendy, to naprawdę jest dużo. Potem podgrzewanie na palnikach, ale już nie w kolbkach, tylko w takich ogromnych kadziach, gdzie długim metalowym prętem trzeba było mieszać, i oczywiście przy tym wydzielało się mnóstwo toksycznych oparów. Toksycznych z różnych powodów. I w trakcie tych badań okazuje się, że ta substancja, która tu była badana, ma silniejsze promieniowanie niż sam uran. Czyli ten pierwiastek, na którym się Becquerel skupiał. I mimo, że uran wcześniej usunięto, bo to były właśnie odpady z kopalni uranu, ten uran był oddzielany, bo potrzebny był sam uran, to promieniowanie było takie silne. To były te popłuczyny, że tak powiem.
Ola: To jeszcze dodam, że te toksyczne opary sprawiały, że małżonkowie nie mogli cały czas pracować pod dachem, tylko jak mogli, to pracowali na zewnątrz. O tym jeszcze za chwilę powiemy.
Piotr: Zresztą to będzie chyba ustami samej Marii. Twymi, ale w imieniu Marii. Pierre przyłączył się do tych badań i razem, już małżonkowie Curie, tak oficjalnie mówiąc, opracowali metodę wskaźników promieniotwórczych. Tu trzeba było wykorzystać, to były absolutnie też najnowsze odkrycia, bo wykorzystano elektrometr, który został skonstruowany przez Pierre'a i jego brata Jacques'a. I ta robota była tym trudniejsza, że nałożyła się czasowo z narodzeniem pierwszej córki Marii. Jak ta praca była w toku, to dziecko miało niespełna rok. Oni już w pewnym momencie prawie nie jedli i nie spali. I Marii udało się ustalić, że ta blenda uranowa zawiera inny niż uran pierwiastek promieniotwórczy, i nazwała ten pierwiastek polonem, wiadomo, że na cześć Polski. To odkrycie ogłoszono 18 lipca 1898 roku.
Ola: I teraz uwaga: następne odkrycie zostało ogłoszone 19 grudnia 1898 roku i najlepsze jest to, że pomiędzy odkryciem jednego a drugiego pierwiastka małżonkowie zdążyli jeszcze pojechać na wakacje. Gdzieś taką informację znalazłam. I tak naprawdę przy kolejnej próbce tej blendy uranowej została odkryta kolejna substancja, czyli rad. Okazało się, że jego promieniotwórczość jest 900 razy większa od promieniotwórczości uranu. To była ta druga niespodzianka tego cudownego 1898 roku.
Piotr: Kochany rok Marii. To była ogromna ekscytacja, ogromna radość, bo to były naprawdę fundamentalne odkrycia i ona dobrze o tym wiedziała. Postanowiła wyizolować oba te pierwiastki, które udało jej się odkryć. I to były znowu lata ciężkiej fizycznej pracy: cztery lata przewalania, już tym razem, ośmiu ton tej blendy uranowej. Dodatkowym problemem było to, że rad trzeba było odróżnić i oddzielić od baru, bo te pierwiastki są pod wieloma względami chemicznie i fizycznie bardzo do siebie podobne. To zawsze utrudnia taką izolację. W każdym razie w 1902 roku udało się uzyskać kilka okruszków radu. Skalę tej pracy i trudność obrazuje to, że w jednej tonie tej blendy było zaledwie około 1,4 g radu i, uwaga, 1,1 mg polonu. Super mało, super rzadki pierwiastek. Widać, jak bardzo trudno było to uzyskać. To też jest tak, że w tego typu działaniach chemicznych często jakiś błąd na wcześniejszym etapie uwala cały kawał roboty. Trzeba się cofać, robić od nowa, więc to nie było łatwe, zwłaszcza że i czasy, i warunki łatwe nie były.
Ola: A w jakich warunkach pracowali? Opowie zaraz o tym sama Maria. Cała ta praca odbywała się w opuszczonym prosektorium przy ulicy Lhomond 42 w Paryżu, i ono zostało przekształcone przez małżonków Curie w laboratorium. Maria opisała to w ten sposób: "Była to pozbawiona wszelkich sprzętów szopa z desek, o cementowej podłodze i szklanym dachu, przez który miejscami przeciekał deszcz. Całe wyposażenie składało się ze zniszczonych drewnianych stołów, żelaznego pieca dającego bardzo niedostateczne ciepło i tablicy, na której Pierre chętnie pisał i rysował. Nie było tam wyciągu do robót, przy których wydzielają się szkodliwe gazy. Trzeba było zatem wykonywać takie prace na podwórzu, gdy pogoda na to pozwalała. Podczas deszczu musieliśmy je prowadzić w szopie przy otwartych drzwiach. I oto w tej nędznej, starej szopie przeżyliśmy najlepsze, najciekawsze nasze lata, poświęcając całe dnie zamierzonemu dziełu. Często też musiałam w niej przyrządzać posiłek, ażeby nie przerywać jakiegoś ważnego doświadczenia. Niekiedy wypadało mi spędzać cały dzień na mieszaniu gotującej się masy ciężkim prętem żelaznym, prawie tak wielkim jak ja sama. Zdarzało się, że byłam wtedy naprawdę przemęczona. Kiedy indziej znów robota polegała na niezmiernie drobiazgowej i delikatnej krystalizacji frakcjonowanej w celu stężenia roztworu radu."
Piotr: "Zdarzało się, że byłam naprawdę przemęczona." Nieźle, znaczy przepraszam, ale kolokwialnie rzecz ujmując, można było padać na pysk. Były efekty zarówno naukowe, jak i, można powiedzieć, prestiżowe. Chociaż tu jest… No dobra, nie będę zdradzał.
Ola: Łyżka dziegciu.
0:25:00 Nagrody Nobla i rodzina noblistów
Piotr: To w łyżce? To jest wiadro dziegciu na łyżkę miodu. 1903 rok. Przychodzi nominacja do Nagrody Nobla z fizyki za badania nad odkrytym przez Becquerela zjawiskiem promieniotwórczości. I oczywiście nominację otrzymują, któżby inny, Pierre Curie i Henri Becquerel. Tu chwila ciszy. Gdzie Maria? No właśnie. O udziale Marii francuska Akademia Nauk nie wspomniała w tym liście z nominacją skierowanym do Komitetu Noblowskiego. Dopiero Pierre zrobił srogą awanturę i te zasługi Marii podniósł i wskazał. Gdyby nie to, to w ogóle by jej nie było ani w nominacji, ani tym bardziej w późniejszym Noblu.
Ola: I tutaj, tak naprawdę, to będzie taki leitmotiv jej życia, że ciągle będzie stawiana jako ta osoba, która pomagała mężowi w różnych czynnościach naukowych, jako ta żona stojąca przy boku.
Piotr: Tak, to się jeszcze dzisiaj pojawi.
Ola: Tymczasem, jak bardzo zasługiwała na Nagrodę Nobla, udowodniła w 1911 roku, kiedy właśnie tę nagrodę przyznano jej za odkrycie polonu i radu, bo Pierre już wtedy nie żył. Zginął, wpadłszy pod powóz konny kilka lat wcześniej. Ta nagroda została przyznana również za wydzielenie czystego radu i badanie właściwości chemicznych pierwiastków promieniotwórczych, co Maria prowadziła w pełnym zakresie. Maria należy do grona jedynie czterech osób, które otrzymały Nagrodę Nobla więcej niż raz.
Piotr: To w ogóle była dość szczególna rodzina, bo warto wspomnieć, że starsza z córek państwa Curie, czyli Irène Joliot-Curie, też była noblistką. Ona z kolei, w 1935 roku, razem z mężem Frédérikiem, dostała nagrodę za odkrycie zjawiska sztucznej promieniotwórczości, czyli pozostała przy podobnym temacie badań. Żeby jeszcze dalej tym tropem iść: noblistą był też Henry Labouisse, czyli mąż drugiej córki państwa Curie, Ewy. On z kolei otrzymał już nienaukową, ale Pokojową Nagrodę Nobla, jako przewodniczący UNICEF-u.
Ola: I Ewa, czyli ta druga, młodsza z córek państwa Curie, która była pisarką, miała zwyczaj żartować, że przynosi wstyd rodzinie, bo jako jedyna nie dostała Nagrody Nobla. I tutaj cytat: "To już nawet nie są problemy pierwszego świata, to jest jakiś zerowy świat. W mojej rodzinie było pięć nagród Nobla. Dwie dla matki, jedna dla ojca, jedna dla siostry i szwagra oraz jedna dla męża. Tylko mnie się nie udało. Co za porażka."
Piotr: Biedna kobieta. Taka półeczka gdzieś tam nad kominkiem i te medale noblowskie, i jeszcze jedno miejsce.
Ola: Taki smutek.
Piotr: Taki dramat. W każdym razie Ewa przeżyła wszystkich członków swojej rodziny, to na pewno, zmarła w 2007 roku. To jest fajny moment. Miała 104 lata. Fajny moment, bo uświadamiamy sobie, że ta historia Marii i jej rodziny to nie są jakieś czasy, kiedy dinozaury tam biegają, tylko to są czasy zaczepiające bezpośrednio już o naszą rzeczywistość.
Ola: Zresztą Ewa miała zasługi w szerzeniu informacji, wiedzy o życiu matki i ojca, bo jest autorką chyba najbardziej poczytnej i najdokładniejszej biografii Marii Skłodowskiej.
Piotr: Takie prawie z pierwszej ręki. Zwłaszcza, że pisarka, no, mogli jej dać tego Nobla.
0:28:56 Przyjaźń z Albertem Einsteinem i skandal z Paulem Langevinem
Ola: Następna sprawa, być może nie wiecie, ale Maria przyjaźniła się z Albertem Einsteinem. Oboje zresztą otwierają poczet największych naukowców XX wieku i można powiedzieć, że są najbardziej rozpoznawalnymi naukowcami wszech czasów, zwłaszcza tymi z dziedziny fizyki. Albert był sporo młodszy od Marii, relacje utrzymywali przez niemal 25 lat, od roku 1909 do 1933. I w tym czasie bywali na tych samych konferencjach naukowych, spotykali się u wspólnych przyjaciół w Paryżu, spędzali razem, uwaga, wakacje, a także prowadzili wspólne projekty dla Ligi Narodów.
Piotr: To była taka impreza po prostu, Albert i Maria i tam gdzieś jakieś winko razem.
Ola: Tam będzie jeszcze większa impreza, będą kongresy Solvaya, gdzie byli wszyscy najwięksi, Niels Bohr i Schrödinger. W każdym razie Maria i Einstein zasiadali wspólnie między innymi w Komisji Międzynarodowej Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów, której zadaniem było promowanie wymiany idei, dorobku naukowego i kulturowego między naukowcami, artystami i intelektualistami.
Piotr: Żeby nie było, że to są tylko jakieś czysto zawodowe związki, że oni naprawdę się przyjaźnili: w 1913 roku, już po śmierci męża, Maria Curie wybrała się z Einsteinem na wędrówkę po Alpach. Jak widać, w góry ją ciągnęło. Tu ma wiele wspólnego z Olą, która nas co roku zmusza na wędrówki po Tatrach. Ja się strasznie męczę, ale to bardzo miłe są te wędrówki, choć strasznie męczące.
Ola: Ale też miała wiele wspólnego ze mną, tą drugą, czyli z tą żeglującą.
Piotr: A tak, bo właśnie w latach dwudziestych Einstein zaprosił Marię z kolei na wspólne żeglowanie po Jeziorze Genewskim. Tylko że tu się okazało, ku zaskoczeniu Marii, że Einstein nie umie pływać.
Ola: Nie wiem, czy to był jakiś moment zagrożenia życia, czy po prostu w ramach…
Piotr: Że dla żartu go wepchnęła do wody.
Ola: Albert złapał koło ratunkowe.
Piotr: Tak, życie na krawędzi.
Ola: I to wówczas, nad tym Jeziorem Genewskim, zrobiono im słynne wspólne zdjęcie, na którym widać, jak spacerują. Zdjęcie pochodzi z 1925 albo 1929 roku, to nie zostało w tej chwili ustalone.
Piotr: [? niepewne: Przez te popołudnie zdjęć cyfrowych] to nie było jasne.
Ola: I znajdziecie link do tego zdjęcia w opisie odcinka. W naszym artykule piszemy zresztą szerzej o tym zdjęciu.
Piotr: O tym właśnie. Sam Einstein, już w latach pięćdziesiątych, został zapytany podczas wywiadu, których fizyków ceni najbardziej. Wymienił dwie osoby. To był Lorentz, który był autorem teorii wyjaśniającej zjawisko dyspersji i przewodnictwa elektrycznego. A tą drugą osobą była Maria Skłodowska-Curie. I właśnie o niej powiedział: "Zawsze podziwiałem Marię Curie. Nie tylko miała wybitne osiągnięcia naukowe, nie tylko pomagała ludzkości przez swoją pracę, ale też przykładała do niej najwyższą jakość moralną. Siła charakteru, czystość intencji, niepobłażanie sobie, obiektywizm, niezależność sądów. To bardzo rzadkie, by wszystkie te cechy skupiły się w jednej osobie."
Ola: Ona rzeczywiście była wyjątkowa i to chyba wszyscy dookoła widzieli. Albert Einstein na tyle był oddany Marii, że stał się jedną z nielicznych osób, które w 1911 roku stanęły w jej obronie na wieść o tym, że ma romans z żonatym francuskim fizykiem Paulem Langevinem. I teraz ważna informacja: on był ojcem czwórki dzieci i to już miało miejsce po śmierci Pierre'a Curie. Po pierwsze, żona Langevina dowiedziała się o tym romansie, nagłośniła go i oskarżyła Marię o kradzież męża i kradzież ojca dzieciom. To wyglądało trochę tak, jakby Langevin stał bez ruchu, przyszła Maria, zarzuciła wielką sieć, po prostu wzięła Langevina pod pachę, wyniosła i tam go zbałamuciła.
Piotr: Kolejne 100 lat, niewiele się tu zmieniło. Jeżeli jest taka sytuacja, to przecież wiadomo, że kobieta uwodzi mężczyznę.
Ola: No tak, one w ogóle nie miały żadnej inicjatywy w tym związku. W ogóle absolutnie. I oczywiście towarzyszył temu skandal obyczajowy znacznie większy, niż miałby miejsce w dzisiejszych czasach. Oj, znacznie. Dziennikarze osaczali Marię w miejscach publicznych. Tłum skandował pod jej domem: "precz z cudzoziemką". Nagle się okazało, że wszyscy jednak nie lubią jej, bo jest z Polski, a nie z Francji. W związku z czym trzeba jej to natychmiast wypominać. Żona Langevina groziła Marii śmiercią. A Komitet Noblowski przyłożył swoją dolę do tego, starając się zniechęcić Marię do przyjazdu do Sztokholmu, gdzie miała odebrać przyznaną jej dopiero co drugą Nagrodę Nobla. Ona jednak pojechała…
Piotr: To było bardzo takie… to chyba jest w tym tekście u nas na stronie. To było dość paskudne, bo oni tak bardzo wyraźnie dawali jej do zrozumienia, że może jednak sobie pani odpuści. Bo to przecież taki skandal, i w ogóle, jak można.
Ola: Ona pojechała i absolutnie z otwartą przyłbicą wygłosiła znamienne przemówienie do Komitetu Noblowskiego i do wszystkich, którzy się temu przyglądali. Można powiedzieć, że to było jej wielkie zwycięstwo moralne. Bo jednak nie dała się zastraszyć, nie dała się zapędzić w kozi róg. I to jest jeden z tych elementów, które sprawiły, że stała się ikoną feminizmu. To znaczy to, że nie dała zrzucić na siebie całej winy za romans, który przecież wymaga udziału dwojga.
Piotr: W ogóle ten romans to jest dłuższa historia i to wcale nie była jednoznaczna sytuacja, więc to jak zwykle w takich razach. Ale rzeczywiście trzeba przyznać, że to była jej odwaga, taka odwaga w dążeniu do celu i taka uczciwość. To jest właśnie dokładnie to, o co ją Einstein chwalił. Zresztą Einstein w tym czasie pisał do niej, i tu znowu cytat z tego listu: "Tak rozgniewał mnie sposób, w jakim motłoch waży się panią atakować, że bezwzględnie musiałem dać upust swemu oburzeniu. To wspaniałe, że wśród nas znajdują się ludzie tacy jak pani i jak Langevin, prawdziwe istoty ludzkie, w których towarzystwie można odczuwać radość. Jeśli motłoch nadal będzie panią atakować, proszę po prostu przestać czytać te bzdury." Tu jest moment, kiedy Einstein w swoim geniuszu przewidział również komentarze na portalach…
Ola: Społecznościowych.
Piotr: Nie tylko, ale wszelakich. Jak kogoś denerwuje, to proszę nie czytać.
Ola: Ja tylko jeszcze chcę wspomnieć, że Maria Curie była wówczas wdową, tak że, jakby nie patrzeć, miała czystsze sumienie niż Langevin.
Piotr: Absolutnie. To znaczy, to on miał problem, a nie ona. Chciałem powiedzieć, że takie czasy były, ale teraz też są takie czasy.
Ola: Są takie czasy, że kobiety są piętnowane, a mężczyźni zawsze mają usprawiedliwienia, mają wyskoki, mogą sobie pozwolić, albo to chwila nieuwagi, albo niechcący. Podczas skandalu w związku z romansem Marii, uwaga, doszło do kilku pojedynków o jej cześć niewieścią. I tutaj postaram się wykorzystać moją licealną znajomość języka francuskiego. Z góry was przepraszam, jeżeli to będzie niedoskonałe, ale wypada wymienić te kilka tytułów i nazwisk osób, które się o nią pojedynkowały. Tak, pojedynkowały. Bronił Marii redaktor gazety Gil Blas, który, uwaga, walczył na szpady z dziennikarzem "L'Action Française". Z kolei Gustave Téry, naczelny "L'Œuvre", rozpisujący się o upadku moralnym cudzoziemki i złodziejki mężów, wyzwał na pojedynek na szpady innego redaktora gazety "Gil Blas". No i wreszcie sam Paul Langevin wyzwał Téry'ego ostatecznie na pojedynek na pistolety. Szczęśliwie całe zajście skończyło się tym, że żaden strzał nie został oddany. Niemniej, proszę zobaczyć, jakie to były absurdalne sytuacje, pojedynkować się na litość boską.
0:38:02 Kongresy Solvaya, powrót do Polski i I wojna światowa
Piotr: No dobra, zostawmy dramy tego typu. To, co już zaspoilerowałaś, czyli słynne kongresy Solvaya i zdjęcia. To takie super słynne zdjęcie, gdzie jest właściwie cała śmietanka intelektualna nauk ścisłych ówczesnych. Tam się spotykali naprawdę najwięksi fizycy XX wieku. Tam była Maria Curie, był Paul Langevin. I Maria, co znamienne, była jedyną kobietą na tych kongresach.
Ola: To ja może wymienię jeszcze kilka wielkich nazwisk, które uczestniczyły w tych słynnych kongresach Solvaya. Oprócz Marii i Einsteina brali w nich udział między innymi Max Planck, oczywiście Paul Langevin, Paul Dirac, Max Born, Niels Bohr, Auguste Piccard, Erwin Schrödinger, Werner Heisenberg.
Piotr: Takich parę osób, które mogły być jakoś tam, może słyszeliście o nich, w sumie by mnie to nie zdziwiło. Teraz rok 1912, kiedy do Paryża przybywa delegacja Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Tej delegacji przewodniczył, a jakże, noblista Henryk Sienkiewicz, może o nim słyszeliście. Pomysłem tego Towarzystwa było namówienie Marii, żeby wróciła do Polski. Nie zdecydowała się na to wówczas, ze względu na stan zdrowia i ze względu na zaangażowanie w budowę Instytutu Radowego w Paryżu.
Ola: Zresztą potem zaangażowała się w budowę Instytutu Radowego w Warszawie. To też jest ważne, że ten instytut, który mamy, jest jej zasługą, bo zbierała rad na to, żeby można było uruchomić ten instytut, który miał leczyć nowotwory.
Piotr: Ta decyzja miała być odłożona na później, potem wybuchła I wojna światowa. Ja się zastanawiam, czy to trochę nie była wymówka, w tym znaczeniu, że wciąż, no nie było jeszcze Polski w 1912 roku, wciąż nie było warunków do uprawiania nauki przez kobiety, więc myślę, że ona sobie z tego dobrze zdawała sprawę i być może w jakimś stopniu te powody podane są trochę, nie chcę powiedzieć, że wymówką, ale niekoniecznie były jedynymi głównymi powodami, ale to już wyłącznie moje refleksje.
Ola: Ja myślę, że te momenty zderzania się ze ścianą, jakie miała na początku swojej kariery we Francji, musiałyby się być może powtórzyć w Polsce, dlatego że tam w ogóle nie uwzględniano tego, że kobiety mogły istnieć w życiu naukowym. Więc to, że Maria miała własną katedrę na Sorbonie, że była profesorem tej katedry, że obroniła tam doktorat i miała swoje miejsce, to sobie sama wywalczyła. Pytanie, jak bardzo od początku musiałaby zaczynać w Polsce, to też pewnie był problem. Ale nie uprzedzajmy biegu wypadków, mamy rok 1916 i pierwsza wojna światowa trwa. I co robi Maria? Maria robi prawo jazdy, jako jedna z pierwszych kobiet w historii świata. Tak, moi drodzy. Po co zrobiła to prawo jazdy? Chodziło o to, żeby móc prowadzić samochód. I to były samochody Peugeot, a jakże, francuskie.
Piotr: Takie [? niepewne: waniki], ciężarówki.
Ola: I właśnie Maria z jej córką Ireną wpadły na pomysł, żeby zamontować aparaty rentgenowskie w tych samochodach i jeździć w okolicach linii frontu, i prześwietlać rannych na wojnie żołnierzy po to, żeby jak najszybciej móc im pomagać, żeby móc skutecznie składać złamania i przyspieszać leczenie.
Piotr: No podobno różnica była ogromna. Gdzieś czytałem, że to naprawdę bardzo wiele zmieniło, bo lokalizacja, chociażby, nie wiem, odłamków w ciele, czy coś takiego, coś, co było zupełnie niemożliwe innymi metodami, tu pozwalała na bardzo precyzyjną, szybką interwencję. Naprawdę to było i ratowanie życia, i ratowanie zdrowia, o ogromnym znaczeniu.
Ola: No i Maria masowo szkoliła kolejnych techników, i to były głównie kobiety, bo wówczas był niedosyt mężczyzn, którzy wszyscy wówczas przebywali na froncie. Dodam, że dla Francji I wojna światowa to jest ta wielka wojna, dla nas raczej II wojna światowa jest tą bardziej dotkliwą. Natomiast, w tej wielkiej, pozycyjnej wojnie, Maria znalazła się ze swoim właśnie małym Curie, czyli wozem, który przewoził aparat rentgenowski, w pobliżu linii walk bitwy pod Verdun. Żeby te aparaty rentgenowskie zdobyć, Maria [? niepewne: ogołociła] paryskie pracownie z tych aparatów i przeniosła je do samochodów. To taka ciekawa historia.
0:43:14 Jedyne nagranie głosu Marii i przyjaciele prezydenci
Piotr: Maria była znana z niechęci do wszelkich wystąpień publicznych. Naprawdę była bardzo skromną osobą i pewnie to jest ten powód, ta niechęć, dla którego mamy tylko jedno, jedyne nagranie jej głosu. To jest nagranie pochodzące z 1931 roku, i teraz sobie je posłuchajcie.
Ola: To ja może przetłumaczę: "Chciałabym podziękować delegacji American College of Radiology i Amerykańskiego Towarzystwa Radiologicznego za zaszczyt, który mnie tutaj spotkał i którym jestem niezwykle poruszona."
Piotr: Maria otrzymała wtedy od Amerykańskiego Stowarzyszenia Radiologii medal za jej wkład w badania nad nowotworami. Ta uroczystość odbyła się w Paryżu. Maria miała wtedy już 63 lata i tu powstał zresztą wyjątkowy film. Nagrodzona dziękuje za ten medal i właśnie w ramach tego filmu jej głos zarejestrowano. To były tak naprawdę wczesne lata filmów dźwiękowych.
Ola: A tu właśnie niedawno słuchaliśmy podcastu Michała Oleszczyka. Totalnie polecamy. Akurat ten odcinek dotyczył dziesięciu ulubionych filmów Michała Oleszczyka w całej historii kina. Tutaj może trochę zaspoileruję jeden z tych filmów: to "Światła wielkiego miasta", czyli Chaplina, który ukazał się w 1931 roku i był filmem niemym, podczas gdy od trzech lat już królowało kino dźwiękowe.
Piotr: Tak, jak Chaplin zaczynał kręcić, to jeszcze nie było za bardzo tego kina dźwiękowego. Uznawano to za taki nowomodny bajerek, a jak kończył, to już ono naprawdę dominowało.
Ola: I to może tłumaczyć, dlaczego mamy tak mało nagrań głosu Marii Skłodowskiej-Curie.
Piotr: No tak, ale teraz jeszcze spójrzmy na napis, który pokazuje się na początku tego filmu. Możecie ten film zobaczyć, klikając w link w opisie odcinka.
Ola: Czytamy w tym napisie: "Pani Curie uhonorowana przez specjalistów od radu. Doktor [? niepewne: Soylant] wręcza w Paryżu medal znanej kobiecie naukowcowi, która pomogła mężowi odkryć rzadki pierwiastek." No serio? Pomogła mężowi 20 lat po Nagrodzie Nobla z chemii, 28 lat po Noblu z fizyki, napisać komuś, że pomogła mężowi odkryć rzadki pierwiastek. To były inne czasy, ale to naprawdę jest co najmniej szowinizm.
Piotr: Znaczy tak, to absolutnie miło, że mąż jej pozwolił podejść. W każdym razie nagranie jest wyjątkowe, bo można i zobaczyć, i usłyszeć Marię. To nagranie zostało poddane rekonstrukcji cyfrowej. Link w opisie odcinka, zajrzyjcie sobie, może nie zaraz po skończeniu odcinka, jak wam pasuje, w każdym razie warto to zobaczyć.
Ola: Kolejną ciekawostką z życia Marii jest to, że wśród jej przyjaciół było aż pięciu prezydentów. To był Stanisław Wojciechowski, Ignacy Mościcki, Warren Harding i Herbert Hoover, czyli prezydenci USA, oraz prezydent Czechosłowacji, Tomasz Masaryk.
0:46:52 Przyczyny śmierci Marii i choroba popromienna
Piotr: No i teraz to, co zapowiedzieliśmy na samym początku, czyli pewna niewiedza, trochę zaskoczenie, jeżeli chodzi o przyczyny śmierci Marii Skłodowskiej-Curie. Zmarła w 1934 roku na złośliwą anemię o przebiegu piorunującym, która była poprzedzona chorobą popromienną. Do niedawna uważano, że przyczyną tego było promieniowanie jonizujące, na które była narażona przez kilkadziesiąt lat pracy z tą blendą uranową, z radem i polonem.
Ola: Zresztą oni z Pierre'em robili takie trochę niebezpieczne, bardzo niebezpieczne z dzisiejszego punktu widzenia eksperymenty. Nawet Pierre sobie przyłożył kawałek radu i cieszył się, że miał takie fajne oparzenia, jak szybko rana mu się zrobi.
Piotr: Dokładnie. W tej chwili naukowcy skłaniają się raczej ku opinii, że przyczyną choroby i śmierci nie były te prace nad uranem, radem i polonem, tylko tysiące, dosłownie tysiące, długich prześwietleń rentgenowskich, które były prowadzone przez Marię w czasie pierwszej wojny światowej. Długich mówię dlatego, że w tej chwili prześwietlenie to jest kilka sekund dosłownie. Wtedy jedno takie prześwietlenie trwało około godziny, i ta dawka promieniowania pochłonięta przez Marię była ogromna. Ci żołnierze, którzy byli prześwietlani, oczywiście też byli narażeni na to promieniowanie, ale oni takie prześwietlenie mieli zapewne jedno w życiu. Ona tych prześwietleń dokonywała tysięcy, i tam nie było tych wszystkich zabezpieczeń. Nie było tego, co w tej chwili jest, kiedy technik wychodzi do pokoju obok, ten pokój jest izolowany. Już pomijam to, że osoba prześwietlana też ma osłonięte te newralgiczne punkty, zazwyczaj takim ołowianym fartuchem. Wtedy tego wszystkiego nie było. Nie wiedziano, jak to działa. Nie wiedziano, co się dzieje. Tak naprawdę dopiero lata dwudzieste i trzydzieste przynosiły nam stopniowo tę wiedzę o skutkach promieniowania. Zresztą tu jeszcze pewna drobna wzmianka: ja wcześniej mówiłem o tych kobietach, które malowały zegarki radem i które później cierpiały w straszny sposób, dlatego że ten rad wbudowywał się w kościec i powodował dosłownie rozpad kości. One wyjmowały sobie kawałki szczęki z ust. I teraz najlepsze: ponieważ dość szybko zorientowano się, że jednak te ich choroby mają jakiś związek z tą pracą, to wtedy właściciele tych fabryk wynajęli lekarzy, którzy oznajmili, że kobiety są same sobie winne, bo to są choroby weneryczne. I w ogóle, że niech się wynoszą i niech nie zawracają głowy. Był tam duży pozew, ale to się ciągnęło dosłownie latami, zakończyło się jakąś ugodą. To też jest taki przyczynek do tego, jak się ta wiedza rozwijała, jak jej unikano z przyczyn czysto finansowych.
Ola: Z przyczyn finansowych, taki przemocowy kapitalizm w najgorszym wydaniu. Coś okropnego.
Piotr: I wiele się zmieniło.
Ola: Dodajmy, że te prace, które prowadziła Maria w swoim laboratorium, też nie były bez znaczenia, ponieważ wskutek tych badań, które małżonkowie, a potem sama Maria, prowadzili, wszystkie rzeczy osobiste Marii Skłodowskiej-Curie są skażone izotopem radu-226. Jego okres połowicznego rozpadu wynosi około 1600 lat, i dlatego notatki uczonej przechowywane są w ołowianych naczyniach, a jej ciało zostało pochowane w ołowianej trumnie, właśnie po to, żeby tego promieniowania nie emitować. Maria Skłodowska-Curie spoczywa w Panteonie. I to jest zaszczyt, który jej przyznano za zasługi dla nauki.
0:50:58 Zakończenie
Piotr: No tak, tak. To cała ta opowieść pokazuje, jak bardzo, można powiedzieć, wiele szklanych sufitów przebiła Maria, jak wiele przełamała uprzedzeń i takich bardzo zakorzenionych tradycji, które blokowały możliwość rozwoju kobietom. To, że trafiła do Francji, było wielkim szczęściem, i jej nauki tak naprawdę dla całego świata. Więc ci wszyscy, którzy mają, jeszcze raz powiem, smutek, kiedy się mówi Maria Curie, bo tak powszechnie się ją nazywa za granicą, poza Polską, to jest w jakimś stopniu zrozumiałe, ale ona zawsze była Polką i zawsze się poczuwała do tego, i też było to jasne. Jej polskość tutaj nie podlega absolutnie żadnej dyskusji i mamy też z kogo, jako naród, być dumni.
Ola: Koniecznie powiedzcie innym o naszym podcaście, bo to już jest koniec tego odcinka. Chcielibyśmy, żebyście się dzielili informacjami o tym, że takie rzeczy robimy, i żebyście, jeżeli możecie, udostępniali nasze podcasty, mówili znajomym, to będzie dobra okazja, bo nadchodzą święta i można będzie o tym pogadać.
Piotr: I teraz uwaga, uwaga: koszulki. My zwykle mówimy o tych koszulkach, ale teraz trzeba o nich powiedzieć w sposób szczególny, dlatego że właśnie całkiem niedawno, na dniach, do naszego sklepu wpadł nowy wzór. To jest wzór z Marią. Przepięknie narysowany, właśnie klasycznie, to jest ta poza, o której mówiliśmy.
Ola: Z laboratorium, jak ona stoi z próbówką, patrzy nieco w górę, na próbówkę z jaśniejącym radem, i podpis brzmi: "jestem uradowana". I mamy jeszcze drugą koszulkę z Marią, to znaczy to nie są nawet tylko koszulki, ale również bluzy i kubki, i tam jest z kolei Maria w charakterystycznej pozie, znanej ze zdjęcia, gdzie podpiera się ręką i trzyma palce przy czole, i towarzyszy temu hasło: "mam tu moc".
Piotr: Tak jest, zajrzyjcie sobie, link w opisie odcinka, do naszego sklepu, tam naprawdę ładne są te koszulki.
Ola: Piszcie do nas na adres podcasty małpa crazynauka.pl, jeżeli macie jakieś uwagi, chcecie nam coś przekazać.
Piotr: Pozytywne, negatywne, wszystkie, chętnie widziane, naprawdę bardzo prosimy, to ułatwia robotę, i dziękujemy tym wszystkim, którzy napisali. No i subskrybujcie, bardzo prosimy, nasz podcast na wszelakich platformach, bo to najskuteczniejszy sposób, żeby dostać powiadomienia o nowych odcinkach i żeby te nasze podcasty się jak najlepiej rozchodziły. Bardzo wam dziękujemy, co prawda nie wiemy, kiedy będziecie tego słuchali, ale gdybyście słuchali jeszcze teraz, czyli pod koniec grudnia roku 22, to wesołych świąt wam życzymy.
Ola: I dobrego nowego roku.
[Nagranie urywa się w tym miejscu – ostatni blok transkrypcji (54:05-54:06) nie zawiera tekstu.]
Źródła
Brak – kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest dla tego odcinka pusta.
