Podcast Crazy Nauka · odc. 164

„The Traitors. Zdrajcy”. Czy to eksperyment psychologiczny?

12-05-2026 · 79 min · Tematyczny, Mózg i psychologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Właśnie skończył się 3. sezon programu „The Traitors. Zdrajcy”. Bardzo go lubimy, więc do rozmowy zaprosiliśmy Dorotę Mintę, psycholożkę i psychoterapeutkę, która zapewnia wsparcie psychologiczne uczestnikom polskich edycji “The Traitors”.

Opowiada nam o kulisach tworzenia programu – od doboru uczestników, przez wybór zdrajców i ich knowania aż po to, jak radzą sobie ludzie odpadający z gry. Jest dużo ciekawych szczegółów, smaczków i spojrzenia “od kuchni”.

To nie jest reklama ani odcinek sponsorowany

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Jak to jest, kiedy przez ponad dwa tygodnie w pełnej izolacji od świata grupa ludzi gra w zdrajców i lojalnych?

Piotr: I czy uczestnikom programu „The Traitors. Zdrajcy” faktycznie udaje się traktować go jak tylko grę?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.

Piotr: Witamy w naszym podcaście, czyli Crazy Nauka.

Ola: Dopiero co, bo w niedzielę 10 maja, miał miejsce finał trzeciego sezonu programu „The Traitors. Zdrajcy”. A my dzisiaj chcemy się zastanowić, czy da się w ogóle przez to reality show przejść suchą nogą, czyli traktując je wyłącznie jak grę. Bo co ono mówi o nas jako o ludziach i co właściwie w nas obnaża?

Piotr: O tym, jak wygląda ta gra w mafię na sterydach, porozmawiamy dzisiaj z Dorotą Mintą, która zapewnia wsparcie psychologiczne uczestnikom polskich edycji „The Traitors” od samego początku, czyli już teraz była trzecia edycja.

Ola: I od razu zastrzegamy, że to nie jest odcinek sponsorowany, tylko napędzany naszą wielką ciekawością. Jeżeli i was nurtują pytania, dlaczego ludzie w ogóle chcą występować w ryzykownych, bądź co bądź emocjonalnie, reality shows, to ten podcast dostarczy wam satysfakcjonujących odpowiedzi.

Piotr: No i oczywiście przypominamy o dwóch pozostałych podcastach, które robimy. Oba powstają we współpracy z Polskim Radiem. Jest to Laboratorium Zbrodni. W nowym odcinku opowiadamy, jak przebiegało śledztwo w sprawie seryjnego mordercy z Gilgo Beach. To jest super świeża sprawa, bo nie dalej niż miesiąc temu ten człowiek przed sądem przyznał się do winy.

Ola: I drugim z naszych podcastów jest Sekcja Teorii Spiskowych. Tam w najnowszym odcinku sprawdzamy, dlaczego miliony ludzi wierzą w to, że Ziemia jest płaska.

Piotr: No i zanim dalej ruszymy, to koniecznie musimy wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:02:09 Zasady gry i zapowiedź rozmowy

Ola: To, o czym wam dzisiaj postaramy się opowiedzieć, a właściwie wypytać naszą gościnię, wynika z tego, że przez dobrych kilka tygodni śledziliśmy z wielką uwagą TVN-owskie reality show „The Traitors”. I to nie tylko to, bo poprzednie edycje również oglądaliśmy.

Piotr: Tak, oglądaliśmy parę niepolskich edycji, znaczy parę części.

Ola: Nas to zafascynowało, bo właściwie to jest jedyny program tego rodzaju, który oglądamy z zapartym tchem.

Piotr: W ogóle jedyny, jaki oglądamy, bo jest to jedyny telewizyjny program, jaki oglądamy. Poza tym coś na jakichś platformach VOD, natomiast tu rzeczywiście nas to wciągnęło i wydaje mi się, że to nie jest tak do końca przypadek.

Ola: Nie jest to przypadek, bo tak nam się zdawało, a zresztą chcemy dzisiaj o to Dorotę zapytać, że to jest jeden wielki eksperyment psychologiczny, tyle że dysponujący naprawdę potężnym budżetem, rozgrywany w pięknych okolicznościach przyrody, w pięknych wnętrzach zamków Burgundii. Ale już sama gra, która tam ma miejsce, która jest rozgrywką tych początkowo ponad 20 osób, to już tak miła nie jest.

Piotr: Ta gra opiera się na takich zasadach, na jakich opiera się gra towarzyska mafia. Ja nie wiem, na ile, bo w tak zwanym moim pokoleniu średnio się w to grało, natomiast teraz mam wrażenie, że wszystkie dzieciaki to bardzo dobrze znają, takie starsze dzieciaki też, więc jak chcecie się więcej dowiedzieć, to zapytajcie jakiegoś podręcznego dziecka, które gdzieś tam na pewno w pobliżu się musi pojawiać od czasu do czasu, i wam wyjaśni.

W każdym razie generalnie chodzi o to, że dzieli się grupę na uczciwych, lojalnych obywateli, którzy próbują wykryć mafiozów, czyli tych zdrajców, zanim ci wyeliminują wszystkich graczy. Ta rozgrywka dzieli się na fazę nocną, kiedy działają zdrajcy, to oni zabijają, i fazę dzienną, kiedy wszyscy dyskutują razem z tymi zdrajcami, bo oczywiście oni się tam ukrywają, i głosują, kogo wyeliminować, kto może być tym zdrajcą. No i tu chodzi o to, że zdrajcy mają wyeliminować jak najwięcej osób z lojalnych, czy też z miasta, jak to się mówi, albo trzeba wyeliminować zdrajców. Do tego są różne dodatkowe zasady, tych odmian mafii jest sporo, tam są jeszcze lekarze i całe mnóstwo różnych innych ról, ale taki jest główny zamysł.

Ola: A w telewizyjnym show „The Traitors” wszyscy uczestnicy wykonują też przeróżne, dość wymyślne zadania. To są i wyzwania sprawnościowe, i rozwiązywanie zagadek, takie różne rozgrywki, które mają służyć temu, żeby otrzymywać nagrody pieniężne, i te nagrody trafiają do wspólnej puli.

Piotr: No i zwycięzca albo zwycięzcy, którzy wyeliminują pozostałych, dotrwają do finału i przeżyją ten finał, zgarniają całą pulę. Jeżeli w finale znajdą się tylko lojalni, to dzielą się wygraną, natomiast jeżeli dotrze do tego finału chociaż jeden zdrajca, to nagroda trafia tylko do zdrajców.

Ola: Ważne jest to, że przez cały okres gry uczestnicy są zdani tylko na kontakty z innymi graczami oraz, tyle o ile, z ekipą telewizyjną oraz psychologiem, a właściwie psycholożką, czyli z Dorotą. A my jako widzowie obserwujemy, jak to długotrwałe zanurzenie w absolutnie nieznośnej, przynajmniej z mojego punktu widzenia, atmosferze nieufności, niepewności i kłamstwa stopniowo zamienia zabawę, grę w coś znacznie głębszego i znacznie bardziej angażującego, niż każdy z uczestników chciałby doświadczyć czy wręcz przyznać się do tego.

Piotr: Tu bardzo ważna informacja. Po pierwsze, ten odcinek jest pełen spoilerów, jeśli chodzi przede wszystkim o trzeci sezon, ale też częściowo o wcześniejsze dwa sezony „Traitorsów”. Jeżeli ktoś na przykład oglądał z zapartym tchem trzeci sezon, ale jeszcze nie obejrzał finału, no to niech najpierw obejrzy.

Myśmy się tak zastanawiali, bo to jest taka trochę nietypowa sytuacja, bo my zwykle jednak robimy takie odcinki, które są dla wszystkich, kto chce, to słucha. Z jednej strony ten odcinek jest skierowany do osób, które znają „The Traitors”, ale z drugiej strony mam wrażenie, że on może też zachęcić niektórych do obejrzenia. Poza polską edycją jest jeszcze edycja na pewno brytyjska i amerykańska, więc jeżeli się poczujecie zachęceni, to możecie na przykład zacząć od pierwszego sezonu. Tam tak dużo o nim nie mówimy, chociaż się pojawiają również spoilery.

Ola: W tych miejscach, gdzie mówimy o konkretnych bohaterach, staramy się wyjaśniać, kim były te osoby, jaką rolę odgrywały, tym niemniej staramy się, żeby to było zrozumiałe także dla osób, które z „Traitorsami” jeszcze nie miały do czynienia.

Piotr: Ale mamy też poczucie, że jeżeli nawet przesłuchacie ten odcinek i się wysycicie spoilerami, to nadal z dużą ciekawością możecie obejrzeć ten reality show, bo to po prostu jest bardzo ciekawe. Najciekawsze oczywiście, jak zwykle, są tutaj relacje międzyludzkie, ale ja też lubię obserwować to, jak twórcy tego programu kombinują, żeby wsadzać kij w mrowisko. Także już nie przedłużając, zapraszamy na samą rozmowę z naszą dzisiejszą gościnią.

0:08:06 Psycholożka na planie: casting, dobór zdrajców i izolacja uczestników

Ola: Cześć, Doroto.

Dorota: Dzień dobry, Olu.

Ola: Siedzimy wspólnie w gabinecie Instytutu Wsparcia Psychologicznego Estare. To jest miejsce w starej kamienicy. Trzeszczą podłogi.

Piotr: Trzaski, które słyszycie, nie będziemy ich likwidowali, bo to taki klimat. Ja siedzę na bardzo chyba starym szezlongu, który trochę trzeszczy.

Ola: Szezlong.

Piotr: Szezlong.

Ola: Piękne słowo. Tak, myślę, że to szezlong.

Piotr: W każdym razie coś takiego zaskakująco wygodnego, o nietypowym kształcie.

Ola: No tak, a my przejdźmy do sedna. A mianowicie, jak to jest z tym psychologiem, psycholożką na planie reality show „The Traitors”? Czy to jest tak jak z tymi ratownikami medycznymi, którzy siedzą w kulisach pikniku naukowego na przykład?

Piotr: Imprezy masowej.

Dorota: Imprezy masowej, ale takiej niezbyt intensywnej, i się bardzo nudzą. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że psycholog się pojawia dużo wcześniej, zanim się zaczyna plan. Bo psycholog już jest na castingu. Jestem członkiem ekipy castingującej kandydatów z ogromnej rzeszy. Wybierana jest taka garstka tak naprawdę.

Ola: Z jak dużej rzeszy?

Dorota: Kilku tysięcy.

Piotr: Siedzisz tam od samego początku, jak oni się tylko pojawiają?

Dorota: Ja wchodzę już wtedy, kiedy naprawdę doskonała ekipa castingowa, która potrafi to robić, potrafi szukać ludzi, sprawdzać ludzi, dowiadywać się o nich różnych rzeczy, wyselekcjonowuje już taką grupę półfinalistów, załóżmy. Ja absolutnie nie oglądam [? niepewne: wizytów] kilkuset czy kilku tysięcy ludzi. I po prostu zespołowo pracujemy, szukając konkretnych postaci. To też, patrząc na trzy sezony, oglądaliście, ja jestem też od początku, to wiecie, że to byli bardzo różni ludzie. Za każdym razem, dużo wcześniej, producenci, reżyserzy, cała ekipa, która odpowiada za program, decyduje o tym, jakich chcą mieć uczestników, jaki to ma być team.

Piotr: Czyli jest taki jakby scenariusz danego sezonu, jeśli chodzi o zestaw ludzi?

Dorota: Trochę można tak to nazwać, bo to nie jest tak, że to jest konkurs na lepszych i mniej lepszych kandydatów, tylko oni muszą pasować do pewnej koncepcji reżyserskiej. Wtedy już wiadomo mniej więcej, jakie będą gry, gdzie to się będzie toczyło, co się będzie działo, w związku z tym muszą to być różne osoby.

Ola: A jaka była w tym roku koncepcja reżyserska? Czy możesz zdradzić coś na ten temat? Czy miało iść na ostro, czy miało być na łagodnie?

Dorota: Myślę, że przede wszystkim miało być inaczej. Na pewno marzyliśmy o tym, żeby nie było powtórki finału z poprzedniego roku, gdzie mieliśmy grupę super lojalnych zdrajców, którzy się wspierali do końca i szli razem do zwycięstwa. Tutaj chcieliśmy, żeby trochę się działo inaczej, żeby byli inni ludzie i żeby był inny finał, co obejrzeliśmy chwilę temu. Ale tutaj też byli super lojalni zdrajcy.

Ola: W finale tak.

Piotr: No tak, wcześniej nie.

Ola: Wcześniejsi zdrajcy nie.

Piotr: To od razu zapytam, a kiedy są wyznaczani zdrajcy?

Dorota: Pierwszy etap dzieje się już na castingu, czyli już wtedy reżyser castingu i jego współpracownicy pytają samych uczestników, czy chcieliby być zdrajcami. Pewnie się domyślacie, że większość mówi tak.

Piotr: Tak, później też deklarują na planie.

Dorota: Ale są osoby, które absolutnie mówią, że nie chcą być zdrajcami. To potem jest filtrowane znowu przez wszystkie koła producenckie, też przez moje spotkania z przyszłymi uczestnikami. A na końcu jeszcze już na planie, wtedy kiedy jesteśmy już na miejscu, co oglądaliście w programie, są te rozmowy z Malwiną. One naprawdę tak się dzieją, że z każdym Malwina rozmawia i oni jeszcze raz deklarują, czy chcą być zdrajcami, czy nie. A potem jest tajna narada i wybierany jest pierwszy zestaw zdrajców.

Ola: No dobrze, to jeszcze do twojej roli wrócę na chwileczkę. Jak to jest z tym nudzeniem się na planie? Bo tu mówisz Malwina, mówisz ekipa, która selekcjonowała. Ty brałaś udział w tej selekcji. A jak działasz później na planie samego programu? Czy to w ogóle zajęło ci czasu?

Dorota: To jest 16 dni bardzo intensywnej pracy. Prawie nie spanie, szczególnie w drugiej połowie. To jest spanie czasami po 3-4 godziny.

Ola: Dlaczego aż tak?

Dorota: Myślę, że trzeba wrócić do sedna programu „Traitorsów”, który jest bardzo specyficzny, ale też wielu innych programów tego typu, takich reality show. To jest tak, że w tym programie wszyscy uczestnicy trochę decydują się na udział w eksperymencie psychologicznym, dlatego że oni są absolutnie odcięci od świata zewnętrznego. Wiele osób mnie o to pyta, nie tylko mnie, ale samych uczestników czy innych członków naszej ekipy, czy to faktycznie tak jest, a może oni potem sobie siedzą i rozmawiają. Nie. W momencie wylądowania na miejscu, na lotnisku, mają możliwość wykonania ostatniego telefonu do bliskiej osoby i powiedzenia: mamo, kochanie, teraz nie będę się odzywał, jak się odezwę, to znaczy, że odpadłem albo wygrałem, czy wygrałam. Są odbierane im telefony w pokojach hotelowych, w których mieszkają. Nie ma telewizji, nie ma radia, nie ma dostępu do internetu, nie ma notesów, tak jak to bywa w hotelach, nie ma ołówków. Jedyne, co mogą mieć, to książki, i to jest bardzo skrupulatnie sprawdzane.

Piotr: Dlaczego nie ma notesów? Nie można nic zapisać sobie?

Dorota: Żeby sobie nie przekazywali notatek. No tak, oczywiście. Słuchajcie, to jest program o knuciu, oszukiwaniu i zdobywaniu pieniędzy całkiem niemałych. Ta nagroda brzmi całkiem imponująco.

Ola: Ile wygrali w tym roku?

Dorota: 369 tysięcy 200 złotych. I to na dwie osoby zostało podzielone.

Piotr: Słuchajcie, to już zapowiadaliśmy, ale tu jest mnóstwo spoilerów, bo jeżeli ktoś nie oglądał tego programu, to trochę nasza rozmowa może go zachęci do obejrzenia. Na pewno będą spoilery z trzeciego sezonu, ale z pierwszego, drugiego nie. Poza tym chciałem powiedzieć, że jeszcze są edycje amerykańskie, brytyjskie. Też się da do nich dostać, więc macie co oglądać.

Dorota: Odcinamy od świata zewnętrznego, ale co jest bardzo istotne, uczestnicy są też odcinani od siebie wtedy, kiedy nie są na planie. Wtedy, kiedy nie ma kamer, każdy z nich jest wyizolowany w pokoju. Jest cała grupa, ja na nich czule mówię, że to są nianie, panów i pań, którzy zajmują się uczestnikami, są takimi hostami, opiekunami, ale ich opiekuńczość polega też na tym, żeby nie mieli ze sobą kontaktu.

Ola: Czyli to jest totalne wyizolowanie.

Piotr: Oni tylko przed kamerami mają ze sobą kontakt. I co więcej, nie wiem, czy to prawda, ale słyszałem, że w momencie, kiedy oni tam gadają, wszyscy są okablowani, mają mikroporty. W momencie zmiany baterii podobno jest absolutny zakaz odzywania się.

Dorota: Tak, jest cisza.

Piotr: Czyli nawet w tych krótkich minutowych przerwach też nie mogą wymienić żadnych uwag.

Dorota: Ale to też nie chodzi tylko o presję, to jest takie podobne zjawisko, jak myśmy tutaj mieli przed momentem, zanim zaczęliśmy nagrywać. Chodzi o to, żeby coś się nie wydarzyło interesującego dla fabuły wtedy, kiedy to nie jest nagrywane, bo to by była strata. Dlatego ty powiedziałeś w pewnym momencie: to już nie gadajmy.

Piotr: Tak, tylko przejdźmy do właściwej rozmowy.

Dorota: Potem jest zamieszanie, potem ciężko by było nawiązać. Więc to nie jest tylko kwestia jakiegoś [? niepewne: oprawczego] pilnowania.

Piotr: Ale efekt jest, jaki jest.

Dorota: Ale efekt jest bardzo mocny dla nas wszystkich. My żyjemy w takim świecie, że jesteśmy właściwie cały czas zanurzeni w takim strumieniu informacyjnym, właściwie rzece, która nas trochę niesie. My z tej rzeki na moment, na wyspę zabieramy uczestników.

Ola: A jaka jest twoja rola w czasie samego programu?

Dorota: W czasie samego programu ja siedzę i obserwuję uczestników. Jestem cały czas na planie. Patrzę, czy ich reakcje mieszczą się w ich normie, czy są zgodne z ich osobowością, temperamentem, czy może coś jest niepokojącego. Wtedy, kiedy jest coś niepokojącego, kiedy ja coś zauważę albo któryś z reżyserów, bo to jest więcej osób niż jedna, uzna, że któryś z uczestników potrzebuje wsparcia, chwili rozmowy, no to ja po prostu mam gdzie z nimi porozmawiać. Znowu to też musi być w takim momencie, żeby nie zepsuło dramaturgii, czyli w momencie, jak ktoś płacze, to ja tam nie wchodzę. Tylko musimy poczekać, aż się rozładuje napięcie. Ale tych momentów na rozmowę jest dużo.

Piotr: A jak często zdarza się, że decydujesz się na takie wejście?

Dorota: Wiesz co, nie aż tak bardzo często. Dlatego że ja mam jeszcze kontakt z uczestnikami wtedy, kiedy oni odpoczywają, czyli wtedy, kiedy są w hotelu. Ja jestem jedną z tych nielicznych osób, które mogą wejść do pokojów i mogę z nimi porozmawiać, więc ja też sprawdzam, w jakim są nastroju. Wtedy, kiedy trzeba, kiedy wydarzyło się coś trudniejszego, no to udzielam mocniejszego wsparcia. Ale ja szczęśliwie tych ludzi znam, dlatego jak jestem w castingu, to ja nie uczę się ich na planie, tylko już ich znam. Oni też mnie znają, bo to są wszystko rozmowy face to face. Większość z nich siedziała, tak jak ty, Ola, na tej kanapie i zdążyliśmy się poznać, więc to też jest istotne, że nie ma takiej bariery obcej osoby, która wchodzi i z nimi rozmawia.

Ola: A ty jesteś jedyną psycholożką na planie?

Dorota: Tak, jestem ja, psycholog, i jest oczywiście też lekarz.

Ola: To jest ogromne obciążenie również dla ciebie.

Dorota: Tak, ale wiesz, ja jestem psycholożką i psychoterapeutką i mam narzędzia, które pozwalają mi się zregenerować, ale fakt, że jak wracam, to trochę mam takie poczucie [? niepewne: czydlaka], że muszę trochę odespać i wrócić do siebie. Ale to jest intensywna praca, natomiast ona nie jest dla mnie jakaś burząca emocjonalnie.

0:18:49 Dobór uczestników i ich strategie: Max, Monika, role aktorskie, milczący gracze

Piotr: Czy oni wszyscy wiedzą, ci uczestnicy, na co się piszą? W tym znaczeniu, że okej, w tym sezonie był Max, który odpadł dlatego, że wiedział za dużo, co było oczywiście kuriozalne, ale na pewno była to osoba, która dobrze znała zasady gry, co się innym wydało podejrzane. Już teraz abstrahuję od tego, ale chodzi mi o to, na ile oni wiedzą, na co się piszą, zarówno w kwestii tego, czy na przykład oglądali faktycznie wcześniejsze edycje. Wiem, że niektórzy chyba w poprzednim sezonie deklarowali, że oglądali i brytyjską, i amerykańską edycję, że nie wszystko wiedzą o wszystkim, co oczywiście też nie pomaga. Ale chodzi mi o to, czy są na przykład osoby, które tak trochę przychodzą na zasadzie, że nie bardzo wiedzą, co to będzie.

Ola: Ja tylko jeszcze dodam do tego pytania to, że im dłużej oglądam ten program, tym bardziej sobie myślę, że bardzo, bardzo nie chciałabym tam trafić, bo to jest program reality show kierowany na konflikt i na wyizolowanie niektórych postaci, na nieufność i to jest coś, co chyba uderza w nasze fundamenty jako ludzi, w naszą konstrukcję psychiczną.

Dorota: Wiesz co, myślę, Olu, że to jest tak, że każdy patrzy na ten program z innej perspektywy, ale najpierw odpowiem na Piotra pytanie. Jest bardzo różnie. Są osoby, które faktycznie oglądały dużo, są takie, które oglądały tylko polskie edycje, ale to już jest też dużo. Są takie, które tuż przed wyjazdem obejrzały trochę. Bardzo to jest różnie i nie ma reguły, czy oglądałeś i znasz zasady i dochodzisz daleko, czy nie, bo były osoby, które znały zasady i świetnie, i odpadały bardzo szybko. Max został zauważony kontrastem, bo on długo się nie odzywał, był taki milczący, trochę schowany, nieśmiały i nagle wypalił z takimi kompetencjami, to po prostu było takie trochę zaskakujące, że się zmienił.

Ola: Tak, Max mówił o tym, kto i kiedy dobiera zdrajców i ilu ich powinno być na tym etapie gry.

Dorota: Tak, bo znał bardzo dobrze zasady, to jest mega inteligentny człowiek i stąd może tak trafnie operował tym wszystkim. Bo też znajomość zasad, a wykorzystywanie ich w trakcie gry, to też nie jest to samo, bo byli tacy, którzy oglądali, znali zasady, ale w trakcie gry nie do końca sobie z tym radzili. Myślę, że Maksa zabiło dosłownie, bo tutaj to jest w cudzysłowie oczywiście, to, że on długo nie pokazywał, że zna te zasady. Gdyby od początku był osobą, która mówiła…

Piotr: Zostałby ekspertem.

Dorota: Zostałby ekspertem, pewnie by stał się takim [? niepewne: mętcem], gdzie by go dopytywano, a co tutaj się powinno zadziać albo co się zadzieje. No to taką przyjął strategię. To jest tak, że każdy z uczestników jedzie z jakąś strategią do tego [? niepewne: pytaniu], Olu. Myślę, że każdy z nas jest inny. Mamy inny styl życia, inny temperament, inną osobowość. Patrząc na trzy sezony już dzisiaj, mogę powiedzieć, że ci uczestnicy, wbrew temu, co ty powiedziałeś o tym osamotnieniu, izolacji i konflikcie, tworzą pewnego rodzaju uniwersum. Są ludzie, którzy byli w pierwszej edycji, w drugiej edycji, teraz już w trzeciej, i oni tworzą taką mikrospołeczność, która łączy ich wspólne przeżycie, niedostępne dla innych. I wcale ta samotność nie jest taka duża. Oczywiście nie wszyscy, ale zostaje bardzo dużo relacji, które trwają po sezonach. Więc taki paradoks trochę.

Piotr: I to jest dobry moment na podziękowanie za to, że z nami jesteście, że komentujecie nasz podcast, że nas słuchacie, że nas oceniacie.

Ola: I też to jest bardzo dobry moment na przypomnienie, że warto właśnie teraz zasubskrybować nasz podcast. Dzięki temu nie umknie wam żaden nowy odcinek.

Piotr: Jeżeli podoba wam się to, co robimy, jeżeli to cenicie, to może chcecie rozważyć wsparcie nas w serwisie Patronite albo też postawić nam po prostu kawę na BuyCoffee.to. Bardzo, bardzo wam za każdą z takich wpłat dziękujemy.

Ola: No dobrze, to na chwilę wróćmy jeszcze do tego, w jaki sposób dobiera się tych uczestników, żeby oni tworzyli ten zespół, po którym wiadomo mniej więcej, czego można oczekiwać. Jakich charakterów oczekiwaliście jako drużyna rekrutująca?

Dorota: Wiesz co, nie da się tak powiedzieć, że jedna sztuka pani po trzydziestce, jedna sztuka awanturnika i tak dalej. Mniej więcej wiadomo, że szukamy osób na pewno interesujących, takich, które nie są nudne, ale paradoksalnie też w tym tłumie muszą się pojawić tacy pozornie nudni, którzy nie będą spektakularni, bo gdybyśmy mieli 25 Pawłów, to pewnie byśmy tego nie znieśli, ale tak samo nie znieślibyśmy, gdybyśmy mieli 25 Oliwii. Paweł ekstrawertyczny, Oliwia bardzo introwertyczna.

Piotr: [? niepewne: Muszę mieć cicho siedząca.]

Dorota: Nie, raczej po prostu nieodzywająca się, to by było nudne dla oglądających.

Piotr: Ale macie takie, przepraszam, takie macie postacie, które są, mam wrażenie, od razu do odstrzału. To znaczy oczywiście brutalnie to ujmuję, ale nie jestem pewien, czy to było w pierwszym, czy w drugim sezonie. Była taka postać, no dobra, użyję tego, nie, nie użyję tego stwierdzenia. W każdym razie taki klasyczny pan, co mi się kojarzy z piwem i kiełbasą. I on stwarzał wrażenie takiej osoby, która będzie bardzo konfliktowa. I rzeczywiście był konfliktowy, rzeczywiście właził wszystkim za skórę i go wyrzucili absolutnie nie dlatego, że ktokolwiek go podejrzewał, że jest zdrajcą, tylko wszyscy go mieli po prostu zwyczajnie dosyć. I na pewno wiedzieliście o tym, że on taki będzie i że prawdopodobnie to się tak skończy.

Dorota: Ale wiesz co, to też jest tak, że my chcemy, żeby ta gra się toczyła do ostatniego odcinka. Więc taki człowiek, który wzbudza emocje wcale niezwiązane z tym, że jest zdrajcą, i absorbuje uczestników, i powoduje, że oni tracą swój głos na wyrzucenie go zamiast na tropienie zdrajcy, no to dla całego przebiegu gry jest fantastyczne.

Piotr: Ale przewidujecie to wcześniej? Bo mam wrażenie, że w drugim chyba sezonie było co najmniej kilka osób, które były w ten sposób ustawione, i w ogóle bardzo dużo było emocjonalnego wyrzucania ludzi, bo ich nie lubili, czyli marnowania głosu. Natomiast mam wrażenie, że w tym sezonie było bardziej tak, że jednak oni się starali trafiać w tych zdrajców, bardzo im to nie szło, ale się starali. I czy wy to jesteście w stanie przewidzieć zawczasu, tworząc ten scenariusz, o którym mówiliśmy?

Dorota: Program produkowały Marta Więch i Zuza Madejska. Niesamowicie doświadczone dwie osoby, które nie jedno reality show zrobiły. I one umieją przewidywać pewne zachowania ludzi w oparciu o informacje, które dostają ode mnie i od ekipy castingowej. No i one razem ze stacją mają ostateczny głos, kto to będzie. To nie jest też jednoosobowa decyzja, tylko jakaś tam gremialna. I my się czegoś spodziewamy, ale to nie jest tak, że wszystko przewidujemy, na szczęście. My też tam czasami doznajemy zaskoczeń ogromnych.

Ola: A jak było z sytuacją, która miała miejsce podczas pierwszej edycji programu? Tam została wytypowana zdrajczyni Monika przy pierwszej rundce. I okazało się, że ona tego nie uniosła, nie wytrzymała psychicznie i sama zdradziła, że jest zdrajczynią. I została przy okrągłym stole, przy tych obradach, wyrzucona.

Dorota: To był jedyny we wszystkich edycjach globalnych taki moment. Nikt tego nie miał i tam gorące narady trwały.

Ola: Co poszło nie tak?

Piotr: Albo może tak.

Dorota: Wiesz co, no poszło tak, bo Monika bardzo chciała być zdrajcą. Jest osobą, która wykonuje zawód wymagający koncentracji, odpowiedzialności, działania w trudnych sytuacjach, bo lata na długich liniach lotniczych, takich lotach trwających po 10 godzin. Więc tam się dzieje. Macie takie doświadczenia, więc zawsze coś się wydarza. Sytuacja bycia kłamcą u niej zderzyła się z jej religijnością. Ona nie przypuszczała po raptem dwóch dniach, że to będzie tak burzące jej system wartości. To było powodem jej takiego rozsypania się, które obserwowaliśmy na ekranie. Natomiast nie doceniła swojego kręgosłupa moralnego i swojej wiary.

Piotr: W sumie to niezła konstatacja.

Dorota: Ja dużo z Moniką rozmawiałam, jak się domyślacie, też i po programie, ale też jesteśmy w kontakcie gdzieś tam jeszcze nadal. W czasie programu oczywiście wtedy tak. I ją to przeraziło. Faktycznie ją to nieomal sparaliżowało. Jest to osoba głęboko wierząca, dla niej religia ma istotne znaczenie, wychowana też w takim domu, funkcjonująca w takim też religijnym środowisku. I to ją rozsypało. Więc też pokazuje ten program, że osoba z takim backgroundem zawodowym, bardzo sprzyjającym byciu zdrajcą i działaniu w kryzysie, osoba dojrzała, dorosła, świadomie decydująca się na to, że jest zdrajcą… Bo w tym pierwszym naborze nigdy nie jest wybierany ktoś, kto mówi, że nie chce być zdrajcą. Malwina nie wybiera nigdy. Zawsze jest zgoda. Później to już nie my, to już uczestnicy. Więc bywa, że też doznajemy takich zaskoczeń. Ja rozmawiałam z Moniką i ona mówiła, że dla niej to też było takie odkrywcze w pewnym znaczeniu. Dowiedziała się czegoś o sobie, czego nie dostrzegała w codzienności.

Ola: To bardzo ciekawa obserwacja. I to się stało drugiego dnia pierwszej edycji reality show. Kiedy ludzie, większość uczestników, zaczyna odkrywać, że to nie jest do końca gra, tylko gra, jakby przypuszczali, tylko że to sięga głębiej do ich emocji, do ich samopoczucia, do ich człowieczeństwa. Czy też właśnie, tak jak powiedziałaś, religijności.

Dorota: Moje doświadczenie, też trochę z innych programów, nie tylko z „The Traitors”, ale tutaj też jest takie, że to jest mniej więcej 2-3 dni.

Piotr: Szybko bardzo.

Dorota: Bardzo szybko. Tylko wiesz, Piotr, one są bardzo intensywne te 2-3 dni, kilkanaście godzin na planie. Tam nie ma osób, które już miały takie doświadczenie.

Piotr: Jest tłum ludzi też. Chodzi mi nawet o uczestników samych. Jest ich bardzo wielu, więc masz tę presję społeczną taką ogromną.

Dorota: Nagle znajdujesz się w grupie ludzi, których nie znasz. Jest dużo tych emocji. Plus odcięcie, o którym mówiłam wcześniej. To powoduje, że może nie tyle mają poczucie, że to jest życie, a nie gra, tylko że zanurzają się w tę grę i jakby weszli do środka.

Ola: A co z osobami, które sobie obierają jakieś role do odegrania? Takie aktorskie, czysto aktorskie. W tej ostatniej edycji mieliśmy Lucję, która była zdrajczynią bardzo wdzięczną, udawała bardzo naiwną. I Marcina, który odgrywał też postać, nie był sobą. Jak z takimi osobami? Czy one długo mogą ciągnąć takie role?

Dorota: Jak pokazał ten sezon, gra aktorska w spektaklu czy w odcinku serialu jest kompletnie czymś innym niż gra całą dobę. Marcin zmienił wszystko. Zmienił swoją fizyczność, sposób zachowania. Zrobił to totalnie. I się spalił zresztą, Lucja też. Udawanie przez kilkanaście, czy tam granie przez kilkanaście godzin kompletnie innej osoby, ze zmianą głosu, sposobu chodzenia. Bo tam to było wszystko tak zrobione, jeżeli chodzi o Lucję. Bardzo trudne i męczące. I ona zwyczajnie nie wytrzymała tego wysiłku. Myślę, że oboje.

Ola: To był taki trudny moment, że też ona trafiła do szpitala na chwilę.

Dorota: Do szpitala nie. Ta pomoc była udzielona na miejscu. Na szczęście szpital nie był konieczny, ale tak jak mówiłam, jest lekarz. Tam faktycznie przyjechała jeszcze pomoc doraźna, ale po naradzie uznano, że odpoczynek w hotelu.

Piotr: To były pierwsze takie osoby w tych edycjach, w których brałaś udział, które tak bardzo otwarcie de facto postanowiły zagrać nie siebie?

Dorota: Nie. Przypomnij sobie Dominikę z pierwszego sezonu, która skrzętnie ukryła swoje dobre wykształcenie, doświadczenie zawodowe. Mamy w drugim sezonie…

Ola: Dominika zwyciężczyni.

Dorota: Tak. Mamy w drugim sezonie… Teraz mi uciekło imię.

Ola: Kasię.

Dorota: Kasię, która mówiła, że jest księgową, która zmieniła się bardzo. To jest kompletnie inna osoba.

Ola: Ona prywatną detektywką?

Dorota: Nie. Kasia jest dyrektorem rozrachunków w dużej korporacji na cały region Europa, Afryka Północna i Emiraty.

Piotr: Więcej niż księgową.

Dorota: Księgową też jest z zawodu.

Piotr: Ale to jest inny rodzaj trochę kłamstwa. Jednak mam wrażenie…

Dorota: Ona poszła taką drogą, że nie mówiła całej prawdy.

Piotr: A nie zmieniła wszystkiego.

Dorota: Natomiast Lucja ewidentnie zmieniła wszystko. Ona nawet chodziła w sposób specjalny. Poszła w totalną zmianę. I to było po prostu obciążenie. Ale była skuteczna.

Ola: Kiedy przestała być dla nich autentyczna? Dla uczestników?

Dorota: Ona nie przestała być dla nich autentyczna. Ona zaczęła ich irytować. Ona ich irytowała tym swoim zachowaniem infantylnym. I tym głosikiem zmienionym.

Ola: Ale taki był jej cel?

Dorota: Ona chciała się zamaskować i trwać jak najdalej. Ale pewnie też chciała wykorzystać swój warsztat aktorski. Podobnie jak Marcin. Natomiast też inaczej przebiegały ich losy. Absolutnie.

Piotr: Ona była zdrajczynią. To była dodatkowa presja. Tu niełatwy moment.

Ola: A jak jest z tymi osobami, które wręcz przeciwnie, nie chcą się kompletnie wychylać? Są wycofane. Mało wdają się w rozmowy na planie. Przynajmniej tak my to widzimy.

Dorota: My też.

Piotr: To jest jeszcze pytanie. Zaraz je trochę rozszerzę. W tym sezonie to była Oliwia, która bardzo długo dotrwała. Ona gdzieś odpadła pod sam koniec. Jakoś już tak naprawdę bardzo późno. W pierwszym sezonie to była Manae, która dojechała do finału i w tym finale została dość brutalnie wykopana. Nie chodzi mi już o analizę tamtego finału, ale chodzi mi o tę postać. One były w pewien sposób podobne. Mówię dla nas, dla widzów. Prawie ich nie było widać. I to jest zastanawiające, że ktoś taki nieznaczący, robiący takie wrażenie, dojeżdża tak daleko.

Dorota: No bo wiesz, jeżeli się pojawiają emocje, jeżeli są osoby, które wzbudzają te emocje, koncentrują na sobie uwagę, to przyjmując taką strategię właśnie ciszy… Zresztą zwycięzca pierwszego sezonu, Stanley, też właściwie się nie [? niepewne: odzyskał]. No on nie spał, bo Manae przysypiała, a on nie spał. To też jest strategia, że w tym tłumie emocji, tłumie wyrazistych osób można zostać długo niezauważonym.

Ola: Czekaj, co to znaczy, on nie spał?

Piotr: Nie no, ona przysypiała w różnych miejscach.

Dorota: Bo Manae często po prostu, żeby właśnie nie wchodzić w te rozmowy, zwijała się gdzieś na kanapie, a że jest taką delikatną dziewczyną, to sobie przydrzemywała. A Stanley był taki aktywnie słuchający. On był zawsze obecny, natomiast nie zabierał głosu.

Piotr: A dla was, jako dla twórców de facto programu, taka postać jest problemem? I czy wy się spodziewacie tego na przykład, że Manae prześpała pół programu? Znaczy, z całą sympatią dla niej, ale po prostu podśmiewam się teraz.

Dorota: Nie no, tego się nie spodziewamy. Jak oglądacie te rozmowy w zamkniętym pokoju, zwane setkami, czyli tam, gdzie jest taka rozmowa jeden na jeden z reporterką uczestnika, to jest taki moment, gdzie też możemy trochę sprowokować, trochę rozruszać, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, uczestników. Ale są osoby, które też milczą na tych setkach i naprawdę wymagają dużo wysiłku i sztuki. To są wybitne osoby, które przeprowadzają te rozmowy, bo z nich, jak widzieliście, dużo wynika.

Piotr: No tak, zdecydowanie.

Dorota: Uczestnicy zresztą bardzo lubią tam chodzić, bo dla nich to jest też taki moment odetchnięcia, bo są sami. Mogą odwentylować. Tam niczego nie muszą udawać, bo rozmawiają z reporterką, która wie wszystko, więc nie trzeba grać, więc wielu z nich ceni sobie pójście na setkę i rozmowę. Zresztą to są dobre rozmowy i myślę, że też [? niepewne: wznoszące] dla nich dużo. Natomiast każda skrajność jest trudna dla tych, którzy realizują program, więc ktoś, kto w ogóle się nie odzywa, to czasami bywa trochę prowokowany do tego, żeby jednak zaczął się odzywać, no bo powinien wchodzić w interakcję.

0:37:51 Montaż, przyjaźnie na planie i sytuacje kryzysowe

Piotr: W ogóle na ile montaż kreuje postacie?

Ola: No właśnie, taki przykład Manae, osoby, która przez kilka pierwszych odcinków po prostu nie istniała w świadomości widza, ponieważ się nie ukazywała na ekranie albo ukazywała się wyłącznie w tle. Są takie osoby, podobnie było z Oliwią. Czy to nie jest kwestia tego, że jednak montaż je ustawia gdzieś w tle, a w montażu pewne postacie są wysuwane na plan pierwszy i jakieś historie są kreowane?

Dorota: Ja oglądam wszystko, będąc na planie, bo wtedy, kiedy nie jestem z uczestnikami, siedzę i patrzę w monitory. To nie jest tak, że montaż kreuje uczestników. Oczywiście, że nie pokazują wszystkiego, bo nigdy nie wytrzymalibyście kilkunastu godzin programu. Natomiast to nie jest tak, że montaż tworzy nowe osoby. Oczywiście, że wybierane są najbardziej interesujące rzeczy. To musi mieć jakiś sens, jakąś logikę, jakąś fabułę, storytelling. Ale nie jest tak, że my robimy montażem kogoś, kogo nie ma na planie. Wystarczy, że oni tam oszukują. Natomiast myślę, że w przypadku Imany i Oliwii mamy dwa zjawiska interesujące społecznie. Po pierwsze, to są młode dziewczyny, które nigdy nie funkcjonowały tyle bez telefonu i internetu. Macie nastoletnie dzieci.

Piotr: No tak. Szczerze mówiąc, Imana była już przed programem mocno aktywna w internecie.

Dorota: Tak, była aktywna, więc dla niej to odcięcie od telefonu było, myślę, duże. Też dla niektórych osób, nie tylko dla tych dwóch dziewczyn, te pierwsze odcinki, kiedy ich jest bardzo dużo, kiedy jest ponad 20 uczestników, są obciążające. Zauważ, że jedna i druga zaczęły się uruchamiać wtedy, kiedy już było mniej uczestników. Myślę, że to też było znaczące. No i pewnie się oswoiły z tym brakiem smartwatcha, smartfona. A kiedy się zrobiło mniej uczestników, to już wyraźnie było widać, że tworzą się pewne grupki, towarzystwa, koterie.

Ola: Jak to jest z tym zaprzyjaźnianiem się na planie? Czy to się dzieje jakby ze świadomością, że zostanie się zdradzonym? Czy tak naprawdę ci ludzie gdzieś głęboko w sobie jednak wierzą w to, że to jest szczere, co się tam odgrywa? I na ile to jest szczere, z twoich obserwacji, co wynika? W drugim sezonie mieliśmy taki wątek, gdzie Małgosia, która była zdrajcą, pani detektyw, zaprzyjaźniła się z Kasią Fit, tą panią ze Śląska, która…

Dorota: Fit, bo między innymi jest właścicielką siłowni i stąd to się wzięło. Było więcej niż jedna Kasia, więc trzeba było…

Ola: Tak, była Kasia Fit i Kasia Pit. Chodzi mi o coś takiego, że jeżeli spędzasz w odcięciu od swoich naturalnych, stałych kontaktów społecznych kilkanaście godzin z innymi ludźmi, to siłą rzeczy szukasz sobie kogoś, kto trochę ci pomoże w tym osamotnieniu, osamotnieniu w tłumie.

Dorota: Bo wrzuceni w środowisko obcych ludzi, nie tylko uczestników, ale też ekipy, szukają kogoś takiego, z kim mogą sobie pogadać. I to jest naturalne zjawisko. Jak jesteście na większej imprezie, to po jakimś czasie też się tworzą grupki. Rozmawiamy w maju, więc jak są tam imprezy zwane komuniami, to też zaczynamy rozmawiać z dwoma, trzema osobami. Nie rozmawiamy ze wszystkimi, prawda? Gdzieś tam to jest naturalne, bo my w takich sytuacjach społecznych funkcjonujemy dobrze z trzema, czterema, może sześcioma osobami. Ktoś jest bardziej wyćwiczony w tych kontaktach. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować z takim tłumem non stop. Więc to jest naturalne i z tego, co wiem, wiele tych znajomości, tych relacji przetrwało po zakończeniu sezonu.

Ola: Przetrwało, ale czy wśród takich osób, które już na planie deklarowały, że się zaprzyjaźniły, czy też po prostu te znajomości rozwinęły się później? Chodzi mi bardziej o to, na ile autentyczne może być to, że na planie ktoś mówi: absolutnie wierzę drugiej osobie, pójdę za nią w ogień, jesteśmy przyjaciółmi, to jest mój przyjaciel, to jest moja przyjaciółka.

Dorota: I tak, i tak. I wiem, że zostały takie relacje, które się zawiązały na planie, ale też takie, które się tworzyły przez to, że gdzieś tam jakieś wspólne aktywności uczestników danego sezonu się działy. Więc bywa różnie.

Ola: A w drugą stronę, czy ktoś, kto ufał wcześniej komuś na planie, a potem został zdradzony, to odwraca się od takiej osoby już po programie, czy też tuż w momencie odpadania z tego programu zaczyna czuć bardzo negatywne emocje względem tej osoby, która go zdradziła?

Dorota: Wiesz, w momencie odpadania tych emocji jest w ogóle bardzo dużo. Zresztą mogliśmy to w tym sezonie obserwować, że te wyjścia z okrągłego stołu były bardzo różne, dramatyczne. Też te momenty, kiedy osoby, które zostały wyeliminowane w nocy, dowiadywały się, kto jest zdrajcą.

Piotr: Tak, tego nie ma w programie, to jest na Instagramie, czy gdzieś. Warto to obejrzeć.

Ola: Aha, to myśmy oglądali dodatkowo. Ja byłam przekonana, że to już mi się wpisało w scenariusz.

Dorota: To są dodatkowe materiały, ale dostępne w internecie, łatwe do znalezienia. Więc tutaj faktycznie bywa dużo zaskoczeń, niesmaków, ale potem ci wszyscy ludzie wracają do zwyczajnego życia.

Ola: Czyli są w stanie sobie wytłumaczyć, przetłumaczyć samym sobie, że to była tylko gra?

Dorota: Są, tak jak wczoraj rozmawiałam z Rafałem. Przecież to jest tak jak granie w piłkę. Też się te drużyny faulują, strzelają sobie gole, a potem idą razem gdzieś.

Piotr: Ale są osoby, które, mam wrażenie, wychodzą z pewną na tyle silną niechęcią. Ja nie pamiętam, to chyba była Dorota w drugiej edycji, taka pani, która bardzo się skonfliktowała z grupą. Ja potem ją trochę śledziłem gdzieś tam w jakichś social mediach, patrzyłem, jak się gdzieś pojawiała w jakiejś śniadaniówce, i ona w tej śniadaniówce bardzo starannie w ogóle nie wspominała i nie była przedstawiona jako uczestniczka programu. Najwyraźniej nie chciała być z tym kojarzona. Co to za sytuacja? To często jest? Czy to było jednorazowe takie?

Dorota: To raczej jest wyjątek, takie odcięcie się od towarzystwa, ale to w ogóle jest osoba, która długo funkcjonowała tak pojedynczo i myślę, że to z tego wynika. I faktycznie weszła w konflikt.

Piotr: Nie była lubiana w grupie, to kto oglądał, to zobaczy, kto nie oglądał, to poleca.

Dorota: Ale z kolei wykorzystała „Traitorsów” jako trampolinę do rozwoju własnego wizerunku w sieci, ubiera kobiety 50 plus, pomaga im wyglądać fajnie.

Ola: A czy zdarzyło się na planie coś, co zdawało się wymykać spod kontroli? W sensie agresja, trudne bardzo emocjonalnie sytuacje obciążające uczestników, które wymagały jakiegoś wkroczenia kryzysowego?

Dorota: Pewnie się [? niepewne: domyślę], że na pewno sytuacja z Lucją wymagała i doktora Łukasza Durajskiego. Pozdrawiam serdecznie.

Piotr: My również pozdrawiamy.

Dorota: Znamy doktorka, więc tutaj musieliśmy interweniować kryzysowo. Ja potem musiałam się zająć Lucją, tak żeby ona wróciła do siebie też psychicznie. Zdarzają się takie sytuacje. Pamiętajcie, że to jest też ciężki fizycznie program. Pogoda nam nie sprzyjała w tym roku. Było bardzo zimno, deszczowo. Było tam mnóstwo zajęć terenowych, a ciągle padało.

Piotr: Zastanawiam się, czy finał we wnętrzu był spowodowany tym, że na zewnątrz się nie dało.

Dorota: Akurat to był piękny dzień. Finał był zaplanowany dużo wcześniej. Jak się domyślacie, logistyka, wybór wnętrza.

Piotr: Poprzedni finał był chyba na zewnątrz. W którymś określonym razie.

Dorota: Pierwszy finał był całkiem na zewnątrz. Drugi był w ruinach gotyckiej świątyni, bez dachu, więc to też jak na zewnątrz. A ten był w ogrzewanej, czynnej świątyni. Takie sytuacje kryzysowe zdarzają się, ale my jesteśmy na nie przygotowani. I one są z różnych powodów, i fizycznych, i właśnie jakiejś tęsknoty. Bo zdarza się, że ktoś już bardzo tęskni za dziećmi. To tak miała pani detektyw, która była twarda. W ogóle jest taką osobą radzącą sobie z kryzysem. I przeszła przez cały finał świetnie. Ale miała takie momenty, że bardzo tęskniła za dziećmi. I to jej przeszkadzało w takim trzymaniu się. I wtedy chwila rozmowy, trochę rozładowania napięcia i powrót do akcji.

0:47:39 Zaufanie, ksiądz w programie, małżeństwo i wsparcie po emisji

Piotr: A czy ludzie, którzy przychodzą tam… Oni naprawdę wszyscy wierzą, że będą inni niż reszta? Mam takie trochę wrażenie, że jeżeli ktokolwiek… Oczywiście te osoby, które zadały sobie trud obejrzenia tych edycji, może mają wrażenie, że mają jakiś specjalny sposób. Bo tak jak patrzę, to wszyscy dobijają mniej więcej do tego samego miejsca. Każdy oczywiście jest inny, wiadomo. Ale wszyscy mają wrażenie, że znajdą jakiś sposób na zidentyfikowanie tych zdrajców. I tam opowiadają o tym zawzięcie do pewnego momentu. Oceniam, że ze 4-5 odcinków przed końcem już nikt nie ma teorii. Ale wcześniej mają takie rozkminy, że ten się odzywa, ten patrzy w lewo, a ten ma rękę, a ten nie ma i w ogóle…

Ola lub Dorota: Mamy historię kota dającego znaki, kasztana, który daje znaki.

Piotr: Elementy magiczne.

Ola lub Dorota: To wszystko jest naprawdę.

Piotr: I oni naprawdę wierzą, że… Dobra, powiem to. Czy oni sądzą, oni, my, bo to są ludzie normalni, nie jakieś [? niepewne: sudaki], że są lepsi od innych, od tych z wcześniejszych edycji? Że oni sobie bardziej poradzą?

Dorota: Myślę, że bez takiego poczucia, że wygram, by nie szli do tej gry. Ale wydaje im się, wielu, nie wszystkim, bo nie wszyscy taką strategię przyjmują, że po obejrzeniu iluś sezonów i polskich, i zagranicznych będą na tyle przygotowani, że będą umieli lepiej rozpoznawać ludzi. Trochę miał strategię Max, której nie wykorzystał, ale ta znajomość zasad miała mu dostarczyć przewagi w odnajdywaniu zdrajców. Ale mamy Pawła, który wzbudzał bardzo dużo kontrowersji, który bardzo szybko rozpoznał trójkę zdrajców. Tylko trochę jak Dawidowi w drugiej edycji, nikt mu nie uwierzył. Dawidowi, bo był śmiesznym młodym chłopczykiem, a Pawłowi, bo był ekscentryczny i prowokacyjny. I też mu nikt nie uwierzył. Więc zobaczcie, jak to jest. Ktoś dobrze typuje, a my mu nie wierzymy, bo się zachowuje jakoś trochę niezgodnie z naszymi oczekiwaniami. I to też jest pułapka, której my ulegamy w życiu, że wierzymy ludziom, bo są na przykład ładniejsi, mają lepsze auto, mają lepsze stanowisko, i zakładamy, że oni się znają, że mówią prawdę. Jest mnóstwo badań psychologicznych na ten temat, dlaczego ufamy ludziom. I potem jesteśmy zaskoczeni, że ten człowiek, któremu tak zaufaliśmy, na przykład zaznaczając krzyżyk w wyborach, okazał się nie tym, kim jest. Ale ufamy też. Ja współpracuję z jednym z banków i zajmuję się takimi oszustwami finansowymi, które teraz są oszustwami też cyber. Wykorzystanie sztucznej inteligencji, różnych portali społecznościowych. My bardzo chcemy ufać ludziom. My chcemy mieć przyjaciół. Chcemy mieć relacje społeczne. To jest jedna z podstawowych potrzeb. Bycie wewnątrz jakiejś takiej wioski. I my ufamy ludziom. Nie mamy danych, więc wyszukujemy różne znaki, prawdziwe bądź nieprawdziwe, takie, które w danym momencie, w danych okolicznościach uznajemy za najbardziej wiarygodne. To też nie jest tak, że oni, czy my w życiu realnym, czy uczestnicy, na 100%. Ale jak masz mało informacji, to zaczynasz szukać takich mikrośladów. Próbować je skleić w coś takiego, dającego też poczucie bezpieczeństwa. Więc myślę, że to jest taki mechanizm, który obserwujemy też w życiu realnym.

Piotr: Ksiądz. W tym sezonie pojawił się ksiądz. Co było pomysłem absolutnie dzikim, powiem.

Ola lub Dorota: Chyba jedyny ksiądz ze wszystkich tych programów na całym świecie.

Piotr: I jeszcze w dodatku ksiądz, że tak powiem, otwarty. I w ogóle zrobił to nie przypadkiem.

Ola lub Dorota: Pewnie gdyby to był zakon [? niepewne: klauzuli milczenia], w ogóle by się nie zgłosił.

Piotr: Raczej. Natomiast też w tym programie było bardzo wiele osób nieheteronormatywnych. I w ogóle niekoniecznie, że tak powiem…

Ola lub Dorota: Agnostycznych.

Piotr: Tak. Więc czy to było celowe? Bo on miał tam, nie chcę powiedzieć problem, ale miał taki moment zestawienia, że o, tu geje, a on tu ksiądz. Czy to jest kolejne wsadzenie kija w mrowisko?

Dorota: Chcieliśmy mieć interesującą postać.

Piotr: Udało się.

Dorota: Dostał zgodę swojego szefa, swojego zakonu. Jest mega interesujący. Ale wiesz, została po tym sezonie jego przyjaźń z Pawłem.

Piotr: Tak, to jest bardzo ciekawe. Oni tam działają razem.

Dorota: Robią dobre rzeczy, ale się tam autentycznie zaprzyjaźnili. Więc jak rozmawiałam z Rafałem, dla niego to jest bardzo odkrywcze. On szedł z taką intencją, że chciał pokazać, że ksiądz to też jest zwyczajny człowiek, który może wystąpić w telewizji. Chciał też dzięki temu zdobyć więcej zainteresowania swoją działalnością pomocową. On prowadzi kawiarnię charytatywną i pomaga ludziom w trudnej sytuacji, w kryzysie życiowym. Więc taki miał cel. Natomiast z czasem, z każdym odcinkiem, jak rozmawialiśmy też i w trakcie programu, chociaż do niego chodziłam najmniej, bo on mówi, że on się pomodli, jemu to wystarczy, ale też faktycznie, wiesz, modlitwa jest formą medytacji. On ma umiejętność wyciszania się, co jest bardzo cenne w takim programie. Więc wszyscy kandydaci, ćwiczcie różne formy medytacyjne, bo to się przydaje.

Piotr: Pro tip.

Dorota: Natomiast on sam mówi, że się dużo nauczył, dlatego to takie wyjście z utartych torów jest też bardzo interesujące.

Piotr: Trzeba przyznać, że wypadł bardzo dobrze.

Ola lub Dorota: Śmialiśmy się, że katolicki program, bo księdza dobrze pokazali.

Piotr: Ale on jest po prostu taką osobą. Tak, ale to też nie jest takie oczywiste, że jednak w tej chwili kler w Polsce ma bardzo zróżnicowany odbiór. Z polaryzującą grupą na pewno, i bez wchodzenia w szczegóły, kto ma rację itd. To jest pewne ryzyko wejścia w taką sytuację.

Dorota: Ale też zauważ, że on na początku się trochę prześlizgiwał. Chodził, żartował itd. A pod koniec zaczął grać. Pod koniec przy stole zaczął faktycznie typować. Więc też go wciągnęła ta gra. Jak widać, to wciąga bardzo.

Ola: Tu [? niepewne: powiedziałeś] coś, co mnie bardzo zainteresowało, że zaprzyjaźnił się ksiądz z Pawłem. A jak z tą deklarowaną przyjaźnią ze zdrajcami, czyli z Wojtkiem i Izą?

Dorota: Z tego, co wiem i z tego, co oni mówią, w finale bardzo mocno podkreślał Paweł, ona ciągle jest.

Ola: Czyli przetrwało.

Piotr: Przypomniało mi się, bo zapomnę. Czy ty też uważasz, tak jak ja, bo tam było małżeństwo, dwoje policjantów. Jak oni się nazywali? Dorota i Wojtek. Wojtek wygrał. Że oni byli umówieni jednak zawczasu na jakiś znak, kiedy jedno z nich zostanie zdrajcą? Bo ja tak się zastanawiam. Nie wyobrażam sobie w takim układzie, gdybym wszedł z Olą. Nigdy w życiu tego nie zrobimy. Nigdy nie mów nigdy. Pewnie bym się umówił, że jak będę dłubał dwoma palcami w nosie, to znaczy, że jestem zdrajcą. Nie wyobrażam sobie, żeby się na coś takiego nie umówić. A tu mamy tę sytuację, kiedy on zostaje zdrajcą, a ona pozostaje lojalna.

Ola lub Dorota: Co więcej, on ją wyrzuca, jako typuje do wyrzucenia, i rzeczywiście ją uśmierca.

Piotr: To jest jedyna możliwość.

Dorota: On sam mówi o tym, że inaczej by nie był w stanie kłamać.

Piotr: No tak, ale to jest jedyna możliwość. Jeszcze mamy tutaj rodzeństwo, ale to rodzeństwo się szybko rozwija. Natomiast to jest jedyna możliwość, kiedy się ludzie wcześniej mogą umówić na coś takiego.

Dorota: Mogą, natomiast to jest tak, jak na wiele rzeczy ludzie się umawiają sami ze sobą. Potem przychodzi gra i rozwala te umowy. Ale Wojtek powiedział otwarcie na jednej z setek, że on nie mógłby kłamać przed Dorotą. To jest para naprawdę bardzo bliska sobie, z długim stażem. Też ich połączyła bardzo ciężka praca, szczególnie w przypadku Doroty, bo oni kompletnie inne rzeczy robią w policji. I Dorota jest już na emeryturze, tą policjantką, która przychodziła do przemocy domowej, do takich interwencji, więc niesamowicie obciążona. I ktoś nawet komentował gdzieś, czytam w internecie, że jak to policjantka i tak się rozsypywała. Bo ona bardzo emocjonalnie podchodziła do swojej pracy. Ja to i w rozmowach z Dorotą, ale też mam taką refleksję, że to pokazuje, jak bardzo wielkim niedociągnięciem jest brak zaopiekowania takich służb psychologicznych. Bo Dorota odeszła na emeryturę, a przecież jest młodą kobietą. Nie dlatego, że jej się chciało iść na emeryturę, tylko dlatego, że była wypalona. I nie ma żadnego systemu, który wspiera policjantów. Tam są jacyś psychologowie, ale to nie jest systemowo rozwiązane. I to dotyczy w ogóle różnych służb, które byśmy chcieli, żeby były w superkondycji. I oni w tej pracy są w superkondycji. Jak przy wypaleniu zawodowym. Wypalenie zawodowe [? niepewne: na końcu pojawia się w pracy]. Ono zawsze dotyka rodzin, jakichś sytuacji prywatnych, bo tam się przestają te osoby kontrolować. No to Dorota właśnie zaczęła być tak bardzo emocjonalna w programie, bo była tuż [? niepewne: przed puścią] na emeryturę, nie bez powodu.

Ola: W takim razie, jak kończy się ten program, niezależnie od tego, czy ktoś dotrwa do końca, czy odpadnie wcześniej, jak jest dalej z tą pomocą psychologiczną z waszej strony?

Dorota: Ja mam kontrakt przez stację, jestem zakontraktowana do końca emisji. Czyli wszyscy uczestnicy mają możliwość kontaktu ze mną po emisji. Takiego może nie psychoterapeutycznego, ale takiego bardziej o charakterze interwencji psychologicznej. Ale ja też się do wszystkich uczestników sama odzywam. Przypominam, że jestem. I są tacy, którzy tu przychodzą, łączą się ze mną, potrzebują więcej tego kontaktu. Są tacy, którzy mniej, mówią, że jest super. Bo, nie wiem, tak jak z Igorem na przykład. Ale też gdzieś tam łączyliśmy się, już nie pamiętam, gdzie on był na świecie wtedy. Też krótki kontakt był z [? niepewne: Piotrem].

Ola: Igor był zdrajcą w tej ostatniej edycji.

Piotr: Pilotem.

Dorota: Pilotem, odpadł nie tak późno, ale też nie tak wcześnie. Ale był takim dobrym zdrajcą, myślę. Bezwzględnym. Taką sobie przyjął rolę, więc uczestnicy są zaopiekowani. Ja właściwie z bardzo wieloma uczestnikami mam kontakt ciągle z pierwszej edycji, z drugiej edycji. Więc absolutnie tak.

Piotr: A ta różnica czasowa, to mnie też interesuje. Bo są osoby, które budzą negatywne uczucia u widzów. Na przykład wspomniany Igor mocno budził. Paweł budził takie emocje. Iza. Iza, dokładnie. I po tych ludziach strasznie się jedzie w komentarzach, jak to zwykle.

Ola lub Dorota: Z hejtem się na pewno spotykają.

Piotr: Hejtem też na pewno, ale jest tam mocna jazda. Przy czym my to oglądamy ponad pół roku po nagraniu. Czyli bardzo dużo czasu już minęło. Jak to jest dla tych uczestników, taki powrót do tego? Oczywiście można sobie wybrać ignorowanie, nieoglądanie, nakrycie się kocem na głowę, niezaglądanie w komentarze. Ale sądzę, że jednak większość ludzi w jakiś sposób po raz kolejny to przeżywa. Zwłaszcza że dowiadują się wtedy po raz pierwszy, co inni o nich mówili. A często mówią rzeczy bardzo paskudne. Właśnie podczas tych setek. Czasami tam się słyszy takie rzeczy, że, powiem szczerze, robi się zimno. Czy nie jest tak, że to jest dla nich jakiś powrót, być może bardzo bolesny, do tego?

Dorota: W pewnym stopniu tak. I dlatego te moje kontakty z nimi w czasie emisji już odcinków są intensywniejsze. I właściwie to jest tak, że większość z nich z jakichś tam powodów tego hejtu się odzywa. Ale hejt jest takim zjawiskiem niestety bardzo powszechnym i obecnym u nas. Ja się staram tutaj pracować, ale oni też dostają wsparcie ze strony stacji. Takie PR-owskie bardziej. Taką pomoc również. Więc absolutnie są zaopiekowani. Dla wielu to jest trudne, ale dla wielu też jest takim pretekstem do popracowania nad sobą. I myślę, że to też jest istotne. Że to bywa też oczyszczające. Takie skonfrontowanie się z tym, jak mnie ludzie widzą.

Ola: A w momencie, kiedy uczestnicy odpadają z programu? Zostają wyrzuceni. Czy też, w cudzysłowie, zamordowani przez zdrajców albo odpadają podczas głosowania przy tym okrągłym stole. Czy częściej już po opadnięciu tych pierwszych emocji obserwujesz ulgę? Czy zawód? Taki żal, że się właśnie zostało wyrzuconym?

Dorota: Myślę, że w większości jednak żal, że już się nie gra dalej. Mieliśmy Karolinę w tym sezonie. Bardzo taką uroczą dziewczynę, która [? niepewne: odpadła w pociąg], a potem nie dostała wystarczającej ilości.

Piotr: To było bardzo brutalne.

Dorota: Więc właściwie prawie jej nie było w tym sezonie. A i tak jest taką osobą, która scala tę grupę. I na przykład zorganizowała oglądankę dwa tygodnie temu we Wrocławiu, na którą przyjechało wiele uczestników. Kilkaset osób w zaprzyjaźnionym barze. Więc w ogóle było fantastycznie. I oczywiście żal. Ona też się śmieje, że żal, bo wzięła piękne kiecki i nie zdążyła ich pokazać. Jest mądrą, rozsądną, samodzielną kobietą. Natomiast w większości to jest żal. Czasami pod koniec sezonu już są takie osoby, które mają żal, ale też czują ulgę, bo są bardzo zmęczone. Niektórzy tak.

Piotr: Tak deklarowała na przykład Oliwia. Nie wiem też, na ile to jest oczywiście gra, a na ile faktycznie ona już trochę miała dosyć tego towarzystwa.

Dorota: Oliwia bardziej chyba miała świadomość, bo ona znała też zasady, tak jak Max. Tylko się nie ujawniała, jeszcze mniej się ujawniała, że ona wiedziała, że nie ma szans na wygraną. Oliwia chciała bardzo wygrać.

1:02:34 Edycje zagraniczne, prowadząca i granice tego, co widać na ekranie

Piotr: Też o tym mówiła, ta scena przy tych dziesięciu tysiącach, które jej zniknęły sprzed nosa. Chciałem jeszcze jedną rzecz spytać, z trochę innej bajki. Jak oceniasz, oglądałaś inne edycje zagraniczne poza polską?

Dorota: Tak, oglądałam.

Piotr: Jakie masz wrażenia? Myśmy oglądali amerykańską, cudownie prowadzoną przez Alana Cumminga, którego wielbimy absolutnie. W każdym razie tam bodajże chyba drugi sezon. Wszystkich nie oglądaliśmy. To było zbiorowisko takich ludzi, że to było straszne. To znaczy oni robili wrażenie ludzi bezwzględnie odrażających. Niemal wszyscy. Tak sobie wymyślono. Wiedzieli oczywiście producenci bardzo dobrze, co robią, podwójnie dobrze, bo część tych osób to były osoby, które już miały spore doświadczenie w innych programach tego typu. Ale tak się zastanawiam, jak oceniasz te niepolskie edycje versus polska? Jeśli chodzi o prowadzenie, jeśli chodzi o uczestników, i czy na przykład można wyciągać na tej podstawie jakieś wnioski, jeśli chodzi o interakcje międzyludzkie w różnych kulturach? No bo oczywiście są stereotypy, ale pewne schematy są jakoś tam zauważalne.

Dorota: Wiesz, ja mam takie poczucie, że to jest właśnie o tym, że te sezony są różne, dlatego że my jesteśmy różnymi społeczeństwami. Polskie społeczeństwo i amerykańskie społeczeństwo dzieli ocean.

Piotr: Polacy wypadli w mojej ocenie znacznie lepiej jako ludzie.

Dorota: Zdecydowanie. Mam wrażenie, że my nawet przy pewnych kontrowersjach, jakie wzbudzały niektóre osoby, jednak pokazujemy się całkiem fajnie. To znaczy poziom bezwzględności był o niebo niższy. Nie wiem, czy tak się powinno mówić. Widzimy Rafała, więc można o niebo wspomnieć.

Piotr: Można wspomnieć, absolutnie.

Dorota: W każdym razie w tej edycji, zwłaszcza amerykańskiej, ci ludzie zachowywali się, jakby po prostu nie odczuwali głębszych emocji, nie mieli zachowań społecznych wdrukowanych. Powiem tak, nie szukaliśmy takich ludzi u nas, ale mam poczucie, może nawet nie chyba, że u nas jednak trochę inaczej wygląda budowanie relacji społecznych. Ale też są programy, był program o zabawie w więzienie, więc widocznie takie rzeczy tam są. U nas nie. Przy „Traitorsach” był naprawdę bardzo ostry casting na prowadzącą osobę. I były takie osoby, które są na pierwszych stronach wszystkich portali, gazet i tak dalej. Były osoby bardzo doświadczone w prowadzeniu jakiegoś reality. Były mniej doświadczone. Postawiono na Malwinę, która moim zdaniem z każdym sezonem się rozwija. Która nie była taką opatrzoną panią od różnych reality show. I chyba to był dobry zabieg. Ja mam takie poczucie, że to był dobry zabieg. Tym bardziej że ona się bardzo angażuje w to, co się dzieje też po kręceniu. To jest takie autentyczne w jej wykonaniu. To, że jest w kontakcie z uczestnikami, że prowadziła live, że jest na tych oglądankach. Oczywiście, że to jest jej kontrakt ze stacją, ale to jest autentyczne. I myślę, że dla niej wejście w taki program, którego tego typu nie miała wcześniej doświadczenia, bo robiła inne rzeczy, było też takiego rodzaju wyzwaniem. Na pewno było. I moim zdaniem to był dobry wybór. Ona jest taką osobą tonującą to wszystko. Wydaje mi się, że nie podkręca jak Alan Cumming. Tylko właśnie tak… To też musi być autentyczne. Ona też nie może przez 16 dni udawać kogoś. Nie zatrudniamy tam aktora, który kogoś gra. Tym bardziej że to jest dla niej też bardzo eksploatujące. Bo to jest też mnóstwo godzin na planie. I ona przyjęła taką rolę, że właśnie tonizuje, uspokaja. Dba bardzo o to, żeby nie pokazać jakichś swoich sympatii. Chociaż na pewno je ma. Natomiast mocno się pilnuje tego, żeby nic w tym stylu nie pokazać. Wiem, że były pretensje, dlaczego nie zareagowała na jakieś teksty przy stole. Ale ona też nie może ingerować w interakcje między nimi.

Piotr: Właśnie, bo to była dyskusja, była pretensja. Były rzeczy, które były obraźliwe już poza granicami dopuszczalnymi normalnie społecznie.

Dorota: Ale żaden z uczestników też nie zareagował. Malwina jest trochę takim cieniem. Ona nie jest uczestnikiem gry. Jeżeli mówimy o tej wymianie tekstów między dziewczynami na samym początku, między ówczesną zdrajczynią a późniejszą zdrajczynią, to nikt z uczestników też nie zareagował. Ale też pamiętajcie, że wymiany przy stole, które miały taki ostrzejszy charakter, bo są dyskusją przy stole, często są ciągiem dalszym tego, co się działo w ciągu dnia. I nie zawsze to jest pokazywane, bo nie wszystko się zmieści. My byśmy chcieli, żeby to było dłuższe. Pierwszy sezon miał 45 minut tylko.

Piotr: Nie powinno być tak, że jednak stacja, producenci, montażyści, nawet jeżeli uczestnicy nie zareagowali, to pewne rzeczy nie powinny być pokazywane? Bo jakby ktoś zaczął robić coś wybitnie niestosownego, to byście tego pewnie nie pokazali. Czy wy jako strona tworząca to…

Dorota: To jest też tak, że uczestnicy w umowie podpisują, jak się domyślacie, z konsekwencjami, z odpowiedzialnością prawną i finansową, że nie będą przekraczać pewnych granic. Tutaj można się zastanawiać, czy używanie przekleństw…

Piotr: W tym sezonie chyba najbardziej kleli ze wszystkich. Takie mam wrażenie.

Dorota: Ale nie przekleństwa nas tutaj…

Piotr: Choćby jakiś fat-shaming. Takie tego typu rzeczy.

Dorota: On miał ciąg dalszy. Tam był ciąg dalszy. Dołożono też więcej materiałów w tych dodatkowych filmach, które się pojawiały i na Playerze, i na Instagramie, gdzie to był ciąg dalszy.

Piotr: Iza, która przeprosiła za swoje wypowiedzi, potem je powtórzyła w setkach. Więc to nie zostało dobrze odebrane. Potem oczywiście już to było jakiś czas temu. Ale nie robiło to dobrego wrażenia.

Dorota: Nie robiło. Ale nikt nie chciał wkładać Izie w usta słów i mówić jej na siłę: Izo, a teraz powinnaś się zachować tak i tak. Ona jest dorosła i wie, co robi. I poniosła tego konsekwencje na pewno spore.

Piotr: Wygrała.

Dorota: Ale też wiemy dobrze, że się zmierzyła z bardzo ostrą krytyką. Co przy jej pracy nie jest bez znaczenia. Więc to ją kosztowało sporo. Z obydwoma siostrami. Ale z Izą również byłam w kontakcie wtedy, kiedy ta sytuacja zaszła. Ale też rozmawiałam z Natalią o tym, jak ona to odbiera i co z tym zrobiła. A ja akurat pracuję z osobami z zaburzeniami odżywiania, bo moją pracą nie jest tylko praca przy planach telewizyjnych, ale po prostu w gabinecie, tak jak tu siedzimy. I to była trochę okrutna ilustracja tego, jakim jesteśmy społeczeństwem. Bo my się wyśmiewamy z ludzi, którzy wyglądają inaczej. Są starzy, grubi, krzywi. Ja się spotkałam z tekstem z ust bardzo takiej, wydawałoby się, wykształconej, eleganckiej, znamienitej kobiety, która uznała, że osoby z chorobą [? niepewne: notułościową] powinny być na basenie w wyznaczonych godzinach. No więc wiesz. I to była osoba może nie publiczna w rozumieniu telewizyjnym, ale zajmująca znaczącą pozycję, mająca wpływ na otoczenie. I ona nie powiedziała tego w rozmowie jeden na jeden, tylko w jakimś większym gronie. Więc to też była ilustracja tego, jakim my jesteśmy społeczeństwem. I może dlatego tak się oburzyliśmy. Bo to było trochę jak z krzywego zwierciadła. Dobrze może, że to zostało pokazane i napiętnowane, i odpowiednio przyjęte. Była rozmowa z Natalią w „Dzień Dobry TVN”. Siedziała w parku z Mikołajem. I ona to powiedziała. Wiem, że to skomentował jakiś lekarz, [? niepewne: obecni teolog], czyli leczący chorobę [? niepewne: notułościową], że odezwali się do niej inni ludzie z chorobą [? niepewne: notułościową]. Ale też dla tych, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z takimi osobami osobiście i nie mieli świadomości, że to jest poważne zaburzenie i choroba przewlekła, choroba [? niepewne: notułościowa]. Myślę, że to też był taki sygnał: kurczę, może jednak inaczej trzeba do tych ludzi się odzywać. Bo zobacz, jak to wygląda, jak się dzieje. Więc czasami nawet w takich rozrywkowych programach mogą się wydarzyć rzeczy, które mają charakter prospołeczny, taki proludzki.

1:12:09 Analitycy w grze, doświadczenie psycholożki i wnioski z „eksperymentu”

Piotr: Wspomniałaś o jednej rzeczy, która mi się znowu właśnie przypomniała. Mianowicie o wpływie na życie zawodowe. To mnie też wielokrotnie zastanawiało. Bo mamy tam czasem osoby takie jak detektyw, analityk. Jakiś taki człowiek, który… Adwokat. Ale zwłaszcza analitycy mnie zastanawiają.

Ola lub Dorota: Którzy źle kalkulują.

Piotr: Były takie przypadki. Już teraz nawet nie pamiętam dokładnie kto. Bo tu był analityk, który nam odpadł dość szybko.

Ola lub Dorota: W edycji amerykańskiej taka osoba była.

Piotr: W jej zawód jest wpisane między innymi rozpoznawanie zachowań ludzkich. I ta osoba fundamentalnie się wykłada. Może to była z tej amerykańskiej edycji. Ale pamiętam, że była osoba, która absolutnie powinna być znakomita w tym. I ona chyba ani razu nie trafiła w ogóle w żadnych swoich rozmowach. Już nie mówię o głosowaniach, w żadnych rozmowach. Okazała się być na planie beznadziejna w tej kwestii. Czy to nie jest tak, że ci ludzie mogą więcej stracić, niż zyskać w ten sposób?

Dorota: Pewnie ryzykują. Natomiast też mają weryfikację tego, jak wygląda ich praca. I ja mogę sobie wyobrazić, że jeżeli ktoś jest analitykiem, to on opiera swoje analizy o dane, a tutaj nie ma danych. To są tylko domysły. Ale mieliśmy Małgosię Detektywkę, która świetnie wykorzystała swoje kompetencje. A tutaj osoba, która jest mentorem. Mówi o sobie, że jest mentorką czy motywatorką innych ludzi. Nie dała rady.

Piotr: No tak.

Ola: A jak ty to wszystko przeżyłaś? Czy po pierwszej edycji tego programu nie miałaś takiej myśli, żeby uciec gdzie pieprz rośnie i już więcej się nie angażować?

Dorota: Wiesz co, ja mam takie poczucie, że spełniam dobrze swoją rolę. To znaczy daję ludziom wsparcie wtedy, kiedy oni go potrzebują. Patrzę na to trochę jak na eksperyment z psychologii społecznej. I jak rozmawiam z moimi kolegami, koleżankami psychologami, to oni są zafascynowani, że można być na takim planie. To też nie jest moje pierwsze doświadczenie z reality show. Ja pracowałam też przy innych i pracuję, więc mogę sobie porównywać. To jest widowiskowe, natomiast jest to fantastyczny eksperyment i trochę soczewka nad tym, jacy jesteśmy.

Ola: A czy oceniłabyś to akurat reality show jako takie najmocniejsze wejście w te wrażliwe elementy naszych emocji, naszego człowieczeństwa?

Dorota: To zależy, ale mamy też programy randkowe, które są wyłącznie o emocjach. Ja miałam okazję pracować przy programie „Love Island” o zakochiwaniu się na planie. Kilka w tej chwili mamy tego typu programów. Tam są tylko emocje, bo tutaj jeszcze mamy grę, mamy intelektualne rozgrzewki, jakieś kalkulacje. A w tych programach randkowych mamy wyłącznie emocje. Więc myślę, że zależy, z jakiego punktu widzenia patrzeć. Ten jest interesujący, bo on jest taką soczewką społeczną, dlatego że są ludzie w różnym wieku, z różnym wykształceniem, z różnym doświadczeniem życiowym. Jednak clue tego programu to jest rozgrywka, a nie tylko emocje. Emocje są, ale w rozgrywce, w życiu, też są emocje.

Piotr: No właśnie, jeżeli postrzegasz to jako pewien eksperyment, to jakie wnioski byś miała z tego eksperymentu? Na razie mamy, no wiem, że oczywiście to nie jest eksperyment w znaczeniu naukowym i nie będziemy tego tak przedstawiali, ale masz już trzy edycje, które znasz na wskroś, plus kilka, które mogłaś obejrzeć, i jako osoba znająca mogłaś wywnioskować więcej niż osoby tylko będące widzami. Jakie masz wnioski z tych edycji, jeżeli byśmy to potraktowali jako eksperyment?

Dorota: Na pewno rzeczą wspólną, zresztą dla innych reality show, z których brałam udział również, jest to, że wszyscy zapominają po krótkim okresie, że są w grze, i wchodzą jakby do jej wnętrza. Na pewno przed takim wyjazdem, to jest taki pro tip dla ewentualnych przyszłych uczestników, trzeba bardzo zadbać o swoją kondycję i psychiczną, i fizyczną, być wypoczętym, w dobrej kondycji, mieć też takie narzędzia, które pozwalają się szybko regenerować. Wtedy, kiedy jest mało czasu, żeby szybko umieć odpoczywać. To jest bardzo ważne. Więc to są takie wnioski, które wyciągam, i ja to mówię nawet uczestnikom już tej edycji. W tym roku to mówiłam, w drugiej edycji, ale jednak większość ma takie poczucie, że sobie da radę, chociaż niektórzy biorą pod uwagę takie rzeczy, czyli tydzień przed wyjazdem już się chillują, nie szaleją, prowadzą łagodny tryb życia. To na pewno pomaga.

Ola: Dziękujemy ci za tę rozmowę. Dla nas to było takie zajrzenie pod powierzchnię tego, co śledziliśmy przez ostatnie kilka tygodni. Zresztą w poprzednich sezonach też byliśmy bardzo aktywnymi widzami i bardzo mnie ciekawiły te różne kwestie, na które rzuciłaś światło. I myślę, że to jest absolutnie fascynujące, żeby siedzieć i przyglądać się takim widowiskom, a jednocześnie móc pomagać ludziom, którzy w nich biorą udział.

Dorota: Absolutnie tak, i czekam na kolejny sezon.

1:17:58 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: Dziękujemy ci bardzo.

Ola: A jeśli wam się podobała ta rozmowa, to może rozważycie dołączenie do grona naszych patronek i patronów. To dla nas byłoby ogromne wsparcie.

Piotr: No i oczywiście nie zapomnijcie, że możecie nas też słuchać w podcastach powstających we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni no i w Sekcji Teorii Spiskowych.

Ola: Te teorie spiskowe są nie tylko do słuchania, ale i do oglądania, bo to jest nasz podcast wideo. Czyli zapraszamy też na YouTube. Właśnie niedawno wpadł nowy odcinek, dokładnie wczoraj. A poza tym zaglądajcie na Spotify, na stronę Polskiego Radia i wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów.

Piotr: I tu nam zostaje słowo na dziś i ono jest oczywiście bardzo dramatyczne i jest to…

Ola: Zdrajca.

Piotr: No to cześć.

Źródła

Opis odcinka nie zawiera listy źródeł.