Podcast Crazy Nauka · odc. 176
Tragiczna Powódź w Nepalu: co faktycznie ją wywołało?
Posłuchaj też na:
W Himalajach spada gigantyczna masa skał i lodu. Kilka minut później doliną pędzi fala, która niszczy wszystko na swojej drodze. Co naprawdę uruchomiło tę katastrofę, skąd wzięła się tak ogromna ilość wody i czy takich zdarzeń będzie coraz więcej?
Przed Wami nowy odcinek Podcastu Crazy Nauka!
Animacja z NYTimesa:
nytimes.com/interactive/2026/08/27/world/asia/nepal-flash…
Nagrania spadającego lodowca:
youtube.com/watch?v=KrsZ5raaEcs
youtube.com/shorts/5486SRhhrIE
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
Data publikacji: 2026-09-01
Długość: 0:53:15
0:00:00 Wstęp
Ola: Co się dzieje, kiedy obrywa się blok lodu i skał długości trzech potężnych galerii handlowych i spada przez ponad kilometr?
Piotr: Czy właśnie rozpoczęła się seria ogromnych katastrof w Himalajach?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.
Piotr: Witamy w podcaście Crazy Nauka.
Ola: A dziś odcinek właściwie niemal newsowy, bo będziemy w nim opowiadać o ogromnej powodzi, powodzi błyskawicznej, która wydarzyła się całkiem niedawno na granicy Nepalu i Tybetu, czyli Chin, w Himalajach.
Piotr: No ale celowo postanowiliśmy nie mówić o tym natychmiast po samym zdarzeniu, bo nasze doświadczenie pokazuje, że w takich sprawach sytuacja klaruje się dopiero po jakimś czasie. No i tym razem oczywiście też to się sprawdziło. A dlaczego, o tym będzie za chwilę.
Ola: A jeżeli podoba się wam to, co robimy, to bardzo prosimy was o to, żebyście powiedzieli o nas, o naszym podcaście, jednej znajomej osobie. Tak na zachętę, tylko tyle.
Piotr: No i zapraszamy was oczywiście do słuchania Laboratorium Zbrodni oraz Sekcji Teorii Spiskowych, czyli tych dwóch podcastów, które tworzymy we współpracy z Polskim Radiem.
Ola: I tu jest oczywiście dobry moment na przypomnienie, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych i tych nieliczących się również.
0:01:23 Fala w dolinie na granicy Nepalu i Chin
Ola: Zacznijmy od tego, co się właściwie stało z punktu widzenia ludzi i urządzeń pomiarowych. Środa, 26 sierpnia 2026 roku.
To był w zasadzie zwykły poranek w miasteczkach po obu stronach przejścia granicznego między Nepalem a Chinami. Ludzie normalnie pracowali, handlowali, szykowali się do przekroczenia granicy. Nagle poczuli, że ziemia zaczęła drżeć pod ich stopami.
W sumie w Nepalu to nie jest nic dziwnego. Tam trzęsienia ziemi zdarzają się często. Niestety nie mieli pojęcia, że ten akurat wstrząs ma zupełnie inne źródło niż zwykle i że to, co słyszą i czują, to dopiero początek nadchodzącej katastrofy.
Piotr: I rzeczywiście to się wydarzyło bardzo szybko, dlatego że dosłownie kilka minut później doliną, w której przebiega granica między Chinami a Nepalem, popłynęła ogromna ściana wody, lodu, błota, która niosła głazy wielkości samochodów. Myślę, że już to widzieliście, dlatego że jest to jedna z tych katastrof, które zostały dobrze udokumentowane na wideo. Ludzie kręcili to telefonami.
Zdjęcia są absolutnie dramatyczne. Ta fala w niektórych miejscach miała kilkanaście, nawet 15 metrów wysokości. Pędziła z prędkością sięgającą 200 kilometrów na godzinę.
Tam płynęła rzeka tą doliną. To zresztą zaraz o przebiegu tego wszystkiego dokładniej powiemy. Natomiast poziom tej rzeki podniósł się o 9 metrów.
To naprawdę jest bardzo dużo.
Ola: W ciągu zaledwie godziny.
Piotr: W ciągu zaledwie pół godziny nawet, w tym czasie. Co ważne, nie było niczego, co by mogło ostrzec ludzi o tym, co nadchodzi.
Efekt był taki, że nie wiemy oczywiście, bo nagrywamy to 1 września, w tej chwili jest ponad tysiąc potwierdzonych ofiar śmiertelnych i około 4,5 tysiąca osób zaginionych, zarówno po stronie chińskiej, jak i po stronie nepalskiej. Ile będzie oficjalnie tych ofiar? Trudno bardzo powiedzieć, bo tu są elementy, które są bardzo niejasne. Ci zaginieni ludzie to niekoniecznie oznacza, jak to często bywa, ludzie, których ciał jeszcze nie odnaleziono. To jest znacznie bardziej skomplikowane.
O tym powiemy. Te ciała zostały również rozniesione na bardzo, bardzo długim odcinku. Niektóre z nich znaleziono już w Indiach, czyli nawet 250 kilometrów dalej od tego miejsca, gdzie te zdarzenia się rozpoczęły.
Ola: A w tej chwili trwają dramatyczne poszukiwania największej grupy, która ucierpiała wskutek bezpośrednio tej pierwszej fali powodziowej. To byli pracownicy elektrowni wodnych, około 900 osób, z którymi wciąż nie ma kontaktu. Oni pracowali zarówno w istniejących już, pracujących elektrowniach wodnych, jak i w dopiero tworzących się projektach energetycznych, które tam są prowadzone bardzo intensywnie.
Część z nich została najprawdopodobniej uwięziona w tunelach i właśnie na tych tunelach skupia się obecnie akcja ratunkowa. Nie wiadomo, ile osób przeżyło. Nie ma z nimi kontaktu, ale również trzeba powiedzieć, że wśród tych, którzy ucierpieli, w dużej grupie byli również zagraniczni pielgrzymi.
Akurat w tym czasie trwał szczyt sezonu pielgrzymowania do jednego z bardzo ważnych sanktuariów w tej okolicy.
Piotr: Co ciekawe, w tym wypadku udało się również uchwycić sam moment zdarzenia, które doprowadziło do tego wszystkiego. To zresztą jest jeden z głównych powodów, dla których w ogóle wiemy, co się zdarzyło, dlatego że cała ta katastrofa rozpoczęła się w rejonie, w którym nikogo nie było. To znaczy normalnie to nie jest zamieszkały obszar.
W ogóle bardzo was zachęcamy do tego, żebyście popatrzyli sobie na mapy. Na przykład na mapach Google'a dość dobrze można ustawić widok 3D. To są Himalaje, to jest rejon, gdzie te góry są naprawdę ekstremalnie wysokie, więc dobrze jest przyjrzeć się temu, jak to wszystko wygląda.
W każdym razie udało się sfilmować przypadkiem dwóm osobom samo to zjawisko, które spowodowało całą katastrofę. Jedna osoba to był operator drona, który filmował sam siebie z tego drona i przypadkiem uchwycił taką białą smugę, która opada w dół, a po chwili pojawia się taki brązowy tuman pyłu.
Druga osoba to był chiński przewodnik prowadzący grupę turystów. Oni usłyszeli jakiś gwałtowny huk i on tuż po tym sfilmował to. To są w tej chwili bardzo, bardzo ważne dowody, źródła dla naukowców.
Natomiast trzeba pamiętać o skali. Jak obejrzymy te filmy, a łatwo je znaleźć, zresztą pewnie zalinkujemy do nich w opisie odcinka, niech was nie zmyli skala, dlatego że to wygląda, jakby się tam coś obsypało.
Ola: Tak jakby taka drobna lawinka zeszła. Natomiast tu w tym przypadku, to, co Piotrek powiedział, to są Himalaje. Mamy do czynienia z obszarem szczytów o wysokości ponad 7 tysięcy metrów i istotne jest to, że właśnie z grzbietu jednego z takich szczytów zszedł ten obryw, który spowodował całe to zdarzenie, o którym dzisiaj mówimy. W związku z czym rzeczywiście, jeżeli patrzymy na to przez pryzmat naszych Tatr czy nawet Alp, to nie jest w ogóle ta skala.
Jeżeli coś jest filmowane z dużej odległości, wygląda, jakby to był drobny obryw, a tymczasem mówiłeś, że obliczałeś powierzchnię tego obrywu.
Piotr: Zaraz powiemy o samym obrywie, co tam się wydarzyło, to wtedy może przybliżymy te szczegóły, żeby też mieć cały kontekst, bo ja sobie tutaj policzyłem, posprawdzałem, ale to za moment.
Ola: A właśnie, w tym momencie przypominamy, że w tym podcaście staramy się podawać wam informacje, które są i sprawdzone, i porządnie zweryfikowane. Staramy się możliwie nie śpieszyć i nie gonić za sensacją, co zresztą udowadniamy również w tym odcinku naszego podcastu. Wiemy, że taką bieżączkę naukową znajdziecie sobie gdzieś tam z łatwością, ale my chcemy najpierw temat poznać i spojrzeć na niego z naukowej perspektywy.
Oczywiście nie my tę perspektywę tworzymy, tylko naukowcy, badacze, specjaliści. Tym niemniej my staramy się skorzystać z tego, co jest najświeższe, najbardziej rzetelne, wiarygodne, z najlepszych źródeł i podać wam to w przystępnej formie.
Piotr: Jeżeli takie podejście wam się podoba, to bardzo was zachęcamy do wsparcia naszej pracy albo na Patronite, albo przez kupienie nam kawy na BuyCoffee, albo po prostu dzięki zasubskrybowaniu i ocenieniu naszego podcastu.
Ola: Bardzo dziękujemy, że z nami jesteście.
0:09:38 Pierwsze hipotezy: trzęsienie ziemi, Chiny, lawina
Piotr: I teraz skupimy się właściwie na śledztwie, które można powiedzieć miało miejsce po tej katastrofie, bo tam się namnożyło całe mnóstwo różnych scenariuszy.
Ola: Mówiono o najprzeróżniejszych przyczynach tego zdarzenia, ale pierwszym tropem było trzęsienie ziemi, prawda?
Piotr: Tak, to znaczy rzeczywiście zarejestrowano wstrząs o magnitudzie 4,4 i początkowo nawet nepalski rząd mówił o tym, że było to trzęsienie ziemi, które wywołało lawinę. To były doniesienia pierwszego dnia, zresztą powiem szczerze, zaraz pojawiły się inne doniesienia. My właśnie dlatego postanowiliśmy, że nie robimy niczego na szybko, poczekamy, co tam się wyjaśni, bo tak naprawdę okazało się, że było zupełnie odwrotnie niż na początku sądzono.
Ola: Również w Nepalu szybko powstała taka hipoteza, że to rząd chiński po drugiej stronie granicy coś kombinuje, że znowu robi jakieś eksperymenty z zaporą albo inne działania hydrologiczne i że robi to w sposób tajny przed połową [? niepewne: przez połówny]. Coś się nie udało, coś poszło nie tak i wskutek tego poszła lawina, powódź. No oczywiście jest to element sporu politycznego pomiędzy tymi krajami i co więcej, te kraje też nie przekazują sobie wzajemnie informacji o tym, co się dzieje na terenie gór po jednej i po drugiej stronie granicy.
To się okaże niezwykle ważne w tej sprawie, którą właśnie tutaj opisujemy, ale do tego jeszcze wrócimy.
Piotr: To, co się okazało wkrótce po tym, to to, że faktycznie miał tam miejsce wstrząs sejsmiczny, ale to nie on był powodem, on był skutkiem. To znaczy coś się zawaliło, coś spadło, coś runęło i dopiero to uderzenie wywołało taki wstrząs sejsmiczny. To, w jaki sposób się to stwierdza, to jest bardzo ciekawa sprawa.
Już nie na teraz opowieść, ale dość powiedzieć, że takich pomiarów dokonuje się bez problemu z odległości tysięcy kilometrów, bo skorupa ziemska bardzo ładnie przenosi tego typu wstrząsy. W związku z czym daje się analizować na przykład to, w jakiej one dochodzą kolejności, jaka jest długość tych fal, na przykład w Europie. Analizowano te fale stamtąd dochodzące również w Stanach Zjednoczonych i na tej podstawie właśnie stwierdzono, że najpierw coś spadło i to spadnięcie tego czegoś wywołało ten wstrząs. Więc rzeczywiście to musiało być coś bardzo dużego, skoro pomylono to z takim klasycznym trzęsieniem ziemi, wynikającym z jakichś ruchów tektonicznych czy czegoś takiego.
Ola: Jak może pamiętacie, pierwsze doniesienia mówiły o tym, że oberwał się solidny kawał lodowca górskiego i pomknął w dół. I tutaj to również nie okazało się do końca prawdziwe, ponieważ to nie oberwał się sam lodowiec, ale oderwała się lita skała, do której ten lodowiec był przymocowany. Ponieważ to był wiszący lodowiec, to lód poleciał razem z tą skałą. Czyli tutaj nie mamy sytuacji takiej, że leci lód i porywa ze sobą kamienie, tylko w tej pierwotnej masie już mamy element głazów, wielkich kamieni, które same w sobie już tworzą ten początkowy impet.
0:13:28 Obryw z góry Langtang: skala i energia
Piotr: No i to rzeczywiście było coś dużego. Jak się spojrzy na zdjęcia czy filmy, a w tej chwili już ich jest sporo, które pokazują to miejsce, z którego oberwała się ta struktura, to tam dość dobrze widać, co się dzieje. To znaczy Himalaje są rejonem, gdzie te lodowce wciąż dobrze się mają, w miarę dobrze.
Tak jak chociażby w Alpach lodowce właściwie znikają. Myśmy widzieli niedawno lodowiec, którego za kilkanaście lat praktycznie już nie będzie.
Ola: Chodzi o lodowiec Marmolada, który znajduje się tuż pod szczytem największego szczytu Dolomitów.
Piotr: Największej, najwyższej góry w Dolomitach, czyli właśnie Marmolady. No więc tam lodowce się już kończą, natomiast w Himalajach one jeszcze całkiem dobrze funkcjonują.
Ola: Chociaż ubytki są już widoczne, też do tego wrócimy.
Piotr: Będziemy o tym mówili dokładnie. Natomiast to, co tu się dzieje: mamy lodowiec, który płynie po skale, bo lodowce tak mają, że się przemieszczają. Kiedy dojeżdża do krawędzi tej skały, to się przez nią można powiedzieć przelewa, ponieważ to jest oczywiście lodowa struktura, więc tak się zagina i oblewa tę skałę, powoli schodząc w dół. I to, co się oderwało, to właśnie była taka krawędź, taki nawis. No i rozmiar tego…
Ola: Razem ze skałą, która go przytrzymywała [? niepewne: przebywała].
Piotr: Tak jak Ola powiedziała, pękła skała, na której to wszystko było. I to, co w tej chwili widać chociażby na zdjęciach satelitarnych, to że ten fragment, który się oberwał, miał prawdopodobnie około 600 metrów długości. No dla uświadomienia sobie, jaka to jest skala, tak sobie zacząłem mierzyć.
Przeciętna galeria handlowa ma długość 200-250 metrów. Jak sobie weźmiemy warszawocentrycznie Plac Defilad, patrząc od Świętokrzyskiej do Alej Jerozolimskich, to jest właśnie 600 metrów. Jak sobie weźmiemy Stare Miasto krakowskie w poprzek, patrząc od Plant do Plant, to jest troszeczkę ponad 600 metrów.
Więc to jest ta skala, ten rozmiar tego, co tam się zerwało. Widać, że to jest ogromne.
Ola: Niektóre źródła mówiły o tym, że to mogło mieć szerokość nawet półtora kilometra. Rozumiem, że zostało to ostatnio zweryfikowane, że jednak to było węższe.
Piotr: Najprawdopodobniej tam jest ślad, który jest szerszy, ale to nie jest dokładnie ślad samej tej oberwanej struktury. Prawdopodobnie ta struktura miała około 600 metrów. No już jej nie ma, więc nie stwierdzimy, ale tak to w tej chwili wygląda.
Ola: I ta masa, która się oderwała od zbocza góry, i ta fala wszystkiego, co ta lawina niosła, która z tego powstała, pokonała, uwaga, pierwsze 22 kilometry w ciągu niecałych 7 minut. I dlatego to drżenie ziemi i uderzenie wody dzieliły w dolinie zaledwie minuty. I to też wyjaśnia, dlaczego nikt nie zdążył zareagować, nikt nie zdążył uciec na przykład z tego przejścia granicznego, na którym naprawdę znajdowało się wówczas sporo osób.
No i mamy sytuację taką: ten potężny blok skał i lodu, umieszczony na wysokości ponad 5 tysięcy metrów, spada nagle jednym rzutem, przemierzając 1200 do 1500 metrów po stromym zboczu góry.
Piotr: Bardzo stromym, dlatego że to jest góra Langtang Lirung, która ma 7227 metrów nad poziomem morza [? niepewne: „pod poziomem morza”] i ona ma bardzo strome zbocza. To nie jest taka sobie łagodnie schodząca góra, po której schodzi lawina, tylko to nie było pionowo, ale było bardzo, bardzo stromo.
Ola: I tutaj zachodzi coś, co intuicyjnie wcale nie jest oczywiste. Co się dzieje z taką masą lodu i skał, kiedy one toczą się, właściwie lecą w dół bardzo gwałtownie? Otóż ta energia kinetyczna spadku i tarcie zaczynają ten lód topić, i to bardzo prędko, już w trakcie spadania. Zanim ta masa ostatecznie dotrze gdzieś poniżej, to ona najpierw jest nadtopiona, a później, lecąc dalej, coraz bardziej się topi. To następuje naprawdę dużo szybciej, niż by nam podpowiadała zwykła intuicja, która na zdrowy chłopski rozum działa, ale ten zdrowy chłopski rozum nie zawsze jest taki zdrowy, ale jest chłopski.
Piotr: To, co spadło, to było około, szacuje się, 100 milionów metrów sześciennych lodu, skał takich pokruszonych.
Ola: Przepraszam, nasze psy [? niepewne: zakrzeją] okres aktywności.
Piotr: Tak, już się znowu aktywują, ale nie o nich teraz. Znowu nie mogłem się powstrzymać, bo porównania nie będzie tym razem do basenów olimpijskich, bo zbyt dużo byłoby tego.
Ola: A Wieża Eiffla?
Piotr: Wieża Eiffla też nie, bo to nie wysokość.
Ola: I Statua Wolności jeszcze.
Piotr: Nie, to będą Pałace Kultury i Nauki, znowu warszawocentrycznie. To jest mniej więcej objętość odpowiadająca ponad 120 Pałacom Kultury i Nauki, tak w całości biorąc, albo, jak kto woli, niespełna 40 piramidom Cheopsa. Więc to pokazuje, jak bardzo dużo tego materiału spadło.
Oczywiście ten materiał to nie był tylko sobie taki lód. Tak jak już mówiliśmy kilka razy, były ogromne kawały skał. Energia, która jest wyzwolona przy upadku tak dużej masy z tak dużej wysokości, jest przeogromna.
Jest tutaj takie, trudno powiedzieć, wyliczenie, raczej szacunek zrobiony przez Centrum Badań nad Katastrofami [? niepewne: Uniwersytetu Tribhuvana] w Katmandu. Zdaniem dyrektora tej instytucji ta energia przewyższała energię bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę.
0:20:22 Droga fali: krater uderzeniowy i dwa jeziora
Ola: Wśród pierwszych doniesień na temat tej katastrofy był też taki scenariusz, który mówił o tym, że jedno z dużych jezior polodowcowych, właśnie wysoko w Himalajach, przelało się przez próg i wody tego jeziora runęły w dół, tworząc powódź.
Piotr: To jest częste zjawisko. Takie rzeczy się zdarzają.
Ola: I to zjawisko się tutaj pojawi, ale jeszcze nie w tym momencie. Dlatego że w chwili, kiedy ta lawina, lecąca z ogromną prędkością tym stromym zboczem, spotkała się z podnóżem urwiska, tam powstało coś, co naukowcy ostatecznie opisali jako krater uderzeniowy, takie zagłębienie. Ta masa lodu i skał wybiła po prostu potężne zagłębienie w ziemi, które szybko wypełniło się wodą, bo tam proces stopnienia następował bardzo szybko.
Wodą, lodem, okruchami skalnymi. I tu powstało pierwsze jezioro na trasie tej wielkiej powodzi, które szybko się przelało i pomknęło dalej w dół doliny.
Piotr: Tak, bo to się wszystko dzieje wciąż wysoko dosyć ponad tą doliną, gdzie się cała rzecz rozegrała, najbardziej dramatyczna.
Ola: W tej chwili jeszcze jesteśmy w rejonach niezamieszkanych, tam gdzie jest jeszcze wysoko w Himalajach, u stóp tego potężnego zbocza, tego urwiska, z którego spadł ten nawis skalno-lodowy. A dopiero powoli zaczynamy my, jako relacja, a sama rzeczywistość była dużo szybsza, przemieszczać się w stronę obszarów zamieszkanych.
Piotr: Tam jest jeszcze jedna hipoteza, że tam wcześniej były jakieś obsunięcia skał i być może ten spadający i topiący się w locie i w momencie upadku lód wypełnił taką niszę, która już tam wcześniej powstała i która później się rozsypała, bo ten gruz po prostu ustąpił pod naporem wody. Tego do końca na razie jeszcze nie wiadomo. W każdym razie był to szereg zdarzeń, które prawdopodobnie pojedynczo by nie wywołały aż tak katastrofalnych skutków, dlatego że mamy to pęknięcie skały, mamy runięcie z ogromnej wysokości, roztopienie się i to, co się działo dalej, czyli pójście tego w dół doliną i kolejne etapy tego, bo to jeszcze nie koniec.
Ola: Ciąg dalszy jest taki, że ta lawina błota, kamieni i lodu mknie tą doliną górską w stronę niżej położonej doliny, gdzie wpada do rzeki płynącej tamtędy i razem z tą rzeką mknie dalej w dół, aż do miejsca, gdzie ta rzeka łączy się z drugą. I to, uwaga, jest już niedaleko tego przejścia granicznego, które istniało między Chinami a Nepalem i które zostało w tak dramatycznych okolicznościach zniszczone. Właśnie powyżej tego przejścia granicznego utworzyło się drugie jezioro, które powstało wskutek tego, że gruz zablokował koryto tej rzeki, woda zaczęła się wypiętrzać za tą naturalną tamą, zgromadziła ogromną kubaturę i następnie przedarła się przez tamę i runęła na to przejście graniczne.
Piotr: Jeżeli widzieliście takie filmy, takie nagrania, gdzie widać taki duży budynek, dość monumentalny można powiedzieć wręcz, czy jakieś mniejsze budynki, uciekających ludzi, to jest dokładnie z tego przejścia granicznego, bo to jest jedyne na tej trasie takie miejsce, które zostało w ten sposób sfilmowane, więc to bardzo dobrze pokazuje w ogóle skalę tego zjawiska.
Ola: I jeśli chodzi o powstanie tego drugiego jeziora tuż powyżej tego przejścia granicznego, to ono mogło naprawdę uformować się w ciągu zaledwie kilku minut. Żeby takie jezioro powstało, nie potrzeba dni czy miesięcy, tylko ono może i powstać w ciągu kilku minut, i zostać zniszczone w ciągu kolejnych kilku. W związku z czym energia zgromadzona w takim miejscu jest gigantyczna. No i mamy sytuację taką, że ta lawina mknie dalej, niszczy to przejście graniczne, następnie wdziera się w głęboką dolinę, już gęsto zamieszkaną, nepalską dolinę, niszczy dziesiątki miasteczek, osad, mosty, które są nie tylko położone nad rzeką, ale i te wiszące, znajdujące się dużo wyżej, niszczy położone obok rzeki drogi, no i niszczy również kilka elektrowni wodnych.
I to robi na odcinku ponad 60 kilometrów. Wreszcie dociera do Indii, a ślady przejścia tej powodzi sięgają aż 100 kilometrów i zdecydowanie wykraczają poza Nepal, sięgają w głąb Indii.
Piotr: Tak, no to dość dobrze widać. Zalinkujemy wam to, chociaż to jest płatny dostęp przez New York Times. New York Times przygotował takie zdjęcia satelitarne, które pokazują całą tę drogę tej fali i pokazują, jakie tam są zniszczenia, i widać, jak zostały zmiecione właściwie pobliskie jakieś zabudowania, właśnie te elektrownie. No i wygląda to oczywiście niezwykle.
Ola: I dodajmy, że też filmy pokazują, że to jest potęga, która jest po prostu dla nas, tutaj w naszym rejonie świata, niewyobrażalna. Fala, która za jednym, dwoma uderzeniami burzyła domy kilkupiętrowe, która zniszczyła, zalała wielometrową warstwą błota i rumoszu skalnego to przejście graniczne, które naprawdę jest gigantyczne, monumentalne i jest symbolem potęgi Chin w tej okolicy, zwłaszcza deklarowanej na pograniczu Nepalu i Tybetu, który, wiadomo, jak jest traktowany przez Chiny.
0:27:15 Skąd tyle wody i co może być dalej
Piotr: No więc to, co Ola mówi, ten film i te skutki, one od razu zaczęły budzić pewne wątpliwości. To znaczy można powiedzieć, że coś tu się na pierwszy rzut oka nie zgadzało, bo nawet jeżeli weźmiemy taką ilość, jak nam się wydaje, tego materiału spadającego, to on po pierwsze musiał pokonać sporo kilometrów, po drugie, jeśli zobaczymy, jak to wygląda na tych wszystkich filmach, to jest naprawdę taka niesamowicie rwąca, gotująca się ściana wody.
Ola: Zniszczenia w tej górnej części doliny są w niektórych miejscach widoczne nawet na wysokości 200 metrów od dna doliny.
Piotr: No więc rzeczywiście to było coś niezwykłego i nie do końca wciąż wiadomo, skąd tam tyle tej wody. Pierwsza hipoteza, to, o czym Ola mówiła, to jest to, że ta woda, spadając, już w wyniku tarcia, potem w wyniku uderzenia, lód zamienił się w płynną wodę i że to jest ta główna masa, która pędziła później doliną, ale tego wciąż jest bardzo dużo. Druga rzecz to jest to spiętrzenie, czyli że mamy tutaj wymieszane dwa czynniki. Mamy zarówno ten topiący się lód spadający, ale też rzekę. Ta rzeka nie jest jakaś imponująca, ale to jest rzeka, która zasilana jest bardzo wieloma rzeczkami, strumieniami, których źródłem są topniejące lodowce.
Ola: Dodajmy, że w okresie poprzedzającym tę katastrofę nie było w tym rejonie większych opadów, które mogłyby być przyczyną takich powodzi. Więc ten czynnik musimy tutaj wykluczyć.
Piotr: Tak, bo wcześniejsze, podobne zdarzenia były najczęściej poprzedzone po prostu bardzo intensywnymi opadami, natomiast tu tego nie było. I rzeczywiście mogło być tak, że to drugie jezioro, o którym tu Ola wspominała, czyli to, które się utworzyło już we właściwej dolinie, że ono przez jakiś niezbyt długi czas, rzędu, nie wiem, może kilkudziesięciu minut, w jakimś stopniu narastało. Ale to się z kolei nie do końca zgadza z tempem przepłynięcia tej wody, więc nie bardzo wiadomo, co się wydarzyło. Jest jeszcze taka hipoteza, która mówiła, że ten spływ zgarniał i wodę rzeczną, i rozmaite nasiąknięte osady, które normalnie nie są płynne, i że to bardzo gwałtownie zwiększyło objętość tej całej masy.
Do końca nie wiadomo, co się wydarzyło. Najprawdopodobniej wszystkie te czynniki tutaj się pojawiły. Na pewno będzie to badane, bo takie zjawisko jest wyjątkowe. To nie jest pierwszy ani drugi raz, kiedy jakieś tego typu rzeczy dzieją się w tym rejonie, natomiast nie było to tak gwałtowne i ta fala nie była tak potężna.
Ola: To, co można powiedzieć, że jest potwierdzone, to to, że istnieją zdjęcia satelitarne, które wyraźnie pokazują zablokowanie rzeki około 20 kilometrów powyżej granicy, i te doniesienia potwierdza nepalski Departament Hydrologii, czyli ta hipoteza o drugim jeziorze byłaby w ten sposób potwierdzona. Co do pozostałych hipotez, trzeba jeszcze poczekać na wyniki badań, ale jest też bardzo żywa druga hipoteza, którą promuje geomorfolożka z kolei z Francji.
Piotr: Tak, ona mówi, że nie ma sejsmicznych i satelitarnych dowodów na to przerwanie tamy. Natomiast możliwe, że to, o czym wspominałem, po pierwsze, to jest porywanie tych osadów, ale też kwestia tego, że w dolinie na całej tej trasie zalegało bardzo dużo takiego, można powiedzieć, niedocenianego lodu, takiego sproszkowanego, który się tam obkruszał, gdzieś leżał, temperatury były na tyle niskie, że on się nie topił, i po prostu na całej tej trasie było go na tyle dużo, że ta pędząca woda i energia tej wody na bieżąco go topiły i to gwałtownie zwiększało objętość tej całej wody pędzącej. I że to być może ten dodatkowy lód spowodował taką sytuację.
Na razie nie wiemy, na pewno będą na ten temat jakieś badania, prace naukowe. Sprawa będzie drążona.
Ola: Kiedy ta cała katastrofa się wydarzyła, oczywiście ruszyła akcja ratownicza i służby tych krajów dotkniętych nieszczęściem ruszyły, żeby ratować ludzi uwięzionych w tym błocie i w ruinach swoich domów. Tymczasem 28 sierpnia pojawiło się kolejne zagrożenie, że to drugie, niżej położone jezioro zacznie się przelewać i stworzy ryzyko kolejnej powodzi. Chiny ogłosiły w tym czasie alarm czwartego stopnia.
Akcja ratunkowa stanęła. Tutaj też naukowcy przyłączyli się z apelem mówiącym o tym, żeby bardzo uważać, bo ta bariera, która powstrzymuje wodę w tym drugim jeziorze, jest mocno niestabilna. Obawy dotyczyły też tego wyżej położonego jeziora, bo tam wciąż jest woda.
Co więcej, wciąż się ta woda do niego wlewa i gdyby te oba jeziora się naraz przelały, no to byłoby to jeszcze większe nieszczęście.
Piotr: Poszłaby kolejna fala, chociaż już prawdopodobnie nie tak duża jak ta pierwsza. Natomiast tu jest cały czas zagrożenie. Dolne jezioro póki co się opróżniło. To znaczy 30, 31 sierpnia ono powoli wylało się, powoli dlatego, że go tam wcześniej nie było, ono powstało tylko dlatego, że ta masa skalna zablokowała przepływ, w związku z czym ona nie jest szczelna.
Najwyraźniej ta woda sama stamtąd spłynęła w sposób, można powiedzieć, łagodny. Natomiast znowu 31 sierpnia pojawiło się ostrzeżenie ze strony chińskiego Ministerstwa Zasobów Wodnych, że jest ryzyko kolejnych obrywów, kolejnego upadku dalszej części tego lodowca. Czyli tak naprawdę niebezpieczeństwo jest takie, że ta cała historia może się znowu powtórzyć dokładnie w tym samym układzie, czyli znowu z tego samego miejsca, bo tam naprawdę jeszcze bardzo dużo tego lodu wisi, może się urwać kolejny kawałek, znowu może wpaść w to samo miejsce. No trudno oczywiście przewidzieć, czy to będzie szło tak samo czy inaczej, no bo tak jak wcześniej mówiliśmy, to jest pewien konkretny zbieg okoliczności, następstwo kolejnych jakichś zdarzeń.
No ale ryzyko jest ogromne. Również pojawiło się ostrzeżenie o prawdopodobieństwie powodzi błyskawicznych w pobliskich rejonach. Nie jest to na pewno sprawa zakończona.
Można mieć nadzieję, że nie będzie już tam tak gwałtownego zjawiska, ale wcale nie jest tak, że już poszło i na tym się skończyło.
0:34:59 Dlaczego skała pękła: woda w szczelinach i tektonika Himalajów
Ola: Ale jak w ogóle do tego doszło, że ten lód wraz ze skałą oberwały się, i dlaczego akurat teraz? No i tutaj najczęściej powtarzaną hipotezą jest ta, która mówi o tym, że woda wytopiona z lodowca wsiąkła w istniejącą wcześniej [? niepewne: linę] w skale i doprowadziła w ten sposób do pęknięcia tej skały. I tutaj naukowcy właśnie z Uniwersytetu w Katmandu wymieniają kilka potencjalnych przyczyn tego pęknięcia, które wypadałoby zbadać, żeby dojść do tego, jakie jest źródło tej katastrofy.
No i tutaj mówią o tym, że być może zadecydowało o tym nagromadzenie się świeżego śniegu na tym wiszącym lodowcu, ale też mogło temu towarzyszyć przesiąkanie wody roztopowej aż do podstawy lodowca. I kiedy ta woda tak przesiąka, to nie dość, że sprawia, że te szczeliny skalne stają się mniej spoiste, to jeszcze lód może nabrać większego poślizgu i też łatwiej schodzić z tej skały. Tu akurat mamy, to byłoby lepszym wytłumaczeniem, jeżeli by sam lodowiec się oberwał, a nie wraz ze skałą.
Tym niemniej takie procesy przy wysokich temperaturach, jakie ostatnio miały miejsce w tym rejonie Himalajów, są prawdopodobne. Do tego zresztą jeszcze wrócimy.
Piotr: Tu oczywiście trzeba uwzględnić jeszcze jedną rzecz, czyli aktywność tektoniczną tego obszaru, o tym już mówiliśmy. Trzeba pamiętać, że Himalaje nie wzięły się znikąd, wzięły się z bardzo konkretnej rzeczy, czyli z trwającego od milionów lat zderzenia dwóch płyt tektonicznych, i to takiego najbardziej w tej chwili na Ziemi efektownego zderzenia. Dlatego że bardzo potężna płyta indyjska, która obejmuje właśnie całe [? niepewne: Nowe] Indie, Sri Lankę i okolice, wbija się wciąż w płytę euroazjatycką. To, że Himalaje są takie, jakie są, czyli wielkie i cały czas rosną, to jest efekt tego, że ta płyta wcale się nie zatrzymała, ona nadal napiera, ona nadal wypiętrza te góry. W związku z czym one są aktywne sejsmicznie, ale ta aktywność sejsmiczna oznacza nie tylko to, że zdarzają się właśnie takie konkretne trzęsienia ziemi, tu wiemy, że trzęsienie ziemi nie było bezpośrednią przyczyną tego zdarzenia, natomiast naprężenia tam panujące, te wstrząsy sejsmiczne, nawet niewielkie, często się powtarzające, powodują po prostu pękanie skał. Trzeba pamiętać, że sam w sobie lodowiec jest bardzo, bardzo, bardzo ciężki, ten lodowiec leżący na takiej skale wywiera na nią ogromny nacisk i jeżeli ta skała pod spodem jeszcze drży w wyniku tego całego ruchu wypiętrzającego, oczywiście ten ruch jest powolny w naszej skali, ale w skali geologicznej wcale taki wolny nie jest, bo to jest ruch rzędu kilku centymetrów rocznie, czyli jak na takie ogromne masy, duży.
Zresztą wiemy o tym, że jakieś 50 tysięcy, 51 tysięcy lat temu w tym samym praktycznie miejscu, w tej samej dolinie zdarzyło się osuwisko, o którym szacuje się, że było mniej więcej 100-150 razy większe niż to, co się teraz wydarzyło. Tam zjechało 10-15 kilometrów sześciennych skał i lodu i wiemy, że… inaczej, nie znamy większego osuwiska na Ziemi. Znaczy oczywiście osuwiska są rzeczą, które się nie zachowują bardzo długo, więc nie mówimy o jakichś zjawiskach, które miały miejsce miliony lat temu.
Natomiast w takiej historii, w której jesteśmy w stanie ocenić, nie znaleźliśmy śladów niczego większego, co dość wyraźnie pokazuje, że te rejony są bardzo aktywne i mają tendencję do tego typu wydarzeń.
Ola: No właśnie, mają tendencję do tego typu wydarzeń. 11 lat temu, czyli w 2015 roku, dokładnie ten rejon nawiedziło trzęsienie ziemi, które oderwało fragment lodowca ze zbocza tej samej góry Langtang Lirung i ta lawina zeszła doliną na wioskę Langtang, zabiła ponad 240 osób. Mieliśmy taki scenariusz, że najpierw było trzęsienie ziemi, najpierw wstrząsy, potem obryw skalny, skalno-lodowcowy, a następnie zniszczenia spowodowane tym, co się stało. No ale wówczas ten scenariusz był inny niż ten najnowszy, to znaczy oberwanie się lodowca poprzedziło trzęsienie ziemi i ta lawina, która zeszła, zniszczyła wioskę u podnóża góry, zabijając ponad 240 osób.
Inny scenariusz niż ostatnio, ale jakiś schemat tutaj widać. To jest bardzo aktywny obszar i obszar, który jest charakterystyczny też dlatego, że są tam bardzo urwiste stoki, właśnie z tego powodu, że tam cały czas trwają te ruchy górotwórcze. Przez to zbocza są urwiste, a doliny bardzo głębokie.
Taka dolina tworzy korytarz, stromy kanion, w którym fala może się spiętrzyć i rozpędzić, i skumulować tę energię, którą potem rozładowuje, niszcząc kolejne zabudowania, wioski, miasta.
0:41:43 Zmiany klimatu i topniejąca zmarzlina
Piotr: Tak, głęboką taką dolinę wyciętą rzekami między innymi. Oczywiście powstaje pytanie, jaki wpływ na to wszystko mają zmiany klimatu i ocieplanie się. Niewątpliwie mają, bo wiemy, że te rejony, tu mamy dobre pomiary od 1940 roku, ocieplają się o mniej więcej jedną trzecią stopnia na dekadę.
Ja wiem, że to nie brzmi dramatycznie. Natomiast teraz to wszystko przyspieszyło. Co więcej, wiemy, że te obszary, które są położone powyżej 4 tysięcy metrów, ogrzewają się jeszcze szybciej, więc można się spodziewać, że rzeczywiście nawet taka zmiana powoduje większe topnienie tego lodowca i nasiąkanie, a to już zaczyna być poważny problem.
Ola: Zwłaszcza że pomiary wskazują na to, że właśnie w tym rejonie Langtang stopniało aż 42 procent powierzchni lodowców od końca małej epoki lodowej, czyli od połowy XIX wieku, a tempo cofania się lodowców w ciągu ostatnich 20 lat było półtora raza szybsze niż w poprzedzających to dziesięcioleciach. I tu warto jeszcze na chwilę wrócić do jednego zagadnienia istotnego, to znaczy, jak zbudowane są góry takie jak Himalaje. Oprócz tego, że wiemy, że to są góry wypiętrzone ze skały i tak dalej, to jeszcze te skały są dodatkowo spojone wieloletnią zmarzliną. Obszary, które znajdują się powyżej 3-4 tysięcy metrów, to już są obszary, które stale doświadczają ujemnych temperatur, w związku z czym ta wieloletnia zmarzlina działa tam jak klej stabilizujący strome zbocza. Mianowicie tam, gdzie te zbocza miały szczeliny, to są one wypełnione lodem, który po prostu pomaga utrzymywać, mówiąc trywialnie, te Himalaje chłodne.
Piotr: Klei to wszystko, tak.
Ola: Tak, woda roztopowa, która cały czas jednak krąży gdzieś w obrębie lodowców, wnika w szczeliny i te szczeliny są właśnie tak zaklejone, ale w momencie, kiedy przychodzi ocieplenie, to zaczyna działać zupełnie inaczej. Zmienia się ta mechanika i tutaj pomiary robione przez naukowców wskazują bardzo wyraźnie na to, że ten klej zaczyna słabnąć [? niepewne: słapnąć].
Piotr: Co więcej, jest jeszcze to zjawisko, że nie tylko rozkleja się to, co było sklejone tą, jak to ładnie kiedyś mówiono, wieczną zmarzliną, jeszcze nie tak dawno temu tak mówiono. Tak, trzeba było zamienić na wieloletnią. Ale też pojawia się taki problem, że woda na przemian zamarza i rozmarza.
Nawet jeżeli większość tego pozostaje zamarznięta, to nawet jeżeli ta wierzchnia warstwa przynajmniej na jakiś czas rozmarznie, to mamy tę zmianę objętości wody, wiadomo, w trakcie zamarzania woda zwiększa objętość i to powoduje kruszenie skał. Więc tam ten cały układ zaczyna pracować, podczas gdy przez bardzo długi czas pozostawał trwały. Więc to jest kolejna rzecz, która powoduje to kruszenie się. Więc to nie jest tak, że możemy w prosty sposób powiedzieć, że okej, ta katastrofa została wywołana przez zmiany klimatu, natomiast możemy się spodziewać niestety, że tego typu katastrof będzie coraz więcej.
Ola: Dla mnie to jest zupełnie niespodziewane, że taki może być skutek ocieplania się klimatu, że skały, które były wcześniej zabetonowane lodem, nagle zaczną tracić stabilność. To jest dla mnie coś zupełnie nowego.
Piotr: Możemy się niestety spodziewać, że jest to, wiem, że nie pierwsza, ale raczej nie ostatnia katastrofa tego rodzaju, która się zdarza w tym rejonie, bo ten rejon ogrzewa się nie tak szybko jak chociażby Europa oczywiście, ale w odczuwalnym stopniu, i coś, co przez tysiące lat było bardzo stabilne, stabilne przestaje być. Różnica jest taka, że my się tam sprowadziliśmy jako ludzkość i w tych miejscach mieszkamy, no i co więcej, nie mamy tam w ogóle systemu ostrzegawczego.
0:46:27 Brak systemu ostrzegania i wymiana danych
Ola: Nie dalej jak w ubiegłym roku, w lipcu 2025 roku, ten sam region nawiedziła powódź, która zabiła wówczas 9 osób i, uwaga, zniszczyła Most Przyjaźni. To jest most, który był zniesiony tuż obok tego przejścia granicznego między Nepalem a Chinami, tego monumentalnego, o którym mówiliśmy wielokrotnie.
Również ta powódź uszkodziła kilka elektrowni wodnych. I, uwaga, o tym, że idzie wielka fala, Nepal dowiedział się 16 minut po tym, jak ta fala przekroczyła granicę.
Czyli to pokazuje jakiś wzorzec, że to, co się tam dzieje, dzieje się już w tej chwili. Co więcej, Nepal nie dysponuje takimi narzędziami, które pozwalałyby mu to wcześniej wykryć i ostrzec ludzi.
Piotr: Po tej zeszłorocznej katastrofie Nepal dostał fundusze na zbudowanie systemu monitoringu. No tyle tylko, że nie zdążył ten system monitoringu powstać i zadziałać. Czas był krótki, to jest zrozumiałe.
Rzeczywiście on mógłby bardzo pomóc i dowodem na to jest chociażby sytuacja, która miała miejsce w maju 2025 roku w Szwajcarii. Tam jest lodowiec Birch i z tego lodowca oberwało się 9,5 miliona metrów sześciennych lodu i skał. To jest oczywiście mniej więcej 10 razy mniej niż to, co tu się oberwało.
No ale pogrzebało tak czy inaczej całą wioskę, wioskę Blatten. Tam zginęła tylko jedna osoba. Natomiast ewakuowano ponad 300 mieszkańców tego obszaru.
Ewakuowano właśnie dzięki monitoringowi. To znaczy tam oczywiście znowu to jest inna skala. To są Alpy, a nie Himalaje, dwa razy niższe góry.
Natomiast da się takie krytyczne miejsca monitorować. Wiemy, że ta dolina, w której teraz się to wydarzyło w Himalajach, jest doliną krytycznie niebezpieczną, właśnie, o czym Ola mówiła, ze względu na to ukształtowanie, na tę ogromną różnicę wysokości, na to, że energia się kumuluje w tej dolinie i później wyzwala się, rozchodząc dalej wzdłuż rzeki.
Wiemy, że tam się dzieje źle. Wiemy, że gdyby tam umieścić skuteczny monitoring, to można by wyłapać to, że ten lodowiec może się ukruszyć. Dawałoby to co najmniej trochę więcej czasu, a być może znacznie więcej czasu mieszkańcom na ewakuację.
Ola: No tak, w tej chwili dostają ostrzeżenia z wyprzedzeniem od 5 do 30 minut, jeśli w ogóle nie dostają. Natomiast tutaj problemem jest to, co już wspominałam, to znaczy komunikacja między obydwoma krajami, ponieważ ten newralgiczny rejon, ta newralgiczna dolina leży na granicy między Nepalem a Tybetem, czyli Chinami. I jeden, i drugi kraj nie wymieniają się tymi informacjami.
Władze Nepalu pracują głównie na zdjęciach satelitarnych, dostępnych z dużym opóźnieniem, bo satelita musi najpierw przelecieć nad danym miejscem, a potem oni powoli sobie te dane ściągają. Wiadomo, że Chiny być może gromadzą dużo szybciej informacje ze swoich satelitów, ale tutaj nie następuje ten przepływ danych, w związku z czym ludzie giną, a oba kraje się na siebie boczą. I w tej chwili powstała inicjatywa ze strony nepalskich parlamentarzystów, którzy domagają się tego, żeby wynegocjować z Chinami taki formalny mechanizm wymiany informacji o zagrożeniach wynikających z topnienia lodowców, chociażby w tym rejonie.
Piotr: Zresztą, o czym już wspomnieliśmy też wcześniej, podejrzewano początkowo, że to jest zjawisko polegające na przelaniu się jeziora lodowcowego, dlatego że jeziora lodowcowe właśnie powstają w takich stromych, znaczy w dolinach o stromych zboczach, i często zamknięte są w bardzo nietrwały sposób jakąś strukturą skalną czy też właśnie jakimś rumoszem, czymś takim. I od czasu do czasu te jeziora się przelewają, albo się przelewają górą, jak są jakieś intensywniejsze opady, albo pęka ta struktura je blokująca i nagle ogromna masa wody spada. I dlatego pierwszego dnia głównie ten komunikat, że to jest przelanie takiego lodowcowego jeziora, był rozszerzany. Natomiast prawda jest taka, że wiemy o ponad 200 jeziorach polodowcowych w Himalajach, które klasyfikuje się jako jeziora bardzo wysokiego ryzyka. Zresztą w ogóle w tym całym paśmie Hindukuszu i Himalajów jest ponad 63 tysiące lodowców i każdy sobie coś robi, każdy gdzieś ścieka, każdy ma jakieś swoje obszary, gdzie coś się może urwać, więc tu widać, że ten monitoring jest rzeczą bardzo potrzebną, a wymiana danych wręcz niezbędną.
Pytanie, czy rzeczywiście uda się to wszystko jakoś zebrać.
0:52:14 Zakończenie i słowo na dziś
Ola: A my dziękujemy wam za to, że wytrwaliście z nami do końca tego odcinka i przypominamy jeszcze, że jeśli cenicie to, co robimy, to może rozważycie dołączenie do grona naszych patronek i patronów. To byłoby dla nas ogromnym wsparciem.
Piotr: No i oczywiście nie zapominajcie też o naszych podcastach powstających we współpracy z Polskim Radiem, Laboratorium Zbrodni oraz Sekcji Teorii Spiskowych. Te teorie spiskowe są też do oglądania.
Ola: No tak, bo to jest nasz podcast wideo, czyli zapraszamy również na YouTube'a. Wczoraj wpadł właśnie nowy odcinek. Poza tym zapraszamy też na Spotify, na stronę Polskiego Radia, wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów, no i jeżeli wam się podoba, to może postawicie nam kawę.
Piotr: Tak, będzie nam bardzo miło. A słowem na dziś jest słowo rumosz. No to dziękujemy.
Ola: Cześć. Doczekała do końca.
Piotr: Doczekała.
Źródła
https://www.nature.com/articles/d41586-026-02716-w
https://www.science.org/content/article/how-scientists-unraveled-cause-devastating-flood-tibet-and-nepal
https://www.scientificamerican.com/article/why-glacial-collapse-likely-caused-the-nepal-disaster-and-why-climate-change-will-make-these-events-more-likely/
https://www.theclimatebrink.com/p/what-we-can-and-cannot-say-about
https://www.antarcticglaciers.org/2026/08/august-2026-nepal-tibet-floods/
https://nepalitimes.com/nepal-avalanche-was-live-on-drone-camera
https://www.aljazeera.com/news/2026/8/28/is-nepal-facing-another-devastating-flood-from-a-new-lake
https://www.nationalgeographic.com/environment/article/nepal-glacier-floods-warming-climate-disaster
https://abcnews.com/International/deadly-nepal-flood-caused-enormous-landslide-glacier-tumble/story?id=135984405
https://www.downtoearth.org.in/natural-disasters/energy-created-by-nepal-flood-was-bigger-than-the-atom-bomb-dropped-in-hiroshima
https://en.wikipedia.org/wiki/2026_Nepal_floods
https://www.mappr.co/nepal-flash-flood-rasuwagadhi/
https://www.esa.int/Applications/Observing_the_Earth/Copernicus/Sentinel-2/Nepal_flash_flood_imaged_by_satellites
Źródła
- nature.com/articles/d41586-026-02716-w
- science.org/content/article/how-scientists-unraveled-caus…
- scientificamerican.com/article/why-glacial-collapse-likely-caused-th…
- theclimatebrink.com/p/what-we-can-and-cannot-say-about
- antarcticglaciers.org/2026/08/august-2026-nepal-tibet-floods/
- nepalitimes.com/nepal-avalanche-was-live-on-drone-camera
- aljazeera.com/news/2026/8/28/is-nepal-facing-another-devast…
- nationalgeographic.com/environment/article/nepal-glacier-floods-warm…
- abcnews.com/International/deadly-nepal-flood-caused-enorm…
- downtoearth.org.in/natural-disasters/energy-created-by-nepal-flo…
- en.wikipedia.org/wiki/2026_Nepal_floods
- mappr.co/nepal-flash-flood-rasuwagadhi/
- esa.int/Applications/Observing_the_Earth/Copernicus/S…
