Podcast Crazy Nauka · odc. 184
Nauka na czasie: “Wirus Shamonda przeskoczył na ludzi” – czy rzeczywiście?
Posłuchaj też na:
Opowiadamy o pierwszym – niepotwierdzonym jeszcze w 100 proc. – przypadku śmierci człowieka z powodu zakażenia wirusem Shamonda, występującym u bydła. I o tym, dlaczego – mimo że jest to przypadek odosobniony i naprawdę szczególny – rozpisują się o nim światowe media.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Czy wirus, który przez 60 lat atakował wyłącznie krowy, naprawdę właśnie przeskoczył na ludzi?
Piotr: I dlaczego odosobniony przypadek, który dotknął pacjenta z upośledzoną odpornością, jest tak szeroko omawiany w mediach od Francji po Australię?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski. Witamy w podcaście Crazy Nauka.
Ola: A dziś odcinek newsowy, ale troszeczkę inny niż zwykle. Opowiemy Wam mianowicie o pierwszym i wciąż jeszcze niepotwierdzonym w stu procentach przypadku śmierci człowieka z powodu zakażenia wirusem występującym u bydła. No i opowiemy też o tym, dlaczego, mimo że jest to przypadek naprawdę szczególny, no i odosobniony, no to o nim właśnie rozpisują się światowe media.
Piotr: Jeżeli Wam się podoba to, co robimy, no to po prostu powiedzcie jednej osobie o tym naszym podcaście, ale takiej, o której jeszcze nie mówiliście. To tylko tyle. Pomoże nam to szerzyć wiedzę o nim. A my jeszcze tylko chcieliśmy życzyć wszystkiego najlepszego urodzinowo naszym dobrym znajomym z podcastu Techstorie, który nieustannie polecamy i o którym już wielokrotnie mówiliśmy.
Ola: Bo to podcast Techstorie skończył pięć lat, prawda?
Piotr: Tak, tak.
Ola: Także Sylwio…
Piotr: Nie wiem, czy podcastom się też życzy sto lat, ale…
Ola: Sylwio i Joanno, wszystkiego dobrego.
Piotr: Otóż właśnie.
Ola: A my zapraszamy do posłuchania również innych naszych podcastów, czyli Laboratorium Zbrodni i Co poszło nie tak?, czyli naszej nowej serii o katastrofach, które oba te podcasty robimy we współpracy z Polskim Radiem.
Piotr: I to jest też moment, żeby przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również. Zacznijmy od krótkiego streszczenia faktów. Otóż 22 października 2026 roku, czyli całkiem niedawno, francuskie władze ogłosiły pierwszy znany przypadek zakażenia człowieka wirusem Shamonda.
Piotr: O którym nie słyszeliście do tego czasu z pewnością.
Ola: O którym nie słyszeliście absolutnie. Ale nagle się okazało, że to jest bardzo ważne. Pacjentem, który zachorował, był mężczyzna po sześćdziesiątce, który pochodził z okolic Lyonu we Francji. No i był leczony w szpitalu w Lyonie z powodu innej, niezwiązanej z tym wirusem ciężkiej choroby. Miał również bardzo osłabiony układ odpornościowy.
Ola: No i ten człowiek niestety zmarł w tym szpitalu. Stało się to na początku października. No, ogłoszone zostało pod koniec października, ale przed śmiercią zdiagnozowano u niego również powikłania w obrębie mózgu. A tego typu powikłania lekarze uznają za, no, z dużym prawdopodobieństwem związane z tym wirusem, o którym dziś mówimy. A najpewniej człowiek ten zakaził się przez ukąszenie kuczmana. I kuczman to taka malutka…
Piotr: A kto wie, co to kuczman?
Ola: No właśnie.
Piotr: Kto wiedział, co to kuczman, zanim powiemy, bo nazwa jest zagadkowa.
Ola: Zagadkowa.
Piotr: Nie, nie. To tylko takie trzy, dwa, jeden. Jedziemy.
Ola: I to jest taka malutka muchówka, która ssie krew. Nie tylko człowieka, ale innych zwierząt również. Właściwie przede wszystkim. I to zakażenie nastąpiło we wschodniej Francji, gdzie, to wiadomo, wiosną i latem tego roku wirus krążył wśród tamtejszych stad krów. No i one rzeczywiście zapadały na chorobę przez niego wywołaną.
Piotr: No trwa śledztwo. To jest bardzo ważny element, bo tak naprawdę więcej nie wiadomo niż wiadomo. Przede wszystkim nie wiadomo, czy to na pewno właśnie wirus Shamonda spowodował śmierć, czy może tylko się do niej przyczynił. Tylko albo aż. Nie wiadomo dokładnie, jak doszło do samego zakażenia. Przynajmniej takie jest w tej chwili stanowisko Europejskiego Centrum Chorób Zakaźnych, czyli ECDC.
Ola: Do spraw prewencji i kontroli chorób.
Piotr: Ola jest specjalistką od rozwijania nazwy ECDC oraz nazwy, jak się nazywa ten panel rządowy…
Ola: Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu.
Piotr: O tak.
Ola: IPCC.
Piotr: Jak kiedyś…
Ola: Ale to nie dotyczy tego naszego odcinka podcastu. Akurat tak.
Piotr: No, w każdym razie wszystkie zajmujące się tym instytucje, a kilka już ich się tym zajęło, podkreślają, że jest to przede wszystkim przypadek odosobniony. Tak właśnie mówi ECDC wspomniane, którego nazwy już nie będziemy teraz rozwijali, oraz WHO, czyli, uwaga! Będę wiedział. Światowa Organizacja Zdrowia.
Ola: Brawo!
Piotr: Podkreślają, że jest bardzo mało prawdopodobne, żeby coś takiego doprowadziło do szerszego rozprzestrzeniania się tej choroby i że ryzyko dla ludzi jest niskie. Niskie, no, w tej sytuacji, jak się to rozwinie, to praktycznie prawie żadne.
Piotr: Również w Polsce, zresztą stąd u nas ta informacja się może bardziej trochę rozeszła. Na ten temat wypowiedział się Główny Inspektor Sanitarny, który 23 października wydał komunikat i, uwaga, przypadek odosobniony. Ale tu z kolei podkreślił, że bardzo mało wiemy o przebiegu zakażenia u ludzi. No nic dziwnego, że bardzo mało wiemy, bo takie zakażenia się właściwie nie zdarzają.
Piotr: Więc żeby się w ogóle dowiedzieć, czy się mamy bać, czy nie, to może się najpierw dowiedzmy, co to jest za wirus. Bo jak już wspomnieliśmy, chyba nikt o nim za bardzo nie słyszał poza specjalistami wcześniej.
0:06:23 Wirus Shamonda i kuczmany
Ola: Otóż to. Ten wirus nosi nazwę wirusa Shamonda.
Piotr: I nie był to jakiś Andrzej Shamond.
Ola: Nie był to Andrzej Shamond, ani słynny radziecki uczony Shamond. Aha, haha.
Piotr: Boże, jaki suchar! Ale jaki…
Ola: W ogóle to nie było śmieszne.
Piotr: Jakie śmieszne.
Ola: Dlatego, że nazwa pochodzi od dzielnicy Samonda, w której mieści się uniwersytet w Ibadanie w Nigerii. I tam właśnie po raz pierwszy w roku 1965 wyizolowano tegoż wirusa z bydła. I to jest wirus RNA z rodzaju Orthobunyawirusów. One tak ładnie i łagodnie się nazywają, a konkretnie wyizolowano go z grupy wirusów przenoszonych przez owady.
Ola: A owady atakujące głównie przeżuwacze, czyli wspomniane już krowy, ale również owce, kozy, niekiedy alpaki. No i ta grupa wirusów jest znana dobrze w Afryce, Azji i Australii. I rzeczywiście pojawiała się ta choroba zarówno w Afryce, jak i w Japonii i w innych krajach się zdarzała. Ale uwaga! Nigdy, nigdy wcześniej w Europie.
Ola: I to jest bardzo istotna informacja, bo tu może dochodzić takie sformułowanie, że mamy pierwszego człowieka zakażonego wirusem Shamonda. I to brzmi groźnie.
Piotr: No brzmi groźnie, dopóki się nie pozna szczegółów. Jak już wspomnieliśmy, kuczmany to są takie małe cholery. Przepraszam, ale mam do nich podwójnie osobisty stosunek, ponieważ nie dalej jak, kiedy to było? Dwa tygodnie temu.
Ola: Tak, tak.
Piotr: Pogryzły nas te swołocze na Cyprze. Zwykle ich tam nie ma o tej porze roku, ale w tym roku są. Wspominaliśmy już zdaje się o tym. Jeżeli macie ochotę obejrzeć ten odcinek cypryjski nasz i się przyjrzycie, ponieważ on ma również moduł wideo, można na YouTube obejrzeć na wideo, to pewnie zobaczycie, że jesteśmy pokryci barwnymi plamami, to znaczy głównie czerwonymi. Ola ma większe plamy i bardziej rozległe, ale mniej liczne, a ja mam bardziej liczne i bardziej zwarte.
Ola: Prawdę mówiąc, jak wsiadał do samolotu w drodze powrotnej z Cypru, to wyglądał trochę jakby miał ospę.
Piotr: Tak. Też się zastanawiałem, czy mnie wpuszczą.
Ola: Tak właśnie pomyślałam sobie, że lepiej, żeby nie zostawał w samym T-shircie i żeby nie zdejmował bluzy. Oczywiście spodnie również miał na sobie. Na szczęście.
Piotr: Spodni nie zdejmowałem.
Ola: To ja tylko jeszcze chcę powiedzieć, że troszeczkę wyprzedziłeś tutaj tok narracji, ale w kwestii Cypru, no to tam rzeczywiście zagrożenia związane z kuczmanami są dobrze znane już od lat 70., a w 2003 roku miała miejsce w tym kraju dość znacząca epidemia choroby niebieskiego języka.
Piotr: Tak, to jest taka choroba, którą zapada, zapadają owce, zapada bydło.
Ola: Tak. I ta choroba jest również przenoszona przez kuczmany. A jakże.
Piotr: I teraz jeszcze wyjaśnienie w kwestii kuczmanów, bo sami nie byliśmy pewni, jak to działa, ale Ola dzisiaj się doktoryzowała z kuczmanów, więc już wiemy. Więc możecie usłyszeć, że to są meszki i że tą chorobę, wirus Shamonda, przyniosła meszka. No więc nie. Meszki to nie to samo co kuczmany, mimo że tak jak mówię, czasami w mediach na przykład polskich można znaleźć tą nazwę.
Piotr: Faktycznie pozornie one wydają się być podobne, no bo nam się kojarzą. No wiadomo, że u nas to przede wszystkim komary napierniczają, ale jak nie komary, to takie malutkie muszki, czyli meszki. I tyle tylko, że one po pierwsze są większe niż kuczmany, po drugie gryzą głównie w dzień i po trzecie wiążą się z jakimiś, no, płynącymi wodami. Tak? Nie wodą stojącą jak komary, tylko wodą płynącą.
Piotr: Natomiast kuczmany są mniejsze, są aktywne głównie o świcie i o zmierzchu, a ich larwy potrzebują takich wilgotnych, stojących miejsc z wodą, ewentualnie jakichś takich półpłynnych, jakichś takich bagienno… tego typu. Więc to jednak jest coś innego. I myśmy…
Ola: Ja tutaj muszę ci wejść w słowo, ponieważ [? niepewne: Teże kuczmany]. Ja doświadczyłam ich po raz pierwszy dawno, dawno temu, kiedy pojechałam na Wyspy Brytyjskie, konkretnie do Szkocji, pracować niekoniecznie do końca legalnie przy zbiorze malin. No i w tejże Szkocji postanowiłam z przyjaciółką i przyjacielem, postanowiliśmy objechać sobie kraj autostopem. Dobrze nam szło, aż dotarliśmy na zachód Szkocji i przede wszystkim na wyspę Skye, która jest absolutnie przepięknym miejscem.
Piotr: Jednym z najpiękniejszych miejsc.
Ola: Jednym z najpiękniejszych na świecie, jakie w ogóle widziałam. I było tam pięknie aż do momentu, kiedy zaczęło zmierzchać. I wtedy pojawił się istny horror, ponieważ zewsząd wyległy, wyleciały chmary…
Piotr: Kuczmanów.
Ola: No właśnie! Kuczmanów. Niemalże niewidzialnych, pojedynczo tych muszek, które nas zaczęły atakować. Ale to było, jakby to powiedzieć, to nie było coś zwyczajnego, takiego…
Piotr: To nie jest jak komary.
Ola: To nie jest jak komary. To jeszcze w Szkocji dodatkowo one rzeczywiście pojawiają się masowo. Obsiadają człowieka w sposób absolutnie bezwzględny. I potem zrozumiałam, co oznaczały te takie dziwnie gęste moskitiery na twarzach ludzi, którzy mijali nas po drodze na tej wyspie, bo trochę się dziwiłam, że tylu pszczelarzy tam chodzi, ale jednak nie, to była ochrona przed tymi kuczmanami nazywanymi tam midges.
Ola: I ten gatunek, czy też gatunki. Tak, jeden gatunek konkretny nazywa się Highland albo Scottish midges. No i to naprawdę są owady, które dają w kość potężnie i właściwie potrafią zniechęcić do tego, żeby w określonych porach roku tam się pojawić. Dodajmy, że zwykłe moskitiery, takie na komary, na nie w ogóle nie działają, ponieważ one potrafią mieć w dorosłości około niespełna półtora milimetra długości, co oznacza, że przez taką zwykłą moskitierę antykomarową są w stanie spokojnie sobie przejść. Włażą z łatwością pod ubrania, we włosy i w ogóle to nie są dla nich jakieś poważne przeszkody. Także to jest po prostu horror. Dzika horda, która opada człowieka.
Piotr: Tak, o ile pamiętam, myśmy mówili nieco o nich w odcinku 69 „Szkocja – siedem naukowych zaskoczeń”, bo to był odcinek, który nagraliśmy po naszym powrocie ze Szkocji, gdzie prowadziliśmy taką wyprawę z wątkami popularnonaukowymi. Jeśli ktoś z uczestników tej wyprawy nas słucha, to najserdeczniej pozdrawiamy. I tam był taki moment, bo ja z kolei nie miałem wcześniej doświadczeń z kuczmanami. Znaczy może gdzieś tam się otarłem jakiegoś kuczmana, ale nawet dokładnie o tym nie wiedziałem.
Ola: On się raczej otarł o ciebie.
Piotr: Tak. Natomiast od Oli dużo słyszałem o tych cholerach i był taki moment, że spóźniał nam się prom, którym mieliśmy wracać z wyspy Mull do Oban. I czekaliśmy. Wiedzieliśmy, że on będzie spóźniony, bo uwaga, na promie zepsuł się kibel, w związku z czym cały ruch zamarł promowy, bo nie mogli kibla naprawić. No w każdym razie…
Ola: Ale wiesz, na przykład na amerykańskich lotniskowcach to nie powstrzymuje…
Piotr: Nie, nie, nie. To nawet lepiej.
Ola: Nikogo przed wypuszczaniem ich na morze.
Piotr: Tak, powinniśmy nie mówić o polityce.
Ola: A tak.
Piotr: Jak nie trzeba. W każdym razie czekaliśmy sobie na zachodnim wybrzeżu, fu! Wschodnim wybrzeżu wyspy Mull, w porcie. Tam, skąd prom odpływał, w kolejce. Siedzieliśmy w samochodzie. No i ja wysiadłem na chwilę. Już nie pamiętam po co. I powiem szczerze…
Ola: Bardzo szybko wróciłeś.
Piotr: Szybko wracałem. Bardzo szybko wracałem, ponieważ to był jedyny mój kontakt. W ogóle przemysł…
Ola: Jedyny przed Cyprem.
Piotr: Tak, jedyny przed Cyprem. W ogóle przemysł midgesowy w Szkocji jest ogromny. Praktycznie w każdym sklepie można kupić specjalne płyny antymidgesowe.
Ola: Tak, moskitiery na kapeluszach.
Piotr: Tak.
Ola: Razem z kapeluszami. Rękawiczki, takie z drobnej siatki.
Piotr: I jest też strona, która pokazuje, jak w danym momencie, gdzie są, a gdzie ich nie ma. Mówię o tym dlatego, że to nie jest tak jak komary u nas. To znaczy oczywiście u nas na komary też można wszędzie coś kupić. Natomiast komary to jest coś takiego, no tak, no okej, jak ktoś nie ma poważnego uczulenia na ugryzienia komarów, no to raczej jest to temat do żartów. No, tam nie jest to temat do żartów, ponieważ…
Ola: Tam można zostać po prostu zeżartym.
Piotr: No nie zeżartym, ale bardzo poważnie podgryzionym.
Ola: Lekko przesadzam.
Piotr: Tak. No w każdym razie…
Ola: W każdym razie bez tych kuczmanów wirus się nie przenosi. Innymi słowy, nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że zwierzęta mogłyby się zarażać bezpośrednio od siebie.
Piotr: Natomiast nie wiemy dokładnie, jaki gatunek kuczmana, bo tego cholerstwa też jest sporo, przenosi tego wirusa w Europie. Tego wciąż się nie udało ustalić. Zresztą między innymi dlatego, że są to rzadkie przypadki wciąż bardzo.
Piotr: Wiemy, że kuczmany są aktywne od wiosny do jesieni, więc teraz właśnie się kończy ten moment, więc jest to kolejny powód, dla którego nie należy biegać w kółko i pokrzykiwać ze strachu, bo one zwijają w tej chwili się na zimę i generalnie nawet jeżeli coś tam się działo, to w tej chwili nie jest to problem i ten problem na pewno nie będzie narastał, no bo właściwie zimą nie ma kuczmanów, więc i wirus się nie przenosi.
0:17:02 Nowa strona internetowa podcastu
Ola: I to jest właśnie bardzo dobry moment, żeby wam opowiedzieć o tym, że mamy nową stronę internetową.
Piotr: Wiem, że to nie jest temat, o którym mówiliśmy, bo przyznam szczerze, że od ostatniego razu, kiedy to ta strona została odświeżona, to było dawno temu, bardzo dawno.
Ola: Bardzo. Już w dekadach się chyba liczy.
Piotr: No, już zbliżamy się coś koło tego. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok. No, myśmy tą stroną się specjalnie nie chwalili, bo nie było czym. Natomiast w tej chwili cieszymy się z niej bardzo, ponieważ w ciągu właściwie półtora tygodnia udało nam się tą stronę odświeżyć, odnowić i od nowa niemalże zbudować.
Piotr: Tam nie jest mnóstwo treści, jakbyście chcieli. Tam jest w sumie ponad 3000 tekstów rozmaitych, większych, mniejszych. My jeszcze wciąż tam je porządkujemy, naprawiamy, zwłaszcza takie najstarsze materiały, które się tam pojawiły jeszcze w czasach, kiedy Crazy Nauka istniała tylko jako profil na Facebooku. To było, łooo panie, jak dawno.
Ola: Ale też wyeksponowaliśmy…
Piotr: Właśnie.
Ola: Bardzo czytelnie na głównej stronie nasze podcasty. Te, które tworzymy jako my, Crazy Nauka, te, które tworzymy dla Polskiego Radia. Tam również jest odnośnik do podcastu, który już przestał być tworzony, ale wciąż jest do wysłuchania na stronach Polskiego Radia, na Spotify czy tam na tym, na czym słuchacie. Czyli chodzi tutaj o Sekcję Teorii Spiskowych i również są odnośniki do naszych audycji w Radiu TOK FM. Także taki całokształt tego, co robimy, można tam znaleźć bardzo czytelnie, przejrzyście zebrany.
Piotr: Jeszcze dodam, że każdy odcinek ma swoją podstronę i na tej podstronie jest opis. Jest oczywiście możliwość odtworzenia go. Są źródła i nowość. Uwaga! Są też transkrypcje odcinków. Pytaliście o to? Prosiliście o to. Od razu mówię, to są transkrypcje, które są robione automatycznie, ale też staraliśmy się zadbać o to, żeby były robione automatycznie dobrze.
Piotr: No, nie damy rady w tej chwili ich robić inaczej. Zresztą tam, no, parę dziesiąt odcinków temu o tym rozmawialiśmy. Potem parę osób się do nas odzywało, coś próbowaliśmy z tym ulepić. Natomiast prawda jest taka, że dopiero w tej chwili rozmaite systemy robią to w sposób na tyle dla nas zadowalający, że postanowiliśmy wam te transkrypcje udostępnić. Także mówimy o tym, bo strona jest. Zajrzyjcie. Jak będziecie mieli jakieś spostrzeżenia, to oczywiście napiszcie, będzie nam bardzo miło.
Piotr: I jeszcze ostatnia wiadomość: na tej stronie nie ma reklam. To znaczy nie ma reklam w postaci jakichś banerów, wyskakujących syfów i różnych innych paskudztw, które na poprzedniej wersji strony owszem, były. Natomiast w tej chwili jedyna forma reklam, jakie są, to są ewentualnie jakieś płatne współprace, które oczywiście zawsze są oznaczone wyraźnie, więc no, nic was tam nie zaatakuje, żaden, nie wiem, biegające w kółko wideo.
Ola: A gdybyście chcieli nas wesprzeć, czy w związku z tym, że właśnie zrobiliśmy stronę właściwie od nowa, czy w związku z tym, że cenicie nasze treści, nad którymi pracujemy rzetelnie, nad którymi się pochylamy i nie gonimy za bieżączką, to będziemy Wam ogromnie wdzięczni. Ja powiem tylko tyle, że my nie mamy jakiegoś niezwykłego przebicia przez rozmaite algorytmy, czy to platform podcastowych, czy to mediów społecznościowych, w związku z czym my się być może słabo przebijamy do nowych osób z tym naszym przekazem, z naszymi podcastami, a robimy ich, jak wiecie, jak sami widzicie, czy też słyszycie, bardzo dużo.
Ola: Także tak naprawdę robimy ich tak dużo i tak dużo nam to czasu zajmuje, że po prostu nie mamy czasu na to, żeby się zastanawiać, jak przechytrzać algorytmy. Więc to jest prośba do Was. Jeżeli możecie, to nas wesprzyjcie, podzielcie się z innymi tymi odcinkami naszymi, podzielcie się informacjami, że takie podcasty istnieją. No i oczywiście, jeżeli możecie, to też przekażcie innym osobom, które cenią to, co robimy, że można nas wspierać całkiem finansowo na Patronite, w serwisie Patronite. To jest oczywiście coś, co też pomoże nam częściowo jakby poczuć się też nieco bardziej docenionymi za naszą pracę.
Piotr: Bardzo Wam dziękujemy. Dziękujemy, że jesteście. Dziękujemy, że słuchacie. Dziękujemy, że komentujecie i do nas piszecie.
0:22:03 Rozprzestrzenianie się wirusa w Europie
Ola: No zatem teraz moment na to, żeby powiedzieć, skąd, w jaki sposób ten wirus, o którym dziś mówimy, wirus Shamonda, przetoczył się przez Europę. No i w czerwcu wiadomo, że pojawił się u krów we wschodniej Francji, przy granicy ze Szwajcarią. Weterynarze zaczęli u nich obserwować gorączkę, biegunkę, apatię, nagły spadek ilości wytwarzanego mleka. No nikt nie wiedział, o co chodzi. W lipcu podobne objawy zaczęło mieć bydło w [? niepewne: Zabaudii], południowych Niemczech i w Szwajcarii.
Ola: Natomiast ostatniego dnia lipca szwajcarski Instytut Wirusologii zidentyfikował jako przyczynę tych dolegliwości Orthobunyawirusa z grupy tych wirusów przenoszonych przez owady. I równolegle do Szwajcarów również Francuzi i Niemcy przeprowadzili swoje badania i doszli do tych samych wniosków, że to jest właśnie taki wirus.
Piotr: Natomiast w październiku wirus się już na tyle rozprzestrzenił, że potwierdzono jego obecność, no, w kilkunastu krajach. Na pewno wiemy o Szwecji, o Niemczech, Szwajcarii już wspomnianych. Liechtenstein, Austria, Włochy, Holandia, Belgia, Luksemburg, Hiszpania, Portugalia, Irlandia, Słowenia. Pojawił się też na wyspie Jersey i 24 października, dosłownie kilka dni temu, pojawił się też przypadek w Czechach. To stwierdzono w okolicach Taboru, czyli południowe Czechy. Stwierdzono na podstawie badania poronionego płodu cielęcego. To jest dość charakterystyczne dla tego wirusa, że powoduje takie rzeczy. Zaraz o tym jeszcze powiemy.
Piotr: No, zdaniem specjalistów z Francji ten wirus już od wiosny u nich się pojawiał, natomiast, no, przez długi czas nie był zidentyfikowany, również dlatego, że objawy są dość niespecyficzne. Jak tam dotarł? No cóż, no nie wiemy. To znaczy nie wiemy, skąd przyszedł, nie wiemy, co go spowodowało, jego dotarcie tam, przeniesienie. No tu jest sporo możliwości. Natomiast istotne jest to, co on rzeczywiście powoduje u tego bydła.
Ola: No tak, to już wspomniałam, że tam się pojawiła gorączka, apatia, były biegunki, było osłabienie, brak apetytu. No i ten spadek ilości mleka. I w tych dziewięciu pierwszych francuskich gospodarstwach, w których to przebadano, ten spadek wyniósł od 15 do aż 75 procent. To jest spadek odwracalny na szczęście, bo większość krów wraca do formy w momencie, kiedy zwalczy wirusa.
Ola: Natomiast groźniejsze efekty wirus przynosi, znaczy zakażenie tym wirusem przynosi w ciąży. To znaczy, okazuje się, że w poronionych płodach w Szwajcarii i w narządach tychże płodu, między innymi w mózgu, zidentyfikowano obecność tego wirusa. I też naukowcy podkreślają, że może on powodować wady rozwojowe u płodów.
Piotr: Przepraszamy trochę, bo nasze psy dzisiaj się wcześniej aktywowały.
Ola: Tak.
Piotr: Bo ostatnio wytrzymywały bardzo ładnie, więc ich nie słyszeliście w trakcie.
Ola: Ale przed chwilą starałam się skupić na tym, co mówię. No a psy tutaj troszkę szalały. Piotrek, mam nadzieję, zażegnał chwilowy kryzys.
Piotr: Mam nadzieję. No zobaczymy. W każdym razie wracając do tematu, jak już Ola wcześniej wspomniała, również i inne gatunki mogą być podatne na zakażenie, bo to są owce, kozy, alpaki. Natomiast tam na razie nie stwierdzono objawów, choć zidentyfikowano obecność wirusa w ich organizmach.
Piotr: Ciekawa sprawa z końmi, bo w Szwajcarii i w Niemczech pojawiły się takie dość zagadkowe przypadki chorób neurologicznych i u kilku koni, które nie przeżyły, stwierdzono w tkance mózgu obecność tego wirusa. I teraz nie wiemy, czy rzeczywiście te objawy neurologiczne wywołane były przez tego wirusa. Nie wiemy, czy on przyczynił się, czy spowodował śmierć tych koni. No, w każdym razie nie ma jeszcze takiego przypadku, żeby udało się tego wirusa znaleźć u żywego konia, więc tu sprawa nie jest jasna. To mogą być, no, w przypadku wirusów dość skomplikowane układy.
Piotr: Co istotne, nie mamy na takiego wirusa żadnej szczepionki. No i nie mamy leku. W tej chwili jest to wyłącznie kwestia leczenia objawowego. Przypominam, że ten wirus się prawie nie pojawia u ludzi. No właśnie, co to znaczy prawie?
Ola: No tak. Czy my mamy się bać tego wirusa? My nie, ale właściciele krów, koni czy owiec albo kóz owszem. Ale tu warto podkreślić jeszcze raz, nie ma żadnych dowodów na to, że ten wirus przeskoczył na ludzi w sensie ewolucyjnym. Innymi słowy, nie ma dowodów, że zaszła taka mutacja, która mogłaby przystosować ten wirus do zaatakowania człowieka. Czyli to ryzyko dla ogółu ludzi, dla nas, dla większości z nas jest bliskie zeru. Tak zresztą podkreślał w różnych swoich wypowiedziach wirusolog profesor Tomasz Dzieciątkowski.
Piotr: Pozdrawiam.
Ola: Tomku, pozdrawiamy. Dodajmy również, że ten wirus nie przenosi się nawet z krowy na krowę czy z owcy na owcę.
Piotr: No tak, niebezpośrednio.
Ola: Tak. Potrzebny jest ten kuczman, który przeniesie wirusa. U ludzi tym bardziej brak jakichkolwiek dowodów na przenoszenie się z człowieka na człowieka.
Piotr: No podkreślamy, no bo te choroby, które rzeczywiście, no, skutecznie się rozprzestrzeniają i wywołują jakieś epidemie czy pandemie, zazwyczaj albo przenoszą się z człowieka na człowieka, albo przenoszą się w jakiś inny sposób, taki, no, możemy powiedzieć, pomiędzy ludźmi, tak? No bo tu jest kwestia chociażby, nie wiem, dżumy, o której niedawno mówiliśmy, tak? To jest bardziej skomplikowany układ, natomiast takie przypadki tu nie mają miejsca.
Ola: I jeszcze jedną rzecz warto podkreślić. To znaczy, że ten pacjent, ten człowiek, który zmarł we Francji, od którego w ogóle cała ta sprawa się zaczęła, miał skrajnie osłabioną odporność. I można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że u zdrowego człowieka taki wirus nie miałby szans na to, żeby rozwinąć pełnoobjawową chorobę.
0:29:15 Pokrewne wirusy i sytuacja w Polsce
Piotr: Są inne wirusy z tej samej grupy, o których zapewne też nie słyszeliście. I to dobrze. Jeden ma piękną nazwę – Schmallenberg.
Ola: On zresztą był obecny w Polsce, był w 2012 i 2013 roku. I polscy wirusolodzy, polscy specjaliści weterynarii znają tego wirusa bardzo dobrze.
Piotr: Tak, ale to jest też wirus, który pojawia się u przeżuwaczy, więc też nie jest to rzecz, która nam bezpośrednio zagraża.
Ola: I nigdy…
Piotr: Nigdy tutaj…
Ola: Nie pojawił się u człowieka.
Piotr: Tak, nie było takich przypadków. Jest też z tej grupy wirus Cristoli. Ten pojawił się we Francji. Był opisany w 2020 roku i pojawił się u 58-letniej kobiety, pacjentki. Ale uwaga! Znowu miała bardzo, bardzo osłabioną odporność. Także to jest zazwyczaj element jakiejś tam jeszcze innej choroby czy czegoś innego.
Piotr: Ta pacjentka zmarła na zapalenie mózgu, natomiast nie pojawiły się żadne inne przypadki tego wirusa. Więc znowu w bardzo szczególnym układzie, w bardzo szczególnych sytuacjach takie wirusy mogą spowodować coś u człowieka, natomiast nie ma to potencjału pandemiczno-epidemicznego.
Ola: I zresztą służby weterynaryjne, jakby to powiedzieć, nie monitorują tego wirusa bardzo uważnie. On nie znajduje się na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt. Kraje, w których się pojawia, nie mają obowiązku zgłaszać przypadków tego wirusa. Mogą to robić dobrowolnie. No i też nie jest wspomniany w unijnym prawie o zdrowiu zwierząt. Tutaj brak obowiązkowego nadzoru nad tym wirusem i dodatkowo wykrycie takiego wirusa w stadzie nie uruchamia żadnych restrykcji, co zresztą potwierdziła sytuacja z Czech.
Piotr: Ja tylko dodam, że to nie jest absolutnie efekt jakiejś, nie wiem, słabości systemu czy coś takiego, tylko wręcz odwrotnie. No wirus, który nie stwarza zagrożenia, który nie jest problemem ani zdrowotnym, ani gospodarczym, nie musi być monitorowany. Gdyby się takie problemy miały pojawiać, no to zostanie wciągnięty na listę takich monitorowanych wirusów.
Ola: Jak najbardziej. Natomiast, no, to, że powoduje u krów poważne powikłania, poważne skutki, no, może grozić tym, że niedługo jego status w zakresie opieki weterynaryjnej może się zmienić, ale na razie nic o tym nie wiemy.
Piotr: No właśnie i mamy w takim razie sytuację w Polsce. W Polsce, dodajmy, ani w sierpniu, ani we wrześniu, bo wtedy mamy dokładne dane, nie było żadnych potwierdzonych zakażeń u zwierząt. Co nie zmienia faktu, że ponieważ pod koniec października pojawił się ten wirus za południową granicą, to z dużym prawdopodobieństwem dotrze do nas. To oczywiście też jest zależne od pogody, bo jak mówiliśmy, te nasze ulubione kuczmany niezachętnie funkcjonują wtedy, kiedy jest zimno, więc trudno powiedzieć.
Piotr: Oczywiście też nie jest tak, że wszyscy to olali, bo ECDC wspólnie z laboratorium referencyjnym Unii Europejskiej wzmacnia swoje zdolności testowania po to, żeby wyłapać ewentualne, podkreślam, przypadki u ludzi. Ale zdają sobie sprawę z tego, że jest znikome prawdopodobieństwo, żeby to się dalej rozprzestrzeniało. Co nie zmienia faktu, że trzeba monitorować tą sytuację u ludzi, no i oczywiście u zwierząt też.
Ola: No dobrze, podsumujmy króciutko. Mamy tutaj sytuację taką, że wirus, który głównie występuje u zwierząt, ale też nie jest tak zjadliwy, żeby służby weterynaryjne miały go stale monitorować, jak chociażby monitorują inne choroby zakaźne wśród zwierząt. On z jakiegoś powodu być może przeniósł się na jednego pacjenta, jedną osobę we Francji, która to osoba cierpiała na znaczne upośledzenie układu odpornościowego i w dodatku cierpiała na jeszcze jakąś chorobę niezależną.
Ola: W związku z tym ta osoba zmarła i to najprawdopodobniej wskutek zakażenia tym wirusem, ale nie zostało to ostatecznie potwierdzone. Badania wciąż trwają. Czyli przypadek odosobniony. Jedyny taki. Dlaczego więc w mediach, i to nie tylko europejskich, ale również innych zagranicznych, pojawiają się informacje na temat tego, co się dzieje z tym wirusem, i że w ogóle taki wirus się przeniósł ze zwierząt na ludzi i tak dalej, i tak dalej?
0:34:30 Medialna histeria i clickbait
Piotr: Nie przypadkiem o tym mówimy, bo mówimy właściwie nie dlatego, że jest nowe zagrożenie i tak dalej, i tak dalej. Też nie mówimy dlatego, że o Jezu Panie, jak to nam się teraz dobrze kliknie, nowa choroba, postraszmy. Wręcz odwrotnie. Właśnie raczej jest tak, że po raz nie wiem już który pojawia się jakaś choroba, która no owszem, jest problemem, jak to choroby. Natomiast media węszą nowy COVID. Oczywiście…
Ola: No tak, nowy COVID. No bo trwamy w takiej histerii popandemicznej. Boimy się kolejnej pandemii. Natomiast no, ten przypadek zupełnie nie spełnia żadnego z kryteriów choroby, która by miała wywołać kolejną pandemię.
Piotr: No, to jest taka trochę paradoksalna sytuacja, bo z jednej strony o pandemii się nie mówi. To znaczy, zresztą to było łatwe dosyć do przewidzenia i temat COVID-u właściwie został, można powiedzieć, w jakimś stopniu wymazany. No, jeszcze daleko do tabu. Właśnie będą odcinki o tabu kolejne. Ale mamy takie coś, że no chcemy to mieć za sobą. Jasne, że już teraz się wspomina, mówi się. To jest takie dość traumatyczne jednak wspomnienie. Natomiast nie jest to temat, który już jest obecny, tak?
Piotr: Nawet można usłyszeć od niektórych ludzi, że ojej, w ogóle to jeszcze istnieje COVID i w ogóle o czym my tu mówimy? Tak, już pomijam debilizmy w rodzaju, że przyszedł Putin i zniknął COVID, bo to już pomijam. To jest jakby część takiej narracji antyszczepionkowo głupiej. Natomiast media kochają, kochają te tematy i ja tak mówię media, bo to oczywiście nie wszystkie media i tak dalej. Natomiast wiele serwisów, których model biznesowy opiera się na nieszczęsnym systemie odsłonowym, czyli innymi słowy…
Ola: Klikalności.
Piotr: Im więcej reklam wam wyświetlimy, tym więcej będziemy mieli pieniążków. To te serwisy, no oczywiście, potrzebują ściągać ludzi. To są te same serwisy, które jakiś czas temu pisały o tej jednej metodzie, której nienawidzą lekarze, a w tej chwili piszą na przykład, o to akurat branżowe media technologiczne, zawsze mnie to śmieszy i denerwuje. Wynajdują sobie jakąś aplikację, którą ludzie używają bardzo intensywnie. Na przykład mapy Google'a i piszą: „Niesamowita zmiana w mapach Google'a”. Albo: „Użytkownicy map Google'a są przerażeni” i coś tam, coś tam.
Piotr: I się okazuje, że w lewym dolnym rogu pojawiły się dwa dodatkowe piksele, które oznaczają coś tam i nikt po prostu się tym nie zainteresuje. Ale nie piszemy o co chodzi, tylko ściągamy ludzi, tak? Znaczy wiadomo, jak to działa. Problem polega na tym, że również zaczęło się straszenie chorobami. Czyli jeżeli się trafi jakakolwiek okazja do napisania o jakiejkolwiek chorobie, i to mogą być tematy naprawdę, no stosunkowo poważne i groźne, typu wirus Zika, który no był problemem, nadal nim pozostaje. Natomiast nie jakimś wielkim.
Ola: Na przykład temat dżumy, która pojawiła się po być może wycieku tegoż patogenu z laboratorium na Syberii, ale też moim zdaniem to było za bardzo rozdmuchane przez niektóre media…
Piotr: Absolutnie.
Ola: …i też jakby sugerowało bezpośrednie zagrożenie dla nas wszystkich. I tam znowu i CDC, i WHO się musiały wypowiadać, że nie grozi nam epidemia dżumy, tak?
Piotr: Tak, tak. No więc za każdym razem, jeżeli tylko jest okazja coś tam nakręcić, to jest to nakręcane. My się na to łapiemy. My jako ludzie. To też jest ciekawy swoją drogą fenomen. Może kiedyś coś o tym zrobimy. Dlaczego nie możemy się powstrzymać, nawet kiedy wiemy, że dany nagłówek jest clickbaitowy i w związku z tym z niemal stuprocentową pewnością pod spodem nie będzie niczego mądrego. To my jednak i tak w to klikamy, bo może, nie wiem, jest takie zjawisko, o którym się kiedyś więcej mówiło. Nazywa się FOMO. Fear of missing out, czyli strach przed tym, że coś nas ominie. Może to, może coś innego. No w każdym razie…
Ola: Nie, no to jest granie na emocjach.
Piotr: No tak, ale…
Ola: Wiadomo, że my jako istoty, które są bardziej emocjonalne niż wyważone intelektualnie, jeżeli…
Piotr: Też lubimy o sobie myśleć inaczej.
Ola: Tak, lubimy myśleć inaczej. Będziemy klikali w nagłówki, które nas niepokoją. Bo strach to jest ta najsilniejsza emocja, która nami powoduje. Dodajmy, że tu jeszcze jest wykorzystywane takie wrażenie nowości albo tego, że coś się wydarzyło po raz pierwszy, czyli wirus po raz pierwszy przeskoczył na ludzi. Wirus Shamonda.
Piotr: No rzeczywiście, tylko co z tego.
Ola: Rzeczywiście po raz pierwszy i prawdopodobnie jedyny przez dłuższy czas. W sumie jest to prawdą, natomiast ukazane bez kontekstu i bez tego, że to był bardzo szczególny typ pacjenta, którego układ odpornościowy nie działał, no to po prostu daje zupełnie inny obraz niż to, co można by zobaczyć w sensacyjnym nagłówku.
Piotr: No i oczywiście potem często w takim artykule gdzieś tam na dole jest napisane już, jak jest naprawdę, i że właściwie nie ma się czym przejmować.
Ola: Tak. Przepraszam, jeszcze to hasło „przeskoczył na ludzi” to sugeruje mutację, tak?
Piotr: Tak.
Ola: I to, czego się baliśmy, chociażby właśnie podczas pandemii COVID-u, gdzie ten SARS-CoV-2 mutował i właśnie mutuje cały czas i kolejne szczepionki muszą być przystosowane do tych kolejnych dominujących mutacji.
Piotr: Tak. I w tych artykułach potem często jest wyjaśnione, jak jest naprawdę. Ale tak naprawdę, zwróćcie uwagę na to, że to wyjaśnienie jest zwykle gdzieś bliżej końca tekstu, bo im dalej przewiniemy, tym więcej reklam nam się wyświetli. No jest to proste jak konstrukcja cepa, która wcale nie jest prosta. Jak Ola wie, już opowiadała parę razy. Pewnie, bo to jedna z ulubionych anegdotek. Ale nie dajmy się na to nabierać tak strasznie za każdym razem.
Ola: I żeby zobaczyć wyważony nagłówek, wyważony tytuł artykułu na ten temat, to warto sobie wejść na stronę ECDC, czyli Europejskiego Centrum do Spraw Prewencji i Kontroli Chorób i tam jest napisane, że ciężko chory pacjent we Francji stał się pierwszym człowiekiem zainfekowanym przez wirus Shamonda. To jest moje tłumaczenie angielskiego tytułu. I właśnie zaczyna się od słów „ciężko chory pacjent”, co oznacza, że to nie był zwykły przypadek, że się nagle wirus przerzucił na kogoś losowego, tylko właśnie na tego człowieka, który nie mógł się przed nim obronić.
Piotr: Jak chcecie sobie potropić takie rzeczy, to polecamy na Facebooku. Jeśli ktoś jest jeszcze na Facebooku. Profil „Streszczam clickbaitowe artykuły, żebyś nie musiał klikać”. Pozdrawiamy twórców tego profilu. Bardzo jest to dobra robota. Oni dość dobrze punktują takie rzeczy i też często właśnie piszą, jak taki nagłówek powinien brzmieć, a nie jak brzmi.
Piotr: Oczywiście, no, przyjdzie pora na kolejną pandemię, raczej prędzej niż później, niestety, bo no ładujemy się zwierzętom na ich terytoria. I to, że ta ostatnia pandemia była ponad sto lat temu, znaczy ta przedostatnia, i to pewnie można się spodziewać, że następna będzie trochę szybciej. No ale…
Ola: No tak. Ponadto ludzie hodują mnóstwo zwierząt, a wiadomo, że najczęstsze jakby to przeskakiwanie, prawdziwe ewolucyjne przeskakiwanie patogenów następuje na drodze zwierzęta hodowlane – ludzie.
0:42:40 Podsumowanie i słowo na dziś
Piotr: No tak, chociaż akurat COVID, jak wiemy, najprawdopodobniej inną drogą do nas dotarł. No trochę chcemy wam po prostu powiedzieć, żebyście się nie dali wkręcać i nie dali straszyć, bo też wiem, że na niektórych ludzi to działa bardzo tak, no, lękogennie i po prostu się tym bardzo denerwują.
Piotr: Media robią, co robią, zabrnęły tak naprawdę w dużym stopniu w ślepą uliczkę takiego tępego zarabiania. No i tak.
Ola: A inni się denerwują, ponieważ raz za razem jest no podnoszone, że się pojawia nowe, coraz to nowe zagrożenie. I to będzie… może to wyglądać jak w przypadku tej bajki o śwince i wilku.
Piotr: Mhm.
Ola: Tak, że świnka cały czas wołała, że nadchodzi wilk.
Piotr: To nie była świnka.
Ola: Świn… to nie była świnka?
Piotr: To był pasterz. I wilk. I tak.
Ola: To nie był… a to świnka to była…
Piotr: Nie, świnki to sobie zdmuchiwały domki przy pomocy wilków.
Ola: Przepraszam.
Piotr: Nie, nie, spoko. Znaczy słuchaj no, nowe mity cały czas powstają. Marcina Napiórkowskiego pozdrawiamy.
Ola: Crazy Nauka. Twórcy mitów.
Piotr: Tak.
Ola: Mit nie fakt. Fakt nie mit to jest tytuł naszej książki, która ukazała się siedem lat temu. Już siedem lat temu!
Piotr: Nasze psy dostają, słuchajcie, świra. My też dostajemy świra, więc kończymy. Polecamy jeszcze raz zarówno naszą stronę nową. Zajrzyjcie tam. Jak macie coś do powiedzenia, to tak. No powiedzcie jak.
Piotr: Bardzo polecamy nasze nowe podcasty. Ogromnie dziękujemy za wasze głosy dotyczące zwłaszcza podcastu Co poszło nie tak?, bo rzeczywiście parę rzeczy poszło tam nie tak, więc naprawiamy teraz i trzeci, czwarty odcinek, który zaraz będzie nagrywany, będą już troszeczkę inaczej skonstruowane.
Ola: No tak, a to są te podcasty, które nagrywamy we współpracy z Polskim Radiem. Możecie je znaleźć i na Spotify, i na stronie Polskiego Radia, i na różnych innych platformach podcastowych, ale nie tylko podcastowych, bo również na YouTubie można sobie obejrzeć nas w serii podcastowej Co poszło nie tak?, bo to jest wideopodcast.
Piotr: Absolutnie. No więc polecamy też… właśnie! Słowa na dziś myśmy nie ustalili.
Ola: Ja już…
Piotr: Już masz je? No tak.
Ola: Tak, arbitralnie ustaliłam. Natomiast jeszcze na koniec rzucę, że to, co wspominałam o serwisie Patronite, to zachęcam tych, którzy by chcieli nas wesprzeć.
Piotr: I Buycoffee.to tu też bardzo polecamy. Dziękujemy za ostatnie kawy, które nam stawialiście. I te duże, i te ogromne. Naprawdę kupujemy za to kawę, a nasze psy, Jezus Maria, łapką grzebią. Musimy… przepraszam, właśnie walnąłem w mikrofon, żeby odgonić psa.
Ola: Tak, musimy, musimy. Właśnie, odganianie psa zaraz się źle skończy dla ciebie, więc…
Piotr: Kończymy.
Ola: Pozostało słowo na dziś.
Piotr: I tym słowem na dziś jest…
Ola: Kuczman.
Piotr: No! To dzięki. Cześć.
Ola: Cześć.
Piotr: Co psy? Zamilkujcie. A nie, jednak nie. Dzisiaj dłuższa sesja nagraniowa. Dobrze. To idziemy.
