Podcast Crazy Nauka · odc. 30
Dlaczego mięta chłodzi i inne naukowe odpowiedzi na trudne pytania – część 1
Posłuchaj też na:
Tym razem odpowiadamy na pytania o zjawiska codzienne, które mają zaskakujące naukowe wyjaśnienia. Zjawiska, nad którymi większość z nas nie zastanawiała się głębiej, ale zrobili to za nas naukowcy i odkryli rzeczy naprawdę fascynujące.
Dowiecie się, m.in.:
– Dlaczego kichamy po spojrzeniu w stronę słońca?
– Czym są te dziwne paprochy, które pływają mi przed oczami?
– Skąd się bierze zapach letniego deszczu?
– I dlaczego po zjedzeniu szparagów siuśki pachną mało porywająco?
Łącznie 10 pytań i 10 odpowiedzi – głównie na tematy letnie, wakacyjne. Ale to dopiero początek, bo już szykujemy dla Was drugą porcję wiedzy z cyklu "pytania i odpowiedzi", którą w kolejnym odcinku podcastu zaprezentujemy jak zwykle we wtorek za dwa tygodnie.
Dziękujemy szczególnie naszemu patronowi – ManukUnta za wsparcie!
(0:00) Cześć 🙂
(05:15) Skąd się bierze zapach letniego deszczu?
(11:48) Czym są te dziwne rzeczy wciąż pływające mi przed oczami?
(19:29) Dlaczego niektórzy kichają, patrząc w stronę słońca?
(29:57) Dlaczego tak źle śpimy w nowym miejscu?
(36:48) Dlaczego lubimy grillowane jedzenie?
(40:21) Dlaczego pokrzywy parzą?
(48:46) Dlaczego mięta chłodzi?
(55:59) Dlaczego mocz po szparagach tak nieprzyjemnie pachnie?
(1:00:29) Dlaczego ogórki są gorzkie?
(1:04:50) Dlaczego mokre włosy są ciemniejsze?
Przygotowując ten odcinek podcastu, korzystaliśmy z badań naukowych oraz naszych artykułów na blogu, które napisaliśmy oczywiście w oparciu o źródła naukowe (i te źródła tam znajdziecie):
crazynauka.pl/skad-bierze-sie-zapach-letniego-deszczu/
sciencefocus.com/the-human-body/why-is-the-sea-air-good-f…crazynauka.pl/czym-sa-dziwne-rzeczy-wciaz-plywajace-oczami/
crazynauka.pl/czym-sa-dziwne-rzeczy-wciaz-plywajace-oczami/
crazynauka.pl/dlaczego-tak-wielu-z-nas-kicha-po-spojrzeni…
crazynauka.pl/dlaczego-zle-spimy-nowym-miejscu-polowa-nas…
cell.com/current-biology/fulltext/S0960-9822(16)30174-9 crazynauka.pl/dlaczego-lubimy-grillowane-jedzenie/
crazynauka.pl/dlaczego-lubimy-grillowane-jedzenie/
crazynauka.pl/dlaczego-pokrzywy-parza/crazynauka.pl/dlaczego-mieta-chlodzi/
crazynauka.pl/dlaczego-mieta-chlodzi/pl.wikipedia.org/wiki/Nomenklatura_chemii_nieorganicznej
livescience.com/66028-why-mint-makes-your-mouth-cool.htmlscience.org/doi/10.1126/science.aav9334
science.org/doi/10.1126/science.aav9334
journals.lww.com/ijab/Fulltext/2016/06020/A_fatal_case_of…
crazynauka.pl/dlaczego-mocz-szparagach-ma-dziwny-zapach/
crazynauka.pl/dlaczego-ogorki-sa-gorzkie/
extension.oregonstate.edu/news/cucumber-bitterness-explained
crazynauka.pl/na-pocz-tek-dnia-wielka-tajemnica-ludzko-ci…
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego kichamy po spojrzeniu w stronę słońca?
Piotr: Czym są te dziwne rzeczy, które wciąż pływają przed oczami?
Ola: Skąd się bierze zapach letniego deszczu?
Piotr: I właściwie dlaczego mięta chłodzi?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.
Piotr: Witamy w podcaście Crazy Nauka.
Ola: I nasz dzisiejszy odcinek ma zupełnie inną formułę niż poprzednie.
Piotr: Prawie zupełnie.
Ola: Są wakacje, więc będzie lżej, weselej i tak ogólnie bardziej pozytywnie. Odpowiemy na pytania o zjawiska codzienne, które mają zaskakujące naukowe wyjaśnienia. A więc między innymi o tym, co to za farfocle pływają nam pod powiekami, kiedy zamkniemy oczy, i dlaczego po zjedzeniu szparagów siuśki pachną, powiedzmy, mało porywająco.
Piotr: Oj tam, oj tam. No właśnie, bo ostatnio jedna z osób nas słuchających napisała do nas maila, za którego bardzo dziękujemy, że już nas nie będzie słuchała. Szczerze dziękujemy, bo prosimy o wszystkie opinie, również te krytyczne, więc jakby coś, to na podcasty@crazynauka.pl. Napisała, że nie będzie nas słuchała, bo jesteśmy zbyt negatywni i że ludzie tego nie lubią. To była bardzo ciekawa w ogóle rozmowa. Z różnych statystyk wynika, że lubicie sensacyjne tematy, no ale każdy ma prawo do swojej opinii, absolutnie szanujemy. Więc trochę postanowiliśmy zróżnicować to i dorzucić trochę optymizmu do tego, co opowiadamy.
To nie znaczy, że porzucimy te tematy sensacyjne, bo na Spotify, dla tych, którzy nas słuchają na Spotify, są takie ankiety, można odpowiadać na pytania i tak dalej. Wrzucamy tam różne rzeczy, bardzo ciekawe rzeczy nam tam mówicie dzięki tym ankietom, więc polecamy. No ale teraz troszeczkę dajmy wam oddechu od tych sensacji.
Ola: Ale nie dokończyłeś, co na Spotify. Na Spotify coś się pokazało w wynikach ankiet.
Piotr: Chodziło mi o to, że w ogóle są tam ankiety, są otwarte mniej więcej przez dwa tygodnie, można głosować. Ostatnio była ankieta na temat tego, jak długie odcinki lubicie, i najwięcej osób powiedziało, że im dłużej, tym lepiej. Sporo osób też mówiło, że ponad godzinę.
Zobaczymy, jak nam to wyjdzie, bo to, prawdę mówiąc, często zależy od tematu. Ten odcinek świadomie podzieliliśmy, żeby nie zrobić po prostu super hipermaratonu.
Ola: Tak, podzieliliśmy na dwa, dlatego że przejrzeliśmy naszego bloga i wybraliśmy z niego najbardziej interesujące pytania, na które, uwaga, przez ostatnie 11 lat dzielnie udzielaliśmy odpowiedzi. Oczywiście to nie będzie Encyklopedia Britannica w 384 tomach, tylko wybraliśmy naprawdę te odpowiedzi i pytania, które są wakacyjne, które też najbardziej nam się skojarzyły, ale też takie, które budzą zawsze powszechny entuzjazm, kiedy pojawia się ten temat gdzieś w przestrzeni publicznej. A drugą część tematów, również atrakcyjnych, również fascynujących pytań i odpowiedzi, będziemy nagrywali za dwa tygodnie, we wtorek, w kolejnym odcinku naszego podcastu będziecie mogli usłyszeć kolejną porcję.
Piotr: Tu jeszcze coś, czego nie uzgadniałem z Olą. Mianowicie pomyślałem, że może na przykład w którymś momencie powstanie taki odcinek, który jest zlepiony z waszych pytań i naszych odpowiedzi, tam gdzie damy radę odpowiedzieć. Ola zrobiła wielkie przerażone oczy, więc zobaczmy, nic nie obiecujemy.
Jakby wam się ten pomysł spodobał, to możecie do nas napisać, to bardzo możliwe, że dzięki temu się zmobilizujemy.
Ola: Dziękujemy wam za to, że subskrybujecie nasz podcast, bo to jest bardzo ważne, że komentujecie w naszych mediach społecznościowych, na Facebooku, na Instagramie, to co robimy. I na platformach podcastowych, tak jak Piotrek powiedział, tam również można komentować, można wziąć udział w ankiecie. I teraz uwaga, jesteśmy obecni na większości platform podcastowych, tych liczących się, i na tych…
Piotr: I nie powiemy jakich, dlatego że jedna pani napisała, że ją to strasznie denerwuje, jak mówimy, że na tych nieliczących się też, więc nie mówimy tego.
Ola: A to specjalnie mówimy, bo tak właśnie sobie wymyśliliśmy, że będziemy zawsze o tym mówili.
Piotr: Więc pozdrawiamy tę panią i tym razem specjalnie dla niej tego nie mówimy. I ostatnia sprawa, zanim przejdziemy już do mięsa, bo sporo czasu minęło – wiem, że niektórych to bardzo denerwuje, że się rozgadujemy na początku, zamiast od razu ulecieć z grubej rury. Więc bardzo chcieliśmy podziękować naszym patronom.
Szczególnie Sylwii, która ostatnio do nas dołączyła, ale też chcemy powiedzieć, że na patronite.pl lub [? niepewne: kośnik] CrazyNauka możecie dołączyć do grona naszych patronów, co nam bardzo, bardzo, bardzo sprawia przede wszystkim przyjemność. Po drugie, ułatwia robotę, po trzecie, bardzo nas mobilizuje. No i też są różne bonusy i tak dalej, więc zajrzyjcie, patronite.pl, CrazyNauka, a my zaczynamy.
0:05:17 Skąd się bierze zapach letniego deszczu
Ola: Skąd się bierze zapach letniego deszczu? To taki temat bardzo letni. Ten cudowny, charakterystyczny zapach deszczu pojawia się jeszcze zanim spadną pierwsze krople. I tak naprawdę, kto go nie lubi?
Piotr: To bardzo romantyczny zapach. Bardzo romantyczny. Czekamy, to musi być coś pięknego. Pewnie motyle rozsiewają skrzydełkami.
Ola: Tak, zapewne. Ten zapach jest przywiewany przez wiatr, zwłaszcza przed burzą. Już wtedy wiemy, że ten deszcz się zbliża. No i co to właściwie tak pięknie, romantycznie pachnie?
Piotr: Motyle?
Ola: Nie motyle. Naukowe wyjaśnienie tego fenomenu jest dość przyziemne. Za zapach deszczu odpowiedzialne są nie anioły, nie motyle, tylko bakterie z grupy promieniowców, które rozmnażają się w ziemi, wytwarzając… właściwie to nie same bakterie pachną, tylko ich przetrwalniki, które aktywują się pod wpływem wilgoci i ciepła.
Więc wtedy, kiedy pada latem deszcz – bo to jest ważne, musi być ciepło – unoszone w drobnych kroplach deszczu przetrwalniki tworzą aerozol, za którego zapach odpowiedzialna jest wytwarzana przez bakterie substancja o nazwie geosmina. To jest, uwaga, związek z grupy alkoholi, co jeszcze bardziej jest romantyczne w tym temacie. Pachnie alkoholem. I ta geosmina ma również wiele wspólnego, uwaga, z jakże wzniosłym smakiem buraków i błotnistym zapachem przydennych ryb słodkowodnych, w tym karpi.
Piotr: Czekaj, czyli jak wali karpiem, to jest ten sam cudowny zapach?
Ola: Wali mułem po prostu, mazury, mazury, i ten zapach.
Piotr: Nie, nie, to jest ten moment, to jest letni deszcz, to jest to, co czujemy w czasie świąt, jak nie daj Boże na nasz stół trafi karp i wali mułem?
Ola: Nie, bo wtedy jest zima.
Piotr: Zimowy deszcz, dobra, okej. Nie, nie, tak mnie jakoś… Pomyślałem, że to taki powiew lata w środku zimy.
Ola: Też można by, przy odrobinie dobrej woli, tak uznać, ale akurat mi się to mało kojarzy romantycznie. No ale dobra, wróćmy na chwilę do tej geosminy. Ta geosmina to bardzo charakterystyczny zapach, który w wydaniu deszczowym jest rozpoznawany przez nasz mózg jako ten niesamowicie przyjemny, ziemisty aromat.
I im dłużej trwa susza przed deszczem, tym woń spowodowana przez geosminę jest intensywniejsza. I uwaga, ludzki nos jest bardzo wrażliwy na te substancje i potrafi wywąchać jej stężenie nawet wtedy, gdy osiąga ono poziom pięciu cząsteczek na trylion.
Piotr: Trylion?
Ola: Tak. I być może – ja tak sądzę – jest to nawet nasze ewolucyjne przystosowanie do wyczuwania końca suszy. Jak zbliża się burza, to znaczy, że zaraz będzie ulga i możemy…
Piotr: No, że w ten sposób warto poczekać jeszcze chwilę.
Ola: Warto poczekać jeszcze chwilę.
Piotr: Zanim nie umrzemy z pragnienia.
Ola: Dokładnie, tak. I teraz, do tego zapachu przed burzą – jeżeli mamy do czynienia akurat z burzą – do zapachu geosminy dołącza inny zapach, zapach ozonu. Ozon to trójatomowa cząsteczka tlenu i oznacza wzrost aktywności elektrycznej oraz bliskość wyładowań elektrycznych.
Chodzi o to, że w takich warunkach dwuatomowe cząsteczki tlenu rozszczepiają się i łącząc z innymi, tworzą ozon. Ten zapach ozonu można wyczuć na przykład uruchamiając i obsługując kserokopiarkę.
Piotr: A ja pracowałem przez kilka miesięcy jako kserografista w Bibliotece Akademii Medycznej, na ulicy Oczki, w tym samym budynku.
Ola: W Warszawie.
Piotr: Już kiedyś to opowiadałem.
Ola: Obecnie to Warszawski Uniwersytet Medyczny.
Piotr: I tam się różne zapachy mieszały, ale bardzo ten zapach ozonowy – zresztą on jest niezdrowy – mocno, i w tej chwili zdaje się, że to się mocno zmieniło, i powinny być wietrzone takie pomieszczenia, bo ozon powoduje niefajne zmiany, być może również w płucach. Także to mi się tylko tak skojarzyło.
Ola: Ale w ogóle kserokopiarka to sprzęt trochę z poprzedniej epoki, więc młodsi słuchacze mogą nie wiedzieć, co to jest.
Piotr: Nie, no [? niepewne: kserostudenci nadal robią]. To wiesz co, to były takie kserokopiarki. Wiem, że ówczesna Akademia Medyczna jakąś potężną kasę wyłożyła i to była taka kserokopiarka – nie takie ksero, tylko gigantyczna maszyna z licznymi podajnikami. Ja mogłem tam sortować, robić z tego książki.
Ola: Ale w korpo są takie różne maszyny, które uruchamia się na kartę.
Piotr: Nie, to było znacznie potężniejsze.
Ola: Żeby sobie książek nie kopiować.
Piotr: To było znacznie wyższe ode mnie, tyle ci powiem, to urządzenie. Okej, no to szacunek.
Ola: No i teraz jeszcze jeden drobny mit do obalenia. Otóż ja słyszałam od dzieciństwa, że jak się jedzie nad morze, to można tam wyczuć ozon albo jod.
Piotr: Jod to tak, ale ozon?
Ola: No właśnie, że ozon i ten zapach ozonu unosi się nad morzem. I to takie jest piękne i romantyczne. A teraz uwaga, niszczę dzieciństwo, pani Maruda, niszczycielka uśmiechów dziecięcych. Otóż nie żaden ozon czy jod, tylko woń rozkładających się wodorostów.
Piotr: Come on!
Ola: W rzeczywistości ten odurzający zapach morza jest spowodowany przez siarczek dimetylu, wytwarzany przez bakterie przybrzeżne.
Piotr: Jak siarczek, to od razu sygnał, że coś będzie śmierdziało. Zdaje się, że jeszcze będziemy mieli trochę o siarczkach.
Ola: Jeszcze ostatnia rzecz na temat letniego deszczu. W letnim deszczu czuć też woń uwalnianych z gleby minerałów czy unoszonych wraz z wodą olejków aromatycznych wydzielanych przez rośliny. To ostatnie zmienia się w zależności od dominującej na danym obszarze flory, czyli tego, co tam rośnie.
Piotr: U nas pachnie brukwią.
Ola: Nie hodujemy brukwi. Inny zapach ma więc deszcz na przedmieściach Warszawy czy w Piasecznie, a inny w górach, na przykład malezyjskich Cameron Highlands.
Piotr: U nas wali burakami.
Ola: Oba równie ekstatyczne.
0:11:43 Czym są "farfocle" pływające przed oczami (męty ciała szklistego)
Piotr: Tak, absolutnie. No dobra, to jedziemy teraz dalej, kolejne ciekawe obserwacje. Mianowicie, czym są te dziwne rzeczy, które pływają mi wciąż przed oczami? Teraz o co chodzi?
Ola: Farfocle, paprochy?
Piotr: Tak, farfocle. Poprzednio ten podrozdział nosił tytuł z farfoclami. Ciekawe, czy słowo "farfocle" jest słowem…
Ola: Ogólnopolskim czy jest regionalizmem mazowieckim?
Piotr: No właśnie, ale te farfocle wiszą i farfocle straszą.
Ola: Farfocel to chyba słowo z niemieckiego.
Piotr: Raczej nie brzmi za bardzo po polsku. No dobra, o co chodziło z tymi farfoclami? Przede wszystkim, jeżeli nie wiecie, o co mi chodzi, to zróbcie sobie od razu eksperyment.
Możecie sobie na przykład otworzyć, jeżeli macie komputer – bo telefon to trochę za mało – jakąś stronę, która będzie cała biała, w jakimś edytorze tekstu. Jeżeli słuchacie wieczorem, można popatrzeć w jasną lampę. Jeżeli słuchacie za dnia i jest bezchmurne niebo – dlatego ten temat zaliczyliśmy do letnich, między innymi, trochę to naciągane – popatrzcie sobie w niebo, najlepiej nie ostrząc wzroku na niczym, a kiedy już chwilę popatrzycie w jedną stronę, przenieście wzrok o kawałek obok.
I bardzo często jest tak, że widzimy jakieś półprzezroczyste, a nawet bardziej rozmyte kształty, które podążają za ruchem gałki ocznej. Czyli jak patrzymy przed siebie i spojrzymy odrobinę w bok, to one jakby się po chwili budzą i robią tak… Teraz mój ulubiony moment. Nazwa tego czegoś to, uwaga, męty ciała szklistego.
Ola: Nie farfocle.
Piotr: Męty ciała szklistego to fachowa nazwa tego zjawiska, bo przede wszystkim mamy ciało szkliste. Nasze oko w środku ma taką gustowną, przezroczystą galaretkę. Przepraszam okulistów i innych anatomów za to określenie, ale tak to można ująć.
Ola: To będzie jeszcze dużo podczas tego podcastu, pod kątem chemików zwłaszcza.
Piotr: Zbiorczo przepraszamy wszystkich specjalistów. I teraz, czasami w tej przezroczystej galaretce pływa coś, co nie do końca jest takie przezroczyste. To różne drobiny, które mogą mieć różne pochodzenie.
Czasami to cząstki kolagenu tworzącego tkankę łączną. Czasami to pozostałości po tętnicy, która przechodzi przez gałkę oczną – jakkolwiek by to makabrycznie nie brzmiało – w życiu płodowym. Jest potrzebna do ukrwienia budujących się struktur oka, a później zanika. Czasem zanika całkiem, a czasem nie całkiem, i coś z niej zostaje.
To również kwestia wieku, bo z wiekiem, w wyniku postępującego, można powiedzieć, psucia się organizmu – nasze organizmy nie do końca są przystosowane, żeby na pełnych obrotach działać w wieku, na przykład, czterdziestu kilku lat – różne elementy nam nie działają już tak świetnie, i też sklejają się jakieś elementy. Coś nam się czasami odklei, czasami nam się coś połączy. I to właśnie są te drobiny, które pływają nam w tym miejscu, przez które przelatują promienie światła, zanim trafią na siatkówkę.
I dlatego coś, co jest maciuciupeńkie i ma często mniej niż milimetr, w naszych oczach, jakbyśmy tak porównali, robi się nagle ogromne. Dlatego właśnie, że jest bardzo blisko tego odbiornika światła, czyli siatkówki. I to mogą być bardzo rozmaite zjawiska. Coś chcesz powiedzieć?
Ola: Chcę powiedzieć, że zazwyczaj nie jest to szkodliwe. Natomiast gorzej, jak takie męty widzimy nie tylko wtedy, kiedy spojrzymy na coś jasnego, tylko cały czas. To może być sygnał, że odkleiła się siatkówka razem z ciałkiem szklistym. To jest związane z wiekiem, to jest fizjologiczne, ale czasem może się zdarzyć, że może zagrozić wzrokowi.
Piotr: Zwłaszcza jak pojawiają się błyski, rozjaśnienia, nie tylko takie przepływające rzeczy – czym prędzej zbieracie zabawki i lecicie do okulisty. Nie że po weekendzie, tylko teraz.
Ola: Jak jest sytuacja taka, którą Piotrek opisywał na wstępie – czyli patrzymy na coś jasnego, przenosimy wzrok gdzieś indziej, albo zamykamy na przykład oczy, opalając się, co jest oczywiście bardzo niezdrowe – ale jak na przykład wystawimy twarz na chwilę do słońca, zamkniemy oczy, i wtedy pływa nam coś dziwnego pod powiekami, to są właśnie te męty ciała szklistego, moja ulubiona nazwa.
Piotr: I teraz tak: je można usuwać, chociaż to działa tak sobie. Jest parę metod, między innymi laserowe usuwanie – stosuje się to już w mocno patologicznych przypadkach, kiedy odkleiła się siatkówka i bardzo przeszkadza.
Należy na pewno zgłosić się do lekarza, jeżeli to jest coś, co zdecydowanie przeszkadza, zwłaszcza że czasami trudno rozpoznać, co to właściwie jest. Więc jeżeli byłby to problem gwałtownie się wzmagający albo przeszkadzający na przykład w prowadzeniu samochodu, zdecydowanie idziemy z tym do lekarza.
I jeszcze jedna ciekawostka, która wyszła nam już kilkukrotnie w komentarzach, jak na ten temat pisaliśmy. Mnóstwo ludzi, ja chyba też, było przekonanych za dzieciaka, że to są jakieś supermoce – na przykład, że w ten sposób widzą bakterie, albo że mają taki mikroskopowy wzrok.
Ola: Ale wiesz, że widzenie bakterii wewnątrz oka to byłoby coś niezbyt dobrego.
Piotr: Proszę cię, daj spokój ze swoją zimną logiką. To jest po prostu jak… nie, nie, już nie psuj zabawy.
Ola: Pani Maruda znowu.
Piotr: Absolutnie, dzisiaj ty przejęłaś moją rolę. I że to jest coś wyjątkowego, niezwykłego i niesamowitego, bo rzeczywiście nie każdy widzi to w takim samym stopniu. To zależy, tak jak mówiłem, od tych struktur popłodowych – czasem zostają, czasem nie zostają. W każdym razie fajnie mieć takie przekonanie, że to, co nam tam pływa przed oczami, jest czymś niezwykłym, wyjątkowo magicznym.
A teraz jeszcze prośba: powiedzcie innym o naszym podcaście. Jeżeli uważacie, że to, co robimy, jest fajne, to lajkujcie, subskrybujcie – to już mówiliśmy. Ale przede wszystkim mówcie innym, opowiadajcie, udostępniajcie gdzieś. Zawsze jest nam z tego powodu bardzo miło i bardzo nas to motywuje.
Ola: I możecie też zajrzeć do naszego sklepu w Kreatorium, gdzie są nasze koszulki i różne fajne wzory. Można też kubeczki sobie kupić, bardzo ładne. Crazy naukowe, wymyślone przez nas.
Piotr: Gdybyśmy robili wideopodcast, to byście je zobaczyli.
Ola: Ale nie zobaczycie, dopóki nie zajrzycie do naszego sklepu w Kreatorium.
Piotr: A możecie zajrzeć, korzystając z linków w komentarzu. Zresztą w opisie też są linki do materiałów, na które się powołujemy. Tym razem to nie są jakieś miliardy badań, nie jest tak, że rozwalimy system, tak jak nam kiedyś się to zdarzyło.
Ola: Tak, ale zamieścimy linki do artykułów, które można znaleźć u nas na blogu i które dotyczą tematów, które dzisiaj omawiamy. A w tych artykułach też jest więcej linków do badań.
Piotr: No to jedziemy dalej.
0:19:31 Dlaczego niektórzy kichają, patrząc w stronę słońca (zespół ACHOO)
Ola: Dlaczego niektórzy kichają, patrząc w stronę słońca? Na pewno znacie kogoś takiego, kto wystawia twarz do słońca i za moment zaczyna kichać. To jest bardzo charakterystyczne. Ja tak nie mam. Piotrek, ty tak masz?
Piotr: Nie, nie mam, ale znam ludzi, którzy tak mają. To jest bardzo szczególne, jedni tak mają, inni tak nie mają, po prostu.
Ola: No właściwie nigdy się nie zastanawialiśmy nad tym głębiej, dlaczego tak jest, to taka ciekawostka. Ale uwaga, już w starożytności się tym interesowano, i tutaj ulubiony Piotrka bohater starożytności, Arystoteles, pozostawił w swoich zapiskach taką notatkę: "Dlaczego ciepło słoneczne powoduje kichanie?" Znak zapytania. I uwaga, co pewnie cię nie zdziwi…
Piotr: Poczekaj, usiądę mocniej i głębiej.
Ola: Otóż nie miał racji, już nawet zadając to pytanie nie miał racji, ponieważ dziś wiemy, że to światło, a nie ciepło, jest odpowiedzialne za to dziwne kichanie.
Piotr: Ale poczekaj, nie wyjaśnił tego na przykład tym, że [? niepewne: wszechruch] przesuwający ściany w jaskiniach powoduje, że naciska nam to na wędrującą macicę, która uciska nam stopy i przez to kichamy, bo to byłoby w jego stylu mniej więcej.
Ola: To może wydasz taki dodatek do dzieł Arystotelesa, uzupełnienie, omówienie.
Piotr: Nienawistne omówienie Arystotelesa. Nasza córka patrzy na nas z niechęcią, ponieważ uczy się filozofii. Na szczęście jeszcze nie studiuje filozofii, mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi, bo musiałaby się uczyć o Arystotelesie. No dobra, idźmy dalej.
Ola: Ale myślę, że to jest dla ciebie dalszy krok kariery.
Piotr: Krytyczne omówienie dzieł Arystotelesa, by Piotr Stanisławski.
Ola: Tak, ale ja może już wrócę do tego kichania, kiedy patrzymy w stronę słońca. Otóż fachowa nazwa tego zjawiska – bo oczywiście ma ono nazwę naukową – to "odruch kichania spowodowany światłem". Jak wiadomo, autorzy anglojęzyczni i badacze uwielbiają akronimy, w związku z czym nazwali to zjawisko ACHOO, czyli "apsik". To skrót, a właściwie akronim, od "autosomal compelling helio-ophthalmic outburst".
Piotr: To piękne.
Ola: Wszystko się zgadza, wszystko na swoim miejscu. Uważam, że Europejska Agencja Kosmiczna i NASA celują właśnie w takich cudownych nazwach.
Piotr: NASA jest w tym lepsza, Europa nie ma takiej kultury robienia takich rzeczy, ale tak, to jest ładne.
Ola: Odruch ACHOO występuje mniej więcej u 1,4 populacji. To naprawdę sporo ludzi, ale są różne źródła i one podają, że od 18 do 35%. Nie wiem, czy to można nazwać przypadłością.
I dzisiejszy stan wiedzy pozwala nam stwierdzić, że jest to odruch dziedziczony autosomalnie, dominująco. A to oznacza, że jeśli jedno z rodziców ma taki odruch, to istnieje 50% szans, że dziecko, niezależnie od płci, również będzie kichało po spojrzeniu w stronę słońca.
Piotr: A tak, autosomalnie.
Ola: I właściwie dlaczego ten odruch w ogóle występuje i jaki jest jego mechanizm? Pojawiło się całkiem dużo hipotez na ten temat, ale dwie są szczególnie przekonujące i obecnie dominują w narracji naukowej.
Pierwsza głosi, że podstawy tego odruchu sięgają życia prenatalnego – około czwartego tygodnia rozwoju u zarodka dochodzi do wykształcenia się łuków skrzelowych. Z tych łuków powstają później takie struktury jak, między innymi, rusztowanie dla dolnych dwóch trzecich ludzkiej twarzy. Jest to rusztowanie unerwiane przez tak zwany nerw trójdzielny.
I tutaj należą się takie krótkie didaskalia, ponieważ niektórym ludziom wydaje się, że ewolucja działa w sposób przemyślany, bardzo celowy, że to wszystko jest poukładane i dąży do tego, żeby było coraz lepiej, żeby kolejne organizmy były coraz bardziej doskonałe. Otóż nie. W tym wypadku należy mówić o takiej sytuacji, kiedy natura lubi podpiąć wszystkie struktury do prądu naraz.
Co to oznacza? Posłużę się tu analogią do prądu, do kabli elektrycznych. To jest tak, jakbyśmy dysponowali ogromnym rozgałęźnikiem prądu i najpierw podłączyli do niego wtyczki od wszystkich urządzeń, a dopiero potem porozstawiali je po odpowiednich pomieszczeniach w domu. I tak na przykład z jednego rozgałęźnika mogłyby wychodzić kable podpięte jednocześnie do lampy z salonu, suszarki w łazience i lampek na tarasie.
Piotr: Czyli jak moje majsterkowanie.
Ola: No tak, bardzo zaprzeczam. Wówczas po podłodze wiłyby się stosy kabli, krótkie, długie, splątane, i tak przez cały dom by się to ciągnęło. W tej metaforze kablami są nasze nerwy, a urządzeniami różne narządy i struktury anatomiczne.
I chodzi o to, że w odruchu ACHOO najważniejszymi kablami, jakimi dysponuje organizm człowieka, są nerwy czaszkowe. Jeden z tych nerwów, nazywany nerwem trójdzielnym, podłącza – w cudzysłowie – struktury, które mają ze sobą podejrzanie mało wspólnego. Unerwia bowiem zarówno mięśnie żucia, które są mięśniami ruchowymi, jak i śluzówkę nosa czy gruczoły łzowe, czyli struktury czuciowe. I dlatego właśnie z tym nerwem związane jest pierwsze prawdopodobne wyjaśnienie istnienia omawianego odruchu.
Piotr: Czyli że bez sensu jesteśmy popodłączani, krótko rzecz ujmując.
Ola: Bez sensu jesteśmy popodłączani. U osób, które mają ACHOO, czyli ten odruch kichania po spojrzeniu w stronę słońca, intensywne światło docierające do oka może pobudzać czuciowo nerw trójdzielny, który jest podpięty również do śluzówki nosa. I to wyjaśniałoby, dlaczego organizm daje się tak łatwo wykiwać i uznaje, że bodziec z podrażnionego światłem oka jest w jakiś sposób związany z podrażnieniem śluzówki nosa. A to w normalnych warunkach powoduje kichanie.
I to taki związek zupełnie odległy. A inne wytłumaczenie zespołu ACHOO opiera się na mechanizmie – i tutaj znów pojawią się trudne wyrazy – przywspółczulnego uogólnienia. Chodzi o to, że przywspółczulny układ nerwowy jest elementem autonomicznego unerwienia, czyli czegoś w rodzaju roboczego systemu komunikacji i organizacji, którym ustrój posługuje się niejako za naszymi plecami.
Czasem bywa tak, że ten system komunikacji nie działa tak, jak powinien. I tutaj z kolei posłużę się analogią z teatrem, z przedstawieniem teatralnym, gdzie wszystko jest zorganizowane, są aktorzy, porusza się scenografia, jest orkiestra. Większość wydarzeń rozgrywa się na scenie, ale poza aktorami, na zapleczu, jest mnóstwo ludzi, którzy obsługują światła, kurtynę i przesuwają dekoracje.
I tymi wieloma procesami zawiadują pracownicy teatru, których nie widać i którzy porozumiewają się ze sobą przez system krótkofalówek. Ani aktorzy, ani widzowie nie słyszą tych komunikatów i nie mają wpływu na ich treść, a te komunikaty odpowiadają bezpośrednio za to, co się dzieje na scenie. Wyobraźcie sobie, że poszczególne grupy pracowników mają osobne kanały komunikacyjne – ci od zmiany tła, ci od oświetlenia, ci od wpuszczenia na scenę kolejnych aktorów i tak dalej. Już kończę, już skracam. Piotrek zaczyna przestawiać nerwowo szklankę.
Piotr: Zacząłem, żeby mi nie zwalił pod wrażeniem. Absolutnie oczarowałem twoimi analogiami i się zasłuchałem.
Ola: No i tutaj dochodzimy znowu do tego odruchu ACHOO, bo jeżeli jednak coś w pewnym momencie się pomiesza, to komunikat, który miał być przeznaczony wyłącznie do jednej grupy – na przykład osób obsługujących kurtynę – zostaje puszczony wszystkimi kanałami naraz, takim kanałem ogólnym. I w ten sposób nagle każdy pracownik teatru, wyposażony w tę krótkofalówkę, otrzymuje polecenie o treści "teraz".
Piotr: Rany Jurek, dobrze, że nam zwieracze nie puszczają.
Ola: Myślisz? No i taka właśnie sytuacja ma miejsce, gdy w organizmie dochodzi do przywspółczulnego uogólnienia. Zamiast wydać precyzyjny komunikat od struktury A do struktury B, informacja zostaje puszczona takim kanałem ogólnym. I przez to źrenica, na którą pada intensywne światło, pobudza uogólnionym kanałem również inne struktury wyposażone w te nasze krótkofalówki – w tym wypadku błonę śluzową nosa. A błona śluzowa otrzymuje sygnał, że została podrażniona, co prowadzi do odruchu kichania.
I tutaj oczywiście zaznaczam, że to są dwa opisane mechanizmy, a wersji, jak wspominałam, jest sporo.
Piotr: I kolejne analogie.
Ola: Czekamy na to, aż ktoś naprawdę wyjaśni dokładny mechanizm łączący kichanie z patrzeniem na słońce, bo to wciąż nie wygląda tak bardzo przejrzyście. Natomiast mnie obie te wersje przekonują, nie wiem jak ciebie.
Piotr: Wiesz co, zasłuchałem się. Ta pierwsza jakoś brzmi lepiej, bo ta druga jest tak niepokojąca – dlaczego akurat tymi kanałami idzie. Ale nie wątpię, że ktoś mądrzejszy od nas, a nawet od Arystotelesa, to jakoś przemyślał i opracował.
Ola: A linki do tych badań znajdziecie w opisie.
Piotr: Oczywiście. Mimo super wysoko postawionej poprzeczki, nie podejmę tutaj wyzwania i nie będę generował takich analogii jak twoje.
Ola: Może jakieś przedstawienie kukiełkowe? Chociaż nie wiem, teatr lalek?
Piotr: O, teatr cieni na pewno docenicie, słuchając naszego teatru cieni, będzie taki milczący. Dobrze, więc wciąż pozostając w klimacie wakacyjnym…
0:30:11 Dlaczego trudno zasnąć pierwszej nocy w nowym miejscu
Piotr: Zjawisko, które znowu nie występuje u wszystkich, ale jest na tyle częste, że myślę, że jest dość powszechne – co opiera się też między innymi na waszym odzewie w komentarzach, kiedy o tym pisaliśmy. Mianowicie, jedziemy sobie w nowe miejsce, wymarzone wakacje, spa, hotel na przykład. Ja nie lubię… w hotelu jakieś super wygodne łóżko, idealnie można sobie zaciemnić.
Ola: Temperatura, wilgotność idealna.
Piotr: Idealnie, perfekcyjnie. Wreszcie wypoczniemy, kładziemy się tę pierwszą noc w tym łóżku i w ogóle nie możemy spać. Budzimy się, przewracamy z boku na bok, wałkujemy się. Jest nam za ciepło, za zimno, za twardo i za miękko. Żadna z tych rzeczy nie jest oparta na faktycznym stanie łóżka czy temperaturze, tylko po prostu nijak nie możemy zasnąć. Jest źle i wszystko nas budzi.
To zjawisko jest dość powszechne. Generalnie sprowadza się do tego, że pierwsza, czasami druga noc w nowym miejscu jest trudna do komfortowego przespania. I jest na tyle powszechne, że oczywiście zajęli się tym amerykańscy naukowcy.
Ola: A jakże.
Piotr: Tym razem z Brown University z Rhode Island. To nie jest duża grupa badawcza, bo sprawdzano to na 11 osobach.
Ola: Powiedzmy sobie szczerze, to jest mało reprezentatywne.
Piotr: Ale pewne zjawiska udało się tam wyśledzić. Powiem szczerze, nie sprawdzałem, czy potem te badania rozwijano. Badano przy pomocy standardowych metod EEG i tak dalej aktywność mózgów osób, które kładziono w nowym miejscu.
Ola: Jak kluski kładzione. Możesz kontynuować.
Piotr: Dziękuję ci bardzo. Myślałem, że jakaś analogia musi się pojawić.
Ola: Wyobrażacie sobie kluski kładzione w nowym łóżku, w nowym miejscu. Dobrze już, jedź dalej.
Piotr: Co się okazywało? Okazywało się, że ci ludzie, mimo że stworzono im komfortowe warunki, spali niesymetrycznie – ich mózgi spały niesymetrycznie. Lewa półkula spała znacznie płycej niż prawa, pozostawała przez całą noc znacznie bardziej aktywna i prawie nie wchodziła w głębokie fazy snu.
Ola: I teraz zapytam: czy to byli ludzie prawo- czy leworęczni?
Piotr: W trakcie, jak to przygotowywałem, zacząłem się zastanawiać, czy to ma jakiś związek. Chyba niekoniecznie, ale to jest bardzo dobre pytanie, na które nie znam odpowiedzi. W każdym razie, o co chodzi? Zdaniem tych badaczy, chodzi o przystosowanie ewolucyjne, które polega po prostu na zabezpieczeniu się przed nieznanym niebezpieczeństwem. Nieznanym w tym sensie, że kiedy śpimy w naszym miejscu, w naszych warunkach, to mniej więcej mamy ogarnięty teren – wiemy, że lwy wskakują na nas z prawej, tygrysy szablastozębne z góry, węże z boku i z lewej, i tak dalej.
Ola: I pingwiny jednocześnie, i niedźwiedzie polarne też atakują.
Piotr: Absolutnie. Pozdrawiamy Mikołaja Golachowskiego.
Ola: Który od lat obala mit, że niedźwiedzie polarne oraz pingwiny można spotkać na jednym kontynencie albo na jednym lądzie jakimkolwiek.
Piotr: Niespodzianka, nie można.
Ola: Można tylko w zoo.
Piotr: Dzięki. Arystoteles byłby z ciebie dumny. I generalnie chodzi o to, że jeżeli idziemy spać w nowym, innym miejscu, to nie mamy tego terenu ogarniętego. Być może istnieją tam nowe, nieznane zagrożenia, i przez to lepiej tę pierwszą, czasami drugą noc, spędzić w niepełnym śnie, być w takiej częściowej gotowości, żeby się wybudzić i uciekać lub walczyć. I oczywiście to jest ewolucyjnie dość uzasadnione, dlatego że ci, u których ten mechanizm nie występował, można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że byli częściej zjadani albo w inny sposób rozsmarowywani po rzeczywistości, i mieli mniej dzieci, więc przekazywali ten swój brak zabezpieczeń rzadziej. A ci, którzy mieli skuteczniejsze mechanizmy przekazywania – no, my jesteśmy właśnie ich potomkami. I dlatego u tak wielu osób to zjawisko występuje.
Zresztą podobny efekt pojawia się u niektórych ptaków i ssaków morskich – na przykład u delfinów, żeby się nie utopiły, śpią na przemian półkulami, bo słabo się śpi pod wodą, jeżeli się jest ssakiem i można się podtopić.
Ola: Chyba wszystkie walenie tak mają, te morskie.
Piotr: Nie wiem, czy wszystkie, nie wiem.
Ola: Są nie-morskie walenie, no dobrze.
Piotr: A z kolei u ptaków to jest też zabezpieczenie przed atakiem, więc taki mechanizm występuje. To jest oczywiście wielki problem dla ludzi, którzy podróżują. Myśmy mieli taki czas w swoim życiu, że bardzo dużo lataliśmy w różne miejsca, już pomijam kwestię jet lagu, który sam w sobie jest upiorną rzeczą.
Ola: Lataliśmy służbowo.
Piotr: Służbowo lataliśmy, to było dawno temu, już na szczęście nie latamy, bo to ciekawe, choć dość męczące. I się okazuje, że jesteśmy w jakimś super fajnym hotelu i tak dalej, a człowiek spędza w tym hotelu na przykład dwie noce, bo potem wraca do domu, bo przyjechał na jakieś jedno wydarzenie. No i się okazuje, że cudownie, pierwsza noc nieprzespana, a druga tak sobie.
Ola: Zmaltretowany człowiek wraca do domu, a jemu mówią: "o, jak ci było fajnie, byłaś, byłeś za granicą".
Piotr: Przywozisz sobie wory pod oczami. I teraz oczywiście są jeszcze ludzie, którzy naprawdę spędzają większość czasu podróżując i potrafią spać przez długi czas, więc praktycznie nie mają codziennie nowego miejsca. Nie zazdroszczę. Zresztą jest nadzieja, że zrozumienie tego mechanizmu w jakimś stopniu pozwoli, nie wiem, zapobiegać takiemu efektowi. Może da się to jakoś wygasić – może, no oczywiście poza żarciem typowych leków nasennych, bo to rozwiązanie, choć skuteczne, potrafi trochę rozchwiać normalny system spania.
0:36:50 Dlaczego lubimy grillowane jedzenie (reakcja Maillarda)
Ola: Dlaczego lubimy grillowane jedzenie? No bo lubimy, prawda? Ja chyba nie znam nikogo, kto by nie lubił czegoś z grilla.
Piotr: To nie znaczy, że koniecznie grillowane mięso.
Ola: Tak, bo grillowane pieczarki czy grillowane ziemniaki, szparagi są doskonałe, prawda?
Piotr: Przestań, bo jeszcze nic nie jedliśmy.
Ola: Okej. Większość z nas, załóżmy, lubi jedzenie z grilla i ulega czarowi tego cudownego zapachu i smaku. I znowu za tę magię odpowiada, co? Chemia, no oczywiście.
Piotr: Wszędzie ta chemia.
Ola: Reakcja Maillarda, konkretnie. To właściwie cała seria reakcji zachodzących między aminokwasami a cukrami redukującymi. To bodaj najważniejszy i najbardziej smakowity proces w całej sztuce tworzenia jedzenia i zachodzi niemal zawsze, gdy pieczemy czy smażymy jedzenie. Dzięki temu mięso tak smakowicie brązowieje, chleb ma złocistą skórkę, a frytki przestają być zwykłymi ziemniakami, tylko smakują naprawdę fajnie. Chyba że komuś frytki nie smakują, no to jest już zupełnie inna sytuacja.
Piotr: Są tacy ludzie podobno.
Ola: W ramach reakcji Maillarda tworzy się wiele produktów, które niemal natychmiast zaczynają dalej reagować i przekształcają się w kolejne związki. Te kolejne przemiany są charakterystyczne dla wielu rodzajów jedzenia, i to właśnie dzięki nim jedno pociągnięcie nosem wystarczy, żeby odróżnić zapach kiełbaski z grilla od świeżo upieczonego ciasta czy parzonej kawy. To są te dalsze efekty przemian zachodzących w ramach reakcji Maillarda.
Piotr: Kawa z grilla, absolutnie. Znaczy, żeby nie było za różowo…
Ola: Parzona kawa, tak, wcześniej była palona – myślę, że palone ziarna kawy.
Piotr: Tak, absolutnie. Żeby nie było za różowo, reakcja Maillarda nie daje samych dobrych rzeczy, przynajmniej niekoniecznie zdrowych, bo po pierwsze, takie jedzenie w wyniku tej reakcji traci część węglowodanów i aminokwasów i jest po prostu mniej wartościowe. Ale co gorsza, na skutek tej reakcji, w temperaturze od 120 do 180 stopni Celsjusza, powstaje akrylamid. O tym pewnie sporo osób słyszało. To dość paskudny związek, rakotwórczy i potencjalnie toksyczny. Szczególnie pojawia się podczas smażenia na głębokim tłuszczu, a żywność, która ma dużo skrobi, jest szczególnie podatna na tworzenie tego akrylamidu – na przykład wspomniane frytki czy chipsy.
Ola: Ziemniaczane.
Piotr: Tak, jak najbardziej.
Ola: Bo ziemniaki zawierają dużo skrobi.
Piotr: Dokładnie. Jest cały szereg różnych rozwiązań pozwalających ograniczyć tworzenie się tego akrylamidu. Między innymi chodzi o to, żeby przy grillowaniu pokarmu, zwłaszcza mięsa, z którego kapie tłuszcz, unikać tego, żeby ten tłuszcz wlewał się bezpośrednio na grill, na ogień, na te węgielki. Możecie sobie spokojnie poszukać, jest sporo na ten temat. Akrylamid jest substancją wredną, bo tak jak wspomniałem, jest rakotwórczy, a może też uszkadzać układ nerwowy, bo jest po prostu neurotoksyną.
0:40:24 Dlaczego pokrzywy parzą
Ola: Dlaczego pokrzywy parzą?
Piotr: Tak, tu odchodzimy od tematów jedzeniowych, i od razu mały spoilerek – będzie dużo o roślinkach. Już zajawiły się roślinki poprzez chociażby ziemniaki i skrobię, a teraz będzie sekcja roślinna.
Ola: Roślinki, które bronią się przed roślinożercami, widzę pokrzywy. Dzisiaj rano biegałam i się zastanawiałam, czy jakbym otarła się o taką kępę bujnych pokrzyw, to co by się wtedy stało. Wiadomo, że zaczęłaby mnie szczypać ręka czy noga, ale co by się stało od strony naukowej? Wolałam o tym poczytać, niż sprawdzać, bo właściwie czego bym się dowiedziała, oprócz tego, że piecze i jest nieprzyjemnie. I tutaj zrobię taki wstępik: w Polsce mamy pospolicie występujące dwa rodzime gatunki pokrzyw – pokrzywę zwyczajną i niższą od niej pokrzywę żegawkę.
Piotr: W przypadku żegawki – kiedyś miałem ćwiczenia, już nie pamiętam, na biologii, pewnie z botaniki – mówili nam, że jak szukamy żegawki, to żebyśmy poszli za stodołę, ponieważ tam się najczęściej sika. One lubią wysoką zawartość azotu, więc ta żegawka najczęściej rośnie tam, gdzie ludzie sikają.
Ola: Nosi ona łacińską nazwę Urtica urens. Czy to ma coś wspólnego z uryną? Trochę tak brzmi. Sprawdzimy to.
W przypadku pokrzywy zwyczajnej, bo ona występuje najczęściej, mechanizm parzenia wygląda tak, że jest zależny od budowy łodyg i spodniej części liści. Są one pokryte dwumilimetrowymi włoskami, kłująco-parzącymi. Te włoski są nasycone krzemionką, mają rurkowaty kształt, są puste w środku i zakończone złośliwym, łatwo odłamującym się czubkiem. Ten czubek odłamuje się na przykład wtedy, kiedy ocieramy się o te rośliny – ale nie odłamuje się, zanim wbije się w naszą skórę, tylko dokładnie wtedy, gdy już się wbije w naskórek, i tam pozostaje. Wówczas z wnętrza tego mikroskopijnego włoska wydobywa się odrobina płynu drażniącego – to zaledwie około 0,004 mg, czyli naprawdę malutko. Tylko że ten płyn jest naprawdę ostro drażniący, działa na powierzchniową warstwę komórek skóry. W skład tego żrącego płynu wchodzą kwas mrówkowy, histamina i acetylocholina.
Piotr: Jaki zestaw wystrzałowy, można powiedzieć.
Ola: Teraz może omówię pokrótce, co każda z tych substancji nam robi. Kwas mrówkowy występuje również w jadzie mrówek i wykazuje działanie żrące i drażniące skórę, wywołując jej oparzenia. Histamina to substancja, która wspomaga reakcję alergiczną i stan zapalny. A dzięki będącej neuroprzekaźnikiem acetylocholinie, te wrażenia odbierane są mocniej i efektywniej.
Piotr: Dzięki, pokrzywy.
Ola: Pozdrawiamy. Pokrzywy są naprawdę mistrzowskie. Kiedy już pokrzywa zaaplikuje nam taką mieszankę do naskórka, pojawia się na nim miejscowy stan zapalny, zaczerwienienie i drobne bąble. A podrażnienie zakończeń nerwowych wywołuje u nas pieczenie i ból. Czas trwania tych objawów zależy oczywiście od tego, jak silnie nasza skóra była wystawiona na działanie tego pokrzywowego płynu drażniącego – zazwyczaj z reguły znika to po jakichś 10 minutach. Optymistyczne założenie. A co, jeśli nie chce ustąpić, taki efekt drażniący? Wówczas warto najpierw przemyć skórę wodą z mydłem, żeby pozbyć się wbitych w naskórek złośliwych pokrzywowych włosków, a potem można ewentualnie posmarować podrażnione miejsce preparatem o działaniu przeciwhistaminowym, albo zastosować okład z gazy nasączonej zimną wodą.
Piotr: Można też zastosować metodę, którą przynajmniej kiedyś stosowały babcie i rodzice – nie wiem, czy nadal się ją stosuje – czyli powiedzieć: "hej, nie martw się, poparzenie pokrzywą jest zdrowe, nie będziesz miał reumatyzmu". I oczywiście to jest bardzo przekonujące dla czterolatka, który przez całe życie obawia się, że będzie miał reumatyzm, i w związku z tym…
Ola: Właśnie wpadł w pokrzywy.
Piotr: Właśnie wpadł w pokrzywy i żyje jak zarzynane prosię, i absolutnie tak, więc to na pewno działa bardzo dobrze. Ale w dodatku, w ramach psucia dobrej zabawy, postanowiliśmy…
Ola: Teraz ty jesteś panem Marudą.
Piotr: Absolutnie, zapytać specjalistę, czy rzeczywiście poparzenie pokrzywami pomaga zwalczać reumatyzm, zapobiegać mu, cokolwiek. Zapytaliśmy o to, a jakże, reumatologa, specjalistę lekarza Bartosza Fiałka. Pozdrawiamy Bartka, świetny popularyzator wiedzy medycznej, totalnie go polecamy wszędzie, na Facebooku i na Instagramie. I co on nam powiedział? Powiedział nam tak – tu cytat leci: "W naukowej literaturze przedstawia się to raczej jako ciekawostkę. Pokrzywy mają zdolności przeciwzapalne, przez co w przeszłości uważało się, że faktycznie mogą mieć minimalny wpływ na poprawę stanu stawów w przebiegu reumatoidalnego zapalenia stawów. Jednak to nie były badania randomizowane, a próba była bardzo mała – a im mniejsza próba, tym mniej wiarygodne wyniki, łatwiej o przedziały skrajne. Dlatego w literaturze naukowej, która wskazuje algorytmy postępowania zgodne z aktualną wiedzą medyczną, pokrzywa nie występuje jako forma terapii reumatoidalnego zapalenia stawów." Czyli najkrócej: nie ma dowodów naukowych o wystarczającej sile i jakości, żeby wprowadzić pokrzywę jako jedną z form, nawet dodatkowych czy uzupełniających, w terapii reumatoidalnego zapalenia stawów. A jak się jej nie stosuje, to znaczy, że nie jest wystarczająco skuteczna. Bardzo mi przykro. To już bardzo mi przykro było, poza cytatem.
Ola: W sumie to miło, że nie trzeba się tarzać w pokrzywach, żeby nie mieć reumatoidalnego zapalenia stawów.
Piotr: Gdyby to pomagało, to myślę, że wiele osób chętnie by się potarzało w tych pokrzywach. Ale po co sobie zadawać ból bezcelowo?
Ola: Owszem, pokrzywy nie zapobiegają reumatyzmowi, ale są bardzo smaczne. I tutaj dorzucam przepis na placki pokrzywowe, które smakują zwłaszcza dobrze wczesnym latem, kiedy pokrzywy są jeszcze młode i delikatne.
Piotr: Szczerze, jak się poobrywa te górne listki, to sprawdzaliśmy nawet jesienią, że dobrze wychodzi.
Ola: To prawda, tylko muszą być delikatne listki. Trzeba je zbierać w grubych, solidnych rękawicach. Dodam, że nawet zbieranie przez torebkę foliową nie zawsze jest skuteczne.
Piotr: Wredne małe rurki krzemionkowe.
Ola: Złośliwe, potrafią wbić się nawet przez cienką torebkę foliową. Z takich właśnie można sobie przyrządzić pyszne pokrzywowe placki, które oczywiście są takie smaczne, ponieważ zachodzi tam reakcja Maillarda. I teraz uwaga, taki przepis, który znaleźliśmy, pochodzi z książki "Kuchnia Słowian" Hanny i Pawła Lisów. Bardzo fajna książka, bardzo fajni autorzy, oni odtwarzają przepisy dawnych Słowian.
Piotr: Takie prawdziwe, na podstawie badań archeologicznych.
Ola: Tak. Pokrzywy należy opłukać, posiekać, oprószyć odrobiną mąki i solą, ewentualnie skropić jeszcze wodą, zmieszać w kleistą masę, następnie nakładać łyżką w formie placuszków na rozgrzany olej i smażyć na złocisty kolor. Podawać z sosem czosnkowym. A ci, którzy obawiają się, że pokrzywy mogą ich w dalszym ciągu parzyć, niech się nie obawiają, bo przestają parzyć, kiedy zwiędną albo zostaną poddane obróbce cieplnej, co następuje właśnie w procesie smażenia.
Piotr: Jest to pyszne, zdecydowanie polecamy. Zostając przy tematach nieco kulinarnych, a na pewno bardzo roślinnych nadal…
0:48:44 Dlaczego mięta chłodzi
Piotr: …dlaczego właściwie mięta chłodzi? To rozległy temat, bo rzeczywiście chłodzi, a przynajmniej stwarza takie wrażenie, i to bardzo wyraźne zjawisko. Kluczem do tego jest oczywiście mentol, czyli substancja aktywna obecna we wszystkich odmianach mięty. Są tam też różne dodatkowe substancje, które sprawiają, że te mięty różnią się trochę zapachem i tak dalej.
Ola: Ty będziesz mówił, jaką nazwę chemiczną ma mentol?
Piotr: Tak, ale to trzeba powiedzieć, wszyscy chyba to zapamiętają. Prosta sprawa: to jest [? niepewne: 1R2R5R5-metyloprop-2-ylocykloheksan-1-ol]. Teraz prosimy o powtórzenie.
Nie, to jest swoją drogą bardzo zabawne. Chyba dałem tam link również do nazewnictwa w chemii, bo to się bardzo zmieniło – nawet jak po raz pierwszy o tym pisaliśmy, to nazewnictwo było jeszcze trochę inne, a potem jakaś Międzynarodowa Unia Chemii Czystej i Stosowanej pozmieniała to nazewnictwo. W każdym razie ciekaw jestem, jak studenci to teraz znoszą, bo już dawno temu było trudno, a to ciekawa sprawa.
Co tam się dzieje tak naprawdę z tym mentolem? Przede wszystkim kluczowa sprawa to jest to, dlaczego czujemy zimno i jak to działa. Mamy bardzo wyspecjalizowane zmysły odbierające różne rzeczy, i jednym z nich jest – właściwie można by to rozbić na kilka – cały system receptorów, które odpowiadają między innymi za odbieranie ciepła i zimna. To są komórki, które mają w błonie komórkowej umieszczone specjalne białka, bo te białka reagują na przykład na zmianę temperatury, zmieniając – w uproszczeniu, przepraszamy biochemików – można powiedzieć, kształt. A ponieważ znajdują się w błonie komórkowej, wpuszczają do środka komórki jony z otoczenia. To powoduje, że w komórce powstaje zmiana potencjału, sygnał elektryczny. Ten sygnał jest przewodzony do mózgu, trafia tam w odpowiednie miejsce i wywołuje odpowiednią reakcję, czyli na przykład wrażenie zimna.
I mentol schakował ten system, bo jego cząsteczki działają bezpośrednio na te białka znajdujące się w błonie komórkowej. Te białka – znowu angielskie nazwy robią swoje – jak zapisać nazwę tego białka, to jest TRPM8. Mało interesująco, ale wymawia się po prostu TRPM8, już znacznie lepiej. I to jest właśnie to białko, które odpowiada za reakcję na zimno. To, co robi mentol, to po prostu zmusza to białko do zmiany kształtu, tak jakby było zimno, mimo że nie jest.
Ola: Czyli białko ze śluzówki?
Piotr: Nie śluzówki, z błony. To nie musi być koniecznie na śluzówce, jest w różnych miejscach. Skórę jak sobie natrzesz jakąś mentolową maścią, to też jest zimno. Oczywiście śluzówka jest wrażliwsza, głównie dlatego, że jest wilgotna, czyli szybciej docierają tam te cząsteczki, i to generalnie powoduje reakcję, ale generalnie wszędzie działa to tak samo. Czyli to białko jest zmuszane przez mentol do wpuszczenia do środka jonów, czyli wywołuje taki efekt, jakby było zimno, mimo że samego zimna nie ma, i nasz mózg jest perfidnie oszukiwany w ten sposób.
Ola: To nie perfidnie, tylko sprawiamy sobie tę przyjemność.
Piotr: Do pewnego momentu na pewno, o tym za chwilę jeszcze. Oczywiście powstaje pytanie, po co mentol to robi? Nie robi tego w prezencie dla wszelkich producentów gumy do żucia, którzy później robią te reklamy telewizyjne, gdzie wszyscy zieją zimnem z ust i tak dalej.
Ola: Zioną.
Piotr: Zioną, zioną, zioną. O Jezu, naprawdę, musisz mi wszystko psuć. No niech będzie, że zioną, masz rację. Oczywiście to jest system obronny, a jakże, tak samo jak u pokrzywy, tak samo zresztą jak w jeszcze jednej roślince, o której będziemy mówili – chodzi o to, żeby zniechęcić zjadające zwierzęta. I oczywiście to jest ten sam system co kapsaicyna, czyli to, co jest tak ostrego w papryce.
Ola: To, co Piotrek uwielbia, a ja po prostu nie jestem w stanie jeść ostrych rzeczy z kapsaicyną, czyli z chili.
Piotr: Tak, to jest generalnie to, co jest w paprykach ostrego. Przepraszam, machasz rękami, a ty odganiasz muchę. Zastanawiałem się, czy powiedziałem coś tak głupiego, że muszę wszystko przerwać, ale to była tylko mucha.
Dobra, wracając do tematu. Właśnie, skoro mucha – chodzi o owady, bo głównie mentol działa na owady, ale nie tylko. Mentol może być dla nich toksyczny, czyli innymi słowy zniechęca do wcinania tej mięty nie tylko owady, ale i ślimaki, i ssaki, dając właśnie takie niepokojące efekty.
Ola: To ja nie wiem, o czym ty mówisz, ponieważ nasze ślimaki ogródkowe są tak zmutowane, że naszą miętę, którą od kilku lat miałyśmy tu posadzoną przez naszą kochaną Olgę, która pomagała nam przy wychowywaniu dzieci, zjadły po prostu tak, że już nawet śladu nie zostało. Więc ślimaki są nieczułe.
Piotr: Zależy, które, bo te bezskorupowe, to zeżrą wszystko.
Ola: Pomrowy, tak?
Piotr: Tak, ale to jest szersze, jest jeszcze taki czarny… Dobra, nie o tym w tej chwili. W każdym razie mentol sam w sobie jest toksyczny i niebezpieczny, bo w czystej postaci może powodować różne niefajne zjawiska – stan zapalny, ale też owrzodzenie przy spożyciu większej ilości. To wymioty, spowolnienie akcji serca, a nawet obrzęk mózgu. I właśnie obrzęk mózgu był pośrednią przyczyną śmierci jedynej znanej, opisanej w literaturze naukowej, śmierci wywołanej zatruciem mentolem. Był to 22-latek, mieszkaniec Indii, któremu zlecono czyszczenie zbiornika w fabryce przetwarzającej miętę. Robił to oczywiście bez zabezpieczeń – niestety bardzo często w takich sytuacjach się to zdarzało.
Ola: I to był zbiornik po olejku mentolowym?
Piotr: Po olejku mentolowym, tak. Ten mężczyzna doznał poważnych, rozległych uszkodzeń mózgu, cztery dni jeszcze go ratowano w szpitalu, niestety zmarł. Więc mentol, oczywiście, żeby nie było – w takich ilościach jak w gumach do żucia czy chociażby naszej mięcie ogródkowej nie jest groźny. Natomiast gdyby się nawtykać tej mięty, nie wiadomo ile, te efekty mogłyby być bardzo niesympatyczne.
0:56:01 Dlaczego siuśki po szparagach nieprzyjemnie pachną
Ola: A teraz pytanie fundamentalne: dlaczego siuśki po szparagach tak nieprzyjemnie pachną?
Piotr: To nadal letni temat, chociaż szparagi już są… nagrywałem to na początku lipca, więc już raczej po szparagach.
Ola: Sezon szparagowy niestety już się skończył, można jeszcze gdzieniegdzie na straganach znaleźć. Ale kiedy sezon trwał, to zapewne część z was po zjedzeniu szparagów wyczuwała pokłosie tego zjedzenia. Otóż siuśki po szparagach po prostu brzydko pachną, mówiąc najbardziej delikatnie, jak się da. I już sam Marcel Proust, który przy każdej możliwej okazji objadał się szparagami, napisał o tym oględnie – zacytuję zaraz – że ich woń zamienia jego nocnik w naczynie wonności.
Piotr: Proszę cię, czy to nie wali grafomanią?
Ola: Kto jednak zna zapach szparagów, ten wie, że ten opis jest naprawdę bardzo naciągany, i powiedzmy sobie szczerze, mocz po szparagach nie pachnie, tylko śmierdzi – ta woń jest bardzo nieprzyjemna, pod warunkiem że ją wyczuwamy, albo że ją wytwarzamy. I tutaj zacznijmy od początku: przyczyną nieprzyjemnej woni moczu po szparagach jest to, w jaki sposób ludzki organizm przetwarza te szparagi. Szparagi zawierają znaczne ilości asparaginy i S-metylometioniny – trudne słowo – to są aminokwasy, które w ludzkim moczu przekształcają się w kilka związków zawierających siarkę.
Piotr: Mówiłaś, że widziałaś siarkę.
Ola: Tak. I wśród tych związków jest taki, który ma najsilniejszą woń, a nosi nazwę metanotiol. Dobrze powiedziałam, metanotiol. Pozostałe związki też mają charakterystyczne, odrażające zapachy, i szybko zamieniają się w substancje lotne, dzięki czemu bardzo łatwo docierają do naszych nosów.
Piotr: Ale nie wszyscy czują te zapachy, prawda?
Ola: Na to wygląda…
Piotr: Znowu, jak zajrzymy do komentarzy, kiedy piszemy na ten temat, to część osób mówi "tak, tak", a część mówi "ale o co wam chodzi?".
Ola: Tak, bo oczywiście, a jakże, amerykańscy naukowcy – link do badań w opisie – przeprowadzili badania w 2011 roku, które wykazały, że niektórzy ludzie wyczuwają zapach szparagów w siuśkach, a inni nie. To było widać w komentarzach pod naszymi postami.
Piotr: Nie trzeba amerykańskich naukowców.
Ola: No dobrze, bądźmy sprawiedliwi. Ale doszli oni do wniosku, że wynika to z różnic genetycznych w działaniu receptorów węchowych. Okazało się, że tego brzydkiego zapachu szparagów w siuśkach nie odbiera od 1,3 do 50% Amerykanów. Natomiast wyczuwają go niemal wszyscy mieszkańcy Chin i Izraela.
I tutaj jeszcze dorzucę badania z 2010 roku, przeprowadzone przez firmę produkującą testy genetyczne, 23andMe. Te badania wskazały miejsce w DNA odpowiedzialne za to, czy czujemy zapach szparagów w siuśkach, czy nie – zlokalizowaną na pierwszym chromosomie wariację, która o tym decyduje. Ma ona niewiele mówiącą nazwę rs4481887.
Piotr: Mogli wymyślić coś ładnego, jak akronim.
Ola: A jej szczególną cechą jest to, że znajduje się w pobliżu genów odpowiedzialnych za różne typy receptorów węchowych. Natomiast naukowcy nie są pewni, o który konkretnie receptor może chodzić.
Piotr: To naprawdę kluczowa kwestia, zupełnie.
Ola: Jeszcze dodam, że jedno z badań wykazało, że u blisko 8% uczestników tych badań siuśki po szparagach w ogóle nie miały przykrej woni – innymi słowy, po prostu nie śmierdziały. Więc wciąż czekamy na bardziej rozstrzygające wyniki badań dotyczące wyczuwania przykrej woni moczu po zjedzeniu szparagów oraz wyczuwania tego zapachu przez poszczególne osoby.
1:00:31 Dlaczego ogórki bywają gorzkie
Piotr: To jeszcze zostajemy w sosie ogórkowym tym razem, czyli przy roślinach – sezon ogórkowy, jak widać. Kwestia również bardzo istotna, chociaż naszło mnie… nie wiem, na ile nadal ten problem istnieje, ale zaraz do tego wrócę: gorzki smak ogórków.
I teraz naszło mnie – bo nie wiem, na ile to jest ciekawe swoją drogą, na ile nadal ludzie zdają sobie sprawę z tego, że ogórki są gorzkie – dlatego że kiedyś, dawno temu, jak byliśmy jeszcze znacznie młodsi, to rzeczywiście bardzo często trafiały się ogórki, że obieramy sobie ogórek, albo nie obieramy, zaczynamy jeść, i taka gorycz, która się tak paskudnie rozchodzi po ustach i tam zostaje na długo.
Ola: Ale to dotyczyło końcówki ogórka, tej ciemnej.
Piotr: Tak, o tym za moment, ale w ogóle zastanawiam się, czy ten problem jeszcze występuje – kto pamięta, ten wie, kto trafia, też wie. Ta gorycz pochodzi od takich związków, które nazywają się kukurbitacynami. O matko, jedna z tych nazw. To są steroidy, wytwarzane głównie przez rośliny, choć nie tylko rośliny, a jakże, do obrony przed zjadającymi je zwierzętami. Dla wielu zwierząt są trujące, dla wielu smakują właśnie paskudnie gorzko, co skutecznie zniechęca do wcinania tych roślin, które zostawiają taki paskudny smak.
Nie wszystkie ogórki są gorzkie, całe szczęście – w dużym stopniu zależy to od tego, w jakich warunkach rosły. Im trudniejsze warunki wzrostu, tym ogórek bardziej gorzki – dotyczy to między innymi suszy czy zimna. Te ogórki, które rosną dziko, to znaczy są hodowane pod otwartym niebem…
Ola: Czyli są hodowane pod otwartym niebem, to trzeba gdzieś zapisać w annałach.
Piotr: Dzikie ogórki, absolutnie.
Ola: Dziki nie jest hodowany.
Piotr: Można różnie hodować, bo masz te ogórki, te tak zwane węże, które są bardzo wyselekcjonowanymi odmianami. W dodatku często są uprawiane w bardzo, dosłownie, cieplarnianych warunkach, i nie zdarza im się ta gorycz.
Ola: I są ogórki gruntowe, które można hodować pod gołym niebem. One bardzo dobrze wychodzą jako małosolne – mamy pełen słoik właśnie przez Piotrka nastawionych.
Piotr: Tak, chociaż akurat te są lekko podwiędłe, trzeba je szybko zjeść i nowe kupić. Ale wracając do tematu: te bardziej narażone na trudniejsze warunki mają więcej tych kukurbitacyn i przez to bywają bardziej gorzkie. Ta substancja gromadzi się głównie w liściach, łodygach i korzeniach roślin.
I teraz ta ciemna strona ogórka, o której wspomniałaś, to jest ta część, którą ogórek przylegał do łodygi, z której wyrasta. Natomiast ta jasna strona to jest ta strona od kwiatka – tam zresztą często, jak kupujemy naprawdę świeże ogórki, można spotkać takie farfocle przyklejone do ogórka. Żółtawe, to są resztki kwiatów, z których ten ogórek powstał. Dodajmy, że oczywiście ogórek jest owocem, żeby ktoś nie miał wątpliwości.
Więc ta ciemna końcówka od łodygi ma więcej tych gorzkich substancji, a ta jasna strona, od kwiatka, mniej. W związku z tym, jeżeli chcemy, żeby nasz ogórek nie zgorzkniał, i chcemy go obrać, zwłaszcza że wtedy się to często pojawia, to obierajmy od tej jasnej strony i tnijmy – bo jak będziemy ciąć od ciemnej, to mamy szansę rozprowadzić tę gorycz po całym ogórku, co ma potem opłakane skutki, bo paskudnie smakuje. Można też odciąć tę ciemną końcówkę, chociaż moim zdaniem szkoda. Można też, choć to już wyjątkowo kłopotliwe, jak już mamy porcję tych wyjątkowo trudnych ogórków, po każdym pociągnięciu nożem, obieraczką czy skrobaczką, po prostu płukać to narzędzie pod strumieniem wody. Ale to już chyba naprawdę zbyt głębokie wydziwianie.
1:04:52 Dlaczego mokre włosy są ciemniejsze
Ola: No i na koniec wielka tajemnica ludzkości: dlaczego mokre włosy są ciemniejsze? Jak to się dzieje, że blondynka staje się szatynką, szatyn brunetem, a brunet wydaje się jeszcze mroczniejszy, po tym jak zmoczy włosy. Wpływają na to dwa czynniki.
Pierwszym jest zlepianie się włosów – oddziaływania międzycząsteczkowe sprawiają, że wilgotne włosy sklejają się w pasma, wiadomo, posklejane takie strąki. Gdy światło wpada do włosa, odbija się przez chwilę w jego wnętrzu i ucieka na zewnątrz. Jeśli jest on suchy i odizolowany od innych włosów, to duża część tego światła odbija się i trafia do oka tego, kto obserwuje. W paśmie mokrych włosów światło, uciekając z jednego włosa, częściej trafia do innego, i zamiast dotrzeć do oka obserwatora, rozprasza się i wygasa.
Drugi element to sposób odbijania się i załamywania światła. W mokrym włosie warstewka wody zmienia kąt załamania światła – zamiast uciekać z włosa, światło odbija się dłużej wewnątrz niego i stopniowo rozprasza. Znowu mniej tego światła trafia do naszych oczu i włosy wydają się przez to ciemniejsze. Ot i cała tajemnica.
Piotr: Twoje włosy, niezależnie od tego, jak są mokre, są ciemne, prawie czarne, więc tak w ogóle psujesz ten efekt. Już ciemniej nie będzie chyba.
Ola: Ja załamuję system.
Piotr: Załamujesz system i światło.
Ola: Prawa fizyki tutaj są w ogóle zniszczone.
Piotr: Tak jest, biedne prawa fizyki. Słuchajcie, to chyba tyle na część pierwszą. Tak jak Ola zapowiadała, będzie jeszcze część druga za dwa tygodnie.
Ola: Zapraszamy was na nią serdecznie, bo będą bardzo ciekawe tematy. Między innymi o tym, dlaczego kiedy zamkniemy lodówkę i potem chcemy ją szybko otworzyć ponownie, bo czegoś zapomnieliśmy, to ta lodówka stawia nam czynny opór.
Piotr: I nie jest to kwestia jakichś kłopotliwych magnesów, to jeden z takich wątków niezwykle ciekawych. Słuchajcie, jeżeli wam się podobało, powiedzcie innym o naszym podcaście, już prosiliśmy. Przypominamy o koszulkach, link jest w opisie odcinka.
Ola: Piszcie na adres podcasty@crazynauka.pl, jeżeli macie jakieś uwagi, jeżeli chcecie nam coś przekazać.
Piotr: No i subskrybujcie nasz podcast na wszelakich platformach. To daje nam informację o tym, ile osób jest zainteresowanych, ale też daje wam informację o tym, kiedy wychodzi najnowszy odcinek. Więc polecamy to rozwiązanie.
