Podcast Crazy Nauka · odc. 45
Nauka na czasie – końskie twarze i CAPTCHA
Posłuchaj też na:
Dlaczego konie mają długie pyski, a sarny krótkie, oraz o tym, jak ludzie starają się przechytrzyć boty, tworząc systemy captcha, czyli “nie jestem robotem”.“Nauka na czasie” to nowy, krótszy format Podcastu Crazy Nauki, który nagrywamy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami. Omawiamy w nim po dwa bieżące doniesienia naukowe.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego długa twarz jest luksusem?
Piotr: Jak udowodnić, że się nie jest robotem?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcastu, a jakże, Crazy Nauka.
Ola: I to już drugie wydanie naszej Nauki na Czasie, czyli takiej lżejszej wersji naszego podcastu, który, przypominam, ukazuje się teraz co tydzień. Pierwsze wydanie Nauki na Czasie sprzed dwóch tygodni spotkało się z waszej strony ze znakomitym odbiorem. Słuchaliście, komentowaliście, głosowaliście w ankietach, które wam podsuwaliśmy, i naprawdę bardzo wam za to dziękujemy.
Poczuliśmy się zachęceni, żeby dalej nagrywać te krótsze wersje, które będą się przeplatały zamiennie z wersjami dłuższymi naszego podcastu, i dzięki temu będziemy mogli wam towarzyszyć co tydzień.
Piotr: Bo tak szczerze, to gdyby wam się to nie spodobało, to byśmy sobie po prostu dali spokój. Więc zupełnie śmiało można powiedzieć, że sami sobie wyklikaliście ten nowy format i to, że będziemy co tydzień, bo to trochę był taki eksperyment.
Ola: No tak, a jeżeli podoba wam się to, co robimy, to zapraszamy do naszego Patronite'a – można się tam włączyć w tworzenie naszego podcastu, dorzucając się na przykład do serwera, do sprzętu i do programów, z których korzystamy. Zawsze taka pomoc będzie mile widziana, a i nam się ciepło na serduszkach zrobi.
Piotr: No właśnie, a w ogóle to też, jak ma się nam ciepło robić, to subskrybujcie, komentujcie, lajkujcie posty w mediach społecznościowych. To nam bardzo pomaga i nie musi nam się robić ciepło – czasem może nam się zrobić zimno, bo wszelkie krytyczne uwagi też są mile widziane i rozpatrywane. Naprawdę już parę udogodnień wprowadziliśmy właśnie po waszych uwagach.
Ola: A jeżeli chcecie nas gdzieś znaleźć, no to jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych. I tych nieliczących się także.
0:02:10 Konie, dowcipy i długie twarze
Piotr: Tak, miałem to dopowiedzieć, ale pomyślałem, że cisza w podcaście to jak cisza w radiu – jak trwa więcej niż dwie sekundy, teraz dzwoni telefon. Cudownie krępująca cisza.
Dobra, do rzeczy. Dziś mamy dwa tematy. Ponieważ nagrywamy ten podcast w ostatnich dniach 23 roku, sam nasuwa się pomysł na podsumowanie roku.
I właśnie dlatego go nie zrobimy, bo jest bardzo dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia i właściwie nie będziemy wracali do tego, co już było. Znaczy pewnie będziemy jeszcze nie raz, ale nie tym razem na pewno – podsumowania tutaj, u nas w podcaście, nie będzie.
Ola: O tak, właśnie tak zrobimy, żeby być oryginalnymi na siłę. I proszę nas tutaj nie zawracać z tej obranej drogi. Zaczynamy więc od konia, a właściwie od oblicza konia.
Bo temat, który ja dzisiaj przygotowałam – bo jak wiecie, w tych krótszych odcinkach są dwa tematy. Jeden opracowuję ja, drugi Piotrek.
Piotr: Chyba, że są trzy, to wtedy jeszcze nie wiemy, kto tam siedzi.
Ola: Ale jeszcze nie robiliśmy takiego potrójnego – to może wtedy nasza fala będzie opracowywała ten trzeci news i on będzie zawsze poświęcony jedzeniu dla psów.
Piotr: Nie, nie, w ogóle jedzeniu.
Ola: Jedzeniu. No i ten temat, który ja przygotowałam, sprowadza się do tego, dlaczego konie mają końskie twarze. A odpowiedź brzmi w skrócie: bo mogą. I to już ten news.
Piotr: Jak ktoś oglądał "1670", czyli serial, który podzielił całą Polskę na dwie połowy, większą i mniejszą, to tam się pojawia wątek końskiej twarzy i teścia.
Ola: [? niepewne: Adamczycha] ma mniejszą i większą połowę. No i tutaj, ponieważ już jesteśmy przy różnych dowcipach, sucharach i humorze rozmaitej kategorii, opowiem kawał. Naukowcy, którzy opracowali ten temat, zaczynają całą opowieść od dowcipu. I jest on, niestety, uwaga, śmieszny tylko w wersji angielskiej.
Piotr: Tak, to jest problem trochę.
Ola: "A horse walks into a bar, the bartender says, so why the long face?" Czyli dlaczego długa twarz, innymi słowy dlaczego smutna twarz – bo to jest taki idiom. Jeżeli użyłam tego sformułowania w złym znaczeniu, to wszystkich językoznawców bardzo przepraszam. To było śmieszne tylko po angielsku, a w Polsce też mamy dowcipy.
Piotr: Ale on nic nie odpowiedział, ten koń?
Ola: Odpowiedział, nic nie odpowiedział.
Piotr: To głupia sprawa. Więc oczywiście można zapytać sztuczną inteligencję, żeby przedstawiła swoje wersje dowcipu. Zabawne jest to, że wszystkie te czaty typu ChatGPT działają przede wszystkim w języku angielskim.
W angielskim są trenowane, po polsku też potrafią, ale niestety po polsku są nieporadne, zwłaszcza tam, gdzie są dowcipy. Poprosiłem o wygenerowanie takich żartów – i teraz będzie żart pierwszy. Od razu mówię: to nie moja wina, tylko ChatGPT.
"Wchodzi koń do baru, a barman pyta: dlaczego masz taką długą twarz? Koń odpowiada: bo właśnie spojrzałem na mój rachunek za stajnię, ceny siana poszły w górę."
Ola: Ha, ha, ha. To ty pytałeś ChatGPT, ja zapytałam po prostu wyszukiwarkę o dowcipy o koniu. "Przychodzi koń do baru i mówi: poproszę piwo bez soku. Bez jakiego soku? – pyta barman. Może być malinowego? – odpowiada koń."
Piotr: Jezus Maria. Dobra, dawaj z tą długą twarzą.
Ola: Dobrze, przestajemy. Już, do rzeczy.
Może teraz dłuższe wytłumaczenie tego, że koń ma długą twarz, bo może. Te badania, które właśnie ukazały się w grudniu, całkiem zręcznie wyjaśniają fenomen długich pysków końskich i nie tylko końskich. I jednocześnie wskazują, dlaczego na przykład orki, diabły tasmańskie i sarny mają krótsze pyski, a łosie i lisy dłuższe.
Piotr: Dlatego, że sarny są mniejsze.
0:06:00 Ewolucyjna alometria czaszkowo-twarzowa: dlaczego pyski bywają długie lub krótkie
Ola: I nie mogą. Nie, dobrze, rozwińmy ten temat. Być może nigdy nad tym fenomenem się nie zastanawialiście – ja przyznam, że też się nie zastanawiałam, dlaczego łosie mają długie pyski. Ale zwróćcie uwagę, że u ssaków dłuższe pyski nie pojawiają się przypadkowo. Często jest tak, że większe czy dłuższe pyski, na przykład u łosi czy jeleni, są związane z ich większymi rozmiarami ciała niż na przykład rozmiary ciała sarny, która ma pyszczek krótszy, taki słodziuchy.
Piotr: Mówimy o proporcjonalnie krótszych. To małe zaskoczenie, że ryjówka ma krótszy ryj niż na przykład słoń.
Ola: Tak, mówimy o proporcjonalnie krótszych twarzoczaszkach. To zjawisko nosi bardzo mądrą nazwę: ewolucyjnej alometrii czaszkowo-twarzowej.
Po angielsku już nie będę się tutaj męczyć i czytać. W każdym razie jest takie zjawisko, a ta alometria to termin oznaczający w zasadzie wadę rozwojową albo cechę rozwojową spowodowaną wyprzedzeniem lub nienadążaniem rozwoju konkretnego narządu czy organu za rozwojem reszty ciała.
To czasami prowadzi do zmiany proporcji ciała, do powstania jakichś dysproporcji. Ale wracając do tematu – tę ewolucyjną alometrię czaszkowo-twarzową, lubuję się tym terminem…
Piotr: Bardzo pięknie brzmi.
Ola: Alometria. Teraz muszę niestety przeczytać po angielsku, jak to jest: craniofacial evolutionary allometry. Przepraszam wszystkich anglistów.
Piotr: Native speakers. I w ogóle wszystkich przepraszam.
Ola: Ta alometria czaszkowo-twarzowa ewolucyjna zaobserwowana została u bardzo różnych grup ssaków. Na przykład u kotowatych, do których należą nie tylko koty, ale też tygrysy i lwy, u gryzoni, u jeleniowatych, u kangurowatych i u niektórych małp.
Piotr: Poczekaj, żebym dobrze zrozumiał. Chodzi o to, że jeżeli ktoś jest duży, bo jest na przykład łosiem, a ktoś jest mniejszy, bo jest sarną, to proporcjonalnie ten łoś będzie miał i tak dłuższą gębę niż ta sarna, proporcjonalnie.
Ola: Nie gębę, tylko pysk. Albo twarzoczaszkę, mój drogi.
Piotr: [? niepewne: Ustąpkowie]
Ola: I tutaj możecie sobie porównać czaszkę sarny i łosia oraz na przykład owcy i krowy.
Piotr: No tak, to takie bliższe. Oczywiście owieczki mają takie sympatyczne pyski.
Ola: Takie buziunie zaokrąglone. I w sumie aż do teraz naukowcy też się nad tym specjalnie nie zastanawiali, podobnie jak ja. Dlaczego jest tak, a nie inaczej?
Oczywiście mieli mgliste wyjaśnienie, że u niektórych ssaków twarzoczaszka automatycznie staje się dłuższa w miarę wzrostu zwierzęcia. Co to znaczy "automatycznie" i dlaczego ten automatyzm zachodzi – tutaj nie było nic wyjaśnione.
Teraz to wyjaśnienie jest zarazem proste, bo kiedy człowiek je usłyszy, jest właściwie oczywiste. Ale jest też bardzo interesujące z ewolucyjnego punktu widzenia. I nadmienię, że ten automatyzm, który sprawia, że większe zwierzę ma relatywnie dłuższy pysk, nie zawsze działa.
Najlepszym przykładem są liczne odstępstwa od reguły, na przykład orki. Orki są ssakami, diabły tasmańskie też są ssakami. I są większe od mnóstwa swoich krewniaków, a mają od nich relatywnie krótsze pyski. Orki mają takie naprawdę niezbyt długie pyszczki, sympatyczne – choć orki sympatyczne czasami nie bywają.
Piotr: Ale też w drugą stronę – wspomniana przeze mnie ryjówka ma długi ryj, można powiedzieć.
Ola: Niektóre nietoperze mają wydłużone ryjki, gryzonie… Ryjówka nie jest gryzoniem, to jest ryjówkowate.
Piotr: I jadowitym drapieżnikiem.
Ola: Lisy są niewielkie, ale ich pyski są wydłużone. I co z tym zrobić? Otóż ta hipoteza, którą wam tutaj przytoczę, wyjaśnia to wszystko.
Została stworzona przez australijskich naukowców, którzy uważają, że tę łamigłówkę rozwikłali. Link do tych badań znajdziecie w opisie odcinka, a ja tymczasem wyjaśniam, że oni uważają, iż cała rzecz zależy od prostej biomechaniki – od tego, w jaki sposób gatunki ssaków wykorzystują swoje pyski do jedzenia, do przeżuwania, krótko mówiąc. Co to oznacza?
Zacznijmy od tego, że blisko spokrewnione zwierzęta jadają te same pokarmy, znaczy podobne, z podobnej grupy. Na przykład owce jedzą tę samą trawę co krowy. Ponieważ jednak owce są ogólnie mniejsze, muszą włożyć więcej energii w to gryzienie niż krowy, które są większe.
Do tej pory wszystko jest jasne. I tak się składa, że krótszy pysk – przypomnijmy, że owca ma krótszy pysk – jest bardziej wydajny w gryzieniu. Wynika to z mniejszej odległości między mięśniami szczęki a zębami. To podobny mechanizm jak w szczypcach, które są używane do wyciągania ogórków z beczki. Myślę, że większość z nas kiedyś miała do czynienia z czymś takim – takie drewniane szczypce, bardzo proste. Chwyta się…
Piotr: Albo pęseta.
Ola: To też dobry przykład. Chwyta się za takie szczypce, wkłada się je do beczki i samą końcówką wyciąga na przykład ogórek. A jak byśmy chwycili bliżej tego miejsca, którym wyciągamy ogórki, to nacisk byłby większy.
Piotr: No i mielibyśmy mokrą rękę.
Ola: Mielibyśmy mokrą rękę w sosie ogórkowym. No dobrze. Więc istnienie krótszych pysków łatwo wyjaśnić, ale co z tymi długimi?
Piotr: Po co wybierać mniejszy nacisk? W skrócie.
Ola: No tak. Otóż tutaj mamy znów prawa biomechaniki. Większe zwierzęta mają większe mięśnie, silniejsze mięśnie i dzięki temu mogą łatwiej gryźć. Wkładają w to gryzienie mniej wysiłku, mniej energii niż ich mniejsi krewniacy. Więc po prostu nie mają problemu z tym, że pysk jest długi, a przynosi on szereg korzyści, o których zaraz powiem. Można sobie odpowiedzieć na pytanie: why the long face? A można powiedzieć: bo tak.
Piotr: Bo mogę. Bo mnie stać.
Ola: Właśnie ten long face jest korzystny w wielu sytuacjach. U roślinożerców może to oznaczać łatwiejsze dotarcie do większej liczby liści, wygarnięcie jakichś smakowitych traw albo ziół z zagłębienia w ziemi. Posiadanie dłuższego języka umożliwia dłuższy pysk. Łatwiejsze wywąchiwanie pożywienia, bo gdzieś możesz ten długi ryj włożyć i tam sobie wywąchiwać.
Piotr: A może masz też większą powierzchnię tych komórek węchowych w dłuższym ryju.
Ola: Tak, jak najbardziej. Oczywiście możesz też wziąć większy kęs, bo masz większą japę. A u mięsożerców dłuższe pyski mogą z kolei pomieścić więcej zębów, albo większe zęby, na przykład.
Ale jak zawsze są wyjątki od tej reguły, i je również można wyjaśnić dzięki tej hipotezie, którą zaproponowali australijscy naukowcy. Chodzi o różnicę w jadłospisie różnych zwierząt. I tutaj znowu najłatwiej przywołać przykład: lisy i wilki. Oba gatunki z rodziny psowatych różnią się wieloma cechami, ale między innymi tym, że lisy polują na małe zwierzęta, a wilki na duże.
Jeśli porównamy długość twarzoczaszki największych lisów i największych wilków – uwierzcie mi na słowo, ten tekst, który omawiam, te badania zawierają szereg zdjęć i tam można wszystko obejrzeć – okaże się, że wilki mają relatywnie krótsze pyski niż lisy. Te duże wilki mają relatywnie krótsze pyski niż duże lisy.
Piotr: W sumie tak, bo lisa się nawet rysuje z takim długim, spiczastym pyskiem.
Ola: Tak, mają takie spiczaste, długaśne, a wilki nie. I tutaj jest wyjaśnienie, że wilki polują na większe ofiary, w związku z czym zjedzenie tych ofiar wymaga silniejszego gryzienia, silniejszych szczęk, a jak wiadomo, łatwiej się to robi krótszym pyskiem.
Piotr: Czyli teoretycznie mogłyby sobie wilki pozwolić na dłuższy pysk, gdyby nie to, że żrą rzeczy, które wymagają jednak większego nacisku szczęk.
Ola: Absolutnie, absolutnie.
Piotr: Jest taki wilk z takim długim pyskiem, [? niepewne: chartowatym].
Ola: Taki wilczarz irlandzki.
Piotr: Tak, tak.
Ola: Mogłoby tak być, natomiast wilki chyba bardziej pragmatycznie podchodzą do tego zagadnienia. Teraz jeszcze spójrzmy na nasz gatunek. Jeśli chodzi o długość pysków, to nie wygrywamy – jesteśmy absolutnie wśród tych najkrócej pyskich gatunków, jakie mogą się zdarzyć. My w ogóle nie musimy gryźć tego, co zjadamy. To jest gruba przesada, ale powiedzmy sobie szczerze – o tym mówiliśmy w poprzedniej części naszej Nauki na czasie.
Otóż wstępną obróbkę pokarmu prowadzimy na zewnątrz, poza jelitowo – ładnie to brzmi. Czyli generalnie tak przygotowujemy jedzenie, żeby było już miękkie i łatwe do pogryzienia. Do tego wykorzystujemy nasze ręce i narzędzia, a więc wykorzystujemy mózgi, dzięki którym możemy gotować, piec…
Piotr: Gryziemy mózgami.
Ola: Dokładnie. Albo kisić jedzenie, nawiązując do poprzedniej części naszego podcastu Nauka na czasie. I tak naprawdę można powiedzieć, że jadamy pożywienie nadtrawione.
Piotr: Czyli znowu wyrwaliśmy się ze standardów.
Ola: Wyrwaliśmy się ze standardów, dzięki czemu nie musimy już mieć długich twarzy. Trawimy na zewnątrz i tak naprawdę można to w skrócie ująć – i tu się wszystko zgadza. Polecam wam lekturę tych niezwykle ciekawych badań, bo jest tam bardzo dużo zdjęć. Można sobie porównywać, że rzeczywiście te lisy, te wilki i te łosie mają takie długie ryjki, że hej.
Piotr: A czasami naszych mózgów używamy w nieodpowiedni sposób, tworząc sztuczną inteligencję, która opowiada dowcipy. "Wchodzi koń do baru, a barman pyta: dlaczego masz taką długą twarz? Koń mówi: bo cały dzień próbowałem zagrać w szachy, ale za każdym razem gdy robiłem ruch, wszyscy krzyczeli: koń."
Ola: Ojej.
Piotr: Dziękujemy ChatGPT za dostarczenie nam tej cennej rozrywki.
Ola: To tutaj suchar day.
0:18:37 CAPTCHA: jak odróżnić człowieka od bota
Piotr: Tak, absolutnie, i ruszamy ku części drugiej. Teraz będzie o łapaniu botów za ręce, których nie mają. To jest coś, na co wszyscy właściwie trafiamy – te słynne obrazki z cyklu "zaznacz wszystkie zdjęcia z motorem" albo "zaznacz wszystkie kafelki, na których jest sygnalizacja świetlna". Zwłaszcza ta sygnalizacja.
Ola: Zaznacz wszystkie obrazki z krajobrazem zimnego klimatu.
Piotr: Tak, albo schody, albo wzgórza, albo coś takiego. Chodzi tak naprawdę o cały ten system CAPTCHA – tak to się ładnie nazywa. To jest absolutnie naciągany, jeden z tych amerykańskich naciąganych akronimów. To jest od "Completely Automated Public Turing Test to Tell Computers and Humans Apart".
Ola: Dzisiaj mamy dzień kaleczenia języka angielskiego i robimy to z lubością.
Piotr: Całkowicie zautomatyzowany publiczny test Turinga, pozwalający odróżnić komputery od ludzi. Jak się wytnie niektóre słowa z tego długiego hasła…
Ola: Przestawi, doda, [? niepewne: kajczy]…
Piotr: …i wymyśli coś innego, to wychodzi CAPTCHA. I tak się nazywają te wszystkie systemy. Są używane tam, gdzie trzeba ograniczyć aktywność botów.
O botach za chwilę. Czyli jak zakładamy konto na jakiejś stronie, albo coś chcemy pobrać, jakiś plik, albo na przykład kiedy kupujemy bilety na koncert bez zakładania konta – właściwie się tego już nie robi, ale kiedyś się robiło. Cel jest taki, żeby odsiać boty.
I teraz, co to są te boty? Generalnie to są zautomatyzowane programy, które mają za zadanie zrobić coś, co zwykle robi człowiek. To nie jest formalna definicja bota, ale w tym wypadku dosyć dobrze pasuje. Czyli na przykład zamiast pobrać z banku zdjęć darmowych trzy zdjęcia, które są nam potrzebne, zadaniem takiego bota jest pobrać 50 tysięcy zdjęć, po to, żeby je mieć i utworzyć sobie własny bank albo do czegoś innego je wykorzystać. I oczywiście spoko, tyle tylko, że takie działanie takiego bota spowoduje zawieszenie tego systemu, bo on nie jest przygotowany do pobierania w takich ilościach. Albo przy tym wspomnianym zakupie biletów na koncert – to idealne działanie dla koników, żeby zapuścić bota, który automatycznie zarezerwuje trzy czwarte biletów, które potem będą odsprzedawane.
Ola: No dobrze, ale powiedz mi w takim razie, dlaczego ten bot, który ma być rzekomo tak sprytny, że pobierze ileś tam biletów, nie jest w stanie obejść tego zabezpieczenia i sam rozpoznać tych motocyklistów? Spójrz sobie na Midjourney czy na DALL-E – generują obrazki, które są mega skomplikowane, mega zróżnicowane. Rozpoznają obiekty.
Piotr: Generują – to nie znaczy, że dobrze rozumieją, i nie znaczy, że zawsze rozumieją. Oczywiście jest teraz możliwość w tych systemach generatywnej sztucznej inteligencji odwrotnego działania, czyli wrzucasz obrazek i one opisują ten obrazek. Ale bardzo często ten opis jest niedokładny, nietrafiony.
Zwróć uwagę, że te zdjęcia, o ile używamy zdjęć w tych kapczach, są zwykle zrobione tak, żeby były mylące. To znaczy na przykład obok siebie stoją rząd motocykli, rząd rowerów i rząd beczek, które wszystkie w jakimś stopniu są do siebie trochę podobne, jeśli chodzi o kształty. Dla człowieka rozróżnienie motocykla od roweru nie jest żadnym problemem, a dla takiego systemu, myślę, że dla większości, problem jest spory, zwłaszcza kiedy te zdjęcia są nieostre i byle jakie.
W ogóle problem z botami jest znacznie większy, niż by się nam wydawało, bo z danych z 22 roku wynika, że ruch w internecie, cały ruch, jaki przepływa przez internet, w ponad 47% był ruchem botowym, to znaczy zautomatyzowanym. To nie byli ludzie grzebiący w internecie, robiący coś świadomie, tylko najrozmaitsze automaty, które po tym internecie hulały w najróżniejszych celach. Można nawet rozróżnić tak zwane boty złe i boty dobre – link znajdziecie w opisie, jest tam fajna grafika pokazująca, jak się ten ruch zmienia. Złe boty generalnie udają ludzi, starają się robić różne rzeczy, których robić nie powinny.
Ola: Czyli na przykład rozsiewają dezinformację, wykradają dane, zalewają jakimiś komendami różne serwery, tworząc sytuacje blokujące.
Piotr: Natomiast te dobre na przykład odpowiadają za katalogowanie stron, sprawdzają, co jest na stronie, co się zmieniło. To choćby dzięki temu nasz podcast do was trafia – bo bot należący na przykład do Spotify zagląda na Spreaker, czyli na serwis, gdzie my publikujemy nasz podcast, i tam sprawdza, czy jest nowy odcinek, zaciąga go do siebie i wtedy można go odsłuchać w Spotify. Dlatego kilka minut mija – jeżeli chcecie mieć szybciej podcast, to jest on na Spreakerze, a na Spotify pojawia się jakieś 10 czy 15 minut później.
Ola: A ja jestem ciekawa, czy są jeszcze jakieś dobre boty poza tymi katalogującymi.
Piotr: Wiesz co, jest całe mnóstwo różnych botów, które robią najróżniejszą robotę. Przeglądają coś, rozsyłają choćby newslettery i tak dalej. To jest ruch automatyczny, więc tego jest sporo. Rośnie w ogóle udział botów w ruchu w internecie w stosunku do ruchu ludzkiego, on będzie coraz większy – i rosną i te dobre, i te złe.
W każdym razie pierwszym takim pomysłem, zastosowanym już dawno temu, wciąż czasem się go trafia, były te powykrzywiane rozmaite litery. Chodziło o to, że człowiek jest w stanie łatwo rozpoznać zniekształcone litery, jeszcze w dodatku na jakimś dziwnym tle – kolorowe, poprzycinane liniami – a dla komputera jakiś czas temu to był problem nie do przejścia właściwie.
Ola: To ja tylko powiem, że ile razy miałam problem z wpisaniem prawidłowo tych liter, bo nie wiadomo było, czy są duże, czy małe.
Piotr: Zawsze się małe wpisuje, niezależnie od tego, jak są napisane.
Ola: Serio?
Piotr: Serio, proszę, nie wiedziałaś?
Ola: Całe życie w kłamstwie.
Piotr: Zawsze małe, jeżeli jest napisane. Jeżeli duże, to jest to odpowiednio zaznaczone. Ale zawsze małe.
Ola: Udawajcie, że tego nie słyszeliście. Moja hańba.
Piotr: To, co mówisz, to jest właśnie dokładnie efekt tego, że boty zaczęły się specjalizować. Zaczęły się uczyć rozpoznawać te pokręcone literki, więc stawały się one coraz bardziej pokręcone. Potem boty zaczęły tworzyć słowniki do rozpoznawania i tak dalej. Pojawiły się też zadania matematyczne – to nadal czasami funkcjonuje, w środku wyjątkowo naiwniutkie. Zazwyczaj jest napisane coś w stylu: zanim wpiszesz komentarz, powiedz, ile to jest 6 plus 5. Założenie optymistyczne jest takie, że większość osób będzie w stanie to jakoś obliczyć. Nigdy nie pytaj, ile to jest, nie wiem, 9 razy 8.
Ola: No tak, bo liczba pomyłek przerosłaby liczbę prawidłowych wyników.
Piotr: W każdym razie problem był taki, że coraz trudniej było te boty oszukać. I w pewnym momencie wkroczył Google z systemem, żeby było jeszcze trudniej, czyli reCAPTCHA.
Ola: Będziesz to wszystko czytał teraz?
Piotr: Nie, nie będę. To jest po prostu "re" dodane przed tymi moimi literkami. Właściwie to nie był ich system – opracowali go ludzie z Carnegie Mellon University, a Google przejął ten system w 2009 roku. I to jest właśnie ten system, który teraz najlepiej znamy, z tymi wszystkimi rowerami, sygnalizacją i przejściami dla pieszych.
Na początku – może ktoś pamięta – bardziej opierał się na literach. Najczęściej działało to tak, że miało się jakieś słowo po angielsku i obok drugie słowo, i często jedno z nich było niewyraźnie napisane, jakby źle zeskanowane, skaner nawalił, coś wygiął i tak dalej. I faktycznie tak to działało, dlatego że to był system, który – a w ogóle to ważne – Google rozdawał za darmo. Każdy mógł z tego skorzystać, ale nie dlatego, że Google jest miły i sympatyczny, tylko dlatego, że im się to bardzo opłacało. Bo w ten sposób naprawiali te źle zeskanowane książki – jest ten ich system Google Books, skanują tam jakieś gigantyczne ilości materiałów, i chodziło o to, że tam, gdzie ich system wyczuwał, że coś może być nie tak ze słowem, przepuszczali je przez to reCAPTCHA. Brali jedno słowo, które jest dobrze zeskanowane, wyświetlali je na ekranie, a obok drugie słowo, co do którego system wyczuwał, że coś jest z nim nie tak.
I teraz myk polegał na tym, że jeżeli to pierwsze słowo wpisałaś dobrze – a zwykle było ono trochę niewyraźne – to oni zakładali, że to drugie też wpiszesz dobrze, bo jesteś człowiekiem i lepiej rozpoznasz niż system skanujący. Jeżeli dużo osób to drugie słowo rozpoznawało tak samo, uznawali, że jest już dobrze zeskanowane, i system działał dalej.
Ola: Czyli po prostu cała społeczność poprawiała jakość zeskanowania książek w zbiorach Google.
Piotr: Dokładnie tak. To jest absolutnie genialne podejście.
Ola: To jest coś na zasadzie działania rozproszonego, czyli coś w stylu citizen science.
Piotr: To nie była żadna tajemnica, oni mówili, jak to działa, natomiast nie robiłaś tego dlatego, że chciałaś, tylko dlatego, że żeby skorzystać z jakiejś usługi, musiałaś się przez to przebić. Potem, ponieważ ten system nadal jest czasami stosowany, ale już był dość łatwy do obejścia, zaczęła się ta zabawa z obrazkami – i one też nie są przypadkowe, dlatego że najczęściej te wszystkie motory, przejścia dla pieszych i jakieś tam stepujące chomiki pochodzą z map Google, to znaczy ze street view, z tego systemu, w którym jeździ samochód i robi zdjęcia.
Ola: A, okej, bo mi się wydawało, że mają po prostu dwa zestawy obrazków, które w kółko pokazują.
Piotr: Nie, te obrazki bardzo się różnią. Pochodzą ze street view – jak się im przyjrzeć, zazwyczaj trudno jest rozpoznać kraj, czy coś, ale czasami gdzieś w tle pojawia się jakiś napis. I to znowu służy mapom Google i w ogóle systemom Google oraz sztucznej inteligencji Google – temu, żeby ta inteligencja uczyła się rozpoznawać jakieś rzeczy, rozumiała, co widzi. Właśnie rozróżniała rower od motocykla czy inne rzeczy.
Ola: A przejście dla pieszych od zebry w zoo?
Piotr: Nie, przejście dla pieszych od jakichś przypadkowych linii na jezdni – bo przecież na jezdni są różne linie w różnych miejscach. I teraz zwróć uwagę, że problem polega na tym, że to nie są idealne zdjęcia, tylko zdjęcia pod dziwnymi kątami. Na przykład jak masz znak stop, który jest ośmiokątny – dobrze mówię, ośmiokątny? – to nie przypadkiem, jest to jedyny znak o takim kształcie. Dla człowieka, czy tam jest napisane "stop", czy nie, jak zobaczy na drodze taki czerwony ośmiokąt, wiadomo, że to jest stop. Natomiast dla komputera to nie jest jasne, bo to zdjęcie może być zrobione pod jakimś dzikim kątem i wcale może nie wyglądać jak ośmiokąt. I w ten sposób uczą te swoje systemy rozpoznawania świata – naszym kosztem, naszych mózgów.
Ola: Można powiedzieć: darmowa siła robocza.
Piotr: No tak, absolutnie, i dlatego ten system rozdają za darmo, dlatego każdy może z niego skorzystać.
0:31:04 Jak systemy śledzą ruch myszki, oceniają ryzyko i przegrywają z AI
Piotr: Idąc dalej, jest jeszcze coś, co chyba budzi największe zadziwienie. Czyli masz taki po prostu szary prostokąt i napisane na nim "nie jestem robotem", i pole do zaznaczenia. Kojarzysz taki checkbox z napisem "nie jestem robotem"? I teraz oczywiście jest milion żartów i memów, jak to roboty siedzą przed klawiaturą i zastanawiają się, czy mogą to nacisnąć, skoro nie są robotem, i tak dalej.
Ola: Albo gdzieś jest taki filmik: czy boty mają etyczne skrupuły?
Piotr: Tak, czy im wolno. Ale jest też filmik, gdzie facet bierze takie ramię robotyczne, jak w fabryce, i to ramię podjeżdża do ekranu i klika. I teraz, jak to działa, na litość boską? Bo jednak w większości przypadków jest tak, że jak klikniemy "nie jestem robotem", to idziemy dalej. Czasem jest tak, że po kliknięciu system sprawdza nas dalej, czyli zadaje dodatkowe pytania, ale najczęściej nie sprawdza. I zabawa polega na tym, że sam moment kliknięcia w to pole jest najmniej ważny z tego wszystkiego.
On jest właściwie nieistotny, dlatego, że to, co system tak naprawdę śledzi, to przede wszystkim to, jak podjeżdżamy myszką do tego pola. Czy robisz to na touchpadzie, czy robisz to myszką.
Ola: Czyli robisz to kalecznie, w standardach botowych?
Piotr: Tak, robisz to – tam jest element losowo chaotyczny w twoim ruchu. Ten ruch jest bardzo dokładnie skanowany, jak podjeżdżasz, i system dokładnie widzi, że jeżeli jesteś robotem, ten ruch będzie najprawdopodobniej idealnie płynny i celowy – dokładnie z punktu startowego, gdzie jest kursor, do punktu, gdzie masz kliknąć, przejedziesz równym, eleganckim ruchem. A jak jesteś człowiekiem, to wtedy nie. Ale to nie jest wszystko, oczywiście.
Ola: Bo jeszcze czas reakcji jest ważny. Ale zaraz będą wyszkolone boty, które będą to robiły w sposób kaleczny i powolny.
Piotr: Dlatego system sprawdza przy okazji, zanim klikniesz w to pole, szybciutko zagląda do twojej historii przeglądarki i sprawdza, co ostatnio oglądałaś. Można tak? Nie chcesz – nie klikaj, po prostu nie pójdziesz dalej.
Ola: No właśnie.
Piotr: Albo sprawdzi też ciasteczka, które masz zapisane, czyli wyłapuje schematy działania – to znaczy boty, zazwyczaj takie systemy botowe, robią co innego niż ludzie, co innego przeglądają. Oczywiście to wszystko jest do obejścia, ale trudno to obejść. Jest jeszcze jeden system, już płatny, dla przedsiębiorstw – nazywa się chyba [? niepewne: ProCap], nie pamiętam dokładnie jak – który działa tak, że użytkownik w ogóle nie wie, że jest sprawdzany. To znaczy przed wejściem na stronę system poświęca jakieś ułamki sekund na to, żeby prześledzić, jak porusza się kursor po ekranie, i żeby prześledzić twoją historię. W ogóle nie ma tego momentu kliknięcia "nie jestem robotem".
Ola: Ale jak system może mieć dostęp do historii mojego przeglądania?
Piotr: Dlaczego miałby nie mieć?
Ola: W jakim świecie żyję?
Piotr: Brawo Ola, Ola się zorientowała. Brawo Ola Stanisławska, 27 grudnia 2023 roku.
Ola: Czas na dorosłość.
Piotr: Czas na refleksję, czas na dorosłość. A ta wersja płatna, o której mówię, ocenia cię cały czas – to znaczy dostajesz rating od 0 do 1.
Ola: To już jest najgorsze.
Piotr: Tak, 0, że prawie na pewno jesteś botem, i 1, że niemal na pewno nie jesteś botem.
Ola: Albo dostajesz rating prymitywnego człowieka, co ma ubogą historię przeglądania i nie wie, że jego historia może być oceniana.
Piotr: To akurat jest in plus.
Ola: Czyli nie wypadam tak najgorzej.
Piotr: Każdy administrator ustala sobie, na jakim poziomie chce wpuszczać tych ludzi. Czyli jakie chce podjąć ryzyko – jak blisko zera jest gotów wpuścić, jak daleko i tak dalej. To całkiem niezły system. Oczywiście te systemy mają różne mutacje – i jest taki, nie wiem, czy pamiętasz, system, na którym ja poległem kompletnie. Już nie pamiętam, w jakim to było serwisie. Nie byłem w stanie tego przejść, dlatego że rysował – chyba to widziałaś – miałaś dziewięć pól, a na każdym z tych pól był rysunek labiryntu. I to nie był rzut z góry, tylko zdjęcie – w tym labiryncie była mysz, szczur czy inne bydle, i rozrzucone kawałki sera w różnych miejscach. Pytanie brzmiało na przykład: w którym labiryncie myszka zje dwa kawałki sera? I musiałaś przeanalizować każdy z tych dziewięciu labiryntów i sprawdzić, do ilu kawałków sera to bydle jest w stanie dotrzeć.
Ola: No to jest inwestycja czasowa, intelektualna.
Piotr: Ale uważaj, żeby to było jedno takie – on zadawał serię dziesięciu takich pytań, albo dwudziestu.
Ola: Czy ty do Banku Światowego zamierzałeś się włamać?
Piotr: Nie wiem, czy to nie był jakiś soft do montowania podcastu, ale chyba nie. Powiem ci tak, że najpierw poległem, potem, już nie pamiętam, czy z Adamem czy z Leną, usiedliśmy i też polegliśmy. Chyba w końcu z tego nie skorzystałem, powiem ci szczerze.
To jest ten moment, kiedy ta CAPTCHA jest już tak przekombinowana, że człowiek nie jest w stanie przez to przebrnąć. Jest tam jeszcze jeden problem, dlatego że są ludzie, dla których obserwowanie takich rzeczy jest zbyt trudne albo niemożliwe – czy to niewidomi, czy z jakimiś wadami wzroku, niedowidzący i tak dalej. Dlatego pojawiają się zazwyczaj – kiedyś tego nie było – słuchaweczki, można sobie włączyć wersję dźwiękową, i wtedy jakiś dziwny głos mówi jakieś losowe liczby, a na to nałożony jest jakiś hałas, szum, trzaski i w ogóle. Musisz to rozpoznać. To oczywiście znowu jest problemem, dlatego że językowo ogranicza – jeżeli taka CAPTCHA jest po angielsku, a odbiorca nie jest anglojęzyczny, ma problem.
To w ogóle dosyć duży problem, bo mamy właściwie dwa takie podejścia. Jedno opiera się na zadaniach logicznych, drugie na analizie zachowania człowieka. Te zadania logiczne są albo stosunkowo proste, albo można zadać bardziej skomplikowaną zagadkę – tyle tylko, że jak na początku wspomniałem, te systemy generatywnej sztucznej inteligencji już sobie radzą z zagadkami w rodzaju: Tomek poszedł do sklepu i kupił 400 bananów, dał Tosi 200, Tosia zjadła 73, i tak dalej. Uwielbiam te zadania.
Ola: Tak, z podręczników.
Piotr: Tyle tylko, że te zadania musisz w jakimś języku podać. I to jest problem, bo trudno się niektórym przez to przebić.
Ola: A słuchaj, przepraszam, a gdzie jest news?
Piotr: News jest taki, że mamy coraz większy problem. I tu nie ma żadnego newsa, bo zaczynamy mieć kłopot – to, co się wydarzyło w ciągu ostatniego roku, czyli systemy generatywnej sztucznej inteligencji, jest w stanie obejść niemal wszystko z tych rozwiązań. Można je coraz bardziej komplikować i zrobić sobie zawody między twórcami tych kapczy a tymi, którzy je będą rozwiązywali.
Ola: I w nagrodę dawać serek.
Piotr: Tyle tylko, że ludzie przy tym odpadną.
Ola: No właśnie.
Piotr: Jesteśmy w momencie, w którym trochę nie wiadomo, co z tym robić. Najlepiej wciąż sprawdzają się te systemy, które analizują w tle całość, ale lada chwila poradzą sobie z nimi też systemy sztucznej inteligencji. Jest jeszcze oczywiście niezawodny sposób, czyli farmy łamaczy – w krajach, gdzie jest bardzo niski koszt pracy, po prostu sadza się setki ludzi, którzy za absolutnie groszowe kwoty rozwiązują te kapcze. I w ten sposób tam, gdzie potrzeba człowieka, masz dostarczonego człowieka.
Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, bo jeszcze rok temu rozpoznawanie tego, gdzie są przejścia dla pieszych, czy chomik ma czapeczkę, czy to jest może na przykład bejsbolówka, było okej, a w tym momencie trochę nie wiadomo, co będzie dalej. Natomiast poddać się botom nie możemy, dlatego, że nas rozjadą. Gdybyśmy wyłączyli te systemy, myślę, że połowa serwisów, z których na co dzień korzystamy, po prostu przestałaby działać, bo zostałaby zaduszona przez boty, które załatwiają jakieś swoje brudne sprawki na tych stronach.
Ola: Czyli de facto istniejemy dzięki botom, ale też boty toczą w naszym imieniu walkę z innymi botami, które nas po prostu zalewają swoimi własnymi sprawami.
Piotr: A my im przeszkadzamy, bo też chcemy czasami skorzystać z tych serwisów, z których korzystają boty.
Ola: To ciekawa sytuacja rzeczywiście.
Piotr: Tak, to może jest mało newsowe, a bardziej wyjaśniające, jak działa świat. Ale widzisz, nawet ty się zdziwiłaś.
Ola: Ja wielokrotnie zaliczyłam zadziwienia, jak również fale wstydu.
Piotr: Fale?
Ola: Tak, fale wstydu. Proszę mi nie pamiętać tego długo.
0:41:01 Zakończenie
Piotr: Tak, w ogóle proszę nie pamiętać zbyt długo. Znowu nam krótki podcast wyszedł długi, ale w sumie mam nadzieję, że było dość ciekawie.
Ola: Tak, i za tydzień zapraszamy was na odcinek standardowej długości. I tak będziemy zamiennie…
Piotr: A ten był trochę opóźniony.
Ola: Ten był trochę opóźniony, bardzo przepraszamy. Ale w drugi dzień świąt stwierdziliśmy, że jednak będziemy trochę z rodziną, trochę ze sobą, i że nie będziemy koniecznie nagrywali.
Piotr: Ale już za tydzień powinniśmy dać radę. Jaki będzie temat, tego nie powiemy, bo nie wiemy.
Ola: Oczywiście nie wiemy, jak zawsze żyjemy z dnia na dzień – to jesteśmy my, więc jak już nas znacie, to wiecie. Jeżeli macie ochotę nas wesprzeć, zapraszamy do naszego Patronite'a.
Piotr: Piszcie na podcasty@crazynauka.pl. A w ogóle kończymy już, tak? To jest ten moment, kiedy się wszyscy wyłączają, więc powiem jeszcze to słowo, co potem w komentarzach się pojawia. Musimy się w ostatniej chwili pojawić, żeby nie było, więc…
Ola: Trzy, dwa, jeden.
Piotr: I ty mówisz specjalne słowo: koń.
Źródła
Brak podanych źródeł w opisie odcinka – kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta, mimo że w odcinku dwukrotnie pada zapowiedź "link znajdziecie w opisie" (dot. badań o pyskach ssaków oraz grafiki o ruchu botów).
