Podcast Crazy Nauka · odc. 68
Tornada: najgroźniejsze, największe, najdziwniejsze
Posłuchaj też na:
Wracamy do naszych ulubionych tematów katastroficznych. Opowiadamy o jednym z najbardziej efektownych, ale i niszczycielskich zjawisk, jakie można zobaczyć na Ziemi – trąbie powietrznej albo tornadzie. Mówimy o tornadach największych, najgroźniejszych, najdziwniejszych, ale też o tym, jak one właściwie powstają i czy mamy szanse przewidywać ich pojawienie się.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Piotr: Jak wygląda tornado w środku?
Ola: Jak duże szkody może wyrządzić ogień przemieszczający się wraz z powietrznym wirem?
Piotr: Skąd się wzięła Aleja Tornad? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Witamy was po dłuższej przerwie.
Piotr: Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o nas.
Ola: Zaraz się wytłumaczymy, ale teraz zapowiemy, o czym będziemy dziś opowiadali. Wracamy dziś do naszych ulubionych tematów katastroficznych i będziemy mówić o jednym z najbardziej, naszym zdaniem, efektownych, ale i niszczycielskich zjawisk, jakie można zobaczyć na Ziemi, czyli o trąbach powietrznych albo o tornadach.
Piotr: Będzie o tych największych, najgroźniejszych, też o tych najdziwniejszych, ale również będziemy mówili o tym, jak one właściwie powstają, czy mamy szansę przewidywać ich pojawianie się w skuteczny sposób i co robić, jak już się pojawią.
Ola: Ja tutaj przyznam, że nigdy tornada na własne oczy nie widziałam, ale z jednej strony bardzo bym chciała, bo to jest chyba widok, który mocno trafia do naszej zwierzęcej natury i budzi najgorsze emocje. Ja właśnie tych emocji moich się boję, bo mam wrażenie, że jak już będę widzieć to tornado na własne oczy, gdyby mi się tak zdarzyło, to będę się wówczas tak bardzo bać, że sama przyjemność z zobaczenia mi gdzieś umknie.
Piotr: Tornado jest na liście moich trzech top rzeczy do zobaczenia – nie wiem właściwie, jaka jest kolejność, to znaczy tornado, zaćmienie słońca i zorza. Zorza jest na trzecim miejscu, to na pewno, taka porządna zorza.
Ola: Ja niedawno z tej mojej listy takich must see pozbyłam się ujrzenia Ziemi z orbity. Nie wiem dlaczego, to właściwie bardzo długo tkwiło na szczycie mojej listy, tym niemniej pozbyłam się, już mi lepiej.
Piotr: Ja wiesz, mogę wymiotować w innych okolicznościach. Tak, także nie potrzebujesz takiego. Słuchajcie, wypada się troszkę wytłumaczyć, bo trzy tygodnie temu zapowiadaliśmy, że za tydzień będzie jakiś krótszy podcast, a potem to pewnie nie będzie. No i tak wyszło, że nie było ani dwa tygodnie temu, ani tydzień temu. Tydzień temu nie było w sposób planowany, dwa tygodnie temu, nie ukrywamy, po prostu nie daliśmy rady. Nie daliśmy rady dlatego, że byliśmy w Szkocji. Jak zajrzycie na nasze sociale, szczególnie Facebook i Instagram, to tam zobaczycie właśnie ślady tej naszej wyprawy. To była wyprawa "Cała dzikość Szkocji", myśmy ją poprowadzili.
Ola: Zresztą zaplanowaliśmy tę wyprawę wraz z takim małym biurem podróży One Small Step, bardzo fajnym. Udała się wyprawa, uczestnicy zadowoleni, a my mega zmęczeni. Byliśmy mega zajęci, dlatego przepraszamy Was za nieregularność.
Piotr: Ale za to zamierzamy w czasie wakacji jednak robić odcinki równo, jak się da. Zobaczymy, chyba że nam jakiś wyjazd wyskoczy niespodziewany i nagły. Najbliższa przewidywana przerwa jest dopiero w okolicach stycznia, ale zobaczymy, co będzie.
Ola: Już się nie deklaruj, bo potem znowu coś wypadnie. Bardzo gorąco dziękujemy tym spośród Was, którzy nas wspierają w każdy możliwy sposób. Przede wszystkim tym, że nas słuchacie – wszystkim Wam dziękujemy, że nas wspieracie tym, że komentujecie, że zostawiacie oceny, że udostępniacie nasz podcast w mediach społecznościowych. To dla nas bardzo ważne, że się dzielicie tym, co dla Was przygotowujemy, bo nie ukrywamy, że te większe zasięgi by nam dobrze zrobiły.
Piotr: To wypada w tej chwili powiedzieć, że zapraszamy do subskrybowania naszego podcastu, bo to zawsze ułatwia i Wam, bo nic nie ominiecie, i nam, bo algorytmy w ten sposób przeskakujemy.
Ola: A jeżeli byście chcieli dołączyć do grona tych osób, które nas wspierają finansowo, to bardzo gorąco zapraszamy do tego, żebyście wsparli nas w serwisie Patronite albo w BuyCoffee. Linki do obu tych serwisów znajdziecie w opisie odcinka.
Piotr: No i na koniec, znaczy na początek, chcieliśmy przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również.
0:04:40 Tornado w Oklahomie i Kansas z 1999 roku
Ola: Zacznijmy od tego, jak potężne może być tornado. I o tym przekonali się Amerykanie 3 maja 1999 roku. Chciałam powiedzieć "w sumie niedawno", ale to będzie już 25 lat temu.
Piotr: Chciałem przypomnieć, że lata 90 były 3 lata temu, według naszego kalendarza.
Ola: No tak, to już lepiej się do tego nie przyznawać. W każdym razie tego 3 maja 1999 na pograniczu Oklahomy i Kansas pojawiły się potwory. W ciągu mniej niż 21 godzin aż 74 tornada nawiedziły te dwa stany, czyli wspomniane Oklahomę i Kansas. Był taki moment, że przy ziemi pozostawały aż 4 tornada jednocześnie. Chcemy tutaj powiedzieć o tym, które było najsilniejsze – zostało ocenione na maksymalne w skali Fujity, czyli 5.
Piotrek szerzej to wyjaśni za chwilę. To tornado przemieszczało się przez prawie półtorej godziny wzdłuż 60-kilometrowej trasy na południe od Oklahoma City. Troszeczkę zahaczyło samą Oklahomę i zniszczyło miasta położone na obrzeżach tego miasta.
Piotr: Kansas, Oklahoma – zapamiętajcie te nazwy, one będą powracały.
Ola: Przy tak gigantycznej skali siły tego tornada zarejestrowano stosunkowo niewielu zabitych, bo 46 osób nie przeżyło tego ataku. 800 osób zostało rannych, ponad 8 tys. domów zostało uszkodzonych albo zniszczonych, a całkowite szkody zostały wycenione na 1,5 mld dolarów. Czyli było to drogie, ale nie bardzo śmiercionośne. Tutaj ukłon w stronę NOAA, czyli National Oceanic and Atmospheric Administration – amerykańskiej instytucji, która z ramienia rządu zajmuje się prognozowaniem pogody i między innymi ostrzeganiem przed tornadami. Dzięki statystykom oraz badaniom prowadzonym przez tę agencję udało się tak ostrzec mieszkańców, że te straty zostały zminimalizowane.
Piotr: 46 osób zabitych to nie jest mało, natomiast warto pamiętać o tym, że to nie jest punktowe wydarzenie, że nie jest tak, że coś w jednym miejscu nastąpiło. To tornado przeszło przez naprawdę potężny kawałek kraju, dlatego też te straty były duże.
Ola: Ja zresztą jeszcze będę wracała do tematu rekordowych tornad, ponieważ takie, które przyniosły ogromne zniszczenia czy też miały najszerszy albo najdłuższy pas zniszczeń, to jest coś, co absolutnie mnie zadziwia. Czasami mi się w głowie nie mieści, jak przyroda może być potężna i jakie w sumie mamy szczęście, że mieszkamy w stosunkowo spokojnym, jeśli chodzi o warunki meteorologiczne, zakątku świata.
Piotr: I też trzęsienia ziemi, tsunami itd.
Ola: Te rzeczy nas raczej nie dotyczą, szczęśliwie.
Piotr: Z tymi tornadami to różnie bywa, ale jeszcze opowiadamy. W ogóle tornada to jest coś bardzo na Ziemi powszechnego, bo obserwuje się je na każdym kontynencie z wyjątkiem Antarktydy, ale rzeczywiście Stany Zjednoczone tu przodują. Nie tylko kosmici najczęściej atakują Stany Zjednoczone i nie tylko wszystkie rzeczy dramatyczne w filmach dzieją się najczęściej w Stanach Zjednoczonych, ale faktycznie jeśli chodzi o tornada, to oni wygrywają.
Ola: To się łączy – najbardziej dramatyczne rzeczy, kosmici, tornada. Jak myślisz, połącz kropki: kosmici i tornada.
Piotr: Myślisz, że kosmici są wywoływani przez tornada?
Ola: Tak, od tej strony o tym nie pomyślałam, ale gratuluję twojego tak rozumowania.
Piotr: Dlaczego Stany Zjednoczone? To jeszcze będziemy mieli oddzielny rozdział.
Ola: Bo to nie jest tak, że to jest spisek i ktoś chce zniszczyć ten piękny, praworządny kraj.
Piotr: Większość tornad to raczej słabsze tornada. O tej skali, tak jak już wspomnieliśmy, jeszcze będzie mowa. Większość ma prędkość wiatru nie większą niż 180 km na godzinę. Wiem, że to nie brzmi jak coś małego, ale to nie jest taki wiatr, który wieje od sasa do lasa na dużym odcinku, tylko to jest prędkość wiru. Szerokość tego leja zwykle to nie więcej niż 75 metrów, chociaż bywają wyjątki.
Ola: Zdarzają się dużo, dużo szersze.
Piotr: I zwykle takie pojedyncze tornado pokonuje na Ziemi odległość kilku kilometrów – przez taki czas ten lej pozostaje w kontakcie z Ziemią, czyli zasysa, niszczy itd. Rekordowe tornada, żeby był punkt odniesienia – jak tu mieliśmy 180, to one zbliżają się do 500 km na godzinę. Te szerokości leja mogą być znacznie większe, a i odległości mogą być dużo, dużo większe. Są niektóre przypadki takie ekstremalne, zupełnie dziwaczne. Natomiast zwykle te największe potrafią przemieścić się na 100 km. To już takie top, top – będzie mowa o tym największym, najszerszym, to już Oli nie będę zabierał chleba.
To jest rzeczywiście nówka sztuka, bo temu sprzętowi raptem 11 lat, więc rzeczywiście tu mamy dobrą dokumentację i bieżące dane. Zazwyczaj, jak już patrzymy na te stany, które rzeczywiście są takim punktem odniesienia, to średnie tornado ma szerokość 150 m, a ścieżka zniszczeń to jest 8 km długości. O skalach będziemy mówili, tylko dodam, że jest skala Fujity, jest taka zaktualizowana skala Fujity, jeszcze jest skala Torro, którą sobie Brytyjczycy wymyślili, bo muszą być oryginalni na siłę. To tylko teraz wspomnę, bo później temat troszeczkę to rozwija.
Ola: Nie narzekaj na Brytyjczyków – po drogach brytyjskich, nawet po lewej stronie, jeździ się bardzo dobrze, ponieważ bardzo spokojnie, nikt nikomu nie zajeżdża celowo, nikt nie siada na zderzaku i mają mile oraz stopy i różne inne uroczo mylące jednostki.
Piotr: Nawigacja mówiąca, że za 200 jardów skręć w lewo, nieustająco nas bawiła.
Ola: Czekaj, to jardy czy stopy?
Piotr: Stopy, jardy, już nie wiem w czym. O Boże, gdzieś namąciłaś mi.
0:11:37 Tri-State Tornado z 1925 roku i skala Fujity
Ola: Wróćmy do tornad, które nam być może lepiej pójdą. Chcę teraz opowiedzieć o tornadzie, które do tej pory zadziwia. Może zadziwiać dlatego, że miało miejsce w 1925 roku, czyli prawie 100 lat temu, i tak naprawdę być może obserwatorzy ówcześni przesadzili w ocenie tego, jakie ono było, ale ponowne badania – takie, które dotyczyły analizy zdjęć i tych rejestrujących ówczesne zniszczenia – każą jednak myśleć, że tamto tornado było naprawdę wyjątkowe i naprawdę rekordowe pod wieloma względami. Chodzi mi konkretnie o Three State Tornado, czyli Trójstanówkę, która wydarzyła się 18 marca 1925 roku. Była inna niż wiele dużych, bardzo silnych tornad, ponieważ pojawiła się w centrum niżu, w pobliżu centrum niżu barycznego, w chłodnym powietrzu. I tu jest taka gwiazdka – Piotrek będzie wyjaśniał, jak działają tornada i w jakich warunkach się tworzą. Natomiast tutaj podkreślam, że większość tych silnych tornad, o których tu mówimy, tworzy się w ciepłym powietrzu, a nie w chłodnym, przed frontem chłodnym.
Piotr: A raczej nie w środku takiego niżu.
Ola: I zazwyczaj tworzy się daleko na południe lub na wschód od centrum układu niżowego, czyli to już było nietypowe. Co ciekawe, tego samego dnia, 18 marca 1925 roku, pojawiły się też inne tornada, właśnie w tym cieplejszym sektorze niżu, ale żadne z nich nie osiągnęło takiej skali, takiej siły, którą można porównać z Three State Tornado.
Jak sama nazwa wskazuje, tornado objęło trzy stany – Missouri, Illinois i Indianę. Te rekordy, które to tornado pobiło, dotyczyły nie tylko liczby ofiar, ale też długości pasa zniszczeń, długości trwania czy siły żywiołu. Potwierdzono aż 695 ofiar śmiertelnych i tysiące osób rannych. To było najbardziej śmiercionośne tornado w historii Stanów Zjednoczonych. Ważne jest to, że liczba ofiar mogła być wyższa niż ta potwierdzona, ponieważ to nie były czasy, gdy statystyki działały tak skutecznie jak dzisiaj.
W stanie Missouri tornado pochłonęło kilkanaście ofiar, w Illinois ponad 600 – i tutaj zrównane zostały z ziemią miasta Gorham, Murfreesboro [? niepewne: Murfreesboro], DeSoto, Hearstbush [? niepewne: Hearstbush] i West Frankfort. To był rekord – ponad 600 ofiar. W stanie Indiana zginęło około 80 osób, zniszczone zostało miasto Griffin i połowa miasta Princeton.
A jeśli chodzi o Missouri, tam było tylko kilkanaście ofiar, bo tornado nie wkroczyło na tereny miejskie, tylko przeszło przez wsie. Piotrek wspominał już, że średnia ścieżka takiego tornado to około 8 kilometrów – więc to tornado, które przeszło przez pas o długości 352 kilometrów, to był absolutnie najdłuższy odcinek od początku pomiarów. Trąba powietrzna pojawiła się w okolicy miejscowości Ellington w stanie Missouri, a zniknęła około 15 kilometrów na północny wschód od Princeton w stanie Indiana. W najszerszym miejscu, właśnie w stanie Indiana, pas zniszczeń miał szerokość ponad 1,5 kilometra.
Piotr: Czyli mila mniej więcej, jak się odnosimy. Średnio przypominam – 150 metrów.
Ola: Wir pozostawał przy ziemi przez 3,5 godziny, co również jest rekordem, bo zwykle są to dużo krótsze okresy, w których tornada dotykają ziemi.
Piotr: To jest kilkanaście minut, troszkę więcej.
Ola: I rekordowa była również prędkość przemieszczania się tego tornada w szczytowej chwili, która wyniosła 117 kilometrów na godzinę. Ocenia się dziś siłę tego tornada na F5 w skali Fujity, ale wtedy ta skala jeszcze nie istniała, to warto podkreślić.
Piotr: No tak, została w 1971 roku opracowana, jeszcze o tym powiemy.
Ola: I teraz pojawiają się oczywiście wątpliwości, czy w związku z tym, że to były lata dwudzieste i ludzie nie posiadali tak dobrych instrumentów pomiarowych i nie prowadzili tak dokładnych obserwacji jak dziś, może być tak, że tak wielkie zniszczenia zostały dokonane przez więcej niż jedno tornado – na przykład przez serię tornad albo jakąś "rodzinę"?
Piotr: Tak, bo to się zdarza. Zdarza się, że tornada z jednej nawet chmury, jednej komórki, superkomórki znikają i za chwileczkę pojawiają się kolejne. Wtedy to się nie liczy jako jedno tornado.
Ola: A jeszcze była inna hipoteza, która mówiła o tym, że cyklicznie pojawiały się wówczas superkomórki, które utworzyły sekwencję tornad, jedno po drugim. Tutaj muszę sprostować, ponieważ bliższe badania, bardziej dokładne, prowadzone kilka czy kilkanaście lat temu, wykazały, że nie istniały przerwy w pasie zniszczeń dokonanym przez to tornado w 1925 roku. Innymi słowy, nie istniała żadna wyraźna luka w analizowanej ścieżce tornada, co najdobitniej świadczyło o tym, że najprawdopodobniej – z pewnym marginesem błędu – to było jedno gigantyczne tornado. Co więcej, nowe pomiary wskazały, że pas zniszczeń mógł być jeszcze o 25 kilometrów dłuższy niż początkowo sądzono, czyli o 25 kilometrów dłuższy niż te 352 kilometry, które wspominałam na początku.
Piotr: To teraz obiecana skala Fujity i wyjaśnienie, o co z tą skalą chodzi, bo będziemy się do niej wielokrotnie odwoływali. Jak już wspomniałem, została opracowana w 1971 roku przez naukowca japońskiego pochodzenia, ale pracującego w Stanach Zjednoczonych – Amerykanina Tetsuyę Fujitę, zwanego Tedem Fujitą, z Uniwersytetu w Chicago. Ta skala opiera się na zniszczeniach dokonanych przez tornado, więc siłę tornada określa się już po jego przejściu, obserwując to, co się wydarzyło.
Skala biegnie od F0 do F5. F0 najsłabsze, F5 najsilniejsze – są różne gwiazdki i zastrzeżenia, bo teoretycznie mogłoby być jeszcze F6, ale F6 nigdy jeszcze nie wystąpiło. Znalazło się w tej skali początkowo, ale nie zaobserwowano takiego tornada. Generalnie F0 to lekkie zniszczenia – takie, że jak się u nas takie rzeczy dzieją, to wszystkie gazety o tym piszą, bo są to pościągane z dachów kominy, połamane gałęzie drzew, część drzew powyrywanych, znaki drogowe, które są dobrą powierzchnią do łapania wiatru, połamane itd. Najwięcej jest tornad właśnie F0 – na świecie 39% tornad to F0. F1 to już konkretne zniszczenia – zrywane dachy, spychane samochody jadące drogą, słabsze budynki mogą być zniszczone itd. To jest 35% z kawałkiem. Do F5 to już ekstremalne zniszczenia – nawet budynki, które mają silne szkielety, są porządnie zbudowane, mogą zostać zerwane z fundamentów, przeniesione daleko, rzeczywiście powyrywane drzewa, jakieś stalowo-żelbetowe konstrukcje poniszczone itd.
Ola: Kiedyś oglądaliśmy taki film, czy na National Geographic, czy na innym kanale, Discovery, gdzie były pokazane zniszczenia po tornadzie, gdzie deski były powbijane w drzewo, tak jak pociski.
Piotr: Tak, to jest częsty problem, źródło zniszczeń, bo poza samym ciśnieniem, jakie panuje wewnątrz wiru tornada, które rozsadza budynki, jest też kwestia rozpędzonych różnych obiektów. Zwłaszcza przy tych silniejszych tornadach wiatr jest na tyle mocny, że porwane elementy same działają jak dodatkowe ostrza, które rozwalają różne rzeczy, niszczą, wbijają się itd. Więc rzeczywiście, jak dzisiaj oglądałem fragment filmu "Twister", o którym jeszcze wspomnę, z 1996 roku, to tam bohaterowie oczywiście są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, ponieważ wszystko dookoła nich lata, ale nic w nich nie trafia. I jakoś tam sobie dają radę.
Ola: Ale nie mów, że prawdopodobieństwo tego nie obejmuje.
Piotr: Mogłoby się tak zdarzyć.
Ola: Nie, absolutnie.
Piotr: Wszystko się może zdarzyć, jeśli tak na to spojrzymy. Potem tę skalę Fujity udoskonalono już po śmierci samego Fujity – w 2007 roku wprowadzono ulepszenia, które przede wszystkim brały pod uwagę bardziej zróżnicowanie tych konstrukcji budynków, na podstawie których określa się zniszczenia i skalę tornada. Dlatego, że tak jak mówiłem, robi się to po przejściu tornada, więc ważne jest, jakie są te budynki – a w Stanach Zjednoczonych mają duży rozrzut, od przyczep kempingowych i jakichś karton-gipsowych, pseudodomków, po naprawdę potężne konstrukcje. Więc bardziej rozwinięto ten aspekt. Również zmieniono troszeczkę wartości wiatru, dlatego że w czasach, kiedy Fujita to tworzył, nie do końca wiedziano, z jaką prędkością faktycznie ten wiatr się porusza. Były pewne szacunki, później to troszeczkę urealniono i tak dalej. Więc można jeszcze spotkać tę drugą, ulepszoną skalę Fujity, i różni się tym, że jak widzimy gdzieś, że jest na przykład tornado F2, to jest stara skala, a EF2, czyli Enhanced, to jest ta skala nowa.
I jak już wspomniałem, jest jeszcze brytyjska skala – a dlaczego by nie mieć czegoś oryginalnego. Jest oparta po prostu na prędkości wiatru w wirze, a nie na spowodowanych zniszczeniach, i jest powiązana pewnym niezbyt skomplikowanym ułamkiem ze skalą Beauforta, więc można sobie przeliczyć z jednej na drugą. Biegnie od T0 do T11, tak żeby było trochę trudniej zgadnąć. Czasami się jeszcze podaje takiego łamańca, czyli robi się na przykład, że coś tam jest, nie wiem, F3, T5, dajmy na to – czyli łączy się tę zmierzoną prędkość wiatru ze zniszczeniami. Nie zawsze jedno z drugim dokładnie idzie w parze, więc takiego rozróżnienia się dokonuje.
0:24:39 Najszersze tornado i Aleja Tornad
Ola: Przypominacie sobie, jak Piotrek jeszcze przed chwilą mówił, że średnio tornado w Stanach Zjednoczonych ma szerokość 150 metrów? Więc teraz chcę wam opowiedzieć o tornadzie, które było najszerszym odnotowanym. Było częścią większego systemu pogodowego, który w poprzednich dniach wytworzył dziesiątki tornad, ale tylko jedno Tornado Monstrum. To Monstrum miało szerokość 7,5 km. Oh my god. Wytworzyło pas zniszczeń o takiej właśnie szerokości – nie jednolity, ale o takiej szerokości. Dodajmy, że tornada o szerokości ponad 1,5 km są rzadkie, a takie o szerokości ponad 3 km zdarzają się naprawdę sporadycznie. A to, o którym mówię, ten gigant, uderzył w El Reno w Oklahomie w 2013 roku. Właściwie tak naprawdę takie szerokie tornada zazwyczaj są mniej niszczycielskie niż te wąskie.
Piotr: Tak, bo prędkość wiatru jest mniejsza i różnica ciśnienia nie jest taka duża.
Ola: Ale nie to w El Reno. Ono początkowo otrzymało ocenę siły F3, ale eksperci dziś uważają, że to było zaniżone, ponieważ ta niższa ocena była prawdopodobnie wypadkową tego, że mniej zniszczeń zostało dokonanych wskutek tego, że tornado przeszło przez obszary wiejskie, nie wkroczyło na tereny miast, w związku z czym miało mniej okazji do zniszczenia czegokolwiek. I to jest to tornado, w którym prędkość wiatru przekroczyła 480 km na godzinę.
Piotr: To konkretne. No właśnie, to jest może jednak zaleta tej brytyjskiej skali Torro, bo ona nie jest zależna od tego, po czym tornado się przejechało. Chociaż może z ludzkiego punktu widzenia ważniejsza jest ta Fujity. No dobrze, są dwie. To teraz Aleja Tornad, bo Aleja Tornad jest hasłem, które powraca nam tu bez przerwy – chociaż nie wiem, czy już padła ta nazwa, chyba padła – ale wszystkie te tornada, o których mówiłaś, to są właśnie tornada z tego obszaru.
Ola: No tak, za każdym razem wracamy do Stanów Zjednoczonych i tam przewijało się wielokrotnie na przykład Oklahoma City.
Piotr: Dokładnie.
Ola: Które jest chyba stolicą tornad. It's complicated.
Piotr: Jak już powiedziałem, tornada zdarzały się na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, ale Stany są uprzywilejowane. Tornada w ogóle pojawiają się najczęściej na średnich szerokościach geograficznych, bo tam ten rodzaj burz, który sprzyja tym tornadom, powstaje najczęściej. Natomiast rzeczywiście Stany Zjednoczone mają najwięcej tornad spośród wszystkich krajów, ale też najsilniejsze i najbardziej niszczycielskie.
Stąd w ogóle ta nazwa. Nie ma dokładnej definicji Alei Tornad – to jest nazwa dość umowna, chociaż wszyscy wiedzą, o co chodzi. Mówi się o 19 stanach, których dotyczy ta aleja, ale generalnie jak weźmiemy Stany Zjednoczone i położymy kciuk na środku, w połowie, pionowo, to mniej więcej przykryjemy ten obszar. Przy czym sięga aż do Kanady, o czym warto pamiętać – Kanada jest drugim krajem z kolei, który ma najwięcej tornad na świecie. Przede wszystkim to Teksas, Oklahoma, Kansas, Nebraska, Colorado i południowa Dakota – to są te najbardziej dotknięte stany. Tornada występują zwykle późną wiosną, wczesnym latem – to jest ten moment, kiedy jest ich najwięcej. Trudno jednoznacznie wskazać stolicę Alei Tornad, dlatego że zależy, jak liczymy tornada. Mamy takie klasyczne, najsilniejsze, które powstają w superkomórkach, ale są też wiry wodne, które powstają zupełnie inaczej, choć jakby nie patrzeć też można je do tornad zaliczyć. Jeżeli weźmiemy je pod uwagę, to na przykład na Florydzie jest najwięcej tornad, bo tam co chwilę pojawiają się te wodne. Natomiast ich znaczenie dla ludzi i gospodarki jest niewielkie – trochę powirują, pochlapią i znikną.
Ola: Aczkolwiek ja tutaj wspomnę o jednym tornadzie wodnym, które miało ogromne znaczenie.
Piotr: Dobrze, to jeszcze mam je w odwodzie. No tak, ale skąd ta Aleja Tornad? Co tam się takiego szczególnego dzieje, że Stany Zjednoczone zostały tak cudownie uprzywilejowane?
Ola: Są Góry Skaliste i wielkie równiny.
Piotr: Dziękuję Olu.
Ola: Proszę, to już możemy się rozejść.
Piotr: To idziemy do domu. Masz rację, twój rodzony geniusz i tym razem zadziałał.
Ola: Dziękuję, że zauważasz.
Piotr: Na co dzień. Chodzi o to, że rzeczywiście na tych wielkich równinach, które są naprawdę wielkie – takie wielkie przez wielkie W – spotykają się dwie główne, i jeszcze trzecia pomocnicza, masy powietrza. Spotykają się przede wszystkim zimne i suche masy z północnego zachodu, znad Gór Skalistych. Góry Skaliste to rzeczywiście kawał gór i one, można powiedzieć, filtrują wilgotne powietrze znad Pacyfiku – ciepłe i wilgotne. Jak nad nimi przechodzi, to musi się wysoko wybić i przestaje być ciepłe i wilgotne. Ląduje w postaci zimnej i suchej i leci dalej na środek Stanów Zjednoczonych. Równocześnie z południowego wschodu, znad Zatoki Meksykańskiej, leci już klasycznie ciepłe, wilgotne, nadoceaniczne powietrze i trafia w to samo miejsce, a jeszcze powiewa z południowego zachodu, znad Meksyku, znad regionu gór Sierra Madre, ciepłe i suche powietrze. Mamy miks do wyboru, do koloru, i wszystko to spotyka się na wielkich równinach, tam się ze sobą zderza, miesza i powstaje kompletne szaleństwo. Co więcej, ukształtowanie tego terenu też ma znaczenie – warto spojrzeć na mapę fizyczną Stanów Zjednoczonych, i Kanady najlepiej, i jeszcze Meksyku, czyli całej Ameryki Północnej właściwie, bo to dość dobrze pokazuje, że wbrew pozorom ten kontynent jest dość prosty, jeśli chodzi o ukształtowanie fizyczne. Tam naprawdę stosunkowo niewiele się dzieje – jest jedno potężne pasmo Gór Skalistych i później Sierra Madre, a poza tym raczej płasko i nudno, więc powietrze ma się gdzie rozpędzić, ma się gdzie spotkać, nie musi lawirować.
Ola: Prosty, prościutki kontynencik, ale uwaga – okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że i w Europie jest Aleja Tornad. Rozciąga się w pasie od północnej Francji i krajów Beneluksu, po Alpy, Niemcy, i ciągnie się dalej na wschód, w kierunku Czech i Polski.
Piotr: To dość jest dyskusyjne, bo są różne tezy na ten temat.
Ola: No właśnie, jakie są tezy, bo ja szczerze mówiąc jakoś nie zagłębiałam się w ten temat. Samo istnienie europejskiej Alei Tornad mnie zachwyciło. Dodajmy, że istnieje również Polska Aleja Tornad i to jest najlepsze.
Piotr: Piaseczyńska Aleja Tornad.
Ola: Ale do tego jeszcze wrócimy.
Piotr: Generalnie chodzi o to, że Europa – znowu polecam mapę fizyczną, bo akurat mapy Google'a kompletnie się tu nie sprawdzają, nawet jak weźmiemy warstwę terenu, to słabo działa jako mapa fizyczna, to chyba największa dla mnie wada map Google'a, że nie pokazuje dobrze ukształtowania fizycznego – w każdym razie, jak weźmiemy jakąś inną mapę, chociażby stary dobry atlas, to widać, że Europa jest pochlastana górami, w tę i we wtę, w różnych kierunkach, na różne sposoby, i nie ma takiego obszaru, gdzie dałoby się w prosty sposób przeprowadzić linię, gdzie może napływać jeden rodzaj powietrza, drugi rodzaj powietrza się z nim spotka i tak dalej. To jest bardzo skomplikowane.
Ola: A co z Azją? Bo tam w sumie jest więcej możliwości.
Piotr: Ale Azja – tak jak Ameryka ciągnie się z góry na dół, tak Azja ciągnie się na boki, i tam nie ma takiego napływu, nie ma takiej możliwości – znowu nie masz takich pasm górskich, które byłyby położone w linii północ-południe i dobrze filtrowały powietrze wiejące z zachodu.
Ola: No tak, a poza tym masy powietrza z zachodu to już masy wędrujące znad Atlantyku, już filtrowane przez Europę.
Piotr: Nawet jak sobie jakiś Ural weźmiemy po drodze i tak dalej, to i tak, po prostu… To jest kwestia tego, czy masz rozciągłość –
Ola: Układ południkowy czy równoleżnikowy?
Piotr: Dokładnie, to zresztą ma w ogóle dość zasadnicze konsekwencje.
Ola: Gigantyczne. Dla wszystkiego. Również cywilizacyjne.
Piotr: Tak, tak, ale nie wchodzimy na Jareda Diamonda. Nie, staram się bardzo. Więc, wracając do tej europejskiej Alei Tornad – jest parę takich miejsc, które się jeszcze wskazuje, na przykład Wielka Brytania ma swoje, może bez przesady z tą "aleją", ale ma swoje obszary na południu i na wschodzie, gdzie zdarza się tego więcej. W Austrii było kilka mocnych tornad, ale dosłownie kilka, natomiast w granicach F3, chyba nawet mocniejsze. I jest coś takiego jak Nizina Padańska – okolice Padwy, na północy Włoch. To rzeczywiście niezłe miejsce, bo z jednej strony mamy góry, z drugiej strony, no, może do morza daleko, ale zawsze coś. Więc rzeczywiście to jest rejon, gdzie chyba najwięcej w Europie występuje tych tornad, ale z tą europejską Aleją Tornad to jest troszeczkę naciągane.
Ola: No i nie mów, że Polska Aleja Tornad jest naciągana.
Piotr: Piaseczyńska Aleja Tornad. Nie, no, Polska ma swój rzeczywiście rejon.
Ola: No właśnie – w Polsce trąby powietrzne, bo u nas to się do tej pory tak nazywało, chociaż tornado też jest prawidłową nazwą, zdarzają się kilkanaście razy w roku. Pod względem ich liczby przoduje wybrzeże.
Piotr: No tak, czyli wybrzeże Florydą Polski.
Ola: Przepraszam.
Piotr: Przepraszam naszych znajomych z wybrzeża, nie chcę nikogo urazić.
Ola: Dobrze. I tam właśnie bardzo często pojawiają się trąby wodne, ale nie stanowią większego zagrożenia dla obszarów zamieszkanych, bo są słabe i zanikają nad lądem.
Piotr: Czyli dla pamięci w telefonach turystów.
Ola: Ale istnieje właśnie coś, co Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nazywa Polską Aleją Tornad. To obszar ciągnący się od województwa opolskiego i śląskiego, po małopolskie, świętokrzyskie, łódzkie i mazowieckie. Czyli tak, od Opola zakosem w stronę Mazowsza.
Piotr: Od Opola do przedszkola. Przepraszam.
Ola: I tutaj trąby powietrzne bywają bardziej niebezpieczne od tych na wybrzeżu i czasami zalicza się je nawet do kategorii F2 czy F3.
Piotr: Mieliśmy nawet strzały na F4.
Ola: F4, też były takie zakusy, ale to jest naprawdę jakiś wyjątek.
Piotr: Z ciekawych rzeczy – mamy może nie aleję, ale taki trochę start tornadowy na Śląsku, bo tam docierają burze, które rodzą się nad Alpami i później wędrują na północ, i w większości rozbijają się o nasze góry południowe. Natomiast jest coś takiego jak Brama Morawska – to nie jest szeroka struktura, to takie zapadlisko pomiędzy Karpatami i Sudetami, i tamtędy część tych burz się przepycha, dlatego to jest rejon, w którym rzeczywiście zauważalnie więcej tych tornad było. Natomiast nie ma co się ekscytować, bardzo dobrze, że nie ma, bo w Polsce tych tornad za bardzo wiele nie było. Jak się spojrzy na mapę występowania, to owszem, pojawiają się, ale też bez przesady. Częściej się raczej pojawiają – jak dosłownie kilka, kilkanaście dni temu nad Warszawą się nawet taki lej pojawił, obniżający się, ale nie dotknął ziemi, i to było raczej zjawisko – o ile się orientuję, chyba nie było z superkomórki, tylko z innego rodzaju, ale o tym jeszcze będzie pewnie mowa.
Ola: Tutaj pod względem liczby tornad rekord padł w Polsce 17 lutego 2022 roku – pojawiła się wtedy seria kilkunastu tornad, które się albo uformowały, albo prawie uformowały. Zaobserwowano je w województwach lubuskim, wielkopolskim, łódzkim i małopolskim, i niektóre z nich mogły sięgnąć F2 w skali Fujity. Najsilniejsze przeszło przez Kraków, gdzie strąciło dźwig. Te tornada były związane z czymś, co się nazywa linią szkwałową albo linią szkwału – to jest strefa układających się w linię burz, które mają wspólną przyczynę powstania i formują się zwykle przed frontem chłodnym. Takie rozciągnięte burze mogą sięgać kilkuset kilometrów i często trwają wiele godzin, mogą przynosić naprawdę gwałtowne wyładowania, porywiste wiatry, intensywne opady deszczu, gradu, i właśnie czasami również tornada.
Piotr: Jeszcze tylko wspomnę w kontekście tej linii szkwałów, że możecie kojarzyć takie hasło "bow echo", czyli od łuku – to jest taki obraz radarowy tego typu układu, i pojawiało się zwłaszcza wtedy, kiedy w Polsce takie zjawiska występowały. Są trzy takie słynne wydarzenia. Pierwsze to Puszcza Piska w 2002 roku, gdzie powaliło ogromną część lasu – rzeczywiście 44 tysiące hektarów. Drugie to była w 2007 roku Nawałnica na Mazurach.
Ola: Myśmy wtedy byli na żaglówce, dokładnie w tym czasie, kiedy to trwało – byliśmy na Jeziorze Nickim i udało nam się przybić do brzegu, a burza była tak silna, że przybiliśmy w sposób dość gwałtowny i nieskoordynowany. Nic nam się nie stało, ale mieliśmy wanty i maszt oplątane w gałęzie drzewa.
Piotr: A na Jeziorach Mazurskich wtedy 12 osób zginęło, więc to rzeczywiście było grubo.
Ola: Na tym jeziorze, na którym my pływaliśmy, też zginęli ludzie.
Piotr: Tak, i ostatnie takie słynne wydarzenie to była Nawałnica, która w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku się przewaliła – aż od Dolnego Śląska poprzez Wielkopolskę, Kujawy, aż na Warmię sięgnęła, i tam zginęło 6 osób. Też było dużo mowy o tym, dlaczego ostrzeżenia nie dotarły. Tam była historia obozu harcerskiego –
Ola: W Borach Tucholskich.
Piotr: Tak, i to mówię w kontekście tego zjawiska, żeby wam się to jakoś połączyło – czyli to, o czym mówiliśmy, ta linia szkwałów, rozwija się w takie bow echo, które później jeszcze się przekształca dalej. Ale to jest takie wtrącenie.
Ola: A jeśli chodzi o najsilniejsze tornada, które mogły pojawić się w Polsce – mówię "mogły", bo znowu wracam do lat 30. XX wieku, kiedy pomiary nie były zbyt dokładne – to wsławiło się tornado w okolicach Lublina, 20 lipca 1931 roku. Trąba powietrzna, która rozwalała budynki o murach grubości kilkudziesięciu centymetrów i wywróciła wagony towarowe z końmi wyścigowymi w środku. Dodajmy, że to były inne wagony, o mniejszej wadze niż dzisiejsze, ponieważ były drewniane, więc też trochę inaczej można sobie to wyobrazić.
Piotr: Celuje w F3, mniej więcej, według tej pierwotnej skali.
Ola: Naukowcy twierdzili, że prędkość wiatru była szacowana na 110 do 145 metrów na sekundę, czyli nawet do 522 km na godzinę, co oznacza F5 w skali Fujity – czyli zdecydowanie przestrzelili, bo późniejsze badania pokazały, że to było jednak dużo słabsze tornado, i zresztą analiza zdjęć z tamtego okresu wyraźnie na to wskazuje.
Piotr: Przewracane pociągi to jest właśnie w granicach F3, tak mniej więcej.
Ola: A tutaj jeszcze "Kurier Lubelski" relacjonował kilka dni po tej trąbie powietrznej: autobus miejski wraz z pasażerami został rzucony przez wichurę o ścianę domu i zgnieciony, pasażerowie odnieśli ciężkie rany, poważnym uszkodzeniom uległ most prowadzący w kierunku Zamościa, wszystkie przewody elektryczne i telefoniczne zostały przerwane, z wielu domów huragan zerwał dachy, zawaliły się kominy fabryczne, drzewa w parkach zostały powyrywane z korzeniami, ludźmi znajdującymi się na ulicach wiatr miotał jak piórkami. Mało tego, nawet samochody i autobusy porywane były przez wichurę. Trąba powietrzna zwaliła kilkudziesięciometrowy komin w młynie. I tutaj jeszcze gazety odnotowują, że została uszkodzona gazownia miejska, wskutek czego Lublin przez wieczór i noc pogrążony był w ciemnościach, co jeszcze utrudniło akcję ratunkową. W wyniku tego tornada uszkodzone zostały przede wszystkim liczne budynki na przedmieściach Lublina, uszkodzeniu uległa część terenów fabrycznych, a ta trąba powietrzna zabiła sześć osób i ponad sto raniła. Według podsumowania analizy naukowej "Deadly Tornadoes in Poland" od roku 1820 do 2015, w Polsce zdarzyło się 37 tornad, które spowodowały ofiary śmiertelne. Łączna liczba ofiar śmiertelnych tych tornad w Polsce wynosi 106, i najwięcej, bo 13, zdarzyło się jednorazowo w Krośnie Odrzańskim.
0:45:14 Jak powstają tornada: superkomórki i ich rodzaje
Piotr: Skoro już wspomnieliśmy o różnych rodzajach i tak dalej, to może zróbmy taki ważny wtręt – powiedzmy o tym, jak powstają właściwie tornada, bo jest ich kilka rodzajów. Te, o których najczęściej się mówi, te najgroźniejsze, największe, to są tornada superkomórkowe, czyli związane z mezocyklonem – zaraz wszystko wyjaśnię. Generalnie to, co my tu widzimy na ziemi, nad ziemią, ten lejek, czy też to leiszcze ogromne, to jest ledwie 10% tego wszystkiego, co zachodzi. Nie wiem, czy chcesz powiedzieć "wierzchołek góry lodowej", ani góry lodowej, ani wierzchołek.
Ola: Widzę twoją minę. Odwrócony wierzchołek góry lodowej. Piotrek kiedyś dostał absolutnej alergii na wierzchołki góry lodowej i do tej pory nie pozwala mi używać tego jakże wyniosłego określenia.
Piotr: Tak, no więc to nie był wierzchołek góry lodowej, ale rzeczywiście – może chociaż troszkę. Ale rzeczywiście to jest tylko 10%, bo to, co się dzieje, co jest najgroźniejsze właściwie i co powoduje powstanie tego całego zjawiska, to jest to, co się dzieje w chmurach – teraz będzie odrobina meteorologii. Otóż chmura powstaje wtedy, kiedy wilgotne powietrze paruje, unosi się i wraz ze wzrostem wysokości się ochładza. Jak już osiągnie taką temperaturę, że nie utrzymuje w sobie wody, to ta para wodna się skrapla i powstaje chmura. To zresztą częste wyjaśnienie, częsty błąd w myśleniu – to, co na przykład unosi się nad czajnikiem, ten dymek, albo nad herbatą, to nie jest para wodna. Uwaga.
Ola: Para wodna jest niewidoczna.
Piotr: Para wodna to jest gaz, który jest równie niewidoczny jak powietrze, więc to, co my widzimy, to jest skroplona woda, skroplona para wodna, czyli nie para wodna. To właściwie jeden z takich podstawowych błędów popełnianych zazwyczaj. Chmura to jest już ta para wodna, która się skropliła i, można powiedzieć, zawisła w powietrzu, więc chmury zaczynają się na określonej wysokości – zależnie od warunków, od temperatury, od wilgotności. Jak mamy takie klasyczne chmurki, to one, można powiedzieć, jakby trochę leżą na takiej szklanej tafli, to znaczy widać, że wszystkie zaczynają się na danym terenie, na określonej wysokości, bo to jest ten moment, kiedy woda zaczyna się skraplać. Mówię, to uproszczenie, ale już wiadomo, o co chodzi. I teraz wchodzimy o poziom wyżej, dosłownie i w przenośni, czyli na te chmury, które nazywają się kumulonimbusami – piękne, burzowe. Właśnie wiedziałem, że to powiesz, przygotowałem się na to. Kto wie jeszcze w dzisiejszych czasach, jak wygląda kowadło? Poza ludźmi w naszym wieku, którzy codziennie rano idą do szkoły, musieli sobie wykuwać jakieś ekierki i tak dalej, znamy te kowadła dobrze i cyrkle. Każdy normalny współczesny człowiek już nie wie, szczęśliwie, jak wygląda kowadło. Generalnie chodzi o to, że jest na dole wąskie i na górze szerokie – taki dwugrzyb, może to lepiej powiedzieć.
Ola: Udało ci się przebić kowadło.
Piotr: Dziękuję. Przebijanie kowadła to moja specjalność. No, więc idziemy dalej. Te kumulonimbusy są gigantyczne. To jest jedyny rodzaj chmur, który przechodzi przez wszystkie, można powiedzieć, warstwy podstawowe. Normalnie mamy chmury niskie, średnie, wysokie – a kumulonimbusy są wszystkimi naraz. Zaczynają się nisko, potrafią niemal nad samą ziemią, kończą się super, hiper wysoko.
Ola: Nawet na 30 km.
Piotr: Chyba nawet tak. I to, co daje kowadło, to jest to, że one na górze się rozlewają – dlatego, że idą bardzo wysoko, ale w końcu dochodzą do takiej granicy, gdzie już wyżej nie mogą.
Ola: Gdzie napotykają kolejną taflę.
Piotr: Tak, to jest tropopauza. To jest taka warstwa ziemskiej atmosfery, która ma zwykle 1-2 km grubości i jest przejściową fazą między troposferą a stratosferą. I to jest to miejsce, w którym ona jest na różnych wysokościach w zależności od pory roku i szerokości geograficznej. U nas to jest zwykle jakieś 15 km, coś takiego, jak z głowy mówię. Ale to jest ten moment, w którym chmura zazwyczaj nie może, z pewnym wyjątkiem, iść wyżej. Rozlewa się i dlatego jest na górze taka szeroka. Te kumulonimbusy powstają wtedy, gdy zimne powietrze zderza się z ciepłym, czyli właśnie fronty – to zimne powietrze wchodzi pod ciepłe, można powiedzieć, podrzucając je jeszcze wyżej. Powstaje bardzo gwałtowny prąd wznoszący i to ciepłe powietrze wypiętrza chmurę, dlatego robi się taka gigantyczna.
Ola: Jeszcze tylko wspomnę, że na dole znajduje się taki kołnierz burzowy – jest skłębiony, ciężki, często bardzo ciemny. W momencie, kiedy widać już te prądy wznoszące w chmurze, zaczynają one wyglądać, jakby to były takie pióra unoszące się do góry. Bardzo często tak to wygląda, i im wyżej, tym bardziej te pióra rozcapierzają się z tego barankowatego kołnierza. Jak się widzi taką chmurę i jest się na przykład pod żaglami, na kajakach albo w górach, to lepiej szybko zawracać w jakieś miejsce osłonięte i czekać, aż to minie. Bo jeżeli myślimy, że przejdzie bokiem, to zazwyczaj tak nie jest.
Piotr: No tak, te chmury są łatwe do zauważenia, bo te naprawdę duże, na równinach, albo właśnie jak jesteśmy w górach, z dużej wysokości jesteśmy w stanie dostrzec je nawet z 250 kilometrów, więc rzeczywiście z daleka.
Ola: Ale nawet z ziemi jesteśmy w stanie dostrzec je z daleka. Potrafią pokazać się na prawie czystym niebie, więc bywają bardzo wyraźnie widoczne, i jeżeli je widzimy, to naprawdę nie zwlekajmy z powrotem gdzieś.
Piotr: No i to, co nas interesuje, to to, co dzieje się w środku tej chmury. Jeżeli mamy wiatry wiejące w różnych kierunkach – nie zawsze się tak dzieje, nie zawsze tak działa – to różne kierunki, różne wysokości powodują, że wewnątrz takiej chmury może powstać wir. Ten wir zaczyna się poziomo, jest taką wiejącą poziomo wewnątrz chmury rurą, można powiedzieć, ale tam są bardzo silne prądy wstępujące, które mogą spowodować, że ten wir zaczyna przesuwać się do pozycji pionowej. I taki właśnie pionowy, wznoszący się, wirujący prąd to jest wspomniany już raz mezocyklon. A jak jest chmura z takim mezocyklonem w środku, to nazywa się ją superkomórką. Te chmury potrafią być bardzo duże, i dzięki temu, że są tak duże, te prądy wstępujące mogą być od siebie rozdzielone, więc się wzajemnie nie gaszą. Są po prostu w pewnej odległości od siebie, i przez to taka chmura może po pierwsze bardzo długo trwać i przebywać przez to duże odległości. Taka pojedyncza superkomórka potrafi istnieć nawet przez kilkanaście godzin i potrafi przebyć ponad tysiąc kilometrów, więc to jest naprawdę coś gigantycznego, potężnego i bardzo trwałego – rzeczywiście chmury wyjątkowe. Mogą mieć jeszcze dodatkowy, wyjątkowy bonus, bo ten mezocyklon, czyli ten wir pionowy wiejący wewnątrz, potrafi nawet przebić tę tropopauzę. Wtedy jeszcze na czubku tego kowadła tworzy się taka kopuła – to się nazywa overshooting top. Wygląda trochę, jakby ktoś tam kalafior umieścił, bo to nie jest taka ładna, równa kopuła, tylko poszarpane, wypchnięte jeszcze ponad tropopauzę struktury.
Ola: Jak to? Podwójny grzyb z kalafiorem na górze? Dwugrzyb z kalafiorem.
Piotr: Tak, więc to jest dokładnie –
Ola: To określenie już niedługo przejdzie do terminologii naukowej.
Piotr: Tak, więc jak zobaczymy dwugrzyb z kalafiorem, to proszę państwa, jest źle. Dlatego, że to znaczy, że ten mezocyklon jest bardzo silny, skoro przebił tę fizyczną granicę. I wtedy może nastąpić coś takiego, że ten lej… I teraz tu można – ja powiem tak, gdybyśmy mieli dodatkowych 17 godzin, to można by opowiedzieć dokładnie o wszystkich zjawiskach, które tam zachodzą, bo dzieje się bardzo dużo rzeczy, jeśli chodzi o te prądy wstępujące, ale w uproszczeniu –
Ola: Wiesz co, to ja pójdę się zdrzemnę, a ty jak wrócę, jeszcze popracujesz trochę, to po tych 17 godzinach w końcu będziesz opowiadać.
Piotr: Mamy na karcie jeszcze jakieś 6 godzin miejsca, tak jak patrzę, bez kasowania, to powinienem się zmieścić – chyba że przestawię nas na MP3, to pewnie tych godzin jeszcze z 50 tu będzie, także spoko. W każdym razie ten mezocyklon może rzeczywiście opuścić się ku ziemi. On się wtedy zwęża, przez to przyspiesza, i to jest właśnie taka najbardziej klasyczna trąba powietrzna, czyli to tornado superkomórkowe, które w ten sposób powstaje z tego spionowienia wewnętrznego wiru w chmurze. Ale to nie jest jedyny rodzaj tornad, bo są jeszcze tak zwane trąby lądowe, które powstają nie w chmurach, nie są związane z superkomórkami, tylko powstają pod chmurami, i to nawet pod takimi zwykłymi kumulusami – te chmury, które są takimi ładnymi, dużymi chmurami, przypominają komuś żółwie, albo samochód wyścigowy, albo pizzę, cokolwiek kto lubi, mają najbardziej fantazyjne kształty. I jeżeli są wiatry, które wieją z różnych stron i mieszają się w tej warstwie granicznej pod chmurami, to tam rzeczywiście mogą powstawać tornada – są zwykle znacznie słabsze, to znaczy z trudem osiągają F2, sporadycznie F3, zwykle są to takie równiejsze leje, często nawet nie sięgające ziemi, zwykle węższe. Są pod pewnym względem bardziej niebezpieczne, bo właściwie nie da się ich przewidzieć – jak obserwujemy superkomórkę, czyli ten dwugrzyb z kalafiorem, to już wiemy, że może być źle. Nie z każdej takiej superkomórki powstaje tornado, ale jest to zagrożenie, natomiast bardzo trudno jest przewidzieć taką trąbę lądową.
Ola: No właśnie, a trąby lądowe – a są jeszcze takie diabełki.
Piotr: O diabełkach będzie za chwilę.
Ola: Diabełki na pustyni na przykład są bardzo widoczne.
Piotr: Tak, ale to właściwie już nie są tornada, zaraz do nich dobiegniemy. Są jeszcze trąby wodne, o których już wspomnieliśmy – podobnie powstają, chociaż tu oczywiście w fizyce atmosfery pewnie by się zagrzmiali z oburzenia, ale z grubsza chodzi o to, że nad ciepłą wodę napływa zimne powietrze. Może być zupełnie dobra pogoda, nie musi być żadnych straszliwych chmurzysk, a nagle z tego powstaje trąba wodna, która jest szczególnie łatwa do zauważenia, bo jest wodna, czyli zasysa ten wodny pył i jest takim białym słupem. Chyba nawet kiedyś z daleka widziałem gdzieś taką trąbę, nie w Polsce, tak mi się wydaje, no ale to jest właśnie to, co na przykład na Florydzie i na naszej polskiej Florydzie, czyli na wybrzeżu, najczęściej się pojawia, i to właściwie nam zamyka temat tornad, natomiast jest jeszcze grupa zjawisk tornadoidalnych, podobnych do tornad, o których wspomniałaś. Coś próbujesz powiedzieć?
Ola: Tak, próbuję powiedzieć o tym, że trąby wodne mogą być całkiem silne, tylko że znowu brak bardzo precyzyjnych pomiarów, bo mówimy o roku 1551 lub 1556 – nawet lata się nie zgadzają, źródła nie są zgodne. Otóż na Malcie, w miejscu nieopodal dzisiejszej Valletty, czyli stolicy Malty, które nazywa się Grand Harbour, czyli Wielki Port, miało miejsce wielkie tornado. Zaczęło się jako trąba wodna, i teraz oczywiście nikt nie wie, jak się utworzyło i jaki miało charakter, natomiast było bardzo śmiercionośnym zjawiskiem, ponieważ zginęło wówczas co najmniej 600 osób.
Piotr: 600?
Ola: 600, ponieważ pojawiło się w zatłoczonym porcie – akurat stacjonowała tam flota maltańska, czyli flota wojenna rycerzy szpitalników zakonu świętego –
Piotr: Jana. No i rozbiło flotę?
Ola: Tak, były na niej już załogi, czyli szykowali się do wypłynięcia. Nie w porę, jako żywo.
Piotr: Albo kosmici.
Ola: I wywróciło do góry dnem co najmniej 4 galery. Jak sobie wyobrazimy, jak to mogło wyglądać i jakie zniszczenia wywołało w porcie, to może budzić grozę. Dzisiaj naukowcy uważają, że to tornado miało siłę F3 w skali Fujity. Wspomniałam, że Valletta wówczas jeszcze nie istniała, bo powstała 10 do 15 lat po przejściu tego tornada – wtedy był tylko wielki port, i akurat ci, co tam zawinęli, mieli pecha, bo wszyscy byli tam obecni i musieli się pożegnać z życiem.
0:59:40 Wiry pyłowe, ogniste wiry i tragedia w Kanto
Piotr: Szpitalnicy też mieli pecha, bo to na nich chyba nieźle zdemolowało ich potęgę – to jeszcze długa opowieść. Wróćmy jeszcze do tej specyfiki, nie tornad, bo teraz będzie już krótko o paru zjawiskach, które są podobne do tornad. Już o tornadach z linii szkwałów mówiliśmy. Natomiast są jeszcze te wiry pyłowe, o których wspomniałaś – to po prostu wirujące słupy powietrza, które zazwyczaj unoszą pył, piasek. Zwykle chodzi o to, że gorące powietrze przy powierzchni Ziemi, nagrzane, bo powierzchnia Ziemi lepiej nagrzewa się niż samo powietrze, unosi się, przechodzi przez strefę chłodniejszego powietrza o niższym ciśnieniu, i to wszystko zaczyna się kręcić. Ale zwykle to są małe zjawiska – mają najczęściej jeden, dwa, trzy metry. Zniszczeń też specjalnie nie powodują, to są takie raczej wirki. Zresztą dość często pojawiają się w Polsce – to jest ciekawe, że mamy tu taką specyfikę.
Ola: Ja widziałam całkiem niedawno takiego diabełka.
Piotr: One czasami przechodzą nawet przez parking – parkingi są dobre, bo są nagrzane.
Ola: Pamiętasz, jak niósł piasek i śmieci.
Piotr: I nic więcej właściwie nie zrobią – już naprawdę musiałby być jakiś wyjątkowy przypadek, żeby były w stanie rozbić szybę czy coś. Natomiast niesamowicie efektowne są te ogniste wiry – takie wirujące słupy ognia.
Ola: Ognisty wir, ognisty diabeł albo ogniste tornado – takie są nazwy.
Piotr: Dokładnie. Znowu, to nie jest tornado technicznie rzecz biorąc, bo nie dotyka chmur, nie spełnia tych wszystkich warunków. Natomiast głównie chodzi o to, że tu z kolei nagrzana przez pożar ziemia, unoszące się powietrze, a powyżej jest chłodniejsze powietrze, zwłaszcza jak tam wiatr wieje – znowu się to wszystko zaczyna kręcić i tak dalej. Jeszcze było takie zjawisko jak niebieskie wiry – robiono eksperymenty, żeby stwierdzić, jak to działa. To są takie wiry ogniowe, gdzie prawie nie wytwarza się sadza, wir traci ten swój żółty kolor charakterystyczny dla spalania sadzy i robi się błękitny. Jest słabiej widoczny w powietrzu, ale też tam jest niższa temperatura i tak dalej. To generalnie nie są jakieś dużo groźniejsze zjawiska, zazwyczaj groźniejszy jest sam pożar – chociaż oczywiście, jak masz jakiś taki wir ogniowy, który mocno w coś wejdzie, to już inna sprawa.
Ola: Tak, wir ogniowy – absolutnie ekstremalny, który pojawił się w Japonii w 1923 roku, po trzęsieniu ziemi w Wielkim Kanto. Chodzi o region Kanto na wyspie Honsiu, w którym to regionie mieszczą się takie miasta jak Tokio czy Jokohama. To jest bardzo gęsto zaludniony i bardzo mocno zabudowany region, w tamtych czasach też był bardzo gęsto zabudowany. I tam w ogóle wydarzyła się katastrofa, wszystko naraz. Najpierw było trzęsienie ziemi, które trwało kilkanaście sekund i miało siłę między 7 a 9 w skali Richtera. To trzęsienie ziemi samo sprawiło, że to, co miało runąć i mogło runąć, runęło. Jakby tego było mało, spowodowało tsunami o wysokości 12 metrów, które następnie przetoczyło się przez obszary nadbrzeżne, przez Tokio między innymi. I już to tsunami też dopełniło dzieła, ale jakby tego było mało, zdarzyło się to wszystko razem w okresie, kiedy ludzie podgrzewali obiady, robili posiłki, i dużo palenisk działało, jakieś kuchenki – w związku z czym w momencie, kiedy przeszło trzęsienie ziemi, wywołało to liczne pożary. A ponieważ spora część zabudowy tych miast przed drugą wojną światową była drewniana, zwłaszcza w obszarach, gdzie zamieszkiwali robotnicy, biedota, budynki zajęły się błyskawicznie i pojawiło się po prostu morze ognia. Ale jakby tego jeszcze było mało, w tym morzu ognia pojawił się, wytworzył się gigantyczny wir ogniowy, nazywano go "dragon twist", i ten jeden, pojedynczy wir zabił – tu są różne szacunki – od 35 do nawet 45 tysięcy ludzi, w ciągu kilkunastu minut, w regionie Kanto na wyspie Honsiu.
Piotr: Czyli to właściwie jest kwestia rozprzestrzeniania się tego pożaru, bo mówisz, że wir zabił w tym momencie?
Ola: Nie, ja mówię, że pożar objął całe miasta, całą Jokohamę i całe Tokio. To były pożary, które rozprzestrzeniały się pod wpływem bardzo silnego wiatru, rozsiane po całym tym obszarze, właśnie z powodu zaprószenia ognia z pieców kuchennych czy pękniętych przewodów gazowych. Ale ja mówię o tym jednym, jedynym wirze ogniowym. To był niesamowity i straszny zbieg okoliczności, bo ludzie uciekali przed tsunami w stronę obszarów przemysłowych nad rzeką Sumida – uciekali w miejsce, które znajduje się po drugiej stronie względem historycznego centrum Edo w Tokio. Przekraczając rzekę tonęli z tłumami, bo mosty się zawalały. Około 44 tysięcy osób, głównie robotników, schroniło się w takim dawnym składzie odzieży wojskowej w pobliżu rzeki – ten obszar nazywa się Rikugun Honjo Hifukusho [? niepewne: nazwa miejsca, wymowa przybliżona]. Przepraszam wszystkich japonistów, ale generalnie tak to się nazywało. Płomienie się zbliżały do tego obszaru, i coraz bliżej były te płomienie, a ci ludzie stłoczyli się na tym obszarze. No i właśnie w tym momencie wybuchł ognisty wir o wysokości ponad 90 metrów, i źródła mówią o tym, że w zależności od tego, jak kto szacuje, ale z około 30 kilku czy nawet 40 kilku tysięcy ludzi, którzy się tam zgromadzili, finalnie ocalało 300 osób. Jokohama, wówczas półmilionowa, została zniszczona, zrównana z ziemią, 45% Tokio spłonęło – to oczywiście suma tych wszystkich pożarów. Natomiast ten jeden gigantyczny wir ogniowy to jest właśnie to działanie punktowe, w tym miejscu, gdzie ci ludzie się schronili. Mieli naprawdę ogromnego pecha.
Piotr: No to już są ekstremalnie rzadkie zjawiska, bo większość tych wirów ogniowych to są rzeczywiście raczej lokalne i stosunkowo niewielkie zjawiska, o szerokości kilku czy kilkunastu metrów, i przede wszystkim krótkotrwałe. Natomiast faktem jest, że cudownie roznoszą ogień – jeżeli tylko przeniosą się nad obszar, który jest już objęty pożarem, to rzeczywiście mogą to bardzo intensywnie roznosić.
Ola: No tak, mogą się poruszać z prędkością 100 kilometrów na godzinę – wyrywają drzewa, niszczą domy i wszystko wokół podpalają.
1:08:13 Wygląd i wnętrze tornada
Piotr: To jest zjawisko już rzadkie. Kończąc te analizy rodzajów i tak dalej – też często można zobaczyć, że na zdjęciach te, już mówię o zwykłych tornadach, wyglądają bardzo różnie. To jest też kwestia oświetlenia, a po drugie tego, przez co takie tornado idzie. Bo jeżeli tornado będzie szło przez teren, na którym z jakiegoś powodu nie jest w stanie zassać specjalnie ziemi, bo na przykład jest to jakiś wyasfaltowany fragment, to bardzo szybko traci kolor – bo owszem, skrapla się tam para wodna, ale przede wszystkim kolor tornada zależy od tego, co ono zasysa, no i od oświetlenia. Nawet gdzieś jest takie ładne zdjęcie widać tego samego tornada zrobione z dwóch stron – z jednej strony jest prawie białe, jasnoszare, z drugiej strony jest czarne praktycznie. Kwestia oświetlenia, czy pod słońce, czy ze słońcem. Największy problem jest wtedy, kiedy tornada pojawiają się niespodziewanie w nocy, w czasie intensywnego deszczu, albo gdzie jest bardzo dużo pyłu w powietrzu, bo wtedy ich nie widać – ludzie nawet nie wiedzą, że nadchodzi tornado, po prostu niespodziewanie się pojawia, szybko się przemieszcza.
Jeszcze bardzo ciekawy wątek, mianowicie, co jest w środku tego leja. Kto pamięta już wspomniany film "Twister" z 96 roku – tam była Helen Hunt, Bill Paxton, Philip Seymour Hoffman grali w tym, tam łowcy tornad ścigali je i bardzo się upierali, żeby mieć taką dużą beczkę z czujnikami, którą starali się podstawić pod tornado, żeby tornado zassało te czujniki i żeby w ten sposób udało się zmapować wnętrze leja. Jest tam taka scena, kiedy uciekają, chronią się w jakiejś stodole, z której sterczy rura, przypinają się do tej rury, przechodzi przez nich tornado i widać wnętrze tego tornada. I to nawet jak na taki nie za mądry, katastroficzny film, było nie najgorzej oddane.
Ola: A jak było oddane? Bo ja sobie tego nie przypominam.
Piotr: Główny problem jest taki, jak to w filmach – trzeba było to czymś oświetlić, więc trochę tak wygląda, jakby w chmurę wetknęła taką rurkę od ręcznika papierowego, czyli przez tę dziurę, przez tę rurę, widać niebo ponad chmurą, co raczej tak się nie dzieje. Natomiast reszta była rzeczywiście nieźle oddana, bo mamy opisy wnętrza tornada, i te opisy są całkiem precyzyjne, bo jest całkiem dużo ludzi, którzy przeżyli takie spotkanie z różnych powodów – zwłaszcza, że przypominam, nie wszystkie tornada są małe, niektóre są duże. Jest bardzo ładny opis z 1930 roku – taka relacja z czasopisma "Monthly Weather Review", link jest w opisie, podobnie jak inne linki. Tam pan opowiada o tym, jak trafił do wnętrza tornada, że wewnątrz było zupełnie ciemno, natomiast widział całkiem dużo, bo bez przerwy skakały tam błyskawice i oświetlały to wnętrze. Co jest bardzo ciekawe – we wnętrzu wiru jest spokojnie. To jest tak samo, jak w oku cyklonu.
Ola: Cyklon, czyli na przykład huragan.
Piotr: Tak, tak. Zawsze mnie bawi, jak się mówi, że po prostu oko cyklonu to najgorsze miejsce ze wszystkich najgorszych – a przypominam, że w oku cyklonu jest super spokojnie, jest ładna pogoda, faktycznie niskie ciśnienie, ale mówię tu o cyklonie, a nie o tornadzie. W oku cyklonu widać niebieskie niebo i w ogóle jest bardzo sympatycznie. Jeżeli tylko oko jest wystarczająco duże, to naprawdę jest to najspokojniejszy obszar z całego cyklonu.
Ola: Na przestrzeni wielu tysięcy kilometrów.
Piotr: Dokładnie. I tu jest w miniaturze to samo, to znaczy wewnątrz prawie nie ma wiatru. Ten facet, który to relacjonował w tym trzydziestym roku, opowiadał, że od krawędzi tego wiru, który go otaczał, odrywały się takie małe tornadka, które kręciły się albo w jedną, albo w drugą stronę i tylko przez chwilę istniały, latały sobie i za chwileczkę znikały. Tam jest w ogóle generalnie spokojnie, czysto i ciemno, dlatego że wszystko, co się dzieje, dzieje się na krawędzi tego wiru. A w środku jedyna rzecz jest taka, że panuje tam super niskie ciśnienie, co dla człowieka nie jest na tyle niskie, żeby zrobić mu krzywdę przy krótkim kontakcie.
Ola: Czyli wywołać utratę przytomności.
Piotr: Na przykład. Natomiast doskonale rozsadza budynki, dlatego że jeżeli to ciśnienie gwałtownie spada, to zresztą jest jednym z głównych powodów zniszczeń – to, że szczelne budynki eksplodują. Ciśnienie wewnątrz budynku jest na tyle duże, że nie zdąży się wyrównać, wywala okna, potrafi zerwać dach i tak dalej. Więc to jest jeden z powodów, dla których te zniszczenia się wydarzają. Jestem ciekaw tego "Twistera" z 96 roku, chętnie bym go nawet obejrzał.
Ola: On nie wygląda źle.
Piotr: Ale uważaj, bo 19 lipca w Stanach Zjednoczonych będzie "Twisters" – liczba mnoga. Do końca nie wiem, czy to będzie raczej sequel, czy raczej remake. Obawiam się, że niestety to będzie bardziej remake, bo jak oglądałem zajawkę tego filmu, to bardzo dużo rzeczy było takich jak w tym starym – zobaczymy. Ja na to chętnie pójdę, żeby przede wszystkim obejrzeć, jak oni zrobili te wszystkie tornada, bo technika trochę poszła do przodu – przypominam, chociaż lata 90. były 3 lata temu, to jednak się co nieco zmieniło, jak wiadomo. To nie jest reklama i nie dlatego robimy ten odcinek – na tego "Twistersa" trafiłem dosłownie przygotowując ten materiał.
Ola: A tak naprawdę dla nas taką inspiracją było to tornado, które zaczęło się formować w Warszawie kilkanaście dni temu.
Piotr: Kilka dni temu, jak myśmy byli w Szkocji. Zdaje się, że wtedy właśnie –
Ola: Wtedy nam do głowy przyszło, żeby zrobić odcinek o tornadach.
Piotr: Rzeczywiście wnętrze tornada to jest jeden z ciekawszych elementów, chyba w sumie bardziej zaskakujących.
1:14:38 Jak przewiduje się i ostrzega przed tornadami
Piotr: Teraz jeszcze chciałem powiedzieć troszeczkę o tym, jak się przewiduje i obserwuje tornada. Przede wszystkim, ponieważ te najgroźniejsze i właściwie jedyne możliwe do przewidzenia to są te superkomórkowe, więc monitoruje się powstawanie superkomórek.
Ola: Dwugrzybów z kalafiorem.
Piotr: Tak, dziękuję. Dwugrzyb z kalafiorem, dokładnie. Czyli jeżeli chmura ma taki dwugrzyb, ma kalafior, czyli kumulonimbus ma tę kopułę, to znaczy, że w środku jest bardzo silny mezocyklon, ten wir wstępujący, i bardzo trzeba uważać. Co więcej, czasami dla wprawnego oka możliwe jest dostrzeżenie tego, że cała chmura się skręca – ta gigantyczna chmura, widać, że jej struktura nie jest pionowa, taka całkiem równa, tylko zaczyna się wykręcać.
Ola: Czyli to, co ja nazwałam piórami strzelającymi do góry, zaczyna się zakręcać.
Piotr: Dokładnie. Bardzo poważnym znakiem ostrzegawczym jest to, że podstawa takiej chmury jest płaska i wolna od opadów – to jest kolejny alarmujący punkt. Poza tym pojawia się coś takiego, co nazywa się chmurą stropową – ja nawet rozważałem opowiadanie o tym osobno, ale to strasznie długi temat. Generalnie chodzi o to, że część takiej chmury może się wyraźnie obniżyć, czyli robi się taki jakby stopień w dół. Z tej części nie ma opadów, czasami jest jakiś grad, ale praktycznie niewidoczny. Jeżeli taka chmura stropowa, ta obsunięta chmura – podkreślam, bez opadów, bo czasami widać, że chmura opada na ziemię w strugach deszczu, ale to jest co innego – utrzymuje się przez ponad 10 minut, w dodatku się porusza, obraca, podnosi, opuszcza, to jest już niemal gwarancja, że zaraz z tego miejsca będziemy mieli tornado. Również pojawia się koło tej chmury stropowej takie przejaśnienie – wynika to z tego, że musi się tam pojawić prąd zstępujący w tylnej części burzy, co po angielsku nazywa się RFD, od rear flank downdraft. To jest struktura, której pojawienie się jest konieczne do powstania tornada, i to właśnie ona powoduje przejaśnienie w chmurze. Bardzo silny wiatr wyjący w stronę chmury to znowu sygnał, że powstał tam już lej, który zasysa powietrze – to jest alarmowy sygnał. A to, co w Stanach przede wszystkim powoduje bezpośrednio wszczęcie alarmu antytornadowego, to jest pojawienie się na radarze echa w kształcie haczyka, takiego zagięcia – rzeczywiście bardzo wyraźnie to widać, jest bardzo charakterystyczne, wygląda, jakby ktoś wziął palcem kawałek tego echa chmury i zrobił taki niedomknięty zawijas.
Ola: I to rzeczywiście jest tak, że te ostrzeżenia przychodzą na tyle wcześnie, że ludzie zdążą się ewakuować do schronów?
Piotr: Tak. To znaczy, jeżeli ktoś żyje w tym rejonie i pogoda zaczyna być taka, którą już ludzie znają, to ostrzeżenia przychodzą mniej więcej od 15 do 30 minut przed powstaniem tornada. Wydaje się, że to niewiele, ale z drugiej strony 15 minut to jest sporo czasu. Ludzie w wielu miejscach mają schrony i wtedy nie ma o czym gadać – po prostu zwija się całą rodzinę i zwierzęta i wchodzi się do takiego schronu. To zazwyczaj wystarczy. Zazwyczaj wystarczą nawet piwnice, jeżeli to nie jest jakieś super mocne tornado, albo nawet schronienie się w łazience, w wannie. To są te rozwiązania, ale ludzie w tych rejonach, żyjąc tam, wiedzą, co się dzieje, bo te tornada naprawdę są dość częste, więc zazwyczaj są jako tako przygotowani. W ogóle pierwsze prognozy tornadowe, może nawet jeszcze nie prognozy, tylko pierwsza klasyfikacja – to jest 1882 rok, i niejaki sierżant John P. Finley, który specjalizował się właśnie w obserwowaniu tornad, opracował zestaw 15 sygnałów, reguł, które oznaczają, że może pojawić się tornado, po prostu z obserwacji – takiej solidnej obserwacji wielu tornad wypatrzył te rzeczy. Natomiast nie stosowano tego, dlatego że był zakaz mówienia o tornadach – pojawił się zakaz, w prognozach nie używano słowa "tornado", żeby nie wzbudzać paniki. To było w ogóle fenomenalnym pomysłem, bo właśnie w wyniku takiego niewzbudzania paniki to Three State Tornado z 1925 roku przeorało tak ogromny kawał stanów – bo nie mówiono o tornadach, więc generalnie nie używało się tego słowa.
Ola: Nie denerwujmy mieszkańców.
Piotr: Dokładnie, to w każdym filmie katastroficznym jest ten wątek – niedenerwowania mieszkańców, niewzbudzania paniki.
Ola: I ten wątek naukowca, który usiłuje alarmować, ale nie jest wysłuchany.
Piotr: Mam ochotę na jakiś film katastroficzny. W każdym razie, po tym jak analizowano to Three State Tornado, o którym opowiadałaś, okazało się, że dziewięć z tych piętnastu reguł Finleya było spełnionych – można było całkiem nieźle to przewidzieć. I tak naprawdę pierwszą udaną prognozę tornada, taką, że ktoś powiedział "hej, tu będzie tornado" i rzeczywiście było tornado, udało się przygotować dopiero pod koniec lat 40. Zresztą było to związane później też z rozwojem radarów w czasie drugiej wojny światowej – te radary były wtedy militarnie zasadnicze, więc rzeczywiście bardzo się rozwinęły i zaczęto je wykorzystywać. W latach 60. pojawiły się zdjęcia satelitarne, później numeryczne prognozy pogody, więc te przewidywania były coraz lepsze. Natomiast takim wielkim przełomem był radar dopplerowski – czyli coś, co pozwoliło zajrzeć do wnętrza chmury. Przypominam, że opiera się to na efekcie dopplera – najbardziej klasyczny przykład, jak jedzie karetka, to jej dźwięk inaczej brzmi, jak się do nas zbliża, a inaczej, jak się od nas oddala. Chodzi o to, że częstotliwość fal zmienia się w zależności od tego, czy źródło sygnału się do nas zbliża, czy oddala. Efekt dopplera jest wykorzystywany na przykład przy USG, jak badamy przepływ krwi – normalnie jesteśmy w stanie zbadać, czy coś się od nas oddala, czy do nas przybliża, więc w ten sposób badamy takie rzeczy. Na tej samej zasadzie opiera się radar dopplerowski, który pozwala zajrzeć do wnętrza chmury. Stany Zjednoczone oczywiście się w tym wyspecjalizowały, mają najlepszy system ostrzegania – właśnie te 15-30 minut to jest ich najlepszy do tej pory wynik.
Ola: No dobrze, ale powiedzmy, że siedzę w pracy – jakbym na przykład wciąż pracowała w jakimś biurze, a nie w domu, i nie mam włączonego telewizora, nie mam włączonego radia. Co się wówczas dzieje, wiadomo? Syreny wyją?
Piotr: Nie wiem, tego nie sprawdzałem. Być może są metody przełamywania niewłączonego radia – na przykład w samochodzie możesz mieć wyłączone radio, które ci się samo włączy, bo nawet w Polsce masz takie coś, masz zawiadomienia o informacjach związanych z ruchem drogowym. Natomiast możesz też na przykład przełamać wyłączenie telefonu – jeżeli telefon nie jest fizycznie wyłączony, tylko kompletnie wyciszony, to pojawiają się powiadomienia. Jak masz Amber Alert w Stanach i w Kanadzie, czyli te alerty związane z zaginięciem albo porwaniem dzieci, to one przełamują wszystko – w środku nocy telefon zaczyna drzeć, niezależnie od tego, jak bardzo go wyciszysz i co z nim zrobisz, poza całkowitym wyłączeniem. Nie wiem, jak to jest wykorzystywane przy tornadach.
Ola: Powiem wam, że w Alei Tornad stosuje się podobne metody.
Piotr: Myślę, że jakieś metody muszą być.
Ola: To jest zasadnicza kwestia, prawda?
Piotr: Dokładnie. Krótko podsumowując, jeszcze jedna rzecz – obserwatorzy, to jest niesamowicie ważny element. Stany Zjednoczone super to rozwinęły. Nie mylić z łowcami burz – jedni z drugimi mogą współpracować, ale jest cała sieć obserwatorów wykształconych właśnie w rozpoznawaniu zjawisk, bo radar to jedno, obserwacja z daleka to drugie, ale jeszcze inna rzecz to człowiek, który ma lornetkę i patrzy, na przykład, czy tworzy się ten lej kondensacyjny, czy rzeczywiście z danej chmury, czy na przykład ta chmura stropowa, o której mówiłem, czy ona jest i czy się rusza, czy tam się jakieś rzeczy dzieją. Bo to jest takie ostateczne potwierdzenie tego, że rzeczywiście coś takiego się dzieje. Mamy tylko szczęście, że w Polsce rzeczywiście tych tornad jest niewiele i nie jest to dla nas istotne zagrożenie, natomiast strasznie rzeczywiście chciałbym zobaczyć takie tornado.
Ola: Chociaż były takie sygnały z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, że tych tornad robi się u nas więcej, co w sumie nie byłoby niczym dziwnym, zważywszy na to, że podwyższa się średnia temperatura, w związku z czym jest więcej energii.
Piotr: Więcej energii w atmosferze.
Ola: Więcej pary wodnej się mieści, i w każdym razie mamy sytuację taką, że ta większa energia musi się w jakiś sposób rozładowywać. I w ten sposób dobrnęliśmy do końca. Ale jeszcze zostało słowo na dziś – i ja proponuję słowo Oklahoma.
Piotr: No dobra, to cześć.
Ola: Cześć.
Źródła
* https://www.nssl.noaa.gov/about/history/may3rd/
* https://www.smithsonianmag.com/history/the-great-japan-earthquake-of-1923-1764539/
* https://imgw.pl/wydarzenia/czy-w-polsce-mamy-aleje-tornad
* https://journals.ametsoc.org/view/journals/mwre/145/4/mwr-d-16-0146.1.xml
* https://www.geographicus.com/P/AntiqueMap/tokyofire-tokyoimperial-1923
* https://www.britannica.com/event/Tokyo-Yokohama-earthquake-of-1923
* https://en.wikipedia.org/wiki/Fire_whirl
* https://histmag.org/20-lipca-1931-traba-powietrzna-pustoszy-Lublin-8183
* https://weather.com/safety/tornado/news/2021-03-19-record-breaking-tornadoes-us
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Tri-State_Tornado
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Tornado_Valletta
* https://journals.ametsoc.org/view/journals/mwre/58/5/1520-0493_1930_58_205_stioat_2_0_co_2.xml
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Tornado
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Radar_dopplerowski
* https://en.wikipedia.org/wiki/Tornado_climatology
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Chmura_stropowa
Źródła
- nssl.noaa.gov/about/history/may3rd/
- smithsonianmag.com/history/the-great-japan-earthquake-of-1923-17…
- imgw.pl/wydarzenia/czy-w-polsce-mamy-aleje-tornad
- journals.ametsoc.org/view/journals/mwre/145/4/mwr-d-16-0146.1.xml
- geographicus.com/P/AntiqueMap/tokyofire-tokyoimperial-1923
- britannica.com/event/Tokyo-Yokohama-earthquake-of-1923
- en.wikipedia.org/wiki/Fire_whirl
- histmag.org/20-lipca-1931-traba-powietrzna-pustoszy-Lubli…
- weather.com/safety/tornado/news/2021-03-19-record-breakin…
- pl.wikipedia.org/wiki/Tri-State_Tornado
- pl.wikipedia.org/wiki/Tornado_Valletta
- journals.ametsoc.org/view/journals/mwre/58/5/1520-0493_1930_58_205…
- pl.wikipedia.org/wiki/Tornado
- pl.wikipedia.org/wiki/Radar_dopplerowski
- en.wikipedia.org/wiki/Tornado_climatology
- pl.wikipedia.org/wiki/Chmura_stropowa
