Podcast Crazy Nauka · odc. 69

Szkocja: 7 naukowych zaskoczeń

22-06-2024 · 62 min · Tematyczny, Historia nauki i odkryć, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

7 naukowych zaskoczeń, jakich doznaliśmy w Szkocji. Poprowadziliśmy popularnonaukową wyprawę po tym cudnym kraju i mamy dla Was kilka perełek. Warto o nich wiedzieć, nawet jeśli się tam nie wybieracie. A może raczej jeszcze nie wiecie, że się tam wybieracie 😉

Bo Szkocja to miejsce, w którym historia – naturalna i ta tworzona przez ludzi – wyprawiały dzikie harce. Fascynujące harce. Mamy podstawy, by sądzić, że zaskoczą Was tak, jak nas zaskoczyły.
Zapraszamy Was do posłuchania najnowszego odcinka Podcastu Crazy Nauki!

Wyprawę do Szkocji zorganizowaliśmy wraz z biurem podróży One Small Step. A ponieważ wiemy już, że będą kolejne wyprawy z nami, to Was na nie zapraszamy. Niedługo będą zapisy na nową edycję!
onesmallstep.travel/szkocjacrazynauka

A tu jest relacja z naszej wyprawy:
onesmallstep.travel/post/szkocja-29-05-06-06-2024-takbylo

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Która dolina jest pozostałością po superwulkanie?

Piotr: Gdzie powinni mieszkać hobbici?

Ola: Gdzie stoi most, który stał się czymś na kształt obudowanego miastem wieżowca mieszkalnego?

Piotr: Cześć, to Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Niedawno poprowadziliśmy popularno-naukową wyprawę po Szkocji i mamy dla was kilka perełek z tego kraju. Dokładnie to siedem i warto o nich wiedzieć, nawet jeśli wcale się tam nie wybieracie albo raczej jeszcze nie wiecie, że się tam wybieracie, bo zaręczam, to jest po prostu petarda.

Piotr: No tak i zresztą nasza wycieczka wciąż skutkuje różnymi rzeczami, chociażby tym, że z niczym się nie wyrabiamy. Stąd też skandaliczne opóźnienie odcinka podcastu. Przepraszamy.

Będzie lepiej, będzie lepiej, bo się wykopujemy z podróżnych rzeczy i mamy taki ambitny plan, żeby teraz to, powiem, szło równo, bo rzeczywiście nam się bujnęło.

Ola: A nawet ponadrabiamy troszkę zależności.

Piotr: Szkocja to jest takie miejsce, które jest nam jakoś absolutnie szczególnie bliskie, bo to jest taka mieszanina zarówno świetnej historii, w znaczeniu takim historycznym, nauki historycznej, jak i świetnych historii.

Ola: Szkoci by się chyba z tobą nie zgodzili, bo oni właściwie głównie wojowali z Anglikami.

Piotr: Ale to jest właśnie ta ich świetna historia. I też jest tam mnóstwo super opowieści, ale przede wszystkim to wszystko bardzo w sosie naukowym, popularnonaukowym i różnym innym, bo rzeczywiście trudno tam nie znaleźć czegoś takiego, o czym można by świetną historię właśnie związaną z nauką opowiedzieć, więc ta historia i ta natura i to, co jest tworzone przez ludzi, to jest mieszanina, jak to Ola ładnie ujęła, wyprawiające dzikie harce. I myślę, że przynajmniej część z tych rzeczy, które mamy do opowiedzenia, będą dla was zaskoczeniem.

Tak zakładamy.

Ola: No nas zaskoczyły na pewno. Wyprawę do Szkocji zorganizowaliśmy wspólnie ze wspaniałym biurem podróży One Small Step. Link znajdziecie w opisie odcinka.

Tam można znaleźć opis naszej wyprawy. No i za to uczestnictwo w tej wyprawie chcemy podziękować świetnej ekipie Ani, Magdzie, Joasi, Eli i oczywiście Marcinowi oraz gorąco, gorąco dziękujemy Ani i Dobrochnię z One Small Step za to, że nam nieustannie pomagały, wspierały nas w trudnych chwilach i po prostu były z nami zdalnie i czuwały nad całą tą wyprawą.

Piotr: Nie była to wyprawa jednorazowa. Możemy już w tej chwili zdradzić dwie rzeczy. Po pierwsze to, że niedługo, pewnie gdzieś na początku września będą zapisy na kolejną edycję tej wyprawy, ale też uchylamy rąbka tajemnicy, że pracujemy nad paroma kolejnymi, bo i nam się spodobało i uczestnikom się spodobało, więc nowe kierunki być może będą, jak powiem, w drodze, natomiast na pewno będzie wracała Szkocja i już teraz Was zapraszamy na taką wyprawę, gdybyście mogli i chcieli.

Ola: Będą ruszać zapisy, poinformujemy kiedy i właśnie pod tym linkiem na pewno będą informacje na ten temat. Tak właśnie. No i oczywiście chcemy bardzo, bardzo podziękować również tym spośród Was, którzy nas wspierają komentarzami, mailami, opowiadaniem o nas i innym ludziom, ale też wspierają finansowo.

To jest dla nas bardzo ważne, to nam bardzo pomaga w tych codziennych rozterkach i organizacji codzienności i jeżeli byście chcieli dołączyć do którejś z tych grup, to będzie nam ogromnie miło.

Piotr: Tak, zapraszamy, można nas wesprzeć na Patronite, albo jednorazowo na Bycofitu i linki są oczywiście w opisie odcinka. No i też zachęcam do subskrybowania podcastu, bo to mobilizuje wszelkie algorytmy mniej lub bardziej wredne, no i Wam ułatwia nieomijanie niczego.

Ola: No i dodamy jeszcze uwaga, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I nieliczących się również, a jak które to są nieliczące się, to wyjaśnialiśmy chyba w ostatnim albo przedostatnim odcinku.

0:04:33 Wyspa Staffa: bazaltowe słupy i maskonury

Ola: Zacznijmy od Wyspy Staffa, bo to jest ewenement na skalę światową. No i wyobraźcie sobie taką perełkę, maleńką, skalistą wysepkę, którą z wierzchu porasta trawa i ona jest takim wysklepionym płaskowyżem, no ze bardzo stromymi klifami, które wyglądają jakby były zbudowane z ustawionych jeden przy drugim drewnianych balik. No tylko to nie są bale, tylko to są słupy, nie drewniane, tylko bazaltowe, wulkaniczne.

Zresztą do tego wrażenia, jakie się odnosi, podpływając do Wyspy Staffa, no bo tak, tam się płynie około godziny stateczkiem, nawiązuje sama nazwa wyspy. Staffa pochodzi od staronordyckiego słowa oznaczającego wyspę z filarami, a nazwali te wyspy wikingowie, ponieważ im się skojarzyła z ich własnymi domami, które były konstruowane, uwaga, z pionowo ułożonych balik.

Piotr: Ale nie bazaltowych.

Ola: Nie bazaltowych, tylko akurat drewnianych. No ale właśnie, skąd takie dziwne bale? One rzeczywiście, te słupy wulkaniczne są powtarzalne, wyglądają jeden w drugiej bardzo podobnie.

Tworzą nie tylko ściany, ale też takie posadzki, które wyglądają jakby były, jakby były wyrównane przez kogoś celowo i wyglądają to tak jak elementy chodników.

Piotr: Jak ktoś pamięta jeszcze z tak zwanych dawnych czasów, gdzieś około PRL-u, to były takie sześciokątne płyty chodnikowe. One jeszcze czasami są gdzieniegdzie. Kiedyś o nich opowiadałeś bardzo fajną historię, ale to zostawmy je na razie, bo to chodzi o skojarzenie.

Rzeczywiście jak się idzie po takim miejscu, po takim, po tych słupach takich ściętych przez morze czy coś, to wygląda mniej więcej jak ten chodnik. One co prawda są bardziej pięciokątne niż sześciokątne i się tak dziwnie układają, ale nie zmienia to faktu, że robi to ogromne wrażenie. Zresztą bardziej znanym miejscem, choć być może niesłusznie bardziej znanym, jest Grobla Olbrzymów w Irlandii.

To łatwo sobie zguglać, ale ja powiem szczerze, moim zdaniem wyspa Staffa jest, no nie gorsza, może lepsza pod tym względem, bo tam jest większe zróżnicowanie tych słupów.

Ola: No właśnie, ja teraz rozpaczliwie szukam tej nazwy, która mi zawsze wypada z głowy. Z nieznanych przyczyn. Otóż Trylinka, to są te sześciokątne płyty betonowe, no właśnie, które zostały zaprojektowane przez, uwaga, polskiego wynalazcę, Władysława Trylińskiego.

W 1933 roku udzielono mu patentu na ten właśnie kształt płyt.

Piotr: A tu wyspa Staffa miała to parę ładnych milionów lat wcześniej już zorganizowane.

Ola: Otóż tak. Skąd takie dziwne kształty skał? No to właśnie, jest to pozostałość po wulkanie.

Już wspomniałam o słupach wulkanicznych. Wulkan ten był aktywny przed 59 milionami lat, a słupy powstały w neku, czyli takim wulkanicznym kominie, który jest wypełniony zastygłą bazaltową magmą. No bo właśnie, w momencie kiedy wulkan stygł, to następował proces zastygnięcia tej bazaltowej magmy, która się znajdowała w jego kominie.

No i wówczas ta magma stygnąc, no właśnie, ona stygła bardzo powoli i stykając się z chłodniejszym podłożem, pękała i te pęknięcia w jej strukturze.

Piotr: Zmniejszała objętość.

Ola: Tak, zmniejszała objętość i pękała, dosyć regularnie pękała. No i utworzyła w ten sposób powtarzalne słupy. Są to filary o przekroju najczęściej sześciokątnym.

No to jest właśnie regułą przy takim powolnym stygnięciu i zmniejszaniu objętości właśnie tej magmy, ale nie tylko. Słupy ułożone są prostopadle do powierzchni, która ochładzała magmę. No i właśnie, Piotrek już wspomniał o grobli Olbrzyma w Irlandii.

Na wyspie Staffa mamy Grotę Fingala, która jest wypełniona tymi słupami wulkanicznymi. Można tam wejść i podziwiać ściany właśnie złożone z takich elementów albo przypominających bale, albo też niektórym przypominają organy kościelne.

Piotr: Grota Fingala jest, do niej wpada morze, więc tam jest taka ścieżka zrobiona wzdłuż krawędzi Groty, natomiast jest sklepienie z tych słupów i dno tego to jest morze, które tam robi niezły hałas, wpada szum i się kotłuje.

Ola: Coś cudnego, można tam sobie właśnie dojść po takich trylinkowych, można powiedzieć, płytach.

Piotr: Albo dobiec, bo mieliśmy mało czasu i świetnie się po tym biega. Słuchajcie, one są na tyle duże te płyty, że człowiek nie ma takiego dużego ryzyka, że mu gdzieś tam noga wpadnie czy spadnie, więc galopowaliśmy po tym po prostu jak potłuczeni.

Ola: Na szczęście nie było to śliskie, bo jakby było śliskie, to mogłoby się źle skończyć. Bo to nad samym brzegiem morza, na skałach. No i dodam jeszcze, że to skojarzenie z organami kościelnymi jest bardzo słuszne.

U nas w Polsce też są takie miejsca, gdzie są odsłonięte organy, czyli takie słupy bazaltowe. I takim najbardziej spektakularnym miejscem to jest Kraina Wygasłych Wulkanów na Dolnym Śląsku i tam położone wielkie organy wielisławskie, które no rzeczywiście z daleka przypominają kościelne organy.

Piotr: Pisaliśmy o tym sporo na Crazy Nouce, polecamy to miejsce. Te stafiańskie słupy są no bardziej spektakularne, zwłaszcza, że też ta wyspa niesamowicie wygląda jak się do niej dopływa, bo wygląda jak taki przekładaniec, bo dolna warstwa jest normalną skałą, później jest gruba warstwa tych słupów i na wierzchu jest znowu warstwa takiej normalnie wyglądającej skały, takiej jednolitej. Także to wygląda absolutnie niesamowicie.

Jak chcecie, to zajrzyjcie, tam jest link właśnie do biura One Small Step i tam są te takie highlight'y, punkty tej naszej wyprawy. Zobaczcie tam te zdjęcia, zobaczycie jak to wygląda. Wygląda naprawdę niesamowicie.

Ola: A dlaczego musieliśmy biec do Groty Fingala? Otóż większość czasu, który był wolnym czasem na tej wyspie, no bo trzeba było przypłynąć i odpłynąć łodzią, spędziliśmy obserwując maskonury, a właściwie czekając na nie, aż one zechcą powrócić do miejsc gdzie gniazdują i zechcą tam wylądować i wówczas one naprawdę zjawiały się niemalże w zasięgu ręki, 2-3 metry od nas, paradowały. Wykonaliśmy mnóstwo zdjęć, właściwie można powiedzieć wszystkie zdjęcia.

Jak już wyczerpaliśmy pulę. No i te maskonury to są takie przepiękne ptaki, które nie za mądrze wyglądają. Przypominają skrzyżowanie papugi z kaczką, tak mi się skojarzyło.

Albo z pingwinem, trudno powiedzieć. W każdym razie, no właśnie, są urocze. Mają też uroczą nazwę angielską puffins.

Puffiny, o nich się mówi. No ale są niezwykłe, bo potrafią nurkować na głębokość do 60 metrów. Chwytać naraz w dziób nawet około 10 ryb.

No i kopią dwumetrowe nory.

Piotr: Albo kradną królikom.

Ola: Albo kradną królikom. Tylko ja nie wiem, czy na wyspie Staffa są króliki.

Piotr: Nie wiem, może tam akurat nie, ale to w ogóle mają taki zwyczaj, żeby korzystać z gotowych. W sumie rozsądnie.

Ola: W każdym razie mają te nory na tych urwistych brzegach wyspy Staffa i wówczas należy tylko poczekać, żeby one zdecydowały się wrócić do swoich gniazd. Po prostu siedzieć bez ruchu, nie przeszkadzać im. Również później nie podchodzić za blisko fotografując, bo one po prostu same sobie dawkują odległość od naszej obecności.

Piotr: Czują się bezpiecznie wyraźnie. I zresztą myśmy byli w okresie ich właśnie wysiadywania jaj, więc bardzo szybko wróciły, znaczy bardzo szybko. No tam zajęło to z 20 minut czy pół godziny, żeby się przyzwyczaiły do tego, jakim jesteśmy.

Naprawdę wrażenie świetne i niesamowite. Także puffiny absolutnie i totalnie polecamy. To teraz przenosimy się właściwie do baśni, można powiedzieć.

Ola: Jakby z jednej baśni do drugiej, prawda?

0:13:14 Fairy Glen na wyspie Skye: baśniowa dolina i kamienne stosiki

Piotr: Z jednej baśni do drugiej. To już jest super baśniowe miejsce. Myśmy nawet się nie planowali tak do niego wybierać tym razem, ale pogoda sprawiła, że się wybraliśmy.

W ogóle zabawna sprawa z tą pogodą, bo akurat to miejsce, o którym będę mówił, znajduje się na wyspie Skye. Skye jest to wyspa należąca do Hebrydów Wewnętrznych, czyli bliższa głównej części Wielkiej Brytanii, Szkocji.

Ola: Na zachodnim wybrzeżu, tak?

Piotr: Na zachodnim wybrzeżu, dokładnie. Skye jest absolutnie niesamowitym miejscem pod każdym względem, jest też miejscem dość wystawionym już na wszelkie oddziaływania z oceanu atlantyckiego. Nie jest to otwarty jeszcze ocean, bo tam jeszcze dalej są Hebrydy Zewnętrzne, ale nie zmienia to faktu, że pogoda się tam zmienia, dobra, no powiedziałbym, że jak w kalejdoskopie, ale znacznie ciekawiej, bo rzeczywiście dosłownie w ciągu pół godziny, od kiedy tam wyruszyliśmy z miejsca, gdzie spaliśmy, do momentu, kiedy my musieliśmy podejmować decyzję, ta pogoda się zmieniała, co chwilę nawet radary pogodowe, pokazywały, że tu są opady, tu nie ma, tu znika, tu się pojawia, no widać.

Ola: Miała nadejść fala deszczu, ale ona chyba wcześniej spadła.

Piotr: Gdzieś się rozlazła po drodze i może od trzech dni była zapowiadana.

Ola: A w tym miejscu, o którym opowiadamy, była mgła gęsta, co jeszcze pogłębiało wrażenie niesamowitości takiej baśniowości.

Piotr: No właśnie, bo to jest takie miejsce, które najbardziej chyba wszystkim kojarzy się z tym miejscem, gdzie mieszkali hobbici w tolkienowskiej trylogii w Hobbicie. Oczywiście to jest jeszcze podbite przez film, w którym ten Hobbiton i Shire zostały pokazane w sposób taki super spektakularny. Tam to miejsce zbudowano w Nowej Zelandii.

Ola: Ale muszę was zapewnić, że to miejsce, które naturalnie powstało w Szkocji, wygląda, wypisz, wymaluj, jak ten stworzony przez Petera Jacksona Hobbiton, czy też Shire w Nowej Zelandii.

Piotr: No tyle tylko, że jest naturalne i to jest właśnie to, co najtrudniej uwierzyć. Dlatego, że wysiadamy sobie gdzieś tam na jakimś parkingu, dużo ludzi nie ma, idziemy kawałek i nagle się okazuje, że jesteśmy w czymś, co wygląda jak taka makieta, wiecie, taka duża makieta.

Ola: Taka troszkę, nawet bardzo nadmuchana, ale wciąż nie są to…

Piotr: Nie wygląda to prawdziwie zupełnie.

Ola: Tak, nie wygląda prawdziwie, nie są to rozmiary, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Wzgórza są malutkie.

Piotr: Znaczy wzgórki takie.

Ola: Pagórki, jest jeziorko.

Piotr: Drzewka są takie dosyć karłowate, są skały. Na jednym z tych wzgórków czy wzgórz jest coś, co wygląda jak właściwie zamek. Chociaż, co ciekawe, zamkiem nie jest, tylko jest naturalną skalną formacją, ale absolutnie się kojarzącą z zamkiem.

Ola: To się nazywa Castle Ewan.

Piotr: Tak, jest tego na stosunkowo niewielkim obszarze naćkane sporo i naprawdę to na maksa wygląda, jakby ktoś przyjechał wyjątkowo dużym spychaczem i to usypał. I naprawdę trzeba było naszych podróżników przekonywać, że to nie jest sztuczna konstrukcja, tylko że to jest coś, co powstało właśnie w tej formie, można powiedzieć, uformowało się te 100 tysięcy lat temu, podczas lodowacenia. W ogóle cała Szkocja to jest walka kilku różnych momentów geologicznych, gdzie z jednej strony, o czym Ola jeszcze będzie mówiła, były erupcje wulkaniczne, coś tam się zapadało pod wpływem tej wylewającej się lawy, później przejeżdżał po tym raz lub więcej lodowiec.

Ola: Ale to dużo, dużo później, wiele milionów lat później.

Piotr: No tak, ale później przejeżdżał po tym lodowiec, zmieniając kształty tego, coś przynosząc, coś wynosząc. Nie jest to taki lodowiec, jak ten, który leżał sobie tutaj u nas na przykład na Mazowszu i wszystko wyprasował na gładko albo nie wiem, w stanie Illinois czy gdzieś. Tam wręcz odwrotnie, raczej tworzył niesamowite formy.

No i Fairy Glen, czyli w tym właśnie miejscu, o którym mówimy.

Ola: Właśnie, bo to chyba nazwa nie padła na za. Fairy Glen, czyli taka baśniowa dolina, nazywana też Doliną Wróżek.

Piotr: Tak i tam, żeby jeszcze uwróżkowić, to jakiś czas temu jedna z firm turystycznych wpadła na w cudzysłowie fantastyczny pomysł, żeby układać kamienne kręgi, bo to się robi jeszcze magiczniej.

Ola: Tak, zaczęła od kamiennego kręgu, a potem ludzie, którzy się tam pojawiali również jako przewodnicy grup, przynosili ze sobą kamienie i albo dokładali do kamiennego kręgu, albo układali takie wiecie, wieżyczki, stosiki z kamieni, które już są właściwie plagą w miejscach turystycznych, że to tak raz to jest uroczo, drugi raz to się człowiek zaczyna zastanawiać o co chodzi, a jak się pojawia już w kolejnym i kolejnym miejscu, to wszędzie są te same stosiki. To było celowe, że istniały takie stosiki na przykład w górach, gdzie nie istniały inne oznaczenia szlaków, na przykład w Pirenejach i Alpach.

Podobno w Alpach nadal istnieją takie oznaczenia, ale prawdopodobnie przez to, że ludzie układają zupełnie podobne stosiki, gdzie popadnie, to się pojawia dezorientacja i to traci sens jakikolwiek.

Piotr: Natomiast tu problem polega na tym, że poza zakłóceniem i tak niesamowitego zupełnie krajobrazu, to przyczynia się to układanie tych stosików do erozji gleby, a to mianowicie w taki sposób, że oczywiście turyści skądś te kamienie muszą brać, nie przywożą ich ze sobą, tylko wydłubują je i zbierają z różnych miejsc, tym samym powodując, że te wzgórza są bardziej podatne na erozję, bo jednak te kamienie to też element całej tej struktury i wyzbieranie ich, łożenie w jednym miejscu, nie jest to najlepszy pomysł. Zresztą Szkoci ze Skye wnerwili się tam parę razy i od czasu do czasu znowu organizują takie akcje. Przyjechali z taczkami, rozwieźli te kamienie i informują szeroko, żeby nie układać takich pięknotek.

Jakbyśmy byli, to były jakieś takie jeszcze kółko, ale na szczęście niezbyt obfite.

Ola: To kółko jest jakieś szczątkowe. W każdym razie większość kamieni została zabrana właśnie ze stoków wzniesienia Castle Ewan, czyli tego miejsca, gdzie ten baśniowy zameczek niby stoi. W związku z czym to wzgórze zaczęło gwałtownie się osuwać i to było niefajne, naprawdę.

Co więcej można powiedzieć na ten temat, to jeszcze ludzie zabierali kamienie z okolicznych zabytkowych murów, które po prostu ludzie tam wcześniej pobudowali miejscowi. W związku z czym to jeszcze bardziej rozwścieczyło miejscowych i naprawdę tak myślę, że układanie tych kamiennych stosików już powinno chyba odejść do krainy wieczności.

Piotr: W każdym razie Fairy Glen to jest miejsce, na którego nie trzeba spędzić tam godzinę, półtorej spokojnie chodząc. Jest mnóstwo owiec wszędzie, jak zresztą w większości miejsc w Szkocji, więc te owce się tam snują i pętają. Ale miejsce jest naprawdę absolutnie bajkowe.

Ja nie mam pojęcia. Zastanawiałem się, czy przypadkiem Tolkien nie trafił tam kiedyś, zanim opisał te hobbitskie rejony. Ale zastanawiałem się, no wiesz, trudno powiedzieć.

To było dawno temu i nie wiem, jeszcze potropię ten wątek. Ale skojarzenie jest niezwykle silne i naprawdę to dokładnie wygląda tak, jakby w tych wzgórzach miały być te hobbitskie domy z okrągłymi drzwiami. Więc miejsce, no tak, chyba można śmiało powiedzieć, że jedno z bardziej magicznych, które w Szkocji widzieliśmy.

0:20:58 Edynburskie krypty pod mostem South Bridge

Ola: No to przenosimy się do wielkiego miasta, do Edynburga. Co może być ciekawego w Edynburgu, o czym już wszyscy nie pisali? No to może być na przykład to ciekawego, co jest położone pod ziemią, a tak nie do końca pod ziemią.

No więc jest to niezwykle ciekawe miejsce. Zacznijmy od tego, że Edynburg jest, czy też można powiedzieć był, no nie, wciąż jest położony na siedmiu głównych wzgórzach. No a w tym są trzy wzgórza, które są pozostałością, a jakże, wulkanu.

O tych trzech wzgórzach wam jeszcze opowiem, ale teraz skupmy się bardziej na dolinach, które znajdowały się dawniej, były widoczne między tymi wzgórzami, a teraz jakby miasto tak się wyrównało. Co tam się w ogóle stało? Otóż te oryginalne wzgórza Edynburga zostały zamaskowane przez pobudowanie pięciu mostów, które rozciągają się nad dolinami.

Ale jakby tego było mało, to na tych mostach wystawiano budynki, wystawiano kamienice. Dodatkowo łączono, jakieś platformy powstawały. Takie miejsce nieoczywiste.

No i chyba takim najbardziej nieoczywistym i najsłynniejszym obecnie miejscem jest Most Południowy, South Bridge.

Piotr: Którego nie widać, żeby było ciekawe.

Ola: Które kompletnie, no dobra, z wyjątkiem chyba jednego przęsła.

Piotr: No tak, ale jak nie wiecie, że tam jest most, to byście w życiu nie powiedzieli, że tam jest most. W Edynburgu i nagle wchodzicie na most, a potem z niego za jakiś czas schodzicie, nawet nie zauważając tego.

Ola: Nie zauważacie, bo jesteście wśród kamienic. W ogóle tam się wszystko dzieje dookoła. Tylko w jakimś tam prześwicie widać, że poniżej idzie jakaś ulica.

Piotr: No tak.

Ola: Z Nienacka. No i ten South Bridge został zbudowany w XVIII wieku, żeby połączyć High Street ze Starego Miasta z budynkami uniwersyteckimi w południowej części miasta. To jest ważne, bo to bardzo usprawniało komunikację, ponieważ został przerzucony ten most nad taką dzielnicą biedoty, która była poniżej.

To się nazywało Cowgate. No i ten most właśnie bardzo przyspieszył komunikację, ale żeby go zbudować, zburzono sporo zabudowań przy krętych, zatłoczonych ulicach tej biednej dzielnicy, a kamienie a jakże wykorzystano do budowy mostu. I w 1788 skończono budowę.

No i most miał długość ponad 300 metrów. Składał się z 19 kamiennych łuków rozciągających się nad doliną właśnie Cowgate. W najwyższym punkcie miał nieco, znajdował się tak około 10 metrów nad ziemią i on miał fundamenty, które sięgały do głębokości 7 metrów pod powierzchnię Edynburga.

No i teraz, co tam się zaczęło ciekawego dziać? Otóż te okolice stawały się, w tych okolicach nieruchomości stawały się coraz droższe. No i ludzie zaczęli budować też coraz gęściej.

No i zdarzyło się tak, że różni kupcy zaczęli budować sklepy na szczycie mostu, żeby jak najlepiej wykorzystać tam przepływ handlowy po tym moście. No, aby pomieścić te witryny sklepowe wzdłuż niemalże całego mostu zbudowano kamienice. No ale żeby jeszcze bardziej zmaksymalizować tę przestrzeń, którą można było wykorzystać, pod tymi łukami mostu, które zostały zablokowane, zbudowano podłogi i sufity i stworzono w ten sposób takie ciemne, pozbawione świeżego powietrza, sklepione komory.

To się obecnie nazywa Edinburgh Vaults, czyli coś krypty edynburskie, komory. No i właściwie to sprawiło, że most stał się czymś na kształt wtopionego w tkankę miasta wieżowca mieszkalnego. No i to takiego wieżowca bardzo parszywej kategorii, jak się po niedługim czasie okazało.

Piotr: Na początku nie było tak źle, bo na początku tam zachęcano bardzo do budowy, znaczy do zajmowania tych miejsc przez rzemieślników.

Ola: Którzy mieli kamienice na górze.

Piotr: Tak, i tam mieli jakieś warsztaty. Byli szewcy, szklarze nie byli.

Ola: Ale krawcy, dostawcy żywności. Pojawiły się tam też tawerny, ale to były też komory do przechowywania towarów przede wszystkim.

Piotr: Tyle tylko, że problem polegał na tym, że most nie był dobrze uszczelniony.

Ola: No tak, bo był po taniości.

Piotr: Był trochę po taniości i po prostu te komory zaczynały przeciekać. I deszcz w Szkocji pada intensywnie, często gęsto.

Ola: Intensywnie to jest delikatnie powiedziane.

Piotr: Tak, w dodatku problem polega na tym, że Edynburg nie miał wtedy dobrego systemu. Właściwie żadnego systemu kanalizacyjnego. W związku z czym, krótko rzecz mówiąc, kupa i siki płynęły ulicami.

Jak na to, co płynęło ulicami spadł deszcz, to wszystko razem przesiąkało w głąb tego mostu. I tak mi się okazało, że wcale nie jest sympatycznie. I ci kupcy rzemieślnicy zaczęli się stamtąd ewakuować.

Ola: Po 30 latach opuścili wszyscy rzemieślnicy.

Piotr: Trudno prowadzić biznes gdzieś, gdzie ci z sufitu kapie woda z kupą, krótko rzecz mówiąc.

Ola: Tak, to też delikatne określenie. No i jak się wyprowadzili kupcy czy rzemieślnicy, to się wprowadzili bezdomni, no i przestępcy. No i te krypty, Vaults, czy też komory zaczęły się cieszyć bardzo złą sławą.

Tam powstawały nielegalne tawerny hazardowe, nielegalne gorzelnie whisky. No i podobno według plotek tam również porywacze ciał przechowywali zwłoki.

Piotr: To takie sensacyjne opowieści.

Ola: Tak naprawdę na to nie znaleziono żadnych dowodów archeologicznych, ale na poprzednie biznesy, owszem, one są potwierdzone wykopaliskami. No i około 1860 roku nawet ci najbiedniejsi ludzie opuścili Vaults, dlatego że tam już po prostu było nieznośnie. Tam nie było wentylacji, w związku z czym ci ludzie żyli nie dość, że w podmokłych, bardzo śmierdzących miejscach, to jeszcze po prostu zwyczajnie nie mieli czym oddychać.

No i krypty miasto zasypało gruzem, znaczy decydenci miejsc, po to, żeby ludzie tam już przestali się definitywnie osiedlać i żeby zniechęcić, nie wiem, kryminalistów do tego, żeby tam się ukrywali.

Piotr: I najlepsze jest to, że to miejsce zostało zapomniane. Wiem, że trudno uwierzyć w coś takiego, żeby kawałek miasta został zapomniany, ale ponieważ przestał być używany, nikt go specjalnie nigdy nie kochał, ludzie z niego nie korzystali, no to nie było o czym mówić, a takie rzeczy głównie zostają w pamięci. Nie było to miejsca, które było opisywane w poematach i licznych książkach, w związku z czym jak ludzie przestali o tym mówić, to stopniowo przestali o tym pamiętać i naprawdę to zostało kompletnie zapomniane.

Wiedziano, może pewnie ktoś coś wiedział, ale nikogo to specjalnie nie interesowało. To się dopiero zmieniło w połowie lat 80.

Ola: No i uwaga, właściciel pubu, który był ustawiony na tym moście w jednej z kamienic, coś robił ze swoją podłogą w piwnicy.

Piotr: Jesteś podejrzany, co on tam robił, bo nie wiadomo.

Ola: Tak, podłogą w piwnicy dodajmy. No i w tej podłodze w piwnicy wybił dziurę i okazało się, że pod spodem się znajduje jakaś komora, kolejne piętro piwnic.

Piotr: Zaczął to odgruzowywać, wynosić ten gruz, który tam został wsypany znacznie, znacznie wcześniej.

Ola: Potem zawiadomił archeologów i oni tam weszli. No i odkryli cały system komór, korytarzy. No właśnie tych miejsc i pozostałości po ludziach, którzy tam żyli, którzy egzystowali właściwie, ale też po tych warsztatach, które tam się znajdowały wcześniej.

Piotr: Znaleziono całe mnóstwo butów, co było o tyle dziwne, że jaki rzemieślnik wynosząc się nie zabrałby skórzanych butów, no jednak cennego towaru. I najprawdopodobniej to było tak, że po prostu te buty zostały zalane. To znaczy, że w którymś momencie ta wspominana już woda skupo kapiąca z dachu bardziej się, znaczy dachu ze sklepienia, bardziej się polała.

Zalała mu pewnie warsztat i on uznał, że już nie ma czego ratować i tam zostały te jego produkty.

Ola: Znaleziono mnóstwo muszli po ostrygach, bo okazuje się, że ostrygi to było najbardziej podłe jedzenie i najtańsze w dawniejszych czasach i tam się głównie nimi żywiono.

Piotr: Ale znaleziono też uroczy szklany pistolecik, który to jest z jednej strony urocze, z drugiej trochę straszne, bo ten szklany pistolecik to była dziecięca zabawka zrobiona taka ze szkła. I teraz świadczy to o tym, że tam nie tylko żyli ludzie, ale normalnie mieszkały, wychowywały się dzieci pod ziemią w zupełnej ciemności, w tych oświetlanych lampkami na rybi, tłuszcz.

Ola: Tak, kopcącymi i smrodzącymi niewiarygodnie.

Piotr: Dość przerażające miejsce. Teraz się to ogląda absolutnie z wielką fascynacją, niesamowite to jest. Natomiast jeżeli sobie ktoś próbuje wyobrazić jak tam było w czasach, kiedy rzeczywiście tam ludzie mieszkali, no to powiem szczerze groza, absolutnie.

Ola: W ogóle zresztą opowieść o edynburskich, właśnie o edynburskim braku kanalizacji i braku rzeki, która przepływa przez miasto, to jest element zwiedzania Vaults i to jest naprawdę fascynująca historia.

Tu pozdrawiamy naszą przewodniczkę Lindę, która nas na pewno nie słucha, bo nie zna polskiego, ale to nie szkodzi i tak ją pozdrawiamy. Była wspaniała. Była świetna.

[~0:30:30] Wyspa Mull i Iona

Ola: To teraz wracamy znowu w tereny mniej zamieszkałe. Już wspominałam szeroko o wyspie Staffa. Na wyspę Staffa płynie się z kolei z wyspy Mull.

To jest druga największa po również wspomnianej wyspie Skye, wyspa należąca do Hebrydów Wewnętrznych. Na całej wyspie Mull mieszka raptem ze 3 tysiące osób. Mimo, że wyspa mała nie jest, to jest w ogóle charakterystyczne dla Szkocji.

Tam po prostu mało kto mieszka naprawdę. Poza strasznie zazłoczonym Edynburgiem, Glasgow, tam Aberdeen i tak dalej. To, no Aberdeen już nie aż tak strasznie.

To są naprawdę miejsca, gdzie jest bardzo, bardzo mało ludzi. Wielki teren, mało ludzi. Tak, no w każdym razie Mull to jest takie bardzo puste miejsce, z której biegną raptem ze trzy drogi.

Przy czym drogi w szkockim znaczeniu to jest dość szczególna rzecz. To o tym warto wspomnieć, bo jak u nas na mapie Polski jest gdzieś nam zainteresowana droga łącząca tam jeden pipidówek z drugim, z całym szacunkiem dla pipidówków, no to wszyscy wiedzą, że no tą drogą się normalnie jedzie tak już po prostu. No nie wiem, może być tam bardziej lub mniej dziurawa, węższa albo szersza, ale dwa autobusy się tam miną.

Natomiast na szkockich drogach i tych głównych drogach idzących przez Mull nie miną się ani dwa autobusy, ani dwa samochody.

Miną się dlatego, że istnieją tak zwane mijanki. Co kilkadziesiąt metrów są zbudowane takie szersze pobocza, takie zatoczki, do których należy wjechać i przepuścić kogoś, kto jedzie z przeciwka.

Piotr: Dlatego, że droga jest w szerokości samochodu.

Ola: Tak, albo wstążki jakby.

Piotr: Prawie tak, więc w ogóle podróżowanie po Mull jest dosyć szczególne.

Ola: Dodajmy, że jako kierowcy prowadzący vana na Mull i nie tylko.

Piotr: I po lewej stronie.

Ola: Tak, po lewej stronie mieliśmy trochę takich przeżyć emocjonalnych z tym związanych.

Piotr: Tak, ale akurat na drogach tego rodzaju to on się nie jedzie po lewej stronie, go się jedzie po środku. Tam nie ma lewej strony. Wszystkie strony są lewe albo prawe.

No w każdym razie wyspa Mull jest niezwykła. Znaczy jest niezwykle piękna właśnie dlatego, że jest pusta. Ma mnóstwo takich obszarów, na których się spotyka owcę.

I to tyle. I też jest bardzo ciekawa geologicznie, bo to jest pozostałość, znaczy nie pozostałość, fragment czegoś, co się nazywa północnoatlantycką prowincją wulkaniczną, czyli takim wielkim wylewem magmowym, który nastąpił gdzieś circa 60 milionów lat temu. Zresztą cały ten kawałek, tam Wielka Brytania, Irlandia, Islandia, Grenlandia, to wszystko jest efekt tego, że najprawdopodobniej jak się rozchodził superkontynent i się odrywały Ameryki i tak dalej i tak dalej, to wszystko się rozpływało, powstawał Ocean Atlantycki.

Tam te płyty tektoniczne rozchodziły się i litosfera ziemska jest w tym miejscu cienka i prawdopodobnie przebijały się po prostu takie pióropusze z wnętrza ziemi.

Ola: Pióropusze gorąca magmy, tak?

Piotr: Tak, tworząc tam po prostu dziury w tej litosferze i wylewając się. Prawda jest taka, że większość kontynentów w ten sposób mniej więcej powstała, więc to jest tak naprawdę jeden wielki i to stosunkowo jeszcze świeży wulkaniczny obszar i naprawdę widać te pozostałości wulkaniczne w bardzo wielu miejscach. Wyspa Mull jest niezwykle piękna.

Jest tam właściwie, tak powiem, w pigułce przegląd krajobrazu, bo są i góry i zapadliska, o których pewnie jeszcze wspomnimy.

Ola: I jeziora.

Piotr: I jeziora, no niezwykłe miejsce.

Ola: I są słupy.

Piotr: Tak, są też słupy wulkaniczne. Jest na przykład słynne skamieniałe w pionie drzewo, które znajduje się i zostało odsłonięte przez morze. Po prostu klif wypłukany, obłupany.

Okazało się, że w trakcie jakiejś jednej z licznych erupcji wulkanicznych drzewo po prostu zostało oblane lawą. Ono oczywiście się bardzo szybko zamieniło w węgiel drzewny i spaliło się. Natomiast ta lawa wokół tego miejsca stygła w taki niesamowity sposób, tworząc coś takiego, no właśnie miniaturę tych słupów, o których Ola mówiła przy okazji, wyspy Staffa.

Natomiast taką, nie wiem, nie to rozetę, nie to, trochę mi to przypomina takie linie pola magnetycznego, jak się przy magnes posypie, znaczy kartkę położoną na magnesie posypie opiłkami żelaza. Takie się tworzą linie. To tutaj coś troszeczkę podobnego.

I to jest wyspa Mull. W ogóle ona ma 37 kilometrów kwadratowych. Tyle co mają police na przykład, bo sprawdziłem.

Ale z kolei linia brzegowa ma 480 kilometrów, czyli mniej więcej tyle, ile jest polic do Warszawy. Tak już pokazując na przykładach.

Ola: A jeszcze nie pojawiły się baseny olimpijskie oraz statuły wolności jako odnośnik do wysokości.

Piotr: I tam, myśmy na tą wyspę Staffa właśnie stamtąd płynęli z takiej miejscowości, wioseczenki, która się nazywa [? niepewne: Feinfurt]. To jest na południowo-zachodnim krańcu tej wyspy. Tam raptem chyba z 80 osób mieszka.

Głównie jest to port właśnie rybacki i też turystyczne miejsce.

Ola: Znajduje się tam na przykład plaża, która wygląda jak żywcem wyjęta z Piratów z Karaibów.

Piotr: Tak, błękitna woda w ogóle.

Ola: Biały piaseczek.

Piotr: I to jest zresztą śmieszne, no bo ten cały obszar jest bardzo podgrzewany przez Golfstrom, przez prąd zatokowy, który powoduje, że ten rejon jest, no nie chcę powiedzieć, że jest ciepły, ale jest niezimny, choć powinien być znacznie zimniejszy. Jednocześnie ma bardzo wilgotny i dość stabilny klimat, więc tam jest wiele roślin takich, które, no chociażby, nie wiem, juki rosnące.

Ola: Juki, ale takie naprawdę potężne.

Piotr: Takie drzewiaste juki, tak.

Ola: W niektórych miejscowościach można po prostu zobaczyć zasadzone i rosnące tam z dużym powodzeniem palmy. I to jest właśnie na, zresztą juki to też są palmy, tak? Jak w jakimś, w jakiejś kategorii.

Piotr: Nie wiem, muszę sprawdzić.

Ola: Tak, tak. Zresztą wiem, bo używam nawozu do palm, który stosuje się do juki.

Piotr: I juki się na to zgadzają, okej.

Ola: W każdym razie, tak, to jest właśnie zachodnie wybrzeże Szkocji i te wyspy, to jest, one są pod wpływem tego ciepłego prądu zatokowego.

Piotr: Jest tylko taki dodatek do wyspy Mull, mianowicie wyspa Iona, która jest niezwykle małą i ważną wyspą. To jest taki, taka przyklejka już na samej krawędzi tego Mull jest taki jeszcze coś, jakby ktoś dokleił kawałeczek wyspy. I to jest wyspa, która jest szczególnie ciekawa historycznie, dlatego że tam w 563 roku powstał klasztor opactwa Iona, założony, ufundowany przez świętego Kolumbę, który przypłynął z Wysp Irlandzkich.

I to jest punkt, z którego się rozpoczęła chrystianizacja wszystkich Wysp Brytyjskich.

Ola: On przypłynął uszczęśliwić chrześcijaństwo Piktów i przypłynął z Irlandii. Dodajmy, że Piktowie przyjęli w końcu chrześcijaństwo i rzeczywiście to były ludy, które poprzedzały jakby tę falę.

Piotr: Potem tam wjechali Wikingowie, którzy znowu to chrześcijaństwo przetrzebili. To są różne opowieści. Zresztą święty Kolumba jest typem, który ponoć jako jeden z pierwszych widział potwora z Loch Ness i znakiem krzyża go przegonił.

Ola: Jeżeli coś się działo w Szkocji, to na pewno u podstaw tego leży jakiś czyn świętego Kolumby.

Piotr: Absolutnie. W każdym razie Iona była naprawdę super ważnym miejscem, takim pierwszym turystycznym, można powiedzieć pielgrzymkowym miejscem, gdzie przybywali liczni pielgrzymi.

Ola: Ale ten klasztor nadal tam stoi.

Piotr: Tak, chociaż już nie jest klasztorem. Został odsakralizowany. Można go sobie zwiedzać.

Na całej Ionii chyba ze 120 osób mieszka. Wyspa naprawdę wygląda mało imponująco, chociaż też jest fajna geologicznie, dlatego że mimo, że jest raptem kilometr od wyspy Ma, to geologicznie to jest zupełnie co innego. Kiedy indziej powstała i też na jej zachodniej krawędzi są skały, które należą do jednych z najstarszych skał w Europie.

Tam ich wiek się liczy w grubych miliardach lat, ale wystarczy przejść jakieś 400 metrów na drugą stronę wyspy i już jest zupełnie inny okres geologiczny, więc to jest rzeczywiście takie miejsce, które nie wygląda, ale jak się trochę pokopie w historii i właśnie w takich naukowo-geologicznych wątkach, to tam są rzeczy absolutnie przeciekawe. Zresztą jeszcze nawiązując do Ma, tam jest parę takich fajnych opowieści, m.in. w stolicy tej wyspy. Stolica to brzmi dumnie.

Miasteńko. Jest tam znane z legendy o zatopionym hiszpańskim galeonie, który oczywiście miał przewozić złoto i tam wielokrotnie, trochę jak taki nasz złoty pociąg, próbowano go szukać.

Ola: Każdy kraj ma swój złoty pociąg.

Piotr: Dokładnie. Była w 1950 roku duża wyprawa poszukująca tego galeonu i tam sprzedawali prawa do tego złota, że niczego nie znaleziono. Ale za to znaleziono w 2008 roku w zamku, tam jest zamek, który rzeczywiście od bardzo dawna należy do tej samej rodziny.

Znaleziono butelkę szampana z 1893 roku w doskonałym stanie i teraz jest we Francji ta butelka szampana eksponowana jako bardzo cenne znalezisko. Ale pełna czy pusta? No pełna przecież, proszę cię.

Oczywiście, że pełna.

0:40:56 Glencoe: superwulkan i krwawa historia klanów

Ola: A teraz przejdźmy do takiego miejsca, które jest niezwykle piękne, ale też ma taką rozdzierającą serce historię. Glencoe, czyli dosłownie Dolina West. Wymiary 13 na 8 kilometrów.

I to jest miejsce, które posłużyło jako taki modelowy przykład dla geologów zapadliska Caldery, superwulkanu. Dobra, to ja już tłumaczę. Ponad 420 milionów lat temu wybuchł w tej okolicy superwulkan.

To jest taki wulkan na sterydach i nie jest stożkowaty na przykład, tylko znajduje się ogromna komora magmowa pod ziemią, która w końcu, jak wywala, to już po prostu…

Piotr: To mniej lub bardziej mogłyby być też takie mniejsze erupcje, nie takie spektakularne, ale czasami jak walnie, to na całej ziemi można ślady tego dostrzec.

Ola: Ta właśnie była spektakularna i tam ponad 100 lat temu geolodzy zaczęli odtwarzać to, co się tam stało, że uformowało głęboką dolinę o bardzo łagodnych zboczach otoczoną wysokimi i też łagodnymi górami, ale one naprawdę są imponujące. Przepiękne jest to miejsce, w którym kręcono całe mnóstwo filmów. Ja podam tylko kilka przykładów.

Skyfall, Braveheart'a, króla wyjętego spod prawa, Rob Roy'a czy Harry'ego Potter'a i więźnia Azkabanu.

Piotr: To też jest o tyle ciekawe, że te góry, chociaż jakby tak patrząc wysokością nad poziomem morza, nie są bardzo imponujące, ale jeżeli tam góra ma ileś tam, nie wiem, kilkaset metrów wysokości, to ona ma naprawdę te kilkaset metrów wysokości, bo poziom morza jest na tym poziomie, z którego startujemy, więc to wygląda imponująco.

Ola: No tak. Potem to, co się działo w ciągu ostatniej epoki lodowej, czyli dwóch milionów lat, no to było znowu, był wpływ lodowca, który rzeźbił niestrudzenie, powierzchnię dawnej kaldery.

Piotr: Ale nie wygładzał. Znaczy wygładzał, ale nie wypłaszczał.

Ola: Tak. Kaldery, czyli tego miejsca po wybuchu wulkanu i odsłaniał stare skały, w związku z czym tam wciąż widać te skały sprzed 420 milionów lat. Trzeba oczywiście wiedzieć, jak się patrzy.

I w ogóle jeszcze dodam, że Szkocja jako taka jest miejscem narodzin nowoczesnych geologii, bo jak ja wspomniałam tutaj o geologach, którzy po raz pierwszy sformułowali tezę o pochodzeniu doliny po wybuchu wulkanicznym. To się potem sprawdziło w wielu innych miejscach na świecie. No to również na przykład w Edynburgu, na jednym ze wzgórz wulkanicznych, no właśnie szkocki geolog po raz pierwszy odkrył, że poszczególne warstwy na skałach, te takie paski, to są epoki geologicznej i można im przypisać konkretne wydarzenia w dziejach Ziemi.

Piotr: Coś, co dziś się wydaje dość oczywiste, ale ktoś na to musiał wpaść jak zawsze.

Ola: No dokładnie i właśnie wpadł na to w XVIII wieku szkocki geolog, Hadley bodajże się nazywał. No i właśnie nad tym pozostałością superwulkanu, nad tą kalderą, znoszą się przede wszystkim trzy takie spektakularne szczyty, Three Sisters. Nie odważę się przeczytać ich nazw, bo są w języku gaelickim.

Piotr: Szkocki gaelicki to nie jest język, którym można się posługiwać, nie mając o nim pojęcia, ponieważ wszelkie próby przeczytania tego, wiecie, to trochę jest tak, że są języki, gdzie w miarę widać, jak będzie brzmiało to, co jest napisane.

Ola: No to gaelicki do nich nie należy. No tak, no to jeszcze dodam tutaj, jako taką wisienkę na torcie, choć może to niezbyt trafne porównanie, że Glencoe, jak wiele, wiele miejsc w Szkocji, to jest obszar, który jest przez Szkotów no tak trochę czczony jako miejsce rzezi. Tam w ogóle Anglicy nie dawali Szkotom wytchnienia i tam, gdzie się człowiek nie ruszy, to tam były jakieś straszne bitwy czy też rzezie właśnie przez Anglików czynione.

No i właśnie była słynna rzeź w Glencoe, w 1692 roku. No niektóre źródła mówią o 38, niektóre o 70 mieszkańcach wioski Glencoe, głównie członkach klanu McDonald, w tym o kobietach i dzieciach, którzy zostali zabici przez żołnierzy króla angielskiego Wilhelma III. No i no właśnie, bo McDonaldowie, jak większość klanów góralskich właśnie w Highlands, bo ta dolina znajduje się w Highlands, wspierali bunt przeciwko Jakobitom i popierali konkurencyjnego króla.

Nie chcieli uznać rządzącego króla Wilhelma. No i tutaj właśnie ta historia, ta trudna historia Szkocji to nam wielokrotnie przebijała przez te dzieje miejsc, które odwiedziliśmy w Szkocji.

Piotr: Tak, no to jest w ogóle tak, że cała ta opowieść jest oparta na takich historycznych filarach, których jednym jest ciągła właśnie próba podbicia Szkocji, bo Szkocja jest, ja tu szybciutko sobie sprawdziłem w międzyczasie, Szkocja ma 5,5 miliona mieszkańców niespełna, coś plus minus. Z kolei Anglia, która jest większa, ale nie tak znowu wiele większa od Szkocji, ma 55 milionów mieszkańców i ta proporcja się utrzymywa, utrzymuje od bardzo wielu set lat i zawsze Anglicy mieli parcie na to, żeby jak powiem sobie podbić troszkę Szkocji i tam zamieszkać i tak dalej i jednym z tych filarów historycznych jest właśnie ciągła próba podbojów, o których Ola wspomniała, a drugim z kolei takim filarem historycznym jest reformacja i przeboje katolicko-reformatorskie przepychanki, kiedy Szkocja była katolicka, potem nie była i związki z Francją, jej walki właśnie z Anglią i tak dalej i tu do tego akurat wątku jeszcze nawiążę jedna opowieść, mianowicie opowieść o zamku St. Andrews, to jest zamek w miejscowości właśnie St. Andrews, czyli na wschodnim wybrzeżu Szkocji.

Ola: Czyli właśnie dokładnie na przeciwnym wybrzeżu niż te miejsca, o których mówiliśmy.

Piotr: No skaczemy tak teraz z miejsca na miejsce, nie no nie, bo wspominałaś o Edynburgu.

Ola: O Edynburgu, który też jest na wschodnim wybrzeżu.

Piotr: O Edynburgu, który jest dużym beretem, dużym hagisem od jednego do drugiego.

Ola: Hagis to jest szkocka potrawa, czyli rozdrobnione podroby jagnięce, w jagnięcym bądź też owczym żołądku. Brzmi to niezbyt dobrze, natomiast uwaga, dobrze przyprawione i przyrządzone tak jak trzeba, no to naprawdę bywa niezłe.

Piotr: To przypomina bardzo naszą kaszankę, taka jest prawda, a też uwaga, uwaga, jest bardzo pyszna wegetariańska wersja hagis, która właściwie niespecjalnie się różni od niewegetariańskiej, jest bardzo smaczna.

Ola: No więc rzut hagis, a dodajmy, że jeszcze Szkoci propagują taką wersję, że hagis to było kiedyś takie mityczne zwierzę szkockie i nawet są podobizny hagisa, ale coś wygląda jak skrużowanie kolczatki z jakimś czymś bardzo puszystym. Z przypałem, ale to nie jest prawdą, że to zwierzę kiedykolwiek istniało, także jakby co, Szkotom nie można tak do końca wierzyć. Ale zwierzę mityczne innej jest symbolem Szkocji, czyli w herbie.

Piotr: Czyli właśnie jedorożec wspomniany. Tak, ale to jeszcze dłuższą opowiedź moglibyśmy, bo tak czasem się robią dygresje.

Ola: Bo jedorożec to jest właśnie to zwierzę, które jest w stanie pokonać lwa. A zgadnijcie, czyim symbolem, czyim herbem, w czyim herbie znajdował się lew i nadal chyba znajduje. Anglików.

0:49:17 St Andrews: oblężenie zamku i tunele

Piotr: No dobra, St. Andrews. St. Andrews, w ogóle dość niesamowite miasteczko. Takie bardzo, przede wszystkim bardzo akademickie, bo tam jest jeden z najstarszych anglojęzycznych uniwersytetów.

Ola: Tak, bardzo nadal potężny i prężnie działający, mający naprawdę mnóstwo wartościowych publikacji, co i różnie natykamy na Uniwersytet St. Andrews właśnie na wyniki badań.

Piotr: No dokładnie. I to jest również miejsce, gdzie znajduje się zamek albo właściwie to, co zostało z zamku St. Andrews. Ten zamek sięga gdzieś historycznie XII wieku.

To oczywiście St. Andrews było katolickim ośrodkiem religijnym Szkocji ze względu na, surprise, surprise, jakieś pozostałości świętego Andrzeja, które tam gdzieś podobno…

Ola: A myślałam, że Kolumby, już się zawiodłam.

Piotr: Nie, nie, nie, Kolumby to nie, to nie ten typ. No w każdym razie oni tam te zamki jak zwykle u siebie walczyli, burzyli itd. No ale tu wkracza ta reformacja, o której rozmawialiśmy.

I ostatnim takim potężnym właścicielem tego zamku był kardynał David Beaton, który zostawił zresztą po sobie bardzo interesujące księgi rachunkowe. Był bardzo skrupulatny i tam możemy się różnych ciekawych rzeczy dowiedzieć np. o tym, że w 1541 roku morze wyrzuciło wieloryba z 6 kilometrów od zamku i więc wieloryba przewieziono do zamku, pokrojono i zasolono.

Ola: Może najpierw pokrojono. Podejrzewam, że to było bardziej realne.

Piotr: Słuchaj, nie wiem w jakiej postaci tego nie ma chyba w księgach. Czy najpierw krojono, czy najpierw wieziono. Nie wiem, kto go tam wie.

No w każdym razie wiemy też, że w zamkowym ogrodzie uprawiano sałaty i cebulę, co ma gigantyczne znaczenie dla wszystkiego. No wiele takich różnych ciekawych rzeczy. Natomiast to, co nas najbardziej tu interesuje, to jest historia związana z XVI-wiecznym oblężeniem tego zamku.

Oblężenie, które się zaczęło od wtargnięcia tam grupy. Znaczy to tak naprawdę zaczęło się dużo wcześniej cała opowieść, ale już skracając historię, wpadła tam grupa protestanckich lordów, którzy rzeczonego kardynała Beatona byli łaskawi zarżnąć i wywiesić przez okno, żeby było wiadomo, że na pewno jest zarżnięty. Potem jak trochę już sobie powisiał na froncie zamku, to go zdjęli i potraktowali tak jak wieloryba, więc zasolili, ponoć owinęli w ołów i wsadzili do lochu, żeby sobie tam jego ciało leżało.

No i się rozpoczęła wielka awantura. Zamknęli się w zamku, trwało oblężenie. To był 1546 rok.

No i jedną z najciekawszych, znaczy to oblężenie trwało rok, różne przepychanki odbywały. Natomiast jedną z najciekawszych rzeczy, które potem pozostały są tunele oblężnicze, bo jak zresztą spora część Szkocji albo większość Szkocji, zamek St. Andrews stoi na litej skale pochodzenia między innymi wulkanicznego, bo tam jest bardziej skomplikowane, ale to sprawiło, że tunele oblężnicze się zachowały, bo kopianie tuneli podczas oblężenia była dość częstą praktyką w Europie. Tyle tylko, że one zazwyczaj były ryte w jakimś lepszym, gorszym gruncie, w związku z czym potem się zapadały.

Natomiast tu oni wyrżnęli ten główny tunel dodatkowy, o którym zaraz powiem, w dosłownie litej skale, bo koncepcja była taka, że oblegający podkopią się czy podryją się pod wieżę bramną, potem ją wysadzą, wtargną i bla, bla i tak dalej.

Ola: Dodajmy, że ta lita skała to nie jest takie byle co, tylko to naprawdę jest kawał skały i ja sobie próbuję wyobrazić, jaka to była robota.

Piotr: Była ciężka.

Ola: I trudno to sobie wyobrazić, ale oni tam byli rok, no to też.

Piotr: No oni przez cały czas ryli ten tunel, no intensywnie to zaczęli robić. W każdym razie obrońcy się dowiedzieli, że taki tunel jest ryty. Dostali informacje z zewnątrz i później postanowili przejąć ten tunel, to znaczy kopali kontr-tunele, najpierw robiąc to na słuch, to znaczy starając się nasłuchiwać, gdzie te prace pod ziemią, no ale to tak trudno je zlokalizować, więc w sumie wykopano trzy tunele, kontr-tunele, dopiero ten trzeci trafił w ten główny tunel i udało się tam wpaść, tak, w ten, w ten, w ten.

Ola: Oblegających.

Piotr: Oblegających. Udało się tam wpaść, wyrżnąć, przejąć i tak dalej i teraz można to wszystko zwiedzać, to znaczy przede wszystkim ten, wchodzi się takim wąskim, niskim tunelem, tam się idzie tak, no prawie, że w kucki, w takim mocno pochylonym, to jest wszystko oświetlone i tak cywilizowanie bardzo zrobione, ale.

Ola: No tak, ale w którymś momencie się dochodzi do takiego miejsca, gdzie ten tunel się przełamuje, jest postawiona drabina, oczywiście bezpieczna drabina, no i się przychodzi jakby piętro niżej do tunelu, który był kopany przez oblegających, no i ten tunel jest właśnie na tyle wysoki, że tam można swobodnie stanąć, można sobie przejść kawałek, on został zamurowany u wylotu, tak, że nie można wyjść na zewnątrz po przeciwnej stronie, tylko trzeba wrócić tą samą drogą, natomiast to pokazuje, jak bardzo trudne było toczenie walk właśnie i oblężeń w Szkocji, tak, jakiego wysiłku to wymagało, jakich umiejętności inżynierskich.

Piotr: Tak, no wygląda to rzeczywiście niesamowicie, zachowało się podobnie zresztą, jak loch butelkowy taki, czyli taki, który ma wąskie wejście, rozszerza się na dnie, jest głęboki i do tego lochu, jak już kogoś wrzucano, tylko potem wyjmować, to były takie lochy raczej…

Ola: Najstraszniejsze, wielkie butelki.

Piotr: Ostatni loch w moim życiu, tak, więc zamek St. Andrews, niewiele z niego zostało, dlatego, że później francuska flota przypłynęła, ona zniszczyła ten zamek ostrzałem z morza i również z lądu, bo tam wyciągnięto działa i tak dalej, i tak dalej. Cała ta historia się zakończyła na przełomie lipca i sierpnia 1547 roku i to, co zostało naprawdę jest warte zobaczenia, zresztą jest to nie jedyna rzecz w St. Andrews, bo jest też niesamowita plaża. To jest długa opowieść, w której już nie będę snuł, ale plaża jest dlatego niesamowita, że jest bardzo płaska w związku z tym, że tam są duże pływy sięgające 4-5 metrów, jak jest odpływ, to się odsłania, nie wiem, chyba ze 200-300 metrów plaży, na której żyją takie dosyć niesamowite zwierzęta, ale nie zdążymy o wszystkim opowiedzieć.

Ola: Powiem tak, jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć jak ta plaża wygląda, to może sobie obejrzeć film Rydwany ognia, gdzie się toczy jedna z najsłynniejszych scen właśnie biegu po plaży i to jest właśnie ta plaża w St. Andrews.

Piotr: Tak, zresztą pod koniec tej sceny widać już St. Andrews, kamera się przesuwa, także pokazuje panoramę miasta, polecamy, również można zobaczyć to na żywo, jadąc sobie tam z nami.

0:56:28 Edynburg: wulkaniczne wzgórza i narodziny geologii

Ola: No i jeszcze wracamy na chwilę do Edynburga. Ja już wspominałam o trzech wzgórzach, które są pozostałością edynburskiego wulkanu. Edynburski wulkan nosi nazwę Arthur's Seat i taką też nazwę nosi główne wzgórze, które się wznosi nad Edynburgiem i znajduje się w takim parku czy też rezerwacie Holyrood.

Drugie z tych wzgórz, które tworzą, stanowią resztki dawnego wulkanu edynburskiego, nazywa się Carlton Hill i to jest takie miejsce, gdzie przez wiele lat znajdowało się obserwatorium astronomiczne. Ono nadal tam jest, natomiast już nie pełni swoich funkcji. U stóp tego wzgórza znajduje się siedziba rządu szkockiego no i szkockiego parlamentu.

A trzecie z tych wzgórz to jest Castle Rock i na tym właśnie wzgórzu zbudowano zamek w Edynburgu. No i dodajmy, że ten zamek to była twierdza, która była najczęściej obleganą twierdzą w Wielkiej Brytanii i prawdopodobnie na świecie. Tam naprawdę, on właściwie chyba bez przerwy był oblężony.

No i tutaj problemem było to, że to jest bazaltowe wzgórze wulkaniczne. Dzięki temu jest bardzo trwałe, natomiast powiedzmy sobie szczerze, nie jest to najlepsza warstwa wodonośna. Czyli efekt był taki, że trzeba było bardzo głębokiej studni żeby czerpać wodę dla zamku.

No a jak były bardziej suche okresy, czy jak na przykład oblegający gdzieś tam się włamali i dopływ wody odcięli, no to się okazywało, że zamek nie miał dostępu do wody.

Piotrku, bardzo jestem ciekaw, czy Castle Rock z Edynburga ma coś wspólnego, przynajmniej jeśli chodzi o skojarzenia z Castle Rock, który jest miasteczkiem ukochanym, fikcyjnym miasteczkiem Stephena Kinga. Bo spora część jego powieści dzieje się albo ociera się o Castle Rock. Tylko, że to gdzie indziej, bo to w stanie Maine oczywiście.

W Stanach Zjednoczonych, no właśnie. No i teraz tak, to wzgórze Castle Rock to znajduje się 130 metrów nad poziomem morza. Arthur's Seat jest wyższe, więc to są takie miejsca, które może nie brzmią jak jakieś takie spektakularne wzgórza, natomiast one rzeczywiście wznoszą się bardzo zdecydowanie nad miastem.

No i to są pozostałości tego wulkanu, który był aktywny około 350 milionów lat temu we wczesnym Karbonie. No i one tak naprawdę, te właśnie skały sprawiły, że Edynburg jest po pierwsze zabudowany tak dziwnie, jak został zabudowany, że tam jakby struktura tkanki miejskiej się uformowała tak, a nie inaczej, bo jest taka ostroga wulkaniczna, od której odchodzą liczne dolinki i przy tych dolinkach właśnie budowano kamienice i w dolinkach się znajdowały tak zwane closes, czyli takie miejsca, które się zamykało na noc, takie zaułki, które się zamykano na noc. No w ogóle przedziwnie wygląda to, jakby tak spojrzeć z góry na stare miasto w Edynburgu, jak szkielet ryby, gdzie głową jest właśnie Castle Rock z zamkiem edynburskim.

Tym kręgosłupem jest Royal Mile, czyli główna ulica odchodząca od zamku w dół. Na samym końcu tej ulicy znajduje się Pałac Królewski, a te ości, które odchodzą od kręgosłupa, to są właśnie te closes.

Piotr: No to najlepiej widać na starych mapach. Teraz się ta struktura częściowo jeszcze zachowała, ale to długa opowieść o historii Edynburga. Nie będziemy wam tego robili.

Ola: No i jeszcze nawiązanie do tego, o czym mówiłem wcześniej, otóż właśnie o tym, że nowoczesna geologia się narodziła właśnie w Edynburgu. James Hutton jest uznawany za ojca tejże nowoczesnej geologii. No i on właśnie odkrył cykliczną naturę procesów geologicznych na skałach, które się nazywają skałami Salisbury i znajdują się w okolicach Arthur's Seat.

I właśnie to miejsce jest z tego powodu słynne i tam wciąż można oglądać taką ściankę Huttona, gdzie on właśnie przemyśliwał nad tą strukturą geologiczną i w końcu wywnioskował, że było właśnie tak, a nie inaczej.

Piotr: No tak, to słuchajcie, to jest tylko kawałeczek naszych szkockich opowieści, bo naprawdę można by o tym gadać przedługo. Zdajemy sobie sprawę z tego, że trochę to jest na zasadzie szkoda, że państwo tego nie widzą, więc dlatego polecamy, żebyście sobie zajrzeli i przynajmniej jako punkt wyjścia jest w opisie naszego podcastu link do strony One Small Step Travel, czyli tego biura podróży, z którym tam byliśmy i dla którego prowadziliśmy tą wyprawę. I tam w opisie naszej wyprawy są zdjęcia tych wszystkich kluczowych miejsc.

Warto spojrzeć, żeby wiedzieć o czym mowa, szczególnie właśnie chociażby na takie miejsca jak wyspa Staffa, od której zaczęliśmy tą opowieść. I też kończymy trochę nawiązaniem do wyspy Staffa, dlatego że słowem na dziś jest…

Ola: Maskonur.

Piotr: Dzięki, cześć.

Ola: Cześć.

Źródła

Brak listy źródeł w opisie odcinka (opis zawierał wyłącznie linki promocyjne: biuro podróży One Small Step, Patronite, buycoffee.to, koszulki).