Podcast Crazy Nauka · odc. 8
Nieprzewidziane skutki prób jądrowych
Posłuchaj też na:
Nieprzewidziane skutki prób broni jądrowej oraz jak testowanie ładunków nuklearnych zamieniło się w dobrze prosperujący biznes.
Próby jądrowe nie zawsze szły zgodnie z planem. Czasem miało to dramatyczne, a czasem tylko komiczne skutki. A wokół tych potężnych wojskowych eksperymentów zbudowano całkiem niezły biznes – od alkoholowych imprez z grzybem jądrowym w tle po handel pewnym szczególnym minerałem.
Linki do poszczególnych tematów:
Katastrofa tunguska:
britannica.com/story/what-is-known-and-not-known-about-th…
Castle Bravo:
atomicheritage.org/history/castle-bravo
en.wikipedia.org/wiki/Rongelap_Atoll
atomicheritage.org/history/gojira-1954
Test Sedan
youtube.com/watch?v=gZbL_uKBQzY
youtube.com/watch?v=EeyEXkVAifM
en.wikipedia.org/wiki/Sedan_Crater
Car-bomba:
youtube.com/watch?v=YtCTzbh4mNQ
polska-zbrojna.pl/home/articleshow/35641?t=Matka-diabla-s…
pl.wikipedia.org/wiki/Car-bomba
Trynityt
pl.wikipedia.org/wiki/Trynityt
en.wikipedia.org/wiki/Trinitite#/media/File:Trinitite_bac…
Imprezy w Las Vegas
crazynauka.pl/obejrzyj-wybuch-atomowy-z-bliska-amerykanie…
bloomberg.com/news/articles/2014-08-08/atomic-tests-were-…
nationalatomictestingmuseum.org/
Lookout Mountain Laboratory
youtube.com/watch?v=BMTIU91vK8Q
news.illinois.edu/view/6367/739553
nytimes.com/2010/09/14/science/14atom.html
lanl.gov/discover/publications/national-security-science/…
youtube.com/watch?v=7TTlmZLQtes
publicdomainreview.org/collection/operation-doorstep-1953
Incydent Vela
nsarchive.gwu.edu/briefing-book/nuclear-vault/2016-12-06/…
en.wikipedia.org/wiki/Vela_incident
Lista testów jądrowych
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: Piotrek Stanisławski. Witamy w naszym podcaście Crazy Naukowym. Odcinek nie wiem już który, ale w końcu zaczniemy liczyć.
0:00:17 Katastrofa tunguska
Ola: A opowiemy dzisiaj o próbach jądrowych, których skutków ich twórcy nie przewidzieli w najśmielszych swoich oczekiwaniach, i o tym, jak niektóre próby jądrowe zamieniły się w dobrze prosperujący biznes. Nagrywamy to na początku lipca 2022 roku i właśnie jesteśmy dzień po bardzo znamiennej rocznicy, a mianowicie po 114. rocznicy katastrofy tunguskiej.
Rok 1908, 30 czerwca, godzina 7:13 czasu lokalnego nad syberyjską tajgą. Widoczna jest pędząca w stronę ziemi kula ognia, a następnie następuje coś niesamowitego: jakiś wybuch, jakaś potworna eksplozja, która niszczy 200 tys. hektarów lasu.
Mogłaby właściwie od ręki zniszczyć każde europejskie miasto, nie tylko tamtego czasu, ale również czasów współczesnych. Są w ogóle doniesienia z różnych miejsc na świecie, które świadczą o tym, że ten wybuch, ta eksplozja, jest jakaś zupełnie obłędna jak na owe czasy, jeszcze przed czasami testów jądrowych. Musiało to spotkać się z ogromnym szokiem, natomiast traf chciał, że widzieli to wyłącznie nieliczni Ewenkowie, czyli mieszkańcy okolicznych terenów, którzy obserwowali wybuch i wskutek tego z odległości 100 km doznali poparzeń od fali gorąca i zostali czasowo oślepieni. A 10 minut po wybuchu dotarła do nich fala uderzeniowa, która poprzewracała ich i ich dobytek. I uwaga: to było 100 km od epicentrum tej katastrofy.
Co tam się stało? Prawdopodobnie zderzyła się z atmosferą planetoida, lub też kometa – to jest druga hipoteza. I to ciało niebieskie, ten obiekt, na skutek zderzenia z atmosferą wybuchł kilka kilometrów nad ziemią, wskutek czego nie ma tam krateru uderzeniowego, choć niektóre pogłoski mówią o tym, że ten krater został odnaleziony. To nieprawda, to zostało już zweryfikowane. Nie było krateru, nie znaleziono znaczących śladów po meteorycie, po kawałkach meteorytu.
Jeszcze jedna dziwna sprawa temu towarzyszyła. Otóż w miastach europejskich i syberyjskich pojawiły się białe noce zaraz po tym zdarzeniu. To znaczy jakiś dziwny pył unosił się w powietrzu i był oświetlany przez słońce, które było tuż po przesileniu letnim, więc było płytko za horyzontem. Ten pył był podświetlany, i to podtrzymuje hipotezę o komecie, która właśnie składała się z lodu, wybuchła, wyparowała, i te drobiny wody rozprzestrzeniły się nad całą Azją i Europą. Ale wracając: co to ma wspólnego z bombą atomową?
Piotr: Najlepiej to zapowiedzieć: jeden temat podcastu, a potem pójdziemy w zupełnie inną stronę.
Ola: Trochę mnie tutaj poniosło. Otóż po zniszczeniach, jakich dokonał ten wybuch, drzewa zostały powalone, zniszczone, zwęglone w promieniu 40 kilometrów od epicentrum, ale dalej zniszczenia też były poważne. Oszacowano, że siła eksplozji dorównywała mocy około tysiąca bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę.
Piotr: Czyli ile to było na przykład w kilotonach?
Ola: To w megatonach, mój drogi. To jest 15 megaton. To jest bardzo grubo. Natomiast meteor, który uderzył w Czelabińsku w 2013 roku, miał…
Piotr: Meteor?
Ola: Meteor, bo meteoryt jest dopiero wtedy, kiedy uderzy Ziemię. A on uderzył w końcu, czy nie? Znaleziono jego pozostałości?
Piotr: Jakieś tam ogryzki w jeziorze gdzieś tam plusnęły.
Ola: No dobrze, to najpierw był meteorem, a potem stał się meteorytem, kiedy uderzył w Ziemię, i miał moc zaledwie pół megatony TNT, czyli mocy wybuchu ładunku trotylowego. I teraz, co to ma wspólnego z naszą audycją? Ano to, że była również taka eksplozja, która mi się od razu przypomniała, bardzo słynna, która również miała siłę wybuchu 15 megaton, czyli tysiąc razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę.
0:04:39 Castle Bravo i skażenie atolu Bikini
Ola: Była to eksplozja, która kompletnie wymknęła się spod kontroli tych, którzy tę próbę jądrową przygotowywali. Chodzi mianowicie o akcję o kryptonimie Castle Bravo, która miała miejsce 1 marca 1954 roku na atolu Bikini, w archipelagu Wysp Marshalla na Pacyfiku.
I tutaj wskutek tej eksplozji miała miejsce jedna z największych katastrof ekologicznych w ogóle w dziejach testów atomowych – tych, które znamy, bo o wielu testach jądrowych przeprowadzanych przez Rosjan po prostu nie wiemy. Historia jest naprawdę dramatyczna, postaram się ją w skrócie opowiedzieć.
To, co się wydarzyło natychmiast po wybuchu, no to wiadomo: fala uderzeniowa, fala gorąca, ale też miał miejsce potężny opad radioaktywny. Te wysepki koralowe, które zostały dotknięte bezpośrednio eksplozją, po prostu wyparowały, a część z nich zamieniła się w koralowy pył, który następnie w postaci opadu radioaktywnego spadał na gęsto zamieszkane okoliczne wyspy, m.in. atol Rongelap. To jest najbardziej znane miejsce dotknięte tą katastrofą, a ten opad radioaktywny dotarł aż 500-600 km dalej.
Ludzie, którzy oglądali ten opad, którzy nigdy śniegu nie widzieli, byli przekonani, że właśnie tak śnieg wygląda. Dzieci łapały ten śnieg, zjadały go, ludzie się cieszyli, podnosili go, przytulali się do niego.
Efekt był taki, że bardzo wiele osób zapadło na chorobę popromienną, wiele doznało poważnych oparzeń, ludzie umierali, i zdecydowano o przesiedleniu tych ludzi na niezamieszkane wyspy. Pośpiesznie przeprowadzono ewakuację i przeniesiono tych nieszczęsnych ludzi na inny atol. Ale oni chcieli wracać, i już w 1960 roku badania, pewnie prowadzone przez Amerykanów, potwierdziły, że tam można wrócić, bo nic już nie jest skażone.
Ludzie wrócili, i co się okazało – znowu zapadali na różne choroby, skażenie się utrzymywało, i ostatecznie wezwali na pomoc Greenpeace. Greenpeace ewakuował ich w 1985 roku – aż 350 osób i 100 ton materiałów budowlanych – na oddalone o 180 km wysepki. I ci ludzie tam właściwie żyją do dzisiaj. Nie udało się ponownie zasiedlić tej części atolu Bikini w takim stopniu, jak było poprzednio.
Ciekawe są dalsze losy tego atolu – doczytałam to, zdaje się, na angielskojęzycznej Wikipedii: w 2019 roku tę część atolu wykupił chiński inwestor i przygotowuje tam specjalną strefę ekonomiczną, która ma wspierać wysiłek Chin w kwestii panowania nad Pacyfikiem w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi.
Jest jeszcze jeden ciekawy wątek, ostatni.
Piotr: Patrzę z dużymi niebieskimi oczami, bo ci Chińczycy w tym wszystkim są zupełnie od czapy.
Ola: Jest jeszcze historia z rządem Stanów Zjednoczonych, który we wrześniu 1996 roku przeznaczył 45 milionów dolarów na odszkodowanie dla nieszczęsnych wyspiarzy z atolu Rongelap. No ale co stwierdzili Amerykanie? Że wyspiarze mają sobie sami usunąć kilkunastocentymetrową wierzchnią warstwę wciąż napromieniowanej ziemi atolu. Przyjeżdżasz, dostaniesz odszkodowanie, ale weź i wywieź kilkunastocentymetrową warstwę gleby na całej wyspie. Fantastycznie.
Do tej pory trwa ten spór – w końcu Amerykanie chyba tego odszkodowania nie wypłacili tak jak trzeba. A tam, gdzie powstaje luka, tam wchodzą Chińczycy. Jak widać, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Więc czekamy, co będzie dalej.
Piotr: Ciekawe. Myślę, że jeszcze wiele razy się zdziwimy, jeśli chodzi o działania Chin.
0:10:14 Poligon Nevada i test Sedan
Piotr: Teraz z kolei przenosimy się na chyba najsłynniejszy poligon amerykański, poligon Nevada – najsłynniejszy przynajmniej, jeśli chodzi o testy jądrowe. Znajduje się 105 kilometrów na północny zachód od Las Vegas, podczas gdy generalny przepis mówił, że musi być 200 kilometrów od najbliższych zamieszkałych terenów, gdy w 1951 roku zaczęto tam testować broń. Ale jakoś nikt się tym specjalnie nie przejął.
Jednym z bardziej odjechanych był test, który… właśnie będziemy mieli równiutko 60. rocznicę, bo nastąpił 6 lipca 1962 roku. Nosił nazwę Storax Sedan – zwracam uwagę na drugą część nazwy, Sedan, zaraz do niej wrócę.
Był elementem tego samego, co Rosjanie szykowali przez dłuższy czas i co testowali z jeszcze większym uporem: stwierdzono wtedy, że wybuchy jądrowe są przecież takimi bardzo dużymi koparkami. I fajnie byłoby móc na przykład coś budować za pomocą wybuchów jądrowych, bo my myślimy, że one tylko niszczą, a przecież jak chcemy wykopać nowy port, to jest raczej usuwanie czegoś, prawda? Jak chcemy, żeby było gdzieś głębiej, albo przekopać jakiś kanał, to czemu nie strzelić sobie serii wybuchów jądrowych?
Ola: To jest fantastyczny pomysł. Jak będziemy robili rozbudowę naszego domu, to może wykorzystamy go.
Piotr: No więc do tego samego wniosku doszli Amerykanie: że koniecznie trzeba to przetestować, że to jest świetny pomysł, w ogóle rewelacja. Wzięli więc bombę termojądrową, która była dość typową konstrukcją, nawet nie taką bardzo wielką – bo, co też jest znamienne, te pierwsze bomby to były konstrukcje gigantyczne, a ta miała raptem 40 parę centymetrów średnicy, metr długości i ważyła jakieś 200 kilo. W ogóle śmieszne.
Ola: Ja zaraz Państwu opowiem o bombie, która ważyła…
Piotr: Ty się nie chwal, ty się nie chwal.
Ola: No dobrze, nie powiem, ile ważyła, bo nie chcę spalić.
Piotr: I teraz uwaga: to był wybuch podziemny. Opuszczono to urządzenie na głębokość chyba około 200 metrów, jak się nie mylę. Dosyć typowe podejście. I odpalono. Moc tego była w sumie, może nie brzmi to tak wstrząsająco, bo to raptem 104 kilotony trotylu, ale całość była skonfigurowana tak, żeby zrobić jak największą dziurę.
I rzeczywiście, najpierw kopuła ziemi, która się uniosła jakby wystrzelona, miała 90 metrów. I dosłownie 3 sekundy po detonacji wywaliło to powietrze, te gazy ze środka. No i wszystko byłoby piękniej, gdyby nie to, że coś, jak zwykle, nie wyszło, i powstała potężna radioaktywna chmura, która utworzyła się na wysokości trzech mniej więcej kilometrów. Po czym utworzył się drugi pióropusz, na pięciu kilometrach, i one rozeszły się w różne strony. Efekt był taki, że było to największe skażenie, jakie udało się wywołać Amerykanom na swoim terenie. Skazili potężny obszar.
Co ciekawe, jeżeli ktoś mniej więcej kojarzy mapę Stanów Zjednoczonych, to poligon Nevada to jest, powiedzmy, lewa dolna ćwiartka, czyli południowy zachód. Natomiast skażenie nastąpiło m.in. w prawej górnej ćwiartce, na dość gęsto zaludnionych terenach. Cała ta operacja Sedan była dość karkołomna.
Efekt uzyskano całkiem niezły. Krater Sedan to jest największy krater, jaki człowiek kiedykolwiek stworzył. Ma 390 metrów średnicy, 100 metrów głębokości. Można go zwiedzać, jest jednym z takich miejsc turystycznych na tym terenie. Taki równiusieńki, o gładkich krawędziach.
Właściwie nadawałoby się do budowania czegoś. No tyle tylko, że po tym całym skażeniu, po tej całej krzywej akcji, poziom oburzenia był tak ogromny w Stanach Zjednoczonych, że Amerykanie zarzucili w ogóle koncepcję budowania czegokolwiek w ten sposób. Rosjanie nie zarzucili – mieli całkiem rozkręconą akcję, która nazywała się "eksplozje nuklearne dla gospodarki narodowej". Nawet zrobili w ten sposób jezioro, ale to jest już zupełnie inna historia.
Chcę jeszcze jedną opowiastkę dodać, bo zwracałem uwagę, że ten test nazywał się Storax Sedan. W 2005 roku, czyli dużo później, jedna z członkiń Izby Reprezentantów USA opisywała w Senacie jakieś istotne kwestie związane z ograniczeniem skażenia, i podała jako przykład właśnie ten test Sedan. Tyle tylko, że się przejęzyczyła i nazwała go testem Sudan.
Ola: Co sobie Sudan o tym pomyślał?
Piotr: Sudan uderzył z grubej rury – [? niepewne: mianowicie wielki obóz]. Sudańscy urzędnicy ogłosili, że to jest w ogóle skandal, że jest absolutnie niedopuszczalne, że wstrzymają śledztwo. I to nie jest informacja w 100 procentach pewna, bo to z kolei podali Chińczycy, ale ponoć Sudańczycy postanowili przypisać wzrost zachorowań na nowotwory w Sudanie amerykańskiemu testowi. Jedyne powiązanie to błędnie podana nazwa: Sudan zamiast Sedan. I mimo że wyjaśniono starannie, że to był błąd, literówka, minister spraw zagranicznych wydał oświadczenie, że jego rząd będzie kontynuował dochodzenie w sprawie roszczeń związanych z tym testem. Karkołomne, ale tak było, true story. Więc niewątpliwie można to włączyć do kategorii: testy jądrowe, które wywołały zupełnie nieoczekiwane skutki.
0:17:40 Car-bomba – najpotężniejsza bomba w historii
Ola: Nieoczekiwane skutki to jest leitmotiv naszego dzisiejszego podcastu. I ta próba jądrowa, o której powiedziałam na początku, w atolu Bikini, to była próba bomby wodorowej. Bomba wodorowa jest uruchamiana na skutek bardzo wysokiej temperatury, którą można zapewnić właśnie wskutek reakcji rozpadu jąder. Innymi słowy, bomba atomowa staje się zapalnikiem dla bomby wodorowej. Czyli bomba wodorowa to jest taka bomba na sterydach, bomba w bombie, coś naprawdę potężnego, i to przerosło Amerykanów właśnie w atolu Bikini. Przewidywali, że tamta eksplozja będzie dwa do czterech razy słabsza, a była mocniejsza, bo użyli zupełnie nowego paliwa – deuterku litu – i okazało się, że jest bardziej ekspansywny, skuteczniejszy, i wymknęło im się to spod kontroli. Ale to i tak było niczym w porównaniu z tym, co zrobili Rosjanie.
Rosjanie zawsze musieli bardziej, mocniej, więcej, najbardziej. Skonstruowali gigantyczną bombę – podśmiewałam się z tej "bombki", o której Piotrek mówił. Otóż Car-bomba, bo o niej mowa, miała masę 27 ton.
Piotr: Masę, znaczy nie mylmy tego z siłą eksplozji – ważyła tyle.
Ola: I to, że tyle ważyła, sprawiało, że z punktu widzenia militarnego była kompletnie bezużyteczna. Bo weź i przenieś takie bydle na przykład przez ocean do Stanów Zjednoczonych. Rosjanie dysponowali jednym samolotem, który był w stanie to przetransportować, a i ten samolot nie miał takich zasięgów, żeby do Stanów dolecieć. To jedna sprawa.
Druga sprawa: gdyby zdetonowali taką bombę, która miała mieć wyjściowo w planach moc 100 megatonów – 100, rozumiecie to? – potem to zredukowali, zastąpili ołowiem warstwy uranu oddzielające poszczególne stopnie, dzięki czemu ograniczyli moc bomby do 58 megatonów. Czyli więcej niż katastrofa tunguska, więcej niż bomba wodorowa zdetonowana w atolu Bikini. W ogóle była to najpotężniejsza eksplozja bomby wodorowej w dziejach.
Rosjanie przystosowali ten jeden jedyny samolot zdolny przenieść tak ogromny ładunek – Tu-95 – i pomalowali go specjalną farbą, która miała sprawić, że załoga się tam nie upiecze, tylko zdoła przetrwać. Obliczono to tak, żeby załoga zdołała odlecieć na jakieś 50 kilometrów, chociaż potem wyciekło w aktach, że dawano jej 50% szans na przeżycie. Jak to w Związku Radzieckim bywało – ludzi dużo.
Piotr: A w ogóle zdaje się, że była na spadochronie, żeby zdążyli odlecieć.
Ola: Sam spadochron ważył 800 kilogramów, rozumiesz to?
Piotr: Czyli 4 razy więcej niż moja bomba.
Ola: To jest jakiś kosmos. Zdetonowano ją nad Nową Ziemią – to taka grupa wysp na Oceanie Arktycznym, na krańcu Europy, na pograniczu Arktyki między Europą a Azją.
Piotr: Tak, jak popatrzycie na mapę Europy – jest Norwegia, jak popatrzycie na najbardziej odległe kawałki Norwegii, a potem pojedziecie sporo na wschód, aż za wysokość Moskwy, tam jest taki [? niepewne: zakręt azduży], i to jest ta Nowa Ziemia właśnie.
Ola: Otóż to. I tam doleciał ten nieszczęsny samolot, zrzucił tę bombę, ona sobie na tym spadochronie opadała, z mocą już po tym ograniczeniu 58 megaton – to była moc 3 tysiące razy większa niż moc bomby zrzuconej na Hiroszimę. Zrzucono ją z wysokości 10,5 kilometra. Eksplodowała. Wyparowały wysepki, które znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie tej eksplozji. Potem świadkowie, którzy pojawili się na miejscu tej eksplozji – bo to odtajniono całkiem niedawno – relacjonowali, że w tych miejscach, które ostały się jeszcze nad powierzchnią wody, skały były wyświecone jak szkło, jak lustro.
Piotr: Cudownie, że o tym mówisz, bo się nie umawialiśmy, a ja będę miał o tym zaraz kawałek. Dodajmy, że grzyb atomowy miał 60 kilometrów wysokości i jakieś 30-40 kilometrów średnicy. To da jakieś pojęcie.
Ola: A kula ognia miała promień około 4 tysięcy metrów i niemal dosięgnęła powierzchni Ziemi, co w przypadku eksplozji ładunków jądrowych zrzucanych jest rzeczą absolutnie nietypową – i właśnie dlatego te wysepki się tak dziwnie zachowały, że albo wyparowały, albo stopiły się w szkło. Fala sejsmiczna była odnotowywana na całej Ziemi, i w zależności od siły wybuchu obiegała Ziemię dwukrotnie lub trzykrotnie – ta akurat obiegła ją trzykrotnie. A wybuch był widoczny z odległości prawie 900 kilometrów.
W ten sposób Rosjanie pozbawili się części wysp na Oceanie Arktycznym, odparowując je. Zapewne wywołali ogromną katastrofę ekologiczną, bo Arktyka to bogaty ekosystem, to nie jest miejsce, gdzie nic się nie dzieje. Ale o tym niewiele wiemy, bo jak wiadomo, w ZSRR, tak jak i w Rosji, wszystko jest tajne przez połówkę.
Piotr: Dodajmy jeszcze, bo to też w jakimś stopniu mówi o mocy tej bomby: szacuje się, że ta energia to była mniej więcej dziesięciokrotność energii wszystkich bomb użytych podczas II wojny światowej.
Ola: I jeszcze jedna rzecz, którą znalazłam: naukowcy obliczyli, że detonacja Car-bomby w ułamku sekundy uwolniła moc bliską jednego procenta energii słonecznej emitowanej w tym czasie przez Słońce.
0:25:16 Trynityt – szkło po wybuchu jądrowym
Piotr: To, skoro podnieciłem się tym szkłem, o którym powiedziałaś – ten minerał, który tam powstał, ma swoją nazwę: trynityt. Nieprzypadkowo, bo od Trinity, czyli od kryptonimu pierwszego amerykańskiego testu jądrowego w historii. Trynityt jest takim szkliwem, powstałym ze stopienia ziaren piasku podczas wybuchu ładunku jądrowego. Jest dość mocno napchany promieniotwórczymi izotopami, bardzo ciekawymi.
To w ogóle jest bardzo cenna rzecz. Dlatego, że chyba do 1952 roku można było o tym handlować, i to była cenna pamiątka. Był wybierany starannie z miejsc, gdzie powstawał, i sprzedawany. Przy czym w 1952 roku zabroniono handlu nim, zabroniono posiadania go osobom prywatnym, jak również zarządzono staranne usuwanie trynitytu z miejsc testów. Nie był aż tak radioaktywny, żeby stanowił poważne zagrożenie.
Ola: Strzelał w cudzysłowie.
Piotr: Ja zacząłem szukać trynitytu i można go znaleźć, można go kupić, chociaż nie jest to łatwe. Grudka trynitytu wielkości, ja wiem, połowy małego paznokcia, to jest 300-400 zł. Więc nie jest to jakaś fortuna, jak ktoś bardzo potrzebuje. Trudno stwierdzić, czy to rzeczywiście jest trynityt, ale myślę, że jest, bo jednak sporo go było – to nie są skały księżycowe, których przywieziono bardzo konkretną masę, i które są najcenniejszym minerałem świata. Trynityt w ogóle jest bardzo ładny, bo najbardziej typowy trynityt jest zielony. [? niepewne: Ja znam informacje], że to jest kolor, który zawdzięcza obecności żelaza, ale podejrzewam, że to jest raczej obecność miedzi, bo to miedź barwi na zielono. [? niepewne: Rzacz] jest czerwony, wydaje się być żelazny. Są takie białe, perełkowe.
I teraz najzabawniejsze jest to, że nie do końca wiadomo, jak on powstaje. Bo to, co powiedziałaś, jest dość logiczne: że ta kula tam, gdzie dotknie gruntu, piasku, zwłaszcza na przykład na pustyni w Nevadzie, powstaje na obrzeżu kuli, tam, gdzie jest bardzo wysoka temperatura.
Ola: Ta kula ognia, tak?
Piotr: Kula ognia, tak, powstała w wyniku wybuchu, i tam, gdzie dotyka piasku. Ale jest hipoteza z lat dwutysięcznych, że to nie jest tak, że on powstaje na obrzeżu tej kuli, tylko że jest wciągany do środka – piasek zostaje zasysany do kuli, tam zamienia się w ciecz i opada w postaci deszczu. Trynityty, które znajdujemy, to zastygnięte krople tego kamiennego, piaszczystego deszczu, który opada ze środka kuli.
Ola: Kamienny deszcz, jak łzy na deszczu. Nie, to nie ta bajka, "Blade Runner" mi się skojarzył od razu.
Piotr: W opisie odcinka znajdziecie link do zdjęcia, jak wygląda bryłka trynitytu, i generalnie, jak ktoś bardzo chce sobie kupić, to można poszukać. Nie wiem, jak jest z tym prawem w tej chwili, tym z 1952 roku. Zakładam, że skoro ja znalazłem w ciągu kilku minut trynityt w internecie do kupienia, to być może już nie ma takich restrykcyjnych zasad.
0:29:20 Godzilla i atomowy biznes w Las Vegas
Ola: To ja jeszcze na chwilę wrócę do tego testu w atolu Bikini, bo wiąże się z tym jeszcze jedna bardzo ciekawa, właściwie popkulturowa historia. W pobliżu miejsca eksplozji znajdowały się statki – nie tylko amerykański lotniskowiec, z którego obserwowano tę próbę, gdzie amerykańscy żołnierze doznali oparzeń poradiacyjnych, ale również na przykład japoński kuter rybacki.
Piotr: To była słynna awantura.
Ola: Znajdował się 150 kilometrów od punktu zero, w pobliżu atolu Bikini, i cała jego załoga zapadła na chorobę popromienną. Jeden z członków załogi zmarł na tę chorobę. Japońskie media, wciąż jeszcze bardzo na świeżo po Hiroszimie i Nagasaki w roku 1954, natychmiast nazwały ten wypadek "drugą Hiroszimą", i na fali tego oburzenia i przerażenia reżyser Ishiro Honda jeszcze w tym samym roku nakręcił film "Gojira", czyli "Godzilla, król potworów".
Piotr: Jest w nim bardzo dużo wątków związanych z promieniotwórczością – to jest fakt, dla tych, którzy jeszcze pamiętają. W ogóle polecam obejrzenie tych wczesnych Godzilli, są niesamowite.
Ola: Tak, były robione na takich modelach wielkości człowieka.
Piotr: Był facet, który się po prostu ubierał w tego gumowego Godzillę.
Ola: Chyba niedawno zmarł. To zostało błyskawicznie nakręcone, i ten pośpiech trochę widać w tym filmie, ale może ja tutaj się nie znam na klasykach.
Piotr: Nie narzekaj, proszę cię. Wspomnę Wiedźmina i gumowego smoka z lat dwutysięcznych.
Ola: Zwracam honor Japończykom. A Amerykanie z testów jądrowych zrobili całkiem nieźle prosperujący biznes filmowy.
Piotr: W ogóle zrobili różne biznesy. Przewrotnie nie zacznę od filmowego, zacznę od drinków. Chcę na początek wybrać się do Las Vegas, bo to na samym początku wspomniałem, że Las Vegas jest położone równo 105 kilometrów od poligonu Nevada, na którym robiono najsłynniejsze eksplozje. Bardzo dobrze było widać te eksplozje chociażby z Las Vegas. Amerykanie, w przeciwieństwie do Rosjan, nie robili z tego wielkiej tajemnicy, wręcz odwrotnie – wiadomo było, że danego dnia, o danej godzinie, będzie test jądrowy.
Ola: W Związku Radzieckim i w Rosji nie potrafią się tak bawić.
Piotr: I żeby okazja się nie marnowała, robiono imprezy. Niektóre miejsca w Las Vegas, te z dobrym widokiem na tamtą stronę, wyspecjalizowały się w tym. W 1952 roku w Las Vegas powstał bar, który nazywa się Atomic Liquors – czyli "atomowe drinki". Istnieje do tej pory. Jego specjalnością było organizowanie imprez, podczas których zapraszani goście obserwowali eksplozje jądrowe z bezpiecznej odległości. Były wystawiane krzesełka, są zdjęcia z tego.
Ola: Przynajmniej okulary wkładali.
Piotr: Ale to nie było obowiązkowe – na jednym ze zdjęć, z kwietnia, siedzą sobie różni typkowie, niektórzy mają ciemne okulary, inni nie. Ta odległość była na tyle duża, że nie było zagrożenia oślepieniem. Ale imprezy były bardzo udane, jest mnóstwo takich zdjęć. Robiono na przykład konkursy Miss Piękności Atomowej, jest słynne zdjęcie z panią, która w tanecznej pozie się pręży, a nad nią widać pozostałość grzyba atomowego.
Ola: A doczytałeś, czy kiedyś nie powiało w jakimś dziwnym kierunku?
Piotr: Las Vegas miało dość dużo szczęścia, bo zazwyczaj w jego stronę nie wiało, więc nie znalazłem informacji o jakichś spektakularnych opadach na Las Vegas. Największą wtopą, jeśli chodzi o opady radioaktywne na terenie Stanów Zjednoczonych, był ten nieszczęsny test Sedan. Amerykańscy specjaliści zakładali, że będą w stanie tak świetnie kontrolować moment przeprowadzenia testu, żeby wiatr wiał w dobrą stronę, żeby nie zwiewało na Las Vegas.
Ola: Tak w ogóle wszystko świetnie kontrolowali.
Piotr: Faktem jest, że kilkukrotnie co nieco doleciało do Las Vegas, ale nie był to jakiś fundamentalny problem. Te lasvegaskie imprezy zresztą dostaliśmy od Agaty Połajewskiej – pozdrawiamy Agatę, gdyby nas przypadkiem słuchała. Dostaliśmy od niej uroczą kartkę z Las Vegas, właśnie taką pocztówkę z grzybem atomowym. W Las Vegas jest zresztą muzeum, które można zwiedzać, i nawet pewne elementy kolekcji można zdalnie obejrzeć. Polecam. Rzeczywiście, tu biznes się kręcił, i myślę, że był duży smuteczek, gdy w latach 60. zakończono testy w tym rejonie.
0:39:25 Tajne studio filmowe testów jądrowych
Piotr: Waham się, czy liźniemy temat tych filmów.
Ola: Ja już myślałam, że zamierzasz go rozwinąć, a ty masz lizać.
Piotr: To jest temat, o którym można by zrobić nie wiadomo ile odcinków. Chociażby dlatego, że w 2017 roku odtajniono bardzo dużą porcję filmów pokazujących eksplozje jądrowe, testy jądrowe, i trzeba przyznać, że to są fenomenalnie dobre materiały. Najsłynniejsze z tych filmów, które wbiły się ludziom w pamięć, pochodzą z operacji Doorstep z 1953 roku. Była to operacja robiona po to, żeby zobaczyć, jak eksplozje jądrowe wpływają na rozmaite struktury cywilne. Pobudowano na przykład domy, w tych domach postawiono manekiny w różnych miejscach, niektóre gdzieś w piwnicy. Był to taki po byku drewniany dom, zbudowano ich chyba dwa takie. Oprócz tego kilkadziesiąt, albo więcej, samochodów porozstawiano w różnych miejscach – wiele struktur cywilnych pobudowano, a potem odpalono bombę. To było ciekawe też dlatego, że ta eksplozja była transmitowana w telewizji.
Ola: To już jest popkultura level pro.
Piotr: Na maksa. Powiem szczerze, że dosyć badziewnie to wygląda – liczyłem, że te eksplozje będą filmowane w niesamowity sposób, ale ta telewizyjna transmisja to takie badziewie, coś tam błysnęło, potem jest długo ciemno. Porażka estetyczna. Ale na przykład, jeżeli ktoś dobrze pamięta w "Terminatorze 2" tę słynną scenę przy płocie, gdzie Sarah Connor wbita palcami w ten płot i te dzieci płonące na placu zabaw – jedna z najmocniejszych moim zdaniem scen w kinie – to ona była bardzo mocno zainspirowana operacją Doorstep i tymi niesamowitymi zdjęciami. Na tych filmach jest coś, czego ja przez długi czas nie rozumiałem, dopiero ktoś mi potem wyjaśnił: stoi sobie samochód, i ten samochód nagle jakby z niego dym się unosił, ale nie tak, że się zapala, tylko jakiś taki magiczny pyłek.
Ola: Czy to lakier się spalił?
Piotr: Tak – najpierw przychodzi fala ciepła, tak potężna, że jeszcze nic się z tym samochodem nie dzieje, tylko po prostu lakier z niego odparowuje i unosi się w postaci takiego dymku. Dopiero po chwili przychodzi właściwa fala uderzeniowa, fala ciśnienia, która ten samochód rozwala, rzuca nim na boki, i nic z niego nie zostaje. Podobnie dzieje się z tymi budynkami – najpierw jest uderzenie podczerwieni, gdzie jeszcze się nawet nie pali, tylko zaczyna dymić, a dopiero potem łup i wszystko jest rozsypane w proch i pył. Te filmy z operacji Doorstep są absolutnie niesamowite.
Ola: To ja ci teraz ułatwię przejście do tematu kręcenia filmów – bo jakże kamery wytrzymały, skoro samochodom odparowywał lakier?
Piotr: Janusze teorii spiskowych, nie tylko znad Wisły, już dawno odkryli, że to wszystko jest bzdura, że nie było żadnych eksplozji jądrowych, żadnych testów, bo przecież niemożliwe, żeby to sfilmować. I rzeczywiście byłoby niemożliwe, gdyby nie to, że powstał specjalny wydział do spraw filmowania wszystkiego. To zupełnie niezwykła historia. Nazywało się to Lookout Mountain Laboratory, powstało w 1947 roku i aż do 1969 roku pracowało. Było to de facto studio filmowe w Hollywood, na Hollywood Hills, super ściśle tajne, mimo że pracowało w nim chyba ponad 250 osób. Jego celem było filmowanie i fotografowanie testów jądrowych. I stąd, jak w tej chwili wygooglacie czy zajrzycie na YouTube na jakiekolwiek filmy z testów jądrowych, są one niesamowicie dobrej jakości – jak na lata 50., początek lat 60. Oni mieli najlepszy sprzęt, najdroższy dostęp do wszystkiego.
Ola: Ale najcięższą bombę mieli Rosjanie.
Piotr: To ledwo sobie unieśli.
Ola: A jakby spuścili ją gdzieś w Europie, to by dotarło do ZSRR i jeszcze Moskwę by skaziło. Więc nie mogli jej właściwie użyć.
Piotr: Nie idźmy w tę stronę, to było żałosne. To studio filmowe specjalizowało się w najróżniejszych, przedziwnych zdjęciach. Mieli na przykład takie zestawy kamer, które wyglądają jak działa przeciwlotnicze – takie budy, szkielety na biało pomalowane, z których sterczą lufy, dosłownie tak to wygląda, a to są teleobiektywy, o ogniskowej idącej chyba w tysiące milimetrów. W środku takiej budy siedzi facet, który tym wszystkim steruje, w ciemnych okularach, żeby eksplozja go nie oślepiła.
To rzeczywiście było niezłe wyzwanie, bo takie zdjęcia z daleka były jeszcze w miarę bezpieczne – chociaż znacząca część pracowników Lookout Mountain Laboratory, tych, którzy bezpośrednio filmowali, umarła na nowotwory. Nie znalazłem tutaj żadnego oficjalnego badania, które by to potwierdzało – raczej wynika to z opowieści tych nielicznych, którzy jeszcze działali w tamtych czasach, że ich koledzy właśnie tak umierali.
Poza zdjęciami z dużej odległości były filmy robione z bliska – tak jak w projekcie, o którym mówiłem, z tymi domami i samochodami – trzeba było gdzieś postawić kamerę, i choć niszcząca siła rozwalała wszystko dookoła, kamera miała przetrwać. Budowano więc niewielkie podziemne bunkry z kopułkami, a zamiast zwykłego szkła dawano tam jakieś [? niepewne: platyniki], które ponoć lepiej radziły sobie z wysoką temperaturą, oraz system luster, który dawał efekt naświetlenia taśmy, ale jednocześnie chronił przed rozjechaniem taśmy przez promieniowanie. Główna szpula była schowana w potężnym ołowianym pancerzu, całość wkopana w ziemię, obłożona ogromną ilością ołowiu, tak że wystawała tylko kopułka. Stąd te filmy, na których wszystko jest rozwalane, a ta jedna rzecz – kamera – zostaje.
Kolejna niezwykła rzecz, i tu znowu odsyłam do opisu odcinka: to były zdjęcia nanosekundowe. Żeby zbadać, jak faktycznie przebiega eksplozja jądrowa, robiono zdjęcia, zanim jeszcze kula w ogóle urosła – wykonywano przynajmniej kilka zdjęć. Problem był podwójny: po pierwsze trzeba było zrobić te zdjęcia bardzo szybko, bo czas rozchodzenia się tej kuli to nanosekundy, po drugie trzeba było poradzić sobie z ogromnym błyskiem światła, w związku z czym migawka musiała być otwarta na bardzo krótki czas. Te zdjęcia są niesamowite, przestrzenne – struktury tych kul są zupełnie niesamowite, bo na przykład sterczą z nich w dół takie kolce, "rogi". Ludzie, którzy oglądają te zdjęcia, często pytają, dlaczego – i okazuje się, że to były liny, które podtrzymywały wieże, bo większość tych testów naziemnych była robiona właśnie na kilkudziesięciometrowych wieżach ze stalowymi odciągami, które je stabilizowały. Kula ognia szybciej rozprzestrzeniała się, idąc po tych stalowych linach, i te liny pierwsze się paliły – stąd na zdjęciach takie dziwne ogniste stojaki.
Często można znaleźć też coś bardzo charakterystycznego dla tych zdjęć: kilkanaście pionowych kresek obok rosnącej jeszcze nie grzyba, jeszcze kuli ognia – to z kolei były rakiety odpalane na kilka sekund przed eksplozją, z ładunkami smugowymi, które ciągnęły za sobą idealnie pionowe smugi dymu. Chodziło o to, żeby dzięki temu ocenić tempo i kształt rozchodzenia się fali uderzeniowej – to jest niesamowity pomysł, i bardzo charakterystyczny, bo na wielu zdjęciach, chociażby z tej eksplozji transmitowanej w telewizji, choć w telewizji nie było tego widać tak ładnie, widać te pionowe smugi, już leciutko wygięte.
To dość niesamowita opowieść, i praca tych ludzi z tego studia to rzecz niezwykła. Często filmowali z bardzo niewielkiej odległości – jest sporo filmów, na których widać, jak przewraca ich fala uderzeniowa, choć stali oczywiście w takiej odległości, żeby ich to wszystko nie zmiażdżyło, więc to jest raczej jak podmuch od niezbyt wielkiego wybuchu, ale widać, jak są przewracani. Jest też piękne zdjęcie pokazujące wyładunek na jednym z testów – chyba właśnie ten, o którym Ola mówiła, czyli na atolu Bikini, gdzie…
Ola: Tam sporo testów zostało przeprowadzonych.
Piotr: …cały potężny transportowy samolot, nie wiem jaki to model, jest załadowany sprzętem fotograficznym. Ten sprzęt jest na początku rozłożony obok samolotu, i całe pole – nie wiem, pół boiska piłkarskiego – zasłane jest obiektywami, kamerami, jakimiś niezidentyfikowanymi urządzeniami do kręcenia tego wszystkiego. To był niesamowity techniczny rozwój, i o czym się często nie pamięta – wiele z tych technologii, które później zastosowano w Hollywood już do celów komercyjnych, było testowanych właśnie przez to studio do spraw filmowania testów jądrowych.
Ola: To ja jeszcze tylko dodam, że materiały filmowe z eksplozji Car-bomby w 1961 roku również są niezłej jakości, bo Rosjanie razem z głównym samolotem przenoszącym bombę nad Nową Ziemię wysłali również drugi samolot naszpikowany urządzeniami fotografującymi i czujnikami pomiarowymi, i odtajnili to w 2020 roku. Film z tej eksplozji to jest bardzo ciekawa rzecz – szok i niedowierzanie. Ułożę to jeszcze w kolejności chronologicznej, bo tak się nam ta opowieść układa: rok 1947 – założenie studia, które filmowało testy jądrowe. Rok 1953 – operacja Doorstep, czyli sprawdzanie, jak wybuchy jądrowe oddziałują na struktury cywilne. Rok 1954 – Castle Bravo i ta nieszczęsna eksplozja w atolu Bikini, plus film "Godzilla". Rok 1961 – Car-bomba. A rok 1962 – test Sedan, za który obraził się Sudan.
Piotr: Nie zapominając o 2005 roku, w którym obraził się Sudan. Rozumiem, że właśnie przygotowałaś ten timeline w trakcie, gdy ja gadałem.
0:49:56 Ile było testów jądrowych na świecie i incydent Vela
Ola: Kiedy gadałeś, ja sobie jeszcze sprawdziłam, ile ogólnie było testów jądrowych na świecie – bo było ich ponad 2100, głównie przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Od 1993 roku między Stanami a Związkiem obowiązuje moratorium na testy, choć wiadomo, że te testy są gdzieś tam przeprowadzane przez różne kraje, mniej lub bardziej po cichu.
Piotr: Po cichu to nie bardzo się daje przeprowadzać, bo mamy taki system, że każdy z satelitów systemu GPS ma oddzielny moduł do wykrywania testów.
Ola: No to bardzo dobrze, bo właśnie do 1993 roku większość testów jądrowych stanowiły testy podziemne – ponad 1300, a 520 na pewno było przeprowadzonych na powierzchni, czyli testów atmosferycznych. Pozostaje jeszcze jakiś margines testów nieokreślonych, co do których nie znalazłam informacji. Było tego strasznie dużo, za dużo – w niektórych krajach, na niektórych atolach, w niektórych obszarach nadużywano tego, ludzie chorowali, cierpieli na choroby związane z napromieniowaniem, z tymi wszystkimi szkodliwymi opadami radioaktywnymi. Kazachstan, obszary arktyczne, atol Bikini – to są te miejsca, które zostały szczególnie mocno doświadczone. A niektóre kraje, jak na przykład Francja czy Wielka Brytania, robiły sobie testy na ludności cywilnej.
Piotr: I to jeszcze często Francja na niewłasnej ludności.
Ola: Naturalnie o tym nie wspomniałam – na żołnierzach też robiono testy, własnych.
Piotr: Na różne sposoby, to prawda. Ale jeszcze muszę koniecznie dodać, skoro już powiedziałaś o tych testach: incydent Vela z 1979 roku, 22 września. Na południe od Afryki, na Oceanie Indyjskim, na terytorium Wysp Księcia Edwarda, zanotowano dwa bardzo dziwne i bardzo silne rozbłyski światła, odnotowane przez satelity. Nazywa się to incydentem Vela, bo to amerykański satelita Vela – który miał system służący do wykrywania eksplozji nuklearnych – go wykrył. I do tej pory nie wiadomo, co to było, bo nikt się do tego nie przyznał. Nie był to z pewnością żaden meteor, nie było to niemal na pewno żadne naturalne zjawisko. W tej chwili najpowszechniejszą wersją jest to, że był to tajny test izraelsko-południowoafrykański. Izrael nigdy nie potwierdził, że ma broń jądrową, ale też nigdy nie powiedział, że jej nie ma – gra tę grę od lat, wszyscy wiedzą, że ma broń jądrową, oficjalnie się do tego nie przyznaje, ale nie mówi, że nie ma, czyli trzyma wszystkich w szachu. I prawie na pewno to, co tam wtedy wystąpiło, było właśnie zupełnie nielegalnym, nigdy niezgłoszonym, w pełni utajnionym eksperymentem – odpaleniem, prawdopodobnie wspólnie przez RPA i Izrael, jakiejś bomby, albo bomb, najprawdopodobniej testem tej broni nuklearnej, którą dysponuje Izrael. Takich zdarzeń, dziwnych, nie do końca wyjaśnionych, było trochę – podejrzewano o to Indie, Pakistan, Związek Radziecki, nawet Francję, ale prawie na pewno to jest właśnie Izrael z RPA, ręka w rękę.
0:54:05 Zakończenie
Ola: I to by było na tyle.
Piotr: Cytując klasyka.
Ola: Dziękujemy, że dotrwaliście z nami do końca, ci, którzy dzielnie są wciąż z nami. Zapraszamy was do wysłuchania naszych poprzednich podcastów – podcasty Crazy Nauki znajdziecie na wszystkich znanych szerokiej publiczności platformach podcastowych.
Piotr: Jak również u nas na stronie crazynauka.pl – też je znajdziecie. Jeżeli wam się te nasze opowieści podobają, to opowiedzcie o nich innym, to najprostszy sposób, żeby się rozeszły dalej. Ale mam jeszcze takie pytanie: gdyby was na przykład naszło, i chcielibyście więcej o testach jądrowych, a tych opowieści jest mnóstwo absolutnie niezwykłych – chociażby to, o czym nie powiem, czyli o pięciu panach stojących dokładnie w Ground Zero, w epicentrum, pod odpalaną bombą atomową, jest takie piękne zdjęcie, jak stoją i patrzą w górę, a nad nimi…
Ola: I to nie jest fotomontaż?
Piotr: Nie, to nie jest fotomontaż, ale jest też sporo fotomontaży z tym związanych, akurat nie z tym zdarzeniem – i żołnierze biegnący w stronę grzyba atomowego. To są opowieści absolutnie niezwykłe. Więc gdyby was naszło, i gdybyście chcieli, żebyśmy wygenerowali na ten temat jeszcze jeden odcinek…
Ola: To bardzo chętnie, bardzo chętnie.
Piotr: …to dajcie nam znać na podcasty@crazynauka.pl. Podcasty@crazynauka.pl mailem, to będziemy mieli motywację, żeby to zrobić. I to chyba naprawdę tym razem kończymy.
Ola: Dziękujemy, Ola Stanisławska.
Piotr: Piotrek Stanisławski, Crazy Nauka, dzięki, cześć.
Źródła
* https://www.britannica.com/story/what-is-known-and-not-known-about-the-tunguska-event
* https://www.atomicheritage.org/history/castle-bravo
* https://en.wikipedia.org/wiki/Rongelap_Atoll
* https://www.atomicheritage.org/history/gojira-1954
* https://www.youtube.com/watch?v=gZbL_uKBQzY
* https://www.youtube.com/watch?v=EeyEXkVAifM
* https://en.wikipedia.org/wiki/Sedan_Crater
* https://www.youtube.com/watch?v=YtCTzbh4mNQ
* http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/35641?t=Matka-diabla-sieje-zaglade
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Car-bomba
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Trynityt
* https://en.wikipedia.org/wiki/Trinitite#/media/File:Trinitite_backlight.jpg
* https://www.crazynauka.pl/obejrzyj-wybuch-atomowy-z-bliska-amerykanie-odtajnili-materialy-wideo/
* https://www.bloomberg.com/news/articles/2014-08-08/atomic-tests-were-a-tourist-draw-in-1950s-las-vegas
* https://nationalatomictestingmuseum.org/
* https://www.youtube.com/watch?v=BMTIU91vK8Q
* https://news.illinois.edu/view/6367/739553
* https://www.nytimes.com/2010/09/14/science/14atom.html
* https://www.lanl.gov/discover/publications/national-security-science/2015-july/_assets/doc/NSS-july-2015.pdf
* https://www.youtube.com/watch?v=7TTlmZLQtes
* https://publicdomainreview.org/collection/operation-doorstep-1953
* https://nsarchive.gwu.edu/briefing-book/nuclear-vault/2016-12-06/vela-incident-south-atlantic-mystery-flash-september-1979-raised-questions-about-nuclear-test
* https://en.wikipedia.org/wiki/Vela_incident
* https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_nuclear_weapons_tests
* https://en.wikipedia.org/wiki/Nuclear_weapons_testing

