Podcast Crazy Nauka · odc. 80

Nauka na czasie: Skąd upały we wrześniu i czy astronauci wrócą wreszcie z orbity

03-09-2024 · 46 min · Nauka na czasie, Klimat i środowisko, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Mówimy o upałach i pyłach przywiewanych znad Rosji oraz o spektakularnej wpadce wielkiej firmy, która sprawiła, że dwoje astronautów nie może wrócić na Ziemię.

To odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli lżejsza wersja naszego podcastu, w której omawiamy dwa wybrane naukowe doniesienia. Cykl ten publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego we wrześniu wciąż mamy upały?

Piotr: I czemu para astronautów utknęła na orbicie? I kto tu się ośmieszył?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś opowiemy wam o upałach i pyłach, które są do nas przywiewane znad Rosji.

Piotr: No i o spektakularnej, grubej i nieco rozpaczliwej wpadce wielkiej firmy, która sprawiła, że dwoje astronautów wciąż nie może wrócić na Ziemię.

Ola: Przypominamy tylko, że jest to odcinek z cyklu Nauka na czasie, czyli właściwie lżejsza wersja naszego podcastu, choć to różnie bywa, jak wiecie, z nami. W tej wersji podcastu omawiamy dwa wybrane naukowe doniesienia, a cykl publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi odcinkami.

Piotr: Wiemy, że się ucieszyliście, że wracają katastrofy, więc za tydzień będą katastrofy. Już nawet wymyśliliśmy jakie, ale nie powiemy, bo jeszcze ktoś nas ubiegnie.

Ola: On ci odpowiedział, nie powiedział.

Piotr: Dzięki, dzięki. Bardzo chcieliśmy podziękować tym wszystkim, którzy nas wspierają dobrym słowem i komentarzami na Spotify, bo coraz bardziej się to rozkręca. Wiem, że gadam to za każdym razem, ale naprawdę to działa. I tu ważna uwaga, bo jedna osoba zwróciła uwagę, że szukała i nie było tego na Spotify. Owszem, jest na Spotify, ale w wersji mobilnej, czyli na telefonie. W aplikacji Spotify na komputerze, bo tak część osób słucha, albo na telewizorze, nie ma tych komentarzy, a na telefonie są, więc jeżeli ktoś chce pokomentować, to telefon.

Ola: Bardzo mocno dziękujemy tym spośród was, którzy dorzucają się do naszych działań poprzez BuyCoffee i poprzez Patronite. Bardzo, bardzo wam za to dziękujemy.

Piotr: Tak jest. Chcieliśmy jeszcze tylko przypomnieć, nie wiem, czy wiecie, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

Piotr: A właśnie, no to lecimy.

0:02:12 Dlaczego we wrześniu wciąż mamy upały

Ola: Dlaczego we wrześniu wciąż mamy upały? To pytanie męczy mnie od jakiegoś czasu, więc postanowiłam zajrzeć do literatury, co na ten temat mówią serwisy analizujące dane pogodowe i klimatyczne. Spójrzmy najpierw z lotu ptaka na to, co się dzieje z tegorocznym latem. Od wczoraj czy przedwczoraj mamy meteorologiczną jesień – to pojęcie, które może nie jest wszystkim dobrze znane. Jesień kalendarzowa nastąpi dopiero koło 21 września.

Piotr: To trochę jak ze zmierzchami i świtami, one też mają wiele odmian. Nigdy nie pamiętam, który jest który, ale wiem, że jest zmierzch cywilny, bardzo go lubię. Nie ma zmierzchu wojskowego.

Ola: A zmierzch kościelny?

Piotr: Nie, jest zmierzch żeglarski i astronomiczny, podobnie świty mają różne odmiany. Zmierzchu kościelnego chyba nie ma, chociaż może w…

Ola: A jest jesień cywilna?

Piotr: Tak, i jesień wojskowa, no dobra.

Ola: Wracamy do lata, które w tym roku jest wyjątkowo gorące i obecnie bardzo suche. Opieram się tu na komunikacie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, który podaje, że w sierpniu tego roku średnia temperatura wyniosła w Polsce 20,3 stopnia Celsjusza, o 1,8 stopnia wyższa od średniej wieloletniej dla tego miesiąca. To był cieplejszy sierpień, choć nie najcieplejszy w historii, ale zapewne plasujący się w pierwszej piątce najgorętszych sierpni. Dla porównania, rok temu ta anomalia, czyli odchylenie względem normy, wyniosła 1,1 stopnia. Kolejne doniesienie IMGW to mapa pokazująca liczbę dni upalnych w Polsce do 26 sierpnia, to jedyne dane, jakimi na razie dysponujemy. Do tego dnia najwięcej dni upalnych, czyli powyżej 30 stopni Celsjusza, było w Rzeszowie.

Piotr: Ile?

Ola: 23.

Piotr: O mój Boże, to jest kosmos.

Ola: W Warszawie było ich 20. Dodajmy, że było też sporo dni, w których temperatura niemal osiągnęła 30 stopni, ale tylko się o nie otarła, na przykład w Warszawie 29,9 stopnia, co już nie liczy się do dni upalnych, ale wiemy, jak to wygląda w praktyce. Było też sporo nocy tropikalnych.

Piotr: Czyli pięknie.

Ola: Piękne to nie jest, bo nocą temperatura spada wtedy minimum do 20 stopni, co jest nieznośne, bo nie jesteśmy w stanie schłodzić domów i mieszkań w nocy.

Piotr: Miasta nie stygną i to jest problem, serio. Ludzie źle śpią, to też jest istotne, przepraszam, że ci wpadnę w słowo, ostatnio widziałem dane, że to się przekłada na duże różnice w jakości snu. Naprawdę duża różnica, czy śpimy na przykład w 18 stopniach, czy w dwudziestu paru, zwłaszcza latem.

Ola: Również po 26 sierpnia, do którego sięgają te nasze dane, upały trwały dalej, więc w wielu miejscach w Polsce liczba upalnych dni mogła się do dzisiaj zwiększyć nawet o 5 czy 6. Nagrywamy 3 września i ta temperatura jest tu naprawdę abstrakcyjna, podobnie jak noce tropikalne pod koniec sierpnia i na początku września. Szczerze mówiąc, nie jestem przyzwyczajona do takich temperatur, lipiec, początek sierpnia, to wtedy upały są w miarę normalne, czerwiec też. Coraz większa liczba dni upalnych to nie jest przypadek, bo to jeden z wyraźniejszych sygnałów ocieplania się klimatu. Zwłaszcza w miastach jest to upiorne, bo dochodzi do tego jeszcze efekt miejskiej wyspy ciepła, który to wzmaga. Wiele miast pod względem liczby dni upalnych osiągnęło w tym roku rekordowe wyniki w porównaniu do tego, czym dysponujemy od początku historii pomiarów. To nie brzmi za dobrze. Przypomnę jeszcze, że jeszcze 20-30 lat temu dni upalne, czyli powyżej 30 stopni, zdarzały się kilka razy do roku, czasem bywały fale upałów, ale obecnie jest to norma. Jeśli wspomnicie kilka ostatnich sezonów letnich, fale upałów są właściwie czymś absolutnie zwyczajnym.

Piotr: Warto dodać, że wciąż się mówi, i to nie jest do końca nieprawda, ale coraz mniej prawda, że sierpniowe noce są już chłodne. Oczywiście to zależy, rozmawiałem z moimi rodzicami kilka dni temu, serdecznie ich pozdrawiam, są teraz na Kaszubach i mówią, że tam w nocy temperatura spada u nich do 12 stopni, ale oni są z dala od miast i to się różni geograficznie. Mówię o tym, żeby było jasne, że to nie jest tak, że my tu pod Warszawą jesteśmy warszawocentryczni, to zależy, zmienia się, zależy od przechodzących frontów. Więc to nie jest tak, że wszędzie cały czas jest wysoka temperatura, ale statystycznie ten sierpień jest dużo cieplejszy i jest dużo mniej normalnie chłodnych sierpniowych nocy.

Ola: Dodam jeszcze dla porządku, że to nie jest jak dotąd najgorętszy rok w polskiej historii, bo mamy wyniki z 2015 roku, które były zdecydowanie wyższe. Natomiast, jak sugerują różni meteorolodzy, ten wrzesień może zdecydowanie zmniejszyć dystans do tego najgorętszego 2015 roku. Wrócę jeszcze do tego, co nas czeka, czeka nas znów upalny początek września, to prognoza średnioterminowa Europejskiego Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody. Pierwsza dekada września, czyli do 10 września, ma być gorąca, ma mało padać i ma być bardzo dużo słońca. To są znacznie cieplejsze i bardziej suche warunki w porównaniu do średniej z lat 1991-2020. Czyli mamy kolejny sygnał, że idzie ku gorącemu. Do tego wszystkiego, co jest konsekwencją tych upałów, dochodzi narastająca susza meteorologiczna i hydrologiczna, skutek upałów i braku opadów. Rośnie też zagrożenie pożarowe lasów, a IMGW podało wczoraj, że w prawie 70% stacji hydrologicznych w Polsce stan wody był niski. Dotyczy to całego kraju, bo brakuje deszczu, a w prognozach na kolejny tydzień też widać go bardzo mało albo w ogóle.

Piotr: Pytanie, co realnie się dzieje, że tak się dzieje, z jednej strony to, co mówisz, zahacza już o kwestie klimatyczne, bo nieprzypadkowo rozpatrujemy tu 30-letni odcinek, bo w takich odcinkach właśnie określa się klimat, z 30 lat bierze się średnią. Natomiast co sprawia, że teraz jest tak, jak jest?

Ola: Że pogoda jest taka, jak jest.

Piotr: I dlaczego jest teraz, poczekaj. O, spadło 31,7.

0:10:45 Skąd się biorą te upały i pyły znad Rosji

Ola: No, brawo, idzie ku chłodowi. Jeśli chodzi o przyczyny tego, jaka jest obecnie pogoda i jaka była w zeszłym tygodniu, one się różnią. To była dość ciekawa sytuacja. Zacznę od ubiegłego tygodnia, mieliśmy upały, które trwały kilka dni, bo nad Polską zalegało gorące powietrze zwrotnikowe morskie. Dawało nam upały, ale dawało też poczucie wilgotności, było duszno, niekiedy przechodziły burze.

Piotr: Teraz jest sucho, mamy wilgotność według wskazań 39 na zewnątrz.

Ola: Rzeczywiście, jest teraz straszliwie sucho, ale jesteśmy pod wpływem zupełnie innych mas powietrza, do których zaraz przejdę. Ubiegły tydzień, powietrze wilgotne, zwrotnikowe, morskie. Pod koniec ubiegłego tygodnia, to było koło soboty, te ciepłe, wilgotne masy powietrza zostały wyparte przez masy chłodniejsze o blisko 5 stopni, powietrze polarne, morskie. Przeszedł wtedy nad Polską front atmosferyczny, który gdzieniegdzie przyniósł burze i deszcze, ale kiedy znalazł się nad naszym suchym krajem, który nie pada od dłuższego czasu, nie miał się czym zasilać i, mówiąc delikatnie, zesechł, rozpadł się, stracił aktywność. Po weekendzie, czyli w poniedziałek, nastąpiło nad naszą częścią Europy przetasowanie, rozbudował się wyż nad Półwyspem Skandynawskim i połączył się z wyżem znad Rosji. Te dwa wyże przyniosły nam powtórkę upałów, ale to są zupełnie inne upały, już zupełnie inny strażak, odsyłamy do anegdoty o Gustawie Holoubku opowiadającym o Kalinie Jędrusik i strażaku, bardzo to jest wdzięczne. Wracając do wyżu, powietrze w jego obrębie na półkuli północnej krąży zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, więc jeśli pokręcicie palcem po mapie Europy, zahaczając o Rosję, zobaczycie, że w ten sposób zaciąga się powietrze znad Rosji. Jest ono bardzo ciepłe, suche, powietrze zwrotnikowe, kontynentalne. Mamy więc od poniedziałku temperatury w okolicach 30 stopni Celsjusza, niebo bezchmurne, ale zasnute pyłami, bo to powietrze niesie pyły znad kontynentu eurazjatyckiego. Brak opadów i silne zapylenie są bardzo charakterystyczne dla tego wyżu znad Rosji. Możemy teraz doświadczać bardziej spektakularnych wschodów i zachodów słońca, bo przez to zapylenie pojawia się więcej czerwieni i pomarańczu. To powietrze znad Rosji będzie do nas zaciągane aż do najbliższego czwartku, a wtedy nastąpi podobna zmiana jak podczas ostatniego weekendu, przyjdzie do nas chłodny front atmosferyczny, wejdzie nad nasz kraj i nad wysuszoną połacią naszych ziem zacznie szybko zanikać, słabnąć. Za tym wyżem rozbuduje się kolejny wyż, ale to będzie zupełnie inny wyż niż ten, którego teraz doświadczamy, wyż znad Atlantyku, który przyniesie nieco chłodniejsze powietrze i znowu bezchmurne niebo, będzie trochę bardziej świeżo, bo zostaną przewiane pyły znad Rosji. Można powiedzieć, że mamy taką huśtawkę, z chwilami, w których można odetchnąć z ulgą, wtedy da się spokojnie przewietrzyć domy i mieszkania, żeby zdołały się leciutko wychłodzić. Dzięki temu jako tako funkcjonujemy u nas w domku pod Warszawą bez klimatyzacji.

0:15:58 Jak świadomie korzystać z prognoz pogody

Piotr: Póki co zobaczymy. Chciałem tylko powiedzieć, że jeżeli dla kogoś to, co Ola opowiadała, jest niejasne w kwestii, gdzie tu wyż, gdzie niż, gdzie górka, gdzie dołek, to polecam, bo w podcastach słabo się pokazuje obrazki, zajrzenie na serwis Windy.com, który jest znakomity. Po prawej stronie jest menu, można wybrać na przykład warstwę pokazującą ciśnienie albo kierunek wiatru i tak dalej. To bardzo dobrze pokazuje, a do tego można to przesuwać w czasie, czyli zobaczyć, jak jest teraz, a jak jest prognozowane na przykład na środę, czwartek, piątek. Dobrze pokazuje to, o czym Ola mówi, bo widać, co się dzieje i w którą stronę.

Ola: Czyli te wiry wyżej i niżej, które są de facto wirami mas powietrza rozciągającymi się na ogromnych obszarach.

Piotr: Tak, to się wbrew pozorom wszystko całkiem dobrze spina, tylko dobrze jest też sobie spojrzeć i zweryfikować, jak to wszystko wygląda. Jeśli chodzi o pogodę, dzieją się rzeczy ciekawe, śledźcie to, ja od paru lat zacząłem grzebać w takich serwisach jak Windy, mimo że absolutnie nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, robię to zupełnie po amatorsku. Fajnie się to obserwuje, fajnie jest zrozumieć, co się dzieje, na przykład porównać zjawiska zachodzące na wysokości 10-11 km. Często mówiliśmy o prądzie strumieniowym i o tym, jak on wpływa na to, co się dzieje niżej, a czasem spojrzeć jeszcze wyżej, na te 30 km. Pamiętasz, mieliśmy chyba odcinek o tym, nie szukaj teraz, w którym to było.

Ola: Nie będę teraz tego szukać, bo nawet nie kojarzę dokładnie.

Piotr: Chodzi mi o to, że warto sobie śledzić to, bo najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jeśli chodzi o pogodę…

Ola: Szkoda, że państwo tego nie widzą.

Piotr: …już chyba nie jest to takie popularne, ale kiedyś pamiętam, było tak, że ludzie mówili: a bo wczoraj mówili w pogodzie, że coś tam. Czyli ktoś o godzinie mniej więcej 19-20 w telewizji pokazywał mapkę, na której było raptem pięć czy sześć punktów, i coś tam przewidywał. Zabawa polegała na tym, że ta prognoza tak naprawdę była prognozą sprzed dobrych sześciu godzin, zanim ją pokazali, bo przecież musieli ją pobrać, zrobić mapki i tak dalej. Teraz to oczywiście wszystko przyspieszyło, ale wciąż patrzenie na starą prognozę pogody względem tego, co jest obecnie, jest bez sensu. Skoro mamy te wszelakie aplikacje, dobrze z nich korzystać. I znów, o czym już mówiliśmy, ale jeszcze powiem: warto pamiętać, że pogoda pokazywana standardowo we wszystkich smartfonach to bardzo zła prognoza dla nas, bo to prognoza amerykańska, robiona przez NOAA, czyli National Oceanic and Whatever Agency.

Ola: Amerykańską Agencję do spraw Oceanów i Atmosfery.

Piotr: Coś takiego. Oni mają świetną prognozę, ale głównie dla Stanów Zjednoczonych, upraszczam teraz, ale generalnie to jest prognoza, która nie bardzo sprawdza się w naszym obszarze. My mamy znacznie lepsze prognozy, te europejskie, średnioterminowe modele, jest ich sporo. Wspomniany Windy, to nie jest reklama, po prostu dużo z niego korzystamy, i to jest oczywiście dobre. Warto wybierać sobie te modele pogodowe i porównywać, jak wyglądają, te europejskie naprawdę znacznie lepiej sprawdzają się akurat dla Polski. Ten najlepszy model jest płatny, więc też część aplikacji jest płatnych, ale akurat w Windy można z tego skorzystać przynajmniej w ograniczonym zakresie za darmo. Podsumowując, chodzi mi o to, żebyście korzystali z prognoz pogody świadomie, nie na zasadzie, że coś się wyświetliło, to tak będzie, tylko sięgnijcie czasem trochę głębiej. Jeżeli nawet nie ze zwykłej ciekawości świata, którą zawsze polecamy, to po to, żeby następnego dnia nie zmoknąć ku wielkiemu zaskoczeniu.

Ola: Warto zrozumieć te wielkie procesy, które się rozgrywają ponad naszymi głowami, bo to wyjaśnia, dlaczego jest, jak jest, i dlaczego na przykład w tej chwili mamy kilka dni upału i dwa dni przerwy, a nie na przykład dwa tygodnie ciągłego upału, i nie trąbią w mediach o blokadzie wyżowej, bo to się też zdarzało wcześniej, że były blokady wyżowe, my zawsze staraliśmy się wtedy wyjaśnić, co to jest. W każdym razie warto wiedzieć, co się dzieje, i warto śledzić bieżące prognozy.

0:20:54 Dwoje astronautów uwięzionych na orbicie

Piotr: Przeskakujemy teraz trochę wyżej, na jakieś 400 km. Na tych 400 km siedzi sobie po prostu jak kura na grzędzie dwoje astronautów. Siedzi sobie i nie wie, kiedy wróci na Ziemię.

Ola: To jest trochę słaba sytuacja, bo jak pomyślę o najbardziej samotnych ludziach… No ale dobrze, powiedzmy, że siedzisz sobie gdzieś 400 km nad Ziemią i nie wiadomo, czy wrócisz na Ziemię i kiedy.

Piotr: Wyobraź sobie, że jedziesz na przykład na tygodniowy wyjazd służbowy, po przyjeździe na miejsce dowiadujesz się, że ups, może wrócisz za dwa miesiące, a może nie, tu bez spoilerów, zaraz do tego przejdę. Sytuacja jest generalnie niezręczna.

Ola: To mi się sytuacje covidowe przypominają.

Piotr: Trochę tak, tylko tu masz fizyczną niemożność powrotu, chociażbyś się bardzo starał.

Ola: No dobra, dawaj.

Piotr: To historia, która się kręci wokół firmy Boeing, firmy, którą wszyscy dobrze znają z samolotów, ale która ma też bardzo duże doświadczenie kosmiczne. Zaraz powiem, co jej nie wyszło. Chodzi o statek kosmiczny Starliner. To tym większa wpadka, że Starliner bezpośrednio konkuruje, a właściwie powinien konkurować, ze słynnymi Dragonami firmy SpaceX. Dragony odnoszą serię spektakularnych sukcesów, a Starliner też tam jest, więc zaraz powiemy, co i jak. W zeszłym tygodniu nastąpiło, można powiedzieć, ostateczne upokorzenie, zwieńczone jeszcze na dodatek…

Ola: Komedią? Ostateczną zniewagą?

Piotr: Tak, ostateczne upokorzenie zwieńczone lekkim ośmieszeniem. I teraz, uwaga, powinien być dźwięk, może znajdę taki rewind, dobra, zobaczymy, może w tym miejscu będzie rewind. Bo cofamy się do… tutaj pozdrawiamy podcast amerykański, który i tak nas pewnie nie słucha, ale co tam, może ktoś go słucha, pozdrawiamy podcast amerykański, bo pojawia się w nim Richard Nixon, jeden z głównych bohaterów, a właściwie antybohaterów tego podcastu. Zaczyna się to wszystko za czasów promów kosmicznych, projekt promów kosmicznych został ogłoszony za prezydentury Nixona, 5 stycznia 1972 roku. Mówię o tym, żeby pokazać, jak bardzo to jest odległa perspektywa, mnie wtedy jeszcze nie było na świecie. Wizja była wspaniała, bo promy miały latać, wiecie, jak PKS-y, albo lepiej jak autobusy liniowe, tam i z powrotem.

Ola: Może raczej samoloty, linie lotnicze.

Piotr: Nie, właśnie nie, bo samolot to jest jednak coś, co jest przeżyciem, nawet te tanie linie, musisz tam jechać, sprawdzają ci, czy nie przewozisz płynów w nieodpowiednich miejscach. Promy miały latać praktycznie jak autobusy, standardowe loty na orbitę tam i z powrotem, nie że każdy z ulicy, ale to miał być niemalże automat, bardzo podobny do Greyhoundów, powiedzmy, tej słynnej amerykańskiej linii autobusowej. Tak miało być, natomiast okazało się, że promy zrobiły się bardzo drogie, bardzo zawodne i bardzo niebezpieczne, o czym wszyscy wiemy. Pierwszy lot to był lot Columbii, odbył się w 1981 roku, drugi był Challenger, znamienne, bo oba te promy się rozwaliły. Żeby nie było, statystycznie 1,48% wszystkich lotów zakończyło się katastrofą, bo były dwie katastrofy na jakieś 130 kilka lotów. Zginęło 14 osób, bardzo dużo. Nie chciało mi się nawet policzyć, ile byłoby katastrof lotniczych, gdyby samoloty miały podobną zawodność, myślę, że po prostu codziennie byłoby kilka katastrof. W każdym razie już w latach 90. wiadomo było, że z promami jest bardzo nie tak, a ostatni lot wahadłowca odbył się w 2011 roku.

Ola: Pamiętam, z jakim żalem żegnaliśmy wahadłowce, które miały ostatnie przeloty do muzeum.

Piotr: Tak, było to spektakularne, piękny kawałek historii, można było o tym długo gadać.

Ola: Jak człowiek spojrzał na prom kosmiczny w porównaniu do samolotów, choćby liniowych zwyczajnych, bo to było pokazywane przy przelocie, to chyba nie Columbia, nie Challenger, ale któryś z późniejszych promów, Endeavour, był przewożony, widać było, jakie to niewielkie, archaiczne w konstrukcji i kształcie urządzenie, i jak bardzo ten prom był doświadczony życiem, w porównaniu z tymi odpicowanymi maszynami, które stały czy leciały obok. Ten prom to był taki biedny kuzyn.

Piotr: Wiele elementów się na to składało. Po pierwsze, promy były konstrukcją z lat 70., i choć oczywiście były aktualizowane, wymieniane całe kokpity i tak dalej, to sama koncepcja pochodziła z lat 70. i tego się nie dało ukryć. Po drugie, chodziło o osłonę, to była powłoka z paneli, ceramicznych, krytych odpowiednią warstwą, było ich dużo, były delikatne i nietrwałe. To właśnie kawałek pianki odpadł z osłony głównego zbiornika paliwa Columbii, trafił w poszycie, w spód, i zrobił w nim dziurę, to długa historia, pewnie wszyscy ją znają, jak nie, to może kiedyś trzeba będzie opowiedzieć. Wracając do tematu, w 2009 roku NASA, wiedząc, że promy zaraz przestaną latać, ogłosiła coś, co nazywało się Commercial Crew Program, który potem miał różne edycje. Generalnie chodziło o zastąpienie rosyjskich sojuzów, to jeszcze był czas, kiedy świat w miarę dobrze żył z Rosją, i o to, żeby można było dostarczać ludzi i zaopatrzenie na Międzynarodową Stację Kosmiczną. NASA nie chciała się tym zajmować osobiście, bo miała wielkie plany, które też potem trochę padły, lot na Marsa i tak dalej, ale to już za chwilę.

Ola: Natomiast sojuzy to konstrukcja z lat 60.

Piotr: Też aktualizowana.

Ola: Ale były w zasadzie niezawodne.

Piotr: Zdarzało im się, ale jak na liczbę lotów, to był naprawdę bardzo dobry wynik.

Ola: Co więcej, Amerykanie mieli naprawdę dużo szczęścia, że akurat byli w dobrych relacjach z Moskwą.

Piotr: Te dobre relacje były poparte dużymi kwotami.

Ola: Powiedziałabym, wykładniczo. W obecnych czasach już by tak dobrze nie było, zwłaszcza odkąd Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

Piotr: To już w ogóle całość padła, mamy o tym odcinek. W kolejnych etapach tego programu wyłoniono najpierw cztery firmy, Boeing, Blue Origin, Sierra Nevada i SpaceX. W 2014 roku stałe kontrakty podpisano już z Boeingiem i SpaceXem, wybrano te firmy, żeby realizowały loty, i to miały być regularne loty, na przemian, tak żeby zapewnić ciągłe dostawy do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Miały ze sobą konkurować, ale w dobrze ułożonych zasadach, i to wszystko miało ruszyć w 2017 roku.

Ola: Tymczasem…

Piotr: Za chwilę. Ten kontrakt wymagał czterech udanych etapów demonstracji działania tych statków, miało być przerwanie lotu, test orbitalny bezzałogowy, przerwanie startu i test orbitalny z załogą. Te przerwania są ważne, bo chodziło o bezpieczeństwo, o to, żeby załoga była bezpieczna i żeby można było lot przerwać. Ale wiadomo, że najbardziej spektakularne były testy orbitalne, bezzałogowy i z załogą. Efekt na dziś jest taki, że od 2020 roku SpaceX i jego Dragony obsługują wszystkie misje.

Ola: Ale nie od 2017 roku.

Piotr: Nie, to i tak nie jest tak źle, trzy lata poślizgu. Boeing natomiast jest tam, gdzie jest. Od 2016 roku, kiedy był ostatni moment, że mówili, że jest OK, zaczęło się opóźnianie kolejnych etapów i kolejnych lotów.

Ola: Chodzi o Starlinery Boeinga.

Piotr: Dokładnie, Starlinery Boeinga. Przeprowadzono bardzo sporo analiz, oni swoje wewnętrzne też przeprowadzali, generalnie problemy techniczne, bardzo poważne problemy z zarządzaniem i równolegle gigantyczne problemy z budżetem, o czym jeszcze za chwilę powiem. W każdym razie test lotu orbitalnego odbył się wreszcie w 2019 roku i, niespodzianka, nie udał się. Kapsuła w ogóle nie dotarła do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, trafiła na złą orbitę. Jak to przeanalizowano, okazało się, że błędy oprogramowania doprowadziły do tego, że zegar w kapsule spóźniał się o 11 godzin.

Ola: To w warunkach kosmicznych, a nawet ziemskich, stanowiłoby jakąś różnicę.

Piotr: Gdyby spóźniało się 11 sekund, to już byłoby istotnym problemem, a 11 godzin, spoko. Źle odczytał z rakiety czas przed startem, więc źle odpalił silniki, spalił paliwo, nie wszedł na orbitę, więc sprowadzili go na Ziemię po dwóch dniach. Zrobili lądowanie. Co się okazało w ostatniej chwili? Kolejne błędy oprogramowania mogły doprowadzić do tego, że moduł serwisowy i moduł załogowy przy schodzeniu by się ze sobą zderzyły.

Ola: Dlaczego tego nie zrobiły?

Piotr: Udało się tego uniknąć psim swędem, szansa, że tak się stanie, była ogromna. To zresztą jest trochę zabawne, że tak naprawdę Boeinga NASA nie pilnowała, bo pilnowała SpaceXa, bardzo, bo im nie ufali, bali się ich, bo ich tryb działania był, że tak powiem, nienasowy, chaotyczny, a Boeing wydawał się być bezpieczny, tradycyjny. Większość sił, jeśli chodzi o kontrolę, przerzucili na SpaceXa i taki właśnie fakap nastąpił. To jest w ogóle super ciekawe, polecam tekst, jak wszystkie źródła jest w opisie odcinka, z Ars Technica, analizujący, co się tam działo w tym Boeingu. W skrócie chodzi o to, że Boeing wydawał się być znakomity, był nawet taki moment, że miał nadzieję przejąć całość budżetu tego programu i wysiudać stamtąd SpaceXa. Rzeczywiście w pierwszym rzucie przejęli dwie trzecie budżetu i byli bardzo zawiedzeni, że nie przejęli całości, bo przecież to oczywiste, że Boeingowi się uda, bo Boeing ma bardzo długą tradycję. Rzeczywiście uczestniczyli w misjach NASA od niepamiętnych czasów i mieli gigantyczne doświadczenie. Właśnie o to chodzi, że zmieniły się zasady gry. Kiedyś latało się w kosmos dosłownie za wszelką cenę, ile trzeba zapłacić, tyle płacono, ma polecieć i już, bo to była konkurencja z Rosją, ze Związkiem Radzieckim, polityka i takie sprawy.

Ola: Zimna wojna.

Piotr: Serdecznie polecamy tutaj nasz ulubiony serial "For All Mankind" a propos lotów kosmicznych.

Ola: Ostatnio widzieliśmy się z aktorem, który odgrywa jedną z ważniejszych ról w tym serialu, to Piotr Adamczyk. Piotra Adamczyka serdecznie pozdrawiamy, wczoraj spotkaliśmy go w Dzień Dobry TVN i naprawdę podziwiamy jego rolę, grał Rosjanina, przedstawiciela Roskosmosu.

Piotr: Wracając do tematu, kiedyś, w dawnych dobrych czasach, było tak, że jak Boeing miał coś zrobić, to miało to kosztować tyle, ile miało kosztować, wszystko jedno. Innymi słowy, jak przekraczali budżet, mówili "chłopaki, dajcie te pieniądze", i NASA dawało pieniądze, a Boeing sobie od tego odhaczał swoją prowizję i generalnie żyli długo i szczęśliwie. Natomiast katastrofą dla Boeinga była stała cena, powiedziano im, że mają X dolarów na zrealizowanie programu i muszą się w tym wyrobić.

Ola: Niemożliwe, że nagle wprowadzają takie warunki rynkowe.

Piotr: Zrobili im wręcz okrutną rzecz, ten program miał finansowanie podzielone na etapy: jak pokażecie nam działające coś, dostajecie kolejną transzę. Kompletne zaskoczenie, przerażająca sytuacja. Boeing rozjechał się organizacyjnie, dopiero się zorientowali, jak to ma działać, jak zwykle w dużych firmach, bezwładność była ogromna. Generalnie przydzielili sobie zbyt małe pieniądze, które nie pozwalały zrealizować programu w takim trybie, w jakim powinien być zrealizowany. Przecież nie może być tak, że nie dostaną wystarczająco pieniędzy i może zarząd nie dostanie tyle premii, ile się należy. Historia jest dość rozpaczliwa, jeszcze raz odsyłam do tekstu Ars Technica, tam jest to fajnie rozebrane. Przeskoczmy teraz tę serię porażek i spójrzmy na to, co się dzieje w tej chwili. Wreszcie, po długich bojach, udało im się dojść do momentu, w którym pierwsza załogowa misja Starlinera poleciała na orbitę. Szczęśliwie… no, niezbyt.

Ola: Ale dolecieli ci astronauci na orbitę, skoro się na niej znaleźli.

0:36:46 Start Starlinera i awaria silników manewrowych

Piotr: Świńskim swędem niemalże. To jest para doświadczonych astronautów, bardzo doświadczonych, teraz już też. Start był przekładany, jeszcze nie chcę skłamać, ale chyba od 2021 roku, nawet kilka razy. Wreszcie polecieli, wystartowali 5 czerwca. Start był bardzo udany. Mieli polecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną i po ośmiu dniach wrócić na Ziemię. Wystartowali, a potem zaczęła się zabawa, bo na orbicie pojawiły się problemy z silnikami manewrowymi, jest ich 28, to są silniczki odpowiadające za pozycję statku, nie za napęd, tylko za jego pozycję w przestrzeni. Mówiliśmy o tym chyba dwa tygodnie temu.

Ola: Tak, raczej.

Piotr: W każdym razie z tych silniczków wyciekał hel.

Ola: W ubiegłym tygodniu, w pytaniach i odpowiedziach, mówiliśmy, jak działają silniki odrzutowe w przestrzeni kosmicznej.

Piotr: Tak, odsyłamy, bo to wcale nie jest takie oczywiste. To, co się działo, to wyciekał hel z układu tych silników, hel jest potrzebny do utrzymania ciśnienia w całym układzie napędowym. Na orbicie 5 z 28 silników przestało działać.

Ola: To dość duży odsetek.

Piotr: Istotny dla stabilności całości. Jakimś cudem, nie wiadomo dlaczego, udało się je uruchomić i kapsuła zadokowała do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Już nie chcę wchodzić w nadmiar szczegółów, ale sam fakt, że udało się je uruchomić, jest dziwny i mylący, i to narobiło problemów w rozpoznaniu całej sytuacji. W każdym razie zostali tam. Przez dwa miesiące próbowano wymyślić, co w ogóle można z tym zrobić i co się właściwie stało, jest kilka hipotez. Podejrzewano rozszczelnienie teflonowych uszczelek, ale gdyby się rozszczelniły i przez to wyciekał hel, to raczej nie udałoby się tych silniczków uruchomić ponownie. Inna hipoteza mówi, że paliwo nie było należycie spalane i jego resztki odkładały się w układzie napędowym, blokując go, a później się wykruszyły, gdy silniczki odpoczęły. Do tej pory nie wiadomo, co się stało. Astronauci mieli wrócić po tygodniu, zostali na razie na dwa miesiące. Ale to nie koniec, ich delegacja, która miała trwać tydzień, a trwa już dwa miesiące, okazuje się, że będzie trwała nie mniej niż osiem miesięcy.

Ola: A ty wzięłaś na orbitę trzy pary majtek.

Piotr: Dokładnie, trzy pary majtek i skarpetki, teraz pierzesz je dzielnie, po prostu codziennie. Porażka kompletna.

Ola: Nie śmiejmy się, bo to naprawdę jest straszne. Wyobraź sobie, że byli przygotowani na tygodniowy pobyt. Wiem, że są doświadczonymi astronautami.

Piotr: Są też bardzo odważnymi astronautami, skoro odważyli się na to polecieć. Stacja jest zresztą na to przygotowana i takie sytuacje się już zdarzały, choć nie tak grube fakapy jak ten. We wrześniu 2022 roku Frank Rubio poleciał Sojuzem, ten Sojuz się zepsuł i Frank Rubio utknął tam na ponad rok, jednocześnie bijąc dzięki temu, a właściwie przez to, rekord długości pobytu Amerykanina na orbicie. Wracając tutaj, co się okazuje? Dosłownie kilka dni temu NASA zdecydowała, że wrócą najwcześniej w lutym, Dragonem SpaceXa. To już nawet nie jest policzek dla Boeinga, to jest przyłożenie wiosłem. Gigantycznym wiosłem. W każdym razie nie wcześniej niż w lutym, bo to wymaga przeorganizowania mnóstwa rzeczy, bo wiecie, to nie jest nadal tak, jak te autobusy, że jeżdżą, jak tylko trzeba. Każda misja jest zaplanowana. Z tamtej misji trzeba było wycofać dwoje astronautów, którzy są z tego powodu bardzo zgorzkniali. Nie mogli wycofać z kolei Rosjanina z tamtej misji, bo Rosjanin zapłacił, więc nie można go wycofać. Więc zamieszanie jest kosmiczne, dosłownie. Ta decyzja została podjęta 24 sierpnia. Co znamienne, na konferencji nie było przedstawicieli Boeinga, a NASA mówiła z kolei o rozbieżnościach w ocenie ryzyka między nimi a Boeingiem.

0:41:34 Powrót bez załogi i tajemniczy dźwięk z głośnika

Ola: Czyli to takie bardzo dyplomatyczne określenie, że w ogóle nam się nic nie zgadza i w ogóle nie możemy się z nimi dogadać.

Piotr: Absolutnie. Jak się poczyta między wierszami, tam mnóstwo takich rzeczy jest. Na przykład w oficjalnym komunikacie NASA jest napisane, że niepewność i brak zgody ekspertów nie spełniały wymagań agencji w zakresie bezpieczeństwa. Rozumiecie? Boeing dał dupy na całej linii, NASA robi dobrą minę do złej gry, ale nie aż tak dobrą. Zdecydowano, że Starliner wraca na Ziemię 6 września, czyli za trzy dni od momentu, kiedy to nagrywamy i puszczamy, bez załogi. Zobaczą na Ziemi, co zdołają stwierdzić. Fakap gruby. Jeszcze można by w tym momencie skończyć, ale nie, bo na czubku tego porażkowego tortu wylądowała jeszcze mała, paskudna wisienka, która nie ma właściwie większego znaczenia, ale jest dość zabawna i dobrze dopełnia tę opowieść. W tę ostatnią sobotę niejaki Rob Dale, amerykański meteorolog i radioamator, nagrał rozmowę między załogą Międzynarodowej Stacji Kosmicznej a Centrum Kontroli Misji w Houston, to nie jest żadne nielegalne podsłuchiwanie częstotliwości, oni normalnie się komunikują i wiedzą, że mnóstwo ludzi tego słucha, to normalna sprawa. Co tam nagrał? Astronauta Butch Wilmore, który jest na orbicie, konsultował się z Houston w sprawie dziwnego dźwięku dochodzącego z głośnika wewnątrz Starlinera, cała ta rozmowa, link do niej znajdziecie w opisie. Przysunął mikrofon do głośnika w Starlinerze i usłyszał coś, co najbardziej skojarzyło się ludziom z sonarem, takie bipy. To dokładnie fragment nagrania przechwyconego i udostępnionego przez Dale'a. Nie wiadomo było, co to jest, ale wyglądało to na kolejną krzywą akcję, którą odwala Starliner. Dwa, trzy dni później NASA ogłosiła, że sprzężenie zwrotne z głośnika było wynikiem konfiguracji audio pomiędzy stacją kosmiczną a Starlinerem, system audio stacji jest złożony, umożliwia połączenie wielu statków i modułów, więc często występują szumy i sprzężenia zwrotne. Takie wyjaśnienie trochę o niczym. Finalnie dźwięk ustał, to tyle wiemy. Nic się nie stało, oczywiście poza tym, że przewaliła się kolejna potężna beka ze Starlinera i Boeinga, jakby przez pomyłkę wysłali łódź podwodną zamiast kapsuły, to być może tłumaczy pewne fakty z tej misji. Historia się nie kończy, urywa się w tej chwili, za trzy dni ma wrócić Starliner, być może wróci bez dalszych problemów.

Ola: Powiadomimy was o tym w kolejnym odcinku.

Piotr: Postaramy się wspomnieć, jak nie zapomnimy, chyba że coś pierdyknie grubo, wtedy będziemy się na tym bardziej skupiali. Para astronautów jest na nieco przedłużonych wakacjach, robią tam bardzo dobrą minę do złej gry, mówią, że właściwie się cieszą, że mogą dłużej zostać. To jest skomplikowane, bo pobyty w kosmosie to wciąż rzecz prestiżowa. Raczej nie zakładam, żeby to było tak, że zostawili kota w domu z karmą na osiem dni i teraz trzeba tego kota ratować.

Ola: Ale mają rodziny i też byli nastawieni na zupełnie inną długość misji. I te skarpetki, które trzeba cerować na bieżąco.

Piotr: Dokładnie. To jest koniec tej opowieści. Słowem na dziś są skarpetki.

Źródła

Brak listy źródeł w opisie RSS (kolumna "źródła (z opisu)" jest pusta w indeksie). W odcinku prowadzący wspominają artykuł Ars Technica o problemach Boeinga ze Starlinerem oraz nagranie rozmowy przechwycone przez Roba Dale'a, ale nie podają adresów URL ani w transkrypcji, ani w opisie odcinka.

Źródła

Upały

Astronauci