Podcast Crazy Nauka · odc. 81
Jak wielkie wybuchy wulkanów zmieniały historię
Posłuchaj też na:
Wracamy do tematu katastrof i opowiadamy o wielkich zakrętach w historii ludzkości, wywołanych przez erupcje wulkanów:
- Jaka katastrofa sprzed 70 tys. lat odcisnęła się na naszym DNA?
- Co w wiekach ciemnych przygnało Słowian do Europy Środkowo-Wschodniej?
- Jak erupcja na Islandii doprowadziła do niepokojów w Europie, wliczając w to rewolucję francuską?
- Dlaczego 1816 został nazwany “rokiem bez lata”?
Wskazujemy okoliczności i historyczne skutki tych naturalnych katastrof. Przedstawiamy dowody znalezione w rdzeniach lodowych, słojach drzew i osadach jeziornych. Prezentujemy najnowsze badania.
Ilustracja na okładce: Jean-Pierre Houël, Szturm na Bastylię, 1789
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: W jaki sposób mała Islandia boleśnie i nieraz zmieniła losy świata?
Piotr: Jak wulkan wywołał rewolucję francuską?
Ola: I co ma wampir do indonezyjskiej wyspy? Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: A dziś wracamy do tematów katastroficznych.
Piotr: Zgodnie z zapowiedzią, obietnicą.
Ola: I opowiemy wam o kilku właśnie katastroficznych, katastrofalnych zawirowaniach w historii ludzkości. Zawirowania te zostały wywołane przez wulkany, jak się pewnie już domyśliliście. A erupcje tychże wulkanów zostawiają bardzo wyraźne ślady, zarówno w rdzeniach lodowych, jak i w słojach drzew. A współczesna nauka coraz dokładniej identyfikuje te wydarzenia. No i patrzy też na wywoływane przez nie pogodowe anomalie. Choć właściwie bardziej trafnym określeniem w tym przypadku są klęski naturalne.
Piotr: Zresztą te klęski, te zmiany, te ślady, które wykrywamy, widzimy też w naszej historii. Choć to już nie jest takie oczywiste. Dopiero od niedawna takie dane możemy ładnie sobie zsynchronizować z historią.
W każdym razie one doprowadziły do bardzo wielu wydarzeń. Takich, o których albo wszyscy słyszeli, albo może nie tak bardzo wszyscy, ale które były nie mniej ważne. Takich jak na przykład rewolucja francuska, wspomniana już, pewnie część osób słyszała, czy migracja Słowian do Europy Środkowo-Wschodniej w tak zwanych wiekach ciemnych. Nazwa przez niektórych nielubiana, ale jak się okazuje, mająca całkiem nieoczekiwane uzasadnienie.
No i właśnie jeszcze jedna rzecz bardzo ważna. Tu Ola powiedziała o tym, że erupcje zostawiają ślady w rdzeniach lodowych, w słojach drzew, w osadach jakichś jeziornych, o czym też będzie mowa. Ale co ważne, najwyraźniej pozostawiają też ślady w naszym DNA. I to jest, choć zaskakujące, to bardzo ciekawe. Dzisiaj właśnie o tym będziemy opowiadali.
Ola: Ale zanim do tego przejdziemy, to szybciutko wam podziękujemy za to, że z nami jesteście, że nas słuchacie, że komentujecie, lajkujecie, szerujecie. No i dziękujemy również bardzo, bardzo tym osobom, które wspierają nas datkami na Patronite i BuyCoffee. Linki znajdziecie w opisie odcinka.
Jeżeli ktoś czuje, że robimy dobrą robotę, to również może dołączyć do grona naszych patronów i nas wesprzeć.
Piotr: Tak jest, zapraszamy, zachęcamy. No i oczywiście pamiętajcie, że jesteśmy przecież obecni na tych wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: No i tych nieliczących się również.
0:02:48 Wulkan Toba i wąskie gardło ewolucyjne
Piotr: No dobra, to chyba już wszystko się wydarzyło, idziemy, zaczynamy. Słuchajcie, od tematu, który, nie ukrywam, mnie pokonał. To znaczy Ola powiedziała, a pamiętaj, jak ty narzekasz, że ja przedłużam, to że ty też przedłużasz, i ma rację.
Ola: Nie mówiłam takim tonem.
Piotr: Nie, nie, ja naśladuję twój głos, bo ty masz taki głos przecież.
Ola: A to wszyscy mężczyźni uważają, że kobiety mają takie głosy.
Piotr: No właśnie, dokładnie.
Ola: A przecież wcale nie mają takich głosów.
Piotr: Więc Ola słusznie zwróciła mi uwagę, naprawdę słusznie, że przeciągnąłem potwornie przygotowanie do tego odcinka. Ale ja się trochę usprawiedliwię przed Olą przede wszystkim, a trochę przed wami również, że to było tak, że usiadłem do tematu, który wcześniej, jak to się ładnie mówi, [? niepewne: zgnąłem], i który wydawał mi się bardzo taki, no nie powiem, że prosty, ale dość przewidywalny, o tak to ujmę.
Ola: I zresztą ja ci rekomendowałam ten temat jako prosty, ponieważ ja pisałam o tym w końcówce lat dziewięćdziesiątych.
Piotr: I właśnie od tego czasu, bo wiecie, bo my jesteśmy w takim wieku, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych musieliśmy pisać. Ola przynajmniej umiała pisać w tym czasie.
Ola: Ty jeszcze byłeś tak młody, że nie dawałeś rady.
Piotr: Kiedyś opowiemy o Kulfonie, Monice i…
Ola: Nie, nie opowiemy o tym.
Piotr: Nie opowiemy, dobrze.
Ola: Nie opowiemy o tym, bo nasze małżeństwo zawiśnie wówczas na włosku i nie wiadomo, co będzie z naszym podcastem.
Piotr: Więc wracając do tematu. Rzeczywiście pod koniec lat dziewięćdziesiątych sytuacja wydawała się znacznie jaśniejsza niż teraz. Tak to z nauką bywa. Pewnie za jakiś czas to jeszcze się zmieni, myślę, że się wyjaśni, bo też mamy wiele narzędzi. Ale dobra, o co chodzi? Chodzi o, słuchajcie, erupcję wulkanu Toba. To jest na Sumatrze w Indonezji.
Ola: Dzisiejszej Indonezji.
Piotr: Nie, rzeczywiście, masz rację. 74 tysiące lat temu nie było tam jeszcze Indonezji.
Ola: Właśnie to chciałam podkreślić. Dziękuję za twój cenny wkład.
Piotr: I było tam wiele silnych erupcji wulkanu, tego superwulkanu. Śmiało go można nazwać superwulkanem.
Ola: Właśnie, czy to jest określenie, które zostało nadane przez wulkanologów? Czy ty tak sobie mówisz, że to taki superwulkan, bo taki duży?
Piotr: Nie, nie, on nie jest taki super. Głównie dlatego jest nazywany superwulkanem, że przynajmniej jego ostatnia erupcja, a nie ostatnia w jego dziejach, ale ostatnia, która miała miejsce, czyli to było 74 tysiące lat temu, plus minus powiedzmy kilkaset lat, bo tu nie mamy takiego superdokładnego zegara, ale całkiem niezły. W każdym razie można powiedzieć, że geologicznie to właściwie wczoraj albo dziś rano. I ta erupcja miała wskaźnik, to jest taki wskaźnik VEI.
Ola: Bardzo to jest wskaźnik łatwy do przetłumaczenia, ponieważ chodzi o indeks eksplozywności wulkanicznej.
Piotr: Właśnie, to była erupcja o wskaźniku wynoszącym 8, czyli najwięcej ze znanych erupcji, myślę, że silniejszych w takim badalnym czasie nie było.
Ola: Była taka erupcja 600 tysięcy lat temu i to była erupcja superwulkanu Yellowstone, która została oceniona na 8 właśnie.
Piotr: No tak. Dobrze, więc jedna z takich najsilniejszych, tak to ujmijmy, to była też największa znana nam wybuchowa erupcja w czwartorzędzie i w ogóle jedna z największych, najsilniejszych erupcji wybuchowych w historii Ziemi. Podkreślam wybuchowych, dlatego że te erupcje mogły być różne, bo mogły być takie erupcje, które trwają bardzo długo, nawet kilka lat, i tu będziemy wspominali o tego rodzaju erupcji. To są erupcje, w których nie mamy takiego jednego momentu, kiedy pierdyknie, tylko mamy na przykład długotrwały wylew lawy z emisją gazów i tak dalej. To się może ciągnąć tygodniami, miesiącami, latami, nawet setki tysięcy lat, to już w takiej zamierzchłej przeszłości zdarzały się takie, więc to jest trochę inny typ, tu mówimy o tej wybuchowej.
Ola: Ja ci się trochę wtrę, ponieważ według języka bardziej specjalistycznego to właśnie to są erupcje eksplozywne, nie wybuchowe, a te drugie to są erupcje wylewne albo lawowe, co bardzo w sumie dobrze tłumaczy to, co się tam dzieje.
Piotr: Dobrze, będę się trzymał tego, dziękuję.
Ola: Proszę bardzo.
Piotr: No, w każdym razie, co wiemy jeszcze o tej erupcji eksplozywnej? Wiemy, że zdarzyła się w lecie, nie wiemy którego lata, ale wiemy, że lata, dlatego że w lecie występują takie monsuny letnie, które są właściwie jedynym układem pogodowym, który mógł przenieść popioły z tej erupcji nad Morze Południowochińskie. Tam w osadach znajdujemy teraz ślady tego, więc stąd wiemy, że to było w lecie.
Wiemy, że ona trwała, jak na coś o tak gigantycznej skali, dość krótko, bo od 9 do 14 dni, tak się ją ocenia. I wiemy, że w tej chwili pozostała po niej kaldera, czyli takie miejsce po wulkanie, które najczęściej pojawia się wtedy, kiedy zapada się komora magmowa pod ziemią, po tym jak zostanie ona opróżniona w wyniku takiej eksplozywnej erupcji. Takich kalder jest sporo. Myśmy o jednej takiej całkiem niedawno opowiadali przy okazji Szkocji, bo taką kalderą jest Glencoe, dobrze mówię?
Ola: Jest tak, Glencoe to jest najpiękniejsza dolina w Szkocji, w Highlands.
Piotr: Tak, i tam też był superwulkan, tylko że dawniej, została dziura i tak dalej. W każdym razie właśnie tam, gdzie była Toba, w tej chwili jest jezioro. Chociaż na środku tego jeziora robi się nowa [? niepewne: topka], bo tam znowu trwa aktywność wulkaniczna.
Ola: Tak, taka wysepka się tworzy, taki czubeczek wyrasta.
Piotr: Ale ta kaldera to, że tak powiem, [? niepewne: nie w kij dmuchał], bo to 100 na 30 kilometrów. To może dodaje jakieś pojęcie o rozmiarach tej komory magmowej. Zresztą na podstawie między innymi rozmiaru tej kaldery, ale też ilości osadów, oszacowano, że w wyniku wybuchu zostało wyrzuconych 2800 kilometrów sześciennych skał. Wiem, że to nic nikomu nie mówi. Może więcej powie to, że to było około 700 miliardów ton skał.
I tu będzie Ola mówiła o takiej superwielkiej erupcji wulkanu w najnowszej historii, o erupcji Tambory. To powiem tyle, że ta superwielka była 100 razy mniejsza niż ta, o której ja mówię. Także wiecie, jestem najfajniejszy.
Ola: Właściwie wszystko do tego zmierzało. To już kończymy teraz. Dziękujemy Państwu za uwagę. Szkoda, że Państwo tego nie widzą.
Piotr: Może i lepiej. Jeszcze w jakimś stopniu obrazuje siłę tego wszystkiego fakt, że w Azji popiół utworzył piętnastocentymetrową warstwę. Właściwie w całej Azji. Więc można sobie wyobrazić, ile tego jest, ile tego było.
No i teraz co z tego? Na pewno tak ogromna erupcja musiała wpłynąć na pogodę, a szerzej patrząc, na klimat Ziemi w tym czasie. Dlatego że towarzyszyła jej właśnie emisja ogromnej ilości pyłów. One oczywiście stopniowo opadały, ale przez długi czas znajdowały się w atmosferze, również w tych bardzo wysokich jej warstwach. Również towarzyszyła temu emisja dużych ilości gazów, między innymi dwutlenku siarki. Czy myśmy mówili o tym? Mówiliśmy chyba ostatnio o tym, czy nie? Bo już mi się pozajączkowało.
Ola: No właśnie, mówiliśmy. Chwileczkę, ja tak spojrzę.
Piotr: To ty spoglądaj, a ja będę dalej brnął.
Ola: Nie, nie mówiliśmy.
Piotr: Nie mówiliśmy. Właśnie nam się pozajączkowało, bośmy się do tego przygotowywali, bo w TVN-ie o tym mówiliśmy.
Ola: Dzień dobry, TVN. Mieliśmy na ten temat wystąpienie. Już nam się wydawało, że to już było.
Piotr: A tutaj okazuje się, że wcale nie. Więc w takim razie mówimy tu. I teraz zaczyna się w tym momencie problem.
To znaczy, tak duża erupcja musiała wpłynąć na sytuację pogodową i być może klimatyczną na Ziemi. Natomiast nie wiadomo, w jakim stopniu. I naukowcy się spierają od dawna, to znaczy spierają się zarówno w kwestii tego, jak silny był ten wpływ, jak i tego, jak duże znaczenie miał on dla organizmów żywych. I to, o czym Ola wspomniała, właśnie te lata 90., końcówka lat 90. ubiegłego tysiąclecia, ubiegłego i stulecia, i w ogóle wszystkiegolecia, to był czas, kiedy prawdopodobnie ta erupcja pojawiła się w momencie, gdy już trwało ochładzanie się ziemskiego klimatu.
Jest taki cykl imienia dwóch panów, których tu nie wymienię, bo próbowałem przebrnąć przez nazwisko tego drugiego i prawie że się zakrztusiłem, ale link znajdziecie w opisie odcinka, tam jest o tym mowa. To jest taki dość dyskusyjny cykl klimatyczny, o którym nawet nie wiadomo, jaki ma okres występowania. Natomiast zidentyfikowano go i charakterystyczne dla niego jest to, że słabnie tam atlantycka, południkowa cyrkulacja wymienna, czyli tak naprawdę związany z gęstością słonej, ciepłej, zimnej wody zestaw prądów.
Częścią tych prądów jest między innymi Golfsztrom, dzięki któremu, już o którym mówiliśmy, to już na pewno mówiliśmy, w Europie jest cieplej niż właściwie być powinno. I cała ta cyrkulacja, kiedy słabnie, to najpierw temperatura skokowo w kilku momentach trochę rośnie. Od razu mówię, obecna zmiana klimatu to nie jest to zjawisko. A później dość mocno spada. Taki dość dziwny cykl. I ten cykl się właśnie wtedy wydarzał.
Natomiast wiemy, że trwało ochłodzenie i najprawdopodobniej właśnie na tym schodzącym temperaturowym cyklu wybuchła Toba. I teraz pytanie brzmi, jak bardzo je przyspieszyła i pogłębiła, bo niektórzy naukowcy twierdzą, że mocno, inni mówią, że właściwie w znikomym stopniu.
I to jest właśnie to, na czym ja poległem, to, o czym na początku mówiłem, że próbowałem się przebić przez rozmaite prace z tym związane. I o ile pod koniec lat 90. myślano, że sytuacja jest dość jasna, to znaczy, że rzeczywiście była ta erupcja, ona bardzo mocno zmieniła klimat Ziemi i to miało wpływ na życie na całej Ziemi, o tyle później zaczęły się pojawiać prace podważające tę hipotezę, i tak dalej.
Ola: Ja pamiętam, jak pisałam o tym właśnie jeszcze pod koniec lat 90. Wskazywali naukowcy na to, że ludzkość przeszła przez tak zwane ewolucyjne wąskie gardło, które to wąskie gardło miało pozostawić przy życiu od dwóch do dziesięciu tysięcy osobników naszego gatunku na powierzchni Ziemi.
Piotr: I teraz nie wiadomo, bo potem zaczęto kwestionować te szacunki, zarówno ich warstwę genetyczną, jak i geologiczną, bo na przykład przebadano osady z jeziora Malawi. To jest jezioro niemałe, łatwo je znaleźć w południowo-wschodniej Afryce, już na południowej półkuli. I tam analiza wskazuje, że właściwie w tym czasie nie było żadnych zmian w przyrodzie, ani w tym, co żyło w jeziorze, ani w tym, co żyło wokół jeziora, co by mocno podważało tę hipotezę o ogromnym wpływie wulkanu.
Natomiast oczywiście pojawili się naukowcy, którzy powiedzieli hola, hola, moi drodzy, osady w jeziorze Malawi ulegają mieszaniu się, co może powodować, że te ślady zmiany mogą być mocno zatarte. I teraz oczywiście wciąż trwa, mimo że to są badania już sprzed dobrych 10 lat albo więcej, mocna dyskusja, jak to jest naprawdę, bo z jednej strony to próbkowanie w tym jeziorze było zrobione niezwykle dokładnie, bo badano tam osady rzędu 1-2 mm, to znaczy co tyle próbkowano, co dawało rozdzielczość nawet rzędu kilku, może kilkunastu lat. Ale jeżeli rzeczywiście te osady były przemieszane, to faktycznie te ślady mogły się zatrzeć.
Ola: Tutaj jeszcze wspomnę, co się bada właściwie, kiedy ma się na myśli osady jeziorne. Chodzi o to, że nie to, że się tam coś z dna zbiera, tylko głęboko pod dnem. To są te warstwy, które mogą sięgać metrów albo nawet dziesiątków metrów w głąb ziemi.
Piotr: One dlatego są też dość stałe, natomiast w którymś momencie mogą ulec wymieszaniu i to jest właśnie ta dyskusyjna kwestia. Mamy też ciekawe badania, z kolei to są badania bardziej archeologiczne. Można powiedzieć po drugiej stronie równika, bo w podobnej odległości jak jezioro Malawi jest Etiopia, tylko że już na północnej półkuli.
Tam z kolei badania pokazują wyraźną suszę, widać też zmiany w schematach żywienia się ludzi mieszkających w tamtym czasie w tym rejonie. Dlatego mówię o badaniach archeologicznych, bo to już są badania rzeczywiście śladów ludzkiej bytności, bo ludzie w tamtym czasie, w tym rejonie, jak najbardziej żyli. Sytuacja jest wybitnie niejasna.
Jeżeli ktoś ma ochotę się poprzebijać przez to, to polecam chociażby artykuły zarówno w polskiej, jak i w angielskiej Wikipedii. Tam jest w skrócie przedstawiony schemat tego sporu między naukowcami z całym mnóstwem rozmaitych odnośników. Sytuacja nie jest jasna.
To znaczy w ogóle cała sprawa stała się sporna głównie dlatego, o czym Ola powiedziała, że jakieś 70 tysięcy lat temu w populacji ludzkiej nastąpiło zdarzenie, które doprowadziło do tego efektu wąskiego gardła. Co to jest to wąskie gardło? Jak wyginie znaczna część populacji, nieważne czy ludzkiej, czy jakiejś innej, to nagle ograniczona jest pula genetyczna tej populacji.
Czyli w skrócie można powiedzieć, że różnorodność spada. Znika z populacji wiele cech, które tam były obecne dzięki mutacjom, dzięki ewolucji, temu, że każdy z nas jest jakiś inny, raz bardziej, raz mniej. Teraz jeżeli część zniknie, to część tej różnorodności znika. Tego gatunki bardzo nie lubią, bo to oznacza, że jeżeli mamy mniejszą zmienność w populacji, to rośnie ryzyko wyginięcia na przykład wtedy, kiedy się pojawia jakaś choroba. Są choroby, na które zapadalność czy przeżywalność zależy od jakichś cech genetycznych, i może się trafić taka, na którą nikt z tej pozostałej puli nie będzie odporny, albo na tyle mało osób, że to nie uratuje populacji.
Oczywiście przy mocno ograniczonej populacji pojawia się niezmiernie istotny chów wsobny, czyli krzyżowanie się osobników, które są ze sobą blisko spokrewnione. To jest ten moment, kiedy uwydatniają się niepożądane cechy, które normalnie byłyby znacznie mniej obecne w populacji, bo jeżeli mamy osobniki niespokrewnione blisko ze sobą, to można powiedzieć, że nie nakładają się u nich jakieś niekorzystne mutacje w genomie i te mutacje mogą być przykrywane przez prawidłowe DNA i to nie wyłazi na wierzch.
Ola: To ja jeszcze tutaj wtrącę, że te właśnie czynniki sprawiają, że tak trudno jest ratować ginące obecnie gatunki przed wymarciem.
Piotr: Tak, bo to, że żyją dwa czy sto osobników danego gatunku, to nie zapewnia przetrwania temu gatunkowi.
Ola: Bo po pierwsze ta pula genowa staje się bardzo wąska, po drugie, no właśnie, wystarczy jakaś choroba i ten gatunek pada po prostu. I zresztą odtwarzane gatunki, takie jak na przykład nasze żubry, też mocno odczuwają presję związaną właśnie z tym ograniczeniem puli genowej, no bo na przykład był moment, był czas dłuższy, że gruźlica je bardzo mocno doświadczała i mocno naukowcy walczyli o to, żeby ten gatunek przetrwał po ponownym przywróceniu go do życia.
Piotr: Jest odtworzony, więc to jest też dość specyficzny przypadek, ale tamta pula genetyczna jest bardzo wąska i to jest wielki problem. Zresztą też w większej skali czasowej, nie tylko chodzi o takie jednorazowe zdarzenia typu choroba, ale chociażby jeżeli następuje zmiana w środowisku, ochładza się, ociepla się, to jeżeli jest mniejszy wybór osobników, które sobie dobrze radzą z daną zmianą, no to po prostu jest większe ryzyko, że ta populacja wyginie. I teraz oczywiście pytanie, jak duża albo jak mała musi być populacja, żeby takie ryzyko nastąpiło.
Jest takie pojęcie minimalnej żywotnej populacji, to takie tłumaczenie z angielskiego, pewnie po polsku jest ładniejsze, ale trzymajmy się na razie tej wersji. Czyli ile tych osobników musi być, żeby populacja dała radę. I nie ma takiej liczby, która by była precyzyjna, dlatego że jest tutaj za dużo losowych czynników, bo to zależy, co tam w tej populacji zostało i też co się wydarza w okolicy.
Natomiast bardzo szacując to, mówi się, że dla lądowych kręgowców to jest między 3,5 a 5 tysięcy osobników. Tak się z dużym przybliżeniem, już uwzględniając chów wsobny i tak dalej, szacunki mówią, że jeżeli będzie mniej tych osobników, to najprawdopodobniej ta populacja w jakimś czasie wyginie. Oczywiście to nie znaczy, że wyginie natychmiast, ale będzie ulegała degeneracji i będzie ryzyko tego, że zniknie. I to jest ten problem, że co z tego, nawet że mamy gdzieś tam zachowanych kilkanaście osobników czy nawet kilkadziesiąt par osobników jakiegoś gatunku, to nie wystarczy, żeby je uratować.
Dlatego też na przykład przy bardzo wąskiej, zawężonej puli genetycznej niektórych gatunków szuka się dość rozpaczliwie jakichkolwiek osobników spoza tej populacji, czyli na przykład takich, które gdzieś tam przetrwały w ogrodach zoologicznych. To jest jeden z powodów, dla których ogrody zoologiczne, nie chcę teraz wchodzić głęboko w tę dyskusję, ale mają sens, chociażby dlatego, że mogą w nich być osobniki spoza tej bardzo zawężonej populacji, a to może uratować taką populację, bo wprowadzenie takich świeżych genów może bardzo wiele zmienić.
Ola: I też banki genów w tej sytuacji mają sens, zwłaszcza dla tych zagrożonych gatunków.
Piotr: Teraz pytanie, ile osób mogło pozostać po tym wąskim gardle, być może wywołanym eksplozywną erupcją wulkanu Toba. No i nie wiadomo, bo po pierwsze to nie jest tak, że populacja ludzka była w jednym miejscu. To jest też bardzo ciekawy wątek i moglibyśmy tutaj poświęcić dodatkowe 4 godziny omówieniu tego.
Ola: No to może kolejny odcinek albo kolejne kilka.
Piotr: A generalnie chodzi o to, że ludzie się już rozleźli z tej Afryki i rozleźli się po całym świecie, prawie całym, jeszcze wtedy nie całym. I nie mamy takiego jednego miejsca, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ilu zostało właściwie ludzi w jednym miejscu. Szacuje się, że globalnie mogło to być między 10 a 30 tysięcy osobników, czyli dużo, czyli powyżej tej ryzykownej liczby. Natomiast jest to bardzo dyskusyjne, bo tak jak Ola mówiła, w latach 90. sądzono, że tych osobników mogło być nawet około 2 tysięcy.
I teraz, prawdopodobnie tak rzeczywiście było w lokalnych populacjach, bo trzeba pamiętać o tym, że na przykład była populacja afrykańska.
Ola: I ona była izolowana od innych populacji.
Piotr: I w ogóle to były wtedy izolowane populacje, bo ludzie się rozchodzili po świecie, ale nie było przepływu genów pomiędzy tymi rozdzielonymi populacjami. One za krótko były rozdzielone, żeby nastąpiły jakieś radykalne zmiany genetyczne, żeby nastąpiło rozdzielenie na nowe gatunki. Ale już wiele cech się utrwaliło.
Więc do końca nie wiemy, ile tych osób było. Też badania archeologiczne są niejednoznaczne, bo na przykład jednym z dowodów przeciwko tezie, że to Toba wywołała rzeczywiście zjawisko tego wąskiego gardła, są dowody pochodzące z Indii. W pewnym obszarze Indii znaleziono narzędzia wytwarzane przez ludzi, które są nad tą warstwą popiołów z erupcji, i takie same narzędzia pod tą warstwą, co oznacza, że właściwie nic ta erupcja nie zmieniła. Ta populacja nie wyginęła, bo skoro robili takie same narzędzia, to najpewniej tu i tu żyli, jakoś sobie dali radę. Ale znowu kwestionuje się datowanie, i znowu może być też tak, że w niektórych miejscach, bardziej sprzyjających z jakichkolwiek powodów, te populacje przetrwały, a inne mogły wyginąć.
Tam się też pojawiają takie tezy, że być może na przykład to wąskie gardło i w ogóle presja na radzenie sobie w tych trudnych warunkach spowodowało utrwalenie się cech, czy to genetycznych, czy kulturowych, które później pomogły nam wytłuc naszych ulubionych neandertalczyków.
Ola: Z tym, że trzeba przypomnieć, że 70 tysięcy lat temu ludzie współcześni, czyli homo sapiens, nie stykali się jeszcze z neandertalczykami, którzy niepodzielnie panowali w Europie.
Piotr: Ale to chodzi o to, że pewne cechy, które później wykorzystali.
Ola: Zetknęli się z nimi tak około 40-30 tysięcy lat temu.
Piotr: No i jest jeszcze jeden sygnał, który może świadczyć o tym, że rzeczywiście był związek między tym ludzkim wąskim gardłem a eksplozywną erupcją wulkanu Toba. Chodzi o to, że znaleziono również w genomie innych zwierząt niż ludzie ślady takiego wąskiego gardła, które zgadza się mniej więcej czasowo z tym, co znaleziono u ludzi, no i właśnie z tą erupcją. To są między innymi tygrysy, szympansy, orangutany z Borneo czy makaki. Tam rzeczywiście też widać, że było takie zawężenie populacji, co może świadczyć o tym, że rzeczywiście to dlatego się wydarzyło.
Natomiast temat jest super ciekawy. Przepraszam wszystkich, szczególnie geologów i paleobiologów, którzy mogli się tutaj oburzyć za dramatyczne uproszczenie tego wszystkiego, bo jak zacząłem grzebać w temacie, to mam wrażenie, że moglibyśmy o tym zrobić naprawdę bardzo długi odcinek i właściwie nie dobrnąć do brzegu.
Myślę, że ten temat się będzie wyjaśniał, dlatego, jak na początku powiedziałem, że pojawiają się nowe narzędzia. To znaczy przede wszystkim mamy, w porównaniu zwłaszcza z końcem lat dziewięćdziesiątych, super lepsze i dokładniejsze narzędzia genetyczne do badania takich zmian. Bo pojawiają się na przykład hipotezy mówiące o tym, że właściwie nie było takiego jednego wąskiego gardła, czyli że jest duża populacja, potem łup, robi się mała populacja i ona się powoli odbudowuje, tylko że to było takie zaciśnięcie gardła na bardzo, bardzo wiele, nawet może setek, no więcej, tysięcy lat, że z jakichś powodów ta populacja ludzka przez długi czas była bardzo zawężona. Ale to jest inna, długa historia.
Powiem wam tak, temat jest szalenie ciekawy, jeżeli się coś pojawi, to ja myślę, że my do niego wrócimy, bo to jest naprawdę super ciekawe, i największe zamieszanie było gdzieś tak właśnie pierwsza dekada XXI wieku wokół tego, teraz chyba temat trochę przycichł, ale sądzę, że będzie wracał. Także jak wróci, to my też do niego wrócimy.
0:28:04 Rok 536: erupcja islandzka i zaraza Justyniana
Ola: No a teraz przenosimy się, udało mi się, doczekałam tego momentu, przenosimy się w czasie o jakieś 72 tysiące lat. To nie znaczy, że w ciągu tych 72 tysięcy lat nic się nie działo i żadne wybuchy wulkanów nie wpływały na dzieje ludzkości. Chodzi o to, co my wiemy, co jakby najwyraźniej odczytujemy, co naukowcy odczytują ze śladów pozostawionych właśnie w rdzeniach lodowych czy w słojach drzew. Przenosimy się do roku 536, i teraz, wow, cóż to za rok był, wszyscy na pewno wiemy, co się wówczas działo.
Piotr: Łokiecek?
Ola: No właśnie, nie, nie do końca. Otóż naukowcy uznali, że rok 536 naszej ery był najgorszym rokiem do życia w ciągu ostatnich 2300 lat.
Piotr: Taki ranking.
Ola: Tak, jest taki ranking, najgorsze lata do życia.
Rok 536, no właściwie mało kto kojarzy, co tam się w ogóle działo.
Piotr: Wszyscy chcieli zapomnieć.
Ola: Ten rok jest ujęty w takim bardzo dużym worku pod nazwą Wieki Ciemne i tak naprawdę mało o tym wiemy, ale teraz zaczynamy wiedzieć coraz więcej, bo właśnie nauka idzie do przodu, zaraz o tym opowiem. I dlaczego rok 536, a nie na przykład rok 1349, kiedy czarna śmierć, czyli najprawdopodobniej dżuma, zmiotła połowę ludności Europy, a nie na przykład rok 1918, kiedy grypa zabiła ponad 50 milionów ludzi na świecie, głównie młodych? No więc tak naprawdę rok 536 to jest ten, który odznaczył się najgorszymi parametrami do życia.
A dlaczego? Było ku temu kilka powodów. Zaczęła się wówczas późnoantyczna epoka lodowcowa i ten właśnie rok jest pierwszym rokiem tejże epoki. Trwała ona do około 660 roku, czyli ponad 100 lat. Epoka była chłodniejsza niż ta, którą wszyscy dobrze znamy, chodzi o małą epokę lodową z okresu od XIII do XIX wieku. Wiemy, że wówczas nastąpiło w Europie, ale też w innych częściach świata, ochłodzenie, no i wtedy można było tam jeździć na łyżwach, co zostało uwiecznione przez malarzy.
Rozpoczynają się wieki ciemne, które tak naprawdę już są liczone od roku 476, czyli od upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego, które zostało najechane przez tak zwanych barbarzyńców. Ale właśnie, tak jak większość z nas słyszała o tym upadku, większość z nas słyszała o wiekach ciemnych, podejrzewam, że o tej późnoantycznej epoce lodowcowej to mało kto słyszał. No nic dziwnego, te wielkie wydarzenia, które miały wówczas miejsce, przykryły to, co się działo w sferze klimatyczno-pogodowej. Istnieje jednak sporo dowodów, dokumentów, mówiących o tym, że rok 536 był rokiem bez lata.
O roku bez lata jeszcze będziemy mówili, o roku 1816, ale ten rok 536 był znacznie bardziej dotkliwy. Wówczas różni kronikarze, historycy, którzy jednak wciąż w tej Italii istnieli, notowali, że był wielki nieurodzaj w Italii, głód w Irlandii, opady śniegu w lipcu w Chinach, i to na tej samej szerokości geograficznej, na której znajduje się Sycylia. I nad Europą, Bliskim Wschodem i częścią Azji unosiła się taka tajemnicza mgła przez 18 miesięcy.
No i temperatury w roku 536, mroczne, globalne, spadły nawet o 2,5 stopnia Celsjusza. To jest naprawdę dużo. No i do niedawna w zasadzie to źródło ochłodzenia i tej mgły w cudzysłowie dużym było zagadką.
Światła nieco rzuciły badania z 1983 roku, prowadzone przez naukowców z NASA, którzy po raz pierwszy wtedy zwrócili uwagę na to, że w rdzeniach lodowych można znaleźć informacje o tym, że w 536 roku miała miejsce być może jakaś erupcja wulkanu na półkuli północnej. Prowadzono rozległe badania słojów drzew i one też potwierdziły, że około roku 540 były niezwykle zimne lata i jeszcze zimniejsze zimy.
No a w roku 2016, czyli tak naprawdę te poważne odkrycia dotyczące tego tematu są stosunkowo niedawne, jeden z naukowców z Uniwersytetu w Bernie porównał zapis śladów chemicznych z rdzeni lodowych właśnie z zapisami ze słojów drzew i doszedł do wniosku, że niemal każde niezwykle zimne lato w ciągu ostatnich 2,5 tysiąca lat było poprzedzone erupcją wulkanu. Ci sami naukowcy zauważyli, że właśnie na początku 536 roku miała miejsce potężna erupcja wulkaniczna na półkuli północnej. No tylko właśnie, gdzie się ona odbyła, to pozostawało zagadką.
Nie wiadomo było, który wulkan wybuchł. Naukowcy na początku podejrzewali, że to być może był jakiś wulkan w Ameryce Północnej. Ja natomiast wyczytałam w książce "Los Rzymu. Klimat, choroby i koniec imperium", która została napisana i wydana po raz pierwszy w 2017 roku przez historyka średniowiecza i Rzymu, amerykańskiego historyka Kyle'a Harpera, że nie udało się zidentyfikować wulkanu odpowiedzialnego za to silne, gwałtowne ochłodzenie atmosfery, który to wulkan wyrzucił w wielkiej ilości aerozole siarczanowe. No i to był rok 2017. Polskie wydanie jest z 2021, ale tam wciąż jest informacja o tym, że dużo niepewności w tym zakresie istniało.
Natomiast późniejsze badania pokazały coś więcej. To znaczy, w roku 2018 w piśmie Science ukazała się taka ultraprecyzyjna analiza lodu z jednego ze szwajcarskich lodowców. No i w tej analizie wyszło, że te pyły z rdzeni lodowych, te cząsteczki, które zostały uwięzione w lodowcu w Alpach szwajcarskich, ściśle odpowiadają cząsteczkom szkła, które zostały znalezione wcześniej w osadach jeziornych i w torfowiskach w Europie oraz w rdzeniach lodowych z Grenlandii. I te cząsteczki bardzo dokładnie przypominają składem chemicznym skały wulkaniczne z Islandii.
Piotr: Fajne są takie porównania, takie śledztwo szeroko zakrojone.
Ola: No i wygląda na to, że tych dowodów na winowajcę, który był najprawdopodobniej wulkanem islandzkim, jest sporo. I to właśnie ten wulkan spowodował katastrofę w 536 roku. No i właśnie, wulkan na Islandii, a co mają z tym wspólnego okolice Europy, Azji, Bliskiego Wschodu? No wiadomo, że wiatry i układy pogodowe są w stanie w taki sposób przewiać pyły wulkaniczne, żeby wpłynęły one na bardzo duże obszary, wiele regionów.
Co więcej, to nie był jeden wybuch wulkanu w tym okresie. I w roku najprawdopodobniej 539 albo 540 wybuchł kolejny wulkan. Tutaj jest trochę mniej informacji na ten temat, natomiast ja wyszukałam pracę, zresztą linki do wszystkich tych badań znajdziecie w opisie odcinka, pracę naukową, w której naukowcy stwierdzają, że ta erupcja była najprawdopodobniej spowodowana przez wulkan Ilopango w Salwadorze w Ameryce Środkowej. I ten wulkan przyczynił się do zagłady cywilizacji Majów. No i właśnie w rdzeniach lodowych Grenlandii i Antarktydy można znaleźć ślady tej erupcji.
No i wymieniają historycy również jeszcze jedną erupcję wulkaniczną, która nastąpiła w 547 roku. I ona była słabsza od poprzednich, ale, jak twierdzą naukowcy, wzmocniła wpływ tej zimy wulkanicznej na pogodę na Ziemi. Tutaj nie znalazłam już informacji na temat tego, który z wulkanów mógł być za to odpowiedzialny.
Natomiast to wszystko, te wszystkie trzy erupcje, złożyły się na okres totalnego chaosu i upadku cywilizacyjnego w Europie i nie tylko Europie, Azji, na Bliskim Wschodzie. Wskutek tych trzech erupcji oraz jeszcze innych czynników, o których za chwilę powiem, średnie temperatury roczne w Europie spadły nawet o 2,7 stopnia Celsjusza i to trwało około 10 lat. Taki spadek, to jest bardzo, bardzo dużo.
I teraz, jakby mało tego nieszczęścia było, nałożył się na to spadek aktywności słonecznej, największy w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat, który rozpoczął się około roku pięćsetnego, a zakończył niemal 200 lat później. Czyli tak naprawdę jedno z drugim się nakłada. To podobna sytuacja, o której mówiłeś ty w kwestii wulkanu Toby.
Piotr: Tak, też mieliśmy kilka czynników i one się prawdopodobnie wzajemnie wzmocniły.
Ola: Otóż to. Ale jakby tego było mało, to właściwie, no okej, to, o czym teraz powiem, jest najprawdopodobniej skutkiem tych kataklizmów, katastrof, które miały miejsce. No bo wiadomo, skoro ochłodzenie, to co się dzieje? Natychmiast nie udają się plony. Ludzie nie są w stanie się wyżywić. Pojawia się głód. Pojawia się walka o zasoby. Co gorsza, takie zmiany pogodowe, wywołane zimą wulkaniczną, to nie jest tylko kwestia temperatury, ale na przykład zmienia się schemat opadów. W jednych miejscach nagle nastają susze, w innych katastrofalne powodzie. I to jest udokumentowane w przypadku tej klęski, która nastąpiła po 536 roku.
I do tego w 541 pojawiła się zaraza Justyniana, czyli to jest pierwsza taka potężna epidemia dżumy, która zaczęła się w rzymskim porcie Peluzjum w Egipcie, a tak naprawdę za moment już drogami handlowymi, szlakami komunikacyjnymi rozprzestrzeniła się na całe Cesarstwo Rzymskie.
Piotr: A wiemy, że to była dżuma?
Ola: Tak, była to dżuma, i z tego co wiem, to są badania na ten temat, ale ja jeszcze to sprawdzę, gdyby miało się to nie zgadzać, to jeszcze w opisie odcinka to sprostuję.
No i wskutek zarazy Justyniana śmierć poniosła od jednej trzeciej do połowy populacji wschodniej części Cesarstwa Rzymskiego, czyli Bizancjum. No i to wszystko sprawiło, że Europa pogrążyła się w stagnacji gospodarczej. Nastąpiły wielkie wędrówki ludów, zresztą one się zaczęły już wcześniej, ponieważ tutaj też trzeba dodać, że istniał duży napór ludów koczowniczych z Azji, które wędrowały dlatego, że w Azji panowała ogromna susza w latach poprzedzających tę klęskę, o której w tej chwili mówię. W związku z czym ludy koczownicze migrowały na zachód w poszukiwaniu chleba, tak naprawdę jedzenia. Głód, zarazy, to były straszne czasy.
Ale wówczas przywędrowali do Europy Środkowo-Wschodniej między innymi Słowianie, i to jest właśnie ten moment, w którym wieki ciemne nakładają się z wędrówkami ludów w Europie. No i być może, gdyby nie to zamieszanie, to dzisiejszy układ etniczny w świecie byłby zupełnie inny. Wędrowali nie tylko Słowianie, wędrowali Saraceni z Bliskiego Wschodu, z Dalekiego Wschodu Mongołowie, wędrowali Longobardowie. Każda z tych nacji z troszeczkę innego powodu, ale większość przyczyn stanowiły susze w miejscach, z których ludzie się wynosili.
No i ten chaos, i ta stagnacja gospodarcza trwały do roku 640. A dlaczego tak dokładna data, skąd ona? Otóż w powietrzu, w osadach, w rdzeniach lodowych pojawia się sygnał chemiczny, podwyższa się poziom ołowiu. Co to oznacza? Poziom ołowiu w powietrzu w tamtych czasach oznaczał, że ludzie wydobywali srebro, wytapiali je z rudy ołowiu. Więc ołów w powietrzu był znakiem, że gospodarka się rozwija, że metal był pożądanym kruszcem, którym po prostu płacono, monety wybijano ze srebra. W związku z czym w roku 640 znowu pojawia się skok zawartości ołowiu w powietrzu, co oznacza, że gospodarka się budzi. Po raz kolejny spadnie ta zawartość ołowiu w powietrzu właśnie za czasów epidemii czarnej śmierci.
Piotr: Fajny wskaźnik.
Ola: Tak, w latach 1349, przepraszam, 1353. I tutaj jeszcze powiem, że linki do źródeł znajdziecie w opisie odcinka, i tam też znajdziecie odnośnik do książki Kyle'a Harpera o losach Rzymu. Myślę, że to jest bardzo ciekawa lektura.
Piotr: A mnie tylko naszło w trakcie, bo powiedziałaś, że ludy koczownicze wędrowały za chlebem. Jestem bardzo ciekaw, czy oni, bo jednak chleb jest związany z osiadłym trybem rolniczym. Bardzo jestem ciekaw, jak to było. Nie chodzi o łapanie za słówko, po prostu zwykła ciekawość.
Ola: Może oni wędrowali za cudzym chlebem, a nie za swoim, chlebem, który był wytwarzany na miejscu, do którego dotarli.
Piotr: Ja tu znalazłem szybko informację, że niektóre ludy koczownicze w Azji Środkowej znały techniki mielenia i pieczenia już nawet w starożytności, więc być może to bardziej szło w stronę jakichś podpłomyków, czegoś takiego.
Ola: Podpłomyk to ostatecznie też chleb.
Piotr: Nie, absolutnie, jak najbardziej chleb. Tylko tak mnie naszło. Dobrze, to w takim razie, skoro mnie naszło, to teraz ja się będę trochę…
Ola: A pozostajemy przy temacie Islandii. Przypominam, że bez spoilerów, największe prawdopodobieństwo wywołania katastrofy w 536 roku dotyczy wulkanu na Islandii.
0:45:18 Wulkan Laki i rewolucja francuska
Piotr: Skoro już zespoilerowałaś, to w takim razie rzeczywiście pozostajemy na Islandii. To jest też ciekawe, bo im bliżej współczesności, tym dokładniejsze informacje mamy, bo tu dokładnie wiemy, że to było…
Ola: Wiesz, no to mamy przyrządy pomiarowe oraz metodę naukową i zapiski.
Piotr: Tak, dziękuję.
Ola: Proszę.
Piotr: To był poranek, 8 czerwca 1783 roku.
Ola: Jak powinieneś mówić, takim głosem jak Bogusław Wołoszański.
Piotr: Nie umiem, zazdroszczę, ale mogę, będę testował i próbował. No i to było południe Islandii, i tam się, nie to, że otworzył jakiś wybuch, tam się otworzyło nagle 130 kraterów. Znaczy, chwilę to zajęło, to otwarcie, ale wtedy to się zaczęło. I to jest właśnie ta erupcja nie eksplozywna, tylko wylewna.
Ola: Albo lawowa, tak?
Piotr: Lawowa, tak, ty chyba powiedziałaś, że wylewna. Wiesz, taka dobroduszna, przychylna, uprzejma, otwarta, przyjacielska, taka wylewna.
Ola: Tak. Właśnie o niej mówimy.
Piotr: Właśnie o niej. To było coś takiego, że mamy raczej pęknięcie, z którego w wielu miejscach wydobywa się lawa, ale też wydobywają się gazy, o tych gazach zaraz więcej będzie. To pasmo szczelin, tych kraterów, ciągnęło się przez 25 kilometrów. W tej chwili tam są ślady tego widać, w którym miejscu to było, natomiast ta część akurat już jest nieaktywna, co jest zresztą dość charakterystyczne dla Islandii, bo ona cała jest wyspą wulkaniczną i jednym wielkim pretekstem do problemów, w związku z czym jak nie tu, to w innym miejscu coś wali.
W każdym razie specyfiką tych szczelinowych wulkanów jest to, że ta lawa stamtąd może się wydobywać bardzo długo i bardzo powoli. Rzeczywiście to trwało tu wyjątkowo długo. Co tam się w ogóle wydarzyło pod ziemią? W tej chwili, odtwarzając to, wiemy, że najprawdopodobniej pod ziemią magma zgromadzona zetknęła się z wodą, najpewniej przeciekającą z morza, co spowodowało mało zaskakujące wytworzenie ogromnej ilości pary wodnej, czyli tak naprawdę wzrost objętości tego wszystkiego.
Ola: Ciśnienia w tej komorze magmowej.
Piotr: I tu nastąpiło pęknięcie, z którego najpierw wystrzeliła lawa, i to konkretnie, bo ponoć na wysokość kilometra, i zaczęła się rozlewać w odległości 80 km od kraterów. I oczywiście również do atmosfery trafiło bardzo dużo gazów, również pyłów, chociaż to jest, tak jak mówię, inny schemat niż ten, który mamy przy tych eksplozywnych erupcjach.
Natomiast to już są na tyle współczesne czasy, że mamy sporo zapisków stamtąd, różnych historii, które już są w miarę wiarygodne, bo to też jest tak, że gdybyśmy się cofnęli o 500 lat, to te zapiski byłyby już trochę bardziej obarczone różnymi fantazyjnymi przekazami i przetworzeniami.
Ola: Ale na przykład historycy rzymscy z 536 roku całkiem rzeczowo opisywali to, co się działo. Ten rok bez lata i kolejne dekady bez lata.
Piotr: Miły gest z ich strony. Tu mamy opowieść, a w ogóle to bardzo miła wiadomość, ten wulkan się nazywał normalnie, nie nazywał się jak te wszystkie nieszczęsne… Tak, on się nazywał, uwaga, Lucky.
Ola: Ale teraz być może kojarzycie tę nazwę, bo wulkan Lucky jest wciąż aktywny i wciąż sprawia kłopoty.
Piotr: No więc tak, to są historie powtarzające się. Natomiast jestem bardzo wdzięczny, że mogę mówić po prostu, że Lucky, a nie kombinować. Są zapiski mówiące o tym, że były pędzące potoki lawy. One pędzą z ogromną prędkością, to jest prędkość taka, że ludzie bardzo często nie są w stanie przed tym uciec. Były opowieści o tym, jak one wlewały się do rzek i jezior, dając niesamowity efekt i też zaciemniając wszystko.
Ola: A dodajmy, że jak one wlewają się do rzeki i jezior, to tworzą efekt eksplozji.
Piotr: Tak, to jest to samo zwiększenie się objętości. Są też zapiski o takich plackach, paćkach lawy, które leciały w powietrzu i spadały gdzieś, wciąż w postaci takiej półpłynnej, w związku z czym oczywiście niszczyły wszystko, na co trafiały. Jest też opowieść o nabożeństwie, kiedy ludzie wyszli z kościoła i zobaczyli, że strumień lawy zatrzymał się kilka metrów od budynku.
I tu oczywiście mamy szybko, tak powiem, szansę na cud, natomiast cud był może nie tyle cudowny, co fartowna sytuacja, dlatego że lawa zatrzymała się na rzekach, to znaczy tak naprawdę rzeki w wyniku rozlewania się tej lawy zmieniły nieco bieg, schłodziły skałę tak, że zatrzymała się przed tym kościołem. To jest jedna z tych opowieści, do których trzeba podchodzić z pewnym dystansem, ale jest pewna legenda.
Natomiast bardziej nas interesują nie te lokalne zjawiska, tylko te niemalże globalne, bo to, co się wydarzyło, to ogromna chmura gazów i popiołu, która rozpostarła się nad całą Islandią. Problem polegał na tym, że zostało tam wyrzucone bardzo dużo toksycznych gazów, między innymi fluorowodoru, ale też dwutlenku siarki. Oba te gazy mają dość dramatyczny wpływ na organizmy żywe, bo dwutlenek siarki, o którym jeszcze będzie mowa, powoduje dość szybko w takim stężeniu schnięcie roślin, no i duszenie się ludzi, o tym będę za chwilę mówił.
Bardzo duża część roślinności na Islandii, która i tak, Islandia nie jest jakoś obfita w rośliny, wyginęła. Z kolei ten gaz, czyli fluorowodór, powodował zatrucie fluorem, fluorozę, która spowodowała śmierć 80% owiec, 50% krów i koni.
Ola: No tak, ludzie się jakoś tam chronili, natomiast zwierzęta były narażone bardziej na te wyziewy.
Piotr: Więc finalnie szacuje się, że głód, który nastąpił na Islandii pod wpływem tego wytłuczenia roślin, zwierząt i tak dalej, plus zatrucie fluorem, zabił [? niepewne: od 20% do 20%] mieszkańców Islandii. Tam i tak nie było za wiele osób, nadal nie jest za wiele, ale to był rzeczywiście dla Islandii ogromny wstrząs.
Natomiast to, co się działo dalej, było nie mniej dramatyczne. To znaczy zwykle w takiej sytuacji z Islandii i gazy, i pyły są zwiewane nad Arktykę. Mówię zwykle, bo różnie z tym bywa, w tym czasie, w tej porze roku spodziewane było, że raczej tam to wszystko przewędruje. Natomiast tego lata nad Islandią panowało wyjątkowo wysokie ciśnienie i wiatry wiały w kierunku Europy i Ameryki.
No i tak wyszło, że ta masa wyrzucona przez tę serię wulkanów trafiła nad Danię i tam mamy zapiski o tym, że zabarwiła na czarno żagle statków. Z kolei, przypominam, to wszystko rozpoczęło się 8 czerwca, 17 czerwca, bo tu mamy znowu dokładne zapiski, chmura trująca dotarła do Pragi, dzień później do Berlina, 20 czerwca pojawiła się w Paryżu. To też pokazuje na ten kierunek niezbyt typowy, no bo bliżej do Paryża z Islandii niż do Pragi. Także najwyraźniej tutaj coś szło przez Skandynawię.
I z kolei, skąd my o tym wszystkim wiemy, skąd mamy takie dokładne dane? To jest efekt tego, że w XVIII wieku panowała moda na pisanie wszelkich memoirów, pamiętników i innych takich rzeczy, a jednocześnie ludzie coraz bardziej interesowali się zjawiskami przyrodniczymi, to jeszcze wtedy trudno nazwać nauką we współczesnym tego słowa znaczeniu, ale już w tę stronę szliśmy, więc mamy dokładne zapiski o tym, co, gdzie, którego dnia się wydarzyło, i są prace, które to wszystko zbierają, analizują i są w stanie na tej podstawie odtworzyć przebieg zdarzeń.
To, co było meldowane, to przede wszystkim pojawienie się mgły i takiego zapylenia, tak gęstego, że słońce w ciągu dnia miało krwistoczerwony kolor, można było na nie patrzeć bez mrużenia oczu, co powodowało paraliż gospodarczy, można powiedzieć, no bo transport zdycha, statki nie wychodziły z portów. I co dalej? Problem polegał na tym, że dwutlenek siarki, o czym całkiem niedawno zresztą była mowa, też mieliśmy takie zdarzenie dosłownie, nie wiem, dwa tygodnie temu, że jeden z wulkanów islandzkich wyrzucił dużą chmurę dwutlenku siarki, natomiast on poszedł, można powiedzieć, górą, na dużej wysokości, w związku z czym ta chmura owszem dotarła przede wszystkim nad Wielką Brytanię, natomiast nie spowodowała tam żadnych istotnych problemów.
Było to meldowane, można to było obserwować na mapach, natomiast nic się nie wydarzyło. Natomiast w tamtym czasie problem polegał na tym, że chmura szła bardzo nisko i zaczęli umierać ludzie, zaczęły umierać zwierzęta. Mechanizm biologiczny jest dość prosty, to znaczy dwutlenek siarki rozpuszczony w wodzie, a nasze płuca działają dlatego, że mamy tam stałą wilgoć, taki dwutlenek siarki powoduje powstanie kwasu siarkowego. To jest znacznie słabszy kwas, ale wystarczająco mocny, żeby spowodować opuchliznę, żeby spowodować oparzenia w płucach, czyli tak naprawdę coś, co powoduje, że ludzie zaczynają się dusić, i dotyczyło to przede wszystkim tych ludzi, którzy pracowali na zewnątrz, czyli tych najbiedniejszych, bo jeżeli mieszkałeś w mieście, mogłeś się przed tym schronić i ta chmura nie była aż taka, żeby to był jak gaz bojowy, że wedrze się prawie wszędzie. Rzeczywiście schronienie się w zamkniętych pomieszczeniach powodowało, że nie było wielkiego problemu, natomiast ludzie, którzy oddychali tym na zewnątrz, zaczynali kasłać, dostawali zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli, dusili się.
Dramatyczne zdarzenie i oczywiście dotyczyło to również zwierząt, co ma znaczenie, tu już pomijam dramat tych zwierząt, ale miało ogromne znaczenie gospodarcze, dlatego że stada masowo ginęły i dla ludzi to był fundamentalny problem.
Ola: Tak, nie było mięsa, nie było nabiału, no i konie padały, a konie, to jeszcze o tym powiem za chwilę, ale konie to był podstawowy środek lokomocji w tym okresie.
Piotr: Dokładnie, więc tu mamy i problemy z żeglugą, i problemy z transportem na lądzie, także rzeczywiście istotnie duży problem. To, co się dalej działo, no to te pyły i te gazy rozprzestrzeniły się po całej półkuli północnej. Nie mamy doniesień z półkuli południowej i zresztą bardzo możliwe, że one tam nie dotarły, nie przekroczyły tej granicy równika, bo to, tak powiem, atmosferycznie jest trudne.
Natomiast wiemy, że monsun w tym roku był znacznie słabszy, co wywołało na bardzo dużych obszarach Azji suszę. Wiemy, że do Nilu dotarła właściwie połowa tej wody, która zwykle tam dociera w wyniku opadów, więc mieliśmy ogromną suszę w Egipcie, która zabiła jedną szóstą populacji tego kraju. Wiemy, że lato tego 1783 roku było bardzo, bardzo suche, bardzo gorące, i że te pyły, gazy tak naprawdę rozproszyły się dopiero jesienią, to znaczy dopiero jesienią przestano meldować o superkrwistych zachodach i wschodach słońca, o takich zjawiskach, które rzeczywiście świadczą o obecności tego pyłu w atmosferze.
Z kolei zima po tym osiemdziesiątym trzecim roku była wyjątkowo mroźna, wyjątkowo śnieżna. Z Ameryki mamy doniesienia o tym, że kra spływała Missisipi do Zatoki Meksykańskiej.
Ola: To już jest po prostu hardcore.
Piotr: To już jest grubo, jak najbardziej. W Europie były mrozy trwające po kilkadziesiąt dni i to takie mrozy, pomiędzy którymi nie było właściwie przerw, więc dla ludzi w tamtym czasie bardzo mordercze. No i potem przyszła wiosna, gdzie z tej ogromnej masy topiącego się śniegu były powodzie. Dodajmy, że to nie było tak, że ta erupcja ustała, więc tam cały czas do atmosfery…
Ola: Dosypywało do pieca.
Piotr: Było pompowane, dlatego że erupcja ustała dopiero w lutym osiemdziesiątego czwartego roku, czyli mamy od czerwca osiemdziesiątego trzeciego do lutego osiemdziesiątego czwartego. To jest naprawdę czas. To jest specyfika też tego rodzaju erupcji, bo wcześniej mówimy o erupcji, która trwała, jak się szacuje, od dziewięciu do czternastu, piętnastu dni. Tu mamy wielomiesięczną erupcję.
No i co się działo dalej? Kolejne lato po tej zimie i po tej wiośnie było bardzo nieurodzajne. Ludzie byli już osłabieni przez choroby, które ich dopadły w wyniku podtrucia siarką, dwutlenkiem siarki, również fluorem. Więc mamy do tego głód po bardzo ostrej zimie i fatalnej wiośnie. I mamy rozchwierutanie pogody, które trwało przez nawet kilkanaście lat, tak się szacuje. Czyli znowu gorące lata, mroźne zimy, niespodziewanie duże opady deszczu, przeplatane suszami.
Ola: Ale też mrozy w zupełnie niespodziewanych momentach, które niszczyły plony, tak?
Piotr: Dokładnie. I zresztą to było coś, co miało na tyle szeroki zasięg, że na przykład w Japonii wiemy, że w tym czasie był ogromny głód i że zmarło tam ponad milion ludzi. Także do tego jeszcze, żeby mało było, dołożyło się bardzo silne El Niño, czyli zjawisko, które można powiedzieć, że wpływa na pogodę na dużej części globu. Może nie na całym, ale w zestawieniu z taką erupcją rzeczywiście bardzo wiele może zmienić.
No i teraz, żeby dobrnąć do brzegu, mówi się, że to jest oczywiście dyskusyjne, i pewnie część historyków się nie zgodzi, ale mówi się, że to, co się działo w tym czasie, było jedną z głównych przyczyn wybuchu rewolucji francuskiej, czyli roku 1789, dlatego że od 1785 roku plony były bardzo niskie, co oczywiście u ludzi, którzy w tamtym czasie właściwie cały czas żyli na krawędzi, no nie chcę powiedzieć śmierci głodowej bez przesady, ale jakiekolwiek wahnięcie, które powodowało, że mieli mniej jedzenia, było katastrofalne dla bardzo dużej liczby osób. No i to oczywiście wywoływało zamieszki, niechęci społeczne, wiadomo, jakie napięcie generuje coś takiego.
W sumie szacuje się, że ta erupcja Laki zabiła na całym świecie około 6 milionów osób.
Ola: Co zważywszy na to, że jednak liczebność populacji ludzkiej była dużo niższa w tamtym okresie, to jest naprawdę znacząca liczba.
Piotr: No i to jest taki przykład, gdzie wiem, że to jest pewne uproszczenie, wywiedzenie tej rewolucji francuskiej, która była kulturowo gigantycznie ważnym wydarzeniem, przynajmniej dla naszej części świata, w prosty sposób z tej erupcji wulkanu może być dyskusyjne, ale widać tutaj ten związek przyczynowo-skutkowy, widać, jakim torem to szło.
Ola: Przynajmniej przyczyniło się do tego, że było więcej zamieszek, więcej niepokoju, głód, i to jakby spiętrzenie tych wydarzeń doprowadziło do eskalacji w postaci rewolucji.
Piotr: Teraz to nazywamy kryzysem albo recesją, tak ładnie, ale wtedy, jak dmuchnęło, to naprawdę problem był w zupełnie innej skali.
Ola: To ja jeszcze dorzucę do tego, co powiedziałeś. Pod koniec sierpnia tego roku doszły do nas alerty z Islandii, że z jednego z wulkanów, nie z Laki, ale z zupełnie innego, wydobywa się właśnie dwutlenek siarki. I chmura tego dwutlenku siarki zaczęła wędrować nad Europę, zawędrowała nad Wyspy Brytyjskie, no i zaczęła się przemieszczać w kierunku Polski, i przez nasze polskie media przeszły ostrzeżenia, alerty i różne alarmujące tytuły, które mówiły o tym, że zatruje nas chmura z wulkanu na Islandii.
I nie doszło do tego, żeby komukolwiek stała się krzywda. Te pyły, nie pyły, tylko dwutlenek siarki znajdował się w wysokich warstwach atmosfery i przy gruncie jego stężenie było niewielkie, znikome, nieszkodliwe dla zdrowia, w związku z czym obyło się bez incydentów. Natomiast te lekcje z przeszłości pokazują, że jest się czego obawiać i że takie alerty mają sens.
Piotr: I co więcej, przecież gdyby w tej chwili taka chmura z Islandii poszła nad Europę, to z wieloma rzeczami radzilibyśmy sobie lepiej, ale jednak nadal byłby ogromny problem i nadal mielibyśmy zatrucia, nadal mielibyśmy ogromne problemy z plonami i tak dalej. Ciężko sobie to wyobrazić. A jeszcze w międzyczasie sprawdziłem, bo zaintrygowało mnie, ile osób żyło na świecie około 1800 roku, powiedzmy, czyli właśnie w tym czasie, o którym mówimy.
Szacuje się, że to jest ten moment, kiedy ludzkość przekroczyła miliard istnień jednocześnie żyjących. Więc osiem razy mniej niż teraz, a zmarło sześć milionów, także tak sobie można przeliczyć, żeby porównać do tego, co teraz. Także znaczenie tego zdarzenia dla ludzkości, gospodarcze, społeczne, naprawdę było bardzo, bardzo duże.
1:04:56 Tambora i rok 1816 bez lata
Ola: Ledwo przeminęły echa rewolucji francuskiej te bezpośrednie, a echa pośrednie nadal rozchodziły się szeroko po świecie, a nadszedł rok 1816, który został nazwany rokiem bez lata. Zwróćcie uwagę, że właściwie to nastąpiło wkrótce po tamtych dramatycznych wydarzeniach.
Piotr: Dla ludzi to na pewno nie był czas, w którym można się jakoś odbudować.
Ola: Ci, co odbudowali swoje zasoby, no to znowu byli narażeni na kolejne klęski, bo lato 1816 roku nie przypominało tych letnich miesięcy, które uznawano za normalne. W Nowej Anglii, to jest wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, latem spadł śnieg. W całej Europie przechodziły deszcze. Było bardzo mroźnie i latem, i były przymrozki wiosną. Zimno, burzowo, ciemno. Pogoda zupełnie nieletnia, i właśnie Europa i Ameryka Północna ucierpiały z tego powodu najbardziej.
To, że za ten okres ciemności, zimna i nieurodzaju odpowiadał wybuch wulkanu, podejrzewano już od dawna. Ta hipoteza powstała w 1913 roku, ale dopiero w 2019 udało się ją potwierdzić naukowo, zgodnie z metodą naukową, że za rok bez lata odpowiedzialny był wybuch wulkanu Tambora w Indonezji, na wyspie Sumbawa.
Piotr: Indonezja po raz kolejny dowozi.
Ola: Tak, dowozi zdecydowanie. I ten wybuch miał miejsce w kwietniu 1815 roku, czyli rok wcześniej, 10 kwietnia. I to była erupcja największa zaobserwowana w historii. Można ją było usłyszeć z odległości 2-2,5 tys. kilometrów. I została oceniona na 6-7 punktów w tej 8-stopniowej skali eksplozywności wulkanicznej. Ta skala nie jest zamknięta.
Piotr: Może coś jeszcze?
Ola: Ósemka to wybuch taki największy zaobserwowany, jak Toba czy superwulkan Yellowstone. Natomiast jest to skala otwarta, więc jakby wszystko przed nami.
I co się stało wskutek wybuchu wulkanu Tambora? To był wybuch eksplozywny. I bezpośrednio wskutek tej erupcji zginęło ponad 11 tys. osób na samej wyspie Sumbawa i w okolicy. Ale tak naprawdę ofiar śmiertelnych było setki tysięcy, jeśli nie miliony, bo wskutek głodu i chorób, które były wywołane zniszczeniem zbiorów i pól, zatruciem wody czy powietrza, zmarło bardzo, bardzo wielu ludzi. Nie tylko w Azji, ale w ogóle na świecie.
No i oczywiście ta erupcja wysłała do atmosfery ogromną ilość dwutlenku siarki oraz rozmaitych pyłów, to są materiały piroklastyczne. I te pyły szybko rozprzestrzeniły się po całym świecie, pyły i gazy. Utleniły się i utworzyły aerozole siarczanowe, to już Piotrek to omówił. No i te aerozole, które unosiły się, okrążały Ziemię w stratosferze, spowodowały przejściowe, ale bardzo uporczywe ochłodzenie, i to niemalże z dnia na dzień, w skali globalnej to rzeczywiście z dnia na dzień. Bo rok po erupcji temperatura spadła o 1 do 3 stopni Celsjusza. To jest naprawdę dużo, różnica rok do roku.
I w tym 1816 roku temperatury w Europie były najniższe w ciągu co najmniej 250 lat. I tak jak już wspominałam, w jednym miejscu takie warunki wywołują suszę, w innym ogromne powodzie. Wpływają na zmianę cyrkulacji oceanu i atmosfery na bardzo wielką skalę. Już tutaj nie będziemy się zagłębiali w szczegóły. Natomiast dodam, że jakoś to tak się zawsze zbiega, tajemniczo, z okresami małej aktywności słonecznej.
Piotr: Tak, no bo za każdym razem widać, że to są rzeczy, które się jakoś kumulują. To znaczy nie mówię, że sama erupcja by nie wywołała jakichś istotnych zjawisk, natomiast to, co jest super dramatyczne, to jest właśnie kumulacja kilku czynników.
Ola: Tym razem, jak pamiętamy, mieliśmy małą epokę lodowcową, która się zakończyła dopiero pod koniec XIX wieku, a trwała od wieku XIV. Oraz był jeszcze dodatkowy czynnik w postaci minimum Daltona. To jest wyjątkowo mała aktywność słoneczna, która miała miejsce w latach 1790-1830. Czyli tak wszystko właśnie w okolicach rewolucji francuskiej i tego 1816 roku, związane właśnie z wojnami napoleońskimi, bo te wojny właśnie się wtedy rozgrywały. To nie był też przypadek, że wówczas to całe poruszenie w Europie miało miejsce.
Był powszechny nieurodzaj, niepokoje społeczne, głód, ogromna przestępczość, no i ceny jedzenia rosły dramatycznie. Plony były niszczone przez gwałtowne burze, ulewy. W tym czasie z brzegów wystąpiły wszystkie największe rzeki Europy, także były powodzie.
Piotr: To co zostało, to zostało zalane.
Ola: Tak, zalane, zniszczone, zadeptane. We wschodniej Kanadzie i w Nowej Anglii, czyli też na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, latem szalały ogromne burze śnieżne. Były dwie takie wielkie burze, które zasypały śniegiem całą powierzchnię dużych obszarów właśnie we wschodniej Kanadzie i Nowej Anglii. W ten sposób zniszczone zostały plony i ludzie umierali z głodu.
W Chinach latem padał śnieg, również na Tajwanie, a Tajwan, przypominam, to jest klimat tropikalny. Niskie temperatury zniszczyły uprawy ryżu w prowincji Yunnan, na południowym zachodzie Chin. No i miała wówczas miejsce klęska głodu, taka naprawdę wielka, jak na świat przystało, ale w Chinach, jak już są klęski głodu, to zazwyczaj są to ogromne klęski. No i tak, ludzie nie mogli wyżywić nie tylko siebie i swoich rodzin, ale też zwierząt gospodarskich. Ceny owsa, którym żywiono konie, gwałtownie rosły.
Piotr: Środek transportu.
Ola: Konie umierały z głodu, a częściej pewnie były zjadane, ponieważ był głód. No i już w roku 1817, to jest koincydencja, pytanie, czy to ma związek przyczynowo-skutkowy, podejrzewają historycy, że tak, że wynika to z zapotrzebowania na nowe środki transportu, niemiecki wynalazca Karl Drais skonstruował rower biegowy, nazywany wówczas drezyną. To jest taki rowerek biegowy.
Piotr: Chyba drewniane koła, nie polecam.
Ola: Tak jak dzieci się obecnie sadza na takich rowerkach biegowych, jak uczy się dzieci jeździć na rowerze.
Piotr: Tak, a to z kolei bardzo polecamy, mieliśmy o tym. W takich rowerkach dzieci uczą się znacznie szybciej zazwyczaj niż kiedy uczą się jeździć od razu z pedałami.
1:13:05 Skutki kulturowe: Frankenstein, Wampir i pożegnanie
Ola: Tak, i to był prototyp roweru, i właśnie to spowodowało, że potem wynaleziono rower w kształcie, jaki znamy obecnie. No i to miało jeszcze inne skutki, takie bardziej estetyczne, można powiedzieć, to całe zamieszanie, ochłodzenie i emisja pyłów. Otóż te pyły, które utrzymywały się w powietrzu, powodowały większe rozproszenie światła słonecznego. I takie światło wydaje się bardziej czerwone. Wskutek tego wschody i zachody słońca były bardziej takie tajemnicze, spektakularne, ale też trochę przymglone. No i ta kolorystyka zdominowała malarstwo z 1816 roku, i to widać dokładnie na obrazach Williama Turnera czy Kaspara Davida Friedricha.
I również ten rok bez lata wpłynął na literaturę, i to nie banalnie, bo pewnie znacie tę historię, ale ja ją przytoczę, bo ją ogromnie lubię. W 1816 roku na deszczowych wakacjach nad Jeziorem Genewskim przebywali niezwykle bogaci i wpływowi ludzie, czyli Lord Byron, Mary Shelley i John William Polidori. I to są nazwiska, które szerokim echem odbiły się w literaturze europejskiej.
Dodajmy, że nad Jeziorem Genewskim, to było w Szwajcarii, akurat w Szwajcarii wskutek tej klęski roku 1816 wybuchły zamieszki bardzo szeroko rozpowszechnione, w związku z czym tam ogłoszono jakiś stan wyjątkowy nawet i w ogóle tam się dużo działo, a oni tak sobie nudzili się bardzo w willi nad Jeziorem Genewskim i zrobili sobie taki wewnętrzny konkurs na najstraszniejsze opowiadanie, jakąś historię grozy.
No i Byron napisał wiersz "Ciemność", który zaczyna się od słów "Miałem sen, który nie był tylko snem. Jasne słońce zgasło." Nie wiem, czy to jest dobre tłumaczenie, z góry przepraszam, ale mniej więcej oddaję sens. Mary Shelley stworzyła gotycką powieść, słynną bardzo, bardzo, pod tytułem "Frankenstein". Natomiast Polidori napisał opowiadanie "Wampir" i w ten sposób wprowadził postać wampira do literatury romantycznej, bo to oczywiście nie on wymyślił postać wampira, bo te wampiryczne wątki już od dawna istniały.
Piotr: Mamy o tym potworze, więc nie mamy o zombie.
Ola: A o wampirach? Może na jakiś Halloween tegoroczny? Okej, w każdym razie wprowadził postać wampira do literatury romantycznej, no i właśnie te utwory stały się taką bazą tej literatury gotyckiej.
Piotr: Pozdrawiamy naszą córkę, która jest wielbicielką literatury romantycznej i szczególnie gotyckiej. A ja tym, którzy nie czytali "Wichrowych Wzgórz", bo uznali, że to jest głupie romansidło, tak jak ja to kiedyś uznałem, na wszelki wypadek przeczytałem "Wichrowe Wzgórza" rok albo dwa lata temu. Słuchajcie, świetna gotycka powieść, super mroczna, bardzo dobra.
Ola: No jest, jak ja się przyznam do mojego guilty pleasure, jakim było czytanie "Przeminęło z wiatrem", które mam wrażenie, że jakbym znowu przeczytała, to już by bardzo trąciło myszką, i zwłaszcza te konfederackie zacięcia, które tam się pojawiają.
Piotr: "Wichrowe Wzgórza" nie trącą żadnymi gryzoniami, naprawdę to jest niezwykła opowieść.
Ola: Natomiast my wam polecamy i "Frankensteina", i "Wampira" Byrona, czytajcie, zobaczcie, co tam się nad tym Jeziorem Genewskim urodziło.
Piotr: Wspomnijcie na wulkany.
Ola: A słowem na dziś jest Wampir.
Piotr: No to dzięki, cześć.
Ola: Cześć.
Źródła
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_wulkanu_Toba
* https://en.wikipedia.org/wiki/Youngest_Toba_eruption
* https://en.wikipedia.org/wiki/Population_bottleneck
* https://en.wikipedia.org/wiki/Minimum_viable_population
* https://www.livescience.com/29130-toba-supervolcano-effects.html
* https://en.wikipedia.org/wiki/Founder_effect#Among_human_populations
* https://www.sci.news/othersciences/anthropology/pleistocene-human-bottleneck-12232.html
* https://www.science.org/doi/10.1126/science.abq7487
* Kyle Harper, "Los Rzymu. Klimat, choroby i koniec imperium", Wydawnictwo Napoleon V, 2021
* https://www.science.org/content/article/why-536-was-worst-year-be-alive
* https://history.fas.harvard.edu/files/gibbons_a_2018_science_mag_re_ad536.pdf
* https://cp.copernicus.org/preprints/cp-2022-23/cp-2022-23-manuscript-version4.pdf
* https://www.researchgate.net/figure/Volcanic-radiative-forcing-536-544-CE-estimated-from-ice-core-records-a-Reconstructed_fig5_301312585
* https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/147609930
* https://ui.adsabs.harvard.edu/abs/2020EGUGA..2219943V/abstract
* https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0277379119301465
* https://en.wikipedia.org/wiki/Laki
* https://volcano.uri.edu/lava/LakiEruption/Lakierupt.html
* https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0377027319305220
* https://archive.blogs.harvard.edu/wheredisasterstrikes/volcano/laki-1783-1784/
* https://www.crazynauka.pl/wybuch-wulkanu-ktory-wywolal-rewolucje-francuska/
* https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1748-9326/ab3a10
* https://greatbigstory.com/the-year-without-a-summer/
* https://kopalniawiedzy.pl/atmosfera-aerozol-zachod-slonca-kolor-obraz,19979
* https://scied.ucar.edu/learning-zone/how-climate-works/mount-tambora-and-year-without-summer
Źródła
Wąskie gardło sprzed 70 tys. lat
- pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_wulkanu_Toba
- en.wikipedia.org/wiki/Youngest_Toba_eruption
- en.wikipedia.org/wiki/Population_bottleneck
- en.wikipedia.org/wiki/Minimum_viable_population
- livescience.com/29130-toba-supervolcano-effects.html
- en.wikipedia.org/wiki/Founder_effect
- sci.news/othersciences/anthropology/pleistocene-human-…
- science.org/doi/10.1126/science.abq7487
Kyle Harper, “Los Rzymu. Klimat, choroby i koniec imperium”, Wydawnictwo Napoleon V, 2021
- science.org/content/article/why-536-was-worst-year-be-alive
- history.fas.harvard.edu/files/gibbons_a_2018_science_mag_re_ad536.pdf
- cp.copernicus.org/preprints/cp-2022-23/cp-2022-23-manuscript-ve…
- researchgate.net/figure/Volcanic-radiative-forcing-536-544-CE-…
- uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82l…
- ui.adsabs.harvard.edu/abs/2020EGUGA..2219943V/abstract
- sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0277379119301465
Rewolucja francuska
- en.wikipedia.org/wiki/Laki
- volcano.uri.edu/lava/LakiEruption/Lakierupt.html
- sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0377027319305220
- archive.blogs.harvard.edu/wheredisasterstrikes/volcano/laki-1783-1784/
- crazynauka.pl/wybuch-wulkanu-ktory-wywolal-rewolucje-francu…
