Podcast Crazy Nauka · odc. 82

Powódź w Polsce 2024: wyjaśniamy przyczyny katastrofy

16-09-2024 · 53 min · Tematyczny, Katastrofy, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

– Jaki ciąg zdarzeń doprowadził do tak gigantycznych opadów na południu Polski?
– W jakim stopniu powódź w 2024 roku jest podobna do powodzi tysiąclecia z 1997 roku?
– Czy to wina ocieplenia klimatu?
– Czy takie powodzie będą się powtarzać?

Ogromnie współczujemy mieszkańcom terenów dotkniętych powodzią. Jednocześnie skupiamy się na aspekcie naukowym, w którym – korzystając z wiedzy specjalistów – możemy poruszać się w miarę pewnie.

Ciąg zdarzeń, który doprowadził do powodzi na południu Polski, odtworzyliśmy w oparciu o raporty i doniesienia m.in. Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w konsultacji ze specjalistami, w tym z meteorologiem i hydrologiem, oraz korzystając m.in. z informacji publikowanych przez wyspecjalizowane serwisy meteorologiczne. Źródła danych dobraliśmy z dużą starannością, żeby nie epatować rekordami, tylko rzetelnie wytłumaczyć przyczyny tej sytuacji.

Za konsultację dziękujemy dr. Sebastianowi Szklarkowi z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk, twórcy świetnego bloga “Świat wody”.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Jaki ciąg zdarzeń doprowadził do tak gigantycznych opadów na południu Polski?

Ola: W jakim stopniu powódź w 2024 roku jest podobna do tej z 1997 roku?

Piotr: Czy to wina ocieplenia klimatu?

Ola: I czy takie powodzie będą się powtarzać? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Trochę inaczej niż planowaliśmy, bo miał być kolejny krótki odcinek, taki z newsami. Właściwie to będą newsy.

Ola: No niestety będą, bo podejmujemy dziś bardzo aktualny i bardzo trudny temat katastrofalnej powodzi w Polsce. Powodzi, która wciąż jeszcze trwa, kiedy przygotowujemy ten odcinek podcastu. Z przerażeniem obserwujemy i nieszczęścia, i zniszczenia, które dotknęły mieszkańców zalanych obszarów, w tym naszych przyjaciół.

Za swój obowiązek uważamy klarowne przedstawienie wam tego wyjątkowego ciągu zdarzeń, który doprowadził do katastrofy. Poziom wody w wielu miejscach znacznie przekroczył ten z rekordowego 1997 roku. Dość precyzyjnie można już wskazać czynniki, które to spowodowały.

Piotr: I tu jedna informacja. Nie będziemy wam powtarzać newsów o tym, gdzie co jest zalane, jaki poziom wody i tak dalej. To nie ma sensu.

Te informacje dostajecie z mediów. My skupimy się na czym innym. Chcemy przedstawić wam właśnie ten ciąg zdarzeń, który odtworzyliśmy w oparciu o raporty i doniesienia między innymi Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Zrobiliśmy to wszystko w konsultacji ze specjalistami, w tym z meteorologiem i z hydrologiem. Korzystamy między innymi z informacji publikowanych przez polskich łowców burz. Bardzo dokładnie staraliśmy się dobrać te źródła, z dużą starannością, żeby nie bawić się w rekordy i nie opowiadać w tonie sensacyjno-ciekawostkowym o tych wydarzeniach, tylko możliwie rzetelnie wytłumaczyć przyczyny tej sytuacji, ale też pokazać, jak ona się odnosi do innych podobnych zdarzeń. Bardzo wyraźnie podkreślamy, że w tym podcaście tłumaczymy pogodowe przyczyny tej powodzi.

Analizujemy przypadki miejsc, które w niej najbardziej ucierpiały, ale nie chcemy oceniać tego, jak była przygotowana infrastruktura powodziowa, kto zawinił. Po pierwsze, polityka to nie nasza działka, po drugie, na takie rozliczenia i wyliczenia przyjdzie czas. Nie na tym się skupiamy.

Ola: I nie będziemy też dziś mówić o ludzkich dramatach i o sytuacji społecznej. Mają one oczywiście ogromne, kluczowe znaczenie, ale po pierwsze jest jeszcze za wcześnie, by omawiać skalę tych strat, a po drugie po prostu nie czujemy się kompetentni, by poruszać takie super trudne tematy w tej chwili. Skupiamy się więc na aspekcie naukowym, w którym, korzystając z wiedzy specjalistów, możemy się poruszać w miarę pewnie.

Jeśli chodzi o kwestie ludzkie i sytuację społeczną, to zdecydowanie polecamy wam zbiórki dla ofiar powodzi, zbiórki materialne, zbiórki pieniędzy. Gorąco zachęcamy was do wpłacania datków, ale z drugiej strony uczulamy was na to, abyście uważnie weryfikowali te zbiórki, żeby po prostu nie dać zarobić tym, którzy żerują na ludzkim nieszczęściu.

Piotr: Od dezinformacji i misinformacji towarzyszącej tym zdarzeniom i je poprzedzającej będziemy jeszcze mówili pod koniec tego odcinka. A teraz jasny punkt, bo chcieliśmy podkreślić, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

Piotr: No to zaczynamy.

0:04:05 Ciąg zdarzeń: rekordowe opady i stany wód

Ola: Zacznijmy od tego, że w ciągu czterech ostatnich dni, czyli między 12 a 15 września 2024 roku, w wielu miejscowościach na południu Polski, przede wszystkim na południowym zachodzie, spadło od 300 do ponad 400 litrów wody na metr kwadratowy. To jest tyle, ile powinno tam spaść w ciągu czterech, a nawet sześciu miesięcy. Te dane przedstawił dziś w TVN Grzegorz Walijewski, zastępca dyrektora Centrum Hydrologicznej Osłony Kraju w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, czyli IMGW.

Co oznacza te 300 do 400 litrów wody na metr kwadratowy? To jest ta sama wartość, którą określa się w milimetrach, na przykład mówiąc, że spadło 400 milimetrów wody, czyli 40 centymetrów. Wyobraźcie sobie, że na każdy metr kwadratowy na danym obszarze spada 40 centymetrów słupa wody.

Piotr: Tak, nie na jeden, że się to na boki rozpłynie. To jest trochę trudne do wyobrażenia.

Ola: Kumuluje się w dolinach rzecznych, spływa z gór, zbiera się w nieckach. Jest to absolutnie niszczycielski żywioł i można sobie tylko wyobrazić skalę, zresztą widzimy to w mediach. IMGW podaje, że padły nowe rekordy stanów wody.

Na przykład w Kłodzku, na Nysie Kłodzkiej, zanotowano 798 centymetrów, czyli 5,5 metra powyżej stanu alarmowego i prawie 1,5 metra więcej niż wynosiło absolutne maksimum z 1997 roku. Również na Górnej Odrze zostały pobite rekordy.

Piotr: Warto też dodać, że w tym samym czasie wschodnia i północna część Polski wciąż jest w stanie suszy hydrologicznej. Mamy wciąż rekordowo małe poziomy wody. Oczywiście zajmie chwilę, zanim dotrze fala wody, która płynie z południa, chociaż to też jest sytuacja, która nie wyrówna tej suszy.

To, że woda pójdzie korytami rzek, nie znaczy, że nawodnią się lasy, pola i tak dalej. To dość dziwaczna sytuacja: z jednej strony susza, z drugiej powódź. Nie jest to może aż tak dziwaczne, kiedy spojrzymy na to, co się mówiło od lat o zmianach klimatu, ale o tym będziemy jeszcze mówić.

0:06:39 Niż genueński: mechanizm meteorologiczny

Ola: To jaki właściwie ciąg zdarzeń doprowadził do tak gigantycznych opadów na południu i południowym zachodzie Polski?

Piotr: To jest przede wszystkim ważne, dziwne i chyba trzeba powiedzieć: bezprecedensowe. To ten moment pojawienia się tej powodzi, to znaczy połowa września. We wrześniu te opady powinny być zwykle, statystycznie, zdecydowanie niższe niż w lipcu, kiedy zdarzyła się powódź w 1997 roku.

To było 5-6 lipca. Druga taka powódź, choć już nie tak, o nieco innym charakterze, trochę mniej dramatyczna, wydarzyła się w 2010 roku. To był 14 maja i 9 czerwca, czyli zupełnie inna pora roku.

Dość powiedzieć, że średnio opady w lipcu to około 55 milimetrów na metr kwadratowy. To oczywiście zależy od miejsca, a we wrześniu to już jest około 40 milimetrów, czyli naprawdę duża różnica. Co więc właściwie się takiego wydarzyło, że akurat teraz, we wrześniu, dochodzi do tej katastrofalnej powodzi?

Wszyscy wiemy, że winny jest ośrodek niskiego ciśnienia, zwany zwłaszcza chętnie w mediach niżem genueńskim. Nazwany Borisem, to znowu medialna nazwa, a przez meteorologów nazwany [? niepewne: Anet]. W te nazwy nie będziemy wchodzili, bo to jest dość pokręcone.

Ola: Będziemy używali nazwy niż genueński.

Piotr: Trzymajmy się tego, zwłaszcza że Boris czy [? niepewne: Anet] to są nazwy tego konkretnego zdarzenia z tej daty. Natomiast niż genueński to jest zjawisko powtarzalne i o nim jeszcze będziemy mówili. Niż genueński to taki niż, który przemieszcza się szlakiem 5B, w schemacie torów niżów europejskich opracowanym jeszcze w XIX wieku przez Wilhelma van Bebbera.

To był niemiecki meteorolog, który jako pierwszy wykreślił drogi, którymi wędrują niże po Europie. Europa jest dość pokręconym kontynentem, bo niewielkim, a przeciętym pasmami górskimi, otoczonym z różnych stron różnymi morzami o różnej charakterystyce. W każdym razie ten schemat 5B, do którego się tu odwołujemy, przebiega od Zatoki Genueńskiej, która znajduje się na zachód od krańca cholewki włoskiego buta.

Ola: Kraniec cholewki, czyli tak jakby wziąć taki kozaczek, sama góra pod kolanem.

Piotr: Tak jest.

Ola: I na zachód, czyli w stronę Francji.

Piotr: Genua jest tam po prostu, można powiedzieć, bardziej po francuskiej stronie Włoch. Tam się rodzi, potem wędruje przez Nizinę Padańską, Nizinę Węgierską, w kierunku Europy Środkowo-Wschodniej. Takie niże przemieszczają się właśnie z Zatoki Genueńskiej w kierunku północno-wschodnim.

Z kolei wysokie temperatury wody w Zatoce Genueńskiej sprawiają, że te niże dają wysokie sumy opadów. Czyli, jak to się mówi fachowo, charakteryzują się dużą wodnością. Po prostu niosą bardzo dużo wilgoci znad Morza Śródziemnego.

Do tego, jak to z tą wodnością było, jeszcze wrócimy.

Ola: A dodatkowo te niże genueńskie, które przemieszczają się z południa Europy w kierunku północno-wschodnim, po drodze napotykają przeszkody. To łańcuchy górskie: na początku Alpy, potem Sudety i Karpaty.

Kiedy więc opady docierają do tych przeszkód, stają się bardziej intensywne. Dlaczego tak się dzieje? Nazywa się to wymuszeniem orograficznym i jest związane z ruchem pionowym powietrza.

Ten ruch jest wymuszany przez przepływ nad górami. Napływające masy powietrza wznoszą się nad górami, ochładzają się i wtedy tracą część pary wodnej poprzez skraplanie. W górach zawsze więcej pada i absolutnie nic na to nie możemy poradzić.

Widziałam w komentarzu, że jedynym sposobem zapobieżenia tej katastrofie byłoby zrównanie gór z ziemią. Chociaż akurat to chyba nie pomogłoby specjalnie mieszkańcom Dolnego Śląska czy województwa opolskiego.

Piotr: Kotlinie Kłodzkiej by pewnie pomogło, ale nie planujemy takiego rozwiązania, więc nie będziemy go analizowali.

Ola: W przypadku Polski największy efekt takiego wzmocnienia opadów nad górami występuje wtedy, kiedy te opady przemieszczają się z północy na południe i spiętrzają się na dowietrznej stronie łańcuchów górskich w południowej części kraju. Wytłumaczmy to powoli: mówiąc obrazowo, kiedy opady wraz z wiatrem napływają od północy, czyli z góry mapy, dobijają do gór i wtedy właśnie następuje to wypadanie się wody z chmur.

Piotr: Dobra, ale poczekaj, bo przed chwilą mówiliśmy o niżu genueńskim, Genua, Włochy, te sprawy, czyli jesteśmy na południu i ten cały niż idzie do nas z południa. Ty teraz mówisz, że jak idzie od północy, to się wypada. To o co chodzi?

Ola: Tutaj była sytuacja szczególna, dlatego że w drugiej części ostatniego epizodu opadowego, jak to ładnie meteorolodzy określają, czyli właśnie na przełomie soboty i niedzieli, układ niżowy, o którym mówimy, położony był w pobliżu południowych granic naszego kraju. Tam znajdowało się centrum tego układu niżowego, krążyło nad granicą polsko-czeską, polsko-słowacką.

Piotr: Tak, widać było, jak się to odtwarzało na mapach meteo, że kręcił się taki ogromny wir i właśnie jego środek był gdzieś tam.

Ola: Teraz istotne, żeby to sobie wyobrazić przestrzennie, choć nie mamy niestety do dyspozycji obrazu.

Piotr: Szkoda, że państwo tego nie widzą.

Ola: Nie możemy państwu tego pokazać ani zaprezentować, ale teraz uruchamiamy wyobraźnię i widzimy układ niżowy jako wielki wir, w którego centrum jest właśnie pogranicze polsko-czeskie, polsko-słowackie, a w tym wirze masy powietrza i opady obracają się wokół centrum.

Piotr: I co ważne, i to być może nawet najważniejsze w tym myśleniu: obracają się w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, bo tak mają niże na naszej półkuli.

Ola: Tak, i teraz sobie to wyobraźmy: kierunek odwrotny do ruchu wskazówek zegara, więc najpierw te opady są zaciągane nad Polskę od południa, następnie zataczają lekki łuk i zawracają, aby od północy spłynąć na nasze góry, na południowy zachód, spadając przede wszystkim właśnie od północy na województwa dolnośląskie, opolskie, śląskie i małopolskie. Właśnie tak to się stało w tym wypadku.

Piotr: Ten efekt, o którym mówiłaś, czyli że mimo, że niż nadszedł z południa, to zrzut opadów to były opady z chmur idących od północy, bo to wiruje. One zakręciły nad Polską i dojechały z północy.

Ola: I zrzuciły tam swój bagaż.

Piotr: To nie jest nic skrajnego, to dość normalna sytuacja. Zdarza się i nie ma tu specjalnie powodów, żeby wydarzyły się jakieś szczególne rzeczy, chyba że przemieszczanie się niżu zostanie spowolnione albo wręcz zablokowane przez układ, albo bardziej złożone układy wysokiego ciśnienia, które zalegają nad północą albo północno-wschodnią częścią kontynentu. I dokładnie to się wydarzyło.

To istotna sprawa, bo do powstania tego ośrodka niskiego ciśnienia, tego z okolic Zatoki Genueńskiej, doszło 11 września. To był efekt napływu chłodnego powietrza nad obszar wygrzanego morza. I tu jest sprawa absolutnie kluczowa: Morze Śródziemne było rekordowo gorące tego lata, rekordowo.

Wiele osób się cieszyło, że takie ciepłe morze, no okej, ale ma to swoje konsekwencje, jak widać. Wyjątkowo wysokie temperatury tych powierzchniowych wód oznaczają, jak można się domyślić, bardzo intensywne ich parowanie. To są prawa termodynamiki: jak temperatura atmosfery rośnie, to wzrasta też ilość zawartej w niej pary wodnej, czyli mamy te dwa elementy. Jedno to bardzo intensywne parowanie, bo cieplejsza woda.

Drugie to to, że atmosfera gromadzi więcej wody, bo po prostu ciepłe powietrze jest w stanie przechowywać więcej pary wodnej. Jeśli sobie przypomnicie takie doświadczenie, które nawet gdzieś pokazywaliśmy, a które można wykonać w zimie: idziemy sobie z kubkiem wrzątku i chlapiemy nad głową, tylko żeby się nie polać, przy mrozie minus 10 stopni, to mamy taki piękny obłok pary, dlatego właśnie, że zimne powietrze źle przechowuje parę wodną, więc szybko ta para się skrapla i dostajemy taki efekt. Tutaj mamy właśnie gorące powietrze, mnóstwo wody w nim przechowanej, czyli mamy do czynienia z ogromnymi masami powietrza, które niosą więcej wody niż w przeciętnym niżu genueńskim.

Ten niż nie był przeciętny, dlatego że woda w Morzu Śródziemnym była bardzo gorąca. Kluczowym, najbardziej dramatycznym elementem okazało się właśnie to zablokowanie, uwięzienie niżu nad pograniczem polsko-czeskim, polsko-słowackim, bo 14 września centrum niżu genueńskiego znajdowało się nad województwem śląskim i wtedy przestał się przesuwać na północny wschód, tak jak by to było, gdyby nie blokada. Zablokowany został z kolei przez potężny wał wyżowy, który rozciągał się od Europy Zachodniej przez Północną, aż do Północno-Wschodniej, a były to w sumie aż trzy wyże, które mają swoje imiona, niekompletnie istotne. W każdym razie miały centrum nad kanałem La Manche, nad Skandynawią i nad Rosją, i to tak naprawdę spowodowało, że niż genueński, który normalnie by popłynął dalej, zatkał się, zablokował się i przez to wypadał się, czyli zrzucił całą tę ogromną, większą niż zazwyczaj ilość wody, którą niósł, właśnie nad Europą Środkową, nad Europą Wschodnią: Polska, Austria, Czechy, rejony, które zostały najintensywniej zalane.

0:17:39 Czy to wina zmian klimatu?

Ola: Teraz dochodzimy do pytania, czy jest to wina ocieplenia klimatu, ta cała sytuacja. Jak zawsze w nauce, bardzo trudno jest określić, czy konkretne zjawisko pogodowe jest skutkiem właśnie ocieplenia klimatu.

Piotr: Tak, klimatolodzy się wzdragają.

Ola: Wzdragają, nie lubią takich sytuacji, ale w tym akurat przypadku bardzo, bardzo dużo wskazuje na to, że czas oraz intensywność tego, co się dzieje, są związane z tym, co się dzieje obecnie z naszym klimatem. Otóż ocieplenie klimatu, a szerzej zmiana klimatu, sprawia, że niże tego typu co genueński, tak jak Piotrek powiedział, niosą więcej wody. Bo wyższa temperatura powierzchni morza to większe parowanie powierzchniowe.

Ponieważ temperatury globalne rosną, rosną też temperatury wody w morzach. W tym konkretnym przypadku za zwiększenie sumy opadu można w części, albo w większej części, winić rekordowo ciepłe Morze Śródziemne. I to w połowie września, czyli w miesiącu, w którym sumy opadów, jak już wspomnieliśmy, powinny być zdecydowanie niższe niż w miesiącach letnich czy wiosennych, kiedy zwykle zdarzają się powodzie.

Tak, zdarzają się wtedy te największe powodzie niezwiązane z roztopami. Należy oczekiwać niestety, że w cieplejszym klimacie opady z takich układów niżowych będą większe, bo temperatury będą rosnąć, a wraz z nimi temperatury wody morskiej.

Będzie to związane również z tym, jak zachowuje się Morze Śródziemne w okolicach Zatoki Genueńskiej, a tam jest naprawdę niewesoło, bo rzeczywiście panują tam morskie upały. Całe to lato było bardzo upalne. Trudno jest jednak jednoznacznie powiedzieć, czy i w jakim stopniu zmiana klimatu wpłynie na częstotliwość występowania takich zjawisk, z jakim mieliśmy i wciąż mamy do czynienia.

Piotr: Skorzystaliśmy tu z wiedzy profesora Piotra Skubały z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członka Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Wypowiedział się on dla serwisu NextGazeta.pl, z którym kiedyś miałem bliskie związki, i powiedział tak: "Niż genueński jest typowym zjawiskiem meteorologicznym, jednak częstość i siła oddziaływania tego rodzaju zjawisk pogodowych jest coraz większa. Sytuacje suszy i nawalnych deszczy, dotykające coraz dotkliwiej nasz kraj, to podręcznikowy przykład tego, do czego prowadzi emisja gigantycznych ilości gazów cieplarnianych, o czym ostrzegają naukowcy od dekad. Kroki zaradcze, które musimy wprowadzić, są nam znane i określone w ramach kolejnych konferencji klimatycznych poświęconych bioróżnorodności. Dlaczego ich nie realizujemy?"

To spojrzenie na to, co zawsze było mówione. My też już to mówiliśmy nie wiem ile razy, ale dużo: że zmiany klimatu będą powodowały częstsze i bardziej intensywne zjawiska ekstremalne. Mamy zjawisko ekstremalne.

Czy częstsze? Oby nie, oby się to nie powtarzało.

Ola: Natomiast my rzeczywiście odczuwamy częstsze susze. Właściwie susze mamy nieustające już od kilkunastu lat i są one rzeczywiście bardziej intensywne i niemal nieprzerwane. Trzeba tu powiedzieć, że takie nawałnice jak ta, której byliśmy i wciąż jesteśmy świadkami, następują naprzemiennie z suszami.

Piotr: Jednocześnie, tak jak teraz, my jesteśmy w okolicach Warszawy i tu trochę popadało. Wiemy, że na Mazowszu były nawet trąby powietrzne. To był efekt tego, że na styku tego niżu genueńskiego z tymi wyżami, o których mówiliśmy, tam gdzie te dwie masy powietrza na siebie napierały, zachodziły takie ekstremalne zjawiska.

Faktem jest, że u nas w rejonie nie popadało za bardzo. Nadal jest strasznie sucho, czyli mamy bardzo duży rozrzut, można powiedzieć, na terenie Polski. Jeśli spojrzy się na mapy hydrologiczne sprzed kilku dni, to w tych rejonach, gdzie w tej chwili jest powódź, jeszcze 4-5 dni temu były ekstremalnie niskie poziomy wody.

To też ma znaczenie, bo wysuszona ziemia gorzej przyjmuje w pierwszej chwili wodę, to znaczy ta woda nie wsiąka, tylko spływa. Odwołując się do konkretnych informacji: 9 września wspomniany IMGW pisał, że obserwowano aż 26 stacji, na których stany wody były niższe od dotychczasowych minimów.

Czyli absolutnie była supersusza, po której przyszły superintensywne opady, jeszcze wzmocnione gorącem Morza Śródziemnego. Podsumowując ten kawałek: wygląda na to, że na intensywność tego zjawiska miała bezpośredni wpływ zmiana klimatu. Oczywiście wiele osób uważa, że nie, ale nic nie poradzimy na to, że tak uważają.

0:23:27 Porównanie z powodziami 1997 i 2010

Ola: Teraz pojawia się kolejne pytanie: czy to jest powtórzenie sytuacji z roku 1997 i 2010, czyli tych sytuacji, które wywołały poprzednie wielkie powodzie? Zacznijmy od aspektu meteorologicznego, bo pod względem ilości, wielkości opadów, czyli tak zwanych najwyższych sum opadu, powódź, której jesteśmy obecnie świadkami, przypomina bardziej tę z 1997 roku niż z 2010. Chociaż wszystkie powstały w bardzo podobny sposób, bo ich źródłem był oczywiście ten sam niż genueński, o którym tu szeroko mówimy.

Należy pamiętać, co było inne w roku 1997, podczas powodzi tysiąclecia.

Piotr: Tam były dwie fale opadowe.

Ola: Pierwsza od 4 do 8 lipca, druga po 17 lipca. Chociaż najwyższe sumy w tych obu falach notowano jeszcze w nieco innych miejscach. W pierwszej z tych fal najwyższe sumy opadów notowano na bardzo zbliżonym obszarze do tego, co teraz się dzieje: we wschodniej części Kotliny Kłodzkiej, w Górach Opawskich i w Sudetach.

Piotr: Tak, czyli w tej chwili zalewane podczas tej powodzi są te same miejscowości, które ucierpiały szczególnie w początkowej fazie, w tej pierwszej fazie opadów w 1997 roku.

Ola: A jeśli chodzi o tę powódź z 2010 roku, to ona była jeszcze inna. Objęła w większym stopniu dorzecze Wisły. My tu mówimy przede wszystkim o dorzeczu Odry w 2024 roku, a rok 1997 również dotyczył przede wszystkim dorzecza Odry.

Natomiast rok 2010 to było dorzecze Wisły, bo najwyższe opady były przesunięte na wschód w porównaniu do tego, co było w tym roku i w 1997.

Piotr: No tak, czyli tam też niż genueński, ale inaczej to przebiegało. Pewnie trzeba by odtworzyć, pewnie te wyże były na przykład bardziej odsunięte na wschód, te, które wtedy blokowały ruch. Teraz ważna sprawa: czy te powodzie, zwłaszcza tę z 1997 i 2024 roku, można porównywać.

Ta z 1997 roku jest w ogóle mocno obecna, można powiedzieć, w naszym myśleniu, nawet w naszej kulturze. Chociażby kto oglądał seriale "Rojst" czy "Wielka Woda", ten wie, to są seriale, które się kręcą wokół tych tematów. Więc pytanie, czy w ogóle da się i czy jest sens porównywać te wydarzenia.

Sens jest na pewno, tak uważam, bo my, ludzie, tak mamy, że potrzebujemy jakichś punktów odniesienia. Potrzebujemy wiedzieć, co jest bardziej, a co mniej. Nasze ulubione hasła w rodzaju tego, że coś ma pojemność 400 basenów olimpijskich albo wysokość 25 pałaców kultury.

Ola: Albo wieży Eiffla, statuy wolności.

Piotr: Tak, to są klasyczne takie odniesienia, porównania, więc nie wstydźmy się i nie bójmy tego, że porównujemy. Pytanie, czy da się porównać te zdarzenia. Można to robić w taki najbardziej, nie chcę powiedzieć najprostszy, może najbardziej skomplikowany, ale najsolidniejszy sposób.

Czyli biorąc pod uwagę skutki tej powodzi: zarówno przypadki śmierci, jak i straty gospodarcze, liczbę zniszczonych domów, obiektów publicznych. Takie rzeczy trzeba policzyć, trzeba zbadać. Na to przyjdzie czas, teraz jest w ogóle za wcześnie, żeby o tym mówić, bo powódź trwa. Skupimy się raczej na innym aspekcie. Zapytaliśmy właśnie o ten naukowy aspekt porównania specjalistę, doktora Sebastiana Szklarka z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk, twórcę świetnego, bardzo przez nas zawsze polecanego, zwłaszcza teraz wyjątkowo, bloga "Świat wody". Zajrzyjcie tam sobie na ten blog. Właśnie o to zapytaliśmy Sebastiana, czy można porównywać i jakie elementy trzeba brać pod uwagę, żeby to miało sens:

"Tak naprawdę, jeżeli ktoś by chciał taką analizę przeprowadzić, to trzeba zacząć od intensywności deszczu, czyli ile wody spadło w jakim czasie. To jest pierwsza rzecz, którą powinniśmy porównywać. A druga rzecz, co się później działo z tą wodą, jak ona spadła.

Trochę się zmieniło w całym tym obszarze od 1997 roku. Zmieniło się to, że jednak część inwestycji hydrotechnicznej powstała, która miała zabezpieczyć przed taką kolejną powodzią. Ale w międzyczasie zaszły też inne zmiany, czyli może jest więcej domów w terenach zalewowych.

Pewnie struktura lub powierzchnia lasów się zmieniła. Trzeba by też porównać, czy terenów odwadnianych jest więcej, czy mniej. Betonozy jakiejś wielkiej bym się nie spodziewał w tym regionie.

Natomiast jeżeli szlak był ziemny, z takimi fajnymi drewnianymi, poprzecznymi korytkami, które wodę kierują, a został na przykład zamieniony na asfaltowy, bo turystom wygodniej, to to też jest kolejny element, który dokłada swoją kropelkę przyczyn do intensyfikacji różnych zjawisk. Jeżeli chodzi o same stany wody na rzekach, to też można porównywać, ale to będzie dopiero, jak ta fala tak naprawdę przejdzie: czas jej wzrostu i punkt kulminacyjny.

Bo te dwie rzeczy trzeba byłoby rozpatrywać. W niektórych miejscach mamy powódź, bo poziom wody był za wysoki i przelał się górą, a w innych miejscach po prostu była za duża fala, za dużo było wody, nawet może był niższy poziom, ale za dużo, ale za długo to trwało, i na przykład gdzieś tam wał zaczyna przesiąkać.

Nie przelewa się górą, tylko po prostu długo trzyma tę wodę i ziemia się nasiąka na maksa i przepuszcza. Albo to, że gdzieś na zaporze coś pękło, jakiś fragment, albo gdzieś się obsunęło, bo też już za długo ta woda się leje. Tak naprawdę pod wieloma aspektami można to rozpatrywać, ale kluczowe jest właśnie intensywność opadu, czyli charakterystyka samego opadu, no i charakterystyka zlewni, co się stało w zlewni w 1997 roku.

Tam wtedy były dwie fale, które się nałożyły na siebie i skumulowały. Tutaj mamy tak, że jak patrzyłem na wodowskaz na Nysie w Kłodzku, to mieliśmy dwa dni wcześniej stan suszy, a dwa dni później wskoczyło na stan alarmowy, który wylał, więc to był bardzo krótki, intensywny opad. Więc już na pierwszy rzut oka widać, że to są zjawiska o trochę innym charakterze i innej dynamice, natomiast skutki są jakie są.

Czy porównywalne, to się okaże, jak wszystko przejdzie i będzie można ocenić. Jak widać, tych czynników jest sporo i takie porównania są nieoczywiste, ale jednak potrzebne. Przyjdzie czas na podsumowanie całości. W tej chwili próbujemy ocenić to, co się wydarzyło, to co się działo na bieżąco."

0:30:57 Czy takie powodzie będą częstsze? Rola lasów i wylesienia

Ola: Kluczową sprawą wydaje się to, czy takie katastrofalne warunki pogodowe będą się powtarzały w przyszłości, czy może będą częstsze. Klimat Ziemi się ociepla. W Polsce notujemy już średnio 2 stopnie Celsjusza powyżej średniej epoki przedprzemysłowej, czyli mamy roczne temperatury wyższe, średniorocznie, o 2 stopnie Celsjusza niż przed rokiem 1850.

Wbrew pozorom to duża różnica. Wraz z ociepleniem, jak już wielokrotnie tu powtarzaliśmy, rośnie zawartość wilgoci dostępnej dla niżów tego typu, co ten nieszczęsny niż genueński, o którym tu cały czas mówimy. Można więc powiedzieć, że z całą pewnością właśnie z tych przyczyn wielkie opady, wielkie deszcze, wielkie obszary niosące ogromne ilości wody będą się w przyszłości pojawiały nad Polską i tego na pewno nie unikniemy. Ale tu należy pamiętać, że do wystąpienia takiej konkretnej, bardzo szczególnej sytuacji opadowej wymagany jest szereg czynników, przede wszystkim właśnie zablokowanie takiego układu niżowego nad jednym obszarem.

Piotr: To są rzeczy, które się zdarzają, zawsze było jasne, zawsze się zdarzały i zdarzać się będą. Pytanie, czy możemy określić, że w wyniku na przykład zmian klimatu będzie to częstsze.

Ola: Czy częściej będą się blokowały takie niże? Trudno powiedzieć, tego meteorolodzy w tej chwili nie wiedzą. Natomiast jeżeli już do takiej blokady dojdzie, to w cieplejszym klimacie sumy opadów, które spłyną z takiego układu niżowego, mogą być jeszcze wyższe niż to miało miejsce w tym roku, czyli w ten straszny, katastrofalny weekend, który właśnie obserwowaliśmy, i wyższe niż w 1997 i 2010 roku.

Piotr: Chcę tu jeszcze dodać jeden wątek, który właściwie też mógł się mieścić przy zmianach klimatu, ale wydaje mi się istotny: na to, ile wody dociera w te rejony, gdzie mieszkają ludzie, wpływa między innymi zalesienie gór. To istotny element, dlatego że lasy działają jak gąbka.

Lasy zatrzymują ogromną ilość spływającej wody na różne sposoby, chociażby dlatego, że po prostu w lesie trudniej spływać wodzie, ale też ściółka leśna to wszystko chłonie. Zaczyna się już mówić o tym, chociaż ocena nie jest łatwa, że wylesianie, i tu od razu zastrzeżenie, na razie użyję tylko słowa wylesianie, sprawia, że jest większe ryzyko takich powodzi, bo po prostu mniej lasów oznacza, że mniej wody jest chłonięte, czyli więcej wody dociera na dół, a mniej zatrzymuje się po drodze.

Pojawiły się znowu doniesienia o tym, że lasy są wycinane i tak dalej. Owszem, są, ale to złożona sprawa. Po pierwsze, mamy gospodarkę leśną, która jest czasem mniej, czasem bardziej sensowna.

Jeżeli wytniemy stary las i posadzimy młody, co jest normalnym elementem gospodarki leśnej, to ten młody las jeszcze przez długi czas nie będzie miał takiego efektu działania jak stary las. Po drugie, tam, gdzie mamy ewidentnie uprawy leśne, czyli tak naprawdę hodujemy drewno, żebyśmy potem mogli kupować mebelki w dużej sieci, taki las jest znacznie mniej chłonący wodę niż las zbliżony do naturalnego.

Ola: Zacytuję tu profesora Szymona Malinowskiego, który u siebie na Facebooku napisał: "W miejscu wycinek, zamiast milionów kałuż, mchu, podszytu magazynujących wodę, pozostaje odkryta przestrzeń. Zostają drogi po harwesterach i ciężkich pojazdach wywożących drewno, którymi kaskadami spływa woda, wymywając przy okazji gleby i utrudniając odnowę lasu."

Więc znowu: pada intensywniej, bo ociepla się klimat, i szybciej spływa w dół, bo są przeczyszczone koryta dla takich spływów.

Piotr: Jeżeli ktoś był w lesie zaraz, a nawet wiele miesięcy po takiej wycince, to wie, jak te lasy wyglądają. Tam są po prostu zrobione autostrady.

Ola: Gigantyczne koleiny, którymi spływają szybkie potoki wody. Ta woda nie zostaje w lesie i w krajobrazie, nie zasila roślin, kiedy pada, tylko po prostu odpływa do morza.

Trudno się dziwić, że koryta rzek nie mieszczą tej wody, i trudno w ogóle z tym dyskutować, bo jeżeli ta woda nie pozostaje na zboczach gór, tylko wszystko rzeczywiście leci ciurkiem do koryt rzek, to trudno, żeby one to wytrzymały, zwłaszcza przy tak gigantycznych opadach.

Piotr: Trzeba jeszcze powiedzieć o tym, co jest udokumentowane: zmiany klimatu, czyli ocieplanie, powodują, że wiele lasów schnie. Dotyczy to szczególnie lasów iglastych, zwłaszcza świerków.

Ola: Świerki zamierają, ale zanim zamrą, chorują. A ponieważ się osłabiają, atakują je na przykład korniki.

Piotr: I tu jest ważny moment, bo naturalnym odruchem tych, którzy zarządzają lasami, jest zlikwidowanie, wywiezienie tego drewna i tak dalej. To znowu pewien problem, dlatego że jeżeli świerk umiera i wyczyścimy z niego las, to on znacznie wolniej cokolwiek odrasta.

Dodatkowo nawet martwy las zatrzyma znacznie więcej wody niż zupełny brak lasu.

Ola: Albo taki młodziutki las, który ma zupełnie zniszczony ekosystem roślin tego niższego piętra.

Piotr: To ten sam temat, ta sama awantura, która była w kontekście Puszczy Białowieskiej: co robić z lasami zaatakowanymi przez korniki. Jeżeli zostawimy to drewno, to na nim wyrosną szybciej nowe rośliny i również ono będzie zatrzymywało wodę. My nie chcemy się w to zbytnio zagłębiać, bo nie jesteśmy leśnikami, specjalistami od gospodarki leśnej.

Ale fakty są jakie są: jeżeli na jakimś obszarze był las, a później go nie ma, niezależnie od tego, co się tam wydarzyło, to tamtędy woda będzie znacznie szybciej spływała i będzie większe ryzyko zalania terenów, które leżą pod tymi terenami leśnymi. I jeżeli gdzieś mamy nawet martwy las, to zatrzyma on znacznie więcej wody niż brak lasu.

Ola: Warto o tym pamiętać. Takie są fakty, o tym mówią naukowcy i tu niczego nie wymyślamy, po prostu cytujemy tych, którzy wiedzą lepiej.

0:38:30 Dezinformacja i misinformacja wokół powodzi

Piotr: Chcemy poruszyć temat, który nie jest całkiem oczywisty: chodzi o dezinformację i misinformację związane z powodzią. Jak nas słuchacie, to wiecie, że dość często zaczepiamy takie tematy.

Więc króciutkie wyjaśnienie. Dezinformacja to celowa manipulacja, która ma na celu uzyskanie jakichś korzyści, zwykle też zaszkodzenie komuś. Z kolei misinformacja to takie niecałkiem polskie i dość nowe słowo, ale to również przekazywanie fałszywych informacji, tylko raczej nieświadomie, bez chęci uzyskania korzyści czy zrobienia komuś krzywdy.

Ola: Po prostu z przekonaniem, że tak jest, że to jest słuszne.

Piotr: Takie tak zwane niezłośliwe plotki, albo ktoś ma po prostu takie przekonanie, albo mu się wydaje. Nie chodzi o to, żeby coś namieszać, tylko tak po prostu gadamy, co nam ślina na język przyniesie.

To dość istotne rozróżnienie, bo oba te zjawiska tu występują, ale nie są tym samym. Zacznijmy więc od misinformacji, czyli tej bez złych zamiarów.

Ola: Wiadomo, Polacy znają się na wszystkim. Jak skakał Adam Małysz, to wszyscy znali się na skokach narciarskich. Potem wszyscy znali się na katastrofach lotniczych, onkologii, piłce nożnej, himalaizmie.

Na wszystkim po kolei się znamy. Na fotografii artystycznej. No tak, absolutnie na wszystkim.

Piotr: Teraz mamy oczywiście podobnie. Mnóstwo osób wypowiada się na temat powodzi z pozycji "wiem", bo przecież, na chłopski rozum, bla bla, coś tam. Tylko że ten chłopski rozum zwykle nie jest oparty na żadnych sensownych podstawach.

Po prostu coś nam się wydaje, a w wielu sytuacjach to, co nam się wydaje, kompletnie się nie sprawdza. Takie gadanie nikomu nie pomaga. Mówię to nie dlatego, że akurat mi się przyśniło, tylko dlatego, że czasami, w chwilach masochizmu, wchodzę w komentarze w różnych miejscach, a ludzie piszą różne bzdury.

Ola: Tak, ja też natknęłam się już właściwie wczoraj na różne bardzo ciekawe doniesienia. Przede wszystkim roiło się naprawdę od tego, że Czesi nam spuszczają jakieś rzeczy.

Piotr: No tak, to już jest grubszy temat, o tym jeszcze za chwilę. Kolejnym problemem jest rozpowszechnianie informacji bez zastanowienia. To już trudniejsze, bo czasami polegamy na jakichś niekoniecznie mądrych źródłach.

Chodzi na przykład o te pękające albo przerwane zapory. Prawda jest taka, że jeżeli zapora czy tama pęka, to skutki są zupełnie inne. Na przykład w 1975 roku w Chinach zginęło 240 tysięcy osób, bo faktycznie przerwana została zapora.

Oczywiście uwzględniając nawet to, że w Chinach jest inna gęstość zaludnienia, to jest inna skala zjawiska. To jest takie lokalne tsunami, tak naprawdę.

Ola: Zapora została zniszczona w Dernie, podczas niedawnej powodzi błyskawicznej.

Piotr: Tak, natomiast to inny rodzaj zjawisk. Jak do tej pory, czyli do godziny 19:16, 16 września, żadna z zapór nie została przerwana.

Ola: Pytaliśmy o to hydrologa i powiedział nam, że to nie tak, że zostały przerwane. Chodzi o coś innego.

Piotr: Woda przelewa się tam górą, często planowo. Czasami idzie nieplanowo, bo na przykład ta woda nie przelewa się tak, jak powinna, albo coś uszkadza, przelewając się przez zaporę, ale to inna sprawa, do tego jeszcze wrócimy.

I tu właśnie dochodzimy do momentu, gdzie mamy takie pogranicze misinformacji i właściwie już dezinformacji, czyli serwisy internetowe, szczególnie niektóre portale, niestety również te duże i uznane, podają często informacje tak, żeby zmaksymalizować klikalność. To jest oczywiście w jakimś stopniu zrozumiałe, bo biznes to biznes, ale tu jest trochę inna sytuacja. To jest powódź, wielkie nieszczęście ludzkie, śmierć ludzi, utrata majątku, utrata życia.

I oczywiście to jest też wielkie żniwo odsłon w portalach, bo wszyscy chcą się wszystkiego dowiedzieć. Ale czasami to żniwo jest tym większe, że ludzie chętnie klikają w nieuczciwe, clickbaitowe tytuły. To jest przegięcie.

Uważam, że jeżeli portale nie mogą się zadowolić tym, że i tak dostają mnóstwo odsłon, naprawdę mnóstwo przy takiej okazji, i muszą jeszcze cisnąć, ładując nieprawdziwe nagłówki, to jest zwykłe draństwo. Taka moja myśl.

Ola: Zgadzam się, że żerowanie na ludzkim nieszczęściu nie jest dobrym pomysłem.

Piotr: Wiem, jak to działa, pracowałem w portalu. Można to robić uczciwie, a można niekoniecznie.

Ola: Przejdźmy więc do klasycznej dezinformacji. Tutaj wiemy, jakie zasługi po tej stronie mają przyjaciele z Rosji. Potrafią doskonale wykorzystywać takie okazje.

Chodzi właśnie o ten wątek, że Czesi celowo spuszczają wodę, żeby zalać Polskę.

Piotr: Takie obrazki z cyklu: Krecik już tylko czeka, żeby wreszcie zalać Polskę i się zemścić, za to albo za tamto.

Ola: A co ciekawe, na to Żwirek i Muchomorek oraz Wodnik Szuwarek. Oczywiście pojawiają się informacje, że to wina Tuska. Ale to chyba leitmotiv od już bardzo wielu lat. Albo wina PiS-u, albo imigrantów.

Piotr: Ale to są właśnie te wątki podburzania ludzi.

Ola: Oczywiście żadnego Rosjanina tutaj za rękę nie złapaliśmy. Chyba że złapaliśmy. Masz jakieś dowody na to?

Piotr: Nie, prawdę mówiąc, specjalnie nie sprawdzałem, nie zaglądałem na te serwisy, które analizują ten typ dezinformacji. Pewnie te informacje pojawią się tam w ciągu najbliższych kilku dni. Ale dam sobie obciąć pół ucha, że Rosjanie też w tym maczali paluchy.

Ola: No pewnie, bo to taka okazja, której na pewno by nie przegapili. Ale teraz, dla jasności, wyjaśnijmy to, o czym przed chwilą powiedzieliśmy, jeśli chodzi o Czechów. 99 procent terytorium Czech to zlewiska Morza Północnego i Czarnego.

Piotr: Co to oznacza?

Ola: Zlewisko morza oznacza, że wszystkie rzeki z danego obszaru spływają do danego morza, czyli do Północnego albo Czarnego. Czyli prawie nic z Czech nie płynie do Polski. Ale przecież źródła Odry znajdują się po czeskiej stronie Sudetów, w Górach Odrzańskich? No ale do rzeki Odry w Czechach należy tylko mały kawałek na północnym wschodzie. Zbiorniki, które mają ujście do Odry, miały już wcześniej niski poziom, bo panowała susza, i zostały opróżnione jeszcze przed nadejściem głównych opadów. To normalna procedura. Nie nastąpiło nic tajemniczego, żadnego spisku nie było.

Piotr: Czyli wiadomo, że jeżeli zbiorniki się przepełniają, to stopniowo upuszcza się z nich wodę. To jest normalne. Czesi też to robią, Polacy robią, wszyscy to robią.

Nie jest tak, że Czesi napełnili swoje zbiorniki, wyczekali, żeby zalać Polskę, i teraz, hura, zalewają Polskę. Zanim udostępnimy coś głupiego, puknijmy się w czoło. Więc ogólna prośba: nie komentujmy w internecie bez sensu tylko dlatego, że nam się coś wydaje i mamy poczucie, że musimy to koniecznie wszystkim przekazać. To pierwsza sprawa. Po drugie, spróbujmy się powstrzymać, nie klikajmy w absolutnie każdy nagłówek, który jest sensacyjnie zbudowany. Wiem, że są one tak zbudowane, żeby w nie klikać, że to w ogóle jest trudne. Zdaję sobie sprawę, że moje gadanie też świata nie odmieni, ale prawda jest taka, że media robią to, co robią, dlatego, że my się dajemy na to łapać. Tak to generalnie wygląda.

Ola: Tak jesteśmy skonstruowani.

Piotr: Tak jesteśmy, ale czasami można się ugryźć w palec i niekoniecznie kliknąć. Ja tak przynajmniej robię, staram się.

I wreszcie: nie dawajmy się podburzać, czy to przeciwko sąsiadom, czy danym rządom, czy po prostu przeciwko innym ludziom, bo bardzo łatwo jest nas skłócić, Polaków bardzo, bardzo łatwo. Bardzo trudno jest potem przywrócić spokój, a jeżeli czegoś teraz potrzebujemy, to właśnie tego spokoju, tak myślę.

Ola: Jeszcze raz powtórzymy to, o czym wspominaliśmy na początku: uważajcie, prosimy, na oszustów, którzy chcą po prostu zarobić na powodzi. Szczególnie na fałszywe zbiórki pomocowe. Przy takich okazjach zawsze pojawia się trochę fałszywek. Podobnie jak pojawia się trochę ludzi, którzy po prostu okradają domy.

Piotr: No tak, ale to inny wątek, na to nie mamy wpływu.

Ola: Rozumiem, ale sprawdzajmy dokładnie, komu płacimy, zanim ten odruch naszego dobrego serca zrealizujemy. Albo korzystajmy po prostu z pośrednictwa znanych nam od dawna organizacji, którym ufamy i które po prostu już się sprawdziły w bojach.

0:47:41 Zapory, zbiorniki i najnowsza analiza naukowa

Piotr: A teraz jeszcze o tych zaporach, bo było powiedziane, jak to jest z tym pękaniem, przelewaniem i tak dalej. Tu poprosiliśmy znowu o wyjaśnienie doktora Sebastiana Szklarka:

"W tym zbiorniku Topola, który teraz runął, wygląda na to, że media piszą: o, kolejny runął, kolejny runął, bo na szybko, dużo emocji, dużo informacji naraz. To też nie jest tak, że to jest celowa dezinformacja, tylko po prostu na szybko, i gdzieś z tego robi się ten błędny przekaz.

Ten zbiornik Topola wygląda na to, że miał punkt przelewowy. Są takie zbiorniki, że woda gdzieś wpada, gdzieś z niego wypływa, i tam, gdzie wypływa, zazwyczaj są te zapory. Ale często się zdarza też tak, że w koronie wału dookoła takiego zbiornika robi się obniżenie, które jest takim awaryjnym przelewem, i z tego, co poczytałem, wynika, że ten zbiornik Topola też miał taki awaryjny przelew. Woda przelewała się tam górą, ale coś to rozmyło.

Zasada cały czas jest ta sama: to nie jest tak, że zapora w tym miejscu pękła i wszystko się rozlało jak z przebitego balonu, tylko po prostu przelewa się trochę niżej, czyli poziom piętrzenia jest trochę niższy, ale nadal stopniowo. To nie jest tak, że poszło całe i za pięć minut zbiornik będzie pusty.

Katastrofalna sytuacja jest wtedy, kiedy dochodzi do chwili opróżnienia całego zbiornika, i wtedy siła jest porównywalna może nawet do tsunami, może nie w takiej skali, ale energia wody jest wtedy znacznie większa. Natomiast te dwa pęknięcia, które mieliśmy, nie są aż takie, że coś się zawaliło i puściło całą wodę w kilka chwil, tylko gdzieś w tych konstrukcjach po prostu zrobiły się przerwy i stopniowo ta woda z nich spływała."

Ola: Kiedy nagrywaliśmy ten odcinek podcastu, dosłownie w trakcie ukazała się analiza na europejskiej naukowej platformie Climameter. Ta platforma służy do analizowania ekstremalnych zjawisk pogodowych w perspektywie klimatycznej, czyli to jest ten punkt, w którym pytaliśmy, czy to, co się stało, jest efektem zmian klimatu. W tej analizie, która ukazała się właśnie na gorąco, bo takie jest zresztą zadanie tej platformy, żeby te analizy pojawiały się szybko, zaraz po ekstremalnych zdarzeniach, badacze z kilku, kilkunastu instytucji europejskich sugerują, że zmiany klimatu zwiększyły nawet do 20 procent ilość opadów, które spadły na Europę Środkową, tych pochodzących z niżu genueńskiego Boris.

To oznacza od 4 do 8 milimetrów więcej deszczu na każdy dzień w porównaniu z poprzednimi zdarzeniami tego typu. Naukowcy podkreślają, że nasilenie opadów w tych ostatnich dniach, które spowodowało tę straszną powódź w naszym regionie, przypisują w większości zmianom klimatu spowodowanym przez człowieka, poprzez emisję gazów cieplarnianych do atmosfery wskutek spalania paliw kopalnych. Naturalna zmienność klimatu, zdaniem tego raportu, odegrała prawdopodobnie niewielką rolę w tym zdarzeniu.

Piotr: To jest właśnie taka informacja na gorąco, i tu na koniec, wiem, że kończymy, ale jeszcze przez chwilę nie rozłączajcie się, bo będzie jeszcze słowo dnia. Informacja istotna: jest godzina 19:07, 16 września 2024 roku, i informacje, które wam podajemy, są na teraz. To znaczy na pewno wiele się jeszcze zmieni, będą się wydarzały kolejne rzeczy, będą się okazywały kolejne rzeczy, o których nie wiedzieliśmy, coś się okaże nieprawdą i tak dalej. Więc bardzo proszę, pamiętajcie, że nagrywamy ten podcast właściwie na gorąco, w trakcie tych wydarzeń.

Podjęliśmy taką decyzję, zwykle tego nie robimy, ale tu uznaliśmy, że dobrze będzie, żebyście dostali tę paczkę informacji właśnie teraz, a nie za jakiś czas.

Ola: Bo lepiej zrozumieć to, co się stało, i jakie są tego przyczyny.

Piotr: Dokładnie. Wiemy, że podcastów słucha się potem przez długi czas, więc jeżeli ktoś trafi na ten…

Ola: Ale myślę, że przez długi czas będzie to ciekawe i wartościowe.

Piotr: Tak, natomiast jeżeli ktoś trafi na ten podcast za jakiś czas, niech się nie zdziwi, że są tu jakieś informacje, które mogły się zaktualizować, bo po prostu nagrywaliśmy go wtedy, kiedy go nagrywaliśmy. Taka uwaga na koniec.

Ola: I jeszcze słowo na dziś. Tu bez zaskoczenia: to będzie powódź.

Piotr: No, to cześć, trzymajcie się.

Ola: Cześć.

Źródła

Kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta, ale lista URL-i znajduje się w treści kolumny "opis oficjalny" (skrypt RSS nie odciął jej przy tym odcinku) – odnotowane w "uwagi" do decyzji Piotra. URL-e z tej listy:

* https://www.imgw.pl/wydarzenia/komunikat-imgw-pib-o-aktualnej-i-prognozowanej-sytuacji-synoptycznej-i-hydrologicznej-3

* https://www.imgw.pl/wydarzenia/komunikat-imgw-pib-o-aktualnej-i-prognozowanej-sytuacji-synoptycznej-i-hydrologicznej-4

* https://www.imgw.pl/wydarzenia/komunikat-imgw-pib-o-aktualnej-i-prognozowanej-sytuacji-synoptycznej-i-hydrologicznej-1

* https://www.imgw.pl/wydarzenia/niz-genuenski-boris-prognoza-pogody-na-okres-12-15-09-2024-r

* https://www.gov.pl/web/rcb/raport-dobowy

* https://www.ceam.es/ceamet/SST/index.html

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_ni%C5%BC%C3%B3w_Vb_wed%C5%82ug_W._Van_Bebbera

* https://www.climameter.org/20240913-15-storm-boris

Źródła

Oto one