Podcast Crazy Nauka · odc. 83
Nauka na czasie: Kto może oddychać przez odbyt, czyli Ig Noble 2024
Posłuchaj też na:
Opowiadamy o Ig Noblach, czyli dziwacznych i superciekawych nagrodach naukowych m.in. za odkrycie tego, czy można oddychać przez odbyt; po co straszyć krowy, na grzbietach których stoją koty oraz czy placebo wywołujące nieprzyjemne skutki uboczne działa lepiej niż zwykłe placebo.
Jest to odcinek z cyklu “Nauka na czasie”, czyli lżejszy format naszego podcastu, w którym omawiamy dwa wybrane naukowe newsy. Takie odcinki publikujemy co drugi tydzień, na przemian z dłuższymi.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Po co straszyć krowy, na grzbietach których stoją koty?
Piotr: Czy placebo, które boli, jest bardziej skuteczne niż zwykłe placebo?
Ola: I kto może oddychać przez odbyt? Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Zaczynamy dziś nietypowo. Nasz tradycyjny wstęp zostawiamy sobie na nieco później.
Piotr: Tak, zaczynamy od rzeczy super ważnych.
Ola: Super ważnych, bardzo istotnych na czasie. Chodzi o odkrycie mówiące o tym, że wiele ssaków potrafi oddychać przez odbyt.
Piotr: Tak.
Ola: I to jest ten moment, kiedy wszyscy zastanawiamy się nad tym…
Piotr: Czy oszaleliśmy.
Ola: Czy oszaleliśmy. A tak naprawdę historia tego odkrycia wiąże się z czymś bardzo smutnym, bo chodzi o pierwszą falę COVID-u, kiedy w szpitalach leżało mnóstwo osób z niewydolnością oddechową. Brakowało respiratorów.
Było bardzo źle i lekarze zaczęli się zastanawiać, czy można zastosować wobec osób, dla których nie wystarczyło respiratorów, jakieś dodatkowe metody wentylacji i dostarczania tlenu. Naukowcy wpadli na pomysł, że przecież istnieją takie ryby jak piskorze, które potrafią oddychać odbytem.
Piotr: To te, co się wiją jak piskorz.
Ola: Wiją się jak piskorz, ale zaraz powiem, skąd ta nazwa. One potrafią oddychać dolnym odcinkiem jelita grubego dzięki specjalnej, bogato unaczynionej wyściółce jelita. Po wyjęciu piskorza z wody ta ryba wydaje charakterystyczny pisk, kiedy wypuszcza powietrze i przestawia się bardziej na, nazwijmy to w cudzysłowie, oddychanie odbytowe.
I właśnie z powodu tego pisku wzięła się nazwa piskorz – gatunek po polsku się tak właśnie nazywa. Wracając do pierwszej fali COVID-u: naukowcy od tezy przeszli do czynów i rozpoczęli eksperymenty na gryzoniach i na świniach, które pokazały, że wentylacja dojelitowa przez odbyt może całkiem skutecznie dotleniać nie tylko ryby, ale również ssaki.
Dzięki temu, jak przypuszczali badacze, można by pomóc ludziom, którzy mieli płuca uszkodzone przez COVID – wentylując te osoby dodatkowo przez jelita.
Piotr: To jest w sumie dość logiczne. Mamy tam dobrze unaczynioną, wilgotną błonę śluzową.
Ola: Taką jak piskorze.
Piotr: Taką jak piskorze?
Ola: No prawie.
Piotr: No prawie, chociaż nie do końca taką jak w płucach, bo jednak tam powierzchnia jest cokolwiek większa.
Ola: Raczej. Natomiast nie doszło do tego, żeby zastosowano tę metodę na ludziach, na pacjentach w szpitalach, bo weszły szeroko szczepienia i okazało się, że pacjentów z niewydolnością oddechową jest jednak mniej, że respiratory zaczynają wystarczać. Ostatecznie nie doszło do tego, żeby ten projekt ujrzał światło dzienne, chociaż może w przypadku tego rejonu, o którym mówimy, to niekoniecznie.
Piotr: Nie ujrzał światła dziennego.
Ola: Mówimy tu o świetle dziennym. To jest niezwykle ciekawe odkrycie, bo wskazuje na to, że można myśleć o takich alternatywnych sposobach dotleniania się, chociaż przypuszczam, że byłoby to mało społecznie akceptowalne. Jak sądzisz?
Piotr: No to trochę zależy, jakby to wyglądało. Ale moim zdaniem to ma duży społeczny potencjał na różne dowcipy typu "weź głęboki oddech" albo jakieś inne.
Ola: Albo "czy kichasz w którą stronę" – te dowcipy już chodzą.
Piotr: Tak, te dowcipy już chodzą. Zaraz wyjaśnimy, dlaczego zaczęliśmy właśnie tak, a nie inaczej.
Ola: Bo dziś mówimy wam o Ignoblach, czyli takich bardzo dziwnych, ale jednocześnie super ciekawych nagrodach naukowych, które wręczono w czasie, kiedy na południu Polski zaczynała się powódź. I to jest bardzo ważny moment, dlaczego mówimy o tym teraz, a nie wtedy, kiedy zostały Ignoble ogłoszone.
Piotr: Tak, bo poprzedni odcinek nagraliśmy dzień wcześniej – to był poniedziałek, zaraz po tej największej fali opadów. Dzisiaj jest środa, czyli dzień później niż powinniśmy – uśrednia się to do wtorku.
Ten poprzedni odcinek to był chyba najlepiej słuchający się z naszych odcinków.
Ola: Chociaż wolelibyśmy, żeby to inne odcinki się lepiej słuchały.
Piotr: Może inaczej powiem: cieszymy się, że ten się tak dobrze słuchał, i mamy nadzieję, że nie będziemy mieli okazji nagrywać tak dobrze słuchających się odcinków na takie tematy. Mówiliśmy o ciągu zdarzeń atmosferycznych i wpływach klimatycznych, które doprowadziły do tej katastrofy.
Jeżeli ktoś jeszcze nie słuchał, to polecamy. Ten odcinek wam się wyraźnie podobał, chociaż oczywiście pojawiły się nieliczne, ale jednak komentarze, że "ojej, znowu mówią o tych zmianach klimatu, a przecież kiedyś też były powodzie". Mam wrażenie, że te komentarze pochodziły głównie od osób, które przeczytały nagłówek albo sam wstęp, a nie przesłuchały odcinka.
To jest w ogóle temat bardzo ciekawy. Właśnie pokazały się też nowe badania dotyczące wpływu klimatu dokładnie na tę powódź, ale to nie jest temat na dziś.
Ola: Mogę tylko powiedzieć, zajawiając te najnowsze wyniki badań, że te cztery dni opadów w Europie Środkowej to była największa ilość deszczu odnotowana w historii w naszym regionie. Podczas podobnych zjawisk pogodowych w przyszłości spadnie o 5% więcej deszczu, a podobne zdarzenia pogodowe – nawalne, katastrofalne deszcze – będą występować o połowę częściej, kiedy wzrost średniej temperatury na Ziemi względem danych z epoki przedprzemysłowej wyniesie 2 stopnie Celsjusza. Przypominam, że jesteśmy już po połowie stawki, czyli w pobliżu 1,5 stopnia Celsjusza powyżej średniej z epoki przedprzemysłowej.
Piotr: Myślę, że do tego badania w ogóle będziemy jeszcze wracali, bo ono dość dobrze pokazuje, jeżeli komuś się wydaje, że mieszka sobie w Polsce i jakie tam zmiany klimatu, to właśnie takie. Ale wracając do naszego głównego tematu.
Ola: Bardzo wam dziękujemy, że z nami jesteście, że nas słuchacie, że lajkujecie, komentujecie, że oceniacie nasz podcast. Jeżeli oceniacie go dobrze, to tym lepiej dla nas.
Piotr: Czyli mnie to też dobrze, chociaż raczej zwyczajnie dobrze oceniacie.
Ola: I dziękujemy również bardzo gorąco tym spośród was, którzy wspierają nas datkami na Patronite i na BuyCoffee. Gdyby ktoś chciał się dorzucić do jakiejś kawy dla nas – kawa zawsze pobudza, jest zdrowa i dobrze robi na gładkość wymowy – to linki są w opisie odcinka. Można nas zawsze poprzez te serwisy wesprzeć.
Piotr: I oczywiście pamiętajcie, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również.
0:07:51 Ig Nobel z prawdopodobieństwa: nieobiektywny rzut monetą
Piotr: No to idziemy z naszymi tematami dalej. Teraz nagroda – bo te Ignoble tak mają, że przyznawane są w jakichś konkretnych dziedzinach. W przeciwieństwie do Nobli, gdzie zawsze jest ten sam układ – trzy główne naukowe plus różne inne – tu mamy różne kategorie w zależności od potrzeby. Teraz jest nagroda w dziedzinie prawdopodobieństwa.
Ola: A ta poprzednia była z dziedziny fizjologii.
Piotr: Tak, to akurat fizjologia i medycyna pasują do tych głównych Nobli – w ogóle niedługo będą też wręczane. Ale prawdopodobieństwo – jak spróbujemy sobie wyobrazić coś, co kojarzy się z absolutną bezstronnością, na przykład wylosujmy, kto dzisiaj rozładowuje zmywarkę – to jak najprościej to zrobić? Wiadomo, nie?
Ola: Ciągnąć zapałki.
Piotr: Nie, rzucić monetą. Ty to zawsze coś wymyślisz. Ciągnięcie zapałek w tej chwili raczej nie, bo trzeba zapałki zużywać, obłamywać, wyrzucać, marnować – to wszystko jest skomplikowane.
Rzut monetą jest zresztą dowodem na to, że jest to uznawane za bardzo bezstronny sposób – chociażby na początku meczu piłkarskiego coś się losuje, kto pierwszy i tak dalej. Rzut monetą. Otóż okazuje się, że ten rzut monetą wcale nie jest taki bezstronny.
Tę nagrodę dostał zespół, któremu przewodził František Bartoš z Uniwersytetu w Amsterdamie – naukowcy z wielu krajów to badali, a to, co chyba najbardziej poruszyło przyznających nagrodę, to fakt, że w tym badaniu opisano wynik 350 757 rzutów monetą. I naprawdę tak dużo razy tą monetą rzucali.
Ola: To ręce musiały boleć.
Piotr: Nie, to jest opisane. Oni przede wszystkim złapali pięciu studentów studiów licencjackich…
Ola: Pięciu? Ale poczekaj.
Piotr: Którzy w ramach projektu pracy licencjackiej musieli rzucić 15 000 razy monetą – każdy z nich.
Ola: Aha, no to takie dosyć proste zadanie.
Piotr: Tak, ale musieli to też wszystko zapisywać. Więc tu mamy ponad 75 000 rzutów monetą. Potem zrobili serię maratonów rzucania monetą, podczas których 35 osób spędziło nawet 12 godzin, rzucając tą monetą.
Ola: Kto ma takie ambicje, żeby osiągnąć jakiś rekord w długości rzucania monet?
Piotr: To chodziło o to, że to jest badanie naukowe. To wszystko dla dobra nauki, nie że…
Ola: To tylko ja jestem taka społeczna i bym nie chciała.
Piotr: Z tego maratonu uzyskali 203 440 rzutów monetą. I jeszcze w dodatku za pośrednictwem Twittera pozyskali siedem osób, które w sumie 72 281 razy rzuciły monetą – wszystko notując bardzo starannie. Co ważne, uczestnicy byli też zachęcani do tego, żeby rzucać różnymi monetami – różne waluty, różne nominały. Chodziło o to, żeby sprawdzić, czy to działa przy wszystkich monetach.
Ola: A w złotówkach rzucano?
Piotr: Nie wiem, nie spotkałem informacji o tym. W pracy naukowej nie jest wymienione dokładnie jakim, powiedziane jest tylko, że w sumie to było 44 waluty i nominały – duży rozrzut, ale bez dokładnej listy.
I o co w tym wszystkim chodziło? Po co tyle razy rzucać monetą? Żeby sprawdzić, czy rzeczywiście rzut monetą jest bezstronny, obiektywny – czy prawdopodobieństwo jest 50 na 50, jak logika by nakazywała. Otóż okazuje się, że nie. Całe to badanie było zresztą wynikiem zainteresowania innym badaniem z 2007 roku, "Dynamical bias in the coin toss" – w którym określono proces fizyczny sprawiający, że moneta częściej ląduje tą stroną do góry, którą była wyrzucana. Czyli jeżeli masz na górze na przykład reszkę, kładziesz na ręce monetę i rzucasz, to ona częściej ląduje reszką do góry niż orłem, w zależności od tego, jak zostanie ustawiona. W tamtym badaniu stwierdzono, że wynika to z precesji – w skrócie moneta się nie tyle obraca, co bardziej kiwa w wyniku takich rzutów.
To zdarza się oczywiście tylko w pewnym procencie rzutów, dość dokładnie opisanym w tamtym badaniu z 2007 roku – nie będziemy się teraz w to zagłębiać, linki są w opisie. Konkluzja jest taka, że wystarczy to zaburzenie, żeby w 51% przypadków moneta lądowała tą stroną, którą była rzucana, która była na górze w momencie rzutu.
Ola: Czyli ta przewaga nie jest jakaś dramatyczna.
Piotr: Nie jest dramatyczna, ale zależy jak na to spojrzeć – dlatego musieli wykonać tak dużą próbę, te ponad 350 000 rzutów, żeby to dobrze określić. 1% to z jednej strony bardzo mało, z drugiej bardzo dużo.
Ola: Jakby nie patrzeć, to nie jest już wtedy losowe.
Piotr: Nie jest to losowe. To zresztą tylko kolejne badanie, które dokłada cegiełkę do psucia tej całej opowieści o losowości – bo jakiś czas temu było też badanie, które określało optymalną strategię gry w kamień, papier, nożyce. Jeżeli się gra według odpowiedniej strategii, to się wygrywa, zwłaszcza przy większej liczbie gier, niekoniecznie przy pojedynczej. I to rzeczywiście działa. Więc z tą losowością i z tym wybieraniem jest kiepsko i ryzykownie – uważajcie, bo rzut monetą wcale taki obiektywny nie jest.
0:13:49 Czym są Ignoble
Ola: A teraz kilka słów o samych Ignoblach. Bo w wielu miejscach wciąż bywają nazywane, zresztą niesłusznie, antynoblami. Nie są antynoblami.
Piotr: Już coraz rzadziej na szczęście się tak o nich mówi.
Ola: Może wynika to z tego, że słowo "ignoble" po angielsku znaczy niegodziwy, nędzny, nieszlachetny. Ale jeśli chodzi o samą ideę wręczania tych nagród, są dwa założenia, którym podlegają ci, którzy mogą się do nich zakwalifikować. Po pierwsze, Ignoble są przyznawane za odkrycia, które najpierw śmieszą, a dopiero potem budzą refleksję. I ta refleksja jest bardzo istotną częścią tych nagród, bo okazuje się, że zawsze jest jakieś drugie dno i zawsze to po coś było robione – chociaż często trudno to zauważyć, nawet na drugi rzut oka.
Piotr: W dwóch badaniach, o których mówiliśmy, mamy jedno, które miało na celu ratowanie ludzkiego życia, i drugie, które pokazuje, że coś, co uważamy za symbol obiektywizmu, nagle okazuje się nie bardzo obiektywne. Wiem, że 1% nie robi specjalnego wrażenia, ale to naprawdę jest dużo. Jeżeli weźmiemy chociażby te mecze piłkarskie, w których się to losuje, to nagle się okazuje, że to nie jest do końca takie losowe.
Ola: W zależności od tego, jak sędzia rzuca, jak trzyma tę monetę wyjściową, może się spotkać z sugestią, że sprzyja którejś z drużyn, żeby ona zaczynała.
Piotr: Nie wiem, czy dobrze jest zaczynać, bo oboje nie oglądamy piłki nożnej, więc nie wiemy dokładnie, jak to przebiega. Ale jeżeli najpierw jedna drużyna mówi "reszka", a potem sędzia ustawia monetę, to sędzia jest stronniczy. Jeżeli natomiast najpierw sędzia ustawia monetę, a drużyna może wybierać, widząc, jak ta moneta jest ustawiona, to wtedy drużyna może na to wpływać. Nawet jeżeli ten przykład nie jest najlepszy, to pomyśl o tych wszystkich innych sytuacjach, kiedy następuje rzut monetą i wcale nie jest on losowy.
Ola: A druga kategoria, za którą przyznawane są Ignoble, to odkrycia, których nie należy powtarzać. I tutaj na przykład…
Piotr: Tu będą przykłady dzisiaj.
Ola: Edward Teller. Słynny fizyk Edward Teller otrzymał Ignobla na początku istnienia tych nagród.
Piotr: W 1992 bodajże.
Ola: Otrzymał [? niepewne: Pokojową Nagrodę Nobla] za specyficzne podejście do zagadnienia pokoju, o który walczył, konstruując bombę wodorową. I potem przez większą część życia walczył o ten pokój.
Piotr: To jest dość skomplikowane, bo rzeczywiście potem był działaczem itd. – jakby nie patrzeć, karierę działacza pokojowego zaczął od opracowania najbardziej śmiercionośnej broni, jaką do tej pory skonstruowano.
Ola: Otóż to. Na początku osoby, którym przyznawano Ignoble z tych właśnie względów, nie odbierały tych nagród.
Piotr: Bo foch.
Ola: Bo foch, bo…
Piotr: Bo niepoważne.
Ola: Niepoważne, i nikt nie będzie im tutaj mówił, że białe jest białe, a czarne jest czarne. No dobra. Natomiast później te nagrody stały się bardziej prestiżowe i można powiedzieć, że w tej chwili naukowcy wręcz się cieszą, czekają na to, żeby dostać Ignobla, po to, żeby móc spopularyzować wyniki swoich badań. Bo kto rozumie, za co zostały wręczone nagrody Nobla? Często się zdarza, że te nagrody są wręczane za odkrycia tak skomplikowane, niezrozumiałe i o tak dużym stopniu abstrakcyjności dla przeciętnego zjadacza chleba, że po prostu przepływają nam koło uszu. Natomiast Ignoble trafiają nawet do prasy brukowej, w miejsca, gdzie ludzie częściej zaglądają, żeby się pośmiać, ale przy okazji czegoś się dowiadują.
Chciałabym jeszcze przytoczyć słynny przypadek Andre Geima. Zdobył w 2000 roku Ignobla za udowodnienie, że możliwa jest lewitacja żaby.
Piotr: Tak, to była w ogóle niezła odpowiedź.
Ola: Chodziło tak naprawdę nie o lewitację żaby, tylko o odkrycie, że w ogóle woda może lewitować w bardzo określonych warunkach.
Piotr: A żaba się składa głównie z wody.
Ola: A 10 lat później, czyli w 2010 roku, Andre Geim otrzymał nagrodę Nobla za bycie współodkrywcą grafenu, czyli nowej struktury węgla.
Piotr: I w tym roku te nagrody były wręczane znowu tak, jak być powinny wręczane – po czterech, pięciu latach przerwy – czyli podczas ceremonii, która odbywa się na sali, na kampusie amerykańskiej uczelni.
Ola: Teraz to było na MIT, czyli Massachusetts Institute of Technology.
Piotr: To dlatego o tym mówię, że w ostatnich latach, ze względu na COVID i różne inne kwestie, te imprezy były wirtualne – różni ludzie z różnych miejsc nadawali i to było zabawne, ale tak jakąś jedną dziesiątą tak zabawne, jak to, co się dzieje, kiedy dzieje się wszystko naraz, na żywo. W opisie odcinka znajdziecie link do zapisu tej ceremonii – to jest dość długie, polecam przewijanie niektórych fragmentów, zwłaszcza tam, gdzie śpiewają.
Ola: Tak, bo to niestety są naukowcy, osoby niezwiązane ze sceną muzyczną – niektórzy lepiej, inni gorzej. Co roku przedstawiają krótkie opery.
Piotr: Nie chcemy nikogo zniechęcać – jak ktoś jest twardzielem, niech obejrzy całość, a kto nie jest, niech sobie przewinie do fragmentów, gdzie wręczane są poszczególne nagrody, bo nagrodzeni naukowcy naprawdę świetnie się przygotowują, robią z tego całe show, przynoszą różne gadżety, rzeczy związane z badaniem, pokazują.
Ola: Są poprzebierani w stroje związane z tymi badaniami.
Piotr: Szczególnie tu będzie o krowie – to jest szczególnie piękne. Kostium krowy w ogóle. Zapragnąłem takiego kostiumu, jak oni tam na scenie mieli.
Ola: Ojej, ja nie oglądałam tej ceremonii. A tymczasem to badanie jest z 1939 roku.
Piotr: Tak, więc nie było tego, kto to badanie przeprowadził, bo już dawno wącha stokrotki od dołu, czy jakkolwiek to ująć jak u Monty Pythona.
Ola: "This parrot is no more."
Piotr: "This scientist is no more." Natomiast pojawiła się osoba w kostiumie krowy i ten kostium jest absolutnie cudowny, chciałbym taki mieć. Jest boski.
Ola: To może podamy też link z odniesieniem dokładnie do tego miejsca, gdzie się ten kostium krowy pojawia.
Piotr: Możemy, chociaż moim zdaniem warto poprzeglądać całość. W każdym razie są tam też stałe elementy – każdy naukowiec ma jakiś czas na przemowę wyjaśniającą swoje odkrycie, a jak gada za długo, to wysyłana jest mała dziewczynka.
Ola: Ośmiolatka, zawsze to jest ośmiolatka.
Piotr: Dokładnie, która zaczyna się drzeć.
Ola: I ona zawsze jest nazywana Miss Sweetie Poo, tak jak słyszycie.
Piotr: Takie specyficzne poczucie humoru. W każdym razie zaczyna wrzeszczeć "Please stop, I'm bored".
Ola: Czyli "skończ, nudzisz mnie".
Piotr: Tak, i oni naprawdę nie dają rady – w tym roku ona co najmniej trzy razy wchodziła na scenę. Próbują ją jak zwykle przekupywać jakimiś gadżetami. To jest cudowny sposób, który powinien być stosowany na wszystkich konferencjach naukowych, i nie tylko naukowych – jak tylko ktoś przewala czas występu dłużej niż dwie minuty, powinien być wysyłany taki obiekt krzyczący, który przeszkadza.
Ola: Uporczywie i nieznośnie.
Piotr: Ja stosuję podobną metodę, kiedy w klasie czwartej szkoły podstawowej uczę przygotowywania prezentacji.
Ola: "Mr, not so sweet."
Piotr: Nie, ja tam stosuję bardziej techniczną, ale bardzo okrutną metodę. W każdym razie polecamy tę ceremonię – jak zawsze była prowadzona przez Marca Abrahamsa, matematyka i dziennikarza, który w ogóle wymyślił tę nagrodę i który jest głównym redaktorem pisma o pięknej nazwie "Annals of Improbable Research", które patronuje Ignoblom. Cała ta oprawa też jest super, polecamy pooglądanie, bo to jest dziwaczne.
Ola: Dziwaczne, ale ma konkretny cel – sprawić, żeby z tej nauki, która jest taka nadęta, taka daleka od ludzi, taka oficjalna, spuścić trochę powietrza i sprawić, żeby stała się bliższa ludziom, żeby była zrozumiała, zabawniejsza, żeby ci naukowcy przestali zadzierać nosa.
Piotr: Żeby też trafiła do miejsc, gdzie normalnie nie trafia – chociażby do pism bardziej tabloidowych albo tych zakątków internetu, gdzie raczej jest do śmiechu niż poważnie – i tam właśnie Ignoble idealnie trafiają i popularyzują te badania.
0:23:29 Ig Nobel z botaniki: pnącze udające inne rośliny
Ola: Ignobel z botaniki dotarł do naukowców, którzy w 2022 roku odkryli, można tak powiedzieć, roślinę kameleona. Okazało się, że istnieje w Ameryce Południowej taka roślina, pnącze, które nazywa się Boquila trifoliolata – i upodabnia się do innych rosnących obok roślin, i to uwaga: rozmiarem, kolorem i kształtem liści.
Piotr: To świetne, kameleon na maksa.
Ola: Na maksa. Opublikowane są zdjęcia, które wskazują strzałkami liście rośliny będącej pierwowzorem i liście Boquili trifoliolaty, która absolutnie pięknie naśladuje to, jak tamta druga roślina wygląda. Co więcej, robi to nawet wtedy, kiedy te inne rośliny są wykonane z plastiku – czyli nawet wtedy, gdy są sztuczne. Co więcej, jedna roślina jest w stanie naśladować więcej niż jeden gatunek rosnący w pobliżu – na dwóch różnych częściach tego samego osobnika znaleziono liście naśladujące dwa różne gatunki roślin, wyglądające zupełnie inaczej.
Piotr: Ona musi patrzeć jakoś.
Ola: No i właśnie doszedłeś do… poczekaj, jeszcze powiem tylko, że potrafi się upodabniać, jak na razie to udowodniono, do kilkunastu innych roślin.
Piotr: Chciałbym zobaczyć, jak się do sosny upodabnia.
Ola: Ja myślę, że spoko, ja w nią wierzę. Do kilkunastu innych roślin, ale wiadomo, nie sprawdzono wszystkiego. Podejrzewam, że skoro potrafi się upodabniać do plastikowej, to potrafiłaby i do dębu szypułkowego.
Piotr: Ciekawe, czy by generowała żołędzie.
Ola: Może nie. I właśnie, dlaczego w taki brawurowy sposób stosuje tę mimikrę? Jest taka hipoteza, że robi to, żeby się ochronić przed roślinożercami, czyli ślimakami czy chrząszczami.
Piotr: Żeby się ochronić przed ogrodnikami.
Ola: Nie wiem, czy to aż tak przemyślane. Ta hipoteza mówi o ochronie przed roślinożercami. W naszym ogródku mogłaby się nieźle uchronić.
Piotr: Już ją mamy i myślimy, że na przykład nasza jabłonka to jest jabłonka.
Ola: Albo nasze żurawki. Tylko że to byłoby sensowne przy założeniu, że to pnącze naśladuje mniej smakowite rośliny, a nie te, które smakują szkodnikom – czyli roślinożercom z naszego punktu widzenia. I teraz pytanie, skąd ona to wie. Część botaników mówi, że nie wiadomo, że trzeba przeprowadzić dalsze badania. Jest jednak też część, nazwałabym ich botanikami wyklętymi, którzy uważają, że rośliny mają wiele cech wspólnych ze zwierzętami i posiadają pewną formę wzroku, a nawet strukturę podobną do mózgu, która może przetwarzać bodźce wzrokowe.
Piotr: Czy tak uważają, czy ją jakoś znaleźli?
Ola: Nie wnikam, przytaczam tylko to, co sugerowali naukowcy opisujący to odkrycie. Jak zawsze potrzeba więcej badań i eksperymentów, żeby sprawdzić, dlaczego to się dzieje.
Piotr: Ignobla już mają.
Ola: Już to zostało nagłośnione, więc można liczyć, że będzie ciąg dalszy.
0:27:27 Ig Nobel z medycyny: bolesne placebo działa lepiej
Piotr: To skoczmy dalej. Teraz medycyna – nie mam ambicji przeczytania nazwisk osób, które dostały tę nagrodę.
Ola: Ale zwróć uwagę, że ja zgrabnie pomijam nazwiska.
Piotr: Tak, zauważyłem. Powiem tylko, że badanie było prowadzone w Szwajcarii, Niemczech i Belgii i polegało na czymś dość dziwnym: zastosowano w nim samo placebo, bo zwykle placebo stosuje się po to, żeby sprawdzić, czy jakaś substancja lecznicza działa, i podaje się…
Ola: Podaje się substancję i placebo, nie mówiąc, która jest substancją czynną, a która placebo.
Piotr: Tu było inaczej. Wszystkim podawano placebo, ale mówiono im, że to jest substancja aktywna – a substancją tą, proszę się nie przestraszyć, miał być fentanyl. Fentanyl kojarzy się teraz z paskudną plagą zażywania tej substancji jako narkotyku, ale to jest substancja normalnie używana w lecznictwie w celach znieczulenia. Tu chodziło o to, że twierdzono, iż podaje się tę substancję do nosa, w sprayu, w bardzo małym, bezpiecznym stężeniu.
Chodziło o to, że mówiono pacjentom, iż bada się, czy tak podana substancja znieczulająca będzie miała wpływ na to, jak odczuwają gorąco – nie oparzenia, bo nie było to takie gorąco, które je powodowało, tylko generalnie pobudzało receptory odpowiedzialne za temperaturę. Czyli dostawało się strzał do nosa, potem podgrzewano i sprawdzano, czy boli, czy nie boli. Myk polegał na tym, że nikt nie dostawał tego fentanylu.
Wszyscy dostawali placebo, ale część dostawała je w formie zwykłej soli fizjologicznej – jak psikniesz do nosa, to nic nie czujesz, tylko mokrość – a część dostawała sól fizjologiczną z odrobiną kapsaicyny, czyli substancji odpowiadającej za ostrość na przykład papryki czy chili. Chodziło o to, żeby u tej części wywołać lekkie odczucie bólu, takie leciutkie szczypanie – naprawdę leciutkie.
Ola: Szczypanie to oddziaływanie na receptory bólowe.
Piotr: Tak, ale chodzi mi o to, że nie było to nic strasznie nieprzyjemnego – po prostu czuli, że coś się dzieje w nosie, i potem ich badano. Nie chcę wchodzić w za dużo szczegółów…
Ola: Badając efekt przeciwbólowy tego rzekomego podania fentanylu.
Piotr: Dokładnie. I okazało się, że ci, którzy – mimo że nikt, jeszcze raz podkreślam, nikt nie dostawał faktycznej substancji przeciwbólowej – dostawali tę szczypiącą substancję, uważali, że rzekoma przeciwbólowa substancja działa lepiej, niż ci, którzy dostawali samą sól fizjologiczną.
Ola: Czyli jeżeli lekarstwo jest nieprzyjemne, to znaczy, że musi działać.
Piotr: Tak, można to tak ująć. Tam to było znacznie bardziej złożone, bo jeszcze później dzielili tę grupę – części mówili, że dostali faktycznie placebo, części nie mówili – ale to było dość skomplikowane. Wnioski są generalnie takie, że łagodne skutki uboczne mogą służyć jako sygnał skutecznego leczenia.
Ola: Czyli te wszystkie ohydne syropy z cebuli, syropy z miodu i czosnku zmieszanego razem – to jest coś, co ma sprawić, że uwierzymy, iż skoro to jest takie obrzydliwe…
Piotr: Tak naprawdę cel jest inny, bo ci, którzy to podają, szczerze wierzą, że to działa. Działanie tego jest takie sobie, ale może rzeczywiście dzięki temu, że jest paskudne… Gdybyś dostawała po prostu łyżkę miodu, to prawdopodobnie…
Ola: Nie byłoby po prostu przyjemnie.
Piotr: Byłoby ci przyjemnie i koniec. Tu oczywiście można spojrzeć na inną stronę takiego placebo, bo jeżeli bierzemy udział w badaniu klinicznym – powiedzmy badaniu szczepionki – i część osób dostaje placebo, to to placebo najczęściej, choć już nie zawsze, jest solą fizjologiczną, więc te osoby najczęściej nie mają żadnych efektów typu ból w miejscu wstrzyknięcia czy gorączka, w związku z czym podejrzewają, że dostały placebo. Oczywiście to jest znacznie bardziej skomplikowane, bo w tej chwili podaje się takie placebo, które jest właściwie pełnym zestawem poza samą substancją aktywną, albo podaje się inną substancję, której działanie jest już wcześniej znane – lekarze, badacze i epidemiolodzy zdają sobie z tego sprawę.
Ola: Czyli to placebo i sposoby jego oddziaływania są przedziwne.
Piotr: To jest niesamowite, myślę, że kiedyś można by o tym zrobić cały odcinek. Przecież robi się nawet operacje placebo – było badanie dotyczące operacji kolan placebo. Nie wiem, jak to przeszło przez wszystkie komisje etyczne, ale jakoś przeszło. Okazuje się, że operacje placebo mają niezwykle wysoką skuteczność w określonych sytuacjach. Nieprawdopodobne. Do placebo jeszcze wrócimy. W każdym razie mamy tu nagrodę z medycyny za psikanie do nosa samą solą fizjologiczną albo solą fizjologiczną z kapsaicyną z papryki.
0:33:03 Ig Nobel z demografii: zagadka niebieskich stref długowieczności
Ola: I Ignobel z demografii.
Piotr: To chyba jeden z moich ulubionych.
Ola: Trafił do badań dotyczących tak zwanych niebieskich stref, blue zones. To obszary na świecie badane od kilkudziesięciu lat przez naukowców, w których mają się rzekomo znajdować największe populacyjnie skupiska stulatków i superstulatków – matuzalemów, czyli osób mających sto albo więcej lat, pochodzących z bardzo konkretnych regionów świata.
Piotr: Tam, gdzie jest najzdrowiej.
Ola: No tak. Wcześniejsze badania mówiły, że to pewnie takie miejsca, gdzie ludzie zdrowo się odżywiają, gdzie jest lepsze powietrze, lepsze warunki do życia, ludzie mniej chorują. Tymczasem badanie z 2019 roku stwierdziło, że wielu spośród tych matuzalemów pochodzi z miejsc będących niebieskimi strefami nie dlatego, że są takie super, ale dlatego, że rejestry urodzeń i zgonów były w nich prowadzone bardzo mało rygorystycznie, jeśli nie powiedzieć bałaganiarsko. Innymi słowy, metryki urodzenia tych stulatków czy superstulatków – superstulatek to ktoś powyżej 110 roku życia – albo nie istnieją, albo zawierają błędy, które wkradły się niechcący, albo nawet mogły zostać sfałszowane przez samych zainteresowanych, na przykład ze względu na chęć pobierania świadczeń socjalnych, które być może im się nie należały na wcześniejszym etapie życia – więc się celowo postarzyli. Uznano więc, że te niebieskie strefy nie są wyspami długowieczności, tylko tak naprawdę obszarami kiepskiej dokumentacji urodzeń. Są tu przykłady ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w różnych stanach z chwilą wprowadzenia aktów urodzenia nagle topniała liczba stulatków.
Piotr: Czyli akty urodzenia szkodzą ludziom.
Ola: Otóż to. Żaden z amerykańskich superstulatków, czyli tych powyżej 110 roku życia, nie ma swojego aktu urodzenia.
Piotr: Upsi.
Ola: Zajrzyjmy jeszcze w inne rejony świata. Regiony we Włoszech, Anglii, Francji i Japonii, w których żyje najwięcej tych matuzalemów, były uznawane za wzorcowe. Tymczasem w omawianym badaniu naukowcy stwierdzili, że są to regiony najbiedniejsze, mające wyższe niż przeciętne w tych krajach wskaźniki przestępczości i gorszy poziom opieki zdrowotnej. Czyli właściwie nie powinno tam być tych stulatków – ludzie nie powinni tam żyć dłużej, tylko wręcz przeciwnie. Naukowcy doszli więc do wniosku, że to właśnie dlatego, że te miejsca są biedne, były w czasach tworzenia kartotek urodzeń na tyle zabałaganione od strony urzędowej, że pojawiało się w nich najwięcej przypadków podrobionych świadectw urodzenia. Autorzy badania twierdzą, że ta hipoteza znacznie lepiej wyjaśnia istnienie niebieskich stref niż hipotetyczne czynniki genetyczne czy środowiskowe, których doszukiwano się w poprzednich badaniach. Oczywiście ci, którzy te poprzednie badania prowadzili, są oburzeni i jest jedna wielka afera.
0:37:19 Ig Nobel z chemii: pijane i trzeźwe robaki
Piotr: To absolutnie urocze, kocham takie badania. Teraz Ignobel z chemii – znowu nie będę próbował czytać nazwisk osób, chociaż akurat to nawet dobrze pamiętam. Holandia i Francja – francuskiego nie znam. To z kolei badanie nad zachowaniem pijanych i trzeźwych robaków. To bardzo ciekawy wątek, bo chodziło tu w dodatku o badanie przeprowadzone przy pomocy metody bardzo poważnej, chemicznej – czyli chromatografii.
Może krótko, co to jest ta chromatografia, bo zakładam, że część osób może nie do końca pamiętać albo w ogóle wiedzieć. Przepraszam wszystkich chemików, ale ogólnie chodzi o sprawdzenie, jak szybko dane substancje przeciskają się przez coś, co im to utrudnia. Te małocząsteczkowe zwykle przeciskają się szybciej, a te wielkocząsteczkowe wolniej – co jest dość logiczne, bo jeśli jest tłok, a jest się dużą cząsteczką, to łatwiej utknąć. Cała sztuka polega na tym, żeby ten tłok nie był zbyt duży, czyli żeby dało się przepchnąć, ale jednocześnie tak to wyważyć, żeby przepychanie pozwoliło rozdzielić substancje.
Tu z kolei badanie polegało na rozdzieleniu… to jest w ogóle zabawne, bo jak się tylko spróbuje wniknąć głębiej, opis tego badania w ogóle nie zdradza, o co chodzi. Jak się przeczyta sam abstrakt, to w ogóle jest jakieś tam o polimerach i tak dalej. Najistotniejsze jest to, jak oni to faktycznie robili: używali robaków, które być może część osób zna – tubifex, łacińska nazwa Tubifex tubifex.
Ola: To robaki szlamowe, podobne do dżdżownic, rureczniki mułowe.
Piotr: Takie maciupkie tubifeksy. Myślę, że wiele osób, które miały rybki, pamięta, że dawano je kiedyś w akwariach rybkom. Mam nawet pewien epizod w moim życiu związany z tubifeksami i rybkami, ale go tutaj nie przytoczę, bo nie wypada.
Ola: Ja nie mam takiego epizodu.
Piotr: W każdym razie chodziło o to, żeby zbadać, jak radzą sobie z taką chromatografią robakową pijane i trzeźwe tubifeksy. Podzielono je na dwie grupy – część poddano działaniu etanolu w stężeniu od 3 do 5%, czyli były pijane, a mieliśmy też grupę trzeźwych robaków. Sprawdzano, jak szybko przejdą przez złoże zrobione z zestawu kuleczek, mikroskopowo przeszkadzających im w przechodzeniu – czyli jak szybko przeciskają się między tymi przeszkodami i czy da się w ten sposób rozdzielić robaki pijane od trzeźwych.
Ola: Dodajmy, że te robaki mają to do siebie, że cały czas się ruszają.
Piotr: W tym cała sztuka – one się wiją i przybierają przedziwne kształty. Naprawdę wyglądają, jakby ktoś strzelił z bicza. Są pokręcone, to nie jest jakiś taki uczciwy robak, który się statecznie wije – one zachowują się jak podkręcone.
Ola: Uczciwy, stateczny robak z laseczką i melonikiem.
Piotr: Dokładnie. A te zachowują się jak takie zupełnie młodzieżowo szalone, gdzieś tam pędzące. I co się okazało: te niepijane radziły sobie znacznie lepiej, czyli wiły się żwawiej, w ogóle poruszały się szybciej.
Ola: Prościej się wiły.
Piotr: Nie, właśnie krzywiej się wiły. Chodziło o to, że te trzeźwe przybierały dziwniejsze, bardziej pokręcone pozy i poruszały się szybciej. Ładnie to ujęto – przyjmowały bardziej złożone konformacje. Te pijane robiły to, jak już wiecie, pod koniec imprezy, raczej niemrawo – i przez to znacznie wolniej przechodziły przez to złoże, przez tę chromatografię robakową. Czyli wpuszczone z jednego końca rurki, na drugi koniec docierały znacząco wolniej.
Ola: I spocone do tego.
Piotr: I spocone, śmierdzące spod pach – o ile robaki mają pachy, w co wątpię. W każdym razie pozwoliło to na skuteczne rozdzielenie tych dwóch grup. I czemu to miało służyć?
Ola: Bo teraz jest ten moment, że to ma następnie służyć refleksji. Najpierw śmiech, a potem refleksja.
Piotr: Niektóre badania bardziej służą jednemu, a inne temu drugiemu. Powiem tak: całe badanie dotyczyło "chromatographic separation of active polymer-like worm mixtures by activity".
Ola: Bardzo ładnie przeczytane.
Piotr: Nie bardzo ładnie, ale ujdzie. Mam wrażenie, że nie do końca wiem, po co oni to właściwie robili.
Ola: Znalazłam informację właśnie.
Piotr: Szybkość transportu polimerów poprzez ograniczone geometrie zależy od ich wielkości, a rozdzielenie mieszanin polimerów opiera się na ich wielkości. Tylko skąd nagle polimery i robaki?
Ola: Chodzi o rozdzielenie mieszaniny mniej i bardziej aktywnych polimerów.
Piotr: Tylko pytanie, czy te polimery mają się wić jak te robaki? Zasada działania chromatografii jest znana już od kilkuset milionów lat.
Ola: Polimery mogą przypominać robaki, bo mają spontanicznie poruszające się segmenty.
Piotr: Poruszające się? No właśnie, przyznam szczerze, że nie złapałem, o co chodzi. Nie mówię, że to nie ma sensu, mówię, że nie do końca to rozumiem. Może ktoś ma ochotę sobie dokładniej to przejrzeć – link do badania jest w opisie. Jest rzeczywiście dość szybki przeskok od mieszaniny aktywnych polimerów do używania tubifeksów jako systemu modelowego dla tych aktywnych polimerów.
Ola: Czyli mają być polimery bardziej poukładane i polimery bardziej pijane.
Piotr: No tak, jak już wspomniałem, nie do końca łapię ten przeskok. Przyznam szczerze, że zespół, który przygotowywał to badanie i pojawił się na wręczeniu nagród, przyniósł ze sobą odpowiednie robaki, w różnych minach i kolorach, i zrobił mały show – ten fragment szczególnie polecamy, jest bardzo obrazowo pokazany.
Ola: Mówiłeś, że próbowali przekupić Miss Sweetie Poo jednym z tych robaków.
Piotr: Tak, która przyszła zrobić im awanturę, że za długo gadają, i niewiele im to dało, bo już wcześniej dostała pluszaka od innego zespołu. Słabo. Taka kolejność. Zostawiamy w tej chwili pijane robaki i przeskakujemy na…
0:44:30 Ig Nobel z biologii i pokoju: krowy, koty i gołębie-piloci
Ola: Krowy i koty. To jest to badanie, o którym mówiliśmy na początku, z roku 1939 – do niego nawiązywało przebranie krowy, które pojawiło się podczas tegorocznej ceremonii rozdania Ignobli.
Piotr: Cudowne to przebranie.
Ola: I jak można się domyślić, ta nagroda została przyznana pośmiertnie autorom, którzy przeprowadzili badanie. Otóż co oni robili? Strzelali papierową torbą, taką nadmuchaną, obok kota stojącego na grzbiecie krowy.
Piotr: To normalna sytuacja właściwie. Nasza codzienność.
Ola: Nasza środa. I to jest ta część, przy której nie wiem, czy mnie to śmieszy, bo współczuję i temu kotu, i tej krowie – one musiały się bać.
Piotr: No i pewnie, to chyba po to strzelali.
Ola: Po to właśnie strzelali. Robili to, żeby zbadać, w jaki sposób i w jakich sytuacjach pojawiają się u krów samoczynne wycieki mleka z wymienia. I oczywiście można się domyślić, że wykryto, iż takie strzelanie z papierowej torby wywołuje u krowy nadmierny stres, wyrzut adrenaliny, a wówczas pojawiają się wycieki mleka z wymienia. Nie trzeba być naukowczynią, żeby dojść do takich wniosków, ale rozumiem, że nauka działa w ten sposób, że dopóki czegoś nie udowodnisz, nie możesz tego powiedzieć z całą pewnością. Po tych badaniach, które dla krów – i dla kotów też – na pewno mało przyjemnych, można z całą pewnością stwierdzić, że stres u krów może powodować skutki, które przekładają się na straty w hodowlach.
Piotr: Dodajmy, że to badanie jest z 1939 roku, w związku z czym najpewniej…
Ola: W tej chwili żadna komisja etyczna nie pozwoliłaby na takie eksperymenty na zwierzętach.
Piotr: Tak, to jedno z tych badań dziwniejszych. Wiele czasu mu nie poświęcimy, ale nieustannie polecam inscenizację podczas rozdania Ignobli, a szczególnie ten kompletny kostium krowy.
Ola: Rozumiem, że to jest to badanie, którego nie należy powtarzać.
Piotr: Tak, to jedno z tych badań, których nie należy powtarzać. Zaraz będzie o drugim takim – czyli pokojowa nagroda [? niepewne: Nobla Netwów] i Gnobla. Znowu przyznana pośmiertnie, za badanie z 1960 roku przeprowadzone na żywych gołębiach, które miały być wykorzystywane do naprowadzania rakiet.
Od razu wszystkich uspokajam: nigdy tego nikt nie zrobił, nigdy nie wprowadzono tego w życie, to było wyłącznie badanie. Koncepcja była taka, że gołębie – wiadomo, mają instynkt pozwalający gołębiom pocztowym, to nie jest wprawdzie gatunek pocztowy, ale odpowiednio przyuczone gołębie – wracać do gołębnika, do punktu wyjścia. Można gdzieś wywieźć gołębia, przyczepić mu coś do nóżki czy pleców, a on, wracając do miejsca swojego pochodzenia, przeniesie tę wiadomość. Tu koncepcja polegała na tym, że te gołębie miałyby, wracając, kierować rakietami, żeby rakieta dokądś dotarła i gdzieś trafiła.
Ola: Niespecjalnie widzę te sterowniki dla gołębi – nóżne?
Piotr: Chodziło o stukanie dziobem w specjalnie skonstruowanych kabinach – gołąb miałby sterować pociskiem, stukając w określone miejsce.
Ola: Ale poczekaj, widziałby coś przed sobą, czy nie bardzo?
Piotr: Założenie było takie, żeby widział – musiałoby być jakieś okienko, prawda? To się w ogóle nie trzyma kupy, bo po pierwsze wyobraź sobie, w jakim tempie musiałby lecieć ten pocisk, żeby gołąb to ogarniał. To byłyby najwolniejsze pociski świata.
Ola: Ale być może bardzo nieuchronne – taka powolna nieuchronność leci w twoją stronę.
Piotr: Chyba że ktoś go zestrzelił, co byłoby wyjątkowo łatwe. W ogóle cała ta koncepcja była wybitnie od czapy.
Ola: Tylko gołąbki stukające dzióbkami w to okienko.
Piotr: Wyobraź sobie, że chcesz wystrzelić rakietę na miasto wroga, w związku z czym musisz pozyskać gołębia, który pochodzi z tego wrogiego miasta, wywieźć go gdzieś daleko, załadować do rakiety, wcześniej jeszcze przyuczywszy – bo to nie jest tak, że gołąb instynktownie będzie w cokolwiek stukał – do tego stukania, a ta rakieta bardzo niespiesznie będzie leciała w stronę wrogiego miasta, a ten gołąb w środku będzie stukał.
Ola: Ale to może właśnie na tym zasadza się idea tej nagrody, bo to jest nagroda pokojowa – w związku z tym ten pocisk by nigdy nie doleciał.
Piotr: Chociaż szkoda gołębi. Myślę, że głównie stukać w głowę powinien pan Skinner, który był autorem tego badania. Było ono finansowane przez armię amerykańską, a jakże.
Ola: A to badanie z 1960 roku, czyli z czasów zimnej wojny.
Piotr: Absolutnie, to jakby tłumaczy, dlaczego w ogóle takich metod szukano. Było to wybitnie od czapy i nie wiem, gdzie oni to wygrzebali, że teraz właśnie przyznali za nie nagrodę – ale przyznam szczerze, że to przykład badań, których zdecydowanie nie należałoby powtarzać.
0:50:05 Ig Nobel z anatomii i fizyki: wir włosów, martwy pstrąg i słowo na dziś
Ola: I Ignobel z anatomii trafił do badaczy, którzy wykazali, że kierunek skrętu włosów na ciemieniu zależy od tego, czy ktoś urodził się na półkuli południowej czy północnej. Chodzi o wir włosów na ciemieniu, tak zwany wichrzyk. Ślicznie się nazywa.
Liczne badania pokazały, że na południowej półkuli – a badania te prowadzili naukowcy z Chile i chyba Francji, Chile prawie na pewno – włosy częściej rosną przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, a na północnej zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Piotr: A ci na równiku?
Ola: Nie mają wiru. Od razu skojarzyło mi się to z antycyklonami, czyli wyżami barycznymi, które dokładnie tak działają na obu półkulach – na południowej kręcą się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, na północnej zgodnie. Tu oczywiście nawiązanie do efektu Coriolisa, czyli tego, czy ruch obrotowy Ziemi wspiera kierunek wzrostu włosów na głowie.
Piotr: Czy to w ogóle możliwe? W przypadku wielkoskalowych zjawisk typu wielkie wiry powietrza to może mieć sens.
Ola: To jak najbardziej ma sens, natomiast naukowcy zwracają uwagę, że nie wiedzą tego na pewno – potrzebne byłyby szerokie badania populacyjne, które mogłyby to potwierdzić lub obalić. Dodajmy, że to nie jest tak, że ludzie na obu półkulach mają zawsze włosy rosnące w konkretną stronę, tylko że częściej zdarzają się takie właśnie układy.
Piotr: Jakby siła Coriolisa miała na to wpływać? Warto od razu dodać, że pewnie część z was się oburzy, ale nie, to nieprawda, że na półkuli północnej i południowej woda spływająca na przykład w umywalce wiruje w inną stronę. To, co w tej sprawie pokazywał pan Cejrowski, świadczy tylko o jego naiwności i niekompetencji.
Ola: Chęci uzyskania lajków?
Piotr: To nie były lajki, to była telewizja – w tamtych czasach nie było lajków.
Ola: Może takie drewniane?
Piotr: Drewnianych lajków, tak, to by go może tłumaczyło. Tyle jeśli chodzi o efekt Coriolisa. Powolutku zbliżamy się do ostatniej nagrody – te końcowe to już takie, które nas nie aż tak oszołomiły, bo wiecie, jednak matuzalemowie, stuletni…
Ola: Oddychanie odbytem.
Piotr: No dobra, oddychanie odbytem, tak. W każdym razie teraz…
Ola: Nagroda Ignobla z fizyki powędrowała do twórców badania, które zademonstrowało i wyjaśniło umiejętności pływania martwego pstrąga.
Piotr: Uczcijmy to minutą ciszy.
Ola: No tak, uczcijmy minutą ciszy, zastanawiając się, o co tutaj chodzi. Naukowcy sprawdzali, czy w takich burzliwych, pełnych turbulencji przepływach – w wąskich, gdzieś tam strumieniach – ciała ryb żywych i martwych będą układać się tak samo. Czyli czy te ryby tak samo sprawnie za życia, jak i po śmierci, będą przepływały przez takie burzliwe przepływy. Puszczali więc przez sztucznie stworzone przeszkody zarówno ryby żywe, jak i martwe – te drugie były chyba uwiązane na sznurkach.
Piotr: Chyba ktoś nie chciał ich upływać.
Ola: No. I okazało się, że przepływanie przez takie przeszkody właściwie nie wymaga od ryb wysiłku – ich ciała bardziej surfują w tym strumieniu, niż pływają, nie wymaga to od nich aktywności mięśni. Ten opływowy kształt sam sprawia, że ryby pokonują takie przeszkody, z czego wynika, że zarówno żywe, jak i martwe robią to jednakowo skutecznie – mają taką samą umiejętność pływania przez turbulencje.
Piotr: Czemu więc częściej spotykamy pływające żywe ryby niż martwe? To już byłaby dziedzina filozofii.
Ola: To zależy, w których rzekach.
Piotr: W Polsce to różnie z tym bywa.
Ola: Trochę mało śmiesznie się zrobiło. W każdym razie dziwne badanie. Być może wiedza o tym, że pstrąg jest w stanie bez żadnego wysiłku pokonywać takie zawirowania w strumieniach, które nam się kojarzą z czymś, z czym trzeba walczyć, jest cenna. Może mieć znaczenie przy projektowaniu przepustów dla ryb – że nie będą się zatykały rybami, które nie dały rady.
Piotr: Nie brnijmy dalej. Chciałem powiedzieć, że w tym roku akurat nie zostali nagrodzeni żadni Polacy, bo w ostatnich latach się to zdarzało i były to zresztą super ciekawe badania. Na przykład było badanie o lizaniu lodów w kontekście terapii onkologicznej. Bardzo ciekawe.
Ola: Tak, zdaje się, że lizanie lodów zmniejszało ryzyko zapalenia błony śluzowej po chemioterapii. Ciekawe, bo zeszłoroczny Ig Nobel był również za lizanie, ale skał, przez geologów.
Piotr: I też [? niepewne: Pola podtrzymały to].
Ola: Profesor Zalasiewicz. Wybitny, naprawdę specjalista, zresztą twórca terminu antropocen.
Piotr: Tak, wieloletni przewodniczący komitetu do spraw antropocenu. To osobna, długa i dość dramatyczna, pokręcona historia, ale nie na dziś. Dziś, słuchajcie, zostało nam słowo dnia.
Ola: A jest nim?
Piotr: Stulatek. Cześć.
Źródła
Kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta, a opis oficjalny odcinka zawiera wyłącznie linki promocyjne (Patronite, BuyCoffee.to, koszulki) – brak URL-i naukowych do umieszczenia tutaj. W nagraniu prowadzący kilkukrotnie odsyłają do linków rzekomo umieszczonych "w opisie odcinka" lub "w komentarzu" (m.in. do nagrania ceremonii wręczenia Ig Nobli 2024, do badania o rzucie monetą, do badania o pijanych robakach) – żaden z tych adresów nie jest jednak dostępny w danych z indeksu.
