Podcast Crazy Nauka · odc. 177

Po co Europie nowy port kosmiczny, i to za kołem podbiegunowym?

08-09-2026 · 65 min · Tematyczny, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

Crazy Nauka, odcinek 177

Data publikacji: 2026-09-08

Długość: 1:04:46

0:00:00 Wstęp

Ola: Dlaczego Europa wysyła rakiety w kosmos zza koła podbiegunowego? Czy nie wystarczy jej duży port kosmiczny w Ameryce Południowej?

Piotr: I czy jeden, jedyny skuter rybacki może przerwać manewry wojskowe i start rakiety kosmicznej?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.

Piotr: Witamy was w kolejnym odcinku podcastu Crazy Nauka.

Ola: A dziś odcinek newsowy, nie newsowy. Kategoria newsowa, nie newsowa. Zaczniemy od pierwszego startu rakiety na orbitę, który się odbył z portu kosmicznego na samym końcu Europy, aż 300 kilometrów za kołem podbiegunowym. Ale tak naprawdę ta rakieta nie będzie do końca bohaterką odcinka, tylko będzie nim tenże port kosmiczny, bo on jest bardzo interesujący.

Piotr: Tak, bo jak się ten start odbył, to ja od razu zacząłem się głowić. Wiem, że takie nerdowskie głowienie niesie, ale dlaczego właściwie oni wystrzeliwują te rakiety gdzieś tam z okolic bieguna niemalże? No bo większość jednak startów odbywa się, im bliżej równika, tym lepiej. Jeszcze będzie o tym mowa.

Ola: Ale właśnie nie większość, częściej.

Piotr: No dobrze, może inaczej: te, o których najczęściej słyszymy, odbywają się z okolic równika, szeroko rozumianych okolic, bo czasami to jest kilka stopni, a czasem całkiem daleko, ale generalnie im bliżej równika, tym lepiej. No więc jak się okazuje, jeżeli chcemy obserwować Ziemię, a nie sobie nad nią powisieć albo pojeździć w szybkim tempie, to lepiej jest wystartować właśnie z Arktyki. Dzisiaj będziemy tłumaczyli dlaczego.

Ola: A jeżeli wam się podoba to, co robimy dla was, to jeżeli możecie, powiedzcie o naszym podcaście jednej znajomej osobie. Jednej albo też większej liczbie osób. Tak na zachętę, tak po prostu, taka myśl na dziś: powiedz komuś o podcaście Crazy Nauka.

Piotr: Potem policzę, ile to będzie, jak szybko wszyscy na świecie będą słuchali podcastu Crazy Nauka, jeżeli każdy słuchacz powie dwóm osobom. Ale to za chwilę, bo na razie mam co innego do roboty. Więc jeszcze przypominam o Laboratorium Zbrodni oraz Sekcji Teorii Spiskowych. Powiem tak: spieszcie się oglądać Sekcję Teorii Spiskowych, tak prędko odchodzi. Nic więcej nie mogę powiedzieć, bo musiałbym później zabić wszystkich, którzy to usłyszeli, ale w każdym razie ostatni odcinek.

Ola: Odcinki nie znikają. Te, które już są, nie znikają.

Piotr: Ostatni odcinek. Boże, jaka tam jest [? niepewne: jadka], słuchajcie, w komentarzach. Odcinek wpadł wczoraj, jest poświęcony World Trade Center i 11 września, i jak ostatnio zaglądałem, było 177 komentarzy.

Ola: I wszyscy nas nienawidzili?

Piotr: Nie, wszyscy nami gardzą. To takie słodkie. W każdym razie oba te podcasty, czyli Laboratorium Zbrodni i Sekcja Teorii Spiskowych, są robione we współpracy z Polskim Radiem.

Ola: A dzisiaj odkryliśmy, bo my od czasu do czasu odkrywamy takie rzeczy, że Laboratorium Zbrodni jest na miejscu pierwszym wśród najlepiej słuchających się podcastów Polskiego Radia, akurat, nie wiem, w tym tygodniu, miesiącu, a z kolei Sekcja Teorii Spiskowych jest na czwartym miejscu.

Piotr: Także tak sobie okupujemy czołóweczkę, tak że wiecie, źle nie jest.

Ola: I to jest również dobry moment, żeby wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: I tych nieliczących się też jesteśmy. Ale zaszalałem.

0:03:51 Start rakiety Spectrum i wyspa Andøya

Ola: A ten news zapowiadany to jest wydarzenie z ostatniej soboty, z 5 września tego roku. O 22.12 czasu polskiego wystartowała rakieta Spectrum, zbudowana przez niemiecką firmę Isar Aerospace. Wystartowała z bardzo specyficznego miejsca, to znaczy z wyspy Andøya w Norwegii, na północy Norwegii. Wystartowała i po siedmiu minutach weszła na orbitę i wypuściła różne satelity na orbitę heliosynchroniczną.

Piotr: Jeszcze o niej powiemy.

Ola: Aczkolwiek tutaj można tylko zaznaczyć, że jest to orbita dobrana tak, żeby jej płaszczyzna obracała się w tym samym tempie, w jakim Ziemia okrąża Słońce. Więcej za chwilę. A ten ładunek, o którym powiedziałam, te satelity, to było pięć takich CubeSatów, czyli takich małych, to są takie kosteczki niezbyt wielkie, a trzy dużo mogące. Dokładnie, i był również przeprowadzony podczas tego startu jeden eksperyment technologiczny. Mniej znaczące jest to, jakie to były wyniesione ładunki, natomiast bardziej znaczące jest to, że ten lot w ogóle się odbył i powiódł i że te CubeSaty zostały dostarczone na orbitę.

Piotr: Tak, bo to był drugi lot tej rakiety. Pierwszy był, jakby to powiedzieć, krótki, bo trwał 30 sekund. I rakieta nie zupełnie trafiła tam, gdzie miała, czyli zamiast na orbitę trafiła do morza, i to tuż obok platformy. Ta firma niemiecka Isar zapowiedziała, że jak im się uda przelecieć 30 sekund, to już w ogóle będzie super i sukces. No więc udało im się przelecieć, uwaga, 30 sekund. Pewnie chcieli więcej, ale całkiem nieźle. Wiemy dobrze z historii, chociażby z SpaceX-a, że porażki są, wiem, że to brzmi jak Paulo Coelho, ale te porażki to są tak naprawdę lekcje i to bardzo cenne. Nie jest tak, że leci rakieta, ona się rozpada i smutni państwo idą do domu, bo nie wiedzą, co się stało. Wręcz odwrotnie, oni mają taki ogrom danych, że doskonale mogą to uporządkować. Poprzednim razem stało się to, że po około 25 sekundach lotu otworzył się zawór odpowietrzający, który miał się nie otwierać, i rakieta straciła możliwość kontrolowania swojego położenia w momencie, kiedy miała zacząć się obracać, bo wkrótce po starcie następuje taki obrót przy większości startów. I po 30 sekundach system przerwał ten lot, wyłączył silniki, a rakieta spadła do morza niedaleko od tej platformy, z której startowała. Jak spadła, to eksplodowała, platformie nic się nie stało, no ale najważniejsze, że się dużo nauczyli.

Ola: A to, co się wydarzyło 5 września, to był już naprawdę wielki sukces, a droga do niego była wyboista, ponieważ ten start był przekładany od stycznia tego roku. Oprócz tego zaworu przeszkadzał jeszcze wiatr, temperatura paliwa była niewłaściwa, zaistniało podejrzenie, że zbiornik jest nieszczelny. I uwaga, pojawiła się również łódź rybacka w marcu przed startem [? niepewne: dzielnicowym]. To była łódź, która tam nie powinna się pojawić, i musiano wstrzymać odliczanie na 15 minut. Jeszcze o tej łodzi rybackiej wam więcej opowiemy, bo to nie jej jedyny sukces na tym polu, co zresztą już wam troszeczkę zdradziliśmy. A jeżeli chodzi o znaczenie tego konkretnego startu, to różne rzeczy się słyszy: że to był pierwszy start orbitalny na orbitę okołoziemską, który się dokonał z Europy kontynentalnej. No więc nieprawda. Po pierwsze, to wcale nie na kontynencie, tylko na wyspie Andøya. A po drugie, tak naprawdę całe mnóstwo startów odbyło się z Europy kontynentalnej, ponieważ…

Piotr: O ile uznamy, uwaga, Rosję za Europę, bo to jest rzecz wybitnie dyskusyjna.

Ola: Ale mnóstwo startów odbyło się na północny wschód od Petersburga, jest tam taki duży kosmodrom, o którym jeszcze wam za chwileczkę powiemy.

Piotr: Tak jest.

Ola: Więc można powiedzieć bezpiecznie, że to pierwszy start na orbitę okołoziemską z Europy Zachodniej.

Piotr: Z Europy niebędącej Rosją, tak to ujmę. Wydaje mi się, że to jest najbardziej higieniczne ujęcie. Okej, co to jest za kosmodrom? Dlaczego nas tak, znaczy mnie zwłaszcza zadziwił, ale Olę zainteresował, bo to Ola tutaj pozbierała te informacje. Więc wyspa Andøya, pisze się to z takim o przekreślonym.

Ola: Andøya, ale to nie jest wcale o. Ale sprawdzałam, jak mówią Norwegowie, więc mówią coś na kształt „Andeji”, chociaż to jest takie [? niepewne: zmiędlone].

Piotr: Tak, przepraszamy wszystkich, którzy ogarniają norweski. W każdym razie jest to archipelag Vesterålen, tak to można powiedzieć pewnie, chyba że się jakoś zupełnie inaczej wymawia. Wiemy, że jest to 50 kilometrów na południowy zachód od Tromsø, Tromsø się chyba wymawia „Tromso”, i 300 kilometrów na północ od koła podbiegunowego, co już jest bardzo interesujące. Na tej wyspie są dwie takie części interesujące. Jedno to jest stary ośrodek, z którego wystrzeliwano rakiety sondażowe, suborbitalne, o tym jeszcze będziemy mówili. To jest na północnym cyplu Andøi. Ten ośrodek od 1962 roku działał, [? niepewne: 1900], żeby nie było. No i właśnie ten nowy kosmodrom w miejscowości Nordmela. Znowu przepraszamy wszystkich znających, to może ja od góry, już na cały odcinek przeproszę wszystkich, którzy czują się urażeni.

Ola: To jest mniej ulubione, tak.

Piotr: W każdym razie w miejscowości Nordmela, to jest z kolei zachodnia strona wyspy, oficjalnie otworzył to książę Hakon.

Ola: Książę koronny. Nie znam się na książętach. I to otwarcie nastąpiło 2 listopada 2023 roku.

Piotr: Ciekawe, czy mają też księcia od niekoronnych. Pewnie mają. Później sprawdzę, co to jest książę koronny. Przepraszam, wiem, że to nie jest oś tego odcinka, ale czasami takie rzeczy są ciekawe. No dobrze.

Ola: My dzisiaj się skupiamy na tym kosmodromie, czyli porcie kosmicznym orbitalnym w miejscowości Nordmela, którego operatorem jest Andøya Space. Jest tam zatrudnionych około 100 pracowników. Kosmodrom jest norweski i zaraz powiemy, do kogo dokładnie należy w Norwegii, ale warto zaznaczyć, że ta rakieta, o której wspomnieliśmy, Isar Aerospace, to jest rakieta niemiecka, zbudowana w ośrodku pod Monachium. Notabene ta firma to jest spin-off Politechniki Monachijskiej. Ważne jest też, jaki jest w ogóle ten poligon, krajobraz, o którym wam mówimy. Otóż jeżeli ktoś zdaje sobie sprawę, jak wyglądają Lofoty, ja to znam ze zdjęć od znajomych i z internetu, bośmy nie byli na Lofotach, bardzo byśmy chcieli, to jest to dalej na północ od Lofotów, na północny wschód, i krajobraz jest taki jak na Lofotach: sielski, acz surowy. Natomiast warto powiedzieć, że na północ od wyspy Andøya nie ma długo, długo nic. Jak się tak dalej płynęło, to 1000 kilometrów na północ znajduje się Svalbard, ale to jest zupełnie nie to miejsce, o którym wam dzisiaj chcemy powiedzieć. Wyspa Andøya to jest wyspa na skraju Norwegii, w Arktyce, dalej tylko Morze Norweskie, Ocean Arktyczny.

Piotr: A my chcieliśmy tylko przypomnieć, że to jest podcast, w którym bardzo się staramy podawać informacje sprawdzone, porządnie zweryfikowane. Jak wiecie, staramy się nie spieszyć i bardzo dobrze nam to czasem robi. Odcinek o tej całej katastrofie, która się wydarzyła w Himalajach, o tej powodzi, znakomicie się słuchał, bardzo wam dziękujemy, bo to dzięki wam się świetnie słuchał, no i też udało nam się tam sporo informacji pozbierać. Były tam, jak się okazało, jakieś drobne nieścisłości, na przykład nie doszacowaliśmy wysokości fali, ale to jeszcze poodpowiadamy w komentarzach.

Ola: Przeszła nad przejściem granicznym nepalsko-chińskim, miała około 100 metrów wysokości, my to bardzo zaniżyliśmy.

Piotr: To było chwilowe takie spiętrzenie, bo nie jest tak, że na całej trasie ta fala taka była. W każdym razie my się staramy te informacje możliwie sprawdzać i jeżeli tylko nam się to udaje, opowiadać o tym jak najciekawiej, bo takie bieżące newsiki sobie znajdziecie wszędzie, a my się staramy ten pakiet informacji podać naprawdę porządnie przygotowany.

Ola: Jeśli takie podejście jak nasze wam się podoba, to może rozważycie wsparcie naszej pracy albo na Patronite, albo poprzez kupienie nam kawy na BuyCoffee.to. Bardzo dziękujemy za wszystkie kawy. Dzięki zasubskrybowaniu i ocenieniu naszego podcastu możemy zwiększać zasięgi, dotrzeć do większej liczby osób. Dziękujemy, że jesteście z nami.

0:14:31 Po co Europie kolejny kosmodrom

Piotr: No, po co w Europie kolejny kosmodrom? To znaczy, z jednej strony kosmodrom, chyba można powiedzieć kosmodrom, nie boimy się od razu z kosmonautami.

Ola: Port kosmiczny, kosmodrom, jak najbardziej.

Piotr: Tylko, wiesz, tu kosmonauci, astronauci, ale to nie jest autodrom, więc astrodrom. No dobra, po co, skoro mamy? To znaczy mamy i nie mamy, bo jak już zauważyliśmy, pomijamy taktownie Rosję. Niech się Rosja tam zajmie swoimi problemami. Natomiast mamy przecież w Kourou, w Gujanie Francuskiej, właśnie 5 stopni od równika, kosmodrom. Mówię „my”, jako Europa. To jest obiekt, który należy do dwóch agencji kosmicznych: ESA oczywiście, czyli Europejskiej Agencji Kosmicznej, i francuskiej Narodowej Agencji Kosmicznej. Nie wiem, jak oni to wymawiają, ale przecież to CNES. Pewnie jakieś… dobra, nie będę zgadywał.

Ola: Nie chcesz tego zgadywać.

Piotr: Nie, nie chcę, bo mój francuski… Ja już chyba o tym kiedyś mówiłem, ale pani od francuskiego powiedziała mi kiedyś po pół roku, że mi się przestał uczyć francuskiego. I [? niepewne: skorzystałaś] z tej rady? Skorzystałem z tej cennej rady. Bardzo tę panią pozdrawiam serdecznie, gdyby przypadkiem nas słuchała. W ogóle ją bardzo lubiłem, była bardzo fajna i udzieliła mi dobrej rady, także dzięki. Kosmodrom należy również do firmy Arianespace i z niego się wystrzeliwuje duże rakiety. Na pewno słyszeliście o rakietach Ariane, które były wystrzeliwane stamtąd, również rakiety Vega. Natomiast problem polega na tym, że to jest takie, wiecie, z grubej rury, a jest mnóstwo prywatnych, stosunkowo niewielkich firm europejskich i te firmy nie miały skąd latać, bo dobić się do Kourou to Jezus Maria. Już powiem, że to strasznie daleko, no i niekoniecznie one ściśle współpracują z ESA, bo mają jakieś tam swoje biznesy. Akurat ten Isar niemiecki jest współfinansowany przez ESA, no ale bądź co bądź jest to firma prywatna.

Ola: Tutaj szczególnie dało do myślenia Europejczykom to, co się stało w latach 2022-2024, a tak naprawdę z kulminacją w roku 2023, kiedy Europa nie miała do dyspozycji żadnej dużej rakiety, która mogłaby wynosić ładunki na orbitę. Pojawiło się mnóstwo czynników, na przykład opóźnienia w starcie rakiety Ariane 6. Ona miała wystartować w 2020, a zrobił się z tego 2024, bo najpierw była pandemia, potem był szereg problemów technicznych. Przy którym starcie rakiety nie ma problemów technicznych? Chyba nie ma takich sytuacji. Ponadto pod koniec roku 2022 rakieta Vega C miała poważną awarię i też była przez jakiś czas uziemiona. No i jeszcze po lutym 2022 roku, czyli po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, wycofano starty rosyjskich Sojuzów z kosmodromu Kourou. Europa po prostu przestała mieć możliwości wysyłania swoich różnych satelitów czy sond kosmicznych dalej w niebo. Na przykład satelity Galileo, które są europejskimi satelitami nawigacyjnymi, systemem, który ma konkurować z amerykańskim GPS-em i pomagać nam się od niego uniezależniać, musiały lecieć na amerykańskich Falconach 9. Również sonda Hera, między innymi, została wyniesiona przez Falcona 9. Więc dla obszaru, na którym mieszka około 300 milionów ludzi, który chce być potężny, gospodarczo niezależny, ta sytuacja była wysoce niewygodna.

Piotr: Zwłaszcza w kontekście tego, co się ostatnio dzieje ze Stanami Zjednoczonymi i tego, jak bardzo można im ufać w jakiejkolwiek sprawie.

Ola: Wtedy jeszcze teoretycznie przynajmniej można było ufać.

Piotr: Od jakiegoś czasu wiemy, że jest, jak jest, a lepiej wiele nie będzie. No więc tak, Kourou było jedynym punktem, natomiast okazuje się, że tam również inne problemy można napotkać, bo na przykład w 2017 roku odbył się protest.

Ola: Protest pracowników i nie tylko tego kosmodromu, bo oni, jak się okazało, nie dość, że kiepsko zarabiają, to jeszcze żyją w kiepskich warunkach, a cały ten kraj ma infrastrukturę, opiekę zdrowotną i komunikację, która woła o pomstę do nieba.

Piotr: Tak, Gujana Francuska, mimo że francuska, jest traktowana…

Ola: Tak jak państwa, które miały kolonie: postkolonialna era jakby nie poprawiła sytuacji ludzi, którzy tam mieszkają.

Piotr: Tak, technicznie biorąc, to francuskie terytorium zależne, co nie zmienia faktu, że wcale nie jest traktowane… Abi, przestań mnie podjadać, przepraszam. Wcale nie jest traktowane jak reszta Francji. No tak czy inaczej, w 2017 roku ci protestujący słusznie zablokowali Kourou na trzy tygodnie i ESA po prostu nie miała dostępu do tego, więc nie mogła tam nic robić. Natomiast w ogóle Francja jest tu przodująca do tej pory, miała też własny kosmodrom w Algierii i, no surprise, surprise, jak Algieria przestała być zależna od Francji, przestała być kolonią, to ten kosmodrom przestał być dostępny dla Francji. To jest oczywiście kwestia tego, że jeżeli robimy sobie kosmodromy gdzieś w miejscach odległych i mało pewnych, to historia najnowsza uczy nas, że możemy się zdziwić, jeśli chodzi o dostęp do tych kosmodromów.

Ola: A ten kosmodrom, o którym wam mówimy, czyli Andøya, ma podwójne zastosowanie. Jest nie tylko obiektem, który ma służyć wynoszeniu rakiet i ładunków w kosmos, ale ma mieć też zastosowanie militarne. Obowiązuje na przykład norwesko-niemiecka umowa o współpracy kosmicznej w obronności i zaraz wam też więcej powiemy o tym, że na poligonie, który znajduje się na tej wyspie, ćwiczy całkiem regularnie niemiecka marynarka wojenna oraz lotnictwo. Ten kosmodrom ma również nawiązaną, podpisaną umowę z Amerykanami, taką umowę, bez której Amerykanie nie mogą wysłać swojego satelity przez cudzy port kosmiczny. To jest [? niepewne: TSA], tak się nazywa w skrócie ten typ umowy. Chodzi o umowę o poufności: nie mogą wysłać swojego satelity, dopóki nie będzie podpisana umowa o całkowitej poufności danych, bo to jest traktowane jak rodzaj uzbrojenia, strategiczny towar, te amerykańskie systemy, czy satelitarne, czy jakieś inne, które mają być wyniesione dalej w kosmos. Prognozy dotyczące tego, jak ten port kosmiczny Andøya będzie funkcjonował, mówią o tym, że będzie coraz większe zapotrzebowanie na satelity obserwacyjne, satelity wojskowe, korzystające właśnie z orbit polarnych, o czym za chwilę. W tej chwili jest zapotrzebowanie na około 15 takich startów w ciągu roku, a prognozy mówią o ponad 40 dedykowanych misjach polarnych rocznie. W związku z czym ten port kosmiczny będzie miał zdecydowanie co robić.

0:23:00 Orbity i dlaczego nie z równika

Piotr: Odwołując się jeszcze do tego, co już wspomnieliśmy: Kourou jest zoptymalizowane pod orbitę geostacjonarną, choć nie tylko, bo jest blisko równika. Dlaczego to blisko równika jest ważne, to za chwilę będzie. Po prostu stamtąd najczęściej latają satelity na tę orbitę geostacjonarną, to są satelity telekomunikacyjne. Wypada powiedzieć, bo tych orbit różnych jest sporo, że ja szczerze mówiąc, przygotowując się, wrzuciłem w [? niepewne: jednego ze jajów], dokładnie w Claude'a, żeby zrobił mi interaktywną animację, która pokazuje różnice między tymi wszystkimi orbitami, i przyznam szczerze, że pomogło mi to ogarnąć. Geostacjonarna jest prosta, bo to jest orbita, która znajduje się na bardzo dokładnie określonej wysokości. To jest 35 786 kilometrów nad równikiem. To jest tak dokładnie określone dlatego, że na przykład Międzynarodowa Stacja Kosmiczna się buja, raz jest wyżej, raz niżej. Natomiast tam ta precyzja jest potrzebna, dlatego że od wysokości orbity zależy prędkość obiegu obiektu znajdującego się na tej orbicie, a geostacjonarna oznacza, że jest stacjonarna względem Ziemi, czyli ten satelita znajduje się zawsze nad tym samym punktem Ziemi. To na przykład sprawia, że wasze anteny satelitarne, których już pewnie od dawna nie macie, bo teraz używa się innych anten, ale jak pamiętacie, było tego całkiem dużo, te anteny stacjonarne były skierowane w jeden konkretny punkt. Zwykle, o tym już też kiedyś mówiłem, orbita geostacjonarna jest ustawiona tak, żeby te satelity wisiały nad równikiem, w związku z czym my musimy skierować nasze anteny satelitarne stosunkowo poziomo, że tak powiem. Natomiast jak ktoś był w jakimś kraju blisko równika, to pamięta, że te anteny są tam skierowane prawie pionowo w górę, właśnie dlatego, że celują w jeden konkretny stały punkt, czyli w tego konkretnego satelitę, który sobie wisi zawsze w tym samym miejscu.

Ola: On sobie wisi. Jak próbujecie wyobrazić sobie, co on tam robi, to tak jakbyście wzięli model Ziemi, wbili na równiku pod kątem 90 stopni wykałaczkę albo jakiś długi, długi drucik i na końcu tego drucika byłby satelita. On jest cały czas tak jakby na tym druciku wobec Ziemi.

Piotr: Kręci się po prostu w takim samym tempie jak Ziemia, więc wisi w tym samym miejscu, i to cała sztuka, i do tego właśnie Kourou jest wykorzystywane.

Ola: Tak, czyli Kourou, czyli Gujana Francuska. Natomiast ten port kosmiczny, który znajduje się w Arktyce, w Norwegii, nie zajmuje się kompletnie orbitą geostacjonarną, a celuje w orbity polarne i heliosynchroniczne, czyli nie jest konkurencją dla Gujany, tylko obsługuje zupełnie inny segment rynku. Już mówiłam króciutko, na czym polega ta orbita heliosynchroniczna, to jeszcze dokładniej opowiem. To jest ta orbita okołobiegunowa, która jest dobrana tak, żeby jej płaszczyzna obracała się w tym samym tempie, w jakim Ziemia okrąża Słońce. I co osiągamy dzięki temu? Dzięki temu satelita przelatuje nad każdym miejscem zawsze o tej samej godzinie lokalnej, przy tym samym oświetleniu. Innymi słowy może obserwować zmiany zachodzące w danym punkcie zawsze o tej samej porze i to jest na przykład istotne z punktu widzenia obserwacji związanych z wegetacją roślin, ze stanem rzek, mórz i tak dalej.

Piotr: Generalnie chodzi o to, że zawsze to samo oświetlenie pozwala właściwie nałożyć na siebie te zdjęcia i zobaczyć zmiany bez martwienia się tym, że inaczej cienie się będą układały, co ma znaczenie przy zdjęciach satelitarnych. Właśnie żeby ogarnąć tę orbitę heliosynchroniczną, zrobiłem sobie tę animację, która bardzo ładnie to pokazuje. Tak się cieszę, bo czasami człowiek, wiecie, w dawnych czasach trzeba było strasznie się nakombinować. Natomiast tu mamy znaczne ułatwiacze.

Ola: Jeszcze pozostaje do wyjaśnienia orbita polarna. To jest taka niska orbita, która przebiega nad biegunami lub blisko nich. Dzięki tej orbicie obracająca się pod satelitą Ziemia przesuwa mu co okrążenie nowy pas terenu. Więc z czasem ten satelita jest w stanie przeskanować całą planetę. On sobie tak krąży, a Ziemia się pod nim obraca o kawałeczek.

Piotr: Takie paski czasami widać. Są zdjęcia satelitarne, które pokazują takie długie pasy terenu. Można powiedzieć, że stąd ta fotografia jest robiona. To jest dość wygodne: wisimy sobie, a pod nami się tylko obraca i zdjęcia wystarczy robić.

Ola: To znaczy, może nie tyle sobie wisimy, tylko sobie krążymy, jedziemy sobie po tej orbicie, która powiedzmy łączy te bieguny. A pod spodem sobie po prostu Ziemia krąży, a my sobie robimy te skany: kolejny paseczek, jeden pasek, drugi i za kolejnym okrążeniem następny.

Piotr: Tak to właśnie działa. Natomiast skąd ten równik? To też warto powiedzieć. Dlaczego ja najpierw się zadziwiłem, że dlaczego nie z równika? Bo jest tak, że Ziemia obraca się na wschód, co dla niektórych będzie pewnym zaskoczeniem. I w dodatku obraca się z niezłą prędkością, bo na równiku jest to około 1670 km na godzinę, albo, jak kto woli, 465 metrów na sekundę. Więc jeżeli wystrzeli się rakietę na wschód, to ona leci o tę prędkość szybciej. To znaczy dostaje takiego kopa z rozpędu. To jest mniej więcej tak, jakby wyrzucać coś z jadącego samochodu: do prędkości, którą uzyskamy, rzucając, dodaje się prędkość samochodu, z którego startujemy. Tu jest podobnie. Natomiast oczywiście im dalej od równika, tym ta prędkość obrotu jest mniejsza. I tak w Kourou, które jest 5 stopni od równika, to jest 463 metry na sekundę, tylko dwa mniej. W kosmodromie Plesetsk, rosyjskim, na północny wschód od Petersburga, on ma strasznie długą nazwę, ja tu nawet mam gdzieś otwarte, i to się oficjalnie nazywa, jak pamiętam: Pierwszy kosmodrom testowy Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Nie będę czytał tego po rosyjsku, chociaż nawet dałbym radę, ale jest potwornie długie i strasznie poważne. I tam mamy 63 stopnie i 212 metrów na sekundę, więc już mniej niż połowa. Natomiast Andøya, 69 stopni, już tylko 164 metry na sekundę. Ale my wcale tutaj nie potrzebujemy tego dodatku, dlatego że nie w tę stronę wystrzeliwujemy satelity, nie wystrzeliwujemy wcale na wschód, nie o to chodzi. Znaczy oczywiście prędkość, którą trzeba uzyskać, to jest 7800 metrów na sekundę, więc te 465 to nie jest jakaś oszałamiająca część tej wartości. Natomiast jak można w prezencie dostać 6 procent tej prędkości, to czemu jej nie dostać? Dlatego wystrzeliwuje się najchętniej z okolic równika na tamtą orbitę. Ale to się liczy tylko wtedy, kiedy lecimy na wschód, a my wcale nie chcemy lecieć stąd na wschód.

Ola: Dlatego jest całkiem dużo satelitów, które kompletnie nie potrzebują tej orbity geostacjonarnej, tylko potrzebują orbit polarnych, tych przebiegających przez bieguny, albo heliosynchronicznych. One są lekko pod prąd obrotu Ziemi. Wśród tych satelitów są te, które są satelitami obserwacyjnymi, meteorologicznymi, zwiadowczymi. I jak to wygląda w przypadku takiego startu? Rakieta leci na północ na półkuli północnej albo na południe na półkuli południowej. Obrót Ziemi tu nie pomaga, a przy tych orbitach heliosynchronicznych nawet trochę przeszkadza. Wtedy szerokość geograficzna jest, od strony nabierania prędkości, energii, niemal obojętna. Natomiast jeżeli startujemy z takiej szerokości geograficznej, bliższej bieguna, to ona daje lekki plus. Dlaczego? Dlatego że orbita musi przechodzić ponad miejscem startu, a orbita, która przebiega nad równikiem, nigdy nie sięgnie 69. równoleżnika, na którym się znajduje Andøya. Nie da się wejść z równika na orbitę przechodzącą przez bieguny. Natomiast z Andøi da się jak najbardziej przejść na orbity biegnące ponad Arktyką, czyli takie polarne heliosynchroniczne. I to jest z punktu widzenia energochłonności opłacalne, żeby stamtąd wystrzeliwać rakiety. Dodajmy, że jeżeli byśmy chcieli wykonać taki manewr z równika, to byłby to szalenie energożerny, jeden z najdroższych manewrów w astronautyce, więc się tego po prostu nie robi. Wielu klientów, operatorów kosmicznych, którzy chcą wyniesienia swoich satelitów na orbitę, właśnie sobie życzy orbit polarnych i dlatego rakiety startują z Andøi na północ i lekko na północny wschód. To jest ten wskazany kierunek.

0:33:48 Inne kosmodromy polarne i mit o zimnie

Piotr: To oczywiście też jest bardzo ważna pusta przestrzeń: na północ od Andøi jest pusto, tam jest Morze Norweskie, Ocean Arktyczny, czyli miejsca, które są bezpieczne pod kątem tego, że rakieta, której coś nie wyszło, może tam spokojnie spaść. Również jakieś elementy, zużyte człony, cokolwiek, kiedy one są tam odpalane, można w tym miejscu bezpiecznie zrzucić. Takich kosmodromów jest w ogóle sporo. Już wspomniany Plesetsk jest kilkaset kilometrów na północny wschód od Petersburga. Powstał w 1966 roku i, uwaga, to był najbardziej ruchliwy kosmodrom świata. Stamtąd do 2018 roku odbyło się 1569 startów. To oczywiście były głównie satelity wojskowe na orbitach polarnych, właśnie bardzo dobrych do obserwacji. Zresztą Ruscy ukrywali w ogóle, że, ojej, jaki kosmodrom, nie ma żadnego kosmodromu. Przez 17 lat udawało im się ściemniać, że nie ma żadnego kosmodromu. Namierzyli go brytyjscy studenci, którzy śledzili sygnały satelitów i na tej podstawie udało im się określić, skąd te starty się odbywają.

Ola: To był nawet bardziej ruchliwy kosmodrom niż Bajkonur, który się znajduje w Kazachstanie i z którego odbywały się te najsłynniejsze loty radzieckie i rosyjskie.

Piotr: Zresztą jak większość infrastruktury rosyjskiej, nie pozdrawiamy.

Ola: Wśród innych kosmodromów, które wcale nie są w pobliżu równika, jest Vandenberg w Kalifornii. To jest 35. stopień szerokości geograficznej północnej. To jest główny amerykański kosmodrom, port kosmiczny przeznaczony do tego, żeby wystrzeliwać satelity na orbity polarne. Stamtąd starty odbywają się tylko na południe, nad Pacyfik, bo tam się znajduje ten korytarz, a z kolei na północ i na wschód znajdują się Los Angeles i San Francisco, gęsto zamieszkane okolice, i tam nie powinny przylatywać świeżo startujące rakiety. Kolejne porty kosmiczne, które mogą obsługiwać te orbity polarne, to na przykład Kodiak. Zastanawiałam się, skąd nazwa tego samego, Skoda Kodiak, to nie jest odcinek sponsorowany. To jest miejscowość na Alasce w Stanach Zjednoczonych, 57 stopni szerokości geograficznej północnej, to jest właściwie nie miejscowość, tylko wyspa na Pacyfiku. Kolejny kosmodrom jest w okolicach Kiruny, 68 stopień szerokości geograficznej północnej, Szwecja.

Piotr: Stamtąd się pewnie nie startuje na razie, tam są chyba testy silników.

Ola: Trwają testy, on dopiero jest rozkręcany. Na Szetlandach w Szkocji leży sobie port kosmiczny [? niepewne: Saksawort], który również jest przygotowywany do tego, żeby obsługiwać starty. To jeszcze wciąż nie nastąpiło. Z tych, które tutaj wymieniłam, Andøya jest najdalej na północ położonym miejscem, z którego kiedykolwiek osiągnięto orbitę. Nie wiemy, jak to wyglądało w czasach zimnej wojny, czy komuś się udało z bardziej odległych, znaczy bliższych biegunom obszarów wystrzelić coś na orbitę, ale chyba nie.

Piotr: Tam chyba nie było takich miejsc, wiesz, niewiele krajów, właściwie tylko Rosja ma taki dostęp do tych północnych, wysokich szerokości geograficznych, więc tak.

Ola: Jeszcze przypominam, że był port kosmiczny w Rosji przy granicy z Kazachstanem, niebędący Bajkonurem. Nazywał się Kapustin Jar i on wystartował jako pierwszy w Europie w 62 roku, ale od 2008 roku już nie działa. Plesetsk od 66 działa i ma się dobrze. Tutaj można powiedzieć, że jeśli chodzi o takie kategorie [? niepewne: z filmów o wielbłądach], to Andøya jest trzecim kosmodromem orbitalnym w historii geograficznej Europy i drugim wciąż czynnym. A Bajkonur się nie liczy, bo to Kazachstan, już po stronie azjatyckiej.

Piotr: Gdyby was naszło skojarzenie: jak się startuje z miejsca, gdzie jest zimno, gdzie wieje i się oblodza? To jest uzasadniona wątpliwość. Myśmy w odcinku 151 mówili o katastrofie promu Challenger. Przypominam tylko, w ogóle odsyłam, zachęcam, bo to jest niezwykła historia, dramatyczna. Tam problem polegał na tym, że od zimna stwardniały, chociaż to oczywiście znacznie bardziej rozbudowane kwestie, uszczelki, takie ogromne uszczelki, które doszczelniały rakiety pomocnicze promu kosmicznego. Jak ktoś pamięta starty promów, to był ten wielki zbiornik paliwa i te dwie boczne rakiety, więc jedna z tych rakiet była uprzejma wypalić dziurę w tym zbiorniku i dlatego wszystko wybuchło. Trochę zespoilerowałem, ale zakładam, że wszyscy wiedzą. Oczywiście tam problemem było zimno, ale nie dlatego, że w zimnie się nie da startować, tylko dlatego, że to było zaprojektowane na warunki Florydy. Floryda nie jest miejscem, które nam się kojarzy z zimnem. To oczywiście błąd, bo tam potrafi być zimno. Natomiast oni wprowadzili taką regułę, żeby nie tankować wahadłowca w niskich temperaturach i tak dalej. Gdybyśmy próbowali tę samą regułę zastosować w przypadku chociażby Plesetska, który, jak wiemy, jest niezwykle ruchliwy, to przez 7 miesięcy w roku by w ogóle nie działał, bo tam potrafi być minus 30 stopni, a mimo tego stamtąd latają. Więc nie chodzi o to, że temperatura jest jakimś bezwzględnym przeciwwskazaniem, po prostu trzeba pamiętać przy projektowaniu, że projektuje się na niskie temperatury. Zresztą ciekły tlen w zbiornikach, który jest wykorzystywany jako paliwo, ma minus 183 stopnie Celsjusza. To jest zimniej niż nawet na Florydzie.

Ola: I tu może być dla niektórych zaskoczeniem to, że jeśli chodzi o klimat, to Andøya na północy Norwegii w niczym nie przypomina klimatu syberyjskiego. Tam panuje klimat morski, bo wokół tego archipelagu płynie prąd norweski i średnia temperatura zimą to jest około 0 stopni Celsjusza. Tak, tak ciepło. Prawdziwy wróg satelitów i rakiet, które stamtąd startują, to wiatr i sztormy, a nie mróz. Tak naprawdę te problemy ze startami tych niemieckich rakiet Spectrum, o których wam już tutaj powiedzieliśmy, jeżeli przyczyną tego była pogoda, to wszystkie te problemy dotyczyły wiatru i żaden z tych startów nie został odwołany czy przełożony z powodu oblodzenia. Oblodzenie w ogóle tutaj nie jest problemem, bo jest to przewidziane przy tworzeniu tej infrastruktury, przy tworzeniu tych obiektów, które mają trafiać na orbitę, i przy tworzeniu rakiet. W związku z czym to w ogóle nie jest problemem, zwłaszcza że od 60 lat ten ośrodek, ten i ośrodek w pobliżu, wystrzeliwują stamtąd rakiety. Przedtem były to rakiety suborbitalne, czyli takie, co sobie leciały do granicy atmosfery i potem sobie wracały. I one latały zimą, bo na przykład sporo tych rakiet badało występowanie i sposób działania zórz polarnych, w związku z czym musiały być wystrzeliwane zazwyczaj zimą. Dodajmy również, że na Andøi działa taki program badawczy, który jest współfinansowany przez NATO i który zajmuje się pomiarami wiatru w wysokich warstwach atmosfery, specjalnie pod kątem tego, żeby przewidywać okna startowe i starać się dobrze wymierzyć start w takich warunkach pogodowych, jakie panują tam na północy, za kołem podbiegunowym. Tu też warto wspomnieć o tym, że jeśli chodzi o noc polarną, która, jak pan wie, za kołem podbiegunowym trwa dosyć długo, to ona również nie wyklucza startów w tym okresie. Licencja na prowadzenie tego kosmodromu obejmuje cztery starty nocne w ciągu roku, w związku z czym limitowane są te rzeczy. Natomiast jeśli chodzi o noc polarną, która, jak wiadomo, jest skorelowana z okresem zimowym, jedynym takim prawdziwym utrudnieniem jest to, że lód morski, który wówczas przyrasta, po prostu utrudnia rozstawienie takich pływających stacji, które śledzą trasę lotu rakiety. To jest jedyna przeszkoda związana z klimatem tej okolicy.

0:44:30 Historia ośrodka na wyspie Andøya

Piotr: [? niepewne: Dlatego akurat na Florydzie nie mają.] Skąd w ogóle pomysł na taki kosmodrom? To jest 1960 rok, kiedy dwóch naukowców, jeden z Norweskiego Instytutu Badań Obronnych, a drugi z NASA, zwiedzało, objeżdżało północ Norwegii po to, żeby znaleźć miejsce na poligon rakietowy. To miał być obszar, który znajduje się w strefie, gdzie są zorze polarne, dlatego że zamierzano badać te zorze, więc musiały być tam nad tym. Musiał być ten korytarz na północ pusty, o tym już mówiliśmy. Powinien być ten obszar osłonięty od wiatru górami. No i jeszcze w pobliżu było wojskowe lotnisko, więc to wszystko razem sprawiło, że właśnie to miejsce wybrano.

Ola: Pierwszy start rakiety suborbitalnej, bo jeszcze wtedy nie było możliwości, żeby polecieć na orbitę, nastąpił 18 sierpnia 62 roku i rakieta Ferdinand 1 przekroczyła umowną granicę kosmosu, poleciała na wysokość 101,5 kilometra. Anegdota, ciekawostka jest taka, że nazwę wzięto od byczka Ferdynanda z bajki dla dzieci.

Piotr: Kto jeszcze pamięta tę bajkę o byczku Ferdynandzie?

Ola: Jak pamiętacie, to dajcie znać. Tego, który wolał wąchać kwiatki, i to był celowy sygnał do innych mocarstw, do innych agencji kosmicznych w środku zimnej wojny, że my tutaj działamy pokojowo, więc nie róbcie nam krzywdy.

Piotr: 62 rok to był sam środek tego, jak się wszyscy gryźli, tłukli po głowach, Zatoka Świń, inne cuda, także tak.

Ola: A poza tym to był moment, kiedy walczono o to, żeby polecieć na Księżyc, żeby wynosić kolejne, coraz bardziej zaawansowane organizmy na orbitę i finalnie człowieka. A ja jeszcze jedną rzecz z tego pierwszego startu z Andøi bym chciała przytoczyć. To znaczy, jakie tam panowały wówczas warunki. To był strasznie prymitywny start i tak naprawdę można powiedzieć, że ta rakieta trochę jakby na polu startowała. Pulpit, który odpalał tę rakietę, gdzie się wciskało guzik startu, Norwegowie dostali od NASA, a ponieważ nie posiadali tam jeszcze żadnego budynku, ani sensownego, ani bunkra kontroli, ten pulpit po prostu postawiono na trawie obok wyrzutni rakiet. W końcu było lato, więc stwierdzili, że nie musi być w żadnym budynku.

Piotr: I rzeczywiście to miejsce działało przez te ponad 60 lat i stamtąd odbywało się mnóstwo startów, nie tylko rakiet, to znaczy rakiet, jeżeli rakiet, to sondażowych. To jest taka rakieta, która leci w górę na określoną wysokość i potem spada, cały ten lot trwa z 15 minut. Trochę w tym nieważkości, ona tam do czegoś służy, ale też stamtąd balony były nie odpalane, tylko wypuszczane. I mnóstwo takich, można powiedzieć, znanych klientów korzystało z tego miejsca. To była i NASA, i ESA, i na przykład japońska agencja kosmiczna JAXA, także sporo tego było.

Ola: DLR to jest niemiecka agencja.

Piotr: Oczywiście, jak przed chwilą mówiliśmy, nieprzypadkiem wybrano to miejsce, no bo zorza, a więc badania jonosfery, ta zorza tam nad głową, więc nie tylko ze względu estetycznego, ale i praktycznego.

Ola: Ale też taki był zamiar i zresztą robiono to, żeby badać taką warstwę od 50 do mniej więcej 85 kilometrów nad ziemią. I to jest takie miejsce w przestrzeni, które bywa nazywane ignorosferą. Dlatego że tam jest dużo za wysoko na samolot, za wysoko na balon meteorologiczny, one tam dolatują do trzydziestu kilku kilometrów, ale za nisko na obserwacje satelitarne, przynajmniej w tamtym czasie, w tej chwili już to się zmieniło. Ta nazwa „ignorosfera” to nie jest jakaś oficjalna nazwa, to jest termin czasami wykorzystywany w nieoficjalnych komentarzach na ten temat. Warto jeszcze powiedzieć, że to, co się działo na tej wyspie Andøya, to jest współpraca celów naukowych i celów wojskowych. Współzałożycielem tego ośrodka był Norweski Instytut Badań Obronnych. Obok miejsca, z którego startują rakiety, znajduje się baza norweskich sił powietrznych. Ona nie jest bazą NATO, bo Norwegia jest neutralna. Natomiast pomysł na tę bazę wyszedł od NATO, Norwegia jest właścicielem tej bazy, ale udostępnia ją niemieckim siłom zbrojnym. Tu też zaraz będziemy jeszcze więcej o tym mówić. Warto powiedzieć, że to nie jest pierwszy kosmodrom, który wyrósł jako baza wojskowa, a potem się przekształcił w bazę kosmiczną, bo na przykład wspomniany już wielokrotnie Plesetsk miał taki rodowód. Powstał jako baza rakiet międzykontynentalnych. Oni tak z grubej rury.

Piotr: Z grubej rury jak najbardziej. Zasłynął ten punkt startowy takim epizodem, który miał miejsce 25 stycznia 1995 roku. Wystrzelono tam rakietę naukową, [? niepewne: Black Brand] się to nazywało. Ona miała osiągnąć, osiągnęła pułap 1364 kilometrów. I tu niestety pojawił się problem. To 1995 rok, więc całkiem niedawno, dlatego że rosyjskie stacje namiarowe, radary, uznały, że to jest amerykański pocisk wystrzelony z okrętu podwodnego. A to przecież oczywiście jest znakomity powód do wojny. Wtedy Jelcyn zarządzał tym cudownym krajem. Ponoć już się, że tak powiem, szykowano do rozpoczęcia wojny atomowej, czyli ta niesławna skrzyneczka do odpalania pocisków była już tutaj w grze. Była to jak zwykle rosyjska wina. Przepraszam, jestem dzisiaj wybitnie antyrosyjski, ale nie przypadkiem, bo Norwegia oczywiście poinformowała o tym, że ten start się odbędzie. Natomiast w tym pierdzielniku, który panował w latach dziewięćdziesiątych, nie to żeby teraz nie panował w Rosji, ten komunikat gdzieś zaginął, więc nie dotarł do odpowiednich miejsc i mimo że Rosjanie zostali ostrzeżeni, że coś stamtąd będzie startowało, uznali, co uznali. Na szczęście nic się z tym nie wydarzyło dalej.

Ola: Natomiast w 2013 roku Norwegowie podjęli stamtąd próbę wystrzelenia własnej rakiety. To był program North Star i miała powstać rakieta na silniku hybrydowym. Orbitalna wersja nigdy nie powstała. Doszło do tego, że stworzono rakietę suborbitalną i Norwegowie doszli wówczas do wniosku, że nie będą się kopać z koniem, nie będą konstruować własnych rakiet, bo być może inni mają know-how, a oni tego nie mają. Oni mają inne know-how: zbudują port kosmiczny, a inni będą te rakiety przywozić do nich i stamtąd Norwegowie będą je wystrzeliwać.

Piotr: W 2018 roku postanowiono zrobić osobną platformę orbitalną na Andøi, dlatego że ten stary teren już się nie nadawał do tego typu startów. W 2020 roku parlament dał warunkową zgodę. Później, w 2021, podpisano 20-letnią umowę właśnie z tą niemiecką firmą, Isar Aerospace, na użytkowanie jednej z tych platform orbitalnych. W 2023 roku, w listopadzie, zostało to wszystko otwarte. I w 2025 roku odbył się ten pierwszy start, ten nieudany, o którym mówiliśmy, gdzie rakieta plasnęła do morza. No i wreszcie nam się udało teraz wystartować, znaczy nam jako Europejczykom osiągnąć tę orbitę, właśnie w 2026 roku.

0:53:59 Właściciele, klienci i logistyka

Ola: A czyją własnością jest ten port kosmiczny Andøya? Andøya Space to się tak nazywa to przedsięwzięcie. W 90 procentach należy do państwa norweskiego, do Ministerstwa Handlu, Przemysłu i Rybołówstwa, w 10 procentach do jednego z norweskich koncernów zbrojeniowych. Więc ten aspekt wojskowy jest już w samym finansowaniu uwzględniony. Od państwa ten port kosmiczny dostał 365,5 miliona koron. Nie będziemy tego przeliczać na dolary, bo generalnie to nie są duże pieniądze. Cały roczny budżet Norwegii na badania kosmiczne i rozwój to jest około 2 miliardów koron. Koszt wybudowania tego portu kosmicznego to jest ułamek tej kwoty. To jest naprawdę nieduża inwestycja, a bardzo dobrze umiejscowiona. Ona naprawdę dobrze się odnajduje w tym środowisku.

Piotr: Zresztą sam fakt, że Isar Aerospace na 20 lat tę umowę podpisał, pewnie będzie przedłużana, zobaczymy, już dobrze o tym świadczy. Oni sobie zresztą sfinansowali swoją część sami, ponieważ potrzebowali konkretnej platformy zgodnej z ich specyfikacjami. Zbudowano tam również halę, w której się te ładunki ładuje do rakiet, cały montaż się tam odbywa. Centrum Kontroli Misji też jest ich. Oni 400 milionów euro zgarnęli od prywatnych inwestorów i, o czym wspominaliśmy, współfinansuje ich Europejska Agencja Kosmiczna. Dla Norwegii to też sprawa korzystna, bo około 150 miejsc pracy na tej wyspie będzie przy tym wszystkim. Nie jest to rejon, w którym praca jest taka zupełnie oczywista.

Ola: Ta pierwsza platforma orbitalna to jest pierwszy etap w ogóle tego portu kosmicznego. Będzie użytkowana na wyłączność przez tę niemiecką firmę. A docelowo mają powstać trzy platformy. Jeszcze nie wiadomo, w jakim czasie. Natomiast na pewno ta jedna będzie miała towarzyszki.

Piotr: Głównym, oczywiście, w tej chwili korzystającym jest wspomniany już wielokrotnie Isar Aerospace. Ich rakiety nie są ogromne, bo to jest rakieta mająca 28 metrów, napędzana ciekłym propanem i tlenem, i wynosi na niską orbitę 1000 kilogramów, na tę heliosynchroniczną, o której już opowiadaliśmy, 700 kilogramów. Oni mają liczne plany, które również będą realizowały potrzeby norweskie, dlatego że Norweska Agencja Kosmiczna ma tam jakieś satelity nadzoru arktycznego wystrzeliwać. Jest też zaplanowana misja, która będzie służyła sprzątaniu śmieci kosmicznych, też satelity do serwisowania na orbicie. Jest to tak obstawione, że będzie tam co robić, ale też są inni operatorzy, którzy stamtąd mają już konkretne plany wystrzeliwania, na przykład amerykański Astrobotic, oni będą sobie testowali księżycowy lądownik Xodiac. Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale to jest kolejny plan, więc widać, że tam się tego będzie działo, bo, tak jak mówiliśmy, ten kierunek wystrzeliwania jest atrakcyjny.

Ola: Jak już też wspominaliśmy, Andøya to jest wygodne miejsce dla takiej inwestycji. Mimo że to wyspa, jest połączona mostem i drogą, która prowadzi na kontynent. Tam się znajduje port, nawet dwa porty, a jeden jest taki bardzo solidny, który może przyjmować statki o sporym zanurzeniu. Jest lotnisko przy bazie lotniczej, która tam istnieje, jak wiemy, od lat 60. I ono może przyjmować naprawdę duże samoloty. A oprócz tego wyspa ma łączność z lądem poprzez prom. Kursuje tam regularnie prom samochodowy na sąsiednią wyspę Senja. Zresztą droga, którą się tam dojeżdża, przejeżdża przez sąsiednią wyspę i dopiero z tej wyspy kieruje się na kontynent. I jest jeszcze ciekawa rzecz: około 300 kilometrów stamtąd, to jest nie tak daleko, jak na takie warunki, można pokonać samolotem w niedługim czasie, mieści się taka baza, która znajduje się wewnątrz góry. Jest to takie norweskie połączone dowództwo wojskowe, które monitoruje przestrzeń kosmiczną, powietrzną i morską. I ono jest tak dobrze zabezpieczone przed otoczeniem, bo jest gdzieś tam zlokalizowane, jak w tych filmach amerykańskich: kompleks wewnątrz góry. No i w jaki sposób w ogóle te rakiety są dostarczane do tej odległej Arktyki?

Piotr: To jedno z pierwszych pytań, które sobie też zadaliśmy.

Ola: Tak. Otóż prześledziłam drogę tej konkretnej rakiety, która jechała z Niemiec, z Bawarii. Najpierw jechała sobie ciężarówką, potem promem. Około 3000 kilometrów przebyła w ten sposób. Tutaj jednak miała łatwiejsze zadanie, bo jeżeli coś trzeba przetransportować do Gujany Francuskiej, to trzeba płynąć statkiem przez Atlantyk. No tak, wciąż dalej. W ten sposób ta rakieta została dostarczona do takiej hali, w której się po prostu składa całość. Była transportowana poziomo. W tej hali się ją zaopatruje w odpowiednie komponenty i potem na zewnątrz pionizuje. I dodajmy, że to miejsce jest też atrakcyjne ze względu na całą infrastrukturę, która jest wojskowa i nie tylko wojskowa. Funkcjonuje tam z powodzeniem od kilkudziesięciu lat. Jest tam między innymi radar, są prowadzone pomiary telemetryczne. Jest tam też baza, w której pracują ludzie doświadczeni w tym zakresie. To nie jest jakaś pusta plaża na dalekiej północy, gdzie po prostu wilki wyją i foki, białe niedźwiedzie stepują, tylko miejsce, które już ma swoją długą historię lotów kosmicznych i lotów wojskowych. Warto też przypomnieć, właściwie powiedzieć, że jeśli chodzi o całe te okolice, mimo że wyglądają sielsko, naprawdę przepiękna jest ta wysepka, warto sobie zajrzeć i obejrzeć ją na przykład na Google Earth, to ona jest objęta dyrektywą dotyczącą obiektów wysokiego ryzyka. Więc na czas startów drogi wokół niej i całe strefy morza są zamykane. I niestety z tego powodu pojawiają się konflikty.

1:01:49 Kuter Einar i zakończenie

Piotr: I tu już wspomniany na samym początku kuter o nazwie [? niepewne: Einar], tak to się być może czyta nawet. On już dwa razy narobił tam srogiego zamieszania. Pierwszy raz to było 23 października 2025 roku, kiedy ten kuter odmówił opuszczenia terenu poligonu, co spowodowało, że trzeba było przerwać ćwiczenia z udziałem niemieckiej marynarki wojennej. I na tym nie zakończył działalności, bo 25 marca tego roku ten dokładnie sam kuter spowodował, że trzeba było na trzy sekundy przed odpaleniem rakiety Spectrum przerwać odliczanie. I tu oczywiście problem polega na tym, że trwa tam konflikt o łowiska. Dla tych, którzy na tym kutrze pracują, jest to źródło utrzymania i nagle się okazuje, że coś, co było przez długi czas po prostu łowiskiem, teraz jest strefą bezpieczeństwa, i kiedyś można, a kiedyś nie można. Ja absolutnie nie zamierzam się teraz wdawać w dyskusję na temat tego, kto tu co ma rację, a kto nie ma racji, ale warto wiedzieć, że jeden kuter może stać się przyczyną zatrzymania takich bardzo dużych działań, jeżeli ze względów bezpieczeństwa nie powinno go być w tej strefie, a jest.

Ola: Więc jeden, jedyny kuter Einar wsławił się dwukrotnie. Jeszcze wiele startów przed nim, więc będzie miał okazję się jeszcze wykazać, a my na dziś dziękujemy. Przypominam jeszcze, że jeżeli cenicie nasze podcasty, to może rozważylibyście dołączenie do grona naszych patronek i patronów. Można nas znaleźć w serwisie Patronite pod zakładką Crazy Nauka.

Piotr: Tak jest i oczywiście też polecamy podcasty powstające we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni, które jest obecnie na topie polskoradiowych serwisów, skąd nasze psy wiedzą, że kończymy, oraz Sekcję Teorii Spiskowych, w której wciąż jeszcze pojawiają się nowe odcinki. Zresztą, jeśli chodzi o teorie spiskowe, wiecie, można nas też obejrzeć, bo tam jesteśmy na wideo, dziwnie to wygląda, czasami jesteśmy na YouTubie. I też można to obejrzeć na Spotify, na stronie Polskiego Radia. Pieski, jeszcze nie skończyliśmy, za chwileczkę.

Ola: I zostaje nam jeszcze słowo na dziś. Poczekaj, Abi. Moją propozycją była ignorosfera, natomiast Piotrek wymyślił co innego. Być może to będzie bardziej trafne słowo.

Piotr: Często oba słowa dajecie, Abi, poczekaj. Drugim słowem na dziś jest Ferdynand, od tego byczka. Przypominam, że macie jeszcze, czy ktoś w ogóle kojarzy tę bajeczkę o byczku Ferdynandzie. To co, chyba zróbmy pieskom dobrą przyjemność i skończymy ten podcast.

Źródła

https://spaceagency.no/news/andoya-spaceport-the-first-launch-base-for-small-satellites-in-europe-has-officially-opened

https://techtour.com/news-norways-port-to-space/

https://www.esa.int/About_Us/50_years_of_ESA/50_years_of_space_for_Norway

https://hgss.copernicus.org/articles/9/141/2018/

https://keeptrack.space/deep-dive/andoya-spaceport

https://andoyaspace.no/

https://space.stackexchange.com/questions/457/is-there-any-advantage-in-launching-spacecraft-from-a-high-latitude-or-why-was

https://csis-website-prod.s3.amazonaws.com/s3fs-public/publication/190314_Spaceports_The_World.pdf

https://moontomars.space/space-port/andoya-space-center/

https://www.livemint.com/companies/news/german-rocket-hits-setback-as-europe-seeks-spacex-alternatives-11743334418194.html

https://satnews.com/2024/08/25/norway-officially-licensed-to-launch-at-andoya-spaceport/

https://www.luftfartstilsynet.no/en/space/andoya-spaceport/