Podcast Crazy Nauka · odc. 163

Trzęsienie ziemi w Lizbonie: Katastrofa, która zmieniła świat

05-05-2026 · 92 min · Tematyczny, Historia nauki i odkryć, Katastrofy

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Ta katastrofa zmieniła świat, w którym żyjemy, choć wydarzyła się 271 lat temu i dotknęła niewielkiego kawałka Europy i Afryki. Opowiadamy o wielkim trzęsieniu ziemi, które w 1755 roku zdemolowało Lizbonę, a przy okazji wywołało wielką aferę na najwyższych szczeblach.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Jak to się stało, że po trzęsieniu ziemi i tsunami wcale nie te zjawiska okazały się najbardziej śmiercionośne?

Ola: I stawiamy słynne pytanie za Wolterem: dlaczego Lizbona? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski.

Ola: Witamy was bardzo serdecznie w podcaście Crazy Nauka.

Piotr: I wracamy do waszego, naszego na pewno też jednego z najulubieńszych wątków, czyli katastrofy. Znowu katastrofy będą. No i tym razem opowiemy wam o pierwszej katastrofie naturalnej w historii Europy, która została, można powiedzieć, ogarnięta i zarządzona w sposób już naprawdę nowoczesny.

Tu będzie mowa o trzęsieniu ziemi w Lizbonie. I chociaż to było w 1755 roku, więc jakby nie wczoraj, to zaskakująco dużo szczegółów na ten temat wiemy. A dlaczego tak dużo? To się okaże. Mimo że jeszcze nie było nawet smartfonów wtedy.

Ola: A my właśnie wróciliśmy z Lizbony i stąd inspiracja dla poruszenia tego tematu. No i też dlatego naszego podcastu w ubiegłym tygodniu nie było.

Piotr: Byliśmy tam niecałkiem rozrywkowo, bo szkoliliśmy tam ludzi w robieniu podcastu. Wiem, jak to brzmi, ale naprawdę.

Ola: To prawda. A kiedy tam byliśmy, to też trochę pozwiedzaliśmy, poczytaliśmy i zorientowaliśmy się, że to, co się stało z tym miastem, zagłada tego miasta w 1755 roku, to jest wydarzenie, które po prostu idealnie się wpisuje w tę naszą tematykę katastroficzną. Również z tego powodu, że jest bardzo dobrze opisane od strony naukowej.

A oprócz tego trzeba jeszcze powiedzieć, że to wydarzenie, czyli trzęsienie ziemi, tsunami i to, co się później stało w Lizbonie, jest wciąż przedmiotem takiej traumy narodowej w Portugalii. Wówczas zginęło nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Zniszczona została ogromna większość budynków w mieście. Mówi się o 85% zabudowy Lizbony. W porównaniu z tym, co się stało podczas II wojny światowej, można to odnieść jedynie do Warszawy Lewobrzeżnej, która była zniszczona w 84% przez Niemców.

Piotr: Można sobie wyobrazić jakoś dzięki temu.

Ola: Tak. Dodajmy, że wówczas utracono w tym 1755 roku najważniejsze archiwa państwowe, zbiory sztuki, bezcenne dokumenty. To wszystko zostało absolutnie zniszczone.

Piotr: No i też było tak, że jest to pierwszy tak wyraźny moment w dziejach, tu podkreślamy: Europy, jeszcze powiemy o tym, dlaczego, kiedy można powiedzieć o czymś takim jak reagowanie kryzysowe ze strony państwa. Coś, co w tej chwili powinno być standardem i w wielu krajach jest. Czyli że państwo wchodzi w specjalny tryb w takich sytuacjach.

Ola: I pomaga.

Piotr: I wtedy rzeczywiście weszło w ten tryb. To dotyczyło zarówno doraźnej pomocy humanitarnej, czy jakkolwiek to nazwiemy, zaraz po tej katastrofie, po tym dramacie, ale też późniejszej odbudowy miasta, w ogóle różnych działań bardzo interesujących z naszego punktu widzenia. Dlatego że związanych też ze zbieraniem informacji na temat tego zdarzenia i wyciąganiem wniosków na przyszłość. I właściwie jest to zasługa jednego konkretnego człowieka, który chyba trochę się stanie bohaterem tego dzisiejszego odcinka.

Ola: Chociaż wiemy, że idealny nie był.

Piotr: No nie, zdecydowanie nie. Ale skuteczny był.

Ola: I to jest właśnie dobry moment na to, żebyśmy wam zaproponowali zasubskrybowanie naszego podcastu. Dzięki temu nie umkną wam nasze dźwiękowe poczynania i będziecie mogli dostawać powiadomienia o każdym kolejnym odcinku. A przypominamy również, że oprócz podcastu Crazy Nauka robimy jeszcze dwa inne podcasty, oba we współpracy z Polskim Radiem.

Piotr: Tak, i jest to najpierw Laboratorium Zbrodni, które ma dłuższą historię. W tym ostatnim odcinku opisujemy historię genealogicznego śledztwa, prowadzonego w takim bardzo konserwatywnym miejscu, w konserwatywnej społeczności włoskich górali.

Ola: A z kolei w drugim z tych podcastów, w Sekcji Teorii Spiskowych, sprawdzamy, kim są iluminaci i czy naprawdę rządzą światem.

Piotr: Jeszcze raz powiem o tym subskrybowaniu, bo wiemy, że to wam przelatuje przez uszy, ale to jest coś, co wiele osób nawet nie wie, że można zrobić. A nam to bardzo pomaga ze względu na wszelkie algorytmy. I wy dostajecie wtedy informację, że coś nowego się pokazało. I znowu gadaliśmy za długo, znowu ktoś będzie marudził, że gadamy długo. Trudno. Więc zanim ruszymy dalej, to tylko przypomnimy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:05:47 Poranek 1 listopada 1755: wstrząsy, tsunami i pożar

Piotr: I przenosimy się do pierwszego listopada, to ważne, 1755 roku. To była sobota, to był Dzień Wszystkich Świętych. Zaraz trochę więcej jeszcze o tym powiem, dlaczego to ważne, ale Lizbona była w tamtym czasie czwartym co do wielkości miastem Europy Zachodniej. No i w ogóle szalenie bogatym miejscem. Oni tam raz lepiej, raz gorzej tymi pieniędzmi zarządzali. Natomiast pieniędzy płynęło całe mnóstwo z Ameryki Południowej, z Brazylii. To już trwało całe dziesięciolecia. Powstawały za to głównie różne pałace i inne fidrygały.

Ola: Oraz klasztory.

Piotr: I kościoły. Tak. Natomiast niekoniecznie te pieniądze były w przytomny sposób inwestowane. W każdym razie to było naprawdę duże miasto, bo mieszkało tam, szacuje się, między 200 a 275 tysięcy osób.

No i teraz wracamy do tego pierwszego listopada. To był Dzień Wszystkich Świętych, czyli wedle Kościoła katolickiego, który był dominujący, właściwie jedyny w tamtym czasie i miejscu, zwłaszcza że to było bardzo istotne z punktu widzenia katolicyzmu miejsce, królestwo. To jest święto nakazane. Teraz oczywiście też są święta nakazane. Część osób nawet nie wie, nawet katolików, a zwłaszcza katolików, o części tych świąt nakazanych. Jak sobie tutaj sprawdzałem, to na przykład Świętego Józefa. To jest święto nakazane.

Święto nakazane, czyli wtedy jest obowiązek pójścia na mszę, z jakimiś wyjątkami, chorzy i tak dalej, oraz obowiązek wstrzymywania się od prac ciężkich, fizycznych, różnych takich. Jest to określone konkretnie w prawie kanonicznym. W każdym razie my teraz niewiele z tego robimy. Nie mówię, że my tutaj we dwoje konkretnie, ale tak jak sobie popatrzymy na nasz ponoć bardzo katolicki kraj, to większość tych świąt nakazanych, tak umiarkowanie można powiedzieć, ludzie ciągną do kościołów. Natomiast to były czasy zupełnie inne. Portugalia miała bardzo sprawnie działającą inkwizycję i raczej nie było najlepszym pomysłem niepójście w takie święto do kościoła.

Ola: Poza tym ludzie kiedyś byli inaczej religijni.

Piotr: Co więcej, to było święto, może tak dla podkreślenia, mamy teraz 1 listopada, to traktujemy, że się na groby chodzi. Natomiast to było rzeczywiście święto o randze najwyższej absolutnie, takiej jak Wielkanoc, jak Boże Narodzenie i kilka innych takich głównych świąt. Więc mówię o tym wszystkim dlatego, żebyśmy sobie zdali sprawę z tego, że ludzie po prostu poszli do kościoła.

Co więcej, mówimy tu o godzinach porannych. To była druga msza tego dnia, to znaczy były msze wczesnoporanne, taka pierwsza msza, i potem była suma, czyli ta najważniejsza msza dnia. Ona była między dziewiątą a jedenastą zazwyczaj jakoś odprawiana, różnie mogła się zaczynać, czasem o dziewiątej, czasem później.

Ola: A ta suma to nie jest o dwunastej?

Piotr: Nie, teraz jest często o dwunastej. Suma to jest po prostu najważniejsza msza, natomiast teraz rzeczywiście często jest tak, a wtedy była zwykle wcześniej. No w każdym razie kościoły były bardzo pięknie ustrojone. Też tradycją Wszystkich Świętych było to, że była pełna iluminacja. To znaczy było tam mnóstwo świec, w tych bogatszych kościołach tych świec mogły być dosłownie tysiące. Ponieważ to ważne święto, wyciągnięte były wszystkie możliwe tkaniny liturgiczne, szaty, stroje i przyozdobienia. Również były ozdoby z kwiatów. No pełna gala, można powiedzieć.

Więc w tym czasie, o którym mówimy, a to jest mniej więcej około godziny 9:40 rano, z dokładnością do plus minus 10 minut, rozległo się dudnienie. Takie dudnienie, które na początku kojarzyło się z pędzącymi po bruku bardzo ciężkimi wozami, ale to trwało tylko kilkanaście sekund. Potem zaczęły się takie długie, bardzo silne, gwałtowne wstrząsy. Najprawdopodobniej, wedle relacji, były to trzy wstrząsy. W sumie to wszystko trwało, wedle niektórych doniesień, nawet sześć minut, wedle innych około trzech i pół minuty. Tak czy inaczej, jak na trzęsienie ziemi, zwłaszcza o takiej sile, a to była bardzo duża siła, to jest bardzo długo. A czas trwania trzęsienia ziemi ma duże znaczenie dla struktury tych wszystkich budynków i tak dalej. Więc mamy moment, kiedy ludzie albo są w kościołach na mszy, albo idą do tych kościołów i wszystko jest szalenie odświętne.

Ola: Otóż to. I po tych trzech wstrząsach, które trwają naprawdę długo jak na trzęsienie ziemi, zawala się 35 kościołów z 40 kościołów parafialnych, które wówczas istniały w Lizbonie. Czyli innymi słowy, na ludzi, którzy są tam zgromadzeni, spadają ściany, dachy, zawalają się pałace, kamienice, magazyny portowe. Wówczas Lizbona, jak już Piotrek wspomniał, to jest naprawdę potęga, jeśli chodzi o Kościół katolicki. I w mieście znajdowało się 65 domów zakonnych.

Piotr: W większości jezuickich.

Ola: W większości jezuickich. Do zamieszkania po tym trzęsieniu ziemi pozostało zaledwie 5 takich w jako takim stanie. Z około 20 tysięcy domów ocaleje, chociaż często z bardzo poważnymi uszkodzeniami, mniej więcej 3 tysiące domów w Lizbonie. I tak jak już wspominaliśmy na początku, w sumie około 85% zabudowy miasta zostaje zniszczone, ale nie następuje to od razu w trakcie trzęsienia ziemi, tylko w ciągu kilku najbliższych dni, bo to, co się dzieje potem, ma nawet jeszcze większe znaczenie niż same wstrząsy. Okazuje się, że kiedy ludzie się rozglądają, widzą walące się mury, dachy, to zaczynają dostrzegać, że w okolicach portu w Lizbonie odsłania się dno, i zaczynają tam uciekać w nadziei, że uda im się w ten sposób uniknąć skutków tych zniszczeń. Widać na tym dnie wraki dawnych statków, widać ryby, które się trzepoczą w mule.

Piotr: Nawet ponoć odsłoniły się jakieś ruiny, bo dodajmy, że Lizbona ma długą historię, zdecydowanie. Więc tam bardzo dziwnie to wyglądało, bo nawet przy najniższym odpływie nie było w ogóle porównania, żeby było tak wiele dna widoczne.

Ola: Zapewne większość z was już wie, co się za moment stanie, bo to oczywiście są symptomy nadchodzącego potężnego tsunami, które uderza w miasto po około 40 minutach od tego głównego wstrząsu. Pierwsza fala ma wysokość 6 metrów. To się dzieje tak, że najpierw morze jest zasysane i dopiero wówczas taka skumulowana fala uderza w nabrzeże.

Lizbona jest położona w taki sposób, że część miasta leży na wzgórzach. Oczywiście wiemy, że te strome uliczki, dzielnica Alfama, to jest po prostu labirynt domów i uliczek, takich niemalże korytarzy, które jedne znajdują się nad drugimi, i część ruchu obecnie odbywa się tam za pomocą wind albo dość stromych schodów. Inna część miasta, czyli to, co obecnie jest dzielnicą Baixa [? niepewne: pisownia, w nagraniu "Bajsza"], to jest część, która jest niewiele wyniesiona ponad poziom morza, a właściwie rzeki Tag.

Piotr: No właśnie, bo tu jest jeszcze jedna istotna rzecz, warto o tym powiedzieć. Spójrzcie sobie w wolnej chwili albo nawet teraz na mapę i zobaczcie, jak wygląda Lizbona, jeśli chodzi o położenie względem morza. Nie będę ukrywał, że nie wiedziałem wcześniej, że to tak wygląda. To jest absolutnie wymarzone miejsce, jeśli chodzi o port i tego typu działania, dlatego że Tag, uchodząc do morza, tworzy taką obszerną zatokę, gdzie woda morska miesza się z wodą płynącą z rzeki.

Ola: Tak, i ta zatoka tworzy wręcz idealną osłonę dla portu, dla miasta. Jest to bardzo bezpieczne miejsce, chyba że stanie się coś takiego jak w tym 1755 roku, to znaczy że to się idealnie wstrzeli w to miejsce, w którym Tag, czyli rzeka płynąca przez Lizbonę, uchodzi do morza, i zdarzy się takie nieszczęście. I jeszcze o tym, jakie części Lizbony zostały zalane, powiemy za chwilę.

Natomiast istotną informacją jest to, że owszem, woda z tsunami dociera głęboko w głąb lądu, około 250 metrów, w niektórych miejscach dalej. Natomiast ani same wstrząsy, ani ta fala, która się przedziera przez miasto, nie są tym najgorszym, co spotyka ludzi. Tych fal było zresztą trzy, [? niepewne: ponieważ] zaczynają płonąć te tkaniny, to drewno, te kwiaty, które zapalają się od świec zapalonych w kościołach, w domach. Całe miasto jest ustrojone płonącymi świecami i w tym momencie pojawia się gigantyczny, straszliwy pożar, któremu absolutnie sprzyja to, że miasto ma dobrą wentylację. Pożar będzie trwał około pięciu, sześciu dni.

Piotr: Tak, o pożarze jeszcze za chwilę więcej powiemy, bo to jest też dość szczególne wydarzenie. Tu warto jeszcze dodać, żeby w ogóle powiedzieć o sile tego trzęsienia ziemi, zaraz będziemy mówili o szacunkach, ale ocenia się, że mniej więcej połowa Europy odczuła to trzęsienie ziemi. Na pewno są doniesienia od Hamburga po Wenecję, ale też, uwaga, aż w Finlandii odnotowano, że to trzęsienie ziemi było odczuwalne. I oczywiście my tutaj sobie radośnie opowiadamy o Europie, ale przecież jest jeszcze cała Afryka Północna i ta Afryka Północna bardzo silnie również to trzęsienie ziemi odczuła, bo o tym jeszcze powiemy. W każdym razie jest to wydarzenie z punktu widzenia sejsmicznego najpewniej chyba od tego czasu w tym rejonie tak silnego trzęsienia ziemi już nie było, co nie znaczy, że nie będzie, o czym jeszcze za chwilę będziemy mówili.

Ola: No cóż, teraz zatrzymajmy się na chwileczkę, żeby przypomnieć, że datki od naszych patronów i patronek pomagają nam utrzymać ten podcast jako bezpłatny i dostępny zupełnie bez ograniczeń.

Piotr: Więc jeżeli wam się podoba to, jak o tej nauce opowiadamy i o tych katastrofach, ale też o różnych trudnych sprawach czasami, a czasami zupełnie łatwych, ale ciekawych, to będzie nam bardzo miło, jeżeli zechcecie dorzucić się do tej naszej działalności w serwisie Patronite, tak na dłużej, albo jednorazowo na platformie BuyCoffee. Tu oczywiście linki znajdziecie w opisie odcinka.

Ola: No właśnie, będzie nam bardzo miło dlatego, że te datki to nie tylko taka fizyczna zapłata za to, co robimy, ale też jakiś taki dowód uznania dla nas. Bardzo nas to cieszy. Ciepło nam się na serduszku robi i bardzo wam dziękujemy za każdy grosz, za każdą złotówkę, którą nam wpłacacie.

Piotr: No i bardzo cenne są dla nas wszelkie komentarze, oceny no i wspomniane już subskrypcje.

0:19:14 Siła trzęsienia i poszukiwanie jego źródła

Ola: Jaką siłę miało to trzęsienie ziemi? Wedle jednej ze skal, które obecnie są stosowane…

Piotr: Strasznie to jest pokręcone, kiedyś o tym opowiadaliśmy.

Ola: Tak, ale już w tej chwili nie będziemy się tutaj skupiać na konkretnych skalach. Powiemy, że w odniesieniu do skali Richtera to jest od 8,75 do 9 stopni. Natomiast jeszcze nowsze wyliczenia, które zostały przeprowadzone w 2020 roku, mówią o przedziale 8,5-8,7. Więc to jest taki punkt odniesienia. Tutaj warto dodać, że można to porównać z trzęsieniem ziemi, które doprowadziło do katastrofy w elektrowni Fukushima w Japonii, jeśli chodzi o siłę wstrząsów. A jego epicentrum znajdowało się około 200 kilometrów na zachód, południowy zachód od przylądka Świętego Wincentego.

Piotr: To jest taki pypeć, co sterczy z Portugalii. Jak sobie powiększycie kawałek Portugalii w stronę Atlantyku Środkowego, to tam sterczy taki dzyns i to jest ten właśnie dumny przylądek.

Ola: No i tak. I tu, jak spojrzycie sobie w stronę Ameryki, to tam mniej więcej to trzęsienie ziemi, jakieś 200 kilometrów od brzegu, miało swoją lokalizację. I jak sobie tak spojrzycie, jak ono się tam potem rozeszło, to to jest ten moment, kiedy się wstrzeliwuje idealnie w ujście Tagu.

Piotr: Nie do końca wiadomo, co tam trzasło i rąbło. Ogólnie wiadomo, dlatego że to jest dokładnie styk dwóch płyt tektonicznych, czyli afrykańskiej i euroazjatyckiej. Natomiast one nie mają statusu związku skomplikowany. To nie jest tak, że one tam się w prosty i jednoznaczny sposób przemieszczają. To nie jest ani strefa subdukcji, czyli zapadania się, wchodzenia jednej płyty pod drugą. To jest dość wszystko pokręcone. W każdym razie tam jest taki liczący około 600 kilometrów pas styku, gdzie zachodzą rozmaite deformacje i naprężenia i tak dalej. Jest wiele aktywnych stref, aktywnych uskoków. I naprawdę od właściwie kilkudziesięciu co najmniej lat, czyli od czasu, kiedy mamy takie bardzo konkretne dane na temat tych płyt i tych ruchów, naukowcy się tam przepychają, co też tam faktycznie się wydarzyło z geologicznego punktu widzenia.

Ola: No i tutaj jest kilku kandydatów na winowajcę, to znaczy kilku kandydatów, jeśli chodzi o struktury podziemne bądź też te struktury, które znajdują się na dnie Atlantyku. I najstarsza z tych hipotez mówi o tym, że te wstrząsy mogły się narodzić w obrębie takiej podwodnej góry, która nosi nazwę Gorringe. Ona się znajduje 320 kilometrów na południowy zachód od Lizbony. I to by się zgadzało mniej więcej z tym miejscem, o którym wam mówiliśmy. Jak znajdziecie ten przylądek Świętego Wincentego, pojedziecie sobie trochę na zachód i trochę na południe, czy popłyniecie, albo palcem po mapie, to bardziej mówiłam, to wtedy zobaczycie to miejsce.

Ale symulacje, które później prowadzono, symulacje rozprzestrzeniania się tsunami, wykazały, że jednak to źródło trzęsienia ziemi musiało leżeć bliżej brzegu Portugalii. No i poszukiwania trwały. W latach dziewięćdziesiątych udało się zidentyfikować taką strukturę, której nadano nazwę Uskok Markiza Pombala. O markizie Pombalu będziemy jeszcze mówili. To jest taka struktura znajdująca się właśnie na zachód od przylądka Świętego Wincentego. Ma około 50 kilometrów długości. I ona trochę lepiej pasowała do czasu, w jakim fala dotarła do Lizbony. Natomiast tych hipotez jest znacznie więcej.

Piotr: Nie będziemy o wszystkich dokładnie opowiadali. Tam jeszcze podejrzewano, że to była kwestia subdukcji w jednym konkretnym miejscu, pod łukiem gibraltarskim, czyli tą taką strefą, gdzie nachodzą te dwie płyty, pod właśnie Gibraltarem. To jest w ogóle bardzo ciekawe, bo to wcale nie jest takie oczywiste. Pewnie wrzucimy wam, jak zwykle zresztą, jakieś fajne linki do przejrzenia. Bo na przykład okazuje się, ku mojemu pewnemu zaskoczeniu, że cały Gibraltar, razem z częścią Ceuty, aż po Fez, po stronie marokańskiej, należy jednak do tej płyty euroazjatyckiej. Pokręcone to wszystko strasznie.

W każdym razie ciekawe jest to, że do tej pory dosłownie trwają badania nad tym, co tam się właściwie wydarzyło i w którym miejscu. Jest badanie z 2021 roku, które mówi o takim bardzo głębokim wstrząsie na głębokości 50-60 kilometrów.

Ola: Ognisku.

Piotr: Ognisku, tak. W tym punkcie natomiast jest jeszcze model łączony, który mówi, że właściwie żadne z tych miejsc nie dałoby rady wystrzelić tak mocno, żeby wywołać te 8,5-8,7 w skali Richtera. W związku z czym bardzo możliwe, że tam nastąpiło w jednym momencie kilka pęknięć w różnych miejscach i to być może nawet było ponad 350 kilometrów tego uskoku, tych pęknięć. Jeszcze się pojawiło takie najnowsze chyba badanie.

Ola: W 2025 roku ukazało się badanie w piśmie "Nature Geoscience", które wysunęło taką hipotezę, że to trzęsienie ziemi mogło być skutkiem głębszego procesu, w ramach którego oceaniczna litosfera u wybrzeży Portugalii bardzo powoli oddziela się od reszty płyty i zaczyna się zanurzać pod kontynent. To byłaby taka rodząca się strefa subdukcji, których takich stref jest obecnie bardzo niewiele obserwowanych na Ziemi.

0:26:05 Zasięg tsunami od Portugalii po Karaiby

Piotr: Tak, idzie się właśnie, odłamuje, można powiedzieć, jeszcze kawałek tej płyty. To by wyjaśniało w ogóle też inne wydarzenia w tym rejonie, bo to nie jest jedyne trzęsienie ziemi. Teraz sobie lecimy do tsunami, bo tsunami zawsze jest bardzo efektowne. Mamy odcinek albo dwa nawet o tsunami. W każdym razie wiadomo, jak to działa. Oczywiście mogą być różne przyczyny tsunami, bo to może być na przykład erupcja wulkanu, natomiast najczęściej to jest coś takiego, że następuje gwałtowny uskok, obniżenie lub podniesienie dna morskiego, czyli w ułamku sekundy gigantyczna masa wody zostaje podniesiona na przykład o… Tu się szacuje, że to było około 20 metrów. Tu było prawdopodobnie obniżenie dna morza w pewnym miejscu o 20 metrów nagle, czyli cała ta masa wody zapada się, w związku z czym natychmiast to się wszystko zaczyna pod wpływem grawitacji przemieszczać i powstaje ogromna fala, która przemieszcza się bardzo szybko. Przypominam, że to nie jest tak, że tsunami na morzu wygląda jak takie obrazkowe, zwłaszcza z filmów katastroficznych, czyli taka, wiecie, wyniesiona, spieniona fala.

Ola: Jak wielka fala w Kanagawie, to nie.

Piotr: Nie. Jak się zobaczy tsunami na morzu, to się go właściwie praktycznie nie zobaczy, dlatego że to jest fala, która przemieszcza się bardzo szybko, ale nie jest wysoka, jest długa i dopiero tak naprawdę spiętrzenie następuje tam, gdzie się robi płytko, i tam ta fala się podnosi. I do Lizbony pierwsza z tych fal dotarła, to są różne szacunki, około 40 minut po głównym wstrząsie. Być może to było trochę później nawet, bo ze względu na tę nietypową konfigurację z tą zatoką i Tagiem i tak dalej, tam się mówi, że to mogła być nawet godzina, trochę się przesunęło. It's complicated, nie mamy dokładnie czasu zapisanego.

W każdym razie wiemy, że to cofnięcie się wody spowodowało, że ludzie poczuli, że tam można uciec. Bo tam nie ma pożaru, nic nam się na głowę nie zawali i w dodatku taka sympatyczna sytuacja, że nam się odsłoniło morze. Może sobie tam zejdziemy i zobaczymy. Tak jest. I to spowodowało oczywiście, że kiedy nadeszła ta fala, która tam osiągnęła, nie tak jak można spotkać takie informacje, że 20 albo 30 metrów, szacuje się, że około 6 metrów, to i tak jest strasznie dużo, no to ona oczywiście zalała tych ludzi, ale też wdarła się głęboko w ląd i potem były jeszcze dwie kolejne fale. W sumie trwało to około 3 godzin, to znaczy odstęp między tymi falami był dość duży.

I my tu mówimy o Lizbonie, natomiast tak naprawdę, jeśli chodzi o tsunami, to znacznie większe straty samo tsunami wywołało wzdłuż wybrzeża południowej Portugalii, czyli tam, gdzie to było znacznie bliżej epicentrum: Lagos, Sagres i wspomniany przylądek Świętego Wincentego. Tamte fale rzeczywiście już miały po kilkanaście, ponoć nawet po 30 metrów. I tamte straty spowodowane tsunami były przeogromne. W Lagos było przed tym wszystkim 1170 domów, a po przejściu tsunami zostało zniszczonych 1080. A z innego miasta jest doniesienie, że został tylko jeden jedyny dom kamienny.

Ola: Fala uderzyła nie tylko w wybrzeża Portugalii, bo tutaj warto też spojrzeć sobie raz jeszcze na tę mapę, żeby z łatwością dostrzec, że równie blisko jest do wybrzeży Maroka, do wybrzeży afrykańskich, jak i do wybrzeży Cieśniny Gibraltarskiej. Hiszpański Kadyks tam się znajduje, słynny port. I tam fala miała osiągnąć około 13, a nawet 20 metrów. W Tangerze, Rabacie czy Agadirze w Maroku też miała być bardzo wysoka, też kilkanaście, nawet do 20 metrów. Fala dotarła na Maderę, czyli to są wyspy położone na południowy zachód od wybrzeży Portugalii. I tam miały te fale wysokość około 4 metrów.

Jak sobie jeszcze spojrzycie raz na tę mapę, to dostrzeżecie, że na zachodnim wybrzeżu Francji jest taki półwysep, gdzie się znajduje port Brest w Bretanii. I tam również odnotowano tsunami. Dodajmy, że dotarło ono również na Wyspy Brytyjskie, do Kornwalii. To jest ten taki południowo-zachodni kraniec wyspy.

Piotr: Już trochę zakręciły te fale, ale to tak działa.

Ola: I tam dotarły po 4 godzinach, miały do 2 metrów wysokości, ale to wystarczyło, żeby tam trochę pozalewać, narobić bałaganu. Po 10 godzinach, po przebyciu ponad 6 tysięcy kilometrów, fala dotarła na Karaiby. I tutaj było tak, że na Martynice, u wybrzeży Martyniki, morze podniosło się o 4 metry powyżej średniego poziomu. Podobnie na innych wyspach, między innymi na Barbadosie czy Gwadelupie.

Do wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej fala tsunami praktycznie nie dotarła, bo tam się wydarzyła ciekawa rzecz. Mianowicie to miejsce, gdzie nastąpiły te wstrząsy, gdzie było epicentrum tego trzęsienia ziemi, albo epicentra, to jest takie miejsce mocno wyniesione z dna Atlantyku. To są po prostu grzbiety podmorskie, które obejmują nie tylko ten bank Gorringe, o którym wspomniałam wcześniej, ale również coś takiego, co się nazywa wzniesienie Madera-Torre.

Piotr: To jest taki cały długi pas, on ma chyba 600 kilometrów.

Ola: Właśnie tak. Madera jest jego południowym krańcem mniej więcej. Natomiast chyba Azory już nie należą do tej struktury. Azory leżą na zachód od tej struktury. I ta struktura leży pomiędzy epicentrum a wybrzeżami Ameryki Północnej. Innymi słowy, dzięki temu, że po drodze te fale musiały minąć te powynoszone grzbiety oceaniczne, to one się rozproszyły i do Ameryki Północnej praktycznie nie dotarły, a jeżeli dotarły, to były mało odczuwalne.

Piotr: A mogły, bo to jest stałe zagrożenie, zwłaszcza obecnie, dla wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. To, że gdyby się zdarzyło coś takiego po naszej stronie Atlantyku, co by wywołało tsunami, to oni by tam mieli nie lada problem. I to też jest temat na niezły film katastroficzny. Chyba jeszcze takiego nie było, przynajmniej ja nie kojarzę.

Ola: To prawda. Czyli pamiętajmy: wzniesienie Madera-Torre oraz Azory ochroniły Amerykę.

0:34:02 Pożar, ofiary i straty

Piotr: Znowu polecam wziąć sobie na mapach Google, ale jeżeli włączycie widok satelitarny, to tam bardzo ładnie na nim widać te podmorskie struktury. To jest w ogóle bardzo interesujący wątek, ale my teraz nie o tym. Słuchajcie, no i pożar. Jeszcze wróćmy do pożaru, bo trochę go niedoceniliśmy, bo z tych wszystkich rzeczy, które się tam wydarzyły, tak naprawdę największe zniszczenia wywołał właśnie pożar. Bo raz te świece, o których Ola mówiła, ale też to, że w domach, wiadomo, były piece. Te piece popękały pod wpływem trzęsienia ziemi. Wysypało się z nich to wszystko, co tam w nich płonęło. Dodatkowo pozawalały się bardzo wąskie uliczki. Niektóre z tych domów były całkiem wysokie. I to wszystko spowodowało, że silny wiatr, który wiał, dawał taki ciąg po prostu. To znaczy w tych uliczkach tworzyły się takie strugi powietrza, które podsycały ten ogień. W dodatku przez to, że uliczki były wąskie i zawalone, nie było sposobu, żeby tam dotrzeć i jakkolwiek te miejsca, gdzie to się rozpalało, ugasić.

Ola: Jak również nie było sposobu, żeby się wydostać z tych pułapek.

Piotr: Więcej, część ludzi, przynajmniej tak twierdził Wolter, o tym jeszcze będziemy mówili, wracała po swoje rzeczy. Różne skarby i cenne, może skarby za dużo powiedziałem, ale w każdym razie jakieś wartościowe rzeczy. I wiele z tych osób zginęło tam, wracając. Dlatego że ten pożar, który się tam rozpalił, trwał około pięciu, sześciu dni. Więc można sobie wyobrazić, jaką to miało skalę. I właśnie ten pożar zniszczył najwięcej. I została kompletnie spalona opera, którą niespełna rok wcześniej uruchomiono. To miała być największa, najwspanialsza opera w całej Europie. I król wyłożył na to jakąś niewyobrażalnie gigantyczną kasę.

Ola: Tak, to właśnie na to wydawano kasę przed tym trzęsieniem ziemi.

Piotr: I ta opera spłonęła kompletnie i doszczętnie. Spalił się też wielki szpital Wszystkich Świętych. I w nim spłonęło przynajmniej kilkaset osób. Więc te straty były największe, zarówno jeśli chodzi o samą tkankę miasta, jak i ofiary ludzkie. Wywołał je przede wszystkim pożar.

Ola: To ja jeszcze tutaj dodam, że jak ktoś się wybierze do Lizbony, albo już w niej był, albo teraz jest, to warto zwrócić uwagę na ruiny kościoła karmelitów, które są wbudowane w tkankę miejską i są zachowane bez dachu. Zdecydowano się nie odbudowywać tego kościoła właśnie po to, żeby zostawić taki pomnik, pamiątkę tamtej katastrofy, tamtej tragedii. I rzeczywiście to jest takie mauzoleum poświęcone ofiarom i w ogóle poświęcone temu, jak to miasto wyglądało wcześniej i co przeżyło.

Piotr: Tak, ten kościół, to klasztor w ogóle, bo on się znajduje trochę wyżej. Jak się patrzy od strony morza, czy tej zatoki, na Lizbonę, to jest tam plac targowy, jeszcze o tym zaraz powiemy. To jest ta płaska część, gdzie się najgłębiej wdarła woda. Ta część jest po dwóch stronach otoczona: z prawej strony wyższym wzgórzem, tam jest zamek, po lewej stronie niższym wzgórzem, i tam właśnie na tym niższym nieco wzgórzu jest ten kościół, dlatego on całkiem nie został zmyty i rozwalony. Natomiast zawalił się dach, ściany nadal stoją, można je zobaczyć.

Ola: Tak, przepiękna budowla gotycka. No to ile właściwie osób zginęło wskutek tych wszystkich nieszczęśliwych zdarzeń? No cóż, trudno powiedzieć, dlatego że w tamtych czasach ewidencjonowanie zgonów nie było łatwe ani nie było praktykowane. W kwestii Lizbony szacuje się, że najczęściej padają takie liczby jak 30-40 tysięcy, rozrzut jest spory, w niektórych miejscach się podaje 60 tysięcy. Wolter, którego bardzo katastrofa w Lizbonie poruszyła, pisał o 100 tysiącach, ale on nie jest wiarygodnym źródłem statystycznym ani historycznym.

Tutaj trzeba wspomnieć o tym, że nie tylko Lizbona ucierpiała, ucierpiało również Maroko, gdzie około 10 tysięcy osób zostało zabitych przez tsunami. Hiszpania, około 5 tysięcy ofiar. Więc całe to zdarzenie mogło być przyczyną śmierci 40-50 tysięcy osób, może większej liczby. Dodajmy jeszcze, że już 27 listopada tego samego roku, 1755, doszło do kolejnego trzęsienia ziemi, słabszego. Ono miało swoje epicentrum w marokańskim mieście Meknes. I uwaga, tam zginęło kolejnych 15 tysięcy osób. I niektórzy z współczesnych, którzy obserwowali te wydarzenia, po prostu je mylili i być może liczba ofiar jest łączona z obu tych zdarzeń.

Piotr: Tak, zresztą po tym trzęsieniu, powiedzmy, lizbońskim była jeszcze seria długo trwających wstrząsów wtórnych i też w pewnym momencie uznano, że to trzęsienie ziemi z 27 listopada być może jest jakimś wtórnym wstrząsem. Natomiast wszystko wskazuje na to, że nie. To był prawdopodobnie efekt tych samych naprężeń, które się wtedy wyzwoliły, ale to jednak było zupełnie oddzielne zdarzenie.

Sama Lizbona została, jak już Ola mówiła, zniszczona w około 85%. Został zniszczony między innymi Pałac Królewski leżący nad Tagiem, nad tą zatoką. O tym pałacu jeszcze zaraz powiemy. W tym pałacu była ogromna biblioteka, około 70 tysięcy woluminów, ale też dzieła Tycjana, Rubensa i tak dalej. Zostało zniszczone, spłonęło i zostało zmyte archiwum królewskie, które między innymi zawierało dokładne raporty z wypraw portugalskich żeglarzy. Między innymi zniknął, zaginął dziennik Vasco da Gamy.

Ola: Tak, to był ten żeglarz, który jako pierwszy wytyczył drogę wokół Afryki do Indii. Pierwsza droga Europejczyków do Indii.

Piotr: Cała dokumentacja tych wypraw poszła się gonić. Również zawaliła się ogromna część architektury manuelińskiej. To jest taki późnogotycki styl architektoniczny, który powstawał za króla Manuela Szczęśliwego. Król Manuel Szczęśliwy, nie pozdrawiamy. Koleś, który był bardzo szczęśliwy, zajadły antysemita, między innymi na jedną z Wielkanocy zarządził, że wszystkim żydowskim rodzinom zabieramy wszystkie dzieci poniżej 14 roku życia. Takie tam różne fiubździu, ale to było dużo wcześniej.

Ola: Dobrze, że chociaż on był szczęśliwy w swoim państwie.

Piotr: Tak, ale to dużo wcześniej. W każdym razie jeszcze tam na przykład Biblioteka Markiza, którego nazwiska nie odważę się wymówić, bo nazwiska portugalskie są strasznie pokręcone. Tam z kolei 18 tysięcy książek zniknęło. Bardzo, bardzo dużo rzeczy się wydarzyło tego rodzaju. Ocalał akwedukt niedawno zbudowany, raptem lat 10 czy 11 wcześniej. On nie był jeszcze ukończony całkiem, ale rzeczywiście to była jedna z niewielu takich dużych budowli, które się zachowały. Dość powiedzieć, że szacuje się obecnie, że te koszty katastrofy to było mniej więcej od [? niepewne: 30] do 48% ówczesnego PKB Portugalii.

Ola: A Portugalia biedna nie była.

Piotr: Portugalia biedna nie była, chociaż kasę przepalała na lewo i prawo.

0:43:09 Markiz Pombal i pierwsze zarządzanie kryzysowe

Ola: I tu się pojawia pewna postać, której również właściwego imienia i nazwiska, czy też wielu nazwisk, nie odważę się przeczytać. Bo tutaj mam przed sobą to nazwisko, natomiast on uzyskał kilkanaście lat po tej tragedii tytuł markiza Pombala. I tak go będziemy nazywać.

Piotr: Tak, to jest miejscowość, która to była z racji własności tego obszaru. Facet się nazywał znacznie dłużej, to nazywanie go Pombalem jest, można powiedzieć, troszeczkę niechronologiczne, bo później się tak nazywał, ale właściwie to jest całkowicie już przyjęta forma obecnie, więc będziemy się jej trzymali.

Ola: Tak, on w momencie trzęsienia ziemi był sekretarzem stanu do spraw zagranicznych, był również premierem, można powiedzieć, premierem Portugalii. Natomiast już po samym trzęsieniu ziemi, po samej tej tragedii, on został główną personą w tym państwie, ponieważ sam król Józef I, któremu on wcześniej doradzał w różnych sprawach państwowych, tak bardzo został straumatyzowany tym wydarzeniem. On akurat był nieobecny w pałacu w momencie, kiedy nastąpiła katastrofa w Lizbonie, ale już po wszystkich tych wydarzeniach był tak przerażony, że się wycofał z życia publicznego i przez resztę życia mieszkał w namiocie specjalnie skonstruowanym dla niego i dla jego rodziny, dlatego że bał się przebywać pod sklepieniami, które mogłyby mu się zawalić na głowę.

Piotr: Tak, on właściwie ocalał tylko dlatego, że jego córka zażądała, że ona by strasznie chciała spędzić ten dzień poza miastem, w związku z czym oni poszli na tę pierwszą, poranną, najwcześniejszą mszę, a potem spakowali manatki i wyjechali za miasto, a ich pałac był na pierwszej linii strzału, można powiedzieć, jeśli chodzi o tsunami i całą resztę. Do tego miejsca jeszcze dojdziemy. Więc król był kompletnie do niczego, zresztą ponoć już potem nigdy nie doszedł do siebie, i to sporo mówi o tym, co się działo później.

Ola: Otóż to. Jeśli chodzi o króla, to on ponoć, to jest znowuż anegdotyczne zdarzenie, miał zapytać tego markiza Pombala, co robić, co teraz robić w obliczu tak strasznych zniszczeń, a Pombal miał mu powiedzieć: pochować zmarłych i zatroszczyć się o żywych.

Piotr: Może nie brzmi to wstrząsająco, ale jak na tamte czasy, o czym zaraz będziemy mówili, nie było to takie oczywiste postępowanie wcale.

Ola: Raczej bardziej oczywiste było to, że się ratowało własny tyłek, będąc osobą wpływową i u władzy, i generalnie poddani niech sobie radzą sami i niech oni coś robią ze skutkami kataklizmu. Tymczasem ów Pombal przejął się swoją rolą i już 2 listopada, czyli następnego dnia po trzęsieniu ziemi, wydał dekret o tym, żeby usuwać zwłoki z miasta, żeby zapobiec powstaniu i rozprzestrzenianiu się zarazy. To było niezwykle ważne, dlatego że tych zwłok tam było bardzo, bardzo dużo. Co więcej, to nie było wcale oczywiste, że można było się ich szybko pozbyć, bo tu był Kościół katolicki, który jednak swoje ceremonie i obrządki miał.

Piotr: Nakazywał pochówek tradycyjny w ziemi, zakopanie tych wszystkich zwłok, co nie było łatwe.

Ola: Nie było łatwe, w związku z czym to chowanie zmarłych trwałoby tak długo i było tak mozolne, czasochłonne, że w tym czasie ludność miasta by została jeszcze zdziesiątkowana przez różne epidemie, które by się rozprzestrzeniały w skutek tego, że te zwłoki by tam po prostu gniły, znajdowały się na miejscu. Natomiast Pombal kazał te zwłoki wywozić barkami, łodziami na pełne morze, na Atlantyk, już poza tę zatokę, poza ujście Tagu, i tam je topić. To było naprawdę nieortodoksyjne.

Piotr: Żeby to móc zrobić, musiał uzyskać zgodę patriarchy Lizbony, co było bardzo znamiennym krokiem, bo właściwie można powiedzieć, że wymusił na nim nagięcie tradycji kościelnej, co było rzeczą absolutnie świętą, znaczy ta tradycja, i taką niepodważalną. Nagięcie tej tradycji i dopasowanie jej do bieżącej, aktualnej sytuacji.

Ola: I to świeckich potrzeb. 3 listopada, czyli dwa dni po tych pierwotnych wydarzeniach, uruchomił tenże markiz Pombal dystrybucję żywności. Zaczęto rozdawać chleb w mieście. I uwaga, odgórnie zamroził ceny zboża. Innymi słowy, nie było mowy o spekulacjach. One były bardzo surowo karane. Również surowo karane były kradzieże. Szaber w mieście. Przykładowo powieszono około 34 osób, tak przynajmniej naliczono w źródłach, publicznie za właśnie dokonywanie grabieży. I te szubienice stały w takich miejscach, żeby wszystkim przypominały, którym by się chciało kraść, że jednak to się nie opłaca.

Piotr: Tak, to w większości byli miejscowi, ale też wiadomo, że powieszono przynajmniej kilku marynarzy, brytyjskich chyba i hiszpańskich, którzy tam się akurat znajdowali, stwierdzili, że to jest znakomita okazja, żeby się troszeczkę nachapać. W związku z czym, tak, to było rzeczywiście takie działanie, bardzo, można powiedzieć, konkretne.

Ola: I on jeszcze jeden bardzo ciekawy nakaz wydał, to znaczy rozkazał wojsku otoczyć miasto, po to, żeby uniemożliwić mężczyznom w sile wieku, zdolnym do pracy, ucieczkę z miasta, podczas gdy ich siła fizyczna była w tym czasie potrzebna do tego, żeby oczyszczać Lizbonę z ruin, pomagać w ratowaniu tych, którzy przeżyli. W związku z czym te jego zarządzenia wyglądają z naszego punktu widzenia dość standardowo.

Piotr: Zarządzanie kryzysowe, tak.

Ola: Natomiast w tamtym czasie było to absolutnie niestandardowe i dlatego też mówimy o tym jako o tak nowocześnie zarządzonej katastrofie naturalnej, że właśnie tenże człowiek, zarządca, wydał takie dyrektywy i postąpił według tych zasad, których trzymamy się właściwie do dzisiaj jako społeczeństwo.

0:50:14 Odbudowa miasta i klatka pombalińska

Piotr: I egzekwował je, co bardzo ważne. Następnym krokiem było szybkie przejście do odbudowy miasta, czy też przebudowy miasta. Mianowicie główny inżynier królewski, Manuel de Maya [? niepewne: pisownia], prawdopodobnie się go czyta, już w podeszłym mocno wieku, ale znakomity specjalista, w ciągu miesiąca przygotował kilka scenariuszy odbudowy miasta. I taki najbardziej, można powiedzieć, konserwatywny, zachowawczy scenariusz przewidywał odbudowę miasta w dotychczasowym kształcie. Natomiast wybrano najbardziej radykalne w sumie posunięcie, co też było w jakimś stopniu zgodne z duchem czasów. To była epoka oświecenia, koncepcji, jak być powinno, niekoniecznie jak jest.

I zdecydowano o tym, że ta zniszczona część miasta zostanie całkowicie wyburzona, wyczyszczona i powstanie tam nowe miasto w tym miejscu. Oczywiście to nie dotyczyło całej Lizbony. Jeżeli sobie znowu spojrzycie w tej chwili na mapę i zobaczycie sobie plac targowy, ten, o którym wspominaliśmy, zaraz będziemy o tym mówili, to na wprost jest struktura miasta przypominająca kratownicę, a na przykład po prawej stronie kompletny labirynt.

Ola: Jak się patrzy na mapę, to widać, że na wschód jest kompletny labirynt w Alfamie.

Piotr: Tak, dokładnie tak. W każdym razie mniej niż rok zajęło usunięcie gruzu. Ja wiem, że rok to brzmi długo, ale pomyślcie sobie o zniszczonej Warszawie. To oczywiście był większy obszar, Warszawa niż ten kawałek Lizbony, ale mówię o tym, że to było dosyć dawno temu i ta robota była przeprowadzona super szybko, i ta najbardziej zniszczona część miasta, dzielnica Baixa, została zaprojektowana właśnie od podstaw, zupełnie od nowa, zgodnie z zasadami głoszonymi przez oświecenie, w sposób bardzo dobrze zorganizowany i tak dalej. Wykombinowano sobie coś takiego, że tam będzie 10 takich arterii prowadzących prostopadle, można powiedzieć, do brzegu, na przemian szersze i węższe, i one będą przecięte pod kątem prostym przez 8 kolejnych takich głównych ulic, czyli powstała taka klasyczna kratownica. Również zdecydowano o tym, że budynki będą miały ujednolicone fasady. Te wszystkie ulice zostaną wybrukowane taką kostką tworzącą mozaikę. To bardzo pięknie do dziś widać, nawet na mapach satelitarnych można sobie obejrzeć. No i ten styl w ogóle, który tam powstał, nazwano później oczywiście stylem pombalińskim od tego…

Ola: Pombala.

Piotr: Pombala właśnie. Natomiast to, co tam było tak naprawdę najciekawsze, to była, uwaga, klatka pombalińska, czyli koncepcja budowy domów, która miała zapobiegać… Abisiu, jeszcze nie. Wiem, że machasz ogonkiem. Przepraszam bardzo.

Ola: Zachęcająco to robię.

Piotr: Abi od dłuższego czasu macha ogonem i patrzy mi głęboko w oczy. Słonko ty moje, nie mogę teraz. Dobry piesek, musisz poczekać. Przepraszam bardzo. Wracając do tematu: klatka pombalińska. Chodziło o to, żeby domy nie zawalały się tak łatwo pod wpływem wstrząsów, bo do tej pory domy, które były budowane z kamienia, po prostu się rozsypywały, kiedy ziemia się trzęsła. Natomiast tu wpadli na pomysł taki, żeby wewnątrz tej konstrukcji kamiennej zrobić drewniany szkielet. Dosyć taki konkretny drewniany szkielet, który był obudowany. To było zrobione z sosny. I dzięki temu w razie wstrząsów ten szkielet uginał się, można powiedzieć, amortyzował trochę te wstrząsy, powodując, że te kamienie się nie rozsypywały, to wszystko się nie zawalało, a jednocześnie same kamienie tworzyły taką barierę antypożarową. Czyli to było bardzo wszystko dobrze przemyślane, a zainspirowane to było ponoć techniką budowy okrętów, gdzie te drewniane ramy wytrzymywały stale bardzo duże napięcia. Wiadomo, statek na morzu, fale i tak dalej. To się wszystko uginało i stwierdzili, że to jest pomysł, który należy przenieść na ląd.

Ola: To ja jeszcze powiem, że jeżeli próbujecie sobie wyobrazić tę klatkę pombalińską, to możecie jako punkt odniesienia potraktować mur pruski. On też jest podobnie, poprzecinane są te ściany. Tam jest trochę inaczej to rozwiązane, natomiast jest to zdecydowanie coś podobnego do muru pruskiego.

Piotr: Natomiast ta klatka była gęstsza. Ta konstrukcja drewniana była bardziej złożona, skomplikowana i bardziej rozbudowana. Ona miała za zadanie rozpraszanie tej energii sejsmicznej. I teraz jeszcze ciekawostka. To jest rzecz, co do której… Ona jest trochę legendarna. Nie mamy wciąż nagrań wideo z tamtych czasów, ale ponoć testowano tę konstrukcję w ten sposób, że budowano takie makiety domów, dość duże, ale jednak w miniaturze, i stawiano je na takich pomostach, po których maszerowało wojsko. Maszerowało po to, żeby symulować wstrząsy. I w ten sposób badano, czy ta konstrukcja rzeczywiście jest odporniejsza na wstrząsy. I nie jest to tylko anegdota, bo można to w wielu miejscach znaleźć, zresztą chociażby z miejscowej politechniki. Jeden z profesorów opowiada o tym. Więc najprawdopodobniej rzeczywiście coś takiego działało.

No i teraz jest to niewątpliwie pierwsze w… I tutaj seria zastrzeżeń. Pierwsze w Europie Zachodniej zastosowanie takiej świadomej, celowej konstrukcji odpornej na wstrząsy sejsmiczne.

Ola: Wiesz co, to brzmi trochę jak nagroda główna w kategorii filmów o wielbłądach.

Piotr: Wiem, wiedziałem, że to powiesz. Bo często można przeczytać, że w ogóle to było pierwsze na świecie zastosowanie.

Ola: No cóż, jednak nie.

Piotr: Not really, tak. Dodajmy, że w Azji jakieś dwa tysiące lat wcześniej niż Pombal wpadnięto na podobne pomysły i w dodatku jeszcze znacznie skuteczniej.

Ola: Wpadnięto.

Piotr: Wpadnięto. Nie może być "wpadnięto" poprawne językowo. Dziękuję bardzo. Wiemy na pewno, że w Chinach budowali takie konstrukcje drewniane, które przyjmowały na siebie właśnie te wstrząsy. Bardzo piękna tradycja, chociażby Zakazane Miasto w Pekinie, które było ukończone, akurat ono było ukończone ponad 300 lat przed trzęsieniem ziemi w Lizbonie i przetrwało ponad 200 silnych trzęsień ziemi przez ten czas, znaczy do dzisiaj. Nawet jak testowano, zrobiono taką konstrukcję w skali 1 do 5 niektórych tam elementów, oczywiście nie całego miasta, i testowano je, to one wytrzymywały trzęsienia ziemi o magnitudzie ponad 10, czyli takie, których właściwie się nie spotyka.

Ola: No tak, 9 są najmocniejsze.

Piotr: Dokładnie. I również w Japonii bardzo piękna tradycja. Najstarsza zachowana drewniana konstrukcja świata ma właśnie taką konstrukcję antywstrząsową opartą na tym, że jest centralnie słup drewniany i kolejne piętra nie są sztywno połączone z tym słupem, tylko w razie trzęsienia ziemi one się bujają na boki, a ten słup to wszystko stabilizuje. I to jest znowu konstrukcja, którą na wzór tego zbudowano jakieś tam wieżowce. No jest to coś, co się znakomicie sprawdza. Zresztą, żeby już kończąc ten wątek, ale chodzi mi o oddanie sprawiedliwości reszcie świata, nawet w Imperium Osmańskim, w Stambule, robiono konstrukcje, które właśnie były oparte na tej idei drewnianej ramy, więc bardzo jest to prawdopodobne, że…

Ola: Ale Imperium Osmańskie akurat może mało się z Europą kojarzy, a ja przypominam, że Stambuł leży w Europie jak najbardziej.

Piotr: Dlatego tak zastrzegłem: Europa Zachodnia. Absolutnie. Więc nasz szanowny bohater najprawdopodobniej nie wpadł na to samodzielnie, tylko zerknął. Można podejrzewać, że chociażby z tego Imperium Osmańskiego, ale chwała mu za to. Absolutnie trzeba kraść od najlepszych.

Ola: Czy ta klatka pombalińska faktycznie by uchroniła Lizbonę przed skutkami kolejnego, bardzo silnego trzęsienia ziemi? Tego nie wiemy, dlatego że nie było okazji tego przetestować w praktyce, bo kolejne trzęsienie ziemi, jakie najsilniejsze miało miejsce, wystąpiło w 1969 roku i było wielokrotnie słabsze od tamtego z połowy XVIII wieku. Warto jedynie wspomnieć, że obecnie zaledwie około 15% budynków pombalińskich, które wciąż stoją w Lizbonie, zachowało tę oryginalną konstrukcję opartą na klatce pombalińskiej. A w pozostałych, wskutek renowacji, licznych przebudów, usunięto te wewnętrzne elementy konstrukcyjne. Odbudowywano również dodatkowe piętra. W trakcie tych przebudów często nie troszczono się o to, żeby zachować tę budowę szkieletową. To znacznie obniżyło odporność tych budowli na te różne wydarzenia sejsmiczne. Trudno powiedzieć, jak by teraz miasto się zachowało.

Piotr: Natomiast jak robi się test tego typu konstrukcji, wzorując się na tym, co tam budowano, to wychodzi na to, że w tych testach te konstrukcje dobrze się trzymają. Zresztą w tej chwili przy jakichś remontach, renowacjach, takich rzeczach, jest obowiązek zachowania tych konstrukcji, chociażby ze względu na ich zabytkowość. Jeżeli się w tej chwili coś przebudowuje, to tak, żeby tego nie niszczyć, żeby te drewniane struktury tam zostały.

Tak sobie myślę, że my, ludzie, którzy większość życia spędziliśmy w Warszawie i okolicach, to dla nas budynki, które mają 250 lat, to jest dość abstrakcyjne pojęcie. Natomiast tam rzeczywiście od czasu tego wielkiego trzęsienia ziemi nie było niczego takiego, co by spowodowało, żeby to miasto rzeczywiście zostało zmiecione i zniszczone.

Ola: To ja tylko tutaj tytułem anegdoty wspomnę, że kiedy my byliśmy w Lizbonie, to trzęsienie ziemi było akurat w Polsce, z epicentrum w okolicach Głogowa.

Piotr: Ale na szczęście słabe.

1:01:57 Kwestionariusz parafialny i początki sejsmologii

Ola: Także nic się tam poważnego nie wydarzyło. Wracając do Pombala i do jego licznych zasług, chociaż tak jak już wspominaliśmy, on nie był osobą ani miłą, ani elastyczną, ani taką, która byłaby szczególnie miłościwa dla poddanych. Tym niemniej dzięki temu, że był tak twardy i miał twardą linię w rekonstruowaniu tego miasta, no to jednak wiele rzeczy, które przetrwały do dziś, okazały się być dobrymi rozwiązaniami.

Również sposób dowiedzenia się od strony naukowej, co tam się tak naprawdę stało, to jest coś, co można powiedzieć, jest ogromną zasługą Pombala, ponieważ on kilka miesięcy po tym wielkim trzęsieniu ziemi, 3 miesiące dokładnie, w styczniu 1756 roku nakazał rozesłanie do wszystkich parafii w Portugalii takiego kwestionariusza złożonego z wielu pytań. Ten dokument znany jest obecnie pod nazwą [? niepewne: inquirito], czyli kwestionariusz tak naprawdę, i pytania były rozesłane do parafii, ale nie dotyczyły spraw wiary, tylko jak najbardziej spraw związanych z prawami naturalnymi oraz z tym, co się działo, jaka była sekwencja zdarzeń towarzyszących tym wstrząsom. I tutaj takie przykładowe pytania: o której godzinie się zaczęło trzęsienie ziemi? Jak długo trwało? Czy wstrząs był silniejszy z jednego kierunku? Czy budynki upadały na jedną stronę? Czy morze u wybrzeża najpierw się podniosło? Czy obniżyło? A jeśli tak, to o ile? Na jaką wysokość? Jak długo w danym miejscu trwał pożar? Jakie było zachowanie zwierząt przed trzęsieniem ziemi? I co się stało z poziomem wody w studniach?

To są pytania bardzo świadomie sformułowane, które dotknęły istoty tych parametrów, które były wyznacznikiem siły tego trzęsienia ziemi i tego, w jaki sposób ono przebiegało. I tu warto powiedzieć, że odpowiedzi spłynęły z prawie wszystkich 4073 parafii w Portugalii. Nie miały wyjścia te parafie, raczej bym rzekła: rządził żelazną ręką. Do dziś są przechowywane te odpowiedzi, te ankiety w Narodowym Archiwum i tak naprawdę to był przełom w historii nauki i po raz pierwszy państwo, władza świecka, zorganizowało takie systematyczne, oparte na obserwacjach, ogólnokrajowe badania, zbieranie danych na temat zjawiska przyrodniczego. I to tak naprawdę można powiedzieć, że to był moment narodzin nowoczesnej sejsmologii.

Piotr: Tak, tam jest jeszcze jedna bardzo istotna postać, to znaczy niejaki John [? niepewne: Michel], brytyjski geolog, astronom i tak dalej. Zresztą facet, który ponoć jako pierwszy zaproponował w ogóle koncepcję czegoś takiego jak czarna dziura, oczywiście jeszcze bez porządnego oparcia w fizyce. I on napisał, odczytał w 1760 roku w Royal Society taką pracę noszącą tytuł "Przypuszczenia dotyczące przyczyn i obserwacje dotyczące zjawisk trzęsień ziemi, zwłaszcza wielkiego trzęsienia ziemi z 1 listopada 1755 roku". I tam było trochę błędów, można powiedzieć, w założeniach, ale parę takich mocno rewolucyjnych koncepcji, na przykład to, że trzęsienia ziemi rozprzestrzeniają się w postaci fal sejsmicznych przechodzących przez Ziemię.

Ola: No dla nas to w tej chwili jest oczywiste, ale ktoś to musiał wymyślić.

Piotr: Również że te fale wiążą się z przesunięciami warstw skał, czyli tym, co dzisiaj nazywamy uskokami. To, że jeżeli ocenimy, w jakim czasie dotarły fale do różnych miejsc, czyli gdzie to trzęsienie ziemi w danym momencie było odczuwalne, to w ten sposób można określić, skąd te fale nadeszły i ile czasu trwało dotarcie, czyli jesteśmy w stanie wyznaczyć epicentrum. Tam oszacował, że to było około 30 km na minutę, co jest właściwie chyba pierwszym takim pomiarem prędkości fali sejsmicznej.

On miał taki koncept, no tu akurat błędny, nic dziwnego, że błędny, że w ogóle te wstrząsy i uskoki powstają w wyniku tego, że para powstaje gwałtownie, rozszerzająca się para wodna, która tworzy się, kiedy woda się styka z gorącymi ogniami we wnętrzu Ziemi. No o gorących ogniach było wiadomo od dawna, wiadomo, wulkany. Natomiast to było jeszcze bardzo wiele lat przed tym, kiedy w ogóle ktokolwiek wpadł na to, że jest coś takiego jak płyty tektoniczne, że ten koncept płyt tektonicznych i w ogóle tego, że się przesuwają i tak dalej, był przez bardzo wiele lat, przez bardzo wiele autorytetów odrzucany. Także to było rzeczywiście dość rewolucyjne podejście, oparte, zainspirowane tym strasznym trzęsieniem ziemi, które naprawdę miało ogromny wpływ na w ogóle można powiedzieć inteligencję, ale też i kulturę tamtego czasu.

1:07:54 Teodycea, optymizm Leibniza i stanowisko Kościoła

Ola: To trzęsienie ziemi i te towarzyszące mu katastrofy z 1755 roku stanowiły też taki mentalny przełom dla ówczesnych myślicieli, dla ludzi, którzy zajmowali się filozofią w tamtym czasie. My się filozofią nie zajmujemy, tylko popularyzacją nauki, ale tu warto o tym wspomnieć, bo to jest moment rodzącego się światopoglądu oświeceniowego, można tak powiedzieć. Punktem wyjścia, który był rozpowszechniony przed połową XVIII wieku, było to, że świat jest racjonalnym dziełem dobrego Boga, i od średniowiecza w teologii chrześcijańskiej funkcjonowało takie pojęcie teodycei.

Piotr: Tak naprawdę chodziło o pewną formę usprawiedliwienia Boga, bo trochę był problem, który zresztą do dzisiaj jest problemem dla osób wierzących: skoro Bóg jest wszechmocny, wszechwiedzący i dobry, to dlaczego na świecie jest zło i takie zdarzenia? Skoro jest wszechwiedzący, to może im zapobiegać, skoro jest wszechmocny, to może zapobiegać, skoro jest dobry, to powinien temu zapobiec, a tymczasem mamy co i raz jakieś dramatyczne wydarzenia. Więc problem polega na tym, że albo nie jest wszechmocny, bo nie może powstrzymać, albo nie jest wszechwiedzący, bo nie wie o tym złu, albo nie jest dobry, bo ma to w nosie. I każde z tych podejść powodowało, że to klasyczne spojrzenie na Boga się waliło, w związku z czym wymyślono właśnie tę koncepcję teodycei.

Ola: I to w połowie XVIII wieku doprowadziło do powstania takiej najbardziej wpływowej hipotezy, bądź też myśli, którą rozpowszechnił Leibniz, filozof niemiecki. On twierdził, że Bóg, tworząc świat, miał szansę rozważyć wszystkie możliwe wersje tej rzeczywistości, bo jest wszechwiedzący, i w związku z tym wybrał dla nas tę, która jest najlepsza z możliwych. Innymi słowy, pozostałe były jeszcze gorsze. Ta teza nazywana jest optymizmem filozoficznym lub doktryną najlepszego z możliwych światów. Oczywiście to nie znaczy, że świat jest doskonały, ale że jest taką najlepszą wersją samego siebie.

Piotr: Po prostu jest taki, jaki jest, bo jest najlepszy z możliwych istniejących światów.

Ola: A jeżeli my uważamy, że nie widzimy w tym sensu i czujemy się pokrzywdzeni, to znaczy, że jesteśmy na tyle ograniczeni, że nie potrafimy zobaczyć tego, co jest dla nas dobre, i że całość tego wszystkiego, co się wokół nas dzieje, to jest absolutnie najlepsze dla nas rozwiązanie i ma to głęboki sens. No cóż, w tym momencie, kiedy ówcześni zetknęli się z tragedią Lizbony, zaczęło się bardzo poważnie walić i ten pogląd został wystawiony na bardzo poważną krytykę. Ale zanim dojdziemy do tej oświeceniowej krytyki, to jeszcze zastanówmy się przez chwilę, co na ten temat mówił Kościół.

Piotr: Kościół miał dosyć jasną sprawę. Znaczy oczywiście my tutaj ekstremalnie upraszczamy i przepraszamy i teologów, i historyków, i filozofów, i tych wszystkich ludzi, którzy się na tym znają lepiej od nas, ale naszym zdaniem jest to uproszczenie tej opowieści, a nie pokazanie wszystkich niuansów. Dla Kościoła koncepcja takich kataklizmów bardzo głęboko wywodziła się z Biblii, gdzie było to ściśle związane z karą Bożą: Sodoma i Gomora, wszyscy znamy najbardziej chyba klasyczną opowieść o kataklizmie, który niszczy miasto za karę, za grzechy tych ludzi.

Ola: A też potop, który miał zmyć grzechy z tego świata, i w ramach potopu ocalał tylko Noe i jego rodzina.

Piotr: No więc tu mamy straszną katastrofę, ta katastrofa niszczy miasto, które jest jednym z najważniejszych dla katolicyzmu miast, w dodatku dzieje się to w dzień szczególny, tak jak na początku mówiliśmy, ten pierwszy listopada to jest jedno z najważniejszych świąt.

Ola: W dodatku ludzie są w tym czasie w kościołach i te kościoły im się walą na głowy albo giną od płomieni, które są wywołane przez świece zapalone ku czci Boga.

Piotr: Dokładnie.

Ola: Po prostu gorzej być nie może.

Piotr: Teraz mamy dwa spojrzenia. Spojrzenie Kościoła jest takie, że no popatrzcie, no po prostu już wyraźnie Bóg nie mógł dać wam do zrozumienia, jak bardzo jesteście grzeszni i w ogóle jak wielka jest to porażka wasza. I tu najgłośniejszym przedstawicielem tej myśli był Gabriel Malagrida, jezuita, kaznodzieja. On wydał rok po tej tragedii taką broszurę "Sąd o prawdziwej przyczynie trzęsienia ziemi", no i oczywiście, surprise, surprise, prawdziwą przyczyną były grzechy mieszkańców Lizbony. I on twierdził, że w ogóle cała ta droga, która tutaj została wybrana, czyli ta pombalowska odbudowa miasta, to jest w ogóle najgorszy pomysł na świecie, dlatego że tutaj odbudować to trzeba wiarę i trzeba się zająć pokutą i naprawą swoich grzechów, a nie bluźnierczym odbudowywaniem miasta, które Bóg nakazał zniszczyć. Więc oni się strasznie pożarli, to znaczy Pombal, który w ogóle był mocno antykościelny, już wspomnieliśmy o tym, że chociażby wymusił ten, trudno powiedzieć, pochówek, pozbycie się ciał niezgodne z tradycją Kościoła, on się strasznie z tym Malagridą pożarł, generalnie wywalił go na zbity pysk z Lizbony. Straszna tam była awantura. Generalnie oczywiście za Malagridą spora część duchowieństwa, chociaż nie całe, się opowiedziała. Pombal miał swój pogląd.

Ola: Owszem, i on po prostu metodą nacisków politycznych i wykorzystując te swoje wpływy, niewątpliwie był wówczas osobą najpotężniejszą w całym państwie, nie tylko wygnał Malagridę z Lizbony, ale potem w ogóle oskarżył cały zakon jezuitów o spisek przeciwko królowi, a w roku 1759, czyli 4 lata zaledwie po tych strasznych wydarzeniach, po tej katastrofie, doprowadził do wypędzenia całego zakonu jezuitów z Portugalii i z jej kolonii. Ale na tym nie skończył, bo w 1761 roku skazał sąd kościelny, ale pewnie z inspiracji i nakazu, pod naciskiem, sąd skazał Malagridę na śmierć. To była inkwizycja, która spaliła tegoż jezuitę na stosie w Lizbonie.

Piotr: Najpierw go udusili, żeby było miło.

Ola: Tak, formalnie za herezję, w istocie de facto z powodów politycznych. No i tutaj taki paradoks się ujawnił, to znaczy Kościół, który próbował argumentować, że to grzechy mieszkańców Lizbony, grzechy wiernych doprowadziły do zniszczenia miasta, no to sam stracił wskutek tej katastrofy i wskutek niewłaściwego podejścia, no nie złego zarządzania, no nie humanitarnego podejścia, można powiedzieć, stracił swoje wpływy w tejże Lizbonie i nie tylko w Lizbonie, ale w całej Portugalii. Co więcej, już wypędzenie jezuitów z tego państwa to był dopiero początek tej klęski zakonu jezuitów, która się rozegrała w czasach oświecenia, która się zakończyła w 1773 roku, jak może część z was wie, sekularyzacją zakonu, przejęciem dóbr zakonu i kasatą zakonu przez papieża Klemensa XIV. I przejęciem dóbr: w Polsce te dobra zostały przejęte przez państwo, nie wiem, jak to było w pozostałej części Europy.

1:16:44 Wolter, Rousseau i "Kandyd"

Piotr: To różnie w różnych miejscach z tym radzono, potem oczywiście zakon powrócił, tak żeby nie było. I tu jeszcze przeskakujemy do wspomnianego Woltera, bo Wolter, który w ogóle był jednym z najbardziej znanych, najtęższych, najbardziej wpływowych umysłów ówczesnej Europy, jednocześnie był no wrogiem takiej instytucjonalnej religii i nienawidził koncepcji tego optymizmu filozoficznego Leibniza, czyli tego, że żyjemy w najlepszym możliwym…

Ola: …świecie, bo to się nie składa.

Piotr: Tak. I on po prostu, można powiedzieć, wręcz przebierał nóżkami i czekał na coś takiego, żeby można było dobrze pojechać po tym. I to wydarzenie tragiczne z tego pierwszego listopada było wręcz idealne dla niego. Więc przysiadł wspomniany Wolter i w ciągu kilku tygodni napisał poemat o klęsce Lizbony, tak to można przetłumaczyć, tam jest chyba kilka różnych tłumaczeń. Ja tu gdzieś miałem trochę inne, zaraz może je znajdę. Nie, pewnie teraz nie znajdę, oczywiście, jak będę szukał, to nie znajdę. No w każdym razie tych przekładów jest… Czekaj, dobra, nie, nie znajdę, poddaję się z szukaniem. W każdym razie napisał ten poemat, mamy parę ładnych tłumaczeń, najbardziej polecam to najbardziej współczesne, bo ono się daje czytać. I tam padło w tym takie słynne pytanie: dlaczego Lizbona? Ono jest w tej chwili uznawane za taki, można powiedzieć, wielki zwrot filozoficzny. I to było dosyć proste, to znaczy skoro jest to najlepszy z możliwych światów, to w jaki sposób w ogóle można wytłumaczyć, że zginęło tego dnia, tego szczególnego świątecznego dnia tysiące, on tam napisał o stu tysiącach, no to była taka, powiedzmy, poetycka wolta.

Ola: I dlaczego właśnie w Lizbonie, skoro Paryż, skoro Londyn albo Madryt nie są mniej grzeszne, a śmiem twierdzić, że być może ten stopień występku był równy albo większy, i dlaczego akurat to miasto spotkała ta katastrofa?

Piotr: Dokładnie. I te niewinne dzieci. I że to nie może być najlepszy ze światów i ten filozoficzny optymizm właściwie nie ma sensu i coś tu nie działa, czyli albo nie ma sensownego planu Bożego, albo może Bóg nie jest wcale taki wszechmocny. Oczywiście to nie był moment absolutnie w dziejach, żeby odrzucić istnienie Boga, bo być może najprostszym wyjaśnieniem byłoby: nie ma żadnego Boga, w związku z czym nie ma żadnego planu ani zarządzania, że tak powiem, odgórnego i centralnego katastrofami. Natomiast było to odrzucenie tej koncepcji, że można usprawiedliwić każde tego typu zdarzenie jakimś cierpieniem, które jest elementem wyższego dobra, tylko że my go nie rozumiemy.

Ola: I tutaj na scenę wkracza cały na biało Jean-Jacques Rousseau, kolejny filozof oświeceniowy, który zaczyna polemizować z Wolterem.

Piotr: Mimo że się bardzo go lubił.

Ola: To znaczy był dużo młodszy od Woltera i się mocno nim inspirował, a potem się okazało, że właśnie ten spór o Lizbonę ich bardzo poróżnił. W każdym razie Rousseau stwierdził, że tak naprawdę z jego punktu widzenia i z punktu widzenia tego, co można powiedzieć o tej katastrofie, to winę za skalę tego wydarzenia ponoszą sami ludzie i decyzje, jakie podjęli. To znaczy że w jednym bardzo ciasnym miejscu wystawili 20 tysięcy domów, każdy z tych domów miał 6-7 pięter wysokości, te ulice były bardzo wąskie, mnóstwo ludzi się w nich tłoczyło. Gdyby ludzie byli bardziej rozproszeni, rozsądniej zakwaterowani, no to zapewne te szkody byłyby znacznie mniejsze, miasto by znacznie mniej ucierpiało.

Piotr: Co więcej, podniósł temat jeszcze, przepraszam, dorzucę: chciwości ludzkiej, ponieważ powiedział, że mnóstwo ludzi zginęło dlatego, że zamiast uciekać, to ruszyli przeszukiwać te domy w poszukiwaniu swoich cennych rzeczy. W związku z czym nie tylko, można powiedzieć, głupota w gromadzeniu się i organizowaniu miasta, ale też chciwość tutaj zaważyła na tym.

Ola: No, taką dookreślił. Okej, okej, idźmy dalej, już tutaj nie będę polemizowała z Rousseau. W każdym razie stwierdził, że ta klęska żywiołowa nie jest klęską pochodzącą z samej natury, ale właśnie z interakcji natury, bo jak wiecie, o naturze Jean-Jacques Rousseau bardzo dużo mówi, tutaj też nie będziemy się nad tym rozwodzić. Ta klęska była spowodowana interakcją natury i ludzkich wyborów, czyli tego, gdzie budujemy miasta, jak je projektujemy, jak reagujemy na to, co się dzieje właśnie w czasie kryzysu. No i Rousseau wciąż bronił opatrzności Bożej.

Piotr: To jest trochę sposób na usprawiedliwienie tej opatrzności, to znaczy, że…

Ola: Opatrzność jest wciąż dobra, tylko ludzie głupi.

Piotr: Dokładnie. Ja tu przepraszam, w międzyczasie sprawdziłem polskie tłumaczenie. Takie najbardziej popularne to jest "Poemat o zagładzie Lizbony", natomiast pierwsze, zresztą całkiem szybko zrobione w sumie, bo w 1779 roku Stanisław Staszic przetłumaczył to jako "Poema o zapadnieniu Lizbony". Bardzo też mi się podoba to. Ale wracając do Woltera: po tym poemacie o zapadnieniu Lizbony on zabrał się za swoje chyba najbardziej znane dzieło, tak popularnie można powiedzieć, czyli za "Kandyda".

Ola: No bo nie odpowiedział Rousseau wprost.

Piotr: Nie odpowiedział Rousseau, trochę się tam migał, można powiedzieć, bo nie bardzo mu to było po drodze. W każdym razie napisał "Kandyda", 1759 rok.

Ola: "Kandyd", czyli optymizm.

Piotr: Tak, dokładnie, optymizm, czyli nie, to nie jest optymizm w znaczeniu: hej, jutro będzie dobrze, tylko to jest optymizm w tym znaczeniu filozoficzno-teologicznym, czyli właśnie ten najlepszy z możliwych światów. No i to jest taka najsłynniejsza chyba satyra filozoficzna tego czasu.

Ola: No i tam się pojawia bezpośrednie odniesienie do wydarzeń w Lizbonie, bo właśnie część tych wydarzeń dzieje się podczas trzęsienia ziemi.

Piotr: Bo to jest historia Kandyda i jego nauczyciela, doktora Panglossa, który jest absolutną kpiną z Leibniza, tak na pełnej, można powiedzieć. I który do upadłego w ogóle, sobie można przeczytać nawet sam początek tego, jest tekst w otwartym dostępie, łatwo znaleźć, jeżeli ktoś nie czytał oczywiście, cały ten strasznie kpiący, ironiczny, i w ogóle ten Leibniz domniemany jest tam wyheheszkowany na maksa. W każdym razie bez przerwy powtarza właśnie o tym, że żyją wszyscy w najlepszym ze światów i w ogóle lepiej już być nie może i tak dalej. Tymczasem ten Kandyd się tam tuła i przeżywa różne przygody coraz bardziej absurdalne i trafia między innymi właśnie na to trzęsienie ziemi w Lizbonie, i to jest takie podsumowanie tego, że no hello, jakby chyba jednak ten optymizm coś tutaj nie zadziałał.

1:24:14 Co zmieniła katastrofa i jak wygląda dziś Lizbona

Ola: Także widzimy, przynajmniej my widzimy wyraźnie, mam nadzieję, że wy dzięki temu też dostrzegliście, że ten pierwszy listopada 1755 roku to jest taka bardzo wyraźna cezura, nie tylko data konkretnej katastrofy naturalnej, ale też moment przełomu dla nowoczesnego myślenia o świecie, dla tego światopoglądu oświeceniowego, moment przełomu dla nauki, że zaczynają ówcześni pojmować, że trzęsienia ziemi są zjawiskami przyrodniczymi, które mają konkretne fizyczne przyczyny i które można też badać empirycznie.

Piotr: Nie zawsze jest sens tylko sięgać do Boga, bo to sięgnięcie do Boga w tym momencie tak trochę zamykało temat. To znaczy z cyklu: i tak nie zrozumiecie, to jest tak wspaniałe, że w ogóle nie ma o czym mówić, do widzenia, idziemy dalej.

Ola: Otóż to. Ponadto też jest aspekt filozoficzny, który wynika z tego wydarzenia, mianowicie że to cierpienie, które spotyka ludzi, to nie jest jakaś kara za grzechy, tylko że częściowo przynajmniej wynik decyzji, które ludzie podejmują, które podejmują również władcy, ci, którzy decydują o losie innych. Ktoś jest odpowiedzialny przynajmniej częściowo za to, że dana katastrofa wyrządziła tak wielkie albo tak małe szkody. To jest ta kwestia. No i kolejna rzecz: to jest przełom w inżynierii, czyli innymi słowy uświadomienie sobie tego, że sposób konstruowania domów, konstruowania budynków publicznych również może wpłynąć na to, jak one będą podatne w przyszłości na wydarzenia tego typu.

Piotr: No i dziś centrum Lizbony, ta najbardziej taka spektakularna część, jest bardzo bezpośrednio efektem z jednej strony tych zniszczeń, które wtedy miały miejsce, ale przede wszystkim tej przebudowy, tego, co tam się wydarzyło. Bo takie chyba najbardziej, można powiedzieć, efektowne miejsce, czyli ten plac handlowy, który znajduje się właściwie nad samą zatoką, można powiedzieć, nad morzem, nad samą wodą, to jest miejsce, gdzie kiedyś stał pałac królewski, w którym nie było króla, bo król pojechał za miasto. Akurat zresztą do tej pory się nazywa go w Lizbonie placem pałacowym, co jest też ciekawe, bo od 250 lat tam nie ma żadnego pałacu. Natomiast właśnie po tej przebudowie to było takie symboliczne wręcz miejsce, dlatego że tam się znajdowały wszystkie główne urzędy państwowe, które były na piętrze i stały na podwalinie sklepów, to znaczy na dole były sklepy, a na górze te urzędy. Więc to takie bardzo oświeceniowo symboliczne. A na środku był pomnik króla, znaczy nadal jest. Jak sobie z tego placu wyruszycie powiedzmy na północ, czy tam trochę północny zachód, to dokładnie traficie do Baixy, tej przebudowanej zupełnie…

Ola: …dzielnicy, która nosi nazwę Baixa Pombalina, na cześć Pombala.

Piotr: I jak pójdziecie tamtędy, to zobaczycie nawet, słuchajcie, oczywiście wiem, że myśmy tam byli, teraz tak gadamy, ale mamy chociażby street view, bardzo polecam pooglądanie sobie tego terenu. Jak pójdziecie tam, to macie te proste aleje niesamowite, wybrukowane, o tych ujednoliconych fasadach i tak dalej. Natomiast jeżeli skręcicie w prawo, na wschód, to traficie do starej Lizbony, do Alfamy, która nie była tak zniszczona, bo jest na wysokim wzgórzu. To jest naprawdę bardzo wysokie wzgórze jak na takie warunki miejskie, bo na odcinku dosłownie tu jest, niech spojrzy, 200 metrów, właściwie tak w poziomie patrząc, wznosi się bardzo wysokie wzgórze z zamkiem na czubku. I Alfama jest tą starą Lizboną, tą pokręconą, z wąskimi uliczkami.

Ola: Przypomina trochę labirynt, właśnie coś takiego, co turyści uwielbiają, a co ewidentnie może nam unaocznić, jak ta Lizbona wyglądała w całości wcześniej, bo nie jest to miasto łatwe do przedarcia się.

Piotr: W ciągu 10 minut przechodzicie ze średniowiecznej praktycznie jeszcze Lizbony, tego późnego średniowiecza, do oświeceniowej Lizbony, zbudowanej według zupełnie od zera koncepcji. Szansą na to była ta straszna katastrofa, pierwsza nowoczesna katastrofa, pierwszy taki moment, który nam bardzo pięknie pokazuje spięcie tych różnych wątków, tych naukowych, tych filozoficznych, tych inżynieryjnych. Zrobiło to na nas wielkie wrażenie.

Ola: I pierwszy taki moment, przynajmniej w historii Europy Zachodniej, gdzie można mówić o takim centralnym zarządzaniu kryzysowym i czymś, co dla nas jest obecnie normalne, a wówczas, jak wiemy, normalne nie było.

Piotr: Ta opowieść nasza jest trochę dziwna, tak sobie teraz myślę, bo poszliśmy w kierunki niezupełnie oczywiste, ale zobaczcie: jest całkiem nieźle udokumentowana jak na zdarzenie sprzed 250 lat, nawet więcej niż 250, i nadal widzimy realne, namacalne konsekwencje tego.

Ola: Jak najbardziej. Jeżeli możecie pojechać do Lizbony, to pojedźcie, tylko tak sobie myślimy, że jak się tam pojedzie latem, to tam będzie strasznie potworny tłum i potwornie gorąco.

Piotr: A jak nie możecie pojechać do Lizbony, to sobie obejrzyjcie na street view, bo to naprawdę całkiem nieźle. Znaczy oczywiście, wiadomo, że to nie to samo, ale zobaczycie sobie to, o czym my mówimy. Można też zajrzeć na Google Earth, tam dość dobrze można, jeżeli się włączy tryb 3D, zobaczyć sobie tę strukturę właśnie pionową miasta, można powiedzieć.

Ola: A my jeszcze raz zachęcamy was do tego, że może byście chcieli nas wesprzeć w ramach Patronite albo w ramach BuyCoffee, jeżeli wam się podobała ta opowieść, jeżeli was zainteresowała. No to jak najbardziej polecamy się waszej uwadze.

Piotr: Tak jest, no i oczywiście pamiętajcie, że jeszcze są te podcasty z Polskim Radiem: Laboratorium Zbrodni, Sekcja Teorii Spiskowych.

Ola: Sekcja Teorii Spiskowych to jest nie tylko do słuchania, ale też do oglądania, bo to jest nasz wideopodcast, czyli zapraszamy również na YouTube. Nowe odcinki Laboratorium Zbrodni co piątek, Sekcji Teorii Spiskowych co poniedziałek.

1:31:11 Zakończenie i słowo na dziś

Piotr: No i zostaje nam słowo na dziś i Ola wybrała takie piękne słowo, takie adekwatne.

Ola: Optymizm.

Piotr: No to dzięki, to cześć. No, psy, co jest? O dobra, bo poprzednio się Abi nie odezwała i były podejrzenia, że ją oddaliśmy.

Ola: Nie, absolutnie, teraz się aktywowała, tak, podwójnie.

Piotr: No dobra, to papa.

Źródła

* https://www.researchgate.net/publication/4853462_The_Lisbon_earthquake_and_the_scientific_turn_in_Kant's_philosophy

* https://link.springer.com/chapter/10.1007/978-1-4020-8222-1_13

* https://link.springer.com/chapter/10.1007/978-3-031-39603-8_5

* https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0264370797000197

* https://sos.noaa.gov/catalog/datasets/tsunami-historical-series-lisbon-1755/

* https://en.wikipedia.org/wiki/1761_Lisbon_earthquake

* https://www.nature.com/articles/s41561-025-01781-6

* https://www.academia.edu/13613056/Source_of_1755_Lisbon_earthquake_and_tsunami_investigated

* https://www.europeana.eu/en/stories/what-was-the-impact-of-the-great-lisbon-earthquake-in-1755

* https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1040618221005474

* https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,31238006,markiz-pombal-byl-okrutnikiem-i-tyranem-ale-to-on-odbudowal.html

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Poemat_o_zag%C5%82adzie_Lizbony

* https://en.wikipedia.org/wiki/Parochial_Memories_of_1758

* https://en.wikipedia.org/wiki/Gorringe_Ridge

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Pra%C3%A7a_do_Com%C3%A9rcio

* https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ta_nakazane

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_Ribeira

* https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1029/2005JB003931

* https://royalsocietypublishing.org/rstl/article/doi/10.1098/rstl.1759.0057/119685/LV-Conjectures-concerning-the-cause-and

* https://pl.wikisource.org/wiki/Kandyd

Źródła