Podcast Crazy Nauka · odc. 161
Dlaczego posiłki dla astronautów to kosmiczne wyzwanie?
Posłuchaj też na:
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego jedzenie na statku kosmicznym musi być [? niepewne: przeładowane] przyprawami?
Piotr: Dlaczego napoje gazowane to jest istny koszmar? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: A tym razem opowiemy wam o tym, co i w jaki sposób jada się w kosmosie. Tak, tak, wiemy, że ostatnio było już o misji Artemis 2, nawet nie jeden raz. Tym razem, oprócz tego, że omówimy menu tej misji, złożone notabene z aż 189 pozycji, opiszemy też to, co jadali między innymi astronauci misji Apollo ponad 50 lat temu.
Piotr: Myślę, że to jest trochę taki prequel tego, co mówiliśmy poprzednio o Artemis, bo poprzednio było o wypróżnieniach i toaletach, więc wydaje mi się, że prequelem będzie jedzenie.
Ola: Dziękuję, dziękujemy.
Piotr: Przepraszam, nie, ja przypominam tym, co na przykład nie praktykują, więc… Ale też chciałem przypomnieć, że jest to bardzo dobry moment na to, żeby subskrybować, trudne słowo, nasz podcast, czyli tam w tej apce, gdzie jesteście, tak sobie zaznaczyć, żeby on wam wpadał zawsze, no bo dzięki temu wam nie ucieknie, jak coś nowego wypuszczamy.
Ola: No i oczywiście przypominamy też, że są jeszcze dwa inne podcasty, które robimy. Oba powstają we współpracy z Polskim Radiem i są to Laboratorium Zbrodni. A w tym najnowszym odcinku, który właśnie ukazał się w piątek, opisujemy to, jak dowody miały wskazać sprawcę, a w rzeczywistości same go, można powiedzieć, [? niepewne: wykrałały].
Piotr: W Sekcji Teorii Spiskowych analizujemy, kto i dlaczego postanowił ukryć przed światem istnienie biblijnych gigantów.
Ola: Ale zanim ruszymy dalej, to absolutnie, koniecznie, niezbędnie musimy wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych i tych nieliczących się również.
[~0:02:12] Zakres odcinka i pierwsze posiłki w kosmosie
Ola: No i tutaj właśnie, menu astronautów. Temat wydaje się w sumie nie tak rozpowszechniony, bo raptem dotyczy kilkudziesięciu osób.
Nie mówimy tutaj celowo o menu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ograniczamy się do misji, które dotyczą wylatywania w tak zwany głęboki kosmos, który z punktu widzenia nauki wcale nie jest głębokim kosmosem, bo głęboki kosmos to jest to, co jest poza Układem Słonecznym, natomiast w misjach, o których tutaj mówimy, o głębokim kosmosie media, ale nie tylko, też same agencje kosmiczne mówią wtedy, kiedy się wylatuje poza orbitę okołoziemską.
Piotr: Tak, ja to trochę wytłumaczę, dlaczego w ten sposób, bo na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej to można wszystko, oni sobie tam mogą, wiecie, food trucki podprowadzać, w ogóle nie wiem, McDonald'sa podholować, jakby chcieli. Natomiast rzeczywiście powiemy o misjach Apollo. Trzeba pamiętać, że część z nich była misjami, które się co prawda nie odbywały poza niską orbitą ziemską, ale były tak prowadzone, jakby się odbywały, to znaczy testowano, trwały tyle, ile misje księżycowe, testowano różne rzeczy księżycowe i dlatego też o nich wspomnimy, dlatego że tam również sprawdzano kwestie związane z jedzeniem, więc trochę im tak, tym Apollo poniżej 11.
Dlatego dajemy też tu możliwość pokazania się, bo te sposoby przechowywania, uzdatniania żywności tam były obecne i myślę, że możemy zacząć sobie od przeglądu. No dobra, pierwsza i zasadnicza sprawa, pierwszy posiłek w kosmosie. Tu nie będzie wielkiej niespodzianki.
To był Gagarin i on miał ze sobą trzy tubki z jedzonkiem, takie metalowe, jakie w dawnych czasach były na pastę do zębów, teraz to nie wiem, co jest w metalowych tubkach, może jakieś lekarstwa, jakieś maści na ból w plecach.
Ola: Nadal są niektóre sosy, na przykład sos harissa, można kupić taki w metalowej tubce. I lubię to, że te tubki są zalaminowane i w momencie, kiedy chcemy je przekłuć, to odwrotną stroną nakrętki, tam jest taki dziubek, to się przekłuwa i to jest od wieków takie samo i bardzo satysfakcjonujące.
Piotr: No właśnie, więc on miał dwie tubki i trzy tubki, w dwóch miał przecier mięsny, w jednym miał mus czekoladowy i rzeczywiście spożywał to.
Ola: Takie zróżnicowanie, prawda?
Piotr: Wiesz, on tam długo nie latał. Też chodziło o sprawdzenie takich rzeczy, które w ogóle nie były oczywiste, czyli na przykład czy człowiek jest w stanie przełykać w stanie nieważkości, czy tam mikrograwitacji.
Ola: No tak, to wciąż nie było wiadomo.
Piotr: Co się stanie, gdzie to jedzenie w ogóle poleci, no bo wiadomo, że na Ziemi mamy grawitację i nam ściąga to jedzenie do żołądka, a tu nie wiadomo, może wyleci uchem, w każdym razie okazało się, że to działa. Ja tylko zacząłem tropić, kto zrobił pierwszą kupę w kosmosie.
Ola: Ale dzisiaj mówimy o jedzeniu.
Piotr: No ale to jest powiązane, wiesz, to jest tak, że z jednej strony wlata, z drugiej wylata. I być może był to [? niepewne: Kuper], ale no men, no men.
Ola: Ale to taki żarcik ci się rzucił?
Piotr: Nie, żaden żarcik, naprawdę sprawdzałem, bo nie do końca mamy to udokumentowane. Są udokumentowane pierwsze…
Ola: Kim był [? niepewne: Kuper]?
Piotr: Są udokumentowane pierwsze próby upychania kupy w torebkach i opisane. [? niepewne: Kuper] był mianowicie Gordonem [? niepewne: Kuperem] i to była misja Mercury Atlas 9 w 1963 roku. 34-godzinny lot, więc prawdopodobnie musiał coś tam robić.
Ola: Ty to, Piotrusiu, same smaczki potrafisz nam wynaleźć.
Piotr: Jeżeli to nazywasz smaczkiem, z tego, co ja wybrałem, to musimy jeszcze o tym porozmawiać.
Ola: Skoro robimy ten odcinek o jedzeniu, a ty masz wnikliwe i szczegółowe informacje na temat kupy znowu, to ja sobie zadaję pytanie, właściwie nad czym ty tyle czasu siedziałeś, robiąc ten research?
0:06:37 Liofilizacja, woda z ogniw paliwowych i bekanie na mokro
Piotr: Powiedziałbym… Nie, nic nie mówię. Dobra, idźmy dalej.
Jakie są problemy z jedzeniem przy takich misjach właśnie dłuższych i tych, gdzie jest mało miejsca, bo to też ma znaczenie. Podstawowy problem jest taki, że jedzenia się nie chłodzi. To znaczy po pierwsze słabo jest z wystawianiem go na parapet za okno.
Tam jest co prawda chłodniej, ale można jednorazowo. Natomiast nie ma zazwyczaj w tych misjach miejsca na jakiekolwiek chłodzenie, a poza tym energia. Tam się oszczędza energię, w związku z czym, krótko rzecz ujmując, nie ma lodówki. I pomysłem na to była liofilizacja. Liofilizacja, czyli pozbawienie jedzenia wody.
To można robić na różne sposoby. Z grubsza polega to na tym, że przygotowuje się jakiś posiłek, potem się go błyskawicznie zamraża do bardzo niskiej temperatury. Dlaczego błyskawicznie? Bo jak się to robi super szybko, to się w tym jedzeniu nie tworzą duże kryształki lodu. Jak wrzucimy sobie do zamrażalnika, no to ono będzie tam kilka godzin zamarzało i te kryształki lodu rosną. One wtedy przekuwają, rozwalają komórki w tej naszej żywności i niszczą strukturę jedzenia.
Ola: Ono nie smakuje tak jak wyjściowo.
Piotr: Jest ciapą, to znaczy wszystko się z tych komórek wylewa i później, jak zlikwidujemy ten lód, no to w wielu przypadkach, oczywiście to nie dotyczy każdego jedzenia w każdej sytuacji i tak dalej, ale też na przykład jak kupujemy mrożonki owocowe, to one zwykle są szybko zamrażane właśnie dlatego, żeby to wyglądało dobrze.
Ola: To jeszcze tutaj wrzucę, że ten proces usuwa do 98% wody.
Piotr: Tak, bo po tym jak się zamrozi, to się to wsadza do, no nie do próżni, ale do prawie próżni i tam się powoli podgrzewa i tu zachodzi sublimacja, czyli lód zamienia się w parę wodną, która znika z tego, i w ten sposób, tak jak Ola mówi, to jedzenie jest pozbawione wody, więc jest lżejsze, co jest bardzo ważne również transportowo, a dzięki temu, że nie ma wody, mikroorganizmy niechętnie to zjadają, więc jest to i odciążenie, i jednocześnie zachowanie świeżości takiego jedzenia.
Ola: Tak, tutaj trzeba tylko zaznaczyć, że to jedzenie po liofilizacji nie wygląda. To są takie suchelce trochę.
Piotr: Teraz się trochę tak robi, że wygląda, ale nie jest to do końca to samo.
Ola: Nie jest to, o czym człowiek marzy, aczkolwiek wartości smakowe pozostają właściwie nienaruszone.
Piotr: No więc początkowo stawiano tylko na to, potem próżniowo opakowano to w takie plastikowe woreczki i procedura była taka, że podczas misji nawadniało się to jedzenie. Tam były takie wężyki, gdzie się podłączało pistolet.
Ola: Nadal tak jest.
Piotr: Tak, tak. Tylko że różnica polega na tym, że aż do końca misji Gemini to była zimna woda. Oni nie mieli tam ciepłej wody, w związku z czym to jedzenie nadal się nawadniało, ale trwało to dłużej i nie wydobywało w ogóle zapachu.
No i po tym, jak się psiknęło tą wodę, tam się ze 20-30 mililitrów wody zwykle do takiej torebeczki ładowało, to trzeba było odczekać. Tam było zawsze napisane na torebce 7-10 minut, coś takiego. I później się to miętosiło, tak jak takie, wiecie, gniotki. Trzeba to było powygniatać po to, żeby to się wszystko dobrze wymieszało. No i powiem szczerze, to jedzenie potem miało konsystencję ciapy, ale tak naprawdę większym problemem było to, że ono kompletnie nie dawało żadnego zapachu na tym etapie, dlatego że jedzenie go polegało po prostu na wysysaniu. Tak jak z tej tubki Gagarin, tak później z plastikowych torebek wysysali to jedzenie Amerykanie w tych misjach Apollo i ono trafiało owszem do ust, ale nie było tego etapu między podniesieniem jedzenia do ust a wzięciem go do ust, kiedy my nosem sobie wchłaniamy.
Oczywiście z jamy ustnej też zapachy docierają i to jakoś działa, no ale spróbujcie w ten sposób pojeść. Nie bardzo czuć zapachy w tym wszystkim. Dlaczego tego nie robiono inaczej? Przede wszystkim problemem było to, że potwornie bano się wszelkiego typu, nadal tak jest, wszelkiego typu okruchów, drobin, wszystkiego tego, co normalnie spada nam na stół albo pod stół, albo na nasze ubranie, albo gdziekolwiek indziej dzięki grawitacji, a tam unosi się w powietrzu i jak się unosi w powietrzu, to może trafić na przykład do płuc, bo możemy to wciągnąć z powietrzem. Bardzo byście nie chcieli mieć płuc naładowanych jedzeniem, jak również może trafić do różnego sprzętu elektronicznego i elektrycznego, spowodować zwarcie, zablokowanie czegoś i tak dalej.
Ola: Tak, trafić do systemu wentylacji i jego z kolei zapchać i tam też można spowodować zwarcie i tak dalej, i tak dalej.
Piotr: Więc bardzo dbano o to, żeby nic się nie kruszyło, stąd te wszystkie wciskanie tego prosto do ust i tak dalej. No również były takie rzeczy, które nie były w postaci pasty, tylko w postaci kosteczek. To była czekolada, takie utwardzone, można powiedzieć, masło orzechowe, jakieś kokosowe kawałki, takie rzeczy i one z kolei były takie, ja wiem, centymetr na centymetr kosteczki, powlekane albo żelatyną, albo taką jadalną folią, znowu po to, żeby po prostu wsadzić do ust, nawet jakby ktoś to próbował odgryzać czy coś, żeby przy rozgryzaniu nic z tego nie wyleciało, więc to był taki patent na poradzenie sobie z tym wszystkim. I tu był jeszcze jeden problem, mianowicie skąd woda w kosmosie?
Otóż nie zabierano jej w zbiornikach do picia w ogóle. Ona pochodziła z ogniw paliwowych, ponieważ zasilanie statków Apollo, poza lądownikami księżycowymi, bo tam nie było miejsca i masy na ogniwa paliwowe, było robione dzięki ogniwom paliwowym, w których zachodziła reakcja między tlenem a wodorem i surprise, surprise, powstawała z tego woda. I ta woda była później wykorzystywana właśnie do nawadniania tej żywności i do picia. To jest też bardzo dobry interes, bo zabierali coś, co służyło jako paliwo dla ogniw paliwowych, a potem stawało się wodą do spożycia, i ta woda była praktycznie destylowana, więc bezpieczna.
Miała jedną zasadniczą wadę, mianowicie była wodą gazowaną. Tak właśnie, ona się nagazowywała wodorem, bo w wyniku tego całego rozkładu zostawał tam wodór gazowy i kłopot polega na tym, że tam oczywiście były systemy, które oddzielały ten gaz, natomiast nie oddzielały go dość dokładnie i tu się pojawiały dwa problemy. Po pierwsze, jak się taką leciutko nawet gazowaną wodę ładowało tym pistoletem do tych torebek foliowych z liofilizowanym jedzeniem, to te torebki zamiast się po prostu napełnić wodą, to się rozpuczały.
Ola: No tak, gaz się rozszerzał, w związku z czym nie wchodziło tam tyle tej wody, ile powinno, bo część z tego zajmował wodór.
Piotr: No ale to był jeden problem. Drugi problem, być może większy, był taki, że woda gazowana powoduje, że do naszego układu trawiennego trafia gaz.
Ola: I wiecie już, do czego Piotrek zmierza.
Piotr: Do tego, co było na rozpoczęciu, do bekania, bekaniec.
Ola: A, myślałam, że o wzdęcia ci chodzi.
Piotr: Wzdęcia, tak, absolutnie, będą wzdęcia, [? niepewne: nic okupie nie ma na razie]. Nie, nie, chodziło o wzdęcia i bekanie, to znaczy problem polega na tym, że my sobie radośnie możemy odbeknąć, nieważne, czy to traktujemy jako kulturalne, niekulturalne, to jakby oddzielna rzecz, fizjologiczna sprawa, dlatego że w naszym żołądku płynna, pogryziona, rozdrobniona treść pokarmowa jest cięższa od gazu, więc opada na dno, a gaz normalnie ucieka do góry, co nie następuje w kosmosie, no bo tam nie ma tej grawitacyjnej różnicy, w związku z czym mamy w żołądku taką mieszankę gazowo-jedzeniową i bekanie jest surowo zakazane. Znaczy, najbardziej jest zakazane w czasie wyjść w skafandrach, dlatego że…
Ola: Aż boję się pytać, dlaczego.
Piotr: Tak, sorry, jak bekniesz w kosmosie, to bekasz na mokro, to znaczy innymi słowy wymiotujesz troszkę. Nie jesteś w stanie oddzielić gazu, jak ci się zbiera, czujesz to takie parcie w żołądku ze względu na to, że on jest rozdęty gazem, to jak sobie bekniesz, to ci poleci wszystko. I jak sobie bekniesz, tak powiem, na stacji, na statku, no to nie jest miło, ale złapiesz tę kuleczkę, czy tam kilka kuleczek, no i po sprawie.
Jak sobie bekniesz w skafandrze, no właśnie.
Ola: No to chciałam powiedzieć, że romantyczne wizje lotów kosmicznych, przy bekaniu na mokro, przy wzdęciach. Ja nie chcę wiedzieć, co tam się dzieje. Oraz przy tym, o czym mówiliśmy poprzednim razem, czyli przy chodzeniu w pieluchach, to może nie do końca już jest taka pociągająca dla mnie.
Piotr: Mam jeszcze jedną anegdotkę, ale jej nie powiem, bo jest o zasikiwaniu w skafandrach.
Ola: Ale my dzisiaj nie odpowiemy.
Piotr: No wiem, dlatego jej nie powiem.
Ola: To całe szczęście, dziękuję.
Piotr: No i druga rzecz, skoro [? niepewne: tak przeszkód tym wzdęciom], to jak najbardziej wzdęcia są problemem, bo jak nie możemy odbeknąć, to ten gaz idzie później w jelita. Dokąd, z których jelit wychodzi, to nie mogę powiedzieć, bo nie wolno mi dzisiaj o tym mówić, natomiast…
Ola: To też jest taka masa wymieszana.
Piotr: No tak, cały czas masz tę taką, no rozumiesz, nie masz tego grawitacyjnego oddzielania gazu.
Ola: Nie, nie, ale poczekaj.
Piotr: Skarżyli się na wzdęcia również. Jakie masz wątpliwości?
Ola: Nic, nic, zupełnie nic sobie nie myślałam. I nasi słuchacze na pewno też nic nie myśleli, w którą tę stronę pójdzie, i całe szczęście, że nie poszło, prawda? Jesteśmy Piotrkowi wdzięczni.
0:17:11 Zmysł smaku w mikrograwitacji i ostre przyprawy
Piotr: No więc mamy tę procedurę ugniatania tego jedzenia. Z tą wodą, tak jak mówię, problem, bo jest nagazowana. Natomiast kłopotem jest, jak już mówiliśmy, brak zapachu wyraźnego, brak tekstury. To jest jednak istotne, że jak jemy coś, to lubimy, spodziewamy się pewnej konsystencji, pewnego odczucia, tak powiem, tekstury właśnie w ustach. Natomiast kolejnym problemem jest to, że w ogóle w kosmosie bardzo źle się odczuwa smaki.
Ola: No właśnie, bo nie dość, że to jedzenie takie ciapowate i mało pociągające, to jeszcze to, co się dzieje z naszym zmysłem powonienia, no to jest, znaczy nie naszym, tylko astronautów, umówmy się, ja się nie identyfikuję, ale tym niemniej to jest problem.
Piotr: A tym niemniej ostatnio ściskałaś dłoń astronaucie.
Ola: A tak, rozmawialiśmy wczoraj, dokładnie wczoraj, z doktorem Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim.
Piotr: Nagrywaliśmy z nim audycję. Tu jest reklama, uwaga, niepłatna, czyli nie reklama. Możecie, dla tych, co oczywiście słuchają w tym czasie, kiedy słuchają, czyli 18 kwietnia w sobotę o 13:40 w radiu TOK FM zapraszamy na rozmowę ze Sławoszem, nie o pierogach, wręcz odwrotnie, o naukowych aspektach tej misji. I gościmy też dwie osoby, które są przedstawicielami przemysłu kosmicznego.
Ola: I te firmy, które reprezentowały nasi goście, są autorami eksperymentów i urządzeń, które Sławosz ze sobą zabrał na orbitę. A naszym takim pytaniem wyjściowym do samego Sławosza będzie to, po co w ogóle ludzie muszą latać w kosmos, właściwie nie są tam potrzebni, skoro są roboty.
Piotr: [? niepewne: Hałas] i muszą jeść i robić, nie mogę powiedzieć, co muszą robić.
Ola: Więc wracając do tego odczuwania. Chodzi o to, że to, co astronauci czują, kiedy są w mikrograwitacji, czyli to, co się nazywa niekiedy nieważkością, to jest wieczny katar. Problemem jest fizjologia, bo tutaj znowuż ta grawitacja, która na Ziemi ściąga płyny ustrojowe na dół, w tej mikrograwitacji tego nie robi.
W związku z czym krew i limfa przemieszczają się w stronę klatki piersiowej i w stronę głowy. Jak być może widzieliście na niektórych wideo, to po prostu widać to, że ci astronauci mają takie opuchnięte twarze. Ja to dostrzegam.
Piotr: Jakby dobrze zachlali.
Ola: Trochę tak to wygląda, ale pół biedy opuchnięta twarz. Natomiast to, co się dzieje jakby wewnątrz ciała, to też jest problem, bo tam puchną i błony śluzowe, i w ustach, gardle i w nosie. I zatoki się zatykają. W związku z czym tak naprawdę człowiek cały czas funkcjonuje jak przy porządnym katarze. Przy silnym przeziębieniu. Wiemy, jak smakują potrawy przy silnym katarze, po prostu nie smakują.
Piotr: Zróbcie sobie eksperyment, zjedzcie cokolwiek, zatykając palcami nos.
Ola: Otóż to. I smak czujemy w co najmniej 80 procentach za pomocą węchu. A jeżeli to eliminujemy, to co nam pozostaje? Pozostają nam receptory na języku i błonach śluzowych. A jedzenie w gruncie rzeczy wydaje się po prostu mdłe. Zwyczajnie mdłe i nijakie.
W związku z czym tutaj niezbędne podczas lotów kosmicznych okazało się podkręcanie jedzenia, i to podkręcanie go tak ostro, że aż przesterowywanie. W warunkach ziemskich to, co jedzą astronauci, byłoby często niejadalne dla osób nawet, które lubią sobie mocno przyprawić. Tam jest tak, że czosnek, chrzan, też wasabi to są rzeczy, bez których to jedzenie po prostu w ogóle nie funkcjonuje. Dodajmy, że również ostrość jest bardzo mocno podkręcana i to już wiadomo z doświadczeń różnych.
To ja wyprzedzę, bo ja o Artemis 2 będę mówiła, i tutaj dodam, że załoga tej misji zabrała ze sobą w podróż dookoła Księżyca aż pięć ostrych sosów, w tym tabasco, srirachę i ostrą musztardę. I też mieli tak wyraziste potrawy jak ostra fasolka szparagowa, przyrządzona na chiński sposób, czy grillowaną wołowinę, też na ostro, w sosie barbecue przyrządzoną, po to, żeby właśnie czuć, co się je. I też w tym całym jedzeniu zaczęło się uwzględniać w tej chwili, to już trochę wyprzedzam moją opowieść, właśnie te tekstury, których brakło na początku lotów kosmicznych.
0:22:42 Rita Rapp i ewolucja menu misji Apollo
Piotr: A właśnie i tu wracamy do Apollo. Efekt był taki, że astronauci chudli. Chudli na pewno w wyniku odwodnienia, bo woda jest racjonowana i generalnie organizm trochę sobie słabo radzi z gospodarką wodną w stanie nieważkości. Natomiast chudli po kilka kilogramów nawet w tych misjach Apollo, które trwały powiedzmy około 10 dni, tak średnio licząc. Chudli w wyniku tego, że nie chcieli jeść. Po prostu to jedzenie było tak niedobre, że, wiecie, to jest jak te diety wykluczeniowe czy coś takiego, że na przykład przez miesiąc masz tylko żreć pysznego kurczaczka.
Ola: Chodzi ci o dietę Dukana, czy czegoś tam jakoś tam?
Piotr: No ja różne, tam ich jest milion. Wszystkie te diety, które są oparte na tym, że jesz monotonnie stale to samo. Pomijam to, że one są niezdrowe zazwyczaj, ale główny aspekt dietetyczny polega na tym, że już ci po prostu dziurą wyłazi, nie powiem jaką, ten kurczaczek albo ta pyszna zupka, którą jesz po raz 28.
Ola: I wolisz już nie zjeść, aniżeli zjeść to samo bez smaku. Dodajmy, że przecież podczas kataru, silnego przeziębienia też mamy słabszy apetyt i też jedzenie nie jest tak pociągające.
Piotr: Dokładnie, no więc to odnotowano, a astronauci muszą być w dobrej kondycji. No i tu się za robotę zabrała absolutnie legendarna postać, pani Rita Rapp, amerykańska fizjolożka, która była specjalistką wszystkich misji Apollo, szefową zespołu Apollo Food Systems, który odpowiadał po pierwsze za produkcję tej żywności, znaczy nie bezpośrednio, bo na przykład firma Whirlpool, ta, co robi pralki, robi liofilizaty, ale ona odpowiadała za współpracę z dietetykami, z technologami żywności i, co bardzo ważne, za słuchanie astronautów, bo to było bardzo ważne.
Oni zgłaszali mnóstwo najrozmaitszych uwag. W ogóle jedzeniowe wątki w misjach Apollo to jest jakiś ogrom materiału. Tam jest mnóstwo różnych cytatów i tak dalej. Trochę ciężko było sobie wyobrazić, jak to jest, w związku z czym na przykład niejaki Donald Arabian, który był szefem Mission Evaluation Room w NASA, zrobił sobie taki czterodniowy test i żywił się wyłącznie jedzeniem z Apollo i stwierdził, i później raportował do [? niepewne: tejżeryty RAB], że, tutaj cytat, przyjemność jedzenia została utracona do tego stopnia, że właściwie zniknęło zainteresowanie jedzeniem.
Ola: I to strasznie przykre.
Piotr: No strasznie, tak, strasznie to było przykre i tam bardzo ostro kombinowano. Niby od początku tych misji Apollo były to menu dość bogate, bo tam było nawet 96 pozycji i jeszcze się to wszystko rozrastało, natomiast po pierwsze astronauci początkowo mieli taki cykl zwykle chyba czterodniowy, to znaczy co cztery dni posiłek im się powtarzał, ale wszyscy mieli to samo, mieli tylko kolorkami oznaczone swoje, żeby sobie nie podżerali wzajemnie, żeby tego nie pomieszać. Był cały system oznaczeń kolorystycznych, żeby wiedzieli, którego dnia co jeść.
No i to słabo działało. W związku z czym Rita Rapp wzięła się na sposób i rozpoczęto różne coraz bardziej zaawansowane eksperymenty, czyli już w Apollo 7, w tej pierwszej misji, pierwszym załogowym locie programu Apollo, wprowadzono gorącą wodę i to była bardzo już istotna różnica, natomiast też wprowadzono [? niepewne: oleofilizowane] lody, których nikt nie chciał kijem tknąć na odległość, w związku z czym je wycofano, potem stały się ponoć przebojem w takich różnych sklepikach muzealno-centrów nauki, jak można sobie tam kupić taką żywność, którą jedzą astronauci, i tam były liofilizowane lody, wycofane, bo nikt tego nie chciał jeść, absolutnie. Natomiast największy przełom to było Apollo 8 i to jest w ogóle słynna sprawa. Apollo 8 leciało w grudniu 68 roku.
Oni lecieli podczas Bożego Narodzenia. Apollo 8 to jest ta misja, której właściwie klonem było teraz Artemis 2, czyli oni oblecieli Księżyc, nie lądując na nim, nie zbliżając się bardziej, i oni tam strasznie psioczyli na to jedzenie i, słuchajcie, mieli niespodziankę. W Boże Narodzenie powiedziano im, żeby otworzyli tę i tę szafeczkę, a w tej szafeczce było pudełeczko zamknięte i to była absolutna niespodzianka i oni, słuchajcie, otworzyli to i tam się okazało, że był po raz pierwszy coś, co nazywa się wet packiem, czyli jedzenie, które nie było liofilizowane. Oni zrobili indyka.
Ja powiem szczerze, ten indyk, znaczy nie wygląda to jedzenie. Są zdjęcia, znajdziecie sobie w opisie odcinka linki. W ogóle są zdjęcia tych jedzeń. One, no powiem szczerze, nie są wyględne, znaczy wtedy nie były wyględne. Natomiast to była, słuchajcie, sensacja absolutna. Oni byli w niebo wzięci, zachwyceni.
I to było cudowne, dlatego że ten indyk był zapakowany tak, że można go było jeść łyżeczką, to znaczy oni sobie go tam jakoś podgrzali, nawet nie pamiętam, czy tą ciepłą wodą, no w każdym razie można było jeść łyżeczką. Do tego mieli sos żurawinowy. Mieli taki, no powiedzmy, rodzaj musu winogronowego, czyli taki klasyczny zestaw amerykański świąteczny.
Ola: Na pierwszy dzień świąt. Ja jeszcze tutaj dorzucę coś, co też jest elementem mojej opowieści, ale myślę, że już o tym warto powiedzieć, bo no już pewnie wiecie, ale jeżeli nie wiecie, to się dowiecie. Jedzenie to nie tylko pokarm dla ciała, ale i pokarm dla duszy.
Jedzenie ludzi cieszy, daje im dobre samopoczucie, nie tylko fizyczne, ale też psychiczne i to jest właśnie ten moment w lotach załogowych w kosmos, kiedy ludzie odpowiedzialni za organizację tych lotów zrozumieli to, że ludziom będącym załogą należy dostarczać coś, co jest przyjemne, żeby ich morale było wyższe, i to się nazywa pokarmem dla duszy. Że są takie typy posiłków, właśnie jak ten indyk z żurawiną serwowany na święta w 1968 roku, które nie odpowiadają bezpośrednio na takie twarde zapotrzebowanie żywnościowo-kaloryczne, tylko są takim puszczeniem oka do tych ludzi, są takim daniem im po prostu zwykłej przyjemności, dlatego że i tutaj to z kolei zeznania tych członków misji Artemis 2, oni po prostu mówią, że są różne potrawy, które wybrali do zabrania ze sobą na tę misję, dlatego że im przypominają atmosferę domową i właśnie siedzenie przy stole z rodziną i to jest coś, co oni lubią celebrować.
To naprawdę ma ogromne znaczenie, zwłaszcza że ta ich rola podczas tych misji, no umówmy się, tam nie mają zbyt wielu przyjemności poza tym, że mogą od czasu do czasu spróbować coś, co zostało przez nich wybrane i co im smakuje, bo tam naprawdę te dni nie wyglądają tak, jak być może my sobie wyobrażamy, że oni tak wyglądają przez okna i tak unoszą się i tak marzą o tym, jak ta piękna Ziemia jest. Oni tam naprawdę mają kupę roboty.
Piotr: Polecamy naszą rozmowę ze Sławoszem, [? niepewne: Szymon] o tym mówił. To a propos tego, co mówisz, to takim przykładem właśnie tego, że oni sobie zdali sprawę, że trzeba coś z tym robić. No okej, ten indyk z Apollo 8, to jest taka klasyka, znaczy to podniosło morale gigantycznie, natomiast na przykład Charlie Duke poprosił o liofilizowaną kaszę kukurydzianą, taką, która jest typową potrawą południową, a z kolei James Irwin dostał specjalną wersję zupy z takiej konkretnej restauracji na Florydzie, zapytał, czy to jest w ogóle możliwe. Przepraszam, i okazało się, że tak, i to było absolutnie dzieło tej Rity Rapp, tej fizjolożki, która dogadała się z tą restauracją. Oni zrobili specjalnie tę zupę, ta zupa została specjalnie przygotowana do tego lotu i on dostał tę swoją zupę zamówioną.
Ola: No tak, oczywiście pewnie przeszła tam atesty różne i sterylizację i tak dalej.
Piotr: A propos sterylizacji, to właśnie jedzenie było bardzo często sterylizowane radioaktywnie, to znaczy to było…
Ola: Nadal jest.
Piotr: Tak właśnie, myśmy o tym kiedyś opowiadali i już nie będę teraz się rozwodził, ale generalnie to jest całkiem dobry sposób na zabezpieczenie żywności przed psuciem się, to znaczy na promieniowanie jej, przy czym przypominam, że to nie znaczy, że żywność wtedy staje się radioaktywna, tylko znaczy tyle, że zostaje poddana silnej dawce promieniowania, które wybije wszystkie mikroorganizmy, które się tam mogą przechować i w ten sposób tam mięso, różne inne rzeczy były przygotowywane.
Ola: Ale również pasteryzacja do tego służy.
Piotr: A to też. Ja zaraz ci oddam głos i będziesz opowiadała o tym, jeszcze tylko skończę tę opowiastkę z czasów niesłusznie minionych. W Apollo 9 w ogóle była sensacja, bo zrobili nie dość tych wetpacków, czyli tego jedzenia, którego nie trzeba było, które było jakby pierwotnie wilgotne, bardzo dużo dodano, to jeszcze można było jeść łyżeczką. Zrobili takie torebki, które można było otworzyć i wyjadać łyżką, dlatego że okazało się, że nic nie zlatuje z tej łyżki, że napięcie powierzchniowe jest na tyle duże, że całość się trzyma łyżki, dopóki ktoś nie zaczyna tam wymachiwać, nie wiadomo co robić, to można to spokojnie włożyć do ust.
Więc już tu zyskujemy ten aspekt zapachu, który się unosi, to jest złe słowo, bo unosić by się unosił, gdybyśmy mieli grawitację, bo ciepłe jedzenie, ciepły zapach by się podnosił, natomiast generalnie rozprzestrzenia się wokół, więc to już jest coś. Później jeszcze było Apollo 10 i tam już wprowadzili takie specjalne, to się nazywało Spoon Bowl, takie opakowania otwierane, gdzie to jedzenie już normalnie wygląda. Jedyna rzecz jest taka, że ono jest pokrojone w kosteczkę, jak dla małych dzieci, żeby nie trzeba było się z tym siapać, tylko po prostu bierzesz, otwierasz i zjadasz.
Ola: No tak, tam zdaje się bekon krojony w kosteczkę był bardzo popularny jako dodatek do śniadań.
Piotr: Tak, i też kanapki wprowadzili, robiąc taki chleb, który się nie kruszy, który jest zwarty i z którego okruszki się nie rozlatują. I do tego była pasta w puszkach, więc można było sobie robić po prostu kanapki. I w ogóle Apollo 10 to była po raz pierwszy taka spiżarnia. Oni mieli, znaczy nie, że całe Apollo było spiżarnią, ale mieli nieprzypisane posiłki z cyklu: dziś jesz siódmego dnia to, a czwartego to. Tylko owszem, mieli swoje posiłki, ale poza tym można było, wiecie, zrobić to, co się robi wieczorem przy lodówce, czyli tak sobie niezobowiązująco wpaść i coś tam wygrzebać i coś tam wtrząsnąć, co znowu miało bardzo duże znaczenie i dla morale, i dlatego, żeby oni tej wagi nie tracili, czyli żeby sobie tam cały czas podżerali. Podżeranie jest bardzo wskazane.
Ola: Akurat na orbicie.
Piotr: Tak, tak, no jak najbardziej.
Ola: Albo na orbicie Ziemi, albo Księżyca.
Piotr: Tak, dokładnie. W Apollo 11 tam były już parówki w folii i żelki owocowe.
Ola: Przepraszam, to była atrakcja.
Piotr: To była atrakcja, tak. Bardzo atrakcja, która uratowała życie, zaraz o tym powiem. Znaczy prawie uratowała, uratowałaby.
Dobra. W Apollo 12 coś, co się okazało być wielkim przebojem, liofilizowana jajecznica. Ponoć przepyszna była i bardzo wszystkim przypadła do gustu.
To od razu powiem, że największym przebojem Apollo, a być może i do dzisiaj, był koktajl krewetkowy. To się pewnie gdzieś u siebie też trafiłaś na koktajl krewetkowy.
Ola: Trafiłam przede wszystkim w tym momencie, kiedy odkryto, że ostre krewetki sprawiają, że po prostu astronauci coś czują. A poza tym kształt tych krewetek jest tak przychylny, że można je po jednej wyjmować. Zresztą Buzz Aldrin się tym zachwycał, że po jednej wyławiał i zjadał z takim pietyzmem, i były pyszne.
Piotr: Ostre jak cholera sos. Sos w ogóle, znaczy koktajl jest trochę mylący, bo koktajl nam się kojarzy z czymś do picia. Koktajl krewetkowy to jest taka potrawa, gdzie mamy obrane, ugotowane krewetki. One są w takim sosie tradycyjnie, majonezowo-keczupowym, coś tam podostrzonym z różnymi dodatkami. Tutaj upraszczam, można sobie znaleźć. W każdym razie koktajl krewetkowy był i chyba nadal jest jednym z największych przebojów kosmicznych. Również dlatego, że krewetki dobrze poddawały się tym wszystkim zabiegom i nie robiły się z nich jakieś paskudne flaki. Tylko to wszystko trzymało dobrze, więc to rzeczywiście była… No i teraz, słuchajcie, zbliżamy się niespodziewanie do Apollo 13, które, jak wiecie dobrze, nie poszło do końca tak, jak się wszyscy spodziewali.
0:36:26 Apollo 13: brak wody i ratunek w wetpackach
Ola: Nie wylądowało mianowicie na Księżycu i ledwo wróciło na Ziemię.
Piotr: No więc właśnie i tam problem polegał na tym, że padło im, już bez wchodzenia w szczegóły, zasilanie, to znaczy energia przestała być rzeczą, której jest w miarę, i stała się ekstremalnie oszczędzana, bo przestały działać ogniwa paliwowe, więc również przestała im działać produkcja wody. W związku z czym woda była super ściśle racjonowana. Tam zdążył jeden z nich nabrać, jeszcze zanim wszystko się posypało, nabrał wodę do pojemnika, przy okazji zalewając sobie stopy tą wodą, co było strasznym problemem, bo to był ten jeden, ja już nie pamiętam który, przepraszam, teraz nazwiska, który miał zostać, bo pamiętacie, w tych lotach było tak, że jeden zostawał na orbicie Księżyca, a dwóch schodziło na powierzchnię. To był ten jeden, który miał zostać na orbicie Księżyca, w związku z czym on nie miał butów księżycowych, w związku z czym jak miał mokre nogi, to miał po prostu mokre nogi i było stale zimno.
Ola: A tam było lodowato, bo wyłączyli ogrzewanie.
Piotr: Było około 3 stopni, więc było ekstremalnie zimno i oni mieli wodę racjonowaną tak, że mieli niespełna szklankę wody dziennie do wypicia.
Ola: To jest kosmos. Kosmos, koszmar i tak naprawdę prowadzi do odwodnienia i strasznych efektów.
Piotr: No więc tu nie mogli korzystać z żywności liofilizowanej. Na szczęście to już był etap, kiedy te wetpacki wszelkie były mocno obecne i oni przeżyli między innymi właśnie na tych parówkach w folii.
Ola: O, to zwracam honor.
Piotr: Dokładnie, więc parówki w folii były bardzo ważne. Problem polega na tym, że im zamarzły po pewnym czasie, to znaczy tam były takie obszary w statku, gdzie temperatura była w okolicach zera lub poniżej. To były między innymi części szafek z żywnością i okazało się w trakcie, że część tych kanapek, tych parówek im pozamarzała. Ciągnęli na sokach owocowych, na tych wszelkich takich termostabilnych produktach, które nie wymagały tej liofilizacji. No, to był większy dramat. Powiem tak, oni stracili po sześć, po pięć kilo. Każdy z nich w ciągu kilku dni.
Ola: To od 10 dni trwała misja, [? niepewne: króceń]?
Piotr: Misja, zaraz ci powiem, ona trwała tak jak normalnie teraz te misje oblatujące. Poczekaj, bo gdzieś tu mam wynotowane, ile ona trwała. Apollo 13 trwało sześć dni, no bo oni tylko zrobili…
Ola: I w sześć dni schudli po sześć kilo.
Piotr: Tak, nie wszyscy sześć kilo, jedni więcej, drudzy mniej, ale schudli bardzo dużo. No zresztą tam było więcej problemów, bo przez to, że była tak bardzo racjonowana woda i było zimno, to, co zresztą w Apollo 13 tradycyjnie polecamy film, [? niepewne: Fred Heiss] miał bardzo poważne zakażenie dróg moczowych, dlatego że nie płukał tych nerek i tam mu się jakaś [? niepewne: pseudomonaz], jakaś tam rzuciła bakteria. I ostatnie dni to był jakiś absolutny koszmar ze względu na ból, na wszystko.
Ola: Gorączka się…
Piotr: Gorączka, dokładnie. Zresztą później jeszcze przez długi czas się leczył, także i sobie te nerki porozwalał częściowo i tak dalej, więc rzeczywiście tak było. Natomiast te wetpacki, ta żywność, która nie wymagała [? niepewne: heliofilizacji], po prostu uratowała im życie, krótko rzecz ujmując.
Co jeszcze tu można dodać ciekawego? Aha, jeszcze był jeden wątek. Oni właśnie to mieli przetestować, tylko że nie przetestowali, bo nie wylądowali na Księżycu, mianowicie jedzenie i picie podczas aktywności w skafandrach. No bo te aktywności w skafandrach początkowo trwały dwie godzinki czy coś, ale już w tych późniejszych misjach to chyba było nawet siedem godzin, jak się nie mylę. Przez siedem godzin nic nie jeść ani nic nie pić, jest słabo. W dodatku to zużycie energii w tych skafandrach było duże, dlatego że skafandry stawiały opór. W związku z czym szacuje się, że na godzinę oni zużywali około 200 kilokalorii więcej niż normalnie, czyli dużo.
Ola: No tak, jak podczas aktywności fizycznej.
Piotr: No tak, dokładnie. I tam któryś astronauta, jeszcze zanim wprowadzono ten system picia, powiedział, że w trakcie takiego wyjścia w skafandrach on by po prostu zabił za łyk zimnej wody. W związku z czym w Apollo 13 już to wprowadzono, tylko oni tego nie przetestowali, bo nie wylądowali, ale w Apollo 14 rzeczywiście były już urządzenia do picia w tych skafandrach.
Ola: Podczas spacerów po powierzchni.
Piotr: Tak, dokładnie. I co ważne, Apollo 14 to była pierwsza misja, kiedy astronauci nie schudli w znaczący sposób po całości, czyli cała ta akcja z tą dobrą żywnością, piciem i tak dalej spowodowała, że rzeczywiście to zadziałało. W Apollo 15 z kolei zamontowano jeszcze takie batony odżywcze, owocowe, wewnątrz skafandrów, także jak się tam odwróciło głowę, to można sobie było odgryzać takie batoniki, które dawały energię w czasie tych wyjść w skafandrach.
Ola: To niezły patent.
Piotr: Tak, tak, to był niezły patent. Potem tam jeszcze były różne przeboje, bez szczegółów. Między innymi był słynny sok pomarańczowy, o który była potworna awantura, dlatego że to było w Apollo 16. Stwierdzono, że we wcześniejszych misjach pojawiała się arytmia u astronautów i że to było spowodowane brakami potasu, w związku z czym postanowiono im doładować potasu, więc dawano sok pomarańczowy, jeszcze z dodatkowym potasem, i oni tego soku pomarańczowego nie cierpieli, zwłaszcza że to nie był oryginalny sok pomarańczowy, tylko tam jakaś przeróbka z koncentratu i tam jeszcze jakiś…
Ola: Niesmaczny po prostu.
Piotr: Niezbyt smaczny i chyba szef misji, to znaczy dowódca misji, myślał, że ma wyłączony mikrofon, i jakąś potworną tyradę wywalił na temat tego soku, że jest w ogóle okropny, straszny, że się zrzygać można i tak dalej, i, słuchajcie, gubernator Florydy, chyba Florydy, w każdym razie któregoś z tych stanów, które pomarańczami stoją, straszliwie się oburzył i wystosował specjalne oświadczenie, że to, co oni tam pili, to nie był sok pomarańczowy, tylko jakaś mutacja soku pomarańczowego, i że prawdziwy sok pomarańczowy jest bardzo pyszny i w ogóle wszystkim go poleca i tak dalej.
Ola: Ja się zgadzam, że jest bardzo pyszny.
Piotr: Ja bardzo lubię, tylko wiesz, poszła taka antyreklama.
Ola: No to powinniście następnym razem bardziej postawić.
Piotr: Tak, no absolutnie. No i właściwie im dalej, tym lepiej, to znaczy już przy Apollo 17 oni mieli full wypas jedzeniowy, mnóstwo tych jedzeń, dobre, smaczne, dopracowane i tak dalej. Uczono się, uczono, potem poszły te doświadczenia dalej, już do stacji kosmicznej, do Skylaba, później na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W każdym razie widać tę gwałtowną ewolucję. Ja o tym opowiadam już, kurde, 45 minut prawie, wiem, tak, widzę. Natomiast, słuchajcie, wszystko się wydarzyło w ciągu trzech lat mniej więcej.
I tu jeszcze raz chciałem podkreślić rolę Rity Rapp, która dostała liczne nagrody i za ogromne zasługi, znaczy można powiedzieć, że ona w jakimś stopniu uratowała tę misję, bo gdyby ktoś z sercem i rozumem do tego nie podszedł, to oni by tam naprawdę słabo funkcjonowali, bo okazało się, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować w dużym stresie, pod dużym obciążeniem, żrąc jakieś badziewie z tubek.
0:44:26 Pierwszy posiłek na Księżycu i alkohol w kosmosie
Ola: Otóż to, i tutaj może przeczytam, jakie było menu, jaki był pierwszy posiłek na Księżycu zjedzony. Składał się z kostek bekonu, brzoskwiń, kostek ciasteczek cukrowych, napoju ananasowo-grejpfrutowego oraz kawy.
Piotr: To ja ci zepsuję. Pierwszy posiłek zjedzony na Księżycu składał się z opłatka i wina, ponieważ Buzz Aldrin, który był w jakimś tam kościele prezbiteriańskim, jakimś tam, kimś tam, nie pamiętam w tej chwili, mogę to zaraz znaleźć.
Ola: Starszy zboru Webster Presbyterian Church w Houston.
Piotr: To on zabrał komunię, zabrał wino, miał tam specjalny kielich i cichcem, bo tam była straszna awantura wcześniej o czytanie Księgi Rodzaju.
Ola: Bo było przy Apollo 8, kiedy oni wychodzili z okrążenia za Księżycem, przeczytali fragment Księgi Rodzaju i to było dokładnie na święta Bożego Narodzenia. To był taki moment bardzo podniosły, no tak, jak wspominaliśmy ostatnio, [? niepewne: za kogo podniosły, dlatego podniosły bardzo]… Rozumiem, że wyznawcy innych religii się oburzyli.
Piotr: Nie, po prostu była [? niepewne: Madeleine Marie O'Hare], która była bardzo przeciwna mieszaniu państwa z religią, zresztą jest rozdział zapisany w Konstytucji Stanów Zjednoczonych, chociaż jest automatycznie też ignorowany, i ona złożyła wtedy, pozwała w ogóle Agencję NASA o to upropagowanie religii, o ten brak rozdziału.
Ola: Kto to był? Co to była za osoba?
Piotr: To była kobieta będąca szefową jakiegoś, ja teraz muszę znaleźć dokładnie, ale szefową jakiegoś tam związku ateistycznego, bardzo aktywnie działająca, bardzo sensowna i ogarnięta osoba, tak jakby rzeczywiście to były czasy, kiedy tam pomieszanie religii, no już pomijam to, co odwala ostatnio Donald Trump w kwestii religii, bo to też jest, przepraszam, memy towarzyszące obrazkowi Donalda Trumpa w roli Jezusa.
Ola: Uzdrawia chorych.
Piotr: Tak, tak, ale zostawmy już to, ostatnio tak szliśmy po tym. W każdym razie po tym wszystkim NASA poprosiła Buzza Aldrina, żeby zrobił sobie to po cichutku, jak chce, w związku z czym formalnie pierwszym posiłkiem spożytym na powierzchni Księżyca był ten opłatek i wino, także…
Ola: Nieformalnie, on był nieformalnie.
Piotr: Dobrze, może formalnie, w rzeczywistości pierwszym posiłkiem, tak. A później się mówi, to jest w ogóle jeszcze oddzielny temat alkoholu, ponieważ alkohol jest ściśle wszędzie zakazany w kosmosie, głównie oficjalnie ze względu na to, że może zepsuć system odzyskiwania wody na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale wiadomo, że pojawiał się w kosmosie również u Amerykanów, a u Rosjan nawet bardziej.
Ola: Tak, na stacji Mir nie sądzę, żeby kiedyś się nie pojawiał.
Piotr: Tak, tak, tak, oni tam mieli [? niepewne: długość]. W ogóle to jest też ciekawy wątek, bo my tu specjalnie akurat w tej chwili o Rosjanach nie mówimy, bo oni nie mają tej tradycji tych długich lotów, a mówimy o długich lotach, ale Rosjanie na przykład, jak to Rosjanie, brali w kosmos puszki, te takie klasyczne puszki, te puszki sobie tam otwierali, to jest oddzielny jeszcze temat.
Ola: Ale wiesz, to nawet nie jest słaby pomysł.
Piotr: [? niepewne: Poznam], że puszki są ciężkie.
Ola: Oprócz tego także metal.
Piotr: No ale tym się nie zajmujemy teraz, jak kiedyś będziecie chcieli, to możemy opowiedzieć, a tu mam cały jeszcze rozdział, także już Ola by mnie prawdopodobnie przenicowała.
Ola: Nie, bardzo miło mi się słuchać, jak opowiadasz nasz podcast.
Piotr: [? niepewne: Bardzo ciekawe, że cię opowiadasz, ty również.] I teraz to właśnie za chwileczkę będę oddawał głos. No tak, tak.
0:48:16 Wsparcie podcastu
Ola: A w związku z tym, że za chwilkę zabiorę głos wreszcie na dłużej, to tutaj się zatrzymamy, żeby przypomnieć, że datki od naszych patronek i patronów pomagają nam utrzymać ten podcast w formie bezpłatnej i dostępnej, bez żadnych ograniczeń.
Piotr: Więc jeżeli cenicie to, jak opowiadamy o nauce, o jedzeniu, o tym, do czego prowadzi jedzenie, w ogóle o takich różnych rzeczach, to możecie rozważyć takie regularne wsparcie nas w serwisie Patronite albo jednorazowo na [? niepewne: bajkofitu]. Bardzo dziękujemy, zwłaszcza za te na [? niepewne: bajkofitu] z jakimiś dedykacjami. Tu ostatnio dostały również nasze psy. Psy na razie śpią, nie będę patrzył w ich stronę.
Ola: Jeden pies już jest w kształcie kuli od tych smaczków.
Piotr: Idealny, takie jak kropla wody unosząca się w stanie nieważkości.
Ola: [? niepewne: Tak wygląda nasza fala.] Abi jest, jaka jest. A tu jeszcze chcę dodać, że to wsparcie to z naszej strony nie tylko taka fizyczna zapłata za pracę, którą wkładamy w przygotowywanie tych podcastów, ale też dowód na to, że doceniacie nasz wysiłek, doceniacie to, co robimy. Dziękujemy wam za każdą wpłatę, za każdą złotówkę.
Piotr: Bardzo dziękujemy za zaangażowanie wszelakie, to jest dla nas bardzo ważne. Komentarze, te wszystkie oceny to naprawdę jest ważne dla algorytmów, ale chyba najważniejsze jest dla naszej psychiki, bo to jest fajnie, bo my tu sobie gadamy do jakichś mikrofonów, a się okazuje, że wy słyszycie to, co gadamy. I to jest takim czasem dla nas miłym zaskoczeniem.
0:49:55 Od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do Artemis 2
Ola: Przejdźmy zatem do Artemis, czyli mamy rok 2026. Przygotowania do lotu Artemis odbywały się oczywiście we wcześniejszych latach.
Piotr: Spoiler: udało im się szczęśliwie wylądować, co wcale nie było oczywiste.
Ola: Tak, i tutaj już wiemy, jaką drogę przeszła NASA od tych pierwszych posiłków w przestrzeni kosmicznej po wyżywienie astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie, jak wiemy, nawet przez jakiś czas był dostępny ekspres do kawy.
Piotr: Oni tam nawet colę mieli przez chwilę, bo oni tam specjalnie projektowali puszkę rozgazowaną. Właśnie ja się zastanawiam, jak oni to robili. Podejrzewam, że jak sobie łykniesz dwa łyczki coca-coli, to…
Ola: Ale ekspres był, ponieważ włoska astronautka Samantha Cristoforetti powiedziała, że ona bez espresso nie da rady.
Piotr: Porządnego, nie takiej rozpuszczałki, jak to wcześniej mieli.
Ola: Rozpuszczałki, czy oni mieli po prostu w torebkach?
Piotr: Oni mieli rozpuszczałkę, znaczy przynajmniej z Apollo. Mieli taką klasyczną, wiesz, no taką, jak pójdziesz do Biedry i pisze, no, pycha.
Ola: No tak, no i mieli przez kilka lat na orbicie ten ekspres. On wrócił na Ziemię. Nie wiem, czy jest jakikolwiek następny tego typu sprzęt tam na orbicie dostępny.
W każdym razie, jak już wiemy, jest naprawdę kolosalna różnica pomiędzy tym, co można dowieźć na Międzynarodową Stację Kosmiczną, a tym, co się zabiera ze sobą dalej, czyli w okolice Księżyca. No i tutaj wchodzi w grę brutalna fizyka lotu w kosmos, czyli każdy gram masy się liczy, każdy wat energii zużytej na pchnięcie tej masy w stronę Księżyca i potem w stronę Ziemi się również liczy. Liczy się również to, że mają tam ekstremalnie mało miejsca, w związku z czym nie ma gdzie za bardzo pakować tych rozległych posiłków. Na przykład, gdyby sobie chcieli wziąć garnek bigosu. Popcorn. Albo popcorn. To byłby problem.
Piotr: Przed napuchaniem to jeszcze da radę.
Ola: No tak, a potem sobie pogryzaj taką.
Piotr: To wszystko się kruszy i wszystko to wdychasz.
Ola: No i tutaj dochodzą do tego jeszcze takie parametry, jak to, że trzeba jakoś to jedzenie w tym statku przygotować, a więc musi to być maksymalnie uproszczone. Chociażby po to, że w trakcie przelotu nie powinna ta załoga spędzać wiele czasu, główkując, jak tu przyrządzić następny posiłek, tylko to raczej powinny być takie czynności, które się odbywają szybko, żeby można było w spokoju zjeść i wrócić do kieratu, do roboty. Ale musi być smacznie. Ja tu jeszcze powiem, że takie skojarzenie mi się nasunęło z wyjazdem na kemping. To znaczy musi być wszystko sprawnie, łatwo przygotować. Natomiast ten posiłek jednak powinien smakować, tak że wszystko powinno być takie kompaktowe, zwarte, żeby można było sprytnie zabrać, sprytnie przygotować.
Piotr: Pozmywać sprawnie.
Ola: No tak, żeby coś pozmywało. W każdym razie do tego posiłki, o czym już Piotrek tutaj mówił, muszą być łatwe do zjedzenia w warunkach mikrograwitacji, czyli przede wszystkim nie mogą się kruszyć, bo te okruchy w stanie mikrograwitacji są wszędzie i to jest zdecydowanie niewskazane na pokładzie takiego statku. No i jak już też Piotrek wspominał, podczas tych lotów poza orbitę ziemską nie ma dostępnych lodówek, więc jedzenie musi być jakoś przygotowane do tego, żeby przetrwać cały ten lot. Cały, niecały, część lotu w stanie nienaruszonym, ale też musi być bezpieczne mikrobiologicznie, czyli musi zostać odpowiednio zdezynfekowane, co, jak już wiemy, następuje, to jest wciąż stosowane w formie liofilizacji, w formie pakowania gotowych posiłków, które są odpowiednio pasteryzowane i zapakowane próżniowo, żeby po prostu nie dostały się do nich mikroorganizmy. Są też posiłki napromieniowywane, żeby pozbyć się tych patogenów, które mogłyby zaszkodzić. Generalnie te wszystkie rodzaje posiłków funkcjonują w dalszym ciągu, tylko tutaj nauka o jedzeniu, o diecie kosmicznej poszła dużo dalej i w związku z tym ten proces tworzenia menu dla astronautów jest jeszcze bardziej zaawansowany, bo to wszystko zostało wykorzystane, czego się Amerykanie dowiedzieli podczas lotów w misji Apollo, no i później podczas pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
I wiadomo, że z tym jedzeniem jednak łączy się i celebracja, i to, że ono ma znaczenie emocjonalne, i to, że ono nie tylko musi mieć te odpowiednie parametry kaloryczne, ale też musi zaspokajać tę potrzebę nawodnienia astronautów, co jest również starannie wyliczone.
0:55:48 Menu załogi Artemis 2: 189 pozycji, ostre sosy i słodycze
Piotr: Ja tylko dodam, że dość szybko Rosjanie zdali sobie sprawę z tego aspektu społecznego jedzenia i chyba, o ile pamiętam, Rosjanie jako pierwsi zrobili jadalnie, to znaczy zaczęli robić takie miejsce, gdzie astronauci razem się, kosmonauci zbierali, taka mesa, przypinali się tam, żeby nie latać po okolicy, i rzeczywiście mieli magnetyczne sztućce, które można było położyć na stole, i rzeczywiście siadali i razem jedli.
Ola: No tak, jeszcze tutaj o kilku rzeczach powiem, co jest bardzo istotne. To znaczy na przykład stabilność chemiczna takiego jedzenia, to znaczy, że w momencie, kiedy ono leci w kosmos, znajduje się w warunkach mikrograwitacji, ono się nie zaczyna jakoś procesować w taki sposób, że na przykład jego struktura czy też jakieś frakcje mu się nie dzielą. To nie jest chemicznie oczywiste, otóż to, więc tutaj to są te rzeczy, które są konieczne do tego, żeby je uwzględnić. I oczywiście dla każdego z astronautów w zależności od jego masy ciała i płci trzeba tę dietę przygotować jednak inaczej, no bo inaczej będzie jadała Christina Koch, która jest jednak niższą osobą niż dowódca misji [? niepewne: RISE].
Zapomniałam. Uciekło nam, ale zaraz znajdę.
Piotrek znajdzie, a ja będę kontynuować moją opowieść. I dla każdej z tych osób ten jadłospis był komponowany indywidualnie i tu ogromna uwaga, zgodnie z tym, co oni sami preferują, to znaczy wzięto pod uwagę ich indywidualne preferencje, nie tylko smakowe, ale też na przykład ograniczenia związane chociażby z niejedzeniem mięsa czy niechęcią do zjadania różnych składników i bardzo dokładnie to wcześniej ustalono, przetestowano, a Piotrek ma nazwisko.
Piotr: [? niepewne: Gregory Weissman], dowódca misji, Victor Glover, pilot, specjalistka misji Christina Koch i specjalista misji, Kanadyjczyk, Jeremy Hansen.
Ola: A tak, i Jeremy Hansen, i Christina Koch nagrali taki filmik o tym, co się jada w kosmosie i w jaki sposób się jada. Bardzo polecam, będzie w opisie odcinka. I przez całe miesiące astronauci odwiedzali mesę, czyli taką stołówkę w ośrodku badań kosmicznych na Ziemi, i tam zjadali sobie poszczególne posiłki przygotowane, takie porcje już przygotowane do tego, żeby one były zdatne do zabrania ich w kosmos. Oczywiście to były próbki i oni wybierali, co z tego chcieliby mieć ze sobą podczas tej misji. Fajna robota. Praktycznie w przerwach między trenowaniem mieli te regularne posiłki, wówczas sobie wybierali z tego menu to, co akurat chcieli przetestować, i rzeczywiście mieli dokładny wgląd w to, czym potem będą dysponować podczas samej misji.
I tu to, co wspominałam na początku, chciałabym podkreślić: ostatecznie wyszło, że to menu dla tych czworga astronautów, którzy oblecieli Księżyc na 10 dni, zawierało aż 189 pozycji. Tak na tyle naliczono. I tu nie chodzi o liczbę dań, tylko o pozycje indywidualne, takie jednostkowe, można powiedzieć, wśród tych, co było najczęściej pojawiającymi się elementami. Tutaj tortille, było ich 58 na pokładzie, i wśród posiłków, ja sobie taką infografikę obejrzałam, opublikowaną przez NASA, i tam wśród najpopularniejszych tych opcji, które były wybierane przez astronautów, był kisz wegetariański, zapiekanka z brokułów i sera, sałatka mango, sałatka mango jest pikantna, przypominam. Opcja macaroni and cheese, tu Christina Koch powiedziała, że dietetycy jej przetłumaczyli, że Christina, nie możesz każdego dnia jadać macaroni and cheese, to jest trochę niezdrowe, musisz wybrać również inne opcje. Fasolka szparagowa, pikantna, o której już wspominałam, no i ta grillowana wołowina.
Piotr: To były te rzeczy najczęściej wybierane, ale mają też wśród najczęściej wybieranych kalafior, ja się zastanawiam, ten zapach kalafiora, ale właśnie ten zapach może przy tak opuchniętych nosach nie był aż tak uderzający, bo u nas jak gotujemy kalafior, to wchodzisz do domu i pachnie, nie mogę powiedzieć dzisiaj czym, ale gotowanym kalafiorem.
Ola: No tak, to wyraźnie pachnie. No i mieli do wyboru wśród tych 189 pozycji 10 rodzajów napojów, w tym kawa, zielona herbata, lemoniada, jakieś soki. To wszystko mogli sobie wybierać. Kakao było, owszem, i o pięciu różnych ostrych sosach już wspomniałam. Było masło orzechowe, był syrop klonowy, a jakże, no był przecież Kanadyjczyk na pokładzie, no i były różnorodne słodkości, czyli ten trochę pokarm dla duszy, bo to w ten sposób zostało potraktowane, i były na przykład jabłka pod kruszonką, pudingi, czekolada, ciastka. Nawet zrobiła NASA taki wykres tego, co najbardziej podnosiło na duchu astronautów, i okazało się, że czekolada i ciastka.
Piotr: Czekolada ma długą tradycję podnoszenia na duchu, ale zwróćcie uwagę, to jest też ten element tego, że, tak jak mówisz, aspekt psychologiczny, ale też aspekt tego, że oni nie powinni podżerać, tak, że tam jest dużo takich właśnie pierdółek z cyklu: och, to ja sobie zajrzę, może coś będzie, tak?
Ola: Tak, i jeśli chodzi o jedzenie, to tutaj furorę zdecydowaną internetową zrobił słoik Nutelli, który sobie dryfował w trakcie transmisji na żywo z oblotu wokół Księżyca.
Piotr: Jestem ciekaw, jak skoczyła sprzedaż Nutelli po tym, wiesz, tak szczerze. Podejrzewam, że będą jakieś raporty marketingowe.
Ola: Tak, ale NASA się stanowczo odcięła, że to nie była żadna reklama Nutelli i że generalnie żaden z producentów nie był tu potraktowany specjalnie.
Piotr: Co nie zmienia faktu, że przeleciała przed kamerą wielka Nutella.
Ola: No i tutaj oczywiście, oprócz głosów mówiących o tym, że to reklama, i tak dalej, pojawiły się skądinąd słuszne głosy, że jest to niezdrowe, że to sam tłuszcz i cukier, i w ogóle olej palmowy, który wiadomo, niekoniecznie etycznie uzyskiwany, w związku z czym jak można. No i tutaj wytłumaczenie jest takie, że ta Nutella była po prostu tym dodatkiem do posiłku, który został zaproponowany przez załogę właśnie w ramach tego, że Nutellę jadają na śniadania przy rodzinnym stole i po prostu poprosili o ten składnik. No i jeszcze jedna sprawa, to, co wspominaliśmy wielokrotnie, że nie może się nic kruszyć, nie może nic latać po takiej kabinie statku kosmicznego, to pojawia się pytanie, jak coś dosolić, jak coś dopieprzyć.
Piotr: To jest istotny problem.
Ola: Prawda? I co zrobić z solą, żeby ona na przykład nie znalazła się w twoim nosie za moment, bo jak sypniesz z solniczki, to już nie wiem, kto zatrzyma tę karuzelę soli. No otóż sól poleciała, przynajmniej na Artemis, nie wiem, jak we wcześniejszych misjach, podejrzewam, że tak samo może być na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, w formie po prostu rozpuszczonej w wodzie.
Piotr: Polewasz solą.
Ola: Zakraplasz sobie słoną wodą, mocno słoną wodą. Natomiast pieprz jest, nie rozpuszczony, po prostu zanurzony w oleju i sobie też zakraplasz pieprz, który też nie ma w związku z tym szans dryfować po kabinie i wpadać również do nosa i oczu. Bardzo to jest sensowne. No i tutaj oczywiście warto jeszcze wspomnieć, że jak najbardziej w użyciu była ta zasada, że astronauci mogli sobie wybierać z tego menu to, na co akurat mieli ochotę.
Piotr: Czyli to jest odejście od tego systemu rotacyjnego.
1:04:50 Jedzenie podczas startu i dieta niskoodpadowa
Ola: Jemy teraz wszyscy to, następnego dnia to. I to jedzenie było popakowane w takie dwu-, trzydniowe pakiety. Można było sobie rozpocząć taki pakiet i następnego dnia skończyć. W jednym pojemniku miałeś dwa albo trzy posiłki. Oni tam zresztą spożywają regularnie wspólnie trzy posiłki, czyli śniadanie, lunch i kolację. Z wyjątkiem tych momentów, kiedy następuje start, lądowanie i oczywiście różne manewry, kiedy nie można się rozpraszać.
No i teraz, co w takim razie zrobić z tymi chwilami, kiedy jest start, o który dosyć siedzisz i siedzisz i siedzisz.
Piotr: No i cóż. Mam tu historię, której nie mogę opowiedzieć.
Ola: Nie możesz. Niektóre posiłki, które wymagały na przykład, jak te liofilizowane, dodatku wody pitnej, po prostu były niedostępne podczas procedury startu. Dodajmy, że procedura startu to nie jest tylko to siedzenie, ale również później te zajęcia na orbicie, które wykluczają oderwanie się i poświęcenie przygotowywaniu posiłku. I wówczas załoga po prostu korzystała wyłącznie z tych produktów, które były gotowe do zjedzenia, z tych wetpacków. Dopiero kiedy już polecieli dalej w głęboką przestrzeń kosmiczną, cudzysłów, no to wtedy im się ten szerszy wachlarz opcji otwierał.
Piotr: Czyli na przykład otwierasz sobie okno, na kiju wystawiasz kiełbaskę i ona w promieniowaniu kosmicznym się smaży.
Ola: Tak, i taka frosty robi się skórka.
Piotr: [? niepewne: Wielko] powiem, że jednym z istotnych elementów w ogóle diety kosmicznej i w Apollo, i teraz jest to, że ona musi być niskoodpadowa, jak to się ładnie mówi. I to niestety muszę powiedzieć, ale nie mogę powiedzieć o tym, o czym mi nie pozwoliłaś dzisiaj mówić, bo jednak to, co nam wchodzi do początku układu pokarmowego, to trochę z tego wychodzi z drugiej strony.
Ola: Ale to wspominałeś już o tym, przynajmniej raz dzisiaj.
Piotr: Nie, ale mówię, że specjalnie się tak to komponuje wszystko, żeby rzeczywiście jak najmniej wychodziło z tej drugiej strony, no bo trzeba to dowieźć później na Ziemię. Również tak jest zaplanowane, że te posiłki na Ziemi jeszcze przed startem. Chodzi o to, żeby oni jak najpóźniej odczuwali parcie na jedynkę i na dwójkę. Boże, jak można mówić o jedzeniu, nie mówiąc o tym, że ono coś dalej robi. W związku z czym tak to jest też planowane, że nie dostają różnych rzeczy moczopędnych przed startem i dostają taką właśnie dietę, która jest mało odpadowa.
Ola: I też pewnie mało wzdęciogenna.
Piotr: Chodzi o to, żeby przez tych kilka co najmniej godzin, bo oni, przypominam, też siedzą tam jak te dzbany w tej kapsule i czekają nie wiadomo ile. Kurde, strasznie mam ochotę opowiedzieć o tym [? niepewne: szepardzie], ale nie.
Ola: Nie, teraz nie opowiesz, innym razem. Zostaw to sobie na inną opowieść, już nie możesz się tak wypaplać ze wszystkiego.
Piotr: Nie, no nie mogę. Jak chcecie, żebym opowiedział o [? niepewne: szepardzie], to dajcie znać w komentarzach.
1:08:20 Pierogi kosmiczne i misja Ignis
Ola: A zapytacie pewnie, a gdzie w tym wszystkim pierogi kosmiczne. No to pierogi kosmiczne też były specjalnie przygotowane, dlatego że właśnie proces liofilizacji to nie jest taka rzecz, która się nadaje do każdego typu pokarmu. Okazuje się, że podczas tego procesu pieróg w dużej mierze ulega dezintegracji, wybucha, psuje się. Chodzi o to, żeby móc spokojnie taki pieróg najpierw wysuszyć, zliofilizować, a następnie napełnić wodą i doprowadzić te pierogi do możliwości spożycia ich. No to tam w międzyczasie działy się rzeczy różne i w związku z tym te pierogi, które do misji Sławosza zostały przygotowane, były specjalnie dziurawione, ręcznie dziurawione po to, żeby właśnie nie wybuchały, nie zdarzały się te rzeczy, które nie powinny się zdarzać. A to jeszcze wam powiem tutaj na deser pierogowy, że jak mówi się Sławoszowi, nie będziemy tym razem pytali cię o pierogi, to on trochę wywraca oczami. W związku z czym, jak spotkacie Sławosza, nie pytajcie go o pierogi, bo on naprawdę ma już tych pierogów dość, mimo że…
Piotr: To była misja naukowa, a nie misja pierogowa jednak.
Ola: Mimo że to był bardzo zabawny, swojski klimat i bardzo viralowy element. Natomiast ile można?
Piotr: Natomiast tak, to już trochę off topic, ale powiem, że rzeczywiście my po tym, jak zdobyliśmy informacje teraz już konkretne i kontakt z tymi zespołami, które przygotowywały te eksperymenty w ramach misji Ignis, tam jest naprawdę…
Ola: Misja Ignis, czyli to była ta misja, która odbywała się w ramach lotu Sławosza po orbicie okołoziemskiej.
Piotr: Że te eksperymenty są bardzo ciekawe i my w ten czy w inny sposób, albo tu, albo pewnie też w naszej audycji w TOK FM będziemy starali się ten temat pociągnąć, bo tam naprawdę część z tych eksperymentów jest absolutnie fascynujących, a część po prostu bardzo ciekawych.
1:10:44 Zakończenie i słowo na dziś
Ola: Otóż to, a już nasze psy się podniosły, w związku z czym wychodzi na to, że już musimy kończyć niedługo, ale przypominamy jeszcze, że jeżeli cenicie nasze podcasty, to może rozważycie dołączenie do grona naszych patronek i patronów. [? niepewne: Jak wy co, to cenimy] niezwykle takie wsparcie.
Piotr: Psy też bardzo je cenią. Oczywiście też pamiętajcie, że możecie nas słuchać w tych audycjach, które robimy we współpracy z Polskim Radiem, czyli w Laboratorium Zbrodni i oczywiście w Sekcji Teorii Spiskowych.
Ola: No i warto pamiętać, że teorie spiskowe są nie tylko do słuchania, ale też do oglądania, bo to jest nasz podcast wideo, więc jeżeli chcecie nas zobaczyć, to zapraszamy na YouTube, ale poza tym Spotify, strona Polskiego Radia i wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów. I zostało nam jeszcze słowo na dziś.
Piotr: Ja tutaj takie zaproponowałem. Może być takie? Dobrze. Słowem na dziś są okruszki. No to dzięki.
Ola: Cześć.
Piotr: Cześć.
Ola: Abi kończy nasz odcinek. Dziękujemy Abi za twój udział. Ona się naprawdę cieszy, mimo że brzmi jakby ktoś jej krzywdę robił.
Piotr: Cieszy się, bo wie, że zaraz dostanie smaczki przez was ufundowane. Pa.
Ola: Pa.
Źródła
* https://www.youtube.com/watch?v=Ii4fa4M74fU
* https://www.nasa.gov/missions/artemis/artemis-2/artemis-ii-whats-on-the-menu/
* https://www.space.com/space-exploration/artemis/moon-menu-heres-what-the-artemis-2-astronauts-will-eat-during-their-historic-mission-video
* https://www.salon.com/2026/04/10/heres-what-the-artemis-ii-crew-is-eating-aboard-the-orion-spacecraft/
* https://rarehistoricalphotos.com/apollo-8-christmas-dinner/
* https://swampland.time.com/2013/07/20/the-secret-communion-on-the-moon-the-44-year-anniversary/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Apollo/Skylab_spacesuit
* https://airandspace.si.edu/explore/stories/apollo-astronaut-life
* https://ntrs.nasa.gov/api/citations/19760005602/downloads/19760005602.pdf
* https://en.wikipedia.org/wiki/Space_food
* https://www.nasa.gov/wp-content/uploads/2015/05/167750main_fs_spacefood508c.pdf
Źródła
Fot. NASA
- Nutella moment
- nasa.gov/missions/artemis/artemis-2/artemis-ii-whats-o…
- space.com/space-exploration/artemis/moon-menu-heres-wha…
- salon.com/2026/04/10/heres-what-the-artemis-ii-crew-is-…
- rarehistoricalphotos.com/apollo-8-christmas-dinner/
- swampland.time.com/2013/07/20/the-secret-communion-on-the-moon-t…
- en.wikipedia.org/wiki/Apollo/Skylab_spacesuit
- airandspace.si.edu/explore/stories/apollo-astronaut-life
- ntrs.nasa.gov/api/citations/19760005602/downloads/197600056…
- en.wikipedia.org/wiki/Space_food
- nasa.gov/wp-content/uploads/2015/05/167750main_fs_spac…
