Podcast Crazy Nauka · odc. 153
Powódź melasowa w Bostonie. Co tam się, u licha, stało?
Posłuchaj też na:
15 stycznia 1919 roku przez ulice Bostonu popłynęła fala melasy, która zrównała z ziemią kawał dzielnicy portowej i zabiła ponad 20 osób. Tylko w jaki sposób gęsty syrop mógł rozpędzić się do 55 km/h? I dlaczego pływanie w melasie jest fizycznie niemożliwe? Krok po kroku pokazujemy, dlaczego melasa okazała się bardziej śmiercionośna niż podobnych rozmiarów tsunami.
* 26-02-2026 Ponieważ w oryginalnej wersji pojawił się błąd przy tym, jak mówiliśmy o cieczach ni-enewtonowskich, zmieniliśmy w 6 miejscach małe fragmenty i wgraliśmy nowy plik *
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Jak to możliwe, że substancja tak nieszkodliwa jak melasa w krótkim czasie zabiła ponad 20 osób?
Piotr: Dlaczego pływanie w melasie jest niewykonalne?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.
Piotr: Witamy w podcaście Crazy Nauka i tym razem na samym początku bardzo Wam dziękujemy, że jesteście, że oceniacie, że towarzyszycie nam, że piszecie wspaniałe, przemiłe komentarze. I czasami nie takie przemiłe, ale rzeczowe. Bardzo nam to wszystko pomaga, więc prosimy o więcej ocen i całe mnóstwo komentarzy i w ogóle jest to super miłe.
Ola: I polecamy Wam też do słuchania, a również do oglądania, dwa nasze kolejne podcasty. Tym razem dwa cykle, które tworzymy we współpracy z Polskim Radiem, a jeden z nich to Laboratorium Zbrodni, nasz własny true crime z nutką naukową. W tym najnowszym opowiadamy o dramatycznym pożarze, w którym tylko na pierwszy rzut oka wszystko było bardzo jasne i bardzo zrozumiałe, a potem, jak się przyjrzano temu bliżej, no to już takie nie było.
Piotr: Z kolei w Sekcji Teorii Spiskowych nieśmiertelny temat, czyli sprawdzamy, jak to jest z dodawaniem do wody związków fluoru. Czy raczej szkodzą, czy raczej pomagają?
Ola: A dziś opowiemy Wam historię, która się wydarzyła ponad 100 lat temu w Bostonie.
Piotr: 107, dobrze liczę? Prawie równiutko.
Ola: Prawie równo, tak. I to wydarzenie w różnych miejscach, w zapiskach głównie amerykańskich, nosi tytuł Wielka Powódź Melasy.
Piotr: Tak, jest to powrót do naszego cyklu katastroficznego, [? niepewne: nie mówić z katastrofalnym]. Ostatnio nam się trochę katastroficznych rzeczy zaczęło pojawiać. To jest dziwna opowieść.
Ola: Dziwna ze względu na naturę fizyczną melasy, która okazała się być niezwykle zaskakująca również dla naukowców i przez długi czas nie mogli dojść do ładu z tym, co się wydarzyło i dlaczego te wydarzenia były tak dramatyczne, jakie były. Ale zanim ruszymy, to koniecznie musimy Wam przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Piotr: I tych nieliczących się również.
0:02:40 Boston, 15 stycznia 1919
Ola: Tak więc przenosimy się do Bostonu, rok 1919, 15 stycznia. Ja tak sobie sprawdziłam, na jakiej szerokości geograficznej jest Boston. Otóż Boston jest dokładnie na tej samej szerokości co Rzym.
Piotr: Ale wiesz, że to już ma się nijak, bo oni nie mają Golfsztromu, cieniasy.
Ola: Znaczy mają, ale inaczej, w każdym razie zupełnie inny klimat. Zimy w Bostonie bywają naprawdę mroźne. I rzeczywiście taki był też styczeń tego 1919 roku.
Ale akurat tego dnia, o którym mówimy, 15 stycznia, zrobiło się nagle ciepło jak na tę porę roku. I około godziny 12.30, czyli lekko po południu, policjant Frank McManus zdawał relację do swojego komisariatu. Taki codzienny raport po tym, jak odbył patrol w dzielnicy portowej North End. Robił to przez telefon służbowy. Dawniej znajdowały się one w różnych takich ciekawych skrzynkach przy ulicach.
I dostęp do tych telefonów mieli różni funkcjonariusze, którzy mieli klucze do takiej skrzynki. Takie telefony przez długie lata służyły do celów dla służb rozmaitych.
Piotr: Później różne krótkofalówki zaczęły działać. No i wiadomo, telefony komórkowe, ale w dawnych czasach nie istniały jeszcze fale radiowe i trzeba było, no dobra.
Ola: No i dokładnie kiedy zaczął zdawać tę relację, nagle rozległo się w okolicy takie głuche, głębokie dudnienie. Jednocześnie nastąpił trzask, który niektórzy później opisywali jako podobny do grzmotu pioruna. I seria dźwięków bardzo mylących, bardzo dezorientujących, ponieważ przypominała ona serię z karabinu maszynowego.
Dodajmy, że było świeżo po pierwszej wojnie światowej, więc te skojarzenia były bardzo silne. I cała ta eksplozja mocno się ludziom skojarzyła z tym, co się całkiem niedawno działo.
Piotr: I chwilę później ten policjant zobaczył, jak z ogromnego metalowego zbiornika, jeszcze o nim dużo powiemy, który stał w bostońskim porcie, wylewa się prawdziwa rzeka takiego płynu, raczej takiej mazi ciemnobursztynowego koloru. McManus zdążył krzyknąć do telefonu: wyślijcie natychmiast wszystkie dostępne pojazdy ratunkowe i personel. Ulicą Commercial nadciąga fala melasy. Ja wiem, że to nie brzmi groźnie, ale zaraz powiemy, dlaczego sprawa była znacznie poważniejsza, niż w pierwszej chwili się kojarzy. O melasie też będzie trochę.
Ola: No tak. Czym jest w ogóle melasa? Melasa to taki ciemnobrązowy, gęsty syrop.
Jest słodka, jest odpadem z produkcji cukru, z trzciny cukrowej. Akurat ta, o której mówimy, jest odpadem z produkcji cukru trzcinowego. Są jeszcze inne melasy, buraczana.
No i ten gęsty syrop ma zawartość sacharozy poniżej 40%, co oznacza, że już nie opłaca się dalej odzyskiwać tej sacharozy. Z tego surowca w związku z tym pozostaje taki syrop i on może służyć do różnych celów, o których powiemy za chwilę. No i tą substancją napełniony był wielki, naprawdę wielki, 15-metrowej wysokości zbiornik, który ewidentnie został rozerwany.
I fala, która się z niego wydobyła, fala melasy, miała od 4,5 do nawet 12 metrów wysokości w tej pierwszej gwałtownej fazie. No i osiągnęła około 50 metrów szerokości, jak się rozlewała. Pędziła przez ulicę z oszałamiającą prędkością, około 55 km na godzinę.
Jeżeli wiecie, jaka jest melasa, jaką ma konsystencję, to brzmi to w sposób zupełnie niespodziewany, niewiarygodny. Człowiek wręcz zaczyna się zastanawiać, czy to w ogóle jest możliwe w przypadku tak gęstego syropu.
Piotr: Tak, nad właściwościami melasy się tu jeszcze pochylimy. Tu chciałem zwrócić uwagę na to, że rzeczywiście skoro ten zbiornik miał 15 metrów, fala na początku 12 metrów, to znaczy, że to nie jest tak, że ten zbiornik się po prostu rozszczelnił i dołem się wylało. On po prostu wziął i pękł nagle, stąd taka wysokość tej fali.
I też to właśnie spowodowało, że szczególnie te budynki, które były w pobliżu, uległy zniszczeniu. I tu była remiza strażacka, ona stała za tym zbiornikiem. Jest taki plan, będzie oczywiście jak zwykle link w opisie odcinka.
Tam jest cały plan sytuacyjny, gdzie co było i tak dalej. Właśnie z tej remizy mieli wyruszyć strażacy na ratunek, natomiast ta remiza została po prostu zmieciona zupełnie. Ta fala pędziła, a ponad 50 km na godzinę to jest naprawdę bardzo szybko, [? niepewne: nie sposób, że czymś takim uciąć].
Ta fala porywała ludzi, porywała konie, wozy, samochody. Rozlała się w różnych kierunkach, więc część ofiar została wrzucona do wody, do portu w Bostonie, bo to dosłownie było nad samym nabrzeżem. Jednocześnie ten gęsty płyn porywał ze sobą rozmaite rzeczy, na które trafił.
Więc zagrożeniem dodatkowym było nie tylko to, że on płynął i zabierał ze sobą ludzi, ale też to, że niósł rozmaite duże i ciężkie obiekty, które mogły zranić, zmiażdżyć, uszkodzić ciało, ale też zburzyć jakieś kolejne elementy.
Ola: No właśnie i wśród tych gruzów znalazły się też bardzo duże fragmenty rozerwanego zbiornika, właśnie tego, w którym była ta melasa wcześniej. I te fragmenty razem z tą pierwszą falą melasy uderzyły w konstrukcję kolei nadziemnej, takiej, która jest ustawiona na słupach. I dodajmy, że ta kolej przebiegała tuż obok tego zbiornika, to nie był zresztą przypadek, bo to wszystko było tak zorganizowane, żeby transport był blisko, ale o tym też powiemy za chwilę.
No i kiedy te stalowe elementy zbiornika uderzyły w te konstrukcje, wygięły się stalowe belki, te dźwigary zostały połamane i wskutek tego pociąg, który akurat tamtędy jechał, zaczął się wykolejać. I tylko dzięki temu, że konduktor tego pociągu zachował zimną krew i zdołał zatrzymać cały skład, ten pociąg nie spadł i nie dołożył się jeszcze bardziej do rozmiarów tej katastrofy.
Piotr: Tak, pociąg zatrzymał się w odległości około trzech wagonów od tej wyrwy, więc naprawdę niewiele. Zresztą, jeżeli kogoś interesuje, jak to wyglądało, to również są zdjęcia pokazujące ten powyginany wiadukt. Rzeczywiście on wygląda, jakby przejechało się po nim coś znacznie poważniejszego niż zwykła melasa. No właśnie, zwykła, niezwykła. Ta powódź melasowa trwała około 5 minut, ale to wcale nie znaczy, że to był koniec problemu.
Bo kiedy ta rzeka się zatrzymała, zaczął się ciąg dalszy tego dramatu, dlatego że ta intensywnie pachnąca, super lepka maź bardzo szybko twardniała. Ona po prostu stygła w kontakcie z tym zimowym powietrzem. To i tak był cieplejszy dzień, ale tam było chyba około 4 stopni.
Ola: Tak, dokładnie 4 do 5 stopni.
Piotr: Dokładnie. I to z kolei sprawiło, że ona gwałtownie zaczęła gęstnieć, to znaczy to, co przed chwilą płynęło, zamieniało się w coś tak gęstego, że nie sposób było tego jakkolwiek ruszyć.
0:11:51 Dlaczego melasa płynęła jak woda: ciecz nieniutonowska i liczba Reynoldsa
Ola: I tutaj naukowcy, którzy przyglądali się wiele lat później całej tej historii, doszli do wniosku, że ta powódź okazała się znacznie bardziej śmiercionośna niż, uwaga, zwykłe wodne tsunami. Zwykłe wodne tsunami, brzmi to dosyć lekceważąco, tym niemniej ta melasa była znacznie bardziej niebezpieczna.
Piotr: Miała mniejszy zasięg na pewno niż woda.
Ola: Natomiast to, co się wydarzyło w bezpośrednim sąsiedztwie zbiornika, miało naprawdę duży kaliber. I tutaj problemy od strony fizycznej, naukowej opisuje artykuł z Scientific American z roku 2013. W artykule tym przede wszystkim autorzy wyjaśniają, że melasa ma tę charakterystyczną właściwość, że jest cieczą nieniutonowską.
Jak zapewne wiecie, istnieją takie dziwne stwory, chociażby keczup jest taką cieczą nieniutonowską, bo jak jest w butelce, to jest w miarę gęsty. Natomiast wystarczy nim gwałtownie potrząsnąć, na przykład kiedy trzymamy butelkę szyjką do dołu i naciśniemy, to ta ciecz wystrzeliwuje stamtąd z dużą prędkością. I to nie jest już taki leniwy, gęsty keczup, tylko ciecz, która zaraz potem wraca do normalnego stanu keczupowego.
Piotr: Większość keczupów, przynajmniej u nas, nie wszystkie, ale większość jest w plastikowych butelkach, które się ściska, to jest wygodniejsze. Natomiast jak kojarzycie klasyczne reklamy keczupu, Heinza chociażby, to tam ten keczup jest w szklanej butelce. Co wydaje się dziwaczne, bo jak ze szklanej butelki wycisnąć keczup?
No i klasyka reklam i stosowania tego to jest odwrócenie tej butelki i walenie w nią pięścią czy ręką. I wtedy ten keczup się wychlapuje i to jest ciekawe, dlatego że właśnie to jest element tej nieniutonowskości. Ten rodzaj cieczy nieniutonowskiej działa w ten sposób, że kiedy przyłożymy siłę, lepkość staje się mniejsza.
Czyli kiedy pierdykniemy w taką butelkę, to na moment ta fala uderzeniowa, która wtedy przechodzi przez keczup, powoduje, że on się staje mniej lepki i z tej butelki się wylewa. Za chwilę, jak ta fala…
Ola: Przestaniemy trząść czy walić?
Piotr: Dokładnie, to on znowu staje się mniej lepki. To nie jest tak, że raz walniemy i wyleje się cały keczup, tylko jeżeli chcemy go powytrząsać, to trzeba kilka razy pouderzać.
Ola: Oczywiście jest drugi rodzaj cieczy nieniutonowskiej, czyli taka ciecz, która staje się bardziej lepka pod wpływem siły.
Piotr: Jak ktoś nie robił, to niech koniecznie zrobi. Ten ze skrobią ziemniaczaną, czyli po prostu bierzemy skrobię ziemniaczaną, rozmieszamy ją z wodą do konsystencji ciapy. Jak nie widzieliście tego, to zobaczcie na YouTubie, a jak nie robiliście tego, to zróbcie koniecznie.
Ola: Wystarczy potem gwałtownie dotknąć coś takiego palcem albo po prostu płaską dłonią.
Piotr: Ja bym polecał podziubać to widelcem, to zobaczcie, co się stanie. To jest jedna z bardziej nieintuicyjnych i dziwacznych rzeczy, jakie się dzieją, dlatego że akurat ten rodzaj cieczy nieniutonowskiej pod wpływem przyłożonej siły staje się bardziej lepki w tym miejscu.
Ola: Ale wracając do tej melasy, czyli tej keczupowej wersji. Otóż w momencie, kiedy zbiornik pękł, potężna siła rozprężenia sprawiła, że ta substancja, ta melasa, gwałtownie się rozrzedziła. Stała się po prostu mniej lepka, co pozwoliło jej tak szybko wypływać.
To był odpowiednik tego walenia ręką w butelkę keczupu. Fala uderzeniowa i dzięki temu ta melasa mogła pomknąć z prędkością tych 55 km na godzinę i zburzyć po drodze budynki, i zatopić iluś ludzi i zwierząt. Tak naprawdę zachowanie tej cieczy w tym momencie można porównać bardziej do wody, bo ta melasa przypominała w tym momencie wodę bardziej niż syrop.
A później, jak tężała, to najpierw zamieniała się w gęsty syrop, a później jeszcze wręcz w ciało stałe przy takiej temperaturze.
Piotr: No tak dokładnie, bo kiedy te siły przestały na nią działać, zarówno ta siła powstająca w wyniku pęknięcia zbiornika, jak i później siła wynikająca z tego, że ona się po prostu rozlewała, to zaczęła powracać do tego swojego statycznego stanu, który przypomina gęsty syrop. No i to spowodowało, że te wszystkie ofiary, które się znalazły w tej melasie, po prostu w niej uwięzły. I to nie są domysły, dlatego że przeprowadzono takie badania.
To jest 2016 rok, Uniwersytet Harvarda. Tam się zebrał zespół, który sprawdził, jak to działa.
Ola: No tak, oni wykonali szereg eksperymentów i rzeczywiście potwierdzili, że melasa przy takim gwałtownym rozprężeniu zachowuje się właśnie jak woda. Prawie jak woda. Ale też określili, jak mógłby wyglądać scenariusz alternatywny.
Piotr: Tak, gdyby to było w innej porze roku, to byśmy doszli do takiego etapu, że po tym, kiedy przestały na nią działać te siły, ona by się zagęściła. Ja powiem tak, melasa w postaci takiej sobie przeciętnej w temperaturze pokojowej to jest konsystencja rzadkiego miodu. Chodzi mi o płynny miód, ale trochę rzadszy niż płynny miód.
Jakbyśmy ją podgrzali, to ona się wtedy… Miód to się tak leje trochę niechętnie, więc to jest rzadki płynny miód. Natomiast dołączyła się do tego temperatura, kiedy melasa zetknęła się z wychłodzonym gruntem, z ziemią.
Ola: I z powietrzem o temperaturze 4 stopni Celsjusza.
Piotr: Zgęstniała znacznie bardziej i myśmy sobie tutaj robili eksperyment, mogę teraz o tym powiedzieć?
Ola: Możesz powiedzieć, absolutnie.
Piotr: To była melasa trzcinowa. My mamy, tak się złożyło, o czym Ola sobie przypomniała, melasę trzcinową pochodzącą z Madery. Madera zresztą ma bardzo długą tradycję używania melasy trzcinowej do różnych spożywczych rzeczy.
Ola: Oni w ogóle uprawiają trzcinę.
Piotr: Jeżeli ktoś nas słucha z Madery, to niech da znać. Bardzo proszę, pozdrawiamy. Pozdrawiamy Agatę w szczególności. Będzie nam bardzo miło w komentarzu, albo można napisać na podcast@crazynauka.pl. W każdym razie, co myśmy sobie tutaj w domu zrobili? Wzięliśmy sobie tę melasę, nalaliśmy na łyżeczkę.
Ona ma taką gęstość rzadkomiodową. Wziąłem troszeczkę, łyżeczkę tej melasy do metalowej miseczki, wstawiłem na kilkanaście minut do zamrażalnika. Czyli ona nie zdążyła się schłodzić do temperatury zamrażalnikowej, czyli tam minus 20, tylko pewnie osiągnęła jakieś minus 10.
I to bardzo ciekawe, dlatego że stała się niemalże krucha. To znaczy nie całkiem krucha, ale taka, że w momencie, kiedy się w nią wsadziło łyżeczkę i się nią ruszyło, to ona trochę pękała. Natomiast po ogrzaniu, czyli wsadzeniu sobie do dzioba tego, co nabrałem na tę łyżeczkę, dosłownie w ciągu sekundy, dwóch sekund zmieniała się w postać niemal zupełnie płynną.
Bardzo szybko ta zmiana następowała po ogrzaniu. Natomiast rzeczywiście w postaci takiej zmrożonej, bardzo ochłodzonej, była ekstremalnie twarda w porównaniu z tym, jaka była wcześniej.
Ola: Wychodzi na to, że ta melasa ma jakieś nadzwyczajne właściwości fizyczne. Ale to nie wszystko, bo w tym samym artykule ze Scientific American, na który ja się tutaj powołuję, autor opowiada również o liczbie Reynoldsa. A liczba Reynoldsa to jest taki wskaźnik, który pozwala przewidzieć, jak łatwo dany obiekt lub organizm, na przykład człowiek, będzie się poruszał w danym płynie. I właściwości są takie, że im wyższa jest ta liczba Reynoldsa, tym łatwiej się poruszać w danym ośrodku. No i dla dorosłego człowieka ta liczba w wodzie wynosi około miliona.
Piotr: Czyli wysoko, czyli stosunkowo łatwo.
Ola: I tu można swobodnie sobie pływać. Natomiast w melasie, która jest tysiące razy bardziej lepka niż woda, ta liczba spada do około 130. Innymi słowy, pływanie w melasie jest trudne, jeśli nie powiedzieć niemożliwe.
Piotr: No tak, po prostu wszelkie takie ruchy, które wykonujemy celem… Wiem, że postanowiłaś się włączyć w podcast, ale warczenie w tym momencie to nie jest najlepszy pomysł.
Ola: Dziękujemy za twój udział, dziękujemy za [? niepewne: strążowanie].
Piotr: Połóż się dalej na krześle i słuchaj o melasie. No dobrze, problem polega na tym, że jeżeli się w czymś tak gęstym próbuje, nawet nie mówię już pływać, ale w ogóle wykonywać jakieś ruchy, to praktycznie każdy ruch, który ma nas kierować do przodu, typu odepchnięcie się nogami czy coś takiego, powoduje, że natychmiast jesteśmy cofani. To znaczy, jeżeli tylko z kolei ruszymy nogą w drugą stronę, to nas z powrotem zasysa.
Ta lepkość jest na tyle duża, że możemy się ruszać, natomiast nie jesteśmy w stanie w sposób efektywny się poruszyć, przemieścić. To spowodowało, że wszyscy, którzy się znaleźli, wszyscy ludzie, wszystkie zwierzęta, które się w tym znalazły, były całkowicie uwięzione. Co gorsza, ponieważ ona nie była tak całkiem sztywna, w związku z czym grawitacyjnie się w tym zapadali.
Jeżeli się ruszali, to coraz bardziej nie byli się w stanie wydobywać z tego, bo nie mieli jakiegoś punktu oparcia, tylko generalnie coraz bardziej się w tym zapadali. Jest to dość upiorna wizja utopienia się w czymś takim, w takiej twardniejącej substancji. To oczywiście dotknęło nie tylko ludzi.
Tu też straszny los spotkał konie, tam w pobliżu znajdowała się stajnia. Też konie na ulicach zostały uwięzione w tej mazi. Część zginęła na miejscu, utopiła się, udusiła się.
Natomiast część tych zwierząt musiała zostać później zastrzelona przez policję, dlatego że po prostu nie dało się ich w żaden sposób z tej gęstej masy wyciągnąć.
0:23:44 Akcja ratunkowa, ofiary i sprzątanie
Ola: I tutaj, jeśli chodzi o akcję ratunkową, to położenie miejsca katastrofy było o tyle, jeżeli można mówić o szczęściu, szczęśliwe, że w pobliżu w porcie cumował statek szkolny USS Nantucket i na jego pokładzie znajdowało się 116 marynarzy kadetów ze szkoły morskiej. I oni od razu wyruszyli na pomoc poszkodowanym wskutek tej katastrofy i nie tylko ratowali, ale też pod bardzo przytomnym dowództwem kapitana tego statku stworzyli kordon, dzięki któremu nie dopuszczali świadków bliżej tej melasy, żeby kolejne osoby się nie zapadały, i stworzyli odizolowaną strefę, do której mieli dostęp tylko ratownicy i tylko te służby, które rzeczywiście były potrzebne.
Strażacy, policja, wojsko, no i oczywiście lekarze. Tam na miejscu, dosłownie w jednej z ulic tej dzielnicy, w której się to wydarzyło, został zaimprowizowany prowizoryczny szpital i tam udzielano ofiarom pierwszej pomocy, ale nie tylko, co ważne, ci ludzie byli myci, od razu ogrzewani i karmieni, bo po pobycie w takiej cieczy ludzie byli po prostu wychłodzeni, potem trzeba było ich dużą ilością wody domywać, żeby byli w stanie się poruszać chociażby.
Piotr: No tak, bo melasa jest gęsta, ekstremalnie lepka. To, że w dodatku z czasem, bo katastrofa nastąpiła koło 12.30 w południe, więc po kilku godzinach zaczął wracać mróz, ta melasa jeszcze bardziej gęstniała, co nie sprawiało, że przestawała być lepka, więc cała akcja ratunkowa trwała przez wiele godzin, bo do tych ludzi trudno było dotrzeć. Z czasem to już było bardziej wydobywanie ciał i to potrwało kilka dni.
Finalnie można powiedzieć, że akcja poszukiwawcza, bo już nie ratownicza, zakończyła się po czterech miesiącach, dlatego że ciało ostatniej ofiary znaleziono dopiero 12 maja 2019 roku, czyli 4 miesiące po tej katastrofie. W sumie zginęło 21 osób, 150 zostało rannych. Wiadomo, że śmierć poniosło kilkanaście koni, kilkadziesiąt psów, kotów, po prostu zwierząt, które tam żyły na tych ulicach i pracowały.
W przeliczeniu na dzisiejsze dolary wartość strat szacuje się na około 100 milionów dolarów, więc jak na w sumie dość lokalne wydarzenie, można powiedzieć, bo to nie był bardzo duży obszar objęty tą powodzią melasową, to są bardzo wysokie straty.
Ola: No i sprzątanie tej dzielnicy to była w ogóle oddzielna historia, bo trwało tygodniami, ale to nie tylko dzielnica była dotknięta tą melasą, dlatego że ta substancja, jak już wiecie doskonale, była lepka, w związku z czym kleiła się do wszystkiego i wszyscy ludzie, którzy się znaleźli w jej zasięgu, zostali nią ubrudzeni i ona była roznoszona na butach, na ubraniach. Ludzie brudzili chodniki, środki komunikacji i to wszystko sprawiło, że oczyszczenie Bostonu z melasy pochłonęło, a tu wśród liczb znalazłam taką ładną liczbę, 80 tysięcy roboczogodzin.
Piotr: Ja sobie teraz pomyślałem o takim momencie, kiedy coś robisz w kuchni i coś ci lepkiego kapie na podłogę, i później w to wdeptujesz i zaczynają ci się kleić buty czy kapcie, co masz na nogach, i zaczynasz to roznosić po domu, i już nawet bez roznoszenia jest to ekstremalnie irytujące. To teraz wyobraźmy sobie, że wszystko jest totalnie zasyfione lepiącą się, śmierdzącą melasą. Melasa pachnie bardzo ładnie, lubię ten zapach, natomiast podejrzewałem, że gdybym miał go w takim natężeniu, to już bym go nie lubił.
Ola: Co więcej, ten zapach się wymieszał pewnie z wonią stęchlizny, która po tej powodzi też zapewne tam się unosiła.
Piotr: No tak, myślę, że to było dość mocne, zresztą niełatwo ją umyć.
Ola: Niełatwo umyć i zmywano tę melasę, pompując z portu wodę morską, słoną wodę i spryskując tą wodą wszystko, co było melasą pobrudzone, dodatkowo doczyszczano za pomocą piasku, który melasę wiązał. Także to sprzątanie też było dosyć brudne i potem jeszcze trzeba było doczyszczać po czyszczeniu.
Piotr: Tu jeszcze się odwołam znowu do tego, że jak mamy czymś zalepione łapy, to trzeba chwilę je pod wodą trzymać, zanim uda się rozpuścić ten cukier i zmyć. No więc tu mieliśmy grubą warstwę bardzo gęstej melasy, której zmycie naprawdę trudno sobie wyobrazić.
Ola: Dlatego tym piachem szorowano.
Piotr: Tak, ale ten piach też [? niepewne: chłaniał], nie gąbka.
Ola: I też trzeba było go gdzieś wyrzucić.
Piotr: Dokładnie. Efekt był taki, że do lata 19 roku woda w bostońskim porcie pozostawała brązowa. No i ten zapach melasy, o którym wspomniałem, mówi się, że jeszcze przez wiele lat w North End, czyli w tej dzielnicy, w której to się wydarzyło, śmierdziało melasą.
W każdy ciepły, gorący dzień ten zapach melasy był wszechobecny. I też mówiono o tym, że ludzie, którzy tam mieszkali, woniali tą melasą. To wszystko było przesiąknięte tym zapachem.
On jest naprawdę miły w ilościach zjedzonej łyżeczki melasy. Można sobie wyobrazić, jakie to musi być upiorne, kiedy ten zapach towarzyszy ci stale przez miesiące albo przez lata.
Ola: A my przypominamy, że pozostajemy dla Was podcastem, który jest całkowicie bezpłatny i dostępny bez absolutnie żadnych ograniczeń. Ale my na stworzenie każdego odcinka poświęcamy sporo czasu i energii. To są wymagające treści i dlatego potrzebujemy niejakiej swobody finansowej, żeby móc to robić.
Piotr: Tak i bardzo jesteśmy wdzięczni, jeżeli chcecie nas wesprzeć również finansowo. Możecie nam się dorzucić w comiesięcznym cyklu do naszej skarbonki na Patronite. Choćby jakąś drobną kwotą.
Oczywiście link jest w opisie odcinka. Natomiast również BuyCoffee.to to jest coś, co nas wspomaga bardzo. Nas i nasze szanowne psy.
Ola: One nie piją kawy, co prawda, ale jedzą różne smaczki, które im faktycznie kupujemy. Była [? niepewne: błaskawa], chyba jej się nie chciało, bo jest po obiedzie.
Piotr: To, co do niej powiedziałem, po prostu nią głęboko wstrząsnęło i przemyślała swoje dotychczasowe postępowanie. Dzięki za każdą złotówkę kawową, psiopatronitową, jest nam niezmiernie miło. Wracamy do naszego upiornie słodkiego tematu.
0:31:36 Po co w Bostonie zbiornik z melasą
Ola: Tylko właściwie po co składowano melasę w tym wielkim zbiorniku na nabrzeżu Bostonu? Po co ona była i komu, i do czego? No to zapewne się orientujecie.
Jeżeli nie, to można się domyślić, że melasa to tradycyjny surowiec do destylacji rumu. Melasa z trzciny cukrowej, rum pośrednio też. I tak naprawdę to, że to się odbywało w Bostonie, bo rzeczywiście z Bostonu ta melasa była transportowana do destylarni w pobliżu, w Cambridge, to była już taka tradycja, która sięgała 300 lat wstecz.
I chodziło o coś, co nazwano handlem trójstronnym. Był on uprawiany z udziałem Bostonu od XVII wieku. I wówczas, jak pewnie wiecie, to były czasy niewolnictwa.
Piotr: Znaczy, nie XIX, [? niepewne: rok wcześniej], tak.
Ola: Tak, XVII wiek. I jak to wyglądało? Z Karaibów płynęła do Bostonu melasa, która była odpadem z obróbki trzciny cukrowej.
Z Bostonu, gdzie wytwarzano rum w okolicznych destylarniach, ten rum płynął do Afryki, gdzie był wymieniany głównie na niewolników, tak, sprzedawani i kupowani byli niewolnicy afrykańscy, którzy byli przewożeni na Karaiby po to, żeby pracowali na plantacjach głównie trzciny cukrowej. No i tutaj ten trójkąt się zamykał, bo to, co zebrali ci niewolnicy, było przetwarzane na melasę i wożone do Bostonu i tak w kółko. No i ten alkohol przemysłowy, to był etanol, służący przede wszystkim jako rozpuszczalnik, służył też jako paliwo, składnik lakierów czy perfum, ale też jako składnik materiałów wybuchowych, między innymi prochu, dynamitu, i to okazało się istotne bardzo w czasie pierwszej wojny światowej.
Przypominam, że katastrofa, o której mówimy, to rok 1919, czyli tuż po pierwszej wojnie. No i tutaj wchodzi na scenę właściciel tego gigantycznego zbiornika melasy, stojącego w porcie bostońskim, czyli firma United States Industrial Alcohol, czyli USIA, a konkretnie jej spółka zależna Purity Distilling Company. W czasie wojny obie te spółki przeżywały naprawdę niesamowicie intratny czas, dlatego że było ogromne zapotrzebowanie na te składniki do wytwarzania materiałów wybuchowych.
No i tutaj rzeczywiście trzeba było szybko gromadzić te melasy, aby umożliwić produkcję materiałów wybuchowych, które miały trafiać na front pierwszej wojny, i dlatego 31 grudnia 1915 roku zakończyła się budowa właśnie tego ogromnego zbiornika. Miał ponad 15 metrów wysokości, jak już mówiliśmy, a jego średnica to było 27 metrów, a pojemność sięgała około 9 milionów litrów. To było naprawdę gigantyczne przedsięwzięcie, ale to odzwierciedlało, jak duży był popyt na ten surowiec w czasie wojny.
Piotr: Ja tak powiem obrazowo, że ten zbiornik był naprawdę ogromny, bo 15 metrów wysokości i 27 metrów średnicy to jest mniej więcej tak, jakbyśmy położyli klasyczny blok dziesięciopiętrowy na boku i tylko go obrócili jeszcze, żeby się z tego zrobił okrągły zbiornik. Może on ma trochę mniej niż 15 metrów wysokości, natomiast taki powiedzmy ośmiopiętrowy blok niech będzie. Więc to było naprawdę potężne bydle.
No więc wojna się skończyła i producent był w trudnej sytuacji, dlatego że ten popyt na materiały wybuchowe gwałtownie spadł. Natomiast pojawił się jeszcze jeden istotny czynnik, to znaczy miała wejść prohibicja. Prohibicja miała wejść w styczniu 2020 roku, ratyfikowana została 16 stycznia 2019 roku, rok wcześniej, natomiast już od dłuższego czasu było wiadomo, że się zbiera na prohibicję.
W związku z czym bardzo zależało tym firmom, USIA i Purity Distilling Company, żeby jak najwięcej dostarczyć tej melasy i jak najszybciej ją przetworzyć. Zarówno na rum, który właśnie wytwarzany był z tego etanolu, jak i na ten etanol przemysłowy. Stąd takie ogromne ilości tej melasy, która była tam stale dostarczana statkami, stale dolewana do tego zbiornika.
Oczywiście również później było to transportowane dalej, stąd też ta linia kolejowa i tak dalej. W każdym razie to, co jest istotne, to jest to, że na dwa dni przed tą katastrofą zbiornik został napełniony niemalże do granic możliwości. I w sumie szacuje się, że tam było prawie 9 milionów litrów tej melasy.
0:37:44 Kto zawinił: zamach czy zbiornik
Ola: Tam dolano świeżą porcję melasy właśnie 13 stycznia. To jeszcze będzie ważne w tej opowieści. I warto się w takim razie zastanowić nad tym, co było przyczyną tej katastrofy.
I tu jak zawsze okazuje się, że nie było jednej przyczyny.
Piotr: Często o tym mówimy.
Ola: Tylko było wiele drobnych usterek, przeoczeń, zaniedbań i niekorzystnych czynników i okoliczności, które się powiązały w jeden bardzo skuteczny łańcuch i przyniosły takie skutki, o których przed chwilą usłyszeliście. Jak można się domyślić, wkrótce po tym, jak opanowano te pierwsze skutki katastrofy, pojawiły się bardzo gorące i palące pytania o to, kto temu zawinił. Oczywiście od razu podejrzenia padły na firmę USIA, będącą właścicielem tego zbiornika, że coś być może było z tym zbiornikiem nie tak.
W związku z czym prawnicy tej firmy, którzy chcieli odwrócić od siebie, od swojego pracodawcy uwagę, zainteresowanie mediów czy też śledczych, którzy od razu przystąpili do roboty, zaczęli rozsiewać po mieście pogłoski, które były związane z jednym doniesieniem ze strony świadków. Chodziło o to, że ludzie relacjonowali, że słyszeli huk eksplozji w momencie, kiedy ta melasa zaczynała wypływać. W głowach prawników to się połączyło z zamachem terrorystycznym, a ponieważ wówczas w Stanach Zjednoczonych miało miejsce kilka zamachów, właśnie podłożenie ładunków wybuchowych w jakichś fabrykach, które to wybuchy miały związek z ruchem bolszewickim i z tym, co się działo w tym samym okresie w Rosji Radzieckiej.
Więc naturalne było, że firma zaczęła się zasłaniać tym, że to na pewno był zamach terrorystyczny, ona nie jest winna, a ponieważ elementem takim mocnym, napływowym z Europy, tej bolszewickiej Europy, są Włosi, którzy od kilku lat masowo przybywali, właściwie od początku XX wieku Włosi masowo emigrowali do Stanów Zjednoczonych, no to właśnie oni będą tym kozłem ofiarnym. I warto jeszcze wspomnieć, że właśnie w tej dzielnicy North End, w której stał zbiornik i w której cała ta tragedia się wydarzyła, Włosi stanowili dosyć duży odsetek ludności. Oni też tam pracowali w porcie bostońskim, a nastroje wobec imigrantów, zwłaszcza włoskich, w owym czasie w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie były sympatyczne.
Włosi byli postrzegani jako ci obcy etnicznie, głośni, brudni, a w dodatku, co gorsza, katolicy, a kraj protestancki. W ogóle ta odrębność była bardzo mocno podkreślana, i jeszcze Włosi, którzy organizowali grupy przestępcze, mafie, byli po prostu głęboko podejrzani dla Amerykanów, w związku z czym łatwo było ich oskarżyć o to, że to oni podłożyli jakiś ładunek i wysadzili ten zbiornik.
Piotr: Stany Zjednoczone mają długą historię cierpień z powodu kolejnych fal imigracji i kolejnych obaw. Tak jakby ta populacja nie składała się z kolejnych fal imigracji. Ale wiadomo, ci starsi są zawsze lepsi.
Przede wszystkim niełatwo było dojść do tego, że zbiornik został zbudowany w tym 1915 roku, czyli w czasie wojny. I to było bardzo szybkie tempo, to znaczy powstał w ciągu zaledwie trzech miesięcy, co jak na tamte czasy było bardzo szybkim tempem. Chodziło o to, żeby jak najszybciej zbudować duży zbiornik, do którego można wlewać dużo melasy, żeby przetwarzać ją na dużą ilość alkoholu etylowego, tym razem przemysłowego, czyli prochu bezdymnego, do dynamitu i tak dalej.
No więc oczywiście trzeba to było zrobić szybko, a nie znaczy, że dobrze. No i tu wchodzi też ten element, który chciałoby się powiedzieć, że dzisiaj już by tak nie było, ale niestety wiemy, że dzisiaj też by tak mogło być.
Ola: No właśnie, przy katastrofie Challengera mówiliśmy o takich sytuacjach.
Piotr: Tak, to jeszcze było bardziej. Przy katastrofie Challengera to jest trochę jeszcze inna opowieść. Ale w każdym razie to, co tutaj zupełnie zignorowano, to przeprowadzenie czegoś tak podstawowego, fundamentalnego jak testy szczelności.
To znaczy ten zbiornik nigdy nie został napełniony wodą, co było absolutnie oczywistym elementem budowy po to, żeby sprawdzić, czy nie cieknie. [? niepewne: Dowody] nie mieli daleko, ale nie zdecydowali się na to. I, zaskoczenie, okazało się, że cieknie jak najbardziej.
Już wtedy te wycieki były zauważalne na tyle, że stopniowo wokół zbiornika tworzyły się kałuże melasy. Ku radości miejscowych dzieci, które tam przychodziły i sobie palce lub patyki zanurzały w tej melasie i wylizywały to.
Ola: I też różne zwierzęta korzystały szeroko z tej melasy. To była radość na całą dzielnicę.
Piotr: No dokładnie, bo to po prostu ciekło. Zresztą był tam człowiek, który się tym zajmował i który alarmował, i który zdawał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zresztą ten zbiornik między innymi wydawał dużo podejrzanych dźwięków.
To prawdopodobnie, nie wiemy do końca, co się tam działo, ale można podejrzewać, że to mógł być efekt zarówno jakichś zmian, przesunięć w tej stali, która tworzyła ten zbiornik, ale też efekt fermentacji, o której jeszcze za chwileczkę będziemy mówili. Ten człowiek zgłaszał owszem do władz spółki, że z tym zbiornikiem coś jest nie tak. No i wyobraźcie sobie, władze spółki podjęły działania, mianowicie pomalowały zbiornik na brązowo, dlatego że melasa jest brązowa.
Jak zbiornik był pomalowany na odpowiedni kolor brązowy, to mniej było widać, że cieknie. Doskonałe rozwiązanie, wiadomo, skuteczne. Świetne, klasyczne.
Nie zmieniło to oczywiście faktu, że zbiornik nadal [? niepewne: uciekł], nadal wydawał dziwne dźwięki, ale ignorowano to. Decyzja była taka, że działa, to działa, idźmy dalej. To jest dokładnie ten przypadek jak z Challengerem.
Skoro lata, to pewnie dalej też będzie latał. Finalnie całe to śledztwo trwało 3 lata. Kolejne 3 lata trwał proces.
W końcu ta firma, USIA, została uznana za winną w 1925 roku. Uznana winną zarówno błędów konstrukcyjnych, jak i, co bardzo ważne, zaniechania właściwie jakiejkolwiek konserwacji zbiornika poza pomalowaniem tego zbiornika. Ofiarom tej katastrofy przyznano odszkodowanie w wysokości ówczesnych 300 tysięcy dolarów.
To jest w przeliczeniu na dzisiejszy 30 milionów dolarów.
Ola: Czy to dużo, czy to mało?
Piotr: Trudno powiedzieć. Jak to podzielimy przez 150 rannych osób, 21 ofiar, rodziny tych ofiar.
Ola: Zrujnowane budynki, fabryki, budynki użyteczności publicznej.
Piotr: To nie było zbyt dużo. Patrząc na 30 milionów dolarów za coś takiego dzisiaj, raczej nie. Był to najdłuższy, najdroższy proces cywilny w historii stanu Massachusetts.
Był to proces, który na pewno wpłynął mocno na przepisy. O tym jeszcze za chwilę też powiemy.
Ola: I też nie ten proces, tylko wypadek generalnie zakończył karierę Bostonu jako miejsca, gdzie ta melasa była tak gwałtownie składowana i przetwarzana. To też warto wspomnieć. Ale wróćmy do przyczyn tej katastrofy.
Skoro ten zbiornik był tak źle wykonany, skoro ciekł już od bardzo długiego czasu, mimo że tak naprawdę istniał dopiero 4 lata.
Piotr: I przez te 4 lata ciekł.
0:46:56 Dlaczego zbiornik pękł akurat 15 stycznia
Ola: Ciekł, to dlaczego nie pękł już wcześniej, tylko akurat w tym momencie, o którym opowiadamy. I przez długi czas roztrząsano te kwestie, zastanawiali się nad tym różni inżynierowie. No i w końcu dopiero w XXI wieku naukowcom udało się odtworzyć w sposób wiarygodny bieg wypadków.
Co się wówczas wydarzyło. A wydarzyła się przede wszystkim wyjątkowa pogoda. Otóż tuż przed połową stycznia tego 1919 roku Boston nawiedziła fala mrozów.
I to takich mrozów, które sięgały minus 15 stopni albo nawet ta temperatura bywała niższa. Aż tu nagle, właśnie 15 stycznia, nastąpiła absolutnie gwałtowna odwilż. To nie są rzeczy, które są nam nieznane z tej naszej zimy.
Tak się u nas również teraz dzieje. No i tego 15 stycznia temperatura wzrosła do plus 4 stopni Celsjusza. Co akurat było wyjątkowo wysoką temperaturą jak na Boston o tej porze roku.
Piotr: Ale też taki skok temperatury. 20 stopni różnicy prawie, to jest naprawdę dużo.
Ola: Naprawdę dużo. No i w 2014 roku taki inżynier strukturalny Ronald Mayville przygotował raport techniczny. On pracował w firmie konsultingowej i zajął się analizą tego całego wypadku.
I wskazał na coś, z czego na pewno nie zdawano sobie sprawy podczas budowy tego zbiornika. A mianowicie, no właśnie, czy na pewno, ale może nie do końca.
Piotr: Zlekceważono, jakbym obstawiał.
Ola: Chodziło o to, że ta stal, z której wykonano zbiornik, była niskiej jakości, ponieważ miała zbyt niską zawartość manganu. No i o co chodzi z tym manganem?
Piotr: No tak, mangan ma, zależnie od tego, ile go jest w tej stali i tak dalej, różny wpływ na stal. Natomiast to, co przede wszystkim tu jest najważniejsze, to to, że mangan podnosi wytrzymałość stali na rozciąganie i granicę jej plastyczności. Więc jeżeli jest go mało, to stal staje się krucha.
I co również ważne, to szczególnie ma znaczenie przy niskich temperaturach. Odpowiednia zawartość manganu zmniejsza kruchość i jednocześnie poprawia odporność na uderzenia stali, szczególnie stali konstrukcyjnej, która musi pracować przy niskich i zmiennych temperaturach. Więc tu mamy dokładnie ten problem.
To znaczy zimno, niska temperatura, duży nacisk i po prostu kiepska jakość stali. Co więcej, ta stal była nitowana. Tu zresztą ten wątek karabinu maszynowego.
Ola: Tak, to są nity, które strzelały.
Piotr: Dokładnie, to znaczy w momencie, kiedy ten zbiornik zaczął pękać, rozeszły się te spojenia nitowe. Jak się okazało, otwory na nity nie były odpowiednio wzmocnione. To spowodowało, że te nity po prostu zaczęły strzelać tak gwałtownie, stąd ten dźwięk.
No i tu jest jeszcze jedna rzecz, to znaczy ten chłód, który nastąpił, ten mróz przed katastrofą, czyli te minus 15 stopni, powodował, że z jednej strony ta melasa, która była wewnątrz, zgęstniała i zaczęła się kurczyć, bo akurat melasa ma taką właściwość fizyczną, że pod wpływem mrozu, w przeciwieństwie do wody na przykład, zmniejsza swoją objętość. Również kurczyła się stal i to wszystko powodowało, że tam powstały bardzo silne naprężenia i ten zbiornik, który już wcześniej przeciekał, nie był szczelny i prawdopodobnie już tam powstawały pęknięcia. Te pęknięcia się bardzo mocno pogłębiły i również powstały pęknięcia przy tych źle zabezpieczonych otworach na nity.
W związku z czym ten zbiornik po prostu na tym mrozie z taką ilością zimnej melasy zaczął pękać.
Ola: Jeżeli mielibyśmy wskazać jeden taki moment, który przesądził o tym, że ta katastrofa się wydarzy, to byłby to 13 stycznia 1919 roku, czyli te dwa dni przed katastrofą, kiedy do zbiornika dodano świeżą, dużą porcję melasy. Dodajmy, ciepłej melasy, nie takiej schłodzonej, która już tam w tym zbiorniku zalegała w dużych ilościach, tylko ta porcja była ciepła.
Piotr: Ona była ciepła między innymi dlatego, żeby się dało ją w ogóle przepompowywać, to znaczy melasę do transportu utrzymywano w trochę wyższej temperaturze, dlatego że jeżeli by na statku był taki melasowy kit, jak ten, co powstał w naszej lodówce, to przepompować by się tego w ogóle nie dało. Łopatą też byłoby trudno.
Ola: To dopompowanie tej porcji melasy sprawiło, że ten zbiornik został napełniony właściwie niemal do granic możliwości. Znajdowało się w nim prawie 9 mln litrów melasy. Tam była mowa dokładnie o 8,7 mln litrów.
No i w tej sytuacji takiego skrajnego napełnienia i schłodzenia dużej części tej melasy i samego zbiornika następuje gwałtowna odwilż, ocieplenie 15 stycznia, czyli właśnie w dniu katastrofy. Temperatura skacze o prawie 20 stopni, dochodzi do plus 4. No i wskutek tego gwałtownego ocieplenia objętość melasy się zwiększa.
Piotr: Ale tam jeszcze jeden proces zachodzi, bardzo ważny.
Ola: Tak, bardzo ważny.
Piotr: Prawdopodobnie wcześniej też zachodził, ale jeszcze wtedy nie była tak trudna sytuacja samego zbiornika.
Ola: Ja jeszcze dodam, że ta ciepła domieszka melasy jakby podsyciła to zwiększanie objętości. To ciśnienie rosło, natomiast dodatkowo jeszcze pod wpływem tego skoku temperatury najprawdopodobniej ta melasa zaczęła fermentować. O tym już tutaj Piotrek wcześniej mówił.
A w czasie fermentacji wytwarza się dwutlenek węgla. No i to jeszcze bardziej podnosi ciśnienie wewnątrz zbiornika.
Piotr: Tak, dodajmy, że to nie jest woda, w związku z czym jeżeli tam ten dwutlenek węgla powstaje, to on nie ucieka od razu na powierzchnię. To nie jest tak, że robi się melasa gazowana, tylko raczej powstają bąble, które zwiększają objętość, czyli zwiększają ciśnienie.
Ola: Zwiększają to ciśnienie, następuje większe napieranie na ściany. W związku z czym pęknięcia gwałtownie się rozszerzają, rozrastają. I tak naprawdę właśnie po tym 13 stycznia, a konkretnie tuż przed katastrofą, one sięgnęły poziomu krytycznego.
Piotr: Ten inżynier strukturalny Mayville obliczył też, że w ogóle ściany tego zbiornika były o połowę za cienkie jak na tę pojemność, jak na tę objętość, czyli to ciśnienie, czyli te siły, które działały. Więc od samego początku ten zbiornik był zrobiony szybko, byle jak, po to, żeby jak najwięcej, jak najszybciej zarobić. I powiem tak, z takiego excelowego punktu widzenia ja rozumiem te decyzje, które były tam podejmowane.
To znaczy trzeba się było wyrobić przed tą prohibicją, natłuc jak najwięcej kasy. Zbiornik się jeszcze trzymał, ciekł, to ciekł, to go pomalowaliśmy, jakoś to było. Pewnie mało kto myślał o tym, jaki on był, kiedy go budowano, no bo to już było 4 lata później, więc to, że był zbudowany [? niepewne: na hypcika] i byle jak, na nikim już nie robiło wrażenia.
No więc zresztą jedną z osób, które podejmowały decyzję o nicnierobieniu wówczas, była właśnie osoba odpowiedzialna w spółce za finanse, skarbnik tej spółki.
Ola: Co nie jest najlepszą rekomendacją dla jakości budowy.
Piotr: Tak, to niestety powinno być wyraźnie rozdzielone i wiadomo, że nigdy nie jest. Ale tu mamy bardzo bezpośrednie przełożenie, czyli natłuczmy jak najwięcej kasy, szybko, szybko, szybko, bo trzeba zarobić, versus [? niepewne: ojcieknie] nam zbiornik, może jeszcze trochę pocieknie i przestanie. No niestety nie przestał.
0:55:56 Przepisy budowlane i zakończenie
Ola: W Bostonie i w ogóle w całym stanie Massachusetts dyskusja na temat przyczyn tej katastrofy i tego, w jaki sposób przeciwdziałać podobnym wypadkom w przyszłości, jeszcze długo po ogłoszeniu wyroku trwała. Wyrok, jak już powiedzieliśmy, został ogłoszony w 1925 roku i różne głosy, stanowiska ze sobą się ścierały. W każdym razie w efekcie tych dyskusji w 1938 roku wreszcie ustanowiono takie prawo, które obligowało tych, którzy stawiali fabryki, budynki, które miały służyć produkcji w obrębie miast i nie tylko, do tego, żeby te firmy przestrzegały bardzo konkretnych, wyśrubowanych przepisów budowlanych.
I to jako pierwszy, zdaje się, wprowadził stan Massachusetts, potem kolejne stany w USA. Natomiast te standardy budowlane to był właśnie efekt tego, że wreszcie ustawodawcy zaczęli postrzegać przepisy budowlane nie jako coś, co utrudnia życie wyłącznie szefom firm i dyrektorom finansowym, tylko jako coś, co jest gwarantem wspólnego bezpieczeństwa i co sprawić może, że zostaną wybrani ci radni czy też inni, którzy zasiadają we władzach, na kolejną kadencję, a nie będą oskarżani o zaniedbania, o niedbanie o ludzi, tylko o dbanie o firmy i ich stabilność finansową.
Piotr: Chciałbym powiedzieć, że ta tendencja, miło byłoby, żeby się nie odwróciła w najbliższym czasie w Stanach Zjednoczonych.
Ola: A właśnie się odwraca.
Piotr: Można mieć pewne obawy.
Ola: Niechęć do regulacji znów jest bardzo wyraźnie sygnalizowana przez sektor przemysłowy.
Piotr: No tak, bo regulacje są pozornie niekorzystne dla sektora przemysłowego, natomiast po prostu chronią ludzi. No i zrozumienie tego dla niektórych okazuje się być niemożliwe, a dla innych jest możliwe, ale mają to głęboko w nosie. Także taka być może refleksja na koniec w kwestii tego, czy te regulacje na pewno są takie strasznie złe i czy tak zawsze ograniczają biznes, i czy to zawsze jest takie bardzo niekorzystne.
Spoiler: nie, nie zawsze.
Ola: To na koniec Wam w takim razie jeszcze przypomnimy, że teraz możecie nas słuchać w dodatkowych dwóch seriach podcastowych, które powstają we współpracy z Polskim Radiem, czyli w ramach Laboratorium Zbrodni i Sekcji Teorii Spiskowych. Każdy poniedziałek, każdy piątek nowe odcinki.
Piotr: Tak jest i w dodatku jeszcze teorie spiskowe można jeszcze obejrzeć. Właśnie dzisiaj nagrywaliśmy kolejne odcinki. Nie powiemy, o czym, bo to niespodzianka, bo jeszcze chwilę, zanim się ukażą.
W każdym razie można je zobaczyć na YouTubie, bo to podcast wideo. Wczoraj wpadł kolejny odcinek, tak mówiliśmy o nim. No i wiadomo, na Spotify, na stronie Polskiego Radia można je usłyszeć.
Natomiast zostało nam słowo na dziś i powiem szczerze, nie jest być może zbyt zaskakujące, bo że psy zaczęły bębnić, skąd one wiedzą, że my kończymy.
Ola: To jest tak, że one stają na tylnych łapkach, zwłaszcza ta mniejsza, i bębni łapkami przed nimi, dłońmi po blacie naszego stołu, przy którym nagrywamy. Ona po prostu to robi z własnej inicjatywy.
Piotr: Słowo na dziś to jest oczywiście…
Ola: Melasa.
Piotr: No to dzięki i cześć.
Źródła
* https://www.nytimes.com/2016/11/26/science/boston-molasses-flood-science.html
* https://www.scientificamerican.com/article/molasses-flood-physics-science/
* https://www.bostonglobe.com/metro/2015/01/14/nearly-century-later-new-insight-into-cause-great-molasses-flood/CNqLYc0T58kNo3MxP872iM/story.html
* https://www.bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-timeline/
* https://www.boston-discovery-guide.com/great-molasses-flood.html
* https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Molasses_Flood
* https://www.britannica.com/topic/Great-Molasses-Flood
* https://www.bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-numbers/
* https://www.bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-photos/
* https://www.bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-things-you-didnt-know/
Źródła
- nytimes.com/2016/11/26/science/boston-molasses-flood-scie…
- scientificamerican.com/article/molasses-flood-physics-science/
- bostonglobe.com/metro/2015/01/14/nearly-century-later-new-ins…
- bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-t…
- boston-discovery-guide.com/great-molasses-flood.html
- en.wikipedia.org/wiki/Great_Molasses_Flood
- britannica.com/topic/Great-Molasses-Flood
- bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-n…
- bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-p…
- bostonmagazine.com/news/2019/01/12/great-boston-molasses-flood-t…
