Podcast Crazy Nauka · odc. 135
Nauka, morderstwo i lalki Barbie, czyli trzy kobiety wśród małp
Posłuchaj też na:
Trzy badaczki, które na zawsze zmieniły to, jak patrzymy na zwierzęta – i na nas samych. Jane Goodall, Dian Fossey i Birutė Galdikas wyruszyły w głąb dżungli, by obserwować szympansy, goryle i orangutany.
To, co odkryły, wielu ludziom się nie spodobało. Bo pokazało, że nie tylko człowiek tworzy narzędzia, odczuwa emocje, buduje więzi i potrafi współpracować. A to oznacza, że granica między nami a innymi małpami naczelnymi jest znacznie cieńsza, niż wielu chciałoby wierzyć. To był naukowy przewrót. W jego tle pojawiło się morderstwo i wejście badaczek do szerokiej popkultury.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego dziewczyna bez naukowego wykształcenia pojechała do Afryki, żeby badać szympansy?
Piotr: Jaka naprawdę była Dian Fossey?
Ola: I dlaczego drwale nękali badaczkę orangutanów na Borneo?
Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska…
Piotr: …i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Dziś opowiemy wam o trzech fantastycznych, wspaniałych i naprawdę słynnych kobietach, które na zawsze zmieniły to, jak patrzymy na zwierzęta. W tym głównie, jak patrzymy na te wielkie małpy człekokształtne. No i przy okazji, jak patrzymy na nas samych.
Chodzi mi mianowicie o Jane Goodall, Dian Fossey i Birutė Galdikas, bo to one wyruszyły w głąb dżungli, żeby obserwować szympansy, goryle i orangutany.
Piotr: Tylko od razu mówię, to nie będzie taka zwykła opowieść biograficzno-hagiograficzna o pięknych ludziach, którzy robili piękne rzeczy. Nie, nie, tam będą bardzo niewygodne i niezręczne wątki. Zresztą wielu ludziom w ogóle się nie podobało to, co one zrobiły, dlatego że pokazały, że na przykład nie tylko człowiek tworzy narzędzia, że nie tylko człowiek odczuwa emocje, że buduje więzi i potrafi współpracować. Tak naprawdę pokazały, że granica między ludźmi a małpami naczelnymi jest niezwykle cienka, znacznie cieńsza, niż by się chciało często o tym myśleć, niż wiele osób chciałoby o tym myśleć. No i to rzeczywiście był taki duży przewrót w nauce.
No a w tym wszystkim jeszcze jest i morderstwo, i różne mroczne sprawki, i też takie wejście badaczek do szerokiej popkultury.
Ola: Właśnie to wejście do popkultury udało się przede wszystkim Jane Goodall. Ona zmarła 1 października tego roku w wieku 91 lat i została uwieczniona w tejże popkulturze na przykład tak, że doczekała się dedykowanej sobie lalki Barbie i zestawu Lego.
Jeśli chodzi o lalkę Barbie, to występuje tam w stroju w kolorze khaki z lornetką w dłoni i u boku szympansa Dawida Siwobrodego. Tak, o nim dzisiaj też będziemy mówić. Jako minifigurka Lego Jane Goodall jest pokazana wśród drzew i otoczona szympansami.
Piotr: Dian Fossey też weszła do popkultury, ale o tym będzie za chwilę. A jeszcze chciałem przypomnieć, że w ogóle teraz to już jest nas tak dużo. Ktoś słusznie zasugerował, że powinniśmy wszystkie dni tygodnia obstawiać, bo już obstawiamy poniedziałek, wtorek i piątek.
Ola: Więc wiecie, pracujemy nad [? niepewne: środowiskiem], ale prawdopodobnie jak już dopracujemy, to wtedy padniemy na twarz.
Piotr: Może się dla nas źle skończyć. Właśnie, bo już jesteśmy w trzech różnych podcastach, czyli tym, którego słuchacie, i też są dwa robione we współpracy z Polskim Radiem, mianowicie naukowo-true crime'owe Laboratorium Zbrodni i bardzo dociekliwie analizująca teorie spiskowe Sekcja Teorii Spiskowych.
Ola: Te ostatnie teorie spiskowe są nie tylko do słuchania, ale też do oglądania, bo to jest nasz pierwszy wideopodcast, czyli zapraszamy nie tylko na Spotify, ale też na YouTube. No i właśnie wczoraj wpadł zupełnie nowy, świeżutki odcinek o pierwszych trzech tygodniach istnienia mitu o UFO.
Piotr: Tak, to taki wybrany fragment. No i jeszcze ważna informacja, zanim wyruszymy do krajów, w których dzieją się bardzo dziwne i ciekawe rzeczy, musimy przypomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Ola: I tych nieliczących się również.
0:04:08 Trimates i Louis Leakey
Piotr: Jane Goodall. Ona jest wymieniana, od niej zaczynamy, bo ona niedawno umarła i o niej było najgłośniej. Ale jest wymieniana jednym tchem z dwiema innymi słynnymi badaczkami, już wspomnianymi, czyli Dian Fossey. Ona zajmowała się gorylami górskimi, głównie w Rwandzie, ale generalnie w tamtej okolicy. I Birutė Galdikas. To z kolei specjalistka od orangutanów na Borneo. Przy czym tu oczywiście na pewno jest ich wspólne zainteresowanie małpami naczelnymi, tym, czym zajmuje się prymatologia, ale chodzi tu o coś więcej.
Ola: To ja tutaj jeszcze dodam, że od słowa „primates”, czyli naczelne, te trzy naukowczynie, o których dzisiaj wam opowiemy, nazwano „trimates”. To jest śliczna nazwa, bo ona łączy w sobie zarówno „primates”, jak i „mates”, czyli takie kumpele. Nazywane były też aniołkami, i to w nawiązaniu do bardzo popularnego w latach 70. i później serialu „Aniołki Charliego”, serialu o takich trzech detektywkach, które były niezwykle mocnymi osobowościami, ale również pięknymi kobietami. No i tutaj warto wrócić do tego, co powiedział Piotrek, czyli że nie tylko łączyły je zainteresowania, ale też wspólne korzenie ich karier.
Dlatego że wszystko zaczęło się od niejakiego Louisa Leakeya, który był jednym z najważniejszych paleontologów połowy XX wieku. I tu od razu mówię, że to nie jest tak, że jak jakaś kobieta robi karierę w nauce, to zawsze musi stać za nią mężczyzna. Ale akurat w tej sytuacji Leakey rzeczywiście miał wizję i ją zrealizował, co by się absolutnie nie udało, gdyby te badaczki, te naukowczynie nie okazały się tak bardzo skuteczne i tak świetnie prowadzące swoje badania.
Piotr: Tak zaangażowane.
Ola: Tak zaangażowane. Zacznijmy więc od tego, kim był Louis Leakey. Oprócz tego, że jednym z najważniejszych paleontologów.
Otóż urodził się w Kenii i był synem wpływowych brytyjskich misjonarzy, którzy bardzo usilnie nawracali plemię Kikuyu, zamieszkujące w Kenii właśnie. Może pamiętacie „Pożegnanie z Afryką”. Tamto plemię również pojawia się jako to, które jest z kolei edukowane przez bohaterkę „Pożegnania z Afryką”. Także Anglicy po prostu zstępujący z niebios i niosący kaganek, albo niektórzy by powiedzieli krużganek oświaty.
Piotr: W jedną stronę nieśli krużganek oświaty, a w drugą stronę wynosili różne rzeczy do British Museum, taki przepływ.
Ola: Nieźle mieszali, o czym za chwilę. Kiedy Louis Leakey miał 13 lat, wykopał kilka narzędzi kamiennych, które najprawdopodobniej należały do bardzo dawnych przodków człowieka. Postanowił to zbadać i wtedy też stwierdził, że zostanie w przyszłości archeologiem.
A że za hasłem „brytyjscy misjonarze” krył się naprawdę niezwykle wpływowy, ważny, bogaty klan, który właściwie trząsł Kenią i w ogóle tymi środowiskami, to udał się do Anglii studiować paleontologię na Uniwersytecie w Cambridge. No i cóż Leakey zrobił dla paleontologii czy paleoantropologii? Otóż on w ogóle wywrócił to wszystko do góry nogami. Można powiedzieć, że on tylko to zapoczątkował, a jego rodzina to dalej pociągnęła, bo ten klan naprawdę się rozrastał.
Punktem wyjścia było to, że odkrycia wcześniejsze, dokonane w Indonezji i w Chinach jeszcze w XIX wieku, wskazywały na to, że początki rodzaju Homo, czyli człowieka, miały miejsce w Azji. I stamtąd się wywodził homo [? niepewne: rectus], którego pozostałości tam odkryto. A Leakey stwierdził po odkryciu różnych rzeczy w Afryce, że nie było wcale tak, że to się zaczęło od Azji, tylko że kolebką ludzkości jest Afryka i stamtąd rozprzestrzeniły się wszelkie gatunki przed Homo sapiens, te człowiekowate.
Tych odkryć dokonał ze swoją drugą żoną Mary. Jego pierwsza żona, to zresztą był wielki skandal, bo poślubił ją, a potem, kiedy była w ciąży i oczekiwali drugiego dziecka, on ją zostawił i poślubił swoją ilustratorkę książek. Zostawił żonę z kolejnym malutkim dzieckiem, więc przez wiele lat spotykał go ostracyzm ze strony środowiska naukowego. Ale ponieważ to był człowiek twardy i dążący do tego, co sobie zaplanował, co wymyślił, to prowadził te badania, niezależnie od tego, czy ktoś go w Anglii krytykował, i był niezwykle skuteczny w pozyskiwaniu funduszy. Także te badania były prowadzone na naprawdę wielką skalę i w roku 1959 małżeństwo Leakeyów w Tanzanii odkryło pierwsze szczątki Homo habilis, czyli człowieka zręcznego, i to było takie ogniwo pośrednie. Oni tak twierdzili, że to było ogniwo pośrednie, takie w pół drogi między Homo sapiens a australopitekami. No i faktycznie można powiedzieć, że ta idea zgadza się z tym, co wiemy dzisiaj, choć tych ogniw pośrednich było znacznie więcej.
Piotr: To był taki moment, kiedy bardzo oczekiwano prostego rozwiązania. To już od Darwina właściwie było takie oczekiwanie, że będzie takie ogniwo. To był jeszcze czas takiej wizji ewolucji człowiekowatych, dosyć liniowej chyba. Jeden gatunek przechodził w drugi i jak czegoś nie było, to dlatego, że brakowało ogniwa.
Ola: Otóż to. Tymczasem to, co Leakeyowie poodkrywali, w ogóle zniszczyło tę wizję tak całkowicie. To drzewo genealogiczne człowieka, znaczy ta linia prosta, zamieniła się w bardzo rozrośnięty, rozgałęziony krzew z wieloma równoległymi liniami, ślepymi odgałęzieniami.
Piotr: Właśnie te ślepe odgałęzienia. Wiele z tych obiektów, o których jeszcze nie tak dawno myślano, że to są przodkowie człowieka, to są jakieś odgałęzienia linii człowiekowatych, które nie miały kontynuacji.
Ola: Nie miały kontynuacji i wymarły. No i ten klan, który z kolei założyli Louis i Mary Leakeyowie, obejmował kolejnych słynnych paleoantropologów. Oni jeszcze kilka innych gatunków hominidów odkryli w Afryce. Między innymi Homo platyops, dawniej nazywanego Kenyanthropus platyops, i Paranthropus boisei. No i do tych słynnych odkrywców należeli syn Mary i Louisa Richard, synowa Maeve i wnuczka Louise. Także trochę tego było. Oni byli tylko najsłynniejsi, tak mówię, w tej rodzinie aż roiło się od rozmaitych znaczących postaci.
Podczas gdy rodzina wytrwale kopała w Afryce, w Tanzanii przede wszystkim, sam Louis zaangażował się w politykę i to jest ten moment, kiedy w latach 50. plemię Kikuyu się zbuntowało i urządziło powstanie. Louis Leakey próbował występować jako taki mediator, sprawiedliwy pan, brytyjski zbawca, który ułagodzi obie strony. Tymczasem tak naprawdę był szpiegiem brytyjskim. Wiele wskazuje na to, że taki był i że przekazywał tym przedstawicielom brytyjskim informacje o lokalizacji sił Kikuyu. I właściwie bawił się w tę politykę aż do uzyskania niepodległości przez Kenię w 1963 roku.
I trzeba tutaj powiedzieć, że jednocześnie on jednak w nauce tkwił i nie pozostawiał jej tak zupełnie bez wsparcia. W latach 50. uznał, że żeby zrozumieć przodków człowieka, należy najpierw zrozumieć małpy człekokształtne, czyli nasze najbliższe żyjące odpowiedniki. Miał taką hipotezę, że to pokrewieństwo jest między nami bardzo bliskie. I to był przełomowy moment, bo badania nad tymi naczelnymi, które wcześniej traktowano jako zoologiczną ciekawostkę, stały się tak naprawdę narzędziem do tego, żeby zrekonstruować naszą własną ludzką przeszłość, jak to u nas wyglądało.
Wtedy też wyszło na to, co nietrudno było zauważyć, że to, co dzieje się w Afryce i co dotyczy małp człekokształtnych, jest czymś bardzo złym, bo one padały ofiarą i kłusowników, i wojen tam toczonych, i wycinki lasów. O tym jeszcze będzie. Leakey doszedł do wniosku, że trzeba je jakoś chronić. Kiedy obserwował terenową pracę kobiet należących do jego rodziny, doszedł do wniosku, że kobiety potrafią prowadzić badania naukowe z większą cierpliwością czy też wrażliwością niż mężczyźni. Tutaj oczywiście ja nie staję po żadnej ze stron. W każdym razie doszedł do wniosku, że w roli badaczek, badaczy małp człekokształtnych najlepiej sprawdzą się po prostu kobiety. I pod jego opiekę trafiły te właśnie trzy młode badaczki, o których dzisiaj chcemy wam opowiedzieć. Zapewnił im finansowanie, wsparcie naukowe i oczywiście dzięki swoim szerokim kontaktom i wpływom był w stanie pokierować początkami ich karier. Natomiast to, co później one same zrobiły, to już są ich własne dokonania, które daleko przerosły to, co w nie zainwestował Leakey.
Piotr: Tu bardzo wyraźnie widać ten moment, o którym będziemy zaraz mówić, kiedy on rzeczywiście dał im rozpęd, bez którego prawdopodobnie one by nie osiągnęły tego, co osiągnęły. Natomiast też bardzo wyraźnie widać, jak w pewnym momencie zyskują własny impet i to, co robią dalej, to już jest ich działalność.
0:16:14 Jane Goodall, narzędzia i spór o antropomorfizm
Ola: No tak, Jane Goodall, 60 lat badań. To była pierwsza spośród tych aniołków, które Leakey wypromował, można powiedzieć. I tych 60 lat badań ona nie zawdzięcza Leakeyowi [? niepewne: wilko], w przeważającej mierze sobie samej.
Ale ja jeszcze powiem, że miała być też czwarta badaczka, [? niepewne: Toni Jackman]. Miała badać bonobo w Afryce, ale przed śmiercią Leakeya w 1972 roku niestety nie udało mu się zapewnić jej finansowania badań, w związku z czym nie podjęła tej pracy badawczej. I przechodzimy do Jane Goodall.
Jane Goodall była Angielką, dorastała w Londynie, fascynowała się zwierzętami i potem przyznawała wielokrotnie, że tę miłość do zwierząt rozbudziła w niej książka o doktorze Dolittle.
Piotr: Przyznam, że bardzo ją lubiłem, znaczy się tę książkę.
Ola: Wydaje się, że wiele osób zapałało entuzjazmem do świata zwierząt po jej przeczytaniu.
Piotr: Nie wiem, jak by się teraz czytała, pewnie już nie tak dobrze, ale ja zostanę przy wspomnieniach.
Ola: W każdym razie ojciec Jane Goodall podarował jej pluszową zabawkę, która, uwaga, nie była misiem, które wówczas były mocno rozpowszechnione i właściwie chyba jedyne, tylko była szympansem. I tenże szympans siedział sobie w pokoju Jane i to była trochę taka zapowiedź tego, co Jane będzie w przyszłości robiła, choć trudno było to przewidzieć. Ona bardzo, bardzo chciała pojechać do Afryki. W czasach, kiedy to był protektorat brytyjski, nie było trudno w tej Afryce zamieszkać. Więc pojechała do Kenii i tam zatrudniła się jako sekretarka na jednej z farm. Ale ponieważ bardzo ją interesowało to, co robił wówczas słynny już Louis Leakey, zadzwoniła do niego, skontaktowała się z nim i, uwaga, wówczas Leakey już wiedział, że potrzebuje kogoś do badań nad szympansami w Afryce, natomiast jej tego nie powiedział, tylko zatrudnił ją u siebie jako sekretarkę, przejął pracownicę. No i prędko jej zdradził, jakie ma wobec niej zamiary. Ona jednak nie miała wykształcenia naukowego, nie miała studiów w kierunku zoologicznym, w związku z czym chociaż podstawowe przeszkolenie w tym zakresie musiała przejść. W roku 1958 Louis Leakey wysłał ją do Londynu, żeby studiowała zachowanie i anatomię naczelnych.
Już dwa lata później została przez niego wysłana w teren do Tanzanii, miała 26 lat, no i tak rozpoczęły się te jej 60-letnie badania nad tymi wspaniałymi małpami człekokształtnymi. Żeby w ogóle móc zacząć je badać, musiała znad jeziora Tanganika, do którego ją dowieziono łodzią, przejść 20 kilometrów w głąb rezerwatu Gombe. Potem była znana właśnie z badań prowadzonych na tym terenie i tam założyła swój pierwszy obóz badawczy. Ze sprzętu naukowego dysponowała lornetką i maszyną do pisania.
Piotr: Maszyną do pisania. Chciałoby się targać 20 kilometrów maszynę do pisania.
Ola: Mam wrażenie, że Brytyjczyk, naukowiec, naukowczyni bez maszyny do pisania to jak bez ręki.
Piotr: Ołówek i kartka. Kartki i tak musiała taskać.
Ola: W każdym razie próbowała podchodzić te szympansy z lornetką. Natomiast co próbowała to zrobić, to one uciekały. Ciekawe czym. Chodziła tam, przedzierała się przez te dżungle. Jak ktoś kojarzy, jak wyglądała Jane Goodall, to taka efemeryczna, delikatna blondynka. Taka bardzo łagodna, pogodna osoba. Już sobie wyobrażam, co tam przeżywała w tej dżungli. Generalnie miała poczucie porażki. Ale już, uwaga, w ciągu pierwszego roku, kiedy tam przebywała, i nie trwało to tak krótko, udało jej się zbliżyć do takiego szympansa, którego nazwała Dawidem Siwobrodym. Dlatego że miał charakterystyczną siwą brodę, jak sama nazwa wskazuje.
Ten szympans w ogóle otworzył jej wejście do świata tych szympansów, które tam w pobliżu przebywały. Nie tylko nie uciekał przed Jane, ale jeszcze oswajał pozostałych członków tego stada z jej obecnością. Jakby mówił im: nie macie się czym przejmować, ona jest spoko. W ogóle możecie jej pozwolić tutaj przebywać.
Piotr: Ciekawe, czy jest taki słynny prymatolog wśród szympansów, Dawid Siwobrody, który zasłynął tym, że rozpoczął badania prowadzone przez szympansy nad ludźmi i oswoił pierwszego człowieka, taką kobietę. Ktoś tam przylazł z maszyną do pisania.
Ola: Siedziała z lornetką i wyglądała głupio, prawdopodobnie. No właśnie, ale to, że ten Dawid Siwobrody przede wszystkim obłaskawił Jane i obłaskawił całą grupę, to było jedno. A drugie, że on w ogóle zyskał imię, dlatego że w tamtych czasach nie było zwyczajne, żeby naukowcy, badacze nadawali imiona badanym obiektom. Zwierzętom nadawało się numery, jak Pan Bóg przykazał.
Piotr: Tak jest.
Ola: Nie było żadnych imion, nie było infantylizacji i tak dalej, bambinizmu, tylko twarda nauka. Ponieważ Jane Goodall nie miała, jak wiemy, tego wykształcenia w zakresie pracy z [? niepewne: Europami] naczelnymi, nie potrafiła się zachować, nie była jeszcze prymatolożką, to po prostu postępowała zgodnie ze swoją intuicją. Uważała, że każde zwierzę jest indywidualnością. Miała wcześniej ukochanego psa, Rusty'ego, uwielbiała go i obserwowała.
Piotr: Pies jakoś nie miał numeru 6 na przykład, ani 1.
Ola: No właśnie, był Rusty, no i okazało się, że z tym Siwobrodym jest podobnie, że można z nim nawiązać kontakt. Ale Siwobrody pokazał jej coś więcej, bo jeśli chodzi o zachowania szympansów, to dzięki niemu dokonała odkrycia, które znowu zmieniło wszystko. Otóż Siwobrody, Dawid, zatrzymał się przy kopcu termitów i trzymał w pysku, no nie wiem, w ustach źdźbło trawy, potem bardzo ostrożnie wsunął tę trawę w otwór w termitierze, chwilę odczekał, a następnie wyjął tę trawkę i zlizał z niej termity, po czym powtórzył ten sam ruch wiele razy, bardzo precyzyjnie, bardzo skupiony.
I Jane Goodall, która tam siedziała cierpliwie z tą lornetką, ale chyba bez maszyny do pisania jednak, zauważyła, że ta trawka, później patyczki, służą do bardzo konkretnego celu. One są modyfikowane, one są specjalnie przygotowywane po to, żeby móc wydobywać termity z tego kopca. Czyli po prostu ten szympans stosował narzędzie.
Piotr: I był tak miły, że postanowił pokazać tej dziwnej babie z maszyną do pisania, jak się sieje termity.
Ola: Otóż to. Kiedy on odszedł od tego kopca, ona podeszła i sprawdziła, czy ta jego metoda działa. I rzeczywiście tak było, że te termity od razu zaczęły się wspinać na źdźbło wetknięte w szczelinę. No i cóż, to był bardzo wyraźny dowód na to, nie pierwszy w historii, że szympansy potrafią tworzyć i używać narzędzi. Wcześniej takie badania były owszem prowadzone i były takie dowody, natomiast to Jane Goodall bardzo mocno nagłośniła tę sprawę, spopularyzowała tę wiedzę i wysłała telegram do Leakeya właśnie z wieścią o tym, że udało jej się zaobserwować taką sytuację. I teraz zacytuję to, co Leakey jej odpisał: „Obecnie musimy albo zmienić definicję narzędzi, albo zmienić definicję człowieka, albo też zaakceptować, że szympansy są ludźmi”.
Piotr: Aha, no to dość jest, przyznam szczerze, niekonwencjonalne jak na tamte czasy, jak na te też właściwie.
Ola: No i w roku 1965 Jane Goodall wróciła na Uniwersytet Cambridge i uzyskała tam doktorat z etologii. I to, uwaga, etologia jest dziedziną zoologii, która zajmuje się badaniem zachowań zwierząt, natomiast jeśli chodzi o wykształcenie Jane Goodall, to ono było przeciwne, dlatego że pozwolono jej na studia doktoranckie w Cambridge bez wcześniejszego uzyskania stopnia licencjata. To się zdarza, ale rzadko. W historii Cambridge to była ósma taka osoba, właśnie Jane Goodall.
Oczywiście rozprawa doktorska dotyczyła zachowań wolno żyjących szympansów, a tak naprawdę Goodall potem mówiła, że nie po to zrobiła ten doktorat, że był jej do czegoś potrzebny, ale że po prostu miał on uzasadnić jej dalszą obecność w Gombe i prowadzenie badań nad szympansami. Już w tym 65. roku ukazał się film dokumentalny poświęcony jej pracy, „Miss Goodall and the Wild Chimpanzees”. Jego producentem był National Geographic. W ten sposób rozpoczęła się jej kariera medialna, można powiedzieć, bo ona rzeczywiście stała się bardzo popularną osobą.
Od tego czasu, kiedy podejrzała Siwobrodego przy termitierze, wielokrotnie udało się potwierdzić, że szympansy używają narzędzi, że narzędzia bywają wyrafinowane, że służą do wybierania wody z zagłębień, albo miodu z barci, albo mózgu z czaszki upolowanego zwierzęcia. Są to rozmaite narzędzia. Bywają to dzidy do polowania na zwierzęta ukryte w dziuplach. Istnieją też kultury szympansie: w zależności od społeczności stosowane są inne narzędzia, mogą się one między sobą różnić.
Piotr: Są też mody wśród szympansów. Mieliśmy o tym [? niepewne: domytaż].
Ola: Tak, odcinek o influencerach szympansich, o innym zastosowaniu źdźbła trawy. No i tutaj wchodzimy znowu na grząski grunt, mianowicie do świata akademickiego antropologów, prymatologów. Oni bardzo mocno obstawali przy tym, że istnieje ta granica między człowiekiem a zwierzętami. I to przekonanie rozbudził w świecie nauki już sam Arystoteles.
Piotr: To jest ten moment, kiedy nic nie mówię.
Ola: Kiedy Piotrek nic nie mówi, bo go nie poważa. Aż po zupełne wydziwaczenie w wykonaniu Kartezjusza, który działał w czasach oświecenia, czyli w wieku rozumu, a tymczasem to, co on uważał na temat zwierząt, to były jakieś zupełnie absurdalne założenia.
Piotr: Różnica, zwróćcie uwagę, polega na tym, że Arystoteles i Kartezjusz zajmowali się głównie uważaniem czegoś na jakiś temat. Natomiast akurat tutaj omawiana Goodall zajmowała się obserwowaniem i weryfikowaniem tego, co inni uważali, więc to jest ta istotna różnica w uprawianiu nauki i nieuprawianiu nauki. Życie w oświeceniu najwyraźniej nie wystarczyło, żeby być oświeconym.
Ola: No i odejdźmy od tego stwierdzenia Kartezjusza, że zwierzęta są takimi bezrozumnymi, niezdolnymi do świadomego odczuwania biologicznymi maszynami. Przejdźmy do punktu widzenia Jane Goodall, która zaobserwowała, że szympansy miały osobowość, emocje, że potrafiły racjonalnie obmyślać postępowanie, że odczuwały radość, smutek, potrafiły sobie okazywać te emocje poprzez uściski, pocałunki, klepnięcia w plecy czy łaskotanie, rozwinęły silne więzi społeczne, rodzinne. Ona to wszystko mówiła, ale też mocno się zbliżyła do tych szympansów. To znaczy przytulała je, głaskała. Są zdjęcia pokazujące, jak całuje szympansa, który również ją całuje w usta. No i to potwornie oburzyło badaczy. Mówili, że stosuje antropomorfizację, czyli [? niepewne: u człowiecza, a nie zwierząt], że tak nie powinno być, że to jest nieprofesjonalne. Ja teraz nie komentuję tego, czy to jest profesjonalne, czy nie całować się z szympansem. Może niekoniecznie.
Piotr: To jest w ogóle opowieść w przypadku przynajmniej dwóch z tych kobiet [? niepewne: testy]. Być może można zaryzykować tezę, że gdyby nie robiły tego, co robiły, tak jak robiły, to byśmy nie wiedzieli tego, czegośmy się dzięki nim dowiedzieli. Więc pytanie, gdzie tu jest granica między takim uprawianiem nauki, jakim się powinno zgodnie z zasadami uprawiać, i w jakim stopniu to ograniczyłoby naszą wiedzę na temat tych badanych obiektów.
Ola: Dziś wiemy, że to wszystko, o czym tutaj mówimy, ma miejsce i że zwierzęta nie mają nic wspólnego z kartezjańskimi maszynami. I dodajmy, że Jane Goodall odkryła również ciemne strony szympansich osobowości, szympansiego charakteru. Dlatego że zaobserwowała agresję i przemoc wśród samych szympansów. Począwszy od tego, że polowały na mniejsze naczelne, na przykład na mniejsze małpy, jadły ich mięso. Poprzez wojny między plemionami, między różnymi grupami, dwiema społecznościami szympansów, wojnę, która trwała cztery lata, i w czasie tej wojny dochodziło do eskalacji przemocy. Na przykład samice celowo zabijały młode innych samic. Zdarzało się, że dochodziło do kanibalizmu. I tak naprawdę to jest to wszystko, co my wśród ludzi również obserwujemy. I to nie powinno nas absolutnie dziwić, że tak jest również u tamtych zwierząt.
I dodam jeszcze jeden raz cytat z Jane Goodall. W książce „Przez dziurkę od klucza” napisała coś takiego: „Ze wszystkich szympansów w Gombe najbardziej kochałam Dawida Siwobrodego. Jego ciała nigdy nie odnaleźliśmy. Po prostu przestał przychodzić do obozu i gdy tygodnie nieobecności zmieniły się w miesiące, stopniowo uświadomiliśmy sobie, że go więcej nie zobaczymy. Poczułam wtedy żal głębszy niż po jakimkolwiek innym szympansie”. Jane Goodall pisała to 30 lat po śmierci Siwobrodego. No i wciąż go opłakiwała. Czuła przez bardzo długi czas żałobę po nim.
No i mając całą tę wiedzę, którą zebrała przez te wiele lat pobytu wśród szympansów, w roku 1977 założyła Jane Goodall Institute. Tak naprawdę zaczęła się przeobrażać z prymatolożki, którą była, w osobę aktywnie chroniącą przede wszystkim szympansy oraz ich habitaty, czyli te miejsca, gdzie żyły od milionów lat, a które się zawężały właśnie ze względu na ekspansję człowieka. Przez całe życie bardzo dużo podróżowała. Jak ktoś miał okazję widywać wzmianki o niej w doniesieniach prasowych, to widział, że dawała mnóstwo wykładów. Mówiła o szympansach, o zmianie klimatu i o współodpowiedzialności nas samych jako ludzi za planetę. I tak naprawdę jak miała ponad 80 lat, dodajmy, że zmarła, jak miała 91, to potrafiła w ciągu roku wygłosić kilkaset takich prelekcji czy wykładów. Tak naprawdę ona udowodniła, że nauka nie musi być kartezjańsko-arystotelesowsko zimna i odległa, że może być pełna empatii, ciekawości i takiego podejścia, które pokazuje, że przyroda jest blisko. Myślę, że zrobiło to dużo lepiej aktywnej ochronie na rzecz szympansów niż takie zimne badania, które łączyłyby się z nadawaniem numerów, a nie imion.
Piotr: Tak, tak. Tu się bardzo wiele zmieniło. Zresztą będę jeszcze o tym za chwileczkę mówił. I pewnie nadal wielu specjalistów wzdraga się, czytając o tej metodzie prowadzenia badań, że jest taka nieprofesjonalna. Faktycznie jest niezgodna z większością założeń, ale tak jak już mówiliśmy, efekty, jakie przyniosła, są tak istotne, że nie da się tego pominąć. I to jest właśnie ten moment, kiedy możemy Wam podziękować, że jesteście, że słuchacie, że wspieracie, że udostępniacie, że komentujecie. I w ogóle jeżeli Wam się podoba to, co robimy, to bardzo zachęcamy do odwiedzenia naszego Patronite albo jednorazowo do postawienia nam kawy na BuyCoffee. Linki są jak zawsze w opisie odcinka.
Ola: A tym spośród Was, którzy nas już w ten czy inny sposób wspierają, jesteśmy nieustająco wdzięczni i oczywiście nasze psy też są wdzięczne. Zwłaszcza tym osobom, które stawiają im smaczki w ramach BuyCoffee.
0:36:22 Dian Fossey: od żyrafy do obozu w górach
Piotr: Tak, Fala jest na etapie lekkiego odchudzania, w związku z czym troszkę wyhamowujemy, nie patrz tak na mnie, troszkę wyhamowujemy z tymi smaczkami, ale nie tak, że całkiem, to tylko tak mówię. Dobrze, słuchajcie, to w takim razie kolejna z trimates, dokładnie, czyli Dian Fossey. Postać zgoła inna i myślę, że całkiem nieźle o niej świadczy być może ten moment, kiedy w ogóle spotkała wspomnianego już Leakeya.
To było tak, że ona była w Afryce, zaraz powiem, jak do tego doszło, ale tak się złożyło, że przyjechała tam, gdzie Leakey razem z resztą swojej, między innymi, rodziny prowadził wykopaliska, i zaczęło się od tego, że wpadła do tego wykopu, bo się poślizgnęła, skręciła nogę, lecąc, i wylądowała na dnie. I tu są rozbieżne relacje, ponoć zwymiotowała na wykopalisko jakiejś praźyrafy, którą tam on odkopał w tym dole.
Co do wpadnięcia do wykopu i skręcenia lub złamania, zależnie od wersji, nogi, to są potwierdzone informacje, o tej żyrafie znalazłem w paru miejscach, ale nie wiem, nie byłem, wtedy komórek nie było, z pewnością by trafiło na Fail Army. Natomiast to był moment, kiedy niewątpliwie zwróciła na siebie uwagę i niewątpliwie on ją bardzo dobrze zapamiętał stamtąd i też docenił jej ogólnie determinację w późniejszych latach. Także to był taki początek znajomości, jakże uroczy.
Natomiast troszkę się cofając, ona urodziła się w 1932 roku, 16 stycznia, i zwykle nie opowiadamy o jakichś takich szczegółach, ale dosyć istotne jest to, że jej matka się rozwodziła, że ona tam nie bardzo miała wsparcie rodziny, dość to był skomplikowany układ, generalnie wyrosła na osobę mocno niepewną. Na etapie dorastania bardzo się zaczęła garnąć do zwierzaków, była klasyczną koniarą, to nie jest obelżywe hasło absolutnie, ale…
Ola: Czyli jeździła konno.
Piotr: No wiesz co, jeżdżenie konno a bycie koniarą to nie jest dokładnie to samo. Ona była zdecydowanie koniarą. W każdym razie z czasem zaczęła pracować terapeutycznie z dziećmi, między innymi hipoterapia i te sprawy, studiowała. No w każdym razie, już tak nieco skracając te wczesne lata, w 1963 roku zebrała wszystkie swoje oszczędności, pożyczyła jeszcze 8 tysięcy dolarów, to na tamte czasy było naprawdę niemało, i pojechała na bodaj 7 miesięcy do Afryki, bo bardzo chciała tam pojechać.
Tam właśnie zwiedzała Kenię, Tanzanię, Kongo, Rodezję i tam doszło do tego pierwszego spotkania i tego wpadnięcia i obrzygania żyrafy. Po tym wszystkim wróciła do USA, żeby odpracować te pożyczone pieniądze, jakoś się odkuć, między innymi pisała artykuły o tej całej wyprawie, miała jakieś zdjęcia i tak dalej. No i trzy lata później Leakey był w USA z jakimiś odczytami, w każdym razie z jakimiś prezentacjami, i oni się tam ponownie spotkali. Jak się okazało, on ją bardzo dobrze pamiętał, co może nie jest dużym zaskoczeniem, zważywszy na to, jak się poznali.
I tu on zaproponował jej, że ma taki wspaniały pomysł, że są goryle górskie, które nie są dobrze zbadane, i żeby dołączyła do Jane Goodall, to znaczy nie tyle dołączyła i wspólnie badała, bo Jane Goodall zajmowała się czym innym, ale żeby dołączyła do tej grupy, można powiedzieć. Ona się ochoczo zgodziła i jemu zajęło nieco czasu zdobycie tego finansowania dla niej. Jak na jego możliwości to było pewnie mnóstwo czasu, bo 8 miesięcy zajęło, ale jej to dało czas na nauczenie się suahili i podstaw prymatologii, bo ona również nie była tutaj kierunkowo wykształcona.
No i finalnie w grudniu 1966 roku pojechała do Nairobi i tam, już tutaj skracam tę historię, w każdym razie założyła obóz w takim szczególnym miejscu, gdzie 7 lat wcześniej pracował George Schaller, chyba się go czyta. To był, jest, bo on nadal żyje, wybitny prymatolog, który zajmował się gorylami, chociaż nie zajmował się nimi bardzo długo. Dlaczego to jest ważne, że ona tam rozłożyła ten obóz? Dlatego że te goryle, które tam żyły w pobliżu, były już przyzwyczajone do dziwnych ludzi z lornetkami i maszynami do pisania i po prostu było znacznie łatwiej, bo nie było tak, że jedynym kontaktem z ludźmi byli jacyś tacy, którzy na nie polowali. Więc miała zdecydowanie lepszy start.
Natomiast warunki tam były niełatwe. Ona mieszkała w namiocie, właściwie żywiła się wyłącznie konserwami, raz na miesiąc schodziła, bo tutaj warto podkreślić, goryle górskie nie nazywają się gorylami górskimi dlatego, że są, nie wiem, z Dąbrowy Górniczej albo czegoś takiego, tylko dlatego, że rzeczywiście żyją w górach, i te warunki zresztą później miały dość istotny wpływ na nią. W każdym razie trzeba było schodzić z tych gór. Raz w miesiącu wędrowała do swojego land rovera, który nazywał się Lili, takiego bardzo zdezelowanego, i tłukła się do jakiejś pobliskiej miejscowości, żeby uzupełnić te konserwy.
Tak to wyglądało i w tych badaniach na początku badała trzy grupy goryli na tym obszarze. Grupa goryli to jest tak od 5 do 19 członków. Zwykle jest ich tam takich 13, 12, 14, coś koło tego. I założenie było takie w nauce, podobnie zresztą jak w tym, o czym mówiłaś w przypadku Jane Goodall, że święta jest obserwacja. Czyli jak się chciało obserwować goryle, to trzeba było usiąść z lornetką albo bez lornetki i bez maszyny do pisania i patrzeć na te goryle, obserwować i notować.
Ola: Ale wiesz, to jest w sumie dobry kierunek w nauce, żeby nie ingerować. Natomiast to były inne czasy.
Piotr: To znaczy tam było wiele innych rzeczy. Problem polegał przede wszystkim na tym, że goryle to nie szarańcza albo jakieś inne zwierzątka o znacznie prostszych umysłach. Tu bardziej mi chodzi o stopień złożoności układu nerwowego. Ona stwierdziła, że jak się siedzi i gapi na te goryle, to one się albo gapią na nią, albo sobie stamtąd idą, bo jakaś baba siedzi i się na nie gapi. To można zrozumieć. To jest trochę tak, jakby się chciało obserwować ludzi i w związku z tym ktoś by stał i się na nas wlepiał. Po prostu nie jest to zachowanie, które jest postrzegane jako coś neutralnego. Co innego w przypadku takich zwierzątek, nie wiem, skoczków pustynnych czy jakichś innych stworzeń, które przyzwyczajają się i zaczynają ignorować po krótkim czasie. Dla goryli po prostu był tam jakiś inny goryl, który się gapił, i nie wiadomo właściwie, o co chodzi.
Ola: W sumie Jane Goodall też miała tego typu problemy z szympansami, że one po prostu uciekały przed nią i szły sobie, bo rzeczywiście to było dla nich trochę creepy.
Piotr: To nie chodziło o taki prosty strach, że ona im krzywdę zrobi, tylko po prostu była to niezręczna sytuacja, w związku z czym postanowiła zastosować inne podejście i obserwując je, postanowiła naśladować ich zachowania, to znaczy między innymi wydawać dźwięki, które po jakimś czasie obserwacji już rozpoznawała, że nie są oznaką agresji czy czegoś innego, tylko jakimiś w miarę neutralnymi, towarzyskimi dźwiękami. Bekanie między innymi było dość istotne, podobno.
Ola: Musiało niezwykle malowniczo brzmieć i wyglądać.
Piotr: Bez wątpienia. Między innymi było to jedzenie łodyg dzikiego selera. Ja tu znalazłem rozbieżne informacje w niektórych miejscach, że ona naprawdę jadła ten seler, w niektórych, że tylko udawała, żeby…
Ola: Nie zaszkodził jej?
Piotr: Nie, no seler to seler, no wiesz, znaczy niektórzy nie lubią, ale…
Ola: Zgadnij kto.
Piotr: Ja na przykład bardzo lubię, więc tak. No i gesty też były tam istotne, że ona pisała, muszę pamiętać, że to dość głupio wygląda, jak człowiek się uderza ręką w jakąś część ciała i tak dalej, no nie zmienia to faktu, że to zadziałało. Goryle zaczęły ją akceptować. Na pewno nie traktowały jej jak członkini stada czy kogoś takiego, ale to też wynika z bardzo istotnych różnic w zachowaniu między szympansami i gorylami. Tu nie było żadnego takiego wprowadzającego jednego wspaniałego, który się z nią zaprzyjaźnił czy coś takiego. Natomiast to, co się tu bardzo istotne okazało, to jej obserwacje, które pokazały, że goryle są niezwykle łagodnymi i społecznymi stworzeniami, co w ogóle nie pasowało do obrazu goryli nawet w nauce, ponieważ one uchodziły za…
Ola: Turboagresywne.
Piotr: Turboagresywne, ogromne, straszne. King Kong to jest taki wzorcowy goryl i takie mniej więcej było pojęcie o gorylach. Zresztą w którymś momencie Hitchcock się do niej zgłosił, że chce nakręcić film o strasznych i agresywnych gorylach i żeby mu pomogła. Co nam powiedziała, żeby się palnął w łeb, i wytłumaczyła mu, jak działają goryle, i on powiedział, że aha, no to do widzenia, i nie powstał na szczęście ten film. Zamiast ptaków mielibyśmy goryle, być może.
Są bardzo społeczne i to jest ciekawa w ogóle obserwacja, natomiast są łagodne. Zupełnie je to odróżnia od szympansów. Ona mówi, że gdzieś wspomniała, że przy 2000 godzin obserwacji widziała mniej więcej około 5 minut zachowań agresywnych. Że właściwie agresja w ogóle się nie pojawiała, nie mówię o zaatakowanych zwierzętach, ale normalnie, i że jedyne momenty agresji ewentualnie zdarzały się wtedy, kiedy były spotkania dwóch jakichś konkurencyjnych grup i przewodników tych grup. Zdarzało się, że rzeczywiście się pogryźli, bo oni wtedy głównie tymi swoimi zębiskami wielkimi zadawali te rany, natomiast to były wyjątki i w ogromnej większości takie spotkania grup rozstrzygały się poprzez prezentowanie różnych swoich przymiotów, ale bez przechodzenia do agresji.
I to jest w ogóle taki główny rys, o którym ona mówiła cały czas, że w nich właściwie nie ma agresji, co nie znaczy, że się nie będą broniły. Ale na przykład wspominała o takim… Właśnie, bo w ogóle interakcje w grupie są tutaj niezwykle ciekawą rzeczą. W tych gorylich grupach opowiadała o tym, jak się zmieniali przewodnicy grup.
Ola: Czy to są zawsze faceci?
Piotr: Nie, to jest bardziej skomplikowane, ale tak, tutaj akurat to byli zwykle faceci, chociaż ona wspomina też o samicy, która była taką przewodniczką. Zresztą ta samica, bardzo mi to przypomniało to, co opowiedziałaś o tym Siwobrodym, bo też w którymś momencie im zniknęła. To znaczy ona się starzała. Wyraźnie widać było, że gdzieś nie wyrabia, inne goryle na nią czekały albo ją przywoływały, jak się gdzieś gubiła, i któregoś razu po prostu zniknęła. Zniknęła i nigdy jej nie znaleźli, mimo że zazwyczaj było tak, że jeżeli jakiś goryl gdzieś umierał, to go potem znajdowano, bo to jest jednak kawał mięsa, że tak brzydko powiem. No ale tej samicy nigdy nie znaleziono.
I właśnie ciekawe zmiany następowały przy zmianie tego przewodnika, bo na przykład w pewnym momencie pojawił się taki, który miał tendencje do bycia takim fafarafa, trochę agresywnym, trochę niesympatycznym. Wtedy większe napięcie w grupie się zrobiło, ta grupa zaczęła zupełnie innymi drogami chodzić niż wcześniej, bo miał inne pomysły, niekoniecznie lepsze. Ona mówi, że uważała, że on jest trochę niebezpieczny, i w pewnym momencie zaobserwowała, jak przyszedł do niego mały gorylak i się o niego oparł.
Ola: Gorylątko.
Piotr: Tak, i ona oczekiwała, że on weźmie to gorylątko i gdzieś wywali i nie wiem, krzywdę mu zrobi, bo zdarza im się robić krzywdę małym, ale w dość określonych sytuacjach. Tymczasem on wziął kwiatek i zaczął łaskotać po nosie tamtego. I ten mały gorylątko zaczął skakać, szaleć i tak dalej. Więc ona mówi, że mnóstwo było tego rodzaju zaskoczeń. Natomiast właśnie bardzo ciekawe były te zmiany dynamiki w grupie, kiedy się zmieniał przewodnik, kiedy zmieniała się sytuacja. Jakby ktoś chciał, to w opisie odcinka będzie link do takiego tekstu z National Geographic. Ona była na okładce National Geographic w 1970 roku. Goodall była w 65, o ile pamiętam.
Ola: Jeszcze sprawdzę.
Piotr: Tak zapamiętałem, jak mówiłaś, ale mogłem się pomylić. I tam jest jej tekst, przez nią napisany, bardzo ciekawy, opisujący różne interakcje, zależności, te zmiany w grupach.
Ola: Tak, zgadza się, 65, ale potem jeszcze wielokrotnie.
Piotr: No tak, tak, ale to był taki pierwszy raz i też dla Fossey to pojawienie się na okładce było takim momentem, nie powiem, że zwrotnym, ale bardzo istotnym, bo ona stała się wtedy rozpoznawalna. Ona na początku pracowała w Kongo, potem, ja już nie chcę wchodzić w niuanse kongijsko-belgijskie i wszystkie te różne zależności, natomiast pracowała w Kongo. Potem musiała się stamtąd ewakuować i przeniosła się do Rwandy. Tam założyła coś, co się nazywało Karisoke Research Center. To od dwóch gór, Kari coś tam i coś tam Soke, już nie pamiętam ich nazw, ale w każdym razie taka to była nazwa.
Tam problem polegał na tym, że były nowe goryle, to znaczy goryle, które nie były przyzwyczajone do niej, nie były w ogóle przyzwyczajone do nikogo poza kłusownikami, w związku z czym mnóstwo czasu zajęło oswojenie ich i przyzwyczajenie. I to mamy, jesteśmy w latach 70. Koło 1972 roku tam się zaczęły robić różne przeboje, to znaczy ona miała różne problemy osobiste. Ona była osobą niewątpliwie bardzo dynamiczną. Można powiedzieć, że momentami apodyktyczną, często dość porywczą.
Ola: A to mamy taki kontrast pomiędzy nią a Jane Goodall, która po prostu takim człowiekiem aniołem była, krainą łagodności.
0:52:03 Kłusownicy, Digit i walka o goryle
Piotr: To ta była zupełnie inna, przy czym, co warto podkreślić, w kontaktach z gorylami się bardzo zmieniała, to znaczy kiedy jakoś z tymi gorylami współistniała, obserwowała je, to był zupełnie inny człowiek. Natomiast kontakty z innymi ludźmi raz jej wychodziły lepiej, raz gorzej. W każdym razie rozstała się z facetem w 1972. Bardzo ją to sfrustrowało. Zaczęła pić za mocno alkohol, zdecydowanie wpadła w jakąś depresję. I też pojawiło się bardzo istotne zjawisko, które trwało, ale zaczęło się stawać coraz bardziej dokuczliwe, czyli kłusownictwo i w ogóle ograniczanie siedlisk tych goryli.
Goryle mają pewną szczególną cechę, mianowicie bronią członków stada, a już zwłaszcza młode, dosłownie do upadłego. W związku z tym, kiedy na przykład próbowano porywać, bo trudno to inaczej nazwać, takie niemowlęta goryle po to, żeby je sprzedawać do zoo, to te goryle, całe stado broniło tego małego, i broniło w sposób bardzo zdecydowany i bezwzględny. Efekt był taki, że żeby porwać jednego takiego małego gorylaka, trzeba było zabić, nie wiem, 8 do 10 dorosłych goryli i to w ogóle nie było skrupułów.
Ola: I to było do ogrodów zoologicznych, czy po prostu do prywatnych?
Piotr: Bardzo różnie. Była słynna sprawa, kiedy zoo w Kolonii w Niemczech zamówiło sobie dwa goryle i to kosztowało życie 20 dorosłych goryli, a te małe były w ogóle w fatalnym stanie, wygłodzone, bo trzymane przez długi czas w jakichś warunkach zupełnie nie dla nich, jakieś poobijane i tak dalej. Ona je dostała pod opiekę, odratowała je.
Ola: Rozumiem, że odzyskała je od kłusowników, tak?
Piotr: No i niestety nie, to znaczy musiała je oddać, nie wiem, jaki tam był układ, nie jestem w stanie.
Ola: Ogrodowi zoologicznemu. Tak, one trafiły do tego. Zoo w Kolonii może się czuć dumne.
Piotr: Tak, pozdrawiamy zoo w Kolonii. I zresztą one po 9 latach umarły w tym zoo w Kolonii. Zresztą obydwa, to był samiec i samica, obydwa w tym samym miesiącu. Dodajmy, że normalnie na wolności goryle żyją 30 do 40 lat, w niewoli są w stanie, w dobrych warunkach, dożyć 50 czy więcej. To wynika oczywiście, jak w wielu przypadkach, po prostu z braku zagrożeń czy jakichś chorób. Więc takich zdarzeń było sporo i ona to bardzo przeżywała.
W pewnym momencie zaczęła organizować patrole przeciwko kłusownikom, złożone z miejscowych mieszkańców, których opłacała. I te patrole były bardzo skuteczne. Tu jest taki przykład z 1974 roku, kiedy w ciągu czterech miesięcy czteroosobowy patrol zniszczył, rozbroił 987 pułapek kłusowniczych. I w tym samym czasie, dokładnie w ciągu tych samych czterech miesięcy, 24-osobowa Straż Parku Narodowego rozbroiła zero pułapek.
Ola: Czyli jakby to powiedzieć, nie miała motywacji? Wiesz co, miała motywację. Czyli generalnie była opłacana przez kłusownika.
Piotr: To był bardzo poważny problem, to znaczy współpraca między kłusownikami a parkiem narodowym, niekoniecznie nawet z szefostwem parku, ale że tak powiem, szeregowcami parkowymi była bardzo ścisła. Ona bardzo pilnowała tego wszystkiego, starała się tych kłusowników wytropić. Wiem, że wielu z nich było aresztowanych, trafiło do więzienia. Była mocno nielubiana przez miejscowych.
Ola: Pewnie, mówiąc delikatnie.
Piotr: No i delikatnie mówiąc, takim przełomowym momentem, taką eskalacją tego wszystkiego było zabicie niejakiego Digita. Digit to był jej taki bardzo ulubiony goryl, trochę jak ten Dawid Siwobrody. Dokładnie. On był młody, bo miał 12 lat, i kłusownicy go zabili strzałem w serce. Odcięli mu głowę, odcięli mu dłonie. Te dłonie później poszły na sprzedaż na popielniczki. Popielniczka z goryla dłoni kosztowała na dzisiejsze około 100 dolarów.
Ola: To jest tak okropne, że aż [? niepewne: strząsk].
Piotr: Dla niej to był bardzo… Ona wiedziała, nie był to pierwszy raz. Natomiast ten Digit… Trudno powiedzieć, że była z nim związana. Bardzo, bardzo go lubiła. Zresztą on dzięki swojemu działaniu ocalił 13 członków tej swojej grupy, którzy zdołali uciec. I to był taki moment, który chyba ją bardzo odmienił. Od tego czasu coraz mniej w tym, co robiła, było badań naukowych, a coraz więcej było de facto walki z kłusownikami.
Ola: Ale to tak widzę, że to jest jakby powszechne w przypadku tych trzech badaczek. Przemiana, to znaczy one zaczynają od badań naukowych, ale w momencie, kiedy już rozpoznają teren i zbliżą się do zwierząt, to się okazuje, że tak naprawdę nie najważniejsze jest prowadzenie badań, tylko zachowanie tych zwierząt w ogóle przy życiu. Bo zagrożenia są tak silne, że badaczki się orientują, że za moment te zwierzęta po prostu znikną z powierzchni ziemi, jeśli się niczego z tym nie zrobi.
Piotr: To jest taki etap, że przychodzisz z mnóstwem ideałów i później te ideały ci się stopniowo zeszlifowują do takiej brutalnej rzeczywistości. Ona się mocno zradykalizowała w tej walce, to znaczy tu są różne doniesienia i nie wszystkie z nich są pewne i potwierdzone, natomiast wiadomo, że paliła obozowiska tych kłusowników, wiadomo, że specjalnie kupowała jakieś petardy, jakieś takie środki, nie wybuchowe, ale odstraszające, żeby ich przerażać. Chodziła w jakichś maskach, twierdząc, że uprawia czarną magię i że oni wszyscy zaraz zginą.
Jest opisany przypadek de facto tortur, kiedy złapała któregoś z tych kłusowników i razem z jakimiś swoimi współpracownikami rozebrali go, tłukli go gdzieś po genitaliach jakimiś pokrzywami i tak dalej, czy jakimś odpowiednikiem tamtejszych pokrzyw. Wiadomo, że zabierała bydło miejscowym, jeżeli wypasali je na takich terenach, na których nie powinni. Jest to [? niepewne: powieść], ale znowu nie znalazłem tutaj stuprocentowego potwierdzenia, o tym, że porwała i przetrzymywała dziecko któregoś z tych kłusowników po to, żeby go zmusić do jakiejś podległości czy wycofania się.
Ola: No trochę granice przekroczyła.
Piotr: No więc przekraczała granice bez wątpienia i też miała wśród przeciwników władze parku. To był dość skomplikowany układ, bo nie jest tak, że ona z nimi stale walczyła. Natomiast po śmierci tego Digita założyła fundację, chyba nazywała się zresztą Digit Foundation wtedy, i sprawa była w ogóle głośna, bo ona nie siedziała tylko w tej swojej [? niepewne: noże], w tej swojej chacie w górach, tylko rzeczywiście jeździła też z wykładami. Była na jakiejś uczelni, uczyła, już nie pamiętam w tej chwili jakiej. Więc te wieści się rozchodziły i mnóstwo ludzi chciało ją wspomagać w tej walce i dawało datki celowe na tę walkę z kłusownictwem.
Tymczasem te datki przechodziły przez różne organizacje i te organizacje różnie z nimi działały. To znaczy rzeczywiście część szła do niej na tę walkę z kłusownictwem, ale na przykład spora część szła na wspieranie Parku Narodowego, co samo w sobie brzmi dobrze. Ona twierdziła, że to się głównie sprowadza do kupowania nowych, nie wiem, biurek i samochodów władzom parku. No i była kwestia turystyki, to był jeden z takich najgorętszych tematów. Ona była ogromną przeciwniczką turystyki, również takiej turystyki przyrodniczej, mającej na celu oglądanie tych goryli i tak dalej. Głównie dlatego, że goryle chorują na te same choroby, na które chorują ludzie, to znaczy są w stanie się zarazić od ludzi na przykład grypą, która jest dla nich śmiertelna i potrafi wybić w krótkim czasie całe stado, i w ten sposób zresztą wiele chorób się przenosi. Istotnym elementem było po prostu zakłócanie spokoju tych zwierzaków. Ona była już dobrze w tym wszystkim obeznana, wiedziała, co może, czego nie może, a turyści, nawet pod nadzorem, tak sobie.
Ola: No dobrze, ale mamy taką sytuację, że jest straszliwe kłusownictwo. Jak rozumiem, to kłusownictwo nie jest spowodowane tylko tym, że jacyś wielcy bossowie narkotykowo-kłusowniczy wchodzą i organizują to wszystko, tylko że miejscowa ludność bierze w tym udział, a bierze prawdopodobnie udział dlatego, że utrzymuje w ten sposób rodziny. Czy jeżeli to tak wygląda, to może trzeba im dać w zamian za ukrócenie kłusownictwa co innego, czyli na przykład możliwość zarabiania na turystyce?
Piotr: No i to był argument właśnie tych organizacji, z którymi ona współpracowała, przez które przechodziły fundusze. Ona się z tym bardzo nie zgadzała i powiem w ten sposób, ja nie jestem w stanie i nie podejmuję się oceniać tej sytuacji, zwłaszcza na przełomie lat 70. i 80. Z całą pewnością jej poczynania były, delikatnie rzecz ujmując, radykalne, natomiast z drugiej strony też ona często mówiła o tym, że to jest pozorne, że wcale miejscowym nie opłaca się bardziej wchodzić w tę turystykę, że dla nich kłusownictwo jest prostsze, że robią to od dawna, że to jest tylko dostarczanie im pieniędzy i możliwości jeszcze lepszego kłusowania. Więc tak jak mówię, nie jestem w stanie i nawet nie będę próbował tego rozstrzygać. Niewątpliwie ona tej turystyki nie cierpiała, zwalczała ją na wszystkie możliwe sposoby i niewątpliwie sprawa jest na tyle skomplikowana, że bardzo trudno to jednoznacznie ocenić.
Ola: Ale ona była wrogo nastawiona do miejscowych, tak?
Piotr: Wiesz co, to jest skomplikowana sytuacja, to znaczy można przeczytać, jest taki tekst z Wall Street Journal, już nie pamiętam z którego roku, no nie taki dawny, chyba z początku lat 2000, gdzie autor tego tekstu mówi, że ona była okropną rasistką, że nienawidziła wszystkich Afrykańczyków, że w ogóle kochała tylko goryle i nienawidziła wszystkich ludzi, że wszystkimi gardziła i tak dalej. Wydaje się to zbyt radykalne, znaczy nie bardzo znalazłem potwierdzenie w innych miejscach, że była aż tak.
Ola: A czemu Wall Street Journal pisał?
Piotr: A wiesz co, bo to było przy okazji filmu o gorylach i o niej i tam jeden taki pan, zresztą dość uznany dziennikarz, a czy niekoniecznie czasami… Dobra, nie chcę nawet nazwiska szukać.
Ola: Powiedziałabym, że wiarygodne tego typu doniesienia byłyby, nie wiem, z jakiegoś tytułu popularnonaukowego.
1:04:24 Trudny charakter, film i zabójstwo Dian Fossey
Piotr: On to oparł na różnych… Widzisz, ona była osobą, która bardzo dzieliła ludzi, to znaczy na przykład jest spora historia tego, że źle traktowała różnych swoich współpracowników. Nie wszystkich, nie zawsze. Niektórzy ją oskarżali o coś, co dziś nazwano by mobbingiem. Inni twierdzili, że ona po prostu taka jest i koniec. Faktem jest na pewno, że ostro piła, bardzo dużo paliła, była mocno sfrustrowana. Faktem jest to, że z czasem bardzo ograniczone zostały prace badawcze, to znaczy skupiła się na ochronie tych goryli, czyli zwalczaniu kłusownictwa. Przez dłuższy czas powstało, zdaje się, w sumie 5 prac doktorskich, podczas gdy powinno było powstać znacznie, znacznie więcej.
Też nie jest tak, że ona jakoś kompletnie gardziła tymi miejscowymi, jak powiem, zwalczała, bo współpracowała z nimi, te patrole to byli miejscowi i tak dalej, więc to nie jest jasna i prosta sytuacja. Na pewno nie była aniołem wcielonym jak Jane Goodall, która, nie wiem, pewnie też miała jakieś ciemniejsze strony, natomiast na pewno Dian Fossey była osobą nielubianą przez wielu i osobą, która bardzo mocno, za mocno zaangażowała się pewnie w tę walkę. Trudno mi jest to jednoznacznie oceniać, bo kiedy widzisz, jak zwierzęta, które kochasz, OK, to nie jest nic złego, są bezwzględnie mordowane w sposób kompletnie bezsensowny i można temu zapobiec, i nie jest to jedyny sposób na życie dla ludzi, mordowanie tych zwierząt, to można się zradykalizować pewnie. Nie chcę ani usprawiedliwiać, ani jakoś tutaj jednoznacznie tego oceniać, nie jest to prosta sprawa, tak to mówimy.
W 1983 roku napisała książkę, którą możecie znać, „Goryle we mgle”. Zakładam, że książki nie znacie, tylko znacie film z 1988 roku, który był nakręcony na podstawie tej książki, ale jeszcze drugiej, bo była taka historia, że dwa studia filmowe zakupiły prawa, jedno do jej książki, a drugie do książki o niej. W tych „Gorylach we mgle” w książce nie ma właściwie żadnej jej strony prywatnej, natomiast w tej drugiej książce było sporo. Te dwa studia się ze sobą pobiły o to, które ma realizować te filmy, w końcu wyszła kooperacja, no i ten film jest w większości oparty na tej książce, „Gorylach we mgle”, natomiast są też elementy prywatne z tej drugiej książki.
Ona z czasem funkcjonowała coraz gorzej, psychicznie i fizycznie, tak jak mówię, piła, bardzo dużo paliła, a że od początku, od urodzenia właściwie, miała problemy z płucami, to dorobiła się potężnej rozedmy płuc, to też kwestia jej klimatu i życia na dużej wysokości. Musiała wędrować z butlą tlenową, była w kiepskiej kondycji. Natomiast 27 grudnia 1985 roku znaleziono ją martwą w jej chacie. W ścianie chaty była wyrąbana dziura, a ona była zabita maczetą, kilkoma ciosami maczety, rozwalono jej głowę, rozwalono jej twarz. I od razu mówię, nie wiadomo, to znaczy formalnie rzecz biorąc został skazany na karę śmierci zaocznie, bo szybko się ewakuował, jej współpracownik, który był jedynym poza nią białym w okolicy. Zaraz powiem, o co chodziło. On rzekomo miał, zgodnie z tym, co władze oznajmiły podczas trwającego pół godziny procesu, czyhać na drugą część jej książki, znaczy ona miała napisać drugą część książki i on chciał ją ukraść, żeby, nie wiem co, opublikować ją jako on, że był niezadowolony ze swojej pracy badawczej i podobno miał ukraść jej i w ogóle.
Ola: No nie brzmi to zbyt wiarygodnie.
Piotr: Nie brzmi to zbyt wiarygodnie. No i taką najczęściej przyjmowaną wersją, i taką, która najbardziej wydaje się teoretycznie logiczna, jest to, że zabili ją kłusownicy albo ktoś inny z miejscowych, z którymi ona walczyła. Tu jest jedno ale, to znaczy znaleziono obok niej mnóstwo cennych rzeczy, pieniądze, jakieś jej prywatne rzeczy, różne, które były zdecydowanie wartościowe i które w takiej sytuacji najprawdopodobniej zostałyby ukradzione, no bo skoro już się kogoś zabija w takim układzie, to raczej zakładam, że to nie była tylko taka sobie zemsta dla sportu, tylko ktoś by jeszcze pewnie na tym skorzystał. Jest wątek jakichś śladów bosych stóp, które policja kompletnie zignorowała. Tu też damy link do filmu, jest taki godzinny ponad film na National Geographic na ten temat. Ja nie chcę go teraz podsumowywać, bo to nie jest true crime'owy podcast i nie o to chodzi zupełnie.
Ola: A co z tymi włosami blond?
Piotr: No więc właśnie, tak, bo tam były, nie, one nie były blond, to znaczy znaleziono ją z włosami czyimiś, wyrwanymi, zaciśniętymi w obu pięściach. I te włosy zostały, jak twierdzą władze Rwandy, wysłane do Paryża do przebadania i przyszła informacja zwrotna, że to nie są włosy Afrykańczyka, tylko białego człowieka i że to nie są jej włosy. I to był jeszcze jeden z argumentów, dla których tego jej współpracownika zatrzymano.
Ola: Bo to jedyny dostępny biały w okolicy.
Piotr: Jedyny biały w okolicy. Natomiast potem okazało się, że owszem, z badania wyszło, że to nie były włosy Afrykańczyka, ale nie zbadano, czy to nie były przypadkiem jej włosy. Co było możliwe, ponieważ ona nie umarła od razu, to znaczy najprawdopodobniej umierała przez dłuższą chwilę po tych ciosach maczetą, mogła sobie sama te włosy wyrwać. Nie wiemy tego, jedyne, co wiemy, to że policja olała sprawę dość potężnie, zresztą nie tylko w tej sprawie.
I tu się pojawia trzeci wątek, to znaczy że być może ona została zabita na zlecenie władz Rwandy i być może, jak powiem, w porozumieniu z jakimiś władzami parku, może coś, no to są już dość poważne zarzuty. Natomiast jest tam też wątek tego, że miała na pieńku również z tą grupą.
Ola: Że zbyt wielu chętnych do zabicia jej było.
Piotr: Jak ktoś powiedział, nie było dla nikogo zaskoczeniem, że ktoś ją zabił. Szokiem było to, że została zabita, natomiast nie było zaskoczeniem, raczej zastanawiano się, kto z licznej grupy osób, które chciałyby ją zabić, ją zabił, a nie wielkie zaskoczenie, że ojej.
Skracając, pochowano ją obok goryli, obok tego jej ukochanego Digita, bo tam było takie miejsce, gdzie chowali te goryle, które były albo zabite przez kłusowników, czy jakoś znalezione. Fundacja Digita stała się fundacją jej imienia i trochę zmieniła profil działania, tu można znowu dyskutować. Między innymi mocno stawiali na turystykę, właśnie na rozwój tej turystyki, której ona tak nie cierpiała, twierdzili, że to ma sens. Jej siedziba, ta chata, to Karisoke, działało aż do 90. roku, do wojny domowej w Rwandzie, kiedy zostało zniszczone, spalone, zdemolowane itd., i później siedzibę tego instytutu badawczego przeniesiono w inne miejsce. Także jej dziedzictwo, można powiedzieć, pozostało.
Natomiast to, co tu na pewno warto na koniec powiedzieć w tej jej historii, to jest to, że w latach 60., czyli kiedy ona tam przybyła, w tym rejonie żyło około 450 goryli górskich. W 1981 roku, czyli w takim najgorszym momencie, ta liczebność spadła do 250, bo właśnie kłusownicy. W 1985, kiedy zginęła, było ich 280, czyli zaczęła ta liczebność rosnąć, i w 2017, to są ostatnie dobre dane, jakie znalazłem, było ich już 880. Nadal jest to skrajnie zagrożony gatunek, ale na pewno jej działalność, zarówno polegająca na rozpowszechnieniu wiedzy o tych zwierzakach, jak i na tej walce z kłusownictwem, którą udało się mocno ograniczyć, sprawiła, że ta populacja się bardzo mocno odbudowała. Jeszcze raz, to nadal jest bardzo zagrożony gatunek, natomiast nie zmienia to faktu, że zrobiła kawał dobrej roboty, ratując te goryle górskie. Gdyby nie ona, to z całą pewnością do dziś zostałyby wybite całkowicie.
Ola: No i przede wszystkim rozgłosiła to po całym świecie i ludzie się o tym dowiedzieli. Czemu? Tutaj trzeba przyznać, że sprzyjało to, że jej dramatyczna śmierć pewnie też została odpowiednio odczytana i nagłośniona w mediach.
Piotr: Plus film, tak, „Goryle we mgle”, tam Sigourney Weaver grała ją i zresztą później w tym filmie na National Geographic, [? niepewne: tej mojej śmierci], również jej głos, są jakieś fragmenty czytane, jakieś jej wypowiedzi i tak dalej, też Sigourney Weaver podkłada.
1:15:16 Birutė Galdikas i orangutany
Ola: Ja muszę to obejrzeć. Sprawdziłam oceny, na Filmwebie ma 7,5, więc myślę, że sobie obejrzymy. No i trzecia z aniołków Leakeya, czyli Birutė Galdikas.
Piotr: Szykuje nam się długi odcinek.
Ola: Tak, ale ja tu skrócę, bo twoja opowieść była tak dramatyczna, że ja się tak zastanawiam, jak mam z tą Birutė zarządzić, bo ona właściwie, można powiedzieć, to jest historia wręcz wzorcowo prowadzonych badań.
Piotr: To może miła odmiana, że tak powiem.
Ola: Ona dlatego tak się dziwnie nazywa, bo jest córką litewskich uchodźców, którzy uciekli do Niemiec Zachodnich przed okupacją radziecką w 1946 roku, a kiedy miała 2 lata, ta rodzina przeniosła się do Kanady i w Toronto dorastała. I tak naprawdę jej miłość do zwierząt znowu zaczęła się w podobnej sytuacji jak u Jane Goodall, to znaczy po przeczytaniu książeczki dla dzieci, a mianowicie tym razem nie był to doktor Dolittle, tylko „Ciekawski George”. To jest, przypominam, historia małpki, która została porwana przez człowieka w żółtym płaszczu.
Piotr: Znamy to jako animację, ale tak, tak, tak, to książka.
Ola: Ta seria książeczek zaczęła powstawać, zdaje się, w 1941 roku, także Birutė miała do niej dostęp jako dziecko. I w przeciwieństwie do tych dwóch kobiet, o których opowiadaliśmy przed chwilą, to właśnie Birutė rozpoczęła karierę prymatolożki, mając za sobą studia magisterskie, w przeciwieństwie do Goodall i Fossey.
Piotr: Ja nie powiedziałem o Fossey, ale ona potem zrobiła i doktorat, i tak dalej, także to nie jest tak, że pozostała zupełnie niewykształcona, jak najbardziej była wykształcona, tylko że z czasem zdobywała to wykształcenie.
Ola: No to, przepraszam, to jest moment, kiedy Piotrek miał na rękach dwa psy i ja musiałam mu zrobić zdjęcie, więc się rozproszyłam, ale już wracam do tej historii. Birutė w 1966 roku ukończyła psychologię i zoologię na University of California w Los Angeles, czyli UCLA, a kiedy potem zaczęła podyplomowo studiować antropologię na tym samym uniwersytecie, wówczas spotkała Louisa Leakeya, który pewnie był tam z jakimiś wykładami, bo on jeździł, miał duże kontakty, zresztą nie tylko tam, jak wiemy. I, uwaga, tutaj historia odbiega od tego, co się działo w przypadku Jane Goodall i Dian Fossey, to znaczy sama Birutė Galdikas zaproponowała Leakeyowi, że chciałaby przeprowadzić długoterminowe badania orangutanów w ich naturalnym środowisku, i poprosiła Leakeya o wsparcie.
I teraz uwaga, Leakey się wahał, nie był pewien, miał zastrzeżenia, bo, no właśnie, nie wiemy dlaczego miał te zastrzeżenia, nie znalazłam tych informacji, ale ostatecznie udało mu się, uwaga, uzyskać finansowanie, jak zwykle z National Geographic, on tam chyba był mocno zaprzyjaźniony z tą instytucją. To National Geographic zgodziło się na sfinansowanie i utworzenie ośrodka badawczego na Borneo w Indonezji. Bo tak, orangutany, pamiętamy, to już nie jest Afryka.
Galdikas pojechała na Borneo w 1971 roku, kiedy miała 25 lat, czyli mamy znowu sytuację bardzo podobną jak u dwóch pozostałych badaczek. I na tymże Borneo założyła obóz badawczy, który nazwała Camp Leakey, od nazwiska swojego mentora. Ten obóz z czasem się rozbudował i stał się ośrodkiem badawczo-akademickim i stanowi do dziś Światowe Centrum Badań nad Orangutanami i ich rehabilitacją, co jest bardzo ważne.
I teraz kolejna rzecz, Birutė Galdikas wciąż żyje i wciąż prowadzi badania nad orangutanami, już trwające ponad 50 lat. I są to najdłuższe ciągłe badania jednej populacji dzikiego ssaka, prowadzone przez jednego naukowca. To jest jakiś fenomen, niesamowite.
Dodajmy, że kiedy zaczynała te badania, orangutany były jednymi z najmniej, właściwie najmniej poznanymi z wielkich małp człekokształtnych. I wówczas sądzono, że to są takie małpy, które po prostu są samotnikami. Kompletnie żyją w izolacji, tylko spotykają się, żeby odbyć gody, a następnie znikają jak goryle we mgle. Tymczasem Birutė poprzez obserwacje zauważyła, że to w ogóle nie do końca tak jest, nie są całkowicie aspołeczne. Tak naprawdę aspołeczne, właściwie całkiem samotne, są dorosłe samce. One rzeczywiście wędrują samotnie, nie stykają się z innymi orangutanami, chyba że z samicami właśnie po to, żeby odbyć kopulację. Ale młode orangutany są jak najbardziej społeczne i to wręcz bardzo towarzyskie. Birutė zaobserwowała, że orangutany żyją w luźnych strukturach rodzinnych, które obejmują przede wszystkim samice, i te samice potrafią wędrować na dosyć duże odległości i przez to jest to ich sposób na wzbogacanie różnorodności genetycznej, czyli po prostu nie zamykają się w swoich klanach, tylko wymieniają się tymi genami.
I okazało się też, że jeśli chodzi o ich rozmnażanie, to jest to też bardzo ciekawa sprawa, bo one rozmnażają się w dosyć dużych odstępach czasu, to znaczy między narodzinami młodych orangutanów średnio istnieje odstęp sięgający niemal 8 lat. To jest ogromny odcinek czasowy, najdłuższy znany okres wśród naczelnych, który dzieli kolejne narodziny. I też późno dojrzewają, bo samice mogą zacząć rodzić w wieku 15 do 17 lat, natomiast samce osiągają dojrzałość dopiero około 18 do 19 roku życia, a niektóre, właśnie te, które obserwowała Birutė Galdikas, dojrzewały dopiero w wieku 30 lat, także to jest…
Piotr: A to jak długo one żyją, wiesz?
Ola: One żyją do 70 roku życia, nawet jeżeli żyją w dobrych warunkach, w niewoli, ale dobrze traktowane, to nawet do 70 lat dożywają. No i co dalej? Okazało się, że znowu są to kolejne małpy naczelne, które używają narzędzi, wytwarzają narzędzia, świetnie się nimi posługują, współpracują w grupie, żeby różnymi narzędziami zdobywać pokarm. To były wszystko nowe rzeczy dla badaczy z całego świata, bo nigdy się tym orangutanom tak dobrze nie przyjrzano.
Piotr: Bo niełatwo.
Ola: Niełatwo, tak. Dodajmy, że ona jeszcze zbadała i skatalogowała, co wchodzi w skład diety tych orangutanów, i okazało się, że jest tam 400 różnych pokarmów i oczywiście wszystkie są czerpane z tej dżungli, w której orangutany żyją, w związku z czym zagrożenia wynikające z wycinki lasów deszczowych są dla nich bardzo silne. O tym jeszcze za chwilę powiem.
Dodam jeszcze, że w roku 1978 Galdikas obroniła doktorat z antropologii. Oczywiście dotyczył on orangutanów. Potem w 1981 zdobyła profesurę na Uniwersytecie Simona Frasera w Kanadzie i zaczęła już w latach 70., a tak naprawdę już na dużą skalę w 80., działać na rzecz ochrony orangutanów. Zresztą już w pierwszych tygodniach swojego pobytu na Borneo zetknęła się z orangutanami, ofiarami polowań i kłusownictwa. Udało się wyrwać młodą samicę z rąk kłusowników i ona była rehabilitowana przez Birutė, i to też wywarło duży wpływ na to, jak później postrzegała pomoc tym zwierzętom. Zaczęła bardzo mocno zabiegać o to, żeby powstawały regiony chronione tych lasów deszczowych. W 1982 roku w tym rezerwacie, gdzie przebywała, dzięki jej wysiłkom został stworzony park narodowy, który miał chronić ten obszar przed wycinką, przed wydobywaniem różnych złóż czy innymi działaniami, które mogłyby ingerować w tamtejsze środowisko. I podobnie jak dwie pozostałe badaczki, ona również założyła organizację, tym razem Orangutan.
Piotr: Może zostańmy przy wersji „orangutan” po prostu, dlatego że „orangutan” pochodzi z malajskiego. Po malajsku „orang” to jest człowiek, a „hutan” to jest las, czyli „orangutan” to jest leśny człowiek. A jeszcze dodajmy, że malajski ma dość podobną wymowę do polskiego.
Ola: Tak, czyli można spokojnie mówić „orangutan”.
Piotr: Dość bezpiecznie. Jak gdzieś jest napisane coś fonetycznie, to można to przeczytać po polsku i z dużym prawdopodobieństwem trafimy. A jeszcze fajnie się liczbę mnogą tworzy, bo jak „orang” to jest człowiek, to ludzie to będzie „orang-orang”.
Ola: Ale razem pisane?
Piotr: Nie, z myślnikiem. „Orang-orang”. No więc wracając do twojej nazwy.
Ola: Wracając do tematu, Orangutan Foundation International. Ta fundacja miała i nadal chroni orangutany, prowadzi badania, rehabilituje osobniki odzyskane z nielegalnego handlu i niewoli. Jak można się domyślać, te wszystkie działania oczywiście nie wszystkim się podobały, tak jak w przypadku chociażby Dian Fossey. I kontrowersje się różne pojawiały. Zacznijmy najpierw od takich ataków, które miały podważać kompetencje Birutė Galdikas jako badaczki orangutanów. Już w latach 80. krytykowano ją za to, że rehabilituje je w taki sposób, że, dokładnie to, co mówiłeś o Dian Fossey, mogą przenosić choroby, które podłapią chociażby od ludzi, na dzikie populacje. Chodziło o to, że jeżeli są leczone wśród ludzi, to ich zachowania po wypuszczeniu będą dziwne, czy też odbiegające od normy i nieprzystające do innych osobników.
Oczywiście, jak można się spodziewać, relacje Galdikas z indonezyjskimi urzędnikami nie były zawsze wzorcowe. Były liczne konflikty administracyjne, co przekładało się oczywiście na trudności w prowadzeniu badań. I nawet pod koniec lat 90. indonezyjskie Ministerstwo Leśnictwa oskarżyło Galdikas, że nielegalnie przetrzymuje dużą liczbę orangutanów w złych warunkach. Szukałam jakichkolwiek informacji w źródłach niezależnych. Oprócz tego, że Galdikas przede wszystkim zaprzeczyła, nie ma żadnego potwierdzenia, że to mogło mieć miejsce.
Piotr: Było więcej jakichś takich dziwnych wojenek.
Ola: Były wojenki, podchody. I co więcej, i to już było chyba za dużo dla różnych oficjeli w Indonezji, Galdikas w latach 90. bardzo poważnie zaangażowała się w walkę z wycinką dżungli na Borneo. O, a nieładnie.
Piotr: Utrudnia ludziom życie.
Ola: I cóż się wydarzyło? Tam się robiło coraz ostrzej. Jeśli chodzi o tych drwali, to oni sami w sobie byli [? niepewne: nierzeczliwi], ale ponad nimi stali jeszcze ludzie o dużych wpływach. I oni również podkopywali pozycję Galdikas, ale jakby tego było mało, doszły do tego wręcz osobiste ataki. Ci ludzie, którzy uczestniczyli w tych wycinkach, podchodzili pod te [? niepewne: kampliki], obserwowali obóz, dawali takie poczucie zagrożenia. Widać było, że przebywają w miejscach, z których mogą obserwować ludzi przebywających w obozie. I to sprawiało, że…
Piotr: Takie wywieranie presji, strachu ciągłego.
Ola: Naukowcy, wolontariusze czuli się zagrożeni. Tam zaczęło trącić paranoją. Pojawiły się groźby zupełnie bezpośrednio rzucane pod adresem tych organizacji, które tam przebywały, tych ludzi. No i ostatecznie Galdikas zwróciła się do rządu Indonezji o interwencję i, uwaga, otrzymała ochronę policyjną. I to na całkiem długi okres, bo trwało to 3 lata, jak policja ochraniała ten prowadzony przez nią ośrodek w Camp Leakey.
Te konflikty dotyczyły Ministerstwa Leśnictwa, ale relacje badaczki z Ministerstwem Leśnictwa nie były jednoznaczne, dlatego że z jednej strony oskarżali ją o jakieś złe traktowanie orangutanów, a z drugiej strony w latach 1996 do 1998 zatrudnili ją jako doradczynię Ministra Leśnictwa, żeby doradzała, co robić w sprawie chronienia tych lasów deszczowych. Ona wykorzystała okazję i pozycję i doprowadziła do utworzenia kolejnego rezerwatu dzikiej przyrody w tym kraju.
Piotr: To tak jak i Dian Fossey, ona też miała niejednoznaczne i dość skomplikowane układy z władzami. Z jednej strony władze zwykle zdawały sobie sprawę z tego, że ta ochrona zwierząt może im przynieść konkretne korzyści, a może nawet jest słuszna, a z drugiej strony sprowadzało się to często do robienia rzeczy niewygodnych lub też nieopłacalnych dla niektórych, więc to skomplikowane.
Ola: To skomplikowane, ale ostatecznie pod koniec lat 90., zwłaszcza po intensywnych pożarach, które nawiedziły Indonezję w 1997 roku, jej działania na rzecz orangutanów okazały się nieocenione. Ona przede wszystkim założyła bardzo sprawny, duży, stale rozbudowujący się ośrodek rehabilitacji orangutanów przez to, że do jej rąk, i nie tylko do jej rąk, trafiało mnóstwo osieroconych młodych orangutanów wskutek właśnie tych pożarów, tej katastrofy, która tam nastąpiła.
Piotr: Tak, zwłaszcza że tak jak mówisz, one długo pozostają niesamodzielne, to jest istotne. W przeciwieństwie do niektórych innych naczelnych, one naprawdę długo muszą być pod opieką.
Ola: Muszą być pod opieką, poza tym rzadko się rodzą, w związku z czym szczególnie cenne są te młode i zdecydowanie warto je chronić. Też w tym 1997 roku za swoją postawę wobec ochrony przyrody w ogóle i wobec orangutanów w szczególności dostała od prezydenta Indonezji bardzo szczególne wyróżnienie. Nazywa się ono „Indonezyjski bohater dla środowiska” i była pierwszą osobą spoza tego kraju, która otrzymała to najwyższe wyróżnienie środowiskowe. Więc można powiedzieć, że ostatecznie została doceniona. Zresztą prowadzi badania do dziś, do dziś ściąga uwagę na ochronę orangutanów w Indonezji, pozyskuje fundusze na te cele.
Dodajmy, że nie jest to może tak medialna osoba, jakimi były Goodall i Fossey, natomiast ona również zyskała sobie sławę i popularność. Między innymi, jak dwie pozostałe badaczki, trafiła na okładkę National Geographic w roku 1980, a od 1975 publikowała tam artykuły o orangutanach, w związku z czym nagłaśniała tę sprawę i dzięki niej w dużej mierze dzisiaj wiemy, jak bardzo zagrożony jest ten gatunek i jak powinno się go chronić, żeby nie zniknął.
Piotr: Ona jest z nich najmłodsza, jak patrzę, ona jest z 1946 roku, tam 1934, 1936.
Ola: Jane Goodall z 1934, a 1936 Dian Fossey.
Piotr: Tak, pamiętam, Dian Fossey z 1936.
Ola: Dodajmy jeszcze, że…
Piotr: Nie, wróć, Dian Fossey jest najstarsza, ona była z 1932.
Ola: Dodajmy, że jeśli chodzi o popularność Birutė Galdikas, to w działania na rzecz orangutanów, które były przez nią prowadzone, zaangażowała się między innymi Julia Roberts, która wystąpiła w filmie dokumentalnym o badaniach Galdikas, jak również Al Gore, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych z czasów Clintona. On również bardzo wspierał działania Galdikas. No i cóż, można powiedzieć, że te trzy kobiety, można dokładnie wskazać te momenty, gdzie zmieniły postrzeganie tych wielkich małp naczelnych i spopularyzowały ten temat, i też wyostrzyły uwagę pod kątem tego, jak bardzo można im zaszkodzić, nie chroniąc ich.
1:36:23 Podsumowanie i słowo na dziś
Piotr: Tak, i też bardzo wyraźnie widać, że okej, przekraczając granice ówczesnego podejścia do nauki, jednocześnie pokazały, że to, co robiły, to nie była tylko bambinizacja i antropomorfizacja i tak dalej. Nawet można powiedzieć, że dzisiaj mamy na to trochę inne, szersze może spojrzenie, że również dzięki nim, ale też dzięki innym badaniom dowiedzieliśmy się znacznie więcej w ogóle o naczelnych, o szczególnie tych małpach, które… I to rzeczywiście nam pokazuje, że ta granica między człowiekiem, o tym mówiliśmy również, a tymi zwierzętami jest, delikatnie rzecz ujmując, płynna, więc…
Ola: Właściwie to granicy nie ma.
Piotr: Znaczy jest granica, ale jest kilka różnych granic, ale one są płynne, to nie są ostre granice. I rzeczywiście można by wtedy, patrząc na to, co one robią, uznać, że są, nie wiem, jakimiś kompletnymi wariatkami, które robią jakieś idiotyzmy, natomiast z czasem się okazuje, że w wielu kwestiach miały znacznie więcej racji, niż się wtedy mogło wydawać.
Ola: No tak. I naprawdę kawał dobrej roboty wykonały.
Piotr: Słuchajcie, nagadaliśmy się strasznie. Będzie ponad półtorej godziny tej opowieści. Ciekaw jestem, czy dacie radę, bo to taka nietypowa trochę opowieść, taka trochę gadana, trochę…
Ola: Biograficzna.
Piotr: Biograficzna. No zobaczymy, jak wam się to spodoba. Nas ten temat bardzo zainteresował. Już szykujemy na następny raz coś, co miało być… Tym razem nie powiemy co. Najbliższy odcinek to będą newsy, natomiast kolejny… Nie możemy absolutnie nic mówić. Powiedzmy, że będzie z okolic dramatyczno-katastroficzno-straszliwych, ale nic więcej nie mówimy. Zostało nam, słuchajcie, słowo na dziś. Tym słowem na dziś będzie właściwie liczba mnoga. Tak sobie wymyśliłem.
Ola: To będzie pomysł Piotrka. „Orang-orang”. Pisane z kreską.
Źródła
* https://www.smithsonianmag.com/history/the-old-man-of-olduvai-gorge-69246530/
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Louis_Leakey
* https://www.talkorigins.org/faqs/homs/lleakey.html
* https://en.wikipedia.org/wiki/The_Trimates
* https://www.cbc.ca/natureofthings/features/louis-leakey-selected-three-women-to-study-the-great-apes-they-inspire-youn
* https://www.science.org/content/article/jane-goodall-famed-primatologist-changed-way-we-thought-about-apes
* https://www.nature.com/articles/d41586-025-03209-y
* https://www.scientificamerican.com/article/jane-goodall-conservationist-who-transformed-our-understanding-of/
* https://magazynpismo.pl/idee/esej/jane-goodall-i-jej-nauczyciel-szympans/
* https://en.wikipedia.org/wiki/Jane_Goodall
* https://www.bbc.com/news/live/c9qyw2ewl2nt
* https://www.nationalgeographic.com/culture/article/dian-fossey-national-geographic-archives
* https://en.wikipedia.org/wiki/Dian_Fossey
* https://gorillafund.org/who-we-are/dian-fossey/dian-fossey-bio/
* https://www.famousscientists.org/dian-fossey-2/
* https://www.smithsonianmag.com/smithsonian-institution/dian-fosseys-gorilla-skulls-are-scientific-treasures-and-symbol-her-fight-180962564/
* https://www.nationalgeographic.com/magazine/article/mountain-gorillas-study-dian-fossey-virunga
* https://www.youtube.com/watch?v=oh_oDr8vg-Y
* https://web.archive.org/web/20200627032228/http://www.bbc.com/earth/story/20151226-the-woman-who-gave-her-life-to-save-the-gorillas
* https://web.archive.org/web/20150119112835/http://www.wsj.com/articles/SB1015200880517583680
* https://www.science-delivered.org/blog/2018/6/4/birut-galdika-the-champion-of-orangutans
* https://en.wikipedia.org/wiki/Birut%C4%97_Galdikas
* https://orangutan.org/50-years-in-the-field/
* https://www.atlasobscura.com/articles/galdikas-orangutan-borneo
* https://www.sciencefriday.com/articles/10-questions-for-birute-mary-galdikas-orangutan-expert/
* https://orangutan.org/our-projects/research/camp-leakey/
Źródła
Leakey
- smithsonianmag.com/history/the-old-man-of-olduvai-gorge-69246530/
- pl.wikipedia.org/wiki/Louis_Leakey
- talkorigins.org/faqs/homs/lleakey.html
The Trimates
Goodall
- science.org/content/article/jane-goodall-famed-primatolog…
- nature.com/articles/d41586-025-03209-y
- scientificamerican.com/article/jane-goodall-conservationist-who-tran…
- magazynpismo.pl/idee/esej/jane-goodall-i-jej-nauczyciel-szymp…
- en.wikipedia.org/wiki/Jane_Goodall
- bbc.com/news/live/c9qyw2ewl2nt
Dian Fossey
- nationalgeographic.com/culture/article/dian-fossey-national-geograph…
- en.wikipedia.org/wiki/Dian_Fossey
- gorillafund.org/who-we-are/dian-fossey/dian-fossey-bio/
- famousscientists.org/dian-fossey-2/
- smithsonianmag.com/smithsonian-institution/dian-fosseys-gorilla-…
- nationalgeographic.com/magazine/article/mountain-gorillas-study-dian…
- youtube.com/watch
- web.archive.org/web/20200627032228/http://www.bbc.com/earth/s…
- web.archive.org/web/20150119112835/http://www.wsj.com/article…
Galdikas
- science-delivered.org/blog/2018/6/4/birut-galdika-the-champion-of-o…
- en.wikipedia.org/wiki/Birut%C4%97_Galdikas
- orangutan.org/50-years-in-the-field/
- atlasobscura.com/articles/galdikas-orangutan-borneo
- sciencefriday.com/articles/10-questions-for-birute-mary-galdika…
- orangutan.org/our-projects/research/camp-leakey/
