Podcast Crazy Nauka · odc. 122

Niż genueński – czy będzie kolejna powódź?

08-07-2025 · 61 min · Tematyczny, Klimat i środowisko, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

W chwili publikowania tego odcinka nad Polskę nadciąga potężny niż Gabriel, który narodził się koło Genui. Niesie ze sobą ogromną ilość wody i wygląda na to, że będzie ją zrzucał właśnie nad naszym krajem.
Co sprawia, że takie niże się tworzą, dlaczego są dla nas tak niebezpieczne, jak wpływa na nie zmiana klimatu i czy tym razem powinniśmy bać się powodzi? Czy dzieje się to według takiego schematu jak powódź, która nawiedziła Polskę we wrześniu 2024 roku i czy rzeczywiście sytuacja jest identyczna jak rok temu?

Oraz jak to się stało, że kilka dni temu nad Teksasem wydarzyła się powódź błyskawiczna, która zabiła ponad sto osób?

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Czy czeka nas powtórka z ubiegłorocznej powodzi?

Piotr: Jakie są podobieństwa, a jakie różnice między sytuacją obecną a tą z września 2024 roku, kiedy południe Polski zalały nawalne deszcze?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś miał być teoretycznie krótszy odcinek z cyklu Nauka na czasie.

Piotr: Ale wzięliśmy sobie to "na czasie" bardzo do serca.

Ola: I w związku z tym skupimy się na tym, co jest w tej chwili chyba najważniejsze, czyli na niżu genueńskim, który został nazwany Gabriel. Bardzo wdzięczne imię. I który znów grozi nam powodzią według takiego schematu jak powódź, która nawiedziła Polskę we wrześniu 2024 roku.

Ale czy rzeczywiście sytuacja jest identyczna jak rok temu? W tym odcinku podjęliśmy się trudnego zadania, ale uważam, że bardzo ważnego i potrzebnego, ponieważ krok po kroku opowiemy, o co w tym wszystkim chodzi.

Będziemy unikać meteorologicznego żargonu. W końcu nie jesteśmy meteorologami, ale jako dziennikarze naukowi specjalizujemy się w prostym wyjaśnianiu skomplikowanych zjawisk. Wszystkie te nasze wyjaśnienia w stu procentach opieramy na rzetelnych źródłach specjalistycznych, a linki do tych źródeł znajdziecie w opisie odcinka.

Piotr: Ja jeszcze postaram się dodatkowo wyjaśnić to, co zawsze budzi strasznie wielkie emocje, czasem nawet większe niż główny temat, czyli jaki wpływ na te sytuacje mają zmiany klimatu. A mają, i to potężny. Zahaczymy jeszcze na koniec o inną powódź, o której właściwie też nie można nie powiedzieć, czyli taką bardzo gwałtowną i tragiczną w skutkach powódź, która nawiedziła kilka dni temu, dokładnie 4 lipca, Teksas. Jedno konkretne miejsce, bardzo tragiczne skutki.

Zanim pójdziemy dalej, jest jeszcze jedna sprawa. Ruszamy z naszym letnim, już zapowiadanym trochę cyklem pytań i odpowiedzi. Takie cykle robiliśmy już w zeszłym i jeszcze zeszlejszym roku.

Ola: Takie ładne słowo. Bardzo lubię takie słowa.

Piotr: Zeszlejszym. Czemu nie? Kto zabroni? I wy najwyraźniej lubicie te odcinki, bo one wciąż się bardzo dobrze słuchają. Więc mamy taki pomysł: jeżeli macie pytania, które dotyczą szeroko rozumianych spraw naukowych, to bardzo prosimy, podsyłajcie je do nas.

Ola: Warto zaznaczyć, że szczególnie dobrze sprawdzają się pytania, które dotyczą różnych codziennych spraw. Na przykład: dlaczego tak trudno otworzyć lodówkę, żeby nie wypadli z niej Stanisławscy? Nie, nie, nie.

Piotr: Nie da się.

Ola: Dlaczego tak trudno otworzyć lodówkę, którą sekundy temu zamknęliśmy? Albo dlaczego mój głos brzmi tak głupio na nagraniu? Raczej nie podejmujemy się odpowiedzi na pytania w rodzaju: jaki jest sens życia.

Piotr: Oczywiście poza klasyczną odpowiedzią, że 42. Kto wie, ten wie, kto nie wie, to może na koniec, jak nie zapomnę, powiem, skąd to.

Ola: I jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć, jaki jest sens życia, to można też obejrzeć film "Sens życia według Monty Pythona".

Piotr: A można, można. Jeszcze jest jeden rodzaj pytań, na który nie odpowiemy. Na przykład: dlaczego raczej jest coś niż nic? To jest ten typ pytań, na który nie będziemy odpowiadali, bo się nie czujemy kompetentni, a poza tym to nie jest obszar naszych kompetencji i zainteresowań. Dobra, jeśli macie takie pytania, znaczy nie takie o sens życia…

Ola: A bardziej o lodówkę, z której wypadali Stanisławscy.

Piotr: To słuchajcie, podeślijcie je na adres. Taki klasyczny adres to jest podcast.małpka.crazynauka.pl. Ale ja sprawdziłem wszystkie możliwości, więc może być też podcasty.małpa.crazynauka.pl, może być pytania.crazynauka.pl, pytanie.crazynauka.pl. A podcast przez C, nie przez K? Mogę zrobić przez K, mogę nawet przez X, ale trzymajmy się wersji podcasty, albo podcast, albo pytania, bo tam już nie ma wątpliwości. Pytania, dobrze?

Ola: Dobrze.

Piotr: Świetnie. Możecie też te propozycje pytań wrzucić do komentarzy, postaramy się je wyłapać i w miarę możliwości odpowiadać w kolejnych odcinkach wakacyjnych właśnie na te pytania.

Ola: I tradycyjnie już zapraszamy was również do posłuchania naszych podcastów z cyklu Laboratorium Zbrodni. To jest seria odrębna od podcastu Crazy Nauka, którą tworzymy we współpracy z Polskim Radiem. Znajdziecie tę serię na stronie Polskiego Radia, na Spotify i wszędzie tam, gdzie lubicie słuchać podcastów.

Piotr: A my również tradycyjnie bardzo wam dziękujemy, że jesteście, że słuchacie, że komentujecie, że oceniacie. Komentujcie, prosimy, to jest zawsze super fajna sprawa, bardzo miło odpowiadać.

Ola: Dziękujemy tym wszystkim, którzy wspierają nas w serwisie Patronite i tym, którzy przybywają do tego serwisu, oraz tym, którzy nam przesyłają wirtualne kawki w ramach BuyCoffee.to. Bardzo je doceniamy.

Piotr: No właśnie, słuchajcie. Przypomniałem, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:05:54 Co to jest niż genueński i jak powstaje

Ola: Przyznam szczerze, że z ulgą odetchnęłam po tych weekendowych upałach i po suszy, która zdążyła już doszczętnie wypalić wiele trawników, tych poprzycinanych na dwa centymetry. Zwłaszcza dotyczy to różnych trawników miejskich, które są regularnie golone do gołej skóry, po czym się okazuje, ups, jak zawsze, co roku jest susza i jak zawsze to wszystko wygląda jak u gór, kiedy to się wreszcie skończy.

Ucieszyło mnie zwłaszcza to, że nasz ogródek, który jest nieporządnie zarośnięty, bardzo niechlujny, skandal, no wreszcie sam się zaczął podlewać, to znaczy zaczęło go podlewać. Ale w perspektywie mamy to, że tego upragnionego, bardzo upragnionego deszczu w czasie suszy może się zrobić dużo, albo nawet dużo za dużo. I to jest sprawka tego, co od ostatniej niedzieli dzieje się w okolicach Genui we Włoszech. W tej samej Genui, która wydała Krzysztofa Kolumba.

Piotr: Którego nie pozdrawiamy.

Ola: Którego nie pozdrawiamy i który mimo, że był Włochem, wybrał się na poszukiwanie nowego świata pod banderą królów Hiszpanii.

Piotr: Niestety znalazł. No ale zostawmy ten wątek na razie.

Ola: W ostatnich dniach otworzyła się sytuacja podobna do tej, która doprowadziła do tych absolutnie gigantycznych opadów we wrześniu 2024 roku. Te opady, jak pamiętacie, zaowocowały gwałtowną powodzią na Dolnym i Górnym Śląsku czy w Małopolsce. Jeśli chodzi o ten niż genueński, który obecnie się formuje, to właśnie ten nazywany Gabriel.

Warto wspomnieć, czym właściwie są te systemy niżowe. Otóż masy powietrza w ich obrębie się porządkują w taki sposób, że finalnie tworzą cyklon, czyli wielki wir. Na półkuli północnej wiatr w obrębie tego wiru porusza się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. W obrębie niżu występują obszary niskiego ciśnienia, wieją potężne wiatry. Niże przynoszą również opady, a to, jak wielkie są te opady, zależy od sytuacji w danym regionie świata, gdzie to się dzieje. A sytuacja jest szczególna.

Piotr: Tak, szczególna, bo to, co nas teraz najbardziej interesuje, to niż, który formuje się w okolicach Zatoki Genueńskiej we Włoszech. Tworzeniu się tych niżów sprzyja szczególna, choć niestety coraz częstsza sytuacja, czyli kiedy wody Morza Śródziemnego są bardzo, bardzo ciepłe, a na dnie napływa chłodne powietrze z nad Atlantyku. To wilgotne powietrze zaczyna się bardzo gwałtownie wznosić i wraz z tym wznoszeniem zaczyna wirować, co jest normalnym procesem wynikającym z siły Coriolisa. Dlatego wszystkie te niże, wyże kręcą się w określoną stronę, zależnie od półkuli.

Ola: Tak, siła Coriolisa, czyli coś, co wynika z ruchu obrotowego Ziemi.

Piotr: Dokładnie. Co jest w sumie dość logiczne: im wyższa jest temperatura powietrza, tym bardziej intensywne jest parowanie, a dodatkowo, zgodnie z termodynamiką, im powietrze jest cieplejsze, tym może pomieścić więcej pary wodnej. Zasada generalna jest taka, że z każdym pojedynczym stopniem Celsjusza wzrostu temperatury powietrza mieści się tam o 6-7% więcej pary wodnej. Dlatego w zimie, kiedy powietrze jest bardzo zimne, ta para wodna w ogóle się tam nie mieści, to powietrze jest suche. Jak jest mróz, pamiętacie te doświadczenia z wylewaniem wrzątku, to daje taki efekt bardzo wyraźnego stworzenia takiej chmury, właśnie dlatego, że w tym powietrzu nie mieści się para wodna.

Teraz te masy powietrza z niżu tworzącego się w okolicach Zatoki Genueńskiej są napompowane, nabrzmiałe od wilgoci, a żeby ta wilgoć zniknęła z atmosfery, bo po jakimś czasie to musi nastąpić, taki niż musi się wypadać.

Ola: Niże genueńskie często pozbywają się tych ogromnych ilości wody na północy Włoch, w Szwajcarii, Grecji czy na Bałkanach. Tak się również składa, że w pewnym szczególnym układzie mas powietrza te niże wędrują nad Europę Środkowo-Wschodnią, w tym nad Polskę. Szlak tej wędrówki się powtarza, zyskał nawet specjalną nazwę – to szlak Vb (5B). Został po raz pierwszy opisany w 1891 roku. Autorem tego opisu jest niemiecki meteorolog Wilhelm Jacob van Bebber. Ta trasa niżu jest stosunkowo rzadka – zdarza się nieczęsto, ale jeśli już się zdarzy, przynosi naszej części Europy opady, które mogą być wręcz katastrofalne.

Piotr: To zresztą najlepiej świadczy o tym fakt, że wszystkie największe powodzie w Polsce w ostatnich dziesięcioleciach są spowodowane właśnie przez niże genueńskie. Mamy tę słynną, niesławną "powódź tysiąclecia" – powiem szczerze, że wątpię lekko, czy to będzie rzeczywiście powódź tysiąclecia, zważywszy na to, co się w tej chwili dzieje w atmosferze, bo to tysiąclecie… zależy, jak to liczyć, może poprzedniego tysiąclecia.

W każdym razie to, co nazwano powodzią tysiąclecia, czyli 1997 rok, potem były powodzie w maju i czerwcu 2010 roku, i ta powódź, którą wszyscy mamy najbardziej w tej chwili w głowie, czyli wrzesień 2024 roku – ten niż genueński nosił imię Borys. Teraz mamy Gabriela, te nazwy są, jakie są. Tym niemniej, co jest najważniejsze, to że każda z tych dużych powodzi w Polsce to skutek tego rodzaju niżu.

0:13:29 Front atmosferyczny i prognoza dla Polski

Ola: Obecnie, w początkach lipca 2025, mamy do czynienia z układem atmosferycznym, który prowadzi do takich właśnie sytuacji. Już 5 i 6 lipca nad Zatoką Genueńską zgromadziły się chmury burzowe, a w nocy z niedzieli na poniedziałek przybrały postać frontu atmosferycznego. Front to granica pomiędzy masami powietrza o różnych właściwościach, w tym wypadku ta granica oddziela powietrze chłodne od ciepłego i wilgotnego.

Ten front przyniósł już w poniedziałek silne burze na południu Polski, a dodatkowo połączył ciepły niż genueński, o którym tu mówimy, z innym układem – chłodnym niżem znajdującym się nad Półwyspem Skandynawskim. Żeby to sobie wyobrazić, przeprowadźcie taką nieco chwiejną linię, która prowadzi mniej więcej od Genui przez Węgry aż po Skandynawię. Jej półmetek przypada zazwyczaj gdzieś w okolicach południowej granicy Polski, a ponieważ ta linia wykręciła, w tej chwili troszkę bardziej od wschodu zachodzi Polskę.

Kiedy powstał ten front, kiedy te niże zyskały jakby coś na kształt pasa transmisyjnego, potwierdziły się przypuszczenia meteorologów, że niż genueński z początku lipca obierze tym razem szlak Vb, a więc z całą tą wodą w nim zawartą wyruszy w stronę naszego kraju. Centrum tego niżu we wtorek w południe, my nagrywamy trochę po południu, znajdowało się nad pograniczem Serbii i Węgier, a nad południowo-wschodnią Polskę ma dotrzeć w nocy z wtorku na środę. Póki co, mamy stan na wtorek nieco po południu – niż genueński Gabriel jeszcze nie przybrał formy cyklonu, czyli jeszcze nie zaczął wirować, ale zapewne zrobi to w ciągu najbliższych kilku, może kilkunastu godzin, bo jak wiadomo, siła Coriolisa jest bezlitosna – każe się obracać, to się trzeba obracać.

Zanim jednak ten niż, ten Gabriel, zawita do nas we własnej osobie, już od poniedziałku i teraz we wtorek odczuwamy burze. Chodzą po Polsce i są bardzo silne, alerty RCB o tym ostrzegały. Tyle że na razie te burze jeszcze nie są związane z Gabrielem, tylko z tym chłodnym frontem atmosferycznym, który też, jak wiadomo, niesie zawirowania i może wywoływać gwałtowne burze.

Piotr: Muszę zrobić dygresję zupełnie niezaplanowaną z tą siłą Coriolisa. Ona wpływa na wielkie masy powietrza, natomiast nie wpływa na wodę spływającą w sedesie, w umywalce czy w misce z dziurą. Te rzeczy, które możecie czasem oglądać na zasadzie sztuczki – że na równiku po jednej stronie pan wlewa gdzieś wodę i ona kręci się w jedną stronę, a robi dwa kroki na drugą stronę równika i kręci się w drugą stronę – to po pierwsze nie ma nic wspólnego z siłą Coriolisa, po drugie jest to nieprawda, to tylko oszustwo, mniej więcej na poziomie gry w trzy kubeczki. To znaczy tak to nie działa, nieprawda, że woda się kręci w inną stronę, a jeżeli się kręci, to nie wynika to z jakichkolwiek sił i półkul. To tylko taka poboczna uwaga, przepraszam, musiałem, bo ostatnio ktoś to nawet wyciągnął.

Wracamy do tego, co się dzieje albo będzie się działo nad Polską. Prognozy są dość zgodne w kwestii tego, że ten niż dotrze nad Polskę, choć oczywiście jest jak zawsze gwiazdka, w tym wypadku może nawet większa niż zwykle, bo meteorolodzy mocno zastrzegają, że niże genueńskie bywają nieprzewidywalne, że bardzo trudno jest precyzyjnie prognozować ich przebieg. Ale w tej chwili jesteśmy już na tyle blisko tych wydarzeń, że to się wydaje dość nieuchronne. Kiedy ten niż już wyląduje nad Polską, jego centrum ma zawisnąć nad południową i centralną Polską, konkretnie nad Łodzią, i niestety ma tam tkwić nawet przez mniej więcej 3 dni. To jest właśnie największy problem z tymi niżami.

Podobny problem pojawił się we wrześniu 2024 roku, a powodem jest to, że ten niż zostaje zablokowany nad Polską przez wyż znajdujący się nad Rosją, a ta blokada powoduje, że po prostu niż wisi i się wypada.

Ola: Wypróżnia się.

Piotr: Wypróżnia się nad tym obszarem, nad którym zostaje zablokowany. Prognozy mówią, że w ciągu 5 dni może spaść gdzieniegdzie nawet do 160 litrów wody na metr kwadratowy. Wiem, że to jest liczba, która wielu osobom nic nie mówi, ale to jest dużo, bo jaka jest tam średnia lipcowa? Nie pamiętam.

Ola: Około 70 litrów na metr kwadratowy w okolicach Warszawy.

Piotr: Całego lipca, a tu mówimy o 5 dniach.

Ola: Dodam, że trafiłam na sporo więcej takich szacunków co do tego, jakie mogą być maksymalne opady w ciągu tych kilku dni. Niektóre mówiły nawet o tym, że do 200 litrów na metr kwadratowy może spaść w ciągu trzech dni.

Piotr: Gdzieś trafiliśmy informację, że 300.

Ola: A 300 to jest wynik z września 2024 roku.

Piotr: Było gdzieś, że nad górskimi obszarami może spaść do 300. Może się już to zdezaktualizowało.

Ola: Co chwila to się zmienia, więc nie należy się do tych konkretnych liczb przywiązywać. Tym niemniej to jest dużo, ale wciąż mniej niż spadło podczas poprzedniej powodzi we wrześniu 2024 roku. Te 300 litrów wody na metr kwadratowy spadły w masywie Śnieżnika w ciągu zaledwie jednej doby. I ważne jest to, że te opady, które mają się u nas pojawić, prawdopodobnie rozłożą się na kilka kolejnych dni. Więc sytuacja wydaje się nie być najgorsza.

Piotr: Tak, dokładnie. Jeszcze ciekawa sprawa: jak ten niż ruszy nad południową, centralną Polskę, to będzie się przynajmniej przez jakiś czas dziwnie przemieszczał. Nie tak jak zazwyczaj na północny wschód, czyli na taką linię, jak się wykreśli od Genui do nas, tylko częściowo na zachód. Skąd ten efekt? To jest wpływ skomplikowanej sytuacji wytworzonej dodatkowo przez prąd strumieniowy.

O prądzie strumieniowym mówiliśmy już wiele razy, ale powiem jeszcze raz: to jest taka smuga, czy raczej wstęga, bo to jest bardzo płaskie powietrze, które przemieszcza się na wysokości dziesięciu, kilkunastu kilometrów, bardzo intensywnie wiejąc, generalnie z zachodu na wschód. Rozdziela chłodne powietrze z obszarów polarnych od tego cieplejszego, które znajduje się bliżej zwrotników. Normalne jest, że w lecie ten prąd strumieniowy słabnie, bo tam są mniejsze różnice temperatur. Natomiast teraz osłabł nam bardzo, bardzo.

Ola: Nad Europą.

Piotr: Nad Europą, tak, prawie że zanika. Rwie się, meandruje, tak jak meandry na rzece, dosłownie wytwarza takie pętle. I akurat tak się składa, że 9, 10 lipca utworzy taki meander, takie zakole. Nad północno-wschodnią i centralną Polską będzie jedno z ramion tego zakola, i to ramię będzie wiało częściowo na północny zachód, czyli w dużym stopniu zawróci względem tego normalnego kierunku. I właśnie ten efekt popędzi ten niż genueński nieco na zachód zamiast na wschód.

Ola: Jeszcze tutaj dodam, że normalnie te ruchy powietrza, które u nas mają miejsce, przebiegają od Atlantyku ku Syberii. To jest najbardziej normalna sytuacja. Jeśli chodzi o to, co się dzieje obecnie, złą wiadomością jest to, że znowu, podobnie jak we wrześniu 2024, mamy do czynienia z masami powietrza, które niosą o wiele więcej wody, niż to się przeciętnie dzieje w obrębie niżu genueńskiego. Ostatnio te niże są rzeczywiście silniejsze, ale dlaczego ten niż z września 2024 był taki niszczycielski? Tutaj można powiedzieć, że wchodzi nam z butami ocieplenie klimatu, bo ten niż genueński czerpie energię, czyli wilgoć i ciepło z Morza Śródziemnego, a to morze znów, jak w 2024 we wrześniu, jest wyjątkowo gorące. Doświadcza kolejnej fali upałów, która jest naturalnym następstwem wysokich temperatur powietrza w tym regionie.

Znów mamy atak upałów na południu Europy, i to jedno z drugim się bardzo silnie wiąże. Średnia temperatura wód powierzchniowych Morza Śródziemnego dla tej pory roku wynosi około 23 stopni Celsjusza, ale nie tym razem. Teraz, czyli z danych z końca czerwca 2025 roku, odnotowano prawie 26 stopni Celsjusza, czyli o niemal 3 stopnie więcej niż wynosi średnia wieloletnia.

Piotr: A to jest bardzo duża różnica. Wiem, że to nie brzmi groźnie, ale mówiliśmy już wiele razy, że jeżeli mówimy o średnich temperaturach, nie o tym, czy dzisiaj rano było cieplej czy zimniej, to takie 3 stopnie naprawdę bardzo dużo zmieniają.

Ola: Tutaj należy wskazać obszary, gdzie jest najgorzej – te akweny to Morze Tyrreńskie i Liguryjskie. Częścią Morza Liguryjskiego jest Zatoka Genueńska, czyli miejsce, gdzie powstaje ten nasz nieszczęsny niż. Tam temperatura wód powierzchniowych jest aż o 5-6 stopni wyższa od średniej wieloletniej.

Piotr: Właśnie spojrzałem na temperaturę wody koło Genui i wynosi 26 stopni, mamy podgląd na bieżąco, to są dane na tę chwilę. Jak się przesuniemy odrobinę bardziej na południe Morza Śródziemnego, mamy 28 stopni. W okolicach Barcelony 28 stopni.

Ola: To są rekordowe temperatury. Należy dodać, że lipiec wcale nie jest najcieplejszym miesiącem dla wód Morza Śródziemnego, bo takim miesiącem jest sierpień, a po nim wrzesień, kiedy to już w zeszłym roku dało sygnał, że jest bardzo, bardzo źle.

Piotr: Tylko powiem, przepraszam, że wpadnę ci w słowo, bo zacząłem grzebać w tej mapie. Dla porównania, żeby mieć jasność, jak to wygląda: u wybrzeży Portugalii Ocean Atlantycki ma 20 stopni. To jest ta różnica – tu 20, tu 28, 29, gdzieś na południu Włoch, u wybrzeży Grecji 30 stopni temperatura morza.

Ola: To są te różnice. To są temperatury takie, jak miewało kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu Morze Czerwone, gorące Morze Czerwone.

Piotr: Miewało więcej.

Ola: Miewało więcej, ale takich temperatur jednak z Morzem Śródziemnym nie kojarzymy.

Piotr: W tej chwili Morze Czerwone ma 30, 31 stopni, zależy od miejsca. Dodajmy, że jak spojrzymy na mapę, jest naprawdę bardzo na południu, jest na wysokości Sahary i poniżej. Więc to nie jest zdrowa sytuacja.

Ola: Jeszcze przypomnijmy sobie, jakie wartości osiągnęły temperatury wód powierzchniowych na Morzu Śródziemnym we wrześniu 2024 roku. Wtedy były rekordowe temperatury, średnia wyniosła 26,4 stopnia Celsjusza. Wygląda na to, że mamy szansę pobić ten rekord w tym roku.

Piotr: Niestety. I tu wjeżdża główne pytanie, na które właściwie wszyscy czekali: czy w związku z tym znowu będzie powódź? Tradycyjna odpowiedź, jaką naukowcy dają często: trudno powiedzieć jednoznacznie, to zależy. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, czyli IMGW, we wtorek około 14, tam chyba to było trochę wcześniej, wydał komunikat mówiący o tym, że na południu Polski pojawią się wezbrania na rzekach, i to wezbrania najwyższego stopnia z przekroczeniem stanów alarmowych. Mapka pokazuje, że do obszarów, gdzie jest największe ryzyko, należy województwo śląskie, okolice Kielc, a także Tatry i Podhale.

Popatrzymy jeszcze na analizę Krzysztofa Drozdowskiego opublikowaną w Gazecie Wyborczej. Uspokaja, mówiąc cytat: "nie ma mowy o powodzi w takiej skali jak w 2024 roku. Sprzyja nam obecnie niski stan rzek i susza oraz to, że największe opady spodziewane są na terenie równinnym, w centrum kraju, a nie w górach." Tu kończymy cytat.

0:28:34 Czy grozi nam powódź – analiza ryzyka

Piotr: Natomiast ryzyko istnieje. Mamy glebę, która jest wysuszona na wiór i ona, zwłaszcza na początku opadów, zachowuje się niemalże jak beton, to znaczy tej wody nie wchłania. Woda spływa do koryt, do kanałów, do rzek, i niestety, zwłaszcza tam, gdzie to są niewielkie koryta, mogą się bardzo szybko przepełniać. Rzeczka Perełka – kto słuchał uważniej, ten wie, że jesteśmy z okolic Piaseczna.

Ola: Pod Warszawą.

Piotr: W 2010 roku taka naprawdę ciapkowato-pospolita, poczciwa Rzeczka Perełka…

Ola: Właściwie w dużej mierze będąca kanałem płynącym przez miasto.

Piotr: Tak, taki naprawdę strumyczek, wystąpiła z brzegów i naprawdę zdemolowała centrum Piaseczna. Tam już dokonano różnych zmian, więc jest nadzieja, że to się nie powtórzy. Natomiast jeśli chodzi o większe rzeki, jak Wisła czy Odra, to zdaniem meteorologów i hydrologów fale powodziowe raczej nie grożą, bo w tej chwili jest bardzo niski poziom wody w skutek suszy. 6 lipca na Wiśle został pobity kolejny rekord – na stacji Warszawa Bulwary było 13 centymetrów. Na innych stacjach były inne odczyty, ale tu chodzi o porównanie z tej samej stacji – to jest pobicie rekordu zeszłorocznego, który też był rekordem, chyba od lat 30, najniższym poziomem, nie chcę skłamać.

Problemem jest oczywiście też to, że te same ulewne deszcze spadają na wielkie miasta – szczególnie chodzi o Kraków, Warszawę, Łódź, aglomerację śląską. I wtedy hula po nich woda jakby jutra miało nie być, a ta miejska "betonoza" przyczynia się do lokalnych podtopień, bo nasze miasta wciąż nie są za bardzo przystosowane do takich sytuacji. Pamiętam, jak wspominałem o Singapurze, gdzie są dobrzy w duże opady. Singapur jest 3 stopnie od równika, całe miasto jest poprzecinane betonowymi wąwozami, a te mają na dnie takie subwąwoziki, przez które zwykle przy normalnych opadach płynie sobie mały strumyczek. Te kanały betonowe potrafią się napełniać w ciągu kilkunastu minut i nagle zamieniają się w rwące rzeki. Tyle że u nich to jest przy deszczach tropikalnych, równikowych, dość normalne, powtarzalne zjawisko, więc są na to przygotowani i ta woda jest odprowadzana. Tam to nie jest rejon, gdzie trzeba tę wodę zachowywać i dystrybuować osobno.

Ola: Odprowadzanie wody kanałami jest bardzo nierozsądnym podejściem.

Piotr: Dlatego u nas wszelkie ogrody deszczowe, wszelkie takie struktury…

Ola: Tereny podmokłe.

Piotr: Dokładnie, które tę wodę są w stanie odprowadzić również w obrębie miasta, i jest możliwe tworzenie tego typu struktur. Ale to jest już oddzielny, hydrologiczny temat.

Ola: Jest jeszcze jeden problem, który może się wiązać z nadejściem do nas niżu genueńskiego – chodzi o Bałtyk i o to, że jest wysokie ryzyko, że nastąpi na Bałtyku sztorm i pojawią się bardzo wysokie fale, co może powodować tak zwane cofki na rzekach, wtłaczanie wody w głąb lądu. Tutaj również miasta nadbałtyckie mogą być zagrożone, w tym przede wszystkim Trójmiasto.

Piotr: Mamy zagrożenie dla sporej części naprawdę dużych polskich miast. Tym razem najprawdopodobniej szczęśliwie ominie to wszystko Dolny Śląsk, trzymamy kciuki, żeby tak było. Dolny Śląsk już dostał potężne "wciry" w ostatnich latach.

0:36:16 Niże genueńskie w historii – Emilia-Romagna i cyklon Daniel

Ola: Nad Morzem Śródziemnym, które dzisiaj tak obracamy w tę i z powrotem, tworzy się naprawdę wiele potężnych niżów i one działają jak pompy – zasysają ciepłe masy powietrza znad Afryki i przesuwają je nad Morze Śródziemne, gdzie się nasycają wilgocią, a następnie idą dalej i uwalniają tę wilgoć w postaci gwałtownych opadów. To jest dość czytelny schemat. Wspomnijmy kilka takich niżów, które spowodowały katastrofalne powodzie – co gorsza, te niże to są niże z dosłownie ostatnich lat, bo takie rekordy są bite właściwie co roku, kiedy się okazuje, że jakieś ekstremalne zjawisko pogodowe wywołuje katastrofę naturalną.

W maju 2023 roku jeden z takich groźnych niżów zniszczył włoską prowincję Emilia-Romagna, tę, której stolicą jest Bolonia – można sobie wyobrazić, że to jest północny wschód Włoch. Stało się to dlatego, że niż, który niósł ciepłe i wilgotne masy powietrza znad Afryki Północnej i Morza Śródziemnego, napotkał chłodniejsze powietrze znad Apeninów, gór we Włoszech. Ten konkretny niż był wyjątkowy, choć nie aż tak bardzo, bo w ogóle niże genueńskie mają skłonność do tego, żeby poruszać się bardzo wolno. Dlatego są niebezpieczne – przez dłuższy czas wisza nad jednym miejscem, nawadniają to miejsce.

Piotr: A jak coś zablokuje, to jest jeszcze gorzej.

Ola: Jeszcze gorzej, i to sprawia, że pojawiają się gwałtowne powodzie. Również w tym samym roku, 2023, ale we wrześniu, pojawił się kolejny układ nazywany cyklonem Daniel. To był jeden z najbardziej niszczycielskich niżów w rejonie Morza Śródziemnego. Opady, które zafundował regionom we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, należały do absolutnie rekordowych, a było to spowodowane właśnie wyjątkowo w owym czasie wysoką temperaturą powierzchni morza, ponad 26 stopni Celsjusza. A wiemy, że ten rekord został pobity już w roku 2024, więc nie idzie ku lepszemu.

Piotr: Tak, ten cyklon Daniel przyniósł katastrofalne powodzie w południowo-wschodniej Europie – Grecja, Bułgaria, Turcja. 5 września 2023 roku we wsi Zagora w Grecji w ciągu doby spadło, uwaga, 700 milimetrów deszczu.

Ola: Czyli 700 litrów wody na metr kwadratowy.

Piotr: Czyli, powiem tak: prawie wypełniło tę kostkę, bo metr kwadratowy – jak sobie weźmiemy metr sześcienny, to metr na metr na metr, no to tu mamy 70 centymetrów. To jest kilkadziesiąt razy więcej niż średnia opadów w tym samym miesiącu w całym kraju, a to wszystko zwaliło się na tę jedną wieś i jej okolice.

8 września, czyli trzy dni później, Daniel dotarł do wybrzeży Libii. W nocy z 10 na 11 września wywołał nawalne deszcze w okolicach miasta Derna. Może już ktoś kojarzy – woda praktycznie natychmiast wypełniła koryto okresowej rzeki Wadi Derna i spowodowała absolutnie katastrofalną powódź w tym mieście. Tam pękły wtedy dwie zapory. Liczba ofiar śmiertelnych wyniosła, no właśnie, nawet nie wiadomo ile, od 5 do 15 tysięcy. Budynki zostały dosłownie zmiecione z powierzchni ziemi. To była druga najbardziej śmiercionośna w historii katastrofa związana z pęknięciem zapory. Gdyby kogoś interesowały szczegóły, opis tego, zrobiony w miarę na bieżąco, opowiadaliśmy w 48 odcinku naszego podcastu.

0:39:06 Powódź w Niemczech i Belgii 2021 – cyklon Bernd

Ola: Tym razem zajmijmy się innymi niżami, tymi, które przychodzą znad Atlantyku. W 2021 roku, w lipcu, w Niemczech i Belgii pojawiły się katastrofalne powodzie, spowodowane przez taki układ niżowy znad Atlantyku. Przemieszczał się z oceanu na wschód przez Europę Zachodnią i miał ogromny zasięg, dzięki czemu, kiedy znajdował się nad Europą Zachodnią, zasysał ciepłe i wilgotne powietrze znad Morza Śródziemnego, a w szczególności znad Adriatyku – po wschodniej stronie Alp, takim strumieniem. Temu układowi niżowemu nadano nazwę Bernd.

Niestety znów, jak to niże, o których opowiadamy, został zablokowany – utknął w połowie lipca na kilka dni nad Europą Zachodnią, głównie nad takimi państwami jak Belgia, Niemcy, Holandia, Szwajcaria. Zablokował go silny wyż, który znajdował się wówczas nad północno-wschodnią Europą. Dodatkowo ten układ niżowy, który osiadł nad Niemcami czy Belgią, oparł się o Alpy, i można powiedzieć, że Alpy stanowiły dla niego taką zaporę, w związku z czym się tam usadowił, ustabilizował na dłuższy czas.

Piotr: A wtedy wydarzyła się kolejna rzecz – kiedy Bernd przemieścił się nad Belgię i Niemcy, zaczął zasysać wilgotne powietrze znad wyjątkowo gorącego w tym okresie Morza Bałtyckiego. Fala letnich upałów spowodowała wzrost temperatury na powierzchni Bałtyku do ponad 25 stopni Celsjusza, u wybrzeży Polski i krajów nadbałtyckich – to jest aż o około 4 stopnie powyżej średniej. To spowodowało, że masy powietrza nad Niemcami, nad Belgią jeszcze bardziej się nasyciły wilgocią, więc jeszcze intensywniejsze były opady. W niektórych miejscach w ciągu doby spadło ponad 150 milimetrów wody na metr kwadratowy. Te nawalne deszcze trwały tam od 12 do 17 lipca. Takie silne opady zdarzają się raz na kilkaset, czy nawet raz na tysiąc lat – tak to się szacuje, choć czy te statystyki się utrzymają, to jest oddzielna sprawa.

Chciałbym zrobić skok do trochę innego wydarzenia, ale zaraz powiem, skąd to powiązanie. Z pewnością, albo bez pewności, być może słyszeliście, że 4 lipca nad ranem czasu amerykańskiego – to jest dość istotne, że w tym akurat momencie i godzina, i dzień – doszło do tragicznej powodzi błyskawicznej w okolicach Guadalupe River. To jest Teksas, hrabstwo Kerr.

0:44:45 Powódź błyskawiczna w Teksasie

Piotr: Co tam się w ogóle wydarzyło? Skutki są dramatyczne, bo już w tej chwili wiemy o co najmniej 104 zmarłych osobach, z tego co najmniej 28 to dzieci. Zdarzyło się tam coś wyjątkowego, innego niż to, co nadjeżdża teraz nad Polskę. Pojawił się lokalny, można powiedzieć punktowy, niezwykle gwałtowny opad deszczu. Na mapach wygląda to jak dosłownie nieduża kropka, mająca kilka, może 10 kilometrów średnicy, która bardzo pechowo pojawiła się nad źródłami rzeki Guadalupe i przemieszczała się co więcej wzdłuż jej biegu. To jest najgorszy możliwy scenariusz.

Znajdziecie bardzo ciekawy, po angielsku, ale bardzo dobrze napisany i przystępny tekst z analizą, mówiącą, że gdyby próbować ułożyć wszystkie możliwe najgorsze scenariusze, to jest właśnie ten najgorszy z najgorszych. Mamy resztki huraganu, który się przemieszczał nad tym rejonem, poleciał już właściwie nad Meksyk i prawie się wykończył, ale jeszcze powodował zawirowania w atmosferze. Do tego bardzo nagrzana powierzchnia Zatoki Meksykańskiej. Autor tej analizy pisze po prostu: gałów, ani amerykański, ani meksykański, i tak bardzo ostrożnie.

Ola: No tak, ale ostatnio właśnie słyszałam o tym, że to przecież Amerykanie mają sobie nazywać Zatoką Amerykańską, a my mamy nazewnictwo takie, jakie mamy.

Piotr: Mamy Zatokę Meksykańską bezwzględnie nadal. Idziemy dalej. To jest zdarzenie wyjątkowe, we wszystkich takich analizach i klasyfikacjach jest zaznaczane jako ekstremalnie rzadkie, jako bardzo szczególny zbieg okoliczności. Bo rzeczywiście, owszem, tam były inne opady, natomiast tu się wydarzyło coś, co można nazwać oberwaniem chmury, chociaż nie przepadam za tą nazwą.

Ola: Nasze psy też się oburzyły.

Piotr: Nie można, przepraszam psy. I teraz, co się tu zdarzyło? Cała ta woda wlała się do rzeki – tam były w dodatku dwie rzeki, to znaczy jest ta główna Guadalupe River, i jest jeszcze mniejszy jej boczny dopływ. Te opady obejmowały oba te koryta. Pierwszy pomiar mamy z godziny 1:10 w nocy – przepływ wody wynosił 0,23 metra sześciennego na sekundę. To była taka pierwsza dziesiąta, wyschnięte koryto z ciurkającym strumyczkiem. O 4:35 rano w tym samym miejscu przepływ wody wynosił, uwaga, 3400 metrów sześciennych na sekundę. Jeszcze raz: w ciągu 3 godzin z kawałkiem z 0,23 metra sześciennego do 3400 metrów sześciennych na sekundę.

Gdyby ktoś potrzebował zobrazowania tego – ten przepływ jest większy niż na wodospadzie Niagara, taki normalny, średni. Na Niagarze jest sporo niższy zazwyczaj. Więc to pokazuje, co się wydarzyło na małej, stosunkowo, rzeczce. Dodajmy, że prawdopodobnie ten przepływ był znacznie większy, bo przy tych 3400 metrach sześciennych na sekundę przestał działać czujnik, więc tam prawdopodobnie było tego więcej.

Ola: Jak to wyglądało w liczbach konkretnych? To znaczy, o ile podniósł się poziom tej rzeki? Są dostępne takie timelapsy, poklatkowe filmy, na których widać, że w ciągu 15 minut poziom rzeki podniósł się o 7-8 metrów.

Piotr: Tak, dokładnie, to są tego typu liczby. I co się tu jeszcze dodatkowo wydarzyło? To był 4 lipca nad ranem, a 4 lipca, jak pewnie część osób pamięta, to jest najważniejsze amerykańskie święto narodowe.

Ola: Dzień Niepodległości.

Piotr: Dzień Niepodległości, dokładnie. W dodatku to był piątek, w związku z czym jeszcze się dokładnie na to nakłada to, że wolny dzień, ludzie wyjeżdżali już poprzedniego dnia. Po drugie, to jest obszar bardzo kempingowy, ten rejon zbiegu tych rzek. Znajdował się tam między innymi Camp Mystic, ośrodek, w którym odbywał się obóz dla dzieci, dla dziewczynek. I to wszystko wydarzyło się w dodatku w nocy, w związku z czym mamy: dużo ludzi, święto, środek nocy i nawał wody, który w bardzo krótkim czasie robi rzecz zupełnie nieprzewidywalną.

I teraz pytanie, czy dało się to przewidzieć. Tak i nie – zapowiadano gwałtowne opady, co więcej, w tej analizie jest przejrzane, jak szły komunikaty, jak informowano o tym. W którymś momencie włączono taki system przełamujący, jak przy okazji Amber Alert, czyli tych alarmów włączanych w wypadku zaginięcia dziecka – to system, który przełamuje wszelkie zabezpieczenia telefonu.

Ola: Wyciszenia w telefonie.

Piotr: Tak, telefon nie jest wyłączony "na amen", zaczyna drżeć, błyskać i tak dalej. Podjęto takie działania, alarmy poszły, natomiast poszły stosunkowo późno, dlatego że wcześniej nie było wiadomo, że to się aż tak wydarzy, że to tak gwałtownie wszystko nastąpi. Więc tu nawet trudno mówić o jakiejś winie, pewnie będą liczne analizy.

Natomiast jest tam pewien wątek ze znakiem zapytania – od kilku miesięcy administracja prezydenta Trumpa bardzo intensywnie wyrzuca ludzi, również z National Oceanic and Atmospheric Administration, czyli NOAA, agencji zajmującej się prognozowaniem pogody. Wiem, że tu nie da się przeprowadzić prostej linii, że to jest wina tych redukcji – pewnie nie jest, pewnie to by się wydarzyło i w innym momencie. Natomiast bardzo wyraźnie to nie jest moment na redukowanie liczebności, wyrzucanie specjalistów z tego typu agencji. To nie jest moment, można powiedzieć, historyczno-klimatyczny, kiedy to byłoby dobrym pomysłem.

Ola: Wiele pomysłów realizowanych przez tę administrację nie jest dobrymi pomysłami, jak również obcinanie budżetu na programy dotyczące walki z chorobami.

Piotr: Na przykład tak, plus obsadzenie pana Kennedy'ego, któremu poświęciliśmy pół odcinka kiedyś. To nie są dobre pomysły, naprawdę.

Co jeszcze można powiedzieć? To jest w ogóle część większego problemu, który dotyczy też Polski, choć w inny sposób i w innym stopniu. Samorządy lokalne w Stanach Zjednoczonych, budując drogi, zabezpieczenia i tak dalej, polegają na historycznych danych, bardzo dobrych, ale przygotowanych przez NOAA, danych mających często kilkanaście albo więcej lat.

Ola: To znaczy, że już w obecnym stanie klimatu są nieaktualne, zwyczajnie.

Piotr: Dokładnie, czasem mają nawet po kilkadziesiąt lat. Na przykład hrabstwo Harris, do którego należy Houston, podjęło się aktualizacji, przeglądu wszystkich swoich statystyk dotyczących opadów, i wyszło, że ich dane poprzednie, pochodzące z lat 60. i 70., mówiły o 13 calach opadów, a w tej chwili mamy 18 cali. To w prostym przeliczeniu pokazuje, że jedna trzecia głównych dróg i autostrad w całym hrabstwie jest narażona na zalanie, dlatego że były budowane, i do 2018 roku nadal były budowane, według tych starych standardów.

I teraz kwestia tego, czy można powiedzieć, że te rzeczy, o których mówimy, są spowodowane przez zmiany klimatu. Nie, nie można – to znaczy, jeżeli ktoś wam powie, że powódź w Polsce w zeszłym roku zdarzyła się w wyniku zmian klimatu, to jest nieprawda.

0:53:16 Zmiany klimatu i podsumowanie

Ola: Bo tego typu powodzie, spowodowane niżami genueńskimi, zdarzały się wcześniej, a zmiany klimatu mają owszem wpływ na te niże, dlatego że podwyższają temperaturę powierzchniową wody w Morzu Śródziemnym, a w przypadku innych niżów także w Bałtyku. Te niże mogą wówczas zaciągać więcej wilgoci z powierzchni mórz, w związku z czym mają więcej energii i więcej wody do zrzucenia na różne obszary. A w momencie, kiedy – co się zdarza w szczególnych warunkach – zostają zablokowane przez inne układy niżowe czy wyżowe, to przebywając nad jednym obszarem, rzucają te gigantyczne ilości wody, wilgoci, na ten jeden obszar. W związku z tym to, co można powiedzieć na temat związku zmian klimatu z tymi konkretnymi wydarzeniami, i co jest prawdą, to jest to, że wzmaga się intensywność tych zjawisk.

Piotr: Jeszcze dodam od siebie, że tu, zwróćcie uwagę, jak mówiliśmy przy katastrofach lotniczych, potrzeba wielu elementów, żeby doprowadzić do takiej katastrofy. Tu mamy wiele elementów, które oddzielnie rozpatrywane nie dawałyby takiego efektu, ale spójrzcie na to w ten sposób: mamy bardziej niż zazwyczaj ciepłą powierzchnię Morza Śródziemnego, czyli więcej wilgoci w powietrzu, bo też wyższe temperatury powietrza – to już wiemy, że tam się więcej tej wilgoci ładuje. Wędruje sobie niż genueński na ten północny wschód, jak to zwykle lubi, ale po drodze napotyka różne perturbacje, na przykład ten prąd strumieniowy, który częściowo zawraca. To znowu jest rzecz, która zdarza się bardziej w wyniku tego, że ogrzewają się obszary arktyczne, a różnica temperatur między tymi obszarami a bardziej południowymi na naszej półkuli jest mniejsza, więc prąd strumieniowy jest słabszy, bardziej skłonny meandrować. Czyli mamy kolejny czynnik.

Do tego dochodzi to, że mamy susze w Polsce, i to oczywiście działa na naszą korzyść w jakimś stopniu, bo są niższe stany rzek, ale jednocześnie ziemia jest bardziej wyschnięta, w związku z czym ta woda będzie na początku szybciej spływała. Podobnie działo się w Teksasie – tam wpływ bezpośredni zmiany klimatu jest niewielki, natomiast wpływ pośredni zaczyna być istotny, dlatego że znowu składa się wiele różnych czynników: bardzo ciepła Zatoka Meksykańska, te perturbacje w atmosferze, które się tam nałożyły i spowodowały taki strzał wody. To są rzeczy wzmagane przez zmiany klimatu, więc nie ma tu prostego powiedzenia, że zmiany klimatu powodują to i to. Wszystkie te elementy, które są spowodowane przez zmiany klimatu, przyczyniają się do bardziej intensywnych, bardziej gwałtownych, również być może, choć tu jest znak zapytania, częstszych tego typu zjawisk. Taka jest odpowiedź, jak zwykle trochę rozmyta, ale nie możemy z pewnością powiedzieć, że to nie ma nic wspólnego.

Ola: Jeszcze tutaj dodam, że wszystkie obliczenia mówią o tym, że ilość deszczu całościowa, która w ciągu roku spada na powierzchni Polski, jest zbliżona do tych wartości, jakie były notowane w ubiegłych latach czy dziesięcioleciach. Natomiast ponieważ mamy właśnie ekstremalne warunki, pojawiają się fale upałów, to pojawiają się również susze, i właśnie kiedy susza się kończy, to następuje coś, co można nazwać nawalnymi deszczami – nie mamy takiego spokojnego deszczu, który by nawodnił tę suchą, spieczoną glebę, tylko chluśnięcie.

Piotr: Nawalny opad.

Ola: Nawalny opad, chluśnięcie takie, które rzeczywiście się przelewa, w wielu sytuacjach płynie dalej do morza i nie nawadnia tak, jak to się powinno dziać przy opadach, które dawniej, jak to dawniej bywało – kiedyś to były czasy, kiedy na przykład był deszczowy lipiec, i wówczas ten deszczyk zsiąpił sobie dzień za dniem, a powierzchnia ziemi stopniowo się nawadniała. Teraz nie – albo susze, albo chluśnięcie, i ten schemat się niestety powtarza i pojawia coraz częściej.

Piotr: Słuchajcie, to jest opowieść – kończymy nagrywanie 8 lipca 2025 roku o 15:25. Nie wiemy, co się będzie działo dalej, trudno nam powiedzieć. Staraliśmy się wam przedstawić sytuację taką, jaka w tej chwili jest wiadoma.

Ola: Trzymamy kciuki, żeby nie nastąpiły żadne powodzie, żeby ludziom niczego nie zniszczyło, żeby nikt nie ucierpiał, i żeby Polska i kraje ościenne, i wszyscy wyszli z tego obronną ręką.

Piotr: Dokładnie, więc w ten sposób potraktujcie ten odcinek. Postaramy się dzisiaj puścić go trochę wcześniej, bo właśnie nad nas wchodzą już pierwsze ślady tych opadów, jeszcze nie ta główna część, ale już zaczyna u nas po troszeczku popadywać.

Chciałbym przypomnieć o naszej akcji z pytaniami i odpowiedziami – jeżeli przychodzą wam do głowy jakieś pytania, najlepiej dotyczące codziennych naukowych spraw, wyślijcie je na podcast.crazynauka.pl, albo na pytania, albo na pytanie.crazynauka.pl, albo wrzućcie w komentarzach na Facebooku, głównie Spotify, YouTube, ale właściwie na Facebooku też, czemu nie.

Ola: Jeżeli chcielibyście nas wspierać, bo uznajecie, że przekazujemy wartościowe informacje, to polecamy się na serwisie Patronite, możecie stać się naszymi patronami, albo po prostu postawić nam wirtualną kawę na BuyCoffee.to. Linki znajdziecie w opisie odcinka.

Piotr: Dokładnie, potem zamieniamy tę niewirtualną kawę na nasz ulubiony napój. Mamy też specjalny odcinek o kawie, bardzo polecamy. Słuchajcie, pozostaje nam słowo na dziś, i to słowo na dziś… nie miałem jakiegoś genialnego pomysłu, przyznaję się, jest może mało.

Ola: Albo ja zapomniałam o słowie na dziś, więc wymyślił je Piotrek [? niepewne: Witosz].

Piotr: Wymyśliłem je jakieś 2 minuty temu, i tym słowem na dziś jest opad. Dziękujemy wam bardzo, cześć i trzymajcie się sucho.

Źródła

https://imgw.pl/komunikat-instytutu-meteorologii-i-gospodarki-wodnej-pib-o-aktualnej-i-prognozowanej-synoptycznej-sytuacji-meteorologicznej-i-hydrologicznej-w-kraju-2/ https://www.facebook.com/burzaalertimgw https://meteo.imgw.pl/dyn https://www.severe-weather.eu/global-weather/marine-heatwave-summer-2025-mediterranean-heat-dome-europe-mk/ https://wyborcza.pl/7,75400,32085135,nadciaga-niz-genuenski-silne-opady-w-miastach-moga-sprawic.html https://www.dw.com/en/floods-in-europe-caused-by-vb-conditions-what-are-they/a-69264729 https://www.mercator-ocean.eu/bulletin/ocean-temperature-bulletin-september-2024/ https://www.cimafoundation.org/en/news/the-italian-floods-of-may-2023-a-scientific-analysis/ https://climate.copernicus.eu/esotc/2021/flooding-july https://www.ecmwf.int/en/newsletter/179/earth-system-science/medicane-daniel-extraordinary-cyclone-devastating-impacts https://www.nature.com/articles/s41612-024-00872-2 https://www.copernicus.eu/en/media/image-day-gallery/sea-surface-temperature-southern-baltic-sea-beginning-july-2021 https://resources.eumetrain.org/data/6/663/print_8.htm https://balancedweather.substack.com/p/balancedwx-special-tragic-flash-flooding https://www.climameter.org/20250704-texas-floods https://zenodo.org/records/15829357 https://www.npr.org/2025/07/07/nx-s1-5459755/texas-floods-climate-change

Źródła